BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwęglona Łapa x Nocna Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwęglona Łapa x Nocna Łapa. Pokaż wszystkie posty

22 czerwca 2026

Od Nocnego Śpiewaka CD. Zwęglonej Łapy (Zwęglonej Kukułki)

Nocny Śpiewak mógłby przysiąc, że Zwęglona Kukułka miała przeciwko niemu jakąś wendetę. Parę księżyców temu, jeszcze nie tak dawno, w ramach przeprosin dał jej jego najpiękniejsze piórka. Jej i siostrze Kukułki, jednak… zostały mu zwrócone. Nie bardzo wiedział wtedy, czy ma się czuć smutny, obrażony czy wściekły. Więc czuł się skonfundowany. Nie docierało do niego, że kotka może po prostu nie zrozumiała jego zamiarów i zwyczajnie w świecie oddała mu jego własność. No cóż.
Jednak to nie był etap, w którym Noc stwierdził, że kotka go jednak nie za bardzo lubi. Jeszcze, kiedy byli uczniami, zaraz przed mianowaniem, spuściła mu łomot stulecia. Walczyli ze sobą i Nocny Śpiewak nie spodziewał się zostać wyobracanym jak lis przez borsuka. No ale tak się też stało. I po tym wszystkim kotka nawet nie uraczyła go spojrzeniem. Może była zagłębiona w myślach, może po prostu nim gardziła, ale Noc nie wiedział jak interpretować jej zachowanie. Był szczęśliwy, że się mianował, bo to pozwoliło mu to oderwać odrobinę myśli od bycia uczniem i mierzenia się z tymi dziwnymi treningami, jakie miał czasami z innymi.
Trzecią instancją, która sprawiła, że Nocny Śpiewak zaczął prawdziwie wierzyć, że Zwęglona Kukułka go nie cierpi, była ostatnia sytuacja gdzie w klanie, kiedy się z nią przyjaźnie przywitał, zwyczajnie minęła go szybkim tempem, jedynie rzucając mu przelotne spojrzenie. Nocny Śpiewak nie wiedział co o tym sądzić, ale w końcu pogodził się z faktem, że nie wszyscy będą go lubić. Albo kotka miała po prostu ważne sprawy do wykonania i nie miała czasu na zbędne pogawędki. Odrobinę nadziei zawsze warto było mieć. W każdym razie… Noc się trochę poddał z próbami zaprzyjaźnienia się z kotką. Nie widział większego sensu spierania się z rzeką, kiedy zwyczajnie mógł dać się jej ponieść i dryfować obok wszystkich. Nie było co się męczyć niepotrzebnie i może kiedyś Zwęglona Kukułka się po prostu do niego przekona.
A w międzyczasie Nocny Śpiewak skupił się na swoim własnym życiu. Zaczepił tego dnia swojego brata, Grubą Rybę.
– Co tam u ciebie? – zagadnął kota, który podniósł na niego płaski pysk i odetchnął.
– Jak zawsze. Kręcę się to tu… to tam. – mruknął kot, podnosząc się z trudem. – Ciężko jak zawsze. Kości mnie bolą.
– To idź do Chudego niech ci coś na nie. – Noc pacnął brata w bark delikatnie. Ten rzucił mu zmęczone spojrzenie.
– Nie ma co. To tylko od polowania dzisiejszego. Przejdzie mi do wieczora. A co u ciebie. Kręcisz się ostatnio po obozie tak bez ładu. Znikasz czasem w nocy i nie jesteś w swoim łóżku. – Gruby rzucił mu ciekawskie spojrzenie.
– No tak. Czasem chodzę sobie spać pod gołym niebem i spędzam trochę czasu, podziwiając gwiazdy i wiesz… kwestionując rzeczywistość i jej sens. Takie tam tylko… Ale to, co ja robię zwykle nawet w obozie. Ale… co do ciebie to widzę, że ostatnio kręcisz się blisko cykora i jej ucznia. Jak tam z wami?
– A jest dobrze. Cykor to mimo wszystko dobra towarzyszka do rozmów, nie? – Gruby machnął ogonem. – Może ma trochę smutne imię, ale całkiem przyjemnie się z nią przebywa.
– Cieszy mnie, że znalazłeś sobie kogoś do towarzystwa. To jest potrzebne każdemu. – Noc przyznał cicho.
– No a ty jeszcze nikogo nie masz, żeby się z nim szlajać. Sam obijasz się od ścian, co?
– Czy ja wiem, czy nie mam. Nawet dobrze rozmawia mi się z Dyniową Skórą. Wilgowa Gorycz jest też całkiem dobry od czasu do czasu. No i ty i Chudy. Ja nie potrzebuję wiele więcej osób do szczęścia. Lubię moją samotność. – przyznał.
– Skoro tak mówisz. Ale miło byłoby widzieć jak rozmawiasz z kimś, więcej niż tylko czasami z jakimś kotem. Znajdźże sobie przyjaciela, co?
– Postaram się, ale nie obiecuję! – Noc miauknął ochoczo, chociaż w głębi serca zmarszczył się na samą myśl o szukaniu kogoś, komu miałby niby wydawać swoje sekrety i zabierać na rozmówki w kąciku. Kogoś na kim mógłby polegać. W końcu nie potrzebuje polegać na nikim jak swoich braciach.
Nocny Śpiewak nie wiedział, czy się cieszyć, czy płakać, kiedy stawił się na poranny patrol i zastał tam tylko Zwęgloną Kukułkę oraz Tygrysią Noc. Kotki rozmawiały cicho, ale przestały, kiedy podszedł.
– Południowy patrol? – Noc zagadnął z uśmiechem.
– Tak. Ale… Ja muszę skończyć nagle do medyka i… nie mamy zastępstwa. – Tygrysia Noc zmarszczył nosek. Noc za nim nie przepadał. Może dlatego, że nie za bardzo się z nim zadawał za poleceniem Ognikowej Słoty.
– Poradzimy sobie we dwoje. Jest początek opadania liści, jest jeszcze mnóstwo zdobyczy! – oświadczyła Kukułka. – Idź do medyka, jeśli musisz.
– Prawda! Na pewno przyniesiemy coś dużego! – Noc pokiwał łebkiem na zgodę, pomimo pewnej irytacji, która urosła w jego sercu. Ale przecież kot nie miał wpływu na to, kiedy poczuje się chory, więc Nocny Śpiewak nic nie powiedział na ten temat. Kukułka miała rację. Jeszcze było wystarczająco zwierzyny, żeby patrol polujący był mniejszy.
– Dziękuję wam. – rudy kocur kiwnął im głową i ruszył powolnym krokiem w kierunku leża medyka. Kukułka i Noc jeszcze chwilę siedzieli w milczeniu, obserwując odchodzącego towarzysza, zanim starszy się w końcu wypowiedział.
– To co? Idziemy? Zanim wszystko schowa się przed słońcem. Jeszcze jest gorąco! – Noc machnął łapą w kierunku wyjścia do obozu. Kotka naprzeciw niego mogła go nie lubić, mogła go nawet nienawidzić, ale obowiązek wobec klanu zobowiązywał go do bycia chociaż uprzejmym.

<Zwęglona Kukułko?>

29 kwietnia 2026

Od Zwęglonej Łapy CD. Nocnej Łapy (Nocnego Śpiewaka)

Koniec poprzedniego sezonu, pory opadających liści

Los chyba lubił jej się śmiać prosto w pysk, biorąc pod uwagę, jakie miała szczęście, co do ilości spotkać z Nocną Łapą w ciągu jednego dnia. Niby to nic wielkiego, w końcu są w jednym klanie, więc prędzej czy później i tak, by na siebie wpadli, jednak jakie jest prawdopodobieństwo, aby później mieli wspólny patrol? Przez pewien czas myśli te zaprzątały głowę szylkretki w czasie ich wspólnego wyjścia. W końcu jednak dała sobie z tym spokój, nie chcąc się doszukiwać czegoś więcej w zwykłym przypadkowym wpadnięciu na siebie w obozie.
Większość drogi spokojnie kroczyła z ciemnym kocurem za dwójką mentorów, którzy rozmawiali nieco przyciszonymi głosami, jakby treść ich konwersacji nie była przeznaczona dla uszu młodszych. Zwęglona Łapa nie próbowała nawet wytężać słuchu, by z ciekawości podsłuchać fragment wymiany zdań pomiędzy wojownikami — cieszyła się z panującej względnej ciszy pomiędzy ich czwórką. Jedyne, co docierało do jej uszu to dźwięki, które wydawał otaczających ich las, jakby oddychał w swoim własnym, spokojnym rytmie. Był on niezwykle kojący i wyciszający czasem za bardzo rozpędzone myśli młódki, choć zdarzało się, że to ona je napędzała jeszcze bardziej przez swoją nieufność wobec innych, obawy i podejrzenia co do zamiarów pobratymców. Zawsze doszukiwała się drugiego dna w słowach, tonie, barwie głosu, mimice czy mowie innych części ciała u Wilczaków — wyglądało to nieco na paranoję, a w zasadzie zaczynało się to nią stawać, czego nie była w stanie dostrzec. Dlatego też zawsze, gdy opuszczała raczej tłoczny obóz, czuła, jak jej ciało od razu się rozluźnia, pozwalając, by przemawiał przez nią oddech otaczającego lasu.
Błogi spokój został jednak w pewnym momencie przerwany przez nieco przeszywający wzrok Nocnej Łapy, który kroczył tuż obok. Wcześniejszy spokój ustąpił ponownemu napięciu i obawom — czyżby chciał ją za coś skrytykować, a może doszukiwał się jakichś słabości w niej, by później to wykorzystać na swoją korzyść? Z każdym kolejnym pytanie, wyrażającym obawę, jej serce przyspieszało, zaczynając nieprzyjemnie obijać się o żebra, budujące jej klatkę piersiową. W duchu modliła się do Gwiezdnych, by zabrali ją z zasięgu wzrok starszego, aby pomarańczowe ślepia kocura już nie były skupione w pełni na niej.
Po paru krokach uciążliwe uczucie bycia obserwowaną zniknęło, więc modły do Przodków musiały zadziałać. Szylkretka mimowolnie odetchnęła z ulgą, nie przejmując się zbytnio tym, że Nocna Łapa mógłby to zauważyć — dopóki nie przyglądał się jej tak intensywnie, jak chwilę temu, to będzie wszystko dobrze. Na szczęście dalsza część patrolu przebiegała spokojnie i nad wyraz długo, gdyż do obozu wrócili, dopiero kiedy słońce zdążyło już się schować za linią horyzontu tworzoną przez wierzchołki drzew. Uczennica nawet nie wiedziała jakim cudem nadal brnie do przodu, choć jej łapy zdawały się jasno wysyłać sygnały, że wystarczy wędrówek na najbliższe dni. Mimo to nic oprócz wolniejszego tempa marszu nie wskazywało na to, by dymna skarżyła się na jakiekolwiek dolegliwości — była typem kota, który swój ból nosi głęboko w sobie i przeżywa go w samotności, jakby jakakolwiek oznaka okazania go publicznie była czymś niewybaczalnym, czy śmiertelnym zagrożeniem.
Tuż przed legowiskiem uczniów, Tropiąca Łaska udzieliła drobnej przypominającej reprymendy, której świadkami była Zwęglona Łapa ze swoim mentorem. Niewielki i chwilowy uśmiech wkradł się na jej biały pysk, kiedy słuchała krótkiej wymiany zdań pomiędzy wojowniczką i jej uczniem. Może źle wcześniej oceniła Nocną Łapę i kocur wcale nie jest zagrożenie, za jakie go bierze?
— Zwęglona Łapo — zaczął liliowy, na co młódka od razu skierowała na niego spojrzenie. — Wraz z Tropiącą Łaską ustaliłem, że jutro odbędziecie wspólny trening. Obojgu wam wyjdzie to na dobre, szczególnie tobie — wyjaśnił starszy, a następnie nie czekając na odpowiedź młodszej, oddalił się za czekoladową, życząc przy tym dobrej nocy.
— Dobrze… — mruknęła cicho, choć wojownik i tak nie mógł jej usłyszeć. — Nie idziesz spać? — spytała nieco głośniej, kierując te słowa do Nocnej Łapy, który usiadł w miejscu, gdzie dotychczas stał, zamiast skierować się do legowiska uczniów na odpoczynek po całym dniu.
— Jeszcze nie… jeszcze chwila — odpowiedział, na co skierowała wzrok na nocny firmament nad ich głowami, będący obecnie pod obserwacją kocura.
— No dobra… — odparła, wzruszając ramionami i z cichym ziewnięciem skierowała się do legowiska, w którym po chwili zniknęła.
Przez to wszystko, co dziś się wydarzyło, kompletnie zapomniała o siostrze. Z drobną obawą od razu skierował swój wzrok w jej kierunku, a kiedy upewniła się, że na jej jasnej sierści czy też ciele nie ma żadnych niepokojących oznak, odetchnęła z ulgą. Może i była nieco nazbyt przewrażliwiona na punkcie ochrony swojej siostry, jednak Węgiel nie chciała, by ta zbyt szybko straciła swoje pokłady optymizmu i energii, które kontrastowały w obecności cichszej siostry. Były niczym dzień i noc, słońce i księżyc, dźwięk i cisza — dwa przeciwieństwa, które bez siebie nie miały prawa bytu na tym świecie. Z ciężkim westchnięcie, będące oznaką zmęczenia po całym dniu, pełnym wrażeń, ułożyła się na swoim posłaniu, które wyjątkowo blisko było tego należącego do Kryształowej Łapy. Żółtookiej nigdy to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, dźwięk powolnego oddechu niebieskiej i ciepła bijącego od niej było czymś, co Węgiel potrzebowała do zaśnięcia — a bardziej świadomość, że kolejny dzień minął, a jej siostra jest cała i zdrowa.
Szylkretka nie należała do grona kotów, które lubują się w długim spaniu, także już wraz z pierwszymi nieśmiałymi promieniami słońca, przebijającymi się przez barierę liści nad głowami uczniów, zaczęła się przebudzać. Jej poranna rutyna raczej nie była jedną z tych dłuższych, ot co sprawdzenie, czy Kryształowa Łapa nadal śpi, względne ułożenie zmierzwionego futra po przespanej nocy i drobne rozciąganie, by rozruszać ciało. Tym razem czynności te zostały zaburzone przez obecność dwóch czarnych piór przy posłaniu uczennicy, która była pewna, że tych nie było, gdy wróciła o późnej porze i kiedy odbywała w błogi sen.
Zaskoczona znaleziskami, zamrugała kilka razy, jakby sprawdzając, czy z kolejnym ruchem powiek pióra niespodziewanie znikną, utwierdzając ją w podejrzeniach, że to oczy z umysłem płatają jej jakiegoś nieśmiesznego figla z rana. Jednak ku zdziwieniu uczennicy pióra nadal leżały w dotychczasowym miejscu, na co ta zmrużyła nieco oczy, próbując odgadnąć, kto jej tu zostawił. Dopiero po chwili ją olśniło, że takie pióra przecież widziała wczoraj u Nocnej Łapy — jednak czemu teraz znajdowały się przy jej legowisku, a nie wplecione w futro starszego? Nie chcąc, by doszło do jakiegoś nieporozumienia, delikatnie chwyciła je w zęby, a następnie bezszelestnie przemknęła między śpiącymi uczniami, by dotrzeć do tego jednego i odłożyć jego własność przy posłaniu, na którym obecnie spokojnie spał.
Po tym kotka opuściła legowisko, by przywitać się ze Swoim Zmierzchem, który już na nią czekał. Ich poranne wyjścia z obozu stały się ich wspólną rutyną, którą wytworzyli w ciągu ostatnich księżyców, kiedy to liliowy szkolił Zwęgloną Łapę na przyszłą wojowniczkę Klanu Wilka. Choć przed nią samą jeszcze trochę daleka droga nim będzie mogła stanąć do walki o nowy tytuł.

<Nocna Łapo? Chyba nie do końca ktoś zrozumiał przekaz tych piór>
[1103 słowa]

[22%]

03 kwietnia 2026

Od Nocnej Łapy CD. Zwęglonej Łapy

Noc położył łapę na swoim pysku w zażenowaniu i nawet nie obejrzał się za kotką, która go wyminęła. Zamiast tego podniósł nieszczęsną piszczkę z ziemi i zaniósł ją w kierunku kamienia ze zdobyczą, gdzie zdjął z niej jak największą ilość trawy i odłożył z boku, aby nie zaraziła swoim problemem innych smakołyków. Zaraz potem zabrał się za mycie własnego futra. Wilgoć przyklejała się do niego jak irytujący rzep, sprawiając, że jego futerko nieprzyjemnie się kręciło i jednocześnie lepiło go jego ciała. Należało to, chociaż odrobinę poprawić!
Kiedy już skończył swoją obowiązkową rutynę czyszczenia się, udał się do swojego legowiska. Oczywiście nikogo tam nie było, wszyscy uczniowie kręcili się po obozie albo uczestniczyli w treningach poza nim. Dla Nocy to było już nie do osiągnięcia. Z jakiegoś powodu nikt nie chciał spędzać z nim czasu, co było nieco smutne. Noc wygrzebał ze swojego mchu wszystkie posiadane piórka i zaczął wyjmować te, które znajdowały się w jego sierści. Układał je z dokładnością i w wielkim milczeniu pilnując, aby się nie pobrudziły ani nie połamały. Odkrył też zapomniane przez siebie kwiaty, które aktualnie były już uschnięte i kruche. Niechętnie odłożył je na bok do wyniesienia z legowiska uczniów, kiedy skończy swoje zajęcie. Było mu niezwykle przykro z tego powodu, ale zdawał sobie sprawę, że aktualna pora roku była wyjątkowo brutalna dla kwiatów. Już nie mógł się doczekać wiosny i świeżego zapachu porannej rosy na trawie, kwitnienia drzew i krzewów oraz przesłodkiego śpiewu ptaków. Nie mógł się doczekać, aż obudzi go ciepłe słońce o nie całkiem chłodnym poranku. Nie mógł się doczekać cichych patroli, którym towarzyszyć będą dźwięki lasu, oddychającego nowym życiem. I kto wie… wraz z wiosną może przyjdzie i coś dla niego. Co prawda planował prosić o mianowanie całkiem niedługo, ale na wiosnę będzie już pięknym, dorosłym kocurem. No… może prawie dorosłym. Ale nadzieję na jakiś słodki romans lub coś bardziej stabilnego mógł mieć! Jako wojownik wszyscy patrzeć będą się na niego w zupełnie inny sposób jak … na wojownika. Noc nie wiedział jak określić to uczucie, którego tak wyczekiwał. Może… szacunek? Może właśnie tego mu brakowało w tym, jak inni się do niego odnosili? Może…
Noc odłożył ostatnie piórko ze swojej sierści do pięknie ułożonego rządka zerwanych z ptaków skarbów. Miał przed sobą wiele wyborów kolorów piórek: niebieskie, czerwone, szare w paski i bez, czarne zwykłe i czarne z połyskiem zielonego lub złotego oraz różne odcienie brązowego i jedno, jedyne białe. Przykładając wielką uwagę, aby nie układać tego samego koloru za blisko siebie, wybrał pięć piórek, które włożył blisko głowy. Dwa za uszami, trzy na szyi. Potem sięgnął po trzy następne, które ostrożnie wplótł w ogon. Resztę swoich drogich skarbów wcisnął starannie w mech, na którym co nocy spał.
I w ten sposób Noc wyszedł z legowiska uczniów w nieco lepszym humorze, poranna sytuacja całkowicie zapomniana w jego zadowoleniu.
– Nocna Łapo! – Tropiąca Łaska podeszła do niego, kiedy tylko wysunął się bardziej na widok.
– Tak? – kot przekrzywił głowę z ciekawością.
– Pójdź po trochę wody dla starszyzny! – rozkazała mu i kim byłby Noc, żeby odmówić! – Dodatkowo, przyszykuj się na patrol, wyruszamy wieczorem.
– Oczywiście! – Noc od razu pokiwał łebkiem.
Wyruszenie po wodę nie było bardzo wymagające. Nocna Łapa odnalazł trochę świeżego i w miarę suchego mchu i wyruszył nad rzekę, gdyż korzystanie z kałuż mogłoby się źle skończyć dla starych kości i płuc. Nie ma co dokładać medykom roboty, już i tak pewnie mają co robić z Chudą Łapą jako uczniem.
– Woda, woda… – zamruczał pod nosem. Napełnił mech świeżą wodą z rzeki i już miał ruszać z powrotem do obozu, ale coś innego przykuło jego uwagę. Niedaleko, przepiękny brązowy gołąb wylądował w trawie. Noc odłożył mokry mech i z chciwością przypadł do ziemi. Jego oczy wbiły się w ofiarę. Te przepiękne pióra będą zaraz jego!
I tak też było. Noc wrócił do obozu z nowymi piórami i mokrym mchem dla starszyzny. Niestety bez właściciela piór. Noc szybko odstawił mech w odpowiednie miejsce i schował swoje zdobycze z największą starannością, wplatając jedno za swoim uchem.
Zabrakło mu czasu na całkowitą, ponowną zmianę wszystkich swoich dodatków. Musiał stawić się na patrol.
Tropiąca Łaska już na niego czekała razem z innym kotem. Był to liliowy kot z urwanym uchem. Noc nie mógł się już doczekać, aż sam nabawi się jakiejś blizny! W końcu dwie kości w jego uchu to za mało! Chwalić się bliznami zdobytymi w walce to byłby dopiero zaszczyt!
– Witaj Sowi Zmierzchu. – Noc rozpoznał kota bardziej po zapachu niż wyglądzie. Kiedyś go spotkał, przelotnie, jak był młodszy. Jednak pamiętanie imion swoich towarzyszy było dla Nocy bardzo istotne, dlatego przykładał do tego uwagę.
– Witaj. – kot kiwnął mu głową, po czym wbił wzrok w obóz. – Zwęglona Łapo. – kiwnął także kotce, która do nich dołączyła. – Jesteśmy gotowi. Ruszamy.
Sierść Nocy nieco się zjeżyła na wspomnienie wcześniejszego spotkania z drugim uczniem, jednak szybko je wygładził. Musiał skupić się na patrolu.
Jednak patrole bywają niezbyt ciekawe. Idziesz i idziesz, węszysz i wszystko jest tak, jak było zawsze. Spokojne i wilczakowe. Nikt nie przekraczał granicy, nikt nie polował na ich terenach, nie było śladu po samotnikach, którzy chcieliby zapuścić się w ten piękny las. Tak więc cztery koty podążały przed siebie w ciszy, ich uszy nastawione i uważne.
Nocna łapa czasami doceniał chwile ciszy, jakie panowały wokół niego, ale preferował, kiedy mógł przymknąć oczy i wsłuchać się w dźwięki lasu, zamiast iść w nieskończoność po tych samych miejscach. Jego mentorka cichutko rozmawiała z Sowim Zmierzchem od jakiegoś czasu. Noc nie zwracał za bardzo uwagi, o czym dyskutują. Zamiast tego rozglądał się wokoło w poszukiwaniu czegoś ciekawego, na czym mógłby zawiesić wzrok na dłużej niż pół sekundy. I w końcu poddał się z szukaniem czegoś w głuszy lasu. Zdecydował się rzucić okiem na uczennicę idącą całkiem niedaleko niego.
Kotka miała ciekawe umaszczenie. Dymne szylkretowe. Coś, czego Noc zazwyczaj nie widział. Miała też wyjątkowo duże i ładne oczka. Żółte. Przypominały Nocnej Łapie ten przepiękny księżyc, który niekiedy przybierał kolor złota. Po chwili przyglądania się Noc wbił oczy we własne futro. W porównaniu do kotki obok niego było wyjątkowo nudne. Było krótsze, mniej zakręcające się i całkowicie czarne. Bez nawet odrobiny bieli, poza tym jednym piórkiem na jego uchem. Noc chciałby pochwalić jej futro, wypowiedzieć się, ale postanowił zamknąć pysk. Wystarczyło mu już porażek i potknięć tego dnia. Zamiast tego skupił się na wędrówce, jaka ich czekała.
Z patrolu wrócili, kiedy księżyc już dawno królował na niebie. Tropiąca Łaska ziewnęła otwarcie.
– Jutro popołudniowy trening, żebym ja cię nie widziała o wschodzie słońca na nogach! Nocna Łapo, proszę… wyśpij się chociaż raz. – kotka machnęła na niego ogonem, otwarcie go pouczając przy jego rówieśniczce i jej mentorze.
– Przecież się wysypiam! – Nocna Łapa spuścił po sobie uszy. Mówił… prawdę! Po prostu zazwyczaj drzemał w środku dnia, między treningami! – Obiecuję cię nie budzić! – miauknął.
– Akceptowalne… – Tropiąca Łaska machnęła na niego łapą i udała się do legowiska wojowników. Sowi Zmierzch powiedział coś do Zwęglonej Łapy i zaraz udał się za wojowniczką do snu. Uczennica kota także się ruszyła, ale zatrzymała się na sekundę. Noc bowiem zamiast gdzieś iść, usiadł gdzie stał i spojrzał w niebo.
– Nie idziesz spać? – spytała się, rzucając na niego okiem.
– Jeszcze nie… jeszcze chwila. – odpowiedział jej. Zamiast spać, w tym momencie chciał jeszcze chwilę podziwiać niebo, w ciszy nocy.
– No dobra… – kotka wzruszyła ramionami i zaraz zniknęła w legowisku.
Nocna Łapa przymknął oczy i pozwolił, aby dźwięki świata wokół otoczyły go jak milutki kocyk. Nie wiedział ile tak siedział i o czym myślał, ani nawet czy nie usnął na chwilę, ale chwilę to trwało, gdyż księżyc poruszył się spory kawałek po niebie. Noc w końcu wstał i wkradł się cichutko do legowiska uczniów. Zanim się jednak położył, spojrzał na śpiącą obok siostry Zwęgloną Łapę. Chwilę się wahał, po czym wyjął dwa czarne, błyszczące piórka ze swojej kolekcji i cichutko podszedł obok kotek, pozostawiając je przed nimi. Taki ot co miły prezent i przeprosiny za nieprzyjemne spotkania tego dnia. Skoro Noc nie miał odwagi lub odpowiednich słów, aby przeprosić ją prosto w pysk, mógł chociaż tak… Zaraz potem ułożył się do błogiego snu, mając nadzieję, że będzie mu się śnił przyjemny trening lub słodka ptasia melodia.

<Zwęglona Łapo? przyjmiesz prezent?>

[1339 słów]

[27%]

Od Zwęglonej Łapy CD. Nocnej Łapy

Dymna spodziewała się wszystkiego, tylko nie przeprosin ze strony kocura, dlatego też zdziwiona zamrugała kilka razy, nim cokolwiek odpowiedziała na późniejszą propozycję rozmówcy. Większość Wilczaków kojarzyła jedynie z wyglądu lub przypadkiem usłyszanych rozmów, nie będąc tak otwarta, jak Kryształowa Łapa, była świadoma faktu, iż jej grono znajomych raczej nie będzie zbyt duże, a bliższych przyjaciół jeszcze mniejsze. Jednakże czy jej to przeszkadzało? Niekoniecznie, a przynajmniej nie doświadczyła chyba jeszcze żadnej sytuacji, w której byłoby to uciążliwe. Chcąc mieć już za sobą rozmowę z kocurem, udzieliła mu w końcu odpowiedzi, nie spodziewając się, że w jej głosie pojawi się słyszalna irytacja.
— Nie chcę ci zabierać zdobyczy…
— Och! Nie zabierasz! Ja jadłem rano! To … nowe, świeże. Proszę. Weź! — Kocur nieco uniósł wiewiórkę w zachęcającym geście, która jeszcze chwilę temu spoczywała na jego łapach, by nie podzielić losu piszczki wybranej przez szylkretkę na posiłek po treningu.
–– No… no dobra. — W końcu przystanęła na propozycję Wilczaka i delikatnie pochwyciła jeszcze ciepłą zdobycz, co potwierdziło słowa Nocnej Łapy, że zdobycz jest świeża, niedawno złapana. Skupiona, by nie dotknąć przez przypadek kocura, nie dostrzegła momentu, kiedy na jego pysku pojawił się szeroki uśmiech.
–– Smacznego! O! W ogóle. Masz ochotę, któregoś dnia poćwiczyć walkę? –– spytał, jakby nie będąc świadomym różnicy pod względem fizycznym między sobą a żółtooką. — Oczywiście możesz odmówić! Nie… nie obrażę się! — dodał po chwili, machając łapami w zawstydzeniu.
Nagła ekspresja ucznia nieco onieśmieliła Węgiel, która nie wiedząc zbytnio co zrobić czy też powiedzieć, stała w miejscu, uciekając wzrokiem w bok. Nie czuła potrzeby nawiązywania żadnych relacji z innym, uważając, że wystarcza jej wąskie grono, do którego należała Kryształowa Łapa, Brukselkowa Zadra i Sowi Zmierzch. Było to raptem trzy koty na krzyż, lecz jej więcej do szczęścia nie było potrzebne — nawet jeśli każdy z wymienionych twierdził co innego, to młódka pozostawała nieugięta w tej sprawie, jakby możliwość posiadania jakichkolwiek znajomych wśród rówieśników było czymś na wzór zbrodni, zdrady wobec niewielkiego grona kotów, z którymi rozmawiała codziennie. Pomimo zostania uczennicą, starała się zawsze znaleźć jakiś moment w ciągu dnia, by zamienić, choć parę słów z liliową kocicą, która uratowała ją i siostrę przed samotną śmiercią w lesie.
— Dzięki… Spytam Sowi Zmierzch, co sądzi o tej propozycji — odpowiedziała nieco niewyraźnie przez trzymaną wiewiórkę w pysku. Po tym nie czekając na odpowiedź kocura i dalszy ciąg tej niezręcznej dla niej rozmowy, ruszyła w stronę wcześniej upatrzonego miejsca, przez jakiś czas czując na sobie spojrzenie Nocnej Łapy, kiedy kocur odprowadzał ją wzrokiem. Kiedy to nieprzyjemne, wręcz palące uczucie minęło, odetchnęła z ulgą, układając się wygodnie na kawałku trawy, który cudem uniknął takiego zalania, jak pozostała część polany.

«★»

Reszta dnia, aż do wieczornego patrolu nieco się dłużyła Zwęglonej Łapie, jednak kotka nie narzekała, gdyż w tym czasie mogła na spokojnie zająć się innymi obowiązkami, takimi jak przyniesienie zwierzyny dla starszych, królowych w żłobku, przejrzenie, czy dawni wojownicy nie mają gdzieś kleszczy, wymiana mchu w ich posłaniach. Była to ogólnie mniej lubiana robota przez większość uczniów, jednak szylkretka nie narzekała, korzystając wręcz z takich momentów, gdzie mogła przysłużyć się klanowi w inny sposób niż walka i polowanie — nie żeby była kiepska w drugim z wymienionych, jednak czasem świadomość tego, że jej łapy niosą śmierć, nawet dla dobra klanu, była czymś ciężkim, przytłaczającym. Dlatego też starając się zbytnio o tym nie myśleć, skupiała swoje myśli na powtarzalnej pracy, jaką było przeglądanie mchu, wydzielanie zużytych partii i pozbywanie się ich. Nawet mysia żółć zdawała się nie być tak obrzydliwa w smaku, jak to inni opisywali lub okazywali poprzez grymasy na pyskach.
Może dla innych tego typu praca mogła być uważana w niektórych sytuacja za karę, jednakże dymna była wdzięczna za takie momenty, kiedy to czas płynął własnym rytmem, łapy pracowały same, a ona miała czas dla siebie. Dlatego też właśnie przeglądała sierść Bladego Lica, po części przysłuchując się rozmowom pozostałej części starszyzny, którzy co jakiś czas zawieszali spojrzenie na młódce — oprócz Trzcinniczkowej Dziupli ze względu na jego nabytą ślepotę w czasie wojny z Klanem Klifu, mająca miejsce księżyce temu. Zwęglona Łapa raczej nie rozmawiała zbyt z dużo ze starszymi, jednak bardzo dobrze mogła wyczuć napięcie pomiędzy niektórymi kotami, co na przykład miało miejsce pomiędzy dymnym arlekinem a białym kocurem, którego końce uszu zdobiły pędzelki.
Kiedy tylko terminatorka zakończyła pracę w legowisku piątki mieszkańców, udała się do stosu, z którego tym razem wzięła piszczkę dla Wrotyczowej Szramy, mającej na głowie aż trójkę kociąt, z czego jedno z nich nie było jej potomstwem, a Cienistej Zjawy z zapewne jakąś samotniczką. W jakby się zastanowić to chyba znaczna część młodych kotów klanie nie była do końca czystej wilczackiej krwi, chociaż gdyby było inaczej, to byłoby ciężko zachować brak kompletnego pokrewieństwa między większością członków, by później nie doszło do sparowanie się dwójki kotów z jednej rodziny. Pogrążona w myślach o mało, co nie wpadła na jedno z kociąt, a dokładniej rudego kocurka, będącego wnukiem samej liderki — dymna wolała nie myśleć, co by kocica jej zrobiła, gdyby dowiedziała się, że coś jej wnukowi się stało i to z racji nieuwagi jakiejś znajdy.
Starając się nie zamartwiać na zapas własnym losem, położyła piszczkę przed liliową wojowniczką, a następnie zajęła się przeglądaniem jednym z posłań, które były zrobione na zapas, gdyby do legowiska miały dołączyć jeszcze inne królowe w międzyczasie. Węgiel nie przepadała za innymi kotami, co było wiadomo nie od dziś, jednak do tego grona wliczały się także kocięta, do których po prostu nie miała łapy — nie nadawała się na jakąś dobrą ciotkę, co regularnie przychodzi zabawić się z malcami, umilić im czas i nieco odciążyć królowe, dlatego też bardziej wolała czas, który spędzała u starszyzny, gdyż ci nie narzekali na jej milczenie i sumienne wykonywanie obowiązków w ciszy. Jasne zdarzało się, że coś do niej mówili, opowiadali, jednak szylkretka głównie słuchała, potakiwała lub odpowiadała pojednyczymi słowami, bądż prostymi zdaniami. Nikt nie oczekiwał od niej wylewności, którą spotyka się u większości młodych kotów, za co była im wdzięczna.
W końcu czas od posiłku i niezręcznej sytuacji ze starszym kocurem minął, a słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, będącego linią stworzoną w większości przez wierzchołki najwyższych drzew w lesie. Kotka właśnie zmierzała w stronę wyjścia z obozu, gdy kątem oka dostrzegła pewną sylwetkę, którą miała okazję dziś już poznać z bliska. Początkowo myślała, że jedynie jej się przewidziało, jednak kiedy z każdym krokiem czarny uczeń zbliżał się w tym samym kierunku, co ona, nie miała już żadnych wątpliwości — właśnie miała iść na patrol z terminatorem, który pytał o wspólny trening walki. Czyżby nawet Gwiezdni chcieli, by poznała kogoś zbliżonego do swojego wieku, niebędącego członkiem jej rodziny? Dopiero kiedy nerwowo przełknęła ślinę, zauważyła czekoladową wojowniczkę obok Sowiego Zmierzchu, która zapewne musiała być mentorką ucznia.

<Cóż za przypadek Nocna Łapo>
[1095 słów]

[22%]

Od Nocnej Łapy CD. Zwęglonej Łapy

Noc skoczył i wylądował zaraz obok myszy, na którą polował. Ta zaczęła w panice uciekać od napastnika. Noc wykręcił się w jej kierunku i zamachnął łapą. Jego pazur zaczepił jej tył i wytrącił z równowagi. Czarny kot przypadł do niej.
– Nie trafiłeś. – Tropiąca Łaska spojrzała na niego z gałęzi drzewa nad nim.
– Poślizgnąłem się. – przyznał Nocna Łapa, odkładając swoją zdobycz w nieco mokrą trawę i podnosząc głowę, aby spojrzeć na mentorkę. – Przepraszam.
– Najważniejsze, że złapałeś tę mysz, ale polowanie to nadal twoja najsłabsza umiejętność, co? – Łaska przekrzywiła głowę.
– Może, ale się staram. – odparł Noc, uśmiechając się niewinnie. W końcu zdarzało mu się wylądować niewygodnie, ale zazwyczaj łapał, to na co polował. – Staram się, jak tylko mogę! Ale mogę poćwiczyć więcej, jeśli jest taka potrzeba.
– Ty nie ćwicz za dużo, bo się zamęczysz. Masz już wystarczająco mięśnia pod tym futrem. Jakbyś chciał, to pewnie mógłbyś mnie zanieść na plecach do obozu, co?
– Bez problemu! – oświadczył Noc, unosząc ogon. Jego mięśnie i siła były jego dumą. Długo na nie pracował i jeszcze dłużej pracować będzie, aby je zachować w dobrym stanie. Nie miał zamiaru się lenić, jeśli chodziło o jego wygląd.
Futerko miał zawsze zadbane, wąsy wyprostowane, ozdoby wsunięte wygodnie w miejsca, aby mu nie przeszkadzały. Starał się, jak tylko mógł, aby osiągnąć jak najwięcej. Aby jego przodkowie byli z niego dumni. Aby móc z łatwością walczyć przeciwko tym parszywym, marnym Klanie Gwiazdy! Na samą myśl mało się nie zjeżył!
– No dobrze… – Tropiąca Łaska mlasnęła, widząc jak wypina pierś dumnie. – Koniec z popisywaniem się. Wracamy do obozu!
– Mogę jeszcze się przejść, zanim wrócę? – Noc przeskoczył z łapy na łapę.
– Jesteś pewien? Jest mokro i zimno… – jego mentorka skrzywiła się na jego prośbę.
– Jestem pewien, tak – Noc kiwnął głową nieco nieśmiało. – Nie będę ćwiczył. Chciałem tylko przewietrzyć futro i głowę!
– No dobra. Jak znajdziesz coś jeszcze do upolowania, to przynieś! – oświadczyła Tropiąca Łaska, zeskakując na ziemię. – I wróć przed zachodem słońca. – pouczyła go jeszcze zanim zniknęła w cieniach lasu z upolowaną myszą.
– Wrócę. – Noc mruknął cichutko, już w kierunku nikogo.

Nocna Łapa ruszył powolnym krokiem po lesie. Zawędrował aż pod Cierniste Drzewo, a przynajmniej na brzeg lasu niedaleko. Tam przysiadł sobie na jednej z wyższych gałęzi jakiegoś drzewa. Wbił wzrok w horyzont, podziwiając przez chwilę błękit nieba przebijający się przez masę chmur, a potem skupił wzrok na domach dwunożnych, które wspinały się w kierunku coraz bardziej deszczowego nieba. Noc zastrzygł uszami. Ciekawiło go, co tam było, tam pośród tych dziwnych bloków, których było tak wiele. Nocna Łapa nigdy osobiście nie widział żadnego dwunożnego, co najwyżej to, co często po sobie pozostawiali. Śmieci, tkaniny i ten dziwny zapach. Ale żeby spotkać samego dwunożnego? Nocy, nigdy się nie zdarzyło. Tropiąca Łaska opowiadała mu, że dwunożni są niebezpieczni, żeby trzymać się od nich z daleka i Noc jej ufał, przynajmniej na tyle, aby stłumić swoją ciekawość do zera.
Wracając do obozu, przyczaił się na niedużą wiewiórkę, która szybko padła jego ofiarą. Na drzewach polowało mu się zaskakująco prościej niż na ziemi! Musi się tym pochwalić swojej mentorce któregoś dnia!
Wesoło wkroczył do obozu, z łebkiem uniesionym wysoko, od razu kierując się do kamieni ze zwierzyną. Niefortunnie wlazł komuś pod łapy. Jego sierść od razu się najeżyła ze wstydu. Powinien nieco bardziej spoglądać gdzie idzie, zamiast rozmyślać nad wszystkim i niczym. Gdyby mógł, pewnie nawet by się zarumienił! Ale jego ciemne futro pięknie chowało wszelkie takie uczucia przez czujnymi oczyma innych kotów.
– Przepraszam cię bardzo! – miauknął po odłożeniu wiewiórki na swoje łapy. – Nie patrzyłem, gdzie idę, moja wina… – Noc przyznał. Kotka przed nim odetchnęła tylko ciężko. Zapadła chwila ciszy. – Wiewiórkę?
Noc zaproponował Zwęglonej Łapie, która przed nim stała. Z racji, że jej zdobycz aktualnie leżała pod ich łapami, cała upaprana w trawie, która kleiła się do wszystkiego po ostatnich deszczach.
– Nie chcę ci zabierać zdobyczy… – oparła kotka z wyraźnym poirytowaniem w głosie.
– Oh! Nie zabierasz! Ja jadłem rano! To … nowe, świeże. Proszę. Weź! – Noc uniósł wiewiórkę na swojej łapie, pilnując, aby nie stoczyła się w trawę i nie skończyła jak poprzednia zdobycz kotki.
– No… no dobra. – kotka wzięła od niego jeszcze delikatnie ciepłą zdobycz, a Noc uśmiechnął się szeroko.
– Smacznego! O! W ogóle. Masz ochotę, któregoś dnia poćwiczyć walkę? – I oczywiście Noc musiał też wykorzystać okazję do znalezienia sobie partnera do treningu. To czasami naprawdę dla niego trudne. Kotka była od niego wiele młodsza i mniejsza, a jednak Noc z chęcią by się z nią zmierzył, nawet jeśli miałby dawać jej delikatne fory! Nocna Łapa wbił swoje oczka w rówieśniczkę. – Oczywiście możesz odmówić! Nie… nie obrażę się! – dodał po chwili machając łapami w zawstydzeniu. Ech… jak zwykle robi z siebie barana.

<Zwęglona Łapo?>
[764 słów]

[15%]

02 kwietnia 2026

Od Zwęglonej Łapy Do Nocnej Łapy

Szylkretowy bok uczennicy w równym i spokojnym tempie podnosił się z wdechem, by następnie opaść, kiedy tylko wcześniej zaciągnięte powietrze opuściło płuca śpiącej. Zwęglona Łapa pogrążona we śnie nie zdawała sobie sprawy, że z każdym uderzeniem serca ucieka jej czas do porannego treningu z Sowim Zmierzchem, a nic nie wskazywało, by młódka w przeciągu najbliższych chwil miała się wybudzić. Paru uczniów już powoli zbierało się do wyjścia z legowiska na śniadanie lub pierwszy trening tego dnia, lecz nikt nie wpadł na pomysł, by obudzić dymną, która zwykle jako pierwsza opuszczała posłanie, by już na zewnątrz poczekać na swojego mentora. Dopiero późniejsze pojawienie się wojownika w legowisku uczniów sprawiło, że Zwęglona Łapa została wybudzona ze snu.
— Zwęglona Łapo. — Głos Sowiego Zmierzchu był niski, a zarazem zrównoważony, niczym on sam. Dźwięk zdawał się rezonować w ciele uczennicy, skutecznie ściągając jej umysł na ziemię.
— Sowi Zmierzchu… Co tu robisz? — spytała, leniwie podnosząc głowę, by nieco sennie spojrzeć na starszego.
— Spóźniłaś się. — Te dwa słowa wystarczyły, by serce w jej klatce gwałtownie przyspieszyło akcje, nieprzyjemnie obijając się o żebra, jakby miało zaraz wyskoczyć. Stres i panika zalały szylkretowe ciało Węgiel, jakby właśnie dochodziło do niej, że popełniła najgorszą zbrodnię, jakiej mogła się dopuścić pod wpływem emocji, niepoczytalna. Niczym poparzona zerwała się z posłania, by czym prędzej opuścić legowisko, przepraszając w kółko zielonookiego.
Dopiero dotyk ogona na jej boku sprawił, że zaprzestała wypowiadania jednego słowa niczym mantry. Wzrok miała utkwiony we własnych różnobarwnych łapach, starając się je zakryć coraz gęstszym ogonem, na którym sierść z każdym księżycem powoli przybierała na długości.
— Zwęglona Łapo, spójrz na mnie. — Po chwili wahania, żółte oczy spoczęły na spokojnym pysku wojownika. — To, że raz się spóźniłaś, nie sprawi, że wszystko nagle zacznie się walić. Rozumiem, że dziś musiałaś dłużej spać, by zregenerować siły po wczorajszym dniu — wyjaśnił cierpliwie kotce, która starała się przez całą wypowiedź nie uciekać wzrokiem, co było nie lada wyzwaniem.
— Rozumiem, postaram się już nie spóźniać… — mruknęła, kierując swoje żółte ślepia na centrum obozu, które powoli coraz bardziej zaczynało tętnić życiem.
— Nie — zaprzeczył twardo wojownik. — Masz sobie pozwolić na takie momenty. Nie wszystko musi być idealne, jesteś jedynie młodą kotką i w dodatku uczennicą Klanu Wilka, więc powinnaś być świadoma swych wad i zalet. A jeśli nie, to inni mniej lub bardziej przyjaźnie ci to uzmysłowią.
Słowa liliowego sprawiły, że szylkretka zastrzygła prawym uchem, ze skupieniem chłonąc jedną z lekcji, których udzielał jej Wilczak. Nie była to jedna z tych, których wymagano od każdego mentora, a bardziej coś życiowego, by dymna z czasem mogła stać się lepszą wersją siebie, nie tylko pod względem wojowniczych umiejętności, ale także całokształtu, jakim sobą będzie kiedyś reprezentować.
— Dziękuje Sowi Zmierzchu, jestem bardzo wdzięczna, że trafiłam na Ciebie jako mentora — odparła z lekkim uśmiechem, posłanym w stronę zielonookiego.
— Skoro to mam załatwione, to chciałbym Cię dziś zabrać do tuneli. Każdy Wilczak musi opanować umiejętność walki, nawigacji w tunelach i wspinaczki na drzewa, o samym polowaniu nie wspominając, gdyż to podstawy podstaw, by móc przeżyć — wyjaśnił, podnosząc się z dotychczasowego miejsca, które zajął na czas rozmowy z szylkretką. Ta po chwili ruszyła za kocurem, by rozpocząć ich wspólną wędrówkę do tuneli.
W ostatnich dniach deszczowych dni było znacznie więcej niż w pierwszej połowie sezonu, więc musieli korzystać z w miarę dobrej pogody, która się utrzymywała. W innym wypadku lekcja w tunelach mogłaby być zagrożeniem dla młódki, jak i samego wojownika. Sama ściółka leśna powoli zmieniała się w coraz większe bagno z kałużami po drodze z powodu zbyt dużej ilości wody, której podłoże nie było w stanie tak szybko przyjąć. W dodatku opadłe liście powoli zaczynały się rozkładać, a te, które dopiero niedawno odłączyły się od życiodajnej gałęzi drzewa, stanowiły idealny grunt do poślizgu.
— Tunele dla sporu kotów są tematem sprawiającym trudności, szczególnie na początku, gdyż wzrok staje się zbędny przez panujący mrok. Za to inne zmysły stają się niemal niezbędne do odnalezienie się w zawiłych korytarzach ciągnących się pod ziemią. Słuch, smak, węch, dotyk stają się receptorami, na których polegasz w warunkach i zaraz doświadczysz. Chociaż orientacja też odgrywa tu kluczową rolę, by choć w mniejszym stopniu mieć pojęcie gdzie się jest. — Tłumaczenia Sowiego Zmierzchu zawsze były obszerne, ale i rzeczowe, zawierając to, co było najważniejsze w danym momencie dla szkolącej się szylkretki. — Wibrysy odgrywają kluczową rolę, poprzez ocenienie szerokości tunelu czy kierunku podmuchu powietrza, za którym będziesz musiała podążać, gdy znajdziesz się w mniej Ci znanej części korytarzy. Na początek ruszysz za mną, starając się utrzymać stałą odległość i nie zgubić się po drodze, później nastąpi zmiana ról i to ty będziesz musiała naszą dwójkę wyprowadzić na powierzchnię.
Dymna skinęła głową, przyjmując do wiadomości pierwsze zadanie z nawigacji, jakie zostanie jej powierzone, kiedy tylko znajdą się w mroku.
— Boisz się ciasnych przestrzeni lub ciemności? — spytał jeszcze, nim skierowali się do wejścia.
— Nic z wymienionych — odrzekła, na co starszy zamruczał z aprobatą, a następnie skierował swe kroki do jednego z licznych wejść. Te początkowo było zalane w jakimś stopniu światłem słonecznym, tworząc lekki półmrok, który później z każdą długością przemieniał się w kompletną ciemność. Wbrew temu, co inni myśleć, to Zwęglona Łapa się nie bała, wręcz przeciwnie — coś ciągnęło ją do tego mroku, jakby cicho szeptało, by zanurzyła się w tym pomroku i pozwoliła, aby otuliło jej ciało niczym cienka warstwa jedwabiu.
Pogrążona we własnych rozmyślaniach, a raczej ich bardziej konkretny brak, sprawił, że szylkretka nawet nie zauważyła, kiedy jej łapy same ruszyły za Sowim Zmierzchem, prowadząc ją do jednego z korytarzy, którego kompletny brak widoczności tak przyciągał do siebie kotkę, niczym Cierniste Drzewo, przed którego obliczem stanęła po raz pierwszy, gdy została zabrana przez jednego z wojowników wprost do lasu i zostawiona na pastwę losu, by zobaczyć czy ta przeżyje samotną noc. Początkowe kroki Węgiel były dość niepewne, gdyż usilnie próbowała polegać na wzroku pomimo wcześniejszych słów mentora, które zdawały się przestać istnieć w jej umyśle, który z jakiegoś powodu zawsze był niczym zahipnotyzowany, kiedy to terminatorka miała styczność z czymś, co dla większości może być starszym lub przerażającym. Dopiero po jakimś czasie żółtooka odzyskała względną trzeźwość umysłu, by przypomnieć się o tym, co wcześniej mówił starszy i starać się bardziej polegać na pozostałych zmysłach.
Korytarz, którym się poruszali, co jakiś czas skręcał lub rozwidlał się na dwie, bądź więcej ścieżek, a dymna zaczęła pojmować, że znalazła się w istnym labiryncie i jeśli uda jej się odnaleźć drogę powrotną, to jedynie cudowi i woli Klanu Gwiazdy, o ile jego opieka sięga pod ziemię. Jedyne, co była w stanie usłyszeć to kroki ich dwójki po mokrym podłożu, szum krwi w uszach oraz rozszalałe serce, które z jakiegoś powodu przyspieszyło swą pracę. Nie było to spowodowane paniką, strachem, a jedynie obawą, czy podoła powierzonemu zadaniu — nie chciała zawieść Sowiego Zmierzchu, a czuła, że robi to zawsze, gdy coś nie szło, tak jak powinno, czyli po jej myśli. Sama sobie narzucała niewidoczną i realną presję, która w końcu zacznie być zbyt dużym obciążeniem dla niej, a wtedy może się to różnie skończyć, jednak jeszcze trochę czasu do tego, więc młódka nie ma się czego obawiać.
— Dobrze, teraz Twoja kolej — poinformował ją w pewnym momencie, na co Węgiel minimalnie się spięła, czując, jak presja narasta.

«★»

Powrót do obozu nastąpił nieco później, niż oboje myśleli, jednak młodsza nie spodziewała się, że tyle jej zajmie odnalezienie odpowiedniej drogi, a liliowy wojownik miał w planach nieco poćwiczyć z nią odnajdywanie się w tunelach. Tym sposobem spędzili na treningu mniej niż połowę dnia, choć na pewno było to męczące jak na zwykłą lekcję o nawigacji w tunelach z ćwiczeniami utrwalającymi, dlatego też, kiedy tylko wkroczyli do ostoi Wilczaków, żadne z nich nie zastanawiało się dwa razy, by ruszyć do stosu ze zwierzyną i wybrać coś dla siebie. Sowi Zmierzch oddalił się do swojej partnerki, Barczatkowego Świtu, a Zwęglona Łapa w tym czasie znalazła sobie miejsce dla siebie, które nie było aż tak bardzo przesiąknięte wilgocią ostatnich deszczy. Choć nim zajęła upatrzony kawałek trawy w odosobnieniu, to wpadła na czarnego kocura, który zdawał się bujać w obłokach i nawet nie patrzeć, gdzie stawia łapy. Piszczka w czasie zderzenie wypadła szylkretce z pyska, przez co upadła na ziemię i niemal od razu pokryła się niewielką ilością ziemi i luźnych źdźbeł trawy, na co terminatorka cicho westchnęła. Miała ochotę zgromić wzorkiem Wilczaka, jednak kiedy uświadomiła sobie, że jest on starszy, od razu odpuściła swe zamiary.

<Nocna Łapo?>
[1373 słowa + nawigacja w tunelach]

[27% + 5%]