BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Skrząca Nadzieja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Skrząca Nadzieja. Pokaż wszystkie posty

28 grudnia 2020

Od Wróblowego Serca cd. Skrzącej Łapy (Skrzącej Nadziei)

 Było w niej coś takiego, w tych wpatrzonych w niego wielkich oczach, sposobie, w którym kładła po sobie uszy i stawiała łapki, że był gotowy zrobić dla niej wszystko. Zetrzeć na pył każdego, kto chciałby ją skrzywdzić.
Jego spojrzenie na uderzenie serca spotkało się w tym należącym do Kolczastej Skóry i w jego oczach dostrzegł to samo. Uśmiechnął się lekko.
- Oczywiście, że możesz. A nawet będzie mi bardzo miło. - Puścił do koteczki oczko. Speszyła się lekko. Pożegnali się z Kolczastą Skórą (widział moment wahania w oczach Skierki, nie wiedzącej czy ma się przytulić do mentora czy jednak po prostu iść za burym) i ruszyli w stronę wyjścia z obozu. Milczeli, a on pozwalał sobie na obserwowanie uczennicy. Widział, jak jej sztywne ruchy nabierają gracji, gdy jej spojrzenie staje się bardziej nieobecne. Liliowe łapki same znajdowały drogę pośród igliwia. Tak, był pewien, że koteczka już niedługo zostanie wojowniczką.
- Całkiem niezła pogoda na polowanie - zagadnął, przerywając ciszę. Skinęła głową, przyznając mu rację. - Przypominasz mi moją siostrę, Skowronek, wiesz? - miauknął, przyglądając jej się z uśmiechem. - Tylko że z tobą byłem więcej razy na polowaniu.
Koteczka spojrzała na niego zaskoczona.
- A-ale idziemy razem dopiero pierwszy raz…
- Właśnie - zaśmiał się. - Z nią nie byłem ani razu.
- To smutne.
Pokiwał głową.
- Czasem tak bywa. Cieszę się, że jest szczęśliwa, ale czasami mam ochotę urwać Wiśni ogon. Od momentu, kiedy się pojawił, zupełnie o mnie zapomniała. Ale przynajmniej jest szczęśliwa - parsknął. 
Nagle spoważniał. Zatrzymał się i spojrzał koteczce w oczy.
- Obiecaj, że jak znajdziesz sobie partnera to i tak zabierzesz mnie od czasu do czasu na polowanie, dobrze?
Patrzyła na niego szeroko otwartymi ślepiami. Skinęła głową.
- Dziękuję! - Uśmiechnął się szeroko. - Tylko nie zapomnij! - Żartobliwie pogroził jej pazurem. Widząc powagę na jej pyszczku, otarł się o jej futro i lekko szturchnął ogonem w bok.
- No, koniec zabawy, pora zabrać się za tropienie!
Na pyszczku kotki pojawił się cień uśmiechu i było to najpiękniejsze zjawisko, które zobaczył tego wschodu słońca.
- Ten Kolczasta Skóra to w ogóle cię czegoś nauczył? Zaraz się okaże - gderał żartobliwie, kiedy koteczka rozglądała się po lesie, próbując zlokalizować zwierzynę.
Do obozu wrócili z dwiema dorodnymi nornicami.

***

Czerwona poświata zalała całą polanę, odbijając się od śniegu. Słońce z trudem torowało sobie drogę na szczyt nieba, krwawiąc ze świetlistych ran. Wyglądało marnie na tle wyblakłego nieba.
Która to była jego Pora Nagich Drzew? Trzecia? Czwarta? Po raz który towarzyszyły mu grające na śniegu duchy tych, którzy już odeszli?
Westchnął, przestępując próg legowiska. Nie mógł spać, jak co noc zresztą. Dzierzba niezmienne o to dbała.
Zdziwiony spojrzał na swoje łapy, czując na nich ukłucia zimna. Zdążył się odzwyczaić. Strzepnął śnieg, na nowo przyzwyczajając się do jego chłodnej obecności.
Kątem oka dostrzegł ruch. Zmrużył ślepia, próbując dostrzec, co to takiego. Jego mięśnie automatycznie się napięły, przygotowując na zagrożenie.
Jego ślepia napotkały spojrzenie ogromnych oczu Skierki.
Zamarł. A później rzucił się na pomoc. Drżała. Jej sierść pokrywała zamarznięta woda, na wąsach osiadł szron. Poczuł, jak wzbiera w nim gniew.
Niewiele myśląc, chwycił koteczkę i ruszył w stronę legowiska medyka.
- Potrójny Kroku?! - krzyknął, nie przejmując się niczym. - POTRÓJNY KROKU!
Otarł się o zziębnięte ciało. Liliowa coś wymruczała, ale nie zrozumiał. Przytulał ją, próbując choć trochę rozgrzać. Kto pozwolił by to się stało?! Dlaczego stała na mrozie?!
Dopiero po chwili do jego zaćmionego gniewem umysłu dotarło, że wczoraj została wojowniczką. Chciał jej pogratulować, ale nie zdążył, zniknęła, zanim zdążył to zrobić. 
Warknął, w myślach wyzywając Iglastą Gwiazdę.
- POTRÓJNY KROKU!!! - wrzasnął na całe gardło.


<Skierko? :3>

28 listopada 2020

Od Wróblowego Serca cd. Skry (Skrzącej Łapy)

Niewiele myśląc, przytulił koteczkę do siebie. Gładził pocieszająco jej drobne ciałko ogonem, przez liliowe futerko czując żebra i szybko bijące serduszko.
Nie mógł pozwolić, żeby coś jej się stało.
- Dołączysz, Skierko, ale nie teraz. Sami po ciebie przyjdą. A teraz - starał się, żeby jego niski głos brzmiał miękko - Cały czas przy nas są. Tuż obok, pilnując, żeby nie stało nam się coś złego.
W oczach koteczki odbijały się setki Gwiazd. Księżyc wyłonił się zza chmur, zalewając całą polanę swoim blaskiem. Skierka zadrżała, ale jej oddech powoli się uspokajał. Przytulił ją mocniej, nie potrafiąc wypuścić z łap.
- Opowiesz mi coś o swoim tacie?
Uśmiechnął się łagodnie, patrząc w jej wielkie oczy.
- Pewnie. Od czego by tu zacząć… - Przymknął ślepia, sięgając pamięcią do swojego dzieciństwa. Niemal od razu usłyszał chrapliwy śmiech swojego taty, zabawnie wysoki głosik wiecznie obrażonej Borsuk i zabawny, cichutki chichot Skowronek. Bawili się. Kontury były zatarte a kolory nienaturalnie jasne, ale towarzyszące mu wtedy emocje nie zbladły. Zobaczył swoją mamę, spokojną i szczęśliwą. I Modrzewika z rodzeństwem, i wujka Leszczynka…
- Wilcze Serce był naprawdę dobrym kocurem. Chociaż nie wyglądał. - Zaśmiał się, przypominając sobie na swój sposób uroczy uśmiech kocura. - Był wielki i duży, miał śmieszną, czarną, ale tak nie całkiem sierść, ale co najdziwniejsze, miejscami brakowało mu futra. Nie wiem czemu, po prostu tak miał, od zawsze. - Wzruszył łapami. - Miał brązowe oczy, trochę podobne do tych Skowronek albo Kolca. I mnóstwo blizn. To pewnie przez nie inne koty się go bały. Kiedyś pytałem, skąd je ma i mówił, że od walk. Chyba z Pstrągową Gwiazdą i… - urwał, próbując sobie przypomnieć. - A, tak, Lisią Gwiazdą. No i nie miał jednego ucha. Ale dalej na nie słyszał, sprawdzałem! - Zaśmiał się, przypominając sobie jak ze Skowronek postanowili to przetestować. Dobrze, że mamy nie było obok, bo porządnie złoiła by im skórę, a tata jak już doszedł do siebie to tylko trochę się pośmiał. - Był bardzo cierpliwy i spędzał z nami mnóstwo czasu, bawiąc się i opowiadając. Uwielbiałem go słuchać. - Przymknął ślepia, w uszach mając niski, przyjemny głos czarnego. - Najchętniej mówił o Gwiazdach. Ponoć znał historię każdej z nich, ale chyba trochę przesadzał. - Wzrok burego mimowolnie poszybował w stronę tej jednej, dużej Gwiazdy. - Był niesamowicie odważny i zawsze dbał o nas wszystkich. Czasem, kiedy zasypiałem, słyszałem jak chodził po obozie, sprawdzając czy wszystko jest w porządku. Uważał, że to jego obowiązek jako zastępcy. A, bo wujek Igła wybrał właśnie jego. Byli przyjaciółmi, na dobre i na złe.
Urwał, pogrążając się we wspomnieniach. Tamte czasy wydawały mu się tak spokojne… Nie było walk, krzyków i śmierci. Żyli razem, szczęśliwi. Aż do wtedy…
- Zginął, broniąc medyczki przed atakiem wilka - jego głos stał się cichszy. - Nie mogła dać sobie rady sama, miała niesprawne tylne łapy, więc bez wahania skoczył jej pomóc. Był bohaterem. - Spojrzał na zasłuchaną liliową. - Twoi rodzice też. Byli dobrymi kotami. I na pewno siedzą tu teraz z nami i są z ciebie dumni.
Żółte ślepia przyjrzały mu się uważnie.


*Wurbel jeszcze nie jest zastępcą*


Mama mamrotała pod nosem przekleństwa pod adresem Burzaków. Coraz częściej mamrotała sama do siebie, nawet w towarzystwie, co trochę go martwiło, ale starał się nie brać tego do siebie.
- Dostałaś ucznia. - Uśmiechnął się szeroko, próbując zmienić temat na bardziej neutralny. Wyszło jak wyszło.
- Dymna Łapa? - burknęła, trzepiąc na boki ogonem. I przysiągłby, że jej sierść trochę się podniosła. - Potyka się o własne… własne łapy! Tacy jak on powinni zostawać uczniami dopiero jak zaczną się do tego nadawać. Niektórzy nigdy. - Wysunęła i schowała pazury. Chrząknął. Powoli udzielała mu się jej nerwowość. - Chciałam pokazać mu tereny, i ledwo doszliśmy do… do… - Trzepnęła wściekle ogonem, nie mogąc znaleźć właściwego słowa.
- Granicy? - podpowiedział.
- Do granicy z Klifiakami, zaczął płakać, że bolą go łapy.
Prychnęła z pogardą, a burasowi zrobiło się szkoda kociaka, który trafił pod opiekę jego matki. Kochał ją, ale od jakiegoś czasu naprawdę ciężko było z nią wytrzymać. Skowronek w ogóle przestała spędzać z burą czas, a jej kłótnię Borsuk słyszał chyba cały klan. Niby miała powód do irytacji, ale tak jakoś… Martwił się o nią.
- I tak zrobię z niego wojownika, chociażby miał ze mną trenować do śmierci - warknęła buńczucznie Cętka.
- Nie wątpię… - miauknął, uśmiechając się słabo.
Zapadła cisza, którą przerywały tylko odgłosy wiercenia się burej i dźwięk jej pazurów wgniatających się w mech. Westchnął.
- Idę na polowanie. Pójdziesz ze mną? - Szczerze miał nadzieję, że kocica odmówi. Ze wstydliwą ulgą przyjął jej gwałtowne kręcenie łbem.
- Mam dosyć na dzisiaj. Muszę korzystać póki nie muszę użerać się z moim uczniem - ostatnie słowo wypowiedziała wyjątkowo pogardliwym tonem.
Otarł się o nią na pożegnanie i wyszedł z legowiska, kierując się w stronę wyjścia z obozu. Nie kłamał, faktycznie miał w planach polowanie. Samotne, jak coraz częściej ostatnio.
     Jego uwagę zwrócił cichy śmiech. Nie wierzył własnym uszom. Skierka? Poszukał jej szybko wzrokiem. Faktycznie. Uśmiech mimowolnie pojawił się na jego pyszczku. Mała Skierka się śmiała!
- Cześć! - Przywitał się z uczennicą i jej mentorem, a swoim przyrodnim bratem. - Wracacie z treningu?
Kolczasta Skóra przytaknął.
- Skierka jest coraz lepsza - miauknął, wywołując u małej zażenowanie.


<Skierko? :3>

02 listopada 2020

Od Wróblowego Serca cd. Skry (Skrzącej Łapy)

 Wschód słońca jak wschód słońca, patrol jak patrol. Tylko świat wydawał się bardziej szary. Popielate niebo było ciężkie od chmur i gdyby nie zapewnienia Górskiego Szczytu, nie byłby pewny czy to wschód słońca czy księżyca. 
W jego głowie kłębiły się podobne chmury.
Skinieniem głowy pożegnał się z resztą patrolu i ruszył w przeciwną stronę. Dokąd? Nie miał pojęcia. Nie miał dziś żadnych obowiązków więcej. Miał cały dzień dla siebie.
Calutki dzień do zmarnowania.
Przez chwilę nie wierzył własnym oczom. W jego stronę, na krótkich liliowych łapkach, biegło kocię. Szybko poznał Skierkę, którą poznał jeszcze kiedy jej rodzice żyli.
- Pokażesz mi swojego tatę? Czy moi rodzice też są razem z nim? Czy ja też pójdę do Klanu Gwiazdy? Czy takich jak ja nie przyjmują?... - Z żółtych ślepków spojrzała na niego czarna otchłań. - I czemu skoro Klan Gwiazdy nas pilnuje, żeby nikomu nic się nie stało, moi rodzice nie żyją? Czy coś jemu zrobili? Czy ja coś zrobiłam?
Stał, gapiąc się w szkliste oczy Skierki.
- Nie wiem - szepnął, ledwo słyszalnie. Wszystkie jej pytania… Wątpliwości… To było dokładnie to, co dręczyło go od księżyca. - Nie wiem - powtórzył głośniej. - Nie rozumiem tego. Nikt z nich na to nie zasłużył. - Przed oczami stanął mu uśmiechnięty pyszczek Sennego Świtu, obiecującej, że zajmie się odrzuconymi przez klan kociakami. Widział jej partnera, nieśmiało podającego jej kwiaty. - Szczególnie twoim rodzice.
Zwiesił łeb, czując na sobie ciężkie spojrzenie koteczki.
- Nie rozumiem, dlaczego na to pozwolił. Mój ojciec… - Podniósł na nią rozmywający się wzrok. - Jeśli chcesz… Przyjdę po ciebie wieczorem. Poszukamy twoich rodziców i mojego taty. M-może wtedy… 
Skinęła głową. Nie rozmawiali, gdy odprowadzał ją do żłobka.

Noc nie należała do najpiękniejszych. Księżyc gdzieś zniknął, jakby nawet on opuścił leśne klany. Po niebie, niczym szara mgła, snuły się chmury. Ich kolor niczym nie różnił się od brudnej szarości nieba.
Stał przez chwilę, nasłuchując. Żadnych krzyków. Ostrożnie postawił łapę w progu kociarni, gotowy uciec, jeśli tylko Wężowy Wrzask go zauważy. 
Nic takiego się nie stało. Za to niechcący potrącił skrytą w mroku Skierkę.
- Chodź - szepnął, wymieniając z nią spojrzenia. Zrobiła to bez szemrania. Odeszli kilka kroków od żłobka, znajdując się na małej polance. Wróblowe Serce potrafił odnaleźć ją z zamkniętymi oczami. Czasami gdy tu przychodził, miał wrażenie, że w miękkiej trawie leży jego ojciec, pokazując małej Skowronek kolejną Gwiazdę.
- Połóż się. Tak jest najwygodniej.
Nie czekając na jej reakcję, ułożył się na grzbiecie. Minęła chwila, zanim wśród chmur wypatrzył pierwsze jasne punkty. 
- Widzisz? Tam - podniósł łapę i wskazał dużą Gwiazdę, tuż obok dwóch innych. - To mój tata. Ta bardzo jasna obok to Sroczy Żar, wojowniczka Klifiaków. A ta maleńka to Pójdźkowy Sen, moja… przyrodnia siostra. I Wawrzynowa Łapa, jej syn - dodał, opuszczając łapę.
- Skąd wiesz, że to oni? - Głos koteczki zupełnie do niej nie pasował. Powinien być miękki i uroczy, a zamiast tego ocierał się nieprzyjemnie o jego uszy, jakby liliowa zapomniała, jak z niego korzystać.
- Po prostu to wiem. Czuję. Zresztą, ostatnia Gwiazda pojawiła się dokładnie po śmierci Wawrzynka. To musiał być on.
- Moi rodzice też tu są?
Skinął głową.
- Myślę, że tak. Każdy dobry kot staje się po śmierci Gwiazdą. Po prostu musisz ich odnaleźć.
Koteczka wbiła wzrok w niebo.
- Skoro byli dobrzy to dlaczego Klan Gwiazdy pozwolił im odejść?
Zacisnął ślepia.
- Czasami… czasami rzeczy nie są takie, jak powinny. Ja… Chciałbym wierzyć, że to ma jakiś głębszy sens. Że musiało tak być i kiedyś zrozumiemy dlaczego. 
- Czyli nie wiesz?
Przez chwilę milczał.
- Nie. Ale bardzo bym chciał. Chciałbym potrafić ci powiedzieć, dlaczego odeszli. Żebyś wiedziała, że to nie twoja wina. - Uśmiechnął się do niej smutno. - Klan Gwiazdy nie jest zły. Są tam teraz nasi rodzice, więc… więc nie może, prawda?
Koteczka przez chwilę milczała, wędrując wzrokiem po niebie.
- Skoro twój tata tam jest… dlaczego im nie pomógł? Nie musieliby umierać.
Dlaczego ojciec go opuścił? Dlaczego nie pomógł mu wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebował? Dlaczego Klan Gwiazdy nie ukarał tych, którzy na to zasłużyli?
- Nie wiem - miauknął. Przełknął ślinę, walcząc ze ściskiem gardła. Odwrócił łeb, nie chcąc, żeby zauważyła jak ocierał łzy. Rozmyślał nad tym już tyle razy, tyle razy zastanawiał się, dlaczego… 
- S-spójrz - miauknął, starając się, żeby głos mu nie zadrżał. Wskazał łapą pierwsze lepsze dwie Gwiazdy. - Może to są twoi rodzice?


<Skierko? Przepraszam, że tak długo, mam nadzieję, że nic nie zepsułam xd>

08 września 2020

Od Wróblowego Serca cd. Skry

Łapa za łapą. Łapa za łapą. Szedł, wbijając wzrok w ziemię. Niejednolite podłoże składało się głównie z wilgotnej ziemi i piasku, częściowo przykrytych a to niską, wydeptaną trawą, a to suchymi igłami, przywianymi z okalających polanę drzew. Od czasu do czasu robił większy krok, żeby nie nadepnąć na szare kamienie ani wyłaniające się spod ziemi poskręcane korzenie.
Prawa, lewa. Lewa, prawa. Prawa, lewa. Lewa…
- Zien dobly - rozległo się gdzieś przed nim. Zaskoczony kocurek uniósł łeb i po prostu wpatrywał się przez chwilę w małą, liliową istotkę, nie mając pojęcia kim jest ani skąd się wzięła na jego drodze. Kocię zupełnie nie zważając na jego zagubienie, odezwało się natychmiast wysokim głosikiem - Cio to klan gwazdy?
Na dźwięk tej nazwy zjeżył sierść i błyskawicznie się rozejrzał. Jeśli któryś z kotów Stwórcy ich usłyszał… Wolał nie myśleć. Na całe szczęście obóz był niemal pusty.
- Cio to klan… - Zareagował odruchowo, zatykając piszczącej jeszcze głośniej istotce pyszczek swoją łapą. Koteczka chyba się tego nie spodziewała, bo odruchowo… ugryzła go. Syknął i cofnął łapę, wyrywając ją spod przypominających igły ząbków. Chyba się połapała, że głupio zrobiła, bo wlepiła w niego wielkie żółte ślepka i miauknęła:
- Pseplasam, nie chciałam.
Wróbelek był w stanie tylko patrzeć na nią z szokiem wymalowanym na pyszczku. Widocznie speszył tym małą, bo odwróciła się i czmychnęła w stronę legowiska, które zajmowali teraz starsi i kocięta.
- Z-zaczekaj! - miauknął za nią, otrząsając się. Poduszka trochę go piekła, pokuśtykał więc za małą na trzech łapach. - Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć! Wszystko ci opowiem, tylko wejdźmy do legowiska!
Jego ostatnie słowa chyba podziałały, bo mała odwróciła się i poczekała, aż kuśtykając ją dogoni. Weszli do środka.
- Przepraszam - miauknął raz jeszcze. - Po prostu… Tamte koty nie lubią jak rozmawia się o Klanie Gwiazdy.
Koteczka spojrzała na niego nieśmiało, ale w jej oczkach malowała się ciekawość.
- Tamte koty?
Burasek westchnął. To nie był temat, na który chciał rozmawiać z jakimkolwiek kocięciem.
- Złe koty. Mogłyby się… zdenerwować, gdyby usłyszały - stwierdził niepewnie.
- Skierko? Co się dzieje? - rozległ się głos Sennego Świtu. Kotka uspokoiła się jednak, gdy zauważyła burego. - Och, Wróblowe Serce. Przepraszam za nią. Skierko…
- Nie, nic się nie stało - odparł szybko wojownik. - Czyli masz na imię Skra? - Uśmiechnął się do małej najweselej jak potrafił. - Miło mi cię poznać, ja jestem Wróblowe Serce. Naprawdę nie chciałem cię wystraszyć - dodał.
Widząc, że wszystko w porządku, Senny Świt wróciła do reszty kociaków. Już za uderzenie serca rozległy się jej niezadowolone miauknięcia, gdy Gepard zaczął bić się ze Żbikiem, a Cierń znowu się ubrudził. Skra widocznie poczuła się śmielsza, kiedy tylko uwaga matki skierowała się na kogoś innego. Wróbelek skorzystał z okazji.
- Pytałaś kim jest Klan Gwiazdy - miauknął do niej cicho. - Opowiedzieć ci o nim?
Koteczka natychmiast pokiwała głową.
- Plose.
Bury jeszcze raz upewnił się, że nikt niepowołany go nie usłyszy i zaczął opowieść:
- Klan Gwiazdy to nasi przodkowie. Babcie i dziadkowie - dodał, widząc niezrozumienie na pyszczku małej. - Mieszkają wysoko na niebie, na Srebrnej Skórze, jako te jasne punkty, Gwiazdy. - Uśmiechnął się. - Pilnują, żebyśmy żyli według Kodeksu i żeby nie działo nam się nic złego. A przynajmniej tak mówił mój tata - dodał ciszej. To, co się teraz działo… Szybko odrzucił złe myśli. Nie chciał znów się nad tym zastanawiać, nie chciał wątpić w dobroć Klanu Gwiazdy. W obecność swojego ojca. - Mój tata też z nimi jest. Jak będziesz starsza, może pokażę ci gdzie - miauknął trochę za szybko i uśmiechnął się trochę zbyt szeroko.


<Skierko? c: Mam nadzieję, że jakoś wyszło :')>

22 sierpnia 2020

Od Wróblowego Serca

*przed narodzinami Skry i Ciernia*

Na dźwięk podniesionych głosów natychmiast spuścił łeb i przyspieszył. Wracał właśnie z miejsca z nieczystościami w duchu modląc się, żeby dotrzeć do legowiska niezauważonym. Coraz bardziej obawiał się, że nie będzie mu to dane. Poczuł, jak łapy zaczynają mu drżeć, kiedy próbuje stawiać kolejne, jeszcze szybsze kroki.
- Tato, tato błagam - powtarzał w myślach jak mantrę, czując na sobie czyjś wzrok. Skulił się mocniej w sobie, starając się nie zwracać uwagi na biegnący po grzbiecie dreszcz.
Rozległy się kolejne krzyki. Odruchowo poszukał ich źródła i zaskoczony dostrzegł, że wychodziły z legowiska starszyzny. Jeszcze bardziej zdziwiony rozpoznał w jednym z głosów ten należący do Owocowej Pogoni. A kompletnie przestał rozumieć co się dzieje, gdy zauważył, że krążące w pobliżu koty od Stwórcy nie zwracały na wrzaski uwagi, co najwyżej uśmiechając się do siebie pobłażliwie, gdy krzyki stawały się głośniejsze. Ośmielony, podszedł bliżej wejścia. Nie on jeden zresztą, bo dookoła legowiska zebrał się już dosyć duży tłumek spłoszonych, ale jednak zaciekawionych kotów.
- NIE MAM ZAMIARU ZAJMOWAĆ SIĘ NIMI ANI WSCHÓD SŁOŃCA DŁUŻEJ! - Faktycznie, postacią, która pojawiła się w wejściu była Owocowa Pogoń. Kotka niemal krzyczała do ucha Tygrysiej Prędze, który widocznie próbował ją uspokoić.
- Wiesz, że bez twojej pomocy… Sami nie damy rady… - do ogłuszonego Wróbelka dotarły strzępy jego wypowiedzi.
- NIE MA MOWY! NIE MA MOWY - powtarzała zastępczyni, zupełnie nie zwracając na niego uwagi. - TRZEBA BYŁO ICH NIE ROBIĆ! - Odwróciła się w stronę legowiska z grymasem wściekłości na pysku. - BYŁOBY LEPIEJ DLA NAS WSZYSTKICH, ŻEBY SIĘ NIE URODZIŁY.
- Przeklęty miot - szepnął ktoś z tłumu. - Przeklęte koty - rozległo się gdzieś obok.
Owocowa Pogoń spojrzała wyzywająco na kocura.
- Nie mów tak - warknął arlekin. - Nie masz prawa.
Kocica przyjrzała mu się uważnie, po czym znów zaczęła wrzeszczeć:
- NIE I KONIEC! NIE ZOSTANĘ Z NIMI ANI UDERZENIA SERCA DŁUŻEJ! I JESZCZE TA ZNAJDA...
Kocur spojrzał na nią zbity z tropu. Tłumek kotów także przycichł. Owocowa Pogoń widocznie zaniepokoiła się ich reakcją.
- NO A NIE MAM RACJI?!
- Owocowa Pogoni? - miauknął Tygrysia Pręga.
- ŻEGNAM! - Kocica odwróciła się z zamiarem odejścia do legowiska, które zajmowali teraz wojownicy.
 - Owocowa Pogoni! - dopiero krzyk kocura ją zatrzymał. - Dlaczego krzyczysz?
- PRZECIEŻ NIE KRZYCZĘ! - wrzasnęła.
Przed legowiskiem zapadła cisza.
Kocica uznała, że najwyższy czas zniknąć i momentalnie umknęła do sąsiedniego legowiska. Na placu boju został tylko Tygrysia Pręga, a przed nim niewielki tłumek wojowników. Tak, jak wcześniej między nimi krążyły słowa o przeklętym miocie, tak teraz zastąpiły je inne: “Owocowa Pogoń ogłuchła”.
Do samotnego kocura podeszła wysoka, dobrze zbudowana kotka. Senny Świt.
- Ja się nimi zajmę - miauknęła, uśmiechając się do niego. - I tak spodziewamy się dzieci. - Dopiero teraz Wróbelek dostrzegł drugą postać, Leśny Świt. Koty splotły ogony i przytuliły się do siebie.
Tygrysia Pręga zaczął im dziękować, ale Wróbelkowi nie było dane tego słyszeć. Gdzieś obok rozległ się głos, który tak dobrze zdążył poznać i znienawidzić:
- No już, ROZEJŚĆ SIĘ! CO TO ZA ZBIEGOWISKO?!
Ciało zareagowało samo, spinając się i zrywając do ucieczki. Myśli burego były jednak gdzie indziej. Poczuł ciepło na samo wspomnienie uśmiechu Sennego Świtu. Kotka… Coś mu mówiło, że będzie dobrą królową.
Jedno nie dawało mu spokoju. Jak można porzucić kocięta? Przeklęte… Nie potrafił w to uwierzyć. To nie była ich wina, że urodziła je medyczka! A Noc? Czy to jej wina, że ktoś porzucił ją na terenie ich klanu? Nie rozumiał tego… Nawet jeśli… Nawet jeśli Owocowa Pogoń faktycznie traciła słuch, to nie miała prawa skazywać ich na śmierć!
Ale ten uśmiech… Ten uśmiech dawał nadzieję…
Wbrew sobie i wszystkiemu, co się wokół działo, Wróbelek uśmiechnął się.


<Ktoś ma ochotę odpisać? Skro? Mogłabyś zrobić time skip>