BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srocza Łapa x Paskudna Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srocza Łapa x Paskudna Łapa. Pokaż wszystkie posty

04 sierpnia 2023

Od Paskudnej Łapy (Błotnistej Plamy) CD. Sroczej Łapy (Sroczego Lotu)

Nie wiedziała co było gorsze, ten przerażający ptak kociojad, czy jej mentorka… Telepiące się miszmasz na chwilę poprzestało swoich ruchów w błocie, które oblepiało już ją praktycznie od łap do czubka uszu, by na chwilę zerknąć w stronę głosu. Była to najgorsza rzecz którą mogła zrobić, bo w tym momencie zapragnęła zapaść się pod ziemię, by nie dorwał ją przerażający stwór oraz Makowe Pole, którą w sumie też mogła tak nazwać. Wiedziała, że ma przesrane. Ptaka pewnie już nie było i a gdyby był to się po jakimś czasie od niej odczepi, ale jej mentorka… Jej mentorka będzie na nią zła. Bardzo zła. Całkowicie zapomniała o jej istnieniu, bo jej myśli zawładnął strach przed czarnym potworem z czeluści lasu. Wiedziała, że odeszła za daleko od kotki, lecz musiała uciekać! Gdyby tego nie zrobiła, zostałyby z niej same kości! Byłaby przekąską dla ptaka. Może jednak to by była lepsza opcja niż zostanie sam na sam z rozwścieczoną do granic możliwości Makowym Polem?
Powoli próbowała wstać z wywierconego już w ziemi miejsca, ale jak to u niej często bywało, wywróciła się o własne łapy, lądując pyskiem prosto na glebie. To jeszcze bardziej zdenerwowało jej mentorkę, która nie dość, że musiała obserwować to jej wtapianie się w przyrodę, to jeszcze była skazana na jej żałosne zachowanie. Widząc jej świdrujące spojrzenie, poczuła jak jej serce wstaje. Nie chciała z nią iść. Kiedy jednak zerknęła na Sroczy Lot, wiedziała, że nie ma wyjścia. Teraz jej nie uratuje. Jej siostra już całkowicie się od niej odwróciła. Chciała pomocy, ale wiedziała, że jej nie otrzyma. Siorbnęła lekko nosem i wstała jeszcze raz, czując ziemię i piach na całym jej futrze, łącznie z drobnymi gałązkami oraz listkami. Chyba lepiej było jej jako mała kulka żałości. Rzeczywiście była paskudna. Jej mama dobrze trafiła z imieniem.
- Paskudna Łapo, idziemy- usłyszała jak Makowe Pole syczy przez zaciśnięte zęby, przez co położyła po sobie uszy. Przecież nie chciała zrobić niczego złego… 
- P-przepraszam, j-ja t-tylko…- wypiszczała cicho, próbując się jakoś wybronić przed kotką.
- Ani słowa więcej. Idziemy- głos srebrnej wydawał się być przesiąknięty wściekłością jeszcze bardziej niż zawsze. Paskuda spojrzała ostatni raz na swoją siostrę. Nie chciała, by była na nią zła. Naprawdę! Po prostu miała odmienne zachowanie. Gdyby Sroka próbowała ją zrozumieć, na pewno by jej się udało…

***
przed mianowaniem dzieci Sroki

Przegapiła moment, kiedy ona i Sroczy Lot nagle stały się dorosłe. Ciężko było to załapać, kiedy jej głowę zaprzątnął Nastroszony, gwałty i dzieci. Nie rozmawiała z siostrą, ale to może i nawet lepiej? Przeszkadzała jej w końcu tylko, nie była jej w niczym potrzebna. Mimo tego brakowało jej kotki, bo jednak razem się wychowywały i spędzały dużo czasu jak były małe. Nie chciała, by i ona ją opuściła. Potrzebowała jej, by dojść do normalności. Wiedziała, że Sroczy Lot pewnie miała dużo do roboty bo też doczekała się potomstwa i żyła w tym całym lesbijskim trójkącie… Była wzorem do naśladowania. Od zawsze była taka silna i… Fajna. Wiele kotów ją podziwiało…  A ona była całkowitym jej przeciwieństwem. W oczach innych wywłoka, z niczym sobie nie radziła i zachowywała się strasznie dziwnie. Ale co na to mogła poradzić, takie było życie… 
Miała nadzieję, że kotka całkowicie jej nie odrzuciła. Zauważyła właśnie jak Sroczy Lot wychodziła ze żłobka po wizycie u swoich dzieci i teraz szła gdzieś w pizdu, dlatego zdecydowała się do niej podejść. To było dziwne z jej strony, ale chciała z nią porozmawiać. Potrzebowała tego. Z zagapienia ledwo co wyhamowała przed jej pyskiem, całe szczęście nie wpadając jednak na nią i nie robiąc żadnej głupoty.
- Cz-cześć, m-możemy p-porozmawiać?- wydukała szybciej niż myślała, wlepiając w nią proszące ślepia.- W-wiem, ż-że p-pewnie m-masz teraz coś d-do zrobienia… A-ale… M-może znajdziesz cz-czas…

<Sroka?>

09 czerwca 2023

Od Sroczej Łapy (Sroczego Lotu) CD. Paskudnej Łapy (Błotnistej Plamy)

Obłąkańcze krzyki Paskudnej Łapy roznosiły się po terenach Klanu Nocy, raniąc przy okazji bębenki każdego kto był na tyle pechowy by ją usłyszeć. Srocza Łapa cofnęła się do tyłu, przyciskając swoje uszy do łba tak mocno jak tylko mogła, aby odciąć się od wydawanych przez drugą uczennicę dźwięków.
– Nawet jeśli leciał, to zapewniam cię, że twoje wrzaski już dawno go wystraszyły… – warknęła Sroka, krzywiąc się zniesmaczona obliczem siostry.
– N-NIE, ON NA PEWNO ZA MNĄ LECI, PATRZYŁ SIĘ NA MNIE TAK, JAKBY CHCIAŁ MNIE POŻREĆ!! – odpowiedziała czekoladowa, oglądając się nerwowo kilka razy, jak gdyby oczekiwała, że z zarośli lada moment wyskoczy dzika, krwiożercza bestia.
Czarno-biała uczennica zerknęła za siebie, napotykając zmieszane spojrzenie Daliowego Pąka. Szylkretka stała tylko kilka kroków dalej, mrużąc oczy za każdym razem, gdy z pyska Paskudy dobiegał przerażony pisk, jednak nie kwapiła się do zainterweniowania.
– Myślę, że powinnaś już wracać do swojej mentorki. Na pewno cię szuka, a ja muszę kontynuować swój trening z Daliowym Pąkiem. – powiedziała z nutką sarkazmu łaciata, próbując spławić zielonooką.
Kocica miała dość ciągłego użerania się z problemami jej niesamodzielnej siostry. Przy każdym, najmniejszym nawet problemie biegła do niej po pomoc, nigdy nie próbując samej go rozwiązać. Była gorsza od rozwydrzonego kocięcia, ciągle skomląc i płacząc nad błahostkami. Sroczej Łapie ciężko było momentami uwierzyć, że ktoś jak ona przeżył na tyle długo, żeby zostać uczennicą. Coraz częściej zastanawiała się, czy całkowite odłączenie czekoladowych kotów od społeczności nie wyszłoby obu stronom na lepsze. Klany miałyby mniej bezwartościowych pysków do wykarmienia, a czekoladowi mogliby w końcu zaszyć się wraz ze swym szaleństwem w jakiejś zimnej norze, w strachu przed światem zewnętrznym i poczekać, aż śmierć głodowa ukróci ich cierpienia w tym przerażającym świecie.
Zielonooka już obracała się, gotowa postawić pierwszy krok w stronę swojej mentorki, kiedy poczuła, jak czyjeś ostre pazury wbijają jej się w tylną łapę.
– NIE MOŻESZ MNIE TUTAJ ZOSTAWIĆ, O-ON TU ZARAZ BĘDZIE, PRZYJDZIE, ZJE MNIE, POŻRE!! – lamentowała uczepiona nogi siostry Paskudna Łapa, przy każdym głośniejszym okrzyku dramatycznie zarzucając swym łbem w inną stronę.
Zęby uczennicy mimowolnie się obnażyły, a z jej gardła dobiegło ostrzegawcze warknięcie. W tym momencie zalała ją fala negatywnych emocji, zaczynając od głębokiego zażenowania przed swoją mentorką, a kończąc na gniewie i bólu, wywołanym przez wrzaski i wbite w jej nogę pazury. Machnęła tylną kończyną, próbując strzepnąć czekoladowego pasożyta z siebie, który z zaskoczonym piskiem przewrócił się w tył.
Podczas gdy Paskuda próbowała wstać na łapy, zza ściany wysokiej trawy dobiegł szmer. W ułamku sekundy cała czekoladowa sierść stanęła dęba, a sama kotka skuliła się, zasłaniając pysk łapami.
– TO KONIEC!! – zakwiliła rozpaczliwie, kiedy coś zaczęło rozsuwać rośliny na bok, torując sobie przejście ku nim.
I jakaż przerażająca to bestia ukazała się ich oczom! Pokryta była srebrem i bielą, niczym świeżo złowiony pstrąg, a spod ciemnych powiek łypały złowrogo ślepia, których kolor przywodził na myśl barwę drapieżnej ważki. Widok istnie upiorny, któremu mało kto mógłby sprostać.
W rzeczywistości to zaspana, nieco zmęczona Makowe Pole, z lisią irytacją malującą się na jej mordce, jak gdyby nigdy nic wyłoniła się z gąszczu. Przez kilka pierwszych chwil rozglądała się, łapiąc w pysk zapachy, aż nie dostrzegła stojących w cieniu kocic.
– Oh, Daliowy Pąk, Srocza Łapa. – miauknęła, mrużąc w jaskrawym świetle oczy, aby lepiej móc zobaczyć współklanowiczki – Wiecie gdzie jest Paskudna Łapa? – dodała jakby od niechcenia.
Pomarańczowooka ruchem ogona wskazała na zwinięty, telepiący się kłębek brudu, oblepiony z każdej strony liśćmi i ziemią. Niestety, ta artystyczna, nowatorska stylizacja, łącząca w sobie coś z awangardy, jak i klasycznej sztuki nie przypadła srebrnej wojowniczce do gustu, która gdy tylko go ujrzała, skrzywiła się tak, jakby ktoś siłą wcisnął jej mysią żółć do pyska.
                                                                                                    <Paskudo?>

08 grudnia 2022

Od Paskudnej Łapy Cd Sroczej Łapy

 Czemu na zwykłej polnej drodze spotykały ją takie różne okropieństwa?! Jak nie robak, to nagle zjawiało się wielkie straszydło! Wściekły taran, który nagle wyskakiwał z krzaków! Treningi były przepełnione takimi typu sytuacjami, a Makowe Pole nigdy nie wierzyła w to, że takie coś jest straszne. Przecież… Te czarne oczy, malutkie i wyłupiaste… Czemu nikogo to nie przerażało? Naprawdę była aż tak odstająca od reszty? Nie rozumiała tego wszystkiego już. Jak można było bez strachu atakować takie małe i zabójcze stworzenia?!
Jej mentorka nie jeden raz wściekała się na nią za jej zachowanie. Krzyki były już dla niej normą, bo w końcu… Była głupia i niezdarna a Mak dalej próbowała ją czegoś nauczyć. To graniczyło z cudem, ale po jakimś czasie mniej więcej zrozumiała założenia tego dziwnego systemu w klanach i udało jej się załapać o co chodzi z pozycją łowiecką. Te “polowania” nie były już bezsensownym trajkotaniem jej mentorki, tylko coś się działo. Aż za wiele… Co chwilę widziała coś strasznego! Te wszystkie krzaki były schronieniem dla potworów. Rano wyszła jak zawsze na trening i Mak oczekiwała, że może coś w końcu złapie. Tylko… Przeliczyła się. Czekoladowa dreptała sobie polną ścieżką, sama do końca nie wiedząc jak znaleźć zwierzynę. Niezbyt słuchała tego gadania srebrnej… Dopiero po jakimś czasie wyczuła zapach jakiegoś stworzenia. Nie musiała długo czekać, kiedy z krzaka wyskoczyła naprawdę wielka sroka! Dla Paskudy był to przerażający widok, przez co od razu popędziła w las. Ptak ją przestraszył, choć… Bardziej możliwe było to, że ona przestraszyła tego ptaka. Wyglądała jak jedno wielkie straszydło z rozczochraną sierścią, która sterczała we wszystkie strony, a teraz jeszcze oblepiona błotem i liśćmi, bo w próbie ucieczki od stwora, wywaliła się nie jeden, nie dwa razy… Biegła przez krzaki, co chwilę wywalając się na korzeniach, dopóki nie wyczuła siostry. Ją potrafiła znaleźć wszędzie, choćby była ciemna noc. Od razu jej łapy skierowały się w stronę czarno-białej.
- SROKAAA!!- wykwiliła, ledwo co hamując przed siostrą. Zatrzymała się i głośno oddychała, wlepiając wzrok w zielonooką. Musiałą się tym podzielić z jej najukochańszą siostrą.
- B-bo z k-krzaków w-wyskoczył t-taki d-duży ptak! T-taki d-duuuuuuuży!- wydarła się, rycząc jak małe dziecko. Szok po spotkaniu tego zwierza udzielał się tylko jej, bo Sroka była niewzruszona. Nie zrozumiała?- T-taki naprawdę duuży! G-gigant! P-prosto n-na mnie!- zaszlochała, teraz mając pysk cały w łzach. Czemu nikt nie zareagował na jej słowa? Nie potrafiła tego do siebie przyjąć. Przecież… To było straszne! Naprawdę! Ten ptak zaatakował ją tak niespodziewanie, każdy by się przeraził!
- Jaki niby ptak?- mruknęła kotka, machając ogonem. Brzmiała na oschłą… Co znowu źle zrobiła? Przecież jej tylko opowiadała o straszliwym stworzeniu…
- Du-duży!!! W-wielki!!! M-miał t-takie cz-czarno białe p-pióra! I t-trochę n-niebieskie… A-ale wyskoczył t-tak nagle! B-byłam p-przerażona, b-bo w-wysunął p-pazury! T-takie p-przy ł-łapkach ostre! I d-duuuże oczy! W-wielgaśne! W-wpatrywał się nimi w-we mnie… Chciał…- zawiesiła się, próbując opanować głos.- M-MNIE ZJEEEEEEEEŚĆ! R-rozszarpałby m-mnie! T-taki d-duży! M-miał t-też t-taki o-ostry d-dziób! P-pogryzłby mnie! P-podziubał! Z-zostałabym z-zeżarta żywceeeem!- pisnęła, nagle kuląc się na ziemi.- N-nie m-ma go t-tu?! P-przyleciał z-za mną? M-może m-mnie śledzi?! I m-mnie znajdzie?! Zje i p-pożre! N-nawet ogon wymemla! Z-zostanę p-piszczką d-dla dużego s-strasznego p-ptaka!
- Nie ma tu żadn-
- N-NA PEWNO TU LECI!!!- krzyknęła nagłośniej jak umiała, rycząc w ziemię. Ten potwór po nią przyleci! Za chwilę zostanie zjedzona, nic po niej nie zostanie! Trzęsła się jak osika, wbijając pazury w glebę. Nie mogła teraz umrzeć! - N-NIE CHCĘ ZOSTAĆ ZJEDZONAAAA! NIE JESTEM SMACZNAAAAAAAAA!

<Sroka?>

[przyznano 5%]

30 października 2022

Od Sroczej Łapy CD Paskudnej Łapy

Uczennica skinęła łbem, dalej wpatrując się nieobecnym wzrokiem w przestrzeń przed sobą. Paskudna Łapa niepewnie się uśmiechnęła, oplatając swój ogon wokół ogona Sroki, chcąc dodać jej otuchy. 
– P-pamiętasz j-jak kiedyś p-przestraszyłam się m-myszy? – zapytała siostry czekoladowa, próbując odwrócić jej uwagę od okropnych wydarzeń jakie miały miejsce – T-to b-było p-podczas j-jednej z t-tych u-ulewnych nocy… – doprecyzowała.
Srocza Łapa przeniosła swój wzrok na Paskudę, próbując sobie przypomnieć przytoczoną przez kocicę sytuację. Rzeczywiście, coś takiego miało miejsce, wiele, wiele księżyców temu, kiedy obie mieszkały jeszcze w swoim starym domu, razem z Mamą.
Paskudna Łapa, zauważając, że siostra znowu odlatuje, szybko wzięła się za kontynuację opowieści, nie czekając dłużej na jej odpowiedź, aby nie stracić zupełnie przebudzonego w Sroce zainteresowania.
– Byłyśmy w-wtedy t-takie małe, M-mama g-gdzieś w-wyszła, a-a m-my zostałyśmy s-same… – opowiadała Paskuda, kierując swój wzrok ku górze – W-woda k-kapała n-nam trochę n-na łebki i i nagle z z c-ciemności wyskoczyła m-mysz! 
Łaciata uśmiechnęła się krzywo, skupiając swoje spojrzenie na siostrze.
– A ty zaczęłaś piszczeć jeszcze głośniej niż ona, pamiętam – wymruczała zielonooka – Mysz już dawno zdążyła gdzieś czmychnąć, a ty wciąż krzyczałaś i się trzęsłaś.
– T-to prawda… – bąknęła z zawstydzeniem Paskudna, ryjąc pazurkiem w ziemi – D-dla m-mnie t-też w-wydaje się t-to być t-teraz nieco z-zabawne… – przyznała zgodnie z prawdą, śmiejąc się nerwowo. 
– Potem wróciła Mama i dostałaś od Niej ochrzan za bycie mazgają. – westchnęła Srocza Łapa.
Pomiędzy kotkami zapadła martwa cisza. Nie była ona jednak niezręczna, po prostu dała im czas na pomyślenie. Srocza Łapa jako pierwsza przerwała milczenie.
– Czy ty… tęsknisz za Nią? – spytała, wpatrując się w migoczące na czarnym niebie gwiazdy.
– Tęsknię – odpowiedziała Paskudna Łapa – W-wolałabym z nią t-tam z-zostać. P-po tym w-wszystkim c-co się s-stało…! – urwała kotka, bo ostatnie słowa nie były w stanie przejść jej przez gardło. 
Trudno się było nie zgodzić z tym co powiedziała Paskuda. Z ich perspektywy, kiedy mieszkały z Arielką nie dochodziło do żadnych morderstw, a ich świat ograniczał się do kryjówki, w której w danym momencie przebywały. Przepaść między tymi dwoma światami była zastraszająca, ale nie było już jak tam wrócić, a nawet gdyby był na to jakiś sposób, Srocza Łapa nic by nie zmieniła w podejmowanych przez siebie decyzjach. Mama wiedziała co robi posyłając je do Klanu Nocy, dlatego nie było powodu, by nie ufać jej wyborom. 
– Sama wiesz, że nie ma już odwrotu. Nie ma sensu rozpatrywać co by było gdybyśmy tam zostały. Wykonujemy polecenie Mamy i tego się trzymajmy. – powiedziała Srocza Łapa, wracając do swojej starej siebie.
Wysoka uczennica odsunęła się od siostry, nie rozluźniając uścisku ich ogonów. Przywołane przez kotkę wspomnienia były miłe, ale teraz stanowiły już tylko część ich odległej przeszłości. Należało wrócić do przykrej teraźniejszości, gdzie cały czas trzeba mieć się na baczności, by nie skończyć jak Liliowa Łapa i Bławatkowy Potok.

***

kilka księżyców później, jeszcze przed sytuacją z Daliowym Pąkiem


W końcu, po męczącej podróży, klany dotarły na swoje nowe tereny. Większość członków Klanu Nocy pogodziła się z utratą obu liderów, wojowniczki i jednej z uczennic. Każdy miał teraz łapy pełne roboty, więc nie było tutaj czasu na pozostanie w żałobie. Wszystkie koty, poza Kruczą Gwiazdą, które tragicznie zginęły podczas pamiętnej nocy, zostały symbolicznie pochowane w niedalekiej odległości od wyspy, na którym powstać miał ich obóz. Kłębki futer trójki kotów, które zostały zabrane na nowe tereny, zakopano pod młodym drzewem, upamiętniając tym sposobem ich wkład w rozwój klanu. W pogrzebie udział wzięli wszyscy członkowie klanu nocy, nawet ci, którym podjęta przez Rudzikowy Śpiew decyzja o pominięciu Kruczej Gwiazdy, nie podobała się.
Sroka ciężko dyszała wracając ze swojego treningu z Daliowym Pąkiem, która dzisiaj szczególnie dała jej popalić. W pysku trzymała świeżo upolowaną przez siebie sikorkę, której cytrynowy brzuszek połyskiwał spomiędzy jasnych kłów kotki. Obie podążały wydeptanym przez dziką zwierzynę szlakiem, czujnie węsząc w powietrzu.  Za którymś podmuchem powietrza, wiatr przywiał ze sobą znajomą woń siostry Sroczej Łapy, która zdradziła jej obecność jeszcze zanim zrobiły to dźwięki łap i głośne krzyki.
– SROKAAA!! – wykwiliła Paskudna Łapa, wyskakując zza kępy trzcin, z trudem wyhamowując tuż przed uczennicą.
Kotka cofnęła się o mysią długość do tyłu, mając szczerą nadzieję, że to czym zamierza się podzielić z nią Paskuda, nie ośmieszy Sroczej w oczach stojącej obok mentorki, która z zaciekawieniem przyglądała się im z boku. Oczywiście, gdyby zaszła taka potrzeba, kotka była gotowa użyć siły by uciszyć siostrę, zatykając jej jazgotliwy pyszczek wszystkim co by miała pod łapą, byleby uniknąć upokorzenia.

<Paskudo?>

[przyznano 5%]

24 października 2022

Od Paskudnej Łapy Cd Sroczej Łapy

 To było straszne. Kiedy mama mówiła te wszystkie okropieństwa na temat dwóch klanowych kotów, to myślała, że to tylko oni byli tacy źli, a jak się okazało, oni wszyscy byli przerażającymi potworami. Krew tryskała na wszystkie strony, umierał kot za kotem. Niedowierzając jedynie próbowała się uspokoić wtulając się w swoją siostrę, która trochę amortyzowała jej paniczne drgawki, z powodu histerii nawet niezdolna do ruchu. Otworzyła lekko pyszczek, by móc łapać powietrze, bo przez zatkany nos było to dla niej za trudne. Jak oni mogli? Zabijać się nawzajem, ranić, krzywdzić… Myśli miała jedynie przepełnione lękiem do tych dziwacznych istot. Klanowe koty były zdolne do taki okrucieństw. A do tego jeszcze ta wyczuwalna radość ze względu na śmierć tyranki. Może i była pewnie według nich zła, ale… Byli potworami. Bezdusznymi potworami, chcącymi tylko niszczyć. Czerwona ciecz walała się wszędzie, a ona mogła jedynie się na to pusto wpatrywać wylewając łzy.
Wybuchła głośnym płaczem, wbijając w siostrę małe pazurki. Bała się dalszego przebywania w tym zwariowanym, pełnym bólu miejsca. Wszyscy tu się chcieli mordować i krzywdzić. A ona… Wolała żyć z mamą. To było lepsze od tego na co natrafiła tutaj. Wlepiła w Srokę pełne przerażenia oczy. Nawet ona teraz nie czuła się pewnie. A trudno było przecież przestraszyć czarno-białą! Ale co się dziwić, kiedy miejsca miała taka tragedia. Bezduszne istoty rozlewające krew… Jeszcze więcej i więcej czerwonej, obrzydliwej mazi. Chciało jej się wymiotować na widok takiej ilości tego płynu w jednym miejscu.
- S-s-sroka?- wydukała niepewnie, próbując nawiązać jakiś kontakt z siostrą, która wydawała się być trochę nieobecna. Kotka nie zareagowała, dalej opierając się o nią łbem. Siorbnęła nosem, na przemian chowając i wysuwając pazury, by wbijać je w siostrzaną łapę. Jeszcze raz na nią spojrzała. Widok Sroki w takim stanie był… Przerażający.
- W-wszystko d-dobrze?- pisnęła cicho, otulając ją nastroszonym ogonem, jednak poddała się już z próbą porozmawiania z siostrą. Ona w końcu też potrzebowała to odreagować, takie straszne przeżycie… Albo i nie? Może prawdziwe, odważne koty tak się nie zachowują? Albo to wina ich pochodzenia, w końcu były tymi pieszczochami, a tutejsi wojownicy może byli bardziej… Twardzi? Koty po prostu się budziły i widziały nagle krew? Nie chciała się do tego przyzwyczajać, to było zbyt nienormalne. Będą się uczyć jak rozrywać czyjeś ciała, powodować dużo bólu… Aż wzdrygnęła się na myśl jakie życie będą musiały tu prowadzić. Gdyby zostały z mamą, wszystko byłoby lepsze. Niby słyszałaby niemiłe słowa, ta wykluczałaby ją i uznawała za coś gorszego, lecz wolała to od przerażających istot zatruwających jej codzienność. Nastroszony, jej mentorka… Nie poradzi sobie tutaj przecież! To było istne piekło, a nie miejsce dla kota!
Odsunęła się od siostry, bo ta była już cała ze smarków, które oczywiście pochodziły z noska czekoladowej. Kichnęła cicho, czując jak z podłoża poderwał się pył, drażniący ją niezmiernie, po czym spojrzała na czarno-białą z poważną miną. Musiała być dobrą siostrą i mimo, że stało się takie coś strasznego… Ważne było, by dbać o swoje rodzeństwo. Położyła się siostrze przy łapach, zaczynając cicho mruczeć, mając nadzieję, że ta się trochę uspokoi. Podniosła do góry łebek i pokazała Sroce, żeby też się położyła, a nie siedziała jak kołek. Siostra najwyraźniej zrozumiała o co jej chodzi, bo zwinęła się obok niej w kłębek. Poderwała się szybko z podłoża i zanim uczennica zdążyła zareagować, czekoladowa już położyła łebek na jej boku, próbując ją otulić od tyłu. 
- W-wiesz… O-opowiem ci historię…- pisnęła cichutko, patrząc wyczekująco na reakcję ze strony czarno-białej, szykując już szybko jakąś fajną opowieść na poprawę humoru.

<Sroka?>

[przyznano 5%]

16 października 2022

Od Sroczej Łapy CD Paskudnej Łapy

Na pysku Sroki pojawił się nieprzyjemny grymas. Jak Paskuda mogła być tak ślepo zapatrzona w jakiegoś małego imbecyla! Nie dość, że jej siostra już sama z siebie do inteligentych nie należała, to kocur jeszcze opowiadał jej jakieś niestworzone bzdury. Sroce jedynie zostało zastanawiać się, czy ów gówniarz był rzeczywiście taki głupi i należał do kotów wierzących w magiczne siły światła księżycowego, gojącego wszystkie obrażenia, czy po prostu był bardzo znudzony życiem i wciskanie Paskudnej Łapie kitu było jego jedynym zajęciem.
– Nastroszony to mały krętacz, Paskudo. Wmawia ci jakieś kłamstwa, a potem pewnie ma z tego niezły ubaw. – prychnęła pogardliwie Srocza Łapa.
– A-ale on p-powiedział… - zaczęła czekoladowa, pochlipując cicho.
– Żadnego ale. – przerwała jej Sroka – Powiedz, czy ty bardziej ufasz jakiemuś małemu, smaraktemu kocięciu niż swojej własnej, jedynej, rodzonej siostrze? – zapytała łaciata czując, jak zaczyna w niej wrzeć. 
– N-nie! – pisnęła przestraszona Paskuda, obawiając się gniewu siostry. 
– To przestań kwestionować moje decyzje. Jeśli mówię, że gdzieś idziemy, to to robimy, a nie zaczynamy rozmyślać, czy jakiś rozpuszczony bachor poczuje się urażony. – mruknęła Srocza, po czym pchnęła siostrę w stronę medyka, dając do zrozumienia, że to koniec dyskusji.
Siostry po przyjściu, chociaż może bardziej by tu pasowało “dopchnięciu Paskudy” na miejsce, czekały na pojawienie się medyka. Srocza Łapa bacznie obserwowała czekoladową, na wypadek gdyby tej przyszła do głowy ochota na ucieczkę przed nieuniknioną wizytą u medyka. Szelest zarośli zwrócił uwagę obu kotek, a po chwili wyłonił się z nich znajomy cętkowany łeb.
– Hmm? – wymruczał pytająco Muchomorzy Jad, lustrując obie uczennice wzrokiem.
– Mógłbyś jej pomóc? – spytała Srocza Łapa, od razu przechodząc do sedna sprawy.
– Oh? Oczywiście, chwilę. – miauknął kocur, znowu znikając wśród roślinności. 
Sroka poczuła, jak jej towarzyszka zaczyna się telepać na samą myśl o leczeniu. Nie musiały długo czekać, aż z krzaków na nowo wyłonił się pomarańczowooki kocur, tym razem trzymając w pysku kilka nieznanych Sroce, zielonych listków. Szybko, jak na prawdziwego medyka przystało, zabrał się do przeżuwania zielska.
– Chciałybyście mi zdradzić jak do tego doszło? – zapytał niewyraźnie kocur, z zaciekawieniem przyglądając się umorusanej krwią i smarkami Sroce oraz poszkodowanej Paskudzie.
–...Wypadek podczas treningu. – odpowiedziała po dłuższej chwili milczenia Srocza. Nie chciała wywoływać niepotrzebnych konfliktów, przez doniesienie na Makowe Pole. W takiej sytuacji wolała po prostu unikać udzielania szczegółów zdarzenia. 
– Mm, rozumiem. Takie rzeczy się zdarzają. – potwierdził Muchomorzy Jad, zabierając się do nakładania papki na nos Paskudnej Łapy, która wpatrywała się w niego wielkimi oczami pełnymi przerażenia, tylko wyczekując, aż ten szarlatan jej coś zrobi.
– Tutaj wystarczyłoby nawet zwykłe opatrzenie, ale doszedłem do wniosku, że nie ma co ryzykować zakażenia, tym bardziej kiedy jesteśmy w drodze na nowe tereny, więc- – medykowi nie udało się nawet dokończyć myśli, kiedy czekoladowa kotka wydała z siebie najgłośniejszy możliwy pisk.
– N-NASTROSZONY M-MIAŁ R-RACJĘ, T-TERAZ J-JEST J-JESZCZE G-GORZEJ!! – wykwiczała Paskuda, która najwyraźniej powstrzymywała tę histerię podczas całego procesu nakładania papki na jej nos. 
Muchomorzy Jad aż przysiadł z zaskoczenia nagłym wybuchem pacjentki.
– Zaraz przestanie, spokojnie. To normalne, że może popiec. – miauknął, próbując dodać zielonookiej nieco otuchy, jednak ta go nawet nie słuchała, łapiąc się przednimi łapami Sroki.
– CZEMU MNIE OKŁAMAŁAŚ? MIAŁO POMÓC, WIĘC CZEMU BOLI?! – wykrzyczała w nerwach Paskuda, na której pysku po sekundzie pojawiło się jeszcze większe przerażenie, tym razem niezwiązane z efektem ubocznym działania zioła.
Mordka Sroczej Łapy aż pociemniała ze złości. Jej oczy zmieniły się w małe szparki, wpatrujące się w Paskudę jak w swój kolejny cel łowiecki. Jak to coś śmiało podnieść na nią głos? Jak śmiało oskarżyć ją o kłamstwo? W kotce aż się gotowało ze złości. Jej ogon uderzał wściekle o glebę, a pazury to się pokazywały, to chowały. Mała, niewdzięczna Paskuda… Mogła ją tam zostawić, samą z Makowym Polem, mogła pozwolić ją zabrać. Ba, na samym początku, wiele księżyców temu, kiedy zostały znalezione przez patrol, mogła wmówić wojownikom, że jest sama, a Paskudę porzucić na pastwę dzikich zwierząt. Ale przecież tego nie zrobiła! Ostatnio nawet próbowała trochę bardziej przymykać oko na kolor futra siostry i jak została w zamian potraktowana? Oskarżona o bycie kłamcą. Jedynym co ją teraz powstrzymywało przed przejściem do rękoczynów, była obecność świadków. 
– W porządku. Skoro jestem taką okropną siostrą, to od teraz radź sobie sama. – wycedziła przez zaciśnięte zęby Sroka.
Kotka wstała, obróciła się i wraz ze swoją zranioną dumą oddaliła się od siostry, zostawiając ją samą z równie zdziwionym Muchomorzym Jadem, który najwyraźniej nie był przygotowany na rodzinne konflikty córek Arielki. 

***

Kilka księżyców później

Donośne krzyki rozbrzmiały na otulonym ciemnością wzgórzu, na którym odpoczywał Klan Nocy. Rozespane koty zaniepokojone wrzaskami zaczęły powoli wychodzić ze swoich tymczasowych legowisk, próbując zrozumieć co się dzieje. Wśród tych kotów była Srocza Łapa. Jako jedna z pierwszych obudziła się, nauczona przez życie, że takie dźwięki nic dobrego nie zwiastują. Szła na przedzie rosnącej grupy kotów, które podobnie jak ona czuły w sobie narastający lęk. Spojrzała przed siebie. Światło księżyca padało na ich liderkę, całą pokrytą krwią i kurzem, teraz przytrzymywanej przez Trzcinową Sadzawkę i Węgorzowy Pysk. Ogarnięta przez nagły szok Srocza Łapa nawet nie zwróciła uwagi na wtulającą się w nią dyskretnie roztrzęsioną kulkę. Koty szeptały między sobą, ktoś w tłumie zaśmiał się, chociaż Sroka nie widziała w tym nic zabawnego. Krucza Gwiazda miauczała coś w stronę Niezapominajkowej Gwiazdy. Potem odezwał się Trzcinowa Sadzawka, a słów wychodzących z jego pyska Sroka nie była  w stanie pojąć. Ich liderka zabiła własnych współklanowiczów…? Łapy uczennicy lekko się ugięły, a część swojego ciężaru przeniosła na wczepioną w nią siostrę. Więcej krzyków. Tłumaczeń Kruczej Gwiazdy, w które już nikt nie wierzył. Kilka uderzeń serca wystarczyło, by sytuacja przerodziła się w coś jeszcze gorszego. Złote ślepia obłąkanej liderki błysnęły w ciemności, kiedy złapała pazurami gardło vana. Sroka dalej nie dowierzała temu, co przecież działo się tuż przed jej oczami. Więcej gróźb padło z pyska Kruczej. Krew. Ktoś rzucił się na czarną kocicę. Wszystko działo się tak szybko, że Sroka miała wrażenie, że śni. Kolejna śmierć. Teraz na oświetlonej przez księżyc scenie leżały zwłoki obu liderów Klanu Nocy. Rudzkowy Śpiew coś mówił, ale ona nie słuchała. Tępo wpatrywała się w martwe ciała Niezapominajkowej i Kruczej Gwiazdy. Kotkę przerażał fakt, jak łatwo zostały odebrane im życia. Dopiero co oboje stali na łapach, a teraz ich ciała pozbawione duszy leżały żałośnie umazane krwią. Parę kotów wystąpiło z tłumu. Połowa z nich zbliżyła się do ciała ich byłej liderki. W powietrzu mignęły pazury. Odór krwi na odsłoniętym terenie tylko narastał, a Srocza Łapa czuła, jak robi jej się słabo. Wśród kotów pastwiących się nad ciałem Kruczej Gwiazdy dostrzegła czekoladową sierść Zdradzieckiej Rybki. Nie zwracała uwagi na pozostałych jego towarzyszy. Jedynym o czym myślała było to, że jej Matka miała rację co do czekoladowych kotów. Są gorsze. Dużo gorsze. A to się dzieje, kiedy traktuje się je na równi z innymi kotami. Całkowicie tracą rozum. 
– I-idziemy… – szepnęła do siostry zielonooka. Nie mogła na to dłużej patrzeć. 
Razem z Paskudą oddaliły się od płaczącego, zszokowanego tłumu kotów i przysiadły przy jakimś omszonym głazie. Pomimo ich konfliktu, towarzystwo Paskudy było teraz dla kotki jedynym i największym pocieszeniem. Ze zmęczeniem oparła swój łeb na głowie siostry, czując, że nikt z Klanu Nocy nie zmruży już dzisiaj oczu. 

<siostrzyczko?>

[przyznano 5%]

13 października 2022

Od Paskudnej Łapy Cd Sroczej Łapy

 Nie czuła już niczego. Głośny szloch przyćmił uczucie bólu, nie panowała nad swoim spanikowanym ciałem. Nie rozumiała, czemu to się stało. Przecież starała się. Chciała być jak najlepsza, czyli wystarczająca. Tak, by nie musieli jej wyrzucać z klanu. Słuchała każdego słowa kotki, nawet jeżeli nic z tego nie łapała i gubiła się w połowie, później nie wiedząc o co chodzi z tymi wszystkimi zasadami jak łapać zwierzątka albo walczyć. To wszystko było dla niej czarną magią, wymyśloną przez te dziwne koty z lasu. Jej mentorka nie potrafiła nad nią zapanować, przez co często ich treningi kończyły się krzykiem starszej, która uważała, że Paskudna Łapa się jej nie słucha. A ona naprawdę się starała! Wszystkie wrzaski były nieuzasadnione. Chciała być dobrym uczniem, ale… Nie potrafiła. To zbyt ją przerastało i jedyne co wynosiła z tych lekcji to umorusane futro i głowę pełną niemiłych słów, jakie usłyszała od Makowego Pola.
A teraz jeszcze to.
Mimo, że krew lała się cienkim (lecz obfitym) strumieniem, a sama w sobie wyglądała na malutką, to bolało. Nie tylko fizycznie, choć czuła jakby cały pyszczek jej pulsował. Nie miały znaczenia te smarki wymieszane ze szkarłatnym płynem, którymi była umorusana prawie cała jej łepetyna i klatka piersiowa siostry, do której przytulała się jak do mchu. To nie był tylko ból jaki znał każdy, tylko również rana na umyśle. Kiedy kotka ją uderzyła, wszystko jakby się zatrzymało. Widziała jej wściekłość, bo do niczego się nie nadawała. Złość, kiedy inni rozwijali się, a one siedziały na burym końcu, gdzie czekoladowa ledwo co potrafiła coś z siebie wydusić na tych zajęciach. A może to po prostu była zazdrość? W końcu wojowniczka pewnie widziała jak inni szkolą swoich uczniów, niektórzy niebawem mogli zostać mianowani i posiadali jakieś umiejętności, a ona dostała taką zakałę? Jedno było pewne.
Była do niczego. Wszystko jej o tym przypominało.
- N-nie- wydukała pomiędzy szybkim oddechem, a próbami uspokojenia szalejącego serca. Łzy lały się jakby strumieniem, spływając wartko po jej policzkach.- J-ja… N-naprawdę n-nie chciałam. S-starałam się. Ch-chciałam b-być l-lepsza! A-ale n-nie u-umiem!- pisnęła cicho, dalej zanosząc się płaczem.
- Nie biadol już tak, idziemy- odpowiedziała tylko czarno-biała, popychając ją w stronę medyka. Ale ona nie chciała! Nastroszony mówił, że to było więzienie dla kotów, a ona nie chciała być gdzieś zamknięta wbrew własnej woli! To musiało być straszne i traumatyczne… Jakiś obcy, pewnie wielki pan, wpycha obrzydliwe zioła. Takie włochate, albo wręcz przeciwnie, pełne obrzydliwego śluzu. Ich smak jest straszny, prawie powoduje wymioty oraz ból brzuszka… Patrzy swoimi wyłupiastymi oczami czekając aż się zje, po czym robi jakąś fuj papkę… Albo nakłada pajęczynę, pewnie wraz z żywymi pająkami! Nie chciała tam, bo to przerażające! Nie zrobiła niczego złego, więc nie chciała takiego czegoś.
- N-nie! T-tam j-jest ź-źle! N-nastroszony mi m-mówił, że t-to więzienie d-dla k-kotów!- pisnęła przerażona, uczepiając się mocno gleby, jakby zapominając o swoim prawdziwym zmartwieniu. Wizja wielkiego, brzydkiego medyka bardziej ją ogarnęła niż strach o kolejny trening. Sroka to zignorowała i spróbowała zaciągnąć do Muchomorzego Jadu. Zaskomlała błagalnie. Nie mogła tam iść, bo jeszcze tam zostanie! Wypluje swoje organy przez te zielsko obrzydliwe!
- N-nie! P-przestanie m-mnie p-przecież b-boleć!- pisnęła, wpatrując się błagalnie prosto w oczy siostry. Nie potrzebowała dużego złego kota, by krew przestała płynąć! Już powoli przestawała lać się takim strużkiem jak wcześniej… Więc po co?

<Sroka?>

[przyznano 5%]


09 października 2022

Od Sroczej Łapy CD Paskudnej Łapy

Kocicy aż zabrakło słów w pysku, aby opisać to, co wyprawiała Paskuda. Zamiast przynajmniej próbować udawać kogoś normalnego, ta jedynie utwierdzała wszystkich w przekonaniu, że zdecydowanie ma coś bardzo nie tak z głową.
– Twoje zachowanie jest nieakceptowalne, Paskudo. Jak możesz mówić o kimś takie okropieństwa? Moja mentorka nie jest żadnym wygłodniałym borsukiem czy lisem, żeby miała cię zjadać. A teraz pomyśl, czy za tak bezmyślnie wypowiedziane słowa nie należy czegoś powiedzieć? – zapytała nad wyraz spokojnym jak na nią tonem, wyczekująco wpatrując się w Paskudną Łapę.
– P-przepraszam… – bąknęła niewyraźnie czekoladowa, z zawstydzeniem chowając rozbeczaną mordkę.
Daliowy Pąk w ciszy przytaknęła łbem, czując się zbyt urażona, by cokolwiek odpowiedzieć.
Ostatecznie ich krótka rozmowa dobiegła końca, a Daliowy Pąk na odchodne rzuciła jedynie, że od następnego dnia rozpoczynają trening. Przez cały ten czas Sroka czuła, jak płonie ze wstydu. To wcale nie musiało tak wyglądać. Gdyby tylko Paskudna Łapa potrafiła czasem zachować się jak na kota przystało, albo przynajmniej przemilczeć niektóre sprawy! Jej siostra jednak była inna, jakaś dziwna, nieprzystosowana do życia w tym świecie. Dosłownie wszystko ją przerażało, a Sroczą traktowała jak swojego prywatnego ochroniarza przed złem wszelakim. Nieważne czy było to niewinne kocię, brudna ropucha czy jej własna mentorka. Nie było rzeczy, która by jej nie przerastała. Czarno-biała tylko czekała, aż pewnego dnia siostra przybiegnie do niej z płaczem, bo martwa mysz krzywo na nią popatrzyła.
Jednak pomimo tych wszystkich cech i zachowań, za które Sroka miała nieraz chęć udusić Paskudę, darzyła ją na swój sposób jakimś rodzajem sympatii, chociaż w jej przypadku bardziej adekwatne byłoby powiedzenie “akceptacji”. Paskudna Łapa była po prostu czekoladowa, gorsza. Mimo uderzającego podobieństwa w kolorze nie było to błoto, które zmyje się po wejściu do strumienia, tylko coś, co miało zostać z nią na zawsze, nieważne jak bardzo chciałaby się go pozbyć. Niższość więc była u niej zapisana w genach. Takim jak Paskuda pozostało jedynie współczuć ich przykrego, a zarazem żałosnego losu.

***

Srocza Łapa wylizywała swoje futerko po wycieńczającym treningu z Daliowym Pąkiem. Częste tarzanie się po ziemi w trakcie nauki walki, w najmniejszym nawet stopniu nie sprzyjało utrzymywaniu go w przyzwoitym stanie i bardzo często wracała pokryta kurzem, co na białej sierści kocicy, dość mocno się odznaczało. Jednak poza byciem trochę brudną i zmęczoną, jakoś sobie radziła. Nie to, co jej siostra. Młoda Makowe Pole z trudem próbowała zapanować nad kocicą, która była wręcz niemożliwa w obejściu. Pomimo upływu zaledwie paru wschodów słońca od ich mianowania, trudny charakter czekoladowej już dawał się we znaki. Krzyki srebrnej mające na celu ustawienie do pionu swojej uczennicy, przynosiły przeciwne od oczekiwanych skutki. Paskuda z dnia na dzień nikła w oczach, co kiedyś łaciata uznałaby za niewykonalne. Ciągle chodziła przestraszona, jej futro niedbale sterczało we wszystkie strony, a pysk wyrażał więcej smutku niż kiedykolwiek wcześniej.
Kotka zastrzygła uszami, kiedy usłyszała zbliżający się do niej tupot łap. Paskudna Łapa niezgrabnie biegła w jej stronę. Po chwili z przerażeniem przywarła do siostry, kwiląc z bólu.
– Boli, b-boli!! – zaskomlała czekoladowa, wtulając się jeszcze mocniej w siostrę.
– Co się stało? – zapytała zdezorientowana Srocza, próbując zrozumieć o co chodzi zielonookiej.
– Twoja siostra się stała, ot co. – zza pleców Paskudy rozległ się pełen złości syk, a Sroka poczuła, jak przez wczepione w nią ciałko przebiega dreszcz. – Ta szkarada nie umie nic dobrze zrobić, nawet najprostszych, najbardziej podstawowych rzeczy. Wszystko trzeba jej dziesięć razy powtarzać, a i tak efekt jest znikomy.
Wzrok kocicy przeniósł się z siostry na zbliżającą się do nich niską, srebrzystą kotkę, mentorkę Paskudy, która z irytacją machała ogonem.
– Najpierw się nie słucha i udaje głupszą od kocięcia, a potem przybiega poskarżyć, jaka to ja jestem zła i niedobra, bo w końcu jej się dostało. – kontynuowała rozwścieczona wojowniczka, świdrując wzrokiem swoją uczennicę.
Dopiero po słowach Makowej, Sroka spojrzała na swoją klatkę piersiową, teraz umorusaną smarkami i szkarłatną cieczą. Zdezorientowana złapała łapą pysk siostry, aby móc się jej lepiej przyjrzeć. Z zaskoczeniem odkryła, że czekoladowa ma rozcięty pazurem nosek, który intensywnie krwawił.
Uczennica położyła po sobie uszy. To nie tak, że nie zgadzała się ze słowami starszej, ani że rana czekoladowej wyglądała na jakąś poważną, jednak coś jej się w tej sytuacji bardzo nie podobało.
– Uderzyłaś ją…? – zapytała ściszonym głosem Sroka, dalej mając cichą nadzieję, że może był to jedynie nieszczęśliwy wypadek w trakcie ćwiczeń.
– A co innego miałam zrobić, skoro nie rozumie tego co się do niej mówi? Zresztą, przecież się wyliże, tutaj nawet medyk jej nie będzie potrzebny. – odpowiedziała pręguska, wywracając z poirytowaniem oczami. – Wyglądasz na racjonalną kotkę, więc liczę na to, że jej smutne oczka cię nie zmylą i będziesz świadoma, że ona jedynie szuka litości i okazji do poużalania się nad sobą. A teraz, Paskudna Łapo, idziemy. Chcę z tobą porozmawiać na osobności.
Czekoladowa uczennica w odpowiedzi na usłyszane słowa zapiszczała z przerażeniem, wbijając pazury w siostrę. Przekaz był jasny. “Nie chcę iść”.
– Wydaje mi się, że dzisiejszą lekcję zapamięta na zawsze i nie ma potrzeby jej już dzisiaj nic dokładać… – mruknęła Srocza Łapa, której także perspektywa puszczenia siostry z Makowym Polem wydawała się niezachęcająca.
Zielone oczy wojowniczki wpatrywały się przez dłuższą chwilę w czarno-białą. Srocza Łapa już przygotowywała się na odmowę ze strony niższej kotki, jednak jej odpowiedź była zaskakująco inna.
– Hmpf, w porządku. – prychnęła z niezadowoleniem srebrna, po czym odwróciła się i oddaliła w swoją stronę, z dumnie uniesionym w górę ogonem.
Srocza Łapa odetchnęła z ulgą, kiedy wojowniczka zniknęła z jej pola widzenia. Miała świadomość, że jej siostra jest na przegranej pozycji. Negatywna “sława” klanowej wariatki tylko rosła, więc już nikogo nie dziwiły krzyki i wrzaski, a to dawało innym kotom możliwość bezkarnego dręczenia czekoladowej, bo niby kto ma się za kimś takim wstawić?
– Chcesz pójść z tym do Muchomorzego Jadu? – zaproponowała siostrze czarno-biała.

<Paskuda Łapo?>

[przyznano 5%]

03 października 2022

Od Paskudnej Łapy Cd Sroczej Łapy

 Wojowniczka pożerała ją wzrokiem. Wręcz czuła swojej skórze jej palące spojrzenie. Dziwiła się, że nie czuła jeszcze dymu, tego okropnego swądu, kiedy futro mogło zacząć płonąć ogniem ze wstydu. Oceniała ją, z każdą chwilą czuła jak to spoglądanie na nią przeradzało się w pochłanianie każdego skrawka jej ciała. Oczywiście, bardzo mocno przesadzała. Kotka, będąca teraz mentorem Sroki po prostu na nią zerknęła przelotnie, kiedy to właśnie sama Paskuda wpatrywała się w nią już od dłuższego czasu. Nie potrafiła stwierdzić, czy Daliowy Pąk była miłą kotką, zresztą, to jej siostra miała się z nią męczyć przez cały czas bycia uczniem. Ona dostała kogoś innego. Lepszego nauczyciela, czy gorszego?
Wybałuszyła jeszcze bardziej oczy, czując jak dalej drży, będąc przytulona do czarno-białej, już bardzo zirytowanej jej ciągłym przywieraniem do niej jak rosa do liścia. Przylgnęła do niej tak jak potrafiła, smarkając w jej futro, które coraz bardziej było przepełnione glutami oraz łzami. Pazurami łapała Srokę, jakby jeszcze bardziej chciała ją do siebie zbliżyć. Potrzebowała czegoś ciepłego. Potrzebowała kulki, która ją ogrzeje. A siostra była do tego idealna.
Mentorka czarno-białej spojrzała na nią lekko zdziwiona. Nagle jej serce jakby stanęło. Wzrok kotki wżarł się jeszcze głębiej niż wcześniej. Przewiercał jej środek. Zapiszczała głośno i skuliła się bardzo. Odpowiedziało jej podniesienie brwi oraz jakieś słowa skierowane do Sroczej Łapy; ale ona była poza tym wszystkim. Nie słyszała jej marudzenia czy jakichś innych słów, tylko zaczęła głośno płakać, ku irytacji siostry. Szlochała, odwracając łebek, nawet nie chcąc by ta straszna wojowniczka od wariatów się na nią gapiła.
- Wszystko dobrze?- zapytała już nieco zaniepokojona kotka, przyglądając się jej z ciekawością. Albo czymś innym? Tak. Może z obrzydzeniem? Na pewno nie z miłą chęcią pomocy. Każda głoska wypowiedziana przez Daliowy Pąk, wydawała się być coraz straszniejsza. Bardziej… Przerażająca. Dlatego głośniej zapłakała, na siłę wpychając swój nos do futra siostry.
- O-ona j-jest s-straszna! P-patrzy się t-tak n-na mnie! O-odgoń ją! O-ona… B-boję się j-jej!- zapiszczała do ucha Sroki, jednak starsza z pewnością to podłapała, bo wykrzywiła nieznacznie pysk w zaskoczeniu.- P-proszę! B-bo ona m-mnie zje! T-tak j-jak m-mówiłaś! B-będę p-pożarta!

<Sroka?>

[przyznano 5%]

02 października 2022

Od Sroczej Łapy CD Paskudnej Łapy

Srocza Łapa ledwo co nadążała za natłokiem słów wychodzących z pyska czekoladowej. Kocica piszczała coś, skomlała, wciskając mordkę w łaciate futro siostry.
– Przestań być taką beksą, przynosisz nam wstyd! – warknęła Sroka, wlepiając zdenerwowany wzrok w Paskudę. – Z resztą, nie ty jedyna nie jesteś zachwycona przebywaniem wśród tych… wariatów. – dodała ściszonym głosem.
Paskuda jeszcze głośniej zachlipała z bezradności.
– No przestań patrzeć na mnie takimi oczami! To nie moja wina, że dajesz sobie dawać w pysk gówniarzowi, ani że jesteś taka płaczliwa. To, że idziemy w nieznane też nią nie jest, ale tego pragnęła Mama. Ona zawsze chciała dla nas najlepiej, więc rusz czasami tym pustym łbem i zastanów się nad tym co robisz i dla kogo.
– A-ale c-czemu musimy i-iść…? N-nie rozumiem… – załkała Paskuda, przysuwając się jeszcze bliżej Sroki.
– Ty nigdy nic nie rozumiesz! Ciągle tylko ryczysz i ryczysz, więc co się dziwić! – odpowiedziała szybko Srocza, celowo unikając odpowiedzi na zadane przez siostrę pytanie. Nie miała zamiaru się jej przyznawać, że sama nie rozumiała celu ich podróży.
Wychudzona kocica przylgnęła do Sroczej Łapy tak mocno jak było to możliwe, próbując odnaleźć w siostrze jakiekolwiek pocieszenie i poczucie komfortu. Jednak dla czarno-białej było to całkowite przeciwieństwo tego. Najbardziej na świecie pragnęła teraz, aby to brudne stworzenie znalazło się jak najdalej od niej. Ona sama chętnie by pomogła siostrze w opuszczeniu jej przestrzeni osobistej, gdyby tylko Paskudna Łapa przestała z takim zawzięciem smarkać w jej śliczne futerko, dość mocno ograniczając zakres ruchu uczennicy.
– Nie musimy już codziennie się chować i uciekać, więc może to w końcu doceń. Masz co jeść i gdzie spać. Większość tutejszych kotów traktuje cię lepiej niż powinny traktować kogoś twojego pokroju. Masz tego swojego, uh, Zastraszonego. Jak nie dasz sobie rady z byciem tym całym wojownikiem to coś cię najwyżej zeżre i w najlepszym wypadku się otruje. Ale póki jeszcze cię nie zeżarło, masz wszystkie łapy i ogon na miejscu, to przestań stwarzać problemy, bo z tego co widzę to jest to jedyne co robisz poza płaczem.
– J-JAK TO ZEŻRE?!? – wrzasnęła Paskudna Łapa, ze strachu wbijając pazury w kończyny Sroczej, która wydała z siebie donośne syknięcie.
Zielonooka już myślała, że zaraz się nie powstrzyma i wydrapie Paskudzie gałki oczne, ale na szczęście dla czekoladowej, do kocic podeszła Daliowy Pąk.
– Dużo urosłyście odkąd was znaleźliśmy. – zaczęła szylkretka delikatnie się uśmiechając, chociaż jej pomarańczowe oczy zdradzały, że niekoniecznie był to szczery uśmiech. – Mam nadzieję, że będziesz dobrą uczennicą, Srocza Łapo. – skłoniła łbem do swojej termiantorki.
– Też na to liczę. – odpowiedziała Sroka, próbując dyskretnie odsunąć od siebie Paskudę, która teraz niezręcznie wlepiała przerażony wzrok w starszą wojowniczkę.

<Paskudo?>

[przyznano 5%]

28 września 2022

Od Paskudnej Łapy Cd Sroczej Łapy

 Dzień mianowania nie był wydarzeniem, którego wyczekiwała. Wręcz przeciwnie, bała się tych obrzędów klanowych kotów. Zachowywali się jak totalni dziwacy! Mówili straszne formułki, zmieniali imiona na jakieś łapy, co jedynie jej się źle kojarzyło od kiedy Nastroszony postanowił bawić się w medyka… Do tego mentorzy. Mieli uczyć potrzebnych rzeczy dla wojowników, ale… Po co jej to było? I tak z niczym nie da sobie rady. Makowe Pole wyglądała na dość miłą, lecz wyparła to z myślenia. Nie mogła być miła! Żaden tutaj kot nie był miły, no może oprócz tej Mgiełki, ale też była straszna! Każdy chciał dotyku. Tak jak teraz, gdy ta starsza kotka do niej podeszła. Nie zwracała uwagi na wcześniejsze rytuały, więc nie wiedziała jak zareagować i tyle! To było normalne, że zaczęła kwilić! Inne koty wydawały się być zdziwione. Może nie rozumieli jak wiele niebezpieczeństw jest na świecie! Dopiero ktoś jej powiedział co ma zrobić, więc szybko styknęła się z nią nosem. Obrzydliwe! Czemu musiała to robić?! Życie w klanie coraz bardziej ją przytłaczało. Wolała być z mamą, w świecie, gdzie nie było tego… Tego wszystkiego.
Zestresowana rozglądała się nerwowo, jak nagle koty zaczęły krzyczeć. Jakieś chore! Czemu się tak darli z byle powodu? Jeszcze do tego zaczęli gratulować tym kotkom co miały ich uczyć, tak samo kilka z nich podeszło do jej siostry. Ona zgarbiona odsunęła się jak najbardziej mogła, w ciszy obserwując to co się dzieje. Nie chciała być przy nich wszystkich. Była w końcu od nich wszystkich gorsza, nie należało jej się tu być. Każde spojrzenie na nią skierowane wnikało w nią jak kwas, coraz bardziej powodując dreszcze. Wszyscy wydawali się oceniać to co robi, wymagać od niej czegoś. Mama tak robiła, ale… Ale była mamą, a nie obcymi kotami. Jeżeli ktoś nieznany od niej czegoś chciał, to było straszne. A chcieli, chcieli by została tym całym wojownikiem! Schyliła łebek, nawet nie chcąc się patrzeć na te wszystkie istoty, a dalej czuła jakby przenikali ją samym wzrokiem. Jeszcze mocniej zaczęła drżeć. Chciała tak bardzo wrócić! Tu było… Źle. Bardzo źle!
Spanikowana przysunęła się do siostry, co bardziej wyglądało jakby się czołgała, próbując być jak najmniejsza i nie zwracać uwagi na czyjeś spojrzenia. Dopiero przy Sroce zdołała podnieść do góry głowę, wpatrując się w jej ślepia pełna przerażenia i niemalże histerii. Musiała być cicho, musiała być cicho…
- B-BOJĘ SIĘ!- pisnęła głośno, przywierając do kotki.- T-tu j-jest t-tak d-dużo k-kotów! O-oni w-wszyscy s-są s-straszni! R-robią n-na n-nas r-rytuały! P-powiedzieli, ż-że m-mamy się u-uczyć j-jak b-być w-wojownikiem, a-ale j-ja i tak n-nie d-dam r-rady! Ch-chcę d-do m-mamy! D-do m-mamy, d-do mamy!- zaszlochała, przytulając się zapłakana do siostry, wykorzystując jako swoją chusteczkę.- T-tam b-było l-lepiej! T-tu m-mówią o-o j-jakichś g-gwiazdkach i t-tak d-dalej! M-mój… K-kolega b-będzie t-też z-zły na mnie, b-bo j-jestem u-uczniem! 
Sroka już miała coś powiedzieć, jednak ta w porę ją przekrzyczała.
- Cz-czemu t-tu m-musimy b-być?! N-nie l-lubię t-tego! I-i j-jeszcze i-idziemy g-gdzieś, n-nawet n-nie w-wiem g-gdzie! P-przy m-mamie b-było l-lepiej!

<Sroka?>

[przyznano 5%]

25 września 2022

Od Sroki (Sroczej Łapy) CD Paskudy (Paskudnej Łapy)

Oczy Sroki piekły niemiłosiernie po tym, jak rozchlapywany muł trafił jej prosto w pysk. Do tego Paskuda trzymała się jej tak kurczowo, że czarno-biała nie miała możliwości najmniejszego ruchu. Czuła jedynie, jak małe pazurki wbijają się w jej futro, nie chcąc za żadną cenę się odczepić. 
– Gwarantuję ci, że ta ropucha wyrządzi tobie o wiele mniej krzywdy niż ja, jeśli zaraz mnie nie puścisz. – zagroziła Sroka, z całej siły próbując odepchnąć czekoladową.
Paskuda, w obawie przed konsekwencjami związanymi ze sprzeciwem, posłuchała się siostry, lecz nie oddaliła się tak bardzo, jak życzyłaby sobie tego Sroka. Skuliła się tuż obok, nerwowo zerkając na ropuchę, jakby ta miała się jej zaraz rzucić do gardła.
– A-a m-m-mogłabyś c-coś z-z tym z-zrobić, p-pproszę? – zapytała roztrzęsionym, błagalnym tonem czekoladowa.
Kotka z wyczuwalnym poirytowaniem westchnęła i jeszcze raz spojrzała na ubłoconego płaza. Siedział sobie jak gdyby nigdy nic, z nienawiścią obserwując siostry złocistymi ślepiami. Kotka podniosła się z ziemi i niby od niechcenia pacnęła ropuchę łapą. Ta, z niezadowolonym rechotem, poturlała się w tył. Pełna oburzenia zaczęła człapać w przeciwnym od obranego wcześniej kierunku, co jakiś czas wydając z siebie jakiś ropuszy, trudny do zinterpretowania dźwięk. Sroka zerknęła przez ramię na siostrę. W bladych oczach Paskudy oprócz niemal cały czas obecnych tam łez, zalśniło coś jeszcze. Jakaś dziwna nadzieja, wdzięczność, zmieszana ze strachem.
– D-dziękuję b-bardzo, n-nie wiem, j-jak się o-odwdzięczyć… – wydukała Paskuda, chcąc podejść bliżej do siostry.
– Najbardziej mi się odwdzięczysz jeśli nie będziesz się do mnie zbliżać. Ani dotykać. Ani mówić. – syknęła w odpowiedzi Sroka.
Chwilowy blask w oczach Paskudy znikł tak szybko jak się pojawił. Spojrzała w łapy, położyła po sobie uszy i poza cichym przytaknięciem nie ośmieliła wydać z siebie już żadnego dźwięku. Sroka również nie miała jej nic więcej do powiedzenia. Jak zwykle w takich sytuacjach, oddaliła się bez słowa w swoją stronę, zostawiając siostrę samą.

***

– Sroko, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczennicą. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Srocza Łapa. Twoją mentorką będzie Daliowy Pąk. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę. – oznajmiła donośnie Krucza Gwiazda, po czym kontynuowała, tym razem zwracając się do szylkretowej kocicy – Daliowy Pąku, jesteś gotowa do wyszkolenia kolejnego ucznia. Wykazałaś się swoją lojalnością i odwagą. Od dziś będziesz mentorką Sroczej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Tak. Minęło parę księżyców odkąd Sroka razem z siostrą trafiły do Klanu Nocy. Już dłuższy czas przemieszczali się ku nowym terenom. Bardzo dużo zmieniło się w życiach kocic, od momentu porzucenia przez rodziców, aż do chwili obecnej. Co prawda nie musiały już dłużej ciągle się ukrywać ani uciekać, ale starych nawyków trudno się pozbyć i w dalszym ciągu były o wiele bardziej czujne niż większość współklanowiczów. Teraz, wraz z nadejściem pory zielonych liści, obie miały zostać mianowane na uczennice. Z tego co Sroka rozumiała, był to etap przed zostaniem wojownikiem, w którym są szkolone przez starsze koty, tak zwanych “mentorów”, do których zostają przydzieleni przez lidera klanu. 
Dzisiaj miała oficjalnie otrzymać swoje uczniowskie imię. Stała na przedzie zgromadzonego tłumu kotów, wpatrując się w smukłą sylwetkę Kruczej Gwiazdy, wypowiadającej jakieś wzniosłe słowa dotyczące jej mianowania. Daliowy Pąk zbliżyła się do czarno-białej, po czym obie zetknęły się nosami. W pierwszej chwili czuła się nieco niepewnie, kiedy szylkretowa kotka przekroczyła jej przestrzeń osobistą, ale potem przypomniała sobie mianowanie Zajęczej i Liliowej Łapy, więc zrobiła to samo co one kilka księżyców wstecz. Wcześniej nikt jej na ten temat nie doedukował, więc było to jej jedyne źródło wiedzy dotyczące klanowych tradycji.
Potem mianowana została Paskuda. U niej sytuacja wyglądała nieco inaczej - kiedy Makowe Pole, jej świeżo przydzielona mentorka, próbowała zetknąć się z czekoladową nosami, ta zakwiliła żałośnie i skuliła się na ziemi. Dopiero kiedy kilka kotów szepnęło jej do ucha co ma zrobić, cała roztrzęsiona dotknęła swoim nosem ciemnego noska Makowej. Na sam koniec, po niezręcznej ciszy wywołanej zachowaniem Paskudy, koty zaczęły powoli, ale donośnie wykrzykiwać imiona nowo mianowanych uczennic. Większość kotów wyglądało na zadowolone z pojawienia się w ich szeregach kolejnych terminatorów, chociaż były też takie, które z powątpiewaniem patrzyły na obie kotki. Wśród nich był Nastroszony, który z nadąsaną miną siedział obok swojej niebieskookiej siostry w tłumie. Najwyraźniej nie był szczęśliwy z odebrania mu jego zabawki, Paskudy. Machał ze złością ogonkiem, co chwilę uderzając nim w Mgiełkę. Koniec końców, siostra pacnęła go łapą w łebek, dając do zrozumienia, że ma w tej chwili przestać.
Srocza Łapa przycupnęła sobie gdzieś z boku, podczas gdy większość klanu poszła gratulować mentorkom jej i Paskudnej Łapy. Obie wojowniczki były młode, Makowe Pole i siostry dzieliła zaledwie pięcio księżycowa różnica wieku. Dużo rówieśników srebrzystej dalej uczyło się pod czujnym okiem swoich mentorów, a ona już miała własnego ucznia. Daliowej też nie dało się niczego zarzucić. Mimo bycia jedną z najmłodszych wojowniczek klanu, już miała przydzielonego drugiego ucznia. Obie na pierwszy rzut oka wydawały się być zaiste utalentowanymi kotkami.
Do Sroki także co jakiś czas ktoś podchodził, chcąc złożyć gratulacje z okazji zostania uczniem, jednak i tak trudno było to porównać do zainteresowania jakie wzbudziły wcześniej wspomniane kocice. Czarno-biała tylko pochylała z szacunkiem głowę, wyrażając tym samym nieme podziękowania za składane jej gratulacje. Dopiero zbliżenie się Paskudnej Łapy wyrwało ją z tego zamyślenia i pytającym spojrzeniem zlustrowała nowo przybyłą kotkę.

<Paskudo?>

[przyznano 5%]

18 września 2022

Od Paskudy Cd Sroki

 To coś nadchodziło. Człapało w jej kierunku. Wielkie, obskurne. Szło na jej zgubę. Chciało ją dorwać. Wpatrywała się w nie pusto, nawet nie mając sił zareagować. Zbyt ją zaskoczyło. Wyglądało strasznie. Była pewna, że chciało ją zjeść. Najlepiej to na surowo i w całości. Bez delektowania się każdym kawałkiem ciała, po prostu wsunęłoby ją do środka swojego obrzydliwego ciała. A to było coraz bliżej. Sparaliżowana ze strachu nie wiedziała czy reagować, czy nie. Aż w końcu gdy to nadeszło bliżej, zaczęła biec. Pędziła jak najdalej od tego przerażającego oblicza pełnego agresywnego wyrazu, pełnej błota istoty (niczym ona) oraz z pryszczami. Miało dziwne łapy. Pędziła po ziemi, zataczając się, by jak najszybciej od niego uciec. Nie mogła wyhamować. Dopiero widok siostry sprowadził ją do pionu. Z paniką spróbowała się zatrzymać, lecz z poślizgiem wpadła do kałuży i obryzgując wszystko wokół. Dotąd zaschnięte błoto na jej futrze znowu nabrało klejącej konsystencji, a na dodatek zmieszało z kolejną, wychlapaną porcją brudnego mułu. Nie reagowała na cieknącą z całej jej sierści breję. To coś dalej szło w jej stronę. Szybko zbliżyła się do Sroki, niemalże wtulając się w jej również przemoczone ciało. Dygocząc, próbowała znaleźć jakąś otuchę w miękkim, lecz teraz trochę posklejanym futrze. Płacz i smarki niemalże wcierała w czarno-białą, używając ją jako własną tarczę i chusteczkę w jednym.
– O-ONO TAM JEST!! – zawyła do siostry, siorbając niemalże bez przerwy. To coś było coraz bliżej… A za chwile ją zje!
– Co jest… – wysyczała w odpowiedzi Sroka, odpychając ją na bok. Nie spodobał jej się ten ruch, ale rozumiała ją. Może miała zamiar ochronić je obie przed strasznym stworzeniem?
– B-BRĄZOWE, TAKIE N-NIEŁADNE I I Z WYŁUPIASTYMI OCZAMI!!- krzyknęła, próbując wytłumaczyć o co jej chodzi. 
– To brzmi znajomo. Jesteś pewna, że nie przestraszyłaś się własnego odbicia? – parsknęła łaciata, na co ona tylko nieznacznie się skuliła. Naprawdę tak wyglądała źle? Jak to… To coś>
– O-oczywiście, ż-że nie!! – pisnęła, rozglądając się na boki. To coś było blisko. Za blisko. Bardzo blisko! Zaskomlała przerażona. Nie chciała zostać zjedzona! – TO IDZIE, TO IDZIE!!
Sroka spojrzała w stronę, którą wskazywała i niemalże nie zareagowała na tą istotę. Dlaczego? Przecież… To było straszne! I wiedziała, że kotka się mało czego boi, ale… 
– To tylko zwykła ropucha… – mruknęła Sroka z poirytowaniem. Odrobinę przybliżyła się do siostry. 
– T-TO M-MNIE Z-ZJE!- wrzasnęła, spoglądając przerażona na czarno-białą. Miała to coś wziąć od niej! Bo inaczej za chwilę umrze! Pewnie tego chciała, ale… Może w środku jej serca było trochę litości? Miała taką nadzieję, bo zostało mało czasu. 
– Nie panikuj, to jest po prostu ropucha, nie słyszysz?- syknęła kotka, lecz jej już nie słuchała. Okropne, brązowe, obrzydliwe i straszne stworzenie było aż za blisko. Z krzykiem przywarła spanikowana do siostry, wczepiając się w nią mocno pazurkami, ale uważając by jej nie zranić. Wytrzeszczyła oczy. Ta istota skoczyła do wcześniej rozblejdanej kałuży, z towarzyszącym chlupnięciem. Woda z mułem wzbiła się w powietrze jeszcze mocniej niż kiedy ona w to wpadła. Wrzasnęła przerażona, gdy woda trafiła na nią… I próbującą się odsunąć Srokę. Jednak trzymała ją za mocno. Z całej siły próbowała skleić się w jedno z czarno-białą, jedynie tam czując odrobinę spokoju. Rzekoma ropucha zatrzymała się kawałek od nich, a z jej pyska rozległo się głośny rechot. Pisnęła cicho, jeszcze bardziej przytulając się do siostry.
– P-proszę, u-uratuj m-mnie, t-to c-coś j-już p-po m-mnie i-idzie!- zakwiliła, przywierając do Sroki. Stały się jedną, wielką, ociekającą z każdej stron mułem kulką. Tak czuła się dobrze, lecz siostra nie, bo już słyszała gniewne pomruki.- P-pro-proszę!

<Sroka?>

Od Sroki CD. Paskudy

Duże, zaszklone, szaro-zielone oczy błagalnie wpatrywały się w Srokę. Nie podobało jej się to. Zawsze kiedy Paskuda robiła taką minę, czarno biała czuła na przemian odrazę, złość, a ostatnimi czasy dochodził do tego jakiś dziwny rodzaj żałości. Nie umiała tego dokładnie opisać. Ta ostatnia emocja była czymś nowym i absurdalnym, z czym na szczęście Sroka sobie radziła, szybko zbywając takie niedorzeczne myśli.
Gdzieś dalej przed nimi rozległ się krzyk informujący o zakończeniu postoju. Był to idealny moment, bo Sroka nie miała najmniejszych chęci na kwestionowanie swojej moralności, a odpowiedź Paskudy była dla niej wystarczająco satysfakcjonująca. Fuknęła donośnie i z pluskiem wrzuciła pysk siostry w błoto. Czekoladowa wydała z siebie zduszony kwik zaskoczenia, ale nie ośmieliła się podnieść głowy do momentu, kiedy Sroka znalazła się w wystarczającej odległości od niej.
Ruszyli. Podczas deszczowej drogi kotka usilnie próbowała domyć łapki, którymi dotykała Paskudy, co chwilę z niesmakiem wykrzywiając pysk. Zastanawiała się, co się z nią dzieje. Czemu pojawiają się u niej dotąd tak niespotykane pomysły. Nie miała wyrzutów sumienia krzywdząc siostrę, bardziej wątpliwości. Właściwie, czy zdaniem kotki można było to zaliczyć do krzywdzenia? Przecież tylko przypominała Paskudzie o jej niższości, dokładnie tak jak chciałaby tego Arielka. Robiły to dla dobra czekoladowej, bo co to by było, gdyby takie brzydactwo miało się za kogoś lepszego? No i skoro jej mama we własnej osobie uważała to za słuszne, to właśnie takie musiało być i nie ma się co z tym sprzeczać. Ona zawsze podejmowała dobre decyzje. Chociaż młodą kotkę nadal zastanawiało, jaki był prawdziwy powód trzymania Paskudy tak długo przy życiu. Podczas konfrontacji z siostrą improwizowała, by uderzyć w jak najczulszy punkt. Tak naprawdę nie miała zielonego pojęcia czemu Arielka postąpiła w ten sposób, a wcześniej wypowiedziane słowa były jedynie jej domysłami. Może faktycznie chciała dać kocicy szansę, może nie miała ochoty brudzić sobie łap krwią noworodka, a może był to po prostu dziwny kaprys złotookiej. Po Arielce można było spodziewać się każdej z przytoczonych odpowiedzi i każda z nich była równie prawdopodobna. To były jej kocięta, więc też do niej należała decyzja co się z nimi stanie. 
Szli tak już jakiś czas. Przyszła pora na następny postój, głównie wymuszony niesprzyjającymi warunkami pogodowymi i pojękiwaniem niezadowolonych z tego kotów. Sroka przycupnęła sobie przy małej, świeżej kałuży z deszczówki, która nie zdążyła jeszcze zmętnieć, w celu ugaszenia pragnienia. Była zimna, orzeźwiająca i względnie czysta, dokładnie taka, jaką lubiła Sroka. Pewnie piłaby sobie tak jeszcze jakiś czas, ale nagły, szybki tupot zbliżających się łap przerwał jej tą czynność. W ostatniej chwili Sroce udało się cofnąć w tył aby uniknąć rozpędzonej Paskudy, która właśnie z poślizgiem wyrżnęła w jej kałużę. Na nieszczęście obu, czarno białej nie udało się w pełni uskoczyć przed rozchlapywanym błotem. Jej piękna, biała sierść była teraz przemoczona i brudna. Pysk kotki także nie wyglądał najlepiej, ale w tym przypadku było to głównie spowodowane malującym się na nim grymasem. Sroka nie zdążyła nawet zawarczeć, kiedy czekoladowa doczołgała się do niej i przylgnęła, cała roztrzęsiona, skomląc żałośnie.
– O-ONO TAM JEST!! – zawodziła Paskuda, smarkając na lewo i prawo.
– Co jest… – wysyczała w odpowiedzi Sroka, odsuwając od siebie ubłoconą istotę najdalej jak się dało.
– B-BRĄZOWE, TAKIE N-NIEŁADNE I I Z WYŁUPIASTYMI OCZAMI!!
– To brzmi znajomo. Jesteś pewna, że nie przestraszyłaś się własnego odbicia? – parsknęła łaciata.
– O-oczywiście, ż-że nie!! – pisnęła Paskuda, po czym spojrzała w bok i aż zawyła z przerażenia – TO IDZIE, TO IDZIE!!
Sroka podążyła wzrokiem za spojrzeniem siostry. Rzeczywiście. Coś się do nich zbliżało. Takie nie za duże, okrągłe, pryszczate, zabłocone i z ciągłym niezadowoleniem na pyszczku, człapało swoimi śmiesznymi łapkami po mokrej glebie. Wyglądało na bardzo zdeterminowane.
– To tylko zwykła ropucha… – mruknęła Sroka z poirytowaniem.

<Paskudo?>

16 września 2022

Od Paskudy Cd Sroki

 Wiedziała, że jej zachowanie irytowało siostrę, ale nie potrafiła inaczej. Miala zakodowane w głowie to, jak ma reagować na jakiekolwiek bodźce, dlatego zawsze jak ktoś się zbliżał, normalne były trzęsawki, piski i płacz. Gdy podchodziła Sroka, zawsze myślała, że ta chce jej coś zrobić. Nie mogła powstrzymać paniki, która obejmowała całe jej ciało.
A gdy w pobliżu pojawił się Nastroszony, przeczuwała, że będą kłopoty.
Zamglonym wzrokiem wpatrywała się w scenę przed nią. Szary nie był przygotowany na agresywną reakcję jej siostry. Był pewnie lekko zaskoczony tym, jak wybuchnęła. Skuliła się w kałuży, coraz bardziej zanosząc się płaczem. Złość wręcz kipiała z czarno-białej. Bała się jej. Tego w jaki sposób odzywała się do kocura. Aż w końcu gdy usłyszała wrzask furii, gdy kociak łupnął ją w głowę, momentalnie spuściła wzrok przerażona. Trudno było jej powstrzymać drgawki i łzy, które wylewały się w liczbie hurtowej. Z każdym usłyszanym krokiem jej głowę zaprzątały coraz ciemniejsze myśli. A gdy kotka stanęła tuż przed nią, jedyne co mogła zrobić, to chociaż trochę uspokoić oddech.
– Powiedz mi, Paskudo. Czy ciebie cieszy takie poniżanie naszej rodziny? Czy to ci przynosi jakąś chorą satysfakcję? Robienie z nas na każdym kroku idiotów? Dotąd nie wtrącałam się w twoje sprawy, ale teraz? Co ja mam powiedzieć o tym? Błaźnisz się przed jakimś szczurem, który dalej doi maminego cyca, a do tego wmawiasz mu, że jesteśmy rozwydrzonymi, bezmózgimi pieszczoszkami dwunożnych? Myślisz, że dlaczego mama utrzymała coś takiego jak ty przy życiu? Przecież mogła cię zabić od razu po porodzie, nikt by za tobą nie płakał! A jednak tego nie zrobiła… Zastanawiałaś się kiedyś czemu? Czemu jako takie małe, brzydkie stworzenie dostałaś szansę? Bo mama liczyła, że mimo swojego wyglądu wyrośniesz na coś, co przynajmniej nie przyniesie jej wstydu. A teraz powiedz mi - czy twoim zdaniem cieszyłaby się z tego co robisz? Czy ty kiedykolwiek pomyślałaś o kimś poza sobą? Głupia ja, bym zapomniała. Przecież ty nigdy nie myślisz.
Nie odezwała się. Nie wiedziała co powiedzieć. Jedyną reakcją na ten wywód, był jeszcze większy płacz. Sroka miała rację. Przynosiła im wstyd swoim istnieniem. Swoją uległością, śmiesznymi reakcjami na coś tak błahego jak bliskość. Z pewnością wymarzoną córką czy siostrą nie była, ale nie robiła tego specjalnie. Nie chciała, by ktoś był później na nią o to zły. Jej zachowanie nie było przygotowane po to, by inni wyśmiewali jej rodzeństwo, za bycie spokrewnionym z taką pomyłką, która do niczego w życiu nie dojdzie. Nie rozumiała czemu matka dała jej możliwość życia. Patrząc na to z logicznego punktu widzenia, tylko sobie utrudniła żywot takim mysim bobkiem i powinna zostawić sobie samą Srokę, która była córką idealną. Pod każdym względem, gdziekolwiek by się nie patrzeć. Czarne plamki futra, gwałtowny charakter. Potrafiła się postawić. A ona? Jakiś śmieć, który do niczego się nie nadaje.
Pisnęła, gdy poczuła nagłe szarpnięcie. Ledwo co otworzyła całe mokre ślepia, by spojrzeć prosto w pysk siostrze. Z paniką próbowała dojrzeć łapę czarno-białej, która z wysuniętymi pazurami trzymała jej policzek. Ten ruch nie zwiastował niczego dobrego. Poczuła jak jej serce zaczyna jeszcze szybciej bić. 
- Odpowiedz.
Zamknęła szybko oczy, nie chcąc nawet patrzeć się na Srokę. Zbyt ją onieśmielała. Przerażała. Lekko szarpnęła do tyłu, próbując odsunąć się od kotki. Nienawidziła tego jak była blisko. Tego, że na swoim pysku czuła jej przeszywający wzrok. Oczekiwała odpowiedzi. Jeszcze raz spróbowała wyrwać głowę do tyłu, ale nie potrafiła. Pazury zielonookiej wrzynały się w jej skórę. Nie chciała, by ta jej zrobiła krzywdę. A wystarczyło tylko pociągnąć łapą po jej delikatnej skórze…
-P-proszę, p-puść m-mnie- pisnęła cicho.
Nic.
Najwyraźniej siostra przewidywała, iż wtedy by najprędzej uciekła gdzie pieprz rośnie. Zadrżała lekko.
-N-nie cieszyłaby s-się. B-bo z-zachowuję się b-bardzo źle, t-tak j-jak ona nie l-lubiła. N-nie w-wiem d-dlaczego p-pozwoliła m-mi ż-żyć, n-naprawdę! T-tylko p-przynoszę k-kłopoty i-i j-jestem ś-śmieciem. P-powinnam s-się wstydzić t-tego j-jaka j-jestem, b-bardzo t-tego ż-żałuję… P-przepraszam z-za b-bycie s-samolubnym g-gnojem, p-przepraszam! P-proszę, w-wybacz m-mi, n-naprawdę n-nie ch-chciałam!- wydukała spanikowana, wpatrując się w oczy siostry. Niemalże samym spojrzeniem próbowała wybłagać u niej jakąkolwiek łaskę.

<Sroka?>

Od Sroki CD. Paskudy

Sroka od samego rana była rozdrażniona. Ledwo co trafiła z siostrą do obozu Klanu Nocy, a już musieli się przenosić. Kotka zrozumiałaby jeszcze, gdyby podali jej jakiś racjonalny powód na przeprowadzkę, ale w rzeczywistości było wręcz przeciwnie. Wyruszali w siną dal, nikt nie wiedział gdzie, po co i na co, tylko przez to, że magiczne martwe kotki z gwiazd powiedziały, że ich ziemia jest zła. Sroka poważnie zaczęła się zastanawiać czy te klanowe “zgromadzenia” nie są zwykłą wymówką na zbiorowe ćpanie. Jednak nie miała wyboru. Zgodnie z wolą swojej matki musiała iść z nimi.
Wszystkie cztery klany zatrzymały się na postój. Czarno biała uznała, że będzie to świetny moment na odpoczynek przy jakiś przytulnych zaroślach, z dala od reszty kotów. Jednak, jak można się spodziewać, nie było jej to dane. Gdy już prawie była przy wybranej paproci zauważyła, że tuż przed jej łapami kuliła się drobna postać Paskudy.
– Co. Ty. Robisz? – zasyczała gardłowo Sroka, a każde wypowiedziane słowo było przepełnione jadem.
Jedyną reakcją ze strony ubłoconej kotki była natychmiastowa trzęsawica. Zielonooka nie miała ochoty ani czasu na takie zabawy i niedelikatnie szturchnęła ją łapą w wychudzony bok.
– P-przepraszam, p-przepraszam!! – zaczęła piszczeć Paskuda, a z jej oczu pociekły łzy.
Sroka przymrużyła ślepia. Zachowanie siostry niemiłosiernie ją irytowało. Wiecznie piszczała, kwiczała i biegała cała umorusana. Nawet jak nic złego się nie działo, to płakała jakby ktoś próbował ją właśnie zagryźć.
– Hej, pieszczoszki! – niespodziewany dziecięcy głos rozległ się za plecami sióstr.
Źrenice czarno białej momentalnie skurczyły się do wielkości świerkowych igiełek. Powoli odwróciła się i wbiła spojrzenie w poszarzałego kocura. Był on jednym z nowych “przyjaciół” Paskudy, który z wielką radością rozstawiał ją po kątach, robiąc z siostry Sroki swojego posłusznego psa. Kotka rzecz jasna nigdy w te wątpliwie pozytywne kontakty nie ingerowała. Ale teraz miarka się przebrała. Już zdecydowanie za długo bawiła się w “milutką” Sroczkę i trzymała emocje na wodzy.
Stawiając długie kroki błyskawicznie zbliżyła się do kociaka, który z nieco skrzywionym wyrazem mordki próbował zrozumieć o co jej chodzi i czemu tak na niego patrzy. Już otwierał swój niezadowolony pyszczek by coś powiedzieć, ale Sroka go uprzedziła.
– My nie jesteśmy żadnymi pieszczoszkami. – warknęła i zbliżyła się do niego jeszcze bardziej.
Kocur, który najwyraźniej nie był przygotowany na taką reakcję Sroki, zaczął się wycofywać. Jednak kocica nie dawała za wygraną i dalej parła naprzód, nie tracąc kontaktu wzrokowego z gówniarzem. W końcu zetknęli się czołami. Sroka spoglądała na mniejszego kociaka wielkimi, rozwścieczonymi oczyma, nieustannie machając ogonem w tę i we w tę.
– Nie mam pojęcia, co ta zakała nagadała ci o nas i naszym pochodzeniu, jednak jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie “pieszczochem” to…
Kotce nie było dane dokończyć swojej groźby. Zielonooki nagle cofnął lekko głową w tył i zanim Sroka zorientowała się co zamierza zrobić, łupnął ją z dyńki. Pełen furii wrzask rozbrzmiał za uciekającym ze śmiechem kocurem. Ale Sroka nie mogła już nic zrobić. Mały, rozczochrany szczyl schował się między przednimi łapami swojej matki i pokazał Sroce triumfalnie język.
Tak, z nim na razie skończyła, nie miała wyjścia, ale był ktoś jeszcze z kim musiała w tej chwili pogadać. Machając jak dzika ogonem, zaczęła wracać do Paskudy.
Czekoladowa już wiedziała co ją czeka. Telepała się jak osika i co chwilę słychać było głośne pociągnięcia nosem.
– Powiedz mi, Paskudo. Czy ciebie cieszy takie poniżanie naszej rodziny? Czy to ci przynosi jakąś chorą satysfakcję? Robienie z nas na każdym kroku idiotów? Dotąd nie wtrącałam się w twoje sprawy, ale teraz? Co ja mam powiedzieć o tym? Błaźnisz się przed jakimś szczurem, który dalej doi maminego cyca, a do tego wmawiasz mu, że jesteśmy rozwydrzonymi, bezmózgimi pieszczoszkami dwunożnych? Myślisz, że dlaczego mama utrzymała coś takiego jak ty przy życiu? Przecież mogła cię zabić od razu po porodzie, nikt by za tobą nie płakał! A jednak tego nie zrobiła… Zastanawiałaś się kiedyś czemu? Czemu jako takie małe, brzydkie stworzenie dostałaś szansę? Bo mama liczyła, że mimo swojego wyglądu wyrośniesz na coś, co przynajmniej nie przyniesie jej wstydu. A teraz powiedz mi - czy twoim zdaniem cieszyłaby się z tego co robisz? Czy ty kiedykolwiek pomyślałaś o kimś poza sobą? Głupia ja, bym zapomniała. Przecież ty nigdy nie myślisz.
Zapadła cisza. Paskuda nic nie mówiła. Sroka także. Dopiero krople deszczu przywróciły ją do świata rzeczywistego. Bez namysłu złapała w łapę zasmarkany, mokry pysk kotki, wbijając ostre pazurki w jej policzek i zmusiła do spojrzenia sobie w oczy.
– Odpowiedz.

<Paskudo?>

12 września 2022

Od Paskudy Cd Sroki

 Kochała siostrę mimo tego co jej robiła. Godziła się z tym, że ta była ważniejsza i lepsza, tylko… Po prostu się jej bała. Każde spojrzenie na to czarno-białe futro przyprawiało ją o ciarki, lecz w momentach paniki uciekała właśnie do niej. Nie miała w końcu nikogo bliskiego komu mogła zaufać, żadnego kota, który potrafiłby jej pomóc. Sroka tego nie robiła, ale… W małej główce próbowała sobie wyobrazić jakby to było. Że zamiast obrzydliwej czekoladowej sierści ma taką jak siostra, a ta ją naprawdę lubi. Nie wyzywa jej. To byłoby wspaniałe, lecz musiała spaść z powrotem na ziemię. Była tu, cała ubłocona i skulona na podłożu, wpatrując się drętwo w zasypiającą kotkę. Siorbnęła cicho nosem, układając się na zimnym gruncie, który był lekko mokry. Chciałaby być bliżej Sroki tak jak to robiły inne kociaki, przytulały się do swoich rodzicielek i rodzeństwa. Może nawet razem rozmawiali, kto wie. Szczerze, sama nie zdawała sobie do końca sprawy jak wygląda zdrowa relacja między dziećmi a rodzicem. Ale przyglądając się reszcie mieszkańców żłobka, wiedziała, że na pewno nie tak jak u nich to było.


***


Z paniką rozejrzała się po nieznanym jej terenie. O co im chodziło, czemu nagle wszyscy się gdzieś przenosili? Lekko spróbowała się szarpnąć, ale wojownik trzymający ją nie chciał puścić. Szczerze, to nawet mu się nie dziwiła. Po prostu… Jakoś ją na początku strach wziął i głośnym dźwiękom nie było końca, dopóki nie zmęczyła się krzyczeniem i pozwoliła się nieść. Mogłaby sama iść, ale pewnie zniknęłaby w najbliższych krzakach. Gdzie oni w ogóle szli? Nie chciała znowu się przenosić, nawet nie zdążyła się przyzwyczaić do nowego miejsca. Była tutaj przez krótki czas, o wiele za krótki, by przestać reagować na wszystko piskami. Nawet nie było aż tak źle, a teraz? Było ich bardzo dużo, coraz bardziej oddalali się od ich obozu i już nawet nie miała jak ruszać zdrętwiałymi nogami. Kiedy mogli się wrócić? Dzikie koty robiły sobie wycieczki krajoznawcze?
Pierwszy postój był dla niej wybawieniem, gdy mogła w końcu sobie gdzieś pójść. Wiedziała, że będą patrzeć by nie uciekła, ale bez siostry nigdzie by nie zwiała. Jak tylko odzyskała czucie, szybko wystrzeliła do przodu by ukryć się w jakiejś gęstwinie, lecz pech chciał i podwinęła się jej noga. Z krzykiem przywaliła szczęką o ziemię, rozbryzgując błoto. Zaszlochała cicho z bólu, próbując coś przed sobą zobaczyć. Chciała iść! Tu było ich za dużo! Mrugnęła kilka razy, próbując pozbyć się mazi z powiek. Obok usłyszała kroki. Czemu Sroka tu musiała być! Teraz będzie na nią znowu zła. Przynajmniej, tak sądziła. Przeczołgała się trochę do przodu, jeszcze bardziej obtaczając w błocie. Może jej nie zauważy. Skuliła się lekko, próbując udawać kupkę ziemi. Wyglądała podobnie, więc… Może ją ominie i da spokój!


<Sroka?>

Od Sroki CD Paskudy

– Z-ZABIERZ JĄ, Z-ZABIERZ – wrzasnęła Paskuda i gwałtownie przylgnęła ciałem do Sroki.
Czarno-biała kotka skrzywiła się. Nienawidziła kiedy ktoś krzyczał jej do ucha, a jeszcze bardziej nienawidziła kontaktu fizycznego. Odsunęła się i posłała siostrze spojrzenie mówiące “zamknij się.”. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Kotka od razu posłusznie zamilkła i skuliła się za Sroką.
– Wybacz mi reakcje mojej siostry. – zaczęła ostrożnie Sroka, odwracając pysk w stronę liliowej. – Ona jest… chora. Tak. Jest bardzo chora i stąd jej dziwne zachowanie.
– N-Naprawdę? – zapytała zmartwionym tonem koteczka. – W takim razie powinnyśmy czym prędzej powiadomić Muchomorzy Jad, naszego medyka. Jestem pewna, że on coś zdzi-
– Nie, nie. Paskuda jest nieuleczalnie chora, więc żadne ziółka tutaj “niestety” nie pomogą.
– Och…– westchnęła ze smutkiem niebieskooka – Tak mi przykro! Musi być wam naprawdę ciężko.
– Tak, ciężko żyć z czymś takim. – mruknęła Sroka. Trudno było stwierdzić, czy wspomnianym “czymś” była sama Paskuda, czy jej domniemana choroba. – A teraz, czy mogłabyś nas zostawić same? Chciałabym porozmawiać z siostrą, a jak widzisz - ona nie przepada za obcymi.
– O-oczywiście, rozumiem! – pisnęła Lilka i szybko powędrowała w swoją stronę.
Sroka odetchnęła z ulgą. Miała już dość tej gadki szmatki z drugą kotką. Jej obecność irytowała Srokę, do tego liliowe futro do złudzenia przypominało rozjaśniony odcień brązu, którego tak nienawidziła. 
Zielonooka spojrzała za siebie. Paskuda dalej była na swoim miejscu, trzęsąc się tylko trochę mniej niż na początku. Właściwie, to Sroka już nawet nie miała ochoty rozładowywać na niej swoich frustracji.
– Widzisz, poszła sobie. Możesz przestać panikować. – powiedziała oschle.
Zanim Paskuda miała okazję cokolwiek odpowiedzieć, Sroka wstała z miejsca i zaczęła zmierzać w kierunku upatrzonej kupki mchu. Mijając czekoladową, nie mogła powstrzymać się przed trzepnięciem jej ogonem po pysku. Teraz, kiedy Arielki nie było w pobliżu, to na niej spoczywał cały obowiązek przypominania Paskudzie o tym gdzie jej miejsce! 
Sroka położyła się na wygodnym, zielonym meszku i zaczęła lizać swoją piękną, białą łapkę. Wszystko było takie wilgotne, brudne i błotniste, przez co futerko kociczki mogło się z łatwością wybrudzić, a ona - w przeciwieństwie do jej siostry - dbała o swój wygląd. Czekoladowa była tak skrajnie zaniedbana, że trudno było stwierdzić czy jej sierść była jednolicie brązowa czy jednak miała na sobie jakieś białe łaty. Sroka czuła się tym obrzydzona. Kotce trudno było uwierzyć, że Paskuda także jest córką jej wspaniałej, urodziwej matki Arielki. Przecież ten wypłosz w niczym nie przypominał przepełnionej gracją złotookiej kocicy. O wiele bliżej było jej do ich ojca, Kabanosika. Mieli to samo czekoladowe futro, co w oczach Sroki czyniło ich równymi sobie. Chociaż nie. Kabanosikiem gardziła bardziej. Jej siostra przynajmniej zdawała sobie sprawę ze swojego miejsca, w przeciwieństwie do wcześniej wspomnianego kocura, który miał się za istny pępek świata, dar od niebios i kto wie co jeszcze.
Po skończonej toalecie, zielonooka przeciągnęła się ospale. Miała już dość wrażeń na dzisiaj. Rozejrzała się ostatni raz po kociarni w celu upewnienia się, że nikt nie znajdował się zbyt blisko niej. Na szczęście wszyscy byli tam gdzie być powinni, czyli jak najdalej od Sroki. Kotka zwinęła się w mały, ciasny kłębuszek i powoli zaczęła zasypiać.

<Paskudo?>

11 września 2022

Od Paskudy Cd Sroki

 Nowe miejsce zamieszkania z pewnością było zadziwiającym miejscem. Mimo niby ogólnego spokoju, tego, że było im ciepło i dobrze, ona nie chciała tu być. Każdy głośniejszy odgłos przyprawiał ją o ciarki, wszystkie koty co chwilę chciały się na nią patrzeć. Porwali ją do tego dziwnego miejsca. A tu było ich wszystkich za dużo. Kiedyś była tylko ona oraz matka i siostra, a teraz w jednym legowisku było ich kilka. Duże i małe koty. O różnym kolorze sierści. A wszyscy byli straszni. Ich wzrok przeszywał ją na wylot, jeszcze bardziej przyszpilając do podłoża. Wszyscy zdawali się być od niej ważniejsi, bardziej rozgarnięci w tym wszystkim. Każde kocię miało mamę, która o nich dbała, a każda kotka własne małe kocięta. Ona była obok tego i nie potrafiła tego zrozumieć. Arielka była inna. Ona krzyczała i wyzywała ją. A może tutaj po prostu muszą się przyzwyczaić zanim zaczną jej mówić przytyki?
Dlatego pierwszy kontakt z rówieśnikiem był taki straszny. Nie chciała tego, nikt jej nie mówił, że musi spędzać z nimi czas. Liliowa podeszła bez zapowiedzi ani jakichkolwiek ceregieli, po prostu zaczęła coś bajdurzyć, co oczywiście jej przerwała swoimi piskami. Bała się tego kota i nie chciała by więcej podchodziła. Zdezorientowana Lilijka tylko popatrzyła na nią zatroskanym oraz zdezorientowanym wzrokiem, próbując szukać jakichkolwiek racjonalnych powodów jej zachowania. Ale to było normalne. Zawsze tak robiła. 
Nagłe szarpnięcie było niespodziewane. Zakwiliła cicho, czując jak siostra targa nią po podłożu. Z paniką wymachiwała łapami, lecz w niczym to nie pomogło. Rozwścieczyła siostrę, a ta teraz będzie na nią bardzo zła. Nic się nie zmieniło od kiedy tu przyszły. Sroka była tą samą kotką, która wprost jej nienawidziła. Gdy tylko ucisk na karku zelżał, odetchnęła z ulgą, by po chwili skulić się w miejscu i czekać na reprymendę. 
Gdy tylko siostra wypluła sierść, której trochę jej wyrwała, usłyszała wściekłe charknięcie. Zaczynało się. Była na to gotowa. Na to zwyzywanie od najgorszych. Że jest idiotką. Jakieś teksty na temat jej futra. 
– Jesteś z siebie zadowolona? – zapytała chłodno Sroka. Spłaszczyła uszy, wbijając zawstydzony wzrok w ziemię.
- P-przepraszam, o-ona b-była z-za b-blisko- wyjąkała, drżąc ze strachu.- N-nie chciałam s-się źle z-zachować, p-proszę w-wybacz m-mi- powiedziała cicho, zaczynając cicho płakać. Nie chciała patrzeć w pysk siostrze, a teraz pewnie ona ją pobije. Złość wręcz z niej emanowała. 
Jej przemyślenia przerwał odgłos kroków, pod których wpływem wyskoczyła jak z procy i znowu zaczęła krzyczeć. Zdezorientowana liliowa kotka powróciła, marszcząc trochę nosek. Natomiast Paskuda dalej darła ryja, chowając się w panice za siostrą. Przywarła do jej ciała, czując jak za chwilę wykituje ze stresu. 
- Z-ZABIERZ JĄ, Z-ZABIERZ- wrzasnęła kotce do ucha, czując dalej na sobie wzrok kociaka.

<Sroka?>

Od Sroki Do Paskudy

Dźwięki deszczu rozlegały się w całym obozie Klanu Nocy. Wszędzie gdzie tylko się spojrzało widać było liczne kałuże spowodowane wiosennymi ulewami. Większość kotów, które zostały w obozie, schowało się w swoich suchych legowiskach. Nie inaczej było ze Sroką - nastroszona siedziała w kącie żłobka i grzebała pazurem w ziemi. Nie podobało jej się w tym miejscu ani trochę. Nigdy w życiu nie widziała na raz tylu kotów ile w przeciągu ostatnich paru dni, a do tego tylko nieliczne były posiadaczami czarno-białego futra.
W końcu kocica zdecydowała się ruszyć ze swojego bezpiecznego kącika. Wstała na łapy i niemal ocierając się bokiem o korzenną ścianę żłobka doszła do wyjścia. Świat na zewnątrz był szary i mokry. Nagie gałęzie wierzby zwisały smętnie, nadając temu miejscu dość upiornego wyglądu. Krople wody rytmicznie uderzały o powierzchnię kałuż, które z każdą chwilą były coraz większe i większe. Sroka owinęła ogon wokół łap i tępo patrzyła przed siebie. Brak obecności Arielki był dla niej dziwny. Mimo, że kocica nigdy nie spędzała ze swoimi córkami więcej czasu niż musiała, aby utrzymać je przy życiu, to jednak to właśnie ona przeważnie decydowała o tym co się z nimi działo. Teraz Sroczka była zupełnie sama. Znaczy, Paskuda dalej tutaj była, ale akurat jej obecność była Sroce najmniej potrzebna. Właściwie to gdyby nagle zniknęła to dla czarno-białej nie zrobiłoby to większej różnicy. Nagły pisk przerwał Sroce przemyślenia. Cała zjeżona odwróciła się za siebie, z resztą podobnie jak większość kotów przebywających w żłobku. Jednak gdy tylko namierzyła właścicielkę tego dźwięku, futro na jej grzbiecie opadło. Niemal niewidoczna na pierwszy rzut oka, brązowa postać, do złudzenia przypominająca nieduży kopczyk ziemi, kuliła się w rogu żłobka. Przed nią natomiast stała niewielka, liliowa koteczka o wyraźnie zmartwionym wyrazie pyszczka. Widać było, że nie ma pojęcia co się właściwie stało.
Sroka jednak wiedziała. Jej siostra była beznadziejna nie tylko pod względem wyglądu, ale również charakteru. Gdy tylko ktoś obcy się do niej zbliżał, wydawała z siebie wysoki, trudny do określenia krzyk. Tak samo było gdy zostały znalezione przez patrol Klanu Nocy. Wtedy Paskuda ze strachu była tak sparaliżowana, że skończyła będąc niesioną przez jednego z wojowników, bo w przeciwnym wypadku zostałaby tam na zawsze (co zdaniem łaciatej nie byłoby wcale takie złe). Sroka wywróciła oczami. Co za wstyd! Wszystkie obecne koty patrzyły teraz na Paskudę jak na wariatkę, a wzrok niektórych padł również na samą Srokę, zupełnie jakby zastanawiały się czy ta też zaraz zacznie piszczeć bez przyczyny. W wejściu do żłobka pojawiło się kilka zaciekawionych łbów, których uwagę zwrócił ten żałosny dźwięk. Sroka miała tego dość. Zdecydowanym krokiem podeszła do siostry, po czym bezceremonialnie złapała ją za kark i zaciągnęła po ziemi w najdalszy możliwy kąt legowiska. Przeciągnięcie czekoladowej nie było żadnym wyzwaniem, była lekka, chuda, a jej próby wyrwania się bezskuteczne. Po wypuszczeniu jej skóry z zębów wypluła z obrzydzeniem sierść czekoladowej i wydała z siebie cichy warkot. Wpatrywała się przez dłuższą chwilę w Paskudę, świdrując ją zielonymi oczami. Ta jednak nie raczyła nawet nawiązać z nią kontaktu wzrokowego. Siedziała skulona, próbując wydawać się jak najmniejsza. Czarno-biała uniosła wzrok z siostry i rozejrzała się po żłobku. Jedna z karmicielek zawołała do siebie kociczkę, która wcześniej najwyraźniej próbowała przywitać się z Paskudą. Pozostałe kocięta co jakiś czas rzucały im trudne do odczytania spojrzenia. Niektóre patrzyły na nie z konsternacją, inne z nieukrywanym zniesmaczeniem. Sroka im się zupełnie nie dziwiła. Też by tak patrzyła na wypłosza jakim była jej siostra. Jednak za jakie grzechy czarno-białej też się musi obrywać!
– Jesteś z siebie zadowolona? – zapytała chłodno Sroka.

<Paskuda?>