BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów. Pokaż wszystkie posty

01 grudnia 2025

Od Makowego Nowiu CD. Pustułkowego Szponu

– Akurat wybierałem się coś zjeść, może dołączysz? – zaproponował Pustułkowy Szpon, podchodząc bliżej matki z lekkim uśmiechem na pysku.
– Witaj Pustułkowy Szponie. Mogę dołączyć do posiłku – kiwnęła głową i powoli ruszyła za synem, nie spodziewając się, że niedługo później straci innego.
 
***
*Śmierć*
 
Mgła otaczała obozowisko, dodając mu tym samym jeszcze mroczniejszy wygląd niż na co dzień. Makowy Nów jednak nie narzekała. Lubiła taką mgłę, choć nie mówiła tego głośno. Dla niej miała ona jakiś urok. Ukryty mrok, który akurat w Klanie Wilka był dobrze znany. Westchnęła cicho i rozejrzała się dookoła. O takiej porze społeczność była jeszcze senna i tylko nieliczni wyłaniali się z legowisk. W tym ona. A było to spowodowane jedną prostą sprawą - miała się spotkać ze swoim synem. Wraz z Pustułkowym Szponem mieli wyjść na spacer, ale nic nie stawało na drodze, by liliowa sprawdziła również, jak radził sobie jej syn w sprawach walki czy polowania. Chociaż ich treningi dobiły już do jakiegoś brzegu i to jakiś czas temu, kotka wolała co jakiś czas monitorować postępy wojownika. Nie było to spowodowane tym, że nie wierzyła w jego umiejętności, wręcz przeciwnie, choć nie mówiła tego głośno już od dawna, była dumna z osiągnięć obu synów, jednak gdzieś z tyłu głowy dalej miała obraz martwego ciała jej trzeciego syna. Warczący Lis zmarł w walce, jak na ironię losu przystało, z lisem, niedługo po swoim mianowaniu na wojownika. I chociaż Mak nie miała tak dobrej relacji z synem, nie chciała, by ktoś jeszcze z jej rodziny tak skończył. Przeżyła już za dużo jej członków, nie mogła pozwolić na śmierć pozostałych. I bardzo żałowała, że nie powiedziała sobie tego już na samym początku, po zniknięciu jej matki.
Pustułkowy Szpon nagle usiadł obok, nie przeszkadzając jednak matce w zamyśleniu.
– Masz szacunek – mruknęła liliowa, zwracając na to uwagę. Odwróciła głowę w jego stronę i pochyliła ją lekko. – Ruszamy? – zapytała uderzenie serca później, na co Pustułka kiwnął głową. Po chwili oboje byli już poza obozem, przemierzając spokojnie tereny wilczaków. Pogoda była naprawdę smętna, a mróz nieco dawał o sobie znać, skutecznie wbijając się w stare kości zastępczyni. Poczuła, jak przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Lekko skrzywiła pysk, jednak starała się nie dawać po sobie tego poznać.
– Jak się trzymasz Pustułkowy Szponie? – zapytała nagle i kątem oka spojrzała na swojego syna.
– Nie najgorzej... choć niedawno pokłóciłem się nieco z bratem oraz... wyznałem komuś miłość – przyznał kocur. – A jak u Ciebie? Będziesz niedługo przechodzić do starszyzny? Oczywiście nic nie sugeruje, ani tym podobne, jednak z ciekawości pytam, w końcu bycie zastępcą to nie dala obowiązek – dodał pośpiesznie ostatnie zdanie, jednak Mak puściła to mimo uszu. Zamiast tego zajęła się pierwszą częścią wypowiedzi syna i już słysząc jedne z pierwszych słów zmieniła swój wyraz twarzy. I choć zmiana ta nie była zbyt widoczna, można było zauważyć ten ostry cień, rysujący się na jej pysku.
– Nie zapomnij, że nie wiesz jak zapamiętają cię najbliżsi – mruknęła tylko na wzmiankę o kłótni z Kruczym Piórem. Nie miała zamiaru się w to dalej mieszać. Była to sprawa między dwójką wojowników, którzy nie byli już kociętami. Nie potrzebowali ostrej reprymendy i paru krzyków, co ich spotykało, gdy to Makowy Nów zajmowała się nimi w żłobku. – Wyznałeś komuś miłość... A chcesz może powiedzieć kim jest ten "ktoś"? – zagadnęła, lecz z tym samym nieco ostrym tonem, co mogło nie brzmieć tak dobrze, jak brzmieć miało.
– Wiem, ale jego nie obchodzi śmierć Warczącego Lisa. A przecież był naszym bratem – zauważył Pustułkowy Szpon i przeciął ogonem powietrze za sobą. Makowy Nów nie odezwała się już na temat Kruczego Pióra. Zamiast tego tylko spuściła głowę i westchnęła cicho. – Tym kimś jest Poziomkowa Polana... – oznajmił cicho wtedy wojownik, jakby lekko obawiając się reakcji matki na to wyznanie.
– Poziomkowa Polana... – powtórzyła liliowa. – Klan Wilka nie jest miejscem dla niego, chcę byś zdawał sobie z tego sprawę. Od małego wykazuje się słabością i strachem – zauważyła chłodno. Nie chciała zabraniać synowi związku, ale wiedziała, że Poziomek jest słaby. Nie nadawał się do Klanu Wilka, inni mogliby go zjeść żywcem. 
– Zdaje sobie z tego sprawę matko – rzucił ciut oschle Pustułka. – Wybacz... – powiedział po chwili ciszy. – Po prostu wiem o tym i że kiedyś odejdzie z klanu, sam lub z pomocą innych wojowników, którzy mają podobne podejście jak ty do kotów jak on.
– Klan Wilka jest trudnym miejscem. Koty takie jak on, jeśli się nie zmienią, mogą po prostu sobie tu nie poradzić – odparła. – Albo kończą zranione, albo martwe – syknęła, z jakimś żalem w głosie. – Taka jest rzeczywistość w tym miejscu – podsumowała i spojrzała w znajdującą się pod jej łapami wodę. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak daleko doszli. Usiadła na chwilę przy brzegu. Wyłapała swoje zgorzkniałe odbicie i szybko uderzyła w taflę, chcąc jak najszybciej je rozmazać.
– Mam tego pełną świadomość – oznajmił wtedy twardo kocur, podnosząc wzrok na gałęzie drzew. – Zmieńmy temat – powiedział po chwili, spoglądając jednym ślepiem na kotkę. Ta kiwnęła lekko głową, pazury jednak mając już wbite w wilgotną ziemię.
– Wcześniej pytałeś jak u mnie i czy zamierzam udać się do starszyzny – nawiązała do samego początku ich rozmowy. – Odpowiedź brzmi nie – odparła. – Jestem jeszcze w stanie przydać się Klanowi Wilka, póki tak jest, będę gotów mu służyć – stwierdziła i powoli ruszyła dalej, w stronę zwalonej gałęzi nad wodą. Wydawała się stabilna, dlatego po niedługiej chwili kotka wdrapała się na górę, rozglądając się.
– Rozumiem – mruknął Pustułka, stając przed gałęzią. Mak wciąż rozglądała się dookoła, uważnie obserwując dalej zamglone tereny. Przeszła kilka kroków. Pazury miała wbite w wilgotną korę. Może właśnie to było jej błędem? Zanim jednak zdążyła dobrze się zorientować w sytuacji, usłyszała trzask. Zjeżyła sierść na karku, wzrok wbijając w już nie tak pewny kawałek drewna. Szybko wyciągnęła pazury i ruszyła w stronę lądu, jednak wtedy rozległ się kolejny trzask, wybijający ją z rytmu. Poczuła jak traci równowagę, w czym nie pomagała mokra kora gałęzi. Wtedy runęła do wody.
Ciecz szybko ją otoczyła, chwytając jej ciało swoimi chłodnymi szponami. Woda co chwilę wypychała ją w różne strony, jakby sama nie mogła się zdecydować, co zrobić ze starszą już zastępczynią Klanu Wilka. Makowy Nów próbowała walczyć z tą potęgą, co jakiś czas wychylając łeb lekko nad taflę wody, lecz jej starania były na nic. Wszechobecny chłód powoli ogarniał jej ciało, skutecznie wbijając się w stare kości zastępczyni. Łapy robiły się coraz cięższe, aż poruszanie nimi sprawiało coraz większy problem. Czuła jak powoli kończy jej się powietrze, o które tak domagały się płuca. Traciła siły, choć nie chciała tego przyznać. Jednak w końcu nawet ona nie wytrzymała, a nieprzyjemne uczucie wody wlewanej do organizmu przeszyło jej ciało.

[*]

24 października 2025

Od Makowego Nowiu CD. Iskrzącej Nadziei

*Dawno, czasy co w ostatnim odpisie sesji*

Słońce powoli wpadało do legowiska, swoimi promieniami budząc pozostałe koty. Makowy Nów niezadowolona przewróciła się na drugi bok, sycząc coś cicho pod nosem. To nie tak, że słońce ją obudziło, lecz przypomniało jej o obowiązkach już czekających na nią po wyjściu z legowiska. W rzeczywistości nie spała już od dłuższego czasu, przez szepty znajdujących się w środku wojowników. "Jakby nie mieli innych zajęć do roboty" – pomyślała i podniosła lekko głowę, chcąc zauważyć, do kogo należał ten cichy, denerwujący głos. Gdy zobaczyła Borsuczą Puszczę, od razu się podniosła. Syknęła coś rozdrażniona i powoli zaczęła się ogarniać. Czuła jak krew w żyłach pulsuje jej ze złości na drugą wojowniczkę. Od dawna za nią nie przepadała, w głównej mierze przez fakt, że była ona samotniczką, jednak też przez sam dosyć denerwujący charakter kotki.
W końcu wyszła z legowiska, z ulgą wydychając powietrze. Trzeba było zacząć ten dzień. Już miała ruszyć, szukać sobie odpowiedniego zajęcia, zanim nadejdzie pora jej patrolu, lecz wtedy w oddali zobaczyła Iskrzącą Nadzieję. Kotka najwyraźniej również ją zauważyła, ponieważ po chwili zaczęła zmierzać w stronę Mak. To nieco zdziwiło liliową. Była ciekaw, co jej dawna uczennica chciała z nią poruszyć, zwłaszcza przez fakt, że w ostatnim czasie została ona mentorką. Czyżby miała jakieś pytania dotyczące szkolenia?
– Hej, Makowy Nowiu – przywitała się Iskra. – Chciałabyś może dołączyć do naszego treningu? – zapytała, spokojnie podchodząc do byłej mentorki.
– Witaj Iskrząca Nadziejo – Mak kiwnęła jej głową na powitanie. – Nie sądzę, że byłby to dobry pomysł. To jedne z twoich pierwszych treningów z nowym uczniem, co oznacza, że to najlepszy moment na zbudowanie więzi, potrzebnej do zadowalającego zakończenia treningu – zauważyła. – Nie chce przeszkadzać wam w tym zadaniu – stwierdziła i spojrzała na znajdującego się nieco za Iskrą Szczawiową Łapę. Po chwili znów przeniosła wzrok na wojowniczkę, czekając na jej odpowiedź.
– Wiem, jednak dziś będziemy mieć początki walki i przydałby mi się ktoś do pomocy. Oczywiście jeśli masz czas, bardzo zależy mi na dobrym wyszkoleniu Szczawiowej Łapy – wyjaśniła Iskrząca Nadzieja. Liliowa zastanowiła się chwilę. I tak szukała sobie zajęcia, dlaczego by nie skorzystać? Mogłaby przy okazji zobaczyć, jak radzi sobie jej dawna uczennica na stanowisku mentorki.
– Skoro ten etap macie już za sobą, wybiorę się wraz z wami – oznajmiła i kiwnęła głową do dalej stojącego z tyłu Szczawiowej Łapy.
 
***
*Chwilę po mianowaniu Warczącego Lisa, przed jego śmiercią*
 
Siedziała z boku, spokojnie jedząc swój posiłek. Łapa po wojnie z Klanem Klifu już zdążyła dojść do siebie, pozostawiając kolejną bliznę. Wszystko wydawało się spokojne, może nawet aż za bardzo? Przez całe swoje życie liliowa zdążyła się już przyzwyczaić, że dany spokój nie trwa długo, a to, co przychodzi po nim, potrafi zwalić kota z łap. Dlatego pomimo tego uwierającego uczucia niepokoju z tyłu głowy, starała się nacieszyć posiłkiem, który niestety tym razem był bez jej partnerki. To również nieco rozpraszało Mak. Posiłki i wspólne spędzanie czasu wraz z Mroczną Wizją stało się na tyle rutyną, że robienie którejś z tych czynności bez niej robiło się... Dziwne. Nieswoje.
Podniosła wzrok znad myszy by oderwać myśli. Powoli rozglądała się dookoła, dokładnie wszystko patrolując. Wtedy to wzrok zastępczyni padł na jej dawną uczennicę. Iskrząca Nadzieja z małym ptakiem w pysku kręciła się w koło, chyba szukając dobrego miejsca na posiłek. W końcu Iskra wyłapała wzrok Mak. Chwilę później wojowniczka podeszła do liliowej.
– Witaj Makowy Nowiu, mogłabym się dołączyć? – zapytała, spoglądając na wolne miejsce obok zastępczyni. Ta kiwnęła głową, przełykając kęs myszy. Przecież i tak zaraz kończyła posiłek.
— Gratuluję Makowy Nowiu, jak widzę, świetnie ci się powodzi! Twoi synowie już zakończyli swoje treningi, ty jesteś zastępczynią... Chociaż nie wiem, nie chcę osądzać. Jak tam u ciebie? Dawno w sumie nir rozmawiałyśmy! – zaczęła Iskra gdy przełknęła kęs swojej zwierzyny.
– Dobrze. Wydaje się spokojnie – mruknęła Mak, spoglądając na wojowniczkę. Miała rację, że dobrze się jej powodzi, ale jak długo? Spokojne dni w jej życiu nie były codziennością, a samo ich występowanie potrafiło wywołać swego rodzaju nieuzasadnione napięcie w całym ciele zastępczyni. – A u ciebie? W końcu dopiero wracasz do swoich obowiązków – zauważyła.
— Dobrze to słyszeć z twojego pyska! – odparła z uśmiechem wojowniczka. – A u mnie? Oh, dziękuję, że pytasz. Jest stabilnie, moje kocięta zostały uczniami, ja wracam powoli do stanu codziennego... Jak one szybko dorastają! Kamyczek jest taki energiczny i z charakteru tak bardzo przypomina Miodową Korę... Jestem pewna, że będzie się dobrze sparować jako uczeń, Wilga jest cichy, ale grzeczny, nie jest nieśmiały, więc też nie powinno być żadnych problemów. Dąbek ma imię po tacie... Budowę ciała też ma podobną do Miodka! Wdał się w niego. Co prawda względem wyglądu jest niemal jak Poświata, ale to nic! Dobrze jest pamiętać o kimś, komu tyle zawdzięczam... W końcu dzięki niemu w końcu spełniłam swoje kolejne marzenie o założeniu rodziny! A sam Dąbek bardzo dumnie nosi swoją posturę, wygląd i charakter! To takie kochane kocięta... Wasze pociechy też takie były? Teraz są już fantastycznymi wojownikami! – opowiadała rozmarzona Iskra, z uśmiechem wymalowanym na pysku. Mak spojrzała na nią kątem oka. Wydawała się szczęśliwa z roli matki. Odwróciła wzrok, wbijając go w swoje łapy. Miała wrażenie, że tylko ona nie chciała kociąt. Nigdy nie widziała siebie w roli matki. Nawet po narodzinach Pustułki, Warkotka i Kruka, nie potrafiła stać się matką, na jaką zasługiwali. Dopiero po tylu księżycach dopuściła ich do siebie, mówiąc im wprost, jak jest z nich dumna.
– To prawda, stali się fantastycznymi wojownikami, lecz nie spędzałam z nimi za dużo czasu jak byli kociętami – przyznała po zamyśleniu. – Rodzicielstwo nigdy nie było dla mnie. Jednak cieszę się, że ty tego chciałaś. Zawsze to nowe łapy do wspierania klanu. A kto wie, może kiedyś zajdą daleko – zagadnęła, znów spoglądając na Iskrę, która po chwili zamruczała z aprobatą na jej słowa.
— Mam taką nadzieję! Czasem zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś jeszcze, aby stały się w przyszłości oparciem dla naszego klanu... – powiedziała wojowniczka. – Słyszałam, jak Kamienna Łapa mówił, że chciałby kiedyś poznać swojego biologicznego tatę i zaczęłam się zastanawiać, czy kiedyś, kiedy już dorosną, nie zaprowadzić ich tam, gdzie on mieszka... Poza tym, Dąbek kilka dni przed mianowaniem na ucznia podszedł do mnie i spytał, czy ma jakąś inną rodzinę... Pomyślałam sobie, że... Może chciałabyś, no wiesz... – wzięła głębszy oddech, jakby przygotowywała się do wypowiedzenia tych słów. – Być ich tak jakby babcią? – zapytała, po chwili wyjaśniając. – To znaczy, nie wiem jak to nazwać, ale Borsucza Puszcza nigdy nie była ze mną szczególnie blisko i w sumie to ty byłaś dla mnie mamą... A ona bardziej oschłą rodzicielką lub tą ciotką, którą widzi się raz na trzydzieści księżyców...
Nastała cisza, której Iskrząca Nadzieja nie odważyła się przerwać. Zastępczyni na chwilę jakby zamarzła w bezruchu, powoli przetwarzając wypowiedziane do niej przed chwilą słowa. Jej ogon dopiero po chwili nerwowo zaczął drgać, a w głowie pojawiały się myśli.
— Co o tym sądzisz? – w końcu odezwała się wojowniczka, wyrywając Mak z zamyślenia. Liliowa zwróciła głowę w stronę Iskry. Wpatrywała się w nią bez słowa.
– Ja? Iskrząca Nadziejo nie będę babcią dla twoich kociąt – odparła zwięźle i ostro, gdy tylko ustaliła na jakie słowa może sobie pozwolić. Nie chciała szarpać sobie nerwów, więc mimo wielu słów cisnących jej się na usta, powiedziała te najmniej oskarżające. To jednak nie zmieniło faktu, że Iskrząca Nadzieja jawnie zdziwiła się słowami swojej byłej mentorki, zwłaszcza tonem jej wypowiedzi.
— Dla-dlaczego? — zapytała cicho, nie poznając w kotce Makowego Nowiu.
– Nie jestem twoją matką. Nie będę babcią dla twoich kociąt. Możesz nie określać Borsuczej Puszczy w ten sposób, proszę, ale ja jej nie zastąpie – oznajmiła. Iskra dalej wpatrywała się w zastępczynię, jednak sama się nie odezwała. Wyglądała na wstrząśniętą, jakby nie tej odpowiedzi się spodziewała. Ale w takim razie czego innego? Makowy Nów sama nie miała pojęcia, co tym bardziej doprowadzało ją do szału. Przed chwilą przyznała przed wojowniczką, że nie była i dalej nie jest dobrą matką. Jak w takim razie miała zostać babcią czyiś kociąt?
– Wybacz, mam obowiązki – powiedziała po chwili prawie sycząc. W końcu wstała i napięcie ruszyła w stronę wyjścia z obozu, ani razu nie odwracając się za siebie.

<Iskro?>

14 sierpnia 2025

Od Makowego Nowiu CD. Pustułkowego Szponu

– Rozumiem, jednak mimo to powinnaś spróbować swoich sił. Mroczna Wizja jest wspaniała, jednak z braćmi mamy dwójkę rodziców, nie jednego. Mając tę świadomość, zawsze, a przynajmniej ja, odczuwałem twój brak. Tyle razy chciałem, byś była naszą matką, lecz za kociaka myślałem, że z czasem wszystko się poukłada samo. Później treningi i w sumie zbytnio nie było, kiedy podejść i na spokojnie porozmawiać jak teraz. Poza tym ty w międzyczasie zostałaś zastępczynią klanu i byłaś zajęta nowymi obowiązkami, do tego szkolenie Kruka. Czułem po prostu, że marnowałbym twój cenny czas na jakieś głupie rozmowy o niczym, by powoli budować relację – wyznał Pustułkowy Szpon. Mak kątem oka spojrzała na niego. Nigdy nie sądziła, że kocur tak to odbierał. – Chciałbym jeszcze coś wiedzieć – przerwał ciszę wojownik. – Jak poznałaś się z Mroczną Wizją oraz o co dokładnie chodzi z Kultem Mrocznej Puszczy? Da się usłyszeć, jak niektóre koty o tym szeptają z przerażeniem – powiedział, obserwując dokładnie mimikę na pysku Makowego Nowiu.
– Mroczna Wizja jest prawie w moim wieku, więc znamy się od dziecka – zaczęła liliowa, zachowując neutralny wyraz pyska, mimo że w jej głowie szumiało od informacji. Jedyne co mogłoby to zdradzić był jej wzrok, chłodny. – Jako uczennice nie lubiłyśmy się. Tak szczerze? Sama nie wiedziałam, o co wtedy poszło. Po prostu tak wyszło. Wtedy też to nie był to dla mnie dobry czas. W każdym razie jako wojowniczki coś się zmieniło. Po tylu księżycach zaczęłyśmy rozmawiać i rozwiązywać dawne nieporozumienia – opowiadała, już nie nawiązując do odpowiedzi kocura. – Nie wiem kiedy twoja matka poczuła do mnie coś więcej. Sama zdałam sobie z tego sprawę dopiero gdy mi to powiedziała. To było nagłe i dla mnie było to jak jakiś cios. Po tym unikałam Mrocznej Wizji. Uciekałam od tego uczucia, ale się nie dało. Żyjemy w jednym klanie. W końcu moje emocje wzięły górę i wraz z Mrok miałyśmy ostrą wymianę zdań. Po niej relacje między nami tylko się pogorszyły – westchnęła, zamykając na chwilę oczy, przypominając sobie tamtą bezsensowną kłótnię. – To wtedy udało mi się zrozumieć, czego tak naprawdę chce. W końcu udało mi się zebrać w sobie i porozmawiać z Mrok jeszcze raz, tym razem spokojniej. Poznała moje obawy... Ja poznałam jej i wszystko się wyprostowało. Choć nie w pełni, choć było ciężko, oficjalnie zostałyśmy parą – zakończyła, znów otwierając oczy. Jej wzrok złagodniał, choć zauważyć to mogło tylko bystrzejsze oko, znające ją dłużej. – A kult? Kult to forma służby naszym przodkom, sądziłam, że dobrze znane są ci nasze zwyczaje – zaczęła poraz kolejny, tym razem odwracając się w pełni w stronę swojego syna.
 
***
 
Szła przed siebie, kątem oka spoglądając, czy Pustułkowy Szpon za nią nadąża. Kocur jednak nie miał problemów z doganianiem swojej matki. Oboje szli w praktycznie równym tempie. W końcu oboje też się zatrzymali. Makowy Nów rozejrzała się po otoczeniu, tylko lekko kiwając głową.
– To będzie dobre miejsce na trening – oznajmiła tylko kocurowi, jednak tym razem dokładnie z takim samym dystansem jak zwykle, jakby ich niedawna rozmowa nie miała żadnego znaczenia. I mimo tego, że liliowa nie pokazywała tego na wierzchu, rozmowa ta nie poszła w niepamięć. Mak często dalej rozmyślała o tym wszystkim. O słowach Pustułkowego Szponu. I znów tylko potwierdziły się dawne słowa Mrocznej Wizji. Mak poraz kolejny uciekała, chowała się przed bliskimi, choć nie miała takiej konieczności. Nie potrafiła zwalczyć własnych słabości, które dla większości kotów były raczej niczym niezwykłym. Ona jednak wolała upchać je w kąt i nie pozwolić im ujrzeć światła dziennego, myśląc, że są one problemem, który należy zlikwidować. Nawet jak były to normalne rzeczy jak zwykłe głębsze emocje.
– Pustułkowy Szponie – odezwała się, zwracając tym samym uwagę wojownika. – Zaatakuj mnie – poleciła, dokładnie obserwując Pustułkę. Kocur napiął mięśnie, szykując się do ataku. W końcu skoczył, a Makowy Nów szybko zrobiła unik. W głowie już oceniała każdy ruch kocura, chcąc przekazać mu jak najwięcej szczegółów, które będzie musiał poprawić. Zanim jednak to zrobiła, Pustułka wrócił do walki, poraz kolejny skacząc na liliową kotkę. Walka trwała dalej.
 
***
 
Treningi z Pustułkowym Szponem szły pomyślnie. Kocurowi dobrze szło, co sama Mak mogła przyznać. Mak i większość, jeśli nie każdy członek Klanu Wilka. Po tym jak Pustułkowy Szpon uratował Nikłą Gwiazdę, pokazał, że mimo wszystko jest wartościowym wojownikiem, lojalnym wobec klanu oraz jego przywódcy.
Ruszyła w stronę legowiska wojowników, gdzie spodziewała się znaleźć jednego ze swoich synów. Powoli weszła do środka, zauważając tam sylwetkę Pustułkowego Szponu, który chyba szykował się do wyjścia. Ich spojrzenia spotkały się ze sobą, na co kotka schyliła lekko głowę na powitanie.

<Pustułkowy Szponie?>

31 lipca 2025

Od Makowego Nowiu CD. Kruczej Łapy (Kruczego Pióra)

Obserwowała uważnie swojego syna, powoli skradającego się do zwierzyny. Musiała przyznać, że była zadowolona z chęci Kruka do polowania. Kocur dobrze mówił, że warto być pożytecznym, jednak kotka dalej z tyłu głowy miała cichą obawę, by to jego bycie pożytecznym nie przyniosło złego skutku. Każdy musiał zaznać choć odrobiny odpoczynku, zwłaszcza uczniowie, którzy nie licząc patroli ze swoimi mentorami, mieli też wyczerpujące treningi, których nie mogli zawalić. Na szczęście Kruczej Łapie cały trening szedł gładko, bez większych problemów. Liliowa domyślała się, że tak będzie już za czasów kocięcych syna. Od małego każdy z synów wykazywał się różni umiejętnościami, a ich zabawy w udawane walki, mimo dużej ilości błędów, były czymś w rodzaju przyszłego przygotowania. Kruk nie był wyjątkiem w tej sprawie.
Uczeń wybił się z tylnich łap, szybko skacząc na zwierzynę. Wbił w nią swoje zęby, tym samym skutecznie kończąc polowanie. Wzrok dalej skierowany miał w stronę złapanej myszy, więc Mak powoli podeszła do niego.
– Dobra robota – mruknęła i skierowała głowę w stronę ucznia. – Masz dobrą technikę, jednak musisz jeszcze ją doszlifować. Na razie zakop tutaj mysz, wrócimy po nią później – rozkazała, a on posłusznie wykonał polecenie. Ruszyli dalej, uważnie nasłuchując. Iść jednak nie musieli daleko albowiem już po chwili Kruk zatrzymał się i przypadł do ziemi, w oddali widząc kolejne stworzenie.
 
***
 
Po wydarzeniach w Klanie Wilka Mak była pewna jednego - nie dokonała złego wyboru, kończąc trening Kruczego Pióra w tak młodym wieku. Choć tak samo jak w przypadku Pustułkowego Szponu, nie była zadowolona z tego, że ich pierwszą prawdziwą walką była wojna, to ona kocur wykazały się odwagą jak niejeden doświadczony wojownik. I z tego powodu Mak była dumna oraz zadowolona z owoców szkolenia Kruczego Pióra.
Szła napięcie, starając się nie zwracać uwagi na doskwierające nieprzyjemne uczucie spowodowane niedawno odniesionymi obrażeniami. Co prawda mogła zostać w obozie, jednak uparła się, że mimo wszystko wyruszy wraz z patrolem łowieckim. Nie chciała bezczynnie siedzieć w obozie, a polowanie brzmiało kusząco. Z resztą potrzebowała wyjść do lasu, by przemyśleć kilka spraw, a to właśnie tereny Klanu Wilka były dla niej najlepszym lekarstwem. Otaczające drzewa, krzewy, to uczucie tajemnicy dookoła i ta cisza... Liliowa nie wyobrażała sobie innego miejsca na spędzenie wolnego czasu. Nawet jeśli chmury coraz prędzej przysłaniały niebo, zmieniając jego odcień na szarawy.
Do jej uszu dobiegł charakterystyczny szelest. Od razu przypadła do ziemi i wysunęła pazury. Podeszła trochę do przodu i zauważyła małą mysz. Czekała chwilę w całkowitym bezruchu aż w końcu skoczyła na swoją ofiarę, wbijając w nią zęby. Po chwili puściła i bezwładne ciałko zakopała w ziemi. Ruszyła dalej za towarzyszami, myślami jednak będąc gdzieś indziej, a mianowicie na sytuacji przed rozpoczęciem wojny. Rozmawiała wtedy z Pustułkowym Szponem, choć w zamiarze miała ze wszystkimi swoimi dziećmi. Zamknęła na chwilę oczy i wzięła głębszy oddech. Nie zamierzała zostawić tej sytuacji bez żadnego rozwiązania. Pustułce wprost powiedziała, że skierować te słowa chciała do każdego z synów, tak więc zamierzała uczynić. Nawet jeśli było to spowodowane niepokojem z powodu nadciągającej walki.
 
***
 
– Krucze Pióro – odezwała się, przyciągając uwagę wojownika, siedzącego w tamtej chwili w legowisku. – Mogłabym z tobą porozmawiać? – zapytała Makowy Nów, na co kocur kiwnął głową, nie zadając zbędnych pytań. Wyszli razem z obozu, kierując swoje kroki w las. Obydwoje szli w ciszy, przerywanej tylko świstami, spowodowanymi przez mocniejsze podmuchy wiatru. Mak wzdrygnęła się, czując chłodny powiew, najprawdopodobniej zwiastujący deszcz. Spojrzała na zachmurzone niebo. Miała jednak nadzieję, że zdąży przekazać synowi najważniejsze informacje, zanim ich zmoczy.
– Krucze Pióro, przed wojną chciałam powiedzieć coś tobie i twojemu rodzeństwu, zdążyłam jednak odezwać się tylko do Pustułkowego Szponu. Mimo tego, że jest już po sprawie, powiedziałam, że usłyszeć to miał każdy z was, także zamierzam tego dotrzymać – zaczęła i spojrzała na Kruka. – Robisz wspaniałą robotę i jestem z ciebie dumna. Wiem, że możesz tego nie zauważać, jednak w głębi cieszę się z owoców twojego szkolenia. Potwierdziła to tylko ostatnia walka, mimo tego, że była to tak wielka sprawa, a ty jesteś świeżo mianowanym wojownikiem, dobrze walczyłeś i cieszę się, że nic większego ci się nie stało – powiedziała, mając jednak ten sam suchy wyraz pyska, jak do każdego innego kota. Westchnęła cicho, zdając sobie z tego sprawę. Nie potrafiła się jeszcze zachowywać tak swobodnie w ich obecności. – Walk w przyszłości czeka cię jeszcze wiele, ale teraz już mogę być spokojna, że dobrze sobie poradzisz – zakończyła i spojrzała na syna, oczekując jakiejś reakcji z jego strony.

<Synu? Spodziewałeś się?>

Od Makowego Nowiu CD. Pustułkowej Łapy (Pustułkowego Szponu)

Obserwowała uważnie walkę jej dwóch synów. Wyłapywała ich błędy, starała się je zapamiętywać, by później móc przekazać je Kruczej Łapie i wyznaczyć mu rzeczy, nad którymi musiał jeszcze popracować. Na początku to właśnie on wygrywał, co dla niektórych mogło nie być takim wielkim zdziwieniem, w końcu Pustułkowa Łapa od małego był po prostu mniejszy, słabszy od rodzeństwa. Jednak później Pustułka wykorzystał swoją determinację oraz nieuwagę przeciwnika, by móc wrócić do walki. Mroczna Wizja kiwnęła znacząco głową, przyglądając się całej walce. Mak domyślała się, że jest ona zadowolona z obrony swojego ucznia. I nie dziwiła się temu. Pustułka dobrze nauczył się wykorzystywać błędy innych, jednak to nie oznaczało automatycznej wygranej dla niego. Po chwili Krucza Łapa znów skoczył na swojego przeciwnika, dobrze wybijając się z tylnich łap. Dwójka uczniów potoczyła się razem, siłując się między sobą. Wszystko wskazywało na to, że żaden z nich nie zamierza się łatwo poddać. Mak w duchu uśmiechnęła się lekko. Obydwoje przyłożyli się do tego treningu, który w ich życiu był jednym z ważniejszych. W końcu bez umiejętności walki skończą jako karma dla wron.
 
***
 
Umiejętność walki przydaje się zawsze. Zazwyczaj jednak wszyscy biorą udział w mniejszych potyczkach. Jakieś większe sprawy nie są na porządku dziennym, nawet w takim miejscu jak Klan Wilka. Pech chciał, że pierwsza prawdziwa walka Kruczego Pióra oraz Pustułkowego Szponu okazała się jedną z tych większych spraw. Ich pierwszą walką jako wojownicy okazała się wojna. Wojna Klanu Wilka z Klanem Klifu.
Liliowa gwałtownie zerwała się ze swojego posłania, czując przy tym większy ból, spowodowany dopiero gojącymi się ranami. Jej oddech był szybszy, oczy latały na wszystkie strony, a mięśnie się spięły, dokładnie jakby spodziewała się ataku wroga. Dopiero po chwili wypuściła powietrze z płuc i syknęła coś cicho, zdając sobie sprawę, gdzie jest. Podniosła się w pełni i zajęła ogarnianiem swojego futra, by móc bez wstydu wyjść do reszty Klanu Wilka. Od walki minęło kilka wschodów słońca, jednak jej cienie dalej czyhały na poszkodowanych za rogiem. Dla większości, jeśli nie całego Klanu Wilka, to była pierwsza wojna. Pierwsza i wiele miało nadzieję, że ostatnia. Liliowa nie zdradzała swojego zdania na ten temat. Wolała milczeć, dalej rozmyślając nad wszystkim, co działo się podczas tej walki. Pamiętała ten niepokój, gdy wchodziła z obozu, nie powiedziawszy jej dzieciom kilku ważnych dla niej rzeczy, między innymi: "jestem z was dumna". Zdołała to powiedzieć tylko Pustułce. Pamiętała za to też to dziwne uczucie, kiedy to wypowiadała te słowa. Pierwszy raz zdobyła się na coś takiego. Nigdy nie myślała, że wypowie te słowa w stronę swoich pociech, jednak w tamtej chwili w jej głowie gościło jedno - jeśli tego nie powiem, już nigdy mogą tego nie usłyszeć. W końcu nikt nie dawał gwarancji wrócenia z wojny cało. Nikt nie wiedział, czy wróci żywy do obozu. Czy w ogóle wróci.
Pamiętała to głośne bicie swojego serca, bicie, które zagłuszało połowę jej myśli, a z każdym krokiem robiło się tylko głośniejsze.
Pamiętała zapach kotów z Klanu Klifu. Powoli zaczynający ich otaczać, aż w końcu wszechobecny dookoła, otaczający ich z każdej możliwej strony, jakby przygotowujący ich już na początek walki.
Pamiętała widok twarzy tego klifiaka, kiedy z nim walczyła. Jego słowa, a później jego ostatni wydany dech.
Pamiętała adrenalinę, działającą na jej ciało, skutecznie maskujące przeszywający ból z zadanych ran. Ten zapach krwi, trafiający cały czas do jej nozdrzy, ale też jej metaliczny posmak, który był tak wyczuwalny dla kotki w jej pysku.
Aż w końcu koniec. Pamiętała jak szukała Mrocznej Wizji oraz ich synów, by tylko sprawdzić, czy żyją. Pamiętała spojrzenie Pustułkowego Szponu. To, jak pierwszy raz wykonała jakiś bardziej matczyny ruch wobec własnego syna. Ich rozmowę, jego łzy. Te wszystkie emocje, których nigdy nie pokazywała, czułość matki, której myślała, że nie ma, że jest na nią odporna. A jednak... Jednak było inaczej. A jej syn poraz pierwszy zobaczył ją w takim stanie, bez tego chłodnego spojrzenia, krótkich odpowiedzi, czy obojętnego wyrazu. Zobaczył ją taką, jaką nie pokazywała nikomu.
Powoli wyszła z legowiska. Chłodny wiatr zmierzwił nieco jej futro, a kolorowe liście pod jego rozkazem ruszyły w swoją podróż. Ona również ruszyła w swoją na dzisiejszy dzień, która zaczynała się przy wyjściu z obozu. Nie musiała długo czekać na swojego towarzysza, albowiem on dotarł chwilę po niej i razem wyszli z obozu. Na początku szli w ciszy. Każdy z nich jakby w swoich światach, choć tak naprawdę raczej obydwojgu było się po prostu trudno odezwać.
– Sikoreczka sikoreczka wleciała przez okienko... – zaczęła wtedy nagle Makowy Nów, najciszej jak umiała. Mimo to jej towarzysz usłyszał jej cichy śpiew i obrócił głowę w jej stronę.
– Śpiewałaś to już kiedyś? – zapytał Pustułka, na co liliowa kiwnęła głową.
– Przy was tylko jak spaliście, gdy Mrok nie mogła się wami zająć – wyjaśniła i ruszyli dalej. Po zakończonej bitwie liliowa obiecała synowi rozmowę, którą właśnie w tamtej chwili mieli zamiar odbyć. Przemierzali więc las, a zastępczyni dalej cicho nuciła tak znajomą jej piosenkę. W końcu zatrzymali się i usiedli pod jednym z drzew. Makowy Nów przestała wtedy śpiewać. Na chwilę zamilkła, zamykając oczy. Ostatni raz starała sobie powtórzyć cały jej plan na przebieg tej rozmowy.
– Pustułkowy Szponie – zaczęła, przyciągając tym samym uwagę swego potomka. – Chcesz być najlepszym wojownikiem, bo obiecałeś to Mrocznej Wizji. Dalej jesteś w stanie to zrobić. Bycie najlepszym wojownikiem polega na przekłóciu swoich słabości i błędów przeciwników w broń. Pamiętasz walkę, którą odbyłeś wraz z Kruczym Piórem, gdy obydwoje byliście jeszcze uczniami? Udało ci się uwolnić, poprzez wykorzystanie błędu twojego brata. Pomimo tego, że byłeś od niego słabszy – zauważyła kotka, spoglądając co chwilę na Pustułkę, by wyłapać jego reakcje. – Masz trudniejszy start od innych. Zwłaszcza teraz, z jednym okiem. Musiałbyś pracować jeszcze ciężej, zwłaszcza że musisz od nowa nauczyć się dobrej walki. I nie sądzę, by treningi zapewniane przez mistrzów pozwoliły ci w pełni dogonić poziomem innych, sprawnych w pełni wojowników – zatrzymała się na chwilę. – Jednak jesteś jeszcze bardzo młody, dopiero skończyłeś swój trening, a każdy z nas uczy się całe życie. To była twoja pierwsza taka walka, która w dodatku okazała się wojną. To, że jeszcze tu stoisz jest swego rodzaju dokonaniem, ponieważ zginęło dużo kotów, wielu jest też ciężko rannych, a ty na szczęście straciłeś tylko oko – mruknęła, przypominając sobie obraz łapy Lamentującej Toni. – Walk czeka cię w twoim życiu jeszcze wiele, nie wiemy co czyha na nas za rogiem, dlatego mogę wyjść dla ciebie z pewną propozycją. Zakończyłeś już szkolenie, jednak mogę pomóc ci z walką po utracie oka, własnymi treningami. Będziemy wychodzić do lasu, gdzie to ty będziesz szlifował umiejętności, starając się przestawić na nowy tryb walki. Ja będę to nadzorować, będąc często twoim przeciwnikiem. Zakończyć treningi będziemy mogli w każdej chwili, decyzja ta będzie należeć do ciebie, w końcu twój w tym interes. Zacząć moglibyśmy za kilka wschodów słońca, ponieważ wszyscy jesteśmy jeszcze obolali po walkach – wyjaśniła i spojrzała na Pustułkowy Szpon. Nie potrafiła zinterpretować emocji, znajdujących się w tamtej chwili na jego pysku. Może to było jakieś zdziwienie? Zdenerwowanie? Szczęście? Nie miała pojęcia, sama wpatrywała się w syna z tym samym wyrazem pyska, co zwykle. Tym obojętnym, zarezerwowanym dla klanu i każdego dookoła. Nie potrafiła jeszcze zachowywać się przy nich tak swobodnie jak przy ich matce.
– Z chęcią skorzystam z twojej propozycji – oznajmił zadowolony Pustułka. – I dziękuję.
– Nie masz za co mi dziękować. Nie chcę mieć rannych w klanie, zwłaszcza że jesteś młodym wojownikiem, mogącym dokonać wiele. Nie chcę by cię złapali na pierwszej lepszej walce – powiedziała, odwracając wzrok od syna i kierując go w przestrzeń. Nastała chwila ciszy, przerwyna tylko szumem wiatru i tańcem liści na wietrze.
– Mogę się o coś spytać? – odezwał się kocur, na co jego matka kiwnęła głową. – Dlaczego byłaś tak nieobecna w moim życiu?
Makowy Nów westchnęła cicho, łapą zaczynając grzebać w ziemi.
– Nie myślałam, że zadasz to pytanie. Moja nieobecność była aż tak odczuwalna? – zapytała, jednak pytanie to nie było skierowane prosto do Pustułki. – Nie znasz mojej rodziny. Twojego dziadka, ciotek i wujka. Wszyscy zmarli na długo przed twoimi narodzinami. Matki sama nie pamiętam, jedyne co mi po niej zostało to właśnie ta piosenka. Zniknęła gdy jeszcze byłam w żłobku, ale mogę powiedzieć jedno, to ona była tą kochającą matką. Mój ojciec nazywał się Gęsi Wrzask. To imię dobrze go opisywało. Krzyczał na nas za każdym razem gdy przyszedł, nie szczędząc sobie uwag i przekleństw, skierowanych w naszą stronę. Nie raz starał się podnieść na nas łapę. Z dwójki rodziców to on zapadł w mojej pamięci najbardziej. I to po nim mogę się pochwalić większością zachowań – prychnęła. – Wiesz dlaczego ci to mówię? Bo to jest powód. Nie chciałam mieć dzieci. Przerażała mnie wizja posiadania ich. Bałam się, że będę dokładnie taka jak mój ojciec, dlatego gdy Mrok wyszła z inicjatywą powiększenia kultu, po prostu wybuchłam. Dopiero po czasie mnie przekonała, a bardziej to ja powiedziałam jej, że nie mogę jej tego zabronić. Tak więc urodziła was. A ja, dalej powtarzając, że nie nadaje się na matkę, starałam się jak najbardziej od was odsunąć, byście nie musieli przeze mnie przeżywać tego co ja – wyznała, spuszczając głowę. – Mroczna Wizja jest wspaniałą matką. Myślałam, że ona wam starczy.

<Synu? Pytaj póki możesz, matka już więcej tajemnic nie zdradzi>

28 czerwca 2025

Od Makowego Nowiu DO Pustułkowej Łapy

– Nie teraz – syknęła, nie zwracając już dalszej uwagi na swojego rozmówcę, który i tak miał wybrać się na już czekający patrol graniczny. Ruszyła napięcie w stronę legowiska wojowników, po drodze starając się na nikogo więcej już nie splunąć swoim jadem. Od kilku dni bolała ją głowa, każdego dnia coraz bardziej, a w dodatku jeszcze to Borsucza Puszcza została matką kultu. Dla Mak niczego więcej nie było trzeba do niekontrolowanego wybuchu złości, nad którą od dawna nie umiała dobrze panować. Dlatego usiadła w pustym o tej porze legowisku wojowników, starając się jakoś uspokoić. Zaczęła grzebać łapą w ziemi, starając się jakoś zignorować ten rozsadzający ból ze środka czaszki, jednak to nie przynosiło żadnych efektów. Syknęła coś cicho, kładąc się na swoim posłaniu, głowę chowając między łapami. Ból dalej promieniował z jej głowy, tylko coraz bardziej denerwując liliową kotkę.
– Makowy Nowiu? – usłyszała nagle znajomy głos. Nadstawiła uszu, by lepiej słyszeć swoją partnerkę, która właśnie weszła do legowiska. – Co się dzieje? – zapytała, siadając obok Makowego Nowiu. Ona tylko prychnęła, starając się stłumić syknięcie.
– Nie mam już prawa chwilę odpocząć? – zapytała, ostrzej niż zamierzała. – Głowa mnie boli, a w dodatku ta Puszcza... Naprawdę nie było nikogo lepszego?
– Makowy Nowiu, dobrze wiesz, jak było – przypomniała Mroczna Wizja, na co Mak tylko westchnęła. – Nie zapomnij, że wszyscy jesteśmy jedną społecznością. A co do twojego bólu głowy, to pójdź po zioła do Cisowego Tchnienia – powiedziała Mrok.
– Jakbym jeszcze miała na to czas, to poszłabym już kilka wschodów słońca temu! Ale nie, oczywiście – syknęła. – Zaraz tam pójdę, bo bez tego naprawdę chyba rozsadzi mi głowę, a jeszcze dziś muszę wyjść na trening z Kruczą Łapą. Nie będzie tracił lekcji przeze mnie – oznajmiła, na co Mrok tylko kiwnęła głową. Po chwili położyła ogon na barku liliowej kotki.
– Jeśli byś chciała, możemy dziś razem wybrać się na trening. Wezmę Pustułkową Łapę. Sądzę, że trening we dwójkę dobrze im zrobi i może poprawi umiejętności walki z przeciwnikiem – zauważyła Mrok. – Ale w takim razie musisz już iść do Cisowego Tchnienia. Zioła jeszcze muszą zacząć działać.
– Dziękuję – mruknęła Mak, z jakąś wyczuwalną czułością w swoim głosie i powoli zaczęła się podnosić.
 
***
 
Cisowe Tchnienie dała jej jakieś zioła, co umożliwiło kotce powrót do swoich zajęć. Ból co jakiś czas dalej był obecny, jednak był on również dużo słabszy. Przynajmniej na tyle, by móc bez większego problemu przeprowadzić trening. I to właśnie Makowy Nów zamierzała robić. Gdy tylko wyszła z legowiska medyka, rozejrzała się w poszukiwaniu swojej partnerki wraz z dwójką synów. Mroczna Wizja, wraz z Pustułkową Łapą, już stała przy wyjściu z obozu, dlatego liliowa ruszyła w ich stronę, wzrokiem szukając jeszcze jej ucznia, Kruczej Łapy. Mijała koty wracające z różnych patroli oraz tych, co zmierzali do stosu zwierzyny po zasłużony posiłek i wtedy zauważyła Kruczą Łapę. Kocur już również zmierzał w ich stronę, a gdy tylko wszyscy się zebrali, wyszli razem z obozu.

Wyleczeni: Makowy Nów 

16 czerwca 2025

Od Makowego Nowiu

Dni przebiegały dość spokojnie. Epidemia łzawego kaszlu powoli zaczęła wygaszać, co cieszyło cały Klan Wilka. Przynajmniej do czasu. Niedługo po zgromadzeniu każdy kot w klanie mógł usłyszeć kolejną informację na temat choroby — wróciła. I to jakby ze zdwojoną siłą. Koty powoli chorowały, medycy mieli łapy pełne roboty, a w tym wszystkim zachorowała również Mroczna Wizja. Mak obudziła się raz w nocy, słysząc kaszel kocicy. Zignorowała zdrowy rozsądek i odkąd tylko dowiedziała się, że jej partnerka jest chora, mimo własnych obaw i niebezpieczeństwa, siedziała przy niej. Zachowała przy tym jakąś odległość od kotki, ale jednak. Nie mogła tak po prostu zostawić Mrok. Nie po tym ile kotów już pożegnało się z życiem i nie ze świadomością, że również życie Mrok jest zagrożone. Liliowa wiedziała, że gdyby cokolwiek stało się jej partnerce, nie wybaczyłaby sobie. Nie mogła jej stracić, dlatego poczuła wielką ulgę gdy mistrzyni dostała odpowiednie zioła i otrzymała profesjonalną pomoc od medyków. Powoli wracała do zdrowia. Jednak sama Makowy Nów nie mogła powiedzieć tego o sobie. Minęło kilka wschodów słońca, odkąd Mroczna Wizja otrzymała zioła, a liliowa sama zaczęła czuć się niezbyt dobrze. Z początku zajmowała się jeszcze swoimi obowiązkami, nie rozpoznając początku rozwoju choroby, jednak gdy mocny kaszel pojawił się również u niej, wiedziała, że sama też musi złożyć wizytę w legowisku medyków. Dlatego próbując powstrzymać duszący kaszel, ruszyła w tamtą stronę. Powoli weszła do środka, skinięciem głowy witając się z przebywającymi tam kotami. Gdy już podchodziła do niej Cisowe Tchnienie, Mak wybuchła kaszlem, unikając tym samym pytania o dolegliwości, których najpewniej i tak młodsza kotka się spodziewała. Po chwili Cis wróciła z odpowiednim ziołem i podała go zastępczyni.

Wyleczeni: Makowy Nów 

09 czerwca 2025

Od Makowego Nowiu CD. Kremika (Poziomkowej Łapy)

– Widzę, że Mroczna Wizja, albo ktokolwiek inny, wam nie opowiedział – mruknęła Mak, a po chwili westchnęła. – Jednak dobrze, że chcesz się dowiedzieć – dodała cicho. – Mentor to kot, który będzie cię szkolić na dobrego wojownika. Twój trening zacznie się wraz z dniem, kiedy skończysz 6 księżyców, wtedy też pokażesz swoją odwagę i zostaniesz mianowany, a kot ci przydzielony będzie uczyć cię podstawowych umiejętności. Gdy uzna, że jesteś gotowy, zostaniesz wojownikiem. Jednak trzeba na to zapracować – wyjaśniła liliowa, posyłając mu swoje spojrzenie. Kocur pokiwał głową. Znowu nastała ta niezręczna cisza. Makowy Nów jednak się nie odzywała. Nie wiedziała nawet, jak mogłaby zacząć. Nie umiała zajmować się kociętami, a każda taka rozmowa nie wychodziła jej najlepiej. Na szczęście to właśnie wtedy Cisowe Tchnienie zawołała Kremika do siebie.
 
***
 
– Sikoreczka sikoreczka... – nuciła cicho, obserwując, jak kociaki się bawią. Widziała, jak Pustułka wraz z Krukiem skaczą na siebie nawzajem, tworząc tym samym udawaną walkę. Po chwili do walki dołączył Warkotek, wymieniając się z Krukiem, który odszedł nieco na bok. Makowy Nów obserwowała ich walkę, nie odzywając się jednak. Wtedy zamiast Warkotka ktoś wepchnął Kremika. Było widać jak kociak się przerażony, a zapach strachu unosił się w powietrzu. Liliowa jednak dalej siedziała, nie reagując. Obserwowała uważnie mniejszego kocurka, jego ruchy i przerażenie w oczach. Dlaczego to wszystko wyglądało tak znajomo? Zamknęła na chwilę oczy, przypominając sobie ten strach. Siebie sprzed lat. Gdy znowu je otworzyła, wszystko wróciło do normy. Kremik dalej stał na środku, Pustułka szykował się do skoku na swojego przeciwnika. W końcu wybił się ze swoich tylnych łap, z małym poślizgiem trafiając chwilę przed kremowym. Ten wykorzystując sytuację, zaczął uciekać, jednak Pustułka nie dawał za wygraną. W końcu kremowe kocię znalazło się obok Makowego Nowiu, którą ominął i bezpiecznie stanął za jej plecami. Chłodny wzrok liliowej skierował się w stronę przerażonego kocięcia, ignorując tym samym drugiego kocurka, który zatrzymał się tuż przed nią.
– Musisz znaleźć w sobie siłę, inaczej zginiesz – zauważyła sucho Mak, zwracając się do Kremika. Po chwili jej wzrok padł na dalej stojącego tam Pustułkę. – Wygrałeś walkowerem, możesz wracać – oznajmiła, a kocurek przechylił lekko głowę.
– Walkowerem? – powtórzył.
– Twój przeciwnik sam się poddał – wyjaśniła zastępczyni. Jej syn pokiwał głową i ruszył w stronę reszty, zaczynając już kolejną rundę swojej zabawy. Mak za to została z Kremikiem za plecami. Odwróciła się do niego, przeszywając go swym spojrzeniem, uważnie się mu przyglądając. – Nie możesz być tak słaby. Gdyby była to prawdziwa walka a nie zabawa kociaków, już byś umarł, jako rozczarowanie klanu. Ucieczka nigdy nie jest wygraną, to przegrana na samym starcie – powiedziała chłodno, a Kremik pokiwał głową, jednak się nie odzywając. Po chwili podeszła do niego jego siostra, Plamka.
 
***
*Teraźniejszość*
 
Wszystkie dzieciaki zostały mianowane, włącznie z Kremikiem i Plamką, którzy otrzymali nowe imiona - Poziomkowa Łapa i Plamista Łapa. Od dnia ich mianowania Makowy Nów nie odzywała się do żadnego z nich. Nie widziała w tym większego sensu. W końcu jej rola się zakończyła, pomogła Mrocznej Wizji się nimi zająć. Teraz sama musiała wyszkolić swojego syna i zająć się obowiązkami. Jednak to nie oznaczało, że niektóre rzeczy nie rzucały jej się w oczy.
– Krucza Łapo ugnij tylnie łapy, cały czas popełniasz ten sam błąd – powiedziała nieco zirytowana Mak. Uczeń kiwnął głową i spróbował wykonać polecenie dane przez mentorkę. Liliowa uważnie się mu przyglądała, w głowie już wyłapując kolejne błędy zrobione przez Kruka. – Jutro popracujemy nad tą pozycją – oznajmiła tylko i ruchem ogona nakazała kocurowi powrót do obozu. Obydwoje szli w ciszy, mijając drzewa znajdujące się w lesie. Gdy dotarli każde z nich poszło w inną stronę, Kruk do swojego rodzeństwa, a Mak do stosu zwierzyny, chcąc złapać coś na ząb. Miała jeszcze dziś wieczorem patrol, a wcześniej nie było czasu zjeść żadnej porządnej myszy. Łapą przerzuciła zwierzynę znajdującą się z wierzchu i złapała średniej wielkości mysz, leżącą obok. Gdy podnosiła głowę, rozejrzała się w poszukiwaniu dobrego miejsca by spożyć posiłek. Usiadła niedaleko legowiska i położyła zwierzynę na ziemi, chcąc już zjeść. Wtedy jednak kątem oka zauważyła Poziomkową Łapę, idącego z bardzo dużą ilością mchu. Makowy Nów nie przejęła się tym za bardzo, przynajmniej do póki kocur nie potknął się o korzeń, rozrzucając dookoła mech, ale też miażdżąc jej mysz. Kotka od razu wstała, odsuwając się nieco do tyłu.
– Zmiażdżyłeś mój posiłek ty mysia strawo, patrz gdzie stawiasz łapy! – warknęła, zwracając się w stronę dalej leżącego kremowego.
– Wybacz! Naprawdę nie chciałem, przepraszam – powiedział Poziomkowa Łapa szybko, starając się podnieść. Mak przyglądała się mu uważnie. Było widać, że kocur jest zmęczony. Wtedy kotka przypomniała sobie jego zachowanie przez ostatni czas. Miała wrażenie, że uczeń cały czas coś robi.
– Zamęczysz się zaraz – syknęła liliowa.
– Naprawdę wybacz, to był wypadek, nie zauważyłem tego korzenia... – zaczął się tłumaczyć, jednak Mak ruchem ogona go uciszyła.
– Przestań. Wytłumacz mi może, co ty wyprawiasz? – powiedziała, jednak dalej ostrym i zirytowanym tonem, nad którym nie umiała zapanować.
– Noszę mech do legowisk – wytłumaczył cicho.
– Znowu? Ostatnio cały czas widzę cię z mchem albo innym ziołem od medyka, które potem przekazujesz starszyźnie.
– Chcę pomóc i się na coś przydać. Poprawić się jak obiecałem – oznajmił uczeń.
– Na razie jak widzę to się zamęczasz. Widać, że jesteś zmęczony, jeśli dalej będziesz to ciągnąć, zawalisz trening – zauważyła ostro zastępczyni. – Po co to w ogóle robisz? Robisz ponad swoje siły i więcej niż twoje obowiązki obejmują.
– By się poprawić, nie chcę by znów mnie ukarali...
Makowy Nów zamilkła na chwilę. Ukarali? Wiedziała, że gdyby coś się stało, doszłoby to również do niej, a nic takiego się nie stało. Zastanowiła się chwilę. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że niedawno miała miejsce noc w lesie dla nowych uczniów i to od tamtej pory mogła zauważyć Poziomka z kupą mchu w pysku.
– Nie ukarali cię Poziomkowa Łapo – westchnęła liliowa. – To była noc w lesie. Każdy kociak musi ją przejść, by stać się pełnoprawnym uczniem.

<Poziomkowa Łapo?>

28 maja 2025

Od Makowego Nowiu CD. Kruka (Kruczej Łapy)

Rodzicielstwo było... Dziwne. W jednej chwili obserwowała, jak kocięta się bawią i skaczą, w drugiej jak śpią, dając jej tym samym chwilę spokoju, a później musiała opowiadać historie. Tylko jaką mogłaby opowiedzieć?
– To będzie historia o ratowaniu nas, Klanu Wilka i tajemnicy naszych przodków. A wszystko to zaczęło się po śmierci wielu kotów, naszych pobratymców, w tym twojego dziadka i wujka, na jednym ze zgromadzeń gdzie to ja i Mroczna Wizja dostałyśmy ważną misję – zaczęła liliowa, opowiadając o tym jednym zgromadzeniu, gdzie to wraz ze swoją partnerką śledziły Nocny Kwiat, chcąc pokrzyżować jej plany udania się do miejsca, z którego mogła skontaktować się z Klanem Gwiazdy.
 
***
 
Nie dość, że dostała nowe obowiązki, została też po raz kolejny mentorką, tym razem jednak własnego syna. Mak wiedziała już wtedy, że będzie starać się wyszkolić go jak najlepiej, co oznaczało zero jakiejkolwiek taryfy ulgowej. Kotka znała Kruka od małego, wiedziała, że jest w stanie stać się silnym wojownikiem, godnym członkiem Klanu Wilka. Jednak nie tylko to ostatnio zaprzątało jej głowę. W Klanie Wilka było coraz więcej chorych, a łzawy kaszel nie każdy dawał radę pokonać. Wbiła pazury w ziemię na myśl o swojej pierwszej uczennicy. Jeszcze niedawno była rozczarowana zachowaniem Zabielonego Spojrzenia. Głupotą, którą się wykazała na zgromadzeniu. Ale teraz? Całe rozczarowanie zniknęło, gdy tylko kotka zobaczyła kota wykończonego przez chorobę, chwilę przed ostatnim wziętym oddechem. Gdy kilka dni później znalazła się na pogrzebie tej samej kotki, którą kiedyś trenowała. Wraz z Zabielonym Spojrzeniem na tą samą chorobę zmarła też dwójka innych kotów, Kukułcze Gniazdo oraz Szeleszczący Wiąz. A chorych jakby z dnia na dzień przybywało. Mak westchnęła cicho. Miała nadzieję, że ani Mroczna Wizja, ani żadne z ich dzieci nie trafi do legowiska Cisowego Tchnienia z tymi samymi dolegliwościami. Jej wzrok sam powędrował w stronę legowiska medyka, gdzie znajdowała się masa kotów i do którego jeszcze więcej przybywało. Tym razem była to Borsucza Puszcza, która już z daleka wyglądała na słabą. Czyżby też zachorowała na łzawy kaszel? Makowy Nów jednak nie miała czasu się nad tym zastanawiać, gdyż właśnie w tamtej chwili od tyłu zaszedł ją jej syn, Krucza Łapa.

Wyleczeni: Borsucza Puszcza 
<Krucza Łapo?>
[347 słów]

[przyznano 3%]

08 maja 2025

Od Makowego Nowiu Do Kremika

Wraz z objęciem nowego stanowiska doszły też nowe obowiązki. Musieli przecież wszystko ustawić, by w Klanie Wilka zapanował nowy porządek. Teraz nie tylko lider i zastępca mieli głos, mogli się też wypowiadać mistrzowie, którzy zdobyli większe prawo głosu w najważniejszych decyzjach. Makowy Nów cieszyła się z takiego obrotu spraw. Liczyła, że dzięki temu wszystko się polepszy. Albo zostanie, jak jest, jak to mówiła Lodowy Omen na ich ostatnim spotkaniu. Mimo tego liliowa widziała na twarzach niektórych coś typu obawę. Niezadowolenie, choć niewypowiedziane wprost, najpewniej spowodowane wyborem Nikłej Gwiazdy na przywódcę Klanu Wilka. Liliowa sama nie wyrażała się na ten temat. Ci, co musieli znali jej zdanie, więcej powtarzać go nie musiała. Ci, co musieli znali też jej początkową niechęć do objęcia tak ważnej pozycji. Mimo swojej ambicji obawiała się tego co się stanie, jeśli to ona zasiądzie obok Nikłej Gwiazdy, co dodawało jej dodatkowego stresu, choć na głos tego nie wypowiedziała. Jednak kłócić się już nie mogła. Musiała się pogodzić z tym faktem i zmienić swoje nastawienie. Postarać się trzymać spokoju, by zaraz nie dać się ponieść emocjom. Co dla niej było dość trudnym zadaniem, zwłaszcza w kontekście gniewu, który towarzyszył kotce praktycznie od początku. Przecież nie raz można było usłyszeć jej krzyki i niezadowolony głos, nawet dochodzący z samego środka obozu. Nienawidziła tego w sobie chyba najbardziej, widząc wtedy w sobie zachowanie Gęsiego Wrzasku, jednak często nie potrafiła z tym walczyć. Walkę oczywiście podejmowała, wychodząc wtedy z obozu do lasu, który jako jedyny ją uspokajał, oczywiście nie licząc Mrocznej Wizji, jednak nie zawsze taka możliwość była. Tak jak chociażby teraz.
– Co wam strzeliło do głowy? – zapytała ostro, chłodnym spojrzeniem lustrując każdego z kociąt. – Tyle razy było wam mówione, a wy dalej swoje?! – syknęła. – Czy naprawdę to tak trudno wam zrozumieć? Was też się to tyczy – zwróciła się tym razem w stronę dwójki innych kociąt, do tej pory siedzących przy ścianie w żłobku. – Nie macie nic wywijać. Jesteście pod opieką Mrocznej Wizji, czyli jak jej nie ma, również moją – oznajmiła ostro i gdy miała odezwać się po raz kolejny, do legowiska weszła Mroczna Wizja. Spojrzała na Mak, później na kociaki. W końcu postanowiła podejść bliżej i położyła ogon na barku liliowej, lekko ją uspokajając. Zastępczyni tylko wypuściła powietrze, nie odzywając się już, wzrok jednak dalej mając wlepiony w dwójkę innych kociąt. Doskonale pamiętała dzień, w którym zostały one przyniesione do obozu. Pamiętała swoje lekkie zdziwienie, choć ukryte pod chłodem i relacje patrolu, z których wynikało, że oba kociaki tonęły. Teraz grzały miejsce w bezpiecznej kociarni, będąc pod opieką Mrocznej Wizji oraz oczywiście matki kultu. Kremik i Plamka. Odkąd dzieciaki pojawiły się w żłobku, Mak zwróciła uwagę na ich kilka zachowań, które czasem rzucały się w oczy. Głównie na zachowania Kremika, przez fakt tego, że kocur był nieśmiały i strachliwy, co dało się zauważyć. Liliowa widziała, jak chował się za siostrą, jakby bał się iść gdzieś sam. Dokładnie jak ona z Naparstnicą. Na każdą taką myśl Makowy Nów wbijała tylko pazury w ziemię. Widziała w młodym Kremiku siebie w jego wieku i starszą. Tę strachliwą uczennicę, która po chwili musiała całkowicie się zmienić, pod wpływem sytuacji w jej życiu.
– Makowy Nowiu? Wszystko dobrze? – nagle usłyszała głos Mrok. Spojrzała na nią, wracając do rzeczywistości.
– Wybacz, musiałam się zamyślić – odparła cicho Mak. – Coś mówiłaś?
– Tak, żebyś wzięła Plamkę i Kremika do Cisowego Tchnienia – powtórzyła karmicielka. – Chciała jeszcze coś sprawdzić i w razie czego podać odpowiednie zioła – oznajmiła i spojrzała w oczy liliowej. Ta kiwnęła głową i posłała partnerce czułe spojrzenie, które po chwili przeniosła na dwójkę kociąt, zmieniając je na dość chłodne.
– Plamka, Kremik, idziemy do Cisowego Tchnienia – zwróciła się do kociąt i powoli podeszła do wyjścia ze żłobka. Kociaki posłusznie poszły za nią, jednak gdy zauważyła, jak wolno idą przez swoje krótkie łapki, złapała Kremika za kark i niepewnie zaniosła do legowiska medyka. Plamka szła tuż za nimi, doganiając ich.
– Witaj Cisowe Tchnienie – przywitała się, gdy tylko odłożyła kocurka na ziemię. Medyczka wypowiedziała jakieś słowa przywitania i ruchem ogona rozkazała Plamce, ponieważ była bliżej, podejść. Mak więc została sama z Kremikiem, czekając na jego siostrę.

<Kremik?>

07 maja 2025

Od Makowego Nowiu

— Musimy w końcu wybrać lidera — odrzekł Nikły Brzask po tym, jak kapłanki skończyły odmawiać modły składane, nad co-księżycową ofiarą. To dzisiejszej nocy Klan Wilka miał na dobre stanąć na łapy i wreszcie zyskać nowego lidera oraz zaufanego zastępcę. Makowy Nów już wcześniej rozmyślała na ten temat, obmyślała, kto mógłby zostać liderem, kto ma odpowiednie kompetencje, wszystko dokładnie analizując. — Jestem pewien, że jest to aktualnie kwestia najważniejsza. Pozbyliśmy się zdrajcy i wszyscy winni spotkali się z należytą im karą. Niestety, nasza liczebność znacząco się zmniejszyła, a razem z nią ilość potencjalnych, zaufanych kultystów — mówił dalej kocur, powoli, skupiając na sobie wzrok pozostałych — Obowiązkiem tym nie możemy obarczyć ani medyczki, ani Matki Kultu, ani Wielkiej Kapłanki. Wszystkie pełnicie już pewne role, wymagające od was więcej niż od przeciętnego wojownika. Dlatego też to ja, Nikły Brzask, syn Szakalej Gwiazdy i najstarszy wojownik w kulcie, pragnę zaoferować wam swą łapę, tym razem jako nowy lider Klanu Wilka. Pod moją władzą kult urośnie w siłę i odrodzi się, niczym motyl zbudzony Porą Nowych Liści ze snu. Moją zastępczynią zostałaby wtedy Makowy Nów, która jest w kulcie niemal równie długo co ja — uciął, wyczekując odpowiedzi ze strony pozostałych zebranych. Mak spojrzała na niego. Nie spodziewała się usłyszeć swojego imienia. Na swojej liście też nie była postawiona jako osoba odpowiednia do któregokolwiek z dwóch potrzebnych ról. Znała się. Znała się aż za dobrze. Widziała w sobie to, co gdy była kociakiem, było dla niej największym koszmarem. Naprawdę nikt z klanu tego nie zauważył? Jej zachowania, gniewu podobnego do ojca, wypranej z dobroci moralności?
Rozejrzała się dookoła. Zauważyła milczącą Jaskółcze Ziele, czy Topielcowy Lament, który wzrok miał wbity w ziemię. Zauważyła wzrok Bladego Lica na swoim ciele, jakby uważnie obserwował. Jednak nikt z nich i całej reszty się nie odezwał
– Świetny pomysł Nikły Brzasku! – usłyszała nagle głos Rysiego Tropu. Kotka usiadła, owinęła ogon wokół łap i spojrzała na kocura. Wtedy Mroczna Wizja podniosła się i wystąpiła naprzód.
– Z chęcią przyjmę stanowisko lidera. Przysięgam godnie prowadzić kult, gdyż jemu zawdzięczam wszystko co mam – miauknęła pewnie, jak to miała w zwyczaju. Liliowa już wcześniej myślała o tym, czy jej partnerka będzie walczyć o stanowisko, które wcześniej należało również do jej ojca i prawie jej matki. Kotka widziała w niej większy materiał na przywódczynię niż w Nikłym Brzasku. I fakt, że Mroczna Wizja była partnerką Mak nie miał nic do rzeczy w tej sprawie. Choć mistrzyni musiała przyznać, że dzięki temu miała większe pojęcie o zachowaniu Mrok i jej sposobie myślenia.
— Mroczna Wizjo — odezwał się Brzask. Oczy kocura zmrużyły się nieznacznie — Jesteś Główną Kapłanką. Nie będziesz w stanie pełnić zarówno obowiązków liderki, jak i kapłanki. Taka decyzja jest nadzwyczaj pochopna i może doprowadzić do jeszcze większego zamętu w kulcie.
Mroczna Wizja przechyliła głowę.
– Na spokojnie będę w stanie prowadzić obie te funkcje. Jesteśmy tu dla kultustów. Lider to wspaniała nazwa, jednak ja chcę, aby kultystom było jak najlepiej. Dlatego niech oni zdecydują. Przestanę być Wielką Kapłanką, jeśli będzie tego wymagać stamowisko lidera – oznajmiła karmicielka. Wtedy na "scenę" wszedł Topielcowy Lament nieznacznie się przesuwając i stając obok kotki.
— Możecie mnie ukarać, lecz sądzę, że Mroczna Wizja ma rację. Ona bardziej zasługuje na to stanowisko.
– Kult jest dla mnie wszystkim – mówiła dalej Mrok. – Trzymamy się razem. Mamy zasady. Razem czcimy Miejsce, gdzie brak gwiazd. Nikły Brzasku, nikt cię nie ukarze. Wszyscy macie prawo mówić co myślicie, a ja uszanuję waszą decyzję.
— Porzucisz swe obowiązki tylko dlatego, że chcesz władzy? — spytał syn Szakalej Gwiazdy, unosząc łeb. – Sam w sposób w jaki mówisz o tym stanowisku jest nie na miejscu. "Wspaniała nazwa" jest sformułowaniem, którym posłużyłby się kociak, nie wiedzący nic o prawdziwym świecie. Lider to obowiązek, często ciężki i pełen wyrzeczeń, nie zabawa o atrakcyjnej nazwie i przywilejach.
– O tym własnie mówię - wspaniała nazwa, jednak tu nie chodzi o władzę, a o to, aby kultystom było jak najlepiej. Odsuń swoje ambicje na bok i pozwól wyznańcom Mrocznej Puszczy decydować – wypowiedziała się Mrok, zaczynając się jakby sprzeczać z Nikłym Brzaskiem, jakby nie robili tego od początku, a przynajmniej tak to widziała Makowy Nów. Dlatego sama postanowiła się nie odzywać, uważnie słuchając obu kandydatów, by już za chwilę móc zdecydować wraz z resztą, kto obejmie władzę.
— Powtarzasz moje słowa i moją propozycję, którą to ja jako pierwszy zaoferowałem. Nie przeze mnie mówią ambicje, a przez ciebie — wymruczał kocur, z jakimś rozbawieniem w oczach. Po chwili dodał jeszcze ciężej. — I są to wyznawcy, nie wyznańcy. Nie jesteśmy już w żłobku — poprawił kapłankę.
— Zgłaszam stanowczy sprzeciw — mruknęła nagle Zalotna Krasopani na słowa wojownika, wtrącając się. — Nie zachowuj się tak, jakbyś podlizywaniem się Sosnowej Gwieździe wyssał z niej choć trochę jej mądrości — odchrząknęła. — Klan Wilka zasługuje na silnego lidera, gotowego bronić swojego dobra, jak i dobra klanu. Moim zdaniem na tej posadzie powinien zasiąść ktoś z mistrzów, a nie najstarszy wojownik w klanie — dodała. Po chwili znów odezwał się Topielcowy Lament:
— Nikły Brzasku — rzucił tonem tak ostrym jak ostrze noża. — To ty pragniesz władzy. Gdybyśmy chcieli, żebyś nas prowadził, już dawno byłbyś Wielkim Kapłanem! Lecz cóż, co za niespodzianka... Jako mistrz tego klanu mam szansę się wypowiedzieć. I mam rację. I nieraz będę mieć – po tych słowach Blade Lico, do tej pory tylko się przyglądający, zadecydował usiąść po stronie najstarszego wojownika w klanie, co nieco rozbawiło Mak, choć nie było tego po niej widać, jak zresztą zawsze.
– Zależy mi, aby Mroczna Puszcza była należycie czczona. To ty pod wpływem impulsu skazałeś wojownika nawet nie mając dobrych dowodów. Co prawda miał styczność z samotnikami i za to trzeba było go ukarać. A jaki był twój jedyny dowód? Słowo od przestraszonej uczennicy? Czy tak będzie wyglądało twoje prowadzenie klanu? Oparte na kłamstwie? – pytała Mrok, na co jej przeciwnik w wyborach tylko się zaśmiał.
— Ja skazałem pod wpływem impulsu? Z tego co wiem to wszyscy mistrzowie zgodzili się ze mną, w tym także Makowy Nów, która sama wygłosiła ten wyrok i pozbyła się go. Nie możesz zwalać winy na innego kota, jeśli chcesz być szanowana. Nie było tu żadnego kłamstwa, a jeśli już to jedynym jakie widzę jest twoja próba manipulacji. Ufam Rysiemu Tropowi, że dojrzała i mówiła prawdę. W dodatku nie tylko ona doniosła, że widziała tej nocy dużego kota poza legowiskiem – na kolejne słowa Nikłego Brzasku liliowa lekko się spięła. Miała wrażenie, że kocur celowo wypomina fakt, że to Mak ogłosiła wyrok Śnieżnego Wichru, później pozbywając się kocura. Na chwilę zamknęła oczy. Dalej pamiętała tamtą noc i jej zakrwawione łapy. Wzrok Śnieżka i jego próbę ucieczki. Powoli wypuściła powietrze. Doskonale wiedziała, z resztą jak i każdy kto wiedział o tym zdarzeniu, że musiała to zrobić. Kocur został oskarżony, musiał zostać ukarany.
— Z "gigantyczną" uciechą na pysku stwierdzam, że wszyscy zdecydowali się ignorować moje słowa – odezwał się znowu Topielcowy Lament, wyrywając Mak z zamyślenia. – Naprawdę? Wszyscy jako mistrzowie jesteśmy sobie równi rangą, a ty jesteś znikąd. Ledwo nam sięgasz do czubków łap, a śmiesz się tak wobec nas zachowywać... Żałosne. Może i przez swój charakter nie mam wielu zwolenników, lecz ja przynajmniej wiem, co jest dobre, a nie opieram swojej władzy na tym, że moja matka była kimś ważnym...
— Topielcowy Lamencie, czy to oznacza, że uważasz, że pozostali członkowie kultu, ba, Klanu Wilka, nie są tobie równi? – zadał pytanie Brzask, zwracając się tym samym do mistrza.
– Kiedy ty myślałeś o władzy, ja uchroniłam kult wprowadzając zasadę, aby nikt nie wychodził z obozu w pojedynkę. Jeśli tego chcecie, zostanę liderką. Jeśli nie, posłusznie podporządkuję się władzy Nikłego Brzasku – w tym czasie zwróciła się do reszty Mroczna Wizja, co nieco wybiło Mak z rytmu. Sama już gubiła się w wypowiedziach innych, czując ten haos, mimo to nie odzywała się. Czekała w ciszy, słuchała pokolei każdego zgromadzonego oraz wymiany zdań Nikłego Brzasku z Mroczną Wizją. W końcu sama również postanowiła się odezwać. Chyba by się nawet przydało, skoro była kapłanką oraz mistrzynią, kimś, kogo chcą postawić na stanowisku zastępcy.
– Jeśli mogę się troszeczkę wtrącić, moim zdaniem to Mroczna Wizja powinna stanąć na stanowisku lidera i nie mówię to przez fakt, że jestem z nią blisko. Ma ona zadatki i jest w stanie objąć tak ważną funkcję w całym Klanie Wilka – wypowiedziała się i następnie spojrzała w stronę Nikłego Brzasku. – Propozycja zostania twoim zastępcą, gdybyś to ty został liderem, bardzo mi schlebia, jednak dalej uważam, że to Mroczna Wizja na to zasługuje. Ja wiem, że mogę nie podołać temu zadaniu. A co do Śnieżnego Wichru, zgodziliśmy się wszyscy go oskarżyć i wygnać. Jeśli ktoś jest winny, to raczej my wszyscy, więc nie warto typować osobnego winnego tego wyroku – oznajmiła, spoglądając na pozostałych.
— Nie stwierdziłem niczego takiego – odezwał się Topielec, jakby kompletnie nie zwrócił na nią uwagi. To tylko upewniło Mak w małym haosie, który był obecny dookoła. – Wszyscy w kulcie jesteśmy jak jedna rodzina, pochodzimy od jednego źródła, lecz powiedz mi - czy naprawdę rangi nie mają dla ciebie żadnego znaczenia? Zyskaliśmy je nie dlatego, że umywaliśmy łapy przed obowiązkami, tylko stawaliśmy w obronie klanu. Czego ty chyba nie jesteś w stanie zrozumieć... Podobno jesteś doświadczony przez życie, prawda? Gdzie ono niby jest? To całe "doświadczenie"?
— Chwilę temu stwierdziłeś, że ledwo dorastam wam do czubków łap – odparł Brzask. – Nie będę wdawał się w dyskusję z kimś, kto najwyraźniej nawyki swe wyniósł ze żłobka Burzaków, bo ciężko mi uwierzyć, aby w naszym kocięta były aż tak wpatrzone w siebie. A co do twojego pytania, moje życie widzicie wy wszyscy tu zebrani. Nie rozumiem twojego pytania, tak samo jak zapewne ty sam go nie rozumiesz. Niech inni oddadzą głos.
– Dziękuję wam wszystkim za wyrażenie swojej opini. Niech teraz każdy stanie za jednym kotem. Mną lub Nikłym Brzaskiem – rozkazała Mrok, tym samym kończąc tą wymianę zdań. Koty zaczęły się rozchodzić, siadając za kandydatami. Za Mroczną Wizją usiadło czterech kultystów, Zalotna Krasopani, Topielcowy Lament, Sowi Zmierzch oraz oczywiście ona.
— Dziwi mnie, że nie jest to dla wielu tutaj zebranych oczywistością, ale wybór przywódcy nie powinien być wyborem opartym o to, kto na to "zasługuje", a wyborem strategicznym i rozsądnym – nagle odezwał się kolejny głos, Lodowy Omen, która zaczęła wyrażać swoją opinię na temat całego zdarzenia. – Trzymanie się sentymentów w takiej sytuacji jest nieroztropne. Zrzucanie zbyt wielu funkcji na jednego kota to kuriozalna decyzja, która nigdy nie doprowadzi do niczego dobrego. Kult powinien działać w sposób organiczny, a obowiązki - być podzielone między odpowiednie koty. Mroczna Wizja szczególnie powinna być tego świadoma, jeśli zależy jej na kulcie, tak jak mówi, a nie na ambicjach. Słodkie słowa o miłości i przywiązaniu do kultu nie zapewnią nam dobrobytu.
Zamiast stanąć za którąkolwiek z kandydatek na zastępczynię, pozwolę sobie powiedzieć — przerwała. — Według mnie powinniśmy odejść od przestarzałej tradycji centralizowania władzy w łapach dwóch kotów. Wybierzmy przywódcę, który będzie nas reprezentował, a Nikły Brzask w moim mniemaniu się do tego nadaje, i jego następcę, w którego roli dobrze sprawdzi się Makowy Nów, ale każdy z uznanych mistrzów powinien mieć głos w sprawach klanu i kultu. Przez tyle księżyców panowania naszych przywódców powinniśmy sie nauczyć, że by narzucać zasady potrzeba więcej głosów. Dobrze zorganizowana władza to silniejszy klan.
– Miło mi, że widzicie we mnie materiał na zastępcę, jednak dalej powtarzam, że nie jestem dobrym kandydatem i wiem, że znajdą się lepsze koty ode mnie, które mógłby stanąć na tym stanowisku – powiedziała tylko Makowy Nów, ciszą zgadzając się z Lodowym Omenem, w sprawie dotyczącej decyzyjności mistrzów w przyszłości. Takie podejście powinno wypalić, jeśli oczywiście nie będą się spierać jak dzisiejszej nocy. Jednak nie każdy miał takie samo zdanie.
– Republika nie zadziała, Lodowy Omenie – mruknęła Mrok. – Prędzej czy później wybuchnie z tego kłótnia i kult się podzieli, dobrze to wiesz. Musimy wybrać jedną osobę. Wy musicie wybrać.
— Kłótnie są i teraz, w tym momencie, i były za czasów Sosnowej Gwiazdy, i były dużo wcześniej, a niekiedy niekontrolowane decyzje liderów prowadziły do buntów i podziałów. Władza nigdy nie powinna być subiektywna. Decyzje zawsze powinny przechodzić przez szerszą grupę kotów. Każdy pomysł powinien mieć swoich krytyków, bo władza powinna być zrównoważona, a nie skrajna. Równoważyć można tylko poprzez branie pod uwagę wielu opinii, które dają szersze spojrzenie na rzeczywistość, a nie tylko jedną, która tą rzeczywistość upraszcza — odparła Lód. — Jak mówiłam, już teraz mamy konflikty, już teraz jesteśmy podzieleni, już teraz szukamy wśród naszych zdrajców, już teraz grzebiemy przywódców - zatem w najgorszym przypadku nic się nie zmieni, a w najlepszym - nasz klan stanie na nogi po wielu rządach nierozważnych liderów. A jeśli martwisz się o podział, Mroczna Wizjo, to musisz spostrzec, że po to właśnie zaproponowałam reprezentatywną rolę przywódcy - po to, żeby jednoczył klan, który potrzebuje autorytetu skupionego w jednej osobie. Władza natomiast byłaby podzielona między doświadczone koty. To tylko moja skromna propozycja. Nie ośmieliłabym się przecież narzucać nikomu zmian, których koty zwykły się bać — dodała, nieco ironicznie zniżając głowę.
– Zatem ile kotów będzie zasiadać na zgromadzeniu na miejscu lidera? Szanuję twoją opinię, jednak dostrzegam zarówno zalety jak i wady takiego pomysłu. Proponuje głosowanie. Koty mogą stawać również i obok ciebie, jeśli chcą aby tak wyglądała władza w klanie wilka.
— Z całym szacunkiem, Mroczna Wizjo, ale chyba nie zrozumiałaś moich słów lub ich nie usłyszałaś: powiedziałam, że przywódca ze swoim zastępcą w tej wizji reprezentowaliby klan, a więc oni zasiadaliby na zgromadzeniach - tak, jak jest teraz. Rolą mistrzów byłoby rozpatrywanie decyzji. W ten sposób klan byłby zarządzany kontrolowanie i organicznie. Zła, skrajna decyzja jednego kota nie miałaby tragicznych skutków dla większego ogółu. Obecnie przywódca, który jest nieudolnym strategiem może kazać ci iść na wojnę z dwoma sojuszniczymi klanami i w ten sposób wybić cały Klan Wilka na dobre. Ta sama decyzja w mojej wizji klanu zostałaby najpierw rozpatrzona przez mistrzów, którzy zostali na swoją rolę wybrani właśnie dlatego, że są doskonałymi strategami i wykazywali się wielkim kunsztem. Oni znaleźliby kompromis lub nie wyraziliby zgody na tak pochopną decyzję – wyjaśniła Lodowy Omen, na co Nikły Brzask w milczeniu przytaknął jej głową. W tym czasie przy jego boku przysiadła się Jaskółcze Ziele wraz z matką. Na każdą wpadkę ze strony Wielkiej Kapłanki reagował jedynie przesunięciem wzrokiem po koronach drzew, co czasem dało się zauważyć. Liliowa również kiwnęła głową na słowa Lód, zgadzając się na inicjatywę. Nastała cisza, przerwana tylko odgłosem łap Syczkowego Szeptu, który to zajął miejsce za Mroczną Wizją.
— Mamy remis! — zawołał Brzask, po przeliczeniu kotów, tak, aby wszyscy zebrani dobrze go słyszeli. — Nie pozostaje nam w takiej sytuacji nic innego, niż sięgnąć po głos Najwyższych. — odrzekł, przybierając poważną minę — Duchy Mrocznej Puszczy! Wzywam was, byście Wy, o sprawiedliwi, poddali swej ocenie naszą dwójkę i przeprowadzili Klan Wilka przez ten trudny dla nas okres. Wskażcie tego, na którego barkach spocznie ciężar sprawowania władzy w puszczy! — wypowiedział modłę, zarzucając łbem do tyłu.
Przez chwilę nie działo się nic. Koty spojrzały po sobie, żaden jednak nie raczył się odezwać, wysłuchując choćby szmeru, cichego, najmniejszego znaku zesłanego od przodków. Nic. Wojownicy zaczęli rozglądać się po sobie, wymieniać zmieszane spojrzenia, szeptać do ucha towarzyszy. Wtem coś zaszumiało, coś zerwało się do lotu, w grzywy kotów uderzył gwałtowny wicher, podrywając z ziemi pyłki i liście, dotąd spoczywające na glebie. Pojedynczy, intensywnie czerwony liść zawirował nad głowami zebranych, przykuwając ich uwagę niczym zwierzyna na otwartym terenie.
— Wasze wątłe, marne spojrzenia przywiodły mnie tu z odległego cienia — rozległ się bezbarwny głos przepełniony jakąś enigmą. — Chcieliście odpowiedzi: i jest tylko jedna odpowiedź. Ten, który rządzi wilczą łapą. Ten, którego głos niesie w sobie siłę tysiąca innych głosów. Nikły Brzask jest przywódcą. Kto się z tym nie zgadza, ten występuje przeciwko przodkom.
Tłum struchlał. Po grzbiecie Nikłego Brzasku przeszedł dreszcz, gdy wiatr owiał jego policzki, a liść spoczął na głowie. Usłyszał odpowiedź. Wszyscy usłyszeli. Jego źrenice rozszerzyły się, a w tafli jego oczu odbił się triumf oraz ukryta gdzieś z tyłu tęsknota, sugerująca, że głos ten nie był mu obcy. Czyli to był ich nowy lider. Mroczna Wizja pokłoniła przed nim głowę.
– Prowadź nas, Nikły Brzasku – powiedziała, jakby cała sprzeczka przed chwilą się nie wydarzyła. Przecież przodkowie się wypowiedzieli, więc nikt nie mógł dyskutować. Nawet jeśli liliowa nie do końca zgadzła się z decyzją, uszanowała ją w pełni, głowę schylając przed nowym liderem, na znak szacunku. Tylko jedna myśl nie mogła zostawić jej głowy. Czyli teraz to ona była zastępcą? Niestety wszystko wychodziło na to, że tak.

27 kwietnia 2025

Od Makowego Nowiu

Wszystko zaczęło się tak szybko. Była ciemna noc, każdy spał, a później kultyści dowiedzieli się o śmierci dwóch najważniejszych kotek w kulcie i Klanie Wilka. Sosnowej Gwiazdy i Jadowitej Żmii. Liderki oraz jej zastępczyni. Mak, jako jedna z kultystek, ruszyła wraz z czwórką innych kotów by potwierdzić słowa Jaskółczego Ziela, która opowiedziała o całej sytuacji. Miała rację. Liliowa pamiętała te dwa zmasakrowane ciała, tak podobne do niedługo wcześniej znalezionego ziała Gronostajowego Tańca oraz Płonącej Duszy. Jednak na ciałach znajdowała się sierść Głupiej Łapy, która jakimś cudem stamtąd zniknęła. Makowy Nów nie miała już pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Jak to się w ogóle mogło stać? O świcie to właśnie ona ogłosiła całemu klanowi tragiczną wieść. Teraz siedziała z boku, przyglądając się kotom dookoła, w głowie mając tą nierozwiązaną zagadkę. Zagadkę, którą ona i reszta kultystów musieli rozwiązać. Dla dobra kultu oraz Klanu Wilka. Najważniejsze organy władzy w klanie nie zostały wybrane na nowo, więc póki nic się nie wyjaśni, to mistrzowie mieli sprawować władzę, oraz przeprowadzać przesłuchania, by zdobyć poszlaki, które zaprowadzą ich do rozwiązania tej zagadki. Westchnęła cicho. Sama dostała za zadanie przeprowadzić przesłuchania z kilkoma kotami. Nie narzekała, nawet nie miała zamiaru. W końcu obowiązki to obowiązki, a ona jako lojalna mistrzyni oraz kapłanka, musiała je wykonać. Zwłaszcza że jedną z ofiar morderstwa była matka jej partnerki.
Powoli weszła do legowiska medyka, wzrokiem rozglądając się po otoczeniu, aż zatrzymał się on na medyczce. To właśnie tu miała zacząć swoje przesłuchania. Kiwnęła Cis głową na powitanie i cicho poprosiła o rozmowę. Po chwili obie kotki były już same, a Mak posłała medyczce znaczące spojrzenie, mówiące, by kotka podała swoje alibi w tak dobrze znanej w całej społeczności sprawie.
– Wszystko działo się w nocy. Ja, tak jak chyba większość kotów spałam. O wszystkim dowiedziałam się dopiero rano – oznajmiła Cisowe Tchnienie, jakby starając sie nie spanikować.
– Jest ktoś kto może potwierdzić twoje słowa? – zapytała Mak, uważnie przyglądając się medyczce.
– Można spróbować zapytać Jarzębinowy Żar, lub Koperkową Łapę, ale nie wiem co oni wtedy robili oraz czy byli w legowisku, bo jak wcześniej mówiłam, spałam.
Mistrzyni kiwnęła głową.
– Dziękuję, możesz odejść – powiedziała w końcu, żegnając się z Cisowym Tchnieniem, sama będąc pogrążona w myślach, dotyczących zeznania medyczki. Gdy wychodziła, czuła na sobie jej wzrok, jednak liliowa starała się go zignorować. Już chciała wrócić do swoich myśli, by dokładnie przeanalizować zeznanie Cis, lecz wtedy zobaczyła swój kolejny cel - Syczkowy Szept. Gdy tylko wyłapała go z tłumu, od razu ruszyła w jego stronę, lekko trącając go łapą, by zwrócić na siebie uwagę. Wymamrotała ciche przywitanie i poprosiła kocura na bok, gdzie mieli odbyć przesłuchanie. Gdy tylko oddalili się od reszty, Mak kiwnęła głową na znak, że kocur może zaczynać przedstawianie swojego alibi.
— Kiedy to wszystko się stało byłem w obozie. Nie wiem czy ktoś mnie widział... Trzymałem się obrzeży. Od razu, jak dowiedzieliśmy się o śmierci Jadowitej Żmii i Sosnowej Gwiazdy, poszedłem na patrol. Ech, po co ja to mówię — mruknął ostatnie zdanie szeptem, mówiąc do siebie — byłaś tam ze mną, więc to wiesz.
Zamilkł, chyba nie wiedząc, co więcej powiedzieć. Jego wypowiedź od razu przykuła uwagę Mak, głównie przez fakt tego, że całe zdarzenie miało miejsce w nocy.
– Byłeś w obozie, a dokładniej? Była noc, czyżbyś nie spał w legowisku, że mówisz to w ten sposób? – dopytała, uważnie obserwując kocura.
— Rzadko śpię. Raczej trapi mnie bezsenność... — mruknął kocur i uciekł wzrokiem. — Przez co zdarza mi się wychodzić na spacery, gdy już wszyscy śpią. Choćby samo przejście się wokół obozu pomaga w oczyszczeniu głowy.
Kotka pokiwała powoli głową, wzroku nie ściągając z młodszego wojownika.
– Widziałeś, lub słyszałeś coś? – zapytała, zwracając uwagę na wcześniej wypowiedziane przez niego słowa. Wojownik pokręcił głową.
— Tylko odgłosy dzików – oznajmił.
– Możesz odejść – powiedziała tylko, sama zostając chwilę na miejscu. Odprowadziła go wzrokiem, analizując jego wypowiedź. Wymykał się w nocy i to nie raz. "Będzie trzeba to zaznaczyć" – pomyślała i dalej zaczęła się rozglądać.
 
***
 
Przeprowadzała jeszcze kilka wywiadów. Z Kukułczym Gniazdem, Sowim Zmierzchem, Bladym Licem... Jednak najbardziej w pamięci zapadło jej to z Borsuczą Puszczą. Głównie przez fakt, że Mak nie przepadała za wojowniczą, dlatego też podczas ich spotkania nie zabrakło ostrych słów. Teraz liliowa siedziała sama, dalej się rozglądając. Nikt z ostatnich przesłuchiwanych nie przyniósł tyle informacji, został jej ostatni cel - Szczawiowa Łapa. Po jakimś czasie jej wzrok spoczął na młodym uczniu, który błąkał się po obozie. Gdy oddalił się wystarczająco od reszty, podeszła do niego, zwracając na siebie uwagę.
– Witaj Szczawiowa Łapo, mogę cię na chwilę poprosić na bok? – zapytała i nie czekając na odpowiedź, ruszyła przed siebie, ogonem nakazując uczniowi, by zrobił to samo – Powiedz... Co robiłeś gdy Sosnowa Gwiazda wraz ze swoją zastępczynią zmarły? – zapytała, czekając aż uczeń przedstawi swoje alibi.
— Ja? — Spytał Szczawiowa Łapa zmieszany. — Trenowałem. Z Iskrzącą Nadzieją. Jak wróciliśmy zjedliśmy i.. — zatrzymał się na moment — Odłożyliśmy zwierzynę. Potem.. poszedłem do legowiska uczniów. — Dobierał ostrożnie słowa.
– Trenowałeś? Był środek nocy gdy doszło do tego zdarzenia – zauważyła, zwracając też uwagę na chwilowe przerwy w wypowiedziach kocura – Często trenujecie o zmroku?
— Znaczy trenowałem w dzień, a w nocy byłem w legowisku.. jak już wróciłem to znalazłem tylko te kolce. Przed powrotem jedynie zjadłem wieczorem, bo miałem być na porannym patrolu.
Kotka kiwnęła głową, na chwilę milknąc.
– Coś jeszcze znalazłeś lub widziałeś?
— Chyba.. nie.. wiem, że wchodząc do legowiska widziałem, jak wychodzi z niego Zabłąkana Łapa. Chyba tyle.. – podzielił się informacjami, co nieco zaciekawiło Makowy Nów.
– Zabłąkana Łapa? Wiesz gdzie się wybierał o takiej porze? – zapytała.
— Wyszedł za potrzebą, z Zalotną Krasopani. Przynajmniej to mi powiedział.
– A czy gdy wróciłeś coś jeszcze nie "pasowało" w legowisku? Ktoś jeszcze wychodził? – dopytywała Mak.
— Chyba nie, wszyscy uczniowie tam byli. Przyszedłem ostatni najwyraźniej – oznajmił, na co Makowy Nów kiwnęła głową.
– Możesz odejść – oznajmiła, sama zostając na miejscu. Teraz pozostało jej przekazać informacje reszcie i omówić z nimi zaistniałą sytuację.

18 kwietnia 2025

Od Makowego Nowiu DO Kruka

Nuciła coś cicho, wracając do obozu po spacerze. Potrzebowała chwili na odpoczynek od wszystkich kotów, a las skutecznie mógł jej na to pozwolić. Jak zresztą zawsze. Las był jej przyjacielem, do którego szła, gdy potrzebowała odpoczynku. Jakiejś odskoczni od rzeczywistości. Jednak nie mogła tam spędzić całego dnia. Gdy tylko znalazła się w obozie, jej wzrok przyciągnęła Mroczna Wizja, wychylająca się co jakiś czas ze żłobka. Liliowa zdziwiła się lekko, bo w końcu taki widok nie był częsty. Nagle zauważyła, że Mrok wbiła w nią swoje spojrzenie, wręcz mówiące, że ma tam przyjść.
– Muszę iść do Cisowego Tchnienia, popilnujesz kociąt, jeszcze nie mogą zostać same – oznajmiła karmicielka.
– Czy to na pewno... – zaczęła Mak, jednak jej partnerka szybko jej przerwała.
– Dasz radę Makowy Nowiu. Pamiętasz? Musisz bardziej uwierzyć w siebie – przypomniała Mrok i z lekką czułością otarła się o wojowniczkę – Będzie dobrze – powiedziała i wyminęła Makowy Nów, zostawiając ją z kociętami. Za to Mak dalej stała w miejscu. Nie potrafiła jakoś uwierzyć w to, że będzie dobrze. Dalej w głowie miała lęk przed rodzicielstwem i jakaś część jej cały czas starała się buntować. Ale jednak gdzieś wgłębi czuła, jakąś radość z posiadania kociąt, choć nie umiała tego przed sobą przyznać. "No nic" - pomyślała i wzięła głębszy oddech, by po chwili wejść wgłąb legowiska, gdzie to maluchy zajmowały się własnymi sprawami. Na jej widok wszystkie zwróciły głowę w jej stronę.
– Hej maluchy – przywitała się liliowa i usiadła przed posłaniem Mrocznej Wizji, by mieć dobry widok na każdego z kociaków. Nie wdała się z żadnym w dłuższą dyskusję, tylko obserwując ich zachowania. Kruk siedział niedaleko niej, sam, jakby nie chciał brać udziału w udawanej walce jego braci, Warkotka i Pustułki, którzy to powalali siebie nawzajem, nieco niezdarnie jak na kocięta przystało.
– Spójrz na to! – usłyszała nagle głos Pustułki, który to obalił Warkotka.
– Nie najgorzej, ale pamiętajcie, żeby jak skaczecie, łapy były nieco bardziej ugięte, niż masz teraz. Łatwiej uniknąć jakichś urazów i lepiej się odbijesz – oznajmiła, a kociaki otworzyły nieco szerzej swoje oczka, po chwili już próbując wykorzystać porady wojowniczki. Ta uważnie im się przyglądała, wyłapując niedoskonałości w walce. "Złe ustawienie łap i musi mieć ogon nieco niżej. Atakuje, zbyt się odsłaniając" – myślała, jednak żadnej z tych rzeczy nie powiedziała na głos. Wiedziała, że to dopiero kociaki, które jeszcze nie przeszły swojego szkolenia. A na to również przyjdzie czas w ich życiu, teraz mogły się tak pobawić, by kiedyś te umiejętności bardziej dopracować.
 
***
 
– Sikoreczka, sikoreczka wleciała przez okienko – śpiewała cicho, czując obok siebie zwinięte małe kulki. Mrok jeszcze nie wróciła, co oznaczało, że sama musiała poradzić sobie ze snem kociąt. Mimo początkowego problemu, udało się zagonić maluchy do spania – I przyniosła melasowe cukiereczki – dalej śpiewała, przypominając sobie Albę i starając się siebie postawić na jej miejscu. Ona zawsze gdy spali, nuciła coś pod nosem. Zamknęła na chwilę oczy, znów zaczynając tą samą linijkę tekstu, gdy nagle poczuła jak któryś z kociaków się porusza. Od razu zamilkła i spojrzała na maluchy, wyłapując zaspany wzrok Kruka.
– Witaj, co już wystarczy ci snu?

<Kruku?>

17 kwietnia 2025

Od Makowego Nowiu CD. Mrocznej Wizji

"Jeśli tego chcesz". A czy chciała zostać matką? Chyba już wystarczająco dużo razy wspominała, że nie da sobie rady, jednak mimo to się zgodziła. Dla Mrocznej Wizji. Chciała być z kotką, a wiedziała, że warunkiem mogą być kocięta, których mistrzyni tak bardzo pragnęła. Mak wiedziała, że będzie musiała to przetrwać, postarać się jak najbardziej by nie zawieść Mrok, ale też swoich przodków, którzy przecież na nią patrzyli. Miała szansę wychować kultystów, którzy mogli kiedyś przysłużyć się Klanowi Wilka, nie mogła zawalić.
 
***
 
Starała się być przy Mrocznej Wizji kiedy tylko mogła. Widziała, jak ta się coraz bardziej męczy całą tą ciążą, dlatego starała się ją wspierać. Przynosiła jej jedzenie, pomagała i po prostu z nią siedziała, by przynajmniej nie musiała być sama w tym żłobku cały czas. Tak szczerze? Nie chciała nawet sobie wyobrażać, jak kotka musiała się czuć. Jednak to wszystko się skończyło, gdy kocięta przyszły na świat. Po ich narodzinach było widać, że Mrok czuję się lepiej. Mak dalej pamiętała jej mieszane uczucia, gdy zobaczyła pierwszego z kociąt, a potem resztę. Niby była szczęśliwa, ale dalej miała w sobie ten lęk i niechęć do tego, co czeka ją i jej partnerkę. Ale zgodziła się. Nie mogła się wycofać.
Wzięła większą mysz ze stosu i ruszyła w stronę żłobka. Odkąd kocięta się urodziły, rzadziej tam przychodziła. Dalej się obawiała, nie chciała nagle wybuchnąć jak Gęsi Wrzask, a miała tę świadomość, że mogła. Starała się bardzo trzymać nerwy i kontrolować swoje emocje. Za każdym razem jak przekraczała próg żłobka, przed wejściem brała głębszy oddech, by w razie czego móc się uspokoić. Teraz też, bez wyjątku. Po chwili weszła do żłobka, gdzie zobaczyła swoją partnerkę, siedzącą na jednym z posłań, a dookoła gromadkę kociąt.
– Witaj Mroczna Wizjo, cześć maluchy – przywitała się i podeszła do swojej partnerki, kładąc przy jej łapach zwierzynę.

<Mrok?>

01 lutego 2025

Od Makowego Nowiu CD. Mrocznej Wizji

Czy była gotowa? Zdecydowanie nie. Dalej przed oczami miała obraz Gęsiego Wrzasku. Stała się taka sama jak on, a przynajmniej pod pewnymi względami. Już tak dawno stała się kimś, kogo tak bardzo się bała jako dziecko. A kiedyś obiecała sobie, że tak się nie stanie...
Weszły do obozu, a Maczek dalej myślała o słowach swojej partnerki. "Musisz być pewniejsza siebie", "Będziesz dobrą matką"... Westchnęła cicho, oddzielając się od Mrok, by położyć się w swoim legowisku. Chciała odpocząć, przemyśleć to wszystko, po prostu zasnąć.
 
***
 
Otworzyła oczy i rozejrzała się po okolicy. Dookoła było ciemno, ale rozpoznawała znajome tereny Klanu Wilka. Powoli wstała na łapy, oczami skanując otoczenie. Jak się tu znalazła? Przecież była w legowisku... Wtedy usłyszała jakiś szelest. Gwałtownie odwróciła głowę. Szelest dochodził zza krzaków. Liliowa od razu spięła wszystkie mięśnie, gotowa do ataku, gdyby tylko zaszła taka potrzeba. Powoli zaczęła podchodzić do źródła hałasu, ale wtedy jej oczom ukazała się kocia sylwetka. A bardziej jej ledwo widoczny zarys. Była to młoda kotka, uczennica. Mak otworzyła szerzej oczy, rozpoznając w tym... Siebie? Siebie, sprzed tych wielu księżyców, jeszcze przed śmiercią Porannego Zewu.
- Stałaś się kimś, kim nigdy nie chciałaś – usłyszała cichy głosik dawnej siebie. Przełknęła głośniej ślinę.
- Ale za to jestem kimś, kto przysłuży się klanowi – warknęła, powoli się wycofując.
- Nie nadajesz się na matkę – usłyszała tym razem inny głos, jakby dobrze znajomy. Odwróciła głowę, ale nie zobaczyła nikogo innego. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że postać przed nią zniknęła, a na jej miejscu pojawiła się inna. Wyższa, ale również kotka. Starsza. Jej pysk jednak był rozmazany.
- Alba...? – zapytała cicho, ale nikt jej nie odpowiedział.
- Stałaś się kotem o lisim sercu – zaśmiał się ktoś inny. Znowu się odwróciła, tym razem widząc kolejną postać. Teraz był to kocur, jednak zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, obok pojawił się ktoś kolejny.
- Jak możesz mi to robić? – zapytała Mroczna Wizja, a bardziej jej odzwierciedlenie w śnie liliowej wojowniczki. Mak zamarła, wbijając w cień swoje spojrzenie. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Zaczęła się wycofywać, jednak nie odrywała wzroku od kotów przed nią.
- Znowu wszystko zniszczysz.
- Jesteś potworem.
- Dlaczego się taka stałaś?
- Nigdy sobie nie poradzisz.
- Tylko ich skrzywdzisz.
Makowy Nów słyszała wszystkie te słowa, które bolały mocniej niż jakakolwiek zadana rana. Cofała się tylko coraz dalej, chcąc uciec od tych kotów. Ale nie mogła się odwrócić. Nie była w stanie po prostu zacząć biec, jakby coś ją tam trzymało.
Otworzyła oczy i szybko się podniosła. Dalej była w legowisku wojowników. Słońce przedzierało się do środka, budząc coraz więcej kotów. To wszystko było tylko głupim snem. Mimo to Mak dalej miała wysunięte pazury, a w głowie miała słowa, które wypowiadały do niej te postacie. Słowa, które tak naprawdę ona sama mówiła do siebie, choć nie miała takiej świadomości. Gdy się nieco uspokoiła, wytrzepała się z resztek mchu z posłania i powoli wyszła z legowiska, chcąc udać się na spacer, jednak zamiast tego, jej oczom ukazała się grupka kotów przy wyjściu z obozu, wołających właśnie ją. Dopiero wtedy przypomniała sobie o patrolu. Westchnęła cicho, już marząc tylko o powrocie, lecz wtedy zauważyła Mroczną Wizję, siedzącą razem z kilkoma innymi wojownikami. Ewidentnie kotka wybierała się razem z nimi na patrol.

<Mrok?>

26 stycznia 2025

Od Makowego Nowiu CD. Mrocznej Wizji

Nie wiedziała, co tak właściwie się dzieje. To wszystko wyglądało jak jakiś sen. Czyżby tak było? Nie mogło, w końcu wszystko wyglądało tak realnie. A mimo to, Makowy Nów nie umiała w to uwierzyć. Słowa Mrocznej Wizji dalej brzmiały jej w głowie, cały czas tylko się zapętlając. Doskonale pamiętała wyraz jej pyska, podczas wypowiadania tamtych słów. Był inny, inny niż zazwyczaj. Nie był taki twardy, ostry jak wyraz każdego kota w Klanie Wilka, zwłaszcza w kulcie. Był łagodniejszy. Taki, jakiego Mak już dawno nie widziała, na pewno nie na pysku młodszej. To musiało coś znaczyć, a Makowy Nów nie umiała tego zignorować. Nawet nie chciała. Teraz gdy stała tak blisko Mrok, czuła tylko jak serce mocniej jej bije. W objęciach Mrok czuła się... Dziwnie. Nigdy jeszcze się tak nie czuła. Jakby to wszystko było mieszanką uczuć, których ona nigdy nie doświadczała. Mimo to nie była już spięta. Może niepewnie, ale odwzajemniała ruchy wykonywane przez młodszą wojowniczkę, w środku ciesząc się, że to wszystko tak się potoczyło.
 
***
 
Od tamtej pory Mak starała się więcej czasu spędzać z Mroczną Wizją. Od wspólnych patroli po spacery i po prostu wspólne spędzenie czasu. Obecność młodszej kotki potrafiła w jakiś sposób uspokoić Makowy Nów. Zapanować nad tym, nad czym nie panowała przez tyle księżyców. I może liliowa nie rozumiała jeszcze w pełni tego uczucia, może dalej bała się, że coś się stanie Mrok, spinała się, gdy tylko poczuła na sobie jej dotyk, jednak mimo to cieszyła się. Mroczna Wizja darzyła ją jakimś uczuciem, to było chyba najważniejsze.
Siedziała sama w lesie i czekała na przybycie Mrocznej Wizji, która miała przyjść po patrolu. Chciały wyjść razem na spacer, a że Mak chciała spędzić chwilę samemu, uzgodniła z wojowniczką, że będzie na nią czekać. Dlatego siedziała sama w lesie, rozglądając się na boki. Lubiła takie spacery. Tylko wtedy pokazywała w większym stopniu siebie. A przynajmniej bez krzyku. Mimowolnie, jak zawsze, zaczęła nucić dobrze znaną z dzieciństwa piosenkę, dalej czekając. Wtedy zza krzaków wyłoniła się dobrze znana sylwetka Mrocznej Wizji. Czarna kotka wzrokiem napotkała wzrok Makowego Nowiu, a na jej pysku pojawił się mały uśmiech. Mak od razu przestała nucić i podeszła do Mrok, niepewnie odwzajemniając uśmiech.
- Witaj Mroczna Wizjo – przywitała się zadowolona, a wojowniczka czule otarła się o jej bok. Liliowa stała w bezruchu, dopiero po chwili odwzajemniając ruch młodszej kotki.
- Cześć Makowy Nowiu – powiedziała w końcu Mrok i odsunęła się od Makowego Nowiu – Chcesz iść specjalnie w jakieś miejsce? – zapytała, chcąc już zaczynać spacer. Wtedy liliowa przypomniała sobie o swoim maku, który trzymała za uchem. Łapą wyjęła go zza ucha i pokazała wojowniczce.
- Mogłybyśmy pójść i poszukać dla mnie nowego maku? – zaproponowała i spojrzała na Mrok. W głębi serca Mak bardzo liczyła na to, że młodsza się zgodzi. Może nie mówiła o tym głośno, ale zbieranie tych roślin zawsze było dla niej czymś bardzo ważnym i robiła to tylko z ważnymi osobami. A taką ważną osobą była właśnie Mrok, która na szczęście się zgodziła. I tak obie kotki powolnym tempem ruszyły na poszukiwanie czerwonej rośliny. Szły, rozmawiając między sobą, a cisza do ich rozmowy wkradała się dość rzadko. Nawet jeśli się pojawiała, nie była ona tak krępująca jak za każdym razem, gdy liliowa z kimś rozmawiała. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak idą jej kontakty z innymi członkami klanu, dlatego taki obrót spraw był dość miłą odmianą. W końcu dotarły na miejsce, gdzie było sporo różnych roślin, w tym maków. Liliowa wzięła głębszy oddech. Zbieranie maków zawsze kojarzyło jej się z... Domem. Z jakimś spokojem. Rozpoczęła więc swoje szukanie, tak samo jak jej towarzyszka.
- Możemy porozmawiać? – zapytała nagle Mrok, na co Mak skierowała uszy w jej stronę – Jesteśmy razem i zastanawiałam się nad założeniem rodziny – powiedziała, na co Makowy Nów się zatrzymała.
- Założeniem rodziny? Co masz na myśli? – zapytała cicho, przenosząc wzrok na swoją partnerkę.
- Wiesz, chciałabym mieć kocięta – wyznała wojowniczka, co lekko zmroziło liliową. Kocięta? Kotka sama nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Zdawała sobie sprawę, że wcześniej czy później do tego dojdzie, ale nigdy nie spodziewała się, że tak nagle. Nawet miała nadzieję, że ten moment nigdy nie nadejdzie. Przełknęła głośniej ślinę i spuściła wzrok na swoje łapy. Na swoje liliowe łapy, dokładnie jak łapy jej ojca, Gęsiego Wrzasku.
- To nie jest żart, prawda? Mówisz poważnie? – dopytywała Mak.
- Oczywiście, że mówię poważnie – oznajmiła Mrok, a wyraz jej pyska się zmienił, jakby na potwierdzenie jej słów – Jesteśmy coraz starsze, a dodatkowo byłaby to szansa na rozwój kultu – mruknęła.
- Mrok ja nie dam rady – powiedziała wprost – Myślisz, że naprawdę nadaje się na wychowanie kociąt? Coś mi jednak po ojcu zostało i to głównie moje krzyki słychać – syknęła cicho, przypominając sobie swój własny strach przed opiekunem.
- Poradzimy sobie – przekonywała wojowniczka, ale Mak nie umiała w to uwierzyć.
- Nie nadaję się na żadnego opiekuna do kociąt. Nie uda mi się. Im to na pewno nie wyjdzie na dobre – podniosła lekko głos. Czy to naprawdę musiało mieć miejsce? Jedno z jej najgorszych koszmarów. Niby tylko kocięta, dla niej jednak to było wyzwanie, które było jednym z najcięższych. Nie wyobrażała sobie nigdy siebie w roli matki, czy jakiekolwiek opiekunki. Wiedziała, że nie podoła, a teraz? Mroczna Wizja mówiła dalej, lecz liliowa stała przy swoim, starając się nie wykrzyczeć wszystkich myśli na głos. Nie mogła powiedzieć wszystkiego Mrok, bardziej nie była w stanie. Wystarczyło tylko tyle, była o tym przekonana, nawet jak się myliła.
- Mroczna Wizjo! – krzyknęła w końcu, wysuwając pazury i wbijając je w ziemię – Naprawdę widzisz we mnie materiał na matkę? Na kogoś, kto mógłby opiekować się kociętami i przy nich być? – zapytała – Nie widzisz tego choćby teraz? Tego, jak wybucham, jak krzyczę? Chcesz widzieć strach na pyskach własnych dzieci? – syknęła – Nie będę dobrą matką, jakąkolwiek matką, bo nie dam rady – warknęła i napięcie zawróciła w stronę obozu, nie odwracając się nawet za siebie.
 
***
 
Grzebała łapą w ziemi, czekając, aż Mroczna Wizja wróci z patrolu. Słońce powoli zachodziło i od ich spaceru minęło trochę czasu. Od spaceru i rozmowy. Mak dalej nie mogła pogodzić się z tym wszystkim. Wiedziała, jak to się skończy, jednak mimo to, chciała jeszcze raz porozmawiać ze swoją partnerką. Bardziej na spokojnie, a przynajmniej taką miała nadzieję. W końcu znajoma sylwetka Mrok pojawiła się w wyjściu z obozu. Jej zielone oczy szybko przeskanowały otoczenie, a gdy Makowy Nów to zauważyła, od razu wstała i ruszyła w stronę swojej partnerki.
- Możemy porozmawiać? – zapytała cicho i szybko opuściła obóz – Co do tego, co mówiłaś wcześniej... – zaczęła, wracając myślami do ich wcześniejszej wymiany zdań – ...nie mogę ci zakazać. Masz prawo chcieć kociąt, tak samo jak ja mam prawo ich nie chcieć – oznajmiła bez żadnych emocji – Chcę być przy tobie i żadne kociaki tego nie zmienią, dlatego decyzja co do nich należy do ciebie. Jednak chcę też, żebyś wiedziała, że to wszystko jest dla mnie dość dużym wyzwaniem – wyznała cicho, nieprzyzwyczajona do takich rozmów.

<Mrok?>

21 grudnia 2024

Od Makowego Nowiu CD. Mrocznej Wizji

Stała w bezruchu, starając się opanować. Mroczna Wizja odeszła. Odeszła, obiecując, że ją zostawi. Mak zadrżała, czując, jak łzy spływają jej po policzku. To wszystko było tak skomplikowane. Nie chciała, by Mrok ją zostawiała. Nie chciała tego tak bardzo, nie o to jej chodziło. Nawet jak powiedziała te wszystkie słowa, nie miała tego na myśli, nie chciała takiego skutku. Chciała, tylko by z Mrok nie było jak z Bursztyn, by jej nic się nie stało. By była bezpieczna... Poczuła, jak łapy same się pod nią ugięły. Bezwładnie usiadła na ziemi, starając się opanować, lecz łzy dalej spływały po jej policzkach. Czuła, jak to wszystko wali jej się na głowę. Te wszystkie emocje tłumione od tak dawna. Z jej gardła wydobyło się łkanie, a ona już nie umiała tego powstrzymać. Schyliła się, tylko by jak najbardziej zasłonić pysk, pozwalając już sobie na rozpacz.
 
***
 
Nie wiedziała, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Nie rozmawiała z Mroczną Wizją, jakby ta wzięła sobie do serca jej słowa. To tylko z każdym dniem coraz bardziej bolało Mak. Nie umiała tego znieść. Tęskniła za obecnością Mrok, jasne, kotka dalej była w Klanie Wilka, ale liliowej nie chodziło o taką obecność. Miała ona na myśli rozmowy, zwykłe nieunikanie siebie aż tak. Za każdym razem jak widziała szybko oddalającą się Mrok, Maczek przypominała sobie o swoim zachowaniu sprzed kilkunastu wschodów słońca. Sama unikała. Bała się tego uczucia. Dalej się bała i nie potrafiła sobie z nim poradzić, ale miała już tego dość. Coś musiała zrobić, by wreszcie to wszystko wyjaśnić. By mieć spokój. By opanować jakoś uczucia i myśli. Jednak za każdym razem, gdy Makowy Nów chciała zacząć rozmowę, Mrok gdzieś znikała. Albo na patrolu, albo pochłonięta innymi obowiązkami. Było tak już od kilku wschodów słońca. Zawsze każda próba rozpoczęcia rozmowy kończyła się porażką. Aż w końcu Mak zaczęła obserwować swoją koleżankę, szukając odpowiedniej chwili. Takiej bez patrolu i obowiązków.
Makowy Nów siedziała przy stosie zwierzyny, obserwując uważnie Mroczną Wizję. Kotka rozmawiała z jednym z wojowników, jak na Klan Wilka przystało, nie zdradzając żadnych emocji na swoim pysku. Po chwili jednak kotka zakończyła rozmowę i skierowała się do wyjścia z obozu. Mak powędrowała za nią wzrokiem. Czyżby miała patrol? Nie mogła, zwłaszcza że była sama. Wtedy liliowa się podniosła. To mogła być idealna chwila. Czując, jak serce wali jej coraz mocniej i szybciej, ruszyła prędko za młodszą wojowniczką, chcąc jak najszybciej ją złapać. Z daleka już widziała ciemne futro koleżanki. Przyspieszyła kroku.
- Mroczna Wizjo – zawołała za kotką, która gwałtownie odwróciłam głowę. Spojrzenie jej zielonych oczu momentalnie przywołało lekkie rumieńce na pysku mistrzyni.
- Miałam cię zostawić – wspomniała Mrok i już miała ruszyć dalej, kiedy zatrzymała ją Makowy Nów.
- Chwila. Ja muszę coś powiedzieć – powiedziała szybko i wzięła głębszy oddech. Serce coraz szybciej jej waliło, emocje znowu zaczęły przejmować kontrolę. Przełknęła głośniej ślinę i zamknęłam na chwilę oczy – Ostatnio nie o to mi chodziło. Nie powinnam tak reagować, teraz to wiem, jednak to wszystko było zbyt skomplikowane. Dalej jest – zamilkła ma chwilę – Jednak część tego co mówiłam, było prawdą. Przez twoje wyznanie myślę tylko o tobie – mruknęła. Nastała chwila ciszy. Mak spuściła głowę, chcąc uniknąć kontaktu wzrokowego. Cisza trwała tylko dłużej, a z każdym uderzeniem serca, liliowa coraz bardziej żałowała swoich słów. Wiedziała jednak, że jest już po wszystkim. Musiała jakoś to zakończyć – Ja... – zaczęła, lecz nie była w stanie tego powiedzieć. Nie potrafiła. To było dla niej za wiele. Dlatego stała tak dalej, mając nadzieję, że Mroczna Wizja sama sobie wszystko dopowie. Westchnęła – To tyle, co miałam do przekazania – zakończyła i powoli zaczęła się wycofywać.

<Mrok?>