BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iglasty Krzew x Kawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iglasty Krzew x Kawka. Pokaż wszystkie posty

19 listopada 2020

Od Kawczej Łapy (Kawczego Lotu) CD. Iglastej Gwiazdy

Zamrugał dwa razy, słysząc propozycję lidera. Spojrzał podejrzliwie na mentora, upewniając się, czy to nie pułapka. Jednak w oczach starszego kota dojrzał jedynie zmęczenie i zirytowanie. 
— Chętnie — odparł w końcu. 
Lider spojrzał na niego poważnie, a potem kazał podążyć mu za nim. Kawcza Łapa wyjątkowo nie protestował i grzecznie szedł za kocurem. Nie miał okazji walczyć odkąd pogonili przydupasy Stwórcy. Na samą myśl o tym kocurze mimowolnie zadrżał. Położył zjeżoną sierść. Widząc, że lider się zatrzymał, także przystanął. 
— Nawet śmierdzą jak zające. — stwierdził Kawka. 
— No to potraktuj go jak zająca, a nie tak sterczysz. — mruknął lider. 
Kawcza Łapa przystanął w pozycji łowieckiej. Burzak, który jeszcze nie spodziewał się co mu grozi, wąchał spokojnie kwiatka. Skupiony na nim nie wyczuł czającego się Kawkę. 
— Zad niżej. 
Czarny wywrócił oczami na uwagę mentora. Skoczył. Pazurami zarył w cielsko Burzaka. Ten pisnął, strącając go. 
— Gorzej ci? — syknął kocur. — Z was Wilczaków już takie tępe mysie bobki, że kota od królika nie rozróżniacie? 
Kawcza Łapa prychnął. 
— Sam jesteś mysi bobek. 
— Iglasta Gwiazdo, ogarnij swojego ucznia. — warknął Lamparci Skok. — No chyba, że młodzik już cię przerasta. 
— Kawcza Łapa i ja mieliśmy poćwiczyć walkę, ale przez mój stan potrzebujemy kogoś innego... Chyba nie przerasta cię walka z uczniem? — mruknął Iglasta Gwiazda, obserwując bacznie wojownika. 
Lamparci Skok położył uszy. 
— Oczywiście, że nie.
— No to Kawcza Łapo pokaż na co cię stać. — liliowy podszedł do niego bliżej i dodał szeptem. — Przeoraj mu pysk.
Czarny kiwnął łbem energicznie. Przyjrzał się uważnie Burzakowi. Wiedział, że tą szybsze od nich, ale mniej zwinne. Kawka uśmiechnął się chytrze. Las był na jego korzyść. Wojownik nie miał jak się rozpędzić. Widząc bacznie obserwującego go brązowe ślipia prychnął i zaatakował. Nim jednak zdążył dosięgnąć pazurami pyska Burzaka ten przycisnął go do ziemi. 
— Nie patrz się tam, gdzie chcesz zaatakować. Tylko mysie bobki tak robią. — pouczył go Lamparci Skok, puszczając. 
Kawcza Łapa w odpowiedzi trzepnął ogonem. Przemądrzały Burzak się znalazł. 
— Aha, to gdzie mam niby patrzeć? Na niebo? — syknął.
— Oczywiście, że na przeciwnika. — burknął jego mentor. — Ale nie tam gdzie masz zamiar zaatakować. 
Kawka wywrócił oczami. Patrz, ale nie patrz. Stój prosto, ale zgarbiony. To wszystko nie miało sensu. Zaatakował ponownie, ale skończyło się to podobnie co pierwszy raz. Drugi tak samo. Trzeci jeszcze gorzej. Coraz bardziej rozdrażniony Kawka radził sobie coraz gorzej. Ogon kiwał mu się na boki, a z pyska wylatywały coraz gorsze obelgi. W końcu zły na cały świat wykrzyczał, że oni obydwoje są głupi i uciekł płakać. Schował się w swoim legowisku, zagrzebując mchem. Słysząc wołanie mentora, jeszcze głębiej w mchu. Udawał, że go nie istnieje, mając nadzieję, że lider nie będzie mu wypominał jego wielokrotnej porażki. Słysząc nadchodzące kroki, napiął się cały. 
— Kawcza Łapo...? — usłyszał.
— Idź sobie! Pośmiej się ze mnie z kimś innym! Zostaw mnie! Idź sobie, słyszysz?! — zaczął się wydzierać. 
Nie chciał jeszcze bardziej się upokorzyć przed mentorem. Płacz nie przystoił tak dorosłemu kocurowi jak on. Zamiast krzyku, opieprzu czy odchodzących kroków usłyszał, jak lider siada. 
— Ogłuchłeś? Zostaw mnie! 
Iglasta Gwiazda nie zareagował. 
— Zostaw mnie! Nie udawaj, że ci zależy! N-nie jestem twoim Wilczym Sercem! L-leć... leć do Wróblowego Serca! Słyszysz? Idź do niego! Ja nie jestem N-nim! — głos mu się zaczął łamać. 
Rozpłakał się na dobre. 
<Iglasta Gwiazdo?>

17 września 2020

Od Kawczej Łapy CD. Iglastego Krzewu (Iglastej Gwiazdy)

— Przykro mi — miauknął były lider, spoglądając w ziemię przed sobą.
Kawcza Łapa syknął. Gdyby nie to, że stres z tamtego dnia nadal go nie opuścił na pewno wygarnąłby coś mentorowi. Nakrzyczał na niego. Stwierdził, że wcale nie jest mu przykro albo że to jego wina. Albo wina Wilczego Serca, w końcu jakby nie umarł na pewno wszystko wyglądałoby inaczej. Lecz Kawka nie miał siły ani odwagi. Bał się. Cholernie się bał podnieś głos. Bał się pokazać, że nadal istnieje. Że nadal ma co stracić. Łapa nerwowo zadrżała. Uniósł ją lekko, mając nadzieję, że to zminimalizuje drgawki. Nieskutecznie. 
— N-nie potrzebuję twojego współczucia — wydusił z siebie marnym i drżącym głosem. 
Był żałosny. Żałosny niczym jego klan. 
Zniszczony. 
— Kawcza Łapo — westchnął liliowy spokojnym głosem. — Nie musisz udawać niezniszczalnego, nikt od ciebie tego nie wymaga. 
Brązowe ślipia wywróciły się z niemal wymuszonym zażenowaniem, po czym zerknęły ukradkiem na kocura. Starszy wojownik spoglądał na niego z powagą. Kawka zastanawiał się, czy ten przypadkiem się nią nie zadławi.
— B-bo co? Ty tak mówisz? — mruknął niemrawo, wlepiając wzrok w łapy.
Liliowy westchnął.
— Nie, zrób to dla siebie i nie bądź uparty jak Wilcze Serce — odpowiedział mu kocur.
Kawcza Łapa położył resztki tego co pozostało mu z uszu.
— Nie zamierzam być jak on — burknął cicho, odchodząc pospiesznie od dawnego lidera.
Drobna cząsteczka w ciele Kawki liczyła, że liliowy krzyknie za nim albo pobiegnie za nim. Lecz tak się nie stało. W ciszy odmaszerował w stronę Kolcowej Skóry tylko po to, by usiąść od brata przyrodniego z długość ogona. Srebrny wojownik nie zauważył go. I dobrze. Kawcze Łapa dzięki temu mógł znów odlecieć myślami gdzieś indziej.

* * *

Złość zagrzmiała w niewielkim wychudzonym ciele. Kawcza Łapa nie chciał wierzyć w co słysz. Sarnia Łapa, urocza liliowa koteczka, która nawet jeszcze nie została wojowniczką, siedziała z ogromnym brzuchem w kociarni?
Powietrze gwałtownie wyleciało z nozdrzy czarnego kocurka. Niedopuszczalne. Obrzydliwe. Wolał sobie nie wyobrażać wstydu i upokorzenia jakie odczuwała kotka. Nie zasłużyła na to. Nie powinno jej się to przydarzyć. Kawka musiał poznać winnego. Musiał pomścić honor Sarniej Łapy. Nie pozwolić, by to przeszło mu płazem. Musiał tylko znaleźć tą wronią strawę. Najlepiej zorientowanym kotem i z którym czarny jakkolwiek rozmawiał był jego mentor. Nieco niepewnym krokiem podszedł do liliowego pointa leżącego obok swojej partnerki. 
— Coś się stało, Kawcza Łapo? — mruknął kocur zdziwiony na jego widok. 
Kocurek zatrzymał się przed dawnym liderem. Wzrok wbił gdzieś za uchem Iglastego Krzewu. Słowa uciekły mu z języka. Mentor zmarszczył brwi. 
— Coś cię gryzie, Kawko? — dopytała Miedziana Iskra ze zmartwieniem w ślipiach. — Z Cętkowanym Liściem znów gorzej?
Czarny szybko pokręcił łbem. Coraz mniej czuł się pewnie, pytając lidera o takie sprawy. Poza tym nawet nie miał gwarancji, że ten na pewno wie kto jest tego sprawcą. Albo Iglasty Krzew mu nie powie. Bo nie miał powodu by mu to zdradzić. A Kawka nie miał dobrego wyjaśnienia, czemu chciałby to wiedzieć. Przecież nie mógł od tak wypalić, że... że... nie po prostu to nie wypadało. 
— Już nieważne. 
Morskie ślipia zwężyły się. 
— Skoro tak uważasz — odpowiedział. — Pamiętaj, że o ile nie będziesz obrażać naszego klanu czy swojego ojca to zawsze cię wysłucham — dodał lichym głosem. 
Głód zaglądał każdemu w oczy. 
Klan marniał z każdym dniem. 
Tylko dzięki Borsuczemu Krokowi jego rodzina nie głodowała aż tak bardzo. Kawka chwilami żałował, że nie jest tak silny i sprytny jak siostra. Gdyby tylko miał taką posturę jak ona bezproblemowo by uciekł zamiast dać się złapać najeźdźcom jak kocie. 
— Dobrze — miauknął szybko bez przekonania, zmywając się.

* * *
*po wojnie*

Wszystko wróciło niby do normalności. Prócz pałętającymi się Burzakami po ich obozowisku. Pierw gościli Klifiaków, teraz Burzaków. Kawka mógł się założyć, że za niedługo Iglasta Gwiazda odstąpi legowiska Pstrągowej Gwieździe. Jego mentor zachowywał się już jakby był martwy. Leżał. Charczał czasem. Rzadko się odzywał. Nawet na Zgromadzeniu se przysypiał. Kawczą Łapę to wkurzało. Chciał już skończyć szkolenie. Chciał już być wojownikiem i móc robić co chce. Chciał już móc sobie pójść z tego pseudo klanu w wielką niewiadomą. Lecz póki co nie umiał sobie złapać posiłku. Jego trening wlókł się w nieskończoność. Kawcza Łapa miał wrażenie, że ten stary pryk szybciej zdechnie niż zdąży go wyszkolić. I to nie tak, że niepokoił się o kocura. Kawka o nikogo się niepokoił! Był super i niezależny. O nikogo się nie martwił. Ani trochę. Zły lub zmartwiony, sam nie był pewny, ruszył żwawym krokiem pod legowisko mentora. Widząc leżącą sylwetkę, wbił pazury w ziemię. 
— Wstawaj i wyszkól mnie w końcu zamiast się obijać — prychnął Kawcza Łapa, starając się ukryć w głosie wszystko poza obojętnością.

<Igła opieprzaj uwuw>

14 sierpnia 2020

Od Kawczej Łapy CD. Iglastej Gwiazdy

Kawka słysząc kto będzie jego mentorem, wybałuszył ślipia. Teraz to dopiero jego życie stało się komedią. Będący już dwiema łapami w grobie lider-staruch miał go nauczać? Kocurek wątpił w to, że ten jeszcze potrafi biegać. Niechętnie podszedł do lidera i zetknął się z nim z nosem. Skrzywienie samo wkradło mu się na pysk. Iglasta Gwiazda już nawet śmierdział jak nieboszczyk. 
Jak miał trenować z kimś kto zaraz zdechnie?
Z niezadowoleniem na pyszczku odskoczył od lidera i podszedł do matki. Ta z dumą liznęła go w czoło. Skrzywił się, ale tylko lekko. W końcu to był jego wielki dzień. Był jedynie krok od zostania wojownikiem i odejściu z tego skorumpowanego klanu. Mógłby zacząć życie zupełnie gdzieś indziej. Gdzieś gdzie nikt nie wzdychał do jego ojca. 
— Kawcza Łapo! — zawołał w jego stronę lider, podchodzący do nich. 
Kocurek zwrócił łaskawie łebek w jego kierunku. Niech matka chociaż się cieszy, że niby szanuje swojego mentora.
— Witaj, Cętkowany Liściu — przywitał wojowniczkę. — Kawcza Łapo, jutro pokaże ci nasze tereny. Bądź o świcie przy wyjściu z obozu. — mruknął, uśmiechając lekko się do kocurka.
Kawka kiwnął łbem leniwie. Sam nie sądził, że tak wcześnie wstanie, ale to nie był jego problem. Jedynie lidera. Po zebraniu pogratulowania od starszego rodzeństwa ruszył w stronę legowiska uczniów. Prócz niego i Małej Łapy mieszkały tam cztery koty. Plus Sarnia Łapa. Kawka zerknął na siedząca w kącie z Wawrzynową Łapą. Nie miał pojęcia jak ta tępa ameba bez łapy, podobno należąca do jego rodziny, zwróciła uwagę Sarniej Łapy, lecz Kawce to nie podobało się ani trochę. Jakby mógł zaszczałby mu legowisko, lecz srebrny rzadko łaskawie podnosił swój zad. Kolejny pasożyt niczym jego brat Szczurza Łapa. Jedynie Kolczasta Skóra przydawał się klanowi. Choć w sumie służenie tak jedynie klano-podobnemu bytowi nie było powodem do dumy.
— Hej — mruknął głos za nim.
Kawka odwrócił się, by ujrzeć kolejne z kociaków lidera. Zdecydowanie zbyt dużo z nich jeszcze dychało. Pierzasta Łapa, osobnik uważający się za kotkę. Jedno z licznego potomstwa Iglastej Gwiazdy. Zignorował kocuro-kotkę i ułożył się na posłaniu w głębi legowiska uczniów. Miał nadzieję jedynie, że ta śmierdząca wężo-kaczka nie postanowi się do niego dosiąść.

* * * 

Coś nieprzyjemnie za gilgotało go w nos. Odepchnął tą łapą, lecz powróciło. Raz za razem, wkurzające coś wracało, coraz bardziej jeżdżąc mu po pysku. Zdenerwowany Kawka otworzył ślipia z zamiarem uśmiercenia rzeczy przerywającej mu sen. Wtedy poczuł ciężar na łbie. Widząc czarną sierść uświadomił sobie, że ta głupia wężo-kaczka na nim usiadła. Złość zagotowała się w niewielkim ciałku.
— Mysi móżdżek! — wrzasnął na niego, zrzucając go z siebie i kładąc się z powrotem.
Mała Łapa uśmiechnął się wrednie.
— Lepiej wstawaj zanim dostaniesz burę od lidera — mruknął niepełnosprawny.
Kawka wywrócił ślipiami.
— Staruch nie zdąży mnie dogonić — miauknął, ziewając.
Czuł jak ciężkie powieki zamykają się same. Zdążył jedynie zarejestrować, że brat wychodzi nim powrócił do snu. Niestety nie dane było mu nacieszyć się snem. Czyjeś kły nieprzyjemnie zacisnęły się na jego karku.
— Mamo, jeszcze chwilę — miauknął nieprzytomnie, zapominając, że właśnie zaczął nowe życie.
Dopiero nagły kontakt z ziemią dobudził kocurka. Z niezadowoleniem spojrzał na lidera.
— Tak? — mruknął jeszcze sennie.
Morskie ślipia przyglądały mu się. Iglasta Gwiazda zdawał się być coś w nie sosie.
Może gdyby wyjął sobie kija z tyłka byłoby lepiej, pomyślał Kawka.
— Mieliśmy mieć trening — przypomniał mu surowym głosem. — O świcie — dodał.
Kawcza Łapa spojrzał do góry. Faktycznie słońce było już wyżej. No trudno. Lider chyba liczył na coś, lecz kocurek milczał. Liliowy w końcu westchnął.
— Jeśli jutro to się powtórzy obudzisz się w strumieniu — mruknął kocur.
Kawka zastrzygł zaciekawiony uszami.
— Mamy rzekę?
— Strumień — powtórzył lider, ruszając w kierunku wyjścia z obozu. — Ale nie wiem czy do niego dotrzemy przez twoje spóźnienie — skarcił ucznia wzrokiem.
— No trudno — mruknął jedyne Kawcza Łapa.
Wyszli z obozu. Ruszyli w głąb lasu. Kawka podziwiał widoki zaciekawiony. Nigdy nie był jeszcze poza obozem. Mimo wszystko nigdy nie wybrał się poza kociarnie brew wiedzy mamy. Ze wężo-kaczką na karku, którego jęzor był dłuższy niż jego wąsy mało co można było zrobić.
— Za jakiś czas będziemy przechodzić obok granicy z Klanem Burzy — poinformował go lider. — Wiesz coś o nich?
Kawcza Łapa zastanowił się chwilę.
— Królikojady — rzucił w końcu.
Lider-staruch westchnął jak na prawdziwego starucha przystało.
— Prócz tego warto wiedzieć, że są szybcy. Cholernie szybcy, niczym zające, które łapią — miauknął liliowy. — Oprócz nich są jeszcze dwa klany. Klan Nocy i Klan Klifu.
Kawka coś słyszał o nich, lecz jego wiedza kończyła się na tym, że jedni rybojady, a drudzy lisie łajna.
— Klan Nocy charakteryzuje się siłą, pływają w rzece, walcząc z nurtem, więc mają umięśnione łapy. Przez ich dietę wali od nich rybami — kontynuował lider. — A Klan Klifu mieszka na skalnej półce. Są pozbawionymi moralności śmieciami.
Kawcza Łapa kiwnął łbem. Przynajmniej odkrył plus treningów z tym staruchem. Nowe wyzwiska dla ukochanego brata.
— A czemu?
Iglasta Gwiazda pokręcił łbem rezygnacją.
— Twój ojciec najlepiej, by ci o tym opowiedział — mruknął, spoglądać w niebo.
Sierść na karku kocurka zjeżyła się.
— Szkoda, że postanowił zdechnąć — syknął Kawka zły.
Wzrok lidera znowu z surowiał.
— Nie mów tak o nim — syknął na niego. — Był oddanym zastępcą do tego stopnia, że oddał życie za niewdzięczną szmatę.
Kawka wywrócił ślipiami.
— To po co to robił? Wolał zostawić mamę, swoje kocięta i cały klan, żeby tamta mogła się zabić? — oburzył się Kawka, tupiąc gniewnie łapką.
Iglasta Gwiazda westchnął.
— Sam jestem zły na niego o to, Kawcza Łapo — wyznał lider. — Ale nie możesz przez to nie szanować swojego ojca, rozumiesz? — dodał nieco ostrzejszym głosem.
Kawka wywrócił oczami.
— Idźmy już stąd — burknął, chcąc zmienić temat.
Nie zamierzał szanować tchórza, który zostawił ich od tak.

<idk panie igło, jak pan lider chce to możemy coś jeszcze porobić przed atakiem>