BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bijąca Północ x Siewczy Letarg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bijąca Północ x Siewczy Letarg. Pokaż wszystkie posty

04 stycznia 2025

Od Bijącej Północy CD. Siewczego Letargu

Wpatrywała się wyczekująco w skuloną przed nią sylwetkę młodszej kotki. Siewkę uważała za pocieszną — zdawała się zagubiona w świecie i własnych myślach, a mimo to jej niepewność i niezdarność potrafiły wywołać na jej pysku uśmiech rozbawienia.
— Nic — odparła ku jej zaskoczeniu, samym faktem, że się w ogóle odezwała.
Bijąca nie była najlepsza w interpretowaniu uczuć innych, ale zdawało jej się, że u młodszej widać było wyraźne zmartwienie. Nie przychodziło jej jednak na myśl nic, co mogłoby być tego powodem. Zmrużyła oczy, w skupieniu przyglądając się barwnemu futru, doszukując jakiś fizycznych oznak cierpienia. Wydawała się znacznie chudsza, więc może głód był jej głównym nieszczęściem?
— Hm, musisz szybciej wstawać, bo ci wszystko ze stosu zżerają — mruknęła, próbując zgrabnie zasugerować szylkretce, że warto coś z tym zrobić. — Ja lubię wstawać wcześnie — stwierdziła, wahając się zaraz to. — Czasem — doprecyzowała. — Zgarnę ci coś lepszego z rana i chociaż raz zjesz porządny posiłek — zapewniła z ciepłym uśmiechem.
W zielonych ślepiach coś zaiskrzyło, jednak wydawało się to bliższe przerażeniu niż uldze i radości.
— Dziękuję, a-ale nie trzeba — odparła niemalże natychmiast, a jej łapy zdawały się drżeć. — Najadam się tym, co biorę — dodała pospiesznie, kuląc uszy po sobie.
Północ przekrzywiła łeb, nie do końca rozumiejąc, skąd u niektórych brała się taka niewinność.
— Oj ty to zawsze taka skromna jesteś, nie martw się, to żaden problem dla mnie! — miauknęła pogodnie. Nawet radowała ją szansa na spełnienie dobrego uczynku.
Szylkretka zdawała się chcieć dodać coś jeszcze, ale ostatecznie pokiwała głową z rezygnacją, najwyraźniej pozwalając dymnej wyjść zwycięsko z tej rozmowy. Ta tylko szczerzyła się dalej, zaczynając poruszać temat pogody i możliwości wspólnego wyjścia na spacer, bowiem ona towarzystwem innych nigdy nie gardziła.

***

Niepokój, jaki nastąpił w obozie od ostatniego zgromadzenia, stawał się coraz bardziej wyraźny. Dotychczas potrafiła strzepnąć uchem, słysząc kolejne, głośne oznaki niezadowolenia wynikające z władzy jej ojca, jednak nigdy nie przyłączała się do tych rozmów. Nie przepadała za kocurem, nie uważała go za dobrego lidera, ale nawet w najdalszych czeluściach jej wyobraźni, nie była w stanie wysilić się na takie sformułowania.
To wszystko jednak zdawało się zacząć odbijać na niej i jej bliskich. Zmiany w jej otoczeniu były dla niej uciążliwe, z uwagi na jej otwartość i chęć zawiązywania pozytywnych relacji z każdym, do kogo tylko się zbliżała. Dotychczas inni byli raczej neutralni wobec niej, ale gdy tego ranka, chcąc zanieść Melodyjnemu Trelu posiłek, ta zaczęła zerkać na nią z niepewnością w oczach, a ich zazwyczaj dłuższe rozmowy skończyły się na krótkich i zbywających odpowiedzi krótkołapej, coś zaczęło dymnej śmierdzieć. Tym bardziej, gdy jeszcze tego samego dnia Kruszynowa Knieja wpatrywała się w nią zbyt długo, a na uśmiech ze strony Północy, skrzywiła się i szepnęła parę słów sprawnie na ucho siedzącej obok niej Śliwowej Ścieżki.
Nie była to jednorazowa sytuacja. Takimi samymi spojrzeniami te dwie, i nie tylko one, również obdarowywały Zagubiony Obuwik czy też Pomocnego Wróbelka. Z tego też powodu, Bijąca zaczęła poniekąd uciekać z obozu. Naprzemiennie wychodziła na dłuższe spacery, a jeśli już utykała na dłużej w nim, to tylko po to, by przyczepić się do znajomego pyska i zająć mu cenny czas przeznaczony na odpoczynek. Zdawała sobie sprawę, że przy jej trajkotaniu nie idzie wypocząć, a mimo to i tak uparcie sadzała tyłek nieopodal innych.
Najczęściej dręczyła swoje rodzeństwo, czasem jej ofiarą padał Niedźwiedzi Miód. Dziś jednak jej wzrok spoczął na inną istotę, z którą wyjątkowo długo nie wymieniła ani jednego słowa, a po której nie spodziewała się złych intencji. Przez ostatni czas sama z lekka przygasła, obawiając się, że problemy z jej ojcem zaczynają zbyt bardzo kojarzone przez innych z nią samą.
— Siewczy Letargu! — zaczęła z radosnym standardowo jak na nią tonem, który słychać było u niej ostatnimi czasami rzadziej. — No co tam? Pogoda dopisuje, to i humor lepszy, prawda? — wymruczała, przysiadając się ochoczo przy kotce.
— No... — zdawała się wahać, nim wyrzuciła z siebie kolejne słowo — ... tak.
Nie była to satysfakcjonująca dla Bijącej Północy odpowiedź, a tym bardziej nie była ona taka, by mogła po niej zapewnić Siewce spokój. Rozejrzała się, szukając tematu do rozmów, który nie będzie ani trochę zbliżony do spraw związanych z jej ojcem.
— Super masz ten ogonek — zaczęła, biorąc się za niezwykle losowy temat. — Mniej do czyszczenia, nikt ci na niego nie nadepnie, nie przeszkadza ci... Same zalety — zauważyła, uśmiechając się niepewnie.

<Siewko?>

30 listopada 2024

Od Siewczej Łapy (Siewczego Letargu) CD. Bijącej Północy

Wojowniczka spoglądała na nią życzliwie. Siewka czuła, jak jej pogodne spojrzenie przeszywa ją na skroś. Ugniatała się pod nim. Aż przysiadła, przytłoczona tym wszystkim. Było zbyt miękkie. Puszyste. Wariowała przez to. Coś ją bolało. W okolicach piersi. Serce zdawało się gnać tak niespokojnie. Czuła się okropnie będąc tak zestresowana przed tak miłą osobą. 
— Lubię... Jaskółkę... — wydukała cicho, otulając się ogonem. — I... mentora. 
Dymna uśmiechnęła się pogodnie. 
— No to cudownie, że dogadujesz się z tą dwójką. Miłe z nich koty, prawda? Pokrzywowe Zarośla też zdecydowanie przy tobie ożył. Tak cię wychwala. — trajkotała wojowniczka. 
Dziwne świerzbienie w łapach narastało. Mentor ją chwalił. Był z niej dumny. Nieokreślone wiry buzowały w jej brzuchu. Były przyjemne mimo wszystko.
— Naprawdę...? — jej głos sam zdradzał jej niedowierzanie. 
Bijąca Północ pokiwała energicznie łebkiem. Dosiadła się bliżej dygoczącej uczennicy. 
— No oczywiście. I wcale mu się nie dziwię. Sama bym chciała taką uczennicę jak ty. — puściła jej oczko.
Wstała i zrobiła parę kroków do przodu. 
— Chodź, Siewko, głowa lepiej pracuje przy odrobinie ruchu. — zachęcała kotka. 
Niepewne łapki zatopiły się w gęstwinie traw. Czuła jak kłosy plączą się w jej kończynach. Próbują zatrzymać ją w miejscu. Mimo to wciąż próbowała dojść do dymnej. Nadążyć za nią. I jej ideą życia. Nierozgarnięta w końcu upadła. Zdradliwy dołek skradł jej jedną z łap, powodując upadek. Pisnęła zaskoczona. Potem zalała się falą upokorzenia. Była taką pierdołą. 
— Złapałaś zająca? — wesoły głos wojowniczki. 
Spojrzała w jej radosne zielone ślepia. Nic nie rozumiała.
— Jakiego... zająca? — miauknęła zdezorientowana. 
Bijąca Północ zaśmiała się cicho. 
— Tak się tylko mówi. Wszystko w porządku? Idziemy dalej? — zapytała, podając jej łapę. 
Siewka nieśmiało przyjęła kończynę jako pomoc i zalana wstydem ruszyła dalej za kotką. 

* * *

Wszystko chybiło się końcowi. Nieszczęście przybite radością. Niegroźne, lecz jak zatrważające. Nie radziła sobie z tym. Napięcie jedynie narastało. Niepokój i żal nabierał na sile. Stał w jej gardle uniemożliwiając funkcjonowanie. Mentor już dłuższy czas był nieobecny w jej życiu. Każdego dnia skrawek jego znikał. Przepadał. Znikał nieustannie, stając się jedynie bolesnym wspomnieniem. Siewka nie radziła sobie z tym. Ból, który odczuwała, zabijał ją od środka. Wykończał ją, powoli, sprawiając, że marniała z każdym księżycem. 
Wyglądała odrażająco. 
Wszystko wyglądałoby inaczej gdyby nie zjawiła się ona. To ona wszystkie mu była wina. Ona odpowiadała za ten rozpad. Zjawiła się znikąd. Wyłoniła z cienia. Zmąciła spokój panujący w obozowisku. Powoli. Przybierając na sile z każdym wschodem słońca. Coraz bliżej. Coraz bliżej. Aż stali się nierozłączni. Aż ciągle byli razem. Liliowe i szylkretowe futro. Zabrała jej go. Jej przyjaźń. Jej miejsce. 
Pozbawiła ją wszystkiego. 
— Oh, Siewczy Legargu, co ci się stało? — słodki znajomy głos dotarł do jej uszu. 
Zamglone ślepia spojrzały niepewnie na czarną sylwetkę. 


<Bijąca?>

29 września 2024

Od Bijącej Północy CD. Siewczej Łapy (Siewczego Letargu)

Wracając wraz z Jastrzębią Łapą z treningu, przypatrywała się co rusz sposobie chodzenia kotki. Zdawała się ostatnio poruszać znacznie wolniej, a ponadto krzywiła się lekko co drugi krok. Osobiście nie zwróciła na to wcześniej uwagi, jednak teraz resztki rozsądku pozwoliły jej wydedukować, że coś musiało być ewidentnie nie tak.
— Chyba powinnaś udać się do medyków — zasugerowała czarna, czując dziwne mrowienie w gardle. Dlaczego zabrzmiała aż tak poważnie? Jakby te słowa nieustannie były jej niegdyś powtarzane.
Jastrząb zerknęła na nią przelotnie i przytaknęła głową.
— Zaraz pójdę, na razie chyba się zdrzemnę — odparła i poszła w kierunku swego posłania.
Bijąca Północ patrzyła w ślad za nią spod półprzymkniętych powiek, aż w końcu trzykolorowa kita nie zniknęła jej z widoku pośród szarości skał. Westchnęła z pewnym zmartwieniem. Czy Delikatna Bryza też się tak czuła, gdy ona sama w terminatorskim wieku lekceważyła wszelkie objawy pogorszenia zdrowia?
Zaraz to sama skierowała kroki w stronę legowiska, zastanawiając się, za co jeszcze ciekawego mogłaby się dzisiaj zabrać i czy może nie powinna jednak zawrócić i spróbować porozmawiać z Jastrzębią Łapą. Podniesienie głowy i rozejrzenie się pozwoliły jej dostrzec drobną sylwetkę siedzącą tuż przy wodospadzie. W głównej mierze czarne futro przyozdobione rudymi plamami zaraz to przypomniało jej o sytuacji z dnia poprzedniego. Przystanęła, poruszając powoli wibrysami.
Całkowicie zapomniała o tym, co ugadała z Pokrzywowymi Zaroślami. Mimo wszystko uśmiechnęła się szeroko, zmieniając swoją trasę. Rozwiązanie na jej znużenie samo się znalazło.
— Siewcza Łapo? — zagadnęła pogodnie.
Kotka wzdrygnęła się, najwyraźniej nie słysząc wcześniej jej kroków. Po chwili spojrzenie pomarańczowych ślepi spoczęło na niej.
— Gotowa na przygodę życia? — zamruczała, sama czując podekscytowanie możliwością "treningu" nad drugim uczniem. Miała już okazję przyjrzeć się ostatnio poczynaniom Siewki, jednak teraz, bez jej mentora, zdawało się to dużo ciekawsze.
— Tak — wykrztusiła w odpowiedzi, nie brzmiąc tak pewnie jak Północ oczekiwała.
Musiała wykombinować taki temat, by rozmowa sama się kleiła. Oczywiście nie miała problemu z prowadzenia monologu przez całe wyjście, jednak miło było słyszeć głos drugiego kota.
— Komu w drogę, temu czas — rzekła, żwawo ruszając w kierunku wyjścia. — Jeju, ale się zimno robi! Tęsknie już za słoneczkiem, chociaż nadal je widzę — mruknęła, zadzierając pysk w górę. — Ależ Klan Gwiazdy harcuje sobie z tymi drzewami, że te liście tak zmieniają kolor! O, patrz, były zielone, jak moje oczy, a teraz będą jak twoje! — zauważyła, zerkając co rusz na drepczącą za nią Siewczą Łapę. — Wyobrażasz sobie móc zmieniać futro na Porę Opadających Liści? Jak myślisz, też byśmy rudzieli, albo nabierali brązowej barwy? — szczebiotała. — O, a co gdybyśmy potem robili się zieloni... — Bawiła ją ta wizja. Wiedziała, że była niemożliwa i abstrakcyjna, ale jej wyobraźnia dobrze działała i gdy po raz kolejny obejrzała się na Siewkę, niemalże widziała samą zieleń. — Myślę, że pasowałby ci ten kolor.
Pysk uczennicy oblało niemałe zmieszanie. Ewidentnie głupoty wypowiadane przez wojowniczkę wykraczały poza obręb jej umysłu. Albo po prostu brakowało jej kreatywności.
Bijąca Północ pokierowała ich na otwartą polanę pomiędzy Kaczym Bajorkiem a Złotymi Kłosami. Lubiła tereny, na których nic nie przysłaniało jej widoku. Zero drzew bądź większych kamieni, tylko dużo wolnej przestrzeni, idealnej pod biegi.
— No dobra, zacznijmy od czegoś prostego — mruknęła, po czym niedbale siadła. — Opowiedz mi coś o sobie. Co lubisz robić, jaka jest twoja ulubiona piszczka?
Uznała, że pierwsze, nad czym chciałaby popracować, to otwartość kotki. Może nikt nigdy nie pytał ją o takie rzeczy, a jak Bijącej się poszczęści, to i trafi na odpowiedni temat, który rozrusza uczennicę i sama zacznie gadać jak najęta.
Dymna uśmiechnęła się szerzej i machnęła łapą, zachęcając ją do jak najszybszej i najbardziej spontanicznej odpowiedzi. Gdy się mniej myślało, życie było prostsze.

<Siewko?>

15 sierpnia 2024

Od Siewczej Łapy CD. Bijącej Północy

Wpatrywała się w szokowana w martwe zwierzę. Miękkie puszyste futerko. Drobne łapki z jeszcze mniejszymi pazurkami. Parę ślipek niczym ziarenka maku. Było grubiutkie. Niczym małe kocię. 
Nie zasłużyła, więc dlaczego? Dlaczego była taka dobra. Dopiero uchroniła ich wszystkich od nadchodzącej śmierci, zaopiekowała i zaprowadziła do medyczki, a teraz jeszcze ten podarunek. Zdawała się być usposobieniem Gwiazd, o których opowiadała jej matka. 
Nie rozumiała dlaczego tak wyjątkowa osoba bluźni swoją aurę poczwarą jak Siewka.
— O nie, nie lubisz gryzoni? — zmartwiła się wojowniczka.
Uczennica prędko pokręciła łbem, zagarniając łapką podarunek. Nie miała serca go zjeść. Daru od Gwiazd. Przytuliła do siebie martwe zwierzę. Nie chciała tego stracić. 
— Czyli nie mam co liczyć na gryza? — zaśmiał się nieśmiało Pokrzywek. 
Siewka spuściła uszy. Było jej głupio. Nie chciała być dla niego niemiła, ale. To był podarunek od Niej. Nie chciała go stracić. Tak samo jak pióra szpaka od mentora. Chciała mieć już zawsze przy sobie. Część tego wspomnienia. 
— Bijąca Północo, mogę cię na chwilę. — miauknął cicho mentor i nim się zorientowała nie było ich. 
Zniknęli. Rozejrzała się panicznie. Dlaczego? Zrobiła coś złego. Na pewno. Zwiesiła łeb. Czuła się taka zagubiona. Nawet we własnych emocjach.
— Siewcza Łapo. — usłyszała Jej głos. 
Ślepia nieśmiało powędrowały w jej stronę. 
— Pokrzywowe Zarośla zaproponował, żebym jutro ja wybrała się z tobą na polowanie. Nie masz nic przeciwko?
Siewka szybko pokręciła łebkiem. Czuła, jak serce jej bije. Chyba się denerwowała. Dlaczego. 
— Chętnie. — mruknęła cicho, bojąc się trochę spojrzeć jej w pysk. 
— No to super. Widzimy się zaraz po treningach. Będziemy mieć cudowną wspólną przygodę. 
Szylkretka uśmiechnęła się lekko. Nie mogła się doczekać. 

* * *

Wstała wcześnie. Nie mogła zasnąć. Cały czas myślała o jej polowaniu z wojowniczką. Gdzie pójdą. O czym porozmawiają. Przerobiła w głowie wszystkie czarne scenariusze. Przysypiała trochę. Nawet czasem. Była nieprzytomna z lekka. Może bardzo. Nie było to ważne. Nie musiała się nad tym zastanawiać. Wyśpi się potem. Po polowaniu z Bijącą Północą pójdzie spać. 
Mentor się o nią martwił. Mówił, że powinna udać się do Czereśniowe Gałązki. Nie chciała. Wiedziała, że może powinna, ale nie chciała stracić okazji wyjścia z wojowniczką. Taka okazja mogła się nie powtórzyć. Tak zapracowana i ważna osoba zdecydowała się poświęcić jej trochę swojego czasu. Siewka nie mogła namieszać. 
Siedziała koło wodospadu. Czekała na powrót kotki z treningu. Z każdym usłyszanym krokiem już podnosiła uszy, by po chwili się rozczarować widokiem nieznanego pyska. Męczyło ją czekanie. Czuła, jak nieprzespana noc daje o sobie znać. Lekko tuptała łapą, starając się obudzić. 
Nie mogła przespać takiej szansy. 
— Siewcza Łapo? 

<Bijąca?>

[ilość słów 410 trening]
[przyznano 8%]

07 sierpnia 2024

Od Bijącej Północy CD. Siewczej Łapy

Przyglądała się poturbowanej na wszystkie strony Jastrzębiej Łapie, sama tkwiąc w niezłym szoku. Czuła, że pod jej własną sierścią kryją się nieliczne zadrapania i nawet jeśli jej czarnego puchu nie pokryje wkrótce szkarłatna czerwień, to będzie mogła przy myciu się wyczuć poszczególne strupy. Nie lubiła tych wszystkich drapieżnych ptaszysk, w głowie kręciło się od ich dźwięków. Nie mogły równać się małym, smakowitym wróbelkom czy innym sójkom, których śpiew umilał spacery i polowania, i aż szkoda było pożerać te ćwierkające istotki.
Natomiast mewy były brzydkie i bezużyteczne, skrzeczały gorzej niż jej ojciec, a to było już nie lada wyzwaniem. Skrzywiona zbliżyła się do własnej uczennicy, obserwując jej stan. Pomimo wymalowanego na jej pysku strachu i ciągłemu rozglądaniu się na boki, czy stwór nie wraca, wyglądała dobrze. Północ również unosiła co rusz pysk w górę, starając się nasłuchiwać, czy nic nie nadlatuje w ich stronę, zastanawiając się, kto z ich czwórki zostanie jego następnym posiłkiem.
Odwróciła się w stronę reszty ich patrolu. Na jasnym futrze Pokrzywowego Zarośla widać było drobną strużkę krwi, natomiast Siewcza Łapa, pomimo nastroszonej sierści, zdawała się nietknięta. Zdecydowanie przynosiło to ulgę.
Lekko ogonem musnęła Jastrząb, dając jej znak do skrycia się pod drzewo.
— Wszystko w porządku? — spytała dymna, na co w odpowiedzi liliowy pokiwał jej głową. — Głupie te mewy. Głupie i brzydkie. Mogłyby dręczyć inne klany — stwierdziła, niepewnie zerkając na drżące ciało Siewki. Czyżby powiedziała coś nie tak? Może uczennica była skrytą fanką mew i nie chciała słyszeć, jak ktoś źle mówi o jej ulubieńcach? — Ekh... Nie widzi mi się wracanie do obozu, gdy słońce sygnalizuje nam, że mamy jeszcze tyle czaasu, ale może dobrze, by zobaczył cię medyk? W sumie to dobrze by było, gdyby każdemu z nas się porządnie przyjrzał — uznała.

***

Czereśniowa Gałązka nie wyglądał na zadowoloną ich stanem i Północ mogłaby przysiąc, że słyszała pod nosem uporczywe zwalanie winy na klątwę. Przewróciła oczami i co rusz pomrukiwała, próbując zagłuszyć medyczkę. Liściaste Futro wyszła na zbieranie ziół, co było wielką szkodą, bo czarna zdecydowanie wolała jej towarzystwo.
Po wszystkim odsunęła się na bok, chcąc dać uzdrowicielce miejsce na pracę, ale zaraz to zza niej wydobył się cichy, ledwo słyszalny pisk. Przez chwilę myślała, że może przez zbyt długie siedzenie na słońcu ma omamy słuchowe, jednak po odwrocie głowy dostrzegła Siewkę, której łapa znalazła się pod jej łapą.
Widok tego na moment zaćmił jej umysł i nie ruszyła się, dopóki pysk młodszej nie był porządnie wykrzywiony.
— O rety, przepraszam cię! — Odsunęła się. — Nie zauważyłam cię, naprawdę —
Zza pleców usłyszała niezadowolone cmoknięcie Czereśni.
— Bijąca Północo, nie dokładaj nam roboty, już wystarczy, że cała wasza czwórka wygląda, jakby was niedźwiedź zaatakował, nie wykręcaj biednej Siewce łapy — wymamrotała.
Wojowniczka niezgrabnie skinęła głową, posyłając młodszej kolejne, pełne skruchy spojrzenie.
— Słuchaj, w ramach zadośćuczynienia upoluję ci na następnym polowaniu, na jakim będę, coś dobrego, specjalnie dla ciebie! — zapewniła, umykając z legowiska medyków, nim Siewka zdążyłaby coś odpowiedzieć.
Taka właśnie była dymna. Stale w ruchu.

***

Tak jak obiecała, tak też zrobiła. Tak pulchna nornica na ich terenach jej się jeszcze nie zdarzyła, ale Złote Kłosy potrafiły kryć w swych ziemiach wiele dobrego. Wypatrzyła Siewczą Łapę na uboczu obozu, przy której Pokrzywowe Zarośla ledwo co nie przysypiał.
Pewnym krokiem podeszła do tej dwójki, upuszczając zdobycz przy kotce.
— Patrz Siewcza Łapo, specjalnie dla ciebie! — rzekła z uśmiechem. — Może dla ciebie samej to trochę za dużo, ale zawsze możecie się podzielić, czyż nie? — zasugerowała, zerkając na mentora kotki.

<Siewa?>

22 lipca 2024

Od Siewczej Łapy CD. Bijącej Północy

Duże ślepia Siewki przyglądały się ukradkowo na wyróżniającą się na tle grupy kotkę. Nie znała jej dotychczas. Wiedziała jedynie, że jest kuzynką Zielonego Wzgórza. Były podobne. I z wyglądu i z zachowania. Niestety był jeden powód, przez który szylkretka szła spięta przy wojowniczce. Mógł zdawać się dla innych nieistotny, niemal niezauważalny, ale nie dla Siewki.
Była jego córką.
Słysząc komplement na temat swojego futra, speszyła się. Położyła uszy i uciekła spojrzeniem ku ziemi. Nie była to jej zasługa. Taka się urodziła. W dodatku z jedynie namiastką ogona. Nie ona powinna otrzymywać takie pochwały. Gęste i przeplatana różnymi odcieniami czerni sierść wojowniczką zdawała się być ładniejsza. Ze sto razy bardziej niż jej. Była niczym szata mitycznej istoty. Pokryta wieczornymi chmurami sunącymi czarnym już niebie. Siewka nie widziała takiego kota. A podobnych jej szylkretek było wiele. Szczególnie w jej legowisku.
— Trochę już jesteś z nami w Klanie Klfiu — usłyszała głos wojowniczki, który znów zdawał się być skierowany w jej stronę. — I jak ci się u nas podoba? Piękne miejsce, czyż nie? Mamy morze, klify, wodospad, silnych wojowników, tyle wspaniałości do podziwu!
Siewka położyła uszy, trochę zmieszana. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Dorosła kotka zdawała się sama jej podsuwać odpowiedź. To nie tak, że nie uważała otoczających ich terenów za piękne. Wiele elementów znajdujących się na terytorium Klanu Klifu budziło w niej podziw. Zachody słońca nad morzem, Złote Kłosy, czy nawet zwykle polne kwiaty. Lecz na tym kończył się jej zachwyt. Na przyrodzie. Z całego klanu jako ugrupowania wszelakiej maści osobników lubiła, choć lepszym słowem było by "nie bała się", z cztery czy pięć koty. Reszty unikała. Nawet nie znała i nie zamierzała bliżej do nich podchodzić. A zastępca jak i lider budzili w niej obawy. Tak wielkie, że grali główne role w jej koszmarach. Nie mogła jednak powiedzieć kotce, że obawia się jej ojca. Znienawidziłaby ją za to i pewnie planowałaby zemstę. Krwawą i bezwględną. Znów jej życie wisiałoby w łapach rodu lidera.
Przełknęła nerwowo ślinę, zerkając sporadycznie na mentora. Ten jedynie posłał jej ciepły uśmiech. Nie rozumiał tarapatów w jakich się znalazła. Nie wiedział jak wielkie losy się ważyły właśnie. Stawką było przeżycie kolejnego dnia na tym świecie. Wygięła pysk w coś, co miała nadzieję, przypominało uśmiech. Bała się spojrzeć na mordkę wojowniczki.
— Tak. — wydusiła w końcu z siebie.
Czując jak serce podchodzi jej do gardła, zauważyła zmianę w obyciu dymnej. Wojowniczka zdawała się iść bliżej niej. Rozgryzła ją? Przejrzała jej kłamstwo? Zamierzała zepchnąć ją z klifów jak będę wracać? Siewka poczuła jak łapy ją nieprzyjemnie szczypią.
— Tak coś czułam, że także doceniasz piękno naszego klanu. — westchnęła najwidoczniej zadowolona z jej odpowiedzi. — Dogadujesz się z Pokrzywowymi Zaroślami?
Pokiwała energicznie głową. Chciała nawet coś powiedzieć jeszcze na ten temat, lecz rozmowe przerwał krzyk.
— Pomocy! To ptaszysko nie chce dać mi spokoju.
Oczom Siewki ukazał się okropny widok. Masakryczny wręcz. Ziszczenie jej nocnych koszmarów. Przerażająco ogromna mewa próbowała upolować uczennice wojowniczki. Szylkretka próbowała odgonić ptaka uderzając łapą i sycząc. Na marne. Głodna bestia nie zamierzała odpuścić. Jej bystre ślepia obrały ją za cel. Jej życie było już przesądzone.
Krew zaszumiła w uszach najmłodszej z tego grona. Jej mentor miał rozcięcie na łbie. Osocze barwiła mu polik na czerwono. Ledwo trzymał się na łapach. Wyglądał jak niedobitek wojenny. Chciała pobiec mu na ratunek. Poświęcić się byle on żył. Nie mogła pozwolić by cierpiał. By odszedł. Od niej. Z tego świata. Lecz ciało sparaliżowane strachem odmawiało jej posłuszeństwa. Dokładnie jak w śnie. Koszmar zamienił się w rzeczywistość. Mdliło ją. Wszystko to się działo. Wszystko tak szybko. Wszyscy umrą tutaj.
— Nie martw się, Jastrzębia Łapo. Już biegnę do ciebie. — niczym ptak wojowniczka przecięło niebo.
Przeleciała nad głową Siewki. Jej ruchy przepełnione gracją i wyczuciem wypełniły wszystko. Gdzie nie spojrzała widziała ją. Strosząc się była czarną kulą. Czernią zalewającą ten skrawek lądu. Dopadła go. Walka w powietrzu trwała parę uderzeń serca, lecz dla Siewki ten widok mógł trwać w nieskończoność. Pióra wypełniły niebo. Drobny puch wirował w powietrzu. A pośród tego wszystkiego ona. Wojowniczka wylądowała na ziemi. Wypluła z pyska parę lotek. Skrzek ptaka oddalał się ogłaszając jego porażkę.
To ona. Ona była prawdziwą potęgą Klanu Klifu.
— Wszystko w porządku, Jastrzębia Łapo?
Ich rozmowa była zaledwie nieistotnym tłem. Siewka nie mogła oderwać oczu od ciemnego futra. Na uderzenie serca zdawała się zapomnieć o mentorze. Jak mogła. Tak szybko się rozproszyła. Całkowicie zawiodła go. Nie popisała się. Nigdy nie zostanie tak wspaniałą wojowniczką jak Bijąca Północ.
— Pokrzywku... — pisnęła w stronę liliowego.
Spojrzał na nią. Czyli wciąż był przytomny. Oddychał. Był w stanie sie poruszać.
— Wszystko w porządku, Siewcza Łapo. — próbował ją uspokoić, widząc wypełniające jej ślipia łzy.
Kotka pobiegła w jego strone i wtuliła się w gęste futro.
— Przepraszam... Przepraszam... Proszę nie umieraj... — głos coraz bardziej się jej łamał.
Czuła jak powoli topnieje. Ciało jakby rozpuszczało się wraz ze znikającym przerażeniem.
— Nic mi nie jest. — powtórzył. — To tylko niewielka rana. Nadszarpnięta skóra. Nic wielkiego. Naprawdę. Nic mi nie jest.
Siewka rozumiała. Naprawdę już zrozumiała. Lecz nie umiała powstrzymać gorzkich łez.


<Supermenie Klanu Klifu?>
[Słów 821]
[przyznano 16%]

17 lipca 2024

Od Bijącej Północy do Siewczej Łapy

W końcu słońce rozpoczęło walkę o kontrolę na niebie i jego pierwsze promyki zaczęły przedzierać się przez szarawą pokrywę z chmur. Dźwięk kropel deszczu uderzających o skalne struktury odszedł w niepamięć, a jedynym, co przypominało o obiegu wody w przyrodzie, był szum pochodzący od wodospadu.
Natura budziła się do życia tak samo jak i w niej energia rodziła się na nowo, dając jej niesłychanie dużej dawki sił. Była w stanie zerwać się z legowiska skoro świt, co było zaskakujące gdy miało się na uwadze jej ostatnie notoryczne drzemanie do późnego ranka.
Teraz jednak świat wydawał jej się jeszcze piękniejszy i z pewnością nie mogła zmarnować życia na siedzeniu w obozie i wpatrywanie się w jednolicie szare ściany. Zapragnęła nacieszyć wzrok zielenią liści i traw, brązem kory oraz wszelakimi jaskrawymi barwami kwiatów.
Była wręcz gotowa zgłaszać chęć do uczestnictwa w każdym z możliwych patroli. Pomimo narastających plotek o jej ojcu, akceptowała towarzystwo każdego kota. Nawet taki Judaszowcowy Pocałunek, który zdawał się być ich głównym roznosicielem, był dla niej do zniesienia. Po prostu w niektórych momentach całkowicie żegnała się z umiejętnością korzystania z mózgu i wesoło podskakując, mruczała pod nosem różne melodie, mknąc bez większego celu przed siebie.
Nie mogła oczywiście zapomnieć o treningach z Jastrzębią Łapą. Dzisiejsze wyjście poza obóz miało jednak odbyć się w liczniejszym gronie, bo dla "lepszych efektów" znaleźli się w grupie z Pokrzywowymi Zaroślami i Siewczą Łapą.
Bijąca Północ potrzebowała dłuższej chwili, by w ogóle załapać, co to za uczennica i jakim cudem przegapiła jej istnienie. Sprawa wyjaśniła się dosyć szybko, zważywszy na spokojność i nieśmiałość młodej. Poniekąd przypominała swojego mentora, chociaż ten po wielu księżycach zdawał się i tak znacznie odważniejszy niż kiedyś.
Ich patrolowi prócz śpiewu ptaków towarzyszyło ciągłe paplanie dymnej. Nie można było przecież przejść obojętnie obok drzewa o tak rozbudowanej koronie liści, albo nie rzucić chociaż jednym komentarzem na temat kamieni porozrzucanych na piaszczystych, nadmorskich terenach, których na pewno wcześniej tu nie było (prawdopodobnie leżały tam dłużej niż Północ w ogóle żyła na tym świecie).
Nie była w stanie określić, czy jej towarzysze są zmęczeni jej gadaniem, czy może wręcz pasuje im, że to ona przejęła rolę gawędziarza w tej grupie.
Z racji narastających upałów, postanowili urządzić sobie przerwę, przystając pod jednym z drzew, gdzie rozłożystość gałęzi zapewniała im odpowiednią ochronę od promieni słońca.
Przeciągnęła się, zerkając w zamyśle na szylkretkową, w głównej mierze czarnawą uczennicę.
— Masz bardzo ładne futro, wiesz Siewcza Łapo? — zagadnęła.
Młodsza wzdrygnęła się i rozejrzała w popłochu po otoczeniu. W końcu spojrzenie pomarańczowych ślepi padło na nią.
— S-słucham? — wykrztusiła zaskoczona.
Północ przekrzywiła łeb, uśmiechając się, z lekka rozbawiona reakcją.
— Masz ładne futro — powtórzyła. — Takie barwne. Moja siostra ma podobne, tylko ma więcej przejaśnień. Zgubiony Obuwik, może ją już widziałaś. Wbrew pozorom, wcale się nie gubi, zawsze jestem w stanie ją znaleźć — dodała, prostując się. Coś sobie przypomniała. — Ty też masz siostrę, co nie?
Siewka ostrożnie pokiwała głową.
— Tak, Jaskółcza Łapa — mruknęła.
— O, ona ma takie futerko koloru piasku, tylko w takie zabawne wywijasy, też o barwie piasku, tylko takiego... — zawahała się, szukając odpowiedniego określenia — muśniętego słońcem! O, o to mi chodziło — stwierdziła usatysfakcjonowana własnym tokiem rozumowania.
Zerknęła na Jastrząb, która chwilowo siedziała z boku wpatrzona w niebo, przyglądając się przelatującym ptakom. Pokrzywowe Zarośle natomiast spoglądał co rusz w ich stronę.
— Trochę już jesteś z nami w Klanie Klfiu — podjęła się tematu dymna. — I jak ci się u nas podoba? Piękne miejsce, czyż nie? Mamy morze, klify, wodospad, silnych wojowników, tyle wspaniałości do podziwu!

<Siewko?>