BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzący Krok x Pierwszy Brzask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzący Krok x Pierwszy Brzask. Pokaż wszystkie posty

30 sierpnia 2022

Od Pierwszego Brzasku

Otworzył oczy, ciemność wokół zafalowała. Jego nos wypełnił się zapachami, uszy drgnęły, rejestrując dźwięki. Do jego pokrytych mgiełką snu zmysłów dotarło przyjemne ciepło. Zaskoczony, uniósł się lekko, próbując rozpoznać jego źródło. Iskierka. Leżała u jego boku, a jej bok unosił się regularnie. Jego niespokojny ruch musiał ją obudzić, drgnęła i przeciągnęła się, ziewając.
– Iskierko? – miauknął bury, nie mogąc otrząsnąć się ze zdumienia. – Nie spodziewałem się… Ja… Nie powinnaś być teraz na patrolu? Wiem, że masz obowiązki, jako wojowniczka…
– Chmurko – przerwała mu delikatnie, z uśmiechem. – Już nie. Przecież od paru księżyców jestem w starszyźnie. 
– Och. – Bury spuścił uszy, jakby ukrycie pod nimi pyszczka miało pomóc mu schować się przed zalewającym go wstydem. – F–faktycznie, przepraszam. – Mordka paliła go aż po czubki burych uszu. Jak kocię, schował ją w jej miękkim futrze. W odpowiedzi usłyszał jej cichy chichot.
Odetchnął jej zapachem. Lekko wilgotny mech, szmer wiatru w świeżych świerkowych igłach. Ciepłe promienie słońca połyskujące wśród gałęzi.
Bezpieczeństwo.
Wyobraził sobie jej żółte oczy, uśmiechnięte jak jaskry. Zawsze, gdy na nią patrzył, widział ją taką, jak wtedy, gdy zrozumiał, że ją kocha. Czas nie miał przystępu do jej obrazu, który w sobie nosił. Niezależnie od tego, jak wiele siwych włosów lśniło w jej sierści, jak wiele zmarszczek ukrywało pod futrem.
– Dobrze, że tu jesteś – szepnął. – Tęskniłem. Każdego wschodu słońca, gdy siedziałem tu, z dala od ciebie.
Przytuliła go mocniej. Poczuł jej język za swoim uchem.
– Nie byłem samotny, bo ciągle ktoś mnie odwiedzał. Dzieci. Znajomi. Dużo różnych kotów. Dużo pyszczków. Czasami nawet… Czasami nawet nie pamiętałem, kim byli. Kiedyś, gdy przyszedł tu nasz syn… – urwał i potrząsnął głową. Było mu głupio. Wciąż tak bardzo głupio. – Nie pamiętałem, jak ma na imię. Nie tylko on. Czasami… W ogóle nie pamiętam ich imion. Żadnego z nich. Próbuję sobie przypomnieć, wymienić po kolei, ale w głowie mam zupełną pustkę. 
Tuliła go, jak kociaka, mrucząc uspokajająco. Uniósł głowę i spojrzał niewidzącymi oczami w jej oczy.
– Ale ciebie nigdy nie zapomnę, Iskiero. Nigdy. Pamiętam, jak spotkałem cię pierwszy raz. Słońce wyjrzało wtedy zza chmur, błyszcząc w twoich oczach. Pewnie już wtedy się w tobie zakochałem, tylko jeszcze o tym nie wiedziałem. – Kąciki jego pyszczka uniosły się. – Każdego mógłbym zapomnieć, ale nie ciebie, Iskierko.
– Kocham cię, Chmurko.
– Ja ciebie też, Iskierko.


<Jeśli masz ochotę, możesz odpisać, Iskierko>

28 lutego 2022

Od Pierwszego Blasku Do Iskrzącego Kroku

*przed mianowaniem dzieci na uczniów*

Miał tego dość. Potrzebował odpoczynku. Oboje potrzebowali. Chwili dla siebie, bez dzieci. Tylko on i Iskierka. Jak dawniej.
Skoczył. Za szybko. Jego pazury minęły ofiarę. Spłoszona mysz momentalnie zniknęła wśród opadłych liści. Zaklął pod nosem. 
Tak dalej nie będzie.
Ruszył w stronę obozu. Miał sprawę do załatwienia.

Jego mentor sięgał właśnie po piszczkę ze stosu. Brzask rozciągnął pyszczek w uśmiechu, starając się nie wyglądać jak kupa nieszczęścia.
– Cześć, Koperku – miauknął na powitanie.
Kocur uniósł wzrok. Gdy ich spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się szeroko.
– O, Brzask, miło cię widzieć. – W jego ślepiach jak zwykle malowała się szczerość.
– Ciebie też, Koperku. Jak tam życie?
Arlekin skinął głową.
– A dobrze, a u ciebie? Jak sobie radzisz?
Z pyszczka burego wydobył się cichy jęk. Mentor się roześmiał.
– Wszystko jasne. Znam twój ból. – Położył kocurowi ogon na grzbiecie, chcąc dodać mu otuchy. – Poradzisz sobie, zobaczysz. Jak zostaną uczniami, będzie już z górki.
Brzask westchnął. Nie pocieszało go to za bardzo.
– Koperku, bo właśnie… Mam do ciebie sprawę – miauknął, wpatrując się w swoje łapy. – Mógłbyś… przypilnować ich przez jeden dzień? Pomyślałem, że… zrobię Iskierce niespodziankę. Wiesz, dawno nie spędzaliśmy czasu tylko we dwoje, i chciałbym, żeby mogła trochę odpocząć. – Uniósł wzrok i ich spojrzenia się spotkały. Koperek wciąż się uśmiechał. To dodało mu otuchy.
– Czego się nie robi dla przyjaciela… – miauknął arlekin.
Bury prawie rzucił mu się na szyję. 
– Nie wiem, jak ci się odwdzięczę…
– Coś wymyślę – zażartował mentor. – No, idź, masz randkę do przygotowania.
Mimo zmęczenia, Brzask czuł się lekki jak piórko. Jeszcze nigdy tak chętnie nie biegł na polowanie.

Wszystko było gotowe. Koperek obiecał przyjść do żłobka po porannych patrolach. Bury upolował całkiem przyzwoite wiewiórki, znalazł też niewielką jamę pod jednym z drzew, całkiem niedaleko obozu. Upewnił się, że nic w niej nie mieszka i wyłożył mchem. Powinno być przytulnie i spokojnie.
Przed oczami stanął mu bury pysk Modrzewia. Potrząsnął łbem. Wspomnienia były ostatnim, czego potrzebował.
Mimo że jak zawsze ostatnio, noc nie minęła mu spokojnie, pierwszy raz od długiego czasu jakoś mu to nie przeszkadzało. Pobudka o świcie też nie. Czekał tylko na pojawienie się Koperkowego Futra. W końcu arlekin stanął w wejściu do żłobka.
– Truskawku, Wiewiórko, Słodka, Fiolet, Kalinko – bury próbował zebrać dzieci do kupy. – To jest wujek Koperek. Zajmie się dzisiaj wami.
Zrobił się gwar. Spojrzał na Iskierkę.
– Zabieram cię na randkę – miauknął, uśmiechając się do niej. – I nie mam zamiaru wrócić wcześniej niż o zachodzie słońca.


<Iskierko? :3 Przepraszam za kolejny wątek :')>

26 stycznia 2022

Od Pierwszego Brzasku cd. Iskrzącego Kroku

W obozie zaszumiało, zakotłowało się. W powietrzu unosiło się nerwowe podniecenie. Kocur od razu zrozumiał, co się dzieje. Sporo czasu ostatnio spędzał starając się uspokoić swoją partnerkę, choć sam obawiał się nie mniej niż on. Poród, dzieci, to wciąż wydawało mu się abstrakcyjne i niesamowicie odległe. Nawet, gdy brzuch Iskierki zrobił się dwa razy większy, a on sam po położeniu na nim łapy był w stanie wyczuć delikatne kopanie.
Ruchy ich dzieci.
Czy się cieszy? Nie wiedział. Zbyt się bał.
Akurat wracał z polowania. Do medyków wbiegł trzymając w pysku upolowaną przez siebie wiewiórkę. Zupełnie o niej zapomniał.
Uderzyła go woń krwi, strachu i mleka. Niemal nie poznał leżącej na mchu Iskierki, jej rysy wykrzywiał grymas bólu. Serce biło mu jak oszalałe. 
– I-Iskierko? J-już dobrze.
Podszedł bliżej niej na drżących łapach. Wokół niej kręcili się już medycy. Koperkowe Futro skinął mu głową, uśmiechając się pocieszająco. Iskierka nawet go nie zauważyła. Krzyczała z bólu, szarpiąc pazurami mech. Każdy jej krzyk odbijał się drżeniem w jego ciele. 
– I-Iskierko…
– Z-zamknijcie się!
Zamarł. Nie tak to sobie wyobrażał. Nie miał pojęcia co robić. Jego Iskierka… Chciał jej pomóc, nie miał pojęcia jak, zapach krwi stawał się coraz mocniejszy, krzyczała, medycy szeptali uwiając się przy niej, krzyki, smród, strach, strach, strach.
Zrobiło mu się słabo.
Gdy się ocknął, było całkiem cicho. Jego serce zamarło.
– Zemdlała – miauknęła Cicha Kołysanka, widząc jego przerażenie.
Do jego uszu dotarły ciche piski. Medyczka skinęła na niego. Chciał zrobić krok, ale łapy odmawiały mu posłuszeństwa.
– I ostatni – miauknął Bluszczowe Pnącze, układając maleńką piszczącą kuleczkę przy boku Iskierki. Kłębiły się, przepychając i skarżąc. Nie potrafił policzyć ile ich było. Wciąż nie wyszedł z szoku.
Firletkowy Płatek szturchnęła go delikatnie w bok. Spojrzał na nią niewidzącym wzrokiem. Uśmiechała się.
– Gratulacje. Masz dwie córeczki i trzech synów.
Świadomość Brzasku nie dopuszczała do siebie tego co widział i słyszał.
Został ojcem. Piątki kociąt.
Wydał z siebie bliżej niezidentyfikowany dźwięk, który była medyczka musiała wziąć za entuzjazm. Pożegnała go i wyszła z legowiska.
Kolejne koty mijały go, składając gratulacje.
Bok Iskierki unosił się spokojnie w górę i w dół. Kłębowisko maleńkich ciał przy jej brzuchu w końcu się uspokoiło.
Był ojcem. 


<Iskierko? ^^>

18 stycznia 2022

Od Iskrzącego Kroku do Brzasku (Pierwszego Brzasku)

 "Powinnaś na siebie bardziej uważać, Iskrzący Kroku"
Mimowolnie zignorowała kolejne pouczenie, które padło z pyska, tym razem nie Bluszczowego Pnącza a Cichej Kołysanki. Kotka krzątała się blisko niej, wymieniając zużyte legowiska dla pacjentów, co jakiś czas kręcąc nosem z niezadowolenia, gdy mech nie układał się po jej myśli. 
Cisza i spokój.
Czego mogła chcieć więcej? Iskrzący Krok spuściła głowę a cisza zadzwoniła boleśnie w jej uszach. Cały czas analizowała w głowie to wszystko, co z tak diabelskim pośpiechem się wokół niej działo; czasem miała wrażenie, że zmiany zachodząc zbyt szybko aby mogła się do nich dostosować.
Radość mieszała się ze smutkiem kiedy patrzyła na swój brzuch. Już rozumiała miłość, jaką Kwaśny Język darzył Orle Pióro, nim ten przepadł bez śladu. 
Właśnie... Kwaśny...
W oczach kotki zatańczyły łzy gdy tylko przypomniała sobie o bracie, którego bestialsko zamordowała. Pewnie by się cieszył jej szczęściem, mogła tylko sobie wyobrazić jak bardzo czarny kocur skakałby z radości. Byłby ukochanym wujkiem kociąt, które lada dzień miały się pojawić na świecie.
— ...imionami?
Drgnęła na dźwięk głosu Cichej Kołysanki, pełnoprawna asystentka medyka wpatrywała się w nią swoimi ognistymi ślepiami, zaś końcówka jej ogona drgała w zniecierpliwieniu. Na uderzenie serca odwróciła się, poprawiając najbardziej kłopotliwe legowisko, nim powróciła do Iskrzącego Kroku, siadając tuż obok szylkretki.
— P-przepraszam. Zamyśliłam się. Mogła... mogłabyś powtórzyć proszę?
Calico zerknęła na swoje łapy, spomiędzy pazurów wystawał mech, pióra oraz miękka, pożółkła trawa. Tak naprawdę mech robił tylko za izolację, faktyczną częścią posłania były pióra oraz trawa zebrana w porze zielonych liści, a którą medycy składowali u siebie w schowku.
— Pytałam czy... myśleliście nad... imionami — mruknęła, co rusz przerywając swoją higienę osobistą. Łypnęła ukradkiem na ciężarną, liżąc łapę by umyć swój pyszczek.
Jej pytanie ścięło Iskrzącą z łap, zdawało się, że mieli mnóstwo czasu do ich pojawienia się na świecie, dlatego jeszcze nie rozmawiali na ten temat. No i każde z nich miało swoje zajęcia... Nie bez powodu obecnie przekazała obowiązki lidera Jaśminowemu Snu.
— Nie, jeszcze nie.
Uśmiechnęła się smutno. Jedno było pewne - jeśli przyjdzie ta chwila były imiona, których chciała uniknąć i które przywoływały smętne wspomnienia.
Kwaśny, Barwinek, Olcha, Gorzki.
Zacisnęła ślepia na myśl o bliskich jej sercu kotach, chciała aby byli tuż przy niej, by jej tata mógł poznać swoje wnuki... żeby Kwaśny z Zimorodkiem mogli odegrać rolę cudownych wujków... Żeby... żeby za nikim nie tęskniła...
— H-hej! Ej, sorry no. Nie wiedziałam- T-to aż takie potworne? — Cicha szturchnęła królową łapą w bark a ta podniosła łeb. Żółte ślepia napotkały te pomarańczowe, rozszerzające się w szoku — Ej, no nie rycz no — bąknęła, marszcząc nos.
Calico otworzyła szerzej ślepia. 
Płakała?
Odruchowo dotknęła łapą swojego policzka nie potrafiąc uwierzyć, że na opuszkach właśnie wyczuła słone łzy.
— To nic takiego, Cicha Kołysanko. Wiesz... ciąża i te hormony... — miauknęła spokojnie. Jej pyszczek rozjaśnił słaby uśmiech. Młodsza kotka wywróciła ślepiami, mamrocząc coś pokroju "Ach te baby i gówniaki", nim jej ogon zniknął wejściu do kolejnej części legowiska, pozostawiając Iskrzący Krok samą ze swoimi gorzkimi myślami.
* * *
Woń mleka w kociarni stawała się z każdym dniem trudniejsza do zniesienia. Iskrząca pamiętała jak przy każdej wizycie w żłobku rozkoszowała się tym zapachem, przypominającym jej dzieciństwo, jednak tym razem było inaczej. Musiała, co nie oznaczało, że jej to przeszkadzało, częściej przebywać na zewnątrz aniżeli w środku aby nie zwymiotować.
— Iskrzący Kroku, uśmiechnij się, nie cieszysz się? — Zgubiona Dusza, jej przyrodnia bratanica a zarazem towarzyszka w tej całej ciążowej szopce. Szylkretka odruchowo zerknęła na brzuch starszej. Wyglądał niczym nadmuchana ropucha, która ma zaraz pęknąć i uwalić swoimi wnętrznościami wszystko dookoła. Szczerze mówiąc - martwiło ją to, kotka już dawno miała wydać na świat potomstwo swoje jak i Koguciego Krzyku, heroicznie zmarłego wojownika, jednak ten dzień jakby nie chciał nadejść. 
Liderka nie znała się aż tak świetnie na medycynie jak sam Bluszcz, jednak obawiała się, że kocięta urodzą się już martwe gdy nadejdzie ta chwila. Zguba jednak sprawiała wrażenie spokojnej, jakby ktoś wepchnął jej do pyska kępek melisy.
— Ja tylko... tylko się denerwuję. To nic takiego, Zgubo, nie musisz się martwić — miauknęła cicho, przechodząc nad większym patykiem. Zielona trawa przyjemnie łaskotała je w poduszki łap podczas spaceru a słońce rozkosznie grzało w grzbiet — Ja tylko się troszkę... denerwuję. Ty już miałaś to za sobą a to mój pierwszy miot i... i jestem jeszcze liderką i... i Brzask. O-on...
Nabrała powietrza w płuca, spinając mięśnie na całym ciele gdy niebieska pacnęła ją w nos.
— Już się uspokój, Pierwszy Brzask będzie świetnym ojcem, widać to po nim. Poza tym... Jaśminowy Sen bardzo dobrze sobie poradzą aż nie wrócisz do dawnych obowiązków. Sama ich wybrałaś na zastępcę, więc w czym problem?
Kocica przylgnęła do jej boku, pozwalając Iskrzącej oprzeć się o nią, co z chęcią szylkretka zrobiła. Serce nadal biło jej niczym oszalałe a oddech nie chciał się unormować, jednak ciepło bliskiego jej kota zadziałał na swój sposób kojąco. 
— Tak w razie czego... jestem pewna, że Firletka również chętnie udzieli ci pomocy czy rad co ja. Bo wyjścia nie masz, zobaczysz, jeszcze maluchy będą wołać do nas ciociu.
Na jej słowa pyszczek córki Lisiej Gwiazdy rozjaśnił szczery, ogromny uśmiech. Podobał jej się ten pomysł.
Ironią losu gdy tylko Iskrzący Krok poczuła, że wszystko zaczyna się układać - przeszył ją bolesny skurcz a sama kotka zakwiliła niczym ranne zwierzę, kuląc się. Żółte ślepia zaszły łzami, gdy tylko zrozumiała, co się właśnie zaczęło.
* * *
Smród krwi, mleka i czegoś, czego nie potrafiła zidentyfikować uderzyły ją w nos przyprawiając o mdłości. Nie miała pojęcia jak dostała się do legowiska medyka. Pamiętała tylko urywki.
Koperkowe Futro pomagający jej dotrzeć na miejsce mimo kontuzji.
Zguba i Firletka dotrzymujące jej towarzystwa nim Brzask wpadł zziajany, trzymając w pysku wiewiórkę o czerwonawym truskawkowym futrze, którą zapomniał odłożyć na stos.
Załzawionymi i zamglonymi od bólu ślepiami wodziła po otoczeniu, wyłapując kolejne znane jej koty.
Cicha Kołysanka wyganiała wszystkich zaciekawionych a Zguba wraz z Koperkiem pilnowali, aby nikt nie próbował wcisnąć do wnętrza nawet wąsa.
Widziała pochylającego się nad nią Bluszczowe Pnącze oraz Firletkowy Płatek przynoszącą duże połacie mchu. 
Ból rozdzierał jej ciało niczym dzikie zwierzę atakujące w amoku. Nie mogła się skupić, nie, gdy zewsząd docierało do niej tyle bodźców.
— Z-zamknijcie się! — krzyknęła, wbijając pazury w stwardniałą glebę. Nawet szepty między dwoma medykami i byłą medyczką stały się nieznośne. 
Gorąco zalało całe jej ciało gdy kolejne spazmy bólu przychodziły częściej i z każdym uderzeniem serca mocniejsze. 
Krzyczała, płakała, drżała, obwiniała swojego ukochanego za to, co musi przechodzić, choć robiła to nieświadomie.
W tym momencie dosłownie całe życie przebiegło jej przed ślepiami a sama kotka zaczęła kwestionować niemalże każdą swoją decyzję. Głównie posiadanie kociąt. 
Zacisnęła szczęki na patyku, który podała jej Firletka, wierzgając tylnymi łapami. Ktoś krzyknął, że coś wyszło. Pisk bezbronnego kocięcia jaki rozległ się po legowisku medyków odwrócił na moment jej uwagę od bólu, jednak za kilka uderzeń serca ten wrócił ze zdwojoną siłą, zmuszając kotkę praktycznie do rozdzierającego wrzasku.
Zamachnęła się łapami, rozrzucając mech i medykamenty dookoła. Przez chwilę próbowała się podnieść, wybiec jak najdalej od tego wszystkiego, zapomnieć co się dzieje. Cała ta sytuacja była dla niej najgorszym koszmarem, który właśnie się rozgrywał i to ona grała w nim główną rolę.
Sapnęła, nawet nie mając siły by zetrzeć kolejne łzy płynące po jej policzkach.
Jeden krzyk gonił drugi a skurcze sprawiały, że odechciewało się jej żyć.
Tego wszystkiego było zbyt wiele.
Opadła ciężko głową na posłanie, gdy tylko poczuła rosnące osłabienie. Miała wrażenie, jakby padła na legowisko po ciężkim dniu treningu. Wypuściła z pyszczka kij, gdy tylko zamknęła ślepia.
 
< Brzask? > 

12 stycznia 2022

Od Brzasku (Pierwszego Brzasku) cd. Iskrzącego Kroku

Czuł się… dziwnie. Wystarczyło kilka księżyców żeby odwykł od towarzystwa innych kotów. Wzrok wszystkich Klifiaków spoczął na nim. Powiódł po nich wzrokiem. Nie znał ich, a w ciągu księżyca miał się stać członkiem ich klanu. Kimś, komu mają zaufać, za kogo w razie potrzeby muszą oddać życie. 
Co za ironia. Wilcze Serce i Lisia Gwiazda się w grobie przewracają.
Kątem oka dostrzegł znajomą, kremowo-białą sylwetkę. Czy to możliwe? Coś ścisnęło go za serce. Odwrócił wzrok, zadarł łeb do góry, patrząc na swoją… partnerkę. (Wciąż nie potrafił w to uwierzyć. W nic, co się ostatnio działo.)
Iskierka wyglądała wyjątkowo majestatycznie. Uśmiechnął się w duchu. Będzie dobrą liderką, zobaczy. 
Wszyscy się rozeszli. Niektórzy szybciej, niektórzy przyglądając mu się badawczo. Przez jego grzbiet przebiegł dreszcz, ale spróbował go zignorować. Dostrzegł zbliżającego się do niego kocura. Biało-czarny był dobrze zbudowany, miał zmierzwioną sierść i wyglądałby groźnie, gdyby nie melancholijno-pogodne zielone ślepia. Brzask od razu poczuł z nim dziwną więź.
– Koperkowe Futro – miauknął wojownik, uśmiechając się lekko. – Przejdziemy się?
– Jasne. – Brzask odwzajemnił gest. – Bardzo miło cię poznać.

***

Każde drzewo przywoływało wspomnienia. Nowy (przynajmniej stosunkowo) obóz Klifiaków tak bardzo przypominał mu Klan Wilka. Las, góry, polany, czuł się jakby oglądał znane miejsca będąc po drugiej stronie tafli jeziora, albo wędrując po wykrzywionych snem odpowiednikach tego, co zapamiętał. Wszystko było tak znajome, a równocześnie dziwnie obce… 
Zbliżyli się do strumienia.
– Tam znajduje się granica z Klanem Wilka.
Wspomnienia. Tak wiele emocji. Taki wiele obrazów. 
Zakręciło mu się w głowie. Zachwiał się, przystając na moment. Odetchnął głębiej. Łapy mu drżały.
– Wszystko w porządku?
Koperkowe Futro wyglądał na szczerze zmartwionego. Bury uśmiechnął się słabo.
– To już ten wiek – spróbował zażartować. – Miałem ostatnio sporo wrażeń. Może aż zbyt sporo.
Wojownik przyjrzał mu się z troską.
– Możemy zrobić przerwę. Z klifu jest całkiem ładny widok. Opowiem ci o naszym klanie.
– Bardzo chętnie. – Obraz przed jego oczami wciąż się kręcił. Ruszył za mentorem. Łapy same go prowadziły.
Tak, widok był stąd niezwykły.
Uśmiechnął się do Koperkowego Futra.

11 stycznia 2022

Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku

 Zatrzęsła się, kiwając niemrawo głową. Brzask miał rację, dadzą radę. Teraz... teraz gdy nie było tego potwora mogli skupić się na tym, co było naprawdę ważne - na nich samych. A ciąża? Ten fakt ją przerażał, zabierał mowę oraz pozostawiał ją na bezdechu, jednak kiedy bury zapewnił ją... przyznał, że chciał zapytać o dołączenie do klanu klifu... 
Mrowienie na jej karku sprawiło, że mimowolnie nastroszyła futro wzdłuż linii grzbietu.
— Iskierko?
Wzdrygnęła się, wybudzona z otumaniającego transu. Brzask nadal stał tuż obok, splatając ich ogony razem. Uśmiechał się pokrzepiająco, chcąc dodać otuchy partnerce.
Machnęła ogonem, ruszając przed siebie na sztywnych łapach.
Powoli, do przodu.
— N-nic, to nic, nie martw się — odparła cicho, jakby nadal bała się, że Lisia Gwiazda ich usłyszy. Brzask skinął łbem, jednak nie będąc w zupełności przekonanym. Mimo wszystko - ruszył za partnerką tuż przy jej boku.
Kotka dziękowała w duchu za to, przymknęła ślepia z lekka, ciesząc się ciepłem ciała kocura. Jedna rzecz tylko ją martwiła - reakcja klanu. 
Niedawno została liderką i fakt, że ktoś mógłby się zbuntować, czy też mieć pretensje aby do nich dołączył, zwyczajnie ją przerażał.
W tle słyszała ptaki buszujące w koronach drzew, co jakiś czas stawała, słysząc trzask łamanej gałązki.
— Iskrząca Gwiazdo?
Skrzywiła się, słysząc imienia, którego przyjąć nie chciała.
Znała ten głos zdecydowanie zbyt dobrze.
Ostry, przesiąknięty cynizmem a jednak słyszała w nim nutę siostrzanego ciepła.
Uśmiechnęła się słabo, widząc Wronę wychodzącą zza krzewu.
— Kto to?
Kotka odsłoniła kły, przyglądając się z podejrzeniem przybyszowi.
Teraz nie miała odwrotu, musiała powiedzieć wszystko, jeszcze szybciej niż dotarliby do obozu.
Serce podeszło jej do gardła.
Widziała drgający nerwowo ogon siostry.
— To jest Brzask, Wrono. Dołączy do naszego klanu.
Odpowiedziało jej palące w uszy milczenie. Pełne nieufności ślepia jej siostry spoczęły na idącym przy jej boku kocurze, pazury kotki wysunęły się nieznacznie a szczęka zacisnęła tak mocno, na ile pozwalały jej mięśnie. Nie miała pojęcia jak powie siostrze o tym, że Brzask jej partnerem, chociaż to i tak prędzej czy później - wyszłoby na jaw. Jednak ciąża? Jak mogła powiedzieć Wronce, że zostanie ciocią? To pojęcie było tak abstrakcyjne i niedorzeczne... Nie mogła? Czy też raczej nie umiała? 
Po śmierci Kwaśnego dużo się zmieniło, szczególnie arlekinka, na domiar złego pewnie boczyła się jeszcze o to, że to Jaśminowy Sen zostali wybrani na zastępcę, nie ona.
Iskrzący Krok przełknęła ślinę gdy tylko postawiła pierwszą łapę w obozie Klanu Klifu. Zaalarmowane obcym zapachem koty stroszyły futra, jednak widząc ich nową liderkę uspokoiły się acz nadal rzucały podejrzliwe łypnięcia przybyszowi. 
Stanęła przed wzniesieniem na szczycie którego rosło przekrzywione drzewo.
Miejsce przemówień liderów.
Teraz zdawało się być tak odległe, nieosiągalne dla jej łap. Spojrzała za siebie, szukając poparcia w błękitnych ślepiach ukochanego. Ten uśmiechnął się w jej kierunku ciepło a kotka na nowo przypomniała sobie to przyjemnie mrowienie oraz ciepło rozlewające się po jej ciele, gdy pierwszy raz zrozumiała co do niego czuje.
Z rozbiegu wskoczyła na pień, wbijając pazury w chropowatą korę, która chrupnęła pod jej ciałem. Odetchnęła głośniej, wspinając się ku górze. 
Gałąź zatrzęsła się złowróżbnie gdy tylko postawiła na niej pierwszą łapę. Ugięła nogi, starając się uspokoić kołatające w klatce piersiowej serce.
Ledwie pamiętała ostatni raz, gdy tyle par oczu obserwowało każdy jej ruch, czy też była na językach praktycznie każdego członka klanu klifu.
Liznęła futro na klatce piersiowej uspokajająco.
— Klanie Klifu, skoro wszyscy już się zebrali, chciałabym przedstawić wam nowego członka naszej społeczności — odruchowo wbiła pazury w korę, na skinięcie łba Brzask wyszedł przed wszystkich — Brzasku, tak, jak prosiłeś, daję ci szansę by stać się jednym z nas. Koperkowe Futro zajmie się twoją edukacją byś zrozumiał zwyczaje i historię naszego klanu — drżała na całym ciele. Bała się powiedzieć coś złego, coś co mogłoby wywołać bunt czy gorzej - walkę między kotami — Masz na to księżyc, po tym czasie podejmę decyzję czy możesz stać się pełnoprawnym członkiem naszej społeczności — słowa płynące wprost z jej pyska były tylko formułką, wiedziała, że Brzask sobie poradzi. 
Na przeszkodzie do ich wspólnego i szczęśliwego życia stały tylko formalności.
Tylko one i nic więcej.

< Brzask? >

29 grudnia 2021

Od Brzasku cd. Iskrzącego Kroku

Otworzył pysk, żeby od razu powiedzieć to, co przez całą drogę sobie przygotowywał, ale od razu go zamknął. Jego serce zabiło mocniej. Szylkretka przywitała się z nim czule, tylko że coś w jej oczach nie dawało mu spokoju.
– Iskierko? Czy coś... coś się stało?
– Lis w ciele Miętowej Gwiazdy został zabity – miauknęła w odpowiedzi. – Teraz to ja przewodzę klanowi klifu.
Została… liderką? Jego Iskierka? Był taki dumny! Odetchnął z ulgą. Największe zagrożenie minęło. A skoro teraz ona przewodziła klanowi… 
I... z-zastanawiałam się... C-czy dołączysz do mnie... w klanie klifu. Ja... My... moglibyśmy być razem.
Przez kocura przeszła fala paniki i ulgi. Właśnie po to przyszedł. Teraz mogli…
Niespodziewanie kotka położyła jego łapę na swoim brzuchu. Spojrzał na nią pytająco.
– M-musimy wybrać imiona…
Przez parę uderzeń serca docierało do niego, co właśnie powiedziała. Imiona? Wybrać? Jego umysł szukał sensu w tych informacjach i gdy znalazł… Zatkało go. Nie mógł uwierzyć. Że oni…? To było tak abstrakcyjne i niespodziewane!
Po jej policzkach spływały łzy. To go otrzeźwiło. Na sztywnych łapach podszedł bliżej i przytulił ją, trochę niezręcznie, starając się uważać na jej brzuch.
– I-Iskierko, nie płacz – miauknął w końcu. – Kocham cię. I… I szedłem tutaj zadać ci podobne pytanie. Znaczy, to pierwsze, nie o imiona. Bo nie miałem pojęcia, że... Zresztą… – zaplątał się. Zamilkł i wziął głęboki wdech. – Jeszcze raz. Szedłem tutaj powiedzieć ci, że podjąłem decyzję i chcę być z tobą. W Klanie Klifu. – Uśmiechnął się do niej i otarł łzę spływającą po jej policzku. – Skoro Lisia Gwiazda nie żyje, będzie jeszcze łatwiej.
– A… to? – Szylkretka wskazała na swój brzuch. 
Bury starał się brzmieć pewnie.
– Z tym też sobie poradzimy. Z wychowaniem ich. Znaczy, z imionami też, ale to mniejsza. Oj wiesz, o co mi chodzi – miauknął błagalnie. – Zaskoczyłaś mnie trochę. Nie spodziewałem się… Ale we dwoje sobie poradzimy, prawda? Skoro mój ojciec dał sobie radę – zażartował.
Przytulił ją mocniej. Dalej nie docierało do niego co się działo. Nie był na to gotowy. Ale dadzą sobie radę. Mieli siebie i to było najważniejsze.
– Na razie… musisz wymyślić jakieś imię dla mnie – miauknął, liżąc partnerkę w policzek.


< Iskierko? <3 >

28 grudnia 2021

Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku

Słowa Bluszczowego Pnącza odbijały się z bolesnym łoskotem w jej myślach.
Łapa za łapą parła przed siebie, brodząc w błocie, które sklejało futerko na jej brzuchu. 
Lamparcia Łapa oraz Zajęczy Ogon dreptali niedaleko, również przedzierając się przez utrudniającą życie brązowawą maź.
Czarny kocur nastawił uszu, odbijając na północ od patrolu. Widząc to, liderka skinęła szylkretce głową a ta podążyła za młodym uczniem. Iskrzący Krok sama udała się wzdłuż granicy z klanem nocy, powoli zbliżając się do farmy.
— Iskierko...!
Zadrżała słysząc dobrze jej znany głos. Para uszu wystawała znad młodego krzewu jeżyn a zaraz po nich ukazał się jej zrudziały pyszczek Brzasku.
Serce zabiło jej szybciej.
Widzieli się tak niedawno a ona nadal cieszyła się na jego widok niczym zakochana uczennica.
Zaraz jednak zwolniła kroku, spoglądając na swój brzuch.
Radość w jej sercu rosła z każdą chwilą jednak prócz niej pojawił się również strach.
Lisia Gwiazda był martwy, to ona przewodziła klanowi klifu, na zastępcę wybrała kota, któremu ufa bezgranicznie a jednak... jednak pewne rzeczy zdawały się ją przerażać.
Szczególnie ten, który kiełkował w niej powoli.
Kocięta.
Musiała powiedzieć Brzaskowi, że zostaną rodzicami... Otarła się o jego szyję, przymykając ślepia, gdy nieprzyjemne myśli ponownie zalały jej umysł.
Co jeśli bury nie zgodzi się porzucić wolności, którą oferowało mu życie samotnika? Ona sama bałaby się opuścić klan klifu, we dwójkę ciężko byłoby wychować kocięta.
— Iskierko? Czy coś... coś się stało?
Spuściła łeb spoglądając mu w błękitne ślepia.
"Zostaniesz ojcem"
— Lis w ciele Miętowej Gwiazdy został zabity — na moment urwała, gdy słowa zaczęły aż nadto jej ciążyć — Teraz to ja przewodzę klanowi klifu.
Lekki uśmiech zagościł na jej mordce, gdy bury liznął ją w nos, gratulując.
— I... z-zastanawiałam się... — wbiła pazury w lepką glebę, gdy łapy zaczęły jej nerwowo dygotać — C-czy dołączysz do mnie... w klanie klifu. Ja... My... moglibyśmy być razem — strach ścisnął jej gardło swoimi szponami. Musiała jednak kontynuować, nie mogła zostawić go teraz bez tej jednej ważnej informacji. Nie teraz...
Zbliżyła się do niego, kierując łapę kocura na swój brzuch. W żółtych ślepiach pojawiły się zalążki łez.
— M-musimy wybrać imiona...
Szepnęła cicho, ledwie słyszalnie, pociągając nosem gdy kilka łez spłynęło po jej policzku.
 
< Brzask? <3 >

27 grudnia 2021

Od Brzasku Do Iskrzącego Kroku

*obecnie*

Błoto pryskało spod jego łap, gdy mrużąc ślepia, przedzierał się przez kolejne kałuże. Słońce topiło w nich swoje promienie, roziskrzając je bezwzględnym, białym blaskiem. Mrużył ślepia, kierując się prawie wyłącznie słuchem i węchem. Głowa bolała go wystarczająco i bez tego.
Pora Nowych Liści. Odrodzenie. Nowy początek.
Zamknął oczy, oślepiony blaskiem odbitym od kałuży. Nowy początek. Po raz kolejny… 
Wciąż szedł naprzód. Zostawiając za sobą coraz więcej grobów. Szedł.
Coraz bardziej samotny.
Blask znów poraził jego ślepia. Prawie się potknął i przewrócił na rozmokniętą ziemię.
Przecież podjął decyzję.
Uśmiechnął się delikatnie. Iskierka. Ciepły płomyk ogrzewający jego serce. 
Cokolwiek by się nie działo, już nigdy nie miał być sam. Zajęło im to tak wiele, ale… Nareszcie. Podjął decyzję.
Nie miał żadnych długów wobec Klanu Wilka. Służył im aż do śmierci. Swojej i siostry. Nie miał długów wobec nikogo. Kawka wolał iść w swoją stronę.
Przyspieszył kroku. Jego serce przyspieszyło na widok znajomych terenów. Miejsca, którego kiedyś uczono go nienawidzić. Które teraz miało stać się jego domem.
Zatrzymał się przy granicy, układając w głowie słowa, które jej powie.
“Kocham cię i już zawsze chcę być z Tobą.”
“Podjąłem decyzję. Jeśli tylko byś chciała…”
“Nie trzyma mnie tu nic. Więc jeśli tylko…”
“Moglibyśmy… Razem… Tak jak mówiłaś…”
“Chciałbym dołączyć do Klanu Klifu żeby już zawsze być z Tobą”


<Iskierko? :3>

Od Brzasku cd. Iskrzącego Kroku

– Kocham cię…
Nie odpowiedział. Serce biło mu jak szalone, gdy zamiast tego, dotknął językiem jej policzka. Zamknął ślepia, wtulając pysk w jej futro, całym sobą chłonąc jej bliskość. Była miękka, ciepła i pachniała w tej jeden, niepowtarzalny sposób. 
Drżał. Bał się. Ale tak bardzo tego chciał.
Nie otwierając oczu, przytulil się do niej mocniej. Musnął nosem jej policzek, to śmieszne wgłębienie za uchem, szyję. Zamruczała cicho, a on przerwał na moment, spłoszony. Otworzył ślepia. Patrzyła na niego. Żółte ślepia lśniły w półmroku. Uśmiechała się, równie niepewnie jak on.
Jego oddech rwał się jak po długim biegu. Miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy z jego piersi. Nie wiedział tylko, czy ze strachu, czy… 
Liznęła go w policzek. Potrzebował jej bliżej, jeszcze bliżej, za te wszystkie dni, w których nie było jej obok, za wszystkie noce, które spędził w zimnym legowisku, za wszystkie kłamstwa, które mówił Modrzewiowi, za każdą czarną myśl, którą miał po tamtym zgromadzeniu, za to, że dopiero teraz znaleźli odwagę.
Potrzebował jej bliżej. Ciepła jej ciała, bicia jej serca, odbicia jego sylwetki w jej źrenicach.
Gorącego oddechu na swojej szyi.
– Kocham cię – wyszeptał.

***

Brzask wciąż nie potrafił pojąć tego cudu. Była tu. Otworzył ślepia, a ona była obok niego, spokojna, piękna… jego. Była. Nawet teraz, gdy słońce już wzeszło i refleksy jego promieni tańczyły w jej trzykolorowym futrze. Była tu. Nie śnił.
Przytulił się mocniej.


<Iskiero? Możesz zrobić time skip jeśli chcesz>

25 grudnia 2021

Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku

Milczała nie mając ani krzty odwagi aby odezwać się tuż po wyznaniu Brzasku. Chciała go wesprzeć, pokazać, że przecież teraz już nic nie ma znaczenia, jednak... Była w szoku, zwyczajnie w świecie słowa kocura ścięły ją z łap. 
Podniosła wzrok, kuląc uszy. Wahała się przez kilkanaście uderzeń serca nim przylgnęła do jego boku, mrucząc cicho. Za dużo emocji, zbyt wiele wszystkiego działo się w ciągu kilku tych dni, żeby mogła znieść spokojnie wyznanie kocura. 
A mimo to... chciała pokazać, że jest obok niego, że ma w niej wsparcie, chociaż sama pogubiła się w tym paskudnym świecie.
— Najważniejsze, że... że nic ci nie jest. Że jesteś tutaj... — przymknęła ślepia na uderzenie serca, splatając razem ich ogony — ... razem ze mną. Oboje popełniliśmy wiele błędów ale.. mamy siebie i to jest najważniejsze.
Brzask pokiwał głową, wzdychając ciężko. Nie musiał mówić nic aby szylkretka widziała jak bardzo tym wszystkim się zamartwia, było jej tak szkoda kocura... 
Liznęła go w policzek, przylegając do ciepłego i miękkiego futra. Zamruczała cicho, biorąc głębszy wdech. 
— Nie możesz wiedzieć tego, czy gdybyś podjął inną decyzję bylibyśmy w podobnej sytuacji co teraz — pokręciła głową, pesząc się z lekka — W-wiesz... wtuleni w siebie... S-sami... Daleko od problemów... 
— Może... n-nie wiem
Przysunęła się bliżej, splatając razem ich ogony. Nie wiedziała co robić, jak poprawić mu humor... Jedynie na co była w stanie się zebrać to po prostu wtulenie się w burawe futro, które przybrało rdzawy odcień od jesiennych liści. 
Uśmiechnęła się słabo na myśl o ich pierwszym spotkaniu oraz kolejnych schadzkach przy strumyku, jak wymykała się z obozu wciskając kłamstwo o samotnym polowaniu czy spacerze. Wtedy wszystko wydawało jej się takie łatwe, proste niczym rybia ość... Na moment chciała wrócić do tamtych czasów, tonąc w swoich rozmyślaniach, wiedziała jednak, że nie było to możliwe. Przeszłość musieli zostawić za sobą.
Oboje.
Nastroszyła futro, gdy Brzask przejechał szorstkim językiem między jej uszami, nie protestowała jednak. Schowała pyszczek w jego klatce piersiowej lekko zawstydzona, chociaż tak naprawdę nie miała czego się wstydzić. 
— Wszystko dobrze? — niemrawo skinęła głową, czując jak gorąc wkrada się na jej policzki. Miała ochotę wtulić się w jego futro jeszcze mocniej, chociaż nie było to fizycznie możliwe. Ciepło bijące od jego ciała sprawiało, że zupełnie zapomniała o mrozie, który hulał wesoło na zewnątrz. Suche liście oraz stary, acz nadal miękki, mech wprost idealnie spełniał rolę posłania. 
Ciekawiło ją, jakie stworzonko kiedyś tutaj mieszkało, ślady były już wywietrzałe, praktycznie niemożliwe do rozpoznania — Iskierko?
Jej ciało przeszedł dreszcz kiedy odezwał się do niej akurat tym zdrobnieniem. Uwielbiała je, chociaż wstydziła się to przyznać. Mimo to, wiedziała, że widać po niej wszystkie emocje. 
Odsunęła się odrobinę, nadal jednak będąc wtulona w niego. Pokiwała głową, uśmiechając się delikatnie.
— Jest dobrze, spokojnie — serce biło jej jak oszalałe, ten szczegół nie umknął również Brzaskowi, który przez kilka chwil przyglądał się jej z niepokojem w błękitnych ślepiach.
Przekręciła się na grzbiet, wyciągając łapy i przeciągając się. Wpatrywała się w słoje drzewa, żałując, że nie mogą oglądać razem gwiazd. 
Czując wzrok na sobie, przeniosła złote ślepia na Brzaska, który natychmiast odwrócił głowę. Z rozbawieniem pacnęła go w nos. Ten zmarszczył pysk niezadowolony, przysunął się jednak na tyle blisko, by mogła otrzeć się pyszczkiem o jego policzek. Otworzyła pysk a serce biło jej niczym oszalałe.
— Kocham cię...
 
< Brzask? >

04 grudnia 2021

Od Brzasku cd. Iskrzącego Kroku

 Zamarł. Spojrzała mu w oczy, a on szybko odwzajemnił jej niepewny uśmiech.
- B-bardzo chętnie - starał się brzmieć tak wesoło jak wcześniej. Żeby dodać swoim słowom wiarygodności, liznął ją po policzku, mrucząc cicho. Niepewnie wstali. Na drżących łapach szedł obok Iskierki, pozwalając jej wybrać jakieś drzewo. 
Serce tłukło mu się w piersi jakby chciało z niej uciec. Starał się uśmiechać jak przed chwilą, odpowiadając na czułości ze strony szylkretki, ale jego ruchy stały się sztywne, a wnętrzności ścisnęły w bolesny supeł. Nie ufał swoim łapom, gdy wspinał się po chropowatym pniu. Dwa razy próbował wczepić się w niego pazurami, zanim mu się udało.

- B-bo j-ja… - W jego ślepiach zalśniły łzy. Schował je w jego futrze, poczuł na ramieniu wilgoć. - Kocham cię - szepnął - T-tak bardzo cię kocham… J-ja… ja już tak nie mogę.
- C-czyli n-nie? pisnął żałośnie Cały się trząsł.- J-ja p-przepraszam… N-nie chciałem… W-wyb-bacz m-mi…
- P-po prostu s-spróbujmy…

- Wróbelku?
Oprzytomniał. Dotarło do niego, że stanął w wejściu do niewielkiej dziupli i od paru uderzeń serca nie poruszył się ani na krok. Żółte ślepia patrzyły na niego z niepokojem.
Podszedł do niej, modląc się w duchu, żeby nie upaść.
- Przepraszam, Iskierko… Tak bardzo cię przepraszam… - Przywarł do niej rozpaczliwie, chowając łeb w jej futrze. Zesztywniała na moment, ale się nie cofnęła. Bała się. Czuł to.
- Przepraszam! - szlochał. - Zepsułem… Nie potrafię… Kocham cię - miauknął w końcu. Rozluźniła się, spróbowała go uspokoić, delikatnie gładząc jego futro.
- Jestem tchórzem - szepnął. - Tak ci zazdrościłem… Podobnie jak ty… też kogoś miałem. Był moim najlepszym przyjacielem. Zgodziłem się bo… nie chciałem go stracić. Błagał mnie o szansę. Nie potrafiłem go kochać, nie tak jak chciał. Był dla mnie najbliższym kotem, od dzieciństwa, kochałem go jak brata, ale on… nie tego chciał. Nie potrafiłem… Nie zasługiwałem na niego. Był dla mnie tak dobry, zbyt dobry, a ja… - Ciałem kocura wstrząsnął szloch. - Uciekłem od niego. Zachorowałem. Był gotowy narażać dla mnie życie, opiekować się mną, ale medyk mu zabronił. Umierałem… Ja… C-cieszyłem się z tego. W ten sposób… W końcu mogłem być od niego wolny - zamilkł na moment, spazmatycznie łapiąc oddech - I umarłem. A potem wróciłem. Moja siostra… Dała mi drugą szansę. Nie wiem jak. Byłem po drugiej stronie i wróciłem. A później… Później… - długo nie potrafił dokończyć z powodu ściśniętego gardła. - Później odwróciłem się i odszedłem od nich wszystkich. Pozwoliła mi na to. Zostawiła mnie, żebym mógł odejść. Biorąc na siebie wszystko, co zostawiłem w klanie. Ja… Nienawidzę się za to. Obiecałem sobie do tego nie wracać. Zmieniłem imię i zostałem samotnikiem, ale… nigdy sobie tego nie wybaczę. Przepraszam - miauknął już trochę spokojniej. - Przepraszam, nie tak miała wyglądać nasza wspólna noc. Przepraszam… Ja po prostu… Boję się. I chyba nie potrafię uwierzyć w to, że tu jesteś.
Uśmiechnął się słabo, patrząc w jej piękne oczy.


<Iskierko? :')>

21 listopada 2021

Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku

 Wtuliła się w jego ciało, nie myśląc już o niczym więcej. Liczył się tylko fakt, że Brzask jest tuż obok niej; czule obejmując jej roztrzęsione ciało. Łzy nadal płynęły po policzkach szylkret ki, jednak tym razem były mieszaniną bólu, smutku oraz szczęścia. Serce zabiło jej szybciej, gdy kocur popatrzył jej prosto w oczy. Kolejny raz w swoim życiu miała okazję podziwiać te piękne, błękitne niczym wiosenne niebo ślepia.
Kiedy odwzajemnił jej uczucia nie potrafiła mówić nic, nawet najmniejsze słówko zdawało się utykać w jej gardle, tworząc gulę, której nie mogła nawet przełknąć. Tyle okropieństwa, które ją spotkało…. Przez uderzenie serca nie mogła uwierzyć w szczere słowa burego.
Liźnięcie w czoło wytrąciło ją z zadumy.
Znów te jego oczy…
Nie miała najmniejszego pojęcia co takiego mają w sobie, jednak one jak i czułe gesty potrafiły rozpalić w jej wnętrzu ogień, o którym istnieniu nawet nie miała pojęcia.
Podnosząc wzrok, zrobiła coś, czego nie robiła już od wielu księżyców – uśmiechnęła się, lekko lecz szczerze. Schowała mordkę w miękkim futrze na jego szyi, mrucząc ze szczęścia. Gdzieś z tyłu głowy tańcowała jej myśl, że nie powinni, że to zbyt wielkie ryzyko...
¬- Nigdy nie sądziła, że sprawy się tak potoczą – wyznała a jej głos na zmianę przeplatał smutek jak i euforia. Liznęła go w policzek, wzdychając. Brzask chcąc odwrócić jej uwagę od złych myśli, natychmiast splótł ich ogony ciaśniej, liżąc ją po nosie. W odpowiedzi otrzymał cichy pomruk oraz kolejny, słaby uśmiech – Już nawet nie pamiętam od jak dawna… - zająknęła się, drżąc lekko na wspomnienie dawnych księżyców – Czuję do ciebie coś… coś więcej
Speszyła się, czując jak szczypiąca niczym mróz gorąc, wkrada się na jej kolorowe policzki.
W tej chwili nie liczyło się nic więcej niż ich dwójka, siedząca sama, pośród leśnej głuszy. Na chwilę zapomniała o nieszczęściach jakie ją spotkały, które niczym potwór, wyrwały jej tą część siebie, którą zawsze kochała.
- S-spędźmy razem noc – słowa uciekły z jej pyszczka szybciej, aniżeli zdążyła o tym pomyśleć. Po karku przebiegł jej dreszcz zażenowana. Co Brzask sobie teraz o niej pomyśli? Mimo to, w ten dziwny i lekko niekomfortowy sposób była zdecydowana, noc z kocurem, przy którym czuła się bezpiecznie i szczęśliwa, brzmiało jak coś, co nie miało prawa ją spotkać. Skuliła uszy, liżąc go w policzek – Tylko ty i ja – kołatające niczym stado koni serce podeszło jej do gardła, gdy tylko zrozumiała sens swych słów.
Tylko nie to…
Nie to miała namyśli, proponując wspólną noc. Chciała się tylko wtulić w futro kogoś, kto ją kochał, zapomnieć o problemach a nie… Wzdrygnęła się gwałtowanie na samą myśl o innej bliskości z Brzaskiem. To nie tak, że nie chciała, jednak… bała się. To było zbyt wielkie ryzyko, dla nich obojga.
Postawiła uszy, a sterczące na ich czubkach pędzelki poruszyły się niczym smagane przez wiatr.
- W-wesz… z-znajdziemy jakieś drzewo i pójdziemy spać r-razem. Jakbyśmy mieszkali w jednym klanie, razem – miauknęła cicho, starając się nawet nie myśleć o tym, jak okropnie jej tłumaczenie wyglądało. Wciągnęła powietrze do płuc, odsuwając się niechętnie od burego ciała. Ponownie chciał przylgnąć do niego z niskim pomrukiem, jednak tym razem zmusiła się, by popatrzeć mu prosto w oczy.

< Brzask? tylko nockę razem :3 >

20 listopada 2021

Od Brzasku cd. Iskrzącego Kroku

Jego serce stanęło na jej widok. Wyglądała jak milion nieszczęść. Z jej szeroko rozwartych, otoczonych cieniem oczu leciały łzy. Drżała. 
Przytulił ją bez wahania. Jej oddech rwał się tuż przy jego uchu. Parę razy otworzyła i zamknęła pyszczek, niezdecydowana. 
W końcu zaczęła mówić.
Jego serce biło jak szalone.
Mógł tylko słuchać, przytulając ją do siebie.
- I-i... i- j-ja... n-nie c-chc-cę c-cię s-stracić…
- Przecież nie stracisz, wróciłem - szepnął miękko. - Dotrzymałem naszej obietnicy spotkania.
Pokręciła głową. W jej ślepiach błyszczał strach.
- N-nie... O-on powiedział, ż-że z-zabije w-wszystkich, n-na któr-rych m-mi z-zależy... A-a... j-ja c-ciebie… k-kocham…
Już wcześniej jego serce łomotało jak szalone. Teraz… na moment stanęło. Przez całe jego ciało przeszło dziwne uczucie. Lęk i szczęście. Drżał.
Patrzyła na niego.
Przytulił się do niej, przywarł do jej futra najszczelniej jak potrafił.
- Ja cię też - szepnął. Głos mu się łamał. - Iskierko. 
Nie potrafił powiedzieć nic więcej. Teraz liczyło się tylko jej szybko bijące serce przyciśnięte do jego. Jej ciepło, które czuł przez szylkretowe futro. Nigdy nie śmiał nawet marzyć… 
Po jego policzkach pociekły łzy.
- P-płaczesz?
W odpowiedzi tylko przytulił ją mocniej.
- To ze szczęścia - miauknął, gdy udało mu się zapanować nad głosem. Spojrzał w jej oczy. - Obiecuję, że… mnie nie stracisz. Nie pozwolę na to. 
“Choćbym miał spędzić resztę życia na walce.”
“Bo… w końcu mam o co.”


<Iskierko? <3 Przepraszam, że tak krótko, nie wiem, co tam knujesz ;)>

06 listopada 2021

Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku

 Wtuliła się w bure, miękkie futro, już nawet zapomniała jakie ono było w dotyku... Przymknęła ślepia, cały czas próbując jednak coś powiedzieć, wyjaśnić. Nie była jednak w stanie, myśli kotłowały się w głowie szylkretki, tworząc niejednolity bałagan, chaos, z którego nawet nie potrafiła wybrnąć. Czuła się brudna po tym, co zrobiła. Niegodna jego towarzystwa. Współczucia.
Szczególnie, że to nie był pierwszy raz.
Zabiła kilka razy, tym członków własnego klanu.
Po morderstwie Bursztynowego Pyłu... przestała liczyć swoje ofiary. Wszystko wyglądało tak samo, ojciec dawał jej wcześniej znać, gdzie ma przyjść a później... reszta sama się toczyła.
Mimowolnie po jej grzbiecie przeszedł dreszcz, gdy w uszach rozbrzmiał wyimaginowany głos rudego kocura. 
Tyle czasu minęło, od kiedy była spokojna a teraz... teraz wystarczyło, że w jej życiu znowu pojawił się on. Na kilka długich uderzeń serca zapomniała o całym okrucieństwie, jakie ją spotkało, o koszmarach, które nie pozwalały jej odpocząć.
Otworzyła pyszczek, wtulając się jeszcze bardziej w ciemną sierść. 
Chciała mu to powiedzieć, wyznać, jednak zamiast słów, wydobyła z siebie tylko ciche stęknięcie.
Wróbelek zamruczał, jakby się śmiał, jednak szylkretka nie była tego pewna.
— J-ja... — zaczęła cicho, podnosząc głowę.
Zetknęli się nosami.
Widziała jego błękitne niczym czyste niebo ślepia.
Serce kotki przyspieszyło, wyrywając się z piersi.
Za blisko.
Zbyt blisko.
Skuliła uszy, pesząc się.
— P-przyjdź... z-za t-trzy w-wschod-d-dy s-słoń-ńc-ca...
Głos miała chrapliwy, pełen obaw, które zaraz jednak uciekły za sprawą skinienia głowy. Niechętnie odsunęła się od burego, na drżących łapach obierając drogę powrotną do domu.
Stchórzyła.
Musiała wykorzystać kolejną szansę w postaci ich następnego spotkania. Inaczej nigdy sobie tego nie wybaczy...

Kwaśny Język odszedł.
Miała krew własnego brata na swych łapach.
Nie potrafiła dojść do siebie od tamtego zdarzenia, coś w niej pękło do samego końca. Złamał ją. Lisia Gwiazda wygrał. Smętnymi a także zmęczonymi od braku snu ślipiami omiotła jeszcze zalany snem obóz. Ciche pochrapywanie kotów dobiegło do jej uszu wraz z odgłosami krzątającego się Bluszczowego Pnącza. 
Zarośla zaszeleściły, oświadczając powrót porannego patrolu. 
Olchowe Serce smagnęła ogonem jej grzbiet, chcąc okazać wsparcie. Szylkretka wykrzywiła jedynie pysk na wzór tego, co miało przypominać uśmiech. Widziała w jej oczach współczucie.
Wczoraj ogłoszono, że Kwaśnego Języka zamordował klan nocy. 
Brednie.
Widmo wojny majaczyło tuż przed jej oczami. Ten pozbawiony skrupułów potwór chciał ją wywołać. Po to zawarł sojusz z klanem burzy, teraz przymierzał się do wyprawy do klanu wilka. 
Pokręciła głową, słońce powoli wschodziło. Jeśli chciała zdążyć - musiała wyruszyć już teraz.
Chciała odejść z tego miejsca na zawsze, jednak nadal żyły koty, na których jej zależało. Wronka, Barwinek, Olcha... Dobrze wiedziała, że jeśli odejdzie, ich dni będą policzone. Zabije ich. Rozszarpie. Była w kropce, nie miała pojęcia co robić, znalazła się w pułapce bez wyjścia.
Pragnęła wolności, jednak nie kosztem życia najbliższych.
Chrzęst leśnej ściółki oraz szum wiatru jako jedyne trzymały ją przy myślach, że stąpa jeszcze po świecie żywych. Kwaśny Język jej kiedykolwiek wybaczy? Kolejny potok paranoicznych myśli zalał jej umysł, tworząc mgłę przed oczami. 
Jej ukochany braciszek...
— Iskierko!
Podniosła wzrok, przymykając ślepia. 
Niska sylwetka siedziała w oddali, między gęstymi krzewami ostrokrzewu.
Serce zabiło jej szybciej. 
Kwaśny! 
Przeżył!
Przyspieszyła kroku, niemal rzucając się do szaleńczego biegu ze łzami w oczach.
— K-kwaśny...! B-brac-ciszku... t-ty... t-ty j-jednak ż-żyj-jesz... — wydusiła z siebie, zanosząc się szlochem, gdy tylko wtuliła się w miękkie futro — J-ja... j-ja p-p-pr-rzepraszam... K-kaz-zał m-mi... — szeptała, drżąc na całym ciele — M-miałam w-was c-chr-ron-nić... d-dlat-tego t-to w-szystko r-obiłam... 
Odpowiedziała jej cisza przerywana śpiewem ptaków. Odsunęła się w szoku.
— K-kwaś-śny...?
Nie było Kwaśnego, tylko Wróbelek siedzący w zdumieniu. Szeroko otwarte ślepia wpatrywały się w nią ze współczuciem, jakby razem z nią dzielił ból, którego doznała. Znowu w uszach dźwięczała jej cisza, tym razem bardziej bolesna niż przedtem. 
Skuliła się, wbijając pazury w ziemię.
Czuła na sobie jego nieme pytanie. Nie chciała jednak na nie odpowiadać, chociaż dobrze wiedziała, że jest mu winna wyjaśnienia. 
Ponownie zatopiła pyszczek w burym futrze. Miało być pięknie, miało być romantycznie a tymczasem z rozszalałym sercem próbowała nie wybuchnąć płaczem.
Kilka łez spłynęło po rdzawych policzkach.
— J-ja... — zaczęła, czując jak kolejny raz jej gardło zaczyna się zaciskać — J-ja... j-ja nie c-chcę c-cię s-stracić... — szepnęła. Nerwy puściły, pozwalając potokowi słów wydostać się z pyszczka kotki, po raz pierwszy od wielu księżyców, opisując własne uczucia — T-to j-jest t-takie s-straszne... J-ja... j-a n-nigdy n-nie c-czułam s-się t-taka samotna... z-zagb-biona... A-a t-teraz p-pojawił-łeś się t-ty i... 
Starła łapą łzy ze swoich oczu, próbując unormować oddech.
Znowu byli blisko siebie.
Sami.
Pozbawieni jakichkolwiek światków ich spotkania.
Dopiero teraz zrozumiała jak bardzo potrzebuje go w swoim życiu i jak bardzo księżyce rozłąki się na niej odbiły. Kochała go, dobrze tym wiedziała, jednak bała się tego wszystkiego. Chcąc czy nie - była zastępcą, przyszłością klanu klifu. Gdyby tak... udało jej się obnażyć przed wszystkimi,że Lisia Gwiazda wrócił... Może mieliby szansę na normalne życie, jak para zakochanych z tych wszystkich opowiastek dla kotek...
Pociągnęła nosem, przybliżając się na tyle, na ile fizycznie było to możliwe. 
— I-i... i- j-ja... n-nie c-chc-cę c-cię s-stracić...
— Przecież nie stracisz, wróciłem. Dotrzymałem naszej obietnicy spotkania.
Szylkretka pokręciła głową, wsłuchując się z rozkoszą w głos Brzasku.
— N-nie... O-on powiedział, ż-że z-zabije w-wszystkich, n-na któr-rych m-mi z-zależy... — wzięła głębszy wdech wiedząc, że nie ma już odwrotu — A-a... j-ja c-ciebie k-kocham...

< Brzask? <3 >

05 listopada 2021

Od Brzasku

 Nie potrafił uwierzyć w to, co słyszał. Miał pustkę w głowie.
Stała jeden krok od niego, zasmarkana i zapłakana. Żółte ślepia wpatrywały się w niego błagalnie. Wiedział, czego chciała. Przebaczenia. Zrozumienia. Akceptacji.
W jej oczach malowały się strach i nadzieja.
Jeden krok. Do przodu lub do tyłu. Jeden krok.
Jego serce biło jak szalone. Oblał go zimny pot. 
Patrzyła. Z jej futra ściekały resztki krwi. Z oczu - łzy.
Iskierka… Ta radosna kula energii, jego Iskierka…
Jego?
Minęło tyle czasu, tyle się… wydarzyło.
Szukał w jej ślepiach czegoś znajomego i było tam, były dokładnie takie jak je zapamiętał - szczere i piękne. Poczuł pieczenie pod powiekami. Kim był, żeby móc ją osądzać? Po tym, co przeszedł… był ostatnią osobą, która miała prawo kogoś potępić. Nie po tym, co się stało.
Zresztą... Coś ścisnęło go za serce. Zresztą ją kochał. Nawet teraz. Gdy minęło tyle czasu i oboje nie byli już tymi samymi osobami. Może dlatego.
Zrobił krok i przytulił do siebie zapłakaną kotkę.
- Już dobrze - miauknął cicho. - Nie myśl o tym. Na razie o tym nie myśl. Oddychaj głęboko.
Wciąż jeszcze płakała, ale jego spokojny ton i miękkie futro powoli robiły swoje. Jej spazmatyczny oddech powoli stawał się mniej urwany, spokojniejszy. Z oczu przestały kapać łzy. Co jakiś czas próbowała coś powiedzieć, ale uspokajał ją cichym mruczeniem. 
- Mamy czas - miauknął. - Jeśli chcesz, opowiedz mi wszystko dokładnie. Zrobię co tylko mogę, żeby jakoś ci pomóc. A jeśli nie… Po prostu się przytul - na jego pysku pojawił się delikatny, smutny uśmiech. 
Minęło tyle czasu. Tyle czasu… 


<Iskierko?>

01 listopada 2021

Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku

Bura sylwetka zamajaczyła przed jej żółtymi ślepiami niczym duch. Obraz rozmywał się raz po raz przez natłok łez, jednakże mimo stokrotnego przecierania oczu - on nadal nie znikał. Kocur pachniał obco a jednak było w nim coś znajomego, coś co sprawiło, że serce kotki zaczęło szybciej bić. Nie dała się porwać emocjom, wręcz przeciwnie, powoli zaczęła się wycofywać. Sklejone przez krew futro zdawało się być cięższe aniżeli w rzeczywistości. Skuliła uszy, nie mając pojęcia, jak zareagować czy też co powiedzieć.
— I-Iskierka? — szepnął a ona po prostu zamarła.
Znajomy, niemalże zapomniany głos odbił się echem w jej głowie. Serce szybciej zabiło a myśli zbiły się w jeden, niezrozumiały nieład. Przecież... przecież on był martwy, inaczej by tak nie zniknął bez słowa, szczególnie, że liderką klanu wilka była teraz Krocząca Gwiazda... 
Pokręciła głową. 
— O-odejd-dź, z-zostaw... — bura sylwetka mogła być równie dobrze kotem, którego wcześniej zabiła, drastycznie odbierając życie, a którego nawet nie potrafiła sobie przypomnieć. Wzięła głębszy wdech drżąc.
— I-iskierko... c-czy... czy to ty...? — głos pełen nadziei sprawił, że wybuchnęła szlochem. Drżała na całym ciele, ocierając kolejne łzy z pyszczka.
Nie.
Nie.
Nie.
To nie mógł być przecież on... przecież nie żył! Przodkowie zabrali go do siebie a ona oszalała po prostu! Tak, klan gwiazdy karał ją za zbrodnie, których dokonała. Teraz będzie cierpieć za wszystkie swoje ofiary... Pociągnęła nosem, obserwując ze strachem jak kocur krok za krokiem zbliża się do niej ostrożnie. 
Niebieskie ślepia błysnęły w świetle dnia, zabierając jej wdech w klatce piersiowej.
— J-ja... j-ja nie c-chciałam... — szepnęła, mamrocząc — Z-zmusił m-mnie... W-wrócił... w-wrócił... L-lisia G-gwiazda... O-on... M-mój ojciec... — powoli zaczynała gubić się we własnych słowach. Każde mijające uderzenie serca sprawiało, że czuła się jeszcze gorzej. 
Co jakiś czas zerkała, czy kocur nadal tam jest, czy czasem nie zniknął. 
Bury jednak był, nie ruszał się niczym potężne, dębowe drzewo podczas wichury. Całą sobą pragnęła tylko wtulić się w to miękkie futro, zapomnieć o wszystkim, co złe. 
Otworzyła pyszczek, lecz głos uwiązł jej w gardle, zagryzła dolną wargę pociągając nosem. 
Kocur podszedł bliżej, jego oczy nie zdradzały żadnej konkretnej emocji, było ich zbyt wiele aby jakakolwiek ukazała się mocniej niż pozostałe. Rozpoznała jednak w błękitnych ślepiach coś, czego jej tak bardzo brakowało. Zrobiła krok w przód, drżąc.
— M-mówił, ż-że jeś-śli nie będ-dę go słuchać t-to... t-to z-zabije wszystk-kich, na k-których m-mi z-zależy... J-ja... j-ja nie c-chciałam, ż-.żeby Wronce c-czy K-kwaśnemu stała się krzywda... Ż-żeby z-zrbił c-coś tobie c-czy... — zrobiła kolejny krok do przodu, bury nie wycofał się, wręcz przeciwnie, stał hardo, pozwalając jej mówić — J-ja... j-ja z-zgodził-łam s-się... robiłam w-wszyst-tko co chc-ciał... 
Podniosła wzrok, jej żółte oczy napotkały te, należące do kocura, którego kiedyś znano jako Wróblowa Gwiazda. 
Była blisko, zdecydowanie zbyt blisko.
Wycofała się, czując zżerający ją od środka ogień.
Jeden krok, później drugi i trzeci.
Końcówka ogona poruszała się niespokojnie, całe jej ciało pragnęło tylko wtulić się w cętkowane futro. Chciała przypomnieć sobie jak miękkie było, jak uspokajało ją bicie jego serca. 
Zaniemówiła na zaledwie chwilę. 
Kolejne uderzenie gorąca sprawiło, iż tylko utwierdziła się w swoim przekonaniu - nadal go kochała.

< Brzask? :3 >

31 października 2021

Od Brzasku cd. Iskrzącego Kroku

Zrobił to. Odetchnął głębiej, wciągając do płuc gorące powietrze przesycone znajomymi zapachami. Gdzieś tam, daleko… Coś ścisnęło go w sercu. Spuścił łeb, odwracając go w drugą stronę. Kłębiła się w nim setka uczuć, z których najsilniejsze były poczucie winy, tęsknota i ulga.
Włóczył się po znajomych-obcych terenach, starając się nie myśleć o miejscu, które przez tyle czasu próbował wyprzeć z pamięci. To nie był jego dom. Nie w tym życiu.
A gdyby tak… dołączył do któregoś z klanów? Minęło sporo czasu, zmienił się… Może… 
Pokręcił łbem. Niepotrzebnie tu wrócił.
Klan Klifu. Jego zapach wyraźnie dominował w powietrzu. Zalała go fala wspomnień. Rzeczy, które obiecał sobie zapomnieć. Nie powinien tu być. Cała ta wyprawa była złym pomysłem. Zaraz zawróci i… 
Coś wskoczyło na swoje miejsca w jego głowie. Rozpoznał woń, która od dłuższego czasu nie dawała mu spokoju, będąca ciągle gdzieś na pograniczu jego zmysłów. Krew. Zaraz później do jego uszu dotarł szloch.
Stał z uniesioną przednią łapą. Serce łomotało mu jak po długim biegu. I nie chodziło nawet o to, że dźwięk wydawał się być wyjątkowo znajomy…
Emocje wzięły górę. Na drżących łapach ruszył przed siebie. Im był bliżej… Nie, to nie mogła… Jedyne co słyszał to szum krwi w jego skroniach..
Trzasnęła gałązka.
Zapłakane ślepia Iskrzącego Kroku spoczęły na nim.
Zjeżyła pozlepiane krwią futro.
Czas jakby się zatrzymał. Było tylko przyspieszone bicie jego serca, jej żółte oczy i zapach krwi.
- I-Iskierka? - szepnął.


<Iskierko? Tłumacz się :’)>

24 października 2021

Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku

 Wtuliła się w futro kocura, zamykając ślepia. Łzy spływające po policzkach kotki piekły ją niczym muśnięcia ogniem, ciało drżało targane gorzkim szlochem. Była tchórzem, zamiast już na samym początku powiedzieć co jej leży na sercu, wolała udawać. Bawiła się uczuciami Olchowego Serca a teraz kiedy oberwała - nawet nie potrafiła przyjąć tego jak honorowy kot. Zamiast tego wolała podkulić ogon i uciec. 
— N-nie... jestem t-tchórzem — stęknęła, zatapiając pyszczek w grubym burym futrze. Skuliła uszy, próbując uspokoić oddech. Czuła jak kocur głaszcze ją ogonem po grzbiecie, co po dłużej chwili - zaczęło przynosić zamierzony efekt. Zamknąwszy oczy, wsłuchiwała się w jego ciche pomruki z rozkoszą.
— Dlaczego tak mówisz? — bury wziął głębszy wdech, przymykając ślepia.
— B-bo udawałam, ż-że ją kocham, c-chociaż kocham kogoś innego — zamilkła na moment, czując, jak żołądek podchodzi jej do gardła.
Wsłuchując się w krople deszczu odbijające się od ich futer, pociągnęła nosem ostatni raz.

Wracała ze spuszczonym ogonem z koszmarnego zgromadzenia. Nikt nie podważył zdania ich przywódcy, każdy zachowywał się tak, jakby Miętowa Gwiazda miał prawo zaatakować liderkę klanu nocy. Może jednak nie było nadziei dla kotów z klanu klifu? Jedynie garstka wojowników o dobrych sercach musiałaby uciec, zacząć życie od zera... W głowie nadal dźwięczały jej słowa zastępcy rybojadów. Czuła się winna, bała się zareagować, dobrze wiedziała, że jeśli okaże sprzeciw w jakikolwiek sposób - będzie martwa, podobnie jak reszta rodziny. 
Najbardziej przerażał ją fakt, że na stanowisku lidera zobaczyła Kroczącą Gwiazdę, siostrę Wróbelka... Serce podeszło jej do gardła, gdy tylko myśl, że kocur mógł być martwy ponownie zmąciła jej umysł. 
To by tłumaczyło, dlaczego Wróbelek już nie przychodził na ich umówione spotkania. 
Czuła, jak zalewa ją rozpacz, z oczy popłynęły łzy.
Zacisnęła szczęki, próbując stłumić rozpaczliwy szloch. Dlaczego nie powiedziała mu o swoich uczuciach, kiedy miała okazję?

Znowu to zrobiła, kolejny raz odebrała życie niewinnemu kotu. Tylko dlatego, że bała się przeciwstawić własnemu ojcu. Czarne, długie futro ubrudzone krwią poruszało się smagane wiatrem. Nie znała tego kocura, nawet go nie kojarzyła, jednak widok błagających o litość bursztynowych oczu wrył się głęboko w jej pamięć.
— Zanim wrócisz, umyj się żebyś nie capiła — rudy kocur omiótł okolicę wzrokiem, krzywiąc z niesmakiem pysk, gdy zawiesił swoje ślepia na szylkretce — Pozbądź się ciała.
Skinęła niemrawo głową, spuszczając głowę. Faktycznie... cała była we krwi. Skuliła uszy, próbując nie wymiotować. Parszywy trening zgotowany przez ojca zdawał się działać, już tak nie panikowała na widok czerwonej mazi jak za pierwszym razem.
Przysiadła na trawie, pozwalając kolejnym łzom płynąć. Chciała odejść, wiele razy o tym myślała, jednakże przeraźliwy strach o najbliższych skutecznie jej to uniemożliwiał. Ociągając się, zakopała zwłoki niewinnego kota.
Pewnie miał rodzinę, do której wracał... która nigdy nie będzie wiedziała, jakie okropieństwo go spotkało... To ona powinna umrzeć, nie on, nie Bursztynowy Pył... nie Piaskowa Wydma... Pokręciła łbem, gdy kolejne łzy spłynęły po pstrokatych policzkach. Dlaczego nie odeszła z klanu klifu, gdy miała taką możliwość? Przecież... przecież mogła wyznać uczucia Wróbelkowi, powiedzieć, że go kocha. Może wtedy wszystko wyglądało by inaczej? Wspomnienie kocura z biegiem księżyców zaczynało powoli się rozmazywać, zapominała powoli jego uśmiechniętej mordki, mimo iż usilnie próbowała temu zapobiec.
Zesztywniała, słysząc trzask łamanej gałązki.

< Brzask? >

14 sierpnia 2021

Od Iskrzącego Kroku CD Wróblowej Gwiazdy

 Machnęła ogonem. Skąd w kotce taka złość i wrogość względem burego? Przecież nie zrobił niczego złego. Po prostu spotykali się co jakiś czas jak przyjaciele. Nie robili nic złego, nie łamali kodeksu, nie spiskowali przeciwko własnym klanom. A mimo to Olcha zachowywała się ta, jakby popełnili zbrodnię gorszą o morderstwa.
Strzepnęła uchem, słysząc słowa Wróbelka.
— Naprawdę nic się nie stało. Cieszę się, że możemy się spotkać. I że masz dobry humor - dodał, uśmiechając się słabo. - Olcha pewnie o ciebie bardzo dba. Ja bym dbał. Na jej miejscu - dodał szybko, spuszczając uszy.
Kotka milczała przez kilkanaście uderzeń serca, zakrywając pyszczek łapą, by ukryć lekki uśmiech, który nieproszony pojawił się na jej mordce. Po grzbiecie przeszedł jej przyjemny dreszcz. To było takie kochane-
Wzdrygnęła się, odganiając natrętne myśli, które niczym komary co rusz wracały, mącąc jej umysł. 
— Wiesz... — zaczęła, poruszając niespokojnie końcówką ogona — Nie jesteśmy razem — szylkretka wsadziła łapę do wody, chlapiąc na boki. Z udawanym zaciekawieniem dotykała kamyków leżących na dnie strumyka — W sensie no... Ja i Olcha. Nie jesteśmy razem. Tylko udajemy, żeby taki frajer się ode mnie odczepił. Chyba postawił sobie za cel udowodnienia, że nie jestem lojalną wojowniczką — wyjaśniła spokojnie, drugą część swej wypowiedzi wydukała z lekka niezrozumiale. Temat tego liliowego gnoja podnosił jej ciśnienie jak nic innego.
Wróbelek wpatrywał się w nią w taki sposób, jakby właśnie wyjawiła mu, że Lisia Gwiazda nie umarł a ona była swoim ojcem. Na zmianę otwierał pyszczek i zmykał go, zachowując się trochę niczym ryba wyjęta z wody.
— T-to dobrze... — chyba nie chciał, żeby wojowniczka to słyszała. Gdy ta przechyliła pytająco głowę, Wróbel natychmiast zjeżył futro — Ja... ja nie miałam... N-nie o to mi chodziło — calico skinęła głową z uśmiechem, nie kryjąc rozbawienia oraz tego, jak słodko wielki i potężny lider klanu wilka wyglądał, gdy był zakłopotany.
* * *
Kłótnia jedna za drugą, ciągłe wrzaski, dogryzanie. To od dłuższego czasu była codzienność między nią i Olchowym Sercem. Ruda kotka nareszcie zrozumiała, dlaczego szylkretka zachowywała taki dystans.
Wydało się, że mimo iż wojowniczka szczerze ją kochała - córka Lisiej Gwiazdy nie czuła do niej nic, prócz szczerej przyjaźni.
Ostatecznie - zerwały. Rozstały się w kłótni i napiętej atmosferze i do tego na oczach trójki ich dzieci. Iskrzący Krok chyba jeszcze nigdy nie widziała takiego rozczarowania, jakie malowało się na pyszczku Rubinowej Łapy, nawet Olcha nie emanowała takimi emocjami.
Będąc postawioną pod ścianą, pozwoliła swoim łapom prowadzić się na miejsce spotkania. Mijając znane rośliny, miała czas by przemyśleć to wszystko.
Na niebie górował księżyc, który wyraźnie dawał znać, że minęło już całkiem sporo czasu od ich ostatniego spotkania, za którymi Iskrząca tak bardzo tęskniła. 
Jeszcze nigdy aż tak nie potrzebowała wygadać się komuś tak, jak teraz.
Widziała bure futro z daleka, co przyniosło uśmiech na jej mordkę, mimo wszystko, skrzywiła się, gdy stara rana na pysku ją zapiekła. Paskudna pamiątka po wojnie z klanem nocy. Przyspieszyła kroku, chwilę później znajdując się tuż przy kamieniu, na którym siedział. Wzięła głębszy wdech, zamykając żółte ślepia. Wolała być z nim szczera, chyba z jako jedynym kotem w jej życiu.
— Zerwałam z Olchą — wyznała cicho spuszczając głowę — Nareszcie wydało się, że nigdy jej nie kochałam, że nie chciałam kociąt- — urwała na moment, biorąc głębszy wdech — Mogę się do ciebie przytulić? Naprawdę tego potrzebuję — szepnęła, czując jak całe jej ciało zaczyna drżeć i lada chwila zacznie płakać niczym małe, bezbronne kocię. 
Mimo iż wiedziała, że to jej wina, że sprawy przybrały taki obrót tylko przez jej tchórzostwo to potrzebowała się po prostu wypłakać komuś, komu ufała.
 
< Wróbel? >