"Mama i Psianka mi nie uwierzą".
Kocur wiedział, że jeśli opowie kocicom o tym, jak fruwał nad kwiecistą polaną, te będą go w ciszy słuchać i rozmarzone kiwać głowami na boki, starając się zwizualizować to, co opowiadał im z przejęciem brązowy kocurek. Żałował, że nie może ich wciągnąć do swojego snu. A może mógłby? Może znalazłby sposób, aby wspólnie śnić sny i spędzać czas z bliskimi również w świecie fantazji?
Zatrzymał się gwałtownie, pojmując, że jego ścieżka z kwiatów się urwała. Niepewnie zerknął w dół, spoglądając na zdeptane kwiaty. Modrogończyk poczuł złość na coś lub właściwie na kogoś, kto nie miał szacunku do roślin. Nawet uzdrowiciele nie mogliby wykorzystać tych roślin! Po prostu zwiędną.
Zsunął się ostrożnie z płatka rumianka. Zataczając kręgi, rozsypywał wokół siebie kwiatowy pyłek, aż w końcu wylądował na ziemistym podłożu. Gdy tylko jego łapy dotknęły zbitej masy, a skrzydła przestały się poruszać, osiadający na ziemi pyłek ponownie wzbił się w powietrze na ułamek sekundy. Jego część wylądowała na pysku kocura, sprawiając, że ten kichnął.
Resztę drogi do Płaczącej Wierzby przeszedł pieszo. Szedł wzdłuż ścieżki stworzonej przez połamane dmuchawce. Ich nasiona wirowały na wietrze, kręcąc się to góra, to dół, to wokół własnej osi. W oddali gałęzie wierzby powiewały na wietrze, a korony drzew takich jak topole, dęby i kasztanowce, szumiąc, wygrywały cichą melodię.
– Wszechmatko. Pani Wszechmatko – miauknął, wpatrując się w dziuplę, w której powinien się znajdować wspomniany boski byt. Kocurek wiedział, że Wszechmatka była bezcielesną postacią, manifestującą się w naturze, jednak w snach czasami próbował sobie wyobrazić jej wygląd. A umysł często płatał mi figlę i sprawiał, że Wszechmatka pojawiała się przed nim raz pod postacią białego kwiatu, a innym razem pod postacią motyla monarchy. Wtedy wspólnie pod postacią motyli fruwali nad łąką i rozmawiali o życiu w Owocowym Lesie.
Odpowiedziała mu cisza. Minęło parę uderzeń serca, które Modrogończyk z trudem zniósł. Zamiast znajomego damskiego głosu, do uszu młodego szamana dotarł odgłos trzasku. Nie był to jednak trzask gałęzi. Był podobny, lecz się różnił. Zaniepokojony poruszył nosem i cofnął się o krok, obawiając się tego, co skrywa się w dziupli.
Czerwone ślepia wpatrywały się w Gońca, a sam kocurek nie był w stanie odwrócić spojrzenia od białego, puchatego króliczka. Małe stworzenie opierając się na swych przednich łapkach, wyślizgnęło się z dziupli i pędem przemknęło tuż obok Modrogończyka, o mało co, nie taranując go.
Kocurek, nie kryjąc zaskoczenia, przez dłuższą chwilę wpatrywał się w kierunku, w którym pognał królik. W końcu jednak przeniósł spojrzenie na Płaczącą Wierzbę, starając się zrozumieć to, co chciała mu przekazać Wszechmatka.
Królik. Co oznaczał królik? W jego śnie po raz pierwszy pojawiło się to stworzenie. W dodatku gnało gdzieś przed siebie, nie racząc obejrzeć się do tyłu, za siebie. Czyżby przed czymś uciekało? Czymś, co kryło się we wnętrzu Płaczącej Wierzby?
Z wnętrza drzewo ponownie rozległ się trzask. Tym razem zamiast kolejnego królika, w dziupli mignęło coś, co kształtem przypominało lisa, lecz nim nie było. Modrogończyk po raz pierwszy w trakcie snu się zląkł.
"Na Wszechmatkę, cóż to jest?!"
Poruszył nerwowo skrzydłami, wzbijając się w powietrze. Pragnął znaleźć się od Płaczącej Wierzby, jak najdalej, jednak coś, jakaś niewidzialna siła, kazała mu zostać i obserwować. Z trudem był w stanie odwrócić swój mały łebek, a tym bardziej spojrzenie, które stało się szkliste, powodując, że obraz tuż przed nim stał się rozmazany.
Brudna masa w kształcie lisa, zmieszana z gałęziami i liśćmi, poruszyła się niezgrabnie, węsząc w powietrzu. Coś mignęło w jej wnętrzu. Coś jakby oczy. Oczy, które spoglądały z wrogością na Modrogończyka.
I nim kocurek zdążył zareagować, masa zbliżyła się do niego na wystarczająco odległość, aby pochwycić go w całości swoją paszczą.
~ ~ ~
Obudził się, zlany potem, próbując unormować swój oddech. Miał nadzieję, że nie krzyknął przez sen i nie obudził pozostałych mieszkańców lecznicy. Niepewnie zerknął w kierunku Purchawki, powoli przenosząc spojrzenie na Mistral oraz Gołąbka. Na szczęście cała trójka spała i nie zarejestrowała wybudzenia się ze snu brązowego kocurka.
Modrogończyk po cichu podniósł się ze swojego posłania, po czym równie cicho pokonał dzielącą odległość legowiska Purchawki. Jak małe kocie, wślizgnął się na posłanie matki i wtulił się w jej krótką szorstką sierść.
~ ~ ~
Purchawka była zaskoczona, gdy po wybudzeniu zorientowała się, że ten domniemany kamyk uwierający ją w bok wcale nie był kamykiem, ale jej synem.
– Miałem zły sen… Koszmar – jęknął Gończyk, po czym zaczął streszczać matce sen, mając nadzieję, że z pomocą kocicy uda mu się go zinterpretować.
Czyżby Wszechmatka chciała mu coś przekazać? Czyżby chodziło o atak lisa w najbliższym czasie? Jednak nastała pora nagich drzew, a w Owocowym Lesie nie było przecież tylu królików, co na terenach należących do jego ojca, Zawodzącego Echo.
Czyżby ten sen dotyczył Klanu Burzy? Czyżby to właśnie tam miało dojść do tragedii, udziałem lisów, a Modrogończyk, jak przystało na spoiwo, miał szansę zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim w klanie?
– Mmmmm – zamruczała matka, zamyślając się, po czym przeniosła spojrzenie na wejście lecznicy, w którym dostrzegła Pszczółkę. Kotka poskarżyła się na ból głowy i uczucie słabości. – Chodź. Coś poradzimy.
Kotka poleciła kocurowi pozostać na miejscu, nie racząc skorzystać, jego pomocy przy leczeniu dolegliwości Pszczółki. Po chwili powróciła do niego i podała mu zioła, dzięki którym mógł zapomnieć o sennych marach. Ale czy powinien? Skinął matce w podzięce, po czym złapał zioło zębami i przeżuł je.
– Spróbuj na razie sam zinterpretować sen, a ja zaraz do ciebie wrócę.
[trening szamana – 909 słów]
Wyleczeni: Pszczółka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz