Kocicy aż zabrakło słów w pysku, aby opisać to, co wyprawiała Paskuda. Zamiast przynajmniej próbować udawać kogoś normalnego, ta jedynie utwierdzała wszystkich w przekonaniu, że zdecydowanie ma coś bardzo nie tak z głową.
– Twoje zachowanie jest nieakceptowalne, Paskudo. Jak możesz mówić o kimś takie okropieństwa? Moja mentorka nie jest żadnym wygłodniałym borsukiem czy lisem, żeby miała cię zjadać. A teraz pomyśl, czy za tak bezmyślnie wypowiedziane słowa nie należy czegoś powiedzieć? – zapytała nad wyraz spokojnym jak na nią tonem, wyczekująco wpatrując się w Paskudną Łapę.
– P-przepraszam… – bąknęła niewyraźnie czekoladowa, z zawstydzeniem chowając rozbeczaną mordkę.
Daliowy Pąk w ciszy przytaknęła łbem, czując się zbyt urażona, by cokolwiek odpowiedzieć.
Ostatecznie ich krótka rozmowa dobiegła końca, a Daliowy Pąk na odchodne rzuciła jedynie, że od następnego dnia rozpoczynają trening. Przez cały ten czas Sroka czuła, jak płonie ze wstydu. To wcale nie musiało tak wyglądać. Gdyby tylko Paskudna Łapa potrafiła czasem zachować się jak na kota przystało, albo przynajmniej przemilczeć niektóre sprawy! Jej siostra jednak była inna, jakaś dziwna, nieprzystosowana do życia w tym świecie. Dosłownie wszystko ją przerażało, a Sroczą traktowała jak swojego prywatnego ochroniarza przed złem wszelakim. Nieważne czy było to niewinne kocię, brudna ropucha czy jej własna mentorka. Nie było rzeczy, która by jej nie przerastała. Czarno-biała tylko czekała, aż pewnego dnia siostra przybiegnie do niej z płaczem, bo martwa mysz krzywo na nią popatrzyła.
Jednak pomimo tych wszystkich cech i zachowań, za które Sroka miała nieraz chęć udusić Paskudę, darzyła ją na swój sposób jakimś rodzajem sympatii, chociaż w jej przypadku bardziej adekwatne byłoby powiedzenie “akceptacji”. Paskudna Łapa była po prostu czekoladowa, gorsza. Mimo uderzającego podobieństwa w kolorze nie było to błoto, które zmyje się po wejściu do strumienia, tylko coś, co miało zostać z nią na zawsze, nieważne jak bardzo chciałaby się go pozbyć. Niższość więc była u niej zapisana w genach. Takim jak Paskuda pozostało jedynie współczuć ich przykrego, a zarazem żałosnego losu.
– Twoje zachowanie jest nieakceptowalne, Paskudo. Jak możesz mówić o kimś takie okropieństwa? Moja mentorka nie jest żadnym wygłodniałym borsukiem czy lisem, żeby miała cię zjadać. A teraz pomyśl, czy za tak bezmyślnie wypowiedziane słowa nie należy czegoś powiedzieć? – zapytała nad wyraz spokojnym jak na nią tonem, wyczekująco wpatrując się w Paskudną Łapę.
– P-przepraszam… – bąknęła niewyraźnie czekoladowa, z zawstydzeniem chowając rozbeczaną mordkę.
Daliowy Pąk w ciszy przytaknęła łbem, czując się zbyt urażona, by cokolwiek odpowiedzieć.
Ostatecznie ich krótka rozmowa dobiegła końca, a Daliowy Pąk na odchodne rzuciła jedynie, że od następnego dnia rozpoczynają trening. Przez cały ten czas Sroka czuła, jak płonie ze wstydu. To wcale nie musiało tak wyglądać. Gdyby tylko Paskudna Łapa potrafiła czasem zachować się jak na kota przystało, albo przynajmniej przemilczeć niektóre sprawy! Jej siostra jednak była inna, jakaś dziwna, nieprzystosowana do życia w tym świecie. Dosłownie wszystko ją przerażało, a Sroczą traktowała jak swojego prywatnego ochroniarza przed złem wszelakim. Nieważne czy było to niewinne kocię, brudna ropucha czy jej własna mentorka. Nie było rzeczy, która by jej nie przerastała. Czarno-biała tylko czekała, aż pewnego dnia siostra przybiegnie do niej z płaczem, bo martwa mysz krzywo na nią popatrzyła.
Jednak pomimo tych wszystkich cech i zachowań, za które Sroka miała nieraz chęć udusić Paskudę, darzyła ją na swój sposób jakimś rodzajem sympatii, chociaż w jej przypadku bardziej adekwatne byłoby powiedzenie “akceptacji”. Paskudna Łapa była po prostu czekoladowa, gorsza. Mimo uderzającego podobieństwa w kolorze nie było to błoto, które zmyje się po wejściu do strumienia, tylko coś, co miało zostać z nią na zawsze, nieważne jak bardzo chciałaby się go pozbyć. Niższość więc była u niej zapisana w genach. Takim jak Paskuda pozostało jedynie współczuć ich przykrego, a zarazem żałosnego losu.
***
Srocza Łapa wylizywała swoje futerko po wycieńczającym treningu z Daliowym Pąkiem. Częste tarzanie się po ziemi w trakcie nauki walki, w najmniejszym nawet stopniu nie sprzyjało utrzymywaniu go w przyzwoitym stanie i bardzo często wracała pokryta kurzem, co na białej sierści kocicy, dość mocno się odznaczało. Jednak poza byciem trochę brudną i zmęczoną, jakoś sobie radziła. Nie to, co jej siostra. Młoda Makowe Pole z trudem próbowała zapanować nad kocicą, która była wręcz niemożliwa w obejściu. Pomimo upływu zaledwie paru wschodów słońca od ich mianowania, trudny charakter czekoladowej już dawał się we znaki. Krzyki srebrnej mające na celu ustawienie do pionu swojej uczennicy, przynosiły przeciwne od oczekiwanych skutki. Paskuda z dnia na dzień nikła w oczach, co kiedyś łaciata uznałaby za niewykonalne. Ciągle chodziła przestraszona, jej futro niedbale sterczało we wszystkie strony, a pysk wyrażał więcej smutku niż kiedykolwiek wcześniej.
Kotka zastrzygła uszami, kiedy usłyszała zbliżający się do niej tupot łap. Paskudna Łapa niezgrabnie biegła w jej stronę. Po chwili z przerażeniem przywarła do siostry, kwiląc z bólu.
– Boli, b-boli!! – zaskomlała czekoladowa, wtulając się jeszcze mocniej w siostrę.
– Co się stało? – zapytała zdezorientowana Srocza, próbując zrozumieć o co chodzi zielonookiej.
– Twoja siostra się stała, ot co. – zza pleców Paskudy rozległ się pełen złości syk, a Sroka poczuła, jak przez wczepione w nią ciałko przebiega dreszcz. – Ta szkarada nie umie nic dobrze zrobić, nawet najprostszych, najbardziej podstawowych rzeczy. Wszystko trzeba jej dziesięć razy powtarzać, a i tak efekt jest znikomy.
Wzrok kocicy przeniósł się z siostry na zbliżającą się do nich niską, srebrzystą kotkę, mentorkę Paskudy, która z irytacją machała ogonem.
– Najpierw się nie słucha i udaje głupszą od kocięcia, a potem przybiega poskarżyć, jaka to ja jestem zła i niedobra, bo w końcu jej się dostało. – kontynuowała rozwścieczona wojowniczka, świdrując wzrokiem swoją uczennicę.
Dopiero po słowach Makowej, Sroka spojrzała na swoją klatkę piersiową, teraz umorusaną smarkami i szkarłatną cieczą. Zdezorientowana złapała łapą pysk siostry, aby móc się jej lepiej przyjrzeć. Z zaskoczeniem odkryła, że czekoladowa ma rozcięty pazurem nosek, który intensywnie krwawił.
Uczennica położyła po sobie uszy. To nie tak, że nie zgadzała się ze słowami starszej, ani że rana czekoladowej wyglądała na jakąś poważną, jednak coś jej się w tej sytuacji bardzo nie podobało.
– Uderzyłaś ją…? – zapytała ściszonym głosem Sroka, dalej mając cichą nadzieję, że może był to jedynie nieszczęśliwy wypadek w trakcie ćwiczeń.
– A co innego miałam zrobić, skoro nie rozumie tego co się do niej mówi? Zresztą, przecież się wyliże, tutaj nawet medyk jej nie będzie potrzebny. – odpowiedziała pręguska, wywracając z poirytowaniem oczami. – Wyglądasz na racjonalną kotkę, więc liczę na to, że jej smutne oczka cię nie zmylą i będziesz świadoma, że ona jedynie szuka litości i okazji do poużalania się nad sobą. A teraz, Paskudna Łapo, idziemy. Chcę z tobą porozmawiać na osobności.
Czekoladowa uczennica w odpowiedzi na usłyszane słowa zapiszczała z przerażeniem, wbijając pazury w siostrę. Przekaz był jasny. “Nie chcę iść”.
– Wydaje mi się, że dzisiejszą lekcję zapamięta na zawsze i nie ma potrzeby jej już dzisiaj nic dokładać… – mruknęła Srocza Łapa, której także perspektywa puszczenia siostry z Makowym Polem wydawała się niezachęcająca.
Zielone oczy wojowniczki wpatrywały się przez dłuższą chwilę w czarno-białą. Srocza Łapa już przygotowywała się na odmowę ze strony niższej kotki, jednak jej odpowiedź była zaskakująco inna.
– Hmpf, w porządku. – prychnęła z niezadowoleniem srebrna, po czym odwróciła się i oddaliła w swoją stronę, z dumnie uniesionym w górę ogonem.
Srocza Łapa odetchnęła z ulgą, kiedy wojowniczka zniknęła z jej pola widzenia. Miała świadomość, że jej siostra jest na przegranej pozycji. Negatywna “sława” klanowej wariatki tylko rosła, więc już nikogo nie dziwiły krzyki i wrzaski, a to dawało innym kotom możliwość bezkarnego dręczenia czekoladowej, bo niby kto ma się za kimś takim wstawić?
– Chcesz pójść z tym do Muchomorzego Jadu? – zaproponowała siostrze czarno-biała.
<Paskuda Łapo?>
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz