Para zielonych spojrzała na nią. Trudno było odczytać jej emocję kryjące się w nich. Powolnym krokiem zmierzała do niej. Siewka położyła uszy. Czuła, że nie było to nic dobrego. Siostra stanęła nad nią. Spojrzała na nią a to na kremowe maluchy.
– Witajcie, Króliczku i Zajączku. – miauknęły przyjaźnie do kociąt.
– Mama! – miauknęło jedno z nich.
Siewka nie przyznawała się do tego, że nie odróżniała ich. Niepewnie zerkała na siostrę. Może niepotrzebnie się martwiła.
– Półślepy Świstaku? – zawołała Jaskółka.
Czekoladowa kotka uniosła łeb. Spojrzała pytająco na kremową. Jej wzrok wciąż był zaspany. Starsza coraz więcej spała. Siewka bała się, że pewnego razu już jej nie obudzi.
– Popilnowałabyś ich chwilkę?
– Jasne. – miauknęła, ziewając wieczna karmicielka. – Króliczku! Zajączku! Chodźcie opowiem wam bajkę!
– Jejku, jaką?
Kremowe kulki zleciały się do Świstaka, a Siewka niepewnie podniosła się z legowiska. Spacery z siostrą zawsze oznaczały poważną rozmowę. Nigdy nie brała ją na nie dla czystej przyjemności. Musiała znów zrobić coś nie tak. Albo coś się stało Błahostce. Wspomnienie o kocurze było już mgliste. Zastanawiała się czy Jaskółka poinformowała go o narodzinach ich pociech. Podążała posłusznie za siostrą. Parę kotów przywitało je przyjaźnie. Pytali o maluchy. Jaskółka na szczęście odpowiadała za nią. Siewka uciekała wzrokiem od rozmówców. Gdzieś w głębi obozowiska wyłapała zmartwione spojrzenie matki. Gasnący Promień nie potrafiła zrozumieć dziwnego układu pomiędzy siostrami. A Siewka nie mogła jej tego wytłumaczyć. Nie bez zgody Jaskółki. Kremowa zdawała się nie przejmować tym wszystkim. Tłumaczyła cierpliwie wszystkim, że postanowiła wziąć ciężar rodzicielstwa na siebie, gdyż Siewkę przerastała cała sytuacja. Było to jedynie częściowo prawdą, a ich matka dobrze wyczuwała niedociągnięcia w tej historii.
– Siewko? Idziemy. – poinformowała ją Jaskółka.
Szylkretka kiwnęła łbem. Świat na zewnątrz budził się do życia. Trawa przebijała się przez błotniste warstwy pozostałości po śniegu. Niewielkie kolorowe kwiecie budziło nadzieję na lepszą przyszłość. Siewka zatrzymała się na parę uderzeń serca by przyjrzeć się krokusom, lecz kremowa przywołała ją do porządku. Weszły w las. Mokry śnieg spadał z gałęzi drzew. Jego upadek powodował poruszenie wśród leśnej ściółki. Zielony mech opanowywał powoli niezagospodarowaną ziemię.
– O tutaj, spójrz. – uśmiechnęła się Jaskółka.
Wśród ciemnej kory jej jasne futro wyróżniało się na tle leśnego krajobrazu. Powędrowała wzrokiem ku wskazywanemu kierunku. Ujrzała ich starą bazę. W głębi martwego dębu. Lekko uśmiechnęła się na wspomnienie ich dziecięcych zabaw. Wtedy wszystko było takie łatwiejsze.
Zastygła czując ból. Potworny i kujący. Ktoś przygniatał ją do ziemi. Coś mokrego skapywało po jej futrze. Głos zastygł jej w gardle. Chciała ostrzec Jaskółkę, lecz ciało odmawiało posłuszeństwa. Robiło się coraz zimniej. Świat jakby przygasał.
– ...To nie miało tak wyglądać...
– ...Nie moja wina...
– ...Wczoraj... na pewno... wina... – słowa coraz bardziej zlewały się z dziwnym szumem.
Szumem, który całkowicie odcinał jej wszelkie bodźce. Powieki złośliwie opadały, zabierając jej podgląd na otaczający ją świat. Próbowała się przeczołgać. Sprawdzić ostatnimi siłami czy Jaskółce nic nie grozi.
Lecz ciemność nastała szybciej niż się tego spodziewała.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
18 marca 2025
Od Siewczego Letargu
03 marca 2025
Od Siewczego Letargu
"Spodziewasz się kociąt".
Dotknęła niepewnie brzucha. Był większy. Ciężki. Czuła się nabrzmiała. Szybko się męczyła. Nie rozumiała dlaczego Jaskółka tego pragnęła. Nie było to przyjemne. Już sam fakt i uczucie, że coś porusza się w niej przyprawiało ją o dreszcze.
Kremowa pilnowała ją. Dbała o jej posiłki. Zaglądała do niej po patrolach. Szeptały o czymś z Półślepym Świstakiem, gdy zasypiała zmęczona. Czuła na sobie wiele spojrzeń. Głównie zaskoczonych. Przygasający Promień nie mogła wręcz uwierzyć w tą nowinę. Także doglądała w wolnym czasie córkę. Próbowała od niej dowiedzieć się kim jest ten "szczęśliwiec". Siewka natomiast milczała. Nie wiedziała jak wytłumaczyć matce, że to wszystko było jedynie dla Jaskółki. Że ona wcale nie chciała tego, jedynie spełniała marzenie swej siostry. Bała się, że rodzicielka źle na to zareaguje. Podobnie jak reszta klanu. Jaskółka starała się mieć nieposzlakowaną opinie. Siewka nie mogła zniszczyć jej wieloletnich starań.
– To już niedługo. – uśmiech Czereśni jakoś ją uspokajał.
Kiwnęła lekko łbem, by następnie ułożyć go na posłaniu. Była taka ciężka. Nie miała siły na nic.
– Myślałaś o tym, jak dasz im na imię?
– Czy to ważne? – mruknęła cicho.
– Oczywiście. Imię to coś co pozostaje z kotem do końca.
Siewka zamknęła ślepia, nie mając siły unosić łba by zerknąć na medyczkę.
– To może Czereśnia i Gałązka?
Starsza kotka zaśmiała się cicho i podeszła do niej. Siewka poczuła jej ciepło obok siebie.
– Było by mi naprawdę miło. Cieszę się, że jest u ciebie lepiej Siewko. Naprawdę.
Szylkretka zmusiła się do uśmiechu. Nie nazwała by tak tego stanu.
Niczym szczur, który wypadł do wody.
Próbowała się od nich odsunąć, lecz wykończone ciało odmawiało posłuszeństwa. Skazana na to leżała, czując jak kocięta przywierają do jej ciała.
– Siewko...?
Cichy głos siostry sprawił, że otworzyła oczy. Jaskółka wyglądała na zmartwioną. Wyglądała aż tak źle?
– Mogę wejść? Jak się czujesz? Jak dzieci?
Zmusiła się do odsunięcia nogi, by kremowa mogła ujrzeć swe wyczekiwane potomstwo. Zielone ślepia zabłysły w mroku legowiska. Podeszła bliżej zafascynowana nimi. Czy tak właśnie wyglądały matki, gdy patrzyły na swoje pociechy?
– Są... przepiękne. – miauknęła rozmarzona Jaskółka, wyciągając ni pewnie łapkę ku kociąt. – Idealne...
– Wyglądają jak ty. – wydusiła z siebie Siewka.
Kremowa pokiwała łbem z uśmiechem.
– Tak, to prawda. Moje maleństwa... – przysiadła się do siostry, angażując całą swoją uwagę na maluchy. – Spójrz, mają ogonki takie jak ty. Zupełnie jak małe króliczki. Moje dwa małe puchate króliczki. Jejku, już je całkowicie kocham. Spaliłabym cały świat dla nich, gdyby tylko było trzeba. – trajkotała radośnie siostra.
Siewka wykończona tym wszystkim coraz bardziej zasypiała. Miała nadzieję, że na tym kończył się jej kontakt z siostrzeńcami. Jaskółka ich zaakceptowała. Siewka wypluła na świat. Mogli się teraz szczęśliwie rozejść. Zacząć na nowo żyć swoim dawnym życiem.
– I jak ich nazwiesz? – zapytała zaspanym głosem Siewka.
Kremowa trzepnęła uchem zadowolona.
– To chyba oczywiste. Zajączek i Króliczek!
16 lutego 2025
Od Siewczego Letargu
Duchota była potworna. Powietrze tak ciężkie. Mokre. Woda zdawała się osadzać w futrze. Każdy ruch był nieprzyjemny. Siewka niechętnie opuszczała obozowisko. Skalna jaskinia była łatwiejsza do zniesienia. I tak suchsza niż świat na zewnątrz. Deszcz zdawał się ponownie uderzać o ziemię. Znów woda zalewała ich polany zamieniając je w bagienne mokradła. Wojowniczka skuliła się w kłębek. Tak bardzo nie chciała wychodzić ze suchego legowiska. A mimo to widmo patrolu wisiała nad nią.
— Siewko?
Uniosła łeb, by spojrzeć na swoją siostrę. Tylko z nią ostatnimi czasów rozmawiała. Bała się podejść do mentora, zakłócać jego szczęśliwe rodzinne życie. Tylko by je zniszczyła, przez widmo niesionej na jej barkach klątwy. Bezpieczniej dla nich było, żeby nie zbliżała się do nich.
— Siewko? Raczyłaś by odpowiedzieć. To niegrzeczne. — skarciła ją siostra.
— Przepraszam.
Kremowa machnęła łapą, choć jej ogon zdradzał jej zdenerwowanie. Przysiadła się do niej, wbijając wzrok gdzieś dalej.
— Judaszowy Pocałunek skombinował sobie skądś kocięta. Nie są zbytnio do niego podobne, więc raczej nie jego, ale spójrz jak wszyscy wokół nich skaczą. Wszyscy uwielbiają kocięta. — stwierdziła, obserwując Lśniącą Łapę.
Siewka nieco niepewnie kiwnęła łbem. Nie rozumiała skąd ten temat u siostry. Nigdy wcześniej nie zdawała się zwracać większej uwagi na młode. A tym bardziej czyjeś.
— Uroczą są, nieprawdaż?
— Chyba tak. — odpowiedziała cicho szylkretka.
Jaskółka westchnęła ciężko. Przeniosła zmartwiony wzrok na siostrę. Siewka nieco nim onieśmielona położyła uszy. Powiedziała coś nie tak?
— Ile bym dała by doczekać się z Błahostką własnych kociąt... — wyznała, otulając się ogonem.
Szylkretka zdezorientowana tymi słowami zamarła. Myśli niespokojnie gnały przez jej umysł. Nie sądziła, że siostra marzyła o takich sprawach. Najwidoczniej taki był cykl rzeczy. Położyła uszy zmartwiona. Może i ona kiedyś zapragnie takich rzeczy, gdy już pozna tego kota.
— To może dołączy — zaczęła nieśmiało, lecz wzrok Jaskółki kazał jej zamilknąć.
— To niemożliwe. — miauknęła zrozpaczona. — Nie pozwolą mu.
— Kto?
— Nie mogę ci powiedzieć. Nie chce cię narażać na niepotrzebne niebezpieczeństwo. — wymamrotała Jaskółka, rozglądając się wokół siebie.
Siewka skuliła się, czując jak stres napina jej ciało. Sama była sobie winna. To ona dopytywała. Czuła się teraz źle. Niepewnie zerknęła na siostrę. Jaskółka odwróciła od niej pysk.
— Przepraszam. — miauknęła cicho szylkretka.
Ciche westchnięcie.
— Nic się nie stało. Nie wiedziałaś. Poza tym jest jeszcze inny problem. Poważniejszy. — urwała tajemniczo kremowa.
Siewka nie wiedziała czy chce o to pytać. Już tak błahe pytanie przyniosło ze sobą tyle negatywnych emocji. Jej siostra miała tyle problemów, o których nawet nie wiedziała. Tyle musiała znosić w imię swojej miłości. A przecież nie robiła nic złego. Wojowniczce było tak żal kremowej. Bała się co jeszcze ta ukrywała przed nią. Gula w gardle coraz bardziej ją cisnęła.
— Ja... — zaczęła cicho Jaskółka, zbliżając się do niej.
Jej smętne zielone ślipia wpatrywały się niepewnie w siostrę.
— Ja nie mogę mieć kociąt. Czereśniowa Gałązka niedawno mi to powiedziała.
Słowa siostry jeszcze przez wiele księżyców tkwiły w głowie szylkretki. Współczucie i poczucie winy mieszały się w jej ciele. Chciała ją wesprzeć, pomóc jej jak tylko potrafiła, lecz nie wiedziała jak. Nie chciała by Jaskółka cierpiała patrząc na inne rodziny. Zazdrościła Judaszowemu Pocałunku odnalezionych kociąt. Gdyby tylko mogła odnalazła by i dla niej te kocięta. Niestety te nie rosły na drzewach. Nie dało się ich też dostać mimo błagalnych próśb do Klanu Gwiazd. Siewka czuła się coraz gorzej z ciężarem problemów siostry. Kremowa żaliła się jej częściej. Szylkretka cieszyła się, że dzieliła się z nią swoimi myślami, lecz po każdej rozmowie intensywniej przeżywała ból swojej siostry. Gubiła się w swoich uczuciach. Zaczęła znów sięgać po mak.
— Siewko... — zagaiła tajemniczo Jaskółka pewnego dnia.
Szylkretka przeniosła nieprzytomne spojrzenie na kremową. Uniosła jedną brew pytająco. Siostra usiadła obok niej. Bardzo blisko. Czuła jej ciepło. Krótka jasna sierść była potargana. Naprawdę to wszystko się na niej odbijało.
— Może tak ty byś mi pomogła...? No wiesz z tymi kociętami. — miauknęła cicho zawstydzona. — Wstyd mi cię o to prosić, ale tylko z tobą jestem na tyle blisko. Tylko tobie tak ufam.
Siewka zamrugała zdezorientowana. Zajęło to parę dłuższych uderzeń serca zanim zrozumiała o co konkretnie chodzi. Otworzyła pysk zaskoczona. Nie umiała początkowo wydusić z siebie żadnego słowa. Myśl ile to pytanie musiało kosztować Jaskółkę jednak przejęła szybko jej umysł. Była taka nieszczęśliwa. Jej marzenie zostało przekreślone. Nie miała jak wpłynąć na swój los. Siewka była jej jedyną siostrą. Znała ją całe swoje życie. Nie mogła jej odmówić.
— Dobrze. — szepnęła niepewnie.
02 lutego 2025
Od Siewczego Letargu
Ten spojrzał na nią czule i splótł ich ogony. Wąskie zielone ślepia posłały jej chłodne spojrzenie. Szylkretka cofnęła się o krok.
— To mój partner.
06 stycznia 2025
Od Siewczego Letargu
25 grudnia 2024
Od Siewczego Letargu
Biel kontra czerń. Wojownicy mierzyli się chłodnymi spojrzeniami. Furia i oaza. Byli przeciwieństwami. Siali zamęt w głowach Klifiaków. Zdawało się, że obie strony miały rację w tym co głosiły, choć rzeczy były tak sprzeczne.
— Kruszynowa Kniejo, czy ty na pewno chcesz nawoływać do wojny z sojuszniczym klanem? W imię czego? Młodzieńczych przepychanek? Młodzież od zawsze czyniła głupie zamieszki. Lecz nikt logicznie myślący nie wypowiadał przez to wojny. Chcesz skazać nas zagładę? Skłócić z jedynymi sprzyjającymi nam klanami?
— Ahgr, nie masz nic lepszego do roboty? — syknęła kotka, mierząc go ostrym spojrzeniem. Trzepnęła uchem, by po uderzeniu serca znów otworzyć pysk. — Dobrze cię słyszałam? Skazać na zagładę? Ja? Nie muszę. Nasz lider robi to za nas. Pokazuje jak pobłażliwie traktujemy ataki na naszych medyków. Tych, którzy dzielą sny z Klanem Gwiazd!
Biały położył uszy i usiadł. Zdawał się skałą przy szalejącej wokół burzy.
— Myślę, że zbyt wyolbrzymiasz tą całą sytuację na swoją korzyść. Młodzież nie pierwszy i nie ostatni raz czyni błędy młodości. Nikt rozważny nie przelewa za to krwi niewinnych. Nasi Przodkowie tym bardziej by tego nie pragnęli.
Czarna syknęła na niego.
— Błędem młodości nie jest atak na ucznia medyka. To coś co wiedzą najmłodszych kociąt. A ty jak zwykle próbujesz wszystkich wytłumaczyć. Każdą najmniejszą pierdołę. Bronisz tego głupiego niedołężnego starca. Świadomie ignorujesz zagładę jaką na nas sprowadza.
— Uważam, że to ty nie jesteś wstanie spojrzeć na to z innego punktu widzenia niż własny. Nie dopuszczasz do siebie tej wersji, gdyż tak to nie pasowała by do twych pobudek. Chciałbym byś kiedyś miała okazję spojrzeć na swoje zachowanie z innego stanowiska niż własne.
— Potrafisz tylko strzępić język... zamiast rozmawiać o Srokoszowej Gwieździe tylko się mnie czepiasz. Bla, bla, bla punkt widzenia... nikogo to nie obchodzi. Jeśli nie masz nic ważnego do powiedzenia to.. po prostu się zamknij! Idź stąd wreszcie! Komuś innemu pozawracaj dupe!
— Jak zwykle, gdy ktoś przekroczy twoją strefę komfortu zaczynasz rzucać wyzwiskami, czy naprawdę uważasz, że twoja postawa zmieni czyjeś zdanie?
— Ta? Powiedział ten co tylko klepie jęzorem. Dziękuję szanowny panie Śniegu, ale ja liderem zostać nie zamierzam! A Srokosz tym bardziej się nie nadaje, oszust, czciciel mrocznych gwiazd i ateista!
Siewka wycofała się powoli z podkulonym ogonem.
W obozowisku znów zrobiło się zbyt głośno.
21 grudnia 2024
Od Siewczego Letargu
— Dlaczego Klan Gwiazd tutaj nie zadziała...? — nieśmiałe pytanie wydobyło się z pyska jednej wojowniczek, która musiała także przysłuchiwać się ich rozmowie.
— Dopiero co użyczyli swojej mocy Grzybowej Ścieżce by pozbyć się Dzierzby. Podłej morderczyni, która ukradła ciało niewinnego Wilczego Zewu. — odparła kotka cichym głosem. — Lecz nikt nie pomyślał by zająć się jej pomocnikiem. Pamiętam, jak próbował ją ratować. Podła wronia strawa. — syknęła, a brwi matki zmarszczyły.
Szylkretka przyparła niepewnie do boku rodzicielki. Prawie czuła buzujące w niej emocje. Brzuch był taki twardy. Sztywny. Gorący.
— Teraz płacimy tego cenę. Niesiemy brzemię, którego nikt nie ma odwagi się podjąć. Przeciąć tej lawiny nieszczęść.
Może tym sposobem starał się uchronić ich od swojego brzemia. Jedynie Szary Klif ucierpiał. Może był zbyt blisko z nim. Zbliżył się do lidera i spotkała go kara. Judasz podobnie, lecz Kania zdawał się zachować swoje ciało i dusze w komplecie. Więc skąd brało się masowe szaleństwo.
— ...Musimy to zakończyć. Przed następną pełnia księżyca...
Zaskoczona oderwała się od matki. Zdziwiona rodzicielka posłała jej zdezorientowane spojrzenie. Wstała, przyglądając się uważnie córce.
— Tylko nie mów mi, że ciebie też otumanił...
Wyraz jej pyska bolał. Morze cierpienia. Zawód. Przerażenie.
— Nie, nie... nie... — powtarzała, niezdolna do wydukania kolejnego słowa.
— Siewko, podejdź do mnie. Czereśnia powinna cię obejrzeć. Ostatnio jesteś jakaś inna...
Szylkretka wciąż stała oszołomiona mimo nalegających próśb matki. Z każdym jej krokiem do przodu, ona robiła kolejny w tył.
— Siewko.
Jej głos przybrał na stanowczości. W oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziała jak to wytłumaczyć. Jak naprawić. Sprawić by zrozumiała.
— Przepraszam. — uciekła, bo tylko to od zawsze potrafiła.
02 grudnia 2024
Od Siewczego Letargu
Świdrująca myśl nie dawała jej spokoju. Dlaczego ona. Skąd. Co takiego w sobie miała. Siewce wciąż dokuczały kolejne pytania. Nie potrafiła tego zrozumieć. Co takiego miała niska wojowniczka czego ona nie posiadała. Miała wrażenie, że jej więź z mentorem była głęboka. Przeżyli obok siebie tyle księżyców. A on porzucił ją dla niej. Obcej. Dziwnej. Rozliczającej innych z ich czynów.
Krótki ogon nerwowo chodził na strony. Nie potrafiła tego rozgryźć. Dojść do sedna tej sprawy.
— Siewczy Letarg, prawda?
Uniosła niechętnie łeb by przyuważyć wojowniczkę. Było w niej coś znajomego. Może barwa futra. Nietypowe dwukolorowe ślepia spoglądały na nią. Kiwnęła niepewnie łbem, wciąż bardziej pogrążona we własnych myślach niż na nieznanej wojowniczce.
— Nie wiem czy mnie pamiętasz, mieszkaliśmy dłuższy czas razem w legowisku uczniów. Ale, no jestem tutaj bo mamy razem wybrać się na patrol łowiecki. Taki rozkaz z góry. Haha, wiesz o co chodzi. Prawda?
Pomarańczowe ślepia zerknęły na własne łapy. Niezbyt chciała opuszczać swoje posłanie. Niezbyt miała siłę na cokolwiek. Nastała niezręczna cisza. Mordercza wręcz. Jedynie zrywki rozmów wypełniały ją od czasu do czasu. Niechętnie wstała. Nie miała w sobie siły by sprzeciwić się zaleceniu zastępcy.
— To jak? Jednak mnie nie pamiętasz, co? Nie przejmuj się, nic dziwnego, zdawałaś się wtedy bać własnego cienia... — urwała na chwilę. — Oj, przepraszam. Nie jesteś na mnie zła, nie?
Siewka zwiesiła łeb.
— Nie.
Starsza wojowniczka przyspieszyła kroku. Zatrzymała dopiero, widząc jak daleko jest jej "nowa koleżanka". Zaczekała aż dojdzie do niej.
— Brzuch Cię boli? Taka niemrawa jesteś jakaś.
Czując na siebie czujny wzrok kotki, trochę speszyła.
— Nie lubię zimna — wyznała cicho, jedno z mniejszych swoich zmartwień.
Jeżówkę chyba zadowoliła ta odpowiedź. Pokiwała energicznie łbem.
— Doskonale cie rozumiem. Ja też nie przepadam. Chodźmy w okolice Złotych Kłosów. O tej porze zawsze kręci się tam dużo gryzoni. Szybko to załatwimy. — zaproponowała z uśmiechem. — Przyspiesz trochę kroku to od razu zrobi ci się cieplej.
Niepewnie posłuchała się rady kotki. Faktycznie po jakimś czasie było jej lepiej. Nie wiele zajęło im dotarcie na miejsce. Nieco zdyszane dotarły na ogołocone pole. Siewka przyglądała się znanemu miejscu w tak innej scenerii. Gleba była łysa, oprószona gdzieniegdzie śniegiem. Po zwierzynie nie było śladu.
— Musimy zapuścić się dalej. — stwierdziła Jeżówka.
Siewka jedynie kiwnęła łbem i ruszyła za wojowniczką. Mimo wszystko ten patrol nie był taki zły. Wyrwał ją z kręgu ciemnych myśli. Zmotywował do ruchu. Czarna smuga wyróżniała się na tle reszty zimowej scenerii. Śmierdziała dziwnym odorem spalenizny i Dwunożnymi.
— Zdaje się cieplejsza od ziemi. — stwierdziła jej towarzyszka, dotykając łapą podłoża.
Siewka skrzywiła jedynie pysk przez smród panujący przy Drodze Grzmotu. Potworów nigdzie nie było, lecz zawsze zjawiały się nie spodziewanie. Wojowniczka unikała ich jak mogła. Niechętnie przekraczała ją nawet późnym wieczorem, gdy Potwory są w swych domostwach.
— Chcesz tam iść? — jej głos zdawał się być przerażony.
Aż sama zaskoczona zamilkła, zerkając jedynie na Jeżówkę. Szylkretka uśmiechnęła się, a jej ślepia zdawały się bacznie obserwować ulicę.
— To co może przebiegniemy? Na raz dwa trzy? Dasz radę? Już tak daleko zaszłyśmy, że szkoda się cofać. — zaproponowała kotka.
Siewka położyła po sobie ogon, ale niechętnie przystosowała się do oferty kotki. Zamknęła ślepia i na komendę ruszyła biegiem przez Drogę Grzmotu. Jedynie wesoły śmiech Jeżówki uświadomił ją, że bezpiecznie ją pokonały.
— Daliśmy... radę... — wydyszała wojowniczka, siadając na bezpiecznym lądzie.
Młodsza uśmiechnęła się słabo.
Faktycznie dały radę.
Siewka weszła na zimny asfalt. Przekroczyła go na miękkich łapach, lecz szybko. Ryk zaczął nieść się po okolicy. Oczy wojowniczki rozszerzyły się z niepokojem. Spojrzała na towarzyszkę, chcąc ponaglić jej kroki.
— Już, już, jeden mi upadł. — tłumaczyła się z uśmiechem szylkretka, łapiąc ponownie mysz za ogon. — Nie martw się, zaraz będę.
Siewka usiadła niespokojnie uderzając ogonem o zimną ziemię. Ryk się zbliżał. A Jeżówce wciąż został kawałek do przejścia. Czuła, jak napięcie w niej zrasta, a gula rośnie w gardle.
Siewka poczuła znajomy zapach obok siebie. Zdyszana Jeżówka niemal wpadła na nią. Odetchnęła z ulgą widząc kotkę całą.
— Haha, ale przygoda, co? — miauknęła, jakby wcale przed chwilą nie zginęła.
Jej ciało drżało. Siewka nie odezwała się. Nie wiedziała nawet co powiedzieć.
— Chodźmy już stąd. — przerwała ciszę starsza wojowniczka. — Muszę koniecznie opowiedzieć o tym Jastrząb.
Szylkretka uniosła zaciekawiona uszy, słysząc znajome imię. Jastrząb, przyjaciółka jej siostry, również szylkretka. Jak zmrużyła oczy zaczynała coraz bardziej dostrzegać podobieństwo pomiędzy nimi. Nie wiedząc jak zareagować na tą informację, zwróciła wzrok ku własnym łapą.
— Tak wracajmy.
Dotarły do znajomej im aż za dobrze polany. Napięcie lekko opuściło spięte ciało Siewki. Cieszyła się nawet, że byli już tak blisko obozowiska. Ilość przeżytych wrażeń zdecydowanie było ponad normą. Dziwny odgłos niósł się echem po okolicy. Siewka rozejrzała się wokół siebie. Coś przebiegło niedaleko lasu. Zbyt małe na lisa, zbyt duże na łasice. Położyła uszy zmartwiona. Przyczajona Kania wspominał o samotnikach mogących naruszać granice. Odwróciła się niepewnie w stronę Jeżówki. Jej wzrok badał coś innego. Coś zbliżającego się w ich stronę.
Lecz tylko jedna z nich wróciła do domu.
30 listopada 2024
Od Siewczej Łapy (Siewczego Letargu) CD. Bijącej Północy
* * *
— Oh, Siewczy Legargu, co ci się stało? — słodki znajomy głos dotarł do jej uszu.
Zamglone ślepia spojrzały niepewnie na czarną sylwetkę.
31 października 2024
Od Siewczego Letargu
Wojowniczka obróciła się w jej stronę. Jej pysk był zmarszczony. Była zła. Chyba była zła. Siewka położyła uszy, starając ukazać swą uległość. Nie chciała konfliktu.
— Tak. To ja. — w końcu mruknęła kotka.
Siewka chciała zapaść się pod ziemię. Zniknąć. Już nigdy nie spojrzeć Melodii w pysk. A obiecała zająć się kotką. Była w kropce. Totalne dno. Nic dziwnego, że Jaskółka nie chciała jej tego powierzyć. Już tak wiele schrzaniła, a dopiero zaczęła swoje zadanie.
— A. — wydusiła jedynie zawstydzona.
— Więc? Skoro już odkryłaś, że to ja to co teraz. Jaką masz do mnie sprawę? — zapytała, wracając mimo to do czyszczenia swojego futra.
Siewka przełknęła ciężko ślinę.
— Jesteś zajęta?
Odpowiedziało jej zirytowane spojrzenie.
— Ja... chce z tobą porozmawiać. — dodała ciszej, topiąc się w swoim zawstydzeniu.
— Nie robimy już tego teraz?
— Na osobności...
Melodia zdawała się zdziwiona tym. Zaprzestała mycie się i spojrzała zaskoczona na młodą wojowniczkę. Zlustrowała ją spojrzeniem. Siewka skuliła się.
— Eh, a gdzie chcesz iść? Tutaj prawie nikogo nie ma.
Siewka zaszurała nerwowo łapami. Musiała wyciągnąć ją gdzieś daleko. Nim kotka odkryje jak mało ma jej do powiedzenia.
— Do Sowiego Strażnika.
Wojowniczka wydawała się być zaskoczona tą propozycją.
— Aż tak daleko? Nie możemy do Kaczego Bajorka?
Szylkretka spojrzała na własne łapy. Jaskółka musiała jej wybaczyć, jeśli nie starczy jej czasu. Nie umiała podać sensownego celu tak dalekiej podróży.
— Możemy. — miauknęła cicho.
Nastała pomiędzy nimi cisza. Siewka wpatrywała się we własne łapy, a Melodia zdawała się na nią. Czuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Dlaczego to wszystko było takie trudne.
— Ty chcesz już teraz iść? — miauknęła w końcu zaskoczona wojowniczka. — Eh, no dobra. Tylko poinformuje Przyczajoną Kanie.
— Zabawna jesteś. — stwierdziła Melodia nagle.
Siewka zatrzymała się zaskoczona. Szeroko otwarte ślepia spojrzały na towarzyszkę jej podróży. Nieco zdezorientowana otworzyła pysk, lecz jednak go zamknęła.
— Haha... — wydała w końcu sztywno.
— Myślę, że jesteś naprawdę ciekawą i... eee... miłą kotką, ale nasze drogi nie mają szans się skrzyżować. Nie tak, jak ty oczekujesz. Ale dziękuję. Było mi miło, że odważyłaś się. — poinformowała ją. — Myślę, że jeśli popracujesz nad sobą pewnego dnia spotkasz kogoś kto to odwzajemni.
Melodia zaczęła kierować się w stronę obozowiska. Zostawiając zdezorientowaną i zestresowaną Siewkę samą sobie. Szylkretka ciężko próbowała przetrawić co tu się zadziało, lecz emocje skakały w niej niczym górska kolejka. Niepewna myśl zawitała w jej głowie, lecz szybko ją odrzuciła. Zakopała gdzieś głęboko w umyśle. Umrze ze wstydu, gdy spojrzy Melodii ponownie we ślipia.
npc: Melodyjny Trel
Od Siewczego Letargu
— Wpadłam w kłopoty. Nie patrz tak na mnie. — zganiła ją. — Melodyjny Trel uczepiła się mnie ostatnio. A znasz ją. Zaraz wypapla wszystko Judaszowemu Pocałunkowi i zaraz i ja stanę się "klątwą", jak nasz lider... — westchnęła, przenosząc wzrok ku niebu.
— Dlaczego? — pisnęła przestraszona.
Jaskółka zjeżyła się.
— A bo ja wiem. Pewnie Gwiazdeczki jej powiedziały. Znasz ich oderwanie od rzeczywistości. — prychnęła, marszcząc nos.
Siewka zwiesiła głowę. Bała się tego. Nie chciała by Jaskółka miała problemy i to z tak głupiego powodu. Nie sądziła by kremowa zrobiła cokolwiek złego wojowniczce. Chciała pomóc siostrze, ale nie miała pojęcia jak.
— Jakby tylko ktoś mógł zająć tą marudę czymś, żebym mogła pierwsza pogadać z Judaszem. Eh, ale Jastrząb sama za nią nie przepada. A ciebie nie chce obarczać tym. W końcu nie radzisz sobie z takimi rzeczami. A szkoda.
Szylkretka poczuła cierń wbijający się jej głęboko w serce. Chciała jej pomóc. Nie chciała zawodzić siostry, nie po tym wszystkim co dla niej zrobiła. Musiała się do tego zmusić. Jeśli tak mogła ulżyć Jaskółce to musiała to zrobić. Przecież to nic wielkiego.
— Ja... zrobię to. — miauknęła nieco niepewnie.
Pikująca Jaskółka uniosła spojrzenie na szylkretkę. W jej oczach było rozdrażnienie i smutek.
— Przecież mówię, że nie musisz. — mruknęła, wstając.
— Zrobię to. Naprawdę, Zrobię. — przekonywała ją i samą siebie.
Kremowa uśmiechnęła się.
— W takim razie liczę na ciebie, siostro.
26 października 2024
Od Siewczego Letargu CD. Niedźwiedziego Miodu (Nocnego Kochanka)
Wojownik wciąż patrzył na nią oczekująco.
— Ja umiem... umiem wszystko. Widziałeś węża...
Niedźwiedź zaśmiał się cicho.
— Masz rację. Więcej nie jestem w stanie cię nauczyć.
Szylkretka pokiwała łebkiem. Poczuła, jak zakręciło się jej lekko w głowie. Senność uderzyła w nią.
— Idę spać. — miauknęła, ziewając.
Wojownik uniósł ogon.
— W takim razie, miłej nocy.
A potem wydarzyło się dziwne wydarzenie na Zgromadzeniu, które wciąż kąsało Siewkę w tył głowy. Widok czekoladowego wyznającego swe miłosne zauroczenie liderce Klanu Nocy było niespodziewane. Nie wyglądali, jakby wcześniej się spotkali, czy łączyło ich coś więcej niż powierzchowna relacja. A jednak z pyska wojownika padły takie zobowiązujące słowa. Siewka, dla której sprawy miłosne były czarną magią, była wciąż tym wszystkim zszokowana. Zastanawiała się skąd wiedział, jak uświadomił sobie uczucie, które czuł do Sroczej Gwiazdy. Było tyle pytań, a odpowiedź na nie wciąż otaczała się obcymi jej kotami.
Trzepnęła uchem.
— Nie teraz... — mruknęła cicho, ale w chwili, gdy uświadomiła sobie do kogo należał ten głos, odwróciła się gwałtownie w stronę kocura. — Niedźwiedź!
— Tak, to ja. — miauknął z uśmiechem.
Szylkretce zrobiło się nieco głupio. Położyła uszy speszona.
— Bo ja chciałam porozmawiać. — wyznała, uciekając spojrzeniem od żółtych ślepi. — O... o miłości.
Niezręczna cisza. Zamknęła ślipia, wstydząc się spojrzeć na jego reakcje.
— A o czym dokładnie?
Poszurała łapą w wysuszonym mchu. Czuła, jak gula rośnie jej w gardle. Może to był zły pomysł.
— Bo... No... Ty i Srocza Gwiazda. Skąd wiedziałeś? — wydusiła z siebie, trzymając się kurczowo poszarpanego mchu.
Musiała tylko zdołać wysłuchać odpowiedzi nim ucieknie, chowając się przed czekoladowym już na zawsze ze wstydu.
22 października 2024
Od Siewczego Letargu
npc: Pikująca Jaskółka i Jastrzębi Zew
30 września 2024
Od Siewczego Letargu
26 września 2024
Od Siewczego Letargu
20 września 2024
Od Siewczej Łapy (Siewczego Letargu)
04 września 2024
Od Siewczej Łapy
Coraz więcej plotek. Pogłosek.
— Siewcza Łapo. — jego głos był taki łagodny.
Zupełnie nie domyślał się. Nikt się nie spodziewał jakiej zbrodni się dopuściła. Próbowali ukryć przed nią klanowe plotki. Ale i tak do niej dotarły. Klan szeptał o tym, że straciła chęć życia. Popadła w letarg.
— Może jutro wybierzemy się na trening? Już naprawdę dużo wiesz. Wystarczy małe przypomnienie i myślę, że... — przerwał, widząc jej minę.
Nie chciała tego. Kolejnej zmiany. Kolejnych nieoczekiwanych zwrotów akcji. Dni pozbawionych Pokrzywowych Zarośli. Nie wyobrażała sobie kolejnej rozłąki z wojownikiem.
— Nie martw się. Nikt nie będzie cię mianował póki nie poczujesz się na siłach. — uśmiechnął się, starając się załagodzić jej troski.
Kotka przytuliła się do boku mentora. Już wystarczająco wszystko było pogmatwane. Nie była gotowa dorosnąć. Już i tak wystarczająco dużo rzeczy ją przerastało.
Zimny podmuch przywitał ją. Zaskoczona przyglądała się wszystkiemu. Niebo było wypełnione szarością. Mdłe. Już niemal zapomniała jak wyglądała Pora Nagich Drzew. Zdziwiła się, gdy poczuła coś mokrego i zimnego na nosie.
— Musisz być bardziej uważna. — miauknął z uśmiechem Pokrzywek, formując kolejną kulkę ze śniegu.
Siewka zamrugała zaskoczona i ledwo uniknęła następnego ciosu. Liliowy zdawał się dobrze bawić, więc uczennica także nie marudziła. Musiała mu wynagrodzić to wszystko. Jak najlepiej umiała.
— Od razu masz żywsze oczy. — mruknął mentor, pomagając strzepnąć jej resztki śniegu z grzbietu. — Tylko uważnie kładź łapy. Już dalej w głąb polany śnieg jest bardziej zdradliwy.
Szylkretka pokiwała łebkiem, ruszając śladem mentora. Stęskniła się trochę za światem.
Od Siewczej Łapy CD. Niedźwiedziego Miodu
— Masz... — zaczęła niepewnie. — Takie futerko kręcone... znaczy puszyste. Trochę jak niedźwiedź... — urwała, zerkając na jego pysk.
Wojownik uśmiechnął się.
— Myślisz? Może właśnie tym się kierowała moja mama przy wyborze imienia. — miauknął radośnie.
Siewka odetchnęła z ulgą. Poradziła sobie. Dała rade z tą rozmową. Nie zezłościła go. Zamilkła, przyglądając się ukradkowo czekoladowemu. Jakby dłużej się zastanowiła to nigdy, prócz incydentu z krabem, nie zrobił na jej oczach nic strasznego. Ani groźnego. Różnica wzrostu też przez te księżyce pomniejszyła się. Nie był już takim przerażającym olbrzymem. Zwiesiła smętnie uszy. Może zbędnie się go obawiała. Przez ten cały czas sprawiała mu przykrość swoim paranoicznym zachowaniem. Pewnie żywił do niej o to głęboka urazę. Nie zdziwiła by się mu. Też by była sobą rozczarowana.
— Coś się stało?
Spojrzała zaskoczona na niego. Zauważył to? Pokręciła szybko łbem. Nie chciała przecież jeszcze bardziej go kłopotać. Już i tak wystarczająco dużo złego wyczyniła swoim zachowaniem wobec niego. nie mogła pozwolić by jeszcze bardziej ją znienawidził.
— Czasem... za dużo myślę. — przyznała się cicho.
Kocur mruknął.
— Rozumiem. To nie takie złe, jeśli nie dasz się porwać złym myślom. — zaczął jej wyjaśniać.
Pokiwała niepewnie łebkiem. Wstała. Miała tyle myśli do poukładania.
— Dziękuję. — miauknęła nieśmiało. — Za tą rozmowę.
Niedźwiedź uśmiechnął się pogodnie.
— Nie ma sprawy. Zawsze chętnie z tobą rozmawiam. — oznajmił.
Siewka pokiwała łebkiem i uciekła w głąb obozowiska. Tyle rzeczy błędnie zakładała. Nie miała pojęcia jak to na nowo przetrawić. Spanikowana zatrzymała się. Uświadomiła sobie coś. Jak wiele rzeczy mogła błędnie interpretować. W ilu sprawach jej własny umysł mógł ją zwodzić. Zaczerpnęła głębszego tchu z trudem, czując rozchodzący się po ciele strach.
Nie miała pojęcia jak bardzo przeinaczała świat.
*Porą Opadających Liści*
— Siewko? — znajomy głos.
Odwróciła się w stronę kocura i uśmiechnęła się lekko. Chciała do niego podejść, ale łapy nie współpracowały. Poślizgnęła się na fragmencie mokrego kamienia. Upadła tuż przed wojownikiem. Pisnęła, czując nieprzyjemny ból w okolicy nosa.
— Siewko? Wszystko w porządku? Możesz wstać?
Wstała powoli. Nos pulsował.
— Tak, tak. W porządku... trochę tu ślisko... — miauknęła lekko rozbawiona tą sytuacją.
Wzrok czekoladowego był inny. Uważnie się jej przyglądał. Coś podejrzewał? Nie, nie mógł nic wiedzieć. Nie miał jak. Niepotrzebnie się przejmowała. Przecież wszystko było w porządku.
— Naprawdę. Spójrz. — próbowała go przekonać, unosząc przednią i tylną łapę. — Mogę zrobić węża.
Kocur zaśmiał się cicho.
— Co takiego?
Siewka przekręciła łebek. Aż za mocno. Trochę zakręciło się jej w głowie.
— No nie wiesz. To taki test. Na przytomność i równowagę. Wąż. — zaprezentowała ponownie.
Tym razem przeceniła swoje umiejętności. Upadła na ogon wojownika.
— Oj. Przepraszam... — bąknęła zawstydzona. — Jejku jaki ty cieplutki.
31 sierpnia 2024
Od Siewczej Łapy CD Promyczka
Położyła uszy, widząc coraz więcej kotów wokół nich. Otaczali ich. Zamierzali pozwolić mu ją wykończyć?
— Promyczku, co ty tutaj robisz? — zapytał obcy głos.
Jakiś wojownik nachylał się nad kociakiem.
— Zwiedzam. — odparł, ukrywając swoje dokonania.
Siewka odsunęła się jeszcze bardziej zaskoczona. Taki młody, a był już tak doskonałym kłamcą.
— A wiesz, że nie wolno ci samemu? Bożodrzew pewnie się martwi. Siewcza Łapo, odprowadzisz go?
Kotka przełknęła nerwowo ślinę. Nie chciała. Nie miała zamiaru zbliżyć się kiedykolwiek do tego pozbawionego skrupułów moralności osobnika. Niewinne ślipka lśniły w jaskini, lecz ona znała prawdę skrywają pod kremowym futerkiem.
Nie umiała jednak się sprzeciwić. Trzymając dystans szła obok kocięcia. Ten zdawał się niezbyt zadowolony z ukończenia jego własnej przygody. Zamiast skręcić do kociarni powędrował gdzieś indziej. Uczennica patrzyła na to nie wiedząc co zrobić. Bała się konfrontacji. Tym bardziej wiedząc już do czego jest zdolny.
— Tam... tam jest kociarnia. — bąknęła nieśmiało.
30 sierpnia 2024
Od Siewczej Łapy
— Siewko? — głos kotki oderwał ją od wody. — Potrzebujesz chwili przerwy?
Szylkretka odwróciła łebek w jej stronę.
— Już. — miauknęła cicho, podchodząc bliżej niej.
Nie wiedziała za bardzo gdzie szły. Czuła się zmęczona. Rozdrażniona. Nie potrafiła skupić myśli. Każdy dzień bez nich sprawiał, że wszystko budziło w niej negatywne emocje. Tylko nimi była wypełniona.
— Cokolwiek wpadnie ci w oko to zbierz. Coraz trudniej jest cokolwiek znaleźć czego nie zdążyły dorwać myszy. — słyszała jej głos, a mimo to trudno było się jej skupić na słowach.
— Myszy?
— Tak. Nikt by nie pomyślał, że liczna zwierzyna sprawi tyle problemów. — mruknęła, uciekając wzrokiem ku niebu. — Niektórzy obwiniają o to Dwunożnego.
Siewka nieco zdezorientowana spojrzała na medyczkę. Potrzęsła łebkiem, próbując się otrząsnąć. Dojść do ładu i składu.
— Możesz powtórzyć?
— Dwunożny. I jego bestia. Zakłócają porządek lasu. Łamią prawa panujące w nim. Są najeźdźcami. Nie mają litości. Nawet dla nas. — sarknęła Czereśnia.
Siewka zatrzymała się na chwilę. Próbowała zebrać myśli. Coś jej to przypominało. Coś nieprzyjemnego. Zastygła co nie umknęło uwadze medyczki.
— Nie martw się. Od wielu wschodów słońca się tutaj nie pojawiał. Jesteś ze mną bezpieczna, Siewko. — oznajmiła.
Uczennica spuściła wzrok. Nie chciała się o to sprzeczać. Mimo to niepokój w niej pozostał. Przełknęła ciężko ślinę.
— O patrz. Trochę mniszka się tutaj uchowało. Pomożesz mi wykopać je? Z korzeniem będą bardziej przydatne.
Szylkretka podeszła do kotki i zaczęły wykopywać roślinę. Niedługo później się rozdzieliły. Mlecz rósł w różnych zakamarkach na skraju lasu. Najwidoczniej leśne gęstwiny mu nie służyły. Przebierała łapami, próbując podkopać ziele. Syknęła, zahaczając pazurem o coś twardego. Podniosła ją, wciąż lekko zaskoczona. Jeden z pazurów wyglądał dziwnie. Był czerwony. Zrobiło się jej nieco słabiej.
— Czereśnio... — pisnęła.
Medyczka podbiegła do niej.
— Cii... już już. Wierze, że boli. Spokojnie. Każdemu się zdarza. — próbowała uspokoić spanikowaną kotkę. — Poczekaj tutaj. Trzymaj łapkę w górze. Zaraz zgarnę jakąś pajęczynę. Nie martw się. Do ceremonii się zagoi.
Siewka siorbnęła. Mimo słów starszej wciąż była przestraszona. Łapa wyglądała źle. Strasznie. Nie chciała na nią patrzeć. Czuła jak krew spływa z niej. Uderza rytmicznie o ziemię. A co jeśli ściągnie przez to Dwunożnego i jego bestie? Co jeśli właśnie skazała je na niebezpieczeństwo. Czuła jak coraz bardziej pogrąża się w swojej paranoi.
— Sieweczko, już jestem. Spokojnie. — próbowała uspokoić roztrzęsionego ucznia. — Będzie dobrze. Byłaś bardzo dzielna. Poznajesz?
Pokazała jej parę liści. Miały okrągłe końcówki. Otarła łzy zdrową łapką.
— Dąb?
Medyczka uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Wyciągnęła w jej stronę kończynę.
— Brawo. Przyniosłam parę by odkazić ranę. Daj łapkę. Zaraz będzie po wszystkim.
Siewka niechętnie podała. Syknęła, czując nieprzyjemne pieczenie. Narastające zażenowanie. Wciąż traktowali ją jak małe kocię. Zachowywała się jak ono. Wciąż potrzebowała ich opieki. Nie radziła sobie sama. Z niczym. Próbowała powstrzymać kolejne łzy.
— I już. Chcesz iść dalej, czy wracamy? — zapytała Czereśnia.
Szylkretce było głupio podnieść pysk i pokazać zapłakaną mordkę. Chciała wrócić już do obozowiska. Położyć się i zapomnieć o tym wszystkim. Pogrążyć się w nieświadomości. Ale miały zbierać zioła. A mieli tylko mniszka...
— Możemy iść dalej. — bąknęła cicho.
Medyczka otarła się o nią przyjaźnie.
— Tylko nie przemęczaj się. I powiedz jak będziesz miała dość. Dobrze?
Pokiwała łebkiem. Wróciła do szukania ziół, ale miała wrażenie, jakby Czereśnia wciąż stała za nią. Odwróciła się niepewnie. Jej przypuszczenia się przypuściły. Zdezorientowana położyła uszy.
— Po prostu cieszę się, że razem wyszliśmy. — oznajmiła starsza kotka.