przed ślubem.
Nowa ranga wywołała zdziwienie Klanu Nocy. Niezapominajkowa Nadzieja sama była zdziwiona, w końcu to ona mogła być u boku Trzcinowego Szmeru w tej roli, zresztą, myślała, że Mandarynkowa Gwiazda nie ufa kotce. Chciała jej pogratulować, ale z drugiej strony nie była w pełni pewna co do rozmowy z kotką na takie tematy. Jednak czy nie pasowałoby jej pogratulować..? Westchnęła, po czym ruszyła do żłobka, gdzie aktualnie rezydowała nadal Trzcinowy Szmer. Do środka weszła niepewnie, gdyż nadal czuła się tam nieswojo. Karmicielka obserwowała teraz kocięta, które biegały po żłobku, bawiąc się ze sobą. Niezapominajkowa Nadzieja skinęła głową na przywitanie, na co szylkretka odpowiedziała tym samym.
— Gratuluję nowej rangi. Musisz być bardzo z siebie dumna. — Zaczęła dymna, rozglądając się trochę.
— Tak, Żmijowcowa Wić jest strasznie dumny, szczególnie z kociąt. — Odpowiedziała zadowolona, liżąc swoje pociechy. Cóż, nie o to zapytała Niezapominajka. Wbiła lekko pazury w ziemię.
— Cieszę się… Przyszłam na chwilę, bo zaraz wybieram się na patrol.
— Miłego patrolu i dziękuję za odwiedziny, Niezapominajko. — odpowiedziała jej Trzcinowy Szmer z lekkim uśmiechem.
teraźniejszość
Niezapominajkowa zebrała się przy reszcie kotów przygotowywujących się do wyjścia. Dzisiaj jak te księżyce temu również wybierała się na patrol, jednak już teraz czuła, że nie mogła odwiedzić kotki… Dlaczego była tak głupia? Po co jej to było, po co się wogóle odezwała… Na znak Kijankowych Moczar wyruszyli spod obozu. Czasami Niezapominajka zastanawiała się, kiedy ojciec zostanie starszym. W końcu kiedyś chyba musi. Niby był silny, ale jednak wydawało się jej czasami, że przydałaby się mu za niedługo emerytura. Dotarli do granicy z pustym terytorium. Podobno to tu znaleziono Szczawiowe Serce i jego syna. Kotka czasami sama zastanawiała się, czy czekoladowy zechce ją wydać Klanowi Nocy. Potrząsnęła łebkiem. Parol rozdzielił się, a ona sama została z ojcem. Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem. Mieli zamiar sprawdzić granice, więc rozdzielenie się zawsze było najlepszym pomysłem na przeczesanie szybko terenu. Teraz szła u jego boku, a ich futra prawie się stykały. Niezapominajkowa Nadzieja szła dość przybita, co jej ojciec wyłapał dość szybko.
— Jak tam się trzymasz? — zapytał kocur.
— Nie najlepiej. Po prostu nie mogę uwierzyć, że tak zaprzepaściłam swoją szansę u Trzcinowego Szmeru. — głos kotki załamał się lekko.
— Wiem, o co ci chodzi. Ja sam pluję sobie w brodę do dziś, że nie dałem więcej Lodowej Sałacie. Jest mi tak przykro z tego powodu. — powiedział to cicho, a jego głos był pełen bólu. Niezapominajkowa Nadzieja już miała coś powiedzieć, gdy usłyszała coś w krzakach. Nie czuła jednak zapachu zwierzyny. Czuła kota. Czyżby samotnik wtargnął na ich terytoria?
— Słyszałeś? — zapytała ojca. Ten skinął głową, patrząc na zarośla. — Myślisz, że to jakiś samotnik?
— Trzeba będzie się przekonać. Hej, wyłaź stamtąd! — na słowa kocura szelest ucichnął. Czyżby wystraszyli samotnika? Po chwili jednak usłyszeć można było cichy płacz. Płacz kocięcia. Kotka podbiegła do krzaku, delikatnie go uchylając. To, co zobaczyła, sprawiło, że zachciało się jej wymiotować. Pomiędzy zaroślami siedział mały kociak, tulący do siebie nieżywe ciało, prawdopodobnie swojej siostry. Ruda kotka nie oddychała już, a wokół niej zbierały się muchy. Kocurek wystraszony spojrzał na dymną, sycząc.
— Hej, spokojnie, spokojnie… Nie skrzywdzę cię… — powiedziała kojąco kotka, próbując uspokoić młodszego. Nie wiedziała co robić. — Gdzie są twoi rodzice..?
— Oni… Nie wiem… Porwano nas, dwunożni, oni nas porwali… Zabrali do tych dużych klocków w których mieszkają… M- my chcieliśmy uciec, ale nie wiedzieliśmy, gdzie jest mama i tata… I znaleźliśmy się tu, ale Rufina, ona… Ona upadła i teraz nie chce wstać! — zapłakany kocurek tulił się do swojej siostry. Niezapominajkowa Nadzieja przełknęła ślinę.
— Ona… Nie żyje… Nie możesz już nic dla niej zrobić, tak strasznie mi przykro maluchu… Chodź, zabiorę cię w bezpieczne miejsce.
— Nigdzie nie idę! Zostanę przy niej, ona musi się obudzić, musi… — płakał, co niestety nie pomagało w uspokojeniu go. Niezapominajkowa Nadzieja kucnęła obok, lekko dotykając ogonem boku jego siostry. Spojrzała w niebo.
— Klan Gwiazdy, nasi przodkowie, będą ją mieli w opiece. Obiecuję ci to. Przyjmą ją do siebie i będzie tam bezpieczna, na niebie, jako jedna z gwiazd. — powiedziała, na co kocurek wciagnął smarka, patrząc na niebo.
— Klan Gwiazdy..?
— Tak. To koty, które umarły, Spoglądają na nas, zawsze. Na twoją siostrę też, jak i na ciebie. Być może… Zaprowadzili cię tu do Klanu Nocy. Może miałeś tu trafić.
— Klan Nocy? Co to?
— Miejsce z którego pochodzę. — odpowiedziała, jednak miała świadomość, że to nie jest prawdą. — Jest tam wiele kotów, nawet takich w twoim wieku. Choć, zabiorę cię tam i będziesz tam bezpieczny. Ale najpierw pochowamy twoją siostrę.
— Na pewno będę bezpieczny..?
— Na pewno. — kotka zerknęła na Kijankowe Moczary, który już w ciszy kopał dziurę. Gdy już skończył, włożyli tam ciało rudej kotki, a następnie zasypali je ziemią. Wyciągnęła ze swojego futra kwiat niezapominajki, po czym położyła na zasypaną górkę. Kociak siedział teraz wtulony w jej łapę, patrząc na kwiaty w jej futrze.
— Też mogę taki mieć..? — zapytał z nadzieją.
— Tak, oczywiście. — wyciągnęła kolejną niezapominajkę i wplotła ją w futro kociaka. Ten uśmiechnął się lekko, podziwiając kwiat. Po dłuższej chwili siedzenia w krzakach i modlitwy nad kotką udało się namówić małego aby poszedł z nimi. Kotka podniosła to za futro na karku i niosła teraz do obozu. Gdy już dotarli, musiała porozmawiać z Mandarynkową Gwiazdą. Podeszła do jej legowiska, a gdy ta zgodziła się niezadowolona na jej wejście, weszła do środka.
— Mandarynkowa Gwiazdo, znaleźliśmy kociaka na patrolu granic. — na jej słowa liderka odwróciła się, patrząc na znajdkę. Przez chwilę wydawała się być niepewna, jednak westchnęła.
— Trzcinowy Szmer ma kocięta w jego wieku. Zanieś go do niej. Wygląda na wygłodzonego. Jeśli chodzi o pozostanie w Klanie Nocy, nie widzę przeszkód. Potrzebne nam młode silne koty… — po jej odpowiedzi Niezapominajkowa Nadzieja podziękowała, zabierając kociaka do żłobka. Gdy weszła do środka, Trzcinowy Szmer spojrzała na nią, zdziwiona z wizyty, szczególnie po jej wybryku na ślubie, jednak gdy zobaczyła kociaka, wszystko stało się jasne.
— Na Klan Gwiazdy, on jest wychudzony… Gdzie ty go znalazłaś..? — zapytała wystraszona o dobro małego. Zapewne instynkt macierzyński kotki nie działał tylko przy jej kociętach. Niezapominajkowa Nadzieja spojrzała na niego zmartwiona.
— Na granicy. Podobno uciekł od dwunożnych, a jego siostra… Nie żyje. Pochowaliśmy ją w miejscu, w którym ich znaleźliśmy… — odpowiedziała cicho, gdy kociak ułożył się u boku Trzcinowego Szmeru. Kijankowe Moczary wejrzał do środka, przynosząc miekką, małą rybę, którą będzie w stanie pogryźć młodszy. Niezapominajka odebrała od kocura jedzenie, podając je małemu. Ten od razu wsunął szybko rybę, a uszy aż trzęsły się mu. Dymna spojrzała na Trzcinowy Szmer, która przyglądała się małemu z czułością. Być może to kociak jest kluczem do zbliżenia się do kotki… Jeśli jest na to oczywiście jeszcze jakakolwiek szansa…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz