Fląderka była pewna, że Morszczynowy Wąs żartuje, gdy oznajmił, że jeśli będzie się ociągać, to ją po prostu zostawi samą, samiuteńką pośrodku Opuszczonego Cmentarzyska. Myliła się.
Nim się spostrzegła, kocur znikł między starymi mogiłami, kierując się najprawdopodobniej w stronę Brzozowego Zaganijka, przez który mieli przejść w drodze powrotnej. Fląderka niepewnie postawiła krok naprzód, gdy wtem tuż nad jej głową rozbrzmiało krakanie czarnego ptaka. Kładąc po sobie ucho, nie odrywała spojrzenia od stworzenia, który zdecydował się przysiąść na jednym z nagrobków i szydzić z niej.
— S-sio... — miauknęła cicho, licząc na to, że uda jej się spłoszyć nieproszonego gościa, który swoją obecnością wzbudził niepokój w kotce. — M-morszczynowy Wąsie... — zawołała nieco głośniej, ruszają naprzód i omijając znajdujące się na jej drodze powbijane krzyże i poprzewracane płyty z wyrytymi symbolami. Miała nadzieję, że wojownik znajduję się tuż za drzewami będące wyznacznikiem końca Cmentarzyska i po prostu chciał ją tylko nastraszyć, zmuszając tym samym do utrzymania tempa. – P-panie Morszczynowy Wąsie...
Zamilkła, w tym samym momencie, w którym jej nozdrza wypełnił obcy zapach. Przeniosła spojrzenie za siebie i ciągnące się za nią własne odciski łap na błotnistej ścieżce.
Z prawej strony zza nagrobka wyłoniła się biało-srebrzysta postać, której końcówki uszu zakończone były pędzelkami. Kocur musiał od dłuższego czasu tu być i z ukrycia przyglądać się wojownikowi oraz kotce. Fląderka poczuła wstyd, że zbyt późno zarejestrowała obecność samotnika, nawet jak na bycie odrzutkiem.
~~~
Fląderce nie udało się wyhamować. Z impetem wpadła na Morszczynowego Wąsa, który właśnie zamierzał wejść lub może wyjść z obozu.
— Co ty wyprawiasz... – fuknął, odpychając od siebie Fląderkę, po czym wlepił w nią spojrzenie, jakby zobaczył ducha. — No wreszcie jesteś. Miałem właśnie wrócić, aby upewnić się, czy nic cię nie zjadło... Widzisz, jak chcesz, to potrafisz iść szybko.
—M-mo-morszyczynowy... — wydukała niewyraźnie.
Kocur, dostrzegając szkliste oczy kotki, niepewnie łypnął w stronę Błękitnej Laguny, siedzącego nieopodal mównicy oraz parę kotów, dzielących języki tuż przed kociarnią. Ponownie przeniósł spojenie na odrzutka i cicho powiedział:
— Ociągałaś się. Zachciało ci się podziwiał krajobraz porą nagich drzew, a ja mam jeszcze parę rzeczy do wykonania. Chciałem cię tylko nastraszyć i najwyraźniej zadziałało... Ale, masz nikomu nie mówić o tym, że cię zostawiłem samą podczas patrolu, słyszysz? — Przeniósł spojrzenie na lichą wiewiórkę, którą w drodze powrotnej udało mu się pochwycić. Pyskiem podsunął ją w kierunku Fląderki. — Masz i nie płacz. Idź zanieś ją królowej... albo wiesz co, lepiej weź zanieść ją więźniom. Marna piszczka, w sam raz dla tego rudego więźnia.
Fląderka pociągnęła nosem, przytakując na słowa kocura. Schyliła się i złapała zębami ostrożnie ciałko małego rudego stworzenia, po czym skierowała się w stronę wyspy, którą niegdyś zamieszkiwała jej mama.
~~~
Tuż po tym, jak złożyła wizytę Błotu oraz Stroczkowej Nadziei, przynosząc im dzisiejszy przydział pożywienia, zaszyła się w kociarni. Zmęczona przymknęła oczy, decydując się na krótki, płytki sen, z którego została wybudzona przez Mysiomózgą Łapę. Kotka właśnie zajrzała do żłobka, tuż po tym, jak udało jej się uporać ze sprzątaniem legowisk wojowników.
— Fląderko? Czy mogę dzisiaj spać razem z tobą?
— Dobrze, Mysiomózga Łapo.
Córka Borówkowej Słodyczy ostrożnie wyślizgnęła się na posłanie Fląderki, wtykając swoją mordkę w czekoladowe futro odrzutka.
— Gdy byłam uczennicą, razem z Wymarzoną Słodyczą często spałyśmy tak wtulone w siebie... brakuje mi tego...
— Jeśli chcesz, możemy spać na jednym legowisku. Jest ciasno, ale jest również ciepło i miło. Porą nagich drzew w sam raz. Możemy się też pilnować nawzajem, aby nie robić głupot. Co ty na to? — spytała, siląc się na uśmiech.
— Jak na lato! Jeszcze przydałoby zaprosić Wymarzoną Słodycz oraz Konwaliową Mieliznę i byłoby jak za starych dobrych czasów... — Głos kotki się nieco załamał. Może pomyślała o swoich rodzicach? — Dobranoc, Fląderko.
— Dobranoc, Mysiomózga Łapo.
🐟🐟🐟
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz