BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawcze Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawcze Serce. Pokaż wszystkie posty

25 maja 2024

Od Kawczego Serca

 Srocza Gwiazda zwołała zebranie, podczas którego miała zostać przeprowadzona ceremonia mianowania Cytrusa na ucznia. Jako jego bliska krewna, czuła przeogromną dumę, że kolejny członek z ich rodziny był od krok do zostania wojownikiem.
Nie raz miała okazję odwiedzić go, jak i jego matkę, a swoją ciotkę – Mgliste Spojrzenie w kociarni przy okazji odwiedzin Wirującej Lotki. To właśnie tutaj, w żłobku znalazła miejsce, w którym na dłużej była w stanie się uśmiechać. Mimo bycia wojowniczką, niczym uczniowie czy nawet piastunka,  w przerwach od patroli, jak również innych obowiązków doglądała królowych i ich potomstwa, które za kilka księżyców miało zawitać na świat, bądź już pełzało po żłobku.
Kotewkowy Powiew nie wyglądała na zadowoloną z jej wizyt, a Kawcze Serce miała wrażenie, że jej druga kuzynka wręcz niemo krzyczała podczas jej odwiedzin: “Skoro ona tak ochoczo spędza czas w kociarni, to może niech ona zostanie piastunką!”. 
Właściwie, z wielką przyjemnością by się z vanką zamieniła na rangi. Dziwiła się, czy też właściwie nie rozumiała decyzji Sroczej Gwiazdy – wytypowała na to stanowisko kotkę, która zdaniem czarnej nie miała za grosz łapy do kociąt; chociażby przez fakt, że sama jak na razie ich nie posiadała oraz przez jej styl bycia.
Jeszcze kilka księżyców temu Kawka dałaby sobie łapę uciąć, że Kotewka zostanie mianowana na wojownika, i co? Łapy by teraz nie miała!
A tak… nie miała tylko kawałka lewego ucha.
Zajęła miejsce obok swojej ukochanej, posyłając jej pokrzepiający uśmiech, by już chwilę później skupić się na przebiegu ceremonii kuzyna.
— [...] Od dzisiaj, aż po kres twojej nauki będziesz znany jako... — Głos liderki zawiesił się na kilka uderzeń serca — … Nawałnicowa Łapa. Będziesz szkolił się pod okiem Biedronkowego Pola.
Zmiana imienia kuzyna nie była dla niej aż tak wielkim zaskoczeniem, jak to kto został jego mentorem. Była pewna, że się przesłyszała. 
Nie odrywała wzroku od pyska ciotki, mając nadzieję, że czarno-biała poprawi się i na mentora niebieskiego wytypuje innego kota.
Nie zrobiła tego.
Gdyby nie Księżycowy Blask, która w porę przylgnęła do boku czarnej, siostrzenica liderki najpewniej jeszcze bardziej zakłóciła by przebieg ceremonii. Wyraz jej pyska, nastroszone futro, jak i napięte mięśnie jasno dawały do zrozumienia kotom znajdującym się obok niej co myśli o Biedronkowym Polu jako mentorce Nawałnicowej Łapy, jak i komentarzu Bratkowego Futra względem Mglistego Spojrzenia.

***

Niemal natychmiast po przekroczeniu wejścia do obozu, swoje kroki skierowała do kociarni. Już na samym wejściu do jej uszu dotarło ciche popiskiwanie nowonarodzonych kociąt. Żałowała, że nie mogła towarzyszyć kuzynce przy porodzie; w końcu obiecała jej, że w tej ważnej chwili będzie przy niej, nawet jeśli przeszkadzałaby swoją obecnością medykom. W końcu każdej przyszłej matce powinna w trakcie tak ważnej chwili towarzyszyć kotka, która już miała za sobą poród, aby dodatkowo dodać otuchy rodzącej!
Niestety z powodu patrolu, na który została wytypowana razem z córkami i ich mentorami oraz zbyt pośpiesznej chęci przyjścia na świat kociąt Wirującej Lotki, nie była w stanie dotrzymać obietnicy.
Światło księżyca delikatnie oświetliło wnętrze żłobka, kiedy przecisnęła się między sumakami. Przy wejściu dostrzegła pogrążoną we śnie piastunkę, a w oddali Wirującą Lotkę – kotka zajmowała się pielęgnowaniem futerek swoich pociech, kotłujących się przy jej boku i cicho nuciła uspokajającą melodię. Królowa zdając sobie sprawę z obecności mentorki, nie zaprzestała wcześniejszych czynności, mimo to lekko skinęła głową w geście powitania starszej, a na jej zmęczonym pysku zagościł uśmiech. 
Pomimo panującego mroku w głębi kociarni, Kawka z łatwością doliczyła się czwórki kociąt u boku córki liderki. Ostrożnie ułożyła się koło karmicielki, czule przyglądając się kociakom, starając się pozbyć uścisku w sercu, na wspomnienie tego, że jeszcze nie tak dawno i ona z trójką kociąt u swego boku przebywała w żłobku.
— Spieszno im było na świat… — podjęła cicho arlekinka spoglądając na znajdującą się pomiędzy jej przednimi łapami liliową ślepą kulkę. Kociątko cicho mruczało, kiedy matka pielęgnowała jego sierść, będącą na razie niczym innym jak delikatnym puchem chroniącym różowiutką skórę. — Byłam pewna, że poród nastąpi dopiero za co najmniej dwa wschody słońca.
Wirująca Lotka przedstawiła kolejno swoje kocięta. U jej łap leżała Zimorodek, rozkoszna liliowa koteczka przez cały czas cicho popiskiwała domagając się uwagi matki. Czarno-biała koteczka o lekko kręconej sierści znajdująca się u boku królowej została nazwana Alga. Obok niej, wręcz wtulona w ogon poprzedniczki znajdowała się skulona Płotka.
Dostrzegając kolor futra kociaka na jego małych uszach i ogonie, Kawcze Serce nieznacznie posmutniała, zdając sobie sprawę, że maluch nie będzie miał łatwego życia w Klanie Nocy, będąc narażonym na przytyki ze strony niektórych kotów już od pierwszych chwil swego życia. Być może już tego doświadczyła. Niepewnie uniosła spojrzenie na Wir, mając nadzieję, że jej wyraz pyska zdradzi czy coś takiego miało miejsce. Mimika kotki nie zmieniła się, poza wymalowanym zmęczeniem po porodzie, którego nie była w stanie ukryć, na jej pysku gościł uśmiech, a w jej głosie mimo chrypki brzmiała zaraźliwa radość, kiedy kolejno przedstawiała kociaki.
— [...] a to Mandarynka.
Na dłuższe uderzenia serca zawiesiła spojrzenie na srebrzystym kociaki, a jej ciało przeszedł chłód i trudny do wytłumaczenia niepokój. Srebrzyste umaszczenie do końca życia miało jej się kojarzyć negatywnie za sprawą jednego z kotów.
Mimo, że Kawcze Serce była dorosłą wojowniczką, przez jej myśl przebiegła głupia myśl sugerująca, że Makowe Pole nie mogąc zaznać spokoju po śmierci, wróciła do świata żywych, jako kocię Wirującej Lotki. Po to, aby się zemścić na samej Kawce.
Czarna nerwowo przełknęła ślinę, starając się nie zwariować. W końcu Klan Gwiazdy czuwał nad Klanem Nocy, prawda? Nie pozwoliliby, aby zły kot powrócił do żywych. Tak samo jak nie powinien pozwolić na śmierć niewinnego kota, jednak pozostał na to bierny, będąc jedynie obserwatorem. Im dłużej się w to starała zagłębić, tym bardziej uświadamiała się sama, że nie rozumie działań i przyzwoleń gwiezdnego klanu, który powinien chronić swoich wiernych.
— Wszystko w porządku? — Arlekinka przerwała niezręczną ciszę 
— T-tak… Przepraszam, zamyśliłam się. — odchrząknęła starając się odgonić natrętne myśli. To, że kocię było łudząco podobne do Makowego Pola było czystym przypadkiem. Dzięki wychowaniu Wir, Mandarynka na pewno wyrośnie na dobre kocię, które będzie kierować się dobrem bliźnich i nie będzie w samcach widzieć zagrożenia. — Spisałaś się Wir. — mówiąc to, nachyliła się do kuzynki i zetknęła z nią czołem — Urodziłaś czworo kociąt, które w przyszłości zostaną wspaniałymi wojownikami. Klan Nocy na pewno będzie z nich dumny. Poprawka, już jest. — Uśmiechnęła się.
Chcąc dać odpocząć kotce, w końcu zebrała się do wyjścia. Nim jednak opuściła kociarnie, zatrzymała się tuż przed Kotewkowym Powiewem, która nadal była pogrążona we śnie i nic nie wskazywał, że miałaby za chwilę się obudzić. 
— Kotewko. Obudź się. — zwróciła się do drugiej kuzynki, która niezbyt chętnie wybudziła się ze snu, po tym jak została szturchnięta łapą. — Nie powinnaś spać, powinnaś czuwać i w każdej chwili być gotowa pomóc Wirującej Lotce zajmować się kociętami. Wciąż jest osłabiona po porodzie.
Vanka ziewnęła, a na jej pysku wkradł się grymas. Przeniosła spojrzenie na Wir, a po chwili ponownie na Kawcze Serce.
— Na razie sobie przecież sama radzi bardzo dobrze. Jesteś przewrażliwiona Kawcze Serce. Przecież nigdzie nie wyszłam, a jak będę potrzebna to mnie obudzi… — rzuciła leniwie kotka, ponownie starając się wygodnie umościć na legowisku — Poza tym pomogłam już jej w myciu kociąt… dostała zioła na wzmocnienie od Strzyżykowego Promyka…
— Jesteś piastunką, a nie śpiącą księżniczką, Kotewkowy Powiewie. — prychnęła mierząc spojrzeniem “nianie”. — Zamiast ciebie, to właśnie Wirująca Lotka powinna spać, musi odzyskać siły, aby móc odpowiednio zająć się kociętami i nie mieć problemów z laktacją. Ty za nią kociąt nie wykarmisz.
Z pyska młodszej kotki padło niezadowolone krótkie syknięcie, jednak podniosła się powolnym krokiem zbliżyła się do swojej siostry.
Czarna wojowniczka przyglądała im się przez chwilę, wahając się przed opuszczeniem kociarni. Miała nadzieję, że jej uwaga dotycząca zachowania niedoszłej wojowniczki zmieni jej nastawienie i podejście do pełnienia tak ważnej funkcji, na którą została wybrana. Miała w końcu pomagać królowym w opiece nad kociętami będącymi przyszłością ich klanu, a nie lenić się.

***

Czarny ogon wojowniczki nerwowo uderzał raz za razem o podłoże, podczas ceremonii kociąt Wirującej Lotki. Co było tego powodem? Brak jednego z czwórki kociąt oraz ich matki. Zdawała sobie sprawę z tego, że Wir mogła czuć się słaba po porodzie; w końcu wydanie o jednego kociaka więcej niż czarna wojowniczka było nie lada wyzwaniem, jak i przede wszystkim obciążeniem dla ciała królowej. Jednak czy, aby na pewno kotka odpuściłaby tak ważne wydarzenie i to w dodatku dotyczące jej potomstwa? Musiało się coś stać. Płotka chyba nie…
Odszukała w tłumie Sumika, u którego boku niemalże natychmiast się znalazła, aby się dokładnie dowiedzieć co się dzieje. Ten pokrótce jej wytłumaczył, że tak jak przypuszczała, czarno-biała wciąż dochodziła do siebie po porodzie, dlatego też została w legowisku królowych. Razem z Płotką. Nic więcej poza tym nie udało jej się dowiedzieć.
Z ulgą wypuściła powietrze, słysząc, że zarówno matce i kociakowi nic nie jest. Mimo to, nie wróciła na swoje miejsce, aby dalej brać udział w ceremonii. 
Udała się do kociarni.
Karmicielka leżała tuż przy wejściu, być może to właśnie w taki sposób chciała brać udział w ceremonii, chcąc częściowo coś widzieć i słyszeć. W jej przednich łapach znajdował się kociak, spał, nie zdając sobie sprawy z tego co się dzieje, co go omija.
Na pysku królowej widniał grymas, a jej oczy były zaszklone i zaczerwienione.
— Wir… przyszłam sprawdzić czy wszystko w porządku. Zmartwiłam się, że ty i Płotka nie uczestniczycie w ceremonii. Co się dzieje, wszystko dobrze? — spytała z troską w głosie ostrożnie zajmując miejsce obok ukochanej kuzynki, która była dla niej niczym rodzona siostra. Dostrzegła, że arlekinka stara się ukryć fakt, że przed chwilą płakała. Wiedziała, że skoro Wirująca Lotka wylała łzy i wyglądała na złą, coś musiało być nie tak. Jednak wolała osobiście dowiedzieć się tego od niej, niż snuć domysły. Być może to właśnie wygadanie się ulży kotce, a Kawcze Serce będzie miała jaśniejsze spojrzenie na sytuację i uda jej się jakoś pomóc.
— Nie. Matka wykluczyła Płotkę z ceremonii — miauknęła arlekinka ochrypłym głosem, patrząc na dawną mentorkę zmęczonym, acz poważnym wzrokiem. W jej oczach widać było niezadowolenie, zawód, złość, smutek, żal. Wirująca Lotka zakaszlała, przysłaniając sobie pysk łapą i uspokajając powoli rzężący oddech.
Gdzieś z tyłu głowy wcześniej zrodziła jej się myśl, że być może to, co powiedziała właśnie teraz Wir, stoi za brakiem obecności czekoladowej vanki w obrzędzie, jednak sądziła, że Srocza Gwiazda nie posunie się do czegoś takiego, aby zabronić jednej ze swoich wnuczek udziału w ceremonii, sprawiając tym samym przykrość ich matce.
— Chodzi o jej barwę futerka, tak? — spytała ze smutkiem w głosie. To musiał być jedyny powód, przez który kociak został wykluczony. 
Wir zaśmiała się, ale nie był to radosny śmiech. Zdawał się przepełniony goryczą, która aż kuła w uszy.
— Oczywiście, że o to. Myślałam, że się opamięta albo chociaż uszanuje moje zdanie, że zrobi to dla mnie. Ale nie... jest zbyt uparta, by to zmienić. Uciszyła mnie, gdy tylko się z nią nie zgodziłam i chciała…  kazała dać mi zioła na uspokojenie — prychnęła. — gdybym tylko... mogła... tam być... — Jej głos był coraz słabszy, jakby walczyła z własnym gardłem. Nie dokończyła, znów kaszląc i charcząc.
Na dźwięk słów odnośnie kazania podania ziół karmicielce, ucho czarnej nerwowo drgnęło, a w jej wnętrzu wręcz się zagotowało. Wir nie zasłużyła na takie traktowanie. 
Zawiodła się na Sroczej Gwieździe, po raz kolejny.
— Postaraj się oddychać powoli, głębokie wdechy. — poleciła łagodnie, gdy arlekinka zakasłała. Starała się odpowiednio dobierać słowa, tak aby uspokoić karmicielkę, jak i samą siebie. — Myślę, że i teraz zostałabyś uciszona, skoro coś takiego miało miejsce wcześniej. — rzuciła nieco ostrzej niż chciała, zerkając na zewnątrz kociarni, poza którą wszyscy spędzali ten czas w obłudnej radości.
Była zła, że Wir została z tym wszystkim sama i nie miała wsparcia, chociażby w swoim partnerze, który powinien być przy niej, w szczególności teraz. To on powinien być u jej boku, a nie Kawcze Serce. Nie powinna być tutaj sama, pełna żalu i goryczy. 
Być może, gdyby matka kociąt znalazła siły, aby opuścić żłobek i zakłócić ceremonię, skończyłaby z łatką “wariatki”, a tego lepiej było uniknąć. W razie, gdyby Wir starała się spróbować opuścić legowisko, córka Nastroszonego Futra miała zamiar jej to uniemożliwić. 
Dla jej własnego dobra, jej i jej kociąt.
— Ale klan wiedziałby... i może... może ktoś by mnie poparł... nas poparł... — wycharczała — ona na to nie zasłużyła — spojrzała na Płotkę — będą ją tępić. Będą nią pogardzać. Ale boję się, że może być gorzej... — miauknęła. 
— To prawda. — westchnęła, być może udałoby się znaleźć poparcie wśród reszty członków, jednak obawiała się konsekwencji, jakie mogły z tego wyniknąć. Poza tym fakt, że liderka otwarcie wykluczyła kociaka z ceremonii, dała tym samym innym pozwolenie na gorsze traktowanie jednego z kociąt. A córka Błotnistej Plamy nie miała zamiaru dopuścić, aby w klanie, który kochała robiła się jeszcze większa przepaść między kotami, czy to ze względu na płeć czy kolor futra, coś czego nie mogli przecież wybrać — Póki żyję, nie pozwolę, aby ktoś ją skrzywdził, gardził, bądź chociażby krzywo na nią spojrzał. Masz moje słowo. — Obiecała kocicy. — Księżycowy Blask i Poranny Ferwor na pewno nie będą nią gardzić. Kazarkowa Łapa i Cyrankowa Łapa również, w końcu to moje córki… i częściowo ich futerka również zdobi brąz. — Uśmiechnęła się. Kochała ich brązowe kępki futra, na złotym i rudym futrze. Wiedziała, że udało jej się zaszczepić od początku w ich umysłach najważniejsze rzeczy - to że nie kolor futra, jak i płeć decyduje o tym czy kot zasługuje na szacunek, a jego czyny i sposób w jaki traktuje innych. — Mój brat Krzycząca Makrela, jego partnerka Ryjówkowy Urok oraz ich dzieci: Krabowa Łapa, Karasiowa Łapa, Skrzelikowa Łapa też. Mgliste Spojrzenie, Nawałnicowa Łapa, jak i Piórolotkowy Trzepot na pewno nigdy nie sprawią jej przykrości, w końcu to moja… to nasza rodzina. Jeszcze ktoś się na pewno znajdzie, kto będzie ją chronił i nie pozwoli na odmienne traktowanie…
Mówiąc to, sięgnęła do futra na piersi, które jak zwykle miała przystrojone piórkami różnorakiego ptactwa; kolorowe, duże i małe piórka wczepione były w czarną sierść. Ostrożnie udało jej się wysunąć małe piórko, należące do młodego i małego ptaka, które ostrożnie umiejscowiła na łebku śpiącego kociaka, kształtem poprzez ułożenie na białym futrze przypominał sierp księżyca.
Ona nie miała zamiaru rezygnować z członka rodziny, tylko dlatego, że był inny, a tym miała być jej własna ceremonia, którą zapoczątkowała już jako uczennica. Każdy kot, nie zważając na pokrewieństwo krwi, którego kochała i chciała dla niego jak najlepiej został obdarowany przez nią piórkiem, mającym zapewnić swego rodzaju ochronę i będącym znakiem rozpoznawczym, że należy do jej rodziny. I jeśli z nim zadrze, zadrze z samym Kawczym Sercem.
Wir uśmiechnęła się, zmęczona, ale szczęśliwa, że miała kogoś kto będzie tak zaciekle bronić Płotki.
— Dzi-dziękuję — wychrypiała. Na chwilę nastała cisza, a kotka jakby zastanawiała się nad czymś, by potem powiedzieć — może i... nie mogę być na ceremonii... ale zrobię wszystko, by Płotka była jak najmniej poszkodowana — zaniosła się kaszlem, by następnie unieś lekko głowę i miauknąć cicho, próbując oszczędzić trochę swój głos — możesz przynieść mi największą rybę ze stosu? Może i nie dostanie znaku od Sroczej Gwiazdy, ale... — przysłoniła pysk, pokasłując.
Nie spodziewała się, że ten "głupi" znak, który z dnia na dzień został wprowadzony ich w klanie będzie tak ważny dla Wirującej Lotki, aż tak bardzo, że sama zdecyduje się naznaczyć nim małego kociaka. To był tylko znak, który można było przecież zmyć i żaden ślad po nim by nie został. Dla Kawczego Serca nie miał on większego znaczenia, jednak widząc ile to znaczy dla królowej, miała zamiar spełnić jej prośbę.
— Sroczej Gwieździe raczej się to nie spodoba… — mruknęła cicho, jednak już po chwili odparła bardziej przyjaźnie: — Przyniosę ci największą rybę ze stosu. Największa jaka pomieszkuje w rzece — obiecała. 
I tak też uczyniła.
Wróciła z udanego połowu, bo na stosie były same małe rybki, przynosząc królowej spory okaz szlachetnej ryby, której krew miała posłużyć do naznaczenia głowy małego kociaka. W międzyczasie podczas jej nieobecności do kociarni zostały odprowadzona pozostała trójka kociąt, których głowy zdobił czerwony lotos. Tak jak i już po chwili miał zdobyć głowę biało-brązową koteczkę. 
Znak co prawda różnił się od reszty, był krzywy i nieco rozmazany, jednak najważniejsze było to, że arlekinka szczerze się uśmiechała, tuląc ślepego kociaka.
— Dziękuję…
Widok uśmiechu na pyskach jej bliskich było czymś co dawało jej siłę.

***

Gdy tylko udało jej się znaleźć wolną chwilę pomiędzy obowiązkami wojownika, odwiedzała Wirującą Lotkę i jej córki w kociarni, zachęcając do odwiedzin królowej również swoje córki – Cyranke i Kazarke. Chciała żeby te miały ze sobą dobry kontakt, tak samo jak Kawcze Serce miała z Wirującą Lotką. Poza nimi starała się również zachęcić potomstwo swojego brata, do odwiedzin nowych członków ich rodziny. Widziała w końcu, jak relację z bliskimi są ważne i to od pierwszych chwil życia, a jej zależało na tym, aby były one pielęgnowane. Kiedyś zrozumieją, że wszelaka uraza i małostkowość tracą na znaczeniu, gdy nie można spędzić więcej czasu z kotami, na których nam najbardziej w świecie zależy.
Kula mchu potoczyła się pod same łapy wojowniczki, wyrywając ją z melancholii.
— Wybacz ciociu! — pisnęła niezbyt wyraźnie mała, srebrna kotka, by już po chwili pochwycić w swój mały pyszczek mech i udać się z nim do nawołujących ją sióstr
Tak jak i małej Płotce, również trzem pozostałym córkom kocicy podarowała małe piórka, którymi kociaki w trakcie jej odwiedzin bawiły się - wszystkie cztery koteczki razem rozmawiały, śmiały się i wymyślały nowe to sposoby użycia mchu, patyku i piórek w swych kocięcych zabawach.
Razem z nimi cieszyła się tymi beztroskimi chwilami, pełnymi rodzinnego ciepła.

***

Wieść o śmierci kuzynki spadła na nią niczym grom z jasnego nieba Porą Zielonych Liści. Była to niczym zły sen, koszmar. Dopiero co udało jej się pogodzić z utratą dziecka, a teraz kolejny raz z jej życia zniknął jej bliski sercu kot. Znała Wir od maleńkości, kiedy wraz z ciotką, Pchlim Nosem i Pylistą Burzą udało jej się uratować z rzeki porzucone kocięta. Gdyby nie oni, najpewniej byłyby martwe. Wszystkie cztery koteczki, które zostały przygarnięte przez Srokę traktowała jak swoje młodsze siostry, jednak to właśnie z arlekinką udało jej się stworzyć tak silną więź. 
Była jej siostrą. Kuzynką. Uczennicą.
Gorzkie łzy spływały z jej oczu, kiedy przyglądała się nieruchomemu ciału kocicy przyozdobionym kwiatami. Pośród nich dostrzegła wczepione w czarno-białe futro piórko, które podarowała kocicy podczas jej i jej siostrom podczas ich pierwszego zgromadzenia. Tylko Wirująca Lotka z całej czwórki jako jedyna przez cały czas miała ten mały, acz ważny dla starszej wojowniczki podarek przy sobie. Nawet teraz.
Wir na pewno trafiła do Klanu Gwiazdy, tak samo jak Krakwie Skrzydło. Tego była pewna. 
Jednak mimo tej wiedzy, nie miała już zamiaru oddawać czci przodkom na Srebrzystej Skórze, bytom, które pozostawały bierne na wydarzenia w świecie żywych. 
Zawiodła się na nich, tak samo jak na ciotce.
Nieznacznie uniosła głowę, przenosząc spojrzenie na liderkę, która tak jak i reszta zebranych kotów pogrążona była w żałobie. Jeszcze nie tak dawno oczy Kawczego Serca, już za czasów bycia Kawczą Łapą, spoglądały na ciotkę z podziwem, teraz trudno było tej iskry odszukać w jej zielonych oczach. Zamiast tego można było w nich dostrzec żal i smutek, który towarzyszył również zmarłej członkini Klanu Nocy przed jej śmiercią. Możliwe, że i on dołożył swoją cegiełkę do stanu zdrowia królowej, który pomimo dobrej opieki medycznej nie ulegał poprawie. 
Być może, gdyby i córkę Błotnistej Plamy zdobiło brązowe futro jak bezbronne kocię martwej kuzynki, nie miałaby tylu przywilejów co teraz, jako czarno-biała kotka i siostrzenica liderki. Nie stałaby tu wśród nich. 
Czy Sroka inaczej by ją traktowała, ogólnie, jak i podczas treningu? Czy celowo zaniedbała by jej wykształcenie, aby udowodnić, że koty o brązowym umaszczeniu są gorsze od reszty? Mogła tylko snuć domysły, jednak skoro zielonooka odtrąciła brązowo-białe ślepe kocię, będącym przecież jej wnuczką, u której dominowała biel, a nie niepożądany przez liderkę kolor, wszystko było możliwe. Czarna nawet nie chciała rozważać stosunku ciotki do niej, gdyby zamiast czarnego futra w większości zdobił ją brunatny kolor. Najpewniej nie zniosłaby presji otoczenia, która by była jeszcze większa od tej, która miała przyjemność doświadczyć za młodu, chociażby przez fakt tego czyją córką była – dwójki pogardzanych kotów w ich małej, zamkniętej społeczności.
Po zakończeniu ceremonii pogrzebowej udała się samotnie do legowiska wojowników, w którym przez jeszcze długi czas miała wylewać łzy, tak aby już później nie płakać. Nie mogła sobie na to pozwolić, musiała być silna. W końcu obiecała coś Wir, a tej obietnicy tym razem miała zamiar dotrzymać. Musiała. 
Musiała również zadbać o to, aby młoda kotka miała oparcie w swoich siostrach, nawet pomimo upływających księżyców miała nadzieję, że ich relacja pozostanie niezmienna, nawet pomimo “karmienia” kociąt nieprawdziwymi wartościami.

Kawka buntownik, jak Wir, ugryzie każdego w nos, kto krzywo spojrzy na Płotkę. Nawet rodzinę królewską. Ale spokojnie, na wściekliznę szczepiona była. 
A i będzie pilnowała, aby córki Wir nie były karmione opowieściami, że czekolady gorsze, doda swoje pięć groszy na temat równości (i równouprawnienia) i tego, że rodzina powinna się trzymać razem, a nie tworzyć dziwne podziały. 
Może założy też jakiś ruch oporu czy coś 💃  podzieli los starego Stroszka 

15 kwietnia 2024

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

Nie spodziewała się, że już na samym wejściu do legowiska medyków zostanie “zaatakowana” przez Makowe Pole, która wygłaszała niestworzone rzeczy na temat jednego z jej kociąt. Wiedziała, że starsza kotka od momentu, gdy pierwszy raz miała okazję zobaczyć na własne oczy jej syna nie pałała do niego miłością, jednak nie sądziła, że kocica będzie go oskarżać o próbę morderstwa.
— Co ty wygadujesz?! — syknęła poirytowana, że też Makowe Pole miała czelność wygadywać takie bzdury na temat Krakwiej Łapy przy innych kotach znajdujących się w legowisku medyka — Mój syn wie, że nie powinien się do ciebie zbliżać i nie w głowie mu usiłowanie zabicia starszej kotki. Może twój stan to sprawka innego kocura, któremu się naraziłaś… albo kara od Klanu Gwiazdy?
— Ja dobrze już wiem czyja to wina! Nie mieszaj w to Klan Gwiazdy. Nie potrafię uwierzyć, że ty dalej jesteś nim tak zaślepiona! Powinnaś już dawno zrobić z tym czymś porządek! Dzisiaj ja, jutro Pszczółka i kto jeszcze? — prychnęła zła.
— Czy ty słyszysz co mówisz? Od kilku kwadr całe dnie spędza w moim towarzystwie na treningach, a po nich pomagał w poszukiwaniach Niesfornej Łapy i Rusałkowej Łapy. Kiedy miał niby znaleźć czas na to o co go oskarżasz! — Ukazała kły. — Może jeszcze powiedz, że to jego wina, że zaginęły… 
— Ekhm. Chciałabym przypomnieć, że znajdujecie się w legowisku medyka. Nie jesteście tu same. — Wtrąciła się spokojnym głosem Strzyżykowy Promyk, przyglądając się kotkom. 
Makowe Pole prychnęła.
— Niech wiedzą jakiego ma syna! Żeby się do tego czegoś przyznawać! Wstyd! — nie dodała nic więcej, odwracając dumnie łeb. 
Rozmowa z Makowym Polem była jak rozmowa ze ścianą, czy też lepszym stwierdzeniem byłoby z odbiciem w wodzie. Czarna nie była w stanie przemówić jej do rozumu. Dziwiła się ciotce Sroczej Gwieździe, że też czarno-biała tolerowała zachowanie srebrzystej wojowniczki. W końcu kocica była chodzącym zagrożeniem nie tyle co dla wszystkich kocurów, ale przede wszystkim dla członka rodziny liderki. 

***

Krakwie Skrzydło nie wrócił z patrolu granicznego, mimo że reszta jego członków od jakiegoś czasu spędzała czas na odpoczynku w legowisku wojowników. Pchli Nos, jeden z kotów, który towarzyszył niebieskiemu na patrolu z tego co się dowiedziała, zajęty był pielęgnacją swej białej sierści, a na pytania zmartwionej wojowniczki tylko wzruszył ramionami.
— Nie jest już kociakiem, jest przecież wojownikiem, Kawcze Serce. — W rozmowę wtrąciła się Borsuczy Język, łypiąc na czarną kocicę. W jej oczach dało się dostrzec iskierki rozbawienia z powodu zachowania młodszej. — Nie powinnaś się tak martwić. Na pewno zaraz wróci. Może postanowił po drodze zapolować, albo… spotkać się potajemnie z ukochanym z innego klanu? Sama powinnaś to zrozