BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lwia Grzywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lwia Grzywa. Pokaż wszystkie posty

07 marca 2021

Od Lwiej Grzywy (Lwiej Gwiazdy)

Słońce przyjemnie grzało w grzbiet, mimo iż było jeszcze wcześnie Rudy, kocur już od samego wschodu słońca pracował ciężko, ustalał patrole na cały dzień, po czym sprawdził, jak czują się poszkodowani. W międzyczasie przepytał również mentorów, jak idzie trening dwóch nowych nabytków klanu klifu - Szpaka i Koguta. Niedługo powinni zostać mianowani, tak przynajmniej wnioskował ze słów ich nauczycieli.
Po tym wszystkim udał się w stronę legowiska liderki.
— Berberysowa Gwiazdo? — miauknął, gdy wesołe “proszę” nie zabrzmiało tak, jak zwykle. Wiedział, że liderka jest od jakiegoś czasu nie w sosie, jednak nie sądził, że aż tak. Nie byli przecież kociakami, aby się obrażać i do siebie nie odzywać.
— Berberysowa Gwiazdo? — spróbował jeszcze raz, machając niepewnie ogonem. Znowu odpowiedziała mu cisza. Ostrożnie wszedł do środka.
To, co tam zastał, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Ciało szylkretki leżało zwinięte w śnie tak jak zwykle. Dopiero po chwili zobaczył na jej pysku czerowanowo-błękitne ślady po jagodach. W łapach trzymała zaś dorodną kiść jagód śmierci, zdolną zabić dwa dorosłe koty, może nawet więcej.
Przełknął ślinę, próbując ją obudzić. Na próżno.
W środku roznosił się tylko jej zapach, był pewien. Dokładnie je przeszukał. Musiała więc popełnić samobójstwo. Jednakże… dlaczego? Pokręcił łbem, nie mogąc w to wszystko uwierzyć. Zostawiła ich. Tak po prostu.
— Lwia Grzywo? Wszystko dobrze? — strzepnął uchem, słysząc za sobą głos Miętowego Strumienia. Pokręcił przecząco głową.
— Zwołaj zebranie klanu — miauknął cicho — Mam im coś do przekazania.
Syn Pacyfika skinął mu głową, po czym wykonał jego prośbę. W tle słyszał jego krzyki, jednakże myśli kocura skupiły się na ciele przywódczyni. Trącił je raz, drugi, trzeci nosem, nie mogąc nadal uwierzyć w to, co właśnie miało miejsce.
Czuł się jak kociak, którego zostawiła matka. Przycisnął nos do jej grzbietu, wdychając zapach kocicy. Siedział tak, aż nie usłyszał syknięcia rudego wojownika. Czyli wszystko było gotowe. Na drżących łapach wspiął się na pagórek, przeskakując przez korzenie drzewa. Spojrzał na klan, zamykając oczy.
— Klanie Klifu, dzisiaj otrzymaliśmy paskudny cios. Nasza liderka, przyjaciółka, mentorka i matka, Berberysowa Gwiazda, odeszła z tego świata dobrowolnie, podczas gdy my spaliśmy. Nie oceniajmy jej, na pewno jej dusza miała powód, by to zrobić — wziął głębszy wdech, chcąc uspokoić drżenie głosu — Jako jej następca udam się jeszcze dzisiaj w podróż na spotkanie z przodkami, gdzie otrzymam życia. Gdy wrócę, pochowamy ją z należytym szacunkiem.
Zeskoczył na ziemię, obserwując tylko, jak ciało kocicy zostaje wyciągnięte na światło dzienne, po czym ułożone na liściach, na środku obozu. Lew pokręcił łbem, swoje kroki kierując do medyków. Za sobą słyszał płacz bliskich jej kotów.
Z żalem poinformował Firletkowy Płatek o tym, co ich spotkało, po czym zażył zioła.
Gdy słońce było w zenicie, wraz z medyczką rozpoczął podróż. Nie brał ze sobą ani wojowników, ani uczniów, uznał to za nieodpowiedzialne, skoro jeszcze wiele kotów leczyło rany po ogniu oraz walce. Dzięki temu podróż minęła im bardzo szybko i nim się obejrzeli, stanęli przed tunelem, który prowadził do wnętrza góry.
Rudy kocur przecisnął się między skałami, idąc za medyczką, która raz po raz drżała na jakiś głośniejszy dźwięk. Nadal nie potrafił uwierzyć, że tutaj był, to wszystko dla kocura było takie odrealnione, że aż kilka razy ugryzł się w dolną wargę, by sprawdzić, czy to nie sen. Echo kapiącej wody dodawało całej sytuacji swego rodzaju mistycyzmu, a światło, które powoli stawało się silniejsze i silniejsze było przepiękne. Gdzieś w tle dało się usłyszeć świst wiatru, który hulał w korytarzu, wilgoć oraz zimno również im towarzyszyło. 
Lew zrobił krok do przodu, gdy przed nim ukazał się cały kamień w okazałości, niebieskawo biała skała lśniła w ciemności. Kocur musiał przyznać, że to był najpiękniejszy widok, jaki w życiu miał okazję zobaczyć.
— Dotknij kamienia — Firletka miauknęła cicho, siadając obok. Kropla wody skapnęła na nos kocura, który ostrożnie podszedł, po czym polizał kamień. Słonawo-metaliczny smak rozszedł się po języku. Przysunął się bliżej, dotykając skały nosem, po czym ogarnęła go błogość.
Nieskończona polana rozświetliła się srebrnym blaskiem, rażąc kocura w oczy. Przymknął je na dłuższą chwilę, po czym ostrożnie otworzył. Tym razem było lepiej, bardziej znośnie. Rozglądając się dookoła, spostrzegł, że nie jest sam, kilka postaci podążało w jego kierunku, gdy zrozumiał, kim są - otoczyły go.
— Dobrze cię widzieć, Lwia Grzywo. Trochę urosłeś, od kiedy ostatnio cię widziałam. Jestem z ciebie dumna — niebieska kocica zamruczała cicho, wychodząc przed szereg. Na jej pysku gościł ten sam, co zawsze, wściekły grymas, jakby miała ochotę komuś rozwalić pysk, mimo wszystko wiedział, że się uśmiecha. Rudzielec przykucnął, a zmarła wojowniczka stanęła na tylnych łapach, by dotknąć jego czoła — Z pierwszym życiem chcę ci dać zdolność logicznego i trzeźwego myślenia, nawet pod wpływem ciężkich emocji. Nie daj się nikomu omamić i pamiętaj - uważaj na łysole o szpetnych mordach po drugiej stronie strumyka. Bo skończysz jak ja — mówiąc to, dotknęła go nosem. Nie poczuł jednak nic, jedynie dreszcz przebiegający po jego grzbiecie — Jeszcze jedno, uważaj na młodych. Czasem mają pstro w łbach — mówiąc to, zniknęła we mgle.
— W-witaj — uśmiechnął się, gdy przed nim pojawiła się liliowa kupa futra, pochylił głowę — Z-z tym życiem d-daję c-ci o-o-odwagę. Ż-żeby-yś n-nie b-bał s-się p-podąż-żać z-za s-swoim s-sercem — wymamrotał, znikając zaraz. Lew ukradkiem otarł łzę, spływającą po jego policzku. Tęsknił za swoim przybranym bratem… Z tchnieniem w niego drugiego życia ponownie nic nie poczuł.
Mgła zrobiła się jeszcze gęstsza, widział jednak jak srebrna, otoczona gwiazdami postać podchodzi w jego kierunku.
— P-pójdźka? — szepnął na jednym wdechu, nie potrafiąc powstrzymać łez. Jego kochana uczennica — P-pójdźkowy Śnie! — sapnął, przytulając się do duszy kotki. Ta uśmiechnęła się słabo. Wyglądała na… wolną, szczęśliwą. Ostrożnie ułożyła swoje łapy na jego barkach.
— Z twoim trzecim życiem chciałabym dać ci spokój ducha i cierpliwość. Ucz innych tak, jak uczyłeś mnie a będzie dobrze. Chociaż… to już pewnie wiesz, byłeś dobrym nauczycielem — cynamonka uśmiechnęła się łagodnie, po czym dotknęła jego głowy i rozpłynęła się pośród gwiazd.
Ponownie został sam, wiatr poruszał srebrzystą trawą, z której spadały lśniące gwiazdy, z każdym kolejnym otrzymanym życiem ubywało kotów w kręgu, który go otaczał.
Kolejnym duchem, który kroczył w jego stronę, był ktoś, kogo dawno temu ukochał ponad wszystko. Ze łzami w oczach przylgnął do niej, nie potrafiąc opanować emocji ani drżenia ciała. Borówkowy Nos. Jego ukochana, która wiele księżyców temu odeszła… Pociągnął nosem, gdy ta zetknęła się z nim pyszczkiem. Tak bardzo tęsknił…
— Wiedziałam, że będziesz kiedyś kim wielkim — zamruczała, wtulając się w jego klatkę piersiową — Żałuję tylko, że nie mogłam zobaczyć tego za życia — westchnęła cicho, odsuwając się na krok. W jej oczach nadal płonęła żarliwa miłość — Od siebie chcę ci dać miłość oraz pamięć. Kochaj swój klan i wszystkich bliskich, jednak nie zapomnij o tych, którzy już odeszli — chciał ubłagać ją, żeby jeszcze trochę została, jednakże z jego pyska nie uciekł żaden, nawet najcichszy pisk. Położył po sobie uszy ze smutkiem.
— I co się mazgaisz gnojku? — zaśmiał się gorzko, słysząc głos Szybującej Mewy.
— Dobrze cię widzieć, bracie. Nadal jesteś stetryczałym, zrzędzącym wrzodem na tyłku? — bury obruszył się, jednakże na jego pysku zakwitł łagodny uśmiech.
— No innej opcji nie ma — były medyk podszedł do niego, kładąc nos na jego czole — Wraz z piątym życiem przyjmij ode mnie sprawiedliwość oraz praworządność. Żebyś mógł należycie egzekwować starożytne prawa — Szybek przymknął oczy, uśmiechając się pod nosem — Zrób coś jeszcze dla mnie, pilnuj tych gnojków tam na ziemi. Pozwalają sobie na zbyt wiele, sam byłem jako medyk zakochany, ale nie złamałem zasad. Wiedzą, na co się piszą, więc jak coś to kopnij ich w dupę — kocur machnął ogonem, po czym rozpłynął się w powietrzu. Po jego obecności pozostało tylko kilka bladych gwiazd.
Lwia Grzywa strzepnął ogonem, wzdychając cicho. Zawsze słyszał, że lider obdarowywany każdym kolejnym życiem czuje coś, co nawiązuje do daru. Tylko że… on nie czuł nic, żadnego bólu, rozpaczy, miłości. Po prostu pustkę. Może tamte opowieści były tylko bajkami dla kociąt? Może tak miało być?
— Dawnoś żeśmy się nie widzieli, co tato? — z blasku gwiazd wyłonił się Kasztanowy Pień, natychmiast wtulając się w klatkę piersiową. Jego synek… Jego kochanie. Lew przytulił z całej siły wojownika. Przed oczami miał cały czas jego pozbawione życia, zamarznięte ciało.
— Tak mi przykro synku… — sapnął przez łzy — Przepraszam, że nie protestowałem, gdy miałeś odbyć czuwanie w takim mrozie — wydukał, przez zaciśnięte szczęki. W oczach kocura nie widział jednak pretensji.
— Nic się nie stało, skąd miałeś wiedzieć, nie? — jego syn jak zawsze był radosny i beztroski — A teraz dawaj czoło, mam życie do przekazania! — zamruczał rozbawiony, trochę zbyt mocno uderzając pyskiem w głowę przyszłego lidera — Ode mnie dostaniesz radość i lekkość ducha. Pozwól sobie czasem na jakieś swawole, bo mi zdziadziejesz — arlekin przymknął niebieskie ślepia na kilkanaście uderzeń serca — Kocham cię, tato — mówiąc to, stanął obok swojej matki, po czym rozmył się w nicość.
— Lwia Grzywo!
Sierść stanęła mu dęba, nigdy nie spodziewał się, że jedno z żyć podaruje mu syn tyrana. Świszcząca Wichura wyglądał dumnie, z każdym jego krokiem z wąsów spadały małe, pojedyncze gwiazdy, a sam kocur wyglądał tak, jakby właśnie zszedł z drogi mlecznej.
— Z twoim siódmym życiem pragnę ci dać empatię, odwagę oraz wiarę. Wierzę, że dzięki nim będziesz w stanie postawić się w sytuacji nawet najgorszego wroga. Z żarem w twoim sercu nie będziesz się bał wskoczyć w wir bitwy za tych, których kochasz. Wierz w swoich członków klanu i ufaj im, często mają mądre rzeczy do powiedzenia — mówiąc to, skinął mu głową, a srebrny wiatr sprawił, że po kocurze została tylko biała łuna.
Jeszcze tylko dwa życia.
Lew przystąpił z łapy na łapę, oddychając chrapliwie, czuł, jak powoli jego ciało się wybudza, musiał się spieszyć, jeśli chciał otrzymać wszystkie żywoty lidera.
Jeszcze.
Tylko.
Dwa.
Ostrożne, ciche kroki przykuły jego uwagę. Tęczowa Zatoczka. Kocica o dobrym sercu, która zmarła nieszczęśliwie. W sercu ukuł go żal na jej widok, nie zasłużyła, by tak zginąć.
— Witaj — jej pyszczek wykrzywił się w łagodnym uśmiechu — Dobrze cię widzieć — jej sylwetka nie była już koścista. Futerko lśniło, oczy były pełne życia — Wraz z dziewiątym życiem przyjmij proszę siłę, wolę walki oraz opiekuńczość. Broń swojego klanu i członków tak, jak matka broni swoich kociąt, bądź jednak dla nich dobroduszny i dbaj o każdego wojownika czy kociaka z osobna. Wierzę, że dasz radę — szepnęła, zaraz jednak otworzyła mordkę — Przekaż proszę Koperkowi i Olsze, że razem z Rubinką jesteśmy z nich dumne.
Skinął jej głową z szacunkiem.
Teraz pozostało mu przyjąć ostatnie i zarazem dziewiąte życie. Nim jednak jakakolwiek dusza zdążyła do niego podejść, wszystko rozmyło się w nicość jak za machnięciem łapy. Czarna pustka ogarnęła go ze wszystkich stron, już nie było srebrzystej polany, tylko nieograniczona ciemność.
— Lwia Gwiazdo — z płuc uciekł mu oddech, gdy głośny, mocny głos rozległ się echem. Zadrżał, widząc przed sobą białe światło.
— K-kim jesteś?
— Jesteśmy pierwszymi członkami klanu gwiazdy. To, kim byliśmy za życia i to, kim jesteśmy teraz, jest nieistotne.
— Czego ode mnie chcecie? — kolejny raz miał wrażenie, że traci oddech. Białe światło błysnęło czerwienią, duszne powietrze wypełniło jego płuca. Nie wiedział, czy to halucynacje, czy prawda, przed oczami jednak miał przelaną krew niewinnych ofiar wojny.
Odruchowo spojrzał na swoje łapy, również skąpane w czerwieni.
— Grzechy Lisiej Gwiazdy nie zostały jeszcze spłacone. Dopóki żyje jakikolwiek jego poplecznik, a także potomkowie, klan klifu będzie nękany karami, nie zaznacie ukojenia, a liderzy nie otrzymają żyć! Będziecie cierpieć, pokolenie za pokoleniem, dopóki wszyscy o jego więzach krwi nie wymrą.
— Ale co ja mogę zrobić?
— Nakłoń ich, aby wyrzekli się jego ducha, nieważne czy łączą ich więzy krwi, czy cokolwiek innego. Muszą się wyrzec. To jedyne wyjście, prócz śmierci. Dopiero wtedy klan gwiazdy zdecyduje, czy zaznacie spokoju.
Wszystko zniknęło, natomiast on sam obudził się z wrzaskiem już w swoim ciele. Rozbieganymi ślepiami spojrzał na Firletkowy Płatek.
Wiedziała.
Nie dostał żyć.
Nie mógł być pełnoprawnym liderem.
Wiedział jednak, że musi. Dla klanu.
Powrót do domu okraszony był grobową atmosferą. Łapa za łapą szli drogą powrotną, mijając ich stary obóz. To był moment, kiedy Lew cieszył się, że na wyprawę udał się tylko on i medyczka, przynajmniej mieli pewność, że nikt inny poza nimi nie wiedział o tym, co zaszło w grocie. Ustalili też, że te informacje nie będą udzielane nikomu. Ani nowemu zastępcy, ani kolejnemu medykowi.
Przekroczywszy wejście obozu, czuł na sobie spojrzenia wszystkich klanowiczów. Z uśmiechami na pyskach witali go, jako lidera. Uniósł wysoko głowę oraz ogon, pokazując swoją dumę, po czym wskoczył na miejsce, z którego niegdyś przemawiała Berberysowa Gwiazda.
— Klanie Klifu! Wyruszyłem z naszego obozu jako Lwia Grzywa, wróciłem jednak jako Lwia Gwiazda wraz z dziewięcioma żywotami! — miauknął donośnie, biorąc więcej powietrza w płuca — Przysięgam poświęcić całe swoje życie, by klan klifu znów był potęgą, a lojalność jego wojowników znana będzie we wszystkich klanach! — położył po sobie uszy, by stłumić wrzaski radości — Od dzisiaj moim zastępcą będzie Miętowy Strumień! Wierzę, że nasza współpraca przyniesie dorodne owoce! Lecz! Zanim się rozejdziecie, chciałbym jeszcze coś ogłosić… Ja, Lwia Gwiazda, niniejszym ściągam wszystkie zakazy i dotychczasowe prawa ustawione przez Berberysową Gwiazdę, Lisią Gwiazdę i pozostałych liderów! Oznacza to, że wszelkie zakazy chodzenia na zgromadzenie, czy zakaz posiadania ucznia od tej chwili już NIE OBOWIĄZUJĄ! To tyle, jutro odbędzie się mianowanie uczniów. Teraz zbierzmy się wszyscy, by pożegnać naszą drogą liderkę.
Tak jak powiedział, tak też zrobił. Zeskoczył na ziemię, kucając przy ciele zmarłej, po czym zatopił w jej futrze pysk.
Rankiem Berberysowa Gwiazda została pochowana pod młodą wierzbą.

24 listopada 2019

Od Lwiej Łapy

Rudy uczeń energicznie przebierał smukłymi łapkami, przedzierając się przez sosnowy las rosnący na terytorium Klanu Klifu. Rozglądał się dookoła, by wyłapać jakiekolwiek zagrożenie, jednak nic nie przykuło jego uwagi na tyle, by zawrócić się i to sprawdzić. Zmierzając do granicy z klanem pod łapą Deszczowej Gwiazdy, kocurek przypomniał sobie bardzo miłą koteczkę, którą poznał na zgromadzeniu. Kto wie, może i tym razem ją spotka? Jego uszy drgnęły gwałtownie, gdy potężna sylwetka Baraniego Łba, obecnego zastępcy Lisiej Gwiazdy, mignęła mu przed oczami, a po chwili mózg zarejestrował słowa płynące z pyska arlekina.
— Lwia Łapo, wiesz, przy jakiej granicy się znajdujemy? — zapytał Baran, mrużąc ślipia.
— Oczywiście, że tak! Jesteśmy przy granicy Klanu Nocy — oburzył się terminator syna Sroczego Żaru, strosząc lekko futerko na karku. Czy ten mysi móżdżek chce zasugerować, że Żywiczna Mordka niczego go nie nauczył?
— A co byś zrobił, gdyby jeden z tych pchlarzy znalazł się na naszym terenie? — dopytywał brat Koziej Nóżki, wysuwając ostre niczym brzytwa pazury i przesuwając nimi po gładkiej powierzchni kamienia.
— No jak to co? Natychmiastowo bym ich zabił! — odparł kocurek pewnym siebie tonem, patrząc prosto w złowieszcze oczy zastępcy.
— W takim razie ten bachor Sroki jednak cię czegoś nauczył — miauknął na odchodne arlekin, po czym powrócił do boku Martwego Cienia, żywo o czymś dyskutując. Korzystając z szansy, syn Niebiańskiego Lotu najpierw upewnił się, czy nikt go nie obserwuje, a następnie czmychnął pod gęste zarośla tuż przy granicy. Przyjmując wygodną pozycję, zaczął odszukiwać wzrokiem sylwetki Ćmy. Spędził dosyć długą chwilę, pełną napięcia, by jego pobratymcy go nie zauważyli, jednak cierpliwe czekanie przyniosło upragnione skutki. Zauważając zgrabną sylwetkę szylkretki, cicho zawołał.
— Ćmia Łapo! Tutaj, pod krzakiem!
<Ćmo?>

Od Lwiej Łapy

Rudy z niecierpliwości przebierał łapkami, nie mogąc doczekać się wieczoru. Skakał z podekscytowanie od momentu, w którym Wschodząca Fala ogłosiła bardzo radosną nowinę. Zostanie uczniem! Będzie uczył się polować, walczyć oraz innych wojowniczych rzeczy! Z szerokim uśmiechem na pyszczku stanął dumnie wyprostowany przy wejściu do żłobka, dokładnie przyglądając się mijającym go kotom. Ciekawe, kto zostanie jego mentorem? Lew miał nadzieję, że będzie szkolił się pod okiem jakiegoś odważnego wojownika, na przykład jego własnego ojca, Niebiańskiego Lotu, tylko, że on trenował już Perłową Łapę. Nie obraziłby się też, gdyby Lisia Gwiazda wyznaczyłby na jego mentora jakąś ładną kotkę, gdyż kocurek lubił płeć przeciwną i to nawet bardzo. Cóż, nieważne, komu zostanie powierzone przekazanie wiedzy rudzielcowi, on i tak zostanie najlepszym wojownikiem w historii!

~*~

Zaspany Lwia Łapa ziewnął przeciągle, próbując pozbyć się resztek senności z powiek, przecierając ślipia łapką. Natychmiastowego ożywienia dodała mu jednak wizja dzisiejszego treningu z Żywiczną Mordką, który właśnie wyszedł z legowiska wojowników. Młody uczniak niemalże wyskoczył z jaskini należącej do terminatorów i dopadł do boku liliowego kocura, podskakując w miejscu. 
— Żywiczna Mordko! Co będziemy dzisiaj robić? — zapytał, a jego wąsy drżały z ekscytacji.
— W-wcześnie w-wstałeś, L-Lwia Ła-Łapo — mentor vana uśmiechnął się niepewnie, spoglądając z góry na rozbudzonego kociaka. — Po-pomyślałem s-sobie, że mo-możemy p-poćwiczyć te-techniki w-walki...
— Tak! — krzyknął radośnie rudzielec, pędząc w stronę wyjścia z obozu. Gdy liliowy dogonił go, do uszu rudzielca dotarło pytanie nauczyciela.
— J-jak w-wrażenie p-po pie-pierwszym z-zgromadzeniu?
— Poznałem bardzo ładną kotkę, wiesz? Ma na imię Ćmia Łapa i bardzo fajnie się z nią rozmawiało — przyznał wesoło, unosząc kitę do góry i żwawo przeskakując nad stertą liści. Po chwili do jego główki nadleciało pytanie, które bez zastanowienia powołał do życia. — A ty jesteś partnerem tej szylkretowej kotki, Berberysowej Bryzy? Jesteście ze sobą bardzo blisko! Jak to jest mieć partnerkę?

<Żywiczna Mordko?>

Od Lwiej Łapy CD. Sroczego Żaru

Świeżo mianowany uczeń przeżył w tamtej chwili szok tak ogromny, że nie dało się go opisać słowami. Wlepił swe zielone ślipia w cętkowaną, której pysk owiewał tajemniczy wyraz i nieco zmarszczył brewki. Chwilka, co?
— Twój syn? Przecież w ogóle nie jesteście do siebie podobni! — odparł pewnie, nie mogąc przyjąć do wiadomości, iż jego towarzyszka może mieć własne dzieci.
— No i co z tego? Ty też nie jesteś podobny do Niebiańskiego Lotu — miauknęła lekko rozbawiona kocica, jednak po chwili spoważniała i owinęła niebieską kitą łapy. — Zostawmy już ten temat za sobą, dobrze? Jak się czujesz jako uczeń?
— Tak czy siak ci tego nie odpuszczę, Jedno Oko, wiesz o tym? — miauknął z determinacją, jednak po chwili kontynuował. — Wracając do twojego pytania, jest fenomenalnie! Żywiczna Mordka obiecał, że pokaże mi nasze tereny, nauczy polować i nawet walczyć! Już nie mogę się doczekać, jak skopie te zapchlone tyłki innym klanom! — krzyknął, wysuwając pazurki i przyjmując niebieski ogon za cel, wykonał niezdarny skok. Gdy zanurzył białe kiełki w futrze cętkowanej, ta natychmiastowo odepchnęła go łapą i powiedziała.
— Lwia Łapo, jak jeszcze raz mnie ugryziesz, to obiecuję, że obedrę cię ze skóry — zagroziła surowym tonem wojowniczka, lecz van zbył to uroczym, kocięcym uśmieszkiem.
— Za bardzo mnie kochasz, żebyś to zrobiła — wymruczał, ocierając się o puchaty bok Sroki. Po chwili jednak na jego pyszczku zagościł wyraz powagi, który nakłonił go do spojrzenia kotce prosto w pomarańczowe ślipia. — Ale nadal będziesz mnie odwiedzać, prawda? Jesteś przecież moją wierną zastępczynią, Jedno Oko! — desperacko dopytywał się Lwia Łapa, a jego serce zabiło zaskakująco szybko.

<Sroczko?>

10 listopada 2019

Od Lwa (Lwiej Łapy) CD. Sroczego Żaru

Kocurek spojrzał lekko zdezorientowany na niebieską, która odwróciła się do niego tyłem i ruszyła w stronę bliźniaków pewnym krokiem. Po chwili jednak odgonił od siebie wszelkie niepewności związane z planem, bo przecież wymyśliła go prawdziwa wojowniczka, prawda? Musi się im udać, nie ma innej opcji! Zadowolony z faktu, iż ma po swojej stronie doświadczoną kocicę, kilkoma susami znalazł się przy braciach. 
— Ej, mysie móżdżki! — zawołał, pokazując kocurkom różowy języczek.— Wiecie, że widziałem dzisiaj takiego ogromnego lisa? Nawet pokonałem go własnymi łapami! — powiedział pełnym dumy głosem, machając rudą kitą na boki. Zauważając, że zyskał uwagę rodzeństwa, zaczął wypatrywać sygnału do ataku, który miała mu przesłać Sroczy Żar. Zadanie to skutecznie utrudniali mu jednak Żołądź i Kasztan, dopytując się o szczegóły zmyślonego na poczekaniu spotkania z drapieżnikiem.
— Jak to? Niby kiedy? Tak bez nas? Jak tata się dowie, to będzie zły! My też jesteśmy źli, bo w końcu zrobiłeś to zupełnie sam! My też chcielibyśmy upolować lisa, kupo futra! — przekrzykiwali się wzajemnie, powoli napierając biało-burym futrem na rudzielca. Ten natomiast desperacko próbował wygiąć głowę, by dostrzec znak do ataku nadesłany przez cętkowaną. Po chwili udało mu się uchwycić gwałtowne machnięcie niebieskiej kity, więc uznał to za rozpoczęcie zagłady jego braci. Wydał z siebie najgłośniejszy ryk, na jaki było go stać i skoczył na grzbiet Kasztana, przygniatając go do ziemi. Zerknął jednym okiem na sytuację z Żołędziem, który został uziemiony łapą należącą do córki Pastariana. Zadowolony z obrotu spraw poszarpał się jeszcze chwilę z bratem, a następnie z uniesionym w euforii ogonem, krzyknął.
— Ha! I co teraz, lisie bobki? Kto wygrał wojnę? Oczywiście, że Lwi Pazur! No i jego zaufana wojowniczka, Jedno Oko! — roześmiał się wesoło, podskakując w miejscu ze szczęścia. Jednakże zauważając, że niebieska kieruje się do wyjścia, czym prędzej pobiegł za nią i zawołał.
— Jedno Oko, zaczekaj! Nie idź jeszcze, błagam. Jesteś najlepszą wojowniczką, jaką kiedykolwiek spotkałem! Razem moglibyśmy zawładnąć wszystkimi klanami w lesie! Nie chciałabyś tego? — odparł podekscytowany, zatrzymując się zdyszany przy boku siostry Sroczego Żaru.  

<Sroczy Żarze?>

19 października 2019

Od Lwa CD. Sroczego Żaru

Gdy główka rudzielca uderzyła o twarde podłoże kociarni, z jego gardełka wydobyło się ciche parsknięcie. Spojrzał spod byka na swoich braci, którzy posyłali mu przepełnione triumfem spojrzenia niebieskich oczu. Próbował zrzucić bliźniaków ze swojego ciałka, jednak wszelkie starania kończyły się klęską, a on coraz bardziej się męczył. Na nic zdawały się szamotaniny, desperackie drapanie na oślep czy też wiązanki przekleństw, jakimi uraczał rodzeństwo; jego sytuacja nie polepszyła się w żadnym stopniu.
— I co teraz, Lwi Pazurze? Już nie jesteś taki odważny, nieprawdaż? — zaśmiał się Kasztan, przy okazji trącając rudego łapą w pysk. Lew w odpowiedzi usiłował ugryźć buro-białego w łapę, ale skończyło tylko się na dostaniu w zęby.
— Chłopcy, spokojnie...— do akcji wkroczyła Wschodząca Fala, która opiekowała się nimi niemalże przez cały czas. Królowa odepchnęła delikatnie łapą burych bliźniaków, po czym posłała pełen rozbawienia uśmiech tajemniczej wojowniczce siedzącej w rogu żłobka. Lew musiał przyznać, że niebieska kocica potwornie go zaintrygowała. Niewiele myśląc podbiegł do cętkowanej i bez żadnego słowa wskoczył na jej grzbiet, co spotkało się z zaskoczonym syknięciem ze strony mamy Jarzębinki.
— Hej, młody, co ty wyprawiasz?— odparła, usiłując strzepnąć rudą kulkę futra ze swoich pleców, co niestety jej się nie udało. Syn Niebiańskiego Lotu z uśmiechem wczepił się  w niebiesko futerko wojowniczki — Ej, przestań!
Kocurek nie przewidział, że Sroka może po prostu wstać i go strzepnąć. Jęknął rozczarowany nagłym ruchem ze strony kocicy i nie przejmując się narastającym bólem w prawej przedniej łapie, wskoczył na ogon cętkowanej.
— Jesteś wojowniczką, prawda? — zapytał, próbując dosięgnąć łapą niebieskiej kity.
— Tak — ucięła krótko, po czym odwróciła się przodem w stronę syna Otylli — Możesz przestać?
— Nie! — zaprotestował rudzielec i z aroganckim uśmiechem na pysku przytwierdził ogon Sroczego Żaru do ziemi. Mruknął z zadowoleniem i zwrócił swe niebieskie ślipia na kocicę.
— Skoro jesteś już pełnoprawną wojowniczką, to możesz robić to całe...— kocurek zamyślił się na chwilkę. Jak to się nazywało?
— Mogę robić to całe co? — powtórzyła zaintrygowana siostra Zimorodkowej Pieśni, zniżając nieco głowę do poziomu rudego, który zmarszczył brewki. Zaraz jednak powrócił jego znany uśmiech, świadczący o nagłym oświeceniu.
— No możesz robić TRACH! — krzyknął imitując okrzyk wojenny oraz stanął na tylnych łapkach. Oczywiście musiał przewrócić się do tyłu, ale czy obchodziło go to? Ależ skąd! Podskoczył na równe łapki i niczym niezrażony kontynuował — No i PACH, BACH I BUM! — roześmiał się, próbując naśladować pozycję łowiecką, którą podpatrzyl z braćmi, gdy zakradli się do legowiska terminatorów. Na wspomnienie eskapady zerknął ukradkiem na swoich braci; Szybek, jak zwykle, siedział w kącie i prychał na zaczepki bliźniaków. A gdyby tak...?
— Ej, ty, wojowniczko! — zawołał w stronę niebieskiej, która uniosła w zdziwieniu brwi — Pomożesz mi w walce z tymi mysimi móżdżkami, dobra? Pożałują tego, co mi zrobili! — wrzasnął z aroganckim uśmieszkiem, kierując się w stronę potomków Nieba.

<Sroczy Żarze?>