༺═──────────────═༻
Szczytowanie Słońca, teren
Klanu Burzy przy granicy
z Owocowym Lasem
༺═──────────────═༻
Miało nastąpić kolejne spotkanie dwójki liderów. Purpurę już nawet nie dziwił fakt, iż starszy to właśnie jego wybiera jako towarzysza. Co inne pewnie myślał Guziczek, który po raz pierwszy miał możliwość uczestniczenia w sojuszniczym spotkaniu. Te zwykle odbywały się na wrzosowiskach, tych niewielkich należących do Klanu Burzy, lub znacznie bardziej rozległych Owocowego Lasu.
Kiedy tylko słońce powoli zbliżało się do osiągnięcia najwyższej pozycji, Czereśnia wraz z wybraną dwójką wyruszył z bezpiecznego azylu. Niektórzy Owocniacy odprowadzili ich wzrokiem, będąc zapewne ciekawymi, dokąd to zmierza ich lider z niewielką obstawą.
Aż do samego momentu dotarcia na tereny Klanu Burzy nie było wiadomo, w jakiej sprawie Zawodząca Gwiazda poprosił o tak pilne spotkanie. Ledwo przekroczyli bezpiecznie Drogę Grzmotu, a już wśród odżwyających wrzosów rysowały się trzy sylwetki kotów, oczekujących na ich przybycie. Na czele oczywiście stał sam lider Burzaków, a po jego bokach były obecne dwie szylkretki — jedna już była znana Purpurze, gdyż ostatnim razem również zaszczyciła ich swoją obecnością. Drugą natomiast pierwszy raz widział na oczy, lecz intensywna woń ziół nakierowało go to, iż zapewne musiała być medyczką w klanie.
Dymny, kiedy tylko ujrzał patrol Owocowego Lasu, skinął łbem na ich powitanie.
— Dobrze Cię widzieć, Czereśnio — miauknął w stronę starszego kocura. — Wybacz, że poprosiłem o spotkanie z tak krótkim wyprzedzeniem. Jednak niektórzy członkowie mojego klanu. — Spojrzał z ukosa na Firletkę, która jedynie machnęła ogonem. — Nie chcieli dłużej z tym zwlekać.
— Ciebie również, Zawodząca Gwiazdo. Nic nie szkodzi, podejrzewam, iż chcecie omówić sprawę niecierpiącej zwłoki. A więc przejdźmy od razu do rzeczy — mruknął Czereśnia, zasiadając pomiędzy wrzosami, co uczyniła również pozostała dwójka Owocniaków.
— Dziękuję — odparł krótko czarnofutry, po czym ruchem brody wskazał na medyczkę. — Pozwolisz, że to Wdzięczna Firletka przejmie głos. — Wspomniana kotka uśmiechnęła się lekko i podniosła spojrzenie na przywódcę Owocniaków.
— Czereśnio — zaczęła. — Jak wcześniej było już wiadomo, jedno z dzieci Zawodzącej Gwiazdy i waszej szamanki objęło miejsce przyszłego medyka jako mój uczeń. Łzawa Łapa jednak… — przerwała z westchnieniem. — Wykazała się brakiem dojrzałości i podjęła decyzję, której nikt nigdy nie kładłby w jej łapy. Łzawa Łapa za moimi plecami współpracowała z innym kotem, aby podać jednemu z naszych współklanowiczów truciznę, by "zakończyć jego cierpienia", i , tym samym, zamordowała kota. — oznajmiła, prostując się. — Straciła tym samym moje zaufanie i została pozbawiona roli mojej uczennicy. Parę wschodów słońca temu wbrew zakazowi opuściła obóz pod osłoną nocy i nie powróciła. — Milczała przez parę uderzeń serca, jakby opowiadane wydarzenie ciągle w niej żyły. — Nie jest to sprawa, w której tutaj przyszliśmy, jednak jest z nią ściśle związana, i- Uważam, że Purchawka ma prawo wiedzieć, czego dopuściła się jej córka i co się z nią stało.
— To straszne, mam nadzieję, że chociaż Milknący Zew spisuje się, jak należy, będąc przedstawicielem miotu sojuszniczego. Niestety u nas również zniknęła Psianka, będąc porwaną przez Dwunożnych w trakcie potajemnej wyprawy z naszym jednym zwiadowcą... Oczywiście poinformuje Purchawkę o tym zajściu — odparł, przerywając na chwilę swą wypowiedź. — Jak dobrze pamiętam to zostałaś sama Wdzięczna Firletko z leczeniem Burzaków?
Skinęła głową.
— W rzeczy samej — odparła. — Niedawno na świat przyszła dwójka kociąt, z których jedno planuję przyjąć na mojego ucznia, jeżeli okaże się godne tej roli. Jednak wszyscy, łącznie ze mną, są świadomi tego, że długo po tym świecie stąpać już nie będę — odchrząknęła. — Nie mogę nikomu zagwarantować tego, że Klan Gwiazdy nie zdecyduje się zabrać mnie do siebie, zanim ów uczeń zakończy trening. Chcielibyśmy więc prosić o pomocną łapę. — Spojrzała na Zawodzącą Gwiazdę, który jej przytaknął. — I możliwość kontynuowania nauki wśród waszych uzdrowicieli, gdyby zaszła taka potrzeba.
— Oczywiście, jeśli faktycznie będzie trzeba, to uczeń będzie mógł kontynuować nauki u nas. Ale skoro na obecny moment zostałaś sama, to mogę ci zaproponować, by ktoś z medyczną wiedzą przeniósł się do was. U nas jest ranga stróżów, kotów, które posiadają szkolenie medyczne i wojownicze. Zapewne dwójka takich kotów zdecydowanie cię odciąży.
Delikatny uśmiech wstąpił na pysk szylkretki, kota widocznie była bardzo wdzięczna za propozycję aż dwójki Owocniaków, którzy wesprą ją medycznie. Zerknęła kątem oka na Echo, przekręcając pysk w niemym pytaniu. Kocur po chwili na nowo zabrał głos:
— Klan Burzy byłby wdzięczny — miauknął i strzepnął ogonem. — Jeżeli owi stróżowie byliby zadowoleni ze zmiany przynależności, oczywiście. Nie chcielibyśmy oddzielać nikogo od rodziny czy przyjaciół.
— Poziomka zapewne lepiej się odnajdzie w Klanie Burzy ze względu na waszą wiarę w Gwiezdnych, niżeli we Wszechmatkę. Jedyną rodziną Miodunki jest Purpura, jego partnerka oraz niedawno narodzone dzieci. Jeśli jednak by chciała się z nimi widywać, to nic nie stoi na przeszkodzie, by czasem odwiedzała nasz obóz.
— W takim razie zadbamy, aby poczuli się u nas jak najlepiej, oraz mieli wystarczająco wolnego czasu pomiędzy obowiązkami, by móc złożyć wizytę w rodzinnym domu — odparł z lekkim uśmiechem.
Dymny skinął głową.
— Kiedy mają się stawić w waszym obozie?
— O świcie, za dwa wschody słońca?
— Zgoda. O świcie za dwa wschody słońca przybędą tutaj wraz z niewielkim patrolem, by była pewność, że nim im się nie stanie w czasie pokonywania Drogi Grzmotu.
— Dobrze. Nasi wojownicy będą na nich czekać. — Uśmiechnął się i skłonił głowę. — Załatwianie z Tobą spraw to istna przyjemność, Czereśnio.
— Korzystaj Zawodząca Gwiazdo, póki jeszcze stąpam po tych terenach — zażartował, odwzajemniając uśmiech dymnego.
༺═──────────────═༻
Świt, dwa wschody
słońca później
༺═──────────────═༻
Czekoladowy lider chyba znalazł w liliowym kogoś na wzór powiernika. Kocur właśnie czekał wraz z Hiacyntem, aż dwójka stróżów wybranych dzień wcześniej, pożegna się z najbliższymi — nikt nie wiedział, kiedy nastąpi ich kolejne spotkanie, dlatego też Miodunka z łzami w oczach i babcinym ciepłem żegnała się z dziećmi wojownika. On sam niedługo zostanie postawiony w ich miejscu, w końcu po śmierci Czerwca, a później Smugi, Purpura był już jedynym, który jej pozostał. Od niedawna starsza miała jeszcze Kasztankę oraz aż czwórkę wnucząt, jednak to pręgowany będzie jej oczkiem w głowie.
W międzyczasie Poziomka wymieniał ostatnie słowa ze Śnieniem, Koniczyną, a także Drobinką, która dawniej była jego mentorką. Pomarańczowe ślepia kocura przez chwilę obserwowały te wszystkie pożegnania, dopóki ciężkie westchnienie nie opuściło pyska oczekującego. Niby ta dwójka stróżów miała aż dwa dni na to wszystko, lecz jak widać, wszyscy zwlekali do samego wymarszu. Point obok niego sam zdawał się powoli tracić cierpliwość, choć do tego mogła się przyczynić wczesna pora. Purpura sam, by chętnie pospał jeszcze trochę, jednak poprzedniego wieczoru Czereśnia wyznaczył jego oraz Hiacynta jak eskorta stróżów.
Kiedy tylko zostały wypowiedziane ostatnie słowa pożegnań, cała czwórka ruszyła ku niewielkim wrzosowiskom Klanu Burzy. Do samej Drogi Grzmotu podróż przebiegała bezproblemowo, gdyż to właśnie przy niej Poziomka zaczął się trząść, niczym targany bez najmroźniejszy wiatr. Zwiadowca ze srebrną sprawnie przeszli na drugą stronę, gdy była pewność, iż żaden Potwór nie zabije ich swoją prędkością. W tym czasie Purpura pozostał obok szylkreta, oczekując w ciszy, aż ten pokona swój lęk. Liliowy nie znał do końca losów Świetlików, lecz Śnienie kiedyś mu opowiadał o tym, jak przeprawiali się wzdłuż drogi, gdy nagle inni członkowie grupy zaczęli się przepychać. Wskutek tego niektórzy wylądowali pod łapami Potwora, doświadczając uszczerbku na zdrowiu.
— Pospieszcie się! — pogonił ich Hiacynt.
— Udław się gruszką! Ja tu mam problem, którego nie należy pospieszać — prychnął wojownik, przechodząc do uspokajania stróża, że jeśli będzie trzeba, to poczekają wystarczająco długo.
Finalnie i im się udało przeprawić na drugą stronę. Raptem paręnaście długości w głąb terenów czekała na nich niewielka eskorta Klanu Burzy. Śpiewający Raniuszek skinieniem głowy przywitała przybyłych, podobnie, jak Cyklonowe Oko. Wymienili się grzecznościowymi formułkami, aż do momentu, gdy Miodunka żegnała się z synem.
— Opiekuj się Kasztanką i waszymi dziećmi. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze was odwiedzić — wymruczała z kolejną falą łez w oczach.
— Na pewno, a jeśli nie, to sami się do ciebie pofatygujemy.
Srebrna otarła się o jego bok po raz ostatni, a następnie odeszła z dwójką Burzaków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz