BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siewczy Letarg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siewczy Letarg. Pokaż wszystkie posty

18 marca 2025

Od Siewczego Letargu

Para zielonych spojrzała na nią. Trudno było odczytać jej emocję kryjące się w nich. Powolnym krokiem zmierzała do niej. Siewka położyła uszy. Czuła, że nie było to nic dobrego. Siostra stanęła nad nią. Spojrzała na nią a to na kremowe maluchy.
– Witajcie, Króliczku i Zajączku. – miauknęły przyjaźnie do kociąt.
– Mama! – miauknęło jedno z nich. 
Siewka nie przyznawała się do tego, że nie odróżniała ich. Niepewnie zerkała na siostrę. Może niepotrzebnie się martwiła.
– Półślepy Świstaku? – zawołała Jaskółka.
Czekoladowa kotka uniosła łeb. Spojrzała pytająco na kremową. Jej wzrok wciąż był zaspany. Starsza coraz więcej spała. Siewka bała się, że pewnego razu już jej nie obudzi.
– Popilnowałabyś ich chwilkę?
– Jasne. – miauknęła, ziewając wieczna karmicielka. – Króliczku! Zajączku! Chodźcie opowiem wam bajkę!
– Jejku, jaką?
Kremowe kulki zleciały się do Świstaka, a Siewka niepewnie podniosła się z legowiska. Spacery z siostrą zawsze oznaczały poważną rozmowę. Nigdy nie brała ją na nie dla czystej przyjemności. Musiała znów zrobić coś nie tak. Albo coś się stało Błahostce. Wspomnienie o kocurze było już mgliste. Zastanawiała się czy Jaskółka poinformowała go o narodzinach ich pociech. Podążała posłusznie za siostrą. Parę kotów przywitało je przyjaźnie. Pytali o maluchy. Jaskółka na szczęście odpowiadała za nią. Siewka uciekała wzrokiem od rozmówców. Gdzieś w głębi obozowiska wyłapała zmartwione spojrzenie matki. Gasnący Promień nie potrafiła zrozumieć dziwnego układu pomiędzy siostrami. A Siewka nie mogła jej tego wytłumaczyć. Nie bez zgody Jaskółki. Kremowa zdawała się nie przejmować tym wszystkim. Tłumaczyła cierpliwie wszystkim, że postanowiła wziąć ciężar rodzicielstwa na siebie, gdyż Siewkę przerastała cała sytuacja. Było to jedynie częściowo prawdą, a ich matka dobrze wyczuwała niedociągnięcia w tej historii.
– Siewko? Idziemy. – poinformowała ją Jaskółka.
Szylkretka kiwnęła łbem. Świat na zewnątrz budził się do życia. Trawa przebijała się przez błotniste warstwy pozostałości po śniegu. Niewielkie kolorowe kwiecie budziło nadzieję na lepszą przyszłość. Siewka zatrzymała się na parę uderzeń serca by przyjrzeć się krokusom, lecz kremowa przywołała ją do porządku. Weszły w las. Mokry śnieg spadał z gałęzi drzew. Jego upadek powodował poruszenie wśród leśnej ściółki. Zielony mech opanowywał powoli niezagospodarowaną ziemię.
– O tutaj, spójrz. – uśmiechnęła się Jaskółka.
Wśród ciemnej kory jej jasne futro wyróżniało się na tle leśnego krajobrazu. Powędrowała wzrokiem ku wskazywanemu kierunku. Ujrzała ich starą bazę. W głębi martwego dębu. Lekko uśmiechnęła się na wspomnienie ich dziecięcych zabaw. Wtedy wszystko było takie łatwiejsze.
Zastygła czując ból. Potworny i kujący. Ktoś przygniatał ją do ziemi. Coś mokrego skapywało po jej futrze. Głos zastygł jej w gardle. Chciała ostrzec Jaskółkę, lecz ciało odmawiało posłuszeństwa. Robiło się coraz zimniej. Świat jakby przygasał.
– ...To nie miało tak wyglądać...
– ...Nie moja wina... 
– ...Wczoraj... na pewno... wina... – słowa coraz bardziej zlewały się z dziwnym szumem. 
Szumem, który całkowicie odcinał jej wszelkie bodźce. Powieki złośliwie opadały, zabierając jej podgląd na otaczający ją świat. Próbowała się przeczołgać. Sprawdzić ostatnimi siłami czy Jaskółce nic nie grozi.
Lecz ciemność nastała szybciej niż się tego spodziewała.

03 marca 2025

Od Siewczego Letargu

Ciąża była dziwnym stanem. Nie potrafiła do niej przywyknąć. Myśl, że coś się w niej rozwija była absurdalna. Taka nielogiczna. A mimo to słowa zaskoczonej Czereśni wciąż tkwiły w jej głowie.
"Spodziewasz się kociąt".
Dotknęła niepewnie brzucha. Był większy. Ciężki. Czuła się nabrzmiała. Szybko się męczyła. Nie rozumiała dlaczego Jaskółka tego pragnęła. Nie było to przyjemne. Już sam fakt i uczucie, że coś porusza się w niej przyprawiało ją o dreszcze.
Kremowa pilnowała ją. Dbała o jej posiłki. Zaglądała do niej po patrolach. Szeptały o czymś z Półślepym Świstakiem, gdy zasypiała zmęczona. Czuła na sobie wiele spojrzeń. Głównie zaskoczonych. Przygasający Promień nie mogła wręcz uwierzyć w tą nowinę. Także doglądała w wolnym czasie córkę. Próbowała od niej dowiedzieć się kim jest ten "szczęśliwiec". Siewka natomiast milczała. Nie wiedziała jak wytłumaczyć matce, że to wszystko było jedynie dla Jaskółki. Że ona wcale nie chciała tego, jedynie spełniała marzenie swej siostry. Bała się, że rodzicielka źle na to zareaguje. Podobnie jak reszta klanu. Jaskółka starała się mieć nieposzlakowaną opinie. Siewka nie mogła zniszczyć jej wieloletnich starań.
– To już niedługo. – uśmiech Czereśni jakoś ją uspokajał.
Kiwnęła lekko łbem, by następnie ułożyć go na posłaniu. Była taka ciężka. Nie miała siły na nic.
– Myślałaś o tym, jak dasz im na imię?
– Czy to ważne? – mruknęła cicho.
– Oczywiście. Imię to coś co pozostaje z kotem do końca.
Siewka zamknęła ślepia, nie mając siły unosić łba by zerknąć na medyczkę.
– To może Czereśnia i Gałązka?
Starsza kotka zaśmiała się cicho i podeszła do niej. Siewka poczuła jej ciepło obok siebie.
– Było by mi naprawdę miło. Cieszę się, że jest u ciebie lepiej Siewko. Naprawdę.
Szylkretka zmusiła się do uśmiechu. Nie nazwała by tak tego stanu.


* * *


Poród był okropny. Przerażający. Nie chciała już nigdy więcej odczuwać tego bólu. Niemożności i agonii. Nie rozumiała dlaczego powołanie na świat nowego życia kosztowało tyle cierpienia. Zdyszana i wykrzywiona wciąż w bólu leżała na posłaniu. Dwie małe kremowe kulki wiły się obok jej brzucha rozpaczliwie popiskując. Były mokre i śliskie.
Niczym szczur, który wypadł do wody.
Próbowała się od nich odsunąć, lecz wykończone ciało odmawiało posłuszeństwa. Skazana na to leżała, czując jak kocięta przywierają do jej ciała.
– Siewko...?
Cichy głos siostry sprawił, że otworzyła oczy. Jaskółka wyglądała na zmartwioną. Wyglądała aż tak źle?
– Mogę wejść? Jak się czujesz? Jak dzieci?
Zmusiła się do odsunięcia nogi, by kremowa mogła ujrzeć swe wyczekiwane potomstwo. Zielone ślepia zabłysły w mroku legowiska. Podeszła bliżej zafascynowana nimi. Czy tak właśnie wyglądały matki, gdy patrzyły na swoje pociechy?
– Są... przepiękne. – miauknęła rozmarzona Jaskółka, wyciągając ni pewnie łapkę ku kociąt. – Idealne...
– Wyglądają jak ty. – wydusiła z siebie Siewka.
Kremowa pokiwała łbem z uśmiechem.
– Tak, to prawda. Moje maleństwa... – przysiadła się do siostry, angażując całą swoją uwagę na maluchy. – Spójrz, mają ogonki takie jak ty. Zupełnie jak małe króliczki. Moje dwa małe puchate króliczki. Jejku, już je całkowicie kocham. Spaliłabym cały świat dla nich, gdyby tylko było trzeba. – trajkotała radośnie siostra.
Siewka wykończona tym wszystkim coraz bardziej zasypiała. Miała nadzieję, że na tym kończył się jej kontakt z siostrzeńcami. Jaskółka ich zaakceptowała. Siewka wypluła na świat. Mogli się teraz szczęśliwie rozejść. Zacząć na nowo żyć swoim dawnym życiem.
– I jak ich nazwiesz? – zapytała zaspanym głosem Siewka.
Kremowa trzepnęła uchem zadowolona.
– To chyba oczywiste. Zajączek i Króliczek!

16 lutego 2025

Od Siewczego Letargu

 Duchota była potworna. Powietrze tak ciężkie. Mokre. Woda zdawała się osadzać w futrze. Każdy ruch był nieprzyjemny. Siewka niechętnie opuszczała obozowisko. Skalna jaskinia była łatwiejsza do zniesienia. I tak suchsza niż świat na zewnątrz. Deszcz zdawał się ponownie uderzać o ziemię. Znów woda zalewała ich polany zamieniając je w bagienne mokradła. Wojowniczka skuliła się w kłębek. Tak bardzo nie chciała wychodzić ze suchego legowiska. A mimo to widmo patrolu wisiała nad nią.
— Siewko? 
Uniosła łeb, by spojrzeć na swoją siostrę. Tylko z nią ostatnimi czasów rozmawiała. Bała się podejść do mentora, zakłócać jego szczęśliwe rodzinne życie. Tylko by je zniszczyła, przez widmo niesionej na jej barkach klątwy. Bezpieczniej dla nich było, żeby nie zbliżała się do nich. 
— Siewko? Raczyłaś by odpowiedzieć. To niegrzeczne. — skarciła ją siostra. 
— Przepraszam. 
Kremowa machnęła łapą, choć jej ogon zdradzał jej zdenerwowanie. Przysiadła się do niej, wbijając wzrok gdzieś dalej. 
— Judaszowy Pocałunek skombinował sobie skądś kocięta. Nie są zbytnio do niego podobne, więc raczej nie jego, ale spójrz jak wszyscy wokół nich skaczą. Wszyscy uwielbiają kocięta. — stwierdziła, obserwując Lśniącą Łapę.
Siewka nieco niepewnie kiwnęła łbem. Nie rozumiała skąd ten temat u siostry. Nigdy wcześniej nie zdawała się zwracać większej uwagi na młode. A tym bardziej czyjeś. 
— Uroczą są, nieprawdaż? 
— Chyba tak. — odpowiedziała cicho szylkretka. 
Jaskółka westchnęła ciężko. Przeniosła zmartwiony wzrok na siostrę. Siewka nieco nim onieśmielona położyła uszy. Powiedziała coś nie tak?
— Ile bym dała by doczekać się z Błahostką własnych kociąt... — wyznała, otulając się ogonem. 
Szylkretka zdezorientowana tymi słowami zamarła. Myśli niespokojnie gnały przez jej umysł. Nie sądziła, że siostra marzyła o takich sprawach. Najwidoczniej taki był cykl rzeczy. Położyła uszy zmartwiona. Może i ona  kiedyś zapragnie takich rzeczy, gdy już pozna tego kota. 
— To może dołączy — zaczęła nieśmiało, lecz wzrok Jaskółki kazał jej zamilknąć. 
— To niemożliwe. — miauknęła zrozpaczona. — Nie pozwolą mu. 
— Kto? 
— Nie mogę ci powiedzieć. Nie chce cię narażać na niepotrzebne niebezpieczeństwo. — wymamrotała Jaskółka, rozglądając się wokół siebie. 
Siewka skuliła się, czując jak stres napina jej ciało. Sama była sobie winna. To ona dopytywała. Czuła się teraz źle. Niepewnie zerknęła na siostrę. Jaskółka odwróciła od niej pysk. 
— Przepraszam. — miauknęła cicho szylkretka. 
Ciche westchnięcie. 
— Nic się nie stało. Nie wiedziałaś. Poza tym jest jeszcze inny problem. Poważniejszy. — urwała tajemniczo kremowa. 
Siewka nie wiedziała czy chce o to pytać. Już tak błahe pytanie przyniosło ze sobą tyle negatywnych emocji. Jej siostra miała tyle problemów, o których nawet nie wiedziała. Tyle musiała znosić w imię swojej miłości. A przecież nie robiła nic złego. Wojowniczce było tak żal kremowej. Bała się co jeszcze ta ukrywała przed nią. Gula w gardle coraz bardziej ją cisnęła. 
— Ja... — zaczęła cicho Jaskółka, zbliżając się do niej. 
Jej smętne zielone ślipia wpatrywały się niepewnie w siostrę. 
— Ja nie mogę mieć kociąt. Czereśniowa Gałązka niedawno mi to powiedziała. 

* * *

Słowa siostry jeszcze przez wiele księżyców tkwiły w głowie szylkretki. Współczucie i poczucie winy mieszały się w jej ciele. Chciała ją wesprzeć, pomóc jej jak tylko potrafiła, lecz nie wiedziała jak. Nie chciała by Jaskółka cierpiała patrząc na inne rodziny. Zazdrościła Judaszowemu Pocałunku odnalezionych kociąt. Gdyby tylko mogła odnalazła by i dla niej te kocięta. Niestety te nie rosły na drzewach. Nie dało się ich też dostać mimo błagalnych próśb do Klanu Gwiazd. Siewka czuła się coraz gorzej z ciężarem problemów siostry. Kremowa żaliła się jej częściej. Szylkretka cieszyła się, że dzieliła się z nią swoimi myślami, lecz po każdej rozmowie intensywniej przeżywała ból swojej siostry. Gubiła się w swoich uczuciach. Zaczęła znów sięgać po mak. 
— Siewko... — zagaiła tajemniczo Jaskółka pewnego dnia. 
Szylkretka przeniosła nieprzytomne spojrzenie na kremową. Uniosła jedną brew pytająco. Siostra usiadła obok niej. Bardzo blisko. Czuła jej ciepło. Krótka jasna sierść była potargana. Naprawdę to wszystko się na niej odbijało. 
— Może tak ty byś mi pomogła...? No wiesz z tymi kociętami. — miauknęła cicho zawstydzona. — Wstyd mi cię o to prosić, ale tylko z tobą jestem na tyle blisko. Tylko tobie tak ufam. 
Siewka zamrugała zdezorientowana. Zajęło to parę dłuższych uderzeń serca zanim zrozumiała o co konkretnie chodzi. Otworzyła pysk zaskoczona. Nie umiała początkowo wydusić z siebie żadnego słowa. Myśl ile to pytanie musiało kosztować Jaskółkę jednak przejęła szybko jej umysł. Była taka nieszczęśliwa. Jej marzenie zostało przekreślone. Nie miała jak wpłynąć na swój los. Siewka była jej jedyną siostrą. Znała ją całe swoje życie. Nie mogła jej odmówić. 
— Dobrze. — szepnęła niepewnie. 

02 lutego 2025

Od Siewczego Letargu

Nastał nowy ład. Mrok został przepędzony. Wygnany. A mimo to niepokój wił się w sercach wątpiących. Nowy lepszy świat nie różnił się wiele od dawnego. Nie uzdrowił chorych. Nie podarował obiecanego spokoju ducha. Nie zbawił świata.
Chude długie łapy ledwo trzymały włochate cielsko w powietrzu. Wilgotne, lepkie powietrze wypełniało płuca podczas płytkiego oddechu. Ślepia błądziły po skalnych sklepieniach, szukając wyjaśnienia. Odpowiedzi, której wciąż nie otrzymała. Srokosz przepadł, mrok został pokonany. A ona wciąż pozostawała zepsuta. Osamotniona i nieszczęśliwa. Nic tak naprawdę się nie zmieniło. Nie w jej życiu. Było jedynie coraz gorszej.
Wróciła do brania maku. Stargane nerwy nie dawały jej spokoju. Nie pozwalały na uderzenie serca ciszy. Musiała je uciszyć. Inaczej zwariowałaby.
— Powinnaś zmienić nastawienie. Jeszcze uznają, że rozpaczasz za Srokoszową Gwiazdą. — znajomy głos dotarł do jej uszu.
Przeniosła nieobecne spojrzenie na siostrę. Była pełna życia. Taka radosna. Błysk zielonych ślepi kotki podnosił Siewke odrobinę na duchu. Przynajmniej ona była szczęśliwa. Siewka zwiesiła łeb, wędrując myślami ku swojemu mentorowi. On także odnalazł radość. Miłość. Stworzył rodzinę. Tylko ona pozostała sama.
Niechciana.
— Chciałabym cię porwać na spacer. — ogłosiła tajemniczo siostra, trącając Siewke.
Szylkretka niepewnie spojrzała na swoje łapy. Nie chciała wychodzić. Mokre powietrze osadzało się na jej futrze. Czyniło ciało takim ciężkim. Siewka odwróciła łeb, nie mając siły mówić. Chciała zostać w jaskini. Gnić tu aż zostanie uleczona. Kremowa łapa uderzyła o skalną posadzkę. Siewka mimowolnie zjeżyła się przestraszona. Napotkała surowy wzrok Jaskółki.
— Siewko.
Jej ton głosu jasno wskazywał, że to nie była prośba. Musiała z nią iść. Nie miała innego wyjścia. Wstała niepewnie, nie odrywając spojrzenia od podłoża. Bała się wzroku siostry. Emocji jakie w dostrzeże w jej ślepiach.
W ciszy ruszyły ku wyjścia z obozowiska. Morska bryza przywitała je chłodnym powiewem. Siewka nie potrafiła się skupić, jedynie podążała posłusznie za kremową, idąc bez sprzeciwu tam gdzie ta ich prowadzi.
Zatrzymała się dopiero, gdy ta stanęła. W napięciu oczekiwała kolejnego ruchu siostry. Kremowa jakby bawiła ją ta sytuacja, przedłużała ją. Chudy ogon kręcił się w powietrzu, oczekiwała czegoś? Siewka rozejrzała się nerwowo. Ostry zapach dotarł do jej nozdrzy. Ślad zapachowy wydawał się mocny. Coś jednak wisiało w powietrzu. Coś innego. Obcego. Zmartwiona podeszła powoli do siostry.
— Czujesz to?
Siewka kiwnęła niepewnie łbem, kuląc się. Nie chciała wpaść na nikogo. Ostatnio samotnicy częściej naruszali granicę. Szylkretka spuściła łeb, nie rwała się do przelewu krwi czy konfrontacji. Jaskółka natomiast z podekscytowaniem wypatrywała czegoś. Wzrok jej utkwił gdzieś daleko, a Siewka nie miała odwagi zerknąć w tamtą stronę.
— No proszę.
Obcy głos sprawił, że spanikowana podskoczyła. Usłyszała śmiech siostry. Nic z tego nie rozumiała.
— Nie jesteście zbyt podobne.
Siewka rozejrzała się nerwowo. Pierw dostrzegła zielone ślepia. Wąskie. Takie ostre. Nietypowe. Czarny pysk wyłonił się z gęstwiny liści.
— Zamierzasz tam wiecznie siedzieć? Złaź. — jęknęła Jaskółka.
Odpowiedział jej śmiech. Potem trzask gałęzi. Wysoki masywny kocur wyłonił się z leśnego podszycia. Siewka położyła uszy spłoszona. Nie miała z nim szans. Jego blizny jasno mówiło o doświadczeniu jakie posiadał. Pewnie niejednokrotnie zabijał. Splamił ziemię kałużą krwi. Zatrzęsła się mimowolnie. 
— Siewko, poznaj Błahostkę. — odezwała się siostra, podchodząc bliżej kocura. 
Ten spojrzał na nią czule i splótł ich ogony.  Wąskie zielone ślepia posłały jej chłodne spojrzenie. Szylkretka cofnęła się o krok. 
— To mój partner.

06 stycznia 2025

Od Siewczego Letargu

Siostra leżała przy niej, mrucząc spokojnie. Wśród tylu kotów i chaosu jaki nastał w obozowisku jedynie ona wydawała się być zrelaksowana. Nieprzejęta tajemniczą śmiercią ich lidera. Nieprzejęta zaginięciem zastępcy, który powinien przejąć stołek lidera. Siewka w przeciwieństwie do niej siedziała cała przykurczona i zjeżona. Bała się, tak strasznie i panicznie. Morderca był wśród nich. A ilość kotów wysławiających się pozytywnie o zgodzie poprzednika zdawała się stale rosnąć. Nieprzyjemne komentarze wobec zbrodni jakiej dokonano powoli ucichały, bali się podzielić los zamordowanego. Prószący Śnieg wciąż stalowo trzymał się swojego zdania. Biały mimo śmierci obiektu ostatnich dyskusji nadal użerał się w rozmowach z Kruszynową Knieją. Ta dwójka była jedynym niezmiennym elementem ich obozowiska.
— Fajnie mieć liderkę, nie? — zaczęła Jaskółka, opierając się mocniej o siostrę, by ściągnąć ją na ziemię. — Jest taka sympatyczna i oddana rodzinie. Myślisz, że Judaszowy Pocałunek ma kogoś na oku?
Szylkretka spuściła wzrok. Nie była wstanie prowadzić takich rozmów. Udawać, że nic się nie stało. Wrócić do normalności. Nic już nie było normalne.
— No weź, i tak i tak niedługo by zmarł. — jęknęła kremowa niezadowolona ze stanu Siewki. — Pomyśl o tym jako o dobrej zmianie. Już skończy się ta lawina nieszczęść. Dobrze?
Wojowniczka niechętnie kiwnęła łbem, bardziej by siostra już ją zostawiła. Nie miała siły rozmawiać. Nie spała. Wcześniej problemy ze snem ciągnęły się za nią od wielu wschodów słońca. A teraz. Bała się, że zostanie kolejną ofiarą. Była równie pechowa. Przepełniona klątwą. Złem, którego nigdy nie chciała. Matka zawsze obwiniała o to Srokoszową Gwiazdę, lecz gdy ten nie żył makabryczne myśli, które żyły w niej od narodzin do teraz, powinny zniknąć? Dlaczego więc dalej ją męczyły. Nieustannie. Bez przerwy. Wręcz się nasiliły. Obawy o własne życie jedynie narastały w jej umyśle z każdym uderzeniem serca.
— Może się przejdziemy? — trąciła ją Jaskółka. — Chciałam coś ci powiedzieć, ale tutaj nie ma nastroju na to.
Siewka niechętnie wstała. Mimo braku siły do takich aktywności atmosfera w obozowisku była mordercza. Wyszły pod pretekstem polowania, niewielu chętnych rwało się do samotnych wędrówek.
— Przyjemnie jest spędzić czas na dworze, nie? — rzuciła kremowa.
Szylkretka zmarszczyła brwi, maszerując za siostrą. Zdawała się jakaś inna. Wcześniej tego nie zauważała. Jej myśli krążyły nerwowo przy Srokoszowej Gwieździe i Gasnący Płomyku. Oraz nadchodzącej wizji apokalipsy. Jaskółka zeszła na dalszy plan. Wycofała się, jakby celowo, i wykorzystała ten czas. Kremowa nie lubiła niczego marnować. Obserwowała siostrę, zerkając na nią co uderzenie serca. Mówiła, o wiele więcej niż zazwyczaj. Zwykle szły w ciszy. Czasem zdarzyło się, że ktoś podpadł kremowej i stał się obiektem licznych kpin pod jego adresem, którymi wojowniczka dzieliła się jedynie z nielicznym gronem. Lecz teraz, zdawała się być odmieniona. Jej krok lżejszy. Oczy jaśniejsze. Wyróżniała się pośród pochmurnego tłumu pogrążonego we własnych myślach. Zapomniała już o tej wersji niej.
— I jak? Jak myślisz o czym porozmawiamy? — przystanęła wojowniczka.
Odwróciła się z uśmiechem w stronę siostry. Musiała zauważyć, że jej nie słuchała. Siewka położyła po sobie uszy.
— O... mordercy lidera? — rzuciła niepewnie.
Jaskółka zaśmiała się cicho.
— Źle. — miauknęła, odwracając się na pięcie. — Choć nie mówię, że śmierć tego dziada nie jest mi na łapę. — dodała zadowolona.
Siewka zmarszczyła brwi. Próbowała złapać jakąś woń. Zająć choć trochę umysł polowaniem. Wątpiła, że faktycznie uda się jej zgadnąć temat ich rozmowy. Kremowa zdawała się być zirytowana małym zaangażowaniem siostry. Trzepnęła ogonem i podeszła do niej.
— Poddajesz się, co? Zawsze boisz się spróbować, wolisz od razu się poddać. I to jest jeden z twoich większych problemów, Siewko. — wypomniała jej, stając przed nią.
Szylkretka skuliła się. Dobrze o tym wiedziała. Przez to straciła Pokrzywowe Zarośla. Wciąż się z tego nie podniosła.
— Ale dziś nie o tobie. Wyjątkowo. — ogłosiła Jaskółka, mrużąc oczy. — Bo widzisz... poznałam kogoś!
Siewka zamarła. Patrzyła osłupiale na siostrę, próbując znaleźć potwierdzenie tego. Nie dowierzała, nie widziała w jej towarzystwie żadnego samca. Zwykle marudziła na kocury w Klanie Klifu. Z nikim nie zdawała się zbliżyć w ostatnich księżycach. A jednak. Zmiana nastąpiła. A on był za to odpowiedzialny.
— Kogo...? — wydusiła z siebie Siewka.
Jaskółka uśmiechnęła się.
— T a j e m n i c a — przeliterowała jej, unosząc zadowolona kitę.

25 grudnia 2024

Od Siewczego Letargu

— Otwórzcie oczy, wojownicy Klanu Klifu! — głośny głos sprawił, że wszystkie ślepia powędrowały ku wojowniczce. 
Czarna sylwetka stała dumnie wyprostowana na jednym ze sklepień jaskini. Wokół niej już wcześniej był tłumek gapiów, lecz teraz uległ on powiększeniu. Siewka niepewnie spuściła wzrok ku ziemi. Czuła do czego będzie biła wypowiedź kotki. Nie był to pierwszy raz gdy przemawiała. 
— Na arenie międzyklanowej jesteśmy kpiną! Już właśni sojusznicy nas atakują! A co robi nasz lider? Jedynie zwraca im uwagę... za zaatakowanie bezbronnej uczennicy medyka! Czy wy to słyszycie? Jak absurdalnie to brzmi? 
Podjudzała już oburzoną gromadę kotów. Szepty rozchodziły się po kątach obozowiska. Srokoszowa Gwiazda ostatnio nie pokazywał się. Nie odnośnił się do wypowiedzi rozczarowanej wojowniczki. Tłum dopiero ucichł, gdy do zjeżonej kotki podszedł kot. 
Biel kontra czerń. Wojownicy mierzyli się chłodnymi spojrzeniami. Furia i oaza. Byli przeciwieństwami. Siali zamęt w głowach Klifiaków. Zdawało się, że obie strony miały rację w tym co głosiły, choć rzeczy były tak sprzeczne. 
— Kruszynowa Kniejo, czy ty na pewno chcesz nawoływać do wojny z sojuszniczym klanem? W imię czego? Młodzieńczych przepychanek? Młodzież od zawsze czyniła głupie zamieszki. Lecz nikt logicznie myślący nie wypowiadał przez to wojny. Chcesz skazać nas zagładę? Skłócić z jedynymi sprzyjającymi nam klanami? 
— Ahgr, nie masz nic lepszego do roboty? — syknęła kotka, mierząc go ostrym spojrzeniem. Trzepnęła uchem, by po uderzeniu serca znów otworzyć pysk. — Dobrze cię słyszałam? Skazać na zagładę? Ja? Nie muszę. Nasz lider robi to za nas. Pokazuje jak pobłażliwie traktujemy ataki na naszych medyków. Tych, którzy dzielą sny z Klanem Gwiazd! 
Biały położył uszy i usiadł. Zdawał się skałą przy szalejącej wokół burzy. 
—  Myślę, że zbyt wyolbrzymiasz tą całą sytuację na swoją korzyść. Młodzież nie pierwszy i nie ostatni raz czyni błędy młodości. Nikt rozważny nie przelewa za to krwi niewinnych. Nasi Przodkowie tym bardziej by tego nie pragnęli. 
Czarna syknęła na niego. 
— Błędem młodości nie jest atak na ucznia medyka. To coś co wiedzą najmłodszych kociąt. A ty jak zwykle próbujesz wszystkich wytłumaczyć. Każdą najmniejszą pierdołę. Bronisz tego głupiego niedołężnego starca. Świadomie ignorujesz zagładę jaką na nas sprowadza.
— Uważam, że to ty nie jesteś wstanie spojrzeć na to z innego punktu widzenia niż własny. Nie dopuszczasz do siebie tej wersji, gdyż tak to nie pasowała by do twych pobudek. Chciałbym byś kiedyś miała okazję spojrzeć na swoje zachowanie z innego stanowiska niż własne. 
— Potrafisz tylko strzępić język... zamiast rozmawiać o Srokoszowej Gwieździe tylko się mnie czepiasz. Bla, bla, bla punkt widzenia... nikogo to nie obchodzi. Jeśli nie masz nic ważnego do powiedzenia to.. po prostu się zamknij! Idź stąd wreszcie! Komuś innemu pozawracaj dupe!
— Jak zwykle, gdy ktoś przekroczy twoją strefę komfortu zaczynasz rzucać wyzwiskami, czy naprawdę uważasz, że twoja postawa zmieni czyjeś zdanie? 
— Ta? Powiedział ten co tylko klepie jęzorem. Dziękuję szanowny panie Śniegu, ale ja liderem zostać nie zamierzam! A Srokosz tym bardziej się nie nadaje, oszust, czciciel mrocznych gwiazd i ateista! 
— Powtarzając plotki prawdziwymi ich nie uczynisz...
Siewka wycofała się powoli z podkulonym ogonem.
W obozowisku znów zrobiło się zbyt głośno. 

21 grudnia 2024

Od Siewczego Letargu

Chaos pozostał w jej wynędzniałym umyśle. Nie mogła spać. Wciąż widziała jej pysk. Jej przerażone i pełne bólu ślepia. Twarz wykrzywioną w agonii. Powracała do niej za dnia i nocą. Prześladowała. Obwiniała o to wszystko. O tą całą tragedię. 
Wszyscy się od niej oddalili. Jastrzębi Zew nie była wstanie spojrzeć jej w pysk. Mentor nie umiał poradzić sobie z terrorem, który przeżyła. Taka tragedia zaledwie parę wschodów przed przyjściem jego kociąt. Panowało wzburzenie. Szepty się nasilały. Oburzone głosy. Rozżalone spojrzenia.
Była chodzącym złym omenem. Od samego początku przeklęta aż po sam koniec swojego ogona. Przynosiła jedynie chaos i zniszczenie. 
Matka oszalała. Tonęła w nerwach. Siwiała. 
— To wszystko jego wina. — próbowała jej usilnie wmówić. — On jest winien tego całego zła. Spójrz na Judasza, uwięził tego, który głosił prawdę. Mroczna Puszcza przejęła nad nim kontrole. Nic dziwnego. Przecież od zawsze miał z nią taki silny kontakt. 
Skulona Siewka jedynie przyglądała się pustym wzrokiem matce. Jej najeżone futro. Błądzące po legowisku wojowników spojrzenie. Nerwowo drżące łapy. Wprawiały i ją w ciarki.
— Rozumiesz, prawda? Ty mnie rozumiesz, Sieweczko. Tylko ty mi pozostałaś. — głos kotki spoważniał. 
Dzwonkowy Szmer stał się nieobecny w ich życiu. Był po drugiej stronie przepaści. Tak głębokiej. Bez dna. Pozbawionej skalnych półek. Żadnych punktów do zaczepienia pazura. On i Jaskółka. Promienieli. Nieznanym dla nich blaskiem. Otumanieni rzekom dobrem, złudną i dopracowaną iluzją, ich lidera. Całego świata. 
— Dlaczego Klan Gwiazd tutaj nie zadziała...? — nieśmiałe pytanie wydobyło się z pyska jednej wojowniczek, która musiała także przysłuchiwać się ich rozmowie. 
— Dopiero co użyczyli swojej mocy Grzybowej Ścieżce by pozbyć się Dzierzby. Podłej morderczyni, która ukradła ciało niewinnego Wilczego Zewu. — odparła kotka cichym głosem. — Lecz nikt nie pomyślał by zająć się jej pomocnikiem. Pamiętam, jak próbował ją ratować. Podła wronia strawa. — syknęła, a brwi matki zmarszczyły. 
Szylkretka przyparła niepewnie do boku rodzicielki. Prawie czuła buzujące w niej emocje. Brzuch był taki twardy. Sztywny. Gorący. 
— Teraz płacimy tego cenę. Niesiemy brzemię, którego nikt nie ma odwagi się podjąć. Przeciąć tej lawiny nieszczęść. 
Siewka spuściła uszy. Matka usilnie próbowała wmówić innym, że jej przekleństwo jest winą lidera. Nieporadnego starca. Był przerażający. Nie zaprzeczała temu. Miał mrok w ślepiach. Trzymał wszystkich na uboczu. Nawet swoją rodzinę. 
Może tym sposobem starał się uchronić ich od swojego brzemia. Jedynie Szary Klif ucierpiał. Może był zbyt blisko z nim. Zbliżył się do lidera i spotkała go kara. Judasz podobnie, lecz Kania zdawał się zachować swoje ciało i dusze w komplecie. Więc skąd brało się masowe szaleństwo. 
— ...Musimy to zakończyć. Przed następną pełnia księżyca...
Zaskoczona oderwała się od matki. Zdziwiona rodzicielka posłała jej zdezorientowane spojrzenie. Wstała, przyglądając się uważnie córce.
— Tylko nie mów mi, że ciebie też otumanił...
Wyraz jej pyska bolał. Morze cierpienia. Zawód. Przerażenie. 
— Nie, nie... nie... — powtarzała, niezdolna do wydukania kolejnego słowa.
— Siewko, podejdź do mnie. Czereśnia powinna cię obejrzeć. Ostatnio jesteś jakaś inna...
Szylkretka wciąż stała oszołomiona mimo nalegających próśb matki. Z każdym jej krokiem do przodu, ona robiła kolejny w tył. 
— Siewko. 
Jej głos przybrał na stanowczości. W oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziała jak to wytłumaczyć. Jak naprawić. Sprawić by zrozumiała. 
— Przepraszam. — uciekła, bo tylko to od zawsze potrafiła. 

02 grudnia 2024

Od Siewczego Letargu

Nastał ponownie mróz. Świat zniknął za ścianą bieli. Nie pamiętała, która to już była jej pora nagich drzew. Zawsze ciężko ją znosiła. Mimo gęstego futra brak słońca doskwierał jej. Jeszcze trudniej było znaleźć jej w sobie siłę. Informacja o ciąży Melodyjnego Trelu nie pomagała. Siewka była w rozsypce. Chciała cieszyć się radością mentora. Lecz traciła go. Coraz bardziej. Nieuchronnie.
Świdrująca myśl nie dawała jej spokoju. Dlaczego ona. Skąd. Co takiego w sobie miała. Siewce wciąż dokuczały kolejne pytania. Nie potrafiła tego zrozumieć. Co takiego miała niska wojowniczka czego ona nie posiadała. Miała wrażenie, że jej więź z mentorem była głęboka. Przeżyli obok siebie tyle księżyców. A on porzucił ją dla niej. Obcej. Dziwnej. Rozliczającej innych z ich czynów.
Krótki ogon nerwowo chodził na strony. Nie potrafiła tego rozgryźć. Dojść do sedna tej sprawy.
— Siewczy Letarg, prawda?
Uniosła niechętnie łeb by przyuważyć wojowniczkę. Było w niej coś znajomego. Może barwa futra. Nietypowe dwukolorowe ślepia spoglądały na nią. Kiwnęła niepewnie łbem, wciąż bardziej pogrążona we własnych myślach niż na nieznanej wojowniczce.
— Nie wiem czy mnie pamiętasz, mieszkaliśmy dłuższy czas razem w legowisku uczniów. Ale, no jestem tutaj bo mamy razem wybrać się na patrol łowiecki. Taki rozkaz z góry. Haha, wiesz o co chodzi. Prawda?
Pomarańczowe ślepia zerknęły na własne łapy. Niezbyt chciała opuszczać swoje posłanie. Niezbyt miała siłę na cokolwiek. Nastała niezręczna cisza. Mordercza wręcz. Jedynie zrywki rozmów wypełniały ją od czasu do czasu. Niechętnie wstała. Nie miała w sobie siły by sprzeciwić się zaleceniu zastępcy.
— To jak? Jednak mnie nie pamiętasz, co? Nie przejmuj się, nic dziwnego, zdawałaś się wtedy bać własnego cienia... — urwała na chwilę. — Oj, przepraszam. Nie jesteś na mnie zła, nie?
Siewka zwiesiła łeb.
— Nie.
Starsza wojowniczka przyspieszyła kroku. Zatrzymała dopiero, widząc jak daleko jest jej "nowa koleżanka". Zaczekała aż dojdzie do niej.
— Brzuch Cię boli? Taka niemrawa jesteś jakaś.
Czując na siebie czujny wzrok kotki, trochę speszyła.
— Nie lubię zimna — wyznała cicho, jedno z mniejszych swoich zmartwień.
Jeżówkę chyba zadowoliła ta odpowiedź. Pokiwała energicznie łbem.
— Doskonale cie rozumiem. Ja też nie przepadam. Chodźmy w okolice Złotych Kłosów. O tej porze zawsze kręci się tam dużo gryzoni. Szybko to załatwimy. — zaproponowała z uśmiechem. — Przyspiesz trochę kroku to od razu zrobi ci się cieplej.
Niepewnie posłuchała się rady kotki. Faktycznie po jakimś czasie było jej lepiej. Nie wiele zajęło im dotarcie na miejsce. Nieco zdyszane dotarły na ogołocone pole. Siewka przyglądała się znanemu miejscu w tak innej scenerii. Gleba była łysa, oprószona gdzieniegdzie śniegiem. Po zwierzynie nie było śladu.
— Musimy zapuścić się dalej. — stwierdziła Jeżówka.
Siewka jedynie kiwnęła łbem i ruszyła za wojowniczką. Mimo wszystko ten patrol nie był taki zły. Wyrwał ją z kręgu ciemnych myśli. Zmotywował do ruchu. Czarna smuga wyróżniała się na tle reszty zimowej scenerii. Śmierdziała dziwnym odorem spalenizny i Dwunożnymi.
— Zdaje się cieplejsza od ziemi. — stwierdziła jej towarzyszka, dotykając łapą podłoża.
Siewka skrzywiła jedynie pysk przez smród panujący przy Drodze Grzmotu. Potworów nigdzie nie było, lecz zawsze zjawiały się nie spodziewanie. Wojowniczka unikała ich jak mogła. Niechętnie przekraczała ją nawet późnym wieczorem, gdy Potwory są w swych domostwach.
— Chcesz tam iść? — jej głos zdawał się być przerażony.
Aż sama zaskoczona zamilkła, zerkając jedynie na Jeżówkę. Szylkretka uśmiechnęła się, a jej ślepia zdawały się bacznie obserwować ulicę.
— To co może przebiegniemy? Na raz dwa trzy? Dasz radę? Już tak daleko zaszłyśmy, że szkoda się cofać. — zaproponowała kotka.
Siewka położyła po sobie ogon, ale niechętnie przystosowała się do oferty kotki. Zamknęła ślepia i na komendę ruszyła biegiem przez Drogę Grzmotu. Jedynie wesoły śmiech Jeżówki uświadomił ją, że bezpiecznie ją pokonały.
— Daliśmy... radę... — wydyszała wojowniczka, siadając na bezpiecznym lądzie.
Młodsza uśmiechnęła się słabo.
Faktycznie dały radę.

* * *

Jeżówka miała rację. Siewka była zaskoczona ilością gryzoni po drugiej stronie Złotych Kłosów. Myszy zbierały z gleby zgubione przez Dwunożnych kłosy zbóż. Plątały się niemal pod łapami w porównaniu do tego co było po drugiej stronie znajdującej się bliżej ich obozowiska. Nie musiało minąć zbyt wiele czasu, by obie miały z czym wrócić do obozu. Starsza dumnie niosła dwa dorodne samce, unosząc zadowolona brwi. Siewka kiwnęła z uznaniem, biorąc w pysk swoją zdobycz. Powoli mrok wkradał się na niebo. Najwyższy czas powrotu. Prawdopodobnie obie tak uznały, gdyż kroki kotek skierowały się w stronę ścieżki grzmotu. Siewka lekko zjeżyła się na myśl o niej. Jeżówka natomiast dalej się nie przejmowała ją tak, przynajmniej nie tak jak jej towarzyszka.
Siewka weszła na zimny asfalt. Przekroczyła go na miękkich łapach, lecz szybko. Ryk zaczął nieść się po okolicy. Oczy wojowniczki rozszerzyły się z niepokojem. Spojrzała na towarzyszkę, chcąc ponaglić jej kroki.
— Już, już, jeden mi upadł. — tłumaczyła się z uśmiechem szylkretka, łapiąc ponownie mysz za ogon. — Nie martw się, zaraz będę. 
Siewka usiadła niespokojnie uderzając ogonem o zimną ziemię. Ryk się zbliżał. A Jeżówce wciąż został kawałek do przejścia. Czuła, jak napięcie w niej zrasta, a gula rośnie w gardle.
Siewka poczuła znajomy zapach obok siebie. Zdyszana Jeżówka niemal wpadła na nią. Odetchnęła z ulgą widząc kotkę całą. 
— Haha, ale przygoda, co? — miauknęła, jakby wcale przed chwilą nie zginęła. 
Jej ciało drżało. Siewka nie odezwała się. Nie wiedziała nawet co powiedzieć. 
— Chodźmy już stąd. — przerwała ciszę starsza wojowniczka. — Muszę koniecznie opowiedzieć o tym Jastrząb. 
Szylkretka uniosła zaciekawiona uszy, słysząc znajome imię. Jastrząb, przyjaciółka jej siostry, również szylkretka. Jak zmrużyła oczy zaczynała coraz bardziej dostrzegać podobieństwo pomiędzy nimi. Nie wiedząc jak zareagować na tą informację, zwróciła wzrok ku własnym łapą.
— Tak wracajmy.
Dotarły do znajomej im aż za dobrze polany. Napięcie lekko opuściło spięte ciało Siewki. Cieszyła się nawet, że byli już tak blisko obozowiska. Ilość przeżytych wrażeń zdecydowanie było ponad normą. Dziwny odgłos niósł się echem po okolicy. Siewka rozejrzała się wokół siebie. Coś przebiegło niedaleko lasu. Zbyt małe na lisa, zbyt duże na łasice. Położyła uszy zmartwiona. Przyczajona Kania wspominał o samotnikach mogących naruszać granice. Odwróciła się niepewnie w stronę Jeżówki. Jej wzrok badał coś innego. Coś zbliżającego się w ich stronę. 
Huk zaskoczył je obie.
Lecz tylko jedna z nich wróciła do domu.

30 listopada 2024

Od Siewczej Łapy (Siewczego Letargu) CD. Bijącej Północy

Wojowniczka spoglądała na nią życzliwie. Siewka czuła, jak jej pogodne spojrzenie przeszywa ją na skroś. Ugniatała się pod nim. Aż przysiadła, przytłoczona tym wszystkim. Było zbyt miękkie. Puszyste. Wariowała przez to. Coś ją bolało. W okolicach piersi. Serce zdawało się gnać tak niespokojnie. Czuła się okropnie będąc tak zestresowana przed tak miłą osobą. 
— Lubię... Jaskółkę... — wydukała cicho, otulając się ogonem. — I... mentora. 
Dymna uśmiechnęła się pogodnie. 
— No to cudownie, że dogadujesz się z tą dwójką. Miłe z nich koty, prawda? Pokrzywowe Zarośla też zdecydowanie przy tobie ożył. Tak cię wychwala. — trajkotała wojowniczka. 
Dziwne świerzbienie w łapach narastało. Mentor ją chwalił. Był z niej dumny. Nieokreślone wiry buzowały w jej brzuchu. Były przyjemne mimo wszystko.
— Naprawdę...? — jej głos sam zdradzał jej niedowierzanie. 
Bijąca Północ pokiwała energicznie łebkiem. Dosiadła się bliżej dygoczącej uczennicy. 
— No oczywiście. I wcale mu się nie dziwię. Sama bym chciała taką uczennicę jak ty. — puściła jej oczko.
Wstała i zrobiła parę kroków do przodu. 
— Chodź, Siewko, głowa lepiej pracuje przy odrobinie ruchu. — zachęcała kotka. 
Niepewne łapki zatopiły się w gęstwinie traw. Czuła jak kłosy plączą się w jej kończynach. Próbują zatrzymać ją w miejscu. Mimo to wciąż próbowała dojść do dymnej. Nadążyć za nią. I jej ideą życia. Nierozgarnięta w końcu upadła. Zdradliwy dołek skradł jej jedną z łap, powodując upadek. Pisnęła zaskoczona. Potem zalała się falą upokorzenia. Była taką pierdołą. 
— Złapałaś zająca? — wesoły głos wojowniczki. 
Spojrzała w jej radosne zielone ślepia. Nic nie rozumiała.
— Jakiego... zająca? — miauknęła zdezorientowana. 
Bijąca Północ zaśmiała się cicho. 
— Tak się tylko mówi. Wszystko w porządku? Idziemy dalej? — zapytała, podając jej łapę. 
Siewka nieśmiało przyjęła kończynę jako pomoc i zalana wstydem ruszyła dalej za kotką. 

* * *

Wszystko chybiło się końcowi. Nieszczęście przybite radością. Niegroźne, lecz jak zatrważające. Nie radziła sobie z tym. Napięcie jedynie narastało. Niepokój i żal nabierał na sile. Stał w jej gardle uniemożliwiając funkcjonowanie. Mentor już dłuższy czas był nieobecny w jej życiu. Każdego dnia skrawek jego znikał. Przepadał. Znikał nieustannie, stając się jedynie bolesnym wspomnieniem. Siewka nie radziła sobie z tym. Ból, który odczuwała, zabijał ją od środka. Wykończał ją, powoli, sprawiając, że marniała z każdym księżycem. 
Wyglądała odrażająco. 
Wszystko wyglądałoby inaczej gdyby nie zjawiła się ona. To ona wszystkie mu była wina. Ona odpowiadała za ten rozpad. Zjawiła się znikąd. Wyłoniła z cienia. Zmąciła spokój panujący w obozowisku. Powoli. Przybierając na sile z każdym wschodem słońca. Coraz bliżej. Coraz bliżej. Aż stali się nierozłączni. Aż ciągle byli razem. Liliowe i szylkretowe futro. Zabrała jej go. Jej przyjaźń. Jej miejsce. 
Pozbawiła ją wszystkiego. 
— Oh, Siewczy Legargu, co ci się stało? — słodki znajomy głos dotarł do jej uszu. 
Zamglone ślepia spojrzały niepewnie na czarną sylwetkę. 


<Bijąca?>

31 października 2024

Od Siewczego Letargu

Nie wiedziała jak wygląda Melodyjny Trel. Rozpaczliwie rozglądała się za kotką, do której takie imię by pasowało. Niestety już po paru próbach metoda okazała się nieskuteczna. Pozbawiona sensu. Żałowała coraz mocniej swej decyzji. Lecz pragnienie nie zawiedzenia siostry było silniejsze. Jaskółka liczyła na nią, a poddanie się nie wchodziło w opcje. Musiała kogoś zapytać. Nie potrafiła znaleźć innej opcji. Starała się odnaleźć najmniej strasznego członka Klanu Klifu. Od śmierci Krewetki było to trudniejsze. Przełknęła mocno ślinę, stając za niziutką kotką. Była niewielka jak kocię, może bardziej uczeń. Lecz zdawała się być wojowniczką. Skądś ją znała. Nie pamiętała. Nie potrafiła sobie przypomnieć. Zalane myśli chaosem, próbowały odszukać sensowne powody tego zapytania. 
— Znasz Melodyjny Trel? — palnęła w końcu na jednym tchu, czując jak coraz bardziej zatraca się w swojej paranoi. 
Wojowniczka obróciła się w jej stronę. Jej pysk był zmarszczony. Była zła. Chyba była zła. Siewka położyła uszy, starając ukazać swą uległość. Nie chciała konfliktu. 
— Tak. To ja. — w końcu mruknęła kotka. 
Siewka chciała zapaść się pod ziemię. Zniknąć. Już nigdy nie spojrzeć Melodii w pysk. A obiecała zająć się kotką. Była w kropce. Totalne dno. Nic dziwnego, że Jaskółka nie chciała jej tego powierzyć. Już tak wiele schrzaniła, a dopiero zaczęła swoje zadanie. 
— A. — wydusiła jedynie zawstydzona. 
Melodia spoglądała na nią znudzona. 
— Więc? Skoro już odkryłaś, że to ja to co teraz. Jaką masz do mnie sprawę? — zapytała, wracając mimo to do czyszczenia swojego futra. 
Siewka przełknęła ciężko ślinę. 
— Jesteś zajęta? 
Odpowiedziało jej zirytowane spojrzenie. 
— Ja... chce z tobą porozmawiać. — dodała ciszej, topiąc się w swoim zawstydzeniu. 
— Nie robimy już tego teraz? 
— Na osobności... 
Melodia zdawała się zdziwiona tym. Zaprzestała mycie się i spojrzała zaskoczona na młodą wojowniczkę. Zlustrowała ją spojrzeniem. Siewka skuliła się.
— Eh, a gdzie chcesz iść? Tutaj prawie nikogo nie ma. 
Siewka zaszurała nerwowo łapami. Musiała wyciągnąć ją gdzieś daleko. Nim kotka odkryje jak mało ma jej do powiedzenia. 
— Do Sowiego Strażnika. 
Wojowniczka wydawała się być zaskoczona tą propozycją. 
— Aż tak daleko? Nie możemy do Kaczego Bajorka?
Szylkretka spojrzała na własne łapy. Jaskółka musiała jej wybaczyć, jeśli nie starczy jej czasu. Nie umiała podać sensownego celu tak dalekiej podróży. 
— Możemy. — miauknęła cicho. 
Nastała pomiędzy nimi cisza. Siewka wpatrywała się we własne łapy, a Melodia zdawała się na nią. Czuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Dlaczego to wszystko było takie trudne. 
— Ty chcesz już teraz iść? — miauknęła w końcu zaskoczona wojowniczka. — Eh, no dobra. Tylko poinformuje Przyczajoną Kanie. 

* * *

Szły w ciszy. Mijały pola usiane kwiatami. Trawy zaczepnie chwytały ich kosmyki futra. Ziemia była taka ciepła. Przepełniona promieniami słońca. 
— Zabawna jesteś. — stwierdziła Melodia nagle. 
Siewka zatrzymała się zaskoczona. Szeroko otwarte ślepia spojrzały na towarzyszkę jej podróży. Nieco zdezorientowana otworzyła pysk, lecz jednak go zamknęła. 
— Haha... — wydała w końcu sztywno. 
Wojowniczka zatrzymała się i posłała jej dziwne spojrzenie. Siewka nie do końca wiedziała o co chodzi. Obserwowała, jak kotka bierze głębszy oddech.
—  Myślę, że jesteś naprawdę ciekawą i... eee... miłą kotką, ale nasze drogi nie mają szans się skrzyżować. Nie tak, jak ty oczekujesz. Ale dziękuję. Było mi miło, że odważyłaś się. — poinformowała ją. — Myślę, że jeśli popracujesz nad sobą pewnego dnia spotkasz kogoś kto to odwzajemni. 
Melodia zaczęła kierować się w stronę obozowiska. Zostawiając zdezorientowaną i zestresowaną Siewkę samą sobie. Szylkretka ciężko próbowała przetrawić co tu się zadziało, lecz emocje skakały w niej niczym górska kolejka. Niepewna myśl zawitała w jej głowie, lecz szybko ją odrzuciła. Zakopała gdzieś głęboko w umyśle. Umrze ze wstydu, gdy spojrzy Melodii ponownie we ślipia. 



npc: Melodyjny Trel

Od Siewczego Letargu

Słońce coraz szybciej uciekało poza horyzont. Ociekające ciepłem dni stawały się krótsze. Z każdym oddechem powietrze ochładzało się. Upalne dni, tak nieznośne, jak i piękne. Pozostaną jedynie w sercu tęskniącej już za ciepłem kotki. 
— Idziemy. — oschły głos wyrwał ją z zadumy. 
Spojrzenie powędrowało ku kremowej. Ostatnio była dziwniejsza. Upragniony wspólny czas wcale nie okazał się tak cudowny i wyśniony, jak za czasów kocięcych księżyców. Wszystko się tak poplątało. A Jaskółka coraz więcej grała. Przybierała uśmiech, choć w środku cierpiała. Nie rozumiała siostry. Nie wiedziała co się dzieje i dlaczego. Chciała jej pomóc, lecz niczym najeżona kolcami jeża Jaskółka odrzucała to. Nie chciała troski. Jej litości. Oczekiwała jedynie trwania przy jej boku. Więc Siewka posłusznie to czyniła. 
Ostatni raz spojrzała na zachodzące słońce.
Dawno już nie spędzała czasu z mentorem. 
— Siewko. — głos niecierpliwił się. 
Podkuliła ogon i ruszyła w stronę wojowniczki. Jej głośne westchnięcie przyprawiło ją o poczucie winy. 
— Przepraszam. 
Zieleń w jej ślepiach przygasała. Z każdym dniem. 
— Nie każ mi czekać. Chce już wracać. — ogłosiła, unosząc ogon. — Idźmy. No już. 
Nie miały aż tak wiele do przejścia. Niezrozumiały był pośpiech, lecz przez kolejne naciski uległa woli siostry. Nie chciała jej znów denerwować. 
— Rozumiem. — kiwnęła grzecznie głową i skierowała łapy w stronę obozowiska. 
Zdziwiła się, gdy kremowa wciąż stała w miejscu. Zdezorientowana odwróciła się w stronę kotki. Widok wpatrzonej we własne łapy kotki łamał jej serce. Podeszła do siostry i otarła się delikatnie o jej bok. Czekała w ciszy. Próbowała dać jej czas. Potrzebne wsparcie. 
— Wpadłam w kłopoty. Nie patrz tak na mnie. — zganiła ją. — Melodyjny Trel uczepiła się mnie ostatnio. A znasz ją. Zaraz wypapla wszystko Judaszowemu Pocałunkowi i zaraz i ja stanę się "klątwą", jak nasz lider... — westchnęła, przenosząc wzrok ku niebu.
Serce Siewki zabiło szybciej. Nie rozumiała co się dzieje i dlaczego. Skąd problem obcej im wojowniczki do Jaskółki. Przecież jej siostra była wzorową obywatelką ich klanu. 
— Dlaczego? — pisnęła przestraszona. 
Jaskółka zjeżyła się. 
— A bo ja wiem. Pewnie Gwiazdeczki jej powiedziały. Znasz ich oderwanie od rzeczywistości. — prychnęła, marszcząc nos. 
Siewka zwiesiła głowę. Bała się tego. Nie chciała by Jaskółka miała problemy i to z tak głupiego powodu. Nie sądziła by kremowa zrobiła cokolwiek złego wojowniczce. Chciała pomóc siostrze, ale nie miała pojęcia jak. 
— Jakby tylko ktoś mógł zająć tą marudę czymś, żebym mogła pierwsza pogadać z Judaszem. Eh, ale Jastrząb sama za nią nie przepada. A ciebie nie chce obarczać tym. W końcu nie radzisz sobie z takimi rzeczami. A szkoda. 
Szylkretka poczuła cierń wbijający się jej głęboko w serce. Chciała jej pomóc. Nie chciała zawodzić siostry, nie po tym wszystkim co dla niej zrobiła. Musiała się do tego zmusić. Jeśli tak mogła ulżyć Jaskółce to musiała to zrobić. Przecież to nic wielkiego. 
— Ja... zrobię to. — miauknęła nieco niepewnie. 
Pikująca Jaskółka uniosła spojrzenie na szylkretkę. W jej oczach było rozdrażnienie i smutek. 
— Przecież mówię, że nie musisz. — mruknęła, wstając.
Zaczęła iść przed siebie. Siewka patrzyła parę uderzeń serca na oddalającą się kotkę. Biła się z myślami. Emocje i scenariusze przetaczały się przez jej łeb. Nie mogła poradzić sobie z rosnącym uczuciem zawodu w sercu. Rzuciła się za nią biegiem. 
— Zrobię to. Naprawdę, Zrobię. — przekonywała ją i samą siebie. 
Kremowa uśmiechnęła się. 
— W takim razie liczę na ciebie, siostro. 



npc: Pikująca Jaskółka

26 października 2024

Od Siewczego Letargu CD. Niedźwiedziego Miodu (Nocnego Kochanka)

Kotka pokręciła łebkiem, śmiejąc się cicho.
— Dziękuję, ale... problem jest tu. — dotknęła swojej głowy. — Boję się...
Kocur posłał jej ciepłe spojrzenie. 
— Spokojnie. Masz wyrozumiałego mentora i jego wsparcie, więc na pewno nic złego się nie wydarzy. 
Siewka pokiwała energicznie łbem. Szkoda tylko, że problem nie tkwił w tym. Ale słowa za bardzo zabawnie się plątały. Czuła, że nie wykrztusi z siebie tak skomplikowanego zdania. Tyle razy mogła pogubić się po drodze. 
— Tak... tak... dziękuje. — zamruczała w końcu prostszą odpowiedź. 
Wojownik wciąż patrzył na nią oczekująco.
— Ja umiem... umiem wszystko. Widziałeś węża... 
Niedźwiedź zaśmiał się cicho. 
— Masz rację. Więcej nie jestem w stanie cię nauczyć. 
Szylkretka pokiwała łebkiem. Poczuła, jak zakręciło się jej lekko w głowie. Senność uderzyła w nią. 
— Idę spać. — miauknęła, ziewając. 
Wojownik uniósł ogon. 
— W takim razie, miłej nocy. 

* * *

Pomarańczowe ślepia wciąż błądziły za czekoladowym kocurem. Teraz gdy uświadomiła sobie, jak niegroźny i bezpiecznym kotem był stał się dla niej nieuchwytny. Nie sądziła, że tak wieloma kotami można się otaczać. A mimo to Niedźwiedź był tego najlepszym przykładem. Mimowolnie błądziła za wojownikiem, wyczekując odpowiedniej chwili, ale ta jak na złość zdawała się nie nadchodzić. 
A potem wydarzyło się dziwne wydarzenie na Zgromadzeniu, które wciąż kąsało Siewkę w tył głowy. Widok czekoladowego wyznającego swe miłosne zauroczenie liderce Klanu Nocy było niespodziewane. Nie wyglądali, jakby wcześniej się spotkali, czy łączyło ich coś więcej niż powierzchowna relacja. A jednak z pyska wojownika padły takie zobowiązujące słowa. Siewka, dla której sprawy miłosne były czarną magią, była wciąż tym wszystkim zszokowana. Zastanawiała się skąd wiedział, jak uświadomił sobie uczucie, które czuł do Sroczej Gwiazdy. Było tyle pytań, a odpowiedź na nie wciąż otaczała się obcymi jej kotami. 
— Siewczy Letargu? 
Trzepnęła uchem.
— Nie teraz... — mruknęła cicho, ale w chwili, gdy uświadomiła sobie do kogo należał ten głos, odwróciła się gwałtownie w stronę kocura. — Niedźwiedź!
Czekoladowy zdawał się być zaskoczony. 
— Tak, to ja. — miauknął z uśmiechem. 
Szylkretce zrobiło się nieco głupio. Położyła uszy speszona. 
— Bo ja chciałam porozmawiać. — wyznała, uciekając spojrzeniem od żółtych ślepi. — O... o miłości. 
Niezręczna cisza. Zamknęła ślipia, wstydząc się spojrzeć na jego reakcje. 
— A o czym dokładnie? 
Poszurała łapą w wysuszonym mchu. Czuła, jak gula rośnie jej w gardle. Może to był zły pomysł. 
— Bo... No... Ty i Srocza Gwiazda. Skąd wiedziałeś? — wydusiła z siebie, trzymając się kurczowo poszarpanego mchu. 
Musiała tylko zdołać wysłuchać odpowiedzi nim ucieknie, chowając się przed czekoladowym już na zawsze ze wstydu. 

<Miś?>

22 października 2024

Od Siewczego Letargu

Napięcie zdawało się nie przemijać. Wręcz przeciwnie. Jak na złość skakało, pozostawiając po sobie jedynie szargane nerwy. Jaskółka była zła. Nie kryła się z tym. Natomiast Siewke to przerastało. Na sam widok kotki, uciekała w kąt, bojąc się kolejnej konfrontacji. Łzy same cisnęły się jej do ślip na myśl o tym wszystkim. Nawet mama już wiedziała. Próbowała pocieszać córkę, lecz skutek nie był zauważalny. Siewka straciła ją. A przecież w końcu miały być razem. Nie radziła sobie z tym. Myśli nerwowo posiadały do działań, których konsekwencje już poniosła. Z każdym dniem zdawały się być jedynym rozwiązaniem rosnącego napięcia. Lecz pewnego dnia wszystko się zmieniło.Uśmiechnięta Jaskółka otarła się o jej bok. Siewka podskoczyła zaskoczona, kładąc po sobie uszy. Kremowa zdawała się tym nie przejmować. 
— Może razem gdzieś się przejdziemy? Dawno nie spędzaliśmy razem czasu.
Padła propozycja. Siewka nieco otępiale wbiła wzrok w siostrę. Nie rozumiała nic. Pokiwała nerwowo łbem, wciąż niepewna co się zadziało. Jaskółka uśmiechnęła się pogodnie, życzyła jej miłego dnia i zniknęła w tłumie kotów. Pozostawiając zdezorientowaną Siewkę samą sobie. Zagubioną w tym niejasnym zachowaniu. Musiała siedzieć zbyt długo w nietypowej pozycji, gdyż oczy wojowników coraz częściej spotykały się z jej spojrzeniem. 
— Coś... się stało?
Uniosła łeb. Pogodne zielone ślepia spojrzały na nią. Wyprostowała się gwałtownie. Musiała wyglądać dziwnie. Skoro przykuła jej uwage. Nerwowo uderzyła ogonem o ziemie. 
— Nic. — palnęła wymijająco. — Znaczy... Jaskółka zaprosiła mnie na spacer... 
Nie wiedziała, czy to dobrze, że zwierzyła się z tego. Nie znały się prawie. Ich relacja nie istniała. Powinna to mówić? 
— Widzisz. Mówiłam. W końcu jej przejdzie.
Nerwowo uśmiechnęła się. Nie wierzyła jej, a miała rację. Musiała dobrze znać jej siostrę. Siewka nie znała jej od tej strony. Wcześniej nie sprzeczały się. Choć nie wiedziała, czy można nazwać to sprzeczką.
— Mówiłaś... — potwierdziła, po chwili stwierdzając, że nie potrzebnie.
Była zbyt niezręczna. Nie wiedziała, jak prowadzić takie rozmowy. Pokrzywowe Zarośle był inny. Rozmowy były łatwiejsze. — Jakbyś znowu miała z nią jakiś problem przyjdź do mnie. Wiem, jak szybko ją udobruchać.
Kotka puściła jej oczko i wróciła do swojej siostry. Siewka przyglądała się chwilę oddalającej się kotce, aż sama stwierdziła, że to dziwne. Wróciła do spoglądania na własne łapy. Pozostało jej zmierzyć się ze spacerem z Jaskółką. Nie mogła tego zepsuć. Odczuła, gdzieś w środku lekką ulgę. Miało być jak dawniej w końcu.

***

Nie tego się spodziewała. Zielone ślepia przenikały ją na wylot.
— Zrozumiałaś?
Pytanie było proste, a mimo to tyle emocji w niej buzowało. Tak wiele w niej krzyczało. Siewka wahała się. Długi kremowy ogon zawisł w powietrzu. Irytowało to ją.
— Nie wydaje mi się bym prosiła o zbyt wiele. Patrząc ile dla ciebie sama zrobiłam. Więc dlaczego masz problem z odwdzięczeniem się mi?
Siewka położyła po sobie uszy. Pokręciła łbem. Jaskółka miała rację. Zgadzała się całkowicie w tym. Sama nie rozumiała skąd tyle sprzecznych w niej emocji. Dlaczego tak bardzo chciała uciec z tej sceny.
— Więc w czym problem? Nie możesz chociaż tego dla mnie zrobić? Czy...
— Zrobię to. — przerwała Siewka, zaciskając ślepia. — Przepraszam. Już więcej nie będę. Obiecuje. — pisnęła.
Jaskółka westchnęła. Czuła, jak zmierza w jej stronę. Zatrzymała się przed nią. Siewka niepewnie spojrzała na jej pysk. Zimne lico zdające się być wyprane z emocji. 
— A i najważniejsze. Nie obgaduj mnie więcej, ok? To bardzo słabe z twojej strony. Jeszcze z Jastrząb. Moją przyjaciółką. — podkreśliła ostatnie słowo, dając siostrze jasny przekaz.
Szylkretka potulnie pokiwała łbem. Warunki i zasady kotki były logiczne. Tak musiało być. Tak powinno być. A Siewka nie chciała więcej kłócić się z siostrą.




npc: Pikująca Jaskółka i Jastrzębi Zew

30 września 2024

Od Siewczego Letargu

Nie wiedziała jak grzecznie odmówić siostrze kolejnej sesji jej porad. Doceniała troskę, jak i włożony wysiłek, ale czuła, że to tylko zmarnowany czas. Nic z tego nie rozumiała, a Jaskółka tylko się na nią irytowała. Atmosfera stawała się coraz gorsza. Z każdym dniem bardziej. Starała się unikać kotki, by zapobiec kolejnym treningom, ale nie miała gdzie się ukryć. 
— Siewko...
Niski głos wojowniczki sprawił, że położyła po sobie uszy. Była zła. Bała się odwrócić i spojrzeć jej w pysk.
— Dlaczego nie zjawiłaś się na czas? Co ty robisz? Co było tak ważne, że postanowiłaś mnie olać?
Szylkretka skuliła się jak małe kocie. Teraz czuła się jak potwór.— Przepraszam.
Jaskółka prychnęła.
— Zamiast przepraszać powiedz lepiej o co ci chodzi. Sama się nie domyśle. Więc lepiej wydukaj to z siebie.
Odpowiedziała jej jedynie cisza. Siewka zaciskała ślepia. Nie miała pojęcia, że tak zraniła kotkę. Dopuściła się tak okropnych rzeczy wobec swoich bliskich. Nie była wstanie wypowiedzieć ani słowa. 
— Tak myślałam.
Słyszała powoli oddalające się kroki kotki. Wtedy jeszcze nie wiedziała do czego to doprowadzi.

***

Jaskółka nie odzywała się do niej już od paru wschodów słońca. Siewka przyglądała się jej w milczeniu i cierpieniu. Poczucie winy narastało w niej. Mimo ziół coraz trudniej było jej zasnąć. Dławiła się tym stanem. Było tylko gorzej, z każdym uderzeniem serca.  Często kręciła się nerwowo przy kotce, ale kremowa tylko ją widząc odchodziła pospiesznie z wysoko uniesionym łbem. Nie umiała sobie z tym poradzić. Zapobiec pogłębianiu tego konfliktu. 
— Nieźle jej podpadłaś, co?
Siewka przestraszona odwróciła się do tajemniczego rozmówcy. Szylkretka. Niewiele starsza od niej. Znała ją skądś. Prawdopodobnie. Pokiwała łbem, kładąc po sobie uszy.
— Nie przejmuj się nią. W końcu jej przejdzie. — stwierdziła, siadając obok młodszej. 
— Na pewno? — miauknęła niepewnie Siewka, wpatrując się we własne łapy.
— Absolutnie. Zimno jest, pewnie sobie zadek odmroziła. Będzie cieplej to i jej humorki ustaną. Zobaczysz.

26 września 2024

Od Siewczego Letargu

Siewka leżała wtulona w sierść kotki. Krótkie kremowe futro siostry lekko łaskotało ją w nos. Mruknęła cicho, próbując powietrzem pozbyć się nieprzyjemnego uczucia. Starała się ułożyć sobie wszystko w głowie. Codzienność jak i całe życie znowu zmieniło się. Wszystko od nowa. Nowy system. Nowe obowiązki. Nowe obyczaje. Brakowało jej mentora. Bardzo. Każdego dnia. Tęskniła za dniami spędzonych u jego boku. Byli tak blisko i jednocześnie daleko. Czuła się samotna. Strasznie i potwornie. Nie wiedziała jak doprowadzić do powrotu do dawnego stanu rzeczy.  Nie chciała się mu narzucać. W końcu dopiero się jej "pozbył". Zasługiwał na odpoczynek od problematycznej uczennicy. Nie mogła mu tego zabrać. Westchnęła cicho, chowając pysk pod swoimi łapami.
— Oo.
Głos Jaskółki zdawał się podekscytowany. Siewka uniosła uszy. Nie wiedziała skąd reakcja siostry. Co takiego mogło wydarzyć się w ten zimny wieczór, że wojowniczka tak ożywia się nieoczekiwanie.
— Nie musisz mi mówić. To widać.
Siewka niepewnie spojrzała na Jaskółke. Zdawała się mówić do niej, ale kotka nie rozumiała co się dzieje.
— Siewko, nie graj głuptasa. Mnie nie oszukasz. — widząc wciąż jej zdezorientowany wzrok pacnęła ją łapą. — Przecież widzę, że się zakochałaś!
Siewke od razu to rozbudziło. Zdziwione ślepia spojrzały na siostrę.
— Co?
— Pstro. Zakochana Siewka. Zakochana Siewka. Zakochana Siewka.— miauknęła głośno Jaskółka zadowolona z siebie i swojego odkrycia.
Szylkretka mimo że nie rozumiała skąd te wnioski, jak i sama nie czuła się w takim stanie, speszyła się, gdy kremowa zaczęła to na głos ogłaszać wszystkim obecnym w legowisku wojowników. 
— Ale... Ja... — zaczęła, ale siostra nie zamierzała pozwolić jej dość do słowa.
Była w swoim świecie. Już wszystko idealnie zaplanowała.
— Ah, nic dziwnego. W końcu Pora Nowych Liści się zbliża. Tyle kociąt pojawiło się w klanie. Nic dziwnego, Sieweczko, nic dziwnego. Nie wstydź się. To nic złego. To piękna sprawa. A ja chętnie ci pomogę.
Siewka nie wiedziała co począć z tym wszystkim. Chciała, żeby Jaskółka przestała. Już nic więcej nie mówiła. Nie chciała kolejnych komplikacji i nieporozumień. Już i tak wszystko ją przerastało.
— Więc? Kim jest twój wybranek? A może wybranka? Mów mi koniecznie. Może ktoś z poza klanu? U nas same stare dziady. Ale nie martw się. Nikomu nie powiem.
Szylkretka pokręciła głową.
— Nie mam nikogo. — miauknęła powoli by siostra zrozumiała.
Kremowa zamrugała i westchnęła. Machnęła łapą. 
— To nie problem. Nie martw się. Znajdę ci kogoś. — stwierdziła z uśmiechem.
— Nie chce...
— Nie ma, że nie chce. Mama na pewno będzie przeszczęśliwa, jak kogoś znajdziesz. I tata też. W końcu będą spokojniejsi. Widziałaś jak osiwiała ostatnio? Nie chcesz jej trochę ulżyć?
Siewka przełknęła ciężko ślinę. Chciała ulżyć mamie. Nie chciała sprawiać jej zmartwień. Ale wciąż nie była pewna czy to dobra decyzja. Nie wiedziała czym są związki i na czym polegają. Ani jak to być zakochanym. I jak to się właściwie robiło, że nagle ktoś stawał się partnerem drugiego kota.
— Siewka, nie bądź samolubna. Poza tym miłość cie uleczy, zobaczysz. Dzięki niej wszystkie problemy znikają. Żyjesz tylko dla tej drugiej osoby, no i dla mnie oczywiście. Dobra wiesz, nic nie musisz robić. Wszystko przygotuję. Zaczniemy od treningu.

***

Szron osiadł na trzcinie, przyozdabiając ją na biało. Śnieg powoli topniał, ustępując miejsca trawie. Jaskółka zabrała ją w okolice Kaczego Bajorka. Siewka usiadła nieco zdezorientowana, gdy kremowa postanowiła skupić się na jednym z kamieni. Szylkretka rozglądała się wokół, obserwując zamarzniętą wodę. Lód zamknął staw pod szczelną kopułą. Kotka zastanawiała się czy  wytrzymał by jej ciężar.
— Siewka, skup się.
Rozkaz siostry oderwał ją od wody. Kremowa zaprezentowała jej kamień. Niezbyt duży. Do połowy ciała kotki. Jednak wyróżniał się na tle innych głazów. Miał na sobie dwie kupki śniegu imitujące uszy oraz coś co chyba było oczami.
— Wyobraź sobie, że to kot.
Siewka spojrzała niechętnie na kamień. Doceniała wysiłek siostry, choć głazowi wciąż było daleko do kota.
— To Kamienny Krok. Przywitaj się z nim.
Kotka niepewnie podeszła do kamienia.
—...Hej...?
— Źle. Źle. Źle. To ma być twoje przywitanie się? To miało skraść mu serce? Oh, Siewko przed nami jeszcze dużo pracy.
Jaskółka nerwowo kręciła ogonem. Podeszła do siostry i poprawiła jej futro w paru miejscach.
— Wyprostuj się. No już. O no widzisz. Od razu lepiej. Jejku, jaka ty duża. Dobra idziesz. Jeszcze raz. Tylko teraz tak, jakbyś chciała tej znajomości.
Szylkretka spróbowała ponownie, choć efekt wciąż nie zadowalał Jaskółki. Wtedy nawet nie myślała, że kremowa będzie ją tym katować aż do szczytowania słońca.

20 września 2024

Od Siewczej Łapy (Siewczego Letargu)

Przełknęła nerwowo ślinę. Treningi nabierały na sile. Bała się o czym może to świadczyć. Nie chciała dopuścić do siebie tej myśli. Mróz dokuczliwiej szczypał w futra wojowników. Jaskółka została wojowniczką. Dostała nowe imię. Piękne i podkreślające ją. Siewka nie była wstanie wymyślić lepszego. Czegoś co tak by ją oddawało.
— Siewko?
Odwróciła posłusznie wzrok w stronę mentora. Był spięty. Zdecydowanie. Podejrzewał coś. Nie, nie miał prawa. Żyła w letargu. Dryfowała pomiędzy nimi wszystkimi jak uschnięty liść w rzece pełnej ryb. Przetrwała to. Za dużą cenę. Nie miał prawa mieć jakichkolwiek podejrzeń. Nie mógł... Nie zniosła by tego.
— Wiem, że z mojej strony padła obietnica nie mianowania cię dopóki nie będziesz czuła się gotowa... — urwał, sprawiając, że uczennica zamarła.
Jej zrozpaczony wzrok powędrował na łapy.
Dlaczego ją to spotykało.
— Srokoszowa Gwiazda coraz bardziej na mnie naciska. Słyszał o innych kotów, że jesteś już gotowa...
Siewka zacisnęła ślipia starając się to odrzucić. Pozbyć się. Próbowała, choć dobrze wiedziała, że nie wyrzeknie się rzeczywistości. Nieważne jak ją przerażała.
Załzawione ślepia spojrzały na pysk mentora. Widziała, że też tego nie chciał. Że starał się jak mógł. Nie mógł jej przed wszystkim uchronić. I tak wiele już dla niej robił. Za wiele. Był zbyt dobry dla niej.
— Rozumiem. — wydusiła z bólem z siebie.
Podszedł do niej. Poczuła jego ciepło. Oparła łeb o niego, chowając swój zasmucony pysk przed resztą świata.
Nie umiała pogodzić się z tą wiadomością. Choć widmo nadejścia tego i tak widniało nad nią od zawsze. Musiało nadejść. Nie było innego wyjścia.
— Będę wciąż cię wspierać. Wciąż będę przy tobie. Ja, Gasnąca i Jaskółka. Wszyscy teraz będziemy cały czas przy tobie. — próbował ją uspokoić.
Chciała to przyjąć do świadomości. Akurat na tym się skupić. Lecz lęk przed nieznanym i kolejna ceremonia przed Jego obliczem, przerastała ją.

* * *

Dygotała, gdy tłum zawisnął na niej spojrzeniem. Ich wzrok wędrował po niej. Emocje kłębiły się pod sklepieniem jaskini. Było tak duszno. Mimo świszczącego wichru na dworze.
Nie wiedziała co począć ze sobą. Co czuć. Tyle rzeczy przelewało się w niej. Myśli plątały się i uderzały o siebie głucho. Było jej niedobrze. Bardzo niedobrze. Nie wiedziała ile jeszcze ustoi o własnych siłach. Ledwo słyszała swój własny oddech.
A tłum powtarzał jak mantrę jej nowe brzemię.
Nowe przekleństwo.
— Siewko... — urwany głos.
Tak cichy pośród chaosu panującego wokół. Dojrzał łzy w jej ślepiach. Z resztą każdy by się tego spodziewał. Nie mogli oczekiwać od niej za wiele. Chciałaby zapaść w ten stan, którego klątwa spoczywała w jej mianie.
Podeszła do mentora. Nie był sam. Jej matką władało wiele emocji. Była na skraju wybuchu. Starała się uspokoić, lecz furia na nowo rozpalała się w niebieskich ślepiach. Przerażała ją.
— Przemówię mu do rozsądku. Przecież to... kpina. — syczała zła, a ogon kotki uderzał o kamienne podłoże.
— Może przełóżmy to na jutro?
— Jutro? Słyszałeś go? Widziałeś jak ją skrzywdził. Jak ukarał. Pozbawiony emocji cham. Zakuty łeb...
— Cii... Nie tego teraz potrzebuje.
Zamilkli. Szum wokół pozostał. Narastał. Coś dotknęło jej grzbietu. Odwróciła się poparzona. Jaskółka uśmiechała się. Jako jedna z nielicznych. 
— Pasuje ci. — miauknęła, kładąc uszy. — Przestań mamo. Przecież ładnie brzmi. I trochę ją oddaje. To co? Musimy wybrać się wspólnie na polowanie. W końcu nadrobimy ten cały czas. 
Siewka pokiwała licho głową. Bała się tego co nastanie następnego dnia. Bała się do czego posunie się matka. Bała się, że straci Pokrzywione Zarośla. Co jeśli ponownie otrzyma ucznia. Nie będzie już miał tyle czasu dla niej. Nie będzie w stanie jej wspierać. Być przy niej. Straci go. Przestała być już jego uczennicą. Już nie musiał się nią zajmować. 
Tak bardzo nie chciała tego wszystkiego.

***

Przeniosła już ostatnie swoje rzeczy do nowego legowiska. Było tu tłoczno. O wiele więcej kotów niż w poprzednim legowisku. Kumulacja zapachów i woni. Przytłaczały ją. Gryzły nos. Czuła się jeszcze bardziej obserwowana i otoczona. Nie wiedziała gdzie się schować. Gdzie uciec. Legowisko siostry było niedaleko. Niby parę kroków, ale wciąż ta odległość zdawała się być za duża. Większa w porównaniu do wspólnego leżenia obok mamy. Siewka upychała wysuszone kwiaty w mech. Nerwowo rozglądała się, czując co ruch czyjś wzrok na sobie. Miała wrażenie, że zwariuje. Oszaleje. Nieważne, gdzie nie spojrzała tam znajdował się nieznany jej wojownik. Otaczali ją ze wszystkich stron. Śledzili każdy oddech. 
— Siewko? Jesteś tutaj?
Znajomy głos dochodził od wejścia do legowiska. Niósł się echem po pomieszczeniu. Szylkretka oderwała wzrok od własnych łap i ruszyła w stronę wyjścia. Każdy krok był wymagający. Wciąż napotykała obce spojrzenia. Wciąż na kogoś wpadała. Zdawali się tylko nienawidzić jej coraz bardziej. Przełknęła nerwowo ślinę. Przez łeb przemknęła apokaliptyczna wizja sennego koszmaru. Nikt nie ucieszy się z jej jęków w nocy. Tylko jeszcze bardziej się pogrąży. Skaże na pogardę.
Ujrzała pysk medyczki. Czereśniowa Gałązka uśmiechała się smutno. Zapomniała jak blisko były przez ostatnie księżyce. Przez nadrabianie straconego czasu na treningi niemal nie widziała medyczki. Poczuła się winna. Nie powinna zaniedbywać relacji z kotką. W końcu tyle dla niej zrobiła. 
— Przygotowałam coś dla ciebie. — miauknęła starsza, podsuwając jej zawiniątko pod łapy. — Melisa. Może się przydać. Jakbyś czegoś potrzebowała to wiesz gdzie mnie szukać.
Siewka uśmiechnęła się słabo. Kiwnęła głową. 
— Dziękuję. Naprawdę.
Mimo ziół i tak długo nie mogła zasnąć. Niespokojna przewracała się z boku na bok, nie mogąc usnąć w towarzystwie tylu oddechów. Osaczona. Nieważne gdzie powędrowała wzrokiem widziała spadający rytmicznie bok. Przez myśl przeszedł pomysł udania się do legowiska medyków, lecz zaspany krok spowodował więcej szkód po drodze. Nieprzytomne koty powarkiwały na nią za każde naruszenie ich spokoju. Zrozpaczona utknęła gdzieś w połowie drogi, nie wiedząc już czy lepiej zawrócić czy ryzykować dalej. Każda decyzja skazywała ją na konsekwencję. A i tak już ledwo wytrzymała to wszystko.
— Siewko? Gdzie, gdzie się wybierasz?
Szpet sprawił, że zaczęła szukać wzrokiem jego właściciela. Para niebieskich ślip obserwowała jej poczynania. Z niepokojem.
— Nie mogę spać. — wyznała równie cicho, kierując się powoli do kotki.
Wojowniczka przesunęła się lekko na bok. Położyła łapę na wolnej przestrzeni.
— Chodź.
Siewka posłusznie położyła się obok matki. Objęta ciepłem jej ciała, przylgnęła do boku kotki. Bury ogon owinął się wokół jej łap. Nie wiedziała nawet kiedy zasnęła.

04 września 2024

Od Siewczej Łapy

Śnieg podobno oprószył całą okolicę. Słyszała rozmowy o owianej bielą krainie. Zerkała niepewnie w stronę swojego mentora. Większość Pory Opadających Liści spędziła w obozowisku. Głównie u medyków. Jej trening został wstrzymany. A wszystko przez jej zachowanie. Było jej wstyd, ale nie potrafiła też pozbyć się tego co posiadała w swoim legowisku. Trzymała je. Niczym największy skarb. Na czarną godzinę. Czuła napięcie wiszące w powietrzu. 
Coraz więcej plotek. Pogłosek. 
— Siewcza Łapo. — jego głos był taki łagodny. 
Zupełnie nie domyślał się. Nikt się nie spodziewał jakiej zbrodni się dopuściła. Próbowali ukryć przed nią klanowe plotki. Ale i tak do niej dotarły. Klan szeptał o tym, że straciła chęć życia. Popadła w letarg. 
— Może jutro wybierzemy się na trening? Już naprawdę dużo wiesz. Wystarczy małe przypomnienie i myślę, że... — przerwał, widząc jej minę. 
Nie chciała tego. Kolejnej zmiany. Kolejnych nieoczekiwanych zwrotów akcji. Dni pozbawionych Pokrzywowych Zarośli. Nie wyobrażała sobie kolejnej rozłąki z wojownikiem. 
— Nie martw się. Nikt nie będzie cię mianował póki nie poczujesz się na siłach. — uśmiechnął się, starając się załagodzić jej troski. 
Kotka przytuliła się do boku mentora. Już wystarczająco wszystko było pogmatwane. Nie była gotowa dorosnąć. Już i tak wystarczająco dużo rzeczy ją przerastało. 

* * *

Zimny podmuch przywitał ją. Zaskoczona przyglądała się wszystkiemu. Niebo było wypełnione szarością. Mdłe. Już niemal zapomniała jak wyglądała Pora Nagich Drzew. Zdziwiła się, gdy poczuła coś mokrego i zimnego na nosie. 
— Musisz być bardziej uważna. — miauknął z uśmiechem Pokrzywek, formując kolejną kulkę ze śniegu. 
Siewka zamrugała zaskoczona i ledwo uniknęła następnego ciosu. Liliowy zdawał się dobrze bawić, więc uczennica także nie marudziła. Musiała mu wynagrodzić to wszystko. Jak najlepiej umiała. 
— Od razu masz żywsze oczy. — mruknął mentor, pomagając strzepnąć jej resztki śniegu z grzbietu. — Tylko uważnie kładź łapy. Już dalej w głąb polany śnieg jest bardziej zdradliwy. 
Szylkretka pokiwała łebkiem, ruszając śladem mentora. Stęskniła się trochę za światem. 

Od Siewczej Łapy CD. Niedźwiedziego Miodu

Zamyśliła się na chwilę. Nie wiedziała. Nigdy nie widziała prawdziwego niedźwiedzia. Wolała też, żeby tak pozostało. Nie poradziłaby sobie w takiej sytuacji. Czekoladowy jednak pewnie oczekiwał odpowiedzi. Tylko jak miała mu na to odpowiedzieć. Nie wypadało się przyznać, że nie widziała. Nie wypadało też przyznać, że jest gruby jak miś. 
— Masz... — zaczęła niepewnie. — Takie futerko kręcone... znaczy puszyste. Trochę jak niedźwiedź... — urwała, zerkając na jego pysk. 
Wojownik uśmiechnął się. 
— Myślisz? Może właśnie tym się kierowała moja mama przy wyborze imienia. — miauknął radośnie. 
Siewka odetchnęła z ulgą. Poradziła sobie. Dała rade z tą rozmową. Nie zezłościła go. Zamilkła, przyglądając się ukradkowo czekoladowemu. Jakby dłużej się zastanowiła to nigdy, prócz incydentu z krabem, nie zrobił na jej oczach nic strasznego. Ani groźnego. Różnica wzrostu też przez te księżyce pomniejszyła się. Nie był już takim przerażającym olbrzymem. Zwiesiła smętnie uszy. Może zbędnie się go obawiała. Przez ten cały czas sprawiała mu przykrość swoim paranoicznym zachowaniem. Pewnie żywił do niej o to głęboka urazę. Nie zdziwiła by się mu. Też by była sobą rozczarowana. 
— Coś się stało? 
Spojrzała zaskoczona na niego. Zauważył to? Pokręciła szybko łbem. Nie chciała przecież jeszcze bardziej go kłopotać. Już i tak wystarczająco dużo złego wyczyniła swoim zachowaniem wobec niego. nie mogła pozwolić by jeszcze bardziej ją znienawidził.
— Czasem... za dużo myślę. — przyznała się cicho. 
Kocur mruknął. 
— Rozumiem. To nie takie złe, jeśli nie dasz się porwać złym myślom. — zaczął jej wyjaśniać. 
Pokiwała niepewnie łebkiem. Wstała. Miała tyle myśli do poukładania.
— Dziękuję. — miauknęła nieśmiało. — Za tą rozmowę. 
Niedźwiedź uśmiechnął się pogodnie. 
— Nie ma sprawy. Zawsze chętnie z tobą rozmawiam. — oznajmił. 
Siewka pokiwała łebkiem i uciekła w głąb obozowiska. Tyle rzeczy błędnie zakładała. Nie miała pojęcia jak to na nowo przetrawić. Spanikowana zatrzymała się. Uświadomiła sobie coś. Jak wiele rzeczy mogła błędnie interpretować. W ilu sprawach jej własny umysł mógł ją zwodzić. Zaczerpnęła głębszego tchu z trudem, czując rozchodzący się po ciele strach. 
Nie miała pojęcia jak bardzo przeinaczała świat. 

* * *
*Porą Opadających Liści*


Wszystko było takie miękkie. Świeżo zniesiony mech do jaskini sprawiał, że była taka przytulna. Cieplutka. Puchata. Nie potrafiła nacieszyć się tym uczuciem. Czasem pisnęła, gdy trafiła na mokry kawałek. Robiło się coraz zimniej. Nie chciała tego. Lubiła słońce i jego ciepło. takie przyjemne. 
— Siewko? — znajomy głos. 
Odwróciła się w stronę kocura i uśmiechnęła się lekko. Chciała do niego podejść, ale łapy nie współpracowały. Poślizgnęła się na fragmencie mokrego kamienia. Upadła tuż przed wojownikiem. Pisnęła, czując nieprzyjemny ból w okolicy nosa. 
— Siewko? Wszystko w porządku? Możesz wstać? 
Wstała powoli. Nos pulsował. 
— Tak, tak. W porządku... trochę tu ślisko... — miauknęła lekko rozbawiona tą sytuacją. 
Wzrok czekoladowego był inny. Uważnie się jej przyglądał. Coś podejrzewał? Nie, nie mógł nic wiedzieć. Nie miał jak. Niepotrzebnie się przejmowała. Przecież wszystko było w porządku. 
— Naprawdę. Spójrz. — próbowała go przekonać, unosząc przednią i tylną łapę. — Mogę zrobić węża. 
Kocur zaśmiał się cicho.
— Co takiego? 
Siewka przekręciła łebek. Aż za mocno. Trochę zakręciło się jej w głowie. 
— No nie wiesz. To taki test. Na przytomność i równowagę. Wąż. — zaprezentowała ponownie.
Tym razem przeceniła swoje umiejętności. Upadła na ogon wojownika. 
— Oj. Przepraszam... — bąknęła zawstydzona. — Jejku jaki ty cieplutki. 


<Miś?>

[511 słów]
[przyznano 10%]

31 sierpnia 2024

Od Siewczej Łapy CD Promyczka

 Pisnęła zaskoczona bólem. Bała się odwrócić się do tyły ujrzeć jakie zwierzę ja zaatakowało. Wyszła tylko z powodu nalegań Czereśni do ruchu. A teraz spotkało ją takie nieszczęście. 
— Promyczek? — czyjś głos zidentyfikował napastnika. 
Zerknęła niepewnie na kremowego kociaka. Dlaczego. Nie rozumiała. Skąd taka nienawiść do jej osoby w tak młodym kocie. Czyżby opinia o niej była tak zła, że nawet najmłodsi jawnie z niej kpili. Cofnęła się o krok od napastnika. Zdawał się być zaskoczony. A może rozbawiony. Cieszył się z krzywdy jaką jej uczynił. Pewnie zamierzał przechwalać się tym dokonaniem rodzeństwu. Imponować starszym. 
Położyła uszy, widząc coraz więcej kotów wokół nich. Otaczali ich. Zamierzali pozwolić mu ją wykończyć? 
— Promyczku, co ty tutaj robisz? — zapytał obcy głos. 
Jakiś wojownik nachylał się nad kociakiem. 
— Zwiedzam. — odparł, ukrywając swoje dokonania. 
Siewka odsunęła się jeszcze bardziej zaskoczona. Taki młody, a był już tak doskonałym kłamcą. 
— A wiesz, że nie wolno ci samemu? Bożodrzew pewnie się martwi. Siewcza Łapo, odprowadzisz go?
Kotka przełknęła nerwowo ślinę. Nie chciała. Nie miała zamiaru zbliżyć się kiedykolwiek do tego pozbawionego skrupułów moralności osobnika. Niewinne ślipka lśniły w jaskini, lecz ona znała prawdę skrywają pod kremowym futerkiem. 
Nie umiała jednak się sprzeciwić. Trzymając dystans szła obok kocięcia. Ten zdawał się niezbyt zadowolony z ukończenia jego własnej przygody. Zamiast skręcić do kociarni powędrował gdzieś indziej. Uczennica patrzyła na to nie wiedząc co zrobić. Bała się konfrontacji. Tym bardziej wiedząc już do czego jest zdolny. 
— Tam... tam jest kociarnia. — bąknęła nieśmiało. 

<Promyk?>

30 sierpnia 2024

Od Siewczej Łapy

Jej ślepia obserwowały kłębek kurzu. Zagubiony. Samotny. Obrzydliwy. Próbowała wymazać go spojrzeniem. Nie miała siły wstać. A może bardziej by pasowało chęci. Czuła się tylko gorzej.
Bliscy ją odwiedzali. Mówili jej tyle miłych słów. Dawali jej tyle dobra i ciepła. Siewka czuła się z tym źle. Mimo ich cudownych starań nie potrafiła naprawić problemu w sobie. Wydobrzeć. Nie miała pojęcia co zrobić. Jak odmienić to wszystko.
— Siewko?
Czuła się czasem jakby sprawdzali czy wciąż żyje. Niechętnie uniosła łeb. Topiła się pod przenikliwym spojrzeniem medyczki. Bała się, że wie o jej sekrecie. Zna prawdę i przez to skreśli relacje z Siewką. Całą ich więź. W końcu uczennica użyła zdobytą wiedzę do tak paskudnych celów. Tak haniebnych. Gwiazdom na pewno by się to nie spodobało.
— Jak się dziś czujesz? Wysypiasz się?
Powtarzające się pytania. Wbiła wzrok we własne łapy, wątpiąc w to wszystko. Nic się nie zmieniało. Wciąż była "chora". Zepsuta. Nieważne jaką mieszankę ziół dostała.
Nie odpowiedziała. Nie umiała zebrać myśli by wypowiedzieć sensowne zdanie. Zadowalające kotkę.
— Siewko...?
Spojrzała na nią niepewnie.
— Nie wiem.
Podeszła do niej. Ich boki się dotknęły. Miała ochotę zniknąć pod futrem medyczki. Uciec od myśli i problemów. Zawodów jakie spełniała. Daleko od tego wszystkiego.
— Odczuwasz niepokój? Coś cię przerasta? — próbowała jej podpowiedzieć.
Siewka tylko bardziej tonęła we własnych myślach. Topiła się.
— A jakie masz plany? Marzenia? Co byś chciała zrobić? — zmieniła nagle nastawienie.
Szylkretka spojrzała zdezorientowana na własne łapy. Opuszki dotykały zimnej posadzki. Było coraz zimniej. Nie chciała tego.
— Nie wiem. Nie mam chyba. — wyznała cicho.
Medyczka milczała. Siewka zerknęła na nią niepewnie. Ból i trwoga.
Dlaczego?
— Oh, Siewko. — jej głos taki smutny.
Jasne futro otuliło ją. Siewka schowała w nie łebek. Kotka delikatnie głaskała ją ogonem po grzbiecie.
— Może jutro razem pozbieramy zioła? Przez te myszy trudno nam zebrać zapasy na zimę. Twoje wprawione już oko bardzo by mi pomogło. Pójdziesz ze mną?
Uczennica pokiwała łebkiem. Nie rozumiała dlaczego tak zależało Czereśni na niej. Miała przecież wiele kotów do wyborów. Pewnie znali się na ziołach lepiej od niej. Nie rozumiała tej prośby, ale zgodziła się. I tak tutaj gniła.


* * *

Wiatr rozwiewał jej futro. Zimna morska bryza. Niemal zapomniała o niej. Nie lubiła jej. Zawsze wprawiała jej ciało w nieprzyjemne dreszcze. Morze falowało niespokojnie. Zdawało się zburzone. 
— Siewko? — głos kotki oderwał ją od wody. — Potrzebujesz chwili przerwy? 
Szylkretka odwróciła łebek w jej stronę. 
— Już. — miauknęła cicho, podchodząc bliżej niej. 
Nie wiedziała za bardzo gdzie szły. Czuła się zmęczona. Rozdrażniona. Nie potrafiła skupić myśli. Każdy dzień bez nich sprawiał, że wszystko budziło w niej negatywne emocje. Tylko nimi była wypełniona. 
— Cokolwiek wpadnie ci w oko to zbierz. Coraz trudniej jest cokolwiek znaleźć czego nie zdążyły dorwać myszy. — słyszała jej głos, a mimo to trudno było się jej skupić na słowach. 
— Myszy? 
— Tak. Nikt by nie pomyślał, że liczna zwierzyna sprawi tyle problemów. — mruknęła, uciekając wzrokiem ku niebu. —  Niektórzy obwiniają o to Dwunożnego. 
Siewka nieco zdezorientowana spojrzała na medyczkę. Potrzęsła łebkiem, próbując się otrząsnąć. Dojść do ładu i składu.
— Możesz powtórzyć? 
— Dwunożny. I jego bestia. Zakłócają porządek lasu. Łamią prawa panujące w nim. Są najeźdźcami. Nie mają litości. Nawet dla nas.  — sarknęła Czereśnia. 
Siewka zatrzymała się na chwilę. Próbowała zebrać myśli. Coś jej to przypominało. Coś nieprzyjemnego. Zastygła co nie umknęło uwadze medyczki. 
— Nie martw się. Od wielu wschodów słońca się tutaj nie pojawiał. Jesteś ze mną bezpieczna, Siewko. — oznajmiła. 
Uczennica spuściła wzrok. Nie chciała się o to sprzeczać. Mimo to niepokój w niej pozostał. Przełknęła ciężko ślinę. 
— O patrz. Trochę mniszka się tutaj uchowało. Pomożesz mi wykopać je? Z korzeniem będą bardziej przydatne.
Szylkretka podeszła do kotki i zaczęły wykopywać roślinę. Niedługo później się rozdzieliły. Mlecz rósł w różnych zakamarkach na skraju lasu. Najwidoczniej leśne gęstwiny mu nie służyły. Przebierała łapami, próbując podkopać ziele. Syknęła, zahaczając pazurem o coś twardego. Podniosła ją, wciąż lekko zaskoczona. Jeden z pazurów wyglądał dziwnie. Był czerwony. Zrobiło się jej nieco słabiej. 
— Czereśnio... — pisnęła. 
Medyczka podbiegła do niej.
— Cii... już już. Wierze, że boli. Spokojnie. Każdemu się zdarza. — próbowała uspokoić spanikowaną kotkę. — Poczekaj tutaj. Trzymaj łapkę w górze. Zaraz zgarnę jakąś pajęczynę. Nie martw się. Do ceremonii się zagoi. 
Siewka siorbnęła. Mimo słów starszej wciąż była przestraszona. Łapa wyglądała źle. Strasznie. Nie chciała na nią patrzeć. Czuła jak krew spływa z niej. Uderza rytmicznie o ziemię. A co jeśli ściągnie przez to Dwunożnego i jego bestie? Co jeśli właśnie skazała je na niebezpieczeństwo. Czuła jak coraz bardziej pogrąża się w swojej paranoi. 
— Sieweczko, już jestem. Spokojnie. — próbowała uspokoić roztrzęsionego ucznia. — Będzie dobrze. Byłaś bardzo dzielna. Poznajesz? 
Pokazała jej parę liści. Miały okrągłe końcówki. Otarła łzy zdrową łapką. 
— Dąb? 
Medyczka uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Wyciągnęła w jej stronę kończynę.  
— Brawo. Przyniosłam parę by odkazić ranę. Daj łapkę. Zaraz będzie po wszystkim. 
Siewka niechętnie podała. Syknęła, czując nieprzyjemne pieczenie. Narastające zażenowanie. Wciąż traktowali ją jak małe kocię. Zachowywała się jak ono. Wciąż potrzebowała ich opieki. Nie radziła sobie sama. Z niczym. Próbowała powstrzymać kolejne łzy. 
— I już. Chcesz iść dalej, czy wracamy? — zapytała Czereśnia. 
Szylkretce było głupio podnieść pysk i pokazać zapłakaną mordkę. Chciała wrócić już do obozowiska. Położyć się i zapomnieć o tym wszystkim. Pogrążyć się w nieświadomości. Ale miały zbierać zioła. A mieli tylko mniszka...
— Możemy iść dalej. — bąknęła cicho. 
Medyczka otarła się o nią przyjaźnie. 
— Tylko nie przemęczaj się. I powiedz jak będziesz miała dość. Dobrze? 
Pokiwała łebkiem. Wróciła do szukania ziół, ale miała wrażenie, jakby Czereśnia wciąż stała za nią. Odwróciła się niepewnie. Jej przypuszczenia się przypuściły. Zdezorientowana położyła uszy. 
— Po prostu cieszę się, że razem wyszliśmy. — oznajmiła starsza kotka. 

[trening medyczny 800]
[przyznano 16%]