*jeszcze za czasów kary*
Nareszcie mógł zaznać chwili spokoju od bachorów Tygrysiej Smugi. Owszem, zabawa w uczenie brzydkich słów Jelonka była wyśmienitą rozrywką, jednak nawet i najwspanialsze zajęcia kiedyś męczą. W szczególności, gdy robi się za niańkę z przymusu. I akurat wtedy musiała podejść do niego matka latającej po żłobku gówniarzerii. Jej rude futro zabłysło mu w kącie oka, a głos zadzwonił nieprzyjemnie w uszach. Starucha miała w sobie coś irytującego, nawet jeśli nie mógł przypiąć do tego znanej mu cechy na ten moment.- Hej Pszczółko! - zapiszczała radośnie, z słyszalną satysfakcją w głosie. - Jak radzisz sobie w swojej nowej rzeczywistości? Musi być ci ciężko, prawda?
Strzepnął uchem. Oczywiście, usłyszał jej przywitanie, jednak, tak jak z Węglem, nie miał zamiaru reagować na to idiotyczne imię. Nie było jego! Nie ważne, co w bani ma Kamienna Agonia (nie miał zamiaru nazywać jej Gwiazdą), on nie będzie tak łatwo dał soba pomiatać. Nawet niekompetentnej liderce. Przymknął tylko ślepia, udając, że ruda popleczniczka Kamień nie istnieje. Ta, zamiast sobie odpuścić, uparła się na nawiązanie rozmowy i odkaszlnęwszy głośniej, znowu zaczęła swoje.
- Czy wszystko w porządku? - zapytała wciąż spokojnie, jednak tym razem bardziej stanowczo.
Że też i ta musiała się do niego przyczepić. Mu wystarczyły jej bachory, nie potrzebował mieć na głowie ich matki. Widząc jednak, że ta nie odpuści, posłał jej delikatny, sztuczny uśmieszek. - W jak najlepszym, proszę pani - miauknął uroczo. Dobrze wiedział, że jak Tygrys potwierdzi jego niewinność to Kamień da mu spokój. Kotki właściwie ze sobą chodziły, więc to była najlepsza droga. - Co by miało być nie tak?
- Wiele - odparła bez zastanowienia, nie dając się zwieść niewinnym spojrzeniom. - W końcu nie bez powodu zostałeś ukarany. Nie chciałbyś coś więcej powiedzieć na ten temat? Coś na swoją obronę? - spytała.
Oh, więc to ją interesowało. W zasadzie czemu się z nią nie podzielić częścią przemyśleń? Na pewno ucieszy się, słysząc jego część historii. Może chociaż trochę przejrzy na oczy i zrozumie, jakim absurdem była ta kara. - Powód może był. Ale przestarzały o 7 księżyców - odpowiedział ze spokojem. - Zwęglony Kamień postanowił pochwalić się Kamiennej Gwieździe, że jak miałem 3 księżyce to mnie uderzył i żeby zamknąć mi pysk postanowił zrobić co zechcę. 3 księżycowy brzdąc uznał, że skoro kocur nie ma czegoś pod ogonem to jest kotką, więc chciałem mu pomóc to odkryć. Proste, prawda? Nie chciałem źle dla niego. Po prostu dla młodego kociaka wydawało się to logiczne. Może pani nie pamięta, jak to jest być takim malcem, ale pani dzieci są niewiele młodsze. Nie pytają o jakieś odrealnione rzeczy? - przerwał pytaniem retorycznym. Oczywiście, że pytały. To głupie bachory. Idealne na powołanie się na nie. - Więc tak, pół roku później, zostałem cofnięty do rangi kociaka za coś, co zrobiłem jak ledwo co nauczyłem się chodzić. Sprawiedliwe, prawda? Ale oczywiście, powinienem się przyzwyczajać. Kamień nie jest przyjaźnie do mnie nastawiona i zawsze weźmie stronę Wegielka, tylko dlatego, że jestem rudy, a moimi rodzicami są Rozżarzony Płomień i Szczypiorkowa Łodyga. Piękna sprawiedliwość - zamruczał z wymuszonym uśmiechem. Przez cały wywód utrzymywał spokojną osłonę. Już raz to opowiadał, więc nie plątał się nigdzie w tłumaczeniu. Nie było tu gdzie się plątać. Przecież wszystko, co powiedział, było prawdą.
- Mhm - mruknęła, starając się podejść sprawiedliwiej do tematu. Nie mogła przyznać się do tego, że sama miała krzywe spojrzenie na kocura przez błędy jego rodziców. - Może rzeczywiście Kamień jest wobec was trochę bardziej surowa, ale twój czyn ogromnie namieszał w życiu Zwęglonego i ma prawo wyciągnąć konsekwencje w ramach zadośćuczynienia. Im szczerszą i większą skruchę wyrazisz, tym szybciej możesz jej zaimponować i pozbyć się kary - zasugerowała, zbyt bardzo chcąc wypędzić go z tego miejsca.
- Mój czyn? Miałem 3 księżyce. To tak jakby twój maluch coś zrobił, bo chciał dobrze, a nie wyszło i potem jak jest uczniem by wrócił za to do żłobka, bo komuś coś się przypomniało - prychnął. - Skruchę? Mam przepraszać za to, że Węgiel mnie walnął jak byłem bachorem? I próbował uciszyć spełnianiem życzeń?
<Pani Tygrys?>
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz