BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiołkowa Bryza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiołkowa Bryza. Pokaż wszystkie posty

01 września 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Niezapomiajkowej Łapy (Niezapomianjkowego Szlaku)

Czy była dumna ze swojej małej Niezapominajeczki? Ależ oczywiście, że tak! Jej pierwsza uczennica, do tego siostrzenica, tak przynajmniej wnioskowała, otrzymała tytuł wojowniczki. Wiedziała jednak, że trening, który przeszła koteczka, to pestka w porównaniu do siedzenia w MILCZENIU przez całą noc. Cóż poradzić, że liliowa była gadułą? Co z tego, że męczącą bułą gadułą? I tak ją kochała, najbardziej w świecie. Mimo iż nadal nie potrafiła uwierzyć w śmierć matki, to jakoś żyła dalej.
- Jestem dumna, słonko - mocno przytuliła koteczkę do siebie, chcąc pokazać jak bardzo jest pełna podziwu dla swojej już nie terminatorki - Ale pamiętaj, że teraz musisz wytrzymać CAŁĄ noc w CISZY - miauknęła, starając się podkreślić jak najbardziej powagę swych słów.
- Tak jest, Fiołeczku! - siostrzenica szylkretki uśmiechnęła się pogodnie, po czym liznęła byłą mentorkę w policzek i czmychnęła dalej zbierając oklaski i słowa pochwały.
- Matkujesz jej - stwierdził Zakręcone Ucho, który oparł się o jej bok.
- Może troszkę... - miauknęła spokojnie, liżąc swojego ukochanego w policzek. Mimo wszystko, nadal była dumna z tego małego pierda.
~*~
- Zabiję! Zabiję, rozumiesz?! - chodziła w kółko od jakiejś dobrej półgodziny, co chwilę powtarzając te dwa słowa. Jak ktoś mógł skrzywdzić jej kochaną Niezapominajeczkę! No jak?! Taka młoda i już kocięta, no myślałby kto! Wojowniczka za nic w świecie nie mogła się pogodzić z faktem, że jej kochana malutka liliowa koteczka miała jakiegoś kocura i do tego była z nim w ciąży!
Czy się martwiła?
Tak.
Czy traktowała Niezapominajkowy Szlak jak swoją córkę?
Tak.
Czy była gotowa zabić każdego, kto by ją skrzywdził?
OH JAK NAJBARDZIEJ TAK!
- Nie przesadzasz Fiołku? Niezapominajka to mądra dziewczyna - miauknął Mokry, starając się jakoś uspokoić o wiele starszą od siebie kuzynkę. Calico strzepnęła ogonem, nerwowo grzebiąc łapą w ziemi.
- Po prostu się o nią martwię, dobrze? T-to jeszcze dziecko! Zupełnie jak ty! Ma mleko pod nosem a znika mi na nie wiadomo ile, potem znowu wraca, jeszcze kolejny raz znika i ponownie wraca, a po jakimś czasie okazuje się, że leży w kociarni! - oddychała ciężko. Próbując się jakoś uspokoić wbiła pazury w ziemię, zamykając oko i licząc do dziesięciu. Nie pomogło. Nadal była wściekła i roztrzęsiona tą wiadomością.
- Popadasz w paranoję - miauknął Kucyk, spoglądając na ostro zdenerwowaną koleżankę.
- No chyba wy - bąknęła i nim któryś z kocurów zdążył coś powiedzieć, ta ruszyła do kociarni.

< Niezapominajeczko? >

24 sierpnia 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Czaplego Potoku

Widok ciała Białej Sadzawki wynoszonej z legowiska starszyzny roztrzaskało serce kotce na pół. Z marszu zalazła się łzami, podbiegając do Kucykowego Ogona i Zakręconego Ucha, którzy wynieśli kocicę na środek obozu. Kolejne łzy spływały po jej policzkach kiedy chowała nos w krótkim futrze byłej wojowniczki.
Dlaczego kolejna bliska jej sercu osoba odeszła do klanu gwiazdy? Dlaczego to akurat ona musiała odejść, a nie ktoś inny. Pociągnęła nosem, kuląc się jeszcze bardziej, zamykając przy tym oczy. Postanowiła ostatni raz pożegnać babcię w ciszy i spokoju.
~*~
Od pogrzebu podczas którego wylała może łez minęło sporo czasu. Większość klanowiczy wróciła do swojego monotonnego trybu życia. Między nimi była właśnie Fiołkowa Bryza. Owszem, utrata kolejnego członka rodziny zabolała ją niemiłosiernie, jednak wiedziała, że musi żyć dalej.
Przecież nic innego jej nie pozostało.
Kątem oka obserwowała jak Zakręcone Ucho bawi się z dziećmi Błękitnej Cętki, sypiąc w kocięta śniegiem, którego trochę dzisiaj napadało.
- Cześć wujaszku - miauknęła krótko, gdy czekoladowy wojownik przysiadł obok niej. Z pozoru spokojna kotka chwilę później wydarła się gdy oberwała wielką, zimną kulą prosto w pysk. Jej partner szybko zaprzestał zabawy z kuzynami calico, po czym czmychnął poza obóz.
- Dureń! Idiota... półgłówek! Stfu! - otrzepała się, zrzucając biały puch z mordki - Z czego cieszysz bułę? - syknęła, kładąc po sobie jedyne ucho, które jej zostało.
- Ja? Ależ z niczego Fiołasku mój kochany. Swoją drogą, coś ty taka nerwowa, hę? Kociąt się spodziewasz? - miauknął pręgowany, ostentacyjnie kładąc łapę na brzuchu kremowo-szarej.
- N-no wiesz ty co?! - pacnęła go łapą w bok, odsuwając się nabuzowana i nadąsana - Jesteś okropny wujaszku! - poskarżyła się, uderzając ogonem o twarde podłoże.
- I tak kochasz swojego starego wujaszka
- A właśnie, że nie! - nadęła policzki, widząc jak wojownik wypina dumnie pierś. Końcówką ogona machała praktycznie na wszystkie strony świata, jednocześnie spokojnie czekając na reakcję Czapli.
- Kochasz mnie kochasz, nie pamiętasz co zrobiłaś, jak byłaś uczniem? - mimo zmęczenia brat Leśnego Cienia roześmiał się gromko. Fiołeczek zrobiła oczy niczym spodki, słysząc słowa jej byłego mentora.
- NO WUJKU NO NIE PRZY INNYCH!

< Czapla papla? >

07 sierpnia 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Czaplego Potoku

Oddychała ciężko, załzawionymi oczami wpatrując się w swojego wujaszka, który jak gdyby nigdy nic wstał, otrzepał się i... Żył. Tak! Żył! Ta pręgowana kanalia wpuściła ją w maliny! Fiołek wzięła głębszy oddech, starając się jakoś uspokoić i poukładać myśli.
To był żart.
Czapli Potok żyje.
I... Śmieje jej się w pysk!
Fuknęła niezadowolona, marszcząc brwi, po czym spojrzała z wyrzutem na kocura.
- J-jak mogłeś?! Wystraszyłam się! Bardzo! - tupnęła łapką w ziemię, rozbryzgując przy tym błoto na wszystkie strony. Czupryna kotki była wytargana we wszystkie strony świata, zaś ona sama wyglądała jak milion nieszczęść - Skopię ci ogon, wujaszku - fuknęła. Czy była wściekła? Oh, klanie gwiazdy, nawet bardzo! Nie wyobrażała sobie stracić jeszcze jej kochanego mentora! Odwróciła nieznacznie wzrok, starając się jakoś uspokoić. 
- No już, Fiołeczku - pręgowany dotknął nosem jej czoła, uśmiechając się przy tym łagodnie. Calico już otworzyła pyszczek by coś powiedzieć, jednak ostatecznie uniosła kącik pyszczka w zwycięskim uśmiechu, po czym obrzuciła go błotem.
- To zemsta za udawanie trupa. kochany wujaszku!
Ponętny wojownik otrzepał z pyska brud, po czym liznął swoje kędziorki na klatce piersiowej, prostując się przy tym dumnie. Co z tego, że przegrał? Ha! Tak czy siak wyglądał na zadowolonego z siebie, a przede wszystkim, zdecydowanie bardziej czystego niż Fiołeczek, która dosłownie zmieniła kolor z kremowo-biało-niebieskiego na ciemny brąz.
- Jutro rewanż nad strumykiem? - pacnęła kocura w bark, chcąc go jakoś zachęcić do wspólnego spędzania czasu. Prawdę mówiąc, to strraaaaasznie tęskniła do czasów, kiedy to chodziła z Czaplą paplą na treningi. Do teraz potrafiła śmiać się ze swojego utknięcia w norze, oraz kopnięcia kocura w pysk. Oh! Nie można było jeszcze zapomnieć o naśladowaniu go w praktycznie każdym aspekcie!
- No a może ja wolałbym spędzić czas z twoim kochasiem, co? - miauknął, przeciągając się z lekka. Wojowniczka lekko zbita z tropu spojrzała nań, otwierając szerzej zdrowe oko - Przecież muszę wiedzieć, czy będzie dobrym ojcem dla dzieci mojej ukochanej siostrzenicy!
- C-co!? - wykrzyknęła, dławiąc się własną śliną. Spojrzała na brata Błękitnej Cętki z typową miną w stylu: "Wujek, błagam, nie rób se jaj"

< Czaplapapla? >

03 sierpnia 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Czaplego Potoku

Fiołeczek przez chwilę się wahała, jednakże w końcu stwierdziła, że a co tam! Podejdzie do swojego cud, miód wujaszka. Capnęła jeszcze mysz prosto sprzed łap Kręciołka, który właśnie miał się zabrać za pałaszowanie piszczki, po czym potuptała w stronę czekoladowego pręgusa. Ten jedynie obrócił w jej stronę tylko ucho, toteż bicolorka klapnęła niezadowolona obok kocura, układając przed łapkami stworzonko, które jeszcze nie tak dawno jadło ziarna.
- Chyba zanosi się na deszcz - miauknął głosem praktycznie pozbawionym emocji, mimo wszystko uśmiechając się pod nosem. Kotka spojrzała w niebo i faktycznie, jej poczciwy były mentor miał rację! Niebo ozdobiły szare, kłębiące się chmury, do tego nie minęła chwila a pojedyncza kropla spadła na nosek córki Ciernistej Gwiazdy. Szylkretka kichnęła, pocierając nos łapką, po czym oblizała mordkę i zabrała się za jedzenie. Ona i brat jej matki nic przez ten czas nie mówili, deszcz wezbrał na sile, tworząc z piasku błoto, większość kotów już dawno się pochowała. Najwidoczniej i Czapli Potok miał taki zamiar.
Widząc, że wstaje już od swojego posiłku, wcześniej go zakopawszy, kotka szybko przełknęła kęs myszy, zakopała resztki, po czym nie wiele myśląc pacnęła swojego wujaszka salwą błota prosto w udo. Syn Białej Sadzawki zatrzymał się w półkroku, po czym spojrzał na swoją siostrzenicę.
- Bitwa błotna, dawaj! - zaśmiała się wojowniczka, znowu brudząc jego futro, tym razem trafiając prosto w pysk - No dalej wujaszku! - podskoczyła już z lekka ubłocona, do tego jej zmoczone, długie futro sprawiało, że wygląda niczym zmokła kura. Kędziorki, które do teraz sterczały z jej głowy na na wszystkie strony świata, tym razem jednak były oklapnięte i przysłaniały kremowo-niebieskiej widok.
- No nie wie...
- Ha! Wiedziałam, że się cykasz - podskoczyła w miejscu, rozbryzgując błoto dookoła, rozbryzgując przy tym samym błoto dookoła - No we-... - i oberwała prosto w mordkę salwą błota, słysząc przy tym, co prawda lekko zmęczony, aczkolwiek nadal z lekka radosny śmiech swojego wujaszka.
< Czapka? uwu  >

11 lipca 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Nowiu

Miała ochotę ją udusić, dosłownie. Rzucić się z pazurami na własną siostrę... tak.... Zdecydowanie nigdy wcześniej nie czuła się tak rozdarta jak w tej chwili. Z jednej strony żal do siostry, że ich zostawiła, zaś z drugiej... z drugiej strony w końcu ją znalazła! Jednak żyła, była cała i zdrowa! No... prawie. Fiołek cała drżała, wpatrując się pustym wzrokiem w tortie, która właśnie ocierała pysk z łez. 
Nie czuła nic... nic poza ogromnym żalem, który dosłownie rozrywał ją od środka. Miała ochotę krzyczeć, płakać, śmiać się, być wściekła... i to wszystko naraz. Nie potrafiła jednak znieść takiego nakładu emocji. Nie teraz, gdy jej matka nie wracała, chociaż tak naprawdę nie żyła. I Fiołek dobrze o tym wiedziała, nie potrafiła jednak nadal przyswoić tego faktu, wolała więc wmówić sobie, że Ciernista Gwiazda po prostu wyruszyła na poszukiwania córki. Tak.... tak zdecydowanie było najlepiej...
- Powinnam skopać ci ogon - sarknęła, zamykając oko. Odetchnęła ciężko, starając się oswoić z faktem, iż zapewne Nów wlepia w nią swe dwukolorowe ślepia. Oh klanie gwiazdy... pomóż... - J-jak.... jak mogłaś nas zostawić? Przecież byśmy coś wymyślili! J-jesteśmy r-rodziną! Dbamy o siebie! Jak mogłaś K-księżycowy P-płatku? - nie wiedziała jakim cudem przez gardło przeszło jej imię szylkretki, gdy ta mieszkała jeszcze w klanie burzy. Co jakiś czas załamywał jej się głos, oczy zaczęły łzawić... Pokiwała głową na boki, starając się uporządkować myśli, jednakże bez celu. Nadal nie wiedziała czego pragnie bardziej. Uściskać Nów, czy rzucić się na nią z pazurami. Oh, gdyby mogła zrobić obie te rzeczy w tym samym czasie...
- N-nów. Je-jestem Nów
- Ta, wiem. Czy naprawdę imię nadane przez naszą mamę nic dla ciebie już nie znaczy? - warknęła, odsłaniając zęby. Nie zamierzała kryć wściekłości, jaka nią ogarnęła. Jednak złość wygrała nad żalem i radością z ponownego spotkania siostry.
- Fiołku t-to nie tak! - zaprzeczyła szybko starsza z kotek, wstając szybko. 
- Doprawdy? Zostawiłaś nas! Bez słowa! - oddychała ciężko, podchodząc z każdą chwilą coraz to bliżej byłej służki Czystej Gwiazdy - Masz szczęście, że cię kocham ty durna kupo kudłów - odetchnęła głęboko, dając upust całej swojej złości. Mimo wszystko... jakoś tak... nie potrafiła się uśmiechnąć. Oparła swoje czoło o te Nowiu, czekając aż uspokoi swój oddech. 
- Strasznie namieszałam - mruknęła kremowo-niebieska, kładąc po sobie uszy.
- Z grzeczności nie zaprzeczę, durnoto - skrzywiła lekko mordkę. Potem nastała dłuższa chwila ciszy, aż Fiołek ją przerwała - Jeśli zaś chodzi o to... - ruchem ogona, który nadal przypominał ten szczurzy, wskazała na gołą skórę po spaleniu - Pamiętam tylko tyle, że miał na imię Owca, nic więcej, wybacz...

< Nowik? >

25 czerwca 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Niezapominajkowej Łapy

Kotka przewróciła oczami, widząc jak nachalna jest jej uczennica. Owszem... to było całkiem urocze i kochane, ale na dłuższą metę sprawiało, iż calico miała ochotę wyć i płaka. Czuła się niczym w potrzasku, najpierw śmierć jej ukochanej matki, z którą nie potrafiła się pogodzić i wmówiła sobie, że buraska nadal żyje, to jeszcze teraz ponowne spotkanie siostry, która dawno temu zaginęła. Po rozmowie z Księżycowym Płatkiem... a raczej Nowiem, czuła się jeszcze gorzej, niż przed nią.
- Nie ważne skarbie - mimo wszystko starała się odpowiedzieć swojej uczennicy jak najdelikatniej tylko potrafiła - Zmykaj do rodzeństwa - dodała zaraz, uśmiechając się blado. Niezapominajkowa Łapa chciała już protestować, jednakże widząc wymowne spojrzenie córki Brzoskwinki, zrezygnowała i wypełniła jej polecenie.

~*~*~

Od zaginięcia liliowej kotki minęło trochę czasu, który był dla Fiołkowej Bryzy niczym najgorszy koszmar. Zielonooka potwornie bała się o swoją kochaną uczennicę całymi dniami i nocami. Widać było, jak brakuje jej tej kochanej gaduły, która podobnie jak Zakręcone Ucho, rozpromieniało mordkę Fiołeczka.
- Hej... Fiołeczku mój kochaniutki, co ci kwiatuszku? - Kręciołek  polizał swoją partnerkę za uchem, po czym pozwolił oprzeć jej się o jego klatkę piersiową. Kotka westchnęła smętnie, kładąc po sobie uszy, co tylko jeszcze bardziej zmartwiło białego kocura.
- Nic, nic, kochany... - wymamrotała mało przekonująco, na co kocur prychnął, krzywiąc przy tym mordkę.
- Ta, jasne. Słonko, nie martw się o tą małą pierdołę. Wróci! Zobaczysz! Przecież to najpewniej twoja siostrzenica, tak? - uśmiechnął się pokrzepiająco, po czym szturchnął ją w bok - Wróci i od razu zacznie wszystkich ustawiać, szczególnie Szuwara i Mokrego. Oj wozi się ta mała pierdoła niczym moja ukochana teściowa - mimo wszystko ta próba podniesienia na duchu wojowniczki zadziałała i Fiołeczek uśmiechnęła się z lekka pierwszy raz od dawna.

< Niezapominajko? >

31 maja 2019

Od Fiołkowej Bryzy

Czuła jak zatapia zęby w miękkim ciele przeciwniczki, pazurami rozcinając jej skórę na barkach oraz brzuchu. W uszach młodej wojowniczki dudnił krew oraz przytłumione odgłosy walki, do nosa docierał odór śmierci oraz krwi, z czego tej ostatniej miała okazję posmakować na własnej skórze. Jej przeciwniczka rzucała się jak opętana, za wszelką cenę starając się zrzucić z siebie jednooką, która z uporem wgryzała się w jej kark, nawet wtedy, gdy ta padała na ziemię grzbietem, próbując zrzucić z siebie calico. W końcu jednak udało jej się. Fiołek nie wytrzymała kolejnego uderzenia z drzewem; wypuściła wilczaka, plując na wszelkie strony czarnym futrem. Zaraz jednak opamiętała się, niestety, zbyt wolno. Czarna kocica uderzyła ją prosto w pysk, na co samej wojowniczce coś strzeliło w żuchwie. Wzięła potężny haust powietrza, oddychając ciężko. Nie pozostała jednak dłużna tej żałosnej kupie futra. Natarła całym ciałem, dociskając Nocny Kwiat do drzewa, by następnie oddać jej wszystkie uderzenia, które tamta jej zadała. Nie spodziewała się jednak, że gdy się odsunie, ta padnie na ziemię martwa z szeroko otwartymi ślepiami.
Poruszyła nerwowo uchem, zaraz jednak uspokajając się, gdy dotarł do niej zwycięski okrzyk Lisiej Gwiazdy, lidera klanu klifu. Szylkretka odetchnęła z ulgą, obserwując jak członkowie jej klanu zaczynają się zbierać, kątem oka dostrzegła jak jakaś kremowo-niebieska kotka podbiega do grupy, którą był klan lisa. Fiołek dosłownie zamarła. Obróciła się gwałtownie, przyglądając się kocicy dokładniej. Gdzieś z tyłu głowy tliła się jej myśl, że może być to jej zaginiona, ukochana siostrzyczka - Księżycowy Płatek. Przez dłuższą chwilę biła się z myślami, przebierając łapami w miejscu. Orli Trzepot zawołał córkę Brzoskwiniowej Gwiazdy, która jednak odmiauknęła krótko, że zaraz będzie. W rzeczywistości wymknęła się, podążając tropem grupy samotników.
- Księżycowy Płatku! - zawołała donośnie, dysząc ciężko. Starała się dogonić oddalające się koty, jednakże rany jakie otrzymała w bitwie, oraz obolałe łapki dokuczały jej na tyle, że zaczęła zwalniać, wykrzyknęła więc jeszcze raz imię tortie, a ów kotka zatrzymała się na moment, odwracając łeb w stronę zbliżającej się zielonookiej. Ta zatrzymała się gwałtownie, wzniecając tumany kurzu, zaś gdy opadły, podeszła niepewnie do kocicy.
- Księżycowy Płatku...? - szepnęła niepewnie, wpatrując się w wojowniczkę, zaś gdy dostrzegła, że ów kotka ma specyficzne, dwukolorowe oczy zupełnie jak jej siostra, dosłownie zabrakło jej języka w mordce - Księżycowy Płatku TY DURNA KUPO FUTRA! - wrzasnęła, jeżąc sierść na karku - T-ty ŻYJESZ! Jak mogłaś! Wiesz ile mamy wylały łez?! Orzełek się martwił! J-ja SIĘ MARTWIŁAM! CZY PSZCZOŁY ZASNUŁY CI MÓZG?! B-bałam się... t-tak bardzo się bałam, że już cię n-nie zob-a-aczę... Dlaczego nam to zrobiłaś? Wiesz, jak bardzo się martwiliśmy? Jak długo cię szukaliśmy...? - zakończyła, czując, że przez napływające łzy nie jest w stanie więcej odpowiedzieć.

< Nów? >

26 maja 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Niezapominajkowej Łapy

Calico dosłownie zakrztusiła się, słysząc słowa swojej uczennicy. Owszem... myślała, że jej matką może być Księżycka, nawet czuć było na niej zapach tortie! Ale... jakoś tak... nie potrafiła dopuścić do siebie tej myśli. Zwyczajnie się bała, do tego ból, jaki czuła po stracie siostry był nie do opisania...
Fiołkowa Bryza położyła po sobie ucho, biorąc głęboki wdech i przystanęła na moment. Niezapominajka natomiast wpatrywała się w nią ze zdeterminowanym wyrazem mordki, zaś całe ciało miała napięte. Jeszcze tego brakuje, aby popsuła swoje relacje z uczennicą.
- Może usiądźmy tutaj, skarbie... - miauknęła cicho, czując się zupełnie wyobcowana, mimo wszystko liliowa kotka poszła z nią, jednakże pokazała otwarcie swoje niezadowolenie głośno prychając.
- Więc? Nie mam całego dnia, wiesz? - mruknęła, wlepiając w niebieską szylkretkę wyczekujące spojrzenie. Wojowniczka natomiast popatrzyła na swoje łapy, nawet nie wiedząc, jak ugryźć temat. Przecież Niezapominajka była młoda! Jak ona mogła jej wytłumaczyć, że podejrzewała, ale nie chciała dawać liliowej złudnej nadziei?!
- Twoja Księżycka zawsze była tą odpowiedzialną, co to pilnuje mnie, abym nie odwaliła czegoś głupiego. Wycofana, aczkolwiek bardzo kochana. Widać, że się o mnie martwiła. Szczególnie wtedy, kiedy straciłam oko... - uśmiechnęła się mimowolnie na wspomnienie chwil, które spędzała razem z Księżycowym Płatkiem. Tak... zdecydowanie brakowało jej tej durnej kupy futra - Do tego miała totalnego hopla na punkcie tych medycznych rzeczy. Wiesz... roślinki, patyki, pajęczyny... - zaśmiała się cicho, przesuwając łapami po trawie - Ale ta Skowronkowa Łapa czy jak jej tam było musiała wleźć na miejsce ucznia Burzowego Serca. Wyobrażasz to sobie? To, na czym jej najbardziej zależało, zostało jej odebrane. Biedna musiała męczyć się z tym parszywcem Kaczeńcowym Pazurem jako nauczycielem - splunęła, czując jak ogarnia ją niewyobrażalna wściekłość. Gdyby nie Skowronek to Księżycka by nadal z nią była! Odetchnęła jednak głęboko, starając się jakoś uspokoić.
- A nie powiedziałam ci... bo nie chciałam ci dać złudnej nadziei, kochanie... - szepnęła nieśmiało, przysuwając się bliżej swojej uczennicy - Ale jeśli to prawda i jesteś jej córką to... to nie mogę nacieszyć się faktem, że jestem ciociom takiej zdolniachy jak tym, słonko - zamruczała cicho, licząc liliową po czole.

< Niezapominajka? Wyrodna ciotka nareszcie odpisała ;w; >

09 maja 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Ciernistej Gwiazdy

Widziała jak jej matce jest ciężko po zniknięciu cioci Migotki, wiedziała, jaki ból sprawiał jej fakt, że musi podjąć decyzję przed pojawieniem się księżyca. I szczerze? Wybór Brzoskwiniowej Gałązki na kolejną zastępczynię ani trochę nie zdziwił szylkretki. Ba! Była cholernie dumna z kremowej kotki. Tylko, że... był jeden problem. Calico martwiła się potwornie o swoją burą mamę, widziała jej wyraz pyszczka i dosłownie modliła się, aby nie wróciła do stanu, gdzie odmawiała sobie jedzenia.
- Co cię tak gryzie, Fiołeczku? - Zakręcone Ucho liznął partnerkę w czoło, gdy ta ułożyła się przy kocurze na posłaniu z mchu. Ten otulił ją swoim długim, puchatym ogonem, po czym zamruczał, gdy ta wtuliła się w jego klatkę piersiową.
- Mama. Widać po niej, że potwornie cierpi. Boję się, że znowu przestanie jeść - szepnęła, chowając mordkę w białej sierści kocura. Ten tylko zaśmiał się pociesznie, poruszając przy tym nosem. Minęła jednak chwila zanim znowu się odezwał.
- Ajjj, skarbie. Ciernista Gwiazda to najtwardsza babka jaką znam! No... może poza tobą mój cudowny kwiatuszku. Ale hej! To ja miałem z nią treningi, tak? Twoja bura mamuśka tak skopała mi tyłek, że do teraz mnie boli! - miauknął, krzywiąc pysk, na samą wspomnienie treningów z pręgowaną liderką. Kotka pokiwała głową, może i ten biały głupek miał rację? Może niepotrzebnie się martwiła? Tak, chyba tak... - No, Fiołasku mój dzikusku, bez nerwów - miauknął spokojnie.
Szylkretka kiwnęła głową. Nie mogła jednak usiedzieć za długo w jednym miejscu, więc kiedy poczuła, że jej ukochany głupol zasnął, to spokojnie ruszyła ku wyjściu z leża. Normalny, spokojny obóz klanu burzy, kilka kotów leżało na zewnątrz dzieląc języki, niektóre były na patrolu. Fiołek rozejrzała się po okolicy, marszcząc zaraz brwi, gdy zdrowym krokiem dostrzegła Ciernistą Gwiazdę odchodzącą od stosu ze zwierzyną z pustym pyskiem.
- Mamo! - zawołała ostro, zrywając się zaraz by podbiec do chudej kotki - Nie jadłaś nic od rana. Co ty robisz? Wiesz, że to dla ciebie niezdrowe. - mruknęła niezadowolona, kiedy stanęła obok buraski. Aż serce zakuło ją z żalu, kiedy zobaczyła wyraz pyska rodzicielki. Tak bardzo było jej go szkoda...
- Nic mi nie jest - miauknęła krótko, po czym na jej pysku pojawił się grymas przypominający niedorobiony uśmiech.
- Żadne nic mi nie jest, tylko idziesz coś w tej chwili zjeść albo wepchnę to w ciebie siłą! - syknęła bez krzty emocji. Z opowieści innych klanowiczy pamiętała, że córka Białej Sadzawki miała już wcześniej taki problem, jednakże najpewniej Fiołek była wtedy zbyt małym grzdylem, albo nie była nawet płodem, żeby jakkolwiek na to zareagować. Teraz było inaczej. Była dorosła i mogła spróbować coś zrobić. Przywódczyni popatrzyła nań zdumionymi oczami, już otwierając mordkę by coś powiedzieć, jednakże ostatecznie zrezygnowała zwieszając nisko łeb - Mamo... Błagam... Widzę, że coś się dzieje. Zjedz coś... Chociaż pół wróbla... Martwimy się o Ciebie! Ja, mamusia, Orzełek, Drżąca i nawet Kręciołek... - szepnęła już całkowicie zdesperowana.
< Cierniu? >

08 maja 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Ciernistej Gwiazdy

Kotka najzwyczajniej w świecie zaczęła się dusić przełykanym właśnie kawałkiem mięsa. Orli Trzepot zareagował niemalże natychmiast. Trzasnął szylkretową kupę futra w grzbiet kilka razy, aż ta nie wypluła z siebie kawałka królika. Fiołek oddychając ciężko, wbiła w pazury w ziemię, starając się uspokoić swój oddech jak i bicie serca. Minęła dłuższa chwilka aż młoda wojowniczka popatrzyła pytająco na własną matkę. Ona... żartowała, prawda? Calico nawet nie ukrywała jak okropnie czuła się po utracie Szałwiowej Łapy. Ba! Nawet nie zamierzała! Wiedziała bowiem, że jej matki i tak zaraz by to dostrzegły.
- Serio? - wypaliła, otwierając szeroko mordkę, na co Brzoskwinka zaśmiała się donośnie, zaś buraska uśmiechnęła dziarsko. Rodzeństwo dawno nie widziało tak szczęśliwej Ciernistej Gwiazdy, dlatego też popatrzyli po sobie lekko zmieszani.
- Myślisz, że będziesz siedzieć cały czas na tyłku i nic nie robisz? O nie, nie skarbie. Musisz się rozruszać. Już widzę, że obrastasz w tłuszczyk - miauknęła kocica z całkiem poważną miną, by zaraz dotknąć łapą brzucha swojej córki, która aż położyła po sobie uszy.
- Twoja mama ma rację, skarbie. Zaczynasz obrastać nam w ten tłuszczyk - Brzoskwiniowa Gałązka najwidoczniej bardzo dobrze się bawiła dokuczając swojej córce, która to czuła się nie tylko zażenowana ale i skołowana. Oczywiście, jej cudowna rodzinka nie byłaby normalna, gdyby do przekomarzania nie dołączył się Orzeł, który tylko wtórował swoim rodzicielkom z wesołym uśmiechem na mordce.
- Jesteście okropni! - burknęła nadąsana, marszcząc nosek. Owszem, uwielbiała żarty ale teraz... cóż... miała ochotę zakopać się pod ziemią i za nic w świecie stamtąd nie wychodzić. Na szczęście pojawił się jej rycerz na białym koniu - lepiej znany jako Zakręcone Ucho.
Dla pocieszenia kotki przyciągnął ją do siebie, wcześniej witając się z teściowymi i szwagrem, by za chwilę polizać swoją partnerkę po policzku. Ta z początku popatrzyła na białego ze skwaszoną miną, po czym uśmiechnęła się promiennie, wtulając się w jego miękkie futro.
- Oj no już, to przecież były tylko żarty - Cierniu uśmiechnęła się pokrzepiająco, kładąc łapę na barku swojej córeczki. Fiołek skinęła głową, chichocząc wesolutko.
- Dziękuję mamo za szansę - miauknęła, przytulając swoją rodzicielkę - Serio dziękuję. Obiecuję, że będę najlepszą mentorką na świecie! - oznajmiła jasno i donośnie, że praktycznie cały klan burzy ją usłyszał.

< Cierniu? >

05 maja 2019

Od Fiołkowej Bryzy

Kotka ciągnęła za sobą bażanta, którego udało jej się dorwać na dzisiejszym porannym patrolu. Co prawda była zmęczona po tym polowaniu, jednakże wiedziała, że wieczorem czeka ją kolejny patrol. Nie żeby marudziła, przez ten cały czas jak leżała spalona u Burzowego Serca nudziła się potwornie. Do tego doszły jeszcze z trzy księżyce na przyzwyczajenie się do tego, co się stało i ponownego nauczenia się funkcjonowania.
Dlatego teraz cieszyła się, że znowu jest przydatna i może zrobić coś dobrego dla klanu burzy, który kochała praktycznie tak, jak rodzinę.
- Nie przemęczaj się, kochanie - Zakręcone Ucho podbiegł do swojej partnerki, by dosłownie wymusić na niej pozwolenie by jej pomóc. Niechętnie, bo niechętnie ale zgodziła się i teraz dwójka zakochanych szła przez obóz, niosąc ptaszysko aż nareszcie mogli odłożyć je na stosie. Szylkretka oblizała mordkę, a następnie w podzięce liznęła swojego partnera w policzek, a następnie otarła się o jego bok, mrucząc przy tym cicho - Kocham cię, Fiołeczku - zamruczał, kładąc jej swój łeb na grzbiecie kotki, która tylko uśmiechnęła się promiennie.
- Wiem - odparła jak gdyby nigdy nic. Zaraz jednak nastawiła uszu, słysząc głos Deszczowego Poranka, który przywoływał sobie białego kocura. Ta skinęła mu jedynie głową na znak, że ma wolną drogę, a następnie udała się do żłobka, w celu odwiedzenia kociaków swojego wujaszka oraz brata.
W środku zastała swoją matkę - Ciernistą Gwiazdę, która dosłownie oblegana przez kociaki swojego syna, śmiała się cicho, co tylko pokrzepiło serduszko jej córki. Przywitała się z matką, Sosnową Korą i Drżącym oddechem, by za chwilę zostać napadniętą przez Niezapominajkę.
- No cześć dzieciaki! - zawołała rozbawiona, mrucząc cicho na widok gromady puchatych klusek. Jej uwagę przykuł Mokry, który chyba jako jedyny, poza Szuwarkiem, który swoją drogą siedział u Burzowego Serca, nie był zadowolony z odwiedzin kuzynki. Kotka przechyliła główkę w bok, lekki zdziwiona jego miną, która sprawiała wrażenie, że młodzik zobaczył ducha.

< Mokry? >

Od Fiołkowej Bryzy CD Wilka

Kotka przewróciła lekko oczami, na słowa swojego bratanka. Cóż... trzeba było przyznać, że tak serio to nie wiedziała, jak ma się obchodzić z kociakami. o tego, wychodziło  na to, że przy Wilczku musiała mieć zupełnie inne podejście niż przy Niezapominajce!
Skrzywiła lekko mordkę, nie wiedząc zbytnio co ma robić. A tym bardziej jak ma odpowiedzieć na pytane młodego. Coś czuła, że zwykłe "Bo matka ci nie pozwala" tym razem nie przejdzie, dlatego więc, zapadła między nimi niemalże grobowa cisza, którą przerwało kichnięcie młodego. No i super. Rozchorował się. Fiołkowa Bryza widząc przerażoną minę Drżącego Oddechu na fakt, że jej dzieciak mógłby być jakkolwiek chory. Wojowniczka postanowiła więc wyręczyć młodą matkę z tego problemu i szybko oznajmiła, że zabierze gagatka do m a s  y w n e g o medyka, jakim był Burzowe Serce, w celu wyleczenia młodzika, o ile ten faktycznie był na coś chory.
Oczywiście królowa z początku nie chciała się zgodzić, znając z lekka porywczy i wybuchowy temperament siostry swojego ukochanego, ale ostatecznie dała się przekonać, dzięki pomocy Sosnowej Kory, uległa obu kotkom.
- No, młody, pakuj manatki i idziemy - miauknęła calico, łapiąc pręgowanego za kark, by następnie ruszyć z nim w kierunku cudownie ciepłego miejsca, ale nie tak ciepłego jak kociarnia, które pachniało do tego ziołami. Wilczek z początku upierał się, że nie chce iść, ale za trzecim kichnięciem uległ swej matce i ciotce, jednakże jasno postawił sprawę, że on nie da się nieść jak mały szczyl, ot co to nie! Dlatego też, Fiołeczek robiła aktualnie za konika, na której grzbiecie siedział Wilk i z dumą obserwował wszystkie gapiące się nań koty i tylko zadzierał noska, unosząc go wysoko.
- Wujaszku, przyniosłam ci pacjenta! - zaśmiała się niebieska, podskakując z lekka w miejscu, na co kociak zaśmiał się cicho i po raz kolejny tego dnia - kichnął.
- Hm? Oh, witaj Fiołeczku! - miauknął Burzowe Serce, z uśmiechem witając córkę liderki. Zaraz jednak skupił całą swoją uwagę na synie jej brata, który chyb nie do końca był zadowolony zmiejsca, do którego trafił..

< Wilczku? >

Od Fiołkowej Bryzy CD Ciernistej Gwiazdy

Fiołeczek popatrzyła wraz ze swoją burą mamą na Zakręcony Ucho, który aż skulił się pod ciężkim wzrokiem obu kocic. Przełknął zaległą gulę w gardle, pesząc się z lekka, przy tym na zmianę otwierając i zamykając mordkę. Ostatecznie stwierdził jednak, że najbezpieczniej dla niego będzie zamkmąć paszczę i nawet nie próbować się odezwać. Zamiast tego po prostu przysunął się do szylkretowej kotki, po czym polizał ją czule za uchem; Fiołek zamruczała odruchowo, mimo wszystko wykrzywiając mordkę w łagodnym uśmiechu. Przymknęła oko, ciesząc się bliskością kocura, na którą od jakiegoś czasu aż tak nie narzekała.
- Teściowa chyba musi porozmawiać z Fiołeczkiem - zagaił nieśmiało, spuszczając łeb, poczym liznął jeszcze raz córkę Brzoskwiniowej Gałązki w policzek, zaś samej liderce skinął nisko łbem i tyle go widziano. Półdługowłosa tupnęła łapką, zła na kocura, że zostawił ją samą z tym problemem i zwyczajni w świecie zwiał. Mimo wszystko jakoś tak... Nie potrafiła złościć się na tego głupka, dlatego też po prostu skinęła łebkiem Cierniowi, dając jej nieme polecenie, aby kotka poszła za nią.
- No, o co chodzi? - miauknęła spokojnie, przymykając ślepia, gdy matka i córka wyszły z obozu, idąc w bliżej nieokreślonym kierunku. Fiołeczek wzięła głęboki wdech, czując się jak kociak, który za chwilę dostanie burę od rodzicielki za zbrojenie czegoś. Owszem, wiedziała, że jest dorosła i gdyby Ciernista Gwiazda miała jakieś wąty do jej wyboru, to co najwyżej mogłaby jej nagwizdać i tyle by z tego było. Zamknęła oko, spięła całe cialo, po czym walnęła ma całe gardło:
- Jesteśmy razem!
Buraska zamrugała zdumiona, a jej mina wyrażała praktycznie każde emocje. Oczy miała szeroko otwarte, uszy uważnie postawione, zaś końcówka ogona niespokojnie drgała.
- Od kiedy? - zapytała, przymykając swe zielone ślepia. Fiołek nastroszyła futerko, mając wrażenie, że zaraz zejdzie na zawał, a jej zwłoki zjedzą wrony i kruki. Owinęła swoje łapki na wpół łysym, spalonym ogonem, po czym zawstydzona niczym kocię szepnęła:
- O-oood K-k-księżyca
Pisnęła, zakrywając łapkami mordkę. Córka Białej Sadzawki aż się zapowietrzyła. Cała drżała, sprawiając wrażenie bomby z opóźnionym zapłonem. Przez zakryte łapą i mocno zaciśnięte oko niebieska szylkretka nawet nie dostrzegła wesołego uśmiechu, który zawitał na pysk jej matki. Stara kocia zwróciła uwagę na siebie dopiero głośnym, perlistym śmiechem, którego wojowniczka tak dawno nie słyszała. Zdumiona uchyliła oko, serkając na chudą pytającym wzrokiem.
- Durna kupi futra! - krzyknęła buraska, patając swoje dziecko po głowie - Dlaczego nie powiedziałam mi wcześniej?! - oburzyła się, na co półdługowłosa aż się skuliła. Liderka jednak zaraz roześmiała się ponownie, wywołując poczucie nie małej ulgi u bezokiej.
- O! Jest i mój zięciu! - miauknęła na widok białego kocura o zakręconych uszach, który szedł w stronę kotek z dość pokaźnym pękim no... Nie do końca dorodnych kwiatów. Uśmiechał się przy tym na swój uroczy sposób, czyli głupkotawo. Jego partnerka zachchotała, kiedy kocur potknął się jak długi, padając dosłownie u łap przywódczyni.
- Ja wiem kochanie, że uwielbiasz moją mamę, ale nie musisz jej padać do łap! - zaśmiała się Fiołeczek, zakrywając mordkę łapką. Zakręcony jakby zażenowany całym zajściem tylko wstał, otrzepał się i popatrzył z bólem na teściową, rzucając jej ciche "Dzień dobry" w akompaniamencie jąkania.

<Cierń? >

02 maja 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Ciernistej Gwiazdy

Szczerze? Fiołeczek widziała swoją mamę brzoskwinkę w takim stanie pierwszy raz. Mimo wszystko uśmiechnęła się łagodnie, spoglądając na kremową rozbawiona. Usiadła obok swojej matki, czekając cierpliwie na jakiekolwiek wieści o kociętach jej brata. Co prawda, niecierpliwiła się i to ostro, mając nadzieję, że poród przebiegnie szybko i bez problemów. Chwilę po tym, jak Brzoskwinka oznajmiła, jakie to cudowne dzieci mają, ze środka wyłonił się Orli Trzepot, pociągając z lekka nosem.
- Są piękne - szepnął, kiwnięciem głowy zachęcając kocice do wejścia. Fiołkowi nie trzeba było drugi raz powtarzać, co to, to nie! Szybko przecisnęła się obok burego brata, który był niemalże idealną kopią swojej matki, po czym weszła do środka, otwierając mordkę w szoku, na widok dwóch, małych klusek, które leżały zwinięte przy brzuchu Drżącej.
- Jeden wygląda tak, jak ja! - zauważyła słusznie, uśmiechając się szeroko, na widok kremowo-biało-niebieskiej kupki futra, która poruszyła się niespokojnie, jakby zdając sobie sprawę z tego, że cała rodzinka uważnie ją obserwuje.
- Jakie cudne... - odezwała się w końcu Ciernista Gwiazda, ocierając łezkę z oka, po czym uśmiechnęła się łagodnie, opierając głowę o swoją partnerkę, która właśnie ocierała łzy szczęścia, które niczym strumieniem, spływały jej po policzkach, kapiąc na ziemię. Fiołek owinęła ogonem swoje łapki, przyglądając im się uważnie z fascynacją. Prawie cała rodzinka w komplecie... żałowała, że nie ma tu tylko Księżycki, za którą potwornie tęskniła...

< Cierniu? Jezuwybaczżetakiekrótkie >

Od Fiołkowej Bryzy CD Wilka

Ostatnie czego spodziewała się dzisiaj Fiołek, to spotkania swojego bratanka - małego Wilczka, który wymknął się z kociarni, prosto z pomiędzy łap swej rezolutnej matki, jaką była Drżący Oddech. Uśmiechnęła się mimowolnie, spoglądając na tą małą pierdołę, która zaraz po zmieszanym "Hej", odskoczyła przestraszona, kuląc się i dygocząc z zimna. Pokręciła jedynie łbem z niedowierzaniem.
- Hej... nie musisz się mnie bać - zamruczała spokojnie, trącając malucha nosem, po czym bez zbędnych ceregieli wzięła go za skórę na karku i mimo protestów młodego burzowicza  - zaniosła go jego matce. Jak się okazało, szylkretka rozpaczliwie biegała po swoim legowisku, nerwowo szukając zaginionego syna.
- Och gwiezdni! - zawołała, nawet nie kryjąc poczucia ulgi, gdy zobaczyła Fiołka niosącą jej dziecko. Gdy tylko maluch dotknął łapkami ziemi, ta zaraz zabrała się za dokładne wylizywanie swojego potomka, który najwidoczniej niezadowolony z czynności wykonywanej przez matkę, prychnął, po czym schował się za łapą Fiołkowej Bryzy.
- Uparty, zupełnie jak ojciec - westchnęła niezadowolona, mimo wszystko dając młodemu spokój. Najwidoczniej chciała, aby poznał ciocię, czy coś w ten deseń. A może chciała po prostu mieć chwilę spokoju? Calico doprawdy ani trochę nie rozumiała tej kotki i dziwiła się potwornie, jakim cudem jej brat z nią wytrzymywał. Mimo wszystko, stwierdziła, że miło będzie spędzić wolną chwilkę z synem swojego brata. Uśmiechnęła się łagodnie kładąc na miękkim mchu.
- No, to co chcesz porobić ze swoją superową cioteczką? - zaśmiała się perliście, gdy kociak ułożył się na jej łapach i przechylił lekko główkę w bok

< Wilczek? >

01 maja 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Niezapominajki

Kocica wygodnie wylegiwała się na słońcu po udanym polowaniu. Słońce zaczęło co raz to bardziej dawać o sobie znać a sama zima nie była już tak straszna jak w samym jej środku. Zwierzyny było więcej, a dni cieplejsze i dłuższe. Westchnęła cicho, układając nastroszone futro, które to znowu sterczało we wszystkie strony, przez kolejną akcję pod tytułem "Odganiamy idiotę", zaś samym idiotą był Zakręcone Ucho, który najwidoczniej nie rozumiał rpstego słowa, jakim było stanowcze, krótkie "nie".
Tak więc po tryiumfalnym zwycięstwie tejże bitwy, biloforka nareszcie mogła odpocząć, nie bojąc się, że ktoś zakłóci jej spokój. no... Przynajmniej do jutra. Jednakże najwidoczniej problemy nie zamierzały jej odpuścić tego dnia bowiem kątem zdrowego oka dostrzegła kaczeńcowego pazura, któy wychodził z małą Niezapominajeczką poza obóz. Zmarszczyła brwi, uważnie obserwując jak kita bengala znika jej z pola widzenia. Z początku chciałą odpuścić i przekonywałą samą siebie, że po co się martwi, że przecież nic jej się nie stanie, skoro wychodzi z wojownikiem. Bo fakt, może i nie darzyła tego pchlarza dozgonną sympatią, to szanowałą starszego od siebie kocura. głównie tylko przez umiejętności, bo charakterek to on miał paskudny. W końcu jednak pchnięta dziwnym uczuciem niepokoju, ruszyła tropem dwójki wyczieczkowiczów. i w sumie dobrze się stało, że FIołek raczyła ruszyć swoje spalone cielsko, bowiem była naocznym świadkiem, jak Kaczeniec podnosi łapę z wysuniętymi pazurami na niewinne kocię, które skuliło się odruchowo, wołając pomocy.
- Ej, ty! - wrzasnęła wściekła, uświadamiając sobie, że ta mała pachniała jej zaginioną siostrą. Ta świadomość tylko rozbudziła w niej jeszcze większy gniew. nIewiele myśląc, rzuciła się na dymne go, wbijając pazury w jego grzbiet. Pod wpływem uderzenia syn Żmijowej Łuski zatoczył się i upadł wprost w topniejący śnieg. FIołkowa Bryza korzystając z okazji, złapałą młodą za skórę na karku i czmychnęła czym prędzej do obozu, nim starczy wojownik zdążył się ocknąć.
- Nic ci nie jest? - miauknęła z troską, tuląc do siebie wystraszoną, bezbronną kotkę, która to uczepiła się jej trójkolorowego futra, niczym ostatniej deski ratunku. kotka z plamką mruknęła coś mało wyraźnie, po czym dosłownie zatopiła się w półdługim futrze córki przywódczyni - No już... Już dobrze, jestem tutaj - szepnęła zatroskana, liżąc małą po głowie, a wcześniej ułożyła się w najbardziej oddalonej i spokojnej części obozu, cierpliwie czekając, aż koteczka uspokoi się chociaż na tyle, aby iść do Ciernistej Gwiazdy i o wszystkim jej powiedzieć.

< Niezapominajka? >

08 kwietnia 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Ciernistej Gwiazdy

Okej, dobrze wiedziała, że nie jest obojętna Zakręconemu Uchu ale żeby odwalać akcję znając się ledwie trzy księżyce i do tego przy jej matkach?! Kocica o mało co nie zeszła na zawał, słysząc jego słowa, zwróciła więc błagalnie głowę w stronę swojej burej rodzicielki, która na szczęście chyba wysłuchała niemej prośby córki, bo zaraz odezwała się typowym, dla siebie rezolutnym tonem, który w połączeniu ze słowami zmusił kocura do odwrotu, jednakże zdążył jeszcze polizać szylkretkę, która westchnęła rozeźlona i potarła policzek, który miał styczność z językiem byłego ucznia. Jeszcze bardziej dobiła ją wymiana zdań między Ciernistą Gwiazdą a Brzoskwiniową Gałązką, które dość dosadnie wyraziły swoje zdania o białym kocurze, na co kocica schowała pyszczek między łapami, czując, jak oblewa ją fala wstydu. 
— Mamo, co zrobiłaś Zakręconemu Uchu? Stoi niczym drut w środku obozu. 
Buraska uśmiechnęła się z niemalże chorą satysfakcją, już otwierając pyszczek, by zapewne opowiedzieć swojemu synowi, jak to doprowadziła do rozpaczy byłego samotnika. W ostatniej chwili w zdanie weszła jej Fiołkowa Bryza, która najwidoczniej dostrzegła szansę w postaci skierowania uwagi matek na biednym, niczego nie spodziewającym się burym kocurze.
— Hej, dobrze, że jesteś! Mama właśnie pytała, czy została teściową. To jak, Orzełku, opowiesz nam o swoich miłosnych perypetiach? Wszystkie czekamy z niecierpliwością!
Półdługowłosy zamrugał zaskoczony, z wrażenia aż siadając na tyłek, po czym otworzył szeroko pyszczek, co wywołało nie małą salwę śmiechu pośród kotek. Zaraz jednak kaszlnął, wypiął dumnie pierś i pewnym siebie tonem wypalił:
— Ja i Oddeszek jesteśmy razem — takiej odpowiedzi to kocica za nic w świecie się nie spodziewała, popatrzyła więc tylko na brata, oczekując jakiejkolwiek reakcji ze strony burej czy też kremowej. One jednak najwidoczniej były tak samo zszokowane jak i ona, co wskazywała na to cisza panująca w legowisku.
- Cóż... gratulacje, synku - pierwsza odezwała się Brzoskwinka, liżąc swojego jedynego męskiego potomka za uchem by za chwilę zamruczeć radośnie. Nie trzeba było długo czekać, by do gratulacji dorzuciła się Fiołek i Cierń.
~*~
Dni mijały nieubłaganie, na szczęście ku przeogromnej radości Fiołka, kocica mogła już wrócić do obowiązków wojownika, co z dziwną, wręcz chorobliwą radością przyjął też Burzowe Serce, który najwidoczniej miał dosyć nadpobudliwego usposobienia kotki.
Wlekła akurat zająca, którego udało jej się złapać podczas porannego patrolu. Zamierzała zanieść go swojemu poczciwemu, Buremu wujaszkowi, któremu chciała jakoś wynagrodzić swoją upierdliwość. Stojąc jednak u progu leża medyka, usłyszała słowa Burzy, który sprawiły, że otworzyła szeroko mordkę ze zdziwienia.
- Gratulacje Orzełku, zostaniesz ojcem!

< Cierniu? >

29 marca 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Szałwiowej Łapy

Kocica westchnęła cicho, poruszając niespokojnie głową, chwilę temu była u niej Błękitna Cętka, jej ciocia, z informacją, że na zgromadzeniu stało się coś strasznego. Już sama świadomość, że jej ukochana mama straciła życie przyprawiła calico o zawał serca. Do tego śmierć Konwaliowej Rzeki... Na samą myśl o tym, że partnerka jej wujka leży teraz martwa, zadrżała, o mało co nie zwracając królika, którego dzisiaj zjadła. Nie poszła jednak od razu pożegnać zmarłej, na początku chciała uspokoić nerwy, które szargały nią na wszystkie strony.
Nastawiła uszu, słysząc szelest przy wejściu do leża medyka, zaś następnie skrzywiła pysk, widząc swojego byłego ucznia, którego straciła przez wypadek. Prychnęła cicho, cóż... geny jej brata to to z pewnością nie były! Czapli Potok był naprawdę w porządku wojownikiem, zaś ten mały pożal się jeżu pokurcz, zachowywał się jak ostatni książę.
- Wyglądasz okropnie - prychnął, liżąc sobie łapsko. Fiołek wywróciła oczami, ziewając po czym wstała ostrożnie i powoli w taki sposób, by nie wywołać większego bólu niż to było potrzebne - Taka z ciebie wojowniczka? A nie potrafiłaś obronić się przed j a k i m ś samotnikiem? Naprawdę?
Zaśmiała się gorzko, na słowa kremowego kocura, po czym ruszyła w stronę wyjścia mijając go.
- Doprawdy? Czy może ty jesteś tak beznadziejny, że Ciernista Gwiazda musiała dać ci mało wymagającego mentora, bo nawet spasionej dupy nie chce ci się ruszyć, hm? - uśmiechnęła się i na dobitkę swych słów walnęła szczeniaka tylną łapą prosto w pysk, by za chwilę pokuśtykać w stronę ciała Konwaliowej Rzeki.
Obraz jaki zobaczyła sprawił, że na moment zabrakło jej powietrza w płucach. Powoli przykucnęła przy szylkretowej kotce, a następnie polizała ją za uchem, mrucząc przy tym czule.
- Przykro mi, Konwalijko... - szepnęła wstając i odsuwając się od martwej kotki - Będę tęsknić... - uśmiechnęła się smutno na wspomnienie tego, jak jeszcze za uczniaka szpiegowała swojego poczciwego wujaszka i właśnie ją, gdy byli na randce. Oh... jak bardzo wtedy była zła, że czekoladowy kocur kogoś sobie znalazł i tym kimś była kotka, a nie kocur.
- Hej... jak się trzymasz, wujaszku? - miauknęła, podchodząc do kocura, by następnie otrzeć się o jego bok i polizać w policzek. Czapla poruszył niespokojnie łbem, by rzucić ciche "Wybacz Fiołeczku, chcę zostać sam". Nie dziwiła mu się. Najpierw stracił syna, a teraz takie okropieństwo... Nastawiła uszu, kiedy podeszła do niej mama. Uśmiechnęła się mimowolnie, liżąc buraskę po głowie - Mamo, wszystko dobrze? - zapytała zmartwiona, kątem oka widząc, jak Szałwiowa Łapa posyła jej mordercze spojrzenie.

< Szałwia? >

27 marca 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Ciernistej Gwiazdy

Koteczka uśmiechnęła się łagodnie po czym skinęła lekko głową na znak, że z przyjemnością pójdzie z matką na spacer. Owszem, spędzały razem całkiem sporo czasu, jednakże teraz potrzebowała jej bardziej niż kiedykolwiek, po prostu... musiała wiedzieć, że chociaż dla kogoś nie jest potworem czy przedziwną kreaturą, która straszy po nocach. Fakt, Zakręcona Łapa co chwilę powtarzał jej, jaka to nie jest śliczna, jednakże kocica zwyczajnie mu nie wierzyła i zbywała donośnym, rozzłoszczonym syknięciem. Spacer jak zwykle minął im spokojnie, omijały jednak strumyk, który Fiołek omijała niczym najgorszej zarazy, na szczęście jej matka rozumiała dlaczego, wystarczy, że widziała swoje odbicie w kałuży i rozpłakała się wtedy na dobre. Ciężko było ją tamtego dnia uspokoić.
Teraz siedziała u wejścia do leża medyka, wpatrując się pustym wzrokiem w świeżo mianowaną trójkę terminatorów. Poczuła przyjemnie łaskoczące ciepło na wspomnienie uczucia, które ją zalało, kiedy ona sama otrzymała imię wojowniczki. Westchnęła cicho, kiedy biały, długowłosy kocur podbiegł do niej z szerokim uśmiechem na pysku.
- Widzisz? Zostałem mianowany! - pomachał ogonem, uśmiechając się przy tym rezolutnie. Nieomal walnął się w pysk, gdy łapa mu się podwinęła. Na szczęście w porę się ogarnął i popatrzył na calico, mrugając swoimi jasnymi ślepiami.
- Gratulacje - mruknęła wstając i go wymijając. Chciała porozmawiać ze swą matką, widziała, że z burą kocicą jest coś nie tak, do tego potwornie się o nią martwiła, głównie przez fakt, że wczorajszej nocy nie spała dobrze. Wiedziała o tym, gdy wyjawiła jej to Brzoskwiniowa Gałązka, jej druga mama. Do tego fakt, że straciła życie na zgromadzeniu... Westchnęła cicho, niemo gratulując pozostałym terminatorom, którzy otrzymali swe wojownicze imiona. Nie powstrzymała się też od uśmiechu, gdy zobaczyła Drżący Oddech, wtulając się w jej brata - Orli Trzepot. Oh zakochani...
- Fiołku... um... bo ja... - kocur jąkał się, krocząc za nią niczym cień, przez co kocica miała ochotę palnąć go w łeb. Ten osobnik niezwykle ją irytował, głównie przez to wieczne zawracanie gitary córki liderki. Westchnęła cicho, gdy znalazła się przy matce, która aktualnie rozmawiała ze swą partnerką. Posłała błagalne spojrzenie swoim rodzicielkom, na co bicolorka zachichotała cichutko.
- O, teściowe! D-dobry...! - miauknął speszony kocur, zaś jego słowa wywołały u szylkretowej nie mały szok, stanęła jak wryta, uchylając lekko mordkę. Odwróciła głowę w stronę Zakręconego Ucha, nie wiedząc co powiedzieć.
- T-teściowe...? - szepnęła do siebie, z wrażenia aż siadając. Zakręconocuhy zmieszał się lekko, wziął głęboki wdech, po czym zaczął mówić:
- No bo Fiołeczku mój cudowny ja cię kocham i ogólnie bardzo, bardzo mi się podobasz. Iiii... j-ja... no... - zakończył swoje wyznanie, zaś sama Fiołkowa Bryza posłała Ciernistej Gwieździe błagalne spojrzenie pot tytułem "Mamo, pomocy, ratuj!".

< Ciernista Gwiazdo? >

21 marca 2019

Od Fiołkowej Bryzy CD Ciernistej Łodygi

Kotka nawet się nie ruszyła, kiedy jej mama, Brzoskwiniowa Gałązka polizała ją po głowie. Potem padło pytanie o jedzenie, owszem, zjadła. Ba! Została do tego jeszcze zmuszona! Jednakże... jakby się tak zastanowić, nie miała nawet na to ochoty, na ten moment krzyknęłaby po prostu, żeby ją zostawili w spokoju, chociażby na chwilę. Doceniała jednak troskliwość matek, które przechodziły zapewne nie małe katusze jednakże czasem jej zdaniem przesadzały. Fiołek westchnęła cicho, kładąc głowę na łapach, nawet nie patrząc na obie kotki. Czuła się okropnie, miała ochotę się schować gdzieś i nigdy więcej już stamtąd wyjść.
- Jak wyglądam? - spytała w końcu, spoglądając na swoje łapy. Na pytanie córki, obie członkinie klanu burzy drgnęły nieznacznie, Brzoskwiniowa Gałązka położyła po sobie uszy, wzdychając cicho. Czyli tak, jak myślała, wyglądała okropnie. W sumie... co się dziwić? Została podpalona i trochę czasu zajęło jej zanim to ugasiła, nic dziwnego więc, że jej rodzice nic nie chcieli powiedzieć - Tak myślałam - mruknęła zirytowana, zwijając się jeszcze bardziej w kulkę, po czym prychnęła zła, wbijając pazury w swoje posłanie.
- Skarbie... - zaczęła Cierń, podchodząc do swojego dziecka, po czym trąciła jej ucho - Dla nas zawsze będziesz śliczna - dodała spokojnie, na co Fiołek wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, owijając się ogonem, który teraz przypominał kitę szczura, a nie puchatą część ciała, którą był ledwie dwa księżyce temu.
- Po prostu dajcie mi spokój, wyjdźcie stąd; chcę zostać sama - sarknęła, nawet na nie nie patrząc. Usłyszała jedynie westchnięcie kotek, a następnie szelest, co świadczyło tylko o tym, że wyszły. Nareszcie została sama i zamierzała jak najlepiej wykorzystać ten czas.
~*~
Kolejny księżyc minął, nim się obejrzała mogła już chodzić, a brak tak potwornego bólu jak wcześniej, pozwalał jej na robienie więcej rzeczy, a także na swobodne ruchy, co było dużym ułatwieniem w życiu młodej wojowniczki. Wciąż jednak takie czynności jak polowanie, bieganie a także patrole musiała sobie odpuścić, co swoją drogą działało jej potwornie na nerwy. Z resztą, nie tylko to, Zakręcona Łapa był doprawdy szalenie upierdliwym kocurem, który latał za nią gorzej, niż pszczoła do miodu. Już parę razy oberwał w łeb od calico, jednak najwidoczniej krętouchy był jeszcze bardziej uparty, niż to mogłoby się zdawać. Tak było i tym razem; szylkretka nawet nie zdołała wziąć chociaż najmniejszego kęsa, gdy na horyzoncie pojawił się długofutry, ta już przygotowała się na to, żeby opieprzyć go od góry do dołu i na czym to świat stoi.
- Idź sobie! - syknęła, jeżąc futro na grzbiecie, na co terminator podskoczył z lekka, ale to nie zniechęciło jego zamiarów. Podszedł do bicolorki, szczerząc się jak głupi, na co ta tylko skrzywiła mordkę, pokazując tym samym swoje niezadowolenie.
- Uważaj bo ci żarcie ucieknie! - kocur roześmiał się jak ostatni idiota, po czym podbiegł do królika, który leżał przed łapami córki lider, po czym capnął go w pysk i odbiegł kawałek, szczerząc się jak koza do sera.
- Jesteś jeszcze głupszy niż myślałam! - syknęła Fiołek, wstając po woli. Zakręcona Łapa podszedł do niej bliżej, dosłownie na wyciągnięcie łapy i wtedy... oberwał prosto w pysk - Jak chcesz sobie stroić żarty to idź gdzie indziej - miauknęła rozzłoszczona kotka. Przybłęda poruszył pyskiem, marszcząc nos.
- Nawet się bawić nie umiesz, twój brat mówił co innego - odparł starszy, jakby zawiedziony czynem swojej nowej "koleżanki", na co ta otworzyła szeroko pyszczek, nie wiedząc, co powiedzieć - Ej, buzię się zamyka, bo ci mucha wpadnie! - zawołał, klepiąc ją po głowie łapą, na co kocica syknęła wściekła.
- Wkurzasz mnie, nie lubię cię, idź sobie! Przyczepisz się jak cholerny rzep i nie dasz spokoju! A tak w ogóle to odsuń się ode mnie, bo jesteś za blisko i- O GWIEZDNI! Ale ci z pyska wali, weź, idź! Już! - krzyczała, czując się naprawdę nieswojo. Tak właściwie to pierwszy raz w życiu czuła się potwornie bezradna i jedyne co wpadło jej do głowy to walnięcie temu pustakowi jeszcze raz. Jednak... co jeśli faktycznie ona mu coś poprzestawia.

< Cierń? Aaaa, wybacz gniota >