Przez chwilę niebieski milczał, zastanawiając się, co może na to poradzić. Sytuacja była bardzo słaba, ale nie mogli się teraz poddać.
- Przykro mi, naprawdę. Może... Może ja spróbuję z nim porozmawiać i przekonać go do zmiany zdania. - zaproponował. W tym momencie była to chyba najlepsza i jedyna opcja. Inne pomysły wydawały mu się zbyt skomplikowane do zrealizowania, a przy tym mające zbyt dużą szansę na brak sukcesu.
- Naprawdę? - zdziwił się kocur, podnosząc powoli na niego wzrok. - Mógłbyś? N-na pewno tego chcesz? A co jeśli uzna, że kłamiesz, że jestem nadal wariatem? I czy Krucza Gwiazda cię nie powstrzyma... - miauczał same czarne scenariusze.
- Chcę w końcu obalić jej rządy, tak samo jak ty. Jest ryzyko, ale trzeba coś zrobić, nim Krucza Gwiazda będzie jeszcze bardziej agresywna. Nie martw się, dam radę. - mruknął zdeterminowany. Nie widział w tym momencie innego rozwiązania. Za wszelką cenę pragnął zmiany lidera, a przy najmniej odsunięcia jednego z nich od władzy.
- Mam nadzieję, że ci się uda i nie skończysz martwy. Masz lepszą szansę, by ją zaskoczyć. Będę modlił się do przodków, by dali ci siłę - powiedział, a Szafiorwy Blask wyczuł w jego głosie chwilową radość.
- Dziękuję - miauknął z wdzięcznością w głosie. - Postaram się wrócić żywy. Wszystko będzie w porządku - zapewnił pewnym siebie głosem. Musiał wierzyć w to, że się uda. Od tego zależała przyszłość ich klanu.
- Oby. Ja też dziękuję, że masz odwagę to zrobić. Jesteś już naszą jedyną nadzieją -szepnął do kocura.
Niebieski poczuł dumę, słysząc te słowa.
- Ktoś w końcu musi to zrobić - odparł pewnie siebie. - Ja jeszcze zbyt bardzo jej nie podpadłem, więc mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. - Spojrzał na swojego nowego przyjaciela. Było mu go żal i nie mógł olać tak ważnej sprawy.
- Krucza jest już bardzo stara, może osłabła na tyle, że uda ci się tego dokonać. - westchnął. - Szafirowy Blasku? Uważasz, że jestem dobrym kotem? - zmienił temat. - W sensie... może to głupio zabrzmi, ale... Czy wierzysz w to, że można tak oszaleć, że traci się to, kim się jest?
Szafir spojrzał na niego uważnie.
- Wierzę, że jesteś normalnym kotem, który chcę jak najlepiej dla swojego Klanu. Oszaleć zawsze można, ale według mnie cząstka prawdziwego ja, gdzieś w tobie na zawsze zostaje. Jest nieodłączna, nie da się jej pozbyć – powiedział szczerze.
- Nie da się pozbyć... - zamyślił się. - To chyba dobrze. Kamień z serca. - Lekko się uśmiechnął. - Lepiej przygotuj się na zgromadzenie. Niedługo będziecie wyruszać - przypomniał mu przyjaciel.
-Tak, racja. Mam nadzieję, że nie wydarzy się tam za bardzo nic złego. Chociaż w tych mrocznych czasach, wszystko jest możliwe – rzucił, lekko uśmiechając się do Zdradzieckiej Rybki.
Czekoladowy pożegnał się z kocurem, po czym udał się na polowanie. Pręgowany spoglądał za nim w ślad, mając nadzieję na to, że wszystko jakoś się ułoży.
- Przykro mi, naprawdę. Może... Może ja spróbuję z nim porozmawiać i przekonać go do zmiany zdania. - zaproponował. W tym momencie była to chyba najlepsza i jedyna opcja. Inne pomysły wydawały mu się zbyt skomplikowane do zrealizowania, a przy tym mające zbyt dużą szansę na brak sukcesu.
- Naprawdę? - zdziwił się kocur, podnosząc powoli na niego wzrok. - Mógłbyś? N-na pewno tego chcesz? A co jeśli uzna, że kłamiesz, że jestem nadal wariatem? I czy Krucza Gwiazda cię nie powstrzyma... - miauczał same czarne scenariusze.
- Chcę w końcu obalić jej rządy, tak samo jak ty. Jest ryzyko, ale trzeba coś zrobić, nim Krucza Gwiazda będzie jeszcze bardziej agresywna. Nie martw się, dam radę. - mruknął zdeterminowany. Nie widział w tym momencie innego rozwiązania. Za wszelką cenę pragnął zmiany lidera, a przy najmniej odsunięcia jednego z nich od władzy.
- Mam nadzieję, że ci się uda i nie skończysz martwy. Masz lepszą szansę, by ją zaskoczyć. Będę modlił się do przodków, by dali ci siłę - powiedział, a Szafiorwy Blask wyczuł w jego głosie chwilową radość.
- Dziękuję - miauknął z wdzięcznością w głosie. - Postaram się wrócić żywy. Wszystko będzie w porządku - zapewnił pewnym siebie głosem. Musiał wierzyć w to, że się uda. Od tego zależała przyszłość ich klanu.
- Oby. Ja też dziękuję, że masz odwagę to zrobić. Jesteś już naszą jedyną nadzieją -szepnął do kocura.
Niebieski poczuł dumę, słysząc te słowa.
- Ktoś w końcu musi to zrobić - odparł pewnie siebie. - Ja jeszcze zbyt bardzo jej nie podpadłem, więc mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. - Spojrzał na swojego nowego przyjaciela. Było mu go żal i nie mógł olać tak ważnej sprawy.
- Krucza jest już bardzo stara, może osłabła na tyle, że uda ci się tego dokonać. - westchnął. - Szafirowy Blasku? Uważasz, że jestem dobrym kotem? - zmienił temat. - W sensie... może to głupio zabrzmi, ale... Czy wierzysz w to, że można tak oszaleć, że traci się to, kim się jest?
Szafir spojrzał na niego uważnie.
- Wierzę, że jesteś normalnym kotem, który chcę jak najlepiej dla swojego Klanu. Oszaleć zawsze można, ale według mnie cząstka prawdziwego ja, gdzieś w tobie na zawsze zostaje. Jest nieodłączna, nie da się jej pozbyć – powiedział szczerze.
- Nie da się pozbyć... - zamyślił się. - To chyba dobrze. Kamień z serca. - Lekko się uśmiechnął. - Lepiej przygotuj się na zgromadzenie. Niedługo będziecie wyruszać - przypomniał mu przyjaciel.
-Tak, racja. Mam nadzieję, że nie wydarzy się tam za bardzo nic złego. Chociaż w tych mrocznych czasach, wszystko jest możliwe – rzucił, lekko uśmiechając się do Zdradzieckiej Rybki.
Czekoladowy pożegnał się z kocurem, po czym udał się na polowanie. Pręgowany spoglądał za nim w ślad, mając nadzieję na to, że wszystko jakoś się ułoży.
<Rybka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz