Widziała jak jej matce jest ciężko po zniknięciu cioci Migotki, wiedziała, jaki ból sprawiał jej fakt, że musi podjąć decyzję przed pojawieniem się księżyca. I szczerze? Wybór Brzoskwiniowej Gałązki na kolejną zastępczynię ani trochę nie zdziwił szylkretki. Ba! Była cholernie dumna z kremowej kotki. Tylko, że... był jeden problem. Calico martwiła się potwornie o swoją burą mamę, widziała jej wyraz pyszczka i dosłownie modliła się, aby nie wróciła do stanu, gdzie odmawiała sobie jedzenia.
- Co cię tak gryzie, Fiołeczku? - Zakręcone Ucho liznął partnerkę w czoło, gdy ta ułożyła się przy kocurze na posłaniu z mchu. Ten otulił ją swoim długim, puchatym ogonem, po czym zamruczał, gdy ta wtuliła się w jego klatkę piersiową.
- Mama. Widać po niej, że potwornie cierpi. Boję się, że znowu przestanie jeść - szepnęła, chowając mordkę w białej sierści kocura. Ten tylko zaśmiał się pociesznie, poruszając przy tym nosem. Minęła jednak chwila zanim znowu się odezwał.
- Ajjj, skarbie. Ciernista Gwiazda to najtwardsza babka jaką znam! No... może poza tobą mój cudowny kwiatuszku. Ale hej! To ja miałem z nią treningi, tak? Twoja bura mamuśka tak skopała mi tyłek, że do teraz mnie boli! - miauknął, krzywiąc pysk, na samą wspomnienie treningów z pręgowaną liderką. Kotka pokiwała głową, może i ten biały głupek miał rację? Może niepotrzebnie się martwiła? Tak, chyba tak... - No, Fiołasku mój dzikusku, bez nerwów - miauknął spokojnie.
Szylkretka kiwnęła głową. Nie mogła jednak usiedzieć za długo w jednym miejscu, więc kiedy poczuła, że jej ukochany głupol zasnął, to spokojnie ruszyła ku wyjściu z leża. Normalny, spokojny obóz klanu burzy, kilka kotów leżało na zewnątrz dzieląc języki, niektóre były na patrolu. Fiołek rozejrzała się po okolicy, marszcząc zaraz brwi, gdy zdrowym krokiem dostrzegła Ciernistą Gwiazdę odchodzącą od stosu ze zwierzyną z pustym pyskiem.
- Mamo! - zawołała ostro, zrywając się zaraz by podbiec do chudej kotki - Nie jadłaś nic od rana. Co ty robisz? Wiesz, że to dla ciebie niezdrowe. - mruknęła niezadowolona, kiedy stanęła obok buraski. Aż serce zakuło ją z żalu, kiedy zobaczyła wyraz pyska rodzicielki. Tak bardzo było jej go szkoda...
- Nic mi nie jest - miauknęła krótko, po czym na jej pysku pojawił się grymas przypominający niedorobiony uśmiech.
- Żadne nic mi nie jest, tylko idziesz coś w tej chwili zjeść albo wepchnę to w ciebie siłą! - syknęła bez krzty emocji. Z opowieści innych klanowiczy pamiętała, że córka Białej Sadzawki miała już wcześniej taki problem, jednakże najpewniej Fiołek była wtedy zbyt małym grzdylem, albo nie była nawet płodem, żeby jakkolwiek na to zareagować. Teraz było inaczej. Była dorosła i mogła spróbować coś zrobić. Przywódczyni popatrzyła nań zdumionymi oczami, już otwierając mordkę by coś powiedzieć, jednakże ostatecznie zrezygnowała zwieszając nisko łeb - Mamo... Błagam... Widzę, że coś się dzieje. Zjedz coś... Chociaż pół wróbla... Martwimy się o Ciebie! Ja, mamusia, Orzełek, Drżąca i nawet Kręciołek... - szepnęła już całkowicie zdesperowana.
- Co cię tak gryzie, Fiołeczku? - Zakręcone Ucho liznął partnerkę w czoło, gdy ta ułożyła się przy kocurze na posłaniu z mchu. Ten otulił ją swoim długim, puchatym ogonem, po czym zamruczał, gdy ta wtuliła się w jego klatkę piersiową.
- Mama. Widać po niej, że potwornie cierpi. Boję się, że znowu przestanie jeść - szepnęła, chowając mordkę w białej sierści kocura. Ten tylko zaśmiał się pociesznie, poruszając przy tym nosem. Minęła jednak chwila zanim znowu się odezwał.
- Ajjj, skarbie. Ciernista Gwiazda to najtwardsza babka jaką znam! No... może poza tobą mój cudowny kwiatuszku. Ale hej! To ja miałem z nią treningi, tak? Twoja bura mamuśka tak skopała mi tyłek, że do teraz mnie boli! - miauknął, krzywiąc pysk, na samą wspomnienie treningów z pręgowaną liderką. Kotka pokiwała głową, może i ten biały głupek miał rację? Może niepotrzebnie się martwiła? Tak, chyba tak... - No, Fiołasku mój dzikusku, bez nerwów - miauknął spokojnie.
Szylkretka kiwnęła głową. Nie mogła jednak usiedzieć za długo w jednym miejscu, więc kiedy poczuła, że jej ukochany głupol zasnął, to spokojnie ruszyła ku wyjściu z leża. Normalny, spokojny obóz klanu burzy, kilka kotów leżało na zewnątrz dzieląc języki, niektóre były na patrolu. Fiołek rozejrzała się po okolicy, marszcząc zaraz brwi, gdy zdrowym krokiem dostrzegła Ciernistą Gwiazdę odchodzącą od stosu ze zwierzyną z pustym pyskiem.
- Mamo! - zawołała ostro, zrywając się zaraz by podbiec do chudej kotki - Nie jadłaś nic od rana. Co ty robisz? Wiesz, że to dla ciebie niezdrowe. - mruknęła niezadowolona, kiedy stanęła obok buraski. Aż serce zakuło ją z żalu, kiedy zobaczyła wyraz pyska rodzicielki. Tak bardzo było jej go szkoda...
- Nic mi nie jest - miauknęła krótko, po czym na jej pysku pojawił się grymas przypominający niedorobiony uśmiech.
- Żadne nic mi nie jest, tylko idziesz coś w tej chwili zjeść albo wepchnę to w ciebie siłą! - syknęła bez krzty emocji. Z opowieści innych klanowiczy pamiętała, że córka Białej Sadzawki miała już wcześniej taki problem, jednakże najpewniej Fiołek była wtedy zbyt małym grzdylem, albo nie była nawet płodem, żeby jakkolwiek na to zareagować. Teraz było inaczej. Była dorosła i mogła spróbować coś zrobić. Przywódczyni popatrzyła nań zdumionymi oczami, już otwierając mordkę by coś powiedzieć, jednakże ostatecznie zrezygnowała zwieszając nisko łeb - Mamo... Błagam... Widzę, że coś się dzieje. Zjedz coś... Chociaż pół wróbla... Martwimy się o Ciebie! Ja, mamusia, Orzełek, Drżąca i nawet Kręciołek... - szepnęła już całkowicie zdesperowana.
< Cierniu? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz