BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perlista Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perlista Łapa. Pokaż wszystkie posty

24 marca 2025

Od Perlistej Łapy do Promyczka

Liliowa kotka poczuła lekkie szturchnięcie w bark, które zbudziło ją ze snu. Niemrawo otworzyła oczy i spojrzała na kota, który przerywał jej ulubioną czynność jaką było spanie. Wtedy szylkretka nie musi ani słuchać innych kotów, ani tym bardziej z nimi rozmawiać. Kotem, który był sprawcą zbrodni jaką było wybudzenie jej z popołudniowej drzemki, okazał się nie kto inny jak mentor szylkretki, czyli Lśniąca Ikra. Spoglądał na swoją uczennicę wyglądając na nieco zirytowanego.
– Perlista Łapo… Miałaś wymienić legowiska w żłobku, pamiętasz? Na drzemkę przyjdzie czas później. Biegnij do roboty albo będziesz jeszcze zmuszona zająć się legowiskami starszych. Sama wiesz jak bardzo potrafią być wybredni co do wyboru mchu w ich legowiskach… – mruknął oschle niebieski kocur.
Brązowooka przeciągnęła się, myjąc swoje futro na łapach jak i piersi, a następnie ruszyła w stronę wyjścia z obozu. Nie minęło dużo czasu i, obładowana jak najlepszej jakości mchem dla kociaków i ich matek, wchodziła właśnie do żłobka. Po chwili zauważyła swoją siostrę Porywisty Sztorm, co sprawiło, że lekko się uśmiechnęła. Nawet jeśli pręguska zawsze odrobinę ją denerwowała, to nadal chętnie co jakiś czas odwiedzała jej kocięta. A raczej odwiedzać by je chciała… w rzeczywistości szylkretka nie lubiła wychodzić poza swoje legowisko, w którym najchętniej spędziłaby całe życie. Chociaż uznawała, że nie powinna mówić tego na głos. Pręgowana kotka myślała bowiem, że to chyba źle, że nie ma zbyt dobrego kontaktu ze swoim rodzeństwem.
Liliowe futro kotki było mierzwione przez lekki wiatr, wlatujący przez wejście do żłobka, gdy ta zaczęła wymieniać legowiska. Nagle jednak pręguska poczuła coś dziwnego na jej ogonie. Przerwało jej to pracę, całkowicie ją rozpraszając, więc obejrzała się za siebie, aby zobaczyć kremowego kocurka, który był łudząco podobny do jednego z opisanego jej przez siostrę kociaka. “Czy to może być Promyczek?” pomyślała i uśmiechnęła się lekko w myślach. Szylkretka zabrała ogon, który kociak przygniatał swoimi łapkami, co z kolei doprowadziło to niewielkiego zachwiania się małego pręguska.
– W-Witaj maluchu! Jesteś P-Promyczek, prawda? – zająknęła się drobna uczennica, mając szczerą nadzieję, że nie pomyliła go z innym kocięciem.
“Pomarańczowe oczy, kremowo-białe futerko? Powinno się zgadzać!” pomyślała.
– P-Pewnie mnie nie kojarzysz, a-ale jestem P-Perlista Łapa! Siostra twojej m-mamusi – miauknęła przyglądając się maluchowi, który wyglądał na nieco zdezorientowanego.
“Czy on mnie w ogóle rozumie? Nie jest zbyt duży, chociaż podejrzewam, że umie już powiedzieć parę słów. A może i nie? O rany, już zapomniałam, jak to jest być kociakiem!” pomyślała liliowa kotka, najwyraźniej odrobinę zestresowana, nawet tak prostą rozmową, jaką była rozmowa z kociakiem.

<Promyczku? Mam nadzieję, że się mnie nie boisz!>

[415 słów]

[przyznano 8%]

Od Perlistej Łapy CD. Kuniej Łapy

Gdy tylko w legowisku uczniów pojawiły się pierwsze promienie słońca, wiele uczniów zbudziło się ze snu, myjąc swoje futra oraz wybierając się na trening ze swoimi mentorami. Nie dotyczyło to jednak Perlistej Łapy, która niechętnie zakrywała swoje brązowe oczy przy pomocy swoich puchatych łap. Ułożona w niewielki koci bochenek chowała się przed światem, jak i kolejnym dniem, mając nadzieję, że tym razem nie będzie musiała wychodzić poza obóz. Liliowe futro kotki lekko jeżyło się przez chłodny wiatr. Spokój szylkretki nie trwał jednak zbyt długo, gdyż już po chwili poczuła głód oraz niemal skowyt jej żołądka. Kotka zastanawiała się gdzie podział się Lśniąca Iskra, który mimo swojej niechęci trenował ją na wojowniczkę. Kocur wydawał się pręgusce niezbyt przyjazny, jednak był dobrym mentorem i dbał o jej trening, co z kolei podziwiała uczennica.

Chwilę później

Liliowa kotka ruszyła w stronę legowiska wojowników, ale nawet tam nie mogła znaleźć Lśniącej Ikry. A przecież nie będzie nikogo pytać! Na Klan Gwiazdy, tego szylkretka nie byłaby w stanie przeżyć. Wzruszyła lekko ramionami i ruszyła w stronę stosu zwierzyny, aby wygrzebać z niego średniej wielkości płoć. Złapała rybę w zęby i ruszyła w stronę zdaniem brązowookiej najlepiej oświetlonego miejsca w obozie.
Nie minęło jednak dużo czasu, a uczennica zauważyła obok siebie młodszą, jednak niestety nadal nieco większą od siebie kotkę. Drobna szylkretka przyglądała się przez moment jej ciemnemu futru, aby po chwili nerwowo zerwać się na łapy.
— P-przepraszam, nie wiedziałam, że chcesz tu usiąść — miauknęła cicho pregowana, starsza uczennica.
Szylkretka grzecznie wysłuchała wypowiedzi tortie i odsunęła się nieznacznie, niepewnie kąsając odrobinę swojej ryby, jakby zestresowana nowym towarzystwem.
—J-Ja… N-Nie? Znaczy, nie wiem! Nie m-mogę znaleźć Lśniącej Ikry. Gdzieś poszedł… — odparła cicho brązowooka, wpatrując się w swoje łapy tak, jakby mogła się schować za nimi przed kotka. Tak samo, jak wczesnym rankiem chowa się przed promieniami słońca w legowisku. — A t-ty? Czemu nie m-ma cię na treningu? — zapytała po chwili pręguska, chociaż nie była pewna czy na pewno chce rozmawiać z kotką, nawet jeśli młodsza uczennica wyglądała na przyjazną. — Iii… K-Kto tak właściwie jest t-twoim mentorem? — dodała niepewnie i ugryzła kawałek płoci, pragnąc szczerze, aby ta rozmowa się już skończyła.
Szylkretowa kotka bowiem nie rozmawiała z nikim tak dawno, że na powrót straciła wszystkie swoje umiejętności rozmów z innymi kotami. Pragnęła, aby kotka już sobie poszła, ale jednocześnie błagała o to, aby jej nie wystraszyć swoją niechęcią oraz o to, aby… Została i mimo to chciała rozmawiać z nieśmiałą kotką, jaką jest Perlista Łapa.


<Kunia Łapo?>
[413 słów]

[przyznano 8%]

10 lutego 2025

Od Perełki (Perlistej Łapy) Do Szałwika (Szałwiowej Łapy)

*krótko po narodzinach Szałwika*

Mała, liliowa kotka przyglądała się z daleka piątce świeżo urodzonych przez Mandarynkowe Pióro kociąt. Wiedziała, że pozostał już tylko księżyc do jej mianowania na ucznia, jednak nadal ekscytowały ją nowe kociaki, z którymi chętnie się bawiła, gdy te tylko trochę podrosły. Niepewnie spojrzała na jedną szarą pręgowaną kulkę - kocurka, który podobno został nazwany Szałwikiem. "Co wyrośnie z tych maluchów? Czy któryś będzie tak spokojny jak ja, czy raczej wszystkie będę rozbrykane jak to, pożal się Klanie Gwiazdy, moje rodzeństwo?" – pomyślała, a już po chwili zapadła w sen.

*teraźniejszość*

Młoda kotka ćwiczyła ruchy bitewne wraz z innym kotem, gdy po chwili poczuła jak wpada na jakiegoś kota za sobą. Odskoczyła szybko i otrzepując się, spojrzała spanikowana na młodszego od niej kocura. Był to Szałwiowa Łapa, który właśnie wracał z mchem do legowisk. W jednej chwili cały mech rozsypał się i trzeba było zbierać go z ziemi, w taki sposób, aby nie było na nim ziemi czy innych niechcianych roślinek.
– W-Wybacz Szałwiowa Łapo! Nie zauważyłam cię. Pozwól że ci pomogę! – miauknęła szylkretowa koteczka, biorąc część mchu, który niósł ze sobą kocur. Zastanawiała się czy branie takiej ilości mchu samemu jest rozsądne i czy go nie pogubił po drodze, jednak szybko odegnała tą myśl. Pomyślała, że kocur napewno wiedział co robi, ale mimo to pomogła mu, na co ten kiwnął jej lekko głową, tym samym jej dziękując.
– Słyszałam, że bardzo szybko się uczysz. Jak idą ci treningi? Kogo przydzielono ci jako mentora? – zapytała pręgowanego kocura, gdy tylko odłożyła mech w miejsce legowiska starszyzny.


<Szałwiowa Łapo?>

(250 słów)

[przyznano 5%]

09 lutego 2025

Od Perlistej Łapy CD. Pierzastej Łapy

Szylkretowe futro młodej kotki poruszało się lekko na wietrze, gdy ta wymieniała legowiska w żłobku. Wysłała ją tam Zmierzchająca Zatoka, gdyż chciała, aby Perlista Łapa uczyła się także innych rzeczy, aby nie musiała na okrągło ćwiczyć ruchów walki czy polować. Kotka nie ukrywała, że podobało się jej w legowisku kociaków i ich matek. Lubiła to miejsce, gdyż zawsze wydawało się jej niezwykle przytulne. Poza tym było one pełne matczynej miłości, co zawsze przyprawiało ja o przyjemne wspomnienia spędzone z matką, Baśniowa Stokrotką. Gdy niosła kawałek mchu, jakiś kolec zadrapał ją lekko w skórę na pyszczku, przez co syknęła i upuściła mech. Podniosła go na nowo, ignorując ranę. Gdy zaczęła wymieniać kolejne legowisko poczuła dziwny, kujący ból w łapie, który także zignorowała. Wymieniła legowisko i utykając ruszyła w kierunku legowiska uczniów, aby przyjrzeć się łapie. Gdy już tam dotarła zauważyła, że w jej przedniej łapie tkwi niewielki kolec. Pierwsze co zrobiła to od razu pobiegła do żłobka, aby sprawdzić, czy nie ma więcej kolców w legowiskach kociąt, jednak na szczęście nic im nie groziło. Odetchnęła z ulgą i zaczęła odrobinę nerwowo drapać ziemię zdrową łapą.
– Wszystko dobrze? – zapytała Baśniowa Stokrotka, która już od pewnej chwili przyglądała się poczynaniom jej córki.
– Tak, mamo – odparła, uśmiechając się lekko, niestety był to odrobinę krzywy uśmiech.
– Powinnaś iść z tą łapą do medyka. Może znajdzie dla ciebie czas, kochanie – miauknęła, a kotka kiwnęła głową, ruszając w stronę legowiska medyka.
W środku nie było jednak ani Różanej Woni, ani Zimorodkowego Życzenia; za to była tam Pierzasta Łapa, która dzielnie zastępowała obie kotki, które najwyraźniej wybrały się na poszukiwania ziół. Gdy ta wyleczyła już Pylistą Burzę, Perlista Łapa podeszła do kotki, usiadła na ziemi i pokazała łapę.
– W– Witaj! Mogłabyś m-mi może pomóc z kolcem w łapie? – zapytała liliowa uczennica, patrząc wszędzie, byle nie na kotkę. Nie lubiła ona bowiem wizyt u medyka. Były dla niej niezwykle stresujące, gdyż musi być z kotem sam na sam, czego szczerze nienawidziła.
– Gdzie Różana Woń i Zimorodkowe Życzenie? – dopytywała uczennicy ogrodnika.

<Pierzasta Łapo? Pomóż mi, proszę!>

[335 słów]

[przyznano 7%]

08 stycznia 2025

Od Perełki (Perlistej Łapy) CD. Czereśni (Czereśniowej Łapy)

w przeszłości, Pora Nagich Drzew

Dzielnie broniłam swojego stanowiska, a od silnych uderzeń kotki czasem nawet bolały mnie moje, jednak mimo wszystko, drobniejsze łapy. W końcu dalej byłam najmniejsza z całego mojego rodzeństwa. Co jakiś czas jednak celowo przesuwałam jedną z łap w inną stronę, pozwalając tym samym na trafienie do celu młodszej ode mnie kotce. Miałam jednak nadzieję, że mniejsza kotka nie zauważy tego niewielkiego ułatwienia, gdyż chciałam po prostu, aby ta mogła dobrze się bawić! Uśmiechnęłam się szeroko, patrząc na kotkę.
– Teraz możemy się zamienić, jeśli chcesz – miauknęła, a ja z radością pokiwałam głową na propozycję, gdyż od samego stania tam, powoli zaczynały boleć mnie łapki.
Nachyliłam się do kulki pod odpowiednim kątem, cofnęłam dwa kroki do tyłu, a następnie pacnęłam łapką mech, trafiając przy tym idealnie między futrzaste łapy Czereśni. Kotka spojrzała na mnie zdumiona, zerkając się za siebie, aby sprawdzić gdzie podziała się kulka, gdyż była pewna, że ją obroniła. Widząc jednak, iż się to jej nie udało, wyciągnęła kawałek mchu z dołka i podała mi go. Po raz kolejny cofnęłam się do tyłu i mocno kopnęłam w kulkę, jednak ta rozpadła się pod wpływem uderzenia. Spojrzałam na kotkę i uśmiechnęłam się nerwowo.
– Wybacz, trochę za mocno kopnęłam. Pójdę po jeszcze trochę mchu! – miauknęłam i wyciągnęłam odrobinę ze swojego legowiska, kontynuując kopanie w stronę Czereśni, co jakiś czas kopiąc gdzieś w bok lub pod same łapy kotki, aby ta nie posmutniała. W końcu, to nie pierwszy raz gdy w to gram. Kiedyś przecież grałam z Siwą Łapą!

07 grudnia 2024

Od Perełki

Tuptałam obok zatroskanej matki w stronę legowiska medyczki, pokasłując cicho co jakiś czas. Spojrzałam na mamę, nie do końca rozumiejąc sytuację. Czemu mnie tam zabiera, tak jak Pluska jeszcze jakiś czas temu? Dlaczego muszę iść do medyczki? Uśmiechnęłam się odrobinę zbyt nerwowo. Przecież to kolejne spotkanie z kotem! To oznacza fakt, że będę musiała z kimś porozmawiać! Ustałam nagle w miejscu cała skostniała. Nie chcę. Boję się... Liznęłam swoją łapkę, a Stokrotka już odrobinę zdenerwowana moim zachowaniem złapała mnie zębami za kark. Postanowiłam się nie wyrywać i po prostu pozwolić kotce na zaniesienie mnie do medyka.
– Dzień dobry – przywitałam się niemrawo z medyczką, liżąc swoją łapkę.
Rozmowa nie trwała długo. Ja nawet nie musiałam miauczeć! Wszystko robiła za mnie mama. Bycie kociakiem jest naprawdę super. Czy zostanie uczniem to dobra rzecz? Przecież to będzie zbyt ciężkie! Nagle poczułam szturchnięcie w bok, a po chwili usłyszałam pytanie o to, czy coś mnie boli.
– N-Nic mnie nie boli! – miauknęłam zdesperowana, zakrywając oczka łapką. – Tylko trochę kaszlę.
Może i ciągły kaszel trochę mi przeszkadza, ale naprawdę chcę już z powrotem do żłobka! Nie lubię rozmawiać z innymi. Różana Woń stwierdziła, że mam coś, co nazywa się białym kaszlem, i że już przynosi mi kocimiętkę... Żebym ja jeszcze rozumiała medykowy... Czymkolwiek to jest, brzmi faktycznie na chorobę. Moja katorga nie trwała jednak ani chwili dłużej. Mogłam zjeść podane mi przez medyczkę zioła i czym prędzej opuścić to legowisko. Chociaż przyznam jedną rzecz. Zapach ziół jest zaskakująco przyjemny, nawet jeśli są to zapachy będące ostrzejszymi... Po chwili jednak uderzyły we mnie pewne słowa, a mianowicie gdzie się wybieram.
– No jak to gdzie? Do żłobka! – miauknęłam, na co medyczka się zaśmiała.
Wytłumaczyła mi, dlaczego nie mogę jeszcze wrócić, a ja obrażona na cały świat skuliłam się w legowisku i usnęłam, mając nadzieję, że czas leczenia nie potrwa za długo...

Wyleczeni: Perełka

Od Perełki

*jakiś czas po narodzinach*

Czołgałam się przy brzuchu matki, skomląc cicho, aby dostać się do jej brzucha. Byłam wściekła! Już od pewnego czasu próbowałam dostać się do mleka, ale nie mogłam przez dwójkę swojego rodzeństwa. Do tego ciągle słyszę to samo: "Dlaczego ona nadal nie otwiera oczu? Sztorm i Plusk zrobili to już kilka dni temu i nawet zaczęli już nieco lepiej pełzać. Czy z nią jest coś nie tak?" Wiedziałam, że ciągle jest mowa o mnie. Gdy poczułam odepchnięcie łapą, byłam już naprawdę zdenerwowana. Usłyszałam kojący głos kotki, która prawdopodobnie była moją matką i uspokoiłam się odrobinę. Jeszcze nie tak dawno słyszałam, jak jakiś kocur nazwał ją Stokrotką, a mnie Perełką. Sztorm i Plusk to imiona tych dwóch przepychających się do jedzenia kociaków? Czy to naprawdę jest moje rodzeństwo?
– Śmiało, otwórz już te oczy... – usłyszałam od matki.
Desperacko próbowałam otworzyć, aby wszystko zobaczyć. Chciałabym już zobaczyć mamę, rodzeństwo, tatę i caaałyyy żłobek! A później nawet obóz! I cały świat! Na zewnątrz na pewno jest pięknie... Dlaczego nadal nie mogę otworzyć oczu? Poczułam liźnięcie po pyszczku i nagle z dumą stwierdziłam, że mrugnęłam. Na ułamek sekundy widziałam świat taki jakim jest, ale od razu zamknęłam oczy, nagle wystraszona ilością światła, jaka do nich wpadała. Spróbowałam mrugnąć kilka razy i spojrzałam na mamę swoimi jeszcze póki co niebieskimi oczkami. Przysunęłam się do niej odrobinę, chłonąc jej ciepło.
– Widzisz Perełko? Nie było tak źle – miauknęła Stokrotka, a ja wyczułam szczerą troskę w jej głosie. W końcu... Czy na pewno dam sobie radę?

03 grudnia 2024

Od Perełki Do Sztorm

Znudzona leżeniem koło matki zaczepiłam swoją siostrę Sztorm. To będzie może z trzeci raz, gdy z nią rozmawiam, więc kotka wyglądała na zdziwioną, gdy dowiedziała się, że to ja ją szturchnęłam.
– Co chcesz Perełko? – zapytała najwidoczniej zdenerwowana. Może właśnie obudziłam ją ze snu? Nagle poczułam się tym odrobinę winna.
– Ja... – zawahałam się przez moment, nie wiedząc, co powiedzieć. – Czy chciałabyś się ze mną pobawić? – zapytałam z nadzieją w brązowych oczkach.
– Ty się z kimś bawisz w ogóle? – zapytała, wstając z ziemi i przeciągając się lekko.
Rozejrzałam się po żłobku i zmuszona byłam stwierdzić, że kociaków jest coraz więcej, a miejsca coraz mniej. Jeszcze trochę i będę musiała opuścić żłobek wraz ze swoim rodzeństwem. Czy aby na pewno poradzę sobie jako uczeń? Zagrzebałam nerwowo łapką w ziemi.
– Ja... – spojrzałam w bok nagle odrobinę zdenerwowana. – Nudzi mi się i chciałabym się z kimś pobawić! – miauknęłam, bawiąc się zabawką przyczepioną do sufitu.
– Może wyjdźmy wspólnie ze żłobka? – zaproponowała kotka, a ja stanowczo pokręciłam słowa na nie.
– Mama śpi, a ja nie chcę jej budzić! – odmiauknęłam, patrząc w górę i prosząc Klan Gwiazdy i jakiś pomysł. Nagle coś mi zaświtało i podbiegłam do swojej malutkiej kryjówki w żłobku, wyciągając niewielką kulkę zlepioną z liści i mchu. – Grałaś kiedyś może w kulkę? Można kopać ją po ziemi lub uderzać w nią górą, o tak! – dodałam podekscytowana, uderzając w kulkę w taki sposób, aby ta spadła idealnie na jej głowę, na co zachichotałam.

<Sztorm?>

12 listopada 2024

Od Perełki do Zimorodkowej Łapy

Wydawało mi się czy... Czy właśnie widziałam uczennicę Różanej Woni? Zmrużyłam oczy wyraźnie zaintrygowana. Kotka ozdabiała właśnie żłobek świeżo opadniętymi liśćmi i różnymi kamykami czy patyczkami. W końcu przyszła do nas Pora Spadających Liści. Gdy jakiś listek zaplątał się po drodze przez chłodny wiatr, wpadając do żłobka, ja i inne kociaki mieliśmy przynajmniej co robić, rozszarpując pazurkami biedne listki. Nie spodziewałam się jednak, że można używać ich także do ozdabiania legowisk. Z zainteresowaniem przyglądałam się kotce, gdy nagle potknęłam się o niewielki patyczek, upadając prosto na pyszczek.
– Nic ci nie jest, Perełko? – spojrzałam w górę wprost w pomarańczowe ślepia starszej ode mnie kotki.
– Tylko trochę obiłam sobie pyszczek... Ale nic mi nie dolega tak poza tym! – miauknęłam, otrzepując swoje futro z niewielkich drobinek pyłu oraz ziemi. – Odrobinę kręci mi się w głowie, ale zaraz mi przejdzie... – dodałam, nerwowo przebierając łapką w ziemi.
Podeszłam bliżej kotki, która po sprawdzeniu czy nic mi nie jest odeszła w dalszym ciągu ozdabiając żłobek. Po co to robiła? Jaki ma w tym cel?
– Zimorodkowa Łapo? Czemu ozdabiasz legowiska? Czy te ozdóbki zaraz się nie zniszczą? – zapytałam, wpatrując się w liliowe, pręgowane futerko kotki. Jak to jest być uczennicą medyczki?
– Jaka jest Różana Woń? Czy ona dobrze zna się na ziołach? Kiedy zostaniesz medyczką naszego klanu? – zapytałam, a po chwili sama zaczęłam rozmyślać nad tym co chciałabym robić w przyszłości. Co gdybym miała szansę zostać uczennicą medyczki tak jak Zimorodkowa Łapa? Czy uczniowie wybrani na przyszłych medyków mają szansę, aby odmówić, czy jest to swego rodzaju przymus? Pokręciłam głową. Jeszcze nie pora na rozmyślanie o takich sprawach. Jak na razie nigdzie się nie wybierałam. Chciałam zostać w żłobku tak długo jak tylko mogłam, nawet jeśli życie ucznia wydaje się bardzo ciekawe…!
<Zimorodkowa Łapo?>

11 listopada 2024

Od Perełki do Baśniowej Stokrotki

Widząc Stokrotkę rozmawiającą z Pluskiem, nagle poczułam się odrobinę zazdrosna o mamę. Podeszłam do niej lekko szturchając ją w bok łapką. Chociaż nie wiedziałam, jak powinnam zacząć rozmowę, aby kotka zwróciła na mnie szczególną uwagę. Właściwie sam fakt, że jestem jej kociakiem powinien wystarczyć. Może powinnam porozmawiać z nią na temat Kotewkowego Powiewu i tego jak ostatnio się zachowała w stosunku do mnie? To dobry pomysł!
– Mamo, czemu Kotewkowy Powiew jest czasami taka niemiła? – spojrzałam na nią dociekliwymi oczkami. – Ostatnio stwierdziła, że mam nieładne futro! I powiedziała mi to tak po prostu! A gdy zaczęłam z nią rozmawiać to stwierdziła po chwili, że nigdy nie będę tak piękna jak ona... – dodałam mrużąc oczka, ukazując w ten sposób swoją irytację.
Przyglądając się futru kotki nagle coś wpadło mi do głowy.
– Czemu nie jestem podobna do taty? Kociaki nie powinny być jakoś podobne do obojga rodziców? Mamo jak to działa, że kociaki są czasem inne niż ich rodzice? – zapytałam, siadając obok mamy i przyglądając się Pluskowi, który uparcie próbował dosięgnąć zabawki dla kociaków z sufitu, na co prychnęłam. Jaki on jest głupiutki! Musi jeszcze chwilę poczekać, aby móc sięgnąć tak wysoko! Poza tym przy każdym skoku prawie wywala się na pyszczek! Zachichotałam cicho, a po chwili przestałam się śmiać, nagle robiąc się poważna, gdyż przez głowę przeszła mi pewna myśl.
– I jak to jest, że jestem zupełnie inna niż Sztorm i Plusk? Czemu... Czemu jestem taki dziwnym kociakiem i nie umiem bawić się z innymi? – zapytałam z lekko szklanymi oczkami z nadzieją, że zyskam odpowiedzi na wszystkie zadane kotce pytania.
<Stokrotko?>

10 listopada 2024

Od Perełki do Bagietki (Mewiej Łapy)

za czasów jak Bagietka mieszkało w żłobku
Spałam smacznie w legowisku obok matki, gdy poczułam dotyk czyjegoś futra na nosie. Normalną reakcją z mojej strony było to, że zaczęłam intensywnie kichać. Odrobinę zdenerwowana rozejrzałam się po żłobku, sprawdzając, kto mógł mnie łaskotać. Widząc, jak Bagietka rozmawia z Kotewkowym Powiewem nieopodal mnie i mojego rodzeństwa, uznałam, że to właśnie on był sprawcą. Ugryzłam go w ogon, na co spotkałam się z dosyć głośnym wrzaskiem kota. 
Bagietka odwrócił się momentalnie, wbijając w moje ślepia zdenerwowany wzrok. 
– Obudziłeś mnie! – miauknęłam, ale po chwili ostudziłam swój zapał. – Przepraszam, Bagietko – dodałam, lecz po chwili zastrzygłam uszami, zwracając uwagę na to, jak mówi o sobie ten kot. 
Zmrużyłam lekko oczy. 
– Czemu tak dziwnie o sobie mówisz? Nie jesteś kocurem...? – zmarszczyłam lekko pyszczek, zastanawiając się nad tym. Jak to działa?
– Gdzie są twoi rodzice? – zapytałam po chwili rozglądając się po żłobku. Zawsze widziałam Bagietkę tylko w towarzystwie Mżącego Przelotu. Gdzie jest tata tego kota? Zmrużyłam lekko oczka przebierając nerwowo łapkami i rozgrzebując nimi ziemię. – A raczej tata... Masz jakieś rodzeństwo? – zapytałam nagle zainteresowana kotem z którym zaczęłam rozmawiać. 
Nigdy nie widziałam kota, który mógłby być ojcem Bagietki! Ciekawe jaki byłby ten kot. Podobny do Bagietki czy może raczej zupełnie inny? A może byłby niebieski tak jak Mżawka? Od tych pytań aż zakręciło mi się w głowie. Tak bardzo nie lubię czegoś nie wiedzieć!

<Bagietko?>

Od Perełki CD. Mżącego Przelotu

Bawiłam się listkiem, gdy nagle zaczepiła mnie Kotewkowy Powiew, mówiąc, że moja mama, Stokrotka, właśnie wyszła ze żłobka. Nagły brak matki uderzył we mnie przerażeniem. Nie lubiłam, gdy opuszczała żłobek, bo to właśnie przy niej czułam się najbezpieczniej.
Co, jeśli teraz zaatakuje mnie jakiś kot, a ja nie będę w stanie się obronić? Otrząsnęłam się z rozpaczy, a widząc wchodzącą do żłobka kotkę, uniosłam łebek, z ciekawością przyglądając się, jak rozmawia z tatą, a później z moim bratem.
Zauważyłam robaczka, idącego zaraz obok moich łapek. Zwinnie złapałam niewielkie stworzonko, ale nie zrobiłam mu tym krzywdy. Po prostu chciałam móc przyjrzeć się nowemu czemuś.
Rozejrzałam się po żłobku po raz kolejny. Tak bardzo chciałabym z kimś porozmawiać!
Wreszcie odrobinę chwiejnie wstałam z ziemi, podchodząc do kotki, która dopiero co weszła do żłobka. I najwyraźniej nie planowała z niego wyjść. Do tego wyglądała, jakby znała mojego ojca... Może wie, gdzie jest mama?
Podekscytowana uśmiechnęłam się niemrawo i lekko przejechałam łapką po niebiesko białym futrze kotki.
– Dzi-Dzień dobry! – Miauknęłam, unosząc łebek w górę, aby spotkać się z pytającym wzrokiem kotki. – Cz-Czy wiesz gdzie jest moja mama, Stokrotka? – Zapytałam, patrząc z nadzieją na znacznie większą ode mnie kotkę. – M-Masz na imię Mżący Przelot, prawda? – Zapytałam ponownie, przypominając sobie imię kotki, które słyszałam jeszcze niedawno od którejś z karmicielek.
Chociaż nie byłam pewna od której. Przymknęłam oczka, a po chwili dumnie przyjrzałam się kotce.
– Przyjaźnisz się ze Stokrotką? Czemu tutaj jesteś? – Zapytałam na jednym wydechu.

<Mżawko?>

03 listopada 2024

Od Perełki

Uważnym wzrokiem obserwowałam wszystkie koty w żłobku. Niektóre z nich bawiły się zabawką przyczepioną do sufitu, a inne zajęły się jakimś patykiem, czy przestarzałymi liśćmi, jeszcze z poprzedniej Pory Spadających Liści, o której opowiadała mi mama Stokrotka.
Zamrugałam kilkukrotnie zirytowana, z powodu słońca bijącego prosto w moje wrażliwe na światło oczka.
Oślepiona jego blaskiem, nie zauważyłam siedzącej obok mnie kotki. Kotewkowy Powiew. Przez mój grzbiet przeszedł dreszcz obaw. Kotka się do mnie odezwie?
Nerwowo przygładziłam językiem swoje futro na klatce piersiowej i odrobinę się skuliłam, aby być mnie widoczną, na co usłyszałem ciche prychnięcie ze strony karmicielki.
— Coś nie tak, Perełko? — miauknęła kotka, przyglądając się swoim pazurom, które nagle zaczęła czyścić jakimś drobnym patyczkiem, co wyglądało nawet odrobinę komicznie.
Pokręciłam głową na nie, kładąc głowę na łapach, przypatrując się futru kotki, które wręcz emanowało blaskiem od czystości i piękna. Schowałam głowę w swoich łapkach, mając ochotę cicho zaskomleć. Też bym chciała mieć takie ładne futro!
Czułam na sobie wzrok karmicielki, nie do końca wiedząc, co mam z tym faktem zrobić. Powinnam z nią porozmawiać? Może spytam jak dba o swoje futro? A co jeśli powie coś niemiłego na temat mojego?
— Perełko, dobrze się czujesz? — zapytała, widząc, że ciągle przyglądam się własnym łapom.
— Mhm! — odmruknęłam, siląc się na niewielki uśmiech. — J-Jak dbasz o swoje futro? — zapytałam, przylizując swoją pierś.
— Oh! — zdziwiła się kotka, otwierając oczy odrobinę szerzej.— Naprawdę cię to interesuje maluchu? — zapytała, lekko marszcząc nosek, jednak w geście wyglądającym na przyjazny.
— Ja... T-Też bym tak chciała! — miauknęłam, zdobywając się na więcej odwagi, lekko kiwając się na boki z nerwów.
Może w ten sposób kotka mnie polubi? Kotewkowy Powiew spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem, po czym się uśmiechnęła. Wyglądała na szczęśliwą, że ktoś interesuje się tym, co ona. W końcu nawet jeśli jestem jeszcze małym kociakiem, muszę dbać o siebie i o swoje futerko!
— Chcesz wiedzieć już teraz? — zapytała, a ja energicznie pokiwałam główką na tak, a kotka uśmiechnęła się nieco szerzej.
— No więc sekret głównie jest w tym co jem maluchu. Odżywiam się samymi rybami! Codziennie się rozciągam i medytuję. To właśnie to daje mi tak piękną sylwetkę, której inne koty nigdy nie będą mieć! — miauknęła, a ja odsunęłam się kawałek. Jest niemiła!
— Ty... Nigdy nie będziesz wyglądać tak dobrze. Główny problem jest w twoim futrze. Jest mało eleganckie! — rzuciła, przypatrując się mojemu futerku, a ja poczułam się nagle zaatakowana, przez co skuliłam się w sobie.
— P-Przepraszam — miauknęłam szeptem, a kotka oddaliła się ode mnie, aby porozmawiać z innym kotem.
Czy inne koty uważają, że jestem dziwna?


Event NPC: Kotewkowy Powiew

29 października 2024

Od Perełki

W trakcie wymiany mchu w legowiskach

Głośny pisk, który z siebie wydałam, musiał być słyszany zapewne w całym obozie. Ktoś ustał na mój ogon! Co za mysi móżdżek mógł skrzywdzić malutkie kocię!
Po chwili stwierdziłam, że nie byłam jedynym wrzeszczącym kotem, bo kocur, który ustał na mój ogon, był równie zaskoczony co i ja. Tyle tylko, że to nie on został właśnie wybudzony ze snu!
— M-Mysi móżdżku! — wymsknęło mi się. Ostatnio usłyszałam jak Kotewkowy Powiew nazywa tak jednego ucznia. Słowa wydawały się obraźliwe, a ja nie jestem jeszcze pewna, co tak naprawdę oznaczają.
— Wybacz maluchu! Tak bardzo cię przepraszam, nie chciałem zrobić ci krzywdy. Błagam, to nie moja wina, naprawdę zrobiłem to niechcący. Ja mogę zrobić co chcesz, mogę przynieść ci nawet zwierzynę, naprawdę zrobię wszystko! — odparł dwukolorowy kocur, najprawdopodobniej będący uczniem, a ja nieomal zaśmiałam się przez potok miauknięć, które się z niego wydobyły.
Uczeń o niebiesko białym futrze brzmiał na zdenerwowanego, jednak bardzo przyjaznego. Już sama ilość słów, które przed chwilą wypowiedział, wskazała na to, że kocur jest niesamowicie gadatliwy, ale i bardzo towarzyski. Gdybym tylko nie ja była kotką, na której ogon ustał, a byłaby to na przykład Kotewkowy Powiew lub choćby moja siostra Sztorm... To może rzeczywiście mogłabym się z nim dogadać. Chociaż... Im więcej miauczy kot, z którym rozmawiam, tym mniej muszę odzywać się ja!
Mimo to postanowiłam skorzystać z okazji i porozmawiać z kotem spoza żłobka. Skoro kocur sam zaczął, ja mogę poćwiczyć rozmowę z innymi! Zaczęłam nerwowo wbijać pazurki w podłoże, a chęć konwersacji skończyła się na tym, że ze stresu zabrakło mi powietrza. Do tego brak jednego oka kocura nagle zaczął wydawać się dziwnie straszny. Ciekawe co mu się z nim stało...
— Wszystko dobrze? Nic ci nie jest? Ogon jak? Jesteś zdrowa? Jak się czujesz? — zaczął pytać uczeń, z nerwów plącząc sobie język, gdy ja najzwyczajniej w świecie nie byłam w stanie wykrztusić z siebie ani słowa.
Po chwili udało mi się jednak wyrwać z tego dziwnego stanu, a mój wzrok spoczął na pomarańczowym oku kocura.
— W-Wszystko dobrze! — wycedziłam, sepleniąc, jak to mają w zwyczaju kocięta, przez zęby, w dalszym ciągu zdenerwowana na kocura. Całe szczęście, że ogon nie jest połamany! — P-Poza tym n-nie szkodzi. T-To był w-wypadek! — dodałam zdenerwowana, rozszarpując jakiś listek, przy pomocy ostrych pazurków.
— Jak masz na imię? Masz rodzeństwo? Jak się nazywają? Jak nazywa się twoja mama? Znasz moje imię? Jestem Siwa Łapa! Fajna ta zabawka na górze tutaj co nie? — miauczał, wymieniając przy tym jedno z legowisk karmicielki.
— P-Perełka... — zaczęłam nerwowo, myjąc swoje ucho.
— Śliczne imię! Opowiesz mi coś jeszcze o sobie? Albo o tym czy już poznałaś kogoś miłego z wojowników lub uczniów? A może poznałaś już jakiegoś starszego? — dodawał kolejne słowa, rozweselony, że z nim rozmawiałam, jednak futerko na moim grzbiecie ze słowa na słowo stawało się coraz bardziej najeżone. Ten kot nie pozwala nawet dojść mi do słowa! Nerwowo podrapałam się po jednej z łapek. Gdy kocur dostrzegł moją irytację, od razu się uciszył.
— M-Moja mama to B-Baśniowa Stokrotka... Sz-Sztorm i-i Plusk to moje r-rodzeństwo. Nie r-rozmawiałam jeszcze z nikim spoza żłobka! — odparłam na jednym wydechu, korzystając z ciszy ze strony kota.
— Kojarzę Baśniową Stokrotkę! — miauknął zadowolony, na szybko rzucając okiem na kremowobiałe, pręgowane futerko mojej mamy. — Co prawda raczej tylko z widzenia, ale często mijałem ją, przechadzając się po obozie! — dodał podekscytowany.
— Jest bardzo miłą kotką! Uwielbiam swoją mamę – wyrwałam nagle. Dziwnym trafem zawsze, gdy jest mowa o mojej rodzinie, rozmowa staje się o wiele łatwiejsza. W końcu oni są tym, co kocham! Nawet jeśli nie znam ich jeszcze za dobrze, to i tak czuję z nimi głęboką więź. W końcu wszyscy mamy ze sobą coś wspólnego.
— A j-jak nazywa się twoja? — zapytałam trzęsącym się z nerwów głosem. Ciężko jest się odzywać, będąc kociakiem, a co dopiero, gdy ja po prostu się boję!
— Ja nie mam mamy! — miauknął, uśmiechając się szeroko. —Mam tylko tatę Wodnikowe Wzgórze. Swoją drogą to właśnie on jest moim mentorem! — mruknął, myjąc przez moment swój pyszczek.
— Przesuń się. Pozwól, że zmienię to legowisko Perełko! — miauknął, najwyraźniej próbując dobrać mi jak najlepszą ściółkę, co było całkiem miłe z jego strony. Kiedy tylko usłyszałam jego polecenie, odskoczyłam kawałek dalej, przyglądając się zabawce zwisającej z sufitu. Ciekawe... Czy zepsucie jej jest możliwe? Ja jeszcze nie dosięgam tak wysoko, aby móc ją zepsuć... A sądząc po tym jak niewielka jestem, pewnie mogłabym to zrobić dopiero jako uczeń.
Czy rozmowa z tym kotem oznacza, że poznałam już nowego kota? Z ekscytacji poruszyłam swoimi wibrysikami. Obserwowałam w ciszy, jak kocur wymienia mech, na którym śpię wraz ze swoją mamą i rodzeństwem. To miłe ze strony uczniów, że robią to za nas, nawet jeśli są to tylko zadania od ich mentorów.
Rozejrzałam się po żłobku, aby po chwili stwierdzić, że legowisko Stokrotki było ostatnim z czyszczonych przed ucznia. Spojrzałam na niego z łagodnym uśmiechem na pyszczku.
— Mam n-nadzieję, że jeszcze kiedyś pogadamy! Może będziemy razem na jakimś patrolu, o których tyle opowiadała mi Stokrotka? — miauknęłam zadowolona z rozmowy.
— Ja także mam taką nadzieję mała Perełko! Dbaj o siebie i o swoje rodzeństwo. Nawet jeśli to ty jesteś najmniejsza, musisz ich zawsze pilnować! Pamiętaj o tym. No i... Postaraj się z kimś porozmawiać i znajdź jakąś koleżankę! — miauknął, zabierając ze sobą stary mech z legowiska, na odchodne jeszcze uśmiechając się w moją stronę.
Nawet jeśli brak oka kocura wydaje się straszny, a jego gadulstwo jest irytujące, jest naprawdę przyjazny. Chętnie jeszcze kiedyś z nim porozmawiam! O ile tylko tego zechce...

Chwilę po rozmowie

Obejrzałam wszystkie zebrane w żłobku koty. Po chwili zauważyłam swoje rodzeństwo bawiące się jakimś listkiem. Czemu jestem jedynym kociakiem, który nie bawi się tak jak reszta? Czy to właśnie to jest powodem, dla którego mam problemy z rozmawianiem?
Spojrzałam na patyk na podłodze i zaczęłam się nim bawić. Dlaczego nikt nie chce się ze mną bawić? Czy zrobiłam coś nie tak? Coś jest nie tak z moim futrem? Polizałam się po piersi, a następnie umyłam własne uszka. Moje futro powinno być nieskazitelne! W końcu niemal ciągle myje je Stokrotka. To może problem jest w czymś innym. Tylko w czym…?

npc: Siwa Łapa.

Od Perełki

Mój piękny sen o świecie na zewnątrz, a dokładniej o tym jak może wyglądać on poza żłobkiem w trakcie Pory Zielonych Liści, właśnie został przerwany. Któreś z rodzeństwa musiało najwyraźniej mnie kopnąć podczas własnego koszmaru. Mogłabym dać nawet uciąć sobie te niewielkie, puchate łapki, że był to Plusk. On wiecznie ma za dużo energii! Skąd on ją bierze?
Podrapałam się za uchem, ostrożnie rozglądając po całym żłobku. Nic ciekawego. Kocięta śpiące obok własnych matek, niezwykle cichy szum wiatru i ta błoga cisza, która następuje w momencie, w którym wszyscy zapadają w sen. To uczucie jest takie ekscytujące! Zdecydowanie uwielbiam, gdy w klanie jest spokój. Z pewnością nie jestem jedynym kotem, który to ceni! Weźmy choćby mojego brata. Często pcha własne łapy tam, gdzie być go zdecydowanie nie powinno. Ze mną Baśniowa Stokrotka ma zdecydowanie najmniej problemów. Jest ona bardzo dobrą i najwyraźniej kochającą swoje kocięta karmicielką. Cieszę się, że to właśnie ja jestem jej córką!
W momencie, w którym zaczęło mi się robić zbyt ciepło przy futrach rodzeństwa i matki, wygramoliłam się, próbując ustać na własnych łapach. Było to dosyć ciężkie, biorąc pod uwagę, że umiem to dopiero od niedawna. Tak samo z mową. Mam duży problem w wypowiadaniu trudniejszych słów... Jednak wystarczy, że poczekam jeszcze trochę i na pewno będę mówiła tak jak mama!
Zdecydowałam się na niewielki spacerek po żłobku. Łapy niemal aż mnie swędziały, aby pochodzić, co po prostu postanowiłam zrobić. Nie sądziłam, że będzie to miało szkodliwe skutki. Już po kilku krokach poczułam czyjś ogon pod swoimi łapkami. Gdy tylko spojrzałam na kotkę, która była ofiarą mojego niechcianego czynu, moje futro odrobinę się zjeżyło, co sprawiło, że nieomal upadłam na własny pyszczek.
Klan Gwiazdy chciał zapewne dorzucić mi nieprzyjemną sytuację na sam koniec dnia, gdyż kotką tą był nie kto inny jak Kotewkowy Powiew. Zastanawiałam się co, tak naprawdę, ona tutaj robi. Czy ona ma jakieś kocięta, że ot, tak bezkarnie wędruje codziennie po żłobku? A może po prostu nie nadaje się do pomocy jako wojowniczka? To nie tak, że nią dalej jest? Nie rozumiem... Zmarszczyłam nosek na tę myśl.
Moje rozmyślania nie trwały jednak długo, bo już po chwili poczułam czyjeś pacnięcie w lewe ucho.
— Może byś tak trochę uważała co? Ubrudziłaś mi futro — burknęła białoczarna kotka, myjąc starannie swój ogon.
Opuściłam głowę i spojrzałam w bok, mając nadzieję, że w ten sposób będę w stanie zniknąć i na nowo pojawić się przy matce. Skoro zrobiłam coś nie tak, oznaczać to będzie przymus, aby przeprosić. A przeprosiny oznaczają rozmowę! Wzdrygnęłam się na myśl o tym co mogłaby powiedzieć kotka, która jeszcze wczoraj skomentowała moje futro jako "mało schludne". Cokolwiek to oczywiście miało oznaczać!
— P-Przepraszam! — miauknęłam niewyraźnym, piskliwym głosikiem. Przy rozmowach z innymi strasznie zjadają mnie nerwy!
— Nie przepraszaj, tylko następnym razem po prostu uważaj. Kociaki nie powinny ot, tak chodzić o tej porze po legowisku — odparła kotka, kładąc pyszczek na przednich łapach, aby ponownie zapaść w sen.
Kiedy tylko usłyszałam, że oddech kotki się wyrównuje, odetchnęłam z ulgą. Przez zwrócenie mi uwagi przez kotkę poczułam się bardzo spięta. Do tego stopnia, że podczas rozmowy bałam się nawet choćby oddychać. Teraz czułam, jakby wszystko wróciło na swoje miejsce, a moje łapy znowu miały zdolność chodzenia. Wykorzystałam to więc i ułożyłam się do snu w innej części żłobka, mając nadzieję na to, że szybko zapadnę w sen. To pierwszy raz, gdy zasypiam, nie będąc wtulona w Baśniową Stokrotkę, jednak z powodu przyjemnego, otaczającego mnie wieczornego chłodu, udało mi się to bardzo szybko.

npc: Kotewkowy Powiew