Wschód słońca po wydarzeniu z borsukiem
— Witam, wasza wysokość, mam kilka ważnych rzeczy do przywódczyni — Mandarynkowa Gwiazda spojrzała niego spojrzeniem pełnego wdzięku i tajemniczości, jak to bywało u królewskich kotów.
— Akurat, skoro tu jesteś, to teraz ja mam coś ważnego do powiedzenia do ciebie — jej ton był bardzo osłchy i pretensjonalny, Ulewnemu Szkwałowi aż zadrżały łapy.
— Wytłumacz mi, z łaski swojej, jak to możliwe, że zignorowałeś mój rozkaz, żeby pilnować Pierzastej Kołysanki, czy ja nie mówiłam, że masz z nią zostać w tej jaskini? Zamiast tego poszedłeś z nią do wodospadu, z ogrodniczką, która nie ma wiedzy jak walczyć, upiekło ci się, że nic jej nie zaatakowało, choć i tak wymagam od ciebie sensownego wyjaśnienia — rzeczywiście wychodząc z Pierzastą Kołysanką, zignorował rozkaz przywódczyni, by jej pilnować, ale wtedy sprzeciwienie się księżniczce nie byłoby pozytywnie odebrane przez ród. Kazała mu wtedy iść, inni wojownicy też zrobili to samo, on po prostu nie umiał się sprzeciwić komuś wyżej ustawionemu społecznie.
— Przepraszam, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, mogę jedynie liczyć, że jeśli może zdradzę coś, na temat czegoś nowego, związanego z tymi ptakami co nas atakowały, to może uzyskam twoje wybaczenie — przywódczyni miała nadal niezadowolony wyraz pyska, ale potem przez chwilę się zastanowiła niczym dama.
— Nie nazwę tego wybaczeniem, ale mów — kocur zaczął układać sobie to, czego się dowiedział ostatnio.
— Ta czekoladowa, która rodziła, to ja ją przyprowadziłem. Gdy wszyscy byli pobliżu wodospadu i byli skupieni na ptakach, to ja zauważyłem tą czekoladową kotkę na drzewie. Mówiła, że kot o imieniu Ibis tresuje ptaki, oczywiście mnie zauważyła i zaczęła wiać. Rzuciłem się do gonitwy za nią, wiedziałem, że nie zrobię tego sam, więc zawołałem Siwą Czaplę. Razem goniliśmy ją przez długi czas, aż w końcu Siwa Czapla ją obezwładnił i wspólnie ją przytargaliśmy w miejsce, gdzie była większość. Myślałem, że jak ją przyprowadzę, to dowiemy się więcej o tym, ale zaczęła rodzić niespodziewanie i wszystko się skończyło, jak się skończyło — dzięki czemu inne informacje, które mogłyby być ważne przepadły, tak po prostu. Nie gadał o latających borsukach, tylko czy przywódczyni uwierzyłaby mu? Że jakiś kot mógł dawać ptakom rozkazy.
— Kot, który tresuje ptaki? — Mandarynkowa Gwiazda zadała pytanie retoryczne, raczej na nie nie można było odpowiadać.
— Myślę, że nie kłamała, jeśli to prawda to nawet nie możemy już ufać niebu — nie mógł raczej spojrzeć w górę, bo był w norze przywódcy, ale gdy tylko myślał o ptakach, dostawał większej paranoi. Nawet teraz rozmawianie prywatnie poza obozem, było ryzykowne, bo ptak mógł coś wyłapać i szybko wyćwierkać wrogowi ich skryte słabości.
<Mandarynkowa Gwiazdo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz