BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blada Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blada Łapa. Pokaż wszystkie posty

27 marca 2019

Od Bladej Łapy

Po zgromadzeniu Blada Łapa nie skierował się do obozu za resztą klanu. Ruszył bardziej na północ. W ten sposób dotarł na Północe zbocze. Przysiadł tam, a złość ponownie się w nim zebrała. Jak Klan Gwiazdy mógł coś takiego zrobić?! Wcześniej młody kocur miał minimalne wątpliwości co do zła gwiezdnych, jednak po incydencie ze zgromadzenia był już pewny. Klan Gwiazdy nie pomaga klanom, tylko im szkodzi. Jak inaczej wytłumaczyć to, że na zgromadzeniu na ziemi leżało osiem ciał bezbronnych kotów? Gwiezdni myślą, że teraz koty klanów podkulą ogonki i dalej będą ich wychwalać? W takim razie się mylą! Liliowy wbił pazury w ziemię. Musiał się jakoś opanować, marnował na to wszystko zbyt dużo energii… Potrzebował się na czymś wyżyć. Północne Zbocze było dobrym miejscem na polowanie. Cętkowany uczeń podniósł się. Zaczął węszyć w poszukiwaniu zapachu jakiegoś królika. Deszcz utrudniał sprawę, jednak po dłuższej chwili Blada Łapa złapał dość świeży trop, i poszedł za nim. Nie musiał iść długo. Po chwili znalazł się w  niedalekiej odległości od królika. Zaczaił się z boku, by po chwili mocno odbić się od ziemi tylnymi łapami, i uderzyć w bok zaskoczonego zwierzęcia. Futrzak zaczął się miotać, ale Blady szybko wbił zęby w jego gardło. Królik zastygł w bezruchu, a krew zaczęła wypełniać pysk kocura.

~*~

Wkrótce trudno było określić, jakim zwierzęciem była upolowana przez Bladą Łapę zdobycz. Niebieskooki dosłownie rozerwał królika na strzępy. Uczeń spojrzał na swoje dzieło. Wnętrzności zwierzęcia były rozwleczone po ziemi, otoczone kałużą krwi. Cętkowany terminator spojrzał wyzywająco w górę, na niebo, które było przykryte ciemnymi, deszczowymi chmurami, z których leciały na ziemię ciężkie krople. Jego łapy, pysk i klatka piersiowa były ubrudzone krwią, jednak deszcz powoli zmywał szkarłatną ciecz z jego futra. Kocur raczej nie powinien wracać tak brudny do obozu, więc zaczął czyścić futro językiem.  Niedługo resztki krwi zostały tylko na łapach, pazurach, i zaledwie parę niewielkich śladów w okolicach pyska. Raczej nikt nie zauważy… Mimo, że złość nadal miotała się w młodym kocie, przynajmniej nie okazywał jej otwarcie. Nie stać go było jednak na sztuczny uśmiech, lub jakąkolwiek inną udawaną emocję, gdy wchodził do obozu. Oczy ponownie były zimne jak lód, a ich spojrzenie przeszywało chłodem. Na pierwszy rzut oka nie wyrażały one żadnych emocji, jednak gdy zajrzało się odrobinę głębiej, można było dostrzec w nich kipiącą nienawiść i odrazę, i samo spojrzenie było bolesne., lub też niepokojące. Pysk miał absolutnie obojętny. Przeszedł bokiem obok czuwających nad ciałem Konwaliowej Rzeki kotów, nie zwracając na nich uwagi. Gdy dochodził już do legowiska, poczuł jak coś dotyka go w bark. Odwrócił się gwałtownie. Jak się okazało, była to Pylisty Świt. Kotka wyglądała słabo, a jej oczy były wypełnione smutkiem.

- Blada Łapo, ja… - zaczęła niepewnie. Blady nie miał jednak nastroju na rozmowę. Wbił w nią spojrzenie lodowatych oczu, w których dodatkowo pojawił się niepokojący błysk. Wysunął też pazury dalej ubrudzone krwią, a jego psyk bardzo delikatnie, prawie niewidocznie wykrzywił się w wściekły grymas.

<Pyłek? Przepraszam, że tak  krótko i beznadziejnie.>

23 marca 2019

Od Bladej Łapy

Delikatne promienie wschodzącego słońca pory opadających liści, wpadające do legowiska terminatorów, rozbudziły Bladą Łapę. Kocur skrzywił się lekko, przysłaniając oczy łapą, aby słońce nie świeciło mu prosto w oczy, drażniąc je. Po chwili liliowy wstał przeciągając się, po czym wychylił się z legowiska obrzucając obóz Klanu Burzy spojrzeniem swoich lodowatych, lekko przymrużonych oczu. Nigdzie nie zauważył jednak Ziołowego Nosa, swojego mentora. Zapewne jest on jeszcze w legowisku. Było to dość dziwne, bo zwykle czekał już na ucznia, stąpając z łapy na łapę. Widać, że starał się być dobrym mentorem i nauczyć Bladą Łapę jak najwięcej, jednak uczeń zupełnie nie doceniał starań mentora. Uważał, że jest słabym nauczycielem. Sam jednak uważał się za słabego ucznia. Tak jak za kociaka, dalej był bardzo drobny, chudy, a jego krótkie futro było pozbawione blasku. Co prawda biegał i skakał dość dobrze, jednak jego uderzenia były słabe. Niebieskooki czuł, jakby była to czyjaś wina, ta słabość… Z początku obwiniał za to siebie, jednak po pewnym czasie, z wiekiem… zaczął przerzucać winę na inne koty. Po rozpoczęciu treningu, za winowajcę uznał swojego mentora. Jego winę usprawiedliwiał sobie tym, że po prostu starszy kocur źle go uczy, i dlatego wszystko tak słabo mu idzie.
Również przybrana matka Bladego, Konwaliowa Rzeka, zaczynała go już denerwować i irytować, a pozytywne emocje w stosunku do niej zaczęły w nim wygasać. Dziwne, że kiedykolwiek istniały. Czym było to spowodowane? Kotka zwyczajnie martwiła się o syna, widziała, że jest z nim coś nie tak. Próbowała rozmawiać, jednak kocur denerwował się, odchodził, lub też patrzył na nią tym lodowatym, pustym wzrokiem póki nie odeszła zrezygnowana. Liliowy widział jej smutek, i to, że się o niego martwi, jednak tego nie rozumiał, wszystko z nim przecież dobrze.
Niebieskooki siedział tak przed wejściem do legowiska, wpatrując się pusto w przestrzeń przed nim. Po chwili poczuł szturchnięcie. Jak się okazało, był to jego brat, Szałwiowa łapa, który szturchnął go, zapewne sprawdzał, czy Blady jeszcze żyje. Liliowy jednak nawet nie odwrócił głowy w stronę kremowego, spojrzał na niego jedynie kątem oka. Pręgowany stał tam jeszcze chwilę, po czym pobiegł do swojego mentora, który już na niego czekał. Cętkowany powrócił wiec do wpatrywania się przed siebie. Nie było mu dane jednak długie cieszenie się spokojem. Poczuł bowiem delikatne dotknięcie w bark. Kto znowu zakłóca mu spokój? Odwrócił głowę w stronę przeszkadzającego mu kota. Owym kotem okazał się być Ziołowy Nos. Blada Łapa po prostu z obojętną miną, bez słowa,  skierował się w stronę wyjścia z obozu, gdzie poczekał na lekko zmieszanego mentora.

~*~

Gdy Blada Łapa w końcu wrócił do obozu, było już prawie ciemno, a ostatnie promienie słońca znikały za horyzontem. Chociaż tego nie pokazywał, był zmęczony treningiem, dlatego też od razu skierował się  do legowiska. Zwinął się w kłębek, by po chwili odpłynąć do krainy snów.

~*~

Blady otworzył oczy. Rozejrzał się wokół. Wszystko było jakby pozbawione kolorów, martwe. W powietrzu unosił się ostry zapach zgnilizny, zapach śmierci. Zapach był tak intensywny i wszechobecny, że było aż duszno. Szybko wypełnił on nozdrza kocura. Początkowo liliowy kichnął, jednak po chwili przyzwyczaił się do tego, i zupełnie mu to nie przeszkadzało. Zamrugał kilkukrotnie, próbując zorientować się, gdzie się znajduje. Nie znał tego miejsca, z pewnością nie był to teren Klanu Burzy, gdyż wyglądało to na las. Jak on się tu znalazł? Pamiętał przecież, jak zasypiał w swoim legowisku. Po chwili jednak zaczął zauważać pewne plusy przebywania w tym miejscu. Była to cisza i spokój. Żadnego kota, który przeszkadzał w myśleniu, brak hałasu nie pozwalającego się skupić. Kocur odwrócił się. Za sobą, w niedalekiej odległości zauważył czarną sylwetkę. Kot miał długie, chude łapy, a jego ciało było pokryte licznymi bliznami. Postać wpatrywała się w niebieskookiego świecącymi, przymrużonymi, żółtymi oczami.
- Witaj, Blada Łapo. – powiedziała postać spokojnym tonem głosu, jednak był on również silny i czuć było od niego moc.
- Kim jesteś? – zapytał Blada Łapa spokojnie. Gdzieś w środku odczuwał lekki niepokój, jednak był on słaby, więc nawet, gdyby go pokazał, czego oczywiście nie zrobił, byłby on ledwo dostrzegalny. Sama postać sprawiała wrażenie spokojnej i nie mających złych zamiarów, i wytwarzała jakąś dziwną aurę, kota któremu chce się zaufać.
- Na imię mi Czysta Gwiazda, i jestem tu, aby przedstawić ci propozycję.
Liliowy zastanowił się chwilę. W kocicy było coś nietypowego i niepokojącego, jednak Bladej Łapie zupełnie to nie przeszkadzało, wręcz imponowało. Poczuł nagle, jakby Czysta Gwiazda go rozumiała. Postanowił jej wysłuchać.
- Słucham. – odpowiedział chłodno. Czarna kocica uśmiechnęła się lekko, i powoli podeszła do niego.
- Widzisz… - powiedziała przysiadając obok. – Widzę w tobie całą nienawiść. Jest jej mnóstwo! – zaśmiała się lekko. – Widzę też, że pragniesz siły… W przeciwieństwie do twojego klanu, i tych gwiezdnych przemądrzalców, mogę ci ją dać. – mówiąc cały czas wpatrywała się w ucznia. Po jej ostatnich słowach terminator również na nią spojrzał. Cóż, wzbudziła jego ciekawość. Rzeczywiście, pragnął siły. – A właśnie, gwiezdni przemądrzalcy, czy jak to niektórzy mówią, Klan Gwiazdy… Myślałeś kiedyś o tym? Dlaczego niby jakieś stare trupy, mają mówić ci, co masz robić? Ustalać ci zasady w życiu? Myślą, że wiedzą wszystko, a tak naprawdę nie wiedzą nic! – Blady zaczął zastanawiać się nad słowami Czystej Gwiazdy. Zaczął dostrzegać w nich sens. Tak, kocica ma rację! – I mimo, że ponoć mają tak wielką moc, nie potrafią nawet pomóc kotom, które tego potrzebują. Ale ja potrafię. Dam ci to, czego najbardziej pragniesz. Siła i szacunek.
Tak. Słowa kocicy w uszach Bladej Łapy zdecydowanie miały sens. Miała rację. Zawsze był uczony kłamstwa. Klan Gwiazdy wcale nie jest dobry i wszechmogący! Tak, tak, teraz to widzi. Klan Gwiazdy kłamie. Znalazł wreszcie kogoś, kto mówi mądrze, nie jest nieudacznikiem, kogoś, kto go zrozumie!
- Jedyne co musisz zrobić – przywódczyni Klanu Prawdy mówiła dalej. – to przestać okazywać całą niechęć i nienawiść. Postarać się wyglądać „normalnie”, zachowywać się jak zwykły uczniak. Zachowaj negatywne emocje dla siebie. Dobrze spożytkowana nienawiść może dać wielką siłę. Wystarczy wykorzystać ją w odpowiednim momencie. Ja cię tego nauczę. – Blady zaczynał ufać kotce. Sam nie wiedział czemu, ale jego zdaniem mówiła ona z sensem, mówiła prawdę. W końcu ktoś mądry. – Jedyne co stoi na twojej drodze, to inne koty. Nie chcę twojej siły, wiem to, ty też to wiesz. Są zwykłą przeszkodą na twojej drodze do potęgi, niepotrzebnym problemem. A jak wiadomo, jeśli coś jest niepotrzebne, należy to wyeliminować.
Cętkowany uczeń cały czas analizował słowa czarnej kocicy. Był właściwie w stanie zachowywać się jak inni. Przez całe swoje życie zaobserwował wiele zachowań innych. Wystarczy tylko, że będzie się uśmiechać, pomagać innym, i rozmawiać. Proste. Nie okazywać nienawiści, tylko ją pielęgnować? Proste. Jeśli rzeczywiście ma to mu dać to, czego pragnie, nie ma żadnych przeciwskazań. Po raz kolejny przeanalizował całą wypowiedź Czystej Gwiazdy. Cóż, mimo tego, że dopiero ją poznał, czuł, że może jej zaufać. Nawet nie zauważył, jak Czysta Gwiazda przemieściła się, i nie siedziała już obok Bladej Łapy, a przed nim.
- Więc, wchodzisz w to? – Uśmiechnęła się, wyciągając do niego łapę.
Blada Łapa zastanowił się po raz ostatni. Ostatnia szansa, by się wycofać, uznać, że to jednak nie dla niego. Jednak… liliowy nie miał zamiaru się wycofywać. Mógł w końcu uzyskać coś, czego nie da mu jego klan, ani tym bardziej ten cały Klan Gwiazdy. Kto odrzuciłby taką propozycję? Z pewnością nie Blada Łapa. Uczeń położył swoją łapę na łapie chudej kocicy.
- Tak.

11 lutego 2019

Od Bladego

Delikatne promienie wschodzącego słońca, które wpadały do żłobka, obudziły liliowego kociaka. Gdy tylko otworzył oczy, zobaczył, że Konwaliowa Rzeka ponownie przyciągnęła go do siebie, gdy ten spał. Nie lubił tego. Wolał spać w swoim kącie, z dala od wszelkich sennych pomruków rodzeństwa. Czasami bywało, że ktoś z jego jakże nielubianej rodzinki wlazł na niego podczas snu, przygniatając niebieskookiego swoim ciężarem. Wielokrotnie mówił matce, aby zostawiała go w spokoju, jednak zawsze odpowiadała, że tam w kącie jest zimno, i jeszcze się rozchoruje. Niestety, na nadopiekuńczą opiekunkę nie ma rady. Rozejrzał się po rodzeństwie, i stwierdził, że wszyscy jeszcze śpią. Jak miło, trochę spokoju od hałasu, który wytwarzają jego bracia i siostry. Podniósł się, i stąpając uważnie, aby przypadkiem nikogo nie nadepnąć, poszedł do swojego kochanego miejsca. Ułożył się dość wygodnie i przymknął oczy.

-*-

Było już południe. Blady nadal siedział w kącie, o dziwo tego dnia inne kociaki postanowiły wyjątkowo dać mu trochę spokoju. Świetnie. Leżał tak sobie, aż nagle jego ucho wychwyciło głos kogoś spoza jego rodziny. Odwrócił głowę w tamtą stronę. Jak się okazało, właścicielem, a właściwie właścicielką owego głosu, była Pylista Łapa, uczennica przybranego ojca liliowego, Czaplego Potoku. Odwiedzała już parę razy Konwaliową Rzekę, więc niebieskooki ją kojarzył. Zawsze była jakaś nerwowa i niepewna, czego Blady trochę nie rozumiał. Biało-czarna kotka skinęła głową na przywitanie z szylkretową królową, po czym zaczęła z nią rozmowę, w którą liliowy się już nie wsłuchiwał. Nadal jednak przyglądał się obu kotkom. Po chwili jednak ich rozmowa skończyła się, a Pylista Łapa zaczęła się po kociętach znajdujących się w żłobku. Zapewne zaraz podejdzie do jakiejś grupki bawiących się kociaków i zacznie przechwalać jak to świetnie jest być uczniem, i jak jej świetnie idzie trening z ich ojcem, jaki z niego super mentor… Jednak ku zdziwieniu cętkowanego, wzrok zielonookiej uczennicy spoczął na nim. Obrzucił ją swoim obojętnym spojrzeniem lodowatych oczu i odwrócił się do ściany. Po chwili znowu usłyszał jej głos. Ponownie odwrócił się od ściany i spojrzał na nią. Powiedziała coś do Konwaliowej Rzeki niepewnie spoglądając w stronę Bladego. Królowa spojrzała z lekkim zmartwieniem na kocurka, po czym odpowiedziała. Pylista skinęła tylko głową, a reszty Blady już nie widział, gdyż mało zaciekawiony odwrócił się od kotek. Po paru uderzeniach serca poczuł jednak, jak coś lekko dotyka go w bok. A już myślał, że będzie miał spokój. Lekko zdenerwowany odwrócił się w stronę kota, który śmiał go dotknąć, z tym samym, obojętnym wyrazem pyszczka. Owym kotem okazała się Pylista Łapa. Czego mogła od niego chcieć? Spojrzał na nią wyczekująco. Po chwili kotka odezwała się.
- H-hej, dlaczego siedzisz tu sam, z boku? – uśmiechnęła się niepewnie. – Nie wolisz pobawić się z e swoim rodzeństwem, lub coś takiego…?
Kocur mrugnął powoli, przeszywając swoim lodowatym spojrzeniem łaciatą kotkę. Po chwili odwrócił się po prostu. Nie miał ochoty na rozmowę z innym kotem, a szczególnie z jakąś czepliwą uczennicą.

<Pyłek? Przepraszam, że takie ciulowe>

09 lutego 2019

Od Bladego

Tego dnia liliowy kociak jak zawsze siedział w kącie żłobka. Lubił tam przesiadywać, miał tam przynajmniej trochę spokoju od hałaśliwego rodzeństwa. Blady nie rozumiał, jak można być tak głośnym, cały czas krzyczeć i piszczeć. Niebieskooki naprawdę nie lubił swojej rodziny. Miał jej dość. Od zawsze był inny. Nie tylko dlatego, że był słabszy i sporo mniejszy od innych. Różnił się też z charakteru. Zwykle kociaki są zwykle radosne, energiczne. Lubią bawić się, zwracać na siebie uwagę, mieć kontakt z innymi. Jednak Blady nigdy taki nie był. Zawsze odstawał od grupy, wolał być sam. Nie lubił hałasu, sam zwykle był cichy. I odkąd jego charakter zaczął się kształtować, nie okazywał zwykle emocji. Oczywiście gdy był młodszy, gdy ktoś rodzeństwa mocno go uderzył, potrafił się rozpłakać. Jednak im straszy kocurek się robił, tym mniej emocji pokazywał. Co nie znaczy oczywiście, że ich nie czuł. Po prostu tłumił wszystko w sobie, maskując to obojętną miną. Tak, obojętność, to ona najczęściej maluje się na pysku pręgowanego kociaka. Często siedzi po prostu wpatrując się obojętnie w ścianę, tak jak teraz. Siedział w swoim kącie i patrzył się skulony w ścianę. Nagle poczuł, jak coś dotyka go w bok. Gdy Blady oderwał wzrok od ściany i spojrzał w tamtym kierunku, zobaczył swojego brata, Szałwię.
- Bawisz się? – zapytał kremowy kocur.
Blady wiedział, że chodzi o siłowanie się. Kiwnął głową. Zawsze starał się udowodnić, że nie jest taki słaby na jakiego wygląda. Niestety, był. Dlatego też zwykle przegrywał. Wtedy się wściekał, ale po pewnym czasie znowu próbował. Wstał i odszedł z bratem trochę od ściany. Po chwili Blady skoczył na kremowego, ten jednak z łatwością zrzucił z siebie brata i przygniótł go do ziemi. Liliowy wyrwał się i ponownie spróbował zaatakować, co ponownie zakończyło się porażką. Tym razem jednak silniejszy kociak przyciskał go do ziemi na tyle mocno, że słabszy, niebieskooki kocurek nie dał rady się wyrwać. Po chwili usłyszał śmiech Szałwii.
- Jak zwykle wygrałem. – zaśmiał się. – Naprawdę trudno z tobą przegrać! – kociak ponownie się roześmiał, i zeskoczył z brata.
Blady wstał i syknął, zdenerwowany kolejną porażką. Bijąc chudym ogonem na boki odszedł od tego śmiejącego się idioty i usiadł w swoim kącie patrząc się w ścianę, nadal machając lekko ogonem.
Po pewnym czasie podeszła do niego jego siostra, Rozkwit. Kolejna irytująca istota. Spojrzał na nią wyczekująco. Ta rzuciła mu wredny uśmieszek, po czym sama się przewróciła i zaczęła piszczeć.
- Mamo! MAMO! – Znowu się zaczyna.
Konwaliowa Rzeka natychmiast pojawiła się obok.
- Co się stało kochanie? – zapytała z troską i przygarnęła do siebie drącą się kotkę.
- B-bo... BLADY MNIE UDERZYŁ! – ponownie zaczęła się wydzierać.
- Cii… -  szylkretowa kotka przytuliła do siebie przybraną córkę. Po chwili odwróciła się do liliowego kocurka. – Blady, dlaczego uderzyłeś siostrzyczkę? – zapytała, zmieszana.
Niebieskooki jednak nie odpowiedział. Miał dosyć wymysłów tej idiotki. Jeśli myśli, że za każdym razem wyjdzie na kochanego aniołka mamusi to jest w błędzie. W końcu, jak Konwaliowa Rzeka dowie się o tych jej wszystkich teatrzykach, to się doigra. Ale dlaczego zielonooka kocica nadal się nie zorientowała? Naiwna. Po chwili jednak ponownie usłyszał głos matki.
- Blady, mówię do ciebie… - chyba miało zabrzmieć to ostro, ale cóż, coś nie poszło.
- Nic nie zrobiłem, ona znowu wymyśla jakieś głupie scenki. – mruknął, dalej zwrócony w stronę ściany. Nie miał zamiaru się odwracać, tylko dlatego, że ta głupia koteczka, która niestety była jego siostrą  znowu robi afery. Chciał mieć tylko spokój, to jedyne czego pragnął, ale musiała się przyplątać, jakby nie mogła dręczyć kogoś innego.

<Rozkwit, Szałwia lub Konwalia?>