BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwiędły Hiacynt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwiędły Hiacynt. Pokaż wszystkie posty

25 marca 2024

Od Zwiędłego Hiacynta

Tw: Śmierć
*Jeszcze w jesieni*

 Im dłużej przebywał w tym czymś zwanym Klanem Burzy, tym znajdował więcej powodów, aby opuścić ten klan. Rządy Różanej Przełęczy nie były rządami, które popierał, a sama wizja tego, iż za granicą zamieszkuje jego prawdziwa rodzina, była dziwna. Miałby uciec do kotów, które nienawidziły jego i reszty tego klanu tylko dlatego, że istnieli? Nie mógł tak zrobić. Wizja zamieszkania w innym klanie również mu nie pasowała. Czemuż miałby się pchać do mrowiska nieproszony? Aby go mrówki pogryzły? Istniała opcja ucieknięcia z klanu i zostania samotnikiem, jednak w Klanie Burzy trzymały go dwa koty. Jego kochany brat, którego obiecał bronić przed wszystkim oraz ten mysi móżdżek, zwany Tymiankiem, który już od 15 księżyców powinien wąchać kwiatki od spodu. Nie chciał złamać swej małej obietnicy, jednak było to trudne zadanie.
 Właśnie wrócił z treningu z Tymiankową Łapą. Mimo iż uczeń był już w wieku, w którym mógłby zostać wojownikiem, to nie uważał go za gotowego do posiadania tej roli. Nigdy nie będzie gotowy, nawet jakby go pokonał. Samo jego istnienie zabraniało mu posiadania tego tytułu. Od czasu wygnania Czarnej Łapy ich treningi przestały być tak regularne, jak wcześniej. Teraz z dwóch uczniów, została mu tylko jedna porażka, która chciała zwać się uczniem. W Czarnej Łapie widział potencjał. Wiedział, że kocur może do czegoś dojść, a ich treningi były bardziej przyjemne niż chciał on przyznać. Nauka walki czarnego kocura, a tym bardziej patrzenie jak ten po raz setny pokonuje rudzielca, było uspokojeniem jego duszy. Jednak wszystko musiało się zepsuć, jak zawsze w Klanie Burzy. To dziwne wygnanie, przypomniało mu o wygnaniu jego ciotki i nie przyniosło to dobrych uczuć. Wszystko to przerzucił na trening jego ucznia, który nie należał do najłatwiejszych.
 Dwójka kocurów rozeszła się w swoje strony. Rudy uczeń zmierzył w stronę legowiska medyka, co przyniosło tylko ostre spojrzenie wojownika. Czego on tam szukał? Z pewnością nie szedł do Rumiankowego Zaćmienia, który od czasu znalezienia go na granicy, zachowywał się dziwnie. Samo stanowisko, które sprawował, było dziwne. Nie nadawał się na medyka, a tym bardziej na wojownika. Nie nadawał się na nikogo, a dalej przebywał w tym rozpadającym się klanie. Mógł zginąć od lisa tego jednego niefortunnego dnia i wszyscy byliby szczęśliwi. Jednak wtedy pojawiła się Różana Przełęcz i jej banda i uratowali tego nieszczęśnika. Mógł też iść do Margaretkowej Łapy, która zmagała się teraz z nowymi obowiązkami nałożonymi na nią z dnia na dzień. Ta dwójka zbliżyła do siebie, co nie podobało się Hiacyntowi.
 Gdy już miał zmierzać do legowiska i dać swym myślą zniknąć, to zauważył Malwowy Rozkwit, który zmierzał w jego kierunku. Najwyżej odpoczynek musiał poczekać.
 - Witaj bracie. - Przywitał się, po czym wbił wzrok w uśmiechnięty pysk kremowego wojownika. - Skąd ty bierzesz tyle energii, a tym bardziej tyle uśmiechu? Zazdroszczę Ci tego pozytywnego nastawienia.
 - Czemu nie? - Zapytał z uśmiechem Malwowy Rozkwit, przekrzywiając łebek. - Jest dużo rzeczy, z których można się cieszyć... Właśnie! - Pisnął, a puchaty ogon szybko zdradził zebraną w nim ekscytację. - Dzisiaj mi i Brzęczkowemu Trelowi udało się złapać naprawdę tłustą kaczkę... Klanie Gwiazdy, jakie to było bydlę! Znaczy się, tak to określił Bobrza Łapa. - Sprostował kocur, dostrzegając konsternację na pysku brata po usłyszeniu wulgarnego słownictwa z jego pyska.
 - Dobrze słyszeć, że chociaż Ci dobrze powodzi się na polowaniach. Chociaż do końca nie rozumiem, skąd bierzesz te rzeczy, z których można się cieszyć. Dla przykładu, działania, a nawet sam widok Lwiej Paszczy nie przynoszą mi uśmiechu na pysku, a nawet mogę stwierdzić, że przynoszą do mnie odwrotne uczucia. - Przyznał Hiacynt, a swój wzrok pokierował w stronę żłobka, w którym przebywała kocica. - A to jeden z wielu przykładów, jakie mogę przywołać. Trudno jest zauważyć coś pozytywnego, gdy wszystko wokół Ciebie przynosi tylko negatywne odczucia. Kocur podążył wzrokiem za spojrzeniem brata, nieco skonfundowany.
 -...Chciałbyś mieć kociaki?
 - Co? - Zapytał szybko, a wzrokiem wrócił na brata. Spiął się na samą myśl o jego kociakach, które dalej przemierzały te tereny. - Skąd to wziąłeś nagle tę myśl, bo me słowa ani czyny na nic takiego nie wskazywały. - Przerwał na chwilę, aby ułożyć swe myśli. - A odpowiadając na twe pytanie, nie. A nawet sam Klan Gwiazdy nie wymusi ode mnie zmiany zdania. Kociaki w tym klanie brzmią jak zły pomysł. Kociaki są głupie i są twym następnym słabym punktem, który ktoś zawsze może wykorzystać. Poza tym nie jestem dobrym opiekunem dla tego czegoś, chociaż cudem te kulki futra czepiają się mnie jak rzepy do futra. Oprócz tego nie czuje jakoby ktokolwiek w klanie, powodował u mnie uczucie, które można by było nazwać miłością. A ty planujesz kociaki bracie? Może ukrywasz przede mną jakąś kotkę lub kocura, którzy podbili twoje serducho.
 - Po prostu patrzyłeś tak w stronę żłobka. - Odparł, wracając spojrzeniem niebieskich oczu na brata. - Chyba...Chyba nie? - Zastanowił się. - Oh, a nie chciałbyś może wybrać się ze mną i Brzęczącym Trelem na patrol? Nadal jest nieśmiała wobec obcych, chciałbym, żeby znalazła wśród nas więcej przyjaciół... Tobie także by nie zaszkodziło! - Wyszczerzył się kremowy. Rudy kocur zastanowił się przez chwilę. Mimo iż czuł, że sen by mu nie zaszkodził, to odmawianie bratu nie było dobrym pomysłem.
 - Czemu nie? Brzmi to, jak dobry pomysł. - Po tych słowach na pysku kremowego wojownika zagościł wielki uśmiech, co tylko ucieszyło Hiacynta.

*****

*Końcówka jesieni*

Pora nagich drzew zbliżała się szybko. Jeśli chciał działać dalej, to musiał przemyśleć szybko swe plany. Ucieczka teraz byłaby samobójstwem. Pory nagich drzew nie bywają łagodne, więc musiał jeszcze tę cudną porę przeczekać w jego znienawidzonym klanie. Przemierzał tereny Klany Burzy samotnie. Tym razem postanowił odpocząć od wszystkich, mając nadzieje, że żaden szkodnik nie wpadł na głupi pomysł pójścia za nim. Musiał przewietrzyć umysł nim zła pogoda zamknie go w legowisku wojowników. Przy okazji musiał zobaczyć się z kimś ważnym. Z kimś z kim nie widział się dłuższy czas. Gdy dotarł do granicy z Owocowym Lasem, stanął w miejscu. To tu mieli się spotkać, więc gdzie on był?
 Długo nie musiał czekać, bo po chwili biało-kremowe futro pojawiło się w zasięgu jego wzroku. Widząc lekki uśmiech na pysku nieznajomego, zastanowił się, czemu jest on taki szczęśliwy. Nic takiego się nie działo, więc nie rozumiał, co go tak rozweseliło.
 - A któż do mnie wrócił? - Zaczął kocur, gdy zbliżył się do wojownika. - Czyż nie jest to sam Hiacynt? Mówiłem Ci, abyś opuścił ten kult gwiazdek i ruszył ze mną w podróż. Nic Cię tam nie trzyma, a tylko z mego towarzystwa wyniesiesz więcej niż z ich.
 - A ja po raz setny odpowiadam Ci w taki sam sposób Nawałnico. Dwie rzeczy trzymają mnie w tym klanie, a ważniejszą z nich jest obecność mojego brata. Nie mogę tak go zostawić. - Na te słowa biały kocur prychnął.
 - Nie przesadzaj. Poradzi sobie bez twojego towarzystwa. - Zbliżył się on do wojownika. - Poza bracia są tylko po to, aby wbijać Ci kły w kark. Innych powodów nie ma, dla których dalej by się z tobą zadawał.
 - Nie znasz go, więc nie wypowiadaj się, jakbyś go znał od kociaka. - Warknął Hiacynt. - I to nie był powód, dla którego się dziś widzimy. Mam ciekawszy temat, na który chciałbym z tobą porozmawiać.
 - W takim razie zamieniam się w słuch. - Powiedział Nawałnica, a Zwiędły Hiacynt rozpoczął swój długi monolog.

*****

 Dzisiejszego dnia pogoda odpuściła na chwilę. Jakby natura znała jego plany i pozwoliła na ich realizację. Nie oznaczało to, jednak że była to dobra pogoda. Dalej biały puch leżał na ziemi, a zimno nie odpuszczało. Mimo tego wziął Tymiankową Łapę na trening. Nie mógł siedzieć cały czas w legowisku. Ponownie uczeń próbował wymigać się z treningu, używając swojego bólu głowy, jednak Hiacynt nie odpuścił. Tym razem nie mógł, więc po pewnym czasie udało mu się go wyciągnąć z obozu. Dwójka kocurów zmierzyła w stronę Przybrzeżnego Oka, gdzie miał się odbyć ich trening. Otaczała ich cisza, jednak po chwili przerwał ją Zwiędły Hiacynt.
 - Dziś odbędzie się nasz ostatni trening. - Zaczął rudy wojownik, a zdziwiony wzrok jego ucznia padł na niego. - Nie uważam, że potrzebujesz już więcej szkolenia, jednak dziś zajmiemy się twoim największym błędem, który powinien być już dawno wyeliminowany. - Tu przerwał na chwilę, by spojrzeć na swego ucznia. Na jego pysku malował się uśmiech, chociaż sam Hiacynt nie wiedział, z czego on tak się cieszył. Dotarli w odpowiednie miejsce, więc wszystko szło z planem. Tymiankowa Łapa stanął w miejscu, czekając na dalsze instrukcje. - A tym błędem jest twe istnienie. Nie powinienem Cię nawet przynosić do tego klanu.
 Nim uczeń zdążył odpowiedzieć na słowa swego mentora, to został zaatakowany przez białego samotnika, który oczekiwał w pobliżu od dłuższego czasu. Samotnik przygwoździł rudego ucznia do ziemi, a swe kły wbił w jego szyje. Nie trwało to długo, aby czerwona substancja przebarwiła biały puch leżący na ziemi. Mimo krzyków wręcz błagań o pomoc, wojownik nie ruszył się nawet o jeden krok. Obserwował z boku, jak samotnik pozbawia życia jego własnego syna. Nie zasłużył on nawet na jeden księżyc swego marnego życia, a przeżył ich aż 15. Przyszedł czas, aby spełnić to, co chciał zrobić przy ich pierwszym spotkaniu. Wszystko nagle ucichło, a Tymiankowa Łapa wzięła ostatni oddech nim odeszła z tej ziemi. Jego ciało leżało martwe na ziemi przed Nawałnicą. Żółte oczy wbiły się w Hiacynta, oczekując jakichkolwiek słów od niego.
 - Spełniłem swoją część umowy, czas, abyś ty spełnił swoją. - Odezwał się samotnik, przerywając wreszcie ciszę.
 - Spełnię swą część, ale nie oczekuj ode mnie wszystkiego, czego zapragniesz. - Mruknął wojownik. - Tym bardziej mojego oczekiwanego przez Ciebie odejścia z Klanu Burzy.
 - Nic Cię już tam nie trzyma, więc czemu po raz setny odmawiasz mej propozycji?! Wyjdzie Ci to tylko na dobre, gdy opuścisz ten kult gwiazdek i wyruszysz ze mną.
 - A ja Ci powtarzam po raz setny, że nie mogę i dobrze wiesz… - Przerwał nagle, widząc niebieskie oczy przeskakujące z martwego ciała Tymianka, na niego. Oczywiście, że Malwowy Rozkwit musiał pojawić się w najgorszym możliwym momencie. Nie miał tego widzieć. Nikt nie miał być tego świadkiem prócz jego i Nawałnicy.
 - Bracie…? - Zapytał kremowy kocur, nie mogąc pojąć, co właśnie się stało.
 - To nie jest tak, jak to wygląda. Daj mi to wszystko Ci wyjaśnić i od razu zrozumiesz. - Powiedział Hiacynt, stawiając krok w stronę Malwinka.
 - A więc to jesteś ty. - Wtrącił się samotnik, na co tylko Hiacynt przeniósł na niego swój zdenerwowany wzrok. On miał siedzieć cicho. Miał tylko jedno zadanie, które już spełnił. - Ty nie pozwalasz MOJEMU Hiacyntowi opuścić tego zgromadzenia kotów! To jesteś ty. I wreszcie mam szansę pozwolić mu odejść raz na zawsze.
 Nim Zwiędły Hiacynt zdążył cokolwiek zrobić lub powiedzieć, to Nawałnica pobiegł w stronę Malwowego Rozkwitu, aby szybkim ruchem strącić go z łap i pazurami przejechać po jego lewym barku, tworząc paskudną ranę. Nie było czasu, by myśleć. Stało się to, czym zamartwiał się Hiacynt. Bez większego zastanowienia rzucił się na samotnika, strącając go z kremowego kota. Dwójka kocurów potoczyła się przez chwilę, aby na końcu samotnik znalazł się pod łapami Hiacynta. Łapą przycisnął pysk kocura do lodu, na którym dwójka się znalazła.
 - Jak śmiesz nawet wpaść na pomysł, aby skrzywdzić mojego brata?! - Syknął mu do ucha. - Postradałeś rozum?! Miałeś tylko jedno zadanie. Jedno.
 - Robię to tylko dla twego dobra, więc przestań być taki zawzięty!
 Nim rudy wojownik zdążył odpowiedzieć, to do jego uszu dotarł głośny dźwięk, a lód, który wcześniej wydawał się stabilnym podłożem, pękł pod jego łapami. Dwójka kotów wpadła do zimnej wody, od której nie było ucieczki. Wszystkie próby, jakie podjąłby powrócić na brzeg, zakończyły się porażką. Zimna ciecz dostała się do jego pyska, aby powoli wypełnić jego płuca. Przymknął on swe powieki, czując, że nadszedł jego czas. Mimo iż jego zdaniem nie przyszedł czas jego na śmierć, to nie on o tym decydował. Śmierci nie mógł uciec. Do każdego kiedyś przyjdzie, a kiedy to się stanie, to tylko kwestia czasu. Czy żałował czegoś w swym życiu? Nie. Spełnił swe jedyne zadanie, jakie sobie sam nadał i to się liczyło. Otworzył swe powieki, gdy zimno wody zniknęło, a sam znalazł się w miejscu, przed którym go przestrzegano. Teraz było za późno, aby cokolwiek zmienić.

[*]

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Lwiej Paszczy

*Dawno, dawno temu*

 Jego wyjście z Lew i Iskrzącą Burzą na polowanie, to był czysty przypadek. Sam chciał odpocząć od tych kotów, jednak ukazała mu się lepsza opcja. Mógł utrudnić cokolwiek, co próbowały zrobić dwie kocicę. To brzmiało jak bardzo dobry plan, ale gdy jedna wojowniczka zniknęła w legowisku uczniów wraz z Ziębią Łapą, wszystko się posypało. Został on i ta ruda kulka nieszczęść. Nie to chciał osiągnąć, jednak teraz się nie wycofa. Dwójka kotów wyruszyła z obozu, a Lew rozpoczęła swój monolog, tworząc następne teorie o jego osobie. Nie jego zadaniem było wykłócanie się z kotką, mimo iż bardzo tego chciał. Nie mógł jednak zostawić tego bez odpowiedzi, jego duma mu na to nie pozwalała.
 - Moja “mamusia” leży od wielu księżyców w ziemi pod twymi łapami, tam gdzie będą spoczywać również inni, więc nie widzę jakim sposobem miałby dać mi instrukcje, by mieć na Ciebie oko. - Odpowiedział na słowa rudej kocicy. - Z drugiej strony, czemu miałaby prosić mienie na Ciebie oko? Nawet Cię nie znała i nigdy na szczęście nie pozna. Ma szczęście, a może nawet miała, i ominęło ją spotkanie z takim kotem jak ty. Z pewnością futro by jej osiwiało, gdyby usłyszała jakie głupoty opowiadasz.
 - Chodziło mi o Różana Przełęcz głuptasie. A taki niby mądry jesteś Hiacyncie... Co oni z tobą biednym zrobili…- Parsknęła, spoglądając na niego z pogardą. - To jest twoja mamusia. A ty jej grzeczny synek na posyłki, jedyny co chyba jej się udał. Bo wątpię naprawdę, że sam z siebie zechciałeś wyjść ze mną na polowanie. Pewnie po prostu ci kazała. A więc? - Zadarła nos do góry, czekając na ciąg dalszy.
 - Jeśli uważasz Różaną Przełęcz za moją matkę, to jesteś w wielkim błędzie. Twój pogląd rodziny jest bardziej zachwiany, niż sądziłem… - Tu przerwał, wpatrując się w Lwią Paszczę. - No cóż, widać, że skutki braku Leśnego Pożaru w twym życiu dają swoje znaki. A odpowiadając na twe bezsensowne pytanie, polowanie wyszło z mojej inicjatywy, a nie dlatego iż jakaś kocica mi to kazała. Nawet jeśli tysiąc razy Ci powiem, że mnie i przywódczynię łączą tylko negatywne relacje, to dalej będziesz rozpowiadać te głupoty, prawda? - Westchnął cicho i odwrócił wzrok od kotki. - Powinnaś słuchać innych częściej, bo na ignorowanie słów innych na dobre Ci nie wychodzi. Różana Przełęcz z pewnością wyzwałaby mnie od mego mentora, gdyby nad jej głową nie wisiały gwiazdy, które teraz obserwują jej każdy ruch. Z tego powodu nie rozumiem twego zdania, a tym bardziej nazywania ją jakimkolwiek członkiem mej rodziny. Mam tu tylko jednego członka rodziny i jest nim Malwowy Rozkwit. Nikt więcej.
 - Phi. Leśnego Pożaru w to nie mieszaj. Może nie bierze czynnego udziału w moim życiu, ale jeśli trzeba będzie, to się pojawi i zareaguje. W szczególności jak mu powiem o pewnym Zwiędłym Badylu, który stara się mi prawić nauki... No tak, to już ten wiek, starzejesz się... Powinieneś sobie znaleźć jakąś kotkę, mieć z nią kocięta i im prawić morały! Ja ojca mam, drugiego nie potrzebuję. - Zmrużyła oczy, wzdychając. - Widziałam, jak nieraz spędzałeś czas z Różaną. Niecodzienny widok to był, naprawdę, kiedy oddaliście się tylko we dwójkę poza obóz. Ciekawe, o czym sobie tak gawędzicie sam na sam. Nie chce mi się wierzyć, więc że łączy was jak to mówisz "negatywna relacja". Musi stać za tym coś więcej. I wcale mi nie chodzi o to, że jest twoją prawdziwą matką ugh... - Skrzywiła mordkę, rozczarowana, że rudzi nienależący do jej rodziny byli naprawdę tacy głupi. - A co do Malwinka, naprawdę mógłbyś być bardziej jak on, a nie zachowywać się jak stary gbur. Z nim nie jest nudno. Naprawdę miło się z nim rozmawia. Szkoda, że to twój brat, a nie mój.
 Zaśmiał się, słysząc słowa kocicy. On i kocięta? Ona chyba żartowała. Nie po to żył, aby powiększać jego ród, a tym bardziej z jakąś kotką. Nie widział siebie w roli rodzica, więc czemu miał zmuszać się do tych czynności?
 - Nie sądzę, aby tatuś pojawił się, gdy tylko strzepniesz swym uchem. - Powiedział prześmiewczo rudy wojownik. - Ale powiedzmy, że to moje własne zdanie. Tym bardziej nie uważam, iż powinnaś mi urządzać całe życie. Już przecież robisz to ze swoim rodzeństwem, więc po co dokładać Ci następnego kota? - Tu przerwał, skanując wzrokiem drogę przed nimi. Nie byli przecież w obozie, a na polowaniu, więc musieli zachować uwagę. Któż wiedział, czy jakiś samotnik nie pojawi się znikąd. - Naprawdę nie wiedziałem, że koty, które się nie lubią, mają zakaz rozmawiania ze sobą. Oświeciłaś mnie Lwia Paszczo. - Rzucił sarkastycznie kocur. - W takim razie nie powinnaś zamieniać ze mną ani jednego słowa, a nawet ta rozmowa nie powinna się mieć miejsca. Wracając jednak do faktów, to co Cię to tak interesuje? Może rozmawialiśmy o pogodzie, o klanie, o tobie lub ta wyzywała mnie od najgorszych zwierząt, jakie są jej znane. I co z tego? Nie masz powodu, aby być zainteresowana tą rozmową. - Ostatni raz rzucił swój wzrok na rudą kocicę. - Ktoś musi pilnować go, aby nie wpadł do lisiej nory lub w pazury takiej kotki jak ty, prawda? I ta rola przypadła mi, więc pozwól mi ją prowadzić. Poza tym ja poszedłem na polowanie, a nie toczyć rozmowy o wszystkim i niczym. Dlatego ciesz się swoją chwilą wolnego, póki masz szansę Lewku.
 Po tych słowach odszedł od kocicy, zostawiając ją samotnie. Potrzebował teraz skupić się na zadaniu, więc obecność kotki była mu zbędna. Tylko by go rozdrażniała.

*****
*Jeszcze jak Tymianek był kociakiem*


 Pojawienie się Tymianka i Słonecznika w klanie, to było coś, czego ten nie ustalił w swych planach. Ta dwójka kociąt nie miała nigdy dotrzeć do żłobka, jednak stało się zupełnie coś odwrotnego. Czemu? Sam nie mógł dostrzec jednego powodu tej sytuacji. Na całe szczęście jedna z rudych kulek odeszła z tego świata szybciej niż na niego przyszła, więc został tylko Tymianek. Czemu nie wziął przykładu ze swojego brata i poszedł do gwiazdek? Wtedy jego życie skupiałoby się tylko na swoich osobistych sprawach, a nie wychowywaniu rudego przybłędy, jak mu zleciła to przywódczyni. Wszedł do żłobka, trzymając mysz w pysku. W ich ostatniej rozmowie obiecał kociakowi, że pozwoli mu spróbować zwierzyny, więc nie miał zamiaru łamać swej obietnicy. Tym bardziej że w żłobku znajdowała się ruda kocica, której Hiacynt nie darował dobrym uczuciem. Lwia Paszcza doczekała się swych dwóch kociąt, czego rudy wojownik się nie spodziewał. Wzrokiem wyszukał szkodnika, który postanowił swym wyglądem przypominać jego osobę. Kocurek rozmawiał właśnie z Kurzą Pogonią, jednak gdy dostrzegł, że wojownik pojawił się w żłobku, szybko ją przerwał i pobiegł w jego stronę.
 - Hiacynt! Hiacynt! Daj mi spróbować! - Krzyczało kocię, plątając się pod jego łapami. - Obiecałeś przecież! Obietnic się nie łamię!
 - Przestań się kręcić między moimi łapami i usiądź w miejscu, to może zastanowię się nad podarowaniem Ci tego prezentu. - Powiedział spokojnie Zwiędły Hiacynt, co tylko przyniosło grymas na pysku Tymianka. Usiadł on wreszcie przed nim i wbił w niego swoje niebieskie ślepia. Widząc, że zrobił on to, o co wojownik poprosił, to położył przed nim mysz. Wzrok pokierował na Kwiecisty Pocałunek i Kurzą Pogoń, z którymi przywitał się skinieniem głowy, po czym jego wzrok pokierował na trzecią karmicielkę. Lwia Paszcza wbijała w niego swoje ślepia od czasu, gdy tylko postawił łapę w żłobku. Właśnie coś szeptała do Nagietka, co nie wzbudziło pozytywnych uczuć u wojownika.
 - Co takiego ciekawego jest w mej osobie, że musisz aż podzielić się tym cicho ze swym synem? - Zapytał z zaciekawieniem. - Nie spodziewałaś się mnie tutaj i to wiem, jednak nie musisz siać już nieprawdziwych plotek kociętom.

<Lew?>

24 marca 2024

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Srebrzystej Łapy (Srebrzystego Nowiu)

 *Dawno, dawno temu*

 Spoglądał na królika, którego przyniósł mu jego niebieski uczeń. Czyżby szczęście było po jego stronie? Bo widząc jego wcześniejsze próby, stwierdzał, iż kocur ma jeszcze dużo nauki przed sobą. Niby powinien odpuścić i dać zaznać mu odpoczynku, ale czy była to nagroda, na którą Srebrzysta Łapa zasłużył? Z pewnością nie. Nie wykazał się swoimi umiejętnościami, a bardziej Hiacynt dostrzegł ich braki, więc dawanie mu nagrody było jak ugryzienie się w łapę. Nie przyniesie to większych skutków w dłuższym zakresie. Z drugiej strony nie mógł wymęczyć ucznia, jak to robił z nim jego mentor, bo jeszcze pójdzie on do swej matki, a z nią wolał chwilowo nie rozmawiać.
 - To nie koniec na dziś, chociaż widzę, iż padasz z łap. - Rzekł Zwiędły Hiacynt, po dłuższym zastanowieniu. - Aby poprawić twoją kondycję, która nie jest w najlepszym stanie, drogę do obozu przebiegniemy w mym tempie. - Widząc zmęczony wzrok ucznia, który wisiał na nim, wskazał ogonem kierunek ich biegu. - Powinieneś ćwiczyć swoją kondycję. Dobry wojownik dalej by miał siły, by polować. Jednym królikiem przecież klanu nie wykarmisz. Więc nie narzekaj, bo to Ci tylko na dobre służy.
 Po tych słowach ruszył w stronę obozu, nie dając Srebrzystej Łapie żadnego czasu na zastanowienie się. Miał nadzieje, że uczeń chwyci zwierzynę, którą upolował i podąży za nim. Wybrał odpowiednie tempo, nie za szybkie, jednak jednocześnie nie za wolne. Przecież z tego treningu miał on coś wynieść prócz tego, iż czasem sprzyja mu szczęście. Na całe szczęście niebieski kocur podążył za nim i po chwili znalazł u boku wojownika.

*****
*Po tym nieszczęsnym zgromadzeniu*

 Trening ze Srebrzystą Łapą wojownik mógłby uznać za udany, gdyby nie to jedno zgromadzenie. To zgromadzenie, na którym Klanu Burzy został upokorzony przez jego własnych członków. Na początku Północ, która wymknęła się z obozu na zgromadzenie, a później ta czwórka kotów gadających głupoty, w której był jego własny uczeń. Zawiódł się na nim, a bardziej na jego zachowaniu. Jakim sposobem mógł doprowadzić się do tej sytuacji? Sam nie do końca rozumiał i nawet nie wiedział, czy chciał zrozumieć. Złapał niebieskiego kocura w obozie i zaciągnął go na bok, aby przeprowadzić z nim krótką rozmowę. Był to przecież jego uczeń, więc musiał coś sobą reprezentować. Nie mógł być takim głupcem jak Rumiankowe Zaćmienie, prawda?
 - Coś ty zrobił na tym zebraniu?! - Zapytał Zwiędły Hiacynt swojego ucznia, gdy zaciągnął go na skraj obozu. - Oddaliłem się, aby załatwić jedną małą sprawę, a ty ośmieszyłeś Klanu Burzy przed wszystkimi. Jaki był twój cel? Dlaczego podjąłeś to działanie? - Już niebieski kocur chciał odpowiedzieć na pytania zadane przez wojownika, jednak ten wciął się ponownie. - Nie musisz odpowiadać. Nie chcę nawet słyszeć odpowiedzi, bo to tylko wymówki. Wiedz, że zawiodłem się na twej osobie i liczę, że poszedłeś po rozum i nigdy podobna sytuacja się nie powtórzy.

<Uczniu mój kochany?>

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Piaskowej Łapy (Piaszczystej Zamieci)

 *Dawno, dawno temu*

 Nie odrywał wzroku kremowego kocura, wsłuchując się w jego odpowiedź. Widział siebie, w pozycji jakiej znajdował się aktualnie uczeń, jednak on nie miał takiego szczęścia posiadania kogoś starszego z podobnymi doświadczeniami. Sądził, że Piaskowa Łapa przeżywał to, co on w wieku uczniowskim, jednak nie był do końca pewien czy ma racje. Szansa na to, że nie dzielą podobnych sytuacji była na tyle mała, że Hiacynt postanowił ją zignorować. Nawet jeśli nic by ich nie łączyło, to nie znaczy, iż kremowy kot nie mógł nic wynieść z ich konwersacji. Zdziwiło go pytanie zadane mu przez młodszego kota.
 - Co ja uważam? - Powtórzył pytanie ucznia. - Może nie ładnie tak odpowiadać pytaniem na pytanie, ale… Czemu uważasz, że me zdanie w tej sytuacji jest pożądane? - Przerwał na chwilę, dając czas na zastanowienie się nad jego pytaniem. - Koty będą przypisywać Ci rolę, które uważają, iż są prawdziwe i nic z tym nie zrobisz. Mogą Cię nazywać od setek różnych kotów, patrzeć na twą rodzinę, obarczać tym jacy byli twoi przodkowie, jednak to tylko ich pogląd Ciebie i nie zawsze jest on prawdziwy. Myślisz, że słuchając zdania innych, dojdziesz gdziekolwiek w tym klanie? Oświecę Cię. Nie. To ty wyznaczasz sobie rolę, do jakiej dążysz i jaki jesteś, a nie inni. Jedyne co możesz zrobić to próbować zmienić ich zdanie, a czy Ci się to uda, czy nie to inna sprawa. Gonienie za zdaniem innych to jak pogoń za królikiem, który nigdy się nie męczy. Ty tracisz siły, jednak nigdy nie dorwiesz tego, za czym gonisz. - Widział, że uczeń przemyślał jego słowa, więc gdzieś dotarł. Czy jego słowa zmienią coś w życiu kocura? Prawdopodobnie nie, jednak warto zawsze spróbować, prawda? - Odpocznij, póki masz czas. Taka rada ode mnie. - Po tych słowach oddalił się, zostawiając ucznia samego ze swymi myślami. Powiedział, co miał powiedzieć, więc dalej konwersacja z młodszym od niego kotem nie miałaby sensu. I tak Piaskowa Łapa zrobi to, co uważa za dobre, więc tu nawet Hiacynt nie miał żadnego wpływu na zachowanie ucznia.

*****

*Końcówka jesieni*

 Trochę minęło od jego rozmowy z Piaskową Zamiecią. Nie żałował, jednak że rozmawiali tak rzadko. Częściej Hiacynt opuszczał obóz pod pretekstem polowania lub spaceru, więc nie miał aż tak dużo czasu do rozmów z przypadkowymi kotami. Tym razem to Sójczy Szczyt przydzieliła tę dwójkę kotów do patrolu wraz z ich uczniami. Nagietkowa Łapa i Tymiankowa Łapa zdawali się dogadywać ze sobą, co nie podobało się wojownikowi. Tymianek nie powinien zadawać się z kociakiem tej podłej żmii, więc z pewnością będzie musiał to ponownie mu przypomnieć. Jego wzrok padł na kremowego wojownika, który szedł u jego boku. Ostatnio dużo rzeczy kręciło się wokół tej osobistości. Jedną z nich były nabyte przez niego blizny, które ciekawiły kocura. Wątpił, że zostały one zadane przez samotników, tym bardziej patrząc na okoliczności, w jakim to się wydarzyło. Jednak nie miał zamiaru kwestionować ich pochodzenia. Jeszcze nie zachciało mu się oskarżać innych o ukrywanie prawdy.
 - Jak Ci się powodzi w treningu z … Nagietkową Łapą? - Zapytał Hiacynt, gryząc się w język, by nie urazić rudego ucznia, który szedł kilka skoków królika przed nimi. - Masz jakieś sposoby na radzenie sobie z trudnymi uczniami? Mnie by się przydało kilka rad, bo mój uczeń nie należy do najłatwiejszych w nauce.

<Piasek?>

11 grudnia 2023

Od Zwiędłego Hiacynta

Tw: Krew, śmierć

  Następny dzień, który musiał spędzić w Klanie Burzy, mijał. Czemu dalej skazywał się na te tortury? Dlaczego zostawał w tym klanie, mimo iż jego niechęć zwiększała z dnia na dzień? Bycie pomagierem przywódczyni już dawno mu się znudziło, a im dłużej myślał, tym bardziej pomysł odnośnie ucieczce do rodzinnego klanu przypadał mu do gustu. Tylko dlaczego Malwowy Rozkwit nie widział tego samego? Gdyby nie on, to ten dawno by nie przebywałby poza tym cyrkiem. Może kiedyś przekona swego brata do ucieczki, bo sama myśl pozostawienia go samotnie, nie była dobra. 
 Wyszedł on z obozu, aby odpocząć od tych mysich móżdżków. Brakowało mu tylko tego, aby Ci go jeszcze bardziej wkurzyli. Niby miał on dużo cierpliwość, jednak kiedyś i ona musiała się skończyć. Ruszył w teren, mając nadzieje, że gdy złapię jakąkolwiek zwierzynę, to dadzą mu spokój do końca dnia. Któż by się spodziewał, że będzie to jeden z jego większych błędów. Podczas spaceru, zamyślił się i nawet nie wyłapał momentu, w którym pewna kotka pojawiła w zasięgu jego wzroku. Tego kogoś właśnie szukała kocica.
 - Witaj ponownie Hiacyncie. - Do uszu rudego wojownika dotarł głos szylkretowej samotniczki, która znalazła się ku jego boku. Kocur odskoczył od nieznajomej, wyrywając się ze swych myśli. - Spokojnie, to tylko ja. Nie musisz się bać kochaniutki, nie gryzę. - Przejechała ogonem po szyi kocura, co tylko wywołało u niego niezbyt miłe uczucie. - A teraz chodź. Mam Ci coś do pokazania. 
 Szylkretowa kocica ruszyła, a Hiacynt ruszył za nią. Ciekawość wzięła górę mimo tego, iż nie do końca kojarzył kocicę. Co mogła mu zrobić? Bez większego problemu, by ją zneutralizować. Po krótkiej chwili dotarli do małej nory, do której kotka weszła jako pierwsza, a za nią wojownik. W środku znajdowały się dwie rude kulki futra, co zdziwiło Zwiędłego Hiacynta. Czemu dziwna samotniczka pokazywała mu jakieś kociaki? Dopiero jej następne słowa rozwiały wszystkie jego pytania.
 - Poznaj swoich synów. Pozostawiam Ci przyjemność nadawania im imion. - Zielone oczy Piwonii były wbite w wojownika, który stał jakby wbity w ziemię. Nie, to nie działo się. To był zwykły żart, prawda? Nie mógł posiadać synów, więc kotka po prostu wciskała mu kit.
 - Co? Nie żartuj sobie. - Powiedział kocur, patrząc na kociaki z obrzydzeniem. - Te coś to nie jest moje, więc nie wciskaj mi roli ojca, która należy do kogoś innego.
 Po tych słowach Hiacynt wyszedł z nory i chciał już odejść, zostawiając Piwonię samotnie z jej pociechami. Nie chciał do tego czegoś wracać ani brać w tym udziału. Kocica z pewnością kłamała i tylko poszukiwała mysi móżdżka, który by wpadł w jej pułapkę bycia ojcem. Samotniczka nie miała, jednak ochoty odpuszczać i wyszła za kocurem.
 - To są twoje kocięta, więc wreszcie dojdź do swych zmysłów i zaakceptuj swoją pozycję! - Krzyknęła, na co ten stanął. - Nie możesz mnie zostawić razem z nimi! Powinieneś zająć się swoją rodziną, czyli mną i swym potomstwem.
 - Ależ mogę z jednego ważnego powodu. One nie jest moje. - Już miał odejść i zostawić swe problemy za sobą, jak to zwykle miał w zwyczaju robić, gdy nie rozległ się ponowny krzyk samotniczki.
 - Ciekawe co powiedzą członkowie twojego klanu, gdy dowiedzą się jakie okropności mi wyrządziłeś! 
 - Co powiedziałaś? - Zapytał, po czym odwrócił się i wbił w nią swój wzrok.
 - Powiem im wszystko! O tym, jak zmusiłeś mnie do posiadania kociąt, a po tym porzuciłeś. Z pewnością nie będą zadowoleni, że takiego kota mają pośród siebie.
 Jak ona nawet śmiała myśleć o takim planie?! Tego nie mógł zrozumieć Hiacynt. Co on jej zrobił? Nic! A ta wymagała, aby rzucił wszystko dla jakiś dwóch kulek futra, do których nie dzielił żadnych emocji. Wyciągnął pazury i wbił je w ziemię. Ona nie mówiła prawdy. Nie mogła tego zrobić! Istniała mała szansa, że kocica zrobi to, o czym mówiła, która musiała być wyeliminowana szybko. Nie myśląc długo, rzucił się na kocicę z pazurami i powalił ją na ziemię. Mimo jej krzyków i szarpaniny z nią nie przerywał. To był jedyny sposób na pozbycie się problemu. Szybkim ruchem łapy, stworzył dużą ranę na szyi kocicy i obserwował, jak życie ucieka z ciała niegdyś żyjącej kocicy. Czerwona substancja pokryła ziemię, a gdy upewnił się, iż Piwonia odeszła z tego świata, to postawił wreszcie łapy na ziemi. I po co jej to było? Mogła żyć, jednak wybrała złą drogę. To była całkowicie jej wina. Chwycił jej ciało i pociągnął je w stronę pobliskiej rzeki, gdzie porwał je nurt, a rudy kocur mógł pozbyć się krwi ze swojego futra. 
 Już miał wracać do obozu i zapomnieć całkowicie co stało się przed chwilą, gdy do jego uszu dotarł czyjś pisk. No tak, zapomniał o głównym problemie, przez który znalazł się w tej sytuacji. Powolnym krokiem wrócił do nory, w której znajdowały się dwie, nieświadome swojego istnienia, kulki futra. Musiał się ich pozbyć, bo inaczej wszyscy się dowiedzą, co zrobił. Ogarnął go strach. Musiał zneutralizować problem i to szybko. Chwycił jedno z kociąt za kark i gdy miał już zacisnąć swe kły na szyi kociaka, to usłyszał znany mu głos za sobą.
 - Hiacyncie…? - Zapytał Malwowy Rozkwit, który stał w wejściu do nory. Rudy kocur odwrócił się w kociakiem w pysku i wbił swój wzrok w swojego brata. Czemu ten musiał pojawić się właśnie w tym momencie? Nie mógł teraz zrobić tego, co miał w planach, nie kiedy Malwinek patrzy. - Co robisz…?
 - Malwinku! C-co ty tu robisz? - Zapytał spanikowany Hiacynt, a płaczącego kociaka odłożył na ziemię. - Co ja robię? Em… - Musiał wymyślić coś na szybko, aby wytłumaczyć bratu tę dziwną sytuację. - Ja… Ja podczas spaceru usłyszałem piski kociąt z tej nory i nie mogłem pozwolić, aby te zostały tu bez czyjejś opieki!  - Powiedział szybko, mając nadzieję, że brat łyknie tą wersję wydarzeń. - Chciałem właśnie je wziąć do obozu, ale pojawiłeś się ty. Chciałbyś mi pomóc?
 - Pokaż mi je! - Pisnął kremowy kocur, podchodząc bliżej kociąt. - Na Klan Gwiazdy, jakie one malutkie! Dobrze, że nie przemarzły przez noc. Kto mógłby zostawić takie słodkie istoty tutaj same? - Podczas kiedy Malwinek przyglądał się kociętom, to jego brat odetchnął z ulgą. Cieszył się, że kremowy nie zadaje więcej pytań odnośnie zaistniałej sytuacji. Z drugiej strony, nie było już dla rudego odwrotu. Nie mógł pozbyć się niechcianych kociąt. Musiał iść w to kłamstwo, które powiedział bratu. - Widzisz to Hiacyncie? Ten kociak wygląda podobnie do Ciebie. - Mówiąc to, kocur łapą wskazał na jedną z kulek futra.
 - Zbieg okoliczności. Dużo kotów posiada rude futro jak ja! A teraz, pomożesz mi? Powinniśmy je już zabrać stąd.
 Po tych słowach Hiacynt chwycił jedno z kociąt, a Malwowy Rozkwit chwycił drugiego z nich. Oboje udali się w stronę obozu.

*****

 Byłby głupcem, gdyby założył, iż cała sprawa z tymi znajdkami przejdzie obok niego. Od razu, gdy odstawił kociaki do żłobka, sama przywódczyni zaprosiła go na rozmowę do swego legowiska. Już mu się to nie podobało. Ponowne rozgrzebywanie problemu, o którym wolałby zapomnieć, nie należało do najlepszych uczuć. Wszedł do legowiska zaraz za Różaną Przełęczą, a swój wzrok wbił w starszą kocicę.
 - Więc? - Zapytał kocur, stając w pewnym miejscu. - Po co mnie znowu zaciągasz na tajemnicze rozmowy? Wiesz, że mógłbym ten czas lepiej spędzić, niż obgadując głupoty.
 - Głupotą było ściąganie tu dwóch czysto rudych kociąt, które są podatne na manipulację, szczególnie w tym wieku. - Rzuciła, drgając ogonem. - Doskonale wiesz, jak wygląda sytuacja, Zwiędły Hiacyncie.
 - Nie wybierałem koloru futra kociaków, które znalazłem przypadkowo w norze. Skąd miałem wiedzieć, że właśnie rudy zdobi ich futro? - Zapytał wojownik. - Poza tym, ja z wielką chęcią mogę je odnieść w miejsce, w którym je znalazłem, jeśli taka twa wola, jednak uważam, że wywalenie kociaków tylko przez kolor futra, może nie wpłynąć dobrze na całą tę sytuację.
 - Wpłynęłoby dobrze, gdybyś nie przynosił ich tu najpierw, zachował informacje dla siebie i oddał kocięta, chociażby do Owocowego Lasu. Teraz już za późno.
 - Bo naprawdę miałem ochotę bawić się w podrzucanie kociąt do innego klanu. - Strzepnął ogonem. Gdyby kocica była na jego miejscu, to pewnie zrobiłaby to samo, a nie teraz udawała, iż ten popełnił wielki błąd. - Poza tym, nie jestem ich matką, więc jeśli nie masz nic do dodania, to pozwól, że wyjdę i nigdy nie wrócę do tego tematu.
 - I myślisz, że pozwolę, by sobie tak po prostu bez nadzoru chodziły po obozie, kiedy sprowadzona rodzina przez Pożara hasa sobie radośnie po obozie? - Zapytała kocia głosem na wskroś przesączonym ironią, zanim kocur, zdążył zrobić chociażby krok. - Skoro już je tu sprowadziłeś, nie patrząc na konsekwencje, to liczę na to, że weźmiesz na siebie odpowiedzialność.
 - Chyba sobie żartujesz. Nie po to w żłobku siedzi Kwiecisty Pocałunek, abym teraz ja musiał się zajmować tymi wyrzutkami. Jeszcze powiedz mi, że jestem odpowiedzialny za tą trójkę kotów, które podrzuciła nam ta samotnicza, a rozśmieje się.
 - To, co podrzuciła nam samotniczka, nie było całe rude. Masz ich pilnować, nie mam zamiaru niańczyć ani ich, ani ciebie Hiacyncie, powinieneś wiedzieć, jakie mogą być tego konsekwencje. Poza tym Kwiecisty Pocałunek już pokazała swoje umiejętności w wychowaniu samotników i racjonalnym myśleniu.
 - A ja nie mam zamiaru niańczyć tego czegoś! Nie po to mamy karmicielki w tym klanie, abym teraz ja przygarniał, z własnej dobrej woli, jakieś sieroty, bo Pani sobie tak zażyczyła!
 - Ah, i myślisz, że czyja to wina? - Uniosła brwi, mówiąc spokojnym tonem. - Trzeba było myśleć. Do granicy z Owocowym Lasem była krótka droga, nie każ mi tego przypominać. Czas dorosnąć. Poza tym nie każę ci siedzieć z kociętami w żłobku. Wystarczy, byś je obserwował, a to, zdaje się, należy do twoich zadań.
 - Jeśli chcesz rozszerzyć listę moich obowiązków, jakie mam pełnić, to uważam, iż powinniśmy przedyskutować naszą umowę ponownie. Nigdzie nie ustalaliśmy, że mym obowiązkiem jest wychowywanie jakichś kociąt. Nie na to się pisałem i nie takie były ustalenia między nami. A przy okazji, czyż kodeks wojownika nie nakazuje nam chronienie kociąt? Czy realizując twój niecny plan, nie łamałbym go?
 - Obserwować i pilnować. Nie wychowywać. To dwie różne rzeczy. - Stwierdziła Różana Przełęcz nadal spokojnie. - A oddanie ich Owocowemu Lasu, zapewniłoby opiekę, więc kodeks nie byłby złamany. A teraz, jeśli możesz, proszę, spróbuj przeanalizować moje słowa raz jeszcze, może dwa lub więcej, jeśli potrzeba, a najlepiej się z tym prześpij.
 Nie dodając ani jednego słowa, kocur wyszedł z legowiska przywódczyni. Tylko narobiłby sobie więcej problemów, a tego nie chciał. Skierował się w stronę legowiska wojowników, omijając kociarnie. Teraz tam znajdowały się pociechy Piwonii, co nie pocieszało go. Powinny spocząć tam, gdzie samotniczka, a nie w bezpiecznym żłobku. Prychnął cicho, po czym wszedł do legowiska wojowników i położył się na swym legowisku. Ten dzień miał być zwykłym dniem, a okazał się jednym z najgorszych w jego życiu.

27 listopada 2023

Od Zwiędłego Hiacynta

 Pora nowych liści przyniosła im urodzaje, co było dobrym znakiem po srogiej porze nagich drzew. Biały puch znikł z ziemi, a wszystko zdawało wracać do życia. No może z wyjątkiem członków Klanu Burzy, jednak nie było to dla niego zaskoczeniem. Aktualnych wojowników było mało, a kociąt nie przybywało aż tak dużo. Dopiero gdy klan usłyszał o ciąży Kurzej Pogoni z Owczą Piersią, pojawiła się nadzieja. Jednak Hiacynt wątpił, by Klan Burzy wrócił do swych księżyców jasności. To, co tworzyła Różana Przełęcz, to był jakiś żart. Nie broniła ich przed niczym, tylko więziła we własnym obozie, a rudy wojownik nie mógł nic zrobić. Zrywanie tego, co stworzył, było złym pomysłem. Ryzykować wszystko, aby nic nie zyskać? Przecież przywódczyni nie wzięłaby jego słów na poważnie, bo była za bardzo w swej wizji obrony klanu. Widać było, że dużej ilości kotów nie podobał się ten pomysł, nawet sama ucieczka Północy mówiła sama za siebie, chociaż tą mógł uznać za dobrą rzecz, a nie za coś złego.
 Ruszył ku wyjściu z obozu samotnie. Nie potrzebował drugiego głosu nad swym uchem, aby ten mówił mu coś innego. Potrzebował chwilowej samotności, aby przemyśleć swe następne kroki. Co ma zrobić, aby wyjść na tym najlepiej? Nie mógł milczeć w nieskończoność. Drugim jego pomysłem było zaczepienie pewnego kocura z Klanu Wilka, jednak znalezienie go na granicy wiązało się prawie z cudem. Jakoby kot, który w prawdopodobnym przypadku zdarzeń był jego wujkiem, unikał go lub był strasznie zajęty. A mógłby rozwiać mu tyle wątpliwości odnośnie jego rodziny, a nawet otworzyć kilka innych dróg. Niestety świat chciał inaczej i nie połączył ich dwóch dróg, na chwilę obecną. Hiacynt włoży wszystkie swe siły, aby tak się stało. 
 Właśnie szedł w stronę Przybrzeżnego Oka, gdzie mógłby na odpocząć od wszystkiego i wszystkich, gdy w polu jego widzenia pojawił się ktoś mu nieznajomy. Szylkretowa kocica przystrojona bielą, którą  wojownik pierwszy raz w życiu widział. Nie wyglądała ona na młodą, więc opcja bycia uczniem któregoś z graniczących klanów odpadała. Poszedł w jej stronę szybkim krokiem, odrzucając ułożone w głowie plany odnośnie spędzenia spokojnie czasu samotnie. Jeszcze tylko brakowało samotników, którzy kradliby zwierzynę z terenów Klanu Burzy. Już pora spadających liści pokazała im, do czego są oni zdolni, więc nie miał zamiaru puszczać to płazem. Wzrok samotniczki padł na niego, chociaż nie wyglądała ona na wystraszoną, a nawet na jej pysku zagościł uśmiech, co nie podobało się rudemu wojownikowi.
 - Witaj przystojniaku. Co tu robi-...? - Nim kocica zdążyła dokończyć pytanie, to rudy wojownik rzucił się na nią z pazurami i przygwoździł do ziemi.
 - To ja powinienem zadać Ci to pytanie. Co robisz na terenach Klanu Burzy? - Zapytał zły Hiacynt. Nie miał zamiaru bawić się w to wszystko, co zaczęła kocica. Nie miał na to cierpliwości. - Nie cenisz swego życia, że chcesz je zakończyć?
 - O matko. Wiedziałam, że jestem taka ładna, ale nie sądziłam, że kocury od razu będą się na mnie rzucać. - Powiedziała kocica. - Nie musisz być taki agresywny. Zacznijmy od początku kochany. - Kocica położyła łapę na poliku kocura, jakoby nie zdawała sobie sprawy, w jakiej sytuacji się znajduje, co zdziwiło kocura. - Jestem Piwonia, a ty przystojniaku, nigdzie się nie wybierasz.

24 października 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Lwiej Paszczy

*Jeszcze przed mianowaniem Północy i Ciszy*

 Czy słyszał o tych dwóch kociętach, które przybyły do obozu? Oczywiście, że tak. Kto by nie słyszał? Już sama wiadomość, że trójka uczniów, a teraz nawet wojowników, zabiła samotnika, rozeszła się szybko. A później przybyły te dwie nieznane mu istoty. Trzymał się od nich z daleka, bo wiedział, że nawet najmniejsza rozmowa z kociakami może przynieść nieoczekiwane zainteresowanie się jego osobą. Tak stało się z tą trójką kociaków Zięby, które przykleiły się do niego. Wspominając o nich, warto powiedzieć, że widział dwie kocicę wyżej wspomniane, które szły w stronę żłobka. Czyżby wypatrzyły sobie tam sobie ofiarę, którą postanowiły przekonać, aby dołączyła do nich? Najwyraźniej się im nie udawało, bo właśnie zobaczył Lew wychodzącą ze żłobka z niezbyt zadowolonym wyrazem twarzy.
 - Myślałem, że tylko uczniowie zajmują się wymienianiem mchu w żłobku, a nie wojownicy.- Powiedział Hiacynt, kiedy kocica znalazła się bliżej niego. - Kogo tam znalazłaś takiego ciekawego, że odwiedzasz żłobek często? Musi tam ktoś być, bo w innym przypadku byś tam nie chodziła z własnej woli. Czyżby to był ktoś z dwójki kociaków, których przyniosłaś do klanu?
 Kocica zerknęła w stronę wojownika.
 - A coś ty taki ciekawski Hiacyncie? - Zagadnęła starszego wojownika, darując sobie wymówienie pierwszego członu jego imienia. - Nie poznaję Cię. Ostatnio wykazywałeś zerowe zainteresowanie moją osobą, a widzę, że zaszła w tobie jakaś zmiana... Tylko mi nie mów, że to przez to, że się starzejesz i chcesz wiedzieć wszystko na temat tego, co dany kot robi w klanie! Bo na to chyba jednak to za wcześnie... - Mówiąc to, przyjrzała się jego sierści, starając się doszukać, chociażby jednego siwego włoska.
 - Nie musisz przejmować moją starością Lwia Paszczo. Do śmierci mi jeszcze daleko, a przynajmniej są jeszcze inne koty w tym klanie, które pójdą szybciej w jej oblicze. - Powiedział rudy wojownik. - Nie odpowiedziałaś, jednak na moje pytanie, starając się zwrócić moją uwagę na coś innego. Jednak ja nie dam się tak łatwo zmylić. Także ponawiam pytanie, kogo tam ciekawego znalazłaś, że odwiedzać żłobek tak często?
 - Nikogo. - Odparła już nieco mniej milej, a to wszystko przez uwagę kocura na temat śmierci. Westchnęła. - Czy to tak naprawdę dziwne, że młoda kotka zagląda do kociarni, aby sprawdzić, jak się miewają kocięta? To instynkt Hiacyncie! - Wytłumaczyła wojownikowi. - Coś, czego ty nie masz i raczej nie będziesz mieć. - Obdarowała go pogardliwym uśmiechem. - W końcu kocięta są przyszłością klanu, trzeba doglądać ich, aby nie zrobiły żadnych głupot. A te dwa głuptasy są naprawdę przeurocze, tak też z przyjemnością do nich zaglądam. - Stwierdziła sarkastycznie. - Zresztą nie tylko ja zaglądam do żłobka, Szepcząca Łapa również. - Zauważyła, na całe szczęście mijała się z liliowym podczas odwiedzin. - Jego również tak wypytujesz?
 - I bardzo dobrze, że nie posiadam tego “instynktu”. - Odparł kocur. - Już po waszym pojawieniu się, mam dość przyczepiania się do mnie jak śnieg do futra. Nie zniósłbym kogoś tak głupiego w mym otoczeniu, którego nawet nie można pouczyć, bo rozpłaczę się przed mymi łapami. - Tu przerwał na chwilę. - Masz racje, Szepcząca Łapa również odwiedza żłobek, ale chyba nie zapomniałaś, że jest to jego obowiązkiem. Tak krótko jesteś wojownikiem, a już zapomniałaś jakie obowiązki mają uczniowie? Taka młoda, a już pamięć szwankuje. No cóż, twój mentor mógłby zadbać o to bardziej, jednak widać, że nie udało mu się to.
 - Straszenie i wyzywanie kociąt raczej nie należy do obowiązków uczniów, ale co ja tam wiem. Gepardzi Mróz pewnie zapomniała mi o tym wspomnieć. A z tego, co słyszałam od znajdek, to tym się głównie zajmuje, gdy je odwiedza. Bo do wymiany mchu to się nie kwapi żaden z uczniów... Może został uprzywilejowany do tego przez fakt bycia synem samej liderki? Niektórym na więcej się pozwala.
 - Straszenie i wyzywanie kociąt? Lwia Paszczo, co to za zarzuty rzucasz na innego ucznia? Jednak nie ja jestem od rozwiązywania takich spraw, a tym bardziej związanych z Szepczącą Łapą. Nie chciałbym wątpić w twoje bardzo ważne zdanie, jednak czyż te sprawy nie powinnaś zgłaszać… No nie wiem… Do Kwiecistego Pocałunku, która jest aktualną opiekunką tych dwóch szkodników?
 - O to się nie martw. Północ i Cisza są na tyle mądre, że to już pewnie zgłosiły, skoro i mnie zechciały o tym poinformować. A co Kwiecisty Pocałunek już z tym zrobi, to jej sprawa. Nie mam zamiaru kwestionować jej zasad wychowania. To ona jest karmicielką, to ona wzięła za nie odpowiedzialność. No i to ona ma władzę absolutną w kociarni. A ja jestem tylko wojowniczką.
 - Wojowniczką, która angażuje się za bardzo w sprawy kociaków, ale jak kto woli. Może twój dar wreszcie się spełni, gdy poczujesz, że to twój czas. Jak sama przyznałaś, kocięta są przyszłością klanu, a aktualnie ich dużo w klanie nie mamy. No cóż… Jakoś nam się nie układa się ta przyszłość. - Po tych słowach wstał i przeciągnął się. - A teraz wybacz mi Lwia Paszczo, mam ważne sprawy do załatwienia, które nie mogą czekać. Do zobaczenia kiedyś Lewku.
 Po tych słowach odszedł od kocicy, zostawiając ją samą, a po chwili zniknął w wyjściu z obozu.

<Lew?>

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Różanej Przełęczy

 Od czasu zawarcia “paktu” z pewną kocicą, minęło już sporo czasu. Jeden z dwóch podpunktów tego paktu został już przez aktualną przywódczynię spełniony. Dostał on jako ucznia Srebrzystą Łapę, którego wyszkolił na wojownika idealnie. Z pewnością jego matka miałaby mu dużo rzeczy do zarzucenia, jednak nie mogła nie przyznać, że teraz niebieski kocur nadawał się wojownika. Minęło kilka wschodów słońca od mianowania Szepta i Srebrzystego na wojowników. Właśnie obserwował jak dwie przybłędy, zostają mianowane na uczniów, choć nie wiedział, czy to miało sens. Co je łączyło z Klanem Burzy? Cztery księżyce, które spędziły w żłobku? To nie było dużo. Po zakończonym zgromadzeniu klanu obserwował jak dwie nowe uczennice, odchodzą gdzieś ze swoimi nowymi mentorami, jednak nie nimi interesował się Hiacynt. Jego wzrok powrócił na pewną szylkretową kocicę, która wcześniej stała w oknie wieży. Gdy zeszła z niej, to rudy wojownik zbliżył się do niej.
 - Czy mogę zaprosić Panią przywódczynie na tajemniczy spacer? - Zapytał wojownik z lekkim uśmiechem na pysku.
 - Jeśli Pan wymaga... - Odpowiedziała kocica, z głosem ubarwionym o melancholię.
 - Oczywiście, że tak. Pani obecność jest obowiązkowa, bo uważam, iż chciałabyś się czegoś dowiedzieć ważnego, co mam Ci do przekazania, prawda?
 - Jakże bym mogła odmówić w takim wypadku...? - Miauknęła lekko niczym panna z bogatego domu.
 - W takim razie zapraszam za mną szybko. Nie chciałbym, aby ktoś inny zabrałby mi Panią. - Powiedział Hiacynt, po czym zmierzył w stronę wyjścia z obozu. Gdy znaleźli się poza nim, kontynuował. - Wiem, jak bardzo kochasz te nasze tajemnicze spacery, bo zauważyłem, że praktykujesz je dość często.
 - Chodziłabym i częściej, gdyby okoliczności pozwalały. - Odparła. - W końcu dobrego towarzystwa nigdy za wiele, nie sądzi Pan?
 - Ma Pani rację. Chociaż znaleźć dobre towarzystwo w tym klanie, to jest jak znaleźć mysz podczas pory nagich drzew - trudne. Te nowe pokolenia niewychowane są i nawet do kilku prostych zasad nie umieją się przystosować. Nie przyzna mi Pani racji?
 - Niestety zgodzić się tu muszę, w każdym pokoleniu się tacy znajdują... na szczęście dla nas, niektórym blisko już do wiecznego światła. - Tu przerwała na moment. - Mimo to, te młode umysły tak szybko przyswajają złe maniery od starszych…
 - Sugeruje coś Pani? - Zapytał Hiacynt, ponownie wbijając w kotkę swój wzrok. - Czyż nie opiekunowie wraz z mentorem kształtują nowe pokolenie? A no tak, zapomniałbym również o tych robakach, które z jakiegoś powodu zalęgają się blisko kociarni.
 - Niestety w niektórych przypadkach i od rodziców pobiera się nauki, nieszczęśliwe dzieci... - Westchnęła jakoś smutno, na kolejny wątek marszcząc nieco czoło. - Cóż Pan powie? Czyżby jakiś nowy rodzaj czy... oh, może powychodziły z ukrycia?
 - Uważam, iż powychodziły z ukrycia. Czyż nie mówią, że pasożyty powracają zawsze po deszczu? Cóż, myślę, że w tym tak się właśnie dzieje, jednak nikt nie zwraca na to uwagi oprócz mej osoby. I to źle. Co poczniemy, jeśli one zalęgną się na dłużej w miejscu, które teoretycznie ma być najbezpieczniejszym miejscem w całym obozie.
 - A czegóż pasożyt…- Zaczęła. - …może szukać w żłobku? Czyżby zagustował w młodych ciałach?
 - Otóż, szuka kogoś, kto mógłby zostać jego ofiarą. Komu może wbić swe przekonania do głowy, stworzyć coś z kota, kiedy ten jeszcze nie ma świadomości, aby pasowało mu do obrazu stworzonego przez niego. Idealna część, która w przyszłości będzie robić to, co robi aktualnie pasożyt.
 - Cóż, w młode, głupie, łatwiej się wgryźć. - Skwitowała, patrząc w zamyśleniem przed siebie, na moment marszcząc czoło. - Czy wiadomo, które z kociąt należałoby "wyleczyć" jako pierwsze? W końcu nie możemy dopuścić, by się rozprzestrzeniły...
 - Tu muszę Ci powiedzieć, iż nie mam zielonego pojęcia. Dwójka z ofiar może być już zainfekowana lub też nie.
 Nim się obejrzał, obóz mieli już daleko za sobą. Mimo iż z początku spacer nie zapowiadał się na miły, to okazał się czymś odwrotnym. Cóż to za niespodzianka.

<Różo?>

22 października 2023

Od Hiacyntowej Łapy (Zwiędłego Hiacynta) CD. Malwowej Łapy (Malwowego Rozkwitu)

*Dawno, dawno temu*

 Chciałby wierzyć we wszystko, co powiedział mu brat, jednak było to niemożliwe. Na własnej skórze wiedział, jak wyglądała ich sytuacja w klanie, a ucieczka była najbezpieczniejszą, dostępną drogą. W ten sposób mógł obronić go przed tym, co przyniesie wojna, jednak Malwowa Łapa tego nie widział. Nie myślał o tym, co będzie później. Dla niego liczyła się tylko szczęśliwa teraźniejszość, co lekko niepokoiło Hiacynta. A co jeśli jakiś kot z Klanu Burzy położy na nim swe łapy i wykorzysta go do czegoś moralnie niezgodnego? Dlatego właśnie rudy kocur starał się być u boku brata, kiedy było to tylko możliwe. Wtedy mógłby zareagować, gdyby ktoś spróbował mu coś zrobić.
 - Nie sądzę, aby tak się stało, jednak zostanę dla Ciebie. - Powiedział rudy kocur, a jego brat wreszcie położył swe przednie łapy na ziemi. - Jednak jeśli cokolwiek się tobie stanie, to obiecuję, że kot za to odpowiedzialny, poniesie odpowiednie konsekwencje. - Tu przerwał na chwilę. Nie ufał nikomu, kto żył w Klanie Burzy. Każdy wydawał się chcieć zaszkodzić tej dwójce na ich każdym kroku. Przecież widział ich wzrok, słyszał ich szepty. - Wracajmy już do obozu. Nie sądzę, aby Owcza Pierś wraz z Lisim Ogonem byli zadowoleni, gdyby nas tu znaleźli.
 Po tych słowach ruszył wraz z Malwową Łapą z powrotem do obozu. Teraz miał pewność, że kremowy kocur nie rozumie problemów, które otaczają ich dwójkę, co nie było dobrym znakiem. To Hiacynt teraz musiał pilnować, aby ten kocur nie wpadł w jedną z pułapek, które szykują im koty Klanu Burzy.

*****

 Czas mijał zdecydowanie za szybko. Nim ten się obejrzał, to na swym karku miał już ponad 40 księżyców. Gdyby ktoś mu to wytknął, to poczułby się naprawdę staro. Za to dobrym znakiem była obecność Malwowego Rozkwitu u jego boku. Chociaż jego brat mógł dorastać, omijając wszystko złe, co mogło zdarzyć się w jego życiu. Właśnie obserwował, jak jego uczeń zostaje mianowany na wojownika, siedząc obok swego brata. Jakiś czas temu to on był mianowany na wojownika, a teraz oglądał własnego ucznia, który przeżywał to samo. Po zakończonym zgromadzeniu przeniósł swój wzrok na kremowego wojownika, który był wpatrzony w sytuacje jak w obrazek. Czasem Hiacynt zastanawiał się, czemu jego brat nie dostał jeszcze swojego własnego ucznia, jednak po chwili odpowiedź przychodziła sama.
 - Malwowy Rozkwicie? - Powiedział rudy wojownik, po czym poczekał, aż kocur zwróci na niego swoją uwagę. - Możemy porozmawiać? Na osobności.
 Kiedy ten się zgodził, to oboje ruszyli w bardziej prywatne miejsce. Gdzieś gdzie nikt nie będzie w stanie usłyszeć ich rozmowy. Nie chciał, aby ktoś przypadkiem ich usłyszał. Ostatni raz spojrzał na Srebrzysty Nów, po czym znikł w wyjściu z obozu. Hiacynt uważał, że składanie gratulacji za zdobycie nowego imienia jest głupie. Czemuż miał gratulować komuś za wykonanie swojego obowiązku w postaci ukończenia treningu? To nie miało najmniejszego sensu. Gdy dwójka znalazła poza obozem, kocur rozpoczął rozmowę.
 - Nie sądzisz, że kontakty z pewnymi kotami mogą nie przynosić dobrych skutków? - Zapytał wojownik, a po chwili Malwinek posłał mu pytające spojrzenie. - Znaczy, nie mam zamiaru ograniczać twoich kontaktów z nikim, jednak chciałem przyciągnąć do twojej uwagi jedną, małą rzecz. Nie sądzisz, że zadawanie się z kimś takim jak Lwia Paszcza, może przynieść Ci same szkody? Zadajesz się z chodzącym przykładem, przez który Klan Burzy jest chodzącym pośmiewiskiem.

<Bracie?>

19 września 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Srebrzystej Łapy

tw: śmierć
*Przed śmiercią Ruczaja i Stokrotki*

 Szylkretowa kocica spełniła swoją obietnicę i powierzyła mu ucznia, którym okazał Srebrzysta Łapa. Cieszył się, że nie będzie musiał spędzać czasu z Szepczącą Łapą, który okazał się niezbyt dobrze wychowanym bachorem, a przynajmniej tak słyszał rudy kocur z plotek. Niebieski kocur wydawał się dla niego czystą kartą. Odnośnie innych kociaków Różanej Przełęczy, mógł powiedzieć kilka słów, jednak jego uczeń był tym jednym wyjątkiem. Wojownik poczekał z boku, aż uczeń zbierze wszystkie gratulacje, aby od razu przejść z nim do treningu. Nie było na co czekać. Im szybciej zaczną trening, tym szybciej uda mu się udowodnić tej kotce u władzy, że można mu zaufać. Ruszyli w teren, chociaż wyglądało to, tak jakby uczeń prowadził wojownika, a nie na odwrót. Z pomocą kilku szybkich kroków znalazł się u jego boku i spojrzał na niego.
 - Jesteś przekonany, że takie właśnie tempo chcesz utrzymywać przez cały trening? - Zapytał Hiacynt, nie odrywając od niego wzroku. - Przypominam, że mamy cały dzień i zwiedzimy każdy zakamarek, który należy do Klanu Burzy. Mogę Ci zagwarantować, że jeśli zachowasz takie tempo, to zanim dojdziemy do drogi grzmotu, to twoje łapy już będą Cię boleć. - Wojownik zauważył, że Srebrzysta Łapa zastanowił się przez chwilę, aby w końcu zwolnić swoje tempo. Czyli, jednak umiał go słuchać i wyciągać wnioski z jego słów. Ciekawiło go czy tak samo będzie słuchał jego poleceń.
 Dwójka kocurów ruszyła w tereny. Zwiedzenie wszystkiego zajęło im sporo czasu, ale Hiacynt spełnił swoją małą obietnicę. Zwiedzili cały teren Klanu Burzy, bez wyjątków. Gdy powrócili do obozu, to księżyc był już wysoko na niebie. Wzrokiem odprowadził Srebrzystą Łapę do legowiska uczniów. Nawet tego nie widząc, mógł sobie wyobrazić, że uczeń rzuca się na swoje legowisko, aby odpocząć przed następnym treningiem. Jednak to był dopiero początek. Cały trening dopiero przed nim.

*****

 Nadeszła pora opadających liści, która okazała się ostrzejsza, niż ten się spodziewał. Zwierzyna znikła z ich terenów, a nawet przypuszczał, że nie działo się to tylko na ich terenach, bo samotnicy zaczęli się pojawiać na terenach Klanu Burzy. Mimo złych warunków trzeba było żyć dalej. Tego dnia zabrał swego ucznia na trening. Nie mógł pozwolić, aby ten niczego się nie nauczył przez złe warunki pogodowe. Tym razem postanowił przećwiczyć z nim biegi długodystansowe, które były bardzo ważną umiejętnością. Każdy kot należący do klanu powinien umieć w szybki sposób przemieścić się z punktu A do punktu B.
 - Nie zwalniaj Srebrzysta Łapo! - Powiedział wojownik, gdy zauważył, że uczeń nie utrzymuje ustalonego przez niego tempa. - Ćwiczenie nie będzie miało żadnego skutku, jeśli je przerwiesz. - Dwójka kocurów biegła od wyjścia z obozu, a mieli dobiec do Upadłego Potwora i dopiero tam odpocząć. Hiacyntowi wydawało się, że była to najdłuższa trasa, która nie była pełna błota, więc właśnie tę trasę wybrał. - Już prawie jesteśmy na miejscu, nie przestawaj.
 Po tych słowach przyśpieszył tempo. Ciekawił się czy niebieskiemu kocurowi uda się utrzymać przy jego boku, czy podda się on i zwolni lub padnie na ziemię. Nagle dostrzegł on bure futro pośród traw. Zwolnił swój bieg aż do momentu, gdy nie stanął. Ogonem polecił młodszemu, aby zrobił to samo co on. Niebieskie oczy kocura były wbite w nieznajomego, który bezskutecznie próbował coś złapać. Skanował wzrokiem on każdy centymetr futra samotnika oraz każdy jego ruch. Znał go, a raczej kojarzył. Był to samotnik, który kiedyś zaatakował go na patrolu i był stwórcą jego jednej blizny. Teraz stał on kilka skoków królika od niego. Wychudzony, głodny i pewnie słaby. Lepszej szansy Zwiędły Hiacynt by nie dostał.
 - Zostań tutaj. - Polecił rudy kocur, widząc, że uczeń ledwo może złapać oddech, a sam poszedł w kierunku intruza. Nie zajęło długo, aby ten go zauważył, a jego wzrok wylądował na Hiacyncie. - Popełniłeś wielki błąd, wracając tutaj. - Syknął w jego stronę, wyciągając pazury. Gdy był wystarczająco blisko, to skoczył na kocura, przewalając go na ziemię. Samotnik był za słaby, aby szybko strącić wojownika z siebie. Kiedyś Zwiędły Hiacynt był w takiej sytuacji, a teraz zastąpił go jego dawny oprawca. Przejechał on pazurami po pysku burego, aby po chwili wbić swe kły w jego szyję. Zacisnął on je na szyi Wiatru, po czym oderwał mu spory kawałek futra wraz ze skórą. Krew pojawiła się momentalnie. Wyrzucił gdzieś na bok kawałek samotnika i obserwował jak życie, ucieka z jego ciała, aby po chwili usłyszeć czyjś głos.
 - Zwiędły Hiacyncie? - Do jego uszu dotarł głos Srebrzystej Łapy, który widział wszystko. Sam go przecież tam zostawił, aby nie brał w tym udziału. Odszedł od Wiatru i obrócił w stronę niebieskiego ucznia.
 - Wystarczy na dziś treningu. Wracamy do obozu. - Po tych słowach ruszył w stronę obozu, oczekując, że kocur ruszy za nim.

*****

 Nadszedł następny dzień i w tym dniu został wyznaczony ze Srebrzystą Łapą oraz Mżystym Futrem do porannego patrolu. Wyszedł z legowiska wojowników i zmierzył w stronę legowiska uczniów. Musiał obudzić swego ucznia i zabrać go na miejsce, w którym miał się spotkać ze srebrnym wojownikiem.
 - Srebrzysta Łapo, wstawaj! Ja i Mżyste Futro nie będziemy czekać wiecznie. - Powiedział głośno Zwiędły Hiacynt, gdy znalazł się przed wejściem do legowiska. Nie miał ochoty tam wchodzić, więc miał nadzieję, że uczeń usłyszy jego słowa i wykona jego polecenie. Nim zdążył policzyć koty w obozie, to kocur pojawił się u jego boku. - Chodź. Reszta naszego patrolu już pewnie czeka na nas.

[864 słów, biegi długodystansowe]
<Srebrzysta Łapo?>
[Przyznano 14%]

23 sierpnia 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Lwiej Łapy

 Słowa wypowiedziane przez młodszą kocicę sprawiły, że ten się zatrzymał. Jego zły wzrok padł na nią. Uczennica uderzyła w jego słaby punkt, który próbował tak bardzo ukryć. Dużo pytań ponownie pojawiło się w jego głowie, a na żadne nie znał odpowiedzi. Powróciło to niezbyt miłe uczucie, które wojownik próbował ukryć od dawna. Skąd ona wiedziała o jego matce? Nie powinna posiadać takich informacji. Nie powinna o niczym takim wiedzieć. Nie po to próbował ignorować te fakty, aby teraz kocica je rzucała w jego pysk.
 - Co powiedziałaś?! - Wysyczał kocur, zbliżając pysk do pyska kocicy. Obiecał sam sobie, że swoje emocje będzie trzymał na wodzy, jednak nie umiał spełnić tej obietnicy. Coraz częściej był świadkiem swojego działania pod wpływem emocji, co mu się nie podobało. - Rasizm działa w dwie strony i nie mogę zaprzeczyć, że Klan Burzy nie ma problemów z gloryfikowaniem i nienawidzeniem kotów z rudym futrem, bo byłoby to kłamstwo. Jednak nie masz zielonego pojęcia, co to znaczy być prześladowanym przez każdego kota w klanie. - Z każdym słowem zbliżał się do niej bardziej i bardziej. - Masz swoją idealną rodzinę, która będzie Cię wspierać. Nigdy nie poczujesz, jak to jest być sądzonym przez wszystkich za coś, czego nie zrobiłaś!
 Uczennica wystraszyła się nie na żarty, gdy Hiacynt zbliżył swój pysk do niej. Zaczęła mocno żałować, że nie miała koło siebie Gepardziego Mrozu, która by nie dopuściła do tej sytuacji. Po raz pierwszy brakowało jej towarzystwa szynszylowej, ale tylko przez chwilę. Z szeroko otwartymi oczami wsłuchiwała się jego słowa. Położyła po sobie wywinięte uszy i przełknęła ślinę.
 - Czyli ty... - Wydukała, oj matka by ją zlała, jakby ją zobaczyła w tej chwili, trzęsącą się dukającą galaretę. - Ja cię nie będę osądzać, Hiacyncie... Tylko głupcy osądzają innych, a to wszystko przez ich zajęcze serca. Boją się, że sami będą osądzeni. - Starała się ukryć towarzyszący jej strach i pewniej stanęła na swych małych łapkach, unosząc wysoko głowę, by móc spojrzeć się w błękit oczu kocura.
 - Nie obiecuj tego, czego nie możesz spełnić Lwia Łapo. Tym bardziej że właśnie to zrobiłaś. Samo wspomnienie o kotce, o której nie powinnaś nigdy wiedzieć, jest zastanawiające. Myślisz, że znasz mnie i moją rodzinę? Że możesz rozgryźć mnie i domyślić się, o czym aktualnie myślę? Nie wiesz o mnie nic, a dalej byłaś w stanie mnie osądzić. Jesteś jak reszta kotów tego klanu i nawet twoje rude futro tego nie zmienia.
 - Powiedziałam to, bo byłeś dla mnie niemiły! Ugh. A ja tylko chciałam się z tobą zaprzyjaźnić... - Mruknęła zirytowana. Odskoczyła kawałek od kocura, gdyż bliskość jego pyska zaczynała być zbyt przytłaczająca dla rudej. - I nie jestem jak reszta! Nie porównuj mnie do innych! Jestem lepsza... Koty przestaną cię osądzać, jak pozwolisz się im lepiej poznać. W szczególności kotom takim samym jak ty. Wiesz co? Mógłbyś brać przykład ze swojego brata, idzie z nim normalnie porozmawiać, a z jego pyska prawie wcale nie schodzi uśmiech. A to dodaje mu uroku. Tobie też by pasował.
 Uczennica uśmiechnęła się słodko na wspomnienie kremowego kocura. Rudy wojownik znowu zbliżył się do niej, słysząc jej słowa. Ta glizda miała do czynienia z jego bratem?! Nie mogła! Jeszcze go zmieni. Popsuje!
 - Po pierwsze, nie waż się stawiać łapy obok Malwowego Rozkwitu! Jeśli tylko usłyszę, że próbujesz mu coś wcisnąć, to wiedz, że zapomnę o twojej całej gadce odnośnie bycia miłym do rudych kotów i zasmakujesz własnego lekarstwa. - Tu przerwał na chwilę, widząc, że kocica trzęsie się bardziej niż drzewa podczas burzy. Musiała być wystraszona i był to dobry znak. Niech zna powagę sytuacji i to, że kocur zrobi wszystko, aby ratować brata od tego świństwa. - A po drugie, czemu miałbym być miły i ukazywać swe słabości dla kogoś, kto życzy mi śmierci? Ma to tyle sensu, co rzucanie się do rzeki, gdy nie umie się pływać. To jest proszenie się o atak, proszenie się o śmierć. Nie jestem głupcem Lwia Łapo.

<Lew?>

22 sierpnia 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Lwiej Łapy

 Czy Różana Przełęcz robiła mu na złość, czy to był czysty przypadek? Gdyby musiał wybierać, to wybrałby pierwszą opcję. Na pewno musiała robić mu na złość, wyznaczając go z Lwią Łapą w jednym patrolu. Niby była tam również jej mentorka, jednak ta jak na złość, się nie pojawiła. Czego mógł oczekiwać po kotce, która zakończyła trening, mając prawie 60 księżyców na karku? Dziwił się tylko, że Tygrysia Gwiazda pozwoliła jej zostać wojownikiem, a później nawet mentorem. Na jej miejscu już dawno by wyrzucił Gepardzi Mróz z klanu, a jak nie, to chociaż nie dawał jej żadnego ucznia.
 Szedł w ciszy z rudą uczennicą u boku w stronę granicy z Klanem Nocy, tam właśnie miał rozpocząć się ich patrol. Mieli przejść granicę z Klanem Nocy i Klanem Klifu, co było długą podróżą. Zdecydowanie zastępczyni zrobiła to wszystko, aby go zezłościć. Jak inaczej mógłby wytłumaczyć ten przypadek?! Z każdym krokiem żałował tego, że nie protestował, gdy usłyszał tę wieść. Wszystko to osiągnęło swój szczyt, gdy usłyszał głos kotki, która rozpoczęła rozmowę. Już wolał cały patrol milczeć i nie zamienić żadnego słowa z tą rudą kocicą, jednak do głowy wpadł mu lepszy pomysł. Jego wzrok padł na kotkę, kiedy ta zaczęła swój monolog odnośnie jego aktualnego imienia.
 - Stąpasz po cienkim lodzie Lwia Łapo. Bardzo cienkim. - Tu na chwilę przerwał i wlepił swój wzrok przed siebie. - Widzę, że twoja gadka ma do czegoś prowadzić, więc czego chcesz?
 - Po prostu chcę wiedzieć, dlaczego nazywasz się właśnie Zwiędły Hiacynt. - Odparła ruda uczennica, co było prawdą, jak i poniekąd kłamstwo. - Hiacynt samo w sobie brzmi pięknie, a ten cały Zwiędły psuje efekt. A ponoć to właśnie ten człon zyskałeś, stając się wojownikiem. Tak przynajmniej słyszałam… - Kocur tylko westchnął głośno.
 - Dobrze, podtrzymujmy to kłamstwo dalej, jak bardzo chcesz. Skąd dostałem takie imię? Można powiedzieć, że jest to prezent od naszej aktualnej przywódczyni. To będzie dobre uzasadnienie i mam nadzieje, że jesteś usatysfakcjonowana odpowiedzią, bo lepszej nie dostaniesz. Jeśli nie masz nic lepszego do dodania, to zamilcz, bo ja nie mam zamiaru podtrzymywać na siłę tej konwersacji.
 Po tych słowach kocur przyśpieszył kroku, nie zważając na to, czy kotka utrzyma go, czy nie. Nie chciał z nią rozmawiać, to chociaż skończy to, jak najszybciej jak to się dało. Po chwili kocica pojawiła się ponownie u jego boku. Odpowiedź kocura nie brzmiała satysfakcjonująco. Właściwie to kocica czuła się jakby dostała deja vu po pysku, co jej się bardzo nie spodobało, oj bardzo. Przycisnęła mocniej łapę do podłoża, lekko drgnąwszy ogonem pokazując co myśli o jego odpowiedzi.
 - Rozumiem, że to drażliwy temat. - Podjęła w końcu, przekrzywiając lekko łebek, po tym, jak przyglądała mu się w ciszy. Czyżby go zdenerwowała? To by wyjaśniało jego ostry ton i chęć zakończenia rozmowy. - Przepraszam Zwiędły Hiacyncie, nie chciałam cię urazić. Chciałam cię po prostu lepiej poznać tak jak każdego innego współklanowicza.
 - Nie sądzę, aby tak było. Ciągnie Cię do każdego współklanowicza, który ma odrobinę rudego futra w sobie. Skądś kojarzę bardzo to zachowanie… Więc nie uważaj mnie za głupca, bo staje się to irytujące.

<Lew?>

21 sierpnia 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Iskierki (Iskrzącej Łapy)

*Jeszcze w porze spadających liści*

 Właśnie wszedł do obozu po polowaniu, które do łatwych nie należało. Pora nagich drzew zbliżała się coraz bardziej, co zmniejszało szansę na udane polowanie. Dlatego teraz powinni polować, jak najwięcej się dało, aby później nie głodować. Obok jego boku przeszła Kwiecisty Pocałunek, która była z nim na polowaniu. Była naprawdę dobrą towarzyszką do tego, bo była jedyną kotką, która utrzymywała dobre relacje z Hiacyntem. W swym pysku kocica niosła królika, którego udało jej się złapać z małą pomocą kocura. Niestety on nie miał tyle szczęścia co niebieska kotka i tym razem nie udało mu się nic złapać. Jednak zawsze jeden królik jest lepszy od niczego. Gdy tak szedł przed siebie, to nie zwrócił uwagi na małą kulkę futra, która wpadła w jego łapę. Było to jedno z kociąt tej samotniczki i Leśnego Pożaru, które powoli zaczęły wypełzać ze żłobka. I oni kiedyś będą uczniami? Nie mógł sobie tego wyobrazić. Patrzył na kotkę z irytacją, oczekując, że ta przeprosi i odejdzie od niego jak najszybciej, jednak tak się nie stało. Wypaliła głupią śpiewkę o podziwianiu jego futra, co było naprawdę okropnym i oczywistym kłamstwem. Warknął on cicho i łapą odsunął ją od siebie.
 - Kłamanie Ci nie idzie, musisz ćwiczyć dalej. Lub uważać na tych, co dbają o klan, w którym żyjesz. - Warknął wojownik i zanim kocica zdążyła cokolwiek powiedzieć, to poszedł dalej. Nie miał czasu na głupie kocięta i ich zabawy. Miał lepsze rzeczy niż pilnowanie nie swoich kociąt.

****

 Hiacynt siedział na skraju obozu, a między łapami miał mysz, a przynajmniej to, co z myszy zostało. Wziął następny kęs, co chwilę skanując wzrokiem obóz. To była jego jedna z ulubionych aktywności. Z takiego siedzenia i obserwowania innych wynosił dużo ważnych informacji. Tym razem nie mógł tego robić w spokoju, bo zauważył, że pewna ruda kocica zmierza w jego stronę. Widząc Iskrzącą Łapę, na jego pysku pojawił się grymas niezadowolenia. Jeszcze tego mu brakowało.
 - Czego chcesz Iskrząca Łapo? - Zapytał wojownik, kiedy ta się zbliżyła. - Nie powinnaś ćwiczyć na treningu, zamiast zawracać mi głowę?

<Iskro?>

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Rozżarzonego Płomienia

 Wsłuchując się w słowa starszego, ten miał ochotę zaśmiać mu się prosto w pysk. Nie miał żadnej racji, jego futro nie sprawiło, że ten był lepszy od innych, a nawet w pewnych momentach mógł powiedzieć, że tylko pogorszyło jego życie. Teraz ten staruch stał przed nim, próbując mu wmówić, że było całkowicie inaczej. On pewnie nie wiedział nic o aktualnym życiu rudych w klanie.
 - Nie okłamuj mnie Rozżarzony Płomieniu, bo to, co mówisz, nie działa już w dzisiejszych czasach. - Powiedział wreszcie rudy wojownik, wbijając swój wzrok w pomarańczowe oczy starszego. - Przyjrzyj się bardziej Klanowi Burzy. Ta twoja ukochana gwiazdka leży już dawno pod ziemią i nawet Klan Gwiazdy nie sprawi, że ponownie odżyje. Wasze czasy już się skończyły, a ty zaraz skończysz tam, gdzie Piaskowa Gwiazda.
 Widać było, że starszy nie był zadowolony z odpowiedzi wojownika. Po chwili usłyszał syk starszego, który okazał się większy od niego.
 - Odszczekaj to!
 - Zmuś mnie staruchu! Wasza wyższość rudości już umiera i umrze razem z tobą! Już to nie działa tak, jak to ustawiłeś w swej głowie. Jeśliby to dalej działało, to czemu nie jestem uważany za tego lepszego, a wszyscy uważają mnie za padlinę! Rudzi czy nie rudzi uważają mnie za najgorsze, co przytrafiło się temu klanowi, a ja nie wiem dlaczego. Jak jesteś tak wszystkowiedzący, to oświeć mnie!
 Zły Hiacynt wpatrywał się w rudego kocura. Może chociaż on znał odpowiedź na to krępujące go pytanie. Wszystko zaczęło się od głupiego królika, a skończyło się na kłótni. Od początku wiedział, że to był zły pomysł.

<Rozżarzony Płomień?>

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Piaska (Piaskowej Łapy)

 Mianowanie kociąt Różanej Przełęczy zbliżało się coraz szybciej, jednak na początku miało odbyć się mianowanie kociąt tej okropnej samotniczki. Modlił się, aby tylko te kocięta odczepiły się od niego i dostały dużo nowych obowiązków. Wtedy nie będą miały czasu na atakowanie go głupimi pytaniami. Przemierzając obóz, szukał wzrokiem zastępczyni, aby ponownie przypomnieć jej o ich małej umowie. Ciekawiło go to, czy szylkretowa kocica dotrzyma swojej obietnicy i przyzna mu swoje kocię jako ucznia. Mógł sprecyzować które kocię chciał, jednak wtedy ta mogłaby się na to nie zgodzić. Nawet nie zauważył, gdy Piasek pojawił się obok niego. Nie powinien się przygotowywać do mianowania? Nagle do uszu wojownika dotarło pytanie od kociaka. Więc to dlatego zawracał mu głowę? Obszedł go dookoła, przyglądając mu się dokładnie.
 - Powiedzmy, że podzielę się z tobą moją wiedzą, ale jak obiecasz się nie dzielić tym z nikim. - Powiedział po dłuższej ciszy kocur. - Inni powiedzą Ci, że to są głupoty, nawet kłamstwa, jednak oni są głupcami. Co ty na to? - Gdy tylko dostał pozytywną odpowiedź od młodszego kocura, to kontynuował. - Nie ufaj nikomu. Wszyscy tutaj wbiją Ci pazury w plecy, kiedy tylko przyjdzie na to czas. Nawet twoja własna siostra. - Tu przerwał na chwilę, a swój wzrok rzucił na rudą kotkę, która siedziała obok Zięby w żłobku. - Zauważyłeś jej zachowanie? Jakich słów używa, kiedy rozmawia? To nie jest przypadek.
 - Ale… - Zaczął kociak, jednak Hiacynt swą łapą zasłonił jego pysk.
 - Nie skończyłem jeszcze Piasku. Każdy w tym świecie ma swoją rolę, a ona chce ją zmienić. Stąpa po lodzie, który sama stworzyła i który wcześniej czy później rozpadnie się pod nią. A wtedy nie ma już odwrotu. Jeśli uzna Cię za przeszkodę na jej drodze, to mogę Ci zagwarantować, że poczujesz jej pazury na swojej skórze.
 Swój wzrok pokierował na kociaka, który wyglądał na przestraszonego. Tak samo, jak wtedy, kiedy rudy wojownik powiedział mu o tym, że za obozem jest okropnie. Wpatrywał się w kocię do czasu, gdy te nie postanowiło się odezwać.
 - Dziękuje Panu za radę. Muszę już wracać do żłobka. Do widzenia!
 Zwiędły Hiacynt obserwował jak mała, kremowa kulka futra wraca do żłobka. Ciekawiły go myśli, które teraz kręciły się w jego głowie. Czy przyjmie jego radę do serca, czy dalej będzie szedł w to przedstawienie? Pod pewnym kątem przypominał wojownikowi jego z przeszłości.

****

 Trójka kociaków została wreszcie mianowana i na całe szczęście, Hiacynt nie stał się mentorem żadnego z nich. Samo patrzenie jak całe rude rodzeństwo dostaje nie rudych mentorów, było śmieszne. Pysk Lwiej Łapy zapamięta do końca swojego życia. Minęło trochę czasu od ich mianowania, a rudy kocur dostrzegł Piaskową Łapę, wchodzącego do obozu wraz z jego mentorem. Po chwili uczeń został sam, co było idealną porą na rozmowę z kremowym uczniem. Powoli podszedł do niego, a żółte oczy kocura wylądowały na nim.
 - Jak tam Piaskowa Łapo? Podoba Ci się życie jako uczeń czy miałem rację odnośnie tego, co jest za obozem?

<Piasek?>

09 sierpnia 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Piaska

 Gdyby tylko mógł, to unikałby żłobka jak ognia. Kociaki i użeranie się z nimi, to nie było dla niego. Wolał spokój i ciszę od wrzasków lub pisków tych kulek futra. Nie dość, że były one irytujące, to jeszcze wymagały twojej całej uwagi i nie rozumiały niczego. Były po prostu głupie i dopóki nie zaczną swojego treningu, takie zostaną. Właśnie zmierzał z myszą w pysku do tego właśnie przeklętego miejsca. Jeden z wojowników go tam wysłał, aby przynieść zwierzynę dla Zięby. Mimo iż nie chciał, to musiał to zrobić. Idąc w stronę żłobka, zauważył, że przed nim siedzi jedno z kociąt rudej samotniczki, które niestety rozpoczęło rozmowę, gdy ten się zbliżył.
 Z początku Hiacynt myślał, że może wykorzystać go, aby ten doniósł zwierzynę jego matce, co było dobrym pomysłem, jednak runęło to chwilę później. Może i teraz nie musiał wchodzić do środka żłobka, ale wpakował się w rozmowę z kociakiem. Już miał odchodzić, gdy usłyszał pewne pytanie. Było ono bardzo podobne do tego, które sam wojownik zadawał, kiedy był jeszcze kociakiem. Stanął i odwrócił się w stronę Piasku, świdrując go swym wzrokiem.
 - Mówisz mi, że chcesz wiedzieć, jak wygląda życie poza obozem? - Zapytał rudy kocur, nie odrywając wzroku od mniejszego kota. Gdy otrzymał pozytywną odpowiedź, to kontynuował. - Wyobraź sobie, jak twoim zdaniem wygląda życie poza obozem, ale nie mów mi tego. - Tu poczekał chwilę, aż kociak wykona, to co mu powiedział. - Teraz przekreśl, to co sobie wyobraziłeś, bo to nie jest rzeczywistość. Poza obozem nie ma nic ciekawego, a tym bardziej bezpiecznego. Za każdym razem, gdy stawiasz łapę poza obozem, to ryzykujesz, że już nigdy nie wrócisz do niego na własnych łapach. Życie nie jest ani trochę kolorowe.
 - N...Naprawdę? - Zapytał przerażony kociak. Najwyraźniej nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Ale co innego mógł mu powiedzieć wojownik? Nie mógł go okłamać i wyśpiewać, że poza obozem jest cudownie, bo by mu tylko zrobił nadzieje, które nie byłyby zgodne z rzeczywistością.
 - Tak wygląda świat, w którym żyjemy. Ciesz się, że jesteś jeszcze kociakiem, bo to są najszczęśliwsze księżyce twojego życia. Po nich jest tylko gorzej.

<Piasku?>

08 sierpnia 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Różanej Przełęczy

*Dokładnie po wyzwoleniu Klanu Burzy*


 Zwiędły Hiacynt przemierzał polanę, co chwilę skanując koty przechodzące obok swoim wzrokiem. Bezsensowny plan Tygrysiej Gwiazdy zadziałał, jakimś cudem. Byli wolni, chociaż tego sformułowania by nie użył wojownik. Dalej nad nimi panowała Tygrysia Gwiazda, która doprowadziła do tej wojny, wraz ze swoją zastępczynią, która nie była dobrą kotką. Właśnie przechodził obok zastępczyni, która grzebała w stosie zwierzyny. Najwyraźniej dostrzegła go, bo po chwili usłyszał jej głos.
 - Zdaje się, że miałam rację. - Ten tylko prychnął cicho i stanął, słysząc jej słowa.
 - Mówią, że głupcy mają szczęście. I ta sytuacja jest idealnym przykładem, że to jest prawda.
 Po tych słowach odszedł od kocicy, nawet nie czekając na to, aż ta odpowie. Miał lepsze rzeczy do roboty niż droczenie się z szylkretową kotką odnośnie głupich spraw. Zmierzył w stronę wyjścia z obozu, gdzie czekał już na niego jego brat.

*****

 Rudy wojownik wyszedł z swojego legowiska i rozciągnął się. Od kiedy ta samotniczka i Różana Przełęcz dorobiły się kociaków, to pod łapami Hiacynta pojawiały się małe kulki futra. Było to irytujące, jednak kocur nic nie mógł z tym zrobić. Gdyby te jeszcze nie próbowały z nim rozpocząć rozmowy, to nie byłoby takiego dużego problemu. Ta ruda kotka o imieniu Lew była najbardziej irytująca z całej tej ósemki kociaków. Przykleiła się do niego jak rzep do jego ogona i nie chciała odpuścić. Miał nadzieję, że gdy zostanie uczniem, to odczepi się od niego na zawsze.
 Kocur szybko przeskanował wzrokiem obóz, a jego wzrok utknął w szylkretowej zastępczyni, która siedziała blisko żłobka. Nie zdziwił go ten widok. Od kiedy ta dorobiła się kociaków, to widział ją częściej w tym miejscu. Dopiero po chwili dostrzegł, że zastępczyni nie jest sama. Obok niej siedziała jedna z jej małych kulek futra, która zwała się Rumianek. Szylkret grzebał łapą w ziemi, a przestawał co chwilę, aby coś powiedzieć do Różanej Przełęczy. Bez większego namysłu, Hiacynt poszedł w ich kierunku. Gdy znalazł się blisko nich, kocica wbiła w niego swój chłodny wzrok i zakryła Rumianka swym ogonem, co zdecydowanie się nie podobało kociakowi.
 - Witaj Różana Przełęczo. Od kiedy zostałaś matką, to wcale się nie widzieliśmy. - Powiedział kocur, kiedy znalazł się blisko nich. - Jeśli się nie mylę, to to jest jedno z twoich kociąt. Rumianek, prawda?
 - Nie sądziłam, że tak szybko stęsknisz się za moją osobą. - Odpowiedziała kocica, lekko unosząc czoło. - Czyżby doskwierała ci samotność z powodu deficytu mojego towarzystwa? - Tu zatrzymała się na moment, zerkając kątem oka na ukryte kocię. - Owszem, Rumianek.
Wojownik zaśmiał się cicho na jej słowa. Jak bardzo by się starał to i tak ta kocica zawsze go zaskakiwała.
 - Za tobą będę stęskniony zawsze, a najbardziej za twoimi sarkazmami. Nie zmieniłaś się ani trochę. - Odpowiedział kocur. - Rumianek… Widać, że wygląd odziedziczyła po tobie. Nie obawiasz się o nią? Dobrze wiesz, co rządzi dla niektórych w tym klanie, a twe jedno kocię zalicza się do tej grupy. Nie obawiasz się, że pójdzie za nimi?
 Kotka utkwiła na nieco dłuższy moment spojrzenie czujnych oczu na pysku Hiacyntu.
 - Prawie każda matka obawia się o swoje kocięta. I jestem w pełni nastawiona na to, by pomóc jej ukształtować prawidłową drogę. Bez względu na koszta.
 - Dobrze wiesz, jaki jest Klan Burzy i tego nie muszę Ci uświadamiać, a dalej zdecydowałaś się, by mieć kocięta. A co jeśli źle wybierze? Wiesz dobrze, że obok w żłobku masz dokładną reprezentację tej grupy.
 Zwiędły Hiacynt znów został obdarzony dość nieprzyjemnym spojrzeniem, rodzaju „masz mi coś do zarzucenia?”, jednak zaraz przez nos kotki przeszedł uspokajający, nieco zrezygnowany wydech.
 - Wychowanie moich kociąt i kwestię czy powinnam je posiadać, czy nie, zostaw mnie, Zwiędły Hiacyncie. Podobnie jak obawy o ich przyszłość. - Odpowiedziała, patrząc w jego niebieskie oczy. - Poza tym, to nie tak, że podoba mi się fakt, że muszę dzielić żłobek z pomiotami zdrajcy, rasisty i przybłędy, której nawet dobrze nie znamy. Ale jak możesz zauważyć, moja władza w tej sprawie jest ograniczona. - Dodała bardziej obojętnie, ze zrezygnowaniem i spokojem.
 - Nie mów tak o nich! - Krzyknął szylkretowy kociak, który najwyraźniej dokładnie nasłuchiwał ich konwersacji.
 - Miałem się nie wtrącać, ale już widzę, że twoja pociecha zaczyna chłonąć te zasady pod twoim czujnym okiem. - Na pysku wojownika zagościł lekki uśmiech. - Czy tego nie chciałaś uniknąć?
 - Mam ci przypomnieć o Piaskowej Gwieździe, bo twoja pamięć widocznie jest tak niezwykle słaba? - Zapytała kocica, patrząc na swe kocię z góry. Coś w jej wzroku mówiło “Jeszcze raz się wtrącisz, a idziesz do ojca”, po czym zerknęła znów na Hiacynta, odwzajemniając jego "uśmiech". - Jedyne czego mogę Ci życzyć, to powodzenia dla ciebie, kiedy jakimś cudem dorobisz się swoich. A czy uniknę całkowicie? Najwidoczniej nie. Jednak zawsze można się czegoś pozbyć. Wymazać. Unieszkodliwić problem. - Kontynuowała z lodowatym spokojem i wciąż z tym samym wyrazem pyska, jakby wszystko miała pod kontrolą, lub przynajmniej coś planowała. - Gra się wciąż toczy, to nie tak, że jedna stracona szansa dyskryminuje kolejne.
 - Proponujesz mi coś Różana Przełęczo? Wiesz dobrze, że tych problemów można pozbyć się za machnięciem łapy. - Po tych słowach usłyszał on pisk Rumianku. Zdecydowanie ten nie był zadowolony z żadnych słów, które padły z pyska wojownika lub zastępczyni.
 - Nie mówcie tak o nich! - Pisnął niezadowolony. - Oni jako jedyni się ze mną bawią i są świetni! Niezależnie jak bardzo ich wyzywacie, to i tak nic to nie zmieni!
Kocica prychnęła, jednak bez większego zirytowania.
 - To by-.... - Tu przerwała, patrząc na Rumianka ze zniecierpliwieniem. - Przepraszam na chwilę. - Kocica wstała, chwyciła kociaka bezceremonialnie za kark, po czym sztywnym krokiem zaniosła w głąb żłobka, gdzie najpewniej siedział Powiew. Rudy kocur szedł za nią wzrokiem, zanim ta zniknęła w środku żłobka. Więc istnieją pewne granice, a jedną z nich przekroczył właśnie ten kociak. Hiacynt poczekał chwilę, zanim zastępczyni do niego wróciła, owiana aż niekomfortowym spokojem. Westchnęła ciężko, zanim zaczerpnęła powietrza do odpowiedzi. - Wybacz. Widocznie niektóre z moich kociąt mają niezwykłą przypadłość późnego rozwoju. A myślałam, że głupota z dziadków nie przechodzi. - Mruknęła lekko, po czym wskazała głową na wyjście z obozu. - Masz może ochotę się przejść?
 Wojownik zeskanował ją wzrokiem, próbując wyczytać jej myśli. Od kiedy ta stała się taka miła? To nie było podobne do chłodnej kocicy, którą znał. Przejechał ogonem po ziemi.
 - Z chęcią się przejdę. Muszę odpocząć od tego obozu i kotów w nim. - Powiedział po dłuższej chwili Zwiędły Hiacynt i nie czekając na kotkę, poszedł w stronę wyjścia z obozu.

< Różo? <3 >

16 lipca 2023

Od Zwiędłego Hiacynta Do Tygrysiej Gwiazdy

*Przed mianowaniem Malwowego Rozkwitu*

 To, co działo się z treningiem jego brata, stawało się z dnia na dzień coraz bardziej irytujące. Malwowa Łapa z pewnością mógłby zostać już wojownikiem, jednak nic takiego się nie wydarzyło. Ten kocur miał 30 księżyców i dalej był uczniem! Niby Gepardzia Łapa miała więcej na karku, ale ona zmieniała pozycje z medyka na wojownika, a kremowy kocur tego nie robił. Irytowało to Hiacynta i to bardzo. Owcza Pierś z pewnością przetrzymywał jego brata jako ucznia, a ich przywódczyni nic z tym nie robiła. Jakby ten problem nie istniał. Kremowy uczeń umiał już naprawdę dużo, nawet rudemu wojownikowi zdarzyło się zauważyć, że ten wziął się za naukę od czasu, gdy Hiacynt został mianowany na wojownika. Jego umiejętności tylko rosły z dnia na dzień, czego świadkiem był Zwiędły Hiacynt, który obserwował z uwagą każdy jego krok.
 Uderzył zły ogonem, widząc jak Owcza Pierś, wychodzi z obozu wraz z grupą wojowników. Ten biały kocur grał mu na nerwach od dłuższego czasu, a on nie mógł z tym nic zrobić. Kątem oka dostrzegł, że pewna ruda kocica właśnie wchodziła sama do swego legowiska. Czyżby to był znak, aby wreszcie rozwiązać tę sprawę, która ciągnęła się w nieskończoność? Możliwe. Czas wziąć to w swoje łapy.
 Poczekał chwilę, po czym wstał i udał się w stronę legowiska przywódczyni. Długo nie zajęło mu dojście do legowiska, a tylko gdy wszedł do niego, to ujrzał Tygrysią Gwiazdę wbijającą w niego swój wzrok.
 - Tygrysia Gwiazdo, musimy porozmawiać. - Rzekł Zwiędły Hiacynt. - I to nie może czekać.
 - W takim razie, słucham Zwiędły Hiacyncie. - Powiedziała po chwili ciszy ruda kocica. Wojownik wbił w przywódczynie swe niebieskie ślepia, układając w głowie, to co ma powiedzieć.
 - Chodzi o Malwową Łapę, a dokładniej o jego trening. - Zaczął rudy wojownik. - Ma on na swym karku już 30 księżyców, jest świetnym wojownikiem, ale, z jakiegoś powodu, dalej jest uczniem. Myślałem, że jak uczeń zdobędzie wszystkie potrzebne mu umiejętności i będzie w nich dobry, to wreszcie stanie się wojownikiem, a nie będzie dalej uczniem. Zgodzisz się ze mną? - Ani na sekundę nie spuścił wzroku z Tygrysiej Gwiazdy, a gdy dostał pozytywną odpowiedź, to kontynuował. - W takim razie powiedz mi, dlaczego mój brat dalej jest uczniem?

<Tygrysia Gwiazdo?>

21 czerwca 2023

Od Zwiędłego Hiacynta Do Rozżarzonego Płomienia

 Klan Burzy wreszcie był wolny. Żaden kot z Klanu Wilka nie włóczył się teraz po ich obozie i mogli wreszcie wychodzić samotnie z obozowiska. W tym całym szczęściu pojawił się mały błąd, o który nie zadbała przywódczyni. Otóż kotów, które należały do starszyzny, było więcej niż drzew na terenach wilczaków, a jedyne co robili, to zabierali zwierzynę ze stosu i oczekiwali tego, że wszyscy się nimi zajmą. Byli tu niepotrzebni. Spełnili swoje zadanie i teraz powinni odejść, gdziekolwiek szło się po śmierci. Jednak nikt z nich tego nie robił, jakby na złość zostawali na tej ziemi.
 Jak na złość, musiał zanieść starszyźnie zwierzynę. Jakby jakiś uczeń nie mógł tego zrobić. Przecież ich obowiązkiem było dbać o te stare koty. Na jego pysku pojawił się grymas niezadowolenia, jednak chwycił pierwszego lepszego królika ze stosu i szybko powędrował w stronę legowiska starszyzny. Im szybciej to zrobi, tym szybciej wróci do swych zwykłych obowiązków. Długo nie zajęło, aby trafił do ich legowiska, jednak kiedy wszedł do środka, to lekko się zaskoczył. Dużej ilości starszyzny tam nie było. Gdzie te stare koty podziały? Czyżby miały coś lepszego do roboty? Ciekawe co takiego.
 W jego oczy rzuciło się rude futro jednego ze starszych. Wyróżniało się na tle innych, jak i całego legowiska, więc to właśnie w jego kierunku zmierzył. Przecież nikt mu nie powiedział, do którego starszego musiał zanieść zwierzynę.
 - To dla Ciebie staruchu. - Powiedział Zwiędły Hiacynt, po tym, jak położył przed starszym królika. - Mam nadzieje, że to Ci wystarczy i nie będziesz marudzić.
 Uśmiechnął się lekko pod nosem. Gdyby tylko miał wybór, to na jego miejscu nie dopuściłby do tego, aby trafił on do starszyzny. Dołączenie do starszyzny było równe przyznaniu się, że nie może już dany kot zrobić tak bardzo podstawowej rzeczy, jak polowanie. Już wolałby prędzej umrzeć niż doprowadzić się do takiego stanu.

<Rudy staruszku?>

15 czerwca 2023

Od Zwiędłego Hiacynta

*Przed wyzwoleniem*

 Rudy kocur mógł tylko przyglądać się z boku temu, co postanowiła robić Tygrysia Gwiazda wraz z Różaną Przełęczą. Z chęcią przyłączyłby się do tego, ale infekcja ucha zatrzymała go w legowisku medyka, który teraz świecił pustkami. Gepardzia Łapa nie miała dużego pola do popisu, bo większość jej ziół postanowili zabrać wojownicy z wrogiego klanu. Uczennica radziła sobie całkiem dobrze, a przynajmniej tak myślał Hiacynt. Dokładniej nie znał się na medycynie, więc nie mógł nic więcej powiedzieć. Na całe szczęście nie tylko on utknął u medyka. Mżyste Futro wraz z Glinianym Uchem również utknęli w tym miejscu z powodu ich chorób. Zwiędły Hiacynt nie miał zamiaru o nie wypytywać, więc jedyne co mógł zrobić to czekać, aż niebieska medyczka go wypuści.
 Położył głowę na swych łapach i zamknął oczy, mając nadzieję, że sen przyjdzie szybko. Nie minęła chwila, a do uszu rudego wojownika doszedł znany mu głos. Otworzył powoli oczy, aby ujrzeć, że jego brat stoi przed nim. Ta mała kulka rozkoszy, która nie zdawała sobie sprawy, w jakiej sytuacji się znajduje, stała przed nim. Malwowa Łapa postawił przed nim królika, po czym usiadł obok niego.
 - Przyniosłem coś dla Ciebie. - Powiedział kremowy uczeń, a na jego pysku pojawił się uśmiech. - Jako iż utknąłeś tutaj, to przyszedłem również umilić Ci ten czas.
 - Nie musiałeś, jednak dziękuje. - Powiedział Zwiędły Hiacynt, a swój wzrok wbił w brata. Czasem się zastanawiał, co by zrobił, gdyby Malwowej Łapy nie było obok? Czy zostałby w Klanie Burzy, czy może spróbował czegoś zupełnie innego? Dalej czuł, że ten klan nie jest miejscem dla niego, jednak ze względu na brata, musiał zostać. Nie mógł go zostawić na pastwę losu, bo był on jedynym kotem, o którego troszczył się rudy kocur.
 - Jak już tu jesteś, to mogę Cię pomęczyć pytaniami. - Zaczął wojownik, a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech. - To teraz mi mów jak tam trening. Czy Owcza Pierś…
 I tu rozpoczęła się długa rozmowa z bratem Hiacynta odnośnie jego treningu. Hiacynt wypytywał o wszystko, co tylko mógł. Przecież musiał upewnić się, że jego trening dobrnie do końca i nie będzie trwać w nieskończoność przez źle dobranego mentora.

*******

 Klan Burzy znowu był wolny. Wyzwolili się spod łap Klanu Wilka, a plan Tygrysiej Gwiazdy i Różanej Przełęczy zadziałał, chociaż Hiacynt wolał określać to jako zwykłe szczęście. Wilczaki wycofali się i wreszcie zostawili ich. Teraz rudy wojownik siedział w obozie, wpatrując się w wojowników, którzy byli zmuszeni udać się do legowiska medyka przez rany zdobyte w walce. Jednym z tych kotów był Owcza Pierś, na którego rudy wojownik miał oko. Gdy wzrok białego kocura spoczął na Hiacyncie, na jego pysku pojawił się grymas niezadowolenia. I niby ten wojownik był mentorem jego brata?

Wyleczeni: Zwiędły Hiacynt, Mżyste Futro, Gliniane Ucho