BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oset. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oset. Pokaż wszystkie posty

29 grudnia 2018

Od Ostu C.D Migoczącego Nieba

W odpowiedzi na jej agresję i wyciekający z niej jad, Oset na chwilę się rozluźnił. Wyprostował się, a następnie wyszczerzył do niej swoje kły – bardziej się uśmiechając, niźli będąc ku niej wrogo nastawionym. Nieco się zdziwiła i odchyliła swoją głowę do tyłu, jednak po dwóch uderzeniach serca na nowo przyjęła tę samą, gotową do skoku na samotnika, postawę. Skwitował to cichym parsknięciem. Popatrzył na, z tego, co udało mu się usłyszeć, Sosnową Łapę. To niby ta jego córka, tak? Skoro tu jest, to czemu by nie wykorzystać tego faktu, żeby pograć na nerwach tej niebiesko-kremowej kotce? I tak nie miałby nic lepszego do roboty po opuszczeniu tych terenów.
– Hej, Sosenko – zwrócił się do swojej córki. – Nie chciałabyś się lepiej poznać z tatą? – zaproponował.
Nie, żeby miał na to ochotę, czy coś. Nie obchodziło go za bardzo to, co w tej chwili Sosnowa Łapa czuje, a tym bardziej to, czy się zgodzi na odejście z nim. Nie zabrałby jej do Klanu Lisa, co to, to nie. Tulipanowy Bąk z pewnością by się na to nie zgodziła. Zapytał o to tylko po to, by rozsierdzić tę, co ciskała z oczu lodem. Gdy się na nią popatrzył, ta wywiercała w nim dziurę swoim wzrokiem. Dreszcz na nowo przebiegł po jego grzbiecie. To jednak nie powstrzymało go od nieruszenia się z miejsca. Był ciekaw, co się stanie. Stąpanie po lodzie, którego grubości nie było się pewnym, wzbudzało w nim ekscytację. Nie było to najzdrowsze, lecz Oset tego potrzebował. Bycie samotnikiem nie było ciekawe i zdołał się o tym przekonać na własnej skórze. Nic dziwnego, że się zaczął kręcić w okolicach tych czterech klanów.
– Sosnowa Łapo – warknęła w jej stronę ostrzegawczo ta starsza.
Płowa, wodząc swoim wzrokiem od ojca do zastępczyni, nie wiedziała, co począć, a głos uwiązł w jej gardle. Jak wtedy miała tyle rzeczy do powiedzenia, tak w tej chwili nic nie umiała z siebie wyrzucić. Oset, widząc to, z kpiącym uśmieszkiem się do niej zbliżył, a raczej podjął jedynie tego próbę, bo...
– Nie podchodź do niej, cuchnąca strawo dla wron! – Migoczące Niebo wyskoczyła przed uczennicę z jej klanu, a następnie machnęła w stronę samotnika swoją łapą.
Zmarszczywszy swój nos z niezadowolenia, wydał z siebie krótkie Tch, po czym cofnął się o krok od nich. Jego ogon przeciął powietrze, zwiastując, że dobry humor się wyczerpał. Popatrzył na obie kotki ze zmrużonymi oczami, jakby myśląc nad tym, czy potowarzyszyć im jeszcze przez krótką chwilę, by po tym ze świstem wypuścić powietrze przez nos i z udawanym uśmiechem skierować swój wzrok na Sosnową Łapę.
– Często się tu kręcę, więc jeśli chcesz się ze mną spotkać to droga wolna – oznajmił, a ślad po jego poprzednim rozsierdzeniu jakby zniknął bez śladu.
Zerknął na Migoczące Niebo, posyłając jej spojrzenie przepełnione nienawiścią, po czym oddalił się od nich, uderzając swoim ogonem po piętach. Oczywistym było to, że nie odejdzie jakoś bardzo daleko – ot, przejdzie przez granicę, bo ta pstrokata gnida może go śledzić, a potem się zawróci, ewentualnie zrobi rundkę po obrzeżach Klanu Wilka, bo czemu nie? Dawno go tam nie było, może coś się u nich zmieniło?

< Migoczące Niebo? Jakiś ktoś z Klanu Wilka lub Burzy? >

26 grudnia 2018

Od Ostu

Był to jeden z tych dni, w których Oset wychodził ze stodoły o poranku, by wrócić do niej w nocy i nie odpowiadać na pytania z tym związane – ot, żeby odpocząć od Klanu Lisa.
Idąc po Drodze Grzmotu, wodził po jej bokach swoim wzrokiem. Z jednej strony był płot, a za nim – owce. Nie przepadał za nimi, bo nie dość, że nie dało się ich zjeść, to nie dzieliły się one swym futrem, a skąd Oset to wiedział? Cóż... Powiedzmy, że gdy w Porę Nagich Drzew było mu zimno, a jedna z nich była pod łapą, na własnej skórze się przekonał, że nie są to tak miłe zwierzęta, na jakie wyglądają.
Po drugiej stronie tej drogi był las, a w nim – klany. Nie ciągnęło go do nich. Klanu Lisa nie obowiązywał ten Kodeks Wojownika, o którym tamci tyle paprali, gdy się wchodziło na ich tereny. Było to zbędne dla niego. Po co się związywać jakimiś bzdurnymi zasadami od bzdurnych kotów, które wąchały od spodu kwiatki? Bezsensowne.
Mimo to, przychodził do nich od czasu do czasu. Nie miał w tym konkretnego celu. Włóczenie się po ich terenach nie było najciekawsze, lecz lepsze od siedzenia w stodole i nie robienia niczego. Czasami się natknął na kogoś, a czasami nie. Zwykle kręcił się po granicach, więc jeśli czuł, że patrol niedawno tędy przechodził, to wiedział, że nie przyjdą tu prędko ponownie. Tak było i tym razem – ostentacyjnie wkroczył na tereny Klanu... Deszczu? Sztormu? Nie miało to większego znaczenia. Wiedział tylko, że dołączyła do niego ta szajbuska, z którą zrobił to. Nie miał pojęcia o tym, czy w wyniku tego coś się dalej zadziało, a mianowicie, czy z tej wpadki (Bo inaczej się tego nazwać nie dało) na świat przyszły kocięta. Był ciekaw, ale nic poza tym. Nie czułby do nich żadnej więzi, jeśli owe istniały.
Przysiadł na zboczu, a wiatr niemal od razu musnął jego futro, wprawiając je w ruch. Owinął swój ogon wokół łap, by nie zmarzły, po czym zamknął na chwilę oczy i wsłuchał się w szum. Nie dany był mu na długo ten spokój, bo po chwili do jego nosa wdarł się czyjś zapach, niesiony wraz z wichrem. Wypuścił ze świstem powietrze przez nos, a następnie podniósł się z ziemi i ruszył ku Złotym Trawom, gdzie żaden klanowy kotek nie powinien mieć do niego pretensji. Nim się zorientował, coś na nim wylądowało, a tym czymś była kotka o bardzo wiotkim ciele, w skutek czego Oset tylko się zachwiał. Zrzucił ją z siebie i popatrzył na nią karcąco.
– Zmykaj stąd pędem na tych swoich patyczkach, zanim coś ci zrobię – warknął w jej stronę.
Ta jednak tylko rozdziawiła swój pyszczek i patrzyła na niego ze zdziwieniem, jakby zobaczyła w tej chwili ducha. Minęła chwila, a ona uśmiechnęła się szeroko, po czym ponownie doskoczyła do kocura.
– Hej! Ty jesteś Oset, tak? Musisz nim być! Jesteś wieeelki! Wieeelki i bury z o takimi pręgami! Jak tygrys, nie, nie? Chociaż nigdy nie widziałam tygrysa... A ty widziałeś? Musiałeś go widzieć! Prawda, prawda? Mama mi o nich opowiadała! I mówiła, że masz oczy jak nocne niebo! Fajne są, wiesz? Takie niebieskie! Ciemnoniebieskie! Moje nie są takie ciemne... Szkoda. Ale przynajmniej przypominają niebo w dzień! Co o nich myślisz? Lubisz je? Mam nadzieję, że tak! Bo ja twoje baaardzo lubię! Wiesz, ż–
– STUL PYSK! – wydarł się na nią, mając dość jej paplaniny.
Podziałało. Uczennica zamknęła swoją mordkę i ze smutkiem w oczach popatrzyła na kocura. Uchyliła ją jeszcze na chwilę, jednak pod wpływem jego wzroku od razu ją zacisnęła w wąską linię. Gorycz w jej ślepiach zmieniła się na złość i poirytowanie. Wyglądała na niezadowoloną z tego, że potraktowano ją w taki sposób.
– Nie powinieneś tak mówić do swojej córki, głąbie – oznajmiła i nadymała swoje policzki, spoglądając na Oset spod na wpół zmrużonych oczu. – To prawda, że masz charakterek, ale skoro mama sobie z tobą poradziła, to czemu ja nie miałabym? W ogóle to czemu ją zostawiłeś? Nie zaglądałeś do niej ani razu od tych kilkunastu księżyców! Wstydź się! Ja na twoim miejscu poszłabym do niej i ją przeprosiła, wiesz? Zasługuje na to! Może się boisz? Nie ma czego! Pójdę z tobą. W drodze moglibyśmy porozmawiać o... Hm... O tobie! Nie znam cię, inni znają swoich tatusiów i spędzają z nimi czas, też chcę tak! Naprawdę jesteś głupkiem! Znasz Kodeks Wojownika? Pewnie nie... A może tak? Dobra, to bez znaczenia! Tak czy siak, nagięła go dla ciebie, chociaż... Ty nie należysz do klanu, nie? A zresztą, nieważne! Po prostu idź i ją przeproś, dobrze, dobrze? Żeby się nie smuciła, gdy z nią o tobie rozmawia–
– Sosnowa Łapo!
Oset, zbyt zajęty tą upierdliwością, nie zauważył, jak zbliża się do nich inny kot. Była to kocica o niebiesko-rudym futrze i niebieskich oczach, z których bił chłód i zimno. Paroma zgrabnymi susami znalazła się przy nich, a upewniwszy się, że z ową Sosnową Łapą wszystko gra, popatrzyła na kocura wzrokiem tak przesyconym negatywnymi emocjami, iż po jego grzbiecie przeszedł dreszcz. To się wkopał...

< Migoczące Niebo? >

09 grudnia 2018

Od Ostu C.D Czereśni

Od tamtego czasu, Oset i Czereśnia mijali się tylko i kiwali do siebie głowami, by się przywitać. Zdarzały się dni, w których zamienili kilka słów, lecz nic poza tym. Jaki był tego powód? Nie wiedział. Jemu nie bardzo zależało na podtrzymywaniu tej relacji – ze względu na to, że nie czuł się dobrze z tym, by podejść do tej kotki i zagadać do niej. Nie chciał, żeby ta myślała o tym w ten sposób, jakby to on potrzebował z nią rozmowy. Tak, nie rozmawiał z nią tylko przez to, że się wstydził tego, w jaki sposób Czereśnia by o nim pomyślała. Głupi, prawda?
Mimo to, nie dało się nie zauważyć tego, jak z dnia na dzień ta kotka staje się coraz bardziej smutna i pogrążona we własnych żalach. Został z niej tylko jej cień. Widział to doskonale, a jednak nie ruszył się z miejsca, jedynie na nią patrząc z daleka i w głębi swojego serca licząc na to, że się poprawi. Myślał, że rozmowa z nim jedynie pogorszy jej sytuację. Nie był dobrym przyjacielem i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, więc czy mógł się nim w ogóle nazywać? Lepiej by tu pasowało słowo kuzyn, bądź współklanowicz. Jedyne, co mu wychodziło, to walka i polowanie dla klanu, dlatego te drugie określenie było jak najbardziej trafne. Chociaż... Czy gdyby tak było, to nadal by był uczniem? Zadawał sobie to pytanie dzień w dzień, oczekując tego momentu, w którym w końcu jego praca i wysiłek zostaną zauważone i docenione. W końcu się doczekał. W końcu wyszedł przed zgromadzone u łap lidera koty i otrzymał rangę, o której śnił przez te wszystkie księżyce. W końcu mógł się nazywać wojownikiem. Jednak to, w jaki sposób się uśmiechał, gdy Zając go awansował, nie było szczere, a może bardziej przypominało to ulgę? Wytchnienie? Nie wiedział. Jedyne, co było dla niego pewne, to to, że nie tak to sobie wyobrażał.
Gdy ceremonia się zakończyła, usiadł z tyłu, za tymi wszystkimi, którzy w tej chwili cieszyli się, bądź smucili i frustrowali tym, że jego kuzynka staje się ich nowym przywódcą, liderem i przewodnikiem. Kotem, który będzie ich prezentował i podejmował w ich imieniu decyzje. W przeciwieństwie do niego, Czereśnia wyglądała tak, jakby obciążono ją jeszcze większym ciężarem niż dotychczas, jakby wykopano pod nią jeszcze większy większy dół, acz ona się nie poddawała i dalej, choć z marnymi skutkami, wspinała się w górę, chcąc wygrzebać się z tego stanu. Wyciągano w jej stronę łapy, lecz były one za krótkie, by jej dosięgnąć, dlatego była zdana na samą siebie. Oset, nie chcąc pogarszać swojego humoru, wypuścił ze świstem powietrze przez nos i podniósł się. Strzepnął swoim ogonem, a gdy miał się stąd ulotnić i czmychnąć przez wyjście ze stodoły do lasu, ktoś się do niego zbliżył. Nie byle kto, jak się można domyślić, a sama Czereśnia, jego przywódczyni. Popatrzył na nią ze zmieszaniem, nie bardzo wiedząc, w jaki sposób zareagować na jej przybycie. Neutralnie? Radośnie? Zaczepnie? Wrogo? Obojętnie? Postanowi, że wybierze tę ostatnią opcję. Nie wyglądała na chętną do rozmowy i zapewne robiła to tylko z tego powodu, bo tak wypadało, toteż Oset stwierdził, że ułatwi jej sprawę.
– Ta – powiedział od niechcenia, skupiając swoją uwagę na wszystkim, tylko nie na Czereśni. Była przywódcą, miała swoje obowiązki, a on dopiero co został wojownikiem. Na pewno miała coś bardziej interesującego od jego osoby.

05 września 2018

Od Ostu C.D Czereśni

Po tym, jak Czereśnia zagłębiła go w tajemnicę tego, w jaki sposób powstają kocięta, Oset przełknął rosnącą mu gulę w gardle. Był to chyba jedyny temat do rozmowy, na który kocur w żaden sposób nie umiał odpowiedzieć. Nie wiedział, od jakiej strony go ugryźć, by nie palnąć czegoś głupiego, bowiem był w tych sprawach niedoświadczony, a uczucia wobec przeciwnej płci nadal mu nieznajome. Chwilę czasu zajęło mu oswojenie się z nowymi informacjami, a kiedy dotarło do niego to, co zaproponowała mu jego kuzynka, jego oczy rozszerzyły się do rozmiarów dwóch, rosłych kasztanów. Głos na nowo uwiązł mu w gardle, więc nawet po otworzeniu pyszczka nic się z niego nie wydobyło. Czereśnia zaśmiała się, widząc reakcję Ostu, a następnie uderzyła go pieszczotliwe w bark, na co on aż podskoczył.
- Ty to wziąłeś na poważnie? - omal nie wybuchła śmiechem, jednak z trudem powstrzymała się od tego. - Naprawdę myślałeś, że ja zrobiłabym to z tobą? Cóż... Ptasi móżdżek na zawsze pozostanie ptasim móżdżkiem.
Jakby przywrócony do rzeczywistości, Oset posłał ku Czereśni wrogie spojrzenie, reagując w ten sposób niemalże zawsze na to, gdy ktoś go w jakiś sposób przezwie bądź urazi. Nachylił się nad kocicą o długim, czarnym futrze w białe łaty, mrużąc oczy i prawie dotykając jej czoła swoim. Wojowniczka zamrugała kilkukrotnie, po czym cofnęła się, nie wiedząc, o co mu chodzi. Sytuacja stała się dla niej jeszcze bardziej niejasna, kiedy ten wciągnął do swojego nosa powietrze - w tym jej zapach.
- Śmierdzisz - oznajmił w taki sposób, jakby było to coś oczywistego, i odsunął się od Czereśni, by spojrzeć na jej lekko zdezorientowaną minę.
- Ha? Niby czym, co, smrodzie? Lepiej powąchaj siebie, bo pachniesz gorzej od zdechłej wrony - prychnęła i zadarła nosa do góry, pokazując, że nie będzie się dawała tak obrażać byle komu.
Oset, nie myśląc za bardzo, przytknął pyszczek do futra na barku, po czym je powąchał. Chciał się przekonać, czy Czereśnia ma rację, jednak nim zdążył jej cokolwiek odpowiedzieć, ta położyła się na ziemi, zwijając się ze śmiechu.
- T-ty naprawdę je-esteś prz-przygłupem! - wydusiła z siebie przez salwę rozbawienia.
- Ja przynajmniej nie cuchnę tymi białymi szczynami, którymi karmisz swoje bachory! - odparował, odwracając od niej swój pyszczek i udając obrażonego. - Hmpf.

< Czereśnio? >

02 września 2018

Od Ostu C.D Tulipanowego Pąku

Czując, że Tulipanowy Pąk wtula się w jego futro, zerknął za siebie, a kiedy jego spojrzenie spotkało się z jej niebieskimi oczami, które były wypełnione łzami, skrzywił się. Nie myślał, że gdy zgodzi się na jej prośbę, skończy się to w ten sposób, choć i tak nie za bardzo się tym przejął. Odzyskanie przez nią rozsądku po tym, co zrobiła, nie było jego winą, bo zapewne dopiero teraz się zorientowała, że  samotne wychowanie wyplutych przez siebie smrodów nie będzie należało do najłatwiejszych. Oset, wzruszywszy na jej działania swoimi barkami, odepchnął ją tylnymi łapami i zrzucił na ziemię. Zaślepiona przez płynące po jej policzkach próbowała odszukać swym wzrokiem sylwetki kocura o długim, burym futrze. Ten jedynie zaśmiał się, a na jego pysk wstąpił kpiący z niej uśmieszek. Cała ta sytuacja wydała mu się bardzo zabawną i gdyby miał znajomego, z którym by zasiadł wieczorem i opowiadaliby sobie historie, to zapewne właśnie to by mu powiedział - jak kot z Klanu Burzy chciał z nim zrobić kocięta, a następnie z desperacją zatrzymać przy sobie.
- To, że zachciało ci się kociąt, a ja byłem akurat pod łapą to nie moja wina. Jesteś głupia i tyle - parsknął, by po chwili uderzyć ją w czoło swoją łapą, na co ta cichutko jęknęła.
- A-ale... - miauknęła, lecz Oset jej przerwał.
- Nie ma żadnego "ale"! - warknął, będąc poirytowanym zachowaniem Tulipanowego Pąku. - Nie masz dla mnie żadnej wartości i równie dobrze mógłbym cię za chwilę obić po mordzie tak, że byś nie wstała. Daj mi spokój i zapomnij o tym, co między nami zaszło, zrozumiałaś? - zbliżył się do jej pyska, a ich nosy dzieliła odległość zaledwie jednego pazura.
Oset nie chciał, by ktoś z Klanu Lisa dowiedział się o tym, co z nią zrobił, więc musiał się upewnić, że Tulipanowy Pąk nikomu o tym nie powie. Tłumaczenie się z tego nie byłoby dla niego czymś przyjemnym, a zastraszenie kotki wydawało się o wiele lepszym pomysłem, więc dla podkreślenia swoich słów przejechał po jej gardle łapą z wysuniętymi pazurami. Choć nie zrobił jej krzywdy, widział, jak kocica z Klanu Burzy wzdryga się pod wpływem jego dotyku.

< Tulipanowy Pąku? >

Od Ostu C.D Tulipanowego Pąku

Oset nie był dobry w tych sprawach i nawet po tym, jak Czereśnia mu wytłumaczyła, o co chodzi w związkach i jak powstają z nich kocięta, on nadal nie do końca to wszystko rozumiał. Znaki, które dostawał od Tulipanowego Pąku nie były do końca jasne dla niego.
- Nie dotykaj mnie.
Gdy Tulipe się odsunęła od Ostu, a po chwili spojrzała na niego z lekkim smutkiem i zawodem w oczach, jego ciało stało się zimne. Mimo, że umysł nie reagował na te zaczepki, z ciałem było wręcz przeciwnie. Prosiło ono o czyjeś ciepło, jakby samo w tej chwili nie mogło się ogrzać. Czuł się tak, jak gdyby miał za kilka sekund zamarznąć, choć temperatura tego dnia nie była zbyt niska. Z całych sił próbował nie słuchać się tej potrzeby, która z czasem przyćmiewała jego zdrowe myślenie i wodzony za nos swoim instynktem, zrobił krok w stronę Tulipanowego Pąku, lecz był on mały i niepewny, jakby Oset ciągle walczył z samym sobą. Widząc to, kocica o białym futrze w cynamonowe plamy uśmiechnęła się zwycięsko i sama skróciła dystans dzielący ją z kocurem, po czym wtuliła się w zagłębienie jego szyi. Jej mruczenie działało na kota z Klanu Lisa jak płachta na byka.
- Co t-ty robisz? - zapytał ją z lekko drżącym głosem.
- Nie bądź taki nieśmiały, Oset - wyszeptała do jego ucha.
Nerwowa i agresywna natura tego kocura w tej chwili ustąpiła miejsca zwątpieniu, a także niepewności. Nie widział sensu w tym, by to robić z kimkolwiek, bo choć Jemioła wychowywała go sama, to robiła to tylko z tego powodu, że Oset nie lubił swojego ojca, a on nie miał czasu i chęci na zajmowanie się wyplutymi z tyłka smrodami. Z drugiej strony, Tulipanowy Pąk nie była z jego klanu, a to równało się z tym, że nie musiałby się przejmować, by dzień w dzień zaglądać do niej i jej smarkaczy. Był ciekaw, jak to wszystko wyglądało w praktyce, bo gdyby znalazła się kotka, z którą by chciał to zrobić, to przynajmniej nie wyszedłby na głupka i wiedział, co gdzie i jak. Tulipanowy Pąk nie była mu bliska, więc gdyby zrobił coś nie tak - nie żałowałby. Wypuścił ze świstem powietrze przez nos, wmawiając sobie to, że wykorzysta w ten sposób ją. Czereśnia opowiadała mu, że nie jest to nic nieprzyjemnego, a wręcz przeciwnie. Aby się upewnić, że Tulipanowemu Pąkowi chodzi o to, co jemu, zadał jej ostatnie pytanie.
- Chcesz zrobić to, o czym ja myślę?
W odpowiedzi skinęła mu swoją głową, co Oset uznał za pozwolenie do działania.

< Tulipanowy Pąku? >
nie wierze ze to napisalam mam nadzieje ze to nie jest 18+ XDD

31 sierpnia 2018

Od Ostu C.D Tulipanowego Pąku

W trakcie rozmowy ze swoją matką dowiedział się o tym, że gdy on był jeszcze małym kotem, Klan Lisa z Sarną na czele dołączył do zgromadzenia, czyli wydarzenia, które odbywało się co miesiąc i uczestniczyły w nim te wszystkie klany z lasu, o których oni nie mieli za dobrej opinii. W każdym bądź razie Jemioła powiedziała mu o miejscu, w którym się ono odbywało, a Oset z charakterystycznym dla siebie brakiem myślenia i ciekawością udał się do niego, bowiem chciał się przekonać, w jaki sposób ono wyglądało. Co prawda, gdy powiedział o tym swojej matce, ta nie była za bardzo ucieszona, a wręcz próbowała go odwieść od tego pomysłu, jednak on olał to ciepłym moczem i z rana wyruszył w stronę czterech klanów, mając za wskazówkę jedynie to, by iść po granicy tych znad klifu i Klanu Wilka, z którym podobno Klan Lisa był spokrewniony. Jemioła, opowiadając mu o zgromadzeniu, wspomniała, że odbywa się ono tam, gdzie leży na ziemi duże drzewo, a więc i to Oset postanowił wykorzystać do swoich poszukiwań. Gdyby nie to, iż nie znał drogi do tego miejsca, zapewne dotarłby tam przed górowaniem słońca, lecz, jak to on, musiał zbłądzić i dotarł tam dopiero po dobrych kilku godzinach. I tak nie miał nic lepszego do roboty, bowiem jego trening z Jemiołą skończył się i teraz czekał tylko na to, aż Jaś zepnie swoje poślady i postanowi go mianować. Nie czuł się dobrze z tym, że Czereśnia była od niego wyżej rangą. W jego mniemaniu Sarna, Jaś czy - o przodkowie - Zając nie nadawali się na liderów, bowiem ta pierwsza była leniwa i nawet nie wyglądała jak kot, zaś ci drudzy to niepewni siebie i swoich przekonań wojownicy, nie budzący wśród nikogo respektu oraz szacunku. Według Ostu, najlepszym wyborem na lidera Klanu Lisa był Szerszeń. Kocur o długim, burym futrze nie rozumiał, z jakiego powodu Jaś czy Sarna nie wybrali go na zastępcę, choć... Może byli oni po prostu głupi? Oset z pewnością by w to nie zwątpił.
Gdy w jego oczy rzuciła się polana z drzewem na środku, przyspieszył, acz po chwili się zatrzymał, widząc, że ktoś się na nim znajduje, a po chwili z niego spada. Wzbudziło w nim to rozbawienie, bo nawet on nie był tak nierozwinięty, by spaść na swój ogon z takiej małej wysokości. Zaśmiał się, będąc zadowolonym z tego, że w końcu to on może się z kogoś ponabijać, a widząc rozbawioną kotkę, poczuł jeszcze większe zażenowanie. Śmiech z siebie był czymś, do czego Oset raczej nigdy by nie upadł, więc po chwili praktycznie tarzał się po ziemi, co nie umknęło uwadze tego, kto spadł z drzewa. Kotka o znajomym dla niego wyglądzie wybiła się z tylnych łap i skoczyła w jego stronę, a następnie na samego kocura, przez co oboje się przeturlali o długość lisa dalej. Kot z Klanu Lisa syknął i z irytacją w oczach spojrzał na pyszczek tej, która go w tej chwili przyciskała do ziemi swoimi przednimi łapami. Stanowczość z niej wypłynęła, gdy rozpoznała tego, kto znajdował się pod nią. Od razu zeszła z Ostu, wyglądając na lekko zawstydzoną i zdenerwowaną.
- Co ty tu robisz? - zapytała, odwracając od niego wzrok.
- Patrzę na kociaka, który chyba dopiero zaczyna chodzić - zarechotał, na co ta posłała ku niemu wrogie spojrzenie i zadarła swój nos do góry. - Ta twoja krzywa morda mi kogoś przypomina, znamy się?

< Tulipanowy Pąku? >

30 sierpnia 2018

Od Ostu C.D Czereśni

Gdy kotka o długim, czarnym futrze z białymi plamami go w policzek swoim językiem, wzbudziło to u Ostu uczucie, którego nie doświadczył nigdy wcześniej. Ciepło z miejsca, które zostało polizane przez Czereśnię, rozlało się po jego całym ciele - zaczynając od głowy, a kończąc na palcach u przednich i tylnych łap oraz ogonie. Było to dla niego nowe doznanie, choć w tej chwili nie mógł określić, czy przyjemne, czy takie, przez które by nie chciał przejść jeszcze raz. Zajęło mu to chwilę, by przyjąć do wiadomości to, co się przed chwilą z nim stało, acz nadal nie mógł zrozumieć tego uczucia. W poszukiwaniu odpowiedzi spojrzał na spokrewnioną z nim kotkę, jednak nie ze wzrokiem, którym ją zwykł obdarowywać - tym razem był on jakby cieplejszy i łagodniejszy, co nie umknęło uwadze Czereśni. Nie byłaby sobą, gdyby nie wtrąciła w ich rozmowę kolejnego tekstu, który by miał na celu podrażnienie się z Ostem.
- Coś ty taki rozmarzony? Zakochałeś się, czy co? - zapytała, a na jej pyszczku pojawił się charakterystyczny dla niej uśmiech.
Z tymi słowami Oset wrócił do rzeczywistości, co zwiastowało pokręcenie przez niego głową na boki i zmianę ze wzroku ciepłego i przyjemnego na ten, do którego Czereśnia zdołała się już przyzwyczaić. Ślady po ciepłym uczuciu od razu zniknęły z głowy kocura o długim, burym futrze, a zastąpiły go myśli o tym, w jaki sposób dopiec siedzącej obok niego kotce.
- Chciałabyś - prychnął.
Jedna z córek Srebrnej jakby się zachmurzyła, a jej uśmiech pomniejszył się. Oset był na tyle głupi, że nie zauważył tej zmiany, dlatego gdy Czereśnia mu nie odpowiadała, sam postanowił pociągnąć dalej tę rozmowę.
- A tak w ogóle to jak mają na imię te twoje smrody? - zerknął na tulące się do jego ogona kocięta, a gdy to zobaczył, potrząsnął nim, na co one jęknęły, aczkolwiek nie poddawały się i uparcie próbowały go złapać w swoje ostre ząbki.
- To jest Księżyc - wskazała na kocurka o czarnym futerku. - Zaś ona ma na imię Ważka - dodała, kierując swój pyszczek w stronę niebieskiej kotki z cętkami i nietypową plamą na głowie.
Kocięta na wspomnienie o ich imionach uniosły łebki znad puchatego ogona Ostu, a następnie spojrzały na Czereśnię, uśmiechając się przy tym z dumą. Uwagę przykuwał Księżyc, który dla lepszego efektu wdrapał się na swoją siostrę przednimi łapami i wypiął do przodu pierś. Ważka mruknęła coś pod nosem i wysunęła się spod brata, przez co ten upadł na ziemię z jękiem, a wszystko to zwieńczył śmiech Czereśni, który wydał się w tej chwili lekko smutny, jakby przypomniała sobie o czymś, co sprawiało jej zarówno ból jak i radość. Oset nie lubił jej widzieć w takim stanie, dlatego na poczekaniu wymyślił kolejne pytanie i bez zastanowienia je zadał.
- Jak się robi takie coś? No wiesz, kociaki, pisklaki i inne te pełzające takie.

< Czereśnio? >

14 lipca 2018

Od Ostu C.D Tulipe

Skoczył w stronę Czereśni i wysunął z przednich łap pazury, chcąc wycelować nimi w pierś tej kotki i ją przewrócić, tym samym wygrywając sparing, który zorganizowała między nim i jego kuzynką w ramach treningu Jemioła. Na myśl o tym, że po pokonaniu uczennicy udowodni swoją wartość matce i ta pozwoli mu zostać wojownikiem, Oset uśmiechnął się zadziornie, ukazując szereg lekko pożółkłych ząbków, co nieco zdezorientowało Czereśnię, jednak nie na tyle, by stracić czujność. Kocica o długim, czarnym futrze w białe plamy nie zrobiła uniku przed atakiem swojego kuzyna, a wręcz przeciwnie - wybiła się z tylnych łap w jego stronę i prześlizgnęła się pod nim, wykorzystując to, że topniejący po porze nagich drzew lód zostawił po sobie znać w postaci śliskiego błota. Będąc za nim, szybkim ruchem złapała jego ogon między zęby, a gdy sierść go pokrywająca połaskotała ją w nos, lekko zachichotała, lecz po jednym uderzeniu serca opanowała się i ścisnęła go na tyle mocno, na ile pozwalała jej siła i pociągnęła do siebie, tym samym wywracając Oset na ziemię i brudząc go w wilgotnej od stopniałego śniegu ziemi. Kocur nawet się nie zorientował, kiedy został przyciśnięty do gleby przez Czereśnię chełpiącą się wygraną z nim w postaci kpiącego uśmieszku.
— To była bardzo dobra walka! — Jemioła, dotychczas siedząca z boku i bacznie obserwująca swoich uczniów, podeszła do nich i pochwaliła ich. — Ale mogłeś się trochę bardziej postarać, Oset — dodała, wyglądając na lekko naburmuszoną i niezadowoloną faktem, że jej syn przegrał i to na dodatek z kotką.
— Tch! — prychnął i zrzucił z siebie Czereśnię, a następnie otrząsnął się z błota. — To przez tę cholerną ziemię! Gdyby nie to, że ci z nieba tu naszczali, to z pewnością udałoby mi się pokonać tą płotkę w oka mgnieniu.
— Jakbyś tak czasami ruszył tym swoim pustym łbem, to może byś wykorzystał to przeciwko Czereśni - tak, jak zrobiła to ona. O tyle dobrze, że przynajmniej z niej jednej coś dobrego wyrośnie... — Jemioła westchnęła i ze zrezygnowaniem opadła na ziemię.
— Zamknij się — mruknął i odwrócił od niej wzrok, nie chcąc przyznać jej racji.
— Odzywaj się z szacunkiem do matki! — Czereśnia uderzyła go łapą w głowę, na co ten cicho syknął, lecz nic nie powiedział, a jedynie posłał jej nienawistne spojrzenie. — Nie martw się, Jemioło! Ma jeszcze czas, by zmądrzeć, a to, że zostanę mianowana na wojownika przed nim może go zmotywuje do tego, żeby się wziąć do pracy — uśmiechnęła się pokrzepiająco do wojowniczki.
— Chciałabyś! To ja będę nim pierwszy — warknął, a ta tylko popatrzyła na niego z lekkim zażenowaniem, jednak nie zdążyła nic powiedzieć, bo ktoś do nich podbiegł.
— Cześć!
Gdy Oset spojrzał w stronę, z której to do niego zawołano, wbił swoje pazury w ziemię i wyszczerzył kły w akcie złości i gniewu. Czereśnię i Jemiołę zdziwiła jego reakcja, jednak one same przybrały pozycję gotową do ataku. W końcu nie znały tego kota i przebywał on na terenach ich klanu, co było jednoznaczne z tym, że muszą go stąd wygonić.
— To ty! — wymruczała z radością Tulipe, a następnie za pomocą jednego skoku znalazła się przy Osecie i polizała go po policzku, jakby zapominając o tym, co się wydarzyło w trakcie ich pierwszego spotkania.
— Znasz ją? — zapytała go Czereśnia, uderzając o pięty swoim ogonem i wyglądając na wyraźnie niezadowoloną z tego, że Tulipe się do niego przymila.
— Spotkałem tę przybłędę niedawno, ale nie myślałem, że po tym, co jej zrobiłem, jest na tyle głupia, by się tu znów pojawiać — parsknął, wyraźnie niezadowolony.
Jemioła i Czereśnia popatrzyły na niego z gromiącym go wzrokiem.
— Co jej zrobiłeś? — wycedziły w tym samym czasie przez mocno zaciśnięte zęby, a ich oczy jakby zaszły niepokojącym cieniem.
— Poszarpałem jej ucho, a co wy myślałyście? — prychnął, a gdy po chwili doszło do niego to, jak zabrzmiały jego słowa, chrząknął. — Nie jestem jakimś nieokrzesanym kocurem, by wykorzystać w ten sposób obcą mi kotkę! — dodał po chwili, usprawiedliwiając się.

<Tulipe? Czereśnio?>

12 lipca 2018

Od Ostu C.D Tulipe

Dla Ostu zachowanie tej kotki było co najmniej dziwne i nie na miejscu, a przede wszystkim - bardzo go wkurzało i ledwo się powstrzymywał od tego, by jej nie rozerwać na pół. Nie był to kocur przyzwyczajony do kotek, które się do niego łaszą i próbują wzbudzić u niego zainteresowanie. Do tej pory myślał, że istnieją ich dwa typy - te ciche i bezbronne, o które trzeba dbać i je chronić, jednak w pewnych momentach umieją pokazać pazurki, oraz te, do których się zalicza Czereśnia - chcące udowodnić swoją rację, być wyżej od innych i mieć ich pod swoją łapą. Z kolei Tulipe nie umiał zaliczyć do żadnej z tych grup. Była ona rozgadana, wesoła i pewna siebie, a przy okazji spoglądała na wszystko z tym niewinnym błyskiem w oku. Nie bała się go, co ubodło Oset w jego dumę i sprawiło, że chciał jej utrzeć nosa i pokazać to, iż z kotami z Klanu Lisa się nie zadziera. Z tego powodu, gdy ta na niego wskoczyła, uderzył w nią swoimi łapami z wysuniętymi pazurami i zepchnął z siebie, a następnie to on się znalazł na niej i ugryzł ją w ucho, chcąc, by ta poczuła to, w jaki sposób się kończy lekceważenie jego słów.
— Co t-ty robisz?! — pisnęła. — To taka zabawa, t-tak? — dodała z lekko drżącym głosem, w którym Oset wyczuł niepewność i strach.
Wysunął pazury z łapy, która się znajdowała na jej piersi i wbił je w skórę Tulipe, a następnie wypuścił ze swojego pyska jej ucho i uniósł głowę do góry, patrząc na nią z wyższością i pogardą. Kilka czerwonych kropel z jego mordki spadło na brudne futerko samotniczki, a gdy Oset to zauważył, uśmiechnął się do niej kpiąco. Nie bardzo wiedząc, jak na to zareagować, Tulipe odwzajemniła ten gest, jednak był to uśmiech krzywy i nie tak szczery jak jeszcze kilkanaście uderzeń serca temu.
— Nigdy się nie spotkałem z takim mysim móżdżkiem — powiedział. — Ale czego się spodziewać po kocie, który uciekł z Siedliska Dwunożnych i szuka jakiegoś cudu w lesie, gdzie dzień w dzień toczy się walka o życie? — Oset zeskoczył z niej po tych słowach i usiadł, by przesunąć swoim językiem po miejscach na futrze, które zostały zbrukane jej krwią. — Widzisz, co mi zrobiłaś, łajzo? Powinienem ci to kazać samej zlizywać, ale twój język jest brudniejszy od lisiego łajna, więc tylko jeszcze bardziej byś mnie pobrudziła — wysyczał. — A teraz uciekaj mi stąd, strawo wron. Won! — wycedził przez zaciśnięte zęby.
Patrzył na nią z nienawistnym wzrokiem, który wskazywał na to, że to jej ostatnia szansa, by opuścić to miejsce jako żywy kot. W innym wypadku Oset wyśle ją w to bzdurne miejsce, które było nazywane Klanem Gwiazd, ale chyba nie tego oczekiwała Tulipe, przybywając do lasu, prawda?

<Tulipe?>

08 lipca 2018

Od Ostu C.D Tulipe

Uderzył o pięty swoim ogonem, a następnie zgromił ją spojrzeniem, w którym obecny był gniew i obrzydzenie w stosunku do Tulipe.
— Czego się tak szczerzysz? — warknął.
Kotka o jasnym futerku i ciemnych łapach, ogonie oraz pyszczku popatrzyła na kocura ze zdziwieniem, jakby się nie spodziewała od niego takiej reakcji. Przechyliła w prawą stronę swój łebek i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Nie zniechęcała ją postawa, którą objawiał wobec niej Oset, a wręcz zachęcała do tego, by się z nim zapoznać i zaprzyjaźnić.
— Nie tak się powinno przedstawiać — zauważyła. — Jak ci na imię?
Po wypowiedzeniu tych słów usiadła i jak gdyby nigdy nic przesunęła językiem po swoim futerku na piersi, choć nie dało jej to za wiele, bowiem brudne plamy nadal były na nim widocznie, co tylko bardziej zniechęcało Oset do tego, by z nią rozmawiać i się obok niej znajdować. Kocur o długim, burym futrze pochylił w jej stronę swój łeb i wciągnął powietrze do nosa, jednak zaraz tego pożałował. Zapach Tulipe nie należał do najprzyjemniejszych i gdy Oset go poczuł, od razu się od niej odsunął na kilka kroków z grymasem na pyszczku. Co prawda był przyzwyczajony do zapachu leśnych kotów i tego, że nie był on za specjalnie ładny, jednak on był niczym w porównaniu do pointa. Uczeń z Klanu Lisa rozpoznał w nim śmieci wyrzucane przez dwunogów do lasu.
— Śmierdzisz — wytknął, ignorując to, że Tulipe zadała mu pytanie.
Oset uniósł swój pyszczek do góry i popatrzył na kotkę z wyższością. Miał nadzieję na to, że po tych słowach się zniechęci i odejdzie stąd do Siedliska Dwunogów, umożliwiając mu powrót do polowania.
— Nie o to pytałam! — powiedziała i się naburmuszyła.
— Co cię to obchodzi? — odpowiedział. — Idź i nie wracaj, śmierdzielu, bo zaraz się na serio rozgniewam i nie będę taki miły.
Podniósł jedną ze swoich łap i na potwierdzenie tych słów wysunął z niej pazury, po czym ją polizał, jakby chcąc tym przestraszyć Tulipe i pokazać, że to on tu rządzi i ona nie ma nic do gadania.

< Tulipe? >

17 czerwca 2018

Od Ostu C.D Czereśni

Gdy ta zadała mu pytanie o to, z jakiego to powodu na niej zasnął, odwrócił od niej swój pyszczek i milczał. Z trudem się do tego przyznał samemu sobie, ale był z lekka zawstydzony tym, co tu się przed chwilą stało. Nie chciał, by Czereśnia o tym wiedziała, a więc patrzył we wszystkie strony tylko nie na nią, ani na jej siostrę. Nie wiedział, co ma w tej sytuacji zrobić i jak zareagować na zadane mu przez tę kotkę pytanie.
— Co ci się stało, Oset? — Płomykówka patrzyła na niego ze zmartwieniem w swoich niebieskich oczach. — Chyba się nie gniewasz o to, że walczyłam z Sarenką, prawda? — zapytała, a w jej głosie Oset wyczuł lekką panikę.
— Zawstydził się! — Czereśnia ze śmiechem parsknęła i z rozbawieniem zerknęła na kocura o długim, burym futrze, który w tej chwili patrzył na nią z byka.
— Zamknij się, ty brudna kupo futra! Śmierdzisz! — wykrzyczał w jej pysk.
Uśmiech zszedł z pyszczka tej kotki tak szybko jak się na nim pojawił. W tej chwili patrzyła na Oset z wściekłością i w małej części z zawiedzeniem. Wyglądało na to, że się nie spodziewała takich słów z jego strony, ale co on na to mógł poradzić? Nie wiedział, w jaki sposób się zachowywać wobec przyjaciół, a że znalazł się w tak kłopotliwej dla niego sytuacji to nie widział innego wyjścia jak to, by się z nią trochę pokłócić. Płomykówka wyczuła tę napiętą atmosferę i wypuściła ze świstem powietrze przez nos. Miała nadzieję na to, iż Czereśnia i Oset nie będą się już kłócić, a o to to, co dostała. Nim się obejrzała, jedna z łap jej siostry zbliżała się z dużą prędkością do polika ich kuzyna. Nie chcąc pozwolić na to, by ich konflikt jeszcze bardziej się pogłębił, wskoczyła przed Oset w ostatniej chwili i to ona oberwała od swojej siostry. Czereśnia, widząc, co zrobiła, wstrzymała swój oddech i popatrzyła na zadrapanie, z którego ciekła strużka krwi.
— Pło-Płomykówko... Ja... — zaczęła, ale nie dane było jej dokończyć.
— Jesteście nie do wytrzymania — stwierdziła. — Jak jeszcze raz będziecie się kłócić o takie drobiazgi to nie wiem co wam zrobię! — oznajmiła, a następnie się oddaliła, uderzając o pięty swoim ogonem.
Oset wiódł za Płomykówką wzrokiem, dopóki ta nie zniknęła z pola jego widzenia. Po kilku uderzeniach serca wrócił nim do Czereśni, a gdy zauważył, że ta lekko się trzęsie, cofnął do tyłu swoje uszy. Dotychczas wbite w łapy nienawistne spojrzenie kotki powoli przenosiło się na niego. Patrzyła na niego w taki sposób, jakby go miała zaraz rozszarpać na strzępy.
— Nienawidzę cię — wycedziła przez mocno zaciśnięte zęby. — To twoja wina, że Płomykówka jest teraz ranna!
— Chciałabyś! — parsknął, a chwilę po tym odszedł od Czereśni z wysoko uniesionym ogonem.
Wyszedł ze starej stodoły i odszedł w stronę drzew, by wbić w jedno z nich swoje pazury i wyrzucić na nim całą zgromadzoną w sobie złość i irytację, narzekając, że wszystko jest takie wkurzające.

09 czerwca 2018

Od Ostu C.D Czereśni

Ze znudzeniem patrzył na to, jak Płomykówka wymierza ciosy w Sarnę. Kocica o wielu bliznach unikała ich z łatwością, a następnie uderzała walczącą z nią uczennicę, sprawiając, że raz po raz ta się przewracała i jęczała z bólu. Nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, bo przez jego kłótnię z Czereśnią, siedzieli teraz gdzieś na uboczu i pod rozkazem Sarny obserwowali to, jak się powinno walczyć. Oset wodził za przywódczynią swoim znużonym spojrzeniem. Ten sparing nie był emocjonujący i nudził go. Otworzył szeroko swój pyszczek i ziewnął, a następnie mlasnął. Z trudem powstrzymywał się od tego, by nie zasnąć w tej chwili – i można by powiedzieć, że mu się to udawało, jednak potrzeba snu z uderzenia serca na uderzenie dawała o sobie coraz wyraźniejsze znaki. Kocur o długim, burym futrze w końcu jej uległ i z ulgą na pyszczku zamknął swoje oczy. Wszystko by było w porządku, gdyby nie fakt, że Oset nie umiał spać na siedząco i mimowolnie opadł na bok, wpadając w długie i miękkie futro Czereśni. Mruknął coś pod nosem, a następnie wtulił w nie swoją głowę, nie mając pojęcia o tym, na kim się znajduje. Sierść tej czarno-białej kotki była bardzo zadbana – czuł, że Czereśnia czyści ją dzień w dzień i stara się, by jej nie brudzić. Była ona przyjemna w dotyku i Oset musiał przyznać, iż była to jedna z lepszych drzemek, jakie odbył w swoim kilkumiesięcznym życiu.

< Czereśnio? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

04 czerwca 2018

Od Ostu C.D Czereśni

Oset nie mógł się zmienić z dnia na dzień. Wymagało to od niego trudu i starań, a i tak nie wiedział, czy Czereśnia by dotrzymała tej obietnicy. Wiedząc, że w niej by mógł znaleźć przyjaciela wywoływała w nim uczucie, które było w pewnej części przyjemne i pozytywne, a w drugiej – negatywne. Nie miał pojęcia o tym, czy ta kotka jest warta jego zaufania, którym tak naprawdę nikogo jeszcze nie obdarzył. Nie będąc przyzwyczajonym do myślenia na takie tematy, wydał z siebie jęk bezsilności i popatrzył na Czereśnię, która oczekiwała od niego odpowiedzi. Z pewnością nie był stworzony do tego, aby myśleć nad konsekwencjami swoich czynów i w tej chwili był to pierwszy raz, kiedy podejmował jedną z ważniejszych decyzji w jego siedmiomiesięcznym życiu.
— Cokolwiek — mruknął z naburmuszoną miną, jakby czuł, że jest to skaza na jego honorze.
Odwrócił od Czereśni i Płomykówki swój wzrok, nie wiedząc, co w tej chwili ma zrobić. Kątem oka udało mu się dostrzec, że jedna z sióstr uśmiecha się do niego szeroko i zwraca się ku tej drugiej.
— Widzicie? To nie było takie trudne! — miauknęła z entuzjazmem Płomykówka. — A teraz zróbmy to, co robią przyjaciele – przytulmy się!
Po tych słowach kotka z jasnym futerkiem rzuciła się na Czereśnię i ją przewróciła, z kolei ta pod jej ciężarem wywróciła się na Oset, do którego jeszcze nie bardzo docierało to, co w tej chwili się dzieje. Czereśnia wydała z siebie jęk, ale kocur o długim, burym futrze nie mógł stwierdzić, co on oznaczał. Widział jedynie to, że nie wygląda na zadowoloną z tego, co się właśnie stało – tak samo jak on.
— Za-zabierzcie ze mnie te swoje zadki, nie zgadzałem się na coś ta-takiego! — warknął, a przez to, że był z lekka speszony tą całą sytuacją, zająknął się.

< Czereśnio? >

Od Ostu C.D Czereśni

Nie wierzył w to, że kot, który trenował z Zającem, go pouczał. Wiedział, iż te słowa nie są nic warte, a Płomykówka nie wyrośnie na nic dobrego pod okiem tej wroniej strawy. Gdzieś w głębi swojego serca jej tego współczuł, ale nie przyznał się do tego, a jedynie patrzył na nią z gniewem w oczach.
— Zamknij się! — warknął.
To, co mu powiedziała, zabolało go. Odwrócił od niej swój wzrok i mruknął coś pod nosem, wbijając go w nieokreślony punkt w oddali.
— Ja nie potrzebuję innych kotów — stwierdził.
Owinął swój ogon wokół łap i zadarł do góry nos. Oset z pewnością by mógł poradzić sobie samemu. Przebywanie z Płomykówką i Czereśnią nie dawało mu żadnych korzyści, a jedynie go wytrącało z równowagi i szarpało za jego nerwy. Nie miał ochoty na marnowanie z nimi czasu, więc zerknął na, jak mu się zdawało, siedzącą w wyjściu ze stodoły Jemiołę, jednak jej tam nie było.
— Na co się tak gapisz, ptasi móżdżku? — Czereśnia, mówiąc to, uśmiechnęła się do niego ze złośliwością.
— Czereśnia! — wypowiedziała to z oburzeniem Płomykówka. — Jak chcesz się z nim zaprzyjaźnić, skoro się zachowujesz tak samo jak on, a może i nawet gorzej?
Oset i Czereśnia popatrzyli na Płomykówkę z wielkim zdziwieniem w oczach. Chwilę im to zajęło, nim zrozumieli to, co kilka uderzeń serca temu powiedziała im kotka o jasnym futerku, zaś ona sama wodziła po nich swoim wzrokiem wyczekująco, jakby oczekując od nich tego, że się pogodzą w tej chwili.
— Hę? — mruknął. — Powiedziałaś, że mam się zaprzyjaźnić z tym mysim bobkiem? Chyba po moim trupie!
Kocur o niebieskich oczach patrzył ze znudzeniem i lekką irytacją na Płomykówkę, która wyglądała tak, jakby chciała uratować tą znajomość i za wszelką cenę doprowadzić do tego, by Czereśnia i Oset się polubili. Wysunął z pyszczka swój język i przesunął nim po wargach, a następnie zerknął na kotkę o długim, czarnym futrze z białymi znaczeniami, chcąc się dowiedzieć, jaka będzie jej reakcja na słowa Płomykówki. Przewidywał, że i ona nie wyrazi na to chęci, a wtedy ze spokojem będzie mógł od nich odejść i poszukać Jemioły, by w końcu zacząć ten trening.

< Czereśnio? >

03 czerwca 2018

Od Ostu

Wiedząc, że Jemioła nie nauczy Ostu walki w taki sposób, w jaki on by chciał, udał się z tym do Szerszenia, z którym nie miał za dobrych stosunków, ale uważał, że jest to jeden z lepszych wojowników z Klanu Lisa. Z początku kocur o rudym futrze nie zgadzał się na to, jednak po tym, jak Oset się do niego przyczepił i co krok mu mówił, by go trenował, w końcu się przełamał i powiedział mu, żeby czekał na niego o zachodzie słońca za stodołą. Gdy Oset dotarł na miejsce, Szerszenia nie było, więc z lekka zniecierpliwiony czekał na niego. Ten zjawił się dopiero o wschodzie księżyca.
— Spóźniłeś się — warknął Oset.
Kocur o krótkim, rudym futrze z ukosa popatrzył na swojego ucznia.
— Ciesz się, że w ogóle przyszedłem — odpowiedział. — Czego się nauczyłeś z tą wariatką z pszczołami zamiast mózgu? — rzucił w jego stronę od niechcenia i przesunął po piersi swoim językiem.
— Nie mów tak o mojej matce — mruknął, a widząc, że Szerszeń patrzy na niego z lekką irytacją, kontynuował. — O walce? Niczego.
— Wiedziałem — powiedział z kpiną w głosie.
Błękitnooki popatrzył na niego z góry, a po chwili wstał.
— Celuj w czułe punkty u przeciwnika – gardło i brzuch, gdy chcesz zabić, a oczy i nos, jeśli musisz go osłabić — zaczął. — Pamiętaj, że koty z lasu nie są mysimi móżdżkami i wiedzą o tym, dlatego ty też musisz chronić te części ciała. Rozumiesz?
— Tak, tak, a teraz mi pokaż, jak się walczy! — jęknął ze zniecierpliwieniem.
Szerszeń uderzył o pięty swoim ogonem i wypuścił ze świstem powietrze przez nos. Wiedział, że im szybciej mu pokaże to, co wie, tym szybciej się z nim pożegna i nie będzie musiał go znosić. Wybił się z tylnych łap i skoczył w stronę Ostu, a następnie go przycisnął do ziemi i złapał zębami za jego szyję. Zrobił to na tyle delikatnie, by kocurek nie krwawił, ale na tyle mocno, by poczuł przy tym ból. Uczeń zawył z bólu i próbował go zrzucić z siebie swoimi łapami, jednak to było na marne, bo Szerszeń był od niego o wiele silniejszy.
— Puszczaj! — wydusił z siebie.
Kocur o krótkim, rudym futrze odsunął od niego swoją głowę i popatrzył w jego niebieskie oczy ze znudzeniem.
— Gdyby to był jeden z pchlarzy z lasu to już dawno byś był martwy — i zszedł z ucznia, a ten zaczął łapczywie wciągać powietrze do płuc, bowiem uścisk Szerszenia był na tyle mocny, że Oset się prawie udusił. — Przyjdź do mnie jak nauczysz się słuchać.
Oset ze zdziwieniem patrzył na oddalającego się od niego kocura o rudym futrze. Mruknął do niego jakąś obelgę pod nosem i wrócił do stodoły, chcąc uporządkować swoje poturbowane przez wojownika futro.

Od Ostu

Siedział w miejscu, w którym umówił się z Jemiołą na trening i obserwował to, co go otaczało. Wywoływało u niego to dziwne uczucie wolności i czuł, że to właśnie tego brakowało mu przez te kilka księżyców, które spędził w stodole. Wypuścił z cichym świstem powietrze przez swój nos i zmarszczył go. Nie był zadowolony z tego, że Sarenka miała głęboko w tyłku to, co czują ci, którzy za długo siedzieli w kociarni i bez cienia wstydu mianowała go w momencie, w którym miał już siedem księżyców – o dwa za dużo. W tej chwili by poszedł do niej i uderzył ją w pysk, bo chciał, by poczuła to, co on przez ten czas. I gdyby nie to, że po chwili zjawiła się przy nim Jemioła, najpewniej by wstał i z ogonem uniesionym wysoko do góry udałby się do Sarenki i spróbował ją walnąć – i nie liczyło się dla niego to, że z pewnością nie dałby jej rady, bo przynajmniej pokazałby jej swoje niezadowolenie.
— Oset, gdzie ty idziesz? — zapytała go z lekkim zdziwieniem, na co ten zamrugał swoimi oczami i popatrzył na nią, będąc nieco zdezorientowanym.
— Nie twój interes — burknął.
Kocur o długim, burym futrze zawrócił i podszedł do Jemioły, a ta tylko się do niego uśmiechnęła. Była do tego przyzwyczajona, że jej syn traktował ją jak kogoś równego sobie i wiedziała, iż nic z tym nie może zrobić, toteż po prostu ignorowała jego nieprzyjemne zachowanie. Uniosła jedną ze swoich łap i dotknęła nią nosa Ostu, a ten zmarszczył go. Z lekkim zezem popatrzył na to, co Jemioła na nim zostawiła, a nim się obejrzał, kocica o niebieskich oczach biegła już przed siebie, chichocząc.
— Coś ty taki zdziwiony? — zawołała. — Rusz się, bo jeśli chcesz łapać myszy to najpierw musisz złapać mnie!
Oset potrząsnął swoją głową na boki, strącając z siebie błoto, a następnie z wściekłością w oczach popatrzył na oddalającą się od niego kocicę.
— Zabiję!! — krzyknął.
Gdy Jemioła to usłyszała, przyspieszyła w obawie o to, że jej syn mówi na poważnie, co go tylko jeszcze bardziej rozjuszyło. Ruszył za nią z wiązanką nieprzyjemnych słów na języku. W ten sposób wyglądała większość ich treningów.

Od Ostu C.D Czereśni

Kocur nie chciał od Czereśni niczego, a więc odsunął się od niej i zbliżył do Płomykówki, na co ta lekko się speszyła i wbiła swój wzrok w ziemię. Swoim zachowaniem przypomniała mu ojca, a na samą myśl o tym Oset się skrzywił. Z dwojga złego wolał rozmawiać z kotką o jasnym futerku, bo to, jak się zachowywała w stosunku do niego Czereśnia wkurzało go bardziej.
— Spadaj — prychnął.
— O co ci cho– — nie dokończyła, bo Oset przerwał jej w połowie zdania.
— Z kim trenujesz? — zwrócił się do Płomykówki.
Uczennica o niebieskich oczach popatrzyła na niego z lekkim zdziwieniem, a następnie przełknęła gulę ciążącą w jej gardle. Wyglądała na lekko przerażoną tym, w jaki sposób zachowywał się Oset i nie wiedziała, co powiedzieć, by go nie zdenerwować.
— Trenuję z Za-Zającem — odpowiedziała, a jej głos drżał.
Oset o mało co nie wybuchł ze śmiechu, gdy to usłyszał.
— Ta Sarenka to chyba nie tylko łapy nie ma! — parsknął. — Czego on cię niby nauczy? Jak uciec od przeciwnika? A może jak wygrzebywać resztki z odpadów dwunożnych?!
Płomykówka otwierała co chwila pyszczek i go zamykała, jakby chciała mu coś odpowiedzieć, jednak nie była pewna, czy by dobrze zrobiła. Ostatecznie przysunęła się do Czereśni i popatrzyła na nią z niemą prośbą o pomoc, co ta od razu zrozumiała i zbliżyła się do Ostu, osłaniając ją swoim ciałem.
— Te, nie pozwalaj sobie, ptasi móżdżku! — warknęła. — Zając z pewnością jest o wiele większym pożytkiem dla Klanu Lisa niż ty, maminsynku.
— A jeże latają! On jest tak samo przydatny jak zdechły lis, a jeśli ty tego nie widzisz to najwidoczniej masz coś z głową!
Oset patrzył z gniewem na Czereśnię i z ostatkami sił powstrzymywał się od tego, by się na nią nie rzucić i nie zacząć z nią walczyć. Wbił swoje pazury w ziemię i czekał na to, co mu odpowie, bo jeśli go jeszcze bardziej rozgniewa to nerwy najpewniej mu puszczą i z chęcią zadrapie tą jej szpetną mordkę.

< Czereśnio? >

01 czerwca 2018

Od Ostu C.D Czereśni

— Zrozum, że to dla twojego dobra.
Oset patrzył na Jemiołę z niezadowoleniem. Nie chciał rozmawiać z Czereśnią i Płomykówką, bo ich nie lubił, a kotka o długim, szylkretowym futerku go to tego zmusiła. Uważała, że jej syn musi mieć jakichś przyjaciół, a najlepiej, gdyby byli w jego wieku, bo w innym wypadku nie będzie sobie radził w przyszłości w Klanie Lisa i nikt z nim nie będzie chciał się zadawać. Gdy ta go pchała w stronę tych dwóch kotek, on z całej siły zapierał się swoimi łapami i nie ruszał o krok z miejsca, w którym to siedział. Jemioła wypuściła ze świstem powietrze przez nos i ze zrezygnowaniem klapnęła na stare deski.
— W takim razie nie będę z tobą trenowała, dopóki z nimi nie porozmawiasz — stwierdziła.
Nie widziała w tej sytuacji innego wyjścia i choć nie chciała się do tego posuwać, to musiała. Oset popatrzył na nią ze zdziwieniem, nie wierząc w to, co mu powiedziała. Wiedziała, że mu zależało na tym, by wyjść z tej stodoły i stać się wojownikiem, więc to wykorzystała. Wpatrzony w nią siedział tak przez kilka uderzeń serca, dopóki ta nie odezwała się do niego.
— To co – idziesz do nich, czy żegnasz się z trenowaniem i wychodzeniem ze stodoły? — zapytała, a na jej pyszczku pojawił się chytry uśmieszek.
— Nienawidzę cię — warknął.
— Wiem, wiem, a teraz idź, bo zaraz ci jeszcze uciekną! — zaśmiała się.
Kocur z grymasem na pysku odszedł od Jemioły w stronę Czereśni i Płomykówki, a gdy znalazł się przy nich, usiadł. Kotki patrzyły na niego ze zdziwieniem, a że Płomykówka nie wiedziała, co zrobić, zwróciła swój pyszczek ku siostrze i posłała jej pytające spojrzenie. Uczennica o zielonych oczach ze zniesmaczeniem na pyszczku odezwała się do Ostu.
— Czego?
Nie chcąc rozmawiać z Czereśnią, Oset zerknął na kotkę o białym futerku w płowe łaty, ignorując to, że jej siostra zadała mu pytanie.
— Ty — powiedział. — Jak ci tam było?
— Płomykówka — odpowiedziała z uśmiechem.
— Keh! Co to w ogóle za imię? — parsknął.
Widząc, że uśmiech zszedł z jej pyszczka, Czereśnia uderzyła w jego łeb i liznęła Płomykówkę w jej różowy nos.
— Nie martw się, ja je bardzo lubię — powiedziała, a po chwili zwróciła się do kuzyna. — Nie mów tak do mojej siostry, zrozumiałeś? — warknęła, zbliżając się do niego.
— Bo co? — uśmiechnął się do niej kpiąco.

< Czereśnio? >:D >

Od Ostu C.D Czereśni

Kocur nie był zadowolony z tego, że kotka, z którą siedział w kociarni od początku swojego życia, wytykała mu to, że nie jest on uczniem, a sama nim nie była. Z lekko zmrużonymi oczami i zmarszczonym u nasady noskiem zbliżył się do niej i pokazał jej swój język, by za chwilę wypuścić przez pyszczek powietrze i napluć na Czereśnię. Kotka o czarnym futerku w białe plamy cofnęła się o kilka kroków i spojrzała na Oset z obrzydzeniem w zielonych oczach, a ten uśmiechnął się do niej kpiąco.
— To nie ja siedzę od dziesięciu księżyców w tej brudnej stodole, bobku! — parsknął.
Czereśnia wbiła swoje pazury w stare deski i wypuściła ze świstem powietrze przez nos, a widząc, że jest na skraju wytrzymałości, w jego niebieskich oczach zjawiło się to coś, co odziedziczył po Jemiole, gdy ta z kogoś żartowała.
— Ty mały!... — wycedziła przez swoje zaciśnięte zęby.
— Bobek! — wykrzyczał w jej pysk.
Skoczyła w jego stronę i przycisnęła swoimi łapami do ziemi, opierając je na jego piersi. Ugryzła go w ucho, ale nie było to na tyle mocne, by go zranić. Nie była na tyle głupia, by go wysyłać do Bluszczu i dostać od Srebrnej po pysku. Chciała go nauczyć tego, że z nią się nie zadziera, lecz z marnym skutkiem. Oset miał o tym takie same zdanie i w żadnym wypadku nie zamierzał jej się podporządkować. Z wysuniętymi pazurami uderzał ją w brzuch, nie myśląc o tym, że mógł ją zranić. Czereśnia wydała z siebie jęk i odskoczyła od Ostu. Stała o długość ogona od kocura i patrzyła na niego z grymasem bólu na pyszczku.
— Czy pszczoły zasnuły ci mózg?! — krzyknęła. — Oh, zapomniałabym – ty nie masz mózgu! — wywaliła ze swojego pyszczka język i zrobiła to samo, co Oset – opluła go.
Nie wytrzymał i z obnażonymi kłami ruszył w stronę Czereśni, chcąc jej dać nauczkę za to, co mu zrobiła. I gdyby nie łapa, która go zatrzymała, w tej chwili pewnie by gryzł ją po wszystkich miejscach na jej ciele i wyrywał z niej futerko, by żałowała, że go zaczepiła. Siła, z którą go ktoś uderzył, była na tyle mocna, że odleciał do tyłu i się przeturlał. Wypuścił ze świstem powietrze z płuc i popatrzył na tego, kto go powstrzymał od ataku na Czereśnię.
— Co ty sobie myśli– — kocur o rudym futrze mu przerwał w połowie zdania.
— Zamknij się! — warknął. — Jak nie przestaniecie się drzeć i po raz kolejny mnie obudzicie z drzemki to zaprezentuję na was jak wygląda prawdziwa walka — i odszedł.
Oboje popatrzyli na siebie z lekkim zdziwieniem, a gdy jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Czereśni, prychnął.
— Nie lubię cię, bobku.
Oset z ogonem uniesionym wysoko ku górze odszedł od kotki, by znaleźć miejsce, w którym nie będzie musiał patrzeć na jej brzydki pysk.