BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turkawka x Diament. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turkawka x Diament. Pokaż wszystkie posty

16 stycznia 2025

Od Diamenta CD. Turkawki

Młoda, smukła liliowa kotka o falującym, cętkowanym futrze zgrabnie przeskakiwała z kamienia na kamień, przeprawiając się w ten sposób przez spokojnie płynący strumień. Długimi, białymi nogami mocno wybijała się w powietrze, wymachując przy tym ogonem. Była piękna.
Diament sadził susy tuż za nią, jednak mocno spowalniał go fakt, iż znajduje się tuż przy wodzie. Na myśl o wpadnięciu do lodowatego strumienia przechodziły go dreszcze. Tak więc liliowa kotka zyskiwała przewagę. Czuł, że jak już znajdą się z powrotem na stałym lądzie, dogoni ją.
Tak też się stało. Skoczył na towarzyszkę swoich zabaw i przetoczyli się po trawie w udawanej walce. Kiedy się zatrzymali, ich pyski były tuż obok siebie. Srebrny kocur wdychał jej ciepły zapach, wpatrywał się w duże, lekko skośne intensywnie zielone oczy kotki. Czuł, że się w nich zatopi.
- Pliszko…
Poczuł szturchnięcie w bok i usłyszał miauczenie jakiegoś kota. Odwrócił się w tę stronę… i wtedy jego partnerka zniknęła razem z lasem, drzewami i strumieniem. Natomiast on znalazł się z powrotem w szopie w ogrodzie dwunożnych Cynamonki, w której sypiał.
Otworzył oczy, zobaczył przed sobą drewniane ściany, stosy gratów, kałuże wody w miejscach, gdzie w suficie były dziury, posłania, koce i zabawki, którymi bawiły się jego kocięta, kiedy były małe. No i oczywiście Bazalta i Szmaragd, wciąż jeszcze śpiących oraz Stonkę i Turkawkę, który właśnie go obudził.
Gorzko uświadomił sobie, że to był tylko sen, nic więcej. Pogodził się z tym, że prawdopodobnie już nigdy nie zobaczy Pliszki, miał nadzieję, że jego partnerka wciąż żyje i jest jej dobrze, ale kotka wciąż wracała do jego głowy. Czasami myślami, czasami w nocy, w snach, ale… to było takie realistyczne. Takie przyjemne. Tak bardzo chciałby ją jeszcze raz spotkać.
Żal szybko przemienił się we frustrację, którą Diament musiał na kimś wyładować. Oczywiście tym kimś był Turkawka, ze względu na to, że to on go obudził, chociaż dopiero co słońce wzeszło. W gardle srebrnego zaczęło narastać warczenie, dopiero po kilku uderzeniach serca się opanował. Podniósł się i stanął wyprostowany, machając wściekle ogonem przed swoim kociakiem.
- Co się stało? - rzucił oschle.
Turkawka cofnął się i skulił lekko, kładąc po sobie uszy, wydając też z siebie ciche westchnienie. Nic nie powiedział, więc Stonka podeszła do Diamenta i miauknęła:
- Chciał, żebyśmy poszli na poranny spacer.
Kocur rzucił spojrzenie na syna, a z jego oczu z każdym uderzeniem serca znikało podenerwowanie. Nie mógł się przecież gniewać na swojego kociaka, w końcu on nic złego nie zrobił. No i chciał dobrze.
- Tak, to dobry pomysł - przytaknął Diament. - Świetny.
Tymi pochwałami chciał przeprosić Turkawkę za swoje wcześniejsze zachowanie i chyba zobaczył zadowolenia w oczach syna.

***

Szli leśną ścieżką. Turkawka podskakiwał na przedzie, Stonka chyba próbowała jeść szyszki, a Szmaragd próbowała być na prowadzeniu, jednak nie mogła wyprzedzić brata. Nagle srebrny kocur wpadł na pomysł i zatrzymał się (czego jego kociaki nawet nie zauważyły i szły sobie dalej).
- Hej, mam pomysł. - Trzy pary zielonych oczu zwróciły się na niego. - Kiedyś z Jerzykiem znaleźliśmy psa. Był przyjazny. Zaprowadziliśmy go do kotów z portu. Dawno u niego nie byłem. Chcecie go poznać?

<Turkawko? Boisz się psów?>

30 grudnia 2024

Od Turkawki CD. Diamenta

*Dawno*

Kociak otworzył szeroko pysk zaciekawiony. Kochał historię! Skinął poważnie głową, mówiąc, że się zgadza. Oderwał się od taty, patrząc ostatni raz na zwierzę, które go wystraszyło. ,,Gupi jez!’’ – krzyknął w myślach, zachowując ten sam wyraz pyska. Poważny i niezmącony innymi cechami. Zaprowadził Diamenta do środka, próbując wymyślnie chodzić. Wychodziło mu to nawet dobrze. Podnosił łapę do góry, robiąc przy tym kółka, po czym kładł ją na ziemię. Gdy znaleźli się w szopie, poszukał wzrokiem sióstr. Szmaragd siedziała obok Stonki, która nawijała do niej. Ciekawe, o czym rozmawiały…
— Smalagd! Stonka! — zawołał do nich i zatrzymał się z poślizgiem tuż przed łapami siostrzyczek. — Tata opobie bajki! — krzyknął radośnie, siadając nieopodal koteczek. Nie mógł usiedzieć w miejscu, przez to rozglądał się we wszystkie strony do czasu, aż ich ojciec nie rozsiadł się przed nimi.
Srebrny zaczął opowiadać historię, która wydawała się naprawdę ciekawa. Jego syn rozszerzył oczy, gdy ta nabrała tępa. W międzyczasie zaczął myśleć nad niektórymi wyrazami, które sprawiały mu problem ze zrozumieniem. Niezbyt wiedział, co one oznaczały, ale to nie powstrzymywało go od słuchania. Przymknął powieki, próbując wyobrazić sobie tę sytuację. Otworzył je, kiedy starszy skończył. Zamrugał kilka razy. To już koniec? Jak to? W jego oczach zabłysło rozczarowanie, przerzucił wzrok na łapy.
— U a pobabimy sie w cos? — zaproponował, patrząc to na kotki to na kocura. — Mosemy w…ne wem — przyznał, ukrywając zawstydzenie szerokim uśmiechem.

***

*Pora Nowych Liści*

Przeciągnął się, potrząsając lekko głową. Ziewnął przeciągle i od razu jego zielone oczy wbiły się w bok jednej z jego sióstr. Po cichu podszedł do niej i dziabnął ją w bok, miaucząc jej do ucha „Wstajemy, nie ma całego dnia na spanie”. Stonka odwróciła się w jego kierunku i patrzyła na niego przez chwilę zaspanym spojrzeniem. Pokręciła lekko głową, wyglądając na znużoną. Rozciągnęła jedną ze swoich łap, wzdychając lekko.
— Jest wcześnie — odpowiedziała cicho, a po chwili jej pysk otworzył się w szerokim ziewnięciu.
— Jak ja już nie śpię, to ty też — odparł bez cienia współczucia do bliskiej krewnej. Jednak wkrótce spojrzał na nią z lekkim przeproszeniem, bo bał się, że Stoncia zaraz rzuci w niego obrażającym komentarzem. Tragedią, by było, gdyby powiedziała, że nie jest najwspanialszym bratem. Wtedy jego serce pękłoby na pół. Posypałoby się jak piasek. Poprawił pospiesznie swoją jaszczurkową grzywkę, ponieważ zasłaniała mu ona oczy. — Co myślisz o porannym spacerku? — zapytał, machając ogonem w jedną i drugą stronę.
Dymna podniosła się powoli, myjąc swoje futro. Na propozycję spaceru uniosła do góry głowę. Wyglądało, jakby się zastanawiała. Analizowała tę opcję, aż w końcu pokiwała głową i wstała gotowa, aby pójść na spacerek. ,,Hura! Udało się’’ – pomyślał w duchu, prostując się z dumą wymalowaną na pysku. Turkawka uśmiechnął się szeroko, ale nie poszedł w stronę wyjścia z szopy. Przeniósł swoje tęczówki na Diamenta, który spał tak samo, jak on chwilę wcześniej. Srebrny podszedł do niego powoli i szturchnął go w bok. Skoro miał pójść ze Stonką, to może i ich ojciec będzie chciał? Może jeszcze Szmaragd z nimi pójdzie? Byłoby wspaniale! Rodzinny spacer był idealnym pomysłem! I to jeszcze był jego zamysł!

<Diamencie, idziemy na spacer?>

[500 słów]

29 lipca 2024

Od Diamenta Cd. Turkawki

Patrzył z czułością na swoje kocię, które wskakując w dosyć malutkie, jednak proporcjonalnie do rozmiarów młodego duże kupki liści, rozwalało je uderzeniami smukłych łapek. Kocur usiadł i schludnie owinął ogon wokół przednich łap, w zamyśleniu przypominając sobie, że on też wiele razy się tak bawił. Nawet w środku nocy.
W środku nocy… Zaschło mu w pysku. Wrócił myślami do spacerów i zabaw w świetle księżyca z Pliszką. Z Pliszką! Czemu jej teraz przy nim nie było? Czemu dała się złapać dwunożnym? Jak mogła mu to zrobić? Czemu do nich podchodziła? Czemu była taka nieostrożna? Już nigdy więcej nie zobaczy jej świecących, zielonych oczu! Doskonale pamiętał, jak na niego patrzyła. Z miłością, radością i wieloma innymi przyjemnymi uczuciami. A tego dnia, kiedy została mu gwałtownie odebrana… Pamiętał jej krzyk zaskoczenia i strachu, kiedy wielkie różowe łapy wyciągnęły się ku niej.
Zamknął oczy, próbując wyrzucić te myśli z umysłu. Tak bardzo tęsknił za partnerką. Starał się nie rozpamiętywać przeszłości, żyć teraźniejszością… Ale to nie było takie łatwe. Pliszka wciąż wracała do jego głowy. Jak by to było… udawać, że nikogo takiego jak ona nie zna. Czy wtedy to wszystko nie byłoby łatwiejsze? Pewnie tak. Ale… nie chciał jej wyrzucać ze swoich wspomnień. Nie chciał zapomnieć o niej.
Grymas rozpaczy pojawił się na pysku Diamenta. Mógł ją uratować. Gdyby tylko dostatecznie szybko zareagował, to by się nie stało. Pliszka i Cynia byłyby wolne. Pomagałyby mu wychowywać kocięta. I wszystko byłoby tak jak dawniej.
Wciąż tego nie rozumiał. Czemu musiał stracić tak wiele kotów, które były dla niego ważne? Miał już ich całą listę. Błotniste Ziele, Pliszka, Cynia, a do tego Krokus i Jeżyk porwane przez tych samych dwunożnych co jego partnerka. Głupi dwunożni. Wszystko zepsuli.
Diament dopiero po tym, jak liliowa zaginęła, zdał sobie sprawę, jak trudno mu żyć bez niej. Każdego dnia, każdej nocy był co najmniej jeden ten moment, kiedy to wszystko go przytłaczało. Czuł na sobie zbyt wielki ciężar spowodowany odpowiedzialnością za kocięta i rozpaczaniem po wszystkich kotach, które stracił w swoim życiu. A gdyby Pliszka wciąż żyła w Kamiennej Sekcie… Stanęłaby teraz obok niego i zaczęła go pocieszać. Wspólnie by się bawili z dziećmi i ze sobą samymi.
Wiedział, że już nigdy nie zobaczy jej pięknych oczu. Jej szczerego, szerokiego uśmiechu na pysku. Nie poczuje dotyku jej miękkiego, przyjemnego futra. Nie usłyszy łagodnego, kojącego głosu, który zawsze niósł pocieszenie nawet w trudnych chwilach. Nie usłyszy niskiego, wibrującego mruczenia. Nie poczuje delikatnego zapachu partnerki.
Co teraz miał zrobić? Nie chciał ciągle rozpaczać. Całymi dniami był tak przygnębiony, że nie potrafił myśleć o niczym innym. Głęboki smutek zabierał mu całą radość z życia. Ale jak miał się cieszyć bez niej?
Potrząsnął głową sfrustrowany. Był zły na siebie. Za to, że nie potrafił wziąć się w garść i iść dalej przez życie. Czy Pliszka by tego chciała? Żeby nic nie robił i się smucił całymi dniami? Nie. Wolałaby, aby ją uratował. Ale jak miał to zrobić? Musiałby się udać do siedliska dwunożnych, sprawdzać wszystkie gniazda… i może by ją gdzieś znalazł? Po ilu próbach? Ile by mu to zajęło? I co z kociętami? Nie. Na razie musiał zostać przy swoich dzieciach i się nimi zajmować. Nie mógł pozwolić na to, aby im też się coś stało podczas jego nieobecności.
Przypomniał sobie, że miał się bawić z Turkawką. Zdał sobie sprawę, że ten od dłuższego czasu się przytulał do jednej z jego przednich łap z futrem na grzbiecie zjeżonym. W jego oczkach było widać zdziwienie i zainteresowanie.
- Co się stało? – spytał kocur z troską, przygładzając łapą nastroszoną sierść kociaka. – Wszystko w porządku?
- Tam coś było! - zawołał Turkawka, wskazując jedno z drzew ogonem.
Diament zmrużył oczy i zlustrował pień wzrokiem, nie wiedząc, o co chodziło synu. Może to tylko wymysł jego kocięcej wyobraźni? Po chwili zauważył wychylającego się zza klonu małą kulkę z czarnymi, świecącymi oczami i mnóstwem kolców na grzbiecie. Syknął gniewnie, instynktownie osłaniając swoje kocię łapą.
- To jeż. Mogą wyglądać na niegroźnie, ale wcale takie nie są. Zobacz na jego sierść. To nie włosy, tylko kolce! Potrafią mocno ukłuć. Trzymaj się od nich z dala, dobrze?
Turkawka energicznie pokiwał głową. Diament posłał mu łagodny uśmieszek i zaczął iść do szopy.
- Może na razie wróćmy do środka. Wyjdziemy, jak zrobi się mniej groźnie. Jak chcesz, mogę tobie i twojemu rodzeństwu coś opowiedzieć. Jakąś historię – zaproponował.
 

<Turkawko?>


14 lipca 2024

Od Turkawki CD. Diamenta

Tata podszedł do niego i zaczął poprawiać jego nieschludnie ułożone futerko. Kocurek nie miał zamiaru podpaść Diamentowi, bez buntów dał mu wyczyścić jego srebrną sierść. Turkawka przez cały czas, gdy siedział i czekał, udawał, że coś żuję. Tak jakby zostało mu jeszcze mięso wiewiórki w jamie ustnej. Zwierzyna była przepyszna, pewnie dlatego, że została złapana przez jego rodzica. Był tym smakiem zaskoczony pozytywnie.
— Tatoo, jus? — zniecierpliwiony, wiercił się i błagał, by w końcu mógł wyjść i udać się poza obszar szopy.
Starszy wymruczał coś nie zrozumiałego, wciąż myjąc kociaka. Znużony zielonooki, zmrużył oczy i zaczął powątpiewać, że wyjdą z tego miejsca.
— Gotowe!
Kociak od razu zerwał się i podskoczył z zachwytu. Czas zabawy był zdecydowanie najlepszy. Mógł bez liku turlać się, obserwować, uczyć się. A przede wszystkim otrzymywać komplementy! Wybiegł z azylu, nie czekając na rodzica. Tata zdąży go dogonić, był tego pewien. Usiadł, kładąc ogon na łapy.
— Oj, oj — wymiauczał srebrny, obdarowując zielonookiego spojrzeniem. — Powinieneś być cierpliwy.
— Ale ja jestem cerpiwy — wyznał powoli, robiąc maślane oczka w stronę rodzica. — Pszecez jestem gszecny… — po westchnieniu tygrysio pręgowanego, wstał i przytulił się do jego łapy. — Plawda?
Wpatrywał się w niebieskie oczy, a po kilku uderzeniach serca kocur w końcu przytaknął. Młodszy z uśmiechem odskoczył od niego, ciesząc się z jego chytrego planu. Przykucnął, wyczekując na odpowiedni czas, by skoczyć. Jego celem był leżący kolorowy liść, który nie należał do grupy tych małych. Zdecydowanie był wysokich rozmiarów, był to pierwszy duży listek, którego kociak widział w swoim życiu. Skoczył, kiedy poczuł, że lada moment, a ten ucieknie. Złapał go i chwilowo gryzł roślinę, która spadła z drzewa. To go nieco zmęczyło! Puścił zabawkę i położył się, zakładając jedną łapę na drugą. Nie lubił tego rodzaju roślinek. Szczególnie tych, które patrzyły na niego krzywo! Wolał już tę nieszczęsną babkę lancetowatą, zjadaną przez Stonkę.
— Bardzo ładnie, synku — pogratulował jego skok srebrny z wielkim uśmiechem. Cętkowany był ucieszony dobrym słowem i zaczął machać swoim puchatym ogonem. — Potem poćwiczymy, co ty na to? A teraz może pójdźmy poza ogród, ale bądźmy ostrożni.
— Ne chce — mruknął tylko i wstał do pozycji siedzącej, przejeżdżając językiem po piersi. Zaczął pielęgnować niedbale swoje futro, aby praca jego taty nie poszła tak szybko na marne.
— Hm? Nie chcesz zobaczyć, co jest poza ogrodem? — dopytywał kocur, zmrużonymi lekko oczami. Zielonooki myjąc łapę, pokiwał poważnie głową.
Kocurek poprawił swoją grzywkę, która zakrywała lekko jego piękne oczęta i podniósł się, wbijając pazurki w ziemię. Postanowił zobaczyć, czy jest więcej jego wrogów. Podszedł do różnokolorowej sterty, która była mniejsza od niego. Względem wzrostu miał zdecydowanie szanse. Wsadził swoją kończynę w tę grupę listków i zaczął je rozwalać, udawając jakiegoś stworka. Czuł na sobie spojrzenie Diamenta, który obserwował, jak bawi się w niszczenie jego nieprzyjaciół. Po rozglądaniu się na swoje dokonanie przeniósł tęczówki na jakiś dziwny kształt z kolczastą sierścią. To coś zbliżało się do niego z małą prędkością. Zatrzymało się przy jego białych łapkach. Srebrny nie wytrzymując, odbiegł od tego zwierzątka. Było to straszliwe, ale on się wcale tego nie bał! Najzwyczajniej był tym zaskoczony. Nie wiedział co to za istotka! Schował się za łapą jego tatusia z lekko najeżonym futrem i wbił w jego pysk pytające spojrzenie. Chciał się dowiedzieć, co to było.

<Co to jest, tato?>

25 czerwca 2024

Od Diamenta CD. Turkawki

Zadowolony patrzył, jak jego kocię bryka wesoło i turla się w liściach. Zamruczał z rozbawienia na ten widok. Po chwili srebrny kocurek podszedł bliżej ojca i go przytulił. Starszy z czułością odwzajemnił gest, rozkoszując się ciepłym zapachem synka.
- Tato? Gde mama? – spytał nagle Turkawka.
Rodzic kociaka znieruchomiał. Jego umysł zasnuły przygnębiające myśli. Ponownie poczuł rozdzierający ból w sercu. Nie mógł się pogodzić z zaginięciem partnerki. Ostatnimi nocami ciągle mu się śniła. Nie potrafił przestać o niej myśleć. Tak bardzo za nią tęsknił. Nie chciał o tym rozmawiać. Wciąż był pogrążony w żałobie. Jednak musiał w jakiś delikatny sposób przedstawić sytuację dziecku.
- Nie ma mamy – miauknął kocur drżącym głosem.
Tak było najlepiej. Jego kociaki musiały się od małego nauczyć, że nie mają drugiego rodzica i że już nigdy nie zobaczą Pliszki. Na razie to musiało im wystarczyć. Jak trochę podrosną i będą wiedziały, że nie da się tak po prostu zniknąć, znowu zaczną go wypytywać. Wiedział o tym. Turkawka musiał wyczuć rozpacz w głosie ojca, bo popatrzył na niego z mieszaniną zaciekawienia i lekkiego niepokoju. W dodatku pewnie trudno było mu przyswoić świadomość o zniknięciu matki.
- Jak to? – spytał, przekrzywiając główkę.
Diament strzepnął ogonem poirytowany. Smutek w jego umyśle przerodził się w złość. Ledwo się powstrzymywał od nakrzyczenia na malucha. Razem z Pliszką planowali podróże, ale urodziły się kociaki. W końcu zdecydowali, że muszą poczekać, aż te podrosną. Ale… teraz było już za późno. Liliowa zaginęła. Ich miłość nie trwała długo. Kocur westchnął.
- Wracaj do szopy – miauknął stanowczo.
Turkawka spojrzał na niego zaskoczony, ale po chwili zdziwienie w jego oczach zmieniło się w buntowniczość. Stanął pewnie na szeroko rozstawionych łapkach i dumnie wypiął pierś do przodu. Lekkim machnięciem głowy odrzucił grzywkę, która wpadała mu na oczy i zasłaniała widok.
- Cemu? – spytał wyraźnie zdenerwowany.
Futro na grzbiecie Diamenta się najeżyło. Jeszcze tego mu brakowało. Kłótni z niesfornym kociakiem, który najwyraźniej nie rozumiał prostego polecenia jak „wracaj do szopy”. Wziął kilka głębokich wdechów, aby się uspokoić.
- Jest już późno. Opowiem wam jakąś historyjkę – zaproponował łagodnie kocur.

***
następnego dnia
Diament zdążył wrócić z polowania z wiewiórką w pysku, kiedy kociaki zaczęły już wstawać. Turkawka przeciągnął się na posłaniu i ziewnął. Kiedy zobaczył ojca ze zwierzyną w pysku, jego oczy zalśniły.
- Hej, mały – miauknął kocur, podchodząc bliżej. – Proszę, to śniadanie dla was.
Popchnął wiewiórkę w stronę swoich dzieci i usiadł przed nimi, owijając ogonem łapy. Kiedy już kociaki się posiliły, Turkawka podszedł bliżej do niego i wtulił się w długie futro ojca.
- Pobawimy się, tatusiu? – spytał proszącym głosem.
Diament namyślał się przez chwilę, aż w końcu pokiwał powoli głową.
- Tak, oczywiście. Jak chcesz, możemy wyjść poza ogród, co ty na to? Tylko nie będziemy tam zbyt długo i raczej będziemy się trzymać blisko bazy, dobrze? – zaproponował, a potem zlustrował wzrokiem kociaka. – Ale to za chwilkę. Na razie musisz się umyć. Masz strasznie potargane futerko.
Zdecydowanie nie chciał, aby jego dzieci wyrosły na nieschludne koty. Wolał, aby się dobrze prezentowały. Diament zawsze twierdził, że dobry wygląd to podstawa i tego między innymi chciał nauczyć kociaki.

<Turkawka?>

22 czerwca 2024

Od Turkawki do Diamenta

Pora Opadających Liści
— Tato! Tato! — wołał kocurek z otwartymi szeroko ślepiami, wyglądającymi jak dwa wielkie zielone okręgi. — Popat, popat! — Wskazał ogonem na kolorowe przedmioty, które w pewnych odległościach leżały rozrzucone na podłożu. Zaciekawiony patrzył na to dziwne znalezisko, które nie mógł wcześniej poznać. Jednak w owym czasie było to możliwe, cieszył się z tego niezmiernie. Kolejne rzeczy, które mogły go wielbić…
— Widzę, widzę — odpowiedział Diament z uśmiechem na pysku. Pogłaskał łapą głowę syna, który wtulił się w jego kończynę noskiem, po podniesieniu głowy.
— Cio to jes? — zapytał po dłuższej chwili z nieskrywaną fascynacją piękności nieznanych dzieł. Dotknął to łapą, a one nic sobie z tego nie zrobiły. Wspaniałe! Ekscytujące! Niesamowite!
— To są listki — oznajmił mu rodzic, przenosząc wzrok na te rośliny, które nie wiedząc skąd, przyfrunęły. Zapewne, by podziwiać Turkawkę. — Służą one do wyłożenia legowiska, bawienia się… — jego synek spojrzał na niego z wielkimi oczami, przewracając się z własnego pomysłu. Turlając się w stronę jego łap i z powrotem w stronę roślinek, brudził się przez osad na podłożu i cienką powierzchnię tych przedmiotów. — No…lub można się po nich turlać…
Turkawka pokiwał głową zadowolony ze swojego planu i z tego, że jego tata potwierdził wspaniałość ukrytą w jego główce. Tak było ono idealne tak, jak on sam! Przewracając się na brzuch, kichnął, mrugając kilka razy po tym zjawisku. Potrząsnął głową, wstając.
— Uuuu, a to cio? — zapytał, znów patrząc na skupisko wyglądające inaczej niż poprzednie. Było tego mniej i kocurek stwierdził, że na pewno to nie jest to samo. Miało również inne kolory. — Nooo tatooo! — pośpieszał Diamenta, który podszedł do niego, a zakres jego ślepi ujrzał srebrnego. — Popat! Cio to?
— To… — Przeniósł zielone oczy na tatę, który zmarszczył brwi. — To też są…liście. Tylko że jest ich mniej.
— Oh… — ta odpowiedź go nie zadowoliła. Czemu jego rodzic nie mógł powiedzieć, że jest to coś innego? Przecież nie zwróciłby uwagi! To wszystko nie miałoby znaczenia, ponieważ on by w to uwierzył! Nie znał świata, więc nie mógł się temu sprzeciwić! Aby nie pokazać rodzicowi swojego rozczarowania, podszedł do niego i wtulił się w jego futro. — Tato? Gde mama? — zapytał po ciszy przytulania się do niego. Zwrócił główkę w ziemię, prawie płacząc przez to, że jej nie pamiętał. Nie mógł skupić myśli, aby wyobraziły sobie jej pyszczek! Czuł, że to nie jest sprawiedliwe. Nie chciał pokazywać smutku rodzicowi, który by się pewnie zmartwił. Był gotów temu zapobiec. W każdy szalony sposób, który zrodziłby się w móżdżku.

<Tato? Bo ja chyba chcę do mamy…>