BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kajzerka x Jeżyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kajzerka x Jeżyna. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia 2024

Od Kajzerki CD. Jeżyny

przed mianowaniem na wojowniczkę
— Oj tam, nudy straszne — przyznała szczerze stara uczennica. No bo co innego miała powiedzieć? Taka prawda! Po paru pierwszych księżycach nic odnośnie do jej treningu nie było interesujące. Przecież to wszystko już słyszała, już ćwiczyła i umiała... Mniej lub bardziej, no ale nadal. Jakoś sobie na to miano wojowniczki w Klanie Nocy zapracowała, no nie? — Ciągle w kółko tłuczenie jednego i tego samego — narzekała po swojemu, co widocznie rozśmieszyło młodą zwiadowczynię.
— Taki już jest trening, co by tu rzec... — mruknęła, drżąc z rozbawienia wąsami. — Przynajmniej nuda nie boli. Gorzej, jakbyś trafiła na kogoś surowego. Taki Rokitnik na przykład... Oj, mógłby nieźle dać ci w kość!
— Nie wątpię! Na miłego gościa to on nie wygląda... — mruknęła, rozglądając się po obozie z lekką obawą, że wspomniany przez nie wojownik mógł kręcić się gdzieś w pobliżu. Na szczęście teren był czysty. Uff. Zamiast tego wzrok Kajzerki utknął na innym obiekcie, a mianowicie stosie ze zwierzyną. No tak, dawno już nic nie jadła! — Wiesz co? Te norniki wyglądają bardzo zachęcająco... — wskazała nosem kierunek stosu. — Dałabyś się skusić?
— No ba! — odparła Jeżyna, co było w tamtej jedyną poprawną odpowiedzią.

***

Rozbudziła się późnym rankiem, gdy legowisko wojowników było już praktycznie puste. Ziew... Kajzerka przeciągnęła się porządnie w swoim "gniazdku" i chwilę w nim poleżała, tak, by nabrać sił na ten dzień. Zapowiadał się na jeden z tych leniwych i bardzo przyjemnych.
Białe obłoki wolno płynęły po błękitnym niebie, a ciepłe promyczki przyjemnie przygrzewały jej futro, wpadając do legowiska poprzez rzadką koronę z młodych liści. Choć śnieg nie stopniał tak szybko po rozpoczęciu się Pory Nowych Liści, to teraz z trudem można było szukać białego puchu. Gdzieniegdzie przed słońcem udało się skryć tylko małym, na wpół błotnistym grudkom, które i tak szybkim tempem znikały kotom z oczu.
— Ładna pogoda — wymruczała do samej siebie, zwlekając się w końcu z łoża na dół, do obozu. Od razu jej wzrok przykuły dwa obiekty – mnóstwo świeżych, złapanych jeszcze tego ranka przez inne owocniaki piszczek oraz siedząca nieopodal stosu samotna, bardzo dobrze jej znana szylkretka. Choć pokusa była duża, Kajzerka ominęła pysznie pachnącą zwierzynę i podeszła do swojej córki.
— Już po treningu? — miauknęła w jej stronę, przez co po ciele Maślak przeszły dreszcze. Właśnie została wyrwana z głębokiego zamyślenia i uderzenie serca jej zajęło, by zrozumieć, że to była tylko jej matka.
— Tak, tak. Wróciliśmy wcześniej — miauknęła nieco zakłopotana, a to się Kajzerce nie podobało. Brzmiała, jakby próbowała coś ukryć...
Przybrała zmartwiony wyraz pyszczka.
— Coś się stało? — zapytała córkę z troską. Znała w końcu swoje kocię – wiedziała, kiedy coś było nie tak. Po paru dłuższych spojrzeniach Maślak w końcu głęboko westchnęła. Kajzerka chciała pochwalić siebie za spostrzegawczość, lecz nie był to najlepszy moment... Czekała, aż w końcu kotka sama jej wszystko powie.
— Dziś Malinka stwierdził, że spróbujemy ze wspinaczką i nie poszło mi za dobrze. Właściwie, poszło fatalnie — wyznała ze smutkiem w głosie. — Powiedział mi, że to nic, wojownicy nie potrzebują tej umiejętności, ale nadal... no nie wiem. Nie umiałam zrobić więcej, niż paru kroków do góry, a i one były jakieś koślawe — mruczała cicho, wpatrując się w ziemię.
"Biedactwo!" — pomyślała od razu Kajzerka, przytulając Maślak i owijając wokół niej puszysty ogon.
— Jeszcze zdążysz się nauczyć! Nie od razu klany założono — zapewniła kotkę, przejeżdżając kojąco końcówką ogona po jej futrze. — Malinek jeszcze ci wszystko pokaże. Jeszcze masz wiele księżyców na naukę.
— Racja... Ale boję się, że później będę uczniem bardzo długo. Jak Mróz na przykład. Znaczy, ja nie mam nic do niego, ale widzę, że inni posyłają mu już krzywe spojrzenia... — podzieliła się lękiem. — Albo Topola! Pysk Żagnicy z każdym wschodem słońca zdaje się tylko coraz bardziej krzywy. Nie chcę, by inni też myśleli o mnie w taki sposób — mruknęła, kuląc się w sobie.
— Ojjj, no ale będziesz to miała potem po mamusi! — miauknęła, próbując ją pocieszyć. — Przecież ja też zostałam niedawno mianowana. Będziemy w tym razem!
Maślak nie wyglądała na zadowoloną ze słów matki i wizji bycia starym uczniem. Wręcz przeciwnie, wyglądała na jeszcze bardziej zmartwioną. Ups...
— To znaczy... Tak, wiem, to duża satysfakcja zakończyć młodo trening... — Zastanawiała się, co powiedzieć, by nieco podnieść na duchu uczennicę. Myślała, myślała, myślała... Chwila moment! Nagle w jej głowie zapaliła się drobna żaróweczka! Miała pewien pomysł. — Właściwie, Maślanko... Wiesz, kto najlepiej wspina się na drzewa w całym Owocowym Lesie? — zapytała nagle, pozornie od czapy.
— Uch... Nie? — miauknęła Maślak, wyglądając na zdziwioną.
— No jak to nie! Taka duża grupa kotów...
— Zwiadowcy?
— Bingo! — Uśmiechnęła się szeroko. — A wiesz, ja się znam z paroma zwiadowcami. Z pewnością zgodziliby ci się pomóc! — zaproponowała, przez co pysk młodej kotki natychmiast się rozświetlił, lecz tylko na chwilę.
— No tylko... Czy oni by tego chcieli? — zapytała nieco niepewnie. — Na pewno mają wiele obowiązków. Nie chciałabym zabierać im czasu...
— Pfff, no co ty! Przyjaciele pomagają sobie w potrzebie, wiesz? Nawet kiedy są zajęci! — miauknęła od razu Kazarka i dodała po chwili, widząc, że to niespecjalnie przekonało jej córkę: — Ci, których znam, są bardzo skorzy do pomocy. To będzie dla nich istna przyjemność. Zapewniam cię!
Na pyszczku Maślak pojawiło się wyraźne wahanie. W końcu, ku uciesze wojowniczki, mordka kotki się rozpogodziła. Czyli postanowione!
— No dobrze. Jeśli tak mówisz — miauknęła, a wraz z tymi słowami Kajzerka odeszła w stronę legowiska zwiadowców. "Zaraz wrócę" — rzuciła jeszcze w stronę córki, zanim zniknęła między konarami drzew.

Ostatnio szczęście szczególnie jej dopisywało! Mirabelki wprawdzie nie zastała, ale zamiast tego od razu zauważyła dwie koleżanki, Pieczarkę i Jeżynę, które rozmawiały ze sobą z pogodnymi pyszczkami. Kiedy przedstawiła im swój pomysł, od razu się zgodziły. Kajzerka wiedziała, że miały one zbyt dobre serca, by jej odmówić!
W końcu grupa kotek doszła do Śliwowego Gaju – równie dobrze mogłyby pójść do bliższego Owocowego Lasku, lecz to było bardzo popularne miejsce do polowań czy zwykłego spędzania czasu. Kajzerka natomiast wiedziała, że Maślak wolałaby uchronić się od oceniających ją spojrzeń kotów z zewnątrz. Szanowała to. W końcu mało kto lubił być obserwowany w chwili, gdy coś mu nie wychodziło... Wojowniczka zaczęła przyglądać się paru drzewkom, szukając odpowiedniego na trening jej córki.
— Ładnie tutaj — zauważyła, oglądając okoliczne śliwy, które właśnie zaczynały kwitnąć. Pomiędzy zielonymi listkami można było dojrzeć wiele drobnych, różowych kwiatów. To miejsce, łącznie z Owocowym Laskiem, Porą Zielonych Liści zamieniało się w piękną krainę. Jakby żywcem wyciągniętą z jakiejś opowieści czy snu.
— To prawda. Właśnie zaczyna się ten najpiękniejszy okres, gdy pojawiają się kwiaty — miauknęła nieco rozmarzona Pieczarka. Dopiero wtedy, gdy zwróciła wzrok ku swojej rozmówczyni, Kajzerka zauważyła wplecione w jej długą sierść kwiaty. Przez ostatnie, zimne sezony zdążyła zapomnieć o tym nawyku zwiadowczyni.
— Ślicznie wyglądasz! — skomplementowała ją, co nieco onieśmieliło młodą kotkę. — Te fioletowe kwiaty naprawdę ładnie podbijają twoje zielone oczy.
— Dziękuję — odpowiedziała nieśmiało. — Zwykle szukam lawendy, lecz ona kwitnie dopiero na Porę Zielonych Liści... Właściwie, nawet nie wiem, co to za gatunek — wyznała, delikatnie się śmiejąc.
— Wygląda na jakiś fiołek — wtrąciła się Jeżyna. — Dobrze, ale chyba nie po to tu przyszłyśmy, co? — szturchnęła psotnie obie kotki i zwróciła wzrok ku dotąd milczącej Maślak. — Słyszałam, że masz problemy ze wspinaczką?
— Tak, racja — wymruczała niepewnie. Nie wyglądała, jakby do końca ufała zwiadowczyniom, lecz Kajzerka postanowiła dać jej czas. Musiała się po prostu ośmielić!
— Spoczko. Pieczarce udało się opanować tę umiejętność do perfekcji. Z nią nauczysz się raz-dwa! — gwarantowała Jeżyna i podeszła do jednej ze śliw, zachęcając ruchem ogona, by Maślak podeszła do niej. Po posłaniu mamie jednego spojrzenia na otuchy (na które Kajzerka odpowiedziałaby wyciągnięciem do góry kciuków, gdyby tylko je miała), kotka podążyła za jej nową nauczycielką. Przy pniu już stała czekająca Pieczarka.
Gdy bura do niej podeszła, natychmiast zaczęła mówić swoim spokojnym, kojącym głosem:
— Trzeba zacząć od tego, że nie masz czego się bać. My, jako koty, jesteśmy stworzone do wspinaczki. A jeśli już się poślizgniemy, natura obdarzyła nas czterema łapami, na które zawsze spadamy. Musiałabyś spaść z czubka jakiejś wysokiej góry, by zrobić sobie jakąś krzywdę — zapewniła młodą kotkę.
— Masz zaostrzone pazury? — zapytała nagle Jeżyna.
— Chyba, w miarę.
— Ostre szpony bardzo się przydają, gdy wspinasz się na drzewo. Bo to bardzo proste. Wbijasz je w korę... — Jeżyna wyprostowała się i zrobiła dokładnie to, o czym mówiła — dokładasz kolejne łapy i idziesz w górę. To takie proste! — dodała już z gałęzi, po której zaczęła się przechadzać.
— Schodzenie jest trochę inne. Większość uczniów, nawet zwiadowców, zaczyna panikować, kiedy przychodzi czas na koniec treningu. Zwykle próbują zejść jak wiewiórki – z głowami w dół. A, niestety, to zwykle kończy się utratą przyczepności i upadkiem... — tłumaczyła druga. — Jeżynka, pokaż, jak to się robi.
— Można po prostu zeskoczyć, ale nie zawsze jest to możliwe. Przy wyższych drzewach lepiej się zastanowić — miauknęła, podchodząc ponownie bliżej pnia, po którym weszła. — Teraz trzeba zrobić to samo, co na początku. Czyli skierować się głową do góry. — Przybrała pozycję podobną do tej, dzięki której weszła na śliwę. Jeżyna prędko znalazła się z powrotem na trawie. — Zrozumiałe?
— Chyba... — miauknęła Maślak, próbując wszystko poukładać sobie w głowie.
— To czas na praktykę! — oznajmiła z uśmiechem Pieczarka, odchodząc wraz ze swoją przyjaciółką od pnia, tak, by kotka miała do niego wolną drogę. — Teraz ty możesz spróbować.
— Jak coś, to będziemy cię łapać — zażartowała Jeżyna. Uczennica odetchnęła, zbierając w sobie odwagę. Podeszła bliżej pnia i oparła o niego przednie łapy, po czym wbiła w korę pazury. Posłała jeszcze jedno spojrzenie w stronę swojej matki, która kipiała z ekscytacji.
— Dasz sobie radę, Maślanko! — zawołała Kajzerka, podrygując końcówką ogona. — Uda ci się! A nawet jeśli nie, to mama i tak będzie z ciebie dumna! — zapewniała córkę, czekając na jej ruch.

<Jeżyno?>

29 listopada 2024

Od Jeżyny CD. Kajzerki

Uśmiechnęła się nerwowo, w końcu potrząsając jednak głową i powoli zanurzając łapy w w wodzie. Przecież wchodziła już do tej rzeki wcześniej i nic się nie stało. Dała sobie chwilę na przystosowanie do zmiany temperatury, po czym po kolei woda otuliła jej tylne kończyny oraz brzuch. 
— No i świetnie! — miauknięcie Kajzerki dobiegło do jej uszu — Kiedy nauczyłyście się pływać?
— Mnie poduczyła trochę Pieczarka... — zamyśliła się na chwilę — No, i oczywiście, mama — dodała jeszcze, opierając się o bark Kaczki.
Oczy szylkretki przeniosły się na wojowniczkę, której teraz przemoknięte futro zwisało dosyć nędznie z jej policzków.
— Ja... To długa historia — mruknęła bura pod wyczekującymi spojrzeniami. Młodsze kotki mimo dalszej ciekawości uznały to za niechęć do elaboracji. Jeżyna spojrzała w dół, wodząc łapami pod lśniącą taflą.
— Każdy tutaj umie pływać? — zapytała jeszcze uczennica; na jej pyszczku widniał szeroki uśmiech.
Zwiadowczyni pokręciła głową.
— Nie, to nie jest coś, w czym się specjalizujemy — zachichotała — ale parę kotów na pewno umie. Nie wiem jak na przykład Topola... Jego chyba nikt nigdy nie wepchnął do rzeki.

*teraz*

Podążała za Sówką, starając się nie ugrząźć w warstwie białego puchu. Zastępczyni rozmawiała z Przepiórką na czele patrolu, a Czereśnia szedł obok zwiadowczyni z paplającą uczennicą na ogonie. Mrużyła oczy na osiadające na rzęsach płatki śniegu, co jakiś czasu podnosząc głowę i rozglądając się dookoła. Tego dnia wybrali się w okolice szopy strachu, zakładając, że nikt tego miejsca ostatnio nie odwiedził, z uwagi na dziwną atmosferę towarzyszącą drewnianej budowli. Patrol stanął w bezpiecznej odległości, czekając na dalsze polecenia. 
— Rozejrzyjmy się tutaj — westchnęła Sówka.
Figa od razu wyrwała się do przodu, niepowstrzymywana wołaniem mentora. Zajrzała do środka przez uchylone drzwi, chwilę później piszcząc z zaskoczeniem, gdy czekoladowy odciągnął ją stamtąd za ogon. Sama podeszła bliżej budowli, uważając jednak, aby nie dotknąć żadnej z ścian - wysokie mury wydawały z siebie złowrogie skrzypienie, zniechęcając przybyszów do poszukiwań. Kręcili się wokół szopy przez całe popołudnie, końcowo zbierając się w jedno miejsce na zawołanie zastępczyni. Wrócili do obozu z pustymi łapami. Jeżyna pożegnała się z mamą i odeszła w stronę legowiska uczniów, licząc na towarzystwo Topoli. Jednak zamiast brata jej oczom ukazała się Kajzerka, wylizująca futro na piersi, siedząc pod gałęziami klonu. 
— Hej Kajzerko! — przywitała się, podchodząc do szylkretowej uczennicy — Jak tam dzisiejszy trening? Widziałam, że rano wychodziłaś z moją mamą.

<Kajzerko?>

02 listopada 2024

Od Kajzerki CD. Jeżyny

Szylkretka robiła wszystko, by tylko zbliżyć się do swojej mentorki. Próbowała każdej sztuczki, dzięki której udało jej się zaprzyjaźnić z jakimś kotem – zagadywanie jej o pogodzie, treningu, plotkach czy innych głupotkach, spędzanie każdego uderzenia serca, przynoszenie świeżych piszczek... Wszystkiego już próbowała! Nadal jednak wyraz pyska Kaczki wyrażał jedynie zobojętniałość i brak jakiegokolwiek poruszenia jej wysiłkiem. Już kończyły się powoli Kajzerce pomysły...
— Cześć mamo! Cześć Kajzerko! Wybieracie się na trening? — Śmiałe próby pojednania ze sobą Kaczki przerwała jednak córka jej mentorki, podchodząc do kotek z wyciągniętym do góry ogonem. O tak! To było to, czego potrzebowała – pośrednika!
— Jest na to teraz za gorą... — odparła prędko Kaczka, lecz Kajzerka wtryniła się do rozmowy, praktycznie podskakując w miejscu z ekscytacji.
— Ale to nie znaczy, że nie możemy wyjść z obozu! O, tak w trójkę, my trzy! — miauknęła od razu. — Przecież na waszym... znaczy, naszym terenie jest rzeka, nie mylę się? Woda jest zawsze świetnym rozwiązaniem na takie upały! — rozmarzyła się, wspominając te wszystkie pory zielonych liści, gdy razem z innymi nocniakami grupowo wskakiwali do rzeki dla ochłody w te najgorętsze dni. Nie było nic lepszego od dania nura w zimną toń, gdy słońce prażyło niemiłosiernie w grzbiety!
— To brzmi... wspaniale! — zgodziła się natychmiast Jeżyna, przytakując gorliwie głową. — Proszę, mamo!
Ciemne oczy Kaczki poszybowały wpierw w stronę swojej wychowanki, a następnie córki. Parę razy tak zmieniały swoje położenie, aż w końcu z jej pyska uciekło jedno zrezygnowane westchnięcie.
— No... dobra — odpowiedziała i chociaż ton jej głosu nie wyrażał specjalnej radości, Kajzerka i Jeżyna wyglądały na wniebowzięte! Szybko jednak uśmiech Jeżyny opadł, wraz z jej podniesionym w górę ogonem.
— Tylko że... Miałam iść na patrol — mruknęła, kładąc po sobie delikatnie uszy. Podobnie postąpiła Kajzerka. O nie! — Ale kiedy tylko skończę, to z chęcią do was dołączę!
— A nie możesz poprosić Sówki, by wcisnęła cię gdzie indziej? — zapytała Kajzerka, przechylając głowę. — Na pewno byś ją przekonała. Jestem tego pewna! — miauknęła z widocznym zmartwieniem w oczach. Jak pójdą tam same, pewnie nic nie wskóra...
— Już obiecałam... — Jeżyna nie wyglądała na przekonaną. — Skończę go w podskokach i wtedy do was wrócę! — zapewniła kocice. No cóż, pomyślała sobie uczennica! Byle tylko się nie myliła, mówiąc, że szybko będzie z powrotem...
Obie patrzyły, jak kotka odchodzi, by spotkać się z zebraną na patrol grupką. Zwiadowcy wyszli z obozu prędkim krokiem, chcąc zdążyć przed nastaniem prawdziwych upałów.
— To co? — Kajzerka obróciła łeb w stronę jej mentorki. — Lecimy?
Kaczka zgromiła ją spojrzeniem.
— Lecimy — odpowiedziała, wzdychając.

***

Słoneczko przygrzewało coraz mocniej wraz z upływającym czasem, lecz nie było to dla kocic problemem. Rozpościerający się od ucha do ucha uśmiech Kajzerki pojawił się natychmiast z momentem ujrzenia przez nią między brzegami tafli łagodnie kołyszącej się wody. To było to! Achhh, nie mogła się już doczekać chwili, w której wskoczy do niej na bombę!
— Słoneczko świeci, wietrzyk lekko wieje, ćwierkają ptaszki... — zaczęła mówić, wsłuchując się w pieśni siedzących na wysokich gałęziach drzew skowronków — czego można chcieć więcej! Właśnie, a ty, Kaczko, pływałaś kiedyś? — zapytała, zwracając łebek w jej stronę.
Zdawało się, że bura się speszyła, choć może Kajzerce tylko się przewidziało...
— Ta — odburknęła krótko, owijając ogon wokół łap. — Kiedyś, nie tylko kiedyś...
— OOO! — miauknęła od razu entuzjastycznie jej uczennica, podskakując z ekscytacją. — Naprawdę? To wy pływacie w Owocowym Lesie? O kurczę! Jakie to fajne... Myślałam, że takie atrakcje to tylko w Klanie Nocy...
— Mhm.
Taka odpowiedź wcale nie dziwiła Kajzerki. Już przywykła do lakonicznego stylu mówienia jej mentorki i nie myślała o tym za wiele. Właściwie, cieszyło ją, że była w stanie wykrzesić z siebie choćby pomruk zamiast pozostawania w głuchej ciszy!
Szylkretka pochyliła się nad wodą, unosząc do góry jedną łapę. Dotknęła nią niepewnie tafli, by wyczuć jej temperaturę. Chłodna, jeszcze nienagrzana. Wręcz perfekcyjna.
— Dawaj, chodź! — zawołała Kaczkę, wytrząsając łapą krople wody. — Jest zimniuuuutka! — dodała ze śmiechem. — Idealna na taką pogodę!
Kocica westchnęła, przybliżając się do brzegu i spoglądając w toń. Właściwie, nie tylko spoglądając – wpatrywała się w nią intensywnie. Kajzerka jednak nie zwracała na to większej uwagi. Była bardziej skupiona na rozpędzaniu się i obmyślaniu trajektorii swojego lotu. Oczywiście, nie na długo. Prędko czekotka wystrzeliła jak z procy, by rzucić się w powietrze, a następnie wpaść pod wodę z dużym i donośnym pluskiem.
Otworzyła oczy, znajdując się już pod powierzchnią. Obserwowała uciekające od niej z paniką ryby, a także falujące rośliny. Kręciła się tak, nie mogąc nacieszyć znajomym widokiem i uczuciem, jakiego nie miała okazji poczuć od księżyców. Jak dobrze było znów znaleźć się w domu...
Gdy poczuła, że już kończy się jej nabrane do płuc powietrze, zamachała łapami, aby wyskoczyć z rzeki i wziąć głęboki oddech. Kajzerka spojrzała wprost na mentorkę, która nadal siedziała na trawie, nie mocząc nawet jednego włoska.
— No dawaj! Nie jest aż taka zimna... W sam raz! — przekonywała wojowniczkę, podpływając do niej bliżej. Oparła się łapkami o brzeg, posyłając Kaczce zawadiackie spojrzenie. — No chyba się nie boisz, co?
— Nie boję — odpowiedziała bez wyrazu i jakiejkolwiek reakcji na jej zaczepki do przekomarzania, co było całkiem smutne. — Po prostu... Ech. Nieważne.
— Hej, ale mi możesz powiedzieć! Serio! — Żółte oczy Kajzerki zalśniły zaciekawione. Miała jakąś przykrą historię, tylko wstydziła się ją opowiedzieć! Na bank! — Ktoś cię wrzucił do wody, jak byłaś mała? Znam to, oj, znam! — rozpoczęła zgadywankę. — Sama wepchnęłam nieraz moją siostrzyczkę, jak nie uważała... O, o, a może zaatakowała cię kiedyś jakaś ryba? Słyszałam kiedyś legendę o pstrągu, który zjadał kociaki! Może to więcej niż bajka opowiadana w żłobku...
— Nie boję się wody — powtórzyła się Kaczka, widocznie myśląc nad bardziej dosadną odpowiedzią, ale w końcu się poddając. Pokręciła tylko głową i, zupełnie jakby chciała udowodnić swoje słowa, zamoczyła łapy. Za nimi poszedł tors, nogi i ogon, aż całe ciało (poza wystającą głową!) kocicy zanurzyło się w wodzie.
— Och. Już zaczynałam wątpić, czy wejdziesz! — miauknęła nieco zaskoczona Kajzerka, jednak z wielką porcją entuzjazmu. — Widzisz, jakie to fajne! Od razu lepiej.
— Racja — mruknęła Kaczka, spokojnie dryfując, raz po raz poruszając którąś z łap. Musiała pływać całkiem często, bo wyglądała, jakby była w tym niezła!
— Pływasz jak nocniak! — pochwaliła ją. — Normalnie z krwi i kości!
Nie zdążyła zobaczyć spinających się mięśni Kaczki na jej słowa, ponieważ od razu jej uwagę przykuł krzyk dobiegający z okolicznych krzaków. I to znajomy krzyk.
— Witajcie, wróciłam! — miauknęła wesoło Jeżyna, przybiegając do brzegu. — Na Wszechmatkę, ta woda wygląda tak przyjemnie chłodno...
— I taka też jest! — odpowiedziała od razu Kajzerka.
Jeżyna uśmiechała się, spoglądając raz na swoją matkę, a raz na jej uczennicę, w końcu przenosząc wzrok na taflę wody. Cofnęła nieco łapy od fali.
— Tylko czy nic mi się nie stanie? — zapytała.
— No co ty! Właź! Nurt jest słaby! — zapewniła ją szylkretka.
— Tylko ostrożnie... — poprosiła matka kotki.

<Jeżyna?>

EVENT NPC: Kaczka

20 października 2024

Od Jeżyny CD. Kajzerki

Zachichotała. Znajdowcą? Takiej nazwy jeszcze nigdy nie słyszała!
— Idzie mi bardzo dobrze! A przynajmniej tak mówi Pieczarka… To ona jest moja mentorką, i jest super! Bardzo dobrze się dogadujemy i tak dalej, ma też bardzo miłego brata – miauknęła z ekscytacją – Trenuję na zwiadowcę, nie zjadowcę. Ale nie martw się, zaraz Ci wszystko wytłumaczę!
Rozsiadła się wygodnie, kątem oka spoglądając na małą Maślak. Koteczka wychylała się zza puchatego ciała karmicielki, łypiąc swoimi żółtymi oczyma.
— Dobrze, no to… Ja będę zwiadowcą. Zwiadowcy pilnując bezpieczeństwa na naszych terenach, wychodzą na patrole… Znamy się na gatunkach drzew i ich chorobach, bo to na nich spędzamy większość czasu! Najlepsi z nas skaczą z gałęzi na gałąź jak urodzone wiewiórki – przestąpiła z łapy na łapę, a jej wąsy zadrżały – Są też wojownicy, którzy polują i bronią Owocowego Lasu. Moi dwaj bracia właśnie nimi będą! To oni zapewniają nam jedzenie, wychodząc samotnie czy w grupach na polowania. Ostatnią z takich pozycji są stróże, którzy większość czasu spędzają w obozie, utrzymując porządek i dbając o innych. Wykonują też zadania zlecone przez innych… To oni plotą nasze posłania I czasem zajmują się kociętami, no i… Służą pomocą i wsparciem. Znam takiego jednego stróża, Pumę! Jest bardzo miły, i jest to kolega mojej mamy! W sensie, Sówki.
Wzięła głęboki oddech, zmęczona długim monologiem. Jej oczy błyskały zaangażowaniem, spoglądając ciepło na Kajzerkę. Szylkretka zafascynowana pokiwała głową, a jej córka wyjrzała zza jej barku.
— Ja chcę być wojowniczką! – pisnęła, pokazując drobne ząbki – Będę najlepsza z nich wszystkich!

***

Przeciągnęła się na posłaniu, ziewając i mrugając leniwie. Od razu w jej oczy uderzyły pierwsze promienie słońca, przypominając o patrolu, który miała odbyć wraz z Migotką i jej uczniem. Przystosowanie do nowych obowiązków przychodziło jej z trudem; nadal co ranka miała ochotę szukać Pieczarki z pytaniami, co będą dzisiaj robić. Stała się strasznie przywiązana do białej kotki, co nie było samo w sobie nawet takie złe. Problem leżał jednak w tym, że cały czas po głowie chodziły jej zwątpienia - czy Pieczarka była by z tego zadowolona, czy Pieczarka uznałaby, że zrobiła to dobrze… I tak w kółko. Czuła się wręcz uzależniona od jej rad. Ciągłe spacery i wspólne patrole wcale w tym nie pomagały; sprawiały tylko, że jeszcze bardziej chciała otaczać się błogą sielanką jej towarzystwa. Ciągle liczyła na radosne wyjścia z byłą mentorką, pełne wymyślnych zabaw… Nie wiedziała, dlaczego. W jej puchatym ciałku nadal żyła dusza dziecka, która wcale nie chciała oddawać się w całości zwiadowczym obowiązkom, a Pieczarka dawała jej właśnie od nich ucieczkę.
Zrezygnowana podniosła się z posłania i manewrując między innymi kotami zdrapała się z góry na ziemię. Podeszła do wyjścia z obozu, siadając i wyczekując przybycia reszty zaplanowanego patrolu. Polizała łapkę i ułożyła futro na policzkach, przyglądając się dopiero co wschodzącemu słońcu. Jej spojrzenie przykuła jednak para kotów stojącą niedaleko; rozpoznała je jako Kajzerkę i Kaczkę! Uczennica z uśmiechem trajkotała coś do jej mamy, natomiast bura stała z kamiennym wyrazem pyska, przytakując tylko raz po raz. Najpewniej słuchała jej jednym uchem, drugim wszyściutko wypuszczając. Wiedziała, że mamusia była słynna z apatycznego, czasem wręcz aroganckiego zachowania. Nie wiedziała za to, dlaczego tak właśnie się zachowywała. W końcu w towarzystwie Sówki czy jej dzieci uśmiech promieniał na jej burej mordce, i nie mogła przestać plotkować z “mężem” czy córką. Za to w każdej innej sytuacji ten uśmiech spadał, ustępując miejsce grymasowi czy zwykłemu brakowi zainteresowania. Uznała, że podejdzie się przywitać; w końcu już od calusieńkiego dnia z mamą nie rozmawiała! Wstała i przytruchtała do dwójki, uśmiechając się pogodnie.
— Cześć mamo! – otarła się o prążkowane futro wojowniczki, która od razu zamruczała z odpowiedzią – Cześć Kajzerko! Wybieracie się na trening?


<Kajzerko?>
npc: Pieczarka, Kaczka

11 października 2024

Od Kajzerki CD. Jeżyny

Karmicielka uniosła wzrok znad myszy, by spojrzeć na stojącą nad nią uczennicę.
— Jest dobrze! Na razie ciągle jestem nowa, ale to żaden problem. Szybko się odnajduję w nowych miejscach! Zresztą, większość z was wygląda bardzo sympatycznie. Aż się nie mogę doczekać, aż was wszystkich poznam! — odparła radośnie. Odkąd dołączyła do Owocowego Lasu, promieniała. Czuła się stokrotnie lepiej! W końcu miała co spokojnie zjeść, gdzie odsapnąć i, co najważniejsze, z kim porozmawiać. Uśmiechnęła się sama do siebie, przytulając do brzuszka Maślak. Mówiłam ci, że znajdziemy swój kąt, pomyślała.
— Dobrze mi to słyszeć! — odparła radośnie Jeżyna i uniosła do góry ogon. — Jestem pewna, że znajdziesz tu wieeelu przyjaciół! A poznałaś już moje mamy? — zapytała z ekscytacją.
— A twoje mamy to..? — dopytała Kajzerka z małą niezręcznością. — Jeszcze się was wszystkich uczę, a jednak was tu sporo... — parsknęła śmiechem.
— A, no racja! Jedną na pewno kojarzysz, to Sówka, nasza zastępczyni. Chwila, czy wy nawet nie rozmawiałyście, czy mi się zdawało?
OCH! Czyli Sówka miała kocięta, ba, jedno z nich ją tu nawet sprowadziło? Z pewnością nie spodziewała się takiej odpowiedzi, lecz to zaskoczenie (które rysowało się również na pyszczku królowej) należało do tych dobrych. Cieszyło ją, że jej stara znajoma najwidoczniej znalazła partnerkę i do tego założyła rodzinę.
— Tak, rozmawiałyśmy! Nawet więcej, niż myślisz — odpowiedziała, podnosząc do góry podbródek, jakby z dumą. — Poznałam się z twoją mamą już parę długich księżyców temu, na zgromadzeniu! W sumie nie pamiętam, jak na siebie trafiliśmy, ale trajkotałyśmy z pół nocy. O, a może to ja do niej zagadałam..? Wiem, że opowiadała mi dużo o liściach i innych takich... — Kajzerka próbowała sobie przypomnieć więcej szczegółów, lecz nie potrafiła już więcej wykrzesić ze swojego małego móżdżka. — No. Ciekawy zbieg okoliczności, co?
— Naprawdę? — odpowiedziała z zaskoczeniem Jeżyna, parę razy mrugając. — To super! Czyli już nie muszę ci jej przedstawiać.
— Tak, nie trzeba. Ale możesz kiedyś tu mamcię przyprowadzić, to byśmy sobie pogadały, może nawet w trójkę — zaproponowała.
— Kiedyś na pewno! A nie rozmawiałaś może kiedyś też z moją drugą mamą? — rzuciła żartobliwie. — Nazywa się Kaczka. 
Kaczka? Hmm... Mówiło jej coś to imię. Znaczy, oczywiście, ona i Cyranka same miały imiona od kaczek, ale poza tym miała wrażenie, że już kogoś takiego przedtem znała...
— A jak wygląda? — spytała Jeżynę, drapiąc się po podbródku.
— Jest wysoka i umięśniona, jak to wojowniczka. Ma takie ciemne, pręgowane futro, i do tego ciemne oczy... I odrobinę bieli na sierści...
Ten opis także wydawał się jej dziwnie znajomy. Kajzerka siedziała przez chwilę w ciszy, intensywnie zastanawiając się, skąd taką kotkę mogłaby kojarzyć. Może była jakąś samotniczką, którą zdarzyło się jej przegonić z terenów Klanu Nocy? Albo miastową? Czy jakąś włóczęgą, z jaką się zmagała po wygnaniu? Hmm... Pomimo jej wielkich starań, nie potrafiła sobie przypomnieć. Wiedziała jednak, że już gdzieś słyszała i widziała takiego kota.
— Wydaje mi się, że mogłam ją znać... Ale coś nie mogę sobie przypomnieć — przyznała szczerze, prędko jednak to ignorując. Jej wygląd nie był niczym specjalnym, było wiele kotów, które bardzo ją przypominały. — To pewnie nic. Ale z chęcią się z nią zapoznam! — dodała gorliwie.
Jeżyna uśmiechnęła się i przez chwilę podrygiwały jej łapki, jakby chciała wyskoczyć z miejsca – zaraz jednak znów stanęła nieruchomo.
— Przyprowadziłabym ją, ale zapomniałam, że poszła teraz na patrol... No nic. Innym razem! — zapewniła ją uczennica. 
— Pewnie. Ja i tak się stąd za dużo nie ruszam, to wiesz, gdzie mnie znaleźć! — miauknęła do niej wesoło. — Hej, a w ogóle, jak ci idzie twój trening, Jeżynko? Bo ty jesteś tym... znajdowcą? Opowiesz mi troszkę o tym? — zapytała koteczkę. Owocowy Las diametralnie różnił się od innych klanów i trudno było się jej połapać w ogromnej ilości ich zwyczajów, rang i tradycji. Od kogo mogłaby się więc nauczyć lepiej, niż od owocniaka?

<Jeżyno?>

04 października 2024

Od Jeżyny CD. Kajzerki

Wyszczerzyła ząbki w uśmiechu, spoglądając na szylkretową.
— Nie ma problemu! – miauknęła – Cieszę się, że mogłam pomóc!
Pieczarka uśmiechnęła się i opuściła legowisko medyka, widząc zbliżającą się Świergot z medykamentami w pyszczku. Bura machnęła ogonem, idąc za mentorką.
— Jakbyś czegoś potrzebowała, to mów śmiało! – zawołała jeszcze, po czym wyszła na zewnątrz.

***

— Dziękuję Ci Świergot – mruknęła, kiedy liliowa podsunęła jej pod łapy zwitek ziół.
Szamanka uśmiechnęła się, spoglądając na uczennicę z góry.
— Nie ma za co – miauknęła starsza – Następnym razem przyjdź od razu! Nie ma co się męczyć z bólem głowy.
Jeżyna skinęła głową, przesuwając dane jej lekarstwo. Smakowało okropnie. Po pożegnaniu się opuściła legowisko medyka. Rozejrzała się po obozie, szukając gdzieś Topoli. Gdzie on się podziewał? Nie widziała go od rana.
— Cześć mamo! – przywitała się z Kaczką, która właśnie zeskoczyła z drzewa wojowników – Gdzie idziesz?
— Cześć kochanie – odpowiedziała bura, trącając córkę pyszczkiem – Idę zapolować. Chcesz się wybrać ze mną?
Iskierki zabłysły w oczach uczennicy. Kolejna okazja na wyjście z obozu!
— Oczywiście że tak! – ruszyła za mamą – Gdzie chcesz iść?
Wojowniczka strzepnęła ogonem, zamyślając się na chwilę. Jeżyna dogoniła ją i stanęła u jej boku, chowając się w cieniu drzew. Jeszcze rano padał deszcz, zostawiając błotniste kałuże na ziemi. Przeskakiwała każdą z nich, nie chcąc brudzić łap.
— Zobaczymy gdzie nas poniesie – odparła w końcu – Chyba, że Ty nas gdzieś zaprowadzisz?
— Noo…. Nie wiem. Może pójdziemy do drogi dwunożnych? Ja pozbieram sobie kamyczki!
Kaczka zachichotała, ponownie ruszając z miejsca, a córka za nią. Wymachując puszystym ogonem skakała nad błotnistymi śladami wojowniczki, ślizgając się na mokrej trawie. Czekała, aż deszcze przestaną być tak częste, żeby w końcu mogła ze spokojem pozbierać kwiatki, a nie jakieś mokre trawy i liście. Drzewa zaczęły się powoli przerzedzać, a po chwili kotki wyszły na polanę. Chłodny wietrzyk zmierzwił ich futra, niosąc ze sobą wilgoć. Po chwili namysłu Jeżyna zostawiła mamę i skręciła w lewo, aby nie przeszkadzać jej w polowaniu. Kręciła się między drobnymi drzewami i krzewami, krzywiąc się, kiedy jakaś kropla wody skapnęła na jej pyszczek.
Jej uwagę przyciągnęło coś kolorowego zwisającego z jednej z niskich gałęzi. Zaciekawiona podeszła bliżej, obwąchując znalezisko. Przyjrzała się dokładnie, po czym ja olśniło. Przecież to obroża Kajzerki! Teraz już wszystko pamiętała, przecież to tu znalazła kotkę wraz z mentorką. Fioletowy materiał przyciągał uwagę, a wisząca na nim błyszczącą kuleczka wydawała ciche dźwięki na wietrze. Bura rozejrzała się. Podobało jej się to znalezisko… Czy coś by się stało, jakby je sobie zabrała?
Uznała, że obróżka już się nikomu nie przyda. Złapała ją w zęby i zaparła się łapami w ziemi, mocno ciągnąć. Po dłuższej chwili siłowania się, w końcu udało jej się ściągnąć zdobycz z wbitej w nią gałęzi. Była przerwana w połowie, ale to nie stanowiło dla niej problemu. Dzwoneczek dzwonił cicho, kiedy ruszała pyszczkiem. Zastanawiała się, gdzie może schować swój skarb. Przecież nie zabierze go do obozu, bo będzie miała problemy! Przypomniała sobie o skrytce na liście, która odstąpiła jej Sówka. To będzie idealne miejsce! Popędziła w jej kierunku, oglądając się, czy mama jej nie szuka. Nie chciała, aby złapała ją z obróżką w pysku, bo nie wiedziała, jaką by była jej reakcja. Odsunęła łapą kawałek kory przykrywający dziurę między korzeniami drzewa i wcisnęła fioletowy skarb między liście I kasztany.

***

Wzięła że stosu jakąś większą piszczkę, witając się po drodze z mentorką. Z ranka wyszły na patrol, poskakały trochę po drzewach i wróciły do obozu. Resztę dnia miała wolna od treningów, co jednak nie zwalniało jej że standardowych obowiązków. Po doniesieniu mchu na legowisko Przebiśniega wraz ze Skałką uznała, że odwiedzi kociarni i przyniesie jej rezydentom coś do jedzenia. Gdy weszła do środka, zobaczyła śpiącego Malinkę wraz z ich pociechami. Postanowiła im nie przeszkadzać, kierując się w inny kąt żłobka, gdzie leżała Kajzerka z małą Maślak u boku. Młoda koteczka wspinała się po boku matki, spadając z zaskoczenia na ziemię, kiedy uczennica podeszła do niej od tyłu.
— Przyniosłam zwierzynę – mruknęła z uśmiechem.
Nowa Owocniaczka podniosła na nią wzrok żółtych oczu.
— Dziękuję – wymruczała, pochylając się nad posiłkiem.
Jej córka popatrzyła szeroko na przyniesioną mysz, próbując ukraść ją małymi ząbkami.
— To nie dla ciebie! – zachichotała – To dla twojej mamy!
Karmicielka odsunęła kociaka od swojego obiadu, mrucząc i otulając ją ogonem.
— Jak się czujesz w Owocowym Lesie Kajzerko? – zapytała uczennica – Odnajdujesz się w tym wszystkim?


<Kajzerko?>

[702 słowa]

[przyznano 14%]
wyleczona: Jeżyna 

29 września 2024

Od Kajzerki do Jeżyny

Drzewa spoglądały na nią złowrogo. Chłodny wietrzyk, który zwykle przyjemnie rozwiewał jej futro, teraz przyjmował formę ciemnych szeptów. Wcześniej nie bała się nocy, lecz teraz gdy tylko zapadał zmrok, od razu musiała ukryć siebie i swoją pociechę w ciepłym kącie. Inaczej bała się, że coś je dopadnie, a do tego nie mogła dopuścić. Wciąż chodziła spięta i zauważyła, że odczuwała to też Maślak – zerkała na nią swoimi wielkimi, błękitnymi, ledwo co otwartymi oczkami z troską, gdy tylko jej matce trzęsły się łapy, lub ta nerwowo machała ogonem. Oczywiście, zapewniała ją, że wszystko było w porządku. Tak właściwie, nieustannie coś do niej mówiła. Cisza nastawała praktycznie tylko wtedy, gdy szły spać. Kajzerka trajkotała o jej przeszłości, rodzinie, znajomych, pogodzie, klanach, gwiezdnych, rybach, roślinach i praktycznie wszystkim, co tylko jej przychodziło do głowy, by nie myśleć o sytuacji, w jakiej się znalazła. Cieszyła się, że miała przy sobie córkę, bo choć ta niewiele rozumiała, bo przynajmniej Kajzerka miała do kogo otworzyć pyszczek. Gdyby musiała całymi dniami mówić sama do siebie, prędko zaczęłaby czuć się jak wariatka.
Usadowiła się w suchej norze, którą zdążyła wymościć garścią trawy i zeskrobanego z drzew mchu. To legowisko było nawet przytulne, szczególnie jak na wilgotne paprocie, pod którymi spały przez pierwsze noce. Powoli zaczynała się uczyć, jak się żyło samotnie. Może nie było to takie złe? Pora nowych liści nawet podarowała jej smaczną mysz. Dopóki Maślak karmiła się jej mlekiem i czekoladowa nie musiała łowić dla niej zwierzyny, nie było nawet tak źle. W końcu miała wojownicze wyszkolenie – była lepsza od okolicznych włóczęg, które wyglądały zwykle tak, jak gdyby ledwo wiązały koniec z końcem. Chyba że czekał ją ten sam los... Nie. Jak to by się miało stać? Poranny Ferwor mawiał jej, że najważniejsze jest nastawienie. A wtedy można wszystko! Jeszcze odnajdzie swoje koty, ciepły kąt na stałe i szczęście tak, jak w Klanie Nocy.
To przecież nie mogło być takie trudne.

***

Uciekła. Musiała pobiec ile tylko miała w łapach sił, by w końcu móc odetchnąć z odrobiną ulgi. Dyszała ciężko, wbijając w ziemię wzrok.
Zostały wyrzucone. Doskonale widziała w głowie twarze tych włóczęg, pokryte bliznami, nawet tymi niewygojonymi. W kącikach ich podkrążonych oczu zbierała się ropa, a w niektórych miejscach nie mieli nawet sierści – i cicho pokasływali, ukazując swoje żółto-czarne zęby. Już miała wgryźć się w soczystego okonia, jedną z lepszych zdobyczy, jakie ostatnio trzymała w pysku, gdy znikąd pojawiła się grupa kotów, która natychmiast wyrwała go spod jej łap. Próbowała walczyć, ale sama, nawet z umiejętnościami wojownika, nie miała szans przeciwko ich sforze. Dobro Maślak było dla niej ważniejsze niż jakaś ryba i norka. Mogły przecież znaleźć nową. To była puszcza, a teraz nie ograniczały jej granice klanowego terytorium. Musiało tu być mnóstwo dziur, jakie już nie mogły się doczekać zamieszkania.
— Wszystko dobrze, mamo? — zapytała siedząca przy niej Maślak kocięcym, lecz zmartwionym głosem.
— Tak, oczywiście — odparła ciepło. Nie chciała jej bardziej niepokoić, niż było to w tej sytuacji konieczne. — To były tylko takie niemiłe koty. Bardzo niemiłe. Takich nie lubimy. Teraz pójdziemy dalej, znajdziemy sobie nowe legowisko, dobrze? A wtedy mamusia pójdzie coś złowić na śniadanie. Tamta rybka i tak nie była taka dobra — mówiła spokojnie, próbując uporządkować w swojej głowy nowe pomysły i myśli.
— Czemu twoja łapka tak wygląda? — zapytała raz jeszcze, spoglądając na bark kocicy. Dopiero wtedy Kajzerka pojęła, o czym ta mówiła – widniało w tym miejscu głębokie rozcięcie, z którego sączyła się strużkami krew.
— Och... Nic takiego, Maślanko — wymruczała, wyciągając szyję, by wylizać świeże zadrapanie. Przez to zamieszanie zapomniała, że została zraniona... — Będzie w porządku. Minie parę wschodów słońca i to zaraz się zagoi. Jeszcze zobaczysz.

***

Syknęła z bólu, po raz kolejny lądując krzywo po skoku. Czyżyk, do jakiego się skradała, natychmiast wzbił się w powietrze, po raz kolejny zostawiając ją z pustymi łapami. Przeklęła pod nosem. Ta rana, otrzymana parę wschodów słońca temu przez włóczęgów, nie goiła się dobrze. Miała wrażenie, że robiła dokładną tego odwrotność. Nie pachniała najlepiej, wypływała z niej brudna wydzielina, a jej zaczerwienione brzegi wywijały się na zewnątrz. Kazjerka nigdy nie interesowała się medyczną wiedzą, ale teraz żałowała, że nie spędziła nawet krótkiej chwili, by popatrzeć w klanie na pracę uzdrowicielek. Wiedziałaby może, co powinna teraz zrobić. Starała się czyścić zakażone miejsce, językiem i wodą, oraz poruszać łapą jak najmniej, ale nie przynosiło to żadnych efektów.
Już miała tego wszystkiego dość. Nie podobało jej się życie od świtu do świtu, w strachu, co przyniesie następny dzień i niepewności, gdzie skończy. Dodatkowo burczało w jej brzuchu. Teraz o niczym nie marzyła bardziej niż dobraniu się do stosu ze zwierzyną i położeniu się w ciepłym, suchym i świeżym legowisku...
Przekroczyła drogę grzmotu i gdy znalazła się jej po drugiej stronie, poczuła silny, koci zapach. To terytorium było widocznie zajęte... Chwila, był to zapach Owocowego Lasu! No cóż... Przecież nie zostanie tu na długo. Musiała po prostu znaleźć jakąś zwierzynę, a po tym miała natychmiast się zmyć.
Prędko wyczuła nowy zapach. Dodatkowo przepyszny... Zdawało się jej, że był to spory i tłusty gryzoń, jaki z pewnością zaspokoiłby pustkę w jej brzuchu. Świetnie! Zaczęła się skradać, przemykając pomiędzy drzewami. Musiała być wyjątkowo ostrożna, by go nie przestraszyć i nie zrobić dźwięku, a przy wiszącym przy jej obroży dzwoneczku, nie było to łatwe. Udało jej się jednak zakraść do niego, robiąc jak najdelikatniejsze krok i jak najmniej ruszając swoją szyją. Weszła w krzew, by móc obserwować stworzenie z bliska.
Nagle, gdy już chciała rzucić się na swoją zdobycz, coś gwałtownie pociągnęło ją w tył. Spłoszony głośnym szeleszczeniem karczownik prędko uciekł, lecz Kajzerka wciąż próbowała za nim pobiec – bez skutku. O nie! — pomyślała sobie, gdy nieco odwróciła łeb i zauważyła, co trzymało ją w miejscu. Obroża! Zaczepiła się o zbite gałązki. Kocica próbowała się wyrwać, lecz utknęła. Na osty i ciernie! Nie mogła przecież ugrząźć na terenie obcego klanu! Przecież zaraz ją ktoś znajdzie...
I wykrakała – zdała sobie sprawę, gdy przed nią pojawiły się dwie kocie sylwetki. Jej oczy momentalnie zrobiły się ogromne, a Kajzerka zaczęła się szamotać, co tym bardziej przykuło uwagę trenującej dwójki. Gdy były już blisko, przestała. I tak nie umiała się stąd uwolnić.
— Proszę, nic mi nie róbcie! — pisnęła jak kocię w stronę zdziwionych kotek. — Przepraszam was bardzo, ja tylko chciałam zapolować, wszystko mi ucieka przez ten dzwonek! Już dawno porządnie nie jadłam... A mam jeszcze do wykarmienia córeczkę, która na mnie czeka... Och, po prostu uwolnijcie mnie, a ja już nigdy się tu nie pokażę. Obiecuję! — zwierzyła się ze swoich problemów, ubolewając nad własnym losem. Owocniaczki spojrzały po sobie, nie ukrywając na swoich pyszczkach zaskoczenia.
— ...Wszystko w porządku? — zapytała niepewnie Pieczarka, podchodząc bliżej, gdy zdała sobie sprawę, że samotniczka nie stanowiła zagrożenia. Jej wzrok spadł na zraniony bark. — Twoja łapa... Ona też nie wygląda dobrze.
— Zagoi się jeszcze... Mam nadzieję... — wymruczała smętnie.
— Możemy ci pomóc. Jestem pewna, że Świergot ci nie odmówi, prawda, Jeżyno?
— O-oczywiście! — odparła natychmiast jej młoda uczennica. Kajzerka jednak gorliwie pokręciła głową.
— Nie, nie mogę! Nie powinno mnie tu nawet być! Po prostu mnie wypuśćcie, mi naprawdę nic nie będzie... Jeszcze znajdę coś do upolowania... — Kajzerka znów zaczęła się miotać, ale, ponownie, bez skutków.
— Nie musisz się nas bać. Nikt ci nie zrobi krzywdy. Owocowy Las nigdy nie odmówi komuś pomocy. Nie oczekujemy nawet nic w zamian.
Było widać w jej oczach niezdecydowanie. Przecież Srocza Gwiazda ostrzegła wszystkie klany... Gdyby tylko ktoś się dowiedział, że tu przyszła... Och, ale przecież nie musiała tam od razu dołączyć. Przecież proponowali jej jedynie pomoc. Medycy opatrzyliby jej ranę i puścili dalej wolno. Skoro sami chcieli, czy zrobiłaby źle, odmawiając?
— Naprawdę? — zapytała i było widać po niej wahanie. Biała kotka przytaknęła głową z delikatnym uśmiechem. Kajzerka... czuła, że to niesprawiedliwe. Że nie powinna. Ale jej ciepłe spojrzenie i głos sprawiały, że zwykłe odejście nie wchodziło w grę. — Dobrze. Tylko proszę, teraz...
— Już cię uwalniamy — miauknęła mała uczennica, doskakując do Kajzerki i łapiąc kłami za otaczające ją gałązki, zanim kocica zdążyła dokończyć zdanie. Dołączyła do niej szybko jej mentorka, lecz okazało się prędko, że nie było to tak proste zadanie. Korowy pęd był za gruby na kocie zęby, by można było go po prostu przegryźć. Biała zastanawiała się przez moment, aż nie zaczęła wpatrywać się bezpośrednio w więżący czekoladową, opleciony wokół jej szyi pasek.
— Będziemy musiały zerwać tę obrożę — ostrzegła cicho, łapiąc ją zębami. Kajzerka nie protestowała. Poczuła za to ogromną ulgę, kiedy mogła swobodnie ruszyć głową bez problemów. Fioletowy materiał został na drzewie, rozerwany w pół przez owocniaczkę.
— Jestem wam taka wdzięczna! — wymruczała szylkretka i poszła za zwiadowczyniami w stronę ich obozu. Maślanko, za chwilę do ciebie wrócę — obiecała córce w myślach.

***

Doceniała bardzo koty, które się nią zaopiekowały. Wspomniana wcześniej przez kotki Świergot okazała się wyjątkowo troskliwa pomimo tego, że jej nie znała. Podobnie jej asystenci. Jedynie jeden kocur patrzył na nią spod byka... Był czarno-biały, z charakterystycznym "wąsem" pod nosem i wyjątkowo nieprzyjemnym grymasem. Kajzerka starała się unikać jego wzroku. Trzymała się postanowienia, że zaraz stąd odejdzie, gdy tylko inne koty skończą opatrywać jej rany. Musiała. Przecież czekała na nią Maślak...
Dopiero kiedy posiedziała tu dłużej, poczuła, jak bardzo tęskniła za swoim klanem. Nie znosiła samotności. Czuła się tu tak bezpiecznie, jak w domu.
— Bardzo ci dziękuję, Pieczarko — miauknęła do zwiadowczyni, która ją znalazła. Bez nich jej by tu nie było. Ba, może by tam wisiała przez kilka wschodów słońca. Miała szczęście, że trafiła akurat na nie, a nie na jakiegoś gbura lub, co gorsza, krwiożerczego włóczęgę... — I tobie oczywiście też, Jeżynko! — dodała szczęśliwie do jej uczennicy.

<Jeżyno?>