Przeszłość, Pierwsza Pora Opadających Liści po opuszczeniu Świetlików
Właśnie pierwszy raz właściciele pozwolili mu wyjść z domostwa, w którym tak długo go przetrzymywali. To nie tak, że wcześniej nie udało mu się wymknąć… Z pomocą Żółtki udało się mu już zwiedzić plaże, gdzie była farma ostryg. Jednak teraz oficjalnie mógł chodzić po terytorium, które należało do nich!
— Leonie! Dwunożni otworzyli drzwi! Możemy wyjść! — usłyszał głos Żółtki z pierwszego piętra domostwa.
Zbiegł szybko po schodach i zaraz za czarną znalazł się na świeżym powietrzu. Dwunożni szybko się uwijali i weszli do brzucha potwora, po czym odjechali w tylko znanym ich kierunku. Żółtka mówiła o ich obowiązkach oraz czym się różnią, jednak Leona to najmniej obchodziło.
Dzisiaj jego współlokatorka miała pokazać centrum, w którym podobno znajdowały się inne koty, z którymi się niby spotykała. Leon miał co do tego mieszane uczucia. Wątpił, by inne koty nie były terytorialne i z chęcią przyjmowały w swe progi ciekawską i przyjacielską Żółtkę.
Ich podróż w miejsce docelowe trwała dłużej niż się tego spodziewał. Przez łąki, obok kamiennej Drogi Grzmotu, która i tak nie była często używana przez potwory dwunożnych. Wzdłuż linii klifów, drogą aż do momentu, kiedy budynki dwunożnych gęsto stały obok siebie. Idąc uliczkami, w końcu doszli do małego placu, na którym były wystawione najróżniejsze owoce morza. Dwunożni nawoływali i krzyczeli, chodzili wokół swoich stanowisk i nosili ryby, które były nawet większe od niego samego. Leon stał w osłupieniu, kiedy Żółtka z ekscytacją wypatrywała w nim jakiejś reakcji.
— Jesteśmy w centrum! Tutaj właśnie dwunożni zwani rybakami przynoszą swoje zdobycze i wymieniają je za jakieś dziwne zielone liście. Wiem. Jest to bardzo dziwne, gdyż żaden szanujący się kot nie oddałby swojej zdobyczy za jakieś marne liście — wymruczała, ocierając się o niego. — Można tutaj zobaczyć inne koty, które często podkradają ryby lub inne owoce morze. Często nie mają własnego dachu nad głową i same muszą o siebie dbać. Chociaż widziałam też innych, którzy mimo dostawania jedzenia w u swoich dwunożnych i tak nadal kradną.
Jak na wspominkę kotki, zobaczył ruch między stoiskami. Zmrużył oczy, wyostrzając wzrok. Zobaczył pierwszego kota, który raczej nie wydawał się ucieszony ich obecnością. Bury kocur z bielą uważnie ich obserwował, a dokładniej niego. Po czym zniknął w jednej z ciasnych alejek.
Żółtka widocznie też go zobaczyła, bo szturchnęła go w bok i ruszyła w kierunku, gdzie zniknął nieznajomy. Leonowi jednak nie podobał się ten pomysł, żeby śledzić nieznajomego, jeśli wcześniej nie był w tym miejscu.
— Chodź! Zapoznasz się z moimi przyjaciółmi! Pewnie też go widziałeś, to Ostek. Jest dość specyficzny, jednak może się polubicie.
Leon szczerze w to wątpił. Ruszył zaraz za Żółtką, jednocześnie zachowując ostrożność.
“To może się źle skończyć…”
🌳
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz