BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisteria x Marionetka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisteria x Marionetka. Pokaż wszystkie posty

12 kwietnia 2025

Od Wisterii CD. Marionetki

Szanowała rozmowy z Marionetką. Wędrowiec zaspokajał jej ciekawość, gdy sama zbyt bała się postawić łapkę w nieznanym kierunku. Mówili także w wykwintny sposób, tak, że aż chciało się słuchać... Postawiła uszy na zadane pytanie.
— Nie boję się jakoś bardzo — uznała. — Ale czasem trudno jest zanurzyć mi się w nieznane, a nie wszystkie piękne ptaszki przelatują nad moim ogródkiem... — Tu speszyła się lekko na propozycję towarzysza, ale kąciki jej pyszczka uniosły się. — Jeżeli proponujesz, to byłabym zaszczycona...
Ciemne oczy pozostały chłodne, ale zmrużyły się nieco, jak gdyby w dziwnym uśmiechu. Samotnik przekręcił głowę i przyjrzał się jej przez moment. Odsunął się o parę kroków i zniknął za cudzym ogródkiem, a zanim zdążyła coś powiedzieć, pod jej łapy zostało podsunięte parę piórek. Jej oczy zamigotały, gdy rozpoznała jedno, gołębie, szare, ale mieniące się lekkim turkusem i purpurą. 
— Oh, jakie ono śliczne — dotknęła je lekko poduszką łapy. — Na pewno sobie je zachowam. Następnym razem także przyniosę Ci coś w prezencie!

***

Dotknęła lapą pierza za jej uchem, jak gdyby by się upewnić, że nadal tam jest. Oczywiście, że je sobie zachowała. Takich podarunków się nie odrzuca. 
Obserwowała, jak Wrzos na zesztywniałych łapach kręci się wokół ich nory, rozkładając pojedyncze liście ziół do zasuszenia na zimę. Jakaś mięta, zauważyła też ogórecznik czy aksamitkę grzejącą się na słońcu.
— O czym tak rozmyślasz? — podniosła spojrzenie na starca. Siwe włoski pokrywały liliową część jego pyszczka.
Delikatnie wyjęła piórko z futra, odplątując jego kosmyki. Położyła je na trawie i trąciła w stronę kocura.
— O wędrowcu, którego znałam kiedyś w mieście — miauknęła, uśmiechając się lekko. — Dostałam je w prezencie. 
— Bardzo ładne — przytaknął jej, zanim wrócił do prazy. Wiedziała, że jednak nadal jej słucha. Zawsze poświęcał jej choć trochę swojej uwagi.
— Obiecałam, że też jakiś podarunek przyniosę — szepnęła. Ponownie podniosła piórko i przekręciła je pomiędzy pazurami. — Wtedy nie wiedziałam, że się tu znajdę. 
— Tego chyba nikt nie mógł przewidzieć. Pamiętaj moje słowa, nikt nie trzyma cię tu na siłę. Jesteś młoda, zwiedzaj świat. 
Pokiwała głową, spoglądając na tył głowy Wrzosu z pewnego rodzaju smutkiem.
— Wiem... Bardzo sobie je cenię. Ale prawdopodobnie nasze drogi by się już nie skrzyżowały... A twoje towarzystwo jest jednym z milszych, które miałam okazję doświadczyć. Wasze towarzystwo. 
— Oh, ależ nie muszą — uśmiechnął się do niej. — Ja, taki starzec, już się nigdzie nie ruszam. Wystarczy mi, że wyniosłaś coś z moich nauk. Widzę, jak cię ciągnie w kierunku miasta, a my nie potrzebujemy niańki — zażartował.

***

W końcu przekonał ja do podróży powrotnej. Bała się, nadal, ale tęskniła. I to bardzo. Za ojcem, za siostrą i oboma braćmi... Mogła się łudzić, że Leto nadal będzie tam na nią czekał.
Biała łapa podsunęła jej pod pyszczek parę ziół. Podniosła spojrzenie na Wrzosa i obwąchała je.
— Rumianek i parę innych — miauknął. — Pomogą Ci w podróży, pewnie idziesz daleko.
— Jeżeli mam być szczera, nie wiem, gdzie idę — szepnęła. — Zbyt wiele dróg, żebym wiedziała, której się trzymać. Ale dotrę, tam, gdzie muszę.
Kocur uśmiechnął się pokrzepiająco. Zjadła zioła, i pożegnawszy się ze wzruszonym Owsem i mniej przyjaznym Krogulcem, dała się odprowadzić na skraj asfaltowej drogi. Postawiła jedną łapę na szarym kamieniu i odwróciła głowę. Opuściła nieco uszy.
— Oj, no nie smuć się — uzdrowiciel musnął jej bark ogonem i zmrużył oczy. — Powodzenia.
Przełknęła ślinę, próbując odwzajemnić jego gest. Jednak w napływie emocji wtuliła pyszczek w futro na jego szyi i mocno uścisnęła. 
— Dziękuję — wyszeptała. Wzięła głęboki oddech i cofnęła się o krok. — Mam nadzieję, że wam też się powiedzie. W czymkolwiek, co będziecie robić. 
Z paroma drobnymi łezkami w oczach ruszyła wzdłuż drogi, pozostawiając pociesznego starca oraz jego dwóch partnerów w głębi lasu. Uparła się, aby nie odwracać się, bo jeszcze zmieni zdanie. Stchórzy.
Mimo grzejącego, popołudniowego słońca, wędrówka szła jej jakoś... Łatwiej. Łatwiej niż ostatnio. Może to kwestia wprawy. Próbowała odtworzyć w pamięci drogę, która przebyła wcześniej, i trzymała się tych samych oznaczeń zapachowych. Liczyła, że nie wpadnie na żadne klanowe koty, nie była przygotowana na taką konfrontacje. Szła żwawo, ale uważnie. Minęła parę znajomych miejsc, ogromnego, upadłego metalowego ptaka czy ogromne kamienie. Znalazła się na terenie, który zapamiętała jako nieprzyjazny. Trzymała się linii drzew, podskakując na każdy szelest. Nie słyszała jednak żadnych głosów, jedynie świergot ptaków.
Widziała, jak za drzewami zaczął migać jej błękit rzeki, odbijając zachodzące słońce. Ucieszyla się, to też bylo coś znajomego. Mignął jej tam także kawałek białego futra. Zastygła, myśląc, że to słynne koty klanowe, których tym razem nie udało się jej wyminąć. Nim jednak zdążyła czmychnąć na jakąś gałąź, łaciata postać wyszła zza krzaków. Koteczka stanęła naprzeciw białej mordki Marionetki.
— Oh, Wędrowcu, wystraszyliście mnie — szepnęła, otwierając szerzej oczy. Uspokoiła się nieco, przypuszczając, że ta osoba nie przyprowadziła by ze sobą nieprzyjaznych kotów. Nadal jednak pozostała gotowa do ucieczki. — Co tutaj robicie? Dawno... Dawno się nie spotkaliśmy.
— Zwiedzamy, podobnie jak kiełek... zgadujemy. — przekręcili głowę, wpatrując się w stworzenie. Ogon Wisterii drgnął lekko. — Czy nie daleko was łapy poniosły?
— Trochę tak, muszę przyznać — westchnęła. — Znalazłam się tu parę miesięcy temu, uciekałam przed psem z moim kochanym braciszkiem... Znalazłam schronienie i łaskawego starca, ale nie wiem, gdzie mój Leto się podziewa. 
Spuściła głowę ze smutkiem. Nadal liczyła, że może jednak wrócił do domu, bezpieczny i o całych czterech łapach.
— Zgubili połówkę, zgubili dawno, a czy szukali wśród sekt co wśród drzew żyją, czy pytali nieznajomych? Czy wędrowców o aparycji, o sierści, o kolorach duszy poinformowali?
Przed oczami mignęło jej srebrzyste, chłodno-kremowe futerko jej braciszka. Jego szare ślipia i nieco zawstydzającą bliznę na zadku, nadaną w niecodziennych okolicznościach. Dumny uśmieszek i słodkie słówka.
— Pytałam tych milszych, opowiedziałam paru napotkanych, że zgubiłam złotego rycerza, ale nikt go nie widział — miauknęła smętnie i obejrzała się przez ramię. — A... Nie chcę się mieszać pomiędzy klanowe koty.
— Może i mądrze, że chaosu unika świadomie — mruknęli, mierząc kotkę wzrokiem — Ale czy nie w chaos wpadł rycerzyk? Czy nie tańczy wśród niego?
— Nie mam pojęcia, nie myślałam nigdy, że dążyłby w kierunku takich kotów, co podobno szczycą się czynami chytrymi... — Leto na pewno nie byłby takim, co mieszałby się w takie kocie sfery. — Nie czułby się tam dobrze, ma za czyste serce na takie fanaberie. Liczę na to, że zdołał wrócić do naszego ciepłego domostwa, i chciałam w tamtym też kierunku podążyć.
— Czy drogę zgubili, że tak długo w jednym miejscu stoją?
Nieco ożywiła się na to pytanie. 
— Nie, nie... Zatrzymałam się u pewnego starca, który poduczył mnie zielarstwa, bo widzisz, wie o wiele więcej niż mój ojciec. Pobierałam nauki parę miesięcy, teraz postanowiłam wrócić. Jednak... Nie jestem pewna, czy do końca znam drogę, którą iść muszę.
— Czy przewodnika potrzebuje?
Podniosła łepek, otwierając szerzej chabrowe oczy. Wędrowiec spoglądał na nią z nieodgadnioną miną, 
— Tak, tak by było... Idealnie. Jeżeli to nie problem.

<Marionetko? Masz nową podopieczną>

[1100 słów, trening medyka]

[przyznano 22%]

25 stycznia 2025

Od Wisterii CD. Marionetki

Zamrugała parę razy, zanim odpowiedziała na pytanie.
— Znam parę rodzajów ziela... Te podstawowe — przekrzywiła łepek na bok — Ojciec nie chce mnie mieszać w jego dalsze wyprawy, więc mam ograniczone zasoby. Wy znacie dużo? Na pewno musicie wiedzieć, co trujące między drzewami, a co korzystne.
Wędrowiec ją ciekawił. Nie wdziała ich wcześniej w zakątkach miasta, ale z drugiej strony, sama nie zapuszczała się jakoś wielce daleko.
— Znamy trucizny bardziej, niż lekarstwa — przyznali po chwili — Łatwiej przetrwać, gdy znamy rośliny, których spożywać nie należy. A nie należy wiele. Wśród lasów łatwiej, o wiele. Lasy naturalne zasoby mają, znane, nie takie, jak ludzkie.
— Ma to wiele sensu — przytaknęła pierwszym słowom Marionetki, po chwili przysłuchując się kolejnym — Muszę przyznać, lasy wyglądają na bujne. Pewnie daleko się ciągną... Jak to jest tam spacerować? Jest spokojnie, czy groza się czai za każdym rogiem? Sama nigdy nie zagłębiałam się między drzewa.
— Młode ciekawe, ciekawe świata. To dobrze, kukiełka sprawna. Drogi bywają ciężkie, lisy, psy, borsuki. Gatunek ciała tego agresywny często, terenów broni, zachłanny. Goniący za władzą. Grupy kotów żyjących w lasach niebezpieczne, nieufnie podchodzą.
Nie rozumiała części słów kota, jako, że wtrącali mnóstwo niepowiązanych z tematem powiedzonek, ale pewnie ona sama nie była lepsza. Od ojca podłapała tendencję do opisywania wszystkiego większą ilością epitetów niż powinna, na czym przyłapywała się często; ale nie będzie się przecież ograniczać, w końcu to coś wyjątkowego.
— Tak też mówił ojciec — zmarszczyła brwi — Ale mówił też, że czasem warto odwiedzić między zieleń, interesujące rzeczy można odnaleźć. Jeszcze jedno... Te grupy kotów. Macie na myśli rodziny, czy coś... Podobniejszego do królestw, dużych domostw?
Słyszała opowieści o ugrupowaniach kotów, ale nie natknęła się na żadne z nich. Większość jej wiedzy brała się z wspominek taty czy mamy, okazjonalnie od innych nieznajomych, których napotkała na drodze właśnie z bengalem.
— Zlepek kotów niespokrewnionych — przekręcili głowę — Nie słuchają. Nigdy nie słuchają. Może zaczną, z czasem. Jak gangi szare, grupy kotów wśród betonowych drzew.
— Nie przestrzegają zasad? Nie słuchają... Nie brzmi to dobrze — zamiotła ogonem po asfalcie — Słyszałam o zgrupowaniach w mieście, prawdopodobnie nic dobrego nie wnoszą, lecz kto wie.
— I warto szukać, warto, warto poznawać. Poznajemy życie całe, by w następnym mieć doświadczenia więcej.
Zamyśliła się na chwilę, ważąc słowa samotnika.
— Kolejnym życiu? Masz na myśli, że jest ich więcej, niż to aktualne?
— Wiemy o kolejnych życiach wielu kotów, wielu stworzeń. Widzieliśmy, jak ich dusze wędrują w materii, szukając nowego miejsca do zasiedlenia, jeśli nie czują zaspokojenia.
Otworzyła szerzej chabrowe oczęta, walcząc z chęcią zasypania wędrowca bilionem pytań. Spojrzala ku niebu. Słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, nadając otoczeniu cieplych barw.
— Ciekawe... Na pewno daje ta myśl pewne bezpieczeństwo — zamyśliła się — Jeżeli nie osiągnie się celu z pierwszym razem, to ma się zawsze drugą szansę. Jeżeli to prawda... Nie jestem pewna, czy ma to dla mnie sens, bez obrazy. Jeżeli tak, to nie spotkalibyśmy bliskich wiele razy, za różnych żyć? Muszę przyznać, nie mam wiele doświadczenia w tym temacie — zamilkła na moment, oglądając się za siebie — Niezmiernie miło się rozmawiało, Wędrowcu, ale muszę cię przeprosić i odnaleźć drogę do domostwa, oraz siostrę zabrać ze sobą, o ile sama nie zawędrowała gdzieś dalej — spuściła uszy na taką myśl — Myślisz, że nasze drogi się jeszcze skrzyżują? Jesteś skarbnicą wiedzy, nie chciałabym następnej takiej okazji odpuścić.
Na moment ich pysk wykrzywił się w lekkim, niezbyt przyjemnym i pustym uśmiechu.
— Oh, na pewno się spotkamy, drogi kiełku. Świat lubi łączyć ze sobą spotkania więcej niż raz. Taki jego zwyczaj. I nie musisz łamać swojej główki, wiedza przyjdzie z czasem, chętnie pomożemy, rozwiniemy. Odkryjemy kącik kurtyny niewidocznej dla śmiertelników.

*teraz*

Wyciągnęła rude łapy przed siebie, prostując grzbiet i strzepując ogonem. Drobne jeziorka deszczowej wody pokrywały bruk i trawnik podwórka, odbijając w swoim świetle ostatnie promienie złotego słońca i pierwsze gwiazdy. Zmrok zbliżał się drobnymi kroczkami, a ona siedziała na kamiennej ścieżce, obserwując oddalające się światła potwora domowników. Wpakowali Amfitrytę do metalowego pudełka i zapewne zabierali ją do pana w białym futrze, ale nie mogła być pewna. W końcu siostra nie mówiła jej niczego, skąd miała by wiedzieć, co jest nie tak.
Podeszła bliżej uchylonej furtki i wychyliła za nią głowę. Spacer chyba by nie zaszkodził, prawda? Może i robi się późno, ale ma jeszcze trochę czasu. Zanim domownicy wrócą z Amfitrytą na pewno zdąży obejść kawałek osiedla. Wyszła na chodnik i ruszyła wolnym krokiem, oglądając się jeszcze na okno domostwa, w którym mogła zauważyć sylwetki Leta i Narratora. Uśmiechnęła się pod nosem. Pewnie dobrze się bawią.
Nie minęło długo, nim natknęła się na postać innego kota, kryjącą się w cieniu niskiego murku niedaleko kępki krzewów, które kwitniały słodko-pachnącym kwieciem. Rozpoznała zamaskowaną bielą mordkę Marionetki, uwieńczoną tuzinem piórek. 
— Wędrowcu? — zapytała cicho, a oni podnieśli głowę i utkwili w niej swoje spojrzenie — Miło cię znowu spotkać. Trochę czasu minęło; nie spodziewałam się, że tu będziecie.
Upływu czasu nie da się zaprzeczyć. Wisteria zdecydowanie wyrosła, nabrała trochę masy i zadbała lepiej o futerko, a przede wszystkim, znalazła w sobie odwagę na takie wędrówki. W  końcu w ich dzielnicy i tak nic się nie działo, a ruch dobrze jej robił.

<Marionetko?>
wyleczona: Amfitryta

27 grudnia 2024

Od Marionetki CD. Wisterii

- Mały kiełek wypełzł spod ziemi - wymruczeli, z zaciekawieniem oglądając kremowe, małe stworzonko. Wpierw nieruchomo, później przekręcając swoją głową niczym sowa, jakby pomóc to miało w lepszym widzeniu. Nie wychylili się jednak zbyt daleko, a pozostawali w cieniu, ukryci. 
- Czy nie wie, że to nie czas? 
- Siostra siostrę porzuciła, siostra siostrze żart zrobiła - zamruczeli, jakby rozbawieni. O, czyli to jej szukano wzrokiem przez moment, to o nią chodziło. Dwie kotki pokrewne, czemuż tylko jedna teraz stoi przed nimi? Gdzie druga, gdzie końcówka nici? Rozciągnięta widocznie, nietrwała. Przykre zjawisko, jednak jak ujmujące, jak ciekawe. - Kiełki dwa się rozdzieliły, nasionko nam tedy pod łapy padło - Tu zamilkli na moment, tylko po to, by przyglądać się Wisterii w pełnej ciszy i skupieniu, nieruchomo. Dopiero, gdy zdawało się, że niczego od Marionetki się więcej nie wyciągnie, ci nabrali powietrza w nozdrza. - Czy przeszkadza? W żadnym razie, czas tu nie ważny, czas mamy. Zegary się zatrzymały, mamy go pod dostatkiem. - Prawdą było, że nic teraz nie planowali ani nie robili, a jedynie czekali i informacje zbierali, a potrzebowali ich sporo. Pojawienie się zielonego wyrostka przed ich łapami było jak znak, który chętnie by wykorzystali. W końcu po to przyszli, po to szukali. Młode dusze jeszcze zepsute nie były, dało się nimi sterować, dało się nakierować, więc i czemu puszczać kiedy pięknego aktora ukształtować mogą? 
- Kim jesteś, jeśli mogę spytać? - zapytała młodsza, przestępując z łapy na łapę. - Z kim mam zaszczyt tu rozmawiać?
- Wiele imion nosiliśmy w życiu, wiele masek dotykało naszego pyska. Możecie nazywać nas wędrowcem, kukiełką, czy też stwórcą. Żadna z tych nazw nie jest błędna.
- Nas? - podniosła jedną z brwi - Jest was tu więcej niż jeden? Masz towarzyszy, wędrowcu? - uznała, że zostanie przy pierwszej propozycji imienia - Ja jestem Wisteria... Mam jeszcze parę imion, ale chyba niepotrzebne jest wymienianie ich.
- Jesteśmy całością, Wisterio, której pełen tytuł z chęcią usłyszymy.
- Ah- Miło was poznać, w takim razie - uśmiechnęła się nieśmiało, nadal widocznie niepewna - Jestem Wisteria Marianna Cynthia, z Edenskich ogrodów. Tak nazwał mnie mój ojciec, towarzyszu.
- Czy spotkałaś już swoją rolę, Wisterio? Wiesz za jakim smyczkiem chcesz podążać? - spytali zaciekawieni, ciągle tym samym tonem, przekrzywiając nieco głowę w bok. Potrzebowali zachęcić odbiorcę do dalszego słuchania. 
- Jeszcze nie wiem, czym będę się w życiu zajmować. Nie jestem pewna, jakie mam opcje do wyboru... Ściany domostwa trochę mnie ograniczają, jeśli rozumiesz.
- Widzimy potencjał, mała baletnico - wymruczeli, wwiercając w kremową intensywne, acz puste spojrzenie - Będziemy obserwować, będziemy kształcić. Będziemy pokazywać możliwości.
- A... Wy czym się zajmujecie? Moglibyście mnie czegoś nauczyć? Nie umiem dużo, większość czasu spędzam z ojcem w domostwie, bądź przy zielu w ogrodzie.
- Młody kiełek musi się wiele nauczyć - stwierdzili, nie odpowiadając na część pytania - Możemy pomóc, pokazać. - Zdawać by się mogło, że jedyne co robił to powtarzał pewne sekwencje. Cóż, nie było to błędem. - Czy potraficie działanie roślin rozpoznać?
Kremowa zastygła w miejscu, przysłuchując się słowom nieznajomego. Jej główka obróciła się do tyłu, zaraz jednak powracając na nieznajomego. Ratunku w pobliżu nie było, Marionetka również nie dostrzegła dodatkowego ruchu, gdy powędrowała za wzrokiem młodego stworzenia. Jedynie zapachy, stare i nowe mieszały się w powietrzu. Nie warto się jednak było nimi teraz przejmować. 
- Ja przepraszam, moim celem nie było przeszkadzać - jej głos zadrżał, a ogonek zaszurał o asfaltowe podłoże - Wie nieznajomy może, gdzie podziała się moja siostra? Jeszcze moment temu tutaj była... Naprawdę nie chcę zawracać głowy.

<Wisteria?>

17 października 2024

Od Wisterii Do Marionetki

Letnie słońce wciskało swoje promienie w jej oczy, sprawiając, że z jej perspektywy wszystko dookoła iskrzyło się na złoto. Spojrzała do góry, na złotą kulę ciepła. Była taka jaśniutka, zupełnie jak futerko jej braci! Gdy ponownie zniżyła główkę, przed jej oczami pojawiły się ciemne esy-floresy. Pisnęła zaskoczona, mrugając gorączkowo. Nie chciały sobie pójść! Co za dranie!
Potrząsnęła mordką. Zaczęły powoli znikać… Uff. Westchnęła z ulgą, oglądając się za siebie. Stojący za nią Celestyn drążył coś pazurem w dywanie, prychając nerwowo, gdy wzorki znikały po paru momentach. Tupnął łapką ze zdenerwowaniem, wstając i przeciągając zdrętwiały grzbiet. Odwrócił się I złączył spojrzenia z siostrą, a jego wąsy zadrżały.
— To się nie nadaje! – mruknął, strosząc futro.
Zachichotała, podążając za wskakując na kanapę kremowym. Niezgrabnie wdrapała się na mebel. Po chwili chodzenia w kółko ostatecznie usiadła wciśnięta pomiędzy miękkie poduszki, moszcząc się wygodnie. Celestyn mruknął coś pod nosem, ciągle niezadowolony samozniszczeniem jego sztuki. Wyciągnęła łapkę w jego kierunku I pacnęła między uszami, zachęcając do zajęcia miejsca obok niej.
— Nie mogę się tak poddać, ja nie mięczak! – ten i inne pomruki opuszczały jego pyszczek, gdy usiadł obok niej.
Wisteria polizała jego policzek, układając nastroszone futro. Brat sam czasem wyglądał jak księżniczka z krwi i kości, z falującym futerkiem i lekkim krokiem. Wisteria starała się wspierać jego malownicze zapędy, jednocześnie pilnując, aby nic mu się nie stało. Aby nie połamał sobie pazurków czy cokolwiek w ten deseń.
— Sprobujesz później; zapewniam cię, nic się nie stanie – westchnęła, kładąc mordkę na pluszu kanapy – Wena twórcza nie odleci tak nagle jak ptak na wietrze, odgonić byś ją musiał…
— Niczego nie będę odganiać!
— To dobrze – strzepnęła uszami, czując na sobie brązowe ślipia braciszka – Spocznij tu swoje łapki, poodpoczywasz wraz ze mną…
Kremowy nieznacznie kiwnął głową, ponownie odpływając w krainę fantazji; jednak z miejsca się nie ruszył. Nieobecne oczy przeskanowały każdy zakamarki pokoju, każdą roślinkę i drobinkę kurzu czy rozrzuconego przez niego wcześniej brokatu. Jego ogonek podrygiwał w rytm cichej muzyki wypełniającej ich dom.
— Wiem! – wzdrygnęła się na jego wysoki głos – Zostałem olśniony!
Bez kolejnego słowa zeskoczył na ziemię, turlając po śliskiej, drewnianej powierzchni. Niewzruszony ruszył dalej z wysoko podniesionym ogonem. Z westchnieniem zdrapała się z powrotem na dół, truchtem podążając za bengalem. Nie mogła go zostawic sama, zaraz przecież coś przeskrobie. Wpakuje się w jakieś kłopoty, i co będzie? Nie może na to pozwolić. Szybko przebierała łapkami. Jak on się nie męczy?
Celestyn szybko zniknął za rogiem, zostawiając ją samą. Jej oczka zaszkliły się. Uciekł! Zostawił ją samą, na pastwę złego losu! Zadrżała, rozglądając się dookoła. I co miała teraz począć? Wyjrzała za uchylone drzwi na zewnątrz. Siedziała tam jej siostra,
