BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szafirowy Blask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szafirowy Blask. Pokaż wszystkie posty

06 września 2023

Od Szafirowego Blasku

 Leżał w swoim legowisku, obserwując kolejną, gwieździstą noc. Coraz częściej nie mógł zasnąć, więc patrzył całymi nocami w niebo.
Wszystko go bolało, a ciągłe siedzenie w obozie nie było dla niego zbyt ciekawe. Brakowało mu tej adrenaliny, którą czuł podczas każdego zadania, jakie przyszło mu wykonywać w młodości. 
Westchnął cicho. Nie mógł się tak nad sobą użalać.
Dożył pięknego wieku. Niektórym nie było dane żyć aż tyle. Umierali w wojnach, bitwach, byli zabijani przez innych bądź po prostu kończyli swoje życie w bardzo młodym wieku.
Spoglądał w ciemne niebo, zastanawiając się nad sensem tego wszystkiego. Pamiętał, jak był młodszy i aktywnie uczestniczył w każdej większej bitwie między klanami. W Klanie Nocy wydarzyło się dosyć dużo za jego życia i był wdzięczny losowi, że akurat się w nim urodził, choć nie raz miewał każdego dość. 
Zastanawiał się, czy jego były mentor — Kasztanowy Dół — aktualnie obserwuje go z góry. 
Miał nadzieję, że tak. Chciał ponownie go spotkać, tak samo jednego kota, któremu zaufał bardziej, niż komukolwiek innemu — Zdradziecką Rybkę. Umarł niespodziewanie i niebieski bardzo to przeżył, mimo że nie okazywał tego na zewnątrz. W środku wciąż bardzo cierpiał z powodu jego utraty i nikt nie mógł widzieć jego smutku.
Wydał z siebie cichy jęk, gdy kolejna fala bólu przeszła przez jego ciało. Nienawidził być takim słabym i prawie bezużytecznym.
Zmrużył lekko oczy, po czym je zamknął. Wsłuchiwał się w cicho szmer wiatru, który delikatnie otulał jego ciało. Odczuwał teraz taki spokój, że aż zamarzył się, aby pozostać w nim na nieco dłużej.
Obrazy z przeszłości wracały do niego jak dźwięki dawno zapomnianych pieśni. To były czasy młodości, pełne walki i poświęceń. Teraz gdy leżał w swoim legowisku, zdał sobie sprawę, że dobrze spędził swoje życie.
Spokojne i ciche otoczenie było tak bardzo odmiennie od zgiełku bitew i życia w klanie. Być może to właśnie teraz zrozumiał, że istniał także inny, beztroski sens życia, który umykał mu przez lata.
Zdał sobie sprawę, że choć ciało się starzało, to duch pozostawał młody. Patrzył w niebo, próbując odszyfrować znaczenie tych gwiazd. Być może tam, wysoko na niebie, czekały na niego nowe przygody oraz koty, które go mile zaskoczą.
W końcu zasnął pod tym nocnym sklepieniem, marząc jedynie o spokoju, którego od tak dawna naprawdę potrzebował.
Gwieździste niebo świeciło nad nim i wyglądało, jakby samo przywoływało go do siebie. Sen zaprowadził go do miejsca, którego nie miał okazji poznać za życia. 

30 czerwca 2023

Od Szafirowego Blasku

   Ostatnie czasy dla jego klanu nie były zbyt optymistyczne. Konflikty i bitwy przyniosły im wiele nowych ofiar. On sam widział wiele śmierci na własne oczy. Gdyby był trochę młodszy i miał więcej sił niż aktualnie, najpewniej by aktywnie walczył, narażając swoje życie w imię klanu.
 Szafirowy Blask westchnął ciężko, spoglądając swoimi ślepiami na wojowników, którzy kręcili się po obozie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że robi się coraz starszy. Odczuwał to szczególnie przy polowaniach, czy innych czynnościach, które wymagały ruchu. Również więcej sypiał. 
 Był zły na siebie, za to, że nie mógł zrobić nic więcej. Był wściekły, bo jako wojownik powinien żwawo i aktywnie uczestniczyć w życiu klanu. Tymczasem teraz odpoczywał i czuł irytujący ból w okolicy  ogona, który nasilał się z każdą kolejną godziną.
 Musiał, chociaż wyleczyć jego aktualną dolegliwość, nim następne, które na pewno przybędą z jego wiekiem, go zupełnie pokonają. 
 Wstał ze swojego legowiska, kierując się prosto do medyka. Gdy tylko tam dotarł, wahał się wejść przez moment. Zebrał się jednak  w sobie. Nie mógł już więcej okazywać słabości. 
 - Mam pewien problem - zwrócił się do Strzyżykowego Promyka. 
 - Witaj, Szafirowy Blasku, co ci dolega? - spytała ze zmartwieniem w głosie. 
 Kocur powiedział jej o swoich objawach, a ta szybko zlokalizowała jego dolegliwość i poleciła mu odpowiednią mieszankę ziół oraz doradziła, by uważał na swój ogon. 
 Niebieski jej podziękował, myśląc o tym, jak bardzo stawał się słabszy. Nie mógł się szybko poddawać. Pozostanie silny dla swojego klanu. Będzie walczył za niego do ostatniej kropli krwi. 
 
Wyleczeni: Szafirowy Blask

26 marca 2023

Od Szafirowego Blasku

Kocur przemierzał tereny obozowiska, kierując się w stronę medyka. Ostatnimi czasy czuł się źle i nie mógł wiecznie ignorować swoich objawów. Zastanawiał się przy tym nad tym wszystkim, co wydarzyło się dosyć niedawno w  klanie.
Mimo opinii większości kotów Szafirowy Blask uważał Rudzikowy Śpiew za dobrego lidera. Wiadomo, nie ma kota idealnego, który by pasował wszystkim. Widok jego śmierci ostatecznie wcale go nie zaskoczył. W klanie już od jakiegoś czasu chodziły pomruki niezadowolenia z jego rządów.
Niebieskiemu było mu żal widzieć, w jaki sposób umarł ich dawny lider, lecz miał szczerą nadzieję na to, że zgodnie z obietnicą ich nowej liderki, Klan Nocy wzrośnie w potęgę. Nawet jeśli nie przepadał za nią, starał się myśleć, że to wszystko nie skończy się kolejną tragedią.
Zamyślony, nawet nie zauważył, jak doszedł na miejsce.
- Mógłbym cię poprosić o pomoc, Muchomorzy Jad?
Kot kiwnął głową i zaprosił go do środka, aby dokładniej zbadać jego objawy. Zresztą, od tego był - pomagał wojownikom, którzy nieraz to przychodzili do niego dopiero wtedy, gdy byli na skraju życia.
Tak właśnie zrobił między innymi Szafir.

  ***

Po wyjściu od medyka Szafirowy Blask czuł się nieco lepiej. Udał się do legowiska, aby chwilę odpocząć zgodnie z zaleceniem. Miał teraz sporo czasu na przeanalizowanie ostatnich sytuacji, choć jego myśli nieustannie krążyły wokół tego tematu.
Pomimo tego, że spodziewał się tak tragicznego losu byłego lidera, to i tak odczuwał lekki ból związany z jego stratą. Nie miał z nim jakiś niesamowitych relacji, ale parę razy rozmawiali i wydawał się być dosyć rozumnym kocurem.
Westchnął cicho, wpatrując się w pustą przestrzeń. Czasami ta otaczająca go cisza, gdy przebywał w samotności, męczyła go, lecz wolał ją, niż użeranie się z jakimś irytującymi kotami.

Wyleczeni: Szafirowy Blask

13 lutego 2023

Od Szafirowego Blasku

 Ostatnie wydarzenia, których był świadkiem, były dla niego dosyć interesujące. Zgromadzenia, a na nich różne sprzeczki, bójki i rozlewy krwi. Wszystko dokładnie obserwował na uboczu, co jakiś czas, uśmiechając się pod nosem. Mimo że sam w nich dokładnie nie uczestniczył, czuł się ich częścią i starał się zapamiętać z nich mniej więcej najważniejsze rzeczy. Zawsze mogły być one przydatne w późniejszym czasie.
 Westchnął cicho, patrząc na przemieszczające się koty w obozie. Niektóre z kotów chodziły wściekłe za decyzje, jakie podejmował lider, ale Szafirowy Blask je popierał. Nie miał problemu z Rudzikowym Śpiewem, wręcz przeciwnie, bardzo go szanował za jego pracę i wkład w rozwój ich klanu.
 Odkąd umarła dawna liderka, niebieski, czuł się świetnie. Ta cała złość w jej stronę oraz stres, odszedł, a kocur nareszcie czuł się wolny. Cieszył się z jej śmierci i nawet tego zbytnio nie ukrywał. 
 Wstał ze swojego miejsca, chcąc udać się na polowanie. Nagle poczuł, jak ktoś na niego wpadł. Zmierzył go ostrym spojrzeniem, a osobnik lekko się skulił.
 - Uważaj, jak chodzisz - rzucił do niego chłodno.
 - Przepraszam... Nie chciałem na ciebie wpaść. - Głos nieznajomego był bardzo cichy i pełen strachu. Widział, jak niemal kremowy kot wzdryga się i patrzy na niego z prawdziwym przerażeniem. 
 - Jak się nazywasz? - spytał z zainteresowaniem. Chciał wiedzieć, kto jest takim niezdarą i wpadł na jego osobę.
 - W-wydrzy W-wir - wyjąkał, a niebieski zanotował w głowie tę informację.
 - Nie musisz się tak stresować, przecież nie zrobię ci krzywdy. Jestem Szafirowy Blask, zapamiętaj sobie to imię -mruknął, widząc, jak pręgowany niemalże kuli się ze strachu. - Przynajmniej na razie- dodał z lekkim uśmieszkiem.
Przerażenie nowego poznanego kota bawiło go. Jak można było być aż tak lękliwym? Nie rozumiał, jakim cudem ten osobnik jeszcze żył, skoro bał się nawet własnego cienia. Musiał mieć chyba wyjątkowe szczęście w swoim marnym życiu wojownika. 
 - Pójdę już... - rzucił szybko  i niemal biegiem uciekł od niebieskookiego. Kocur obserwował ten widok z niemałą satysfakcją i rozbawieniem. 
 Czuł, że jeszcze nie raz spotka kremowego kocura. Dostanie wtedy od niego kolejną dawkę śmiechu, którego tak bardzo mu ostatnim czasie brakowało. 

Postacie NPC: Wydrzy Wir

07 października 2022

Od Szafirowego Blasku CD Zdradzieckiej Rybki

Przez chwilę niebieski milczał, zastanawiając się, co może na to poradzić. Sytuacja była bardzo słaba, ale nie mogli się teraz poddać.
- Przykro mi, naprawdę. Może... Może ja spróbuję z nim porozmawiać i przekonać go do zmiany zdania. - zaproponował. W tym momencie była to chyba najlepsza i jedyna opcja. Inne pomysły wydawały mu się zbyt skomplikowane do zrealizowania, a przy tym mające zbyt dużą szansę na brak sukcesu.
- Naprawdę? - zdziwił się kocur, podnosząc powoli na niego wzrok. - Mógłbyś? N-na pewno tego chcesz? A co jeśli uzna, że kłamiesz, że jestem nadal wariatem? I czy Krucza Gwiazda cię nie powstrzyma... - miauczał same czarne scenariusze.
- Chcę w końcu obalić jej rządy, tak samo jak ty. Jest ryzyko, ale trzeba coś zrobić, nim Krucza Gwiazda będzie jeszcze bardziej agresywna. Nie martw się, dam radę. - mruknął zdeterminowany. Nie widział w tym momencie innego rozwiązania. Za wszelką cenę pragnął zmiany lidera, a przy najmniej odsunięcia jednego z nich od władzy.
- Mam nadzieję, że ci się uda i nie skończysz martwy. Masz lepszą szansę, by ją zaskoczyć. Będę modlił się do przodków, by dali ci siłę - powiedział, a Szafiorwy Blask wyczuł w jego głosie chwilową radość.
- Dziękuję - miauknął z wdzięcznością w głosie. - Postaram się wrócić żywy. Wszystko będzie w porządku - zapewnił pewnym siebie głosem. Musiał wierzyć w to, że się uda. Od tego zależała przyszłość ich klanu.
- Oby. Ja też dziękuję, że masz odwagę to zrobić. Jesteś już naszą jedyną nadzieją -szepnął do kocura.
Niebieski poczuł dumę, słysząc te słowa.
- Ktoś w końcu musi to zrobić - odparł pewnie siebie. - Ja jeszcze zbyt bardzo jej nie podpadłem, więc mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. - Spojrzał na swojego nowego przyjaciela. Było mu go żal i nie mógł olać tak ważnej sprawy.
- Krucza jest już bardzo stara, może osłabła na tyle, że uda ci się tego dokonać. - westchnął. - Szafirowy Blasku? Uważasz, że jestem dobrym kotem? - zmienił temat. - W sensie... może to głupio zabrzmi, ale... Czy wierzysz w to, że można tak oszaleć, że traci się to, kim się jest?
Szafir spojrzał na niego uważnie.
- Wierzę, że jesteś normalnym kotem, który chcę jak najlepiej dla swojego Klanu. Oszaleć zawsze można, ale według mnie cząstka prawdziwego ja, gdzieś w tobie na zawsze zostaje. Jest nieodłączna, nie da się jej pozbyć – powiedział szczerze.
- Nie da się pozbyć... - zamyślił się. - To chyba dobrze. Kamień z serca. - Lekko się uśmiechnął. - Lepiej przygotuj się na zgromadzenie. Niedługo będziecie wyruszać - przypomniał mu przyjaciel.
-Tak, racja. Mam nadzieję, że nie wydarzy się tam za bardzo nic złego. Chociaż w tych mrocznych czasach, wszystko jest możliwe – rzucił, lekko uśmiechając się do Zdradzieckiej Rybki.
Czekoladowy pożegnał się z kocurem, po czym udał się na polowanie. Pręgowany spoglądał za nim w ślad, mając nadzieję na to, że wszystko jakoś się ułoży.

<Rybka?>

17 sierpnia 2022

Od Szafirowego Blasku Do Zdradzieckiej Rybki

Kocur miał dzisiaj wyjątkowo dobry humor i nie chciał, aby coś lub ktoś mu go zniszczył. Szedł spokojnie, czując niespodziewanie, jak ktoś napiera na jego bok. Utracił na moment równowagę, jednak ostatecznie nie upadł, tylko przesunął się o parę kroków.
- Wybacz - mruknął ten, który na niego wpadł. Wydawał się być zmęczony, patrząc na jego ślepia i wsłuchując się w sposób mowy. – Nie zauważyłem cię.
Niebieski spojrzał na niego początkowo z lekką złością. Nie był małym kocięciem, nietrudno go przecież zauważyć.
- Uważaj jak chodzisz - burknął jedynie, chociaż było już po fakcie. Miał zamiar odejść, ale wtedy rozpoznał w tym kocurze Zdradziecką Rybkę. Może jednak to przypadkowe spotkanie nie będzie takie złe? Słyszał o nim same złe rzeczy, ale musiał sam się przekonać, czy to prawda. Łapy przywarły mu do ziemi. Ogarnęło go jakieś dziwne przeczucie, mówiące mu o tym, aby został. Tamten uniósł czujnie uszy.
- Mam nadzieję, że nie jesteś zły, że ja i twoja siostra jesteśmy parą... – miauknął czekoladowy.
Szafirowy Blask zmarszczył brwi na to pytanie.
- Czemu mam być z tego powodu na nią zły? Niech robi to, co chce, to jej życie. Nie będę się wtrącać do waszego związku - odparł spokojnie. Dziwiło go to zapytanie. Nie był zbyt blisko ze swoją siostrą, nie rozmawiali prawie wcale i zbytnio nie obchodziło go jej życie miłosne.
- Cóż... Sądziłem, że bardziej na mnie, bo wiesz... jakie plotki o mnie krążą - westchnął. - Cieszę się jednak, że nie masz o to problemu, jak co niektórzy... Powinieneś ją odwiedzić. Niedawno urodziła, pewnie chcesz poznać siostrzeńców – dodał.
Niebieski przyglądał mu się w zdziwieniu. Nie wiedział czemu, ale ten kocur w jakiś sposób go zainteresował. Musiał porozmawiać z nim dłużej.
- Pewnie wpadnę. I tyle. Nasz kontakt prawie nie istnieje - mruknął. - Czemu miałbym mieć problem do ciebie? - Spojrzał z niesmakiem na towarzyszące mu koty. Wiedział, że rozmowa o tym, że popiera działania kocura, skończyłaby się dla niego nie zbyt dobrze.
- Bo jestem uznawany za zdrajcę. Cały klan przecież dobrze o tym wie - rzekł, machając niezadowolony ogonem. - Nawet moja córka mnie z tego powodu nienawidzi.
- Przykre, że własna rodzina cię nienawidzi- westchnął cicho. - Jestem jednak przekonany, że znajdziesz tu sojusznika. - Uśmiechnął się lekko w jego stronę. Spodziewał się po plotkach, że ten cały zdrajca będzie o wiele gorszy. Jednak zaczynał go już powoli lubić.
Zdradziecka Rybka wydawał się zaskoczony jego słowami i pokiwał lekko głową.
- Miło to słyszeć. Akurat moja córka... cóż... bierze przykład z Kruczej Gwiazdy. Ta wariatka próbuje zniszczyć mi bardziej życie - prychnął. - Szkoda, że Niezapominajkowa Gwiazda nie jest obecny. On by do tego wszystkiego nie dopuścił
Kocur spojrzał przelotnie na dwójkę kotów, które cały czas stały za Zdradziecką Rybką. Zmrużył oczy. Nie podobało mu się ten nadzór, wolał rozmawiać z nim na osobności, z dala od jakichkolwiek słuchaczy.
- Współczuję. Kto wie, może kiedyś da się coś temu zaradzić - rzucił cicho.
Spojrzał za jego wzrokiem, po czym również ściszył głos.
- Co tak naprawdę myślisz o naszej liderce? Nie martw się, mają mnie pilnować, ale nie są zbyt dobrzy w podsłuchiwaniu.
Pręgowany lekko spiął się na to pytanie. Bał się jednak, że ktoś usłyszy ich rozmowę i będzie miał potem problemy.
- Szczerze? Nie podobają mi się jej rządy, wolałem Niezapominajkową Gwiazdę na tym stanowisku – odparł spokojnie, patrząc z nieufnością na koty pilnujące jego nowego znajomego.
- To się obaj w tym zgadzamy. Wiele kotów jej nie popiera. Dziwię się, że mimo to nic nikt nie robi - westchnął. - Ja niestety mam związane łapy. Jak coś odwale, to mnie wygna albo zamorduje, wariatka - syknął cicho pod nosem.
- Zapewne boją się o swoje życie, dlatego nikt nie stara się nawet odciągnąć jej od władzy - stwierdził z żalem w głosie. Rozmyślał intensywnie, co mógłby zrobić, aby poprawić sytuację w Klanie. - Może ty nie możesz nic zrobić, ale ja już coś mógłbym zadziałać...
Zainteresowany nadstawił uszy. - Jeżeli cię to zainteresuje, to Rudzikowy Śpiew mógłby ci pomóc. Nie lubi naszej liderki. Wygryzła go w końcu z posady zastępcy.
- Popytam go potem. Miejmy nadzieję, że razem coś wymyślimy, by w końcu lider był normalny - westchnął, lekko się uśmiechając. - Wierzę, że nastaną lepsze czasy dla Klanu Nocy. A ty znów będziesz uważany za prawdziwego wojownika.
- Cieszę się to słyszeć. Wszyscy obwiniają mnie za słowa, ale nikt nie wie, ile z nimi walczyłem. Normalny kot, by dawno pękł, skazując na śmierć, lecz ja was ostrzegłem przez moich siostrzeńców o niebezpieczeństwie. Bohaterowie jednak nie istnieją w tym świecie... - mruknął pod nosem.
Kocur uniósł zaskoczony brwi.
- Czemu uważasz, że bohaterowie nie istnieją? - Zaciekawiła go ta kwestia. Chciał zrozumieć, dlaczego tak sądzi. - Według mnie są dobrzy i źli. Chociaż tych drugich jest na pewno o wiele więcej - miauknął.
- Usłyszałem to od mojego oprawcy. Mówił, że gdy wrócę do Klanu Nocy osądzą mnie jak zdrajcę. Że nie uznają za bohatera, który ich ocalił... I miał rację. - Położył po sobie uszy.
- Dla mnie jesteś bohaterem. Zapamiętaj to sobie. - odparł, wpatrując mu się prosto w oczy, chcąc w ten sposób dodać mu otuchy. Nawet lekko się do niego uśmiechnął. A mało jakie koty darzył swoim uśmiechem.
Widział, jak czekoladowy spogląda na niego z ogromnym zdziwieniem.
- To... aż trudno mi w to uwierzyć. Dziękuję - miauknął, uśmiechając się lekko.
- Nie ma za co. Odzyskasz swoje dobre imię, dopilnuje tego - odparł zdeterminowany. Chciał już działać, aby pomóc kocurowi z tym, z czym musi się mierzyć. Nie miał pojęcia, jak to osiągnie, ale spełni swój cel. Za wszelką cenę.
- Bądź tylko ostrożny. Krucza Gwiazda nie może się dowiedzieć o tym, co zamierzasz, bo inaczej skończysz jak ja, a może i gorzej. - ostrzegł go, a niebieski kiwnął głową na znak zgody.
- Będę uważać. Wiemy, do czego jest zdolna, a wolałbym jeszcze sobie trochę pożyć - mruknął. Teraz jego celem była rozmowa z Rudzikowym Śpiewem. Miał nadzieje, że rudy kocur pomoże im w planie obalenia lidera. Wiedział, że nie może nikomu szczerze ufać.
- W takim razie... Oby do następnej rozmowy. Jakbyś chciał mnie złapać, to po południu będę odwiedzać twoją siostrę i maluchy- poinformował go, a Szafirowy Blask widział, jak opiekunowie Rybki się kręcą, by im przerwać i pogonić kocura na kolejne tortury.
- Trzymaj się i nie daj im się. – rzucił na pożegnanie, spoglądając, jak żółtooki zostaje wręcz zmuszony do pójścia z nimi. Było mu go żal. Poświęcił się dla dobra klanu, a został tak okrutnie ukarany.

<Rybko?>

04 sierpnia 2022

Od Szafirowego Blasku

Ostatnie wydarzenia dla jego klanu były naprawdę pocieszające. Część kotów przetrzymywanych przez wrogów wróciła do domu, na co Szafirowy Blask odetchnął z ulgą. Zastępstwo ich tymczasowego lidera przez Krucze Futro, było czymś niespodziewanym, ale kocur pogodził się z tym faktem.
Podobało mu się, że nowa liderka zapowiedziała zemstę na tych, którzy zaatakowali ich obóz i tak bardzo upokorzyli. Wciąż nie mógł się pogodzić z tamtą przegraną, a teraz nadarzyła się okazja, aby się w końcu na nich odegrać.
Czuł podekscytowanie na samą myśl o zatopieniu swoich pazurów i kłów w ciele wroga. Chciał zemsty i wreszcie się doczekał.
Kręcąc się po obozie, obserwował inne koty. Czasami ciekawiło go, co sobie myślą o tym wszystkim, co się stało. Czy tak samo jak on, byli podekscytowani okazją do odwetu, czy wręcz przeciwnie? Potrząsnął lekko głową. Takie nic niewarte rozważania nie mogły zaśmiecać jego głowy. Musiał mieć miejsce na inne, o wiele ważniejsze informacje.
Usiadł na trawie, mrużąc oczy. Nachodziły go kolejne przemyślenia. Czy ktoś z Klanu Nocy w ogóle go lubił? Czemu się tym tak ciągle zadręczał? Przecież nie potrzebował nawiązywać z nikim bliższej relacji. Tylko by to go złamało, gdyby ten ktoś umarł. Już raz stracił ważnego dla siebie kota i więcej na to nie pozwoli.

24 czerwca 2022

Od Szafirowego Blasku

*Po zgromadzeniu*
Atak na liderów wrogich Klanów był dla niego czymś niezwykłym. Mimo iż tylko obserwował całą akcję z daleka, to i tak był zachwycony działaniem kotów z jego klanu. Zasłużyli sobie na to. Żałował jedynie, że nie udało się ich zabić, ale sam fakt podjęcia tak śmiałej próby, był czymś niezwykłym.
Chował się w krzakach jeszcze przed parę sekund. nim sylwetki Pędzącego Wiatru oraz Bażanciego Futra nie mignęły mu przed oczami. Nie było czasu na myślenie, tylko ucieczkę.
Biegł ile sił w łapach i dotarł na swoje tymczasowe miejsce, gdzie przebywali razem z innym, wygnanymi kotami. Bażancie Futro dotarł również na teren, próbując złapać oddech po intensywnym biegu.
Rozglądnął się za siebie i z niepokojem odkrył, że nigdzie nie ma jego kolegi. Szafirowy Blask przyglądał się temu wszystkiemu z zaciekawianiem. Co się mogło stać? Czyżby któryś z wrogich Klanów go dopadł?
Przełknął ślinę. To nie jego sprawa, ale gdzieś w sercu było mu żal kota z jego klanu. Siedział pogrążony w swoich przemyśleniach, gdy niespodziewanie usłyszał wiadomość, na którą oczekiwał od tak długiego czasu.
- Wracamy na nasze ziemie! - oznajmił zdeterminowany buras, na co wszystkie obecne tam koty, podniosły ze zdziwienia uszy. Czy to była prawda i się nie przesłyszeli? Naprawdę wracają do obozu?
Nienawidził przebywać tutaj i ukrywać się z każdym dźwiękiem, dochodzącym zza krzaków. Męczyło go życie wygnańca i pragnął wreszcie wrócić na stały teren. I w końcu się doczekał.

***Po powrocie do obozu***
Niebieskiemu dziwnie było wrócić do dawnego życia. Zresztą, ten problem dotyczył większości członków, jak nie wszystkich.
Westchnął z ulgą, wiedząc, że niedługo odbudują swoje siły i będą ponownie potężni.
Usiadł na trawie i odczuł zawroty głowy. Już od jakiegoś czasu mu towarzyszyły, ale zbytnio się tym nie przejmował i ignorował objawy. Jednak teraz stawały się nieznośne i utrudniały mu wykonanie nawet najprostszych czynności.
Wiedział, co go czeka. Musiał się udać do medyka.
Podniósł się z ziemi, kierując się w stronę Kaczego Pióra. Niechętnie wszedł do jego legowiska, opisując swoje ostatnie, nasilające się objawy.
Rudy od razu zabrał się do działania. Szafirowy Blask dostał odpowiednie zioła i został poinformowany, że ma je brać przez parę dni. Pręgowany podziękował medykowi, czując się o wiele lepiej niż wcześniej.
Klan Nocy przeniósł obóz w inne, bezpieczniejsze miejsce, co odpowiadało kocurowi. Miał nadzieję, że taki atak się nie powtórzy, chociaż znając inne klany, nie odpuszczą sobie tak łatwo.

Wyleczeni:Szafirowy Blask

31 maja 2022

Od Szafirowego Blasku

Po zgromadzeniu
Gdy tylko do jego uszu dotarła wieść o śmierci Kasztanowego Dołu, kocur stracił chęci do wszystkiego. Jedyny kot, z którym czuł się w miarę swobodnie i rozmawiał, nie żył. Powinien płakać po stracie dawnego mentora i przyjaciela, ale w tym momencie nie odczuwał tak naprawdę żadnych emocji. Dlaczego życie tak go karało? Czyżby czymś zawinił Klanu Gwiazdy?
Miał mętlik w głowie. Usiadł samotnie przy drzewie, pogrążając się w myślach. Nie spodziewał się tak, że tak szybko straci kogoś, komu zaufał. Bardzo ciężko było mu nawiązać bliższy kontakt z kimkolwiek, a teraz ta jedyna osoba odeszła.
Westchnął cicho, przyglądając się swoim pazurom. Tak bardzo pragnął poznać powód, dlaczego jego mentor zmarł. Gdyby tylko się dowiedział, to nie czułby się tak bezradny, jak w tej chwili.
Nie interesował się zbytnio tym, co wydarzyło się na zgromadzeniu, może z wyjątkiem przywłaszczenia sobie przez Klan Nocy kociaków tej dziwnej samotniczki.
Obserwował księżyc wyłaniający się zza chmur, tłumiąc przy tym w sobie wszelkie negatywne emocje. Wiadomo, każdy przecież kiedyś odejdzie z tego świata. Jednak ta strata była bolesna dla Szafirowego Blasku. Spokój, z którym świecił księżyc na gwieździstym niebie, nie zapowiadał tego, co się miało wkrótce wydarzyć.

***

Nie spodziewał się, że będzie uczestniczyć w bitwie, od której tak naprawdę zależą losy ich klanu. Zaatakowano ich z zaskoczenia. Nie zdołali jednak zwyciężyć tej walki. Wrogich kotów było zdecydowanie za dużo, aby ich odpędzić od terenu obozu. Czuł, że został zraniony w wirze potyczki, lecz nie miał nawet czasu, by się nad tym rozmyślać.
Niespodziewanie kot z Klanu Wilka zaatakował niebieskiego. Szafirowy Blask cudem uniknął kolejnego obrażenia. Spojrzał na swojego przeciwnika, który uśmiechał się kpiąco. Kocur odczuł w sobie czystą nienawiść do wszystkich. Wysunął pazury, atakując przeciwnika. Brakowało mu powoli sił, ale nie mógł się poddać.
Nie teraz. Wciąż jeszcze istniała mała iskierka nadziei, na to, że uda im się jakoś wyjść zwycięsko. Skaleczył wroga w pysk, spoglądając na niego z obrzydzeniem. Kompletnie nie rozumiał, dlaczego to właśnie oni musieli tak cierpieć.
Pragnął jeszcze trochę pożyć i zasmakować w pełni życia. Był zbyt młody na śmierć.

16 kwietnia 2022

Od Szafirowego Blasku

Spoglądał swoimi niebieskimi ślepiami na słońce, świecące jasnym blaskiem na błękitnym niebie. Obserwował koty przechadzające się po obozowisku, siedząc przy swoim legowisku. Pod łapami miał kawałek martwej myszy. Wgryzł się w mięso, przeżuwając je dokładnie przez parę dłuższych chwil.
Odkąd stał się wojownikiem, jego nastrój odrobinę się polepszył. Oczywiście w dalszym ciągu, nie dopuszczał do siebie zbyt blisko innych obozowiczów, ale przynajmniej nie rzucano już w jego stronę dziwnych spojrzeń.
Fakt, dostał swoje nowe imię dosyć późno, ale w końcu mógł dumnie kroczyć po obozie. Westchnął cicho, kończąc swój posiłek. Dzisiejszy dzień należał zdecydowanie do udanych. Zdołał upolować parę zdobyczy, a w dodatku nie musiał się użerać za bardzo z jakimś natrętnym kotem. Polowania w pojedynkę były najlepsze.
Lubił samotność. Nie potrzebował żadnego towarzysza, wręcz uwielbiał przebywać sam ze sobą i analizować wszystko dokładnie w głowie. Na spokojnie i w ciszy.
Na razie jedyną osobą, jaka była mu bliższa i zbliżyła się do niego, był jego mentor. Czasami irytował go swoimi mądrościami, ale poza tym był całkiem do zniesienia. Czuł się przy nim dobrze i nie odczuwał aż tak wielkiej złości, jak przy innych.
Nie miał pojęcia, dlaczego akurat zaczynał powoli ufać Kasztanowemu Dołowi. Może przez to, że spędził z nim trochę czasu podczas wspólnych treningów? Mógł tak gdybać nad tym godzinami, a nie chciał się aktualnie zbytnio rozpraszać.
Wstał, rozprostowując swoje kończyny. Musiał czymś się zająć, aby zbytnio nie tracić czasu. W końcu miał całe noce, by rozmyślać nad swoim życiem i relacjami z innymi.
Westchnął cicho, zauważając w oddali swojego byłego mentora. Na jego pyszczku pojawił się natychmiast leciutki uśmiech. Kocur zdziwił się samym sobą. Było to takie niespodziewane, bo wcale tego nie planował. Potrząsnął głową, robiąc poważną minę. Gdyby ktokolwiek zobaczył, że obdarzył innego kota uśmiechem, pewnie uznałby go za czułego.
Fuknął na swoją nieostrożność.
- Witaj! Jak tam nowe obowiązki wojownika? - Słysząc przy swoim uchu głos Kasztanowego Dołu, lekko się wystraszył. Jakim cudem tak szybko tutaj dotarł? Przed chwilą przecież był jeszcze zajęty rozmową z innym nocniakiem...
- Na razie sobie radzę. - burknął, starając się ukryć dziwną radość, która przechodziła przez jego całe ciało. - Chcesz coś jeszcze? Jestem trochę zajęty... - Próbował zakończyć jak najszybciej dialog, nim starszy zorientuje się, iż wykazuje przy obecności białego jakieś oznaki szczęścia.
- Nie widzę zbytnio, abyś robił coś konkretnego. Chyba że zaliczasz do tego siedzenie przy legowisku i obserwację innych. - zaśmiał się cicho, a Szafirowy Blask spojrzał na niego z gniewem.
- Miałem krótką przerwę i właśnie wracam do moich zadań! - wykrzyknął, zaczynając powoli się wycofywać.
Kasztanowy Dół parsknął tylko śmiechem, a w jego oczach dało się dostrzec iskierki szczerego rozbawienia.
- Mnie tak łatwo nie oszukasz!
- Czemu uważasz, że ciebie okłamuje? - zapytał, krzywiąc się.
- Jeśli nie masz ochoty na rozmowę, wystarczy po prostu powiedzieć - mruknął spokojnie.
Niebieski wydobył z siebie cichy warkot, wbijając wzrok w ziemię.
- Zdaję sobie z tego sprawę! Nie traktuj mnie jak jakiegoś bezmyślnego kociaka, proszę! - mruknął - Do zobaczenia potem! - Nie czekając na odpowiedź, ruszył przed siebie, byleby uniknąć dalszej konwersacji.

15 lutego 2022

Od Szafirowej Łapy (Szafirowego Blasku)

Leżał w swoim legowisku, zupełnie tracąc nadzieję na zmianę w życiu, jaką byłoby mianowanie.  Przypatrywał się wściekle innym wojownikom, zazdroszcząc im osiągnięcia tego, co mu nie było dane. Jego całe rodzeństwo dawno już zostało mianowane, tylko on jeden był dalej uczniem, jak jakiś wyrzutek. Otrzymywał oczywiście od nich parę słów wsparcia,  ale nie mógł i tak pozbyć się gniewu, jaki rozwijał się w jego wnętrzu. Bezmyślnie gapił się przed siebie, dopóki nie usłyszał swojego imienia.
Spokój przerwała zbliżająca się ku niemu biało-brązowa plama. Mentor zatrzymał się przy nim, ciężką dysząc, co zmartwiło trochę Szafirową Łapę.
- O co chodzi? – zapytał gorzko, nie chcąc ukazać pewnego strachu, który opanował niespodziewanie jego ciało.
-  Zbożowa Gwiazda chce z tobą porozmawiać – wydyszał tylko.
Niebieski zjeżył się. Co to mogło oznaczać? Czyżby jego dni w Klanie Nocy były policzone? Wyrzuci go za to, że zbyt długo przebywał tutaj jako uczeń? Wziął głęboki wdech, starając się uspokoić. Nie jest nieporadny, da sobie radę.
- Kiedy? – Niepotrzebnie zadał to pytanie, bo doskonale znał na nie odpowiedź.
- W tej chwili. Nie wydaję mi się, aby chciała długo czekać – odparł jedynie Kasztanowy Dół, patrząc na swojego ucznia.
 - Już idę. – Wstał z ziemi i ruszył bez słowa w stronę legowiska liderki. Z całych sił, usiłował ukryć drżenie własnych łap, ale im bliżej celu się znajdował, tym było to mniej wykonalne.
Po wejściu do środka pręgowany przełknął cicho ślinę. Nie mógł okazać strachu, musiał pokazać, że jest gotowy na spotkanie.
 - Wreszcie jesteś. – Słysząc surowy głos kotki, Szafirowa Łapa poczuł, jak serce zaczyna mu szybciej bić. Czy to jego koniec?
- Co się stało, Zbożowa Gwiazdo? – Niebieski starał się zachować neutralny ton, by chociaż w ostatnich chwilach nie podpaść liderce.
- Już dosyć długo jesteś uczniem – zaczęła, a niebieskooki poczuł, jak oblewa go chłód – dlatego uważam, że czas to w końcu zmienić.  Rozmawiałam z twoim mentorem i wiem wystarczająco wiele o twoich postępach.
Kocur wstrzymał oddech. Co to mogło oznaczać? Błagał Klan Gwiazdy, aby tylko go nie wypędzono z obozu.
- Czyli? – spytał ostrożnie.
- Szykuj się na ceremonię – odparła, wlepiając w niego ostre spojrzenie.
Szafirowa Łapa w pierwszej chwili sądził, że się przesłyszał. Naprawdę zostanie wojownikiem, po takim wyczekiwaniu?
- D-dziękuje – Tylko tyle był w stanie z siebie wydusić.
Kotka wygoniła go od siebie, a młody kiedy tylko wyszedł z legowiska, niemal podskoczył z radości.
W końcu został doceniony i czuł się z tym świetnie.

***

Koty zebrały się na środku obozowiska, aby przyjrzeć się mianowaniu. Szafirowa Łapa stresował się takim tłumem, ale jednocześnie był podekscytowany. Kątem oka zauważył swojego mentora, który stał z boku i przyglądał się swojemu uczniowi z wyraźnym zadowoleniem.
Usłyszawszy, jak liderka zaczyna przemowę, kocur skoncentrował na niej swą całą uwagę.
- Ja, Zbożowa Gwiazda, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tego ucznia.  Ciężko pracował, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam go wam jako wojownika. Szafirowa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia?
- Obiecuję – odparł dumnie.
- A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Szafirowa Łapo, od dziś będziesz znany jako Szafirowy Blask. Klan Gwiazdy docenia twoją lojalność oraz ciężką pracę i wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy.
Machnął lekko ogonem, wsłuchując się w okrzyki klanowiczów. Jego nowe imię mu odpowiadało.  Zresztą, każdy drugi człon był dla niego lepszy, niż ta przeklęta „łapa”.
Kasztanowy Dół podszedł do niego, składając mu gratulację.
- Mówiłem, że się doczekasz tego pięknego momentu – Na jego słowa, Szafirowy Blask uśmiechnął się. Był to pierwszy szczery uśmiech, jaki z siebie kiedykolwiek wydobył. Wreszcie dołączył do grona wojowników.

Od Szafirowej Łapy

Kolejny poranek i ponowny trening. Szafirowa Łapa czuł się z każdym dniem coraz gorzej. Jego rodzeństwo już dawno zostało mianowane, a on jako jedyny został w leżu z uczniami, na dodatek w takim wieku, że wstydem było nie być po ceremonii. Dobijał go ten fakt, ale nie zamierzał się tak szybko poddawać. Jeszcze przyda się temu klanowi, choć nie wie, ile cierpliwości pozostało w liderce.
- Głowa do góry! – Słysząc nad uchem głos swojego mentora, kocur cicho warknął.
- Nie ma z czego się cieszyć – odparł smętnie, nawet nie spoglądając na niego. – Dlaczego jeszcze nie zostałem mianowany? Co jest ze mną nie tak?! – Niebieski nie wytrzymał już natłoku emocji i wybuchnął złością. Czuł się jak małe kocię, obrażone na świat, bo nie wszystko szło po jego myśli.
Kasztanowy Dół zatrzymał się gwałtownie, a jego uczeń zrobił to samo.
- Hej, spójrz na mnie. – Poprosił go łagodnym głosem, pełnym cierpliwości, na co Szafirowa Łapa niechętnie podniósł na niego swoje ślepia.  – Nie możesz zrzucać winy tylko na siebie. Zaufaj mi, liderka w niedługim czasie na pewno cię mianuje, musisz jeszcze trochę poczek..
- Nie zamierzam dłużej czekać! – przerwał mu nagle – Ja tak po prostu nie mogę! To już mnie męczy! Widok tych wszystkich radosnych wojowników, kiedy ja wciąż tkwię z młodziakami! Każdy na pewno uważa mnie za słabego i pełnego wad! – Potok słów wylewał się z niego niekontrolowanie. Ten cały smutek, żal i gniew, który w sobie dusił od dłuższego czasu, zostawał wreszcie stopniowo wyrzucany. – Chcę w końcu zostać docenionym za swoją ciężką pracę! Mam dosyć zostawania w tyle!
- Rozumiem twój gniew, ale nie możesz się tak bardzo złościć z tego powodu. - Od burego emanowała wciąż spokojna aura i pręgowany dziwił się, jakim cudem jest on w stanie trzymać nerwy na wodzy. – Obiecaj mi jedno. – Niespodziewanie jego pysk przybrał poważny wyraz. – Kiedy już zostaniesz mianowany, nie bądź aż taki zły na wszystko i wszystkich. Przez to odrzucasz od siebie większość kotów i zostajesz sam. – Kocur uważnie mu się przyglądał, kiedy mówił te słowa.
Szafirowa Łapa prychnął jedynie, lekko kręcąc głową.
- Zgoda, o ile nim w ogóle zostanę – syknął do starszego w odpowiedzi. – I dziękuję – dodał z wielką niechęcią.
 Czasami wydawało mu się, że czas za szybko od niego uciekał. Musiał popchnąć się do działania, bo inaczej jego koniec będzie daleki od granic klanu.

 

07 lutego 2022

Od Szafirowej Łapy

Nie był pewien, czy dobrze zrobił, zwierzając się mentorowi ze swoich problemów. Niby spadł mu ciężar z serca, ale i tak poczuł się jak ktoś słaby.
- Skoro już skończyłeś swoją przemowę, to możesz już sobie stąd iść i mi nie przeszkadzać? – Zwrócił się do starszego z pewną pogardą. Pocieszył go i doceniał ten gest w głębi duszy, ale teraz już chciał pobyć sam na sam ze swoimi przemyśleniami.
- Nie musisz być wobec mnie aż taki oschły – oburzył się bury i głośno westchnął, podnosząc się z ziemi. – Nie ma czym się przejmować, kiedyś zostaniesz pełnoprawnym wojownikiem, zapewniam cię. – Uśmiechnął się łagodnie, a Szafirowa Łapę zalała dziwna fala gorąca.
Trudno mu było to przyznać, ale zauważył, że im więcej czasu spędza z mentorem, tym bardziej zaczyna go lubić. Był chyba jednym z nielicznych kotów, które dopuścił tak blisko siebie i utrzymywał z nim jakąkolwiek relację. Z każdym dniem, który z nim przebywał, nie odczuwał już tak wielkiej irytacji, jak na początku. Doceniał, że Kasztanowy Dół pokazuje mu wiele przydatnych umiejętności, a dodatkowo daje mu także słowa wsparcia. I przede wszystkim wierzył w niego i jego sukces. Był mu wdzięczny, że podnosi go na duchu i nie pogarsza jego smutku.
Na moment zamknął oczy, bo te wszystkie odczucia były dla niego tak nowe i wręcz nieznane. Mimo wszystko jakaś część ucznia nie dopuszczała do siebie aż nadto tej ekscytacji. Ot co, to nie. Nie zamierzał stać się od razu miłym kotkiem dla wszystkich z Klanu, ale dla niektórych kotów mógł czasami pokazać trochę dobroci.
- Dziękuje.. – Nie wierzył, że mu podziękował - Dziękuje za wsparcie... – dodał niechętnie.
Mentor spojrzał na niego z wyraźnym zdziwieniem na pysku. Nie spodziewał się po tym młodym, że tak szczerze się przed nim otworzy.
- Nie ma za co – odparł z lekkim rozbawieniem.
- Ale to nie oznacza od razu, że mamy jakąś bliższą relację czy coś – prychnął srebrny. – Jak na razie... – Przewrócił oczami, nie chcąc spotkać jego wzroku.
- Jasne. – Niezależnie co mówił niebieski, bury pewnie wiedział swoje. – To odpocznij sobie dzisiaj, jutro popracujemy więcej i efektywniej – dodał i odszedł.
Szafirowa Łapa wpatrywał się chwilę w ślad za nim, po czym wziął głęboki oddech i ponownie oddał się swoim myślom.


Od Szafirowej Łapy

Skulony przy drzewie, analizował, czy aby na pewno gdzieś nie popełnił błędu. Może jego charakter lub zachowanie względem innych członków klanu sprawiło, że nie doczekał się jeszcze zaszczytu mianowania? Powodów mogło być tak wiele, że wprawiało go to w coraz większą irytację.
Przyglądał się zimnym spojrzeniem kotom chodzącym po obozie. Wydawało mu się, że był gotów zostać wojownikiem. Nauczył się dosyć sporo od Złotego Wilka, a Kasztanowy Dół wydawał się również dobrym nauczycielem, dzięki któremu porządnie się doszkolił.
Więc czego mu brakowało? Jego siostry już dawno otrzymała ten szlachetny tytuł, brat zapewne dołączy do nich niedługo. A on? Siedział tutaj prawie że sam.
Cichy warkot wydobył się z jego pyska. Nie chciał być wygnanym z klanu. Złość rozchodziła się po jego ciele. Czyżby oznaczało to, że był gorszy niż swoje rodzeństwo? Przecież każdego dnia starał się tak samo jak oni, ćwiczył dużo ze swoim mentorem. Czemu więc ma cierpieć?
Głośno westchnął, kładąc się na ziemi. Czuł się paskudnie i bezsilnie. Po prostu nie potrafił tego pojąć. Chciał jedynie być w końcu docenionym za swoją ciężką pracę podczas treningów.
- Co się dzieje? – Słysząc nad sobą głos swojego mentora, omal nie rzucił jakiegoś przekleństwa. Jeszcze go tutaj brakowało. Czego on od niego chciał? Nie widział, że nie miał zbytnio dobrego humoru na żadną rozmowę? - Już w trakcie powrotu byłeś zamyślony i aż nadto cichy. Nie rzuciłeś żadną uwagą, co wydawało mi się dziwne, jak na ciebie – dodał zaniepokojony.
Szafirowa Łapa podniósł tylko łeb, wpatrując się w niego niebieskimi ślepiami.
- Nie twoja sprawa. Chcę pobyć sam – odgryzł tylko.
Kasztanowy Dół mimo wyraźnego sprzeciwu ucznia, usiadł naprzeciwko niego.
- Nie chcę się narzucać, ale może jeśli powiesz mi co cię martwi, to będę w stanie ci pomóc bądź doradzić. – Emanował od niego taki spokój, że niebieski dziwił się, jak można być aż tak zrelaksowanym.
- Nie zamierzam ci się z niczego zwierzać! – Uważał, że dzielenie się swoimi problemami z innymi jest oznaką słabości. - Dasz mi spokój, czy mam cię pogonić? – Zagroził, a w jego oczach pojawił się błysk wściekłości.
Jednak bury siedział niewzruszony jego groźbą i nawet lekko się uśmiechnął.
- Kpisz sobie ze mnie?! – Uczeń nie mógł dłużej powstrzymywać swojego gniewu – Bawi cię to?!
- Wręcz przeciwnie – oznajmił – Skoro nie chcesz, to nie. Jak już mówiłem, nie będę cię do niczego zmuszał. – Szafirowej Łapie wydawało się, że słyszał w jego głosie pewien żal.
Był rozdarty. Jedna jego część chciała pozbyć się tego, co go dręczyło, ale z drugiej duma nie pozwalała mu na takie żale.
Coś jednak go tknęło. Jakieś nieznane mu dotąd uczucie wzięło nad nim górę.
- Martwię się o to, że wciąż nie zostałem mianowany na wojownika. - Słowa same wychodziły z jego pyska i nie mógł nawet ich powstrzymać. – Nie wiem, co zrobiłem źle i czym sobie zasłużyłem na takie traktowanie! – rzucił z irytacją.
- Nie zamartwiaj się tym na zapas. Jestem przekonany, że Zbożowa Gwiazda wie dobrze, co robi. Poczekaj, a już zaraz może odbyć się twoja ceremonia. Bądź na nią przygotowany w każdym momencie. Jako twój mentor nie mam na razie nic do zarzucenia, dobrze wykonujesz swoje zadania – mruknął.
Srebrny odczuł dziwne ukłucie w sercu. W tym co mówił był sens, a także promyk nadziei. Teraz pozostało mu jedynie czekać i starać się dalej, może w końcu nadejdzie jego dzień.

Od Szafirowej Łapy

 Nieufnie spoglądał na taflę wody. Widział na powierzchni rzeki swoje odbicie. Skrzywił się i podniósł wzrok w stronę mentora. Gdy kocur podszedł do brzegu i jednym sprawnym ruchem zanurzył się w cieczy, po czym od razu złapał rybę, Szafirowa Łapa uchylił pysk ze zdziwienia. Nie przypuszczał, że można tak łatwo upolować pożywienie.
- Może teraz ty spróbujesz? – Kasztanowaty Dół zwrócił się do ucznia, a ten pokiwał głową.
- Jasne – odparł cicho, niepewnie podchodząc bliżej wody.
„Czas się dobrze zaprezentować” – pomyślał sobie, wpatrując się w tafle. Wciąż widział blask swoich niebieskich ślepi i skwaszoną minę. Westchnął głośno, szukając wzrokiem jakiegokolwiek stworzenia, które mogłoby być łatwe do złapania.
Nagle zauważył upragnioną sztukę. Przygotował się do ataku i niemalże rzucił się do przodu, ale ledwo musnął rybę łapą, a ta łatwo wyślizgnęło mu się spod pazurków. Fuknął jedynie, odwracając się z malującą się na pysku irytacją do mentora. Nie dość, że mu się nie udało, to jeszcze się zmoczył.
Pręgowany roześmiał się reakcją ucznia.
- Nie zniechęcaj się, nie od razu ci się uda, musisz trochę poćwiczyć – oznajmił, ale widząc jego minę , westchnął. – Nie martw się, na początku też byłem w tym słaby, ale z czasem szło mi coraz lepiej, co widać. – Uśmiechnął się zachęcająco do niego. – Pamiętaj, żeby tak łatwo się nie poddawać po porażce. To nic złego, w końcu lepiej być mianowanym później, ale z dopracowanymi technikami łowieckimi, niż za szybko i nic nie umieć.
Szafirowa Łapa był zły na siebie, że nie okazał swojej potęgi. Dlaczego musiał być aż tak słaby? Pragnął być o wiele silniejszy i lepszy niż teraz. Może to dlatego nie został jeszcze mianowanym na wojownika i tkwił jako uczeń? Złota Łapa był w podobnej sytuacji co on i zastanawiał się, czym to mogło być spowodowane? W głębi serca, mimo że tego nie okazywał na zewnątrz, martwił się o członka swojego rodzeństwa. Zadrżał. Co jeśli liderka wyrzuci ich z klanu? Nie chciał żyć jako samotnik, pomimo iż nie był za bardzo towarzyski. Z innymi kotami czuł się bezpieczniej i dodawało mu to jednak otuchy.
- Wszystko w porządku? – Z zamyśleń wyrwał go głos Kasztanowego Dołu.
- Powiedzmy, że tak – odpowiedział smętnie, gapiąc się w ziemię.
Jeszcze przez parę chwil ćwiczyli nad wodą, a następnie wrócili wspólnie do obozu, gdzie niebieskooki pożegnał się krótko z mentorem. Następnie szybko udał się do swojego legowiska z opuszczoną głową. Czuł, że zawodzi.
Zawodził sam siebie.
 

Od Szafirowej Łapy

Wciągnął świeże powietrze do swoich nozdrzy, próbując w ten sposób wyczuć zapach jakiejkolwiek zwierzyny. Stał w bezruchu przez parę dłuższych chwil, aż w końcu poczuł charakterystyczną woń myszy. Powoli zakradł się do pobliskiego krzaka, przygotowany na atak, gdyby zwierzyna zaczęła zauważyła go za wcześnie i nagle zaczęła uciekać.
Usłyszał szelest ze strony rośliny i uśmiechnął się leciutko. Już wiedział, gdzie dokładnie kryje się jego ofiara. Kierowany instynktem zamachnął się łapą, a zwierzyna padła martwa tuż przed nim. Drgnęła raz, nim przepadła w bezruchu na zawsze.
Kasztanowy Dół spojrzał na niego ze spokojem, kiwając z dumą głową. Niebieski czekał na jakąś pochwałę, która padnie z ust kocura, lecz nic takiego się nie zadziało. Czyżby mu się nie podobało? Przecież idealnie złapał tę piszczkę! Upolował go samodzielnie bez niczyjej pomocy! A w dodatku zastosował się do jego wszystkich porad, jakie kiedykolwiek od niego usłyszał.
Czuł radość ze swojego dokonanego czynu, a jednocześnie złość na starszego, że nie raczył nawet odezwać się w jego stronę z jakimkolwiek pozytywnym komentarzem.
- To cię zadowoliło? – zapytał w końcu Szafirowa Łapa, przerywając niezręczną ciszę – Widziałeś sam na własne oczy, jak potrafię dobrze polować!
Ciągle brak odzewu. Tylko wpatrujące się dokładnie w kocura żółte ślepia, z których nie był w stanie nic wyczytać.
- Odezwij się w końcu! Powiedz coś! – syknął.
- Bardzo dobrze – mruknął jedynie. - Mam dla ciebie na dzisiaj jednak inną propozycję ćwiczeń. Dowiodłeś tego, że potrafisz całkiem nieźle polować na lądzie, ale co z wodą? – spytał zaciekawiony.
Niebieskooki spojrzał na niego ze zdziwieniem. Chciał iść z nim nad rzekę? Kiedyś ćwiczył razem ze Złotym Wilkiem w tamtych rejonach, ale nie czuł się najpewniej w tej dziedzinie.
- To bardziej skomplikowane... – przyznał z niechęcią, ale nie zamierzał później być ratowanym przez własnego mentora, gdyby silniejszy prąd zaczął go porywać.
- Nie ma się czego bać i wstydzić. Poradzisz sobie – odparł bardzo spokojnie, powoli wstając z ziemi.
Szafirowa Łapa nie był przekonany do szczerości jego słów, ale kiwnął tylko lekką głową. Dosyć długo grzał już miejsce w legowisku uczniów i wiedział, że musi być dobry w każdym rodzaju terenu, jeśli chce w końcu zasłużyć na mianowanie. Stary kocur nie spiesząc się, udał się w kierunku rzeki. Uczeń poszedł za nim, a z każdą mijającą sekundą obawiał się tej części treningu coraz bardziej. Musiał pokazać, że nic nie jest mu straszne i sam z łatwością poradzi sobie z kolejnym zadaniem.
W końcu pragnął być samodzielnym kotem, który nie będzie potrzebował niczyjej pomocy.
Gdy doszli na wyznaczone miejsce, srebrny przełknął cicho ślinę. Czuł jakiś dziwny niepokój, przypatrując się płynącej wodzie. Kasztanowy Dół obserwował młodego parę chwil w całkowitym milczeniu.
- A więc jesteśmy. Polowałeś wcześniej na ryby, prawda? – zapytał.
Kocur przewrócił tylko oczami.
- Parę razy się zdarzyło...- rzucił. – Może z dwa – dodał ciszej.
- Mimo tego pokażę ci odpowiednią, a przede wszystkim szybką i niezawodną technikę łapania tych wodnych stworzeń. Gwarantuje ci, że jak trochę ją poćwiczysz, to żadna ryba nie sprawi ci kłopotu.
Niebieskooki tylko cicho warknął, wpatrując się w niego. Musiał mu w końcu pokazać, że coś potrafi.

24 stycznia 2022

Od Szafirowej Łapy



Chodził po obozowisku dumny niczym paw, ze zwycięskim uśmiechem na pysku. Gdy tylko dowiedział się o tym, że jego mentorka uciekła z Klanu, szczerze się ucieszył. Jego problem sam usunął się z życia, w co nawet nie musiał interweniować. Pozbył się irytującej kotki i miał ogromną nadzieję na to, że jego następny mentor będzie o wiele lepszy niż Złoty Wilk. Czuł radość, ale jednocześnie gdzieś w głębi serca narodziło się uczucie, które nie dawało mu spokoju. Była to dziwna tęsknota za nią. Ich kłótnie były wbrew pozorom nieodłącznym elementem jego dnia codziennego.
Musiał to w sobie tłumić i nie pokazać nikomu, że jej strata go chociaż trochę obchodziła. Nienawidził tego i chciał usunąć z siebie tą krótkotrwałą sympatię, aby więcej mu nie towarzyszyło.
Był również zaciekawiony faktem, że jego matka zabiła kota. Nie wydawała mu się aż tak podłą, aby być w stanie zamordować. Prędzej posądziłby o to swoją mentorkę, która podczas ich wspólnych treningów pokazywała swoją złość na niebieskiego, ale Puszyste Futro? Jego własna rodzicielka?
„Może to lepiej, że odeszła?”- pomyślał Szafirowa Łapa, starając się w ten sposób zagłuszyć swoją durną i niepotrzebną nostalgię. Z zamyśleń wyrwał go niespodziewany ból głowy oraz przebiegające po ciele dreszcze. Od ponad księżyca jego stan zdrowia uległ znacznemu pogorszeniu. Stwierdził, że samo mu to przejdzie, ale widocznie się mylił, bo teraz robiło się coraz gorzej. A nie śniło mu się spędzić kilku następnych dni będąc chorym i słabym.
Musiał udać się do legowiska medyków, by ci dali mu odpowiednie zioła. Po głowie krążyła mu myśl, kto teraz stanie się jego nauczyciele, jeśli Złota nawaliła. Jaki on bądź ona będzie? Czy się polubią, czy może jednak będą prowadzić cichą wojnę, tak jak to Szafir miał okazję dotychczas robić?

Nawet nie wiedział kiedy dotarł do celu jego podróży. Zatrzymał się przed wejściem do medyków, cicho wzdychając. Miał nadzieję, że nie bierze go żadna poważniejsza choroba. Nie mógłby leżeć w swoim legowisku bez ruchu. Utrata cennego czasu na jakieś bezczynne kurowanie się go przerażała. Zdawał sobie sprawę, że nie potrafi jeszcze do perfekcji niektórych ruchów i zamierzał się je opanować do mistrzowskiego poziomu, wraz z nowym mentorem. No chyba, że ten okaże się klapą.
Przemógł się i niepewnym krokiem wszedł do środka siedziby uzdrowicieli. Zauważył rudego kocura, kręcącego się dookoła tego miejsca.
- Mam sprawę do ciebie… – mruknął cicho niebieskooki, bez jakiegokolwiek przywitania. .
- Co się dzieje? – spytał zaintrygowany Kacze Pióro, a kocurek niechętnie opisał mu dokładnie, jak się czuje.
Po jakimś czasie Szafirowa Łapa przeżył naglą ulgę, gdy medyk wskazał mu odpowiednie medykamenty do pozbycia się jego gorączki. Niechętnie wsłuchiwał się w rady odnośnie szybszego zwracania się o pomoc, bo jeszcze chwila, a byłby na skraju życia.
Wychodząc od niego, rzucił ciche „Dziękuje”, ale wątpił, aby to usłyszał.

****

Szafirowa Łapa stosował się do podanych mu zaleceń i już po paru dniach odczuł znaczną poprawę. Zdawał sobie sprawę, że skoro znowu jest w pełni sił, może w końcu poznać swojego nowego mentora. Liczył, że tym razem przypadnie ktoś mu godny, kogo będzie w stanie sobie podporządkować w miarę możliwości. Robił się coraz starszy, więc bycie uczniem zaczynało go męczyć.
Udał się zasiąść pod drzewem, pod którym lubił spędzać czas w samotności. Nikt go tu zazwyczaj nie zaczepiał i mógł pobyć sam na sam z własnymi myślami. Przy okazji obserwował uważnie wszystkich mijających go członków klanu. Nie rozumiał, po co niektórzy uczniowie tak bardzo przymilali się do swoich nauczycieli. Przecież za jakiś czas, gdy skończy się trening, ich drogi się rozstaną. Co najwyżej spotkają się na wspólnych patrolach, ale to nie wymagało żadnych konfrontacji.
Prychnął cicho, nie mogąc pojąć, po co w ogóle budować z kimś jakąkolwiek głębszą relację. Osobnik może okazać się tym, który cię zdradzi, albo wyrządzi wiele krzywd. Po co ufać w pełni komukolwiek, skoro i tak kiedyś zostanie się samotnym, zdanym na własną łapę?
- Cześć, ty jesteś Szafirowa Łapa? – Usłyszawszy spokojny głos przed sobą, podniósł głowę. Bury kocur wpatrywał się w niego żółtymi ślepiami.
- Czego chcesz? – fuknął, rzucając mu groźne spojrzenie. Kim on był i co od niego chciał?
Widać było, że kocur lekko się skrzywił na jego odpowiedź, ale mimo tego na jego pysku pozostawał radosny uśmiech.
- Jestem twoim nowym mentorem. Nazywam się Kasztanowy Dół – odparł z ekscytacją w głosie. Dla niebieskiego ten kot został na starcie skreślony. Był zbyt bardzo szczęśliwy i już go wkurzał, mimo iż jeszcze nie poznał go dokładniej. On jego nowym nauczycielem? Przewrócił oczami, na co Kasztanowy Dół zaśmiał się.
- O co ci chodzi? – warknął Szafir, zirytowany jego samą obecnością.
- Nie musisz się tak bardzo denerwować. Jeszcze mnie nie znasz, ale wierzę, że spędzimy wspólnie dobry czas.
- Ach, tak? – Nie wierzył mu ani trochę. Wstał i okrążył go parę razy – W porządku, dam ci szansę – dodał, stwierdzając, że może uda mu się sobie podporządkować burego kocura.
- Zamierasz jeszcze tak tutaj stać, czy może udamy się na trening? – spytał miłym głosem, a Szafirowa Łapa zdziwił się. Emanowała od niego niezwykle spokojna i wręcz anielska aura i wydawało mu się nawet, że nie był w stanie dłużej się przy nim złościć.
- Jasne... – burknął, podążając za swoim nowym mentorem.
Wyszli z obozowiska prosto do lasu. Co jakiś czas młodszy spoglądał na niego nieufnie.
- Jak się dogadywałeś ze Złotym Wilkiem? – zagadnął Kasztan. – Mieliście dobre stosunki, czy skakaliście sobie wzajemnie do gardeł?
- Nie przepadaliśmy za sobą – syknął. – Ale to była widocznie jej wina, nie potrafiła mnie słuchać! – dodał szybko, jakby próbował usprawiedliwić swoje zachowanie.
- Jesteś tego pewny? Może byłeś dla niej zbyt niemiły?
- Skąd niby miałbyś to wiedzieć?! Żaliła ci się, czy co? – Był wkurzony, a jednocześnie rozbawiony, wizją tej drapieżnej kotki, z płaczem opowiadającym komukolwiek o tym, jak niedobry jest jej uczeń. Według niego było to żałosne.
- Powiedzmy, że parę razy usłyszałem o tym, jak bardzo niesfornego i niegrzecznego ma ucznia, który ciągle jej pyskuje i nie potrafi się odpowiednio zachować – odpowiedział z całkowitym spokojem, a Szafirowa Łapa zacisnął zęby ze złości. Jakim prawem rozpowiadała innym wojownikom takie bzdury? Miała szczęście, że odeszła z klanu, bo osobiście by jej się odpłacił.
- Wspominała też, że mimo jego opryskliwości, całkiem nieźle radzi sobie z polowaniem – dodał, uśmiechając się lekko do ucznia.
W pierwszej chwili niebieski nie wierzył w jego słowa. Złoty Wilk rzadko go chwaliła na ich spotkaniach i nie mógł pojąć, że przy innych kotach zebrałaby się w końcu na jakieś komplementy.
- Naprawdę? – miauknął z udawanym znudzeniem. Tak naprawdę był nawet ciekawy odpowiedzi.
- Oczywiście – odparł, zatrzymując się i patrząc na rozpościerającą się przed nimi polanę. - W takim razie zobaczymy za chwilę czy miała rację – rzucił, skręcając w lewo. – Tutaj będzie idealnie – stwierdził z dumą, siadając na glebie. – Pokaż, na co cię stać.
Niebieskooki uniósł brwi ze zdziwienia. Chciał zobaczyć, co potrafi? Z miłą chęcią pokaże mu, że jest dobrym łowcą i żadna zwierzyna nie zdoła mu uciec. Ktoś w końcu może zauważy jego wartość i potęgę.

Wyleczeni: Szafirowa Łapa

30 grudnia 2021

Od Szafirowej Łapy

 Kolejny trening i ćwiczenia, które uważał za denne i bezużyteczne dla kogoś tak inteligentnego jak on. Miał całkowicie gdzieś uczącą go kotkę, która niejednokrotnie krzyczała na niego po tym, jak sprzeciwiał się jej głupim rozkazom.

Z tych zamyśleń wyrwała go mentorka, która głośno westchnęła, widząc, że znowu go nie słucha.

  - Skoro jesteśmy tutaj sami, mogę w końcu nauczyć cię szacunku do starszych. – Jej głos był poważny i po wyrazie pyszczka było widać, że sobie nie żartuje.

  - Nie okazuje go nikomu, kto mi się nim nie odwdzięczył – warknął w jej stronę, rozumiejąc już w pełni ten jej poprzedni, udawany spokój. Mógł się domyśleć, że Złoty Wilk tak łatwo nie odpuści mu jego wybryków. A on jedynie chciał, by nikt mu nie rozkazywał i by to ON miał dyktować jasne warunki.

 - Ach, tak? – Na jej mordce pojawił się lekki uśmiech. – Nie cały świat jest ci poddany, zrozum to, gówniarzu, nim ktoś wyjaśni ci to brutalniej – rzekła ostrzej.

Niebieski skrzywił się na jej słowa, czując, jak w środku cały gotuje się ze złości.

- I co mi zrobisz?- Uśmiechnął się zadziornie. – Nie będę słuchał  się jakieś kotki, która tak bardzo mnie denerwuje. No, proszę bardzo. Czekam na jakąś karę! – Przewrócił oczami, śmiejąc się w duchu z jej słów. Naprawdę sądziła, że wygra? Z nim? Jej szanse w tej wojnie były bardzo małe, a on sam nie zamierzał się tak łatwo poddać.

 Złoty Wilk okrążyła go parę razy, patrząc na niego gniewnym wzrokiem.

  - Taki jesteś odważny? – zapytała, zatrzymując się w końcu przed nim. Emanowała od niej niezwykła pewność siebie i Szafirowa Łapa aż lekko zadrżał. Nie! Nie mógł być taki słaby, musiał pozbyć się ze swoich żył strachu, być niezwyciężonym! – Zaraz ci pokażę, kto naprawdę tutaj rządzi. –Wbiła w niego krótkie spojrzenie i zauważyła błysk przerażenia w jego niebieskich tęczówkach. –Skoro przechwalałeś się tym, że umiesz tyle rzeczy, to pokaż mi, co naprawdę potrafisz – fuknęła w jego stronę i wysunęła pazurki.

 Szafir zdziwił się jej reakcją. Czyżby szykowała się walka? Była od niego bardziej doświadczona, starsza i miała więcej siły. Z niechęcią przyznał sam sobie, że w tym pojedynku nie wyszedłby zwycięsko.

  - Więc jak będzie? – Jej głos był twardy i opanowany.

 Czekała na jego ruch. Zmarszczył brwi. Musiał to wszystko przemyśleć.

  - Nie podejmę się walki, zresztą jesteś moją nauczycielką i masz mnie uczyć, a nie bić – odparł spokojnie, nie spuszczając z niej wzroku.

  - A ty masz okazywać mi odpowiedni szacunek, jasne? Jak tak bardzo ci nie pasuje, to możesz polecieć z płaczem do liderki, by wysłuchała twoich żałosnych tłumaczeń – syknęła, mając serdecznie dosyć takiego bezczelnego zachowania młodego kota, w jej kierunku. – Może zmieni mnie na kogoś, kto straci do ciebie cierpliwość szybciej niż ja.

  - Taaa... – prychnął, co nie uszło uwadze Złotego Wilka. W następnej sekundzie poczuł, jak pazurki delikatnie muskają jego futerko na pyszczku.

  - Przeproś w tej chwili. I mają to być szczerze przeprosiny – warknęła, mrużąc groźnie oczy.

Szafirowa Łapa nie miał wyboru. Musiał to zrobić, by zaspokoić starszą, że będzie wobec niej grzeczny. W głębi serca śmiał się z jej naiwności.

  - Przepraszam – powiedział najmilszym głosem, na jaki było go stać. I tym razem prawie  nie udawał.

  - Mam nadzieję, że twoje postępowanie się zmieni – rzekła stanowczo, chowając pazurki i głośno wzdychając. Jeszcze nigdy nie spotkała aż tak niewychowanego ucznia. – Dziś spróbujemy coś upolować, skoro jesteś od tego takim ekspertem – dodała, a w jej głosie niebieski nie wyczuł już wrogości.

Fuknął cicho, szukając wzrokiem pomiędzy krzakami jakiegokolwiek żywego stworzenia, które mógł złapać i pokazać jej, że potrafi już tę czynność.

Jak na zawołanie usłyszał jakiś szelest. Po cichu zakradł się pod krzak i miał już zanurzyć swoje pazurki w ciele dostrzeżonego zwierzęcia, ale te uciekło. Złoty Wilk cicho się zaśmiała i doskoczyła jednym sprawnym ruchem do wspomnianej myszy i ją uśmierciła.

  - Nadal sądzisz, że jesteś taki świetny? – spytała, uśmiechając się szeroko, a niebieskooki gotował się cały ze złości.

  - Nie...– Przyznał mentorce z  wielką niechęcią w głosie.

  - Nie martw się, poćwiczymy i niedługo nie będzie ci to sprawiać żadnych problemów, mądralo – mruknęła, chcąc w ten sposób pocieszyć swojego ucznia, Wiedziała, że był zły, ale mógł być zły tylko na siebie. Ona przecież chciała go nauczyć jak najwięcej, nie na odwrót.

Kocur rzucił na nią ostre spojrzenie, a następnie wbił wzrok w ziemię. Dał się wystawić na pośmiewisko! Przysiągł sobie, że jeszcze zemści się na niej tak dobitnie, iż zapamięta, że z nim się nie zadziera.

17 grudnia 2021

Od Szafirowej Łapy

Westchnął cicho, wiedząc, że czeka go dzisiaj kolejny trening z działająca mu powoli na nerwy mentorką. Szafirowa Łapa niechętnie wyszedł ze swojego legowiska, rozciągając się przez parę chwil. Po ostatnich ćwiczeniach ze Złotym Wilkiem nie zamierzał dać się jej tak łatwo zagiąć. Nie lubił, gdy ktoś przy jakiekolwiek wymianie zdań okazywał się sprytniejszy od niego, a tej przeklętej kotce szło to aż za dobrze.
Omiótł wzrokiem teren klanu, prychając cicho na samą myśl o jego przyszłości. Poczeka sobie tutaj wygodnie, siedząc na trawie, na swojego nauczyciela. Nie będzie się męczyć i szukać jej po całym obozie. Niech ona to zrobi. Skoro miała pod swoją opieką ucznia, to niech sama go szuka, aż się jej uda. Owszem, chciał zostać wojownikiem, ale tej też kotce powinno ma tym bardziej zależeć
Uśmiechnął się delikatnie, wiedząc, że do ich spotkania minie jeszcze trochę czasu. Mina mu zrzedła, gdy spostrzegł zmierzającą w jego stronę kotka istotę, idącą pewnym siebie krokiem i z poważnym spojrzeniem. Burknął pod nosem.

Jakim cudem tak szybko go znalazła?
  - Hej, Szafirowa Łapo. – Jej miły, zapewne udawany głos irytował kocura, gdy tylko go usłyszał.- Jak minął ci dzisiejszy dzień? Jesteś dobrze nastawiony?
  - Cześć. Możemy już iść, czy będziesz jeszcze się tak długo witać? – Niemalże do niej warknął, wymijając ją i kierując się w stronę wyjścia. To on miał jej wytyczać warunki, nie na odwrót. Musiała to zrozumieć, mimo iż była od niego starsza i bardziej doświadczona. Dorówna jej. Albo nie - stanie się jeszcze lepszy i sprytniejszy.
  Złoty Wilk chciała rzucić do niego jakąś niemiłą uwagę, ale dookoła kręciło się za dużo kotów. Nauczy go szacunku w lesie, tak, że ten młody kocur nigdy więcej, nie będzie jej traktować w tak bezczelny sposób. Pobiegła za nim i wyminęła go ze spokojem, pokazując mu delikatny uśmieszek. Widziała, jak na jego pyszczku powstaje agresywny wyraz.
  - Nie wkurzaj mnie. – Niebieski mruknął pod nosem, bardziej do siebie. Jeszcze jej pokaże, kto jest lepszy w tej ich cichej wojnie.

Gdy parę chwil potem, znaleźli się w lesie, Szafirowa Łapa spojrzał z zaciekawieniem w kotkę. Dziś była, jak na razie wyjątkowa spokojna wobec niego, co budziło w nim wątpliwości.
Coś kombinowała, to było niemal pewne.
Pytanie tylko - Co?

01 grudnia 2021

Od Szafirowej Łapy

Ze znużeniem przyglądał się, jak jego mentorka pokazywała mu prawidłowe pozycje do ataków na drobne stworzenia. Kolejny dzień i kolejna porcja monotonnych i mało przydatnych według niego informacji. Kotka powtarzała mu, że musi umieć polować, by zdobywać jedzenie dla swojego klanu. Prychnął jedynie na jej słowa. Wiedział o tym doskonale i wcale go to nie interesowało, wręcz przeciwnie- nudził się.
  - Możemy przejść do czegoś pożyteczniejszego? – zapytał w końcu Szafirowa Łapa, nie mogąc zdzierżyć kolejnych pokazów. Nie widział problemu w odpowiednim nachyleniu się względem ziemi i zachowania odpowiedniej odległości przed ofiarą.
  - A co niby uważasz za ciekawsze, co? – Niemal do niego warknęła. Zapewne nie lubiła, gdy ten z lekka zarozumiały młodzieniec zachowywał się tak bezczelnie w stosunki do niej.
  - Cóż, na pewno poradzę sobie z polowaniem na takie małe i bezbronne zwierzęta – stwierdził, wzdychając, by podkreślić swoją niechęć. - Naucz mnie ataków do walki, do tego, jak bronić się przed kotami z innych klanów. Wiesz... W każdej chwili może nastąpić wojna, a takie umiejętności mi się przydadzą – odparł, lekko się do niej uśmiechając, na zachętę, że z niego taki zapaleniec do nauki.
Złoty Wilk spojrzała na niego z gniewem w ślepiach.
- Ty jesteś moim uczniem i to JA będę decydować o tym, co ćwiczymy – powiedziała hardo, przybliżając się do niego – A jeśli masz jakieś zastrzeżenia, to zawsze możesz zmienić swojego mentora. Liderka pewnie chętnie wysłucha twojego płaczu i marudzenia – fuknęła do kocura z obojętnym wyrazem pyszczka.
Szafirową Łapę zaskoczyła jej reakcja. Czuł, że będzie to dobra zabawa.
  - Przeprasza, chyba trochę mnie poniosło...- Głos pręgowanego przybrał nagle przyjacielski i niemal niewinny ton. Przekrzywił łebek, ukazując się ze strony niczego winnego kociaka.
  - Mam nadzieję, że te przeprosiny są szczerze. – Wciąż z niezadowoloną miną, Złoty Wilk usiadła koło niego. – W takim razie, skoro niby wszystko umiesz, pokaż, na co cię stać. –Zaproponowała.
Niebieski podniósł brew ze zdziwienia. Czyżby rzucała mu wyzwanie? Chętnie je przyjmie.
  - Nie musisz się martwić. Zapamiętałem twoje wszystkie rady i pozycje, jakie dokładnie zajmowałaś. Z przyjemnością je dla ciebie odtworzę. – Kocur wciągnął świeże powietrze, zamykając na chwilę oczy. W głowie zobrazował sobie, wykonywane przez kotkę ruchy i stwierdził, że jest gotów. Pochylił się do przodu, wysunął łapy i podniósł zadek, po czym jak najciszej skradł się do najbliższego krzaka.
  - Widzisz? Potrafię to!
  - Pytanie tylko, czy byś był w stanie upolować zdobycz, z taką słabą techniką. – Uśmiechnęła się zadziornie, co podenerwowało Szafirową Łapę. Warknął cicho w jej stronę.
 - Oczywiście, że tak- prychnął jedynie, czując w środku ciała sam gniew.
Kiedyś jej to udowodni, ale dzisiaj stracił na nią zbyt wiele sił i miał ochotę tylko wrócić do obozu.