BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rdzawy Ogon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rdzawy Ogon. Pokaż wszystkie posty

04 maja 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Owocowego Alberta

Oczywiście, że nie dokończyła swojej wypowiedzi. "Hej, chodźcie do lasu!" brzmiało zarazem tak prostacko i nachalnie, że aż podziękowała w myślach Klanowi Gwiazdy, że ugryzła się w język.
Chciała, żeby sfinks z nią wrócił. Mógłby nawet wziąć tą rozgadaną, rudą kotkę, bo, mimo wszystko, była całkiem sympatyczna i zabawna. Machnęła ze zrezygnowaniem puszystym ogonem, po czym uśmiechnęła się smutno. Albert przekrzywił delikatnie łebek.
– Coś się stało?... – miauknął niepewnie, kątem oka przypatrując się Aśce. – Jak chcesz, możemy stąd wyjść.
Wojowniczka skinęła mu łbem, dosłownie wyskakując z dusznego pomieszczenia. Powietrze w Dużym Siedlisku Dwunożnych nie było takie świeże jak w lesie, aczkolwiek i tak wzięła głęboki wdech, ponieważ w domu zaczęło jej się już kołować w łebku.
– Pokażę ci coś. – oznajmił były pieszczoszek, łagodnie ocierając się o jej polik.
Rdzawy Ogon tylko wymamrotała coś niewyraźnie. W mieście było okropnie gorąco, pachniało spalinami i kotka czuła, że się dusi. Łysy kocur nie miał takowego problemu, bo tylko dziarsko truchtał przed siebie. Co pewien czas oglądał się, czy szylkretowa idzie za nim.
Skręcili w jakąś alejkę, aby potem wspiąć się na duże, metalowe "coś". Były to kosze na śmieci, gdzie Bezwłosi wyrzucali swoje resztki. Nie były to nornice czy myszy, tylko jakieś niesmaczne, ostre mięso. Kiedy żółtooka tego spróbowała, o mało co się nie zakrztusiła.
Wskakując na pojemnik, niechcący odepchnęła go tylnymi łapami i śmietnik spadł. Kocica zjeżyła sierść na karku i wskoczyła na rurę, mocno wbijając w nią pazury. Nie była to przyjemna, pachnąca kora drzewa, tylko jakiś niezidentyfikowany materiał, śmierdzący zgnilizną. Rdzawy Ogon z obrzydzeniem odsunęła pyszczek i sunęła powoli do góry. Była to mozolna wspinaczka, jednak kiedy już miała wskoczyć na dach, osunęła jej się tylna łapa i szylkretowa miauknęła zaskoczona. Przed upadkiem uratowały ją jej pazury, które odruchowo mocno zacisnęły się na rurze.
Przerażona wojowniczka czym prędzej czmychnęła na ów dach, cała się trzęsąc. Albert już tam czekał, wlokąc jakiś materiał, który przypominał koc. Oczywiście, Rdzawy Ogon nigdy nie widziała koca, dlatego też wysunęła pazury i spróbowała się na niego zamachnąć.
– Co to ma być? – warknęła z dezaprobatą, wrogo wyginając się w łuk.
Sfinks przewrócił oczami, upuszczając ubrudzony kocyk i próbując go jakoś wyprostować. Kiedy to zrobił, zajęło mu to około kilkadziesiąt uderzeń serca, westchnął i puścił jej oczko.
– Zapraszam. Widok jest epicki, zapewniam cię! – gorliwie zapewnił jej ukochany, klepiąc puste miejsce obok niego ogonem.
Wojowniczka niepewnie podreptała do kocura, sadowiąc się tuż obok niego. Stykali się barkami, patrząc na zachodzące słońce, które rzucało blask na ich pyszczki. Kotka zmrużyła oczy, patrząc w dół, na Potwory, które przecinały z prędkością światła mniejsze Drogi Grzmotu i Piechurów chodzących po ścieżkach. Nigdy nie chciałaby tu zostać na zawsze.
Nieśmiało splotła swój ogon z wątłym ogonem włóczęgi, wpatrując mu się w oko. Kukułka go oszpeciła i za to zapłaci – syknęła w myślach szylkretowa, przejeżdżając koniuszkiem ogona po jego ranie. Sfinks spuścił łebek, ale ona go tylko czule polizała w ucho.
– Wydaje mi się, że jestem gotowa. – zaczęła, próbując nadać swojemu głosowi pewny siebie ton.
– Do czego?
– Do kociąt.
Zapadła niezręczna cisza i kocica przez ułamek uderzenia serca myślała, że łysy kocur zacznie się śmiać. Jednakże on tylko niepewnie wstał, liznął ją po czole i złapał za jej kark...

Po wszystkim oba koty padły na grzbiety, wpatrując się w niebo usiane jasnymi gwiazdami. Wymieniały się swoimi uwagami, przygodami czy też anegdotami. Innymi słowy, miło spędzali czas. Acz Rdzawy Ogon doskonale wiedziała, że niedługo musi odejść. To jej przeznaczenie.
Nie raz i nie dwa przez jej głowę przebiegła myśl, aby zabrać ze sobą Alberta. Albo Aśkę. To byłoby wspaniałe mieć kogoś, kto jest jej "partnerem". Czy on ją w ogóle kochał? Nie miała pojęcia. Czasem zdawało się, że to było wymuszone, ale ten wieczór będzie zawsze pamiętać.
Nagle wojowniczka przestała się odzywać. Sfinks gadał coś jeszcze, śmiał się, jednak kiedy zauważył, że jego ukochana milczy, przestał. Czekał na jakiekolwiek jej słowa.
– Wróć ze mną... – wymruczała w końcu błagalnie, przewracając się na bok i dotykając jego polika. Nie chciała go zostawić. – W lesie będziesz bezpieczny, nauczę cię polować i walczyć, będę cię ogrzewać podczas Pory Nagich Drzew. Zobaczysz nasze kocięta, przekażesz im całą swoją wiedzę, by były takie, jak ty. Obiecuję. Klan Burzy potrzebuje kota takiego jak ty. Ja cię potrzebuję. Teraz jesteśmy siebie równi. Zostaliśmy pokaleczeni przez blizny przeszłości, mieliśmy swoje wzloty i upadki, załamania, śmiech przez łzy. A wiesz czemu? Bo oboje nosimy w sobie to.
Mówiąc ostatnie słowa, dotknęła łapką miejsca, gdzie leży serce łysego kota.

<< Albert? >>

02 maja 2018

Od Rdzawego Ogona

Trening! Kompletnie o nim zapomniała!
Wygramoliła się z legowiska, nawet nie strzepując z szylkretowego futerka kłębków mchu. Niechcący nadepnęła Żmijowej Łusce na ogon, a ona w ramach rekompensaty ukazała bukiet żółknących kłów i nieprzyjemnie syknęła w jej stronę. Młoda wojowniczka nie miała czasu przepraszać, dlatego też zwinnie przeskoczyła nad zwiniętym w kulkę ciałem Kaczeńcowego Pazura. Oby Ciernista Łapa znalazła jakieś pożyteczne zajęcie!
Wiatr przyjemnie zmierzwił jej sierść, a blask słońca chwilowo ją oślepił. Zamrugała kilkakrotnie, wzięła głęboki wdech i zlustrowała rozszalałym wzrokiem obóz. Wojownicy przygotowujący się do patrolu, Gradowa Mordka wraz z Burzową Łapą wychodzący na ponowne zbieranie ziół... Nagle zauważyła, że z tunelu wychodzi pręgowana, zielonooka kocica. W miarę wysoka, postawna, robiąca wyrażenie, delikatnie stąpająca po ziemi, niosła w okrwawionym pyszczku zwierzynę. Nagle żółtooka przypomniała sobie z ukłuciem smutku, że to nie jest Ciernista Łapa. Teraz jest wojowniczką i nazywa się Ciernista Łodyga. Cofnęła się o długość kociego ogona. Znowu zapomniała, że już jej nie trenuje, bo przekazała jej całą swoją wiedzę.
— Hej, Rdzawy Ogonie! — młoda koteczka podeszła do niej i otarła się, wciąż mokrym od krwi, polikiem o jej polik. — Jak ci się spało, popielico? Słońce już szczytuje!
Szylkretowa przewróciła oczami, jednak nagle pewna myśl uderzyła ją tak mocno, jak gałęź, która kiedyś spadła z drzewa prosto na jej łebek. Potrząsnęła nim niepewnie, krótkim, nerwowym miauknięciem pożegnała byłą terminatorkę, która stanęła jak wryta.
Dzisiaj miała odbyć się jej ostatnia podróż do Siedliska Dwunożnych. Obiecywała sobie przez wiele księżycy, że wkrótce odwiedzi Alberta, tak jak mu obiecała podczas ostatniego spotkania. Oczywiście, targało nią mnóstwo wątpliwości, aczkolwiek uznała, że miłość do sfinksa przezwycięży wszystkie jej złe myśli. Pod pretekstem polowania wyruszyła w kierunku terenów Klanu Wilka, cichutko modląc się do Klanu Gwiazdy, aby żaden patrol się z nią nie spotkał.


Droga przez terytoria Klanu Wilka była szybka, ponieważ kocica praktycznie ciągle biegła. Za bardzo bała się spotkania z Wilczakiem, dlatego też bez zastanowienia wbiegła na Drogę Grzmotu. Poduszki łap żółtookiej spotkały się z twardym asfaltem, aczkolwiek to nie było jej największym zmartwieniem. Do jej czujnie postawionych na sztorc uszu doszedł ryk Potwora, dlatego też wojowniczka skuliła się na ziemi, wbijając pazurki w twardą drogę. Blask świateł oślepił Rdzawy Ogon, która zmrużyła oczy w szparki. Zebrała w duszy resztki swojej odwagi i tylnymi łapami odbiła się od asfaltu, umykając przed Potworem o pół uderzenia serca. Maszyna w odpowiedzi zaryczała głośno i przemknęła obok kocicy.

Wchodząc do głośnego, dużego Siedliska Dwunożnych, wojowniczka dosłownie odetchnęła z ulgą. Wszystko tutaj, mimo upływu kilku pór roku, było takie samo, pamiętała każdą uliczkę i nie zgubiła się tak, jak przy pierwszym razie. Idąc alejką prowadzącą do domu ukochanego piecucha, usłyszała jakiś trzask, dochodzący zza większych śmietników.
Wojowniczka niepewnie skuliła uszy, jednakże po dłuższym namyśle uznała, że tutejsi włóczędzy nie nadają się do prawdziwych walk. Przełknęła głośno ślinę i polizała się po karku, aby jej sierść leżała prosto. Następnie skierowała się w ciemniejszą uliczkę i nastroszyła ogon.
— Kto tutaj jest? — warknęła, obracając się w kółko, jakby oczekując ataku z każdej strony.
Nagle karton się poruszył, zamiauczał, a następnie wyskoczył z niego łysy kocur. Przeciągnął się, resztki jakiegoś kostiumu ledwo trzymały się na jego wychudzonym ciele. Mimo, że wyglądał nieco przerażająco (wyłupiaste oczy, wystające kości, porwany strój dinozaura, nadgryzione uszy i blizny... mam wymieniać dalej?), kotka poczuła, jak po jej ciele przepływa dreszczyk podniecenia.
— Albert? To ty? — wyszeptała.

<< Albert? >>

15 kwietnia 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Ciernistej Łapy

Ciernista Łapa stała się dla niej czymś w rodzaju przyjaciółki i gdyby kiedykolwiek zdecydowałaby się na odejście z Klanu Burzy, jej terminatorka na pewno by ją w nim zatrzymała. Najpierw myślała, że to zwykła, słaba i cichutka uczennica, aczkolwiek prędko domyśliła się, jak bardzo się pomyliła.
Trudno będzie jej patrzeć, jak jej mała bura koteczka dorasta, zapewne zdobywa partnera, ma kocięta i służy jako pełnoprawna wojowniczka. Dla niej ciągle będzie tym drobnym, wątłym kociakiem, który ma mysi móżdżek i uczy się na swoich błędach.
— Bardzo ładnie. — miauknęła po prostu, mrużąc swoje żółte oczy w wąskie szparki.
Po tych słowach, cichutko westchnęła i odeszła. Pod jej łapami cichutko chrzęścił śnieżny puch. Mentorka zostawiła oszołomioną uczennicę, która bezgłośnie wypuściła bażanta ze swojego pyska.


- - -


Minęło kilka księżycy od tamtego wydarzenia. Kocięta Pręgowanego Piórka zostały już terminatorami, Deszczowa Łapa i Brzoskwiniowa Łapa szykowali się do przyjęcia swoich wojowniczych imion, a szylkretowa kocica szła właśnie zganić swoją burą podopieczną. Już dawno wiedziała, że Ciernista Łapa trenuje samotnie, bez jej pozwolenia. Była zbyt ambitna. I to ją kiedyś zgubi. Jednak łeb kocicy zaprzątały również inne sprawy.
Łzawy Kaszel. Na razie to przedziwne choróbsko nie zabrało żadnego z wojowników, jednak Księżycowa Łapa czuje się coraz gorzej. Jest to brat jej uczennicy, aczkolwiek mentora ma nadzieję, że jego prawdopodobna śmierć nie wpłynie na jej rozwój. Koty umierają i Ciernista Łapa musi się do tego przyzwyczaić.
— O czym tak myślisz? — usłyszała za sobą głos Cienistego Pazura, który wręcz ocieplał panujący ziąb.
— O Łzawym Kaszlu. Oby Księżycowa Łapa wyzdrowiał. — miauknęła wymijająco, jednak kocur zastąpił jej drogę i w rezultacie dotknęła nosem jego klatki piersiowej. — Nie jadam twojego futra, Cienisty Pazurze. Przesuń ten futrzany tyłek.
Kocur zamruczał z rozbawieniem, po czym odsunął się i zrobił jej przejście do legowiska terminatorów. Szylkretowa kocica doskonale wiedziała, że to tam przebywa jej towarzyszka, która nie mogła znajdować się w lecznicy, ponieważ zaraziłaby się od swojego brata.
Wraz z nią wszedł również Cienisty Pazur, który szedł tak blisko niej, że wręcz stykali się barkami. Zielone oczy terminatorki zalśniły w półmroku legowiska, a z jej krtani wydobyło się głębokie mruczenie na widok mentorki. Zauważyła również, że jej wąsy drgnęły z rozbawienia na widok takiej nietypowej pary, toteż wojowniczka odsunęła się od zdezorientowanego kocura.


<< Ciernista Łapo? >>
 

27 marca 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Ciernistej Łapy

Skinęła jej szybko łebkiem, uśmiechając się pod nosem. Cieszyła się, że Ciernista Łapa aż tak angażuje się w swój trening i była pewna, że niedługo zostanie wojowniczką. Musiała jednak udoskonalić jej walkę oraz technikę polowania, trenować jej wytrzymałość i szybkość oraz musiała rozumieć pewne aspekty życia jako lojalny wojownik Klanu Burzy. Lojalny. Na tę myśl Rdzawy Ogon zmarszczyła brwi i szybko ją odpędziła. Dzisiaj chciałaby spędzić dzień w dobrym humorze.
Wystrzeliła jako pierwsza, zwinnie i prędko omijając zaspy, jednak ciągle czuła ciepły oddech Ciernistej Łapy na swoim karku. Wybiegła z tunelu, regulując swój oddech i starając się nie zasapać. Wojowniczka nadal biegła przed siebie, przestając zerkać na terminatorkę, która zostawała w tyle. Opuszki łap zaczęły ją szczypać, aczkolwiek nie przerwała biegu. Jej kondycja była już wręcz doskonale wyrobiona, co po części było zasługą Jałowcowego Krzewu, a po części ucieczkami przed hordami samotników, kiedy jeszcze żyła w Siedlisku Dwunogów.
Kotki szybko dotarły nad Północne Zbocze, gdzie często wspólnie trenowały. Rdzawy Ogon uznała, że tutaj jest najwięcej miejsca oraz zwierzyny, toteż mogą i polować i walczyć. Dzisiaj chciała, aby Ciernista Łapa pokazała jej wszystko, co wie na temat polowania. Mentorka usiadła tuż przed nią, ignorując nieprzyjemny mróz i dumnie zadarła podbródek. Oczekiwała od niej zadowalających wyników, bo była jej terminatorką i chciała pokazać ją od jak najlepszej strony. Chrząknęła.
— Trenujemy już razem od ponad czterech księżycy. — miauknęła, nadal wpatrując się w pustą przestrzeń przed sobą i unikając błyszczących z podniecenia zielonych oczu. — Niedługo zostaniesz wojowniczką, więc powinnam cię do tego dobrze przygotować. Zacznijmy od polowania. Najpierw pokaż mi, jak najlepiej skradać się na królika, na mysz i na ptaka.
Bura w skupieniu pokiwała niewielkim łebkiem, chociaż wyraźnie rozproszyła się na myśl, ze niedługo zostanie mianowana na wojownika. Szylkretowa uznała, że dzięki temu będzie się starać dwukrotnie bardziej. Uczennica przyjęła pozycję łowiecką dostosowaną do skradania się do królika i Rdzawy Ogon od razu zauważyła, że skrada się pod wiatr. W myślach pochwaliła Ciernistą Łapę i uważnie śledziła jej kolejne ruchy. Potem przyszła pora na mysz i pewne szczegóły w jej ciele i chodzie się zmieniły, jednakże były poprawne. Z ptakiem miała pewne trudności, aczkolwiek i tak dała sobie radę, a wojowniczka aż zamruczała z radości. Skradała się wręcz bezszelestnie i w niczym nie przypominała tego kulawego borsuka sprzed trzech księżycy. Trzepnęła puszystym ogonem.
— Brawo. — zagruchała, liżąc ją przyjacielsko w polik. — Ale teraz przyszła pora na coś trudniejszego. Do zachodu słońca będziesz polować sama, będę cię również obserwować. Przynieś tyle zdobyczy, ile zdołasz złapać w swoje łapy.
— Ja... — wzięła głęboki oddech, a jej zielone ślepia jarzyły się w półmroku chłodnego poranka. — Nie zawiodę cię! Będziesz ze mnie dumna!
Wykrzykując ostatnie słowa, wskoczyła w pobliskie zarośla, a po kilku uderzeniach serca jej kroki ucichły. Rdzawy Ogon westchnęła ciężko, a końcówka jej gęstego ogona zadrżała.
— Oby.


- - -


Na samym początku jej nie śledziła. Wróciła najspokojniej w świecie do obozu, ponieważ musiała coś załatwić. Nadal czuła wyrzuty sumienia po sytuacji sprzed kilkunastu księżycy. Mianowicie, pragnęła zobaczyć się z Jałowcowym Krzewem. Nigdy go jakoś specjalnie nie szanowała, nie potrafiła z nim zbudować zdrowej relacji, a on tak bardzo się starał i tak bardzo chciał, aby Lamparcia Gwiazda był z niego dumny. Niemniej zapewne był, ale czuła się winna za te wszystkie wybryki, wyzwiska i pozostałe niechlubne sytuacje.
Zauważyła go, jak o czymś żywo dyskutował z Korową Skórą. Nie chciała im przeszkadzać, ale też nie miała za dużo czasu. Podeszła do parki sprężystym krokiem, zmusiła się do krzywego uśmieszku i skinęła byłej karmicielce łebkiem. Wojowniczka przystanęła i odwzajemniła gest.
— Mogłabym cię prosić na słowo, Jałowcowy Krzewie? — szepnęła, grzebiąc łapą w śniegu, jakby się stresowała. Tak naprawdę po prostu wstydziła się tej rozmowy.
Starszy kocur wybałuszył swoje błękitne ślepia, jednak zaraz skinął głową swojej partnerce i zwrócił się do szylkretowej:
— Tak, jasne. — następnie odszedł z nią kawałek, dokładnie przy wysokich trawach oplatających obóz, i chrząknął znacząco. — Zamieniam się w słuch.
Rdzawy Ogon wciągnęła mroźne powietrze do płuc, i jakby pchana niewidzialną siłą, wyrecytowała:
— Chciałabym cię przeprosić za to, jakim mysim móżdżkiem byłam. — zaczęła, a gdy chciał coś powiedzieć, uciszyła go ostrym syknięciem. — Jałowcowy Krzewie, byłeś dla mnie najlepszym mentorem i szanowanym wojownikiem. Dzięki tobie uczę tak teraz Ciernistą Łapę, ganiam ją po polach, ćwiczę jej kondycję oraz wyrabiam umiejętność skradania. Nie mogłabym tego zrobić, gdyby nie twoja wiedza, którą mi przekazałeś. Byłam dla ciebie okropną uczennicą i zdaje sobie z tego sprawę. Przepraszam. Nie musisz mi wybaczać, zrozumiałam swój błąd.
Jałowcowy Krzew stał w miejscu, niepewnie poruszając końcówką ogona. Pobłądził nieobecnym wzrokiem po obozie, po czym zatrzymał swe błękitne oczy na smukłej sylwetce kotki i uśmiechnął się szeroko.
— Cieszę się, że zrozumiałaś swoje postępowanie. — oznajmił, a ich spojrzenia się skrzyżowały. — Ale dla mnie zawsze będziesz tym mysim móżdżkiem. Nadal bardzo cię lubię, mimo twojego wewnętrznego rozdarcia zostałaś w Klanie Burzy. Uczysz dla nas nowych wojowników, wiążesz się z kocurem z Klanu Burzy oraz zapewne niedługo twoje kocięta zasilą jego szeregi.
Rdzawemu Ogonowi uśmiech zbladł. Nie chciała mu zaprzeczać, bo widocznie się rozmarzył, tylko potakująco skinęła mu niewielkim łebkiem. Zmusiła się jeszcze raz do uśmiechnięcia, po czym pożegnała się z byłym mentorem krótkim liźnięciem.

Bacznie śledziła Ciernistą Łapę, która zwinnie przemykała pomiędzy krzewami. Nie nadepnęła na żadną gałązkę, nie poruszała się po otwartej przestrzeni i zdawało się, ze jej łapy wcale nie dotykają ziemi. Bura chciała upolować niczego nieświadomego bażanta, który dumnie spacerował wraz z dwoma samicami i widocznie chciał się im przypodobać. Wojowniczka wpiła pazury w zmarzniętą glebę, jakby sama czuła adrenalinę przed skokiem.
Terminatorka wzbiła się w powietrze, a powietrze przeszył huk skrzydeł wzbijających się do lotu samic, które kokietował, teraz już, martwy bażant. Ciernista Łapa dumnie uniosła głowę do góry, a wiatr zmierzwił jej burą sierść. Gdy tak stała, dostojna i harda, Rdzawy Ogon poczuła ukłucie gdzieś w okolicach serca. Lubią swoją uczennicę, czuła z nią taką cudowną, ale niewidzialną, więź. Była zadowolona, że w pewnym stopni wychowała tę o to butną koteczkę.
Kocica wycofała się, nadal wpatrując się ruszającą w kierunku północy uczennicę.
 
 
<< Ciernista Łapo? >>

25 marca 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Lamparciej Gwiazdy

Nie lubiła, kiedy ojciec poruszał ten drażliwy temat. Polowanie było wspaniałe jak na mroźną Porę Nagich Drzew, udało jej się złowić nawet przepiórkę, ale coś musiało zepsuć jej dzień. Niechętnie rozstała się z Ciernistą Łapą i miała nadzieję, że to będzie coś bardzo ważnego. Myliła się.
Czasami miała wrażenie, jakby błękitnooki kocur wymuszał na niej lojalność i to zaczynało ją męczyć. Gdyby prawdziwie wierzył w jej umiejętności i przynależność do Klanu Burzy, zostawiłby ją w spokoju. Natomiast teraz ma jakąś cholerną pogadankę o sprawach sprzed czterdziestu księżycy.
W pewnym stopniu rozumiała złość ojca, ale też nie. To było dziwne uczucie. Jakby sama ze sobą toczyła walkę od... swojego urodzenia. Gdzie leży moja lojalność? Otwarte tereny Klanu Burzy czy też las Klanu Wilka? Królik czy mysz? Matka czy ojciec?
Wpiła pazurki w glebę pod sobą i prychnęła coś niezrozumiale. Lamparcia Gwiazda nie oddalił pyska ani o długość myszy, toteż czuła na swoim nosie jego gorący oddech. Nie rozumiała również całej idei rozmowy — oni pomścili swoich bliskich, ale Klan Wilka nie może? Czemu ona nie może się mścić na tych, którzy ją krzywdzą? Uniosła swe żółte oczy wyżej, a spojrzenia dwójki kotów skrzyżowały się.
— Wy mścicie swoich przodków. — powiedziała niepewnie, a jej głos załamywał się pod stalowym i srogim obliczem ojca. — Dlaczego moja matka nie może pomścić Lawendowego Płatka? Dlaczego ja muszę cierpieć, kiedy ktoś mnie krzywdzi, a potem nie poznać smaku zemsty?
Lider potrząsnął ze zrezygnowaniem potężnym łbem. Widocznie był już zmęczony tą dyskusją, ale wiedział doskonale, iż jego córka to nadal uparty kozioł. Odsunął się o długość kilku kocich ogonów i zgarbił się nieco. Następnie zwrócił pysk w kierunku szylkretowej:
— Nadal nie rozumiesz? Myślisz, że po co opowiedziałem ci tę historię? Chciałem, żebyś przejrzała na oczy. Nie możesz popełniać moich błędów, ponieważ podążanie tą ścieżką przynosi tylko cierpienie. Rdzawy Ogonie, obiecaj mi, że nigdy nie będziesz przelewać czyjejś krwi w ramach zemsty.
Wojowniczka cofnęła się o kilka kroków i przysiadła na zadzie. Czuła, jak mimo mrozu robi się jej piekielnie gorąco, ściany legowiska przybliżają się, aby zgnieść ją w kolorową papkę. Robiło jej się na przemian duszno, a czasem miała aż nadmiar powietrza. Zakołowało jej się w łebku. Potrząsnęła nim, chociaż to i tak nic nie dało. W końcu widziała tylko błękitne, lśniące ślepia.
— Obiecuję.

- - -
 
Od tej rozmowy minęło kilka dni. Nie myślała nad tym, ponieważ sam temat ją drażnił i irytował, dlatego też całe dni spędzała na treningach z Ciernistą Łapą i przebywaniu z Cienistym Pazurem. Polubiła tego wojownika, chociaż na początku był bardzo nieśmiały i podchodził do niej z dystansem, teraz zachowywali się jak starzy znajomi. Rdzawy Ogon tolerowała jego towarzystwo, chociaż zauważyła, iż zielonooki czasem za bardzo się w nią wtula, a ostatnio nawet spał z nią w legowisku wojowników. To skłoniło ją do przemyśleń, ponieważ sam kot nie wydawał jej się pewnym siebie casanovą, łamiącym serca anemicznym kotkom. Rozwiązanie nasunęło się samo.
— Jak się ma moja córeczka? — usłyszała wpierw głębokie mruczenie, a potem poczuła, jak coś liże ją po poliku. Lamparcia Gwiazda. — Widziałem, że ciągle gdzieś chodzisz z Cienistym Pazurem. Podoba ci się? Och, moja malutka córeczka będzie mieć partnera!
Ostatnie zdanie prawdopodobnie miało być cichutkim szeptem, ale przerodziło się w pisk. Wyglądał na podekscytowanego oraz zadowolonego, jakby zrobił coś niezwykłego. Rdzawy Ogon skuliła uszy na swoim niewielkim łebku i nieśmiało uśmiechnęła się do ojca.
— Tato... — miauknęła nieco ciszej, niż zamierzała. — Mam pytanie.
Przywódca postawił uszy na sztorc, a jego ślepia nabrały kolor kobaltu. Polizał się nerwowo po klatce piersiowej, po czym nastroszył swój puszysty ogon, którym często się bawiła jako kocię.
— Pytaj śmiało, kochanie. — z jego krtani ponownie wydobyło się świdrujące w uszach mruczenie.
— Dlaczego chcesz, żebym ja i Cienisty Pazur byli razem i... — przełknęła ślinę, widząc Alberta i automatycznie zamruczała z rozkoszą, co wyglądało, jakby się cieszyła ze swoich słów. — ... założyli rodzinę?
Na pysk Lamparciej Gwiazdy wstąpił krzywy, aczkolwiek pełen szczęścia, uśmieszek.
 
<< Lamparcia Gwiazdo? >>

20 marca 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Ciernistej Łapy

Wojowniczka nie miała ochoty iść z Cienistym Pazurem na patrol, ponieważ czuła się niezręcznie w jego towarzystwie. Kocur próbował zainicjować w ich związek, który ułożył sobie Lamparcia Gwiazda i to onieśmielało Rdzawy Ogon. Ostatni robił się coraz śmielszy, chociaż czasem miała wrażenie, że również był nieśmiały i niepewny swoich uczuć. Szylkretowa dotknęła nosem barku burej.
— Rozumiem, że nie chcesz iść, ale Lamparcia Gwiazda nam kazał. — zabrzmiała tak, jakby wydawała nakaz egzekucji dla Ciernistej Łapy
Terminatorka niechętnie jej przytaknęła i w kilku susach znalazła się przy tunelu, przebierając w miejscu łapami. Szylkretowa zmrużyła swe żółte ślepia i również w kilku skokach znalazła się przy swojej uczennicy. Deszczowa Łapa postawił uszy na sztorc i zaczął się wpatrywać w burą koteczkę, a przestał dopiero, kiedy szturchnął go starszy kocur. Niebieski uczniak popatrzył się na swoje łapy i wymamrotał coś pod nosem, po czym ruszył za Cienistym Pazurem. Kotki również ruszyły truchcikiem, będąc tuż za dwoma kocurami. Nie próbowały ich wyprzedzić, wolały porozmawiać na osobności. Może inaczej — Ciernista Łapa miała pytania do mentorki.
— Rdzawy Ogonie, jak to jest z tobą i Cienistym Pazurem? — miauknęła, stykając się z kocicą barkami.
Wojowniczka westchnęła ciężko, próbując przyśpieszyć, ale wtedy odezwała się tylna łapa. Oznajmiła krótkim miauknięciem, że będą wolniej szły i zwróciła pyszczek w kierunku entuzjastycznej uczennicy:
— A czy muszę odpowiadać na to pytanie? — mruknęła trochę ostrzej niż zamierzała, ale była zirytowana tą całą sytuacją.
Ciernista Łapa przegryzła dolną wargę. Między kotkami zapadła długa cisza, a gdy promieniujący ból ustał, Rdzawy Ogon przyśpieszył i zjednała się z Cienistym Pazurem, który przyjacielsko puścił do niej oko. Wojowniczka odwróciła niewielki łebek i w skupieniu przyglądała się majaczącym w oddali skrawkom lasu należącego do Klanu Wilka.

- - -
 
Dzień zapowiadał się pięknie. Szylkretowa siedziała na uboczu obozu, starannie pielęgnując swoje puszyste futerko. Biały puch był nieprzyjemnie wilgotny, natomiast mróz nadal nie ustawał i szczypał kocicę w uszy, nos lub opuszki łap. Właśnie przejeżdżała szorstkim języczkiem po linii grzbietu, gdy usłyszała chrząknięcie. Myślała, że to Ciernista Łapa przyszła z wiadomością, iż jest gotowa do treningu, ale to był masywny kocur. Cienisty Pazur. Rdzawy Ogon cofnęła się na tyłku o długość kociego ogona, a zdezorientowany wojownik przekręcił pytająco łeb.
— Cześć, Rdzawy Ogonie, przeszkodziłem ci w czymś? — spytał nieśmiało, kuląc uszy po sobie i siadając tuż obok kotki. — Bo wiesz, chciałem ci coś powiedzieć...
Kocica poczuła, że brakuje jej tchu, więc zachłannie wzięła wielki haust powietrza i spróbowała się nie zakrztusić. Cienisty Pazur uniósł ku górze prawą brew, aczkolwiek kontynuował, jakby uważając, że zachowanie koleżanki z legowiska jest najnormalniejszą rzeczą pod słońcem.
— Może miałabyś ochotę podzielić ze mną języki?
Rdzawy Ogon zakrztusiła się i kaszlała tak, jakby zawładnął nią Czarny Kaszel. Wiła się po śniegu niczym rozwścieczona, włochata gąsienica i co rusz waliła się łapą w klatkę piersiową, próbując wydusić z siebie cokolwiek, co jest słowem. Kiedy poczuła w swoich płucach mroźne powietrze, usiadła i łapczywie łapała tlen, a Cienisty Pazur wydawał się przerażony jej reakcją.
— Ja... znaczy... — jąkała się, próbując zapanować nad swoim językiem. — Jasne, czemu nie.
Zielonooki ożywił się natychmiastowo, chociaż jego ruchy były subtelne i delikatne. Najpierw zaczął pielęgnować kark kotki, a Rdzawy Ogon przeszył przyjemny dreszczyk. Nie mogła powstrzymać mruczenia, więc żeby stłumić dźwięk, zaczęła lizać szyję kocura. Wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie zauważyła wychodzącej z legowiska uczniów Ciernistej Łapy, która na widok dwóch kotów stanęła jak wryta. Szylkretowa zakrztusiła się futrem kocura, a kot nieprzerwanie ją czyścił, wręcz maniakalnie.
 
<< Ciernista Łapo? >>

19 marca 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Ciernistej Łapy

Szylkretowa była niezwykle dumna z osiągnięcia terminatorki. Zadziałała błyskawicznie, mimo, że była taka niewielka, a jastrząb nadal mógł zaatakować. Od razu skręciła mu kark, a teraz idzie przed nią z dumnie uniesionym podbródkiem, a za nią ciągnie się ten drapieżny ptak. Złapała go za skrzydło i dzielnie ciągnęła pomimo jego wagi, natomiast mentorka szła tuż za nią, wyczulona na każdy dźwięk. Rany piekły i Rdzawy Ogon błagała w duchu, aby nie zostały po nich trwałe blizny.
Najbardziej piekł ją polik, czuła, że rozpalił się tam żywy ogień. Parsknęła, gdy potknęła się o gałąź, a ranna łapa podwinęła się aż po podbrzusze. Ciernista Łapa niepewnie na nią zerknęła i puściła jastrzębia, pytająco przechylając niewielki łebek w prawą stronę.
— Rdzawy Ogonie, może tutaj poczekasz, a ja wezwę Gradową Mordkę i Burzową Łapę? — spytała nieśmiało, sięgając ponownie po ptaka.
Kocica przecząco pokiwała łebkiem, mimo bólu przyśpieszając kroku. Nie chciała pokazywać słabości przy swojej burej uczennicy, toteż zrównała się z nią i wyprzedziła. Próbowała nie myśleć o promieniującym bólu, aczkolwiek łapy stawiały sztywno, a jej pyszczek wykrzywił brzydki grymas.

- - -
 
— Ciernista Łapo, za wolno! — krzyknęła szylkretowa wojowniczka, unikając kolejnego ciosu swojej burej uczennicy.
Ciernista Łapa miała słabą technikę walki, chociaż Rdzawy Ogon widziała w niej potencjał. Kocica poruszała się już sprawnie, łapa była praktycznie sprawna. Kolejny raz odskoczyła od ostrych pazurków zielonookiej, nie wytrzymując już i skacząc na nią. Przygniotła ją i przysunęła pyszczek do jej pyszczka i miauknęła niedbale:
— Martwa. — wstała, otrzepała się, po czym odparła. — Coś dzisiaj słabo ci idzie. Jesteś rozkojarzona. Spróbuj jeszcze raz.
Bura wstała na cztery łapy i kilkakrotnie okrążyła mentorkę. Rdzawy Ogon śledziła bacznie każdy jej ruch, nawet zwykłe machnięcie ogonem mogło jej w czymś pomóc. Oblizała pyszczek, widząc jak kotka wzbija się w powietrze i celuje w jej gardło. Szylkretowa ominęłaby jej atak, gdyby nie zobaczyła sylwetki. Cienisty Pazur. Stał i wpatrywał się w wojowniczkę, a gdy zobaczył, że go zauważyła, nieśmiało schylił łeb. Nagle poczuła, jak coś odrzuca ją do tyłu i walnęła łbem o glebę.
— Martwa! — pisnęła tryumfalnie Ciernista Łapa, dumnie wypinając pierś.
Wojowniczka wstała i otrzepała futerko z kurzu. Bura zauważyła, że z kocurem mierzą się spojrzeniami, a wtedy Cienisty Pazur podszedł.
 
<< Ciernista Łapo? >>

18 marca 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Szepczącego Wiatru

Nie mogła po prostu obojętnie przejść obok więzionej siostry. Jej serce należało do Klanu Burzy, aczkolwiek coraz częściej zastanawiała się, co się stanie, gdy umrze Lamparcia Gwiazda. Był to prawdopodobnie jedyny kot, dla którego zdecydowała się zostać. Ojciec, "mentor". Wszystko w jednym. Mimo, że czasem wątpiła w jego dobre intencje, kochała go całym sercem.
A teraz pojawiła się jej siostra, Szepczący Wiatr i wszystkie mieszane uczucia uderzyły w nią, niczym łapa z wysuniętymi pazurami. Musiała z nią porozmawiać, wesprzeć, a w jej niewielkim łebku kiełkował nawet pomysł, żeby pomóc jej uciec. Podobno zarzekała się, że w lesie nie była od kilku księżycy, a Rdzawy Ogon... uwierzyła jej. Pachniała smrodem Drogi Grzmotu, wydała się zdezorientowana i zaniepokojona zaistniałą sytuacją. Czemu Lamparcia Gwiazda ją więzi? Naprawdę jej nie wierzy? Wzięła głęboki oddech i ruszyła do błękitnookiej siostrzyczki, omijając bez słowa Sztormowe Niebo. Cętkowany kocur akurat pilnował kocicy i natychmiast wrzasnął:
— Rdzawy Ogonie, natychmiast się odsuń, słyszysz?! — doskoczył do szylkretowej i bez pardonu pociągnął ją za puszysty ogon.
Wojowniczka zgięła się niczym kobra, wyślizgując się z uścisku kocura. Ukazała rządek śnieżnobiałych kiełków i w kilka uderzeń serca przywróciła swój gęsty, rdzawy ogon do ładu.
— Pająki zasnuły ci mózg, Sztormowe Niebo? — syknęła do kolegi z legowiska, a końcówka jej ogona zadrgała niebezpiecznie. — To moja siostra, przecież mnie nie zabije!
Kot napiął mięśnie, w każdej chwili gotów obezwładnić więźniarkę. Jego wyraz pyska mówił wyraźnie, że nie jest taki pewien czynów tej kocicy. Natomiast Szepczący Wiatr nadal siedziała sztywno, aczkolwiek Rdzawy Ogon zauważyła w jej błękitnych oczach błysk satysfakcji.
— Nie mogę cię tu wpuścić, wybacz mi. — westchnął zrezygnowany i unikał patrzenia jej w oczy.
Kotka wydęła pogardliwie wargi i ominęła cętkowanego kocura. Sztormowe Niebo zrobił ślepia niczym dwa, wielkie księżyce, aczkolwiek nie poruszył się i tylko wlepił zaciekawione spojrzenie w Szepczący Wiatr i Rdzawy Ogon. Chociaż nadal czujny, chciał podsłuchać o czym mówiły kotki.
Szylkretowa wojowniczka sprężystym krokiem podeszła do więźnia i nabrała powietrza w pyszczek, jakby przygotowując się do nurkowania. Jednak zanim cokolwiek powiedziała, usłyszała ostry głos siostry, który przeciął powietrze jak skalpel. Rdzawy Ogon automatycznie posmutniała.
— Czemu tutaj przyszłaś? — prychnęła jej siostra, odwracając pyszczek i wpatrując się w ścianę utkaną z gałęzi ostrokrzewu.
Nie wyglądała na zadowoloną z nagłej wizyty siostry, a wojowniczka Klanu Burzy poczuła się bardzo źle. Tutaj miała tylko Pręgowane Piórko, której w dodatku nie lubiła i Lamparcią Gwiazdę, który był już stary. Nie miała żadnych przyjaciół czy też rodziny i w dodatku odpędzała od siebie znajomych. Natomiast Szepczący Wiatr była jej ukochaną siostrzyczką. Nagle poczuła, że w Klanie Wilka jest więcej znajomych pyszczków, ale nie mogła opuścić Klanu Burzy.
— Przepraszam, ja mogę wyjść... — skuliła uszy po sobie. — Po prostu chciałam cię zobaczyć. Nadal czuje się rozdarta, a tamta bitwa... oh!
Również zaczęła wpatrywać się w splątane ze sobą gałązki ostrokrzewu. Znowu poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku i spróbowała powstrzymać mysią żółć napływającą jej do gardła. Nie mogła opowiedzieć jej o tym wszystkim, bo Szepczący Wiatr by tego nie zrozumiała.
— Bitwa? Ta, w której zginęła Lawendowy Płatek? — warknęła, odsłaniając kły. — To był największy błąd Lamparciej Gwiazdy.
Rdzawy Ogon spojrzała się na wykrzywiony w grymasie złości pyszczek siostry i, jakby się czegoś obawiając, cofnęła się. Żółte oczy niepewnie rozejrzały się po legowisku, w którym unosił się wręcz niewyczuwalny zapach Klanu Wilka. Sztormowe Niebo zerkał zza barku i wpił pazury w glebę.
— Ciszej! — wysyczała, łapą zatykając pysk szylkretowej wojowniczki, która zdezorientowana uniosła ku górze lewą brew.
Szepczący Wiatr wyglądała na zaskoczoną, ale szybko wyszarpnęła się z objęć Rdzawego Ogona i parsknęła niezadowolona. Przewróciła się na bok i ułożyła niewielki łebek na przednich łapach. Nie wyglądała na szczęśliwą.
— Chciałam po prostu z tobą poważnie porozmawiać. Bo... — miauknęła, czując, jak jej głos się łamie. — Ja ciebie nadal kocham, Szepczący Wietrze.
Nie dawała sobie żadnych nadziei. Głęboko wierzyła, że kocica się na nią rzuci i obrzuci wiązanką obleg. Odwróciła od niej pyszczek i wpatrywała się w swoje pazurki, bojąc się jej reakcji.
 
 
<< Szepczący Wietrze? >>

10 marca 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Ciernistej Łapy

Szylkretowa w skupieniu pokiwała niewielkim łebkiem, z zadowoleniem stwierdzając, iż może z czystym sumieniem powiedzieć, że jej wiedza jest zadowalająca. Rangi zna doskonale, nie zawahała się przy wymienianiu, swój klan zna jak własną kieszeń, poznała granice, aczkolwiek ma problemy z zapamiętaniem liderów i zastępców obcych klanów. Postanowiła uzupełnić jej wiedzę.
— Klanem Klifu rządzi Niedźwiedzia Gwiazda, natomiast jego prawą łapą jest Spadający Liść. Milcząca Gwiazda to przywódczyni Klanu Wilka, a jej zastępcą jest Borsuczy Goniec — wyjaśniła prędko, mówiąc wszystko na jednym wdechu. — Nie zapominajmy również o Klanie Nocy, gdzie rządy sprawuje Pierzasta Gwiazda i Jagodowe Futro.
— Zapamiętam — gorliwie zapewniła jej bura terminatorka, schylając łebek.
Rdzawy Ogon westchnęła, przeciągając się mozolnie i ziewając rozdzierająco. Następnie wstała i gestem nakazała podążać za nią. Przez kilka ciężkich uderzeń serca szły w zupełnym milczeniu. Wtedy też szylkretowa wojowniczka postawiła uszy na sztorc. I nagle słońce przysłonił cień.
— Ciernista Łapo, uważaj! — wrzasnęła zasłaniając ją ciałem i czując, jak coś łapie ją za bark.
Wgryzła się w szponiastą łapę przeciwnika, a jastrząb wrzasnął. Wypuścił kocicę, aczkolwiek zaraz ponownie zapikował, tym razem przejeżdżając po jej grzbiecie i wczepiając w niego swe pazury. Rdzawy Ogon zaskowytała, zwijając się w jego żelaznym uścisku i gryząc go w miękki, pokryty piórami brzuch. Jastrząb znowu ją puścił, ale tym razem spadła z trochę większej wysokości niż przedtem. Ciernista Łapa skryła się w pobliskich, wysokich trawach i spoglądała na mentorkę z przerażeniem. Wojownika zasyczała wrogo, widząc, jak drapieżny ptak szykuje się do kolejnego ataku. Promieniujący ból rozchodził się po jej smukłej sylwetce, ale zebrała w sobie wszystkie siły i kiedy atakował, odskoczyła, łapiąc go za skrzydło. Ptak szamotał się w jej szczękach, co raz przejeżdżając pazurami po jej pyszczku. Puściła go i pisnęła, a on spróbował wzlecieć w powietrze. Nie udało mu się i wrzasnął przeszywająco. Po raz ostatni w swoim życiu.
Ciernista Łapa wyskoczyła i skręciła mu kark. Prawdopodobnie zrobiła to intuicyjnie, ponieważ miała tylko kilka lekcji dotyczących polowania. Jastrząb padł martwy. Bura zadrżała, natomiast Rdzawy Ogon nie poruszyła się. Całe ciało ją piekło i koszmarnie bolało.
— Brawo — zdołała powiedzieć, ale czuła, jakby całe gardło miała wypełnione niewidzialnym płynem.

<< Ciernista Łapo? >>

08 marca 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Polewki

Rdzawy Ogon zatrzymała się. Wpiła pazurki w podłoże. Ziemia była delikatnie nagrzana, wyścielana kłębkami mchu, które wchodziły jej pomiędzy pazury. Strząsnęła je prędko, a słysząc wołanie kociaka, niedbale odwróciła niewielki łebek. Była wściekła.
— Czego? — warknęła nieprzyjemnie, ukazując bukiet śnieżnobiałych kiełków.
Koteczka nawet się nie skuliła, tylko przylgnęła do łapy szylkretowej. Już chciała się zamachnąć, ale zamiast tego do łba przyszedł jej genialny plan. Wtedy pozbędzie się problemu (Klan Burzy) i poczuje się lepiej. Skoro to dzieciak Alberta, niech cierpi.
Wzięła ją za kark, rzucając niepewne spojrzenia na Kwiecisty Wiatr, która właśnie mieszała zioła i krzyczała coś w kierunku Gradowej Mordki. Wyglądali na zajętych, aczkolwiek nie mogłaby wyjść tuż obok nich. Nie chciała wyjść na potwora, którym się powoli stawała.
— Idziemy na spacerek. — wycharczała, na tyle, na ile pozwalała jej sierść kociaka.
Polewka nie odpowiedziała, tylko jeszcze bardziej się skurczyła. Gdzieś tutaj była dziura, którą pamiętała z czasów uczniowskich, kiedy wylądowała tutaj z podrapanym przez Jałowcowego Krzewa bokiem. Odnalazła ją szybko, ale była o wiele mniejsza. Zmniejszyła się?
Próbowała się przecisnąć, ale tylko zmieścił się jej pyszczek. Puściła Polewkę, nosem popychając ją dalej. Sama wstała, szybko się otrzepała i wyszła, żegnając się z medykami, którzy myśleli, że kocię nadal leży na legowisku z mchu.
Natomiast wojowniczka kierowała się do tunelu z kolcolistu, ponieważ kocię wypchnęła na zewnątrz. Tam nie było już żadnych wysokich traw i błagała, żeby dalej siedziała zdezorientowana. Wpadła na nią, gdy próbowała wrócić do obozu. Rdzawy Ogon złapała ją i zacisnęła szczęki na jej karku, nie zważając na przeraźliwe piski kociaka. Czuła się okropnie, ale szła dalej, bo nie mogła patrzeć na Polewkę. Była dla niej usposobieniem czegoś, co dawno zostawiła za sobą, a teraz to wraca. Dwukrotnie silniejsze.
Przemykała szybko, spłoszyła zająca, a potem przyśpieszyła. Oddech stał się płytki, nierówny, wzrok rozlatany, miała ochotę wrócić, ale tylko przełknęła ślinę i brnęła dalej. Żadna z obecnych karmicielek nie weźmie na siebie kolejnego kocięcia, a ona nie będzie osłabiać Klanu Burzy. Poczuła się nieco lepiej, chociaż doskonale wiedziała, że robi źle. Zostawi ją przy granicy z Klanem Nocy, niech oni się głowią, co robi ten mały kociak.

Kiedy poczuła silny zapach Klanu Nocy, upuściła Polewkę. Przestraszyła się i piskiem małej, i krzyknięciem, że ktoś coś czuje. Prawdopodobnie trafiła na patrol, toteż schowała się w pobliskich krzewach i prosiła Klan Gwiazd, żeby jej nie wyczuli. Była pod wiatr, więc miała większe szanse. Widziała, jak jeden liliowy kocur napotyka wzrok kociaka, uzgadnia coś z innymi, ale Polewka nic nie mówi. Milczy jak zaklęta. Rdzawy Ogon w duchu ją chwali. Kiedy widzi, że patrol wziął kocię, powoli wycofuje się na tereny Klanu Burzy.

<< Polewka? >>

Od Rdzawego Ogona C.D Ciernistej Łapy

Szylkretowa nadal była roztrzęsiona tym, że pomimo tak krótkiego stażu wojowniczki, dostała pierwszego ucznia, a dokładniej terminatorkę, która zwała się Ciernista Łapa. Na dzisiejszym treningu chciała pokazać jej tereny oraz przetestować jej wiedzę teoretyczną o Klanie Gwiazd, Kodeksie Wojownika i rangach. Aktualnie zjadała mysz, aby mieć siłę na cały dzień wysłuchiwania bredni. Może nisko oceniała swoją nową uczennicę, ale przecież jest kociakiem. Ona nie wie zupełnie nic. Delektowała podniebienie kruchym mięskiem gryzonia, gdy usłyszała kroki. Obróciła pyszczek w kierunku dźwięku i zauważyła idącą ku niej burą koteczkę, która zapewne była Ciernistą Łapą. Kotka grzecznie czekała, aż mentorka skończy, więc kiedy zakopała niewielkie kosteczki, Ciernista Łapa do niej doskoczyła i wpatrywała się w nią błyszczącymi ślepiami.
— To, co dzisiaj robimy, Rdzawy Ogonie? — pręgowana doskoczyła do jej boku i ruszyła z nią w tunel, drżąc z podniecenia.
Rdzawy Ogon uniosła ku górze lewą brew, widząc jak się ekscytuje. Ona jako terminatorka nigdy taka nie była, a treningi były dla niej katorgą. Przyśpieszyła kroku, a malutka koteczka zaczęła sadzić susy, żeby dorównać truchtowi szylkretowej. Wkrótce szylkretowa zwolniła, czując jak wiatr mierzwi jej futerko. Zmrużyła swe żółte ślepia.
— Teraz pokażę ci tereny. Najpierw pójdziemy na Północne Zbocze, jasne? — miauknęła, skręcając i rozpoczynając bieg, nawet nie czekając na odpowiedź Ciernistej Łapy.
Natomiast sama bura w kilku susach zrównała się z nauczycielką, próbując dotrzymać jej kroku. Rdzawy Ogon kochała biegać po otwartych przestrzeniach, ponieważ dawało to jej poczucie swobody.  Pręgowana wystawiła języczek, bryza czochrała ich futerka, wiatr zacinał i po pewnym czasie bolały od tego oczy. W końcu szylkretowa zatrzymała się, pokazując końcówką gęstego ogona na zbocze wzgórza. Ciernista Łapa przechyliła pytająco łebek.
— To jest Północne Zbocze — wyjaśniła prędko, przysiadając do pozycji łowieckiej. — Roi się tutaj od nor królików, co zapewne widać. Właśnie wyczułam jednego z nich. Cicho bądź i się nie ruszaj!
Bura uczennica skamieniała, chociaż jej mięśnie niezauważalnie drgały z ekscytacji. Wojowniczka delikatnie stąpała po rozgrzanym podłożu, starając się zostać w wysokich trawach. Królik nieświadomie kicał. Następnie szylkretowa wzbiła się w powietrze i wgryzła w tchawicę zwierzątka, z którego trysnęła szkarłatnym strumieniem krew. Rdzawy Ogon wzięła w kształtny pyszczek bezwładne stworzonko, nonszalancko oblizując zakrwawione wargi. Próbowała wyglądać nienagannie, aczkolwiek było to niemożliwe, ponieważ kocica była ubrudzona posoką.
— To było genialne! — gorliwie pochwaliła Ciernista Łapa, a żółtooka uśmiechnęła się do niej ciepło.
Może wcale nie była taka zła? Pieszczotliwie dotknęła ogonem jej polika, przejeżdżając po nim, a potem położyła zdobycz i wymruczała:
— Niedługo i ty będziesz taką pogromczynią królików. — zapewniła.

- - -
 
Wojowniczka pokiwała z zażenowaniem głową, widząc próby koteczki. Zadek miała stanowczo za wysoko, łapy stawiała za nisko, natomiast jej ogon latał niczym zirytowana pszczoła. Rdzawy Ogon krzyknęła, może nieco za ostro:
— Nie jesteś kulawym borsukiem, Ciernista Łapo!
Buraska zmarszczyła brwi, już zniecierpliwiona, i spięła mięśnie, tym razem stosując się do poleceń mentorki. Przeszła około kilka długości lisa w pozycji idealnej, a żaden z leżących liści zdradził jej obecności. Szylkretowa z uznaniem zamruczała, pozwalając uczennicy wstać.
— I jak? — wysapała pręgowana, padając na bródkę i wpatrując się w Rdzawy Ogon.
— Zadowalająco — miauknęła wymijająco wojowniczka, rozkładając się obok swej terminatorki. — A teraz wymienisz mi wszystkie rangi w naszym klanie i najważniejszych przedstawicieli. Spróbuj sobie też przypomnieć innych liderów i zastępców, dobra?
Rdzawy Ogon ułożyła niewielki łebek na przednich łapach, wsłuchując się w pobliski śpiew błękitnoskrzydłej sójki. Liście niepewnie szeleściły, a sama kocica czuła, że Pora Opadających Drzew już nadeszła. Mogła rozkoszować się ostatnimi promykami słońca.
Ponaglająco spojrzała na Ciernistą Łapę.
 
<< Ciernista Łapo? >>

03 marca 2018

Od Rdzawego Ogona C.D Lamparciej Gwiazdy

Przyjemny dreszcz przeszedł jej od karku aż po czubek puszystego ogona. Była naprawdę zadowolona z decyzji przyszywanego ojca, zwłaszcza, że lubiła czuć się niezależna. Lamparcia Gwiazda liznął ją w ucho i odszedł do swoich obowiązków, zostawiając szylkretową siedzącą na obrzeżach obozu. Uniosła niewielki łebek do góry, wpatrując się w błękitne niebo, na którym nie było ani jednej chmurki. Westchnęła, czując, jak wiaterek przyjemnie czochra jej sierść.
Nagle, jakby podążając za jakimś prymitywnym impulsem, spojrzała na swój ogon. Cały rdzawy! To był jej znak charakterystyczny, ponieważ nie widziała żadnego kota o takim ogonie. Więc, może Rdzawy Ogon? Od razu jej się spodobało! Było dźwięczne, krótkie i na dodatek pasowało.
Uznała, że wybierze się jeszcze na krótkie polowanie i wróci idealnie o zachodzie słońca. Przecież zdąży na czas, więc nie musi się martwić. Przy okazji odetchnie nieco, pomyśli i może w końcu skończy rozmyślać o obrazie martwej medyczki Klanu Wilka. Wzdrygnęła się, kiedy zauważyła, jak Cienisty Pazur łapie jej spojrzenie. Kocur uśmiechnął się nieśmiało, kuląc uszy po sobie, a Rdzawa Łapa tylko krzywo się uśmiechnęła. Owszem, nadal pamiętała, jak ją uratował, chociaż coś u niego jej nie pasowało. Wygląd? Nie, był naprawdę przystojnym kocurem, ale nigdy nie dorówna Albertowi. Charakter? Również był w jak najlepszym porządku, podobał się jej, ale nigdy nie dorówna Albertowi. To, na Klan Gwiazd, co w końcu? Nigdy się tego nie dowiemy.
Przemknęła obok wojownika, puszczając mu filuternie oczko, po czym zniknęła w tunelu z kolcolistu.


```

Wróciła, kiedy zauważyła, że promienie słoneczne nie przygrzewają jej półdługiego futerka tak mocno, jak wcześniej oraz gdy słońce chyliło się ku horyzontowi. Weszła do obozu, pozwalając gałązkom delikatnie szarpać jej sierść. Weszła do obozu dokładnie w tym momencie, gdy Lamparcia Gwiazda wołał Klan Burzy. Sprężystym krokiem podeszła do sporego stosika zwierzyny, nonszalanckim ruchem zrzucając tam malutką przepiórkę, mysz oraz królika. Następnie podeszła do lidera, siadając i owijając gęstym ogonem swoje przednie łapy, czując, jak mysia żółć podchodzi jej do gardła. Denerwowała się, że powie coś źle.
— Ja, Lamparcia Gwiazda wzywam moich walecznych przodków, by spojrzeli na tę kotkę. Udowodniła swoją lojalność i poznała wasz kodeks. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika. Rdzawa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia, nawet jeśli oznacza to walkę przeciw twoim bliskim? — przywódca spojrzał na nią bacznie, chociaż w jego błękitnych oczach lśnił niepokój.
Miała wrażenie, że każde pojedyncze oko, każdego pojedynczego wojownika, wpatrywało się z nią i wpatrywali się w jej myśli. Czy jej zaufają? Co ona ma powiedzieć? Klanie Gwiazd, proszę, daj mi siłę.
— Obiecuję bronić mojego klanu i rodziny za cenę życia, nawet, jakbym miała walczyć z moją prawdziwą rodziną, tą z krwi i kości — miauknęła pewna swoich słów, chociaż w łbie kołowały jej się tysiące sprzecznych ze sobą myśl. — Na moc tej wieczystej przysięgi, chciałam zwać się Rdzawy Ogon.
Koty westchnęły z oburzeniem, aczkolwiek Lamparcia Gwiazda przerwał im.
— Mocą Klanu Gwiazdy akceptuję nowe imię, jakie sobie nadałaś. Od tej pory będziesz znana jako Rdzawy Ogon. Klan Gwiazdy cni twoje nowe imię i wita cię jako nowego wojownika! — Rdzawy Ogon podeszła do niego niepewnie, czując jego wilgotny nos na swoim barku.
Następnie z miejsca zerwał się Sztormowa Łapa, którego również mianowano. Wystarczyła dosłownie chwila, a już wracał na miejsce z nowym, równie pięknym co jej imieniem. Zwał się Sztormowym Niebem. Wojownicy podnieśli wrzawę, czcząc nowych wojowników Klanu Burzy. Teraz szli na kraniec obozu, aby odbyć milczące czuwanie. Rdzawy Ogon nadal czuła się niepewnie po swojej wcześniejszej wypowiedzi, aczkolwiek Sztormowe Niebo dotknął nosem jej polika. Podziękowała mu cicho, układając się wygodnie na ciepłej trawie. Ogromne słońce zachodziło leniwie, więc wtuliła się czarno-cętkowaną sierść nowego wojownika. Sztormowe Niebo nie drgnął.


```


Ranek przyszedł niezwykle szybko, aczkolwiek szylkretowa była równie niezwykle zmęczona. Ziewnęła przeciągle, gdy podeszła do nich Korowa Skóra, witając się z nimi miauknięciem. Rdzawy Ogon nic nie odpowiedziała, ale wojowniczka wyjaśniła jej z rozbawieniem, że może już rozmawiać. Z westchnięciem otworzyła pyszczek, odwzajemniając powitanie i wstając. Rozprostowała łapy, przebiegając po obozie i kierując się do stosiku ze zwierzyną. Porwała stamtąd mysz, kiedy usłyszała wołanie Lamparciej Gwiazdy, siedzącego w towarzystwie jakiegoś kota. Nie zwróciła na kompana ojca uwagi, toteż przydreptała do tatusia, wtulając się w jego futro i uśmiechając się radośnie.


<< Lamparcia Gwiazdo? >>

01 marca 2018

Od Rdzawej Łapy C.D Lamparciej Gwiazdy

A co czuła szylkretowa? Radość z wygranej? Żal? Przygnębienie? Złość?
Nie. Wszystkie emocje skumulowały się w jedną, wielką, potężną kulę i podchodziły jej do gardła. Łzy napływały do oczu, czuła, że się dusi. Mysia żółć podchodziła jej do krtani i miała wrażenie, iż zaraz zwinie się w koszmarnych torsjach.
Czuła wstręt do każdego wojownika Klanu Burzy, do samej siebie. Zaatakowali jak cholerne lisy, w sercu obozu. Wzdrygnęła się na myśl o pewnej czekoladowej karmicielce, która z bólem w oczach przygarniała do brzucha swoje kocięta. A one? Wpatrywały się w nich jakby byli najgorszymi potworami. Psami. Cofnęła się o kilka kroków, czując, że kręci jej się w głowie.
Zabili ich medyczkę. Czemu? Czemu, Cienisty Pazurze? Nie masz honoru wojownika? Ach, tak. To Klan Wilka jest bez honoru. Mimo tego, że czuła, iż Klan Burzy jest jej domem, nie chciała tego. Nie chciała tej głupiej walki! Idiotyczne przelewanie krwi! Miała ochotę tupnąć łapką jak kocię, wpaść w histerię i w kółko powtarzać "głupie, głupie!". Co się z nią, na Klan Gwiazd, dzieje?
Szła na końcu orszaku, łapy snuły się za nią niczym dwa widma, a oczy wpatrywały się w dal, chociaż niczego nie mogły tam wypatrzeć. Nikt się do niej nie odwrócił, więc poczuła się jeszcze gorzej, więc potrząsnęła bezsilnie niewielkim łebkiem. Wróciło do niej wspomnienie bitwy.


- - -

Nie wiedziała co zrobić z łapami. Jej własny ojciec rzucił się na jej matkę z krwi i kości, widziała, jak stali się chaotyczną jednością. Do jej nozdrzy uderzył metaliczny smród krwi, a wkrótce polana zabarwiła się na kolor szkarłatny. Poczuła, jak ta gorąca ciecz chlapnęła na jej łapę, którą z sykiem zabrała. Jakieś dwa koty kotłowały się blisko niej, a sama krew pryskała na nią, jakby była najzwyklejszą wodą z bystrego strumyczka. Cofnęła się o kilka kroków, dziko obrzucając wzrokiem obóz.
Wtedy zobaczyła żółtookiego kocura, jej własnego brata. Patrzył na nią z bólem, chociaż nie chciał jej zaatakować. Może, mimo wszystko, nadal czuł do niej jakiekolwiek przywiązanie? Automatycznie wygrzebała z czeluści pamięci jego, jako kociaka. Był bardzo poważny i spokojny, a Szept i ona dokuczały mu na każdym kroku. Płonący Grzbiet ostatni raz na nią spojrzał i zaatakował.
Ale nie ją, tylko jakiegoś kota z Klanu Burzy, którego nie potrafiła zidentyfikować. Korowa Skóra?Nagle poczuła niewyobrażalny ból i usłyszała łupnięcie. Zaatakował ją bury wojownik, którego nie znała. Od razu przeszła do kontrataku, mimo bolącego łba, szumu w uszach i rozmazanego wzroku. Przed jej żółtymi ślepiami tańczyły mroczki, więc w końcu jej uniki stały się słabe i bezsensowne, a pazurki ledwo co muskały skórę kocura. Szybko ją odrzucił, nie pozwolił jej wstać i zanurzył kły w jej karku. Pisnęła głucho.
Aczkolwiek szczypiący ból nie trwał długo, ponieważ Wilczaka strącił Cienisty Pazur, który splótł się z nim w morderczym uścisku, a bury wgryzł mu się w przednią łapę. Rdzawa Łapa rzuciła mu wdzięczne spojrzenie, próbując zaatakować kogoś innego. Jednakże w tym momencie zobaczyła, że Milcząca Gwiazda zarządziła odwrót. Odwróciła wzrok, by nie patrzeć na upokorzonych wojowników.


- - -
Gdy Gradowa Mordka opatrzył jej rany, postanowiła coś przegryźć, chociaż i tak wiedziała, że dziś nic nie przejdzie jej przez gardło. Klan Burzy był jakby rozbudzony swoim niedawnym zwycięstwem, wojownicy czuli, że pomścili swoich zmarłych pobratymców. Szylkretowa westchnęła ciężko, nadal czując się źle. Pisnęła wystraszona, gdy ktoś obok niej usiadł. Najeżyła się i odskoczyła, ale gdy zobaczyła, że to tylko Lamparcia Gwiazda, uspokoiła się.
— Przepraszam, ostatnio jestem rozkojarzona... — wyjaśniła, aczkolwiek nie brzmiała przekonująco.
Lider uniósł ku górze prawą brew, a kotka dopiero wtedy zauważyła, że za nim stoi Cienisty Pazur. Od razu przypomniała sobie martwą medyczkę Klanu Wilka i zadrżała, odwracając wzrok.
— Co on tu robi? — mruknęła trochę ostrzej niż zamierzała.

<< Lamparcia Gwiazdo? >>

22 lutego 2018

Od Rdzawej Łapy C.D Polewki

Uśmiechnęła się mimowolnie. Istotka wydawała się przerażona wielkimi kotami, które z zaciekawieniem pochylały nad nią łby. Gradowa Mordka zmarszczył brwi, chociaż ton jego głosu był łagodny i kojący:
— Uspokój się, malutka, nic ci nie zrobimy. Uratowaliśmy cię — miauknął, lustrując ją wzrokiem i delikatnie dotykając jej zabandażowanych łap.
Koteczka pisnęła, z przerażeniem zabierając swoje łapki. Oczy wyglądały jak dwa księżyce, kiedy bacznie przyglądała się medykowi i szylkretowej. Zatrzymała się dłużej na Rdzawej Łapie, po czym ziewnęła rozdzierająco i spróbowała się ułożyć do snu.
— Muszę z nią porozmawiać... — zaczęła Rdzawa Łapa, podchodząc do kocura, który wrócił do układania ziół.
Gradowa Mordka popatrzył się na nią, jakby pająki zasnuły jej mózg i warknął:
— Nie widzisz, że musi odpocząć?
Jego spokój i subtelność natychmiastowo uleciały, dając wyraźny obraz zgorzkniałego medyka, który potrzebuje ciszy. Rdzawa Łapa zmrużyła swe żółte ślepia w szparki, machając gęstym ogonem w geście zdenerwowania. Wysunęła pazury i wpiła je w glebę.
— Muszę z nią porozmawiać — wycedziła, a jej źrenice zmniejszyły się.
Medyk udał, że jej tutaj nie ma. Bez jakiegokolwiek słowa wyjaśnienia porządkował aromatyczne zioła, układał je w kupki albo kładł na prowizoryczną półkę. W końcu wziął się za ugniatanie jakiejś maści i podał ją w paczuszce Rdzawej Łapie.
— Zanieś to Blademu Świtowi, ostatnio coś się skarżyła, że ją łamie w kościach — powiedział obojętnie, nawet nie zaszczycając jej spojrzeniem — Rozsmaruj w bolącym miejscu i przyłóż te liście.
Również je wzięła, a paczuszka i kupka liści skutecznie uniemożliwiały jej dalszą konwersację. Czuła rosnący gniew, ale zdusiła go w zarodku i wyszła bez miauknięcia pożegnania. Za sobą słyszała tylko nerwową krzątaninę Gradowej Mordki i nierówny, chaotyczny oddech kociaka.


- - -
— Czy mogłabym ją już odwiedzić, Kwiecisty Wietrze? — spytała niepewnie Rdzawa Łapa, przebierając smukłymi łapami w miejscu.
Szylkretowa kocica odwróciła ku niej łeb, kiwając nim powolnie na zgodę.
— Owszem, czuje się o niebo lepiej.
Rdzawa Łapa skinęła jej łbem i weszła przez zwisające bluszcze do oddzielnego legowiska, gdzie zazwyczaj leżały chore lub ranne koty. Teraz, na środkowym leżu, siedział tylko ten mały kociak. Jej łapki dalej były opuchnięte, ale zostały zdjęte z nich bandaże.
— Cześć, jestem Rdzawa — przywitała się z nią kotka, siadając naprzeciwko niej.
Było w niej coś, co pamiętała. Jej zapach mieszał się ze słodkim aromatem kolorowych kwiatów, smrodem Drogi Grzmotu i... kotami Dwunożnych. Automatycznie pomyślała o Albercie, więc skuliła się, jakby przed niewidzialnym uderzeniem.
— Polewka — jej pyszczek rozszerzył uśmiech, którym życzliwie obdarzała każdego napotkanego kota.
— Skąd jesteś, mała? — spytała Rdzawa Łapa, nadal w pamięci mając obraz sfinksa. Ciekawe co u niego...
<< Polewko? >>


13 lutego 2018

Od Rdzawej Łapy C.D Brzoskwiniowej Łapy

Szylkretowa zauważyła, iż młody terminator oddalił się nieco od obu kotek, więc zatrzymała się, natychmiastowo powiadamiając o tym wojowniczkę idącą o długość lisa od niej:
— Żmijowa Łusko, Brzoskwiniowa Łapa odszedł na bok... — zaczęła nieco niepewnie, doganiając starszą kotkę, a końcówka jej gęstego ogona drżała.
Była pieszczoszka odwróciła się, mrużąc swe żółte ślepia w wyrazie pogardy. Pręgowane futerko kocicy nastroszyło się, a jej uszy skierowały się w kierunku kroku czyiś łap. Rdzawa Łapa również zwróciła uwagę na ów dźwięk, który był coraz bliższy.
Nagle, wprost zza krzaków głogu, wyskoczył kremowy uczeń, a jego pierś drżała, natomiast oczy były rozszerzone z przerażenia. Przez kilka uderzeń serca milczał, niespokojnie łypiąc na kotki.
— Tam!... — pisnął Brzoskwiniowa Łapa, przebierając łapkami w miejscu z niespotykaną dla niego energią — Idźcie za mną, proszę!
— Pająki zasnuły ci mózg, smarkaczu? — prychnęła oschle Żmijowa Łuska, a jej ogon obijał powoli jej tylne, masywne łapy.
Kremowy zignorował obrazę wojowniczki, po czym wskoczył ponownie w krzewy, a obie kocice widziały tylko jego zaokrągloną końcówką ogona. Ciemniejsza chciała się obrócić i dalej prowadzić patrol, jednak szylkretowa wskoczyła za Brzoskwiniową Łapą, nie zważając na krzyki kotki.
Gałązki nieprzyjemnie szarpały jej krótką sierść, a żar słońca przypiekał jej uszy i nos. Oblizała pyszczek, wciągając w nozdrza przyjemny aromat polnych kwiatów. Przed nią rozpościerała się jasnozielona polana, na której rosła jedna brzózka na jedynym pagórku. Jednak nie na tym skupiło się spojrzenie Rdzawej Łapy, tylko na kremowego terminatora. Jednym, długim susem przeskoczyła do Brzoskwiniowej Łapy, a przy łapach kocura widziała... no właśnie. Wyglądało niczym kulka futerka, aczkolwiek czuć było od niej smród spalin z Drogi Grzmotu, który zagłuszał zapach polnych kwiatów. To "coś" miało zamknięte oczy, brudną sierść i widoczne zadrapania na całym ciałku.
— O-ona żyje? — spytał drżącym głosikiem uczeń, stawiając uszy na sztorc i schylając się nad kociakiem.
Szylkretowa nie do końca umiała odpowiedzieć na to pytanie.
— Może — wymamrotała niepewnie, oblizując pyszczek i schylając się, żeby podnieść kuleczkę — Ale na pewno musimy zanieść tego kociaka do obozu, nasi medycy się nią dobrze zajmą.
Terminator skinął jej szybko łebkiem, odsuwając się o kilka kroków w tył. Kiełki kotki zacisnęły się na karku kociątka, a w pysku poczuła od razu nieprzyjemny smak i powstrzymała mysią żółć napływającą jej do gardła.
Oba koty skierowały się w stronę, gdzie czekała Żmijowa Łuska, zdenerwowana, że nikt jej nie słuchał. Jednak, gdy zobaczyła kulkę, coś w niej zmiękło i zarządziła odwrót do obozu.


- - -
Rdzawa Łapa krążyła w koło leża medyków, starając się nie walić ogonem z podniecenia i niepokoju. Medycy przyjęli kociaka bez większych ceregieli, a kotce wydawało się, że minęła wieczność od przyjęcia kocięcia do leczenia. Niepewnie zajrzała do legowiska medyków, jednak słyszała tylko czyjś ciężki oddech.
<< Polewka? >>

07 lutego 2018

Od Rdzawej Łapy C.D Lamparciej Gwiazdy

Wrzawę wojowników z Klanu Burzy zagłuszyła jej krew szumiąca w uszach. Słowa niebieskookiego kocura odbijały jej się w głowie. Wystawili ją na bardzo ciężką próbę.
Klan Burzy był dla niej domem, a widząc, że ma tutaj kogoś innego niż Lamparcia Gwiazda. Najbardziej zaskoczyła ją wypowiedź pręgowanej wojowniczki, którą kiedyś gardziła bardziej, niż strzępkiem lisiego ogona. Wzdrygnęła się. Pręgowane Piórko wystąpiła z piękną przemową, po której na jej smukłym ciele pojawiły się ciarki. Nie, żeby się wstydziła czy coś, bo nadal ją uważała za głupiutką koteczkę, aczkolwiek zdezorientowała ją jej reakcje.
Nocne Niebo lustrował szylkretową wzrokiem, bijąc gęstym ogonem o skałę i dumnie prężąc imponujące mięśnie. Lamparcia Gwiazda niepewnie na niego zerkał, starając unikać się wzroku lamentujących pobratymców, którzy przypomnieli sobie tamtą masakrę. Blady Świt smarknęła przeciągle, wręcz tonąc w swoich łzach. Inne koty uspokajały ją, przemawiając do niej łagodnie. Rdzawa Łapa odwróciła wzrok.
— Wtedy Rdzawa Łapa przejdzie najważniejszą próbę — zaczął smutno lider, wpatrując się w nią z rozpaczą, po czym mimowolnie opuściła niewielki łebek — Jeśli zobaczymy u niej cień nielojalności, będziemy zmuszeni wydalić ją z Klanu Burzy.
Wargi jego zastępcy wygięły się w parszywy uśmiech, którego nie powstydziłby się żaden włóczęga. Ugniatał powolnie głaz pod sobą, oblizując pysk. Szylkretowa wzięła głęboki wdech, przełykając głośno ślinę.
— Przygotowaniami zajmie się Nocne Niebo — zakończył Lamparcia Gwiazda, mimo wieku, zwinnie zeskakując ze skały i kierując się w stronę córki.
Koteczka również chciała się wycofać, ale przed sobą widziała tylko potężną posturę swojego przywódcy. Posłusznie przysiadła, kuląc uszy po sobie.
— Musimy porozmawiać, Rdzawa Łapo.


_____________________________________________________________________________________


Szylkretowa starała się unikać wszelkich spotkań z Nocnym Niebem, raz nawet udało się jej udać na patrol, chociaż wojownicy patrzyli na nią nieprzychylnym spojrzeniem. Nie potrafiła sobie wyobrazić siebie walczącą z Klanem Wilka. Łączą go z nim więzy krwi.
Nie mogłaby po prostu rzucić się i walczyć. Nadal ich kocha, czuje się rozdarta. A Lamparcia Gwiazda wystawił ją na taką morderczą próbę, nawet nie próbując jej zrozumieć. Mimo tych wszystkich wielkich zmartwień, jeszcze jedna myśl włóczyła się jej po łbie. Albert.
Nadal za nim tęskniła, często o nim śniła. Ojciec zauważył jej błądzące spojrzenia, smutny wyraz pyszczka, rozkojarzenie. Wiedział, że nie chodziło tutaj o Klan Wilka. Może podświadomie wiedział, że tutaj chodzi o miłość? Może sam kiedyś miał jakąś wyjątkową kotkę, prócz Iskrzącego Futerka?
— Rdzawa Łapo! Słyszysz co do ciebie mówię? — z zamyślenia wyrwał ją niebieskooki przywódca, bacznie się jej przypatrując — Co się dzieje?
Nie miała sił się już dłużej oszukiwać. Kochała go.
— Miłość, tato, swoje potrafi. A o to jej efekty — wymamrotała niewyraźnie, przewracając się na grzbiet.
Czarny kocur postawił uszy na sztorc, uśmiechając się pod nosem. Bo jak to, jego córeczka już się zakochała w jakimś młodym wojowniku? Przysiadł tuż obok niej. Jego nos dotykał policzka szylkretowej.
— Cieszę się! Kto jest tym szczęściarzem? — w myślach już obstawił kandydatów.
— Pieszczoch, którego poznałam wcześniej. Albert — mówiła całą prawdę i tylko prawdę. Była bezsilna.
Lamparcia Gwiazda zmarszczył nos.
— Hę?! Po takim nie warto płakać, kochanie. Są tutaj inne kocury... — wstał, wpatrując się w pustą przestrzeń przed sobą.
Rdzawa Łapa również wstała, ze zdezorientowaniem unosząc brew ku górze.


<< Lamparcia Gwiazdo? >>

26 stycznia 2018

Od Rdzawej Łapy C.D Lamparciej Gwiazdy

Szylkretowa zwiesiła niewielki łebek. Chciała wytłumaczyć mu to wszystko, aczkolwiek wydawało się jej, że to niedojrzałe. Uciekła podczas kłótni, którą sama wywołała, nie pomagała rodzimemu klanowi podczas srogiej zimy, i w tym czasie, grzała się na ganku u Dwunogów.
Czy ojciec, mimo wielkiej miłości jaką ją darzył, przyjmie ją ponownie do Klanu Burzy? A ten nowy zastępca, którego pamiętała doskonale, czy zgodzi się na jej dołączenie? A co z innymi? Kojarzy im się z gnuśną terminatorką, z Klanem Wilka, z wielkim rozlewem krwi. Położyła uszy po sobie.
— Ojcze, ja...  — zaczęła, urywając przez chwilę  — ... zrozumiałam swój błąd. Z własnej głupoty i braku dojrzałości zostawiłam was, swoją rodzinę. Mimo, iż całe życie mnie okłamywałeś, kocham cię jak rodzonego ojca. Kocham również moją matkę, ale to nie ona wychowywała mnie od kociaka. To nie ona była posiadaczką twoich ciemnoniebieskich ślepi, gęstego ogona i długich łap. To nie ją podziwiałam od kociaka.
Może to jej wyobraźnia, ale wydawało się jej, iż klatka piersiowa ojca napęczniała z dumy. Owinął jej ogon wkoło swojego ogona, wpatrując się w jej żółte oczy, które jarzyły się w ciemnościach jego legowiska.
 — Tęskniłaś za nami?  — spytał, nie spuszczając z niej wzroku.
 — Mhm  — potwierdziła, zanurzając łeb jeszcze raz w jego gęstym futrze i wdychając cudowny zapach.
Chciałaby aby ta chwila trwała wiecznie. Czas jakby się zatrzymał podczas ich spokojnej, przepełnionej tęsknotą rozmowy, a wiatr cicho szeleścił liśćmi na zewnątrz. Nastroszyła swą szylkretową sierść, podnosząc łeb w kierunku pyska przywódcy.
 — Chciałabym wrócić do Klanu Burzy, tato  — miauknęła, czując się, jakby nadal była małym, głupiutkim kociakiem  — Podjęłam decyzję. Jednak pozostaje pytanie  — czy ty, Klan Burzy i Nocne Niebo aprobujecie ten wybór i pozwolicie mi wrócić do Klanu Burzy?
Lamparcia Gwiazda odwrócił od niej potężny łeb, wpatrując się w pustą przestrzeń przed sobą. Chłodny, wiosenny wiaterek wpadł do dusznego leża przywódcy, poruszając zmierzwioną sierścią obu kotów. Oczy załzawiły się Rdzawej, gdy wicher mocniej zaciął.
Następnie lider podjął decyzję.


<< Lamparcia Gwiazdo? >>

24 stycznia 2018

Od Rdzawej Łapy

Nadal wpatrywała się w klapkę od drzwi, w których zniknął Albert.
Jej szylkretową sierść rozwiewał chłodny wiatr, wiejący od strony północy. Musiała sobie wszystko przetworzyć. On ją... odrzucił? W piękny i romantyczny, aczkolwiek bolesny sposób. Tak! Odrzucił ją! Prychnęła.
Nie była zła, zdenerwowana czy wściekła. Raczej rozczarowana. Bo mimo piękna, cudownej sierści i ślicznych oczu nie mogła znaleźć partnera. Nawet taki szczur jej nie chciał! Trzasnęła puszystym ogonem po bokach, łapiąc ciężko oddech i zeskakując z werandy. Szybko o nim nie zapomni.
Był dla niej wyjątkowy.
Brodziła wśród śnieżnego, roztapiającego się puchu, przeklinając w myślach za każdym razem, gdy wpadała w głębszą zaspę. Po pewnym czasie dogrzebała się do białego płotku, zwinnie na niego skacząc i balansując, utrzymując równowagę. Ostatni raz zwróciła swój niewielki łebek w kierunku miejsca zamieszkania sfinksa. Zmrużyła żółte ślepia i zmarszczyła nos, gdy z ciemnego nieba posypały się płatki śniegu. Musiała się śpieszyć.
— Też cię kocham, szczurku — mruknęła, wskakując w gęsty las.


_____________________________________________________________________________________


Weszła na terytoria Klanu Burzy podczas Szczytowania Słońca. Gdy przedzierała się przez gęstwiny Klanu Wilka, nikt jej nie zauważył oraz ominęła jeden z patroli, idących w stronę rzeki. Przypadła do ziemi, starając się oddychać miarowo i spokojnie. Nie chciałaby awantur.
Jednak jej mrzonki i życzenia szybko zderzyły się z brutalną rzeczywistością, gdy zauważyła, jak wśród wrzosów przedziera się Jałowcowy Krzew, Korowa Skóra oraz jakiś nieznany jej kot. Wstała, mrucząc coś niewyraźnie pod nosem. Jako gnuśna terminatorka często wykorzystywała szarawego kocura, a on jej ulegał. Uśmiechnęła się w duchu na wspomnienie tych utraconych księżycy.
Wojownicy zbliżali się szybko, aczkolwiek nie rozpoznali szylkretowej. Przynajmniej z takiej odległości. Pierwszy wystrzelił ten nieznany kocur, rozpędzając się i zbijając kocicę z łap. Przeturlali się aż tak, że zniknęli we wrzosach. Rdzawa prychnęła, kopiąc go tylnymi łapami.
— Co tutaj robisz, mysi bobku?! — wrzasnął potężnym basem kot, odskakując po kopniaku samotniczki.
Koteczce kręciło się w głowie, ale niemrawo wstała i napięła mięśnie. Cóż za rodzinne i miłe przywitanie! Jak dobrze jej wrócić do rodzimego Klanu Burzy. Syknęła.
— Uważaj do kogo mówisz, złamasie — wypaliła, pusząc sierść na klatce piersiowej — Obrażasz właśnie córkę twojego czcigodnego lidera, Lamparciej Gwiazdy.
Bursztynowe oczy wojownika błysnęły rozbawione, a na jego pysk wpełzł ohydny uśmieszek. Postawił uszy na sztorc, a jego sierść opadła.
— Jałowcowy Krzewie, Korowa Skóra! Spokojnie, to jakaś opętana samotniczka — krzyknął do swoich pobratymców węglowy kocur, nadal nie spuszczając wzroku z szylkretowej.
Rdzawa zmarszczyła brwi, a końcówka ogona jej zadrżała. Jak on śmie ją tak otwarcie obrażać?! Zjeżyła się, wstając i wyglądała, jakby była trzykrotnie większa. Naskoczyła na kocura, zwinnie łapiąc go za kark i wściekle szarpiąc. Dwa szamoczące się koty wyskoczyły z wysokich wrzosów, wprost pod łapy starszych wojowników. Węglowy, nieznany jej kocur leżał teraz pod nią, na plecach i ze szeroko rozwartymi ślepiami przełykał ślinę. Rdzawa dyszała, czując, jak z jej boku płynie cienka strużka krwi. Zadrapał ją, mała cholera!
— Rdzawa Łapo, puść Kaczeńcowego Pazura — rzucił niebieskooki kot, ze stoickim spokojem wpatrując się w rozsierdzoną koteczkę.
Szylkretowa odskoczyła od kocura, strzepując krew z wąsów i oblizując pysk. Jak gdyby nigdy nic, usiadła i zaczęła pielęgnować swoją krótką sierść. Była zirytowana faktem, jak ten młodziak ją potraktował. Dała mu nauczkę. Ha!
Korowa Skórka wpatrywała się w nią z podziwem dla jej zuchwałości i politowaniem. Dotknęła nosem polika partnera, siadając tuż obok niego.
Jałowcowy Krzew chrząknął.
— Co cię tu sprowadza, Rdzawa Łapo? Czyżbyś nie wyrzekła się Klanu Burzy dla bycie samotniczką? — w jego głosie słychać było nutkę ironii, którą zamaskował kamiennym wyrazem pyska.
Ta uwaga nieprzyjemnie ukuła ją w serce, więc szybko skończyła pielęgnację i zwróciła się ku byłemu mentorowi. Powieki miała półprzymknięte, pazury nadal wysunięte. Była gotowa do samoobrony.
— Wróciłam do mojego ojca i mojego rodzinnego Klanu Burzy — nacisnęła szczególnie na słowo "rodzinnego" — Dziękuje za ciepłe przywitanie.
Wojownik ściągnął brwi. Nie podobała mu się postawa koteczki, aczkolwiek nie okazywał tego otwarcie. Może nawet w specyficzny sposób ją lubił? Oczywiście, nie w takich sytuacjach. Kot zwany Kaczeńcowym Pazurem szeptał coś do drżącego ucha Korowej Skóry, ale ona zganiła go trzepnięciem ogona.
— Podjęłaś już decyzję? — rzucił poważnie szarak, odwracając się do niej tyłem i zarządzając powrót — Nie mnie oceniać, niech Lamparcia Gwiazda i Nocne Niebo zarządzą. Ja się nie wtrącam.
— Chwila, co? — doskoczyła do niego szylkretowa, zrównała z nim krok i zagrodziła mu drogę — Czemu Iskrzące Futerko nie jest już zastępczynią? Co się stało? Domagam się wyjaśnień!
Zbliżyła pysk do pyska wojownika, na którym widać było już początki nadszarpniętych nerwów. Nie okazywał tego otwarcie. Na szczęście.
— Iskrzące Futerko zmarła.
Kotce zawirowała w łbie. Czy koteczka, która była dla niej matką zmarła? I jej wtedy nie było? "Przeklinam się! Czemu odeszłam? Może chciała mnie wtedy zobaczyć?" Potknęła się o własne łapy.
— Dobrze się czujesz? — miauknęła brązowa wojowniczka, pomagając jej odzyskać równowagę.
— Nie — odpowiedziała zgodnie z prawdą.

Weszła do legowiska lidera.
Nikt go wcześniej nie powiadomił o powrocie córki. To miała być swego rodzaju niespodzianka. Siedział tyłem do wejścia, widziała jego potężną sylwetkę i czarne, zmierzwione futro.
Pamiętała jego zapach i strukturę sierści.
Pamiętała, jak jako kocię zanurzała się w jego gęstym futrze, spała w nim albo zachwycała się, jak miękkie ono jest. Kocur poczuł znajomy zapach wrzosu.
Odwrócił masywny łeb, a w jego lodowato-błękitnych ślepiach błysnął promyk szczęścia.
Pamiętała te oczy.
Pamiętała tę noc, gdy wpatrywał się z nią w gwiazdy.
One wtedy tak pięknie błyszczały.
Uśmiech wstąpił na pysk kocura, słyszała jego głuche kroki, gdy susami zbliżał się w jej stronę.
Pamiętała, że podziwiała jego długie łapy i długość skoku.
Pamiętała, jak tymi łapami obejmował ją podczas snu.
Lamparcia Gwiazda doskoczył do niej, wtulając się w nią. Kotka uczyniła dokładnie to samo, wdychając jego odurzający aromat. Zamknęła oczy. Jak mogła?
Zostawiła go, gdy jej potrzebował.
— Przepraszam, tatusiu... — powstrzymała łzy, jednak z głębi jej gardła wyrwał się skowyt niegodny nawet zwierzęcia.

<< Lamparcia Gwiazdo? >>

14 stycznia 2018

Od Rdzawej Łapy C.D Owocowego Alberta

Stała.
W miejscu.
Sama.
Czuła się bardzo dziwnie.
Chłodny wicher zmierzwił jej szylkretową sierść i przywrócił ostrość widzenia. Nastroszyła futerko, mrużąc podejrzliwie żółte oczy. Łysy szczur nie mówił jej prawdy. Pewnie miał kogoś na boku, a z resztą!, czemu ona w ogóle dawała mu szansy? To zwykły, śmierdzący piecuch, który nie raz i nie dwa penetrował jakąś koteczkę. Ona powinna mieć kogoś stałego, kto by ją wspierał.
Albert taki nie był.
Myliła się? Może to wszystko przez to, że jest cholerną "dzikuską" i idiotką? Że łudziła się, że kocur cokolwiek do niej czuje? Żyli ze sobą przez pewien czas. Teraz pora, aby to ona go opuściła.
Raz na zawsze.
Spojrzała ponownie na jego dom - biały płot odgradzał jego podwórko, nie chcąc jej pokazać, co jest w środku. Mimo, że tyle razy tu była. Zabawne.
Ruszyła w kierunku pustej uliczki, w której zazwyczaj spędzała czas śpiąc. Było tutaj cicho, czasem przeszedł tu szczur czy włóczęga, ale z łatwością go odpędzała. Musiała się w końcu wyciszyć i mentalnie przygotować na swoje wyznanie. Westchnęła ciężko, gdy układała się na mokrym kartonie.
Tęskniła za Lamparcią Gwiazdą, brakowało jej Szepczącego Wiatru i głupoty Pręgowanego Piórka. Chciała ponownie biegać na otwartych przestrzeniach Klanu Burzy, uganiać się za królikami i dzielić języki z innymi wojownikami. Ale tam nikt jej nie chciał.
Nikt nigdzie jej nie chciał.
Zasnęła.

_____________________________________________________________________________________

Obudziła się.
Słońce było w Porze Szczytowania, a jego promyki łaskotały szylkretową na całym smukłym ciałku. Zmarszczyła niezadowolona nosek, podnosząc się ze stękiem. Gdzieś w pobliżu usłyszała chrupot i tuptanie, co znaczy, że zalęgł się tutaj kolejny szczur.
Ale to już nie jej problem.
Bo tu nie wróci.
Szybko wylizała swoją rozczochraną sierść, aż zamieniła się blaskiem. Wyprężyła się dumnie, wiedząc, że jest naprawdę ładna. Może to cokolwiek zmieni. Może. Ruszyła w kierunku domostw piechuchów, pełna dobrych myśli.

Była przed jego domem. Siedziała na werandzie.
Zaczęła głośno miauczeć, błagając Klan Gwiazd w myślach, aby nie wyszła jego Dwunożna. Nie chciała ponownie oberwać kapciem, bo później dzwoniło jej w uszach cały dzień. Zamruczała rozbawiona na wspomnienie tej walki z cynamonową kocicą. Walka sprawiła jej nieziemską przyjemność, nie odniosła większych obrażeń.
Po którymś zawodzeniu zobaczyła łysego kocurka, wpatrującego się w nią zmrużonymi oczyma. Wyszedł drzwiczkami dla kotów, nadal zachowując dystans.
— No? — parsknął niecierpliwie, a końcówka jego ogona niepewnie drgała — Czego chcesz, Rdzawa?
Po raz pierwszy nazwał ją po imieniu, więc stłumiła pomruk w klatce piersiowej. Unikała jego wzroku, wpatrywała się tylko i wyłącznie w swoje łapy. Bała się jego reakcji.
— Przyszłam się pożegnać, bo wracam do klanów — sfinks odetchnął głęboko, jednak mina mu trochę zrzedła, a Rdzawa kontynuowała — Chciałam ci też coś wyznać.
— Wal — miauknął, przysuwając się trochę bliżej, a w jego ślepiach błyszczała niezdrowa ciekawość.
Szylkretowa zawiesiła się lekko, wpatrując się ponownie w nagiego kocura. Żółte ślepia jarzyły się czymś w rodzaju troski, gdy końcówką ogona dotknęła jego łapy. Nie odsunął jej.
— Mimo, że na początku miałam cię za kogoś nie wartego mysiego ogona... — zaczęła niepewnie, a promienie słońca świeciły dwóm kotom w ślepia — Myliłam się. Podczas tych naszych wspólnych przygód, ratowania ci tego łysego tyłka i wszystkiego... Podobasz mi się, Albert. Teraz bez głupich ogródek — zakochałam się w tobie. Nie oczekuje od ciebie niczego. Chciałam ci to wyznać, bo prawdopodobnie już się nie spotkamy.
Niepewnie dotknęła puszystym ogonem jego ogona. Nie odtrącił go.

<< Albert? >>

31 grudnia 2017

Od Rdzawej Łapy C.D Owocowego Alberta

- A ja jestem Rdzawa, bom nie jednego porządnie sprała - od razu odparowała szylkretowa kocica, czując obrzydzenie na widok czarnego dachowca.
Mimo wszystko, nie był wcale brzydki. Wysoki, smukły kocur o długim włosie i czarnej, niczym noc, sierści. Jednak słysząc tak żałosny tekst na podryw nie mogła powstrzymać ściągnięcia brwi i parsknięcia niekontrolowanym śmiechem.
Wąs, jakby się nie poddając, tylko puścił jej oczko.
- A ja się tak pięknej pannie nie dam, tylko spiszę się u jej boku na medal - mruknął rozbawiony, ruszając w "zabawny" sposób brwiami.
Okrągły, rudy kocur ze śmiechem wyleciał ze śmietnika, a na jego łbie leżał śmierdzący szkielet ryby. Napuszył futerko, a jego wąsy drgały.
- Dawaj, dawaj, Wąsiku! A ty co Albert, tak siedzisz spięty? Rozluźnij tyłek, koleś! - kot walnął sfinksa z bara, śmiejąc się rubasznie.
- Mam swojego bohatera, który zaczynał przy mnie od zera - Rdzawej coraz trudniej przychodziło wymyślać wierszyki, aczkolwiek starała się jak mogła.
Czarny włóczęga otworzył pysk, a końcówka jego ogona poczęła nerwowo drgać. Łysy kot uniósł ku górze lewą brew, gdy szylkretka podeszła do niego, przytulając się do skóry. Rudy samotnik odsunął się od nich z miną typu "co tu się".
- Eee, eee... A kto jest tym bohaterem? - miauknął niezbyt inteligentnie i trochę tępo czarny kocur.
- Albert - odpowiedziała od razu szylkretowa koteczka - Chodź, kochanie, idziemy stąd. Pożegnaj się z kolegami.
Okrągły, rudy kocur już nic nie mówił, tylko głupio patrzył się na szczura i śliczną szylkretkę. Wąsik dołączył do kolegi, obydwoje wyglądali jak posągi z szeroko otwartymi pyszczkami.
- E, elo? - powiedział niepewnie sfinks, machając chudziutkim ogonem.
Następnie Rdzawa Łapa pociągnęła za sobą łysego kota, z wysoko uniesionym niewielkim łebkiem. Oba koty się oddaliły.
- Pf, też sobie taką znajdę - mruknął Wąs, wracając do spania na kartonie.
- Ale, że tak tamta i ten nasz mutant? Niedorzeczne! - miauknął oburzony okrągły włóczęga, ponownie wskakując do śmietnika.

- Co to miało być? - rzucił szorstko kocur, gdy byli wystarczająco blisko podwórek Dwunożnych.
- Wyrobiłam ci opinię - odparła zirytowana koteczka, nie wierząc, że szczur może być aż takim idiotą - Teraz uważają cię za godnego siebie, chociaż oni sami są na poziomie piwnicy.
- Ale ja już mam taką jakby, ee... nieważne - machnął łapą sfinks, marszcząc niezadowolony nos, gdy wpadł w śnieg.
Rdzawa przyszpiliła go do ziemi. Halo, co to miało być? Ma partnerkę? To żart? I nie, wcale nie jest zazdrosna! Wcale. Wcale!
- Mów, łysy głupcze! - wysyczała, miotając ogonem po bokach.

<< Albert? >>