której smoliste futerko kontrastowało z jasnością otoczenia. Nerwowo przydreptała do Amfitryty, łypiąc na nią chabrowymi oczętami.
— Co robisz? – pisnęła, za odpowiedź zyskując jedynie zniesmaczone prychnięcie.
Siostra strzepnęła uszami, wzdychając ostentacyjnie. Jej rozmarzone spojrzenie wbite było w bramę prowadzącą w odmenty miasta. Przestraszona cofnęła się o krok. Czemu siostrzyczkę ciągnęło do zwiedzania tych strasznych miejsc? Przecież tutaj miała wystarczająco rozrywki! Szeroko otworzonymi ze stresu oczyma obserwowała, jak koteczka prędko wstaje i długimi susami dostaje się do wyjścia. Wychyliła głowę za furtkę, po czym rzuciła Wisterii ostatnie spojrzenie brązowych oczu. Przypominały jej ciemne bursztynki, o których opowiadał tata…
Otrząsnęła się z zamyślenia, rozdarta między podążaniem za Amfitrytą, a zostaniu między bezpiecznymi murami ogródka. Położyła po sobie uszy, ostatecznie z rozpaczą biegnąc w kierunku czarnej. Wymknęła się przez przestrzeń między ozdobnymi prętami i dała susa za siostrą. Zatrzymała się jak oparzona, gdy stanęła twarzą w twarz z jej niezadowoloną mordką. Skuliła się, a jej wąsy zadrżały.
— Mogę udać się z tobą? – miauknęła cicho, zdobywając tym dramatyczne westchnienie i kiwnięcie głową. Siostra zachowywała się, jakby jej decyzja powinna być dla niej zaszczytem. I w sumie tak było, gdyż z wdzięcznością wydobyła z siebie drobny uśmieszek i podążyła za nią, próbując nadążyć. W końcu musiała przypilnować, aby ta nie odeszła za daleko czy nie zrobiła sobie krzywdy. Dreptała tak, rozglądając się uważnie i podskakując na każdy nieznany odgłos. Rzucała drobne komentarze na temat otoczenia; kolorowe kwiatki w okiennicach innych domów czy ptaszki siedzące na drewnianym płocie. Nie zdążyły przejść aż tak daleko, nim obejrzała się za siebie i z przerażeniem stwierdziła, że nie może już zobaczyć własnego ogródka! Wpadła w panikę, przystając, i już miała zawiadomić o tym Amfitrytę-
Otworzyła pyszczek, odwracając się w jej stronę. Jednak siostry tam nie było. Wytrzeszczyła oczy, kuląc się i kładąc uszy. Gdzie ona poszła? Nie mogła jej zostawić!
Nie wiedziała jednak, że szylkretka kryła się za jednym ze śmietników, wręcz turlając się ze śmiechu.
— Halo? – głos jej się załamał. Jako księżniczka nie powinna być pozostawiona sama, na pastwę złego losu. Wszystko mogło się stać!
Rozglądała się gorączkowo, szukając pomocy. Z jednej strony otaczała ją równa linia domów, a z drugiej zarośla, poprzecinane ogrodzeniami, a czasem ścieżkami. Z jednej z nich wyjrzało jakieś stworzenie. Zastygła, ogarnięta paniką. Zaraz coś ją porwie! Zginie śmiercią tragiczną, rozszarpana przez potwory! Wstrzymała oddech, gdy postać wyłoniła się zza krzewów. Złapała wzrok jej brązowawych oczu, kontrastujących na białej twarzy. Zadrżała, wpatrując się w przybysza. Jej łapki spięły się, gotowe do ucieczki. Jednak drążący wzrok burej sprawiał, że nie mogła się ruszyć, przełykając jedynie głośno ślinę i nabierając hausty powietrza. Ta wycieczka nie miała się tak skończyć.
— Nie kończ mego żywota, błagam! – pisnęła, pusząc futro.


<Marionetko?>
npc: Celestyn