Życie w powoli powstającym obozie toczyło się we własnym tempie. Większość kotów pomagała, jak mogła, czasem narażając swoje zdrowie, jak Krokusowa Kruchość, czy też przeszukiwali intensywnie zgliszcza dawnego azylu nad ich głowami, niczym Kurza Łapa — Skrzydlata Płomykówka miała wrażenie, że jej siostrzeniec niemal dzień w dzień opuszcza tunele, by może tym razem wrócić z jakimiś znaleziskami z ich dawnego domu. Nie wnikała, gdzie uczeń dokładnie szuka, nie potrzebowała tej informacji do życia. Ważne było, że nawet najmłodsi mimo wszystko nie obijają się i chcą pomagać, choć ich szkolenie mogło nieco się wydłużyć, biorąc pod uwagę, że mentorzy również pomagali przy odbudowie obozu.
Srebrna po ostatnich paru dniach pomocy przy wiciu nowych legowisk zdecydowała się tym razem na wykonanie innego zadania, gdyż nadal mimo wszystko było jeszcze sporo do zrobienia, nim podziemne jaskinie i tunele będą mogli nazwać pełnoprawnym obozem. Jej niebieskie spojrzenie powoli sunęło po grocie, gdzie już niedługo wojownicy oficjalnie będą mieć swoje legowisko. W ostatnim czasie pojawiło się parę świeżo uwitych posłań, głównie dla starszych członków, którzy nie powinni długo sypiać na lodowatej posadzce. Znalazło się parę głosów, które uważały, że również Skrzydlata Płomykówka powinna otrzymać jako jedna z pierwszych własne posłanie, lecz za każdym razem odmawiała, podając imiona kotów, które w jej mniemaniu bardziej potrzebowały tej wygody.
Odkąd klan spotkała tragedia, sprawiała wrażenie wręcz anielskiej duszyczki, która chce pomóc każdemu, dobro innych ceni ponad własne. Mimo to prawda mogła być znacznie bardziej okrutna, niż się wydaje. Zastępczyni prowadziła istną grę pozorów, była aż nazbyt świadoma, że w klanie mimo wszystko mogą być pojedyncze jednostki, którym nadal nie odpowiada obecna władza Zawodzącej Gwiazdy i w jakimś stopniu jej. Nie miała zamiaru dać się zdegradować, przegonić lub zabić byle spiskowcom, którzy nie umieli docenić tego, co mieli i wiecznie im było mało, zbyt niewygodnie. Z każdym dniem starała się budować obraz siebie na wzór kota, którego większość poprze, stanie po jej stronie, gdy będzie tego potrzebować.
Od Sójczego Błękitu nauczyła się wielu rzeczy, w tym, że kot postrzegany za kogoś charyzmatycznego ma większe szanse na przetrwanie w miejscu pełnym możliwych zdrajców, którzy tylko czekają, żeby wbić ci pazury w plecy. Śmierć Króliczej Gwizdy, Pozłacanej Pszenicy, Ognistej Piękności, Sójczego Błękitu i innych idealnie to obrazowały. Raczej mało kto spodziewał się, że Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak, Tańcujące Pierze czy Bąbelkowy Plusk zaczną snuć swe intrygi z Nieustraszonym Chomikiem, Gradobijącym Cierniem i Dzikim Berberysem.
Cętkowana przymknęła oczy, odganiając od siebie powracające myśli na temat spiskowców. Części z nich pozbyli się na dobrę, pozostałych postanowili uczynić siłą roboczą na rzecz odbudowy obozu. Kiedy tylko byli prowadzeni do powstającego centrum azylu, zastępczyni starała się nie spoglądać w ich stronę, szczególnie unikając widoku Rudzikowego Skrzydełka. Poczucie zdrady przez siostrę nadal było świeże i wciąż równie bolesne, co na początku. Własne uczucia oraz problemy jednak musiała odsunąć na drugi plan, przynajmniej dopóki obóz wciąż znajdowała się na etapie prac.
Kocica po dłuższej chwili zdecydowała się podnieść z dotychczasowego miejsca, dostrzegając pojedyncze pajęczyny w jaskini. Najwidoczniej kot, który wcześniej je ściągał, pominął parę z nich i do teraz pozostawały na swych niezmiennych miejscach. Spokojnym krokiem podeszła do kąta, gdzie wisiały pajęczę sieci. Opierając się o ścianę legowiska, sięgnęła łapą po srebrne nici, które chętnie przyczepiły się do jej sierści. Delikatnie przełożyła je na swój ogon, przechodząc do kolejnego kąta, gdzie czekała na nią pajęczyna do zebrania. Kiedy tylko ściągnęła je wszystkie, przeszła do kolejnego legowiska, gdzie powtórzyła czynności, jeśli była taka potrzeba, dopóki nie dotarła do tego należącego do dwójki medyczek.
W środku zastała liliową szylkretkę, która łapą delikatnie przesuwała zioła na ziemi. Najwidoczniej była zajęta ich sortowaniem oraz ocenianiem ilości, która musiała wystarczyć na sezon nagich drzew. Skrzydlata Płomykówka nie chciała jej przerywać pracy, lecz przyniosła dla niej pajęczyny, a zastępczyni w żadnym stopniu nie posiadała wiedzy, by ocenić czy wszystkie się nadają do użytku. Cicho odchrząknęła, chcąc zwrócić uwagę medyczki.
— Wdzięczna Firletko, mam dla ciebie zebrane pajęczyny — oznajmiła, kiedy tylko zielone spojrzenie starszej spoczęło na jej sylwetce. Dla potwierdzenia swych słów wskazała głową na swój ogon, na którym znajdowała się pewna warstwa zebranych pajęczyn.
<Firletko?>
Event Klanu Burzy:
Pozbycie się pajęczyn z kątów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz