Zbliżył się do rośliny i wysunąwszy pazury, łapy uniósł na wysokości swojej klatki piersiowej, a ogon trzymał sztywno w celu utrzymania równowagi. Patrzył na roślinę tak jeszcze przez jakiś czas, w głowie zastanawiając się, czy warto było podejmować takowe ryzyko. Nie był wcale wysoko, aczkolwiek z każdym podciągnięciem się będzie miał coraz dalej od gruntu, co mogło skończyć się katastrofą. Nie wolno było mu popełniać błędów, chyba że na bezpiecznej wysokości. To by nie sprawiło wrażenia na niebieskookim Wilczaku, ale może zapewniłoby rudemu swego rodzaju dodatkowe doświadczenie i wiedzę, dzięki której w przyszłości byłby w stanie uniknąć identycznych kłopotliwych sytuacji. Nie bał się upadku, aczkolwiek nie chciał mentorowi pokazywać żadnego rodzaju słabości, nie mógł wypaść przed nim źle. Raz zszargana opinia była niezwykle trudna do odbudowania. Jako uczeń, szkolił się na najlepszego wojownika, jakiego widział Klan Wilka, dorosłe koty nie mogły pozwalać sobie na niebezpieczne błędy, ponieważ gdyby tak robili, ich życie stałoby się dużo bardziej przykre, a wręcz skracałoby się może nawet i o połowę, więc zmniejszona żywotność również nie była niczym, za czym którykolwiek z kotów powinien się uganiać, było to godne mysiego móżdżka i zwyczajnie niepotrzebne. Życie można było oddać czemuś lepszemu, większemu celowi, a nie z powodu głupio złamanego kręgosłupa, bo nie potrafiło się ocenić czy gałąź, na którą się wlazło, była wystarczająco sztywna i gruba, by utrzymać ciężar całego kota. Strach był reakcją ciała, którą dało się w pewnym stopniu kontrolować, według starszych. Ryzyko istniało zawsze, nawet sam fakt wyjścia z obozu mógł być niebezpieczny, a mimo to na patrole wyruszała masa wojowników każdego dnia.
Wskoczył najwyżej, jak tylko mógł i próbował się utrzymać. Szylkret obserwował cały jego postęp w milczeniu, obchodząc go parokrotnie w celu dojrzenia, czy aby na pewno ustawił się właściwie, mimo to nie wypowiedział ani słowa. Śnieg prószył delikatnie z nieba, lądując na gruncie i zdobiąc go czystym pierzem. Przypomniało mu się, jak nie tak dawno temu odśnieżali legowiska… oczywiście nie był to koniec pracy, ponieważ gdy tylko udało im się w miarę skończyć, zaczęło ponownie sypać z niebios, zsyłając na koty następną dawkę jakże wyczekiwanej pracy. Wspinaczka na drzewa była dobrą umiejętnością, w końcu otaczał ich las iglasty, a więc w razie potrzeby musieli umieć wykorzystać otoczenie dookoła. Dobrze, gdyby wiedział o każdym najkorzystniejszym punkcie, który mógłby zadecydować o jego wygranej.
Blednąca Łapa spróbował się podciągnąć wyżej, jednak szybko przeliczył się i zsunął po pniu, pazury zaczęły targać mu po korze, naciągając skórę boleśnie. Zaszurał, a potem wylądował tyłem w śniegu. Pszczeli Rój kiwnął głową.
— Dobrze. Jak na pierwszy raz, dobrze. Teraz spróbujesz wejść wyżej. Robi się to w ten sposób — powiedział mu kocur, po czym ponownie podszedł do drzewa i wskoczył na nie, tym razem tylne łapy miał ugięte, zawinięte prawie że pod brzuchem, ogon zwisał mu niczym u wiewiórki, a przednie kończyny kurczowo trzymały się wiekowej, zwilżonej kory. Porą Nagich Drzew dużo trudniej było trenować takie chwyty, przez dużą wilgotność w powietrzu, łapy ślizgały się z powodu topiącego się puchu… dobrze, że przynajmniej drzewo nie obrosło lodem. — Skup się i patrz — powiedział mu mentor raz jeszcze, przywracając go do rzeczywistości. Blednąca Łapa skupił się na sposobie, w jaki mentor wybierał sobie miejsca do wczepienia pazurów. Wręcz idealnie skakał coraz to wyżej i wyżej, robiąc nieregularne przerwy, szarpiąc się wręcz niekiedy. Wybierał miejsca, które miały lekko skaz w postaci wgłębień, w których łatwiej było zatrzymać łapy. Wilczak wreszcie doskoczył do pierwszej z gałęzi, sprytnie sadowiąc się na niej. Kita mu powiewała w powietrzu, a poduszkami kurczowo trzymał się gałęzi, niczym ptak, któremu łapki blokowały się w momencie wylądowania na gałęzi. Patrzył na swojego ucznia ze swego rodzaju skupieniem i determinacją wymalowaną na pysku, jakby życzył mu jak najszybszego nauczenia się zademonstrowanego mu chwytu. Ptasi odruch łapkowy zapobiegał spadaniu i dzięki temu mogły spać spokojnie. Szkoda, że koty nie były wyposażone w takie… wtedy nie musieliby osiedlać się na ziemi, a mogliby w koronach drzew. Może Klan Wilka zamieszkałby na Ciernistym Drzewie? Czy wystarczyłoby miejsca dla każdego z kotów? Blednąca Łapa ponowił swoją próbę, tym razem wczepiając się dużo lepiej i sztywniej. Zaczął podciągać się ile sił w łapach. Już po pierwszym razie zaczął odczuwać tego skutki – barki paliły go wręcz z gorąca, zmuszone do udźwignięcia całego jego ciężaru. Próbował nie spoglądać w dół, jeśli tylko by w siebie zwątpił, to by spadł równie szybko, co tu wszedł, a może nawet i szybciej. Znalazł się wreszcie na wysokości jednej z gałęzi, czując, że łapy powoli odmawiają mu posłuszeństwa. Gdyby wspiął się wyżej, Pszczeli Rój mógłby spojrzeć na niego inaczej, może zyskałby jego uznanie. Czuł, że do następnego miejsca mogło nie wystarczyć mu siły, ale… jeśli podszedłby do tej, na tej samej wysokości, mógłby nie zrobić na nim wrażenia. A musiał wykorzystywać każdą najmniejszą okazję do pokazania siebie w jak najlepszym świetle. Jeśli zyska uznanie, może szybciej zostanie mianowany na wojownika. A jeśli szybciej się nim stanie, jego wypady do Ciernistego Drzewa stałyby się rutyną, dopóki pozwalały mu na to łapy. Prychnął więc cicho pod nosem i szarpnął się mocno, kończyny trzęsły mu się, a umysł rozważał najróżniejsze zakończenia tego gestu, podpowiadając mu niepowodzenie. Kocur chwycił się kurczowo upatrzonego miejsca, po czym ostatkiem sił wciągnął tylne poduszki na siedzisko, tuląc się wręcz do gałęzi. Pszczeli Rój spoglądał na niego przez cały ten czas, prawdopodobnie zauważył u niego chwilę zawahania, oby nie zadecydowała ona o całej ocenie jego gestu.
— Blednąca Łapo, zejdź niżej — zawołał do niego szylkret, wywijając nerwowo ogonem. Czy martwił się, że rudy był w pewnym momencie o krok od spadnięcia z wysokości? Ale nie spadł, więc nie stało się nic złego. Wszystkie jego ruchy, na tyle, na ile pozwalał mu umysł, były przemyślane. Nie wolno mu było popełnić błędu, jeśli w grę wchodziło jego życie. Krótkie, ale jednak nie zamierzał umierać, przynajmniej dopóki nie dowiedziałby się, jak to jest tak naprawdę… żyć. Co oznaczało życie.
Posłusznie wykonał rozkaz starszego kocura, chociaż niezwykle ciężko. Gdy był już wystarczająco blisko, łapa osunęła mu się, uczeń poczuł, jak ciało zaczyna odmawiać mu posłuszeństwa z powodu zmęczenia, a serce jakby zapadało mu się. W ślepiach zatańczyło mu czyste przerażenie. Jeśli teraz uderzy o ziemię, jego los mógł być przesądzony. Było to niezwykle głupie zagranie. Czy tutaj zakończy swoje życie?
Pszczeli Rój chwycił go za kark, wręcz instynktownie, jakby przewidział taką możliwość, zanim wszystkie cztery łapy rudego zdążyły stracić oparcie i ciężko wsunął tuż obok siebie, bokiem przytrzymując go, żeby nie spadł. Zaczął sapać ze zmęczenia, patrząc na lico ucznia.
— Mógłbym wejść wyżej, gdybym tylko pozwolił swoim łapom odpocząć — miauknął bursztynooki, strzygąc jednokrotnie wąsami, jednocześnie nabierając łapczywie powietrza i wypychając je z płuc równie szybko. Szylkret westchnął cicho, jakby pewna dawka zaniepokojenia z niego uleciała wraz z dymkiem.
— Wojownik powinien wiedzieć o umiarze, kiedy zaczyna robić się niebezpiecznie. Mam świadomość, że jako mój uczeń pewnie i byś wspiął się na samą koronę, gdybym ci tylko pozwolił — podjął, wbijając pazury w korę drzewa. — Jednak to nie jest czas ani dzień na poświęcenia tego typu. Jesteś zbyt młody na to. Jeśli chciałeś w ten sposób uzyskać tytuł Powiernika Cienia, to nie otrzymałbyś go, na pewno nie za to — kontynuował chłodno, mierząc go nieprzychylnym spojrzeniem. Szalejowi nie chodziło o to tak naprawdę, cel jego zachowania był zupełnie odmienny, jednak nigdy nie był znany z wylewności, był w dodatku dość nietypowy, gdy chodziło o prowadzenie konwersacji, dlatego nie odpowiedział na to już nic. Starszy przełknął nerwowo ślinę, w jego ślepiach pojawił się swego rodzaju smutek. — Wiem, że pewnie chciałeś mi pokazać, że potrafisz więcej, niż przeciętny uczeń, ile jesteś tak naprawdę wart — dopowiedział już spokojniej, oddychając też jakoś pełniej. — Jednak wojownik, który nie potrafi dobrze ocenić swoich możliwości, nie jest silny czy wspaniały, a zwyczajnie nieostrożny. Cena za nieostrożność jest zbyt wysoka i mało kto powinien sobie na to pozwalać. Nie potrzebuję ucznia, który będzie pokazywał mi, że potrafi umrzeć za ambicje.
[1443 słowa, wspinaczka na drzewa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz