BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
21 grudnia 2021
Od Brzasku Do Kawki
20 grudnia 2021
Od Brzasku cd. Kawki
19 grudnia 2021
Od Kawki CD. Brzaska
*bardzo bardzo dawno temu*
Brat uśmiechnął się lekko. Przekręcił łeb i spojrzał na niego swoimi błękitnymi ślipiami. Tak podobnymi do tych matki.
— Witaj, Przepaścio.
Kawka zlustrował burego uważnie.
— No nie wiem czy się nie leniłeś. Trochę ci przybyło ciała od naszego ostatniego spotkania. — dodał, podchodząc do brata.
W jego wnętrzu szalała burza emocji. Nie sądził, że go jeszcze spotka. Radość i niepewność przelewała się w nim. Wróbel był liderem Klanu Wilka, potem zniknął. Teraz stał zadowolony z siebie na jego terenie. Kawka nie rozumiał co się za bardzo działo. Jak i dlaczego tu się znalazł.
— Wybrałeś się tutaj na wakacje? — mruknął, obserwując brata.
Brzask zdawał się zmieszany.
— Nie nazwałbym tego tak. — odparł, uśmiechając się słabo.
— To w takim razie co tu robisz? Nie wierzę, że od tak wpadłeś mnie odwiedzić.
Wyglądał inaczej. Zabrudzony tak, że na początku go nie poznał. Myślami zdawał się być gdzieś indziej. Daleko. Kawka trzepnął ogonem. Nie lubił tajemnic. Chciał wiedzieć co się stało. Dlaczego jego brat do niedawna lider ich rodzinnego klanu znalazł się na jego marnych terenach.
— No więc? Skąd tu się wziąłeś? Dlaczego wyglądasz jak leśna ściółka?
<Brzask?>
29 września 2021
Od Brzasku cd. Kawki
22 sierpnia 2021
Od Kawki CD. Brzaska
Liliowa zakaszlała. Zapach krwi nasilił się.
— Kolczasty... kolczasty krzew skradł gwiazdy... — wyszeptała. — Ptak o nieznanym imieniu... źródło zaranne... ocalałeś... nie po to, żeby żyć. Nieistotny promyk ciepła... on przyniesie nadzieję... nie przebaczaj... powita cię grono zimnych czaszek. Strzeż się pychy... ona... o-ona... — kaszel kotki się nasilił.
Świergot.
Uniósł łeb. Spojrzał na ptaka. Niebieski z brązowymi odznaczeniami. Nigdy wcześniej nie widział takie.
— Ptak o nieznanym imieniu... — miauknął do siebie.
Spojrzeli na siebie. Zwierzę utkwiło w nim wzrok i wniosło się ku niebu. Czarny obserwował go jeszcze uderzenie serce. Nie rozumiał nic. Nie był nawet pewny czy bełkot kotki miał jakiś sens. Może umierająca myliła rzeczywistość ze wymysłami swojego umysłu. Kawka spojrzał na łapy. Tak. To musiało być to. Musiał w końcu przestać szukać w tym drugiego dna. Przyspieszył krok. Musiał oczyścić umysł. Wybrać się gdzieś. Może do Burzowej Nocy? Tak dawno nie widział kotki. Cichy ból w klatce piersiowej sprawił, że Kawka poczuł już się kompletnie zagubiony.
— Okay, koniec twojego lenienia zada na moich terenach. — zaczął przemowę, wyciągając pazury.
Intruz nieco zaskoczony zerwał się na łapy. Wyglądał marnie. I dobrze. Kawka nie zamierzał walczyć. Nie miał siły na to. Nie mógł zostać ranny przed porą nagich drzew. Wystarczy, że przestraszy delikwenta. Zjeżył futro dla lepszego efektu.
Intruz odwrócił się w jego stronę. Niebieska para ślip utkwiła w nim spojrzenie.
— Nieistotny promyk ciepła, on przyniesie nadzieję... — mimowolnie wypowiedział te słowa, wpatrując się w kocura.
W swojego brata.
<braciak?>
12 marca 2021
Od Wróblowej Gwiazdy cd. Kawczego Lotu (Kawki)
09 marca 2021
Od Kawczego Lotu CD. Wróblowej Gwiazdy
Kawczy Lot prychnął, kiwając ogonem na boki. Nie takiej odpowiedzi spodziewał się po bracie. Spuścił łeb i wyjątkowo grzecznie podążył za Puszczykowym Krzykiem i Sarnią Łapą. Ich patrol nie należał ani do długich, ani do ciekawych. Przeszli go w ciszy. Czarny wojownik rozmyślał nad słowami brata. Może i sam się o to prosił, ale w jakiś sposób słowa burka dotknęły go. Zacisnął zęby. Nie miał prawa marudzić. Trzepnął ogonem, mamrotając pod nosem ciche bluźnierstwa. Włócząc się na końcu obeszli to co mieli obejść i wrócili do obozowiska. Kawka niezadowolony położył się w legowisku. Zwinął się w kłębek, próbując wyrzucić słowa brata z głowy.
* * *
Czy nadal chciał w tym uczestniczyć?
Był przekonany, że w pozostałych klanach życie wiedzie się o wiele lepiej. Może nawet kociaki poznają swoich dziadków albo przynajmniej szalony wujek nie zabija ci połowy rodzinki z zazdrości. Skrzywił się. Istniała też możliwość, że to jego rodzinka była wyjątkowo trzepnięta. Albo Klan Gwiazd ich porzucił. Żadna z tych opcji opcji nie brzmiała dobrze. Nie było mu śpieszno do ponownego ujrzenia paskudnego pyska Małego Wilka.
Trzepnął ogonem zirytowany, zerkając co rusz na legowisko brata. Bury gdzieś zniknął. Pewnie ze swoim kochasiem Modrzewiową Korą. Czarny nie spodziewał się, że brat faktycznie okaże się lubić kocury. Wstał niechętnie i podszedł do wyjścia z obozowiska. Rozejrzał się. Tam też nie było ani widu, ani słuchu brata. Zirytowany wbił pazury w ziemię i trzepnął ogonem.
Gdzie podziewał się ich lider?
Czy faktycznie wściekłe wróble dorwały go w jego sidła? Uśmiechnął się lekko na tą myśl. Usiadł przy wejściu do obozu, czekając na brata. Czas upływał, a burego nie było widać. Zrezygnowany Kawczy Lot wybrał się na polowanie. Szedł ponurym lasem w samotności. Jedynie ćwierkot ptaków przerywał ciszę. Kocur rozejrzał się, szukając dobrego miejsca do polowania. Cichy trzask przykuł jego uwagę. Odwrócił łeb w jego stronę.
Wróbel.
Mały ptaszek siedział na konarze drzewa. Zajęty dłubaniem w korze nie spostrzegł kota. Kawczy Lot przyczaił się. Stawiając powoli łapy, zbliżał się do swojego celu. Sprawny skok i zdobycz szarpała się w jego pysku. Sprawnym ruchem złamał jej kark. Zadowolony ze swojej zdobyczy, wrócił do klanu. Wszedł do obozowiska tak samo jak z niego wyszedł. Niezauważony. Nie miał tu nikogo. Najbliższy mu kot zmarł, rodzina w większości też. Dla przyjaciela był zbyt samolubny i wredny, więc ten go porzucił. O starszym rodzeństwie już nie wspominając. Zapatrzony w siebie nie patrzył na potrzeby innych, więc i na niego nikt nie spoglądał. Sam sobie był wszystkiemu winy. Nie miał na kogo zrzucić na to winę. Sam nawarzył sobie tego mleka. Lecz nie potrafił go teraz wypić. Nie miał siły tego zmieniać. Nie umiał przyznać się do winy, czy przeprosić. Przerastało go to. Wiedział, że brat wybaczyłby mu, gdyby się tylko do niego zwrócił i poprosił o szansę. Przyjąłby go niczym syna marnotrawnego. Znów mogliby stać się bardziej lub mniej kochającą rodzinką.
Prychnął cicho. Spojrzał na legowisko lidera. Wróblowej Gwiazdy nadal nie było. Nie zanosiło się też, żeby szybko powrócił. Podszedł niepewnie do łoża przywódcy. Położył niewielkiego wróbla przed nim i skierował w stronę wyjścia z obozowiska. Przyspieszył krok. Parę kotów coś krzyknęło do niego. Kawczy Lot zignorował ich. Wybiegł z obozu. Jego łapy uderzały rytmicznie o suchą ściółkę. Biegł przez las. Mijał dobrze znane mu otoczenie, ruszając ku nieznanemu. Dopiero na granicy zatrzymał się. Zapach Klanu Wilka był tu taki słaby. Ledwo wyczuwalny. Spojrzał ostatni raz w stronę rodzimych terenów i ruszył do nieznanego zagajnika.
29 grudnia 2020
Od Wróblowego Serca cd. Kawczego Lotu
26 grudnia 2020
Od Kawczego Lotu CD. Wróblowego Serca
— Wróblowe Serce kazał nam iść na patrol. — mruknął Puszczykowy Krzyk.
Kawka syknął.
— Niech sam sobie idzie. — prychnął, wywracając ślipiami.
Wywrócił ślipiami.
— Iglasta Gwiazda pewnie cię wziął, bo nadal fantazjuje o "bohaterskim" ojcu! Może też sobie umrzesz idiotyczną śmiercią? Będziemy mieć taką fajną rodziną tradycję. Mamy niepokojąco dużo wróbli w lesie, wiesz?
<Wróbel?>
03 grudnia 2020
Od Wróblowego Serca cd. Kawczego Lotu
20 listopada 2020
Od Kawczego Lotu CD. Wróblowego Serca
29 października 2020
Od Wróblowego Serca cd. Kawczego Lotu
Wróblowe Serce skulił się mocniej, próbując obronić się przed atakującym go chłodem, ale to nic nie dało. Ogarniające go zimno nie pochodziło z zewnątrz. Silniej zacisnął powieki.
Co się z nim stało?
Zadawał sobie to pytanie coraz częściej. Zawsze miał się za pogodnego, towarzyskiego i mocno związanego ze swoją rodziną kota. Miał wielu lepszych bądź gorszych znajomych, kochającą rodzinę, gotową zrobić dla niego wszystko i spokojne miejsce, które mógł nazwać domem. Miał też zaszczytne miano wojownika, a także dobrą opinię wśród klanowiczów. Miał wszystko, czego potrzebował, by być szczęśliwym.
Dlaczego więc nie potrafił?
Zmienił się, czuł to doskonale. Jasne zasady, w które wierzył bez wahania, nagle traciły ostrość, raz po raz przekraczane. Odsunął się od najbliższych, coraz więcej czasu spędzając w samotności. Jego relacja z mamą, Małym, Kawką, a już szczególnie Północą to był jakiś żart. Z przyjaciółmi także. Kiedy ostatni raz spędził trochę czasu z Fasolką? Górą? Modrzewikiem? Kiedy zrobił dla nich coś więcej, niż wynikało to z jego obowiązków jako wojownika? Kiedy zagadał do cioci Miedzi, wujka Igły, kiedy odwiedził mamę?
Nie. Zamiast tego wolał szwędać się po lesie i spędzać całe dnie na bezmyślnym leżeniu i gapieniu się w przestrzeń marząc, żeby coś w końcu się zmieniło. A później rzucał im krótkie "cześć" i szedł spać, żeby rano znów zniknąć.
Nie zasługiwał na to, co miał. Cętkowany Liść powinna urodzić kogoś innego, kto będzie potrafił docenić to wszystko, co ma, kto będzie dla niej oparciem i pomocą.
Dużo lepiej by było, gdyby zniknął. Bliscy nie zmarnują na niego ani uderzenia serca dłużej, może nawet znajdą kogoś lepszego niż on.
Powinien umrzeć. Nie był godny bycia Wilczakiem. Synem i bratem. Dzieckiem swojego ojca.
Nie próbował hamować łez. Noc była jedyną porą, w której mógł sobie na nie pozwolić.
Czasami chciał się zwierzyć. Wyrzucić z siebie wszystko, co go przygniatało. Chciał, żeby ktoś nareszcie go zrozumiał. Zobaczył coś więcej niż tylko szeroki, sztuczny uśmiech na jego pysku. Ale nie potrafił. Nikt nie nauczył go mówić o emocjach, zresztą… Cholernie się bał. Bliscy nie zasługiwali na prawdę o nim, leniwym, bezużytecznym i zapatrzonym w siebie kocurze. Nie mógł być dla nich ciężarem. Mieli wystarczająco dużo problemów. W których oczywiście ich nie wspierał, zajęty sobą.
Czasami marzył, że znajduje kogoś, kto go zrozumie. Kto zmusi go do wyznania całej prawdy, a po wszystkim przytuli i powie, że to przecież nie ma znaczenia. Kogoś, z kim będzie mógł dzielić duszę. Kto wywoła uśmiech na jego pysku wtedy, gdy zabraknie mu siły. Wiedział, że poświęciłby mu całe swoje życie. Czasem wstydził się egoizmu tego marzenia.
Zresztą nie miał co się łudzić. Wszyscy widzieli w nim tylko wiecznie uśmiechniętego głuptasa, naiwniaka nie znającego prawdziwego życia, nie rozumiejącego problemów. Błazna.
Widział to w oczach rodzeństwa, wujka i cioci, matki. Żabiego Skoku, Fasolki, czasem miał wrażenie, że nawet Modrzew tak go postrzegał. Nieszkodliwy głupek. Idealny do żartów. Nie trzeba go brać na serio.
Śmiech. Jego myśli poszybowały w stronę poprzedniego zgromadzenia. Tak właśnie było. Śmiech i żarty.
I uśmiech, który roztopił jego serce.
Pokręcił głową.
Nikt nie zechce błazna.
- Kawko? - Uśmiechnął się, widząc zirytowanego brata. Niedawno został wojownikiem i bury był z niego cholernie dumny. Co nie zmieniało faktu, że wciąż chyba nie pogodził się z myślą, że jego braciszek dorósł. - Coś nie tak?
W odpowiedzi otrzymał parę burkniętych pod nosem, niezbyt cenzuralnych słów. Posłał przepraszające spojrzenie Róży. Kotka tylko się uśmiechnęła i taktownie wycofała mając świadomość, że z jakiegoś powodu czarny nie życzył sobie jej obecności.
To wszystko jego wina. Zostawił go. Wtedy, gdy brat najbardziej go potrzebował.
- Nie wiem, co ci nie pasuje w Róży. Może to ciągłe towarzystwo Północ ci nie służy? Jak idzie jej trening? - zapytał, nie doczekawszy się reakcji na (dosyć kiepski) żart.
16 października 2020
Od Kawki (Kawczego Lotu) CD. Wróblego Serca
15 sierpnia 2020
Od Wróblowej Łapy (Wróblowego Serca) cd. Kawki (Kawczej Łapy)
Z Kawką naprawdę musiało być bardzo źle. Nie rzucał zniesmaczonych spojrzeń, nie rzucał obelgami w stronę Potrójnego Kroku ani brata, ba, w ogóle nic nie mówił! Bury spojrzał na niego z prawdziwym niepokojem w oczach. A jeśli to faktycznie było coś poważnego? Uśmiech zamarł mu na pyszczku.
Czarny wpatrywał się w niego z niepokojem i z trudem pokręcił głową. Pewnie nie chciał ich martwić, ale widać było, jak cierpiał. Wróbelek zrobił niezdecydowany krok w przód, chcąc jakoś pomóc bratu, a równocześnie nie mając pomysłu jak. Martwił się i to bardzo!
- Kawko? Kawko, powiedz coś - poprosił z narastającą paniką w oczach. Patrzył to na brata, to na stojącego obok obojętnego medyka. Jak w takim momencie mógł być tak… nieczuły?
Czarny zmrużył ślepia, szykując się zapewne do powiedzenia czegoś niemiłego, ale żadne słowo nie wydobyło się z jego pyszczka. Wyleciało za to coś innego, dokładniej na wpół przetrawione śniadanie i coś, czego Wróbelek nie potrafił zidentyfikować. Odruchowo cofnął się o krok, próbując nie zostać ochlapanym.
- Mysie łajno! - Bury aż podskoczył na dźwięk okrzyku medyka. - Musiałeś rzygać akurat tutaj?! - Liliowy zmarszczył nos z obrzydzenia, osuwając się jak najdalej od zabrudzonego mchu. - Teraz będę musiał znaleźć coś, co zabije ten potworny smród i…
- N-nic mu nie będzie? - przerwał mu dalej zszokowany Wróbelek. Liliowy zmierzył go zimnym spojrzeniem.
- Nie wiem. Weź ten mech i wynieś go z legowiska. A ty - spojrzał na wciąż lekko się trzęsącego Kawkę - idziesz z nim. Na zewnątrz będziesz mógł sobie rzygać do woli.
Bury ostrożnie chwycił brudny kawałek mchu. Smród wwiercał mu się w nos, powodując że jedzenie w jego żołądku też podskoczyło. Opanował się i wyrzucił roślinę na śnieg przed legowiskiem. Odetchnął, a jego wzrok skrzyżował się ze spojrzeniem braciszka. Skinął na niego głową ze słabym uśmiechem.
- Chodź. Skoro Potrójny Krok uważa, że tak będzie lepiej…
Wspomniany kocur pojawił się parę uderzeń serca obok nich, pachnąc jakimiś ziołami. Z daleka obejrzał brudny mech i śnieg dookoła.
- Czy to są… liście? - Wyciągnął szyję i wstrzymał oddech, próbując lepiej się przyjrzeć treści żołądkowej, równocześnie będąc od niej odpowiednio daleko.
Bury powstrzymał kolejną rewolucję w żołądku i podszedł bliżej.
- Yhm, chyba tak.
Medyk przyglądał się słabo przeżutym liściom spod przymrużonych powiek, mając nieodparte wrażenie, że doskonale je zna. Bez słowa zniknął w głębi legowiska.
- Kawko? - Spojrzenie Wróbelka padło na brata. - Zjadłeś coś, co mogło ci zaszkodzić?
07 sierpnia 2020
Od Kawki CD. Wróblowej Łapy (Wróblego Serca)
20 lipca 2020
Od Wróblowej Łapy cd. Kawki
Na dodatek mentorzy jakby trochę zwolnili z treningami, przenieśli je na bardziej kocie pory, biorąc pod uwagę, jak późno wstawało i wcześnie zachodziło słońce. Nawet Cętkowany Liść wydawała się spokojniejsza.
Dziś pierwszy raz od długiego czasu rodzeństwu udało się wspólnie odwiedzić mamę. Serce Wróbelka zalało ciepło na widok uśmiechu ich mamy.
- Kochanie, wstawaj. - Kocica zabrała się za budzenie młodszych braci. Burasek ich uwielbiał. Nie mieli okazji spędzić zbyt wiele czasu razem, zresztą kociaki ciągle przez większą część dnia jeszcze spały, ale na ich widok i tak się rozpływał. Obiecał sobie, że jak tylko będą trochę więksi, nauczy ich wszystkiego, co starszy brat powinien nauczyć. Będą razem patrzeć w Gwiazdy, opowie im o mowie kwiatów i zawsze stanie w ich obronie, jeśli będzie taka potrzeba.
- Wróbelku! - głos Cętkowanego Liścia wyrwał go z zamyślenia. - Zaniesiesz proszę Kawkę do Potrójnego Kroku? Chyba znów mu coś dolega.
Brązowe ślepia spojrzały na niego ze smutkiem ale i odrobiną niepewności.
Miał nadzieję, że to nic poważnego.
- Dobrze, zaraz będziemy z powrotem.
Otarł się o mamę i delikatnie chwycił brata za kark. Nie lubił nosić kociąt, zawsze się bał, że zrobi im krzywdę. Albo że złapanie za kark będzie je boleć. Jak najostrożniej mógł, wyszedł z legowiska. Od razu poczuł chłód bijący od śniegu. Uśmiechnął się na samo wspomnienie bitwy. Stąpając powoli, skierował swoje kroki do legowiska medyków. Miał ochotę zapytać braciszka co mu dolega, ale w porę zorientował się, że wtedy maluch wyląduje w zaspie i ugryzł się w język. Odezwał się dopiero, gdy ostrożnie położył czarnego na mchu legowiska medyków.
- Nie martw się, Kawko. Potrójny Krok i Fasolkowa Łapa na pewno ci pomogą. - Uśmiechnął się pokrzepiająco do brata. Ten tylko spojrzał na niego dużymi, brązowymi ślepiami.
- Poczekaj tu na mnie - miauknął, robiąc krok w głąb legowiska. - Potrójny Kroku?
- Czego? - Przywitał go trójłapy medyk. - Jeśli to żarty, a nie poważna sprawa to spadać.
- Jak najbardziej poważna - miauknął z uśmiechem Wróbelek. - Mojego braciszka boli brzuch, obejrzysz go?
Zielone ślepia spojrzały na niego zimno.
- Bawi cię to?
Wróbelek postawił uszy, zaskoczony.
- Nie, oczywiście, że nie! - miauknął. - Po prostu chciałem być miły. Mam nadzieję, że to nic poważnego.
- Zobaczymy - burknął Potrójny Krok. - Gdzie twój brat?
Po ich ostatnim spotkaniu burasek wiedział, że asystent medyka nie należy do szczególnie miłych, ale dzisiaj musiał wstać lewą łapą. Mimowolnie kocurek się uśmiechnął.
- Czeka przy wejściu. Kawko? - miauknął głośniej.