BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leśny Pożar x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leśny Pożar x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Pszczółki(Leśnego Pożaru)

Skrzywiła się nieznacznie, wzmacniając nacisk swych łap na podłoże. Arogancka postawa młodego ucznia wzbudzała w niej to, od czego zawsze się broniła. Denerwowała się, a z tyłu głowy życzyła mu więcej wpadek, aby przez coraz to liczniejsze kary nabrał pokory. Jedyne co by jej w tym jednak nie pasowało to fakt, iż jego ciągła obecność w żłóbku utrudniałby jej odsunięcie go od Jelonka.
— To może powiesz, czego oczekujesz w tej sytuacji? Inteligentne dziecię jesteś, więc wiesz dobrze, że niezależnie od tego, jaka była prawda, jesteś uznawany za winnego.  —  Nie zabrzmiało to sprawiedliwe, ale realiów nie da się zmienić. To było pewne, że mając do wyboru typowego rozrabiakę i spokojnego kocura, uwierzy się prędzej w wersję wydarzeń tego drugiego.  — Ale co byś zrobił, żeby chociaż wrócić do roli ucznia? — spytała, znużona jego ciągłą zgryźliwością.  Nie była cudotwórcą, a tym bardziej, gdy dogadania się z liderką graniczyło z cudem.  Nawet jeśli w tej sprawie nie był głównym sprawcą, to miał już swoje za uszami i znany był bardziej jako negatywna osoba, aniżeli ktoś bezgranicznie dobry. Nie rozumiała więc jego bulwersu i próby zrobienia z siebie nagle złotego dziecka.
Chciała pokoju dla wszystkich, ale cierpliwość przy takich jak on, całkowicie z niej umykała.
— A co mogę zrobić? — odbił. Wiedziała, że pytanie dzieciaka o takie rzeczy nie świadczyło o niej najlepiej, ale zamierzała próbować wszystkiego, co pomoże zakończyć im tę nieszczęsną rozmowę. Wciąż był nierozsądny i zagubiony, jeszcze wiele życia przed nim, a ta sytuacja zmuszała go jedynie do podjęcia decyzji, do których jeszcze nie dorósł. — Przeprosiłem już Zwęglonego Kamienia, jego partner może to potwierdzić — rzucił, krzywiąc pysk. — Nie rozumiem, czego jeszcze możecie oczekiwać. Mam wyrzec się matki? Ojca? O to wam chodzi? A może mam się dać wykastrować, jak Węgiel, by poczuć jego ból, hm? — Uniósł brwi, odwracając się do kotki. — Co jeszcze przeżył ten biedak, o czym Kamień mi wspominała... niesprawiedliwość liderki już znam, więc to możemy sobie oszczędzić.
Ugryzła się w język. Zejdzie zaraz do niskiego poziomu, ale kusiło ją, aby nie oszczędzać na szczerości.
— Gadasz tak, jakbym miała się z tej "niesprawiedliwości" rozkleić po twoich słowach, pobiec do Kamień i błagać ją o przebaczenie dla ciebie — burknęła, odwracając się, by powstrzymać widoczną na jej pysku irytację. Pożar zdecydowanie był gorszą wersją swego ojca. — Nikogo nie musisz się wyrzekać. Na pewno lepiej by było, gdybyś spokojniej zniósł to wszystko, zamiast obrażać się na cały świat jak zbuntowany dzieciak w czasie dorastania — mruknęła. — Oh, przepraszam. Zapomniałam, że ty nim jesteś — palnęła, a potem zamknęła gwałtownie pysk, zastanawiając się, co ją skłoniło do tych słów. To nie było w jej stylu, powinna być w swym podejściu neutralna. Rudzielec ją psuł.
— A ty za to gadasz tak, jakbyś nie była zastępczynią. Myślałem, że możecie więcej robić niż siedzieć w kociarni i niańczyć dzieciaki — prychnął, wywracając oczami. Puściła tę uwagę mimo uszu. Robił to specjalnie. Gdyby zależało mu na powrocie do treningów, nie zaczepiałby jej w ten sposób. — Dziwne, od Kamień słyszałem zupełnie coś innego — miauknął jedynie, wbijając w nią pełne oskarżeń spojrzenie. — Owszem, jestem dorastającym dzieciakiem, którego zamknęłyście w żłobku z jeszcze młodszymi maluchami. Myślicie, że jak to wpłynie na mój rozwój? Brak kontaktu z rówieśnikami, brak treningów ruchowych... a może taki był wasz plan, co? Upośledzić mnie po cichu? Żeby matka się mnie wstydziła, a ojciec musiał patrzeć na moje porażki?
Westchnęła. Zaczynał dramatyzować i to na siłę. Nie mogła być pewna, co mu w głowie siedzi, ale podejrzewała, że on sam coraz bardziej ma gdzieś tę sprawę i tylko próbuje wmówić jej, jaka to ona nie jest okrutna, zgadzając się na to wszystko.
— Nie rób z nas tyranek, nikomu nic takiego nawet do głowy by nie przyszło — oświadczyła, ponownie wyciszając się. Była oazą spokoju. Nieskazitelnie czystym kwiatkiem na środku wielkiej i kolorowej łąki. — Nie martw się o swoje towarzystwo, jest odpowiednio dobrane do twojej mentalności.
Najeżył się. Tygrys wiedziała, że mogła darować sobie taką wstawkę, ale nie czuła się ostatecznie aż tak źle z faktem, że powiedziała to na głos.
— Miło, że dorosła postanowiła obrażać tego zbuntowanego dzieciaka tylko przez jego cięty język — zamruczał z kpiącym uśmiechem. Jego cała postura w jej mniemaniu była sprzeczna wobec tego, co mówił. Wyglądał na zbyt zadowolonego z siebie jak na kogoś, kto był w tak kiepskiej sytuacji.
— Nie obrażam cię, tylko stwierdzam fakty — odparła łagodnie, odwracając się do niego tyłem. Czas odejść, bo zaraz utraci pokłady spokoju, które kiedyś wydawały jej się nieskończone. — Jeśli sam tego nie dostrzegasz, to najwyraźniej dobrze, że tu trafiłeś — dodała, mając nadzieję, że to zakończy rozmowę. Jego głośny wdech uświadomił ją, że nie miała racji.
— Co nie zmienia faktu, że twój "fakt" nie powinien ci się wywinąć z pyska jako kotce o wyższej pozycji, większej władzy. — Nie musiała patrzeć na niego, by wiedzieć, jaki widok zastanie. Na pewno się uśmiechał. I to tak perfidnie. — Słuchaj, wiem, że mnie tu nie chcesz. Niszczę ci wspaniały obrazek tej jakże pięknej chwili młodych kociaków z matką, o którym być może marzyłaś, być może nie, nie moja sprawa. Pytasz się, jak mi się tu podoba, po czym denerwujesz się, że szczerze ci odpowiadam. Czego oczekiwałaś? A może chciałaś się popastwić nade mną, jak Węgiel, a potem zauważyłaś, że nie wyjdzie i się denerwujesz? Myślisz, że nie zauważyłem zmiany w twoim nastawieniu? — Z lekka ją to zaciekawiło. Nie starała się specjalnie kryć swojej niechęci, ale i nie próbowała być przesadnie miła. — Jesteś świadoma, że w każdej chwili możesz iść rozmawiać z Kamienną Gwiazdą o zmianie mojej kary. Jesteś zastępcą, dobry lider weźmie twoje zdanie pod wgląd. Rozwiązałoby to twój problem. Nie siedziałbym z twoimi dzieciakami, nie bawił się, nie rozmawiał, bo bym trenował poza obozem, a ty byś mogła w spokoju zajmować się swoimi pociechami — wytłumaczył. Gdyby tylko wiedział, że czarna wcale jej nie słucha, na pewno znalazłby na nią masę obraźliwych zwrotów. — Więc? Czemu tego nie robisz? Czemu upierasz się, że nie możesz nic zrobić? Boisz się Kamiennej Gwiazdy? Czy nie jesteś na tyle pewna swojej pozycji, że wolisz siedzieć cicho, z zaciśniętym pyskiem i denerwować się te dwa księżyce? Naprawdę wolisz, żeby moja kara przeszła w ten sposób też na ciebie? — mruczał.
Zaszczyciła go spojrzeniem. Im więcej mówił, a ona dokładniej analizowała jego słowa, tym więcej zaczynała rozumieć. Zdradził swoją metodę postępowanie. Łatwiej było jej się opanować, kiedy rozgryzła jego taktykę i zrozumiała sposób, w jaki myślał. Może i on przejrzał ją na samym początku, ale teraz i ona była pewna, co tak naprawdę skrywa się w jego wnętrzu.
Czyste zło.
— Powiedziałam ci już wszystko, co sądzę o tej sprawie, a ty uparcie powtarzasz jedno i to samo. Naprodukowałeś się, jakby nadmiar słów wyrzuconych z twojego pyska miał zrobić na mnie wrażenie i sprawić nie wiadomo co, bylebyś ty coś na tym ugrał. Rozumiem doskonale, o co ci chodzi i do czego zmierzasz, ale bardziej niż zmienić moje zdanie, to zachęcasz mnie do zaczęcia ignorowania ciebie. Moja pozycja nie zmienia faktu, że jestem też zwykłym kotem. Takim samym jak ty, który ma swój rozum i swoje uczucia. Próbujesz sprowokować mnie, zarzucasz mi celowe utrudnianie ci życia, gdzie moja ingerencja w twoją karę nie istniała. Mówiłam wcześniej, że gdyby ode mnie to zależało, skończyłbyś inaczej. I nawet, jeśli twoja obecność mi tu nie odpowiada, przeboleje ją. Bo dobry zastępca szanuję każdego kota z klanu, wykazuje się także cierpliwością i zrozumieniem. Jeśli najdzie mnie ochota, to porozmawiam z Kamień na twój temat. Teraz jednak liczy się i twoje wychowanie, więc jeśli trochę tu posiedzisz, nabawisz się, chociaż pokory i zrozumiesz, że twoje zachowanie bywa szczeniackie. Miłego dnia, Pożarze — skwitowała. Wiedziała, że to nie koniec. Nie miała gdzie wybyć, mając dwójkę kociąt do opieki. A i nie mogła dać po sobie poznać, że w jakimkolwiek stopniu przejmuje się tą sprawą. W jednym miał rację, była dorosła i powinna dawać dobry przykład. Zniesie jego towarzystwo, a potem wszystko powróci do normalności.
— Gdzie był twój szacunek, cierpliwość i zrozumienie podczas obrażania mnie swoimi faktami, hm? — mruknął. Wbiła w niego pełen powagi wzrok. Dalej drążył jeden i ten sam temat. — Ale cóż, Jelonek wygląda na samotnego. Skoro przebolejesz moją obecność, tobie również życzę miłego dnia — rzucił niespodziewanie, czym totalnie zbił ją z tropu. Poddał się?
Chciała go zignorować. Co prawda nie mogła wiecznie nie zwracać na niego uwagi, tym bardziej, gdy nabył niepokojącej więzi z jej synem, ale w tym momencie dla własnego dobra potrzebowała się od niego odsunąć.
W żadnym miejscu go nie obraziła, znowu zaczynał przeinaczać rzeczywistość.
Cofnęła się do swoich dzieciaków i spojrzała przelotnie na Pożara. Zdecydowanie był gorszy niż jego ojciec. Z Żarem łatwiej było rozmawiać przez wzgląd na jego stan emocjonalny. Wiedziała, jak do niego podejść, bo rozumiała ból, który czuł.
Za to ten tutaj to tylko zarozumiałość zbita w rudą kulę futra. Nieustannie zarzucał ją bredniami, jakby miała od tego zmienić swoje zdanie.
Nie chciała go tu i wiedziała, że prędzej czy później — choć możliwe chciała jak najszybciej — będzie musiała się go stąd pozbyć.

***

Jej łapy przekroczyły próg legowiska. Nie starała się o ciche stąpanie po ziemi, wręcz przeciwnie. Chciała być słyszalna, a już szczególnie potrzebowała przykuć uwagę jednego, konkretnego osobnika. Klan Burzy pomimo pozornego zażegnania rasizmu, wciąż charakteryzował się obecnością dużej ilości kotów o rudym futrze. I dlatego też znalezienie kogoś o ognistej barwie sierści, w morzu identycznie wyglądających wojowników, graniczyło momentami z cudem.
— Leśny Pożarze — odezwała się na tyle głośno, by każdy, kto tu był, mógł usłyszeć jej głos.
Niektórzy spojrzeli na nią z zainteresowaniem. Nic nie mówiąc, zmrużyli oczy i albo skinęli głowami, albo olali ją. Sama tylko w przelocie zwróciła na nich uwagę, a potem wypuściła ze świstem trzymane w płucach od dłużej chwili powietrze i zatrzymała swój wzrok na odwróconej do niej plecami sylwetce.
Tak. To był ten, którego szukała.
Obeszła go i zmusiła w pewien sposób, by nie miał szans na wymówki w stylu "Nie słyszałem cię, nie widziałem cię". Nawet jeśli głowę miał pochyloną w dół, to musiał ją dostrzec.
— Chodź za mną — poleciła, prostując uszy, na pomruki zainteresowania pozostałych. Wszyscy wiedzieli, że Jeleni Puch zaginął. Ale nikt nie miał odwagi o tym mówić, a przynajmniej nie przy niej. Zdążyła już zorientować się w opinii innych i podzieliła ich na parę grup. Cześć uważała, że sam uciekł, drudzy, że zabił go zdziczały pies, a jeszcze inni uznali, że coś go porwało. Z tych wszystkich opcji tylko pierwsza by ją uspokajała, choć i tak nie potrafiła znaleźć sensownego argumentu, dla którego miałby powód do opuszczenia ich terenów.
Pożar o dziwo nie wahał się. Pomimo przemilczenia jej słów, ruszył za nią. Gdyby był to ktokolwiek inny, niż on, spojrzałaby na niego z wdzięcznością. Biorąc jednak pod uwagę fakt, ile napsuł jej krwi, nie zaszczyciła go żadnym gestem. Zadarła wysoko pysk i skierowała się w stronę wyjścia poza obóz.
— Jeśli próbujesz zaprowadzić mnie na koniec świata i zabić, bo twój syn zaginął, to wiedz, że nie mam nic z tym wspólnego — rzucił, zatrzymując się.
Skuliła uszy i ugryzła własny język. Nie mogła się tak zachowywać, niezależnie od tego, jak bardzo za nim nie przepadała. Z tyłu głowy stale tkwiła jej jedna formułka.
Była zastępczynią. Ta funkcja wymagała od niej minimalnego szacunku do każdego kota w klanie.
— Ale to ty spędzałeś z nim najwięcej czasu — zauważył, przelotnie ogarniając wzrokiem okolice. Pora Zielonych Liści zagościła u nich na dobre i tylko nadmiar opadów przypominał o tym, że zaraz nastąpią chłodniejsze dni, a drzewa przybiorą barwy czerwieni, pomarańczy i żółci.
— Mimo to...
— Gdyby chciał uciec, to na pewno by ci coś powiedział. Nie cierpię tego mówić, ale ci ufał. Byłeś i może dalej jesteś jego wzorem do naśladowania i z pewnością zwierzał ci się ze wszystkiego. Mi nie — przyznała, kryjąc żal. — Mnie nie chciał martwić. A teraz jego nieobecność martwi mnie najbardziej. Leśny  Pożarze — wymówiła to imię po raz kolejny, wkładając w swój głos pełną powagę. Nie uśmiechnęła się. Czuła się słabo. — Proszę cię, zdradź mi, czy coś ci powiedział, nim odszedł?
Mimowolnie zadrżała na dźwięk własnych słów. "Odszedł" - brzmiała tak, jakby zakładała, że umarł. Bo gdzie miałby uciec? Do innego klanu? Wtedy mógłby się zjawić na zgromadzeniu, ale nigdzie go nie widziała. A żaden z liderów ani stojących blisko skały wojowników, nie rozmawiał o nowym kocie w ich szeregach.
Nikt nigdy nie mówił, że bycie rodzicem jest proste. Ale i nikt nie mógł jej ostrzec, że nic nie zrani matczynego serca bardziej, niż brak wiedzy o stanie swojego — nawet dorosłego — dziecka.

<Pożar?>

12 listopada 2022

Od Pszczółki (Leśnego Pożaru) CD. Tygrysiej Smugi

Futro na jego karku zjeżyło się nieznacznie. Spojrzał na kotkę z niezadowoleniem, by ostentacyjnie odwrócić łeb i wywrócić oczami, okazując swoją wdzięczność za "pomoc", którą otrzymał. Zachowanie kocicy w jego oczach było co najmniej żałosne. Tyle się nastarał, żeby dostać jakieś półsłówka i sztuczne wyrazy współczucia. Skrzywieniem nosa znów zdradził po sobie podirytowanie.
— Postaram się — mruknął lakonicznie, z jadem w oczach wbijając spojrzenie we własne łapy. Uniósł zaraz łeb, długim ruchem zwracając się do Tygrys, chcąc spróbować jeszcze czegoś. — Ale proszę mi chociaż powiedzieć jedno. Naprawdę myśli Pani, że karanie kota, za coś, co zrobił jak ledwo umiał chodzić, jeszcze gdy miał złamaną łapę, po tym, jak porwał i skrzywdził go więzień jest słuszne? Naprawdę? Czy cofnięto mnie do rangi kociaka rzeczywiście za to, czy miał na to wpływ, no nie wiem, mojego koloru futra? Albo pochodzenia?
— Oczywiście, że tylko i wyłącznie za to — odezwała się natychmiastowo, zdradzając kocurowi tylko to, że miała wbitą to nieszczerą odpowiedź w pamięć. Język tylko wypluł to, co Kamienna Gwiazda kazała mu wyrzucić. — To nie ma nic wspólnego z twoim futrem bądź rodziną, naprawdę. Po prostu... Powiedzmy, że to taka nauczka po latach, która ma cię tylko uświadomić, że to, co stało się przez ciebie z Węglem, nie było niczym dobrym.
— Tylko uświadomić? — wyrzucił zaraz z cichym, zirytowanym parsknięciem. Pokręcił głową, zagryzając zawistnie zęby. — Więc dlatego opóźnia mój trening, niszczy mój obraz w Klanie i upokarza mnie? — po tej całej szopce zaczęły mu puszczać nerwy. Mimo spokojnego tonu, w jego głosie można było usłyszeć raz po raz nerwowe drżenie. Sam to słyszał. Przełknął więc ślinę, mając nadzieję, że to pomoże. — Czekam tylko, aż twoja córeczka za coś dostanie. Będę wtedy tylko patrzył i przypominał, że to tylko taka nauczka. Nie ważne, czy dostanie ją sprawiedliwie czy nie. To przecież tylko taka nauczka po latach, nieprawdaż?
— Ja swoją córkę akurat pilnuje i nigdy nie dopuści się czegoś, co miałoby skrzywdzić innego kota — burknęła podirytowana. — Ciebie za to mogła lepiej pilnować twoja matka. Proszę, gdzie była, gdy zostałeś karany? Dlaczego nie przyszła chociaż spróbować wytłumaczy Kamiennej Gwieździe, że byłeś takim niewinnym dzieckiem? Nie musi siedzieć cały czas w legowisku uczniowskim, mogła wyjść chociaż zaingerować. Wiń też innych, bo za dużo mówisz i za dużo kręcisz, zamiast szukać czegoś, co rzeczywiście udowodni, że byłeś i jesteś grzeczny — rzekła. — Przeszłości nie zmienisz, więc naucz się z nią żyć.
— Skąd wiesz, że tego nie zrobiła? Albo nawet jeśli nie, to może wie, że jak tylko Kamienna Gwiazda usłyszy jej głos, cofnie ją, tak jak mojego ojca, do żłobka? Wzięłaś coś takiego pod uwagę? — uniósł brew, przekręcając łeb. — Kamienna mi nie uwierzy, nawet jakbym jej przyprowadził orszak moich znajomych. Wiesz dlaczego? Bo nikogo oprócz mnie i Węgla w żłobku nie było. A chcesz kolejny powód? Wszyscy są rudzi. Nie ważne, co powiemy, ona zawsze będzie wierzyć swojemu ukochanemu Węgielkowi - mówił coraz szybciej, aż w końcu z jego pyska wydarło się warknięcie. Walnął ogonem o ziemię, rozeźlony. Lisie łajno miało czelność wspomnieć o jego matce. Już i tak powstrzymywał się od wytknięcia kotce takie dobre pilnowanie Diament, że ta najpierw, jak to ładnie mu powiedziała, rozpierdoliła legowisko Kamień, a potem do niego nasrała. Ruda skrzywiła się, dając Pszczółce satysfakcję z doboru słów. Chciał dobrać się do jej skóry, wbijać szpileczki, tak, by dobrze zapamiętała ten moment. Liczył, że wtedy zrozumie, że to wina Kamień i że gdyby nie ona, takiej rozmowy nawet by nie było. Zastępczyni wzięła jednak wdech, kontynuując swój monotonny wywód, próbując utrzymać niewzruszoną maskę.
— I to jest właśnie problem. Byliście tam tylko wy. Okey, może zaprzeczę temu, co wcześniej mówiłam, ale Kamień bardziej ufa Węglowi i nic dziwnego, że to jego słowom zaufała. Może i było to niesprawiedliwe, ale i mi trudno uwierzyć, że jesteś taki niewinny. I nie dlatego, że twój ojciec był zły. On się chociaż stara i rzeczywiście widzę, że intencje czasami ma dobrze. A ty ze swoimi odżywkami wydajesz się gorszy od niego — stwierdziła szczerze.
— 3 księżycowy bachor winny złu wszechświata. Gratuluję punktu widzenia — już dawno zaczęło go zastanawiać, czy tylko on w tym klanie był na tyle inteligentny, że to widział? Poza tym, wciąż utrzymywał, że nie zrobił nic złego. — Cóż, w takim razie będę się bawić z kociakami, skoro tylko do tego się nadaję waszym zdaniem. Dziękuję za wiarę, pani zastępczyni — prychnął, gotowy wstać i przenieść się w drugi kąt żłobka.
— Słuchaj. — Wzięła głęboki wdech, co przykuło uwagę kocura. — Ja też bym wolała, żebyś jednak został uczniem, który przyjął po prostu karne imię i ma więcej obowiązków. Byłoby to pożyteczniejsze, więcej byś trenował, bardziej się męczył i to by zawsze było lepszą nauką. Tak to tracisz czas — burknęła.
— Ktoś to przynajmniej rozumie — prychnął niemalże pobłażliwie, wiedząc, że kotka albo blefuje, albo ma dość ich sprzeczki. Dobrze też wiedział, że mały móżdżek Kamiennej Agonii nie potrafi pojąć takiej opcji. — Cudownie, że mogę zrobić cokolwiek z tą informacją. Kamienna Gwiazda i tak mnie nie posłucha, bo dla niej moje słowa nic nie znaczą. — Mruknął, co spotkało się z kolejnym westchnięciem ze strony Tygrysiej Smugi.
— Przykro mi, ale mało co z tym mogę zrobić. Okey, może jest trochę do ciebie uprzedzona — mruknęła niechętnie — i dlatego przekonanie jej jest prawie że niemożliwe.
— A żeby tylko trochę — burknął, wywracając oczami. — Czekam na dożywocie za ukończenie treningu na wojownika, bo przecież wtedy będę mógł wychodzić sam z obozu. Nierudy złamie sobie łapę podczas wyjścia i od razu podejrzenia będą na mnie, bo nasza liderka jest do mnie "trochę uprzedzona".
— Bez przesady — odparła delikatnie. — Nie będziesz dawał jej powodów do podejrzeń, to nic się nie stanie. Kamień myśleć potrafi, zrozumie, że twój jeden wybryk z kocięcych czasów nie świadczy o twoim zachowaniu na całe życie. W końcu kiedyś dojrzejesz.
— Tak, a ona na pewno to zobaczy —  mruknął, prostując się. —  Już to widzę. Znowu komuś się coś przypomni i wyląduję tu z powrotem, nie ważne za co. Gdyby Kamień taka nie była, to bym tu nie siedział, a trenował 3 razy tyle co reszta, żeby wydojrzeć, nie uważasz?
— Kamień nie będzie żyć wiecznie — zauważyła. To wiedział. I życzył jej szybkiego kopnięcia w kalendarz. — Ale teraz z zażaleniami biegaj do niej. Jest uparta i jej racji nawet cały klan zebrany by nie zmienił. W niczym ci nie mogę pomóc, przykro mi — powtórzyła po raz kolejny w czasie ich rozmowy to puste wyrażenie.
— Więc po coś pytała? — odburknął kotce, poniekąd znudzony. — Widzę, że razem z Kamień lubicie dawać płonne nadzieje. Nic dziwnego, że się dogadujecie — rzucił, tylko i wyłącznie żeby napsuć kotce krwi. Być może i miał nadzieję, że zastępczyni okaże się rozsądniejsza niż ich głupia liderka, ale nieźle się dobrały. Jak grochem o ścianę, do obu nic nie docierało.

< Tygrys? >

10 listopada 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Pszczółki(Leśnego Pożaru)

bardzo dawno
Skrzywiła się mimowolnie, bo rzucane nieustannie przez rudego oskarżenia w pewnym stopniu zaczynały działać jej na nerwy. A z jej łagodnym obliczem i spokojnym do wszelkich spraw podejściem, wydawało się to wręcz absurdalne. Uniosła wyżej pysk, patrząc młodego beznamiętnie. Jako zastępczyni musiała zachować jakikolwiek profesjonalizm i podejść do całej tej sprawy sprawiedliwiej.
— Ciężko mi uwierzyć, by ktoś taki Zwęglony Kamień podniósł łapę na bezbronne kocię. To by było złamanie kodeksu wojownika i powinieneś to zgłosić równo z dniem, w którym się to zdarzyło. Co cię od tego powstrzymywało? Wolałeś zniszczyć mu życie groźbami, zamiast spróbować załatwić ten problem we właściwy sposób? — spytała. — Słuchaj Pszczół... Pożarze — poprawiła się, żeby chociaż na czas dyskusji zyskać jego sympatię. — Wydajesz się rozsądny, więc może i spróbuj się tak bardziej zachowywać? Bardzo chętnie szepnę Kamiennej miłe słówka na twój temat, tylko daj mi do tego powód.
Jego pomarańczowe ślepia wypełniła pustka. Taka, która natychmiastowo zasugerowała jej, że powiedziała coś nie tak i zaraz jej własne słowa zostaną wykorzystane przeciw niej. A sama nawet nie była zadowolona z tego, jaka kara została nałożona na ucznia. Zawadzał jej swoją obecnością i powodował drżenie sierści na karku.
— Trzy. Księżyce — powiedział głośno i wyraźnie. — Nie wiedziałem, że to złamanie kodeksu. A jak chciałem powiedzieć mamie, to Węgiel mnie zatrzymał. To była ta wielka groźba. "Powiem mamie". Nie będę przepraszać za to, że ten się tego przestraszył — wywrócił oczami, nie zmieniając wyrazu pyska. — Mam się zachowywać rozsądnie, mówisz? Odkąd jestem uczniem, siedzę cicho, prawie cały czas trenuję albo spędzam czas z siostrą i matką. Czy to zachowanie nie jest rozsądne? Kamienna Gwiazda, cofając mnie do rangi kociaka, niemalże narzuca mi to, że mam się cofnąć w rozwoju. Owszem, mogę się tak zachowywać, jednak wątpię, że komukolwiek wyszłoby to na dobre.
Westchnęła. Ciężko było stwierdzić, czy kocur jest szczery, czy to mały, podły manipulant.
Była bardziej skłonna uwierzyć drugiej wersji, ale nie powiedziała tego wprost. Wydawał się cwany, co sprawiało, że nie umiała wyobrazić go sobie jako głupie kocię. Według niej od początku był zaradną istotą i gdyby tylko chciał, mógłby wpaść na coś znacznie inteligentniejszego niż jego ówcześni rówieśnicy.
Musiała być jednak miła, by gdy przyjdzie czas jej kadencji, uniknie zbędnych wrogów. Bo tych, którzy stanowią największe wrzody na dupie, śmierć zabiera ostatnia. Czuła, że z nim będzie użerać się aż do własnego końca.
— Słuchaj, w takim przypadku naprawdę przykro mi. Musisz jednak wiedzieć, że nie mając innych świadków ciężko jest uwierzyć w twoją niewinność. Najwyraźniej trzeba będzie Kamienną Gwiazdę przekonać do ciebie. Posiedź tu, chociaż księżyc i nie zmajstruj nic przez ten czas, a pogadam z nią i wrócisz do normalności — zagwarantowała, choć wiedziała, że ten okres czasu będzie jej się niezwykle dłużył. — Cieszę się, że ładnie bawisz się z moim synem, więc będzie to informacja na plus — dodała niechętnie, bo ich znajomość bardzo jej się nie podobała. Taki duet zwiastował dla niej kłopoty wychowawcze.
— Oh, ale niewinność Węgla zaraz została uznana za tą jedyną prawdę, co? — prychnął, a jego wibrysy zadrżały. — Już widzę jak ci przykro. Już widzę, jak wszystkim przykro... — mruknął, już ciszej, kładąc po sobie uszy. Jego smutny wyraz pyska jej nie przekonywał. Dla niej był to wilk w owczej skórze. — Diament też jest niezłym ziółkiem z tego słyszałem. — Zadrżała, gdy wymienił imię jej córki. Poczuła ciarki rozchodzące się wzdłuż jej grzbietu i ugryzła się w język, powstrzymując się od nazbyt szczerej uwagi. — Ciekawe czy będziesz tak łagodna, jak ktoś pójdzie na skargę na nią, gdy ta będzie uczniem i będzie miała dostać karę. Ale tak, sprawiedliwość wtedy będzie wyglądała inaczej. Wiesz czemu? Bo nie jest córką Rozżarzonego Płomienia, a uwielbianej zastępczyni — westchnął głęboko. — Jelonek to ciekawy kociak. Nie lubię dzieci, ale ten jest całkiem miły — przyznał krótko.
Przewróciła oczami, starając się nie myśleć o wybrykach jej dziecka, za które wstydziła się pewnie bardziej niż ona sama. A jednocześnie bardzo nie podobało jej się kolejne zdanie, które padło z pyska rudzielca. Dlaczego tak interesował go jej syn? Miała to odebrać za groźbę. Ścisnęła pysk w cienką linę, unikając skrzywienia.
— Pochodzenie się nie liczy. Każdy jest traktowany tak samo. Gdyby inni gardzili tobą, tylko przez to, że jesteś synem Rozżarzonego Płomienia, to byłoby to samo, co rasizm. Ty niczemu nie zawiniłeś, tylko twój ojciec, który zresztą stara się zmienić — mruknęła. — Tak, Jelonek... Najwyraźniej bardzo cię polubił.
Żałowała, że to powiedziała. Starała się nie akceptować ich pozytywnie wyglądającej relacji, a mówiąc to, poczuła się, jakby przyznała się do porażki.
— A jednak. Ja zostałem cofnięty do żłobka, a Zwęglony Kamień poklepany po łebku, wytulony i pochwalony za odwagę, że w końcu się przyznał, że nie mógł sobie poradzić z 20 księżyców młodszym kocięciem, które walnął i bał się konsekwencji. I powiesz mi, że to nie to samo co rasizm? Błagam, przecież mam mózg i oczy — mruknął znowu, opuszczając łeb jak zbity pies. — A Jelonek... miło mi to słyszeć. Mało kto mnie lubi w klanie, to... miła odmiana — miauknął. T
Tygrys westchnęła cicho, coraz bardziej zniechęcona do rozmowy z nim. Nie wiedziała już, co mówić, bo jakkolwiek by nie skłamała, ten i tak jej nie uwierzy. A szczerze gadanie, że nie sprawia dobrego wrażenia i najchętniej wywaliłaby go ze żłóbka na środek obozu, w niczym by nie pomogło.
— Przykro mi, ale nie zrobię z tym nic. Kamień ot tak nie zwolni cię z kary, nawet jeśli powiem jej, że magicznie nawróciłeś się w jedną noc. Musisz to znieść i tyle. Wiem, że ciężko będzie ci nadrobić ten stracony czas, który mogłeś poświęcić na trening — rzekła. Taka taktyka wydawała się jedyną sensowną opcją w tej sytuacji. Wykazywać zrozumienie, a jednocześnie nie ulegać w pełni jego nastawieniu. — Postaraj się, chociaż, by Kamień nie miała powodów do przedłużenia go — mruknęła.

<Pożar?>

05 października 2022

Od Pszczółki (Leśnej Łapy) do Tygrysiej Smugi

 *jeszcze za czasów kary*

Nareszcie mógł zaznać chwili spokoju od bachorów Tygrysiej Smugi. Owszem, zabawa w uczenie brzydkich słów Jelonka była wyśmienitą rozrywką, jednak nawet i najwspanialsze zajęcia kiedyś męczą. W szczególności, gdy robi się za niańkę z przymusu. I akurat wtedy musiała podejść do niego matka latającej po żłobku gówniarzerii. Jej rude futro zabłysło mu w kącie oka, a głos zadzwonił nieprzyjemnie w uszach. Starucha miała w sobie coś irytującego, nawet jeśli nie mógł przypiąć do tego znanej mu cechy na ten moment.
- Hej Pszczółko! - zapiszczała radośnie, z słyszalną satysfakcją w głosie. - Jak radzisz sobie w swojej nowej rzeczywistości? Musi być ci ciężko, prawda?
Strzepnął uchem. Oczywiście, usłyszał jej przywitanie, jednak, tak jak z Węglem, nie miał zamiaru reagować na to idiotyczne imię. Nie było jego! Nie ważne, co w bani ma Kamienna Agonia (nie miał zamiaru nazywać jej Gwiazdą), on nie będzie tak łatwo dał soba pomiatać. Nawet niekompetentnej liderce. Przymknął tylko ślepia, udając, że ruda popleczniczka Kamień nie istnieje. Ta, zamiast sobie odpuścić, uparła się na nawiązanie rozmowy i odkaszlnęwszy głośniej, znowu zaczęła swoje.
- Czy wszystko w porządku? - zapytała wciąż spokojnie, jednak tym razem bardziej stanowczo.
Że też i ta musiała się do niego przyczepić. Mu wystarczyły jej bachory, nie potrzebował mieć na głowie ich matki. Widząc jednak, że ta nie odpuści, posłał jej delikatny, sztuczny uśmieszek. - W jak najlepszym, proszę pani - miauknął uroczo. Dobrze wiedział, że jak Tygrys potwierdzi jego niewinność to Kamień da mu spokój. Kotki właściwie ze sobą chodziły, więc to była najlepsza droga. - Co by miało być nie tak?
- Wiele - odparła bez zastanowienia, nie dając się zwieść niewinnym spojrzeniom. - W końcu nie bez powodu zostałeś ukarany. Nie chciałbyś coś więcej powiedzieć na ten temat? Coś na swoją obronę? - spytała.
Oh, więc to ją interesowało. W zasadzie czemu się z nią nie podzielić częścią przemyśleń? Na pewno ucieszy się, słysząc jego część historii. Może chociaż trochę przejrzy na oczy i zrozumie, jakim absurdem była ta kara. - Powód może był. Ale przestarzały o 7 księżyców - odpowiedział ze spokojem. - Zwęglony Kamień postanowił pochwalić się Kamiennej Gwieździe, że jak miałem 3 księżyce to mnie uderzył i żeby zamknąć mi pysk postanowił zrobić co zechcę. 3 księżycowy brzdąc uznał, że skoro kocur nie ma czegoś pod ogonem to jest kotką, więc chciałem mu pomóc to odkryć. Proste, prawda? Nie chciałem źle dla niego. Po prostu dla młodego kociaka wydawało się to logiczne. Może pani nie pamięta, jak to jest być takim malcem, ale pani dzieci są niewiele młodsze. Nie pytają o jakieś odrealnione rzeczy? - przerwał pytaniem retorycznym. Oczywiście, że pytały. To głupie bachory. Idealne na powołanie się na nie. - Więc tak, pół roku później, zostałem cofnięty do rangi kociaka za coś, co zrobiłem jak ledwo co nauczyłem się chodzić. Sprawiedliwe, prawda? Ale oczywiście, powinienem się przyzwyczajać. Kamień nie jest przyjaźnie do mnie nastawiona i zawsze weźmie stronę Wegielka, tylko dlatego, że jestem rudy, a moimi rodzicami są Rozżarzony Płomień i Szczypiorkowa Łodyga. Piękna sprawiedliwość - zamruczał z wymuszonym uśmiechem. Przez cały wywód utrzymywał spokojną osłonę. Już raz to opowiadał, więc nie plątał się nigdzie w tłumaczeniu. Nie było tu gdzie się plątać. Przecież wszystko, co powiedział, było prawdą.
- Mhm - mruknęła, starając się podejść sprawiedliwiej do tematu. Nie mogła przyznać się do tego, że sama miała krzywe spojrzenie na kocura przez błędy jego rodziców. - Może rzeczywiście Kamień jest wobec was trochę bardziej surowa, ale twój czyn ogromnie namieszał w życiu Zwęglonego i ma prawo wyciągnąć konsekwencje w ramach zadośćuczynienia. Im szczerszą i większą skruchę wyrazisz, tym szybciej możesz jej zaimponować i pozbyć się kary - zasugerowała, zbyt bardzo chcąc wypędzić go z tego miejsca.
- Mój czyn? Miałem 3 księżyce. To tak jakby twój maluch coś zrobił, bo chciał dobrze, a nie wyszło i potem jak jest uczniem by wrócił za to do żłobka, bo komuś coś się przypomniało - prychnął. - Skruchę? Mam przepraszać za to, że Węgiel mnie walnął jak byłem bachorem? I próbował uciszyć spełnianiem życzeń?

<Pani Tygrys?>

[przyznano 5%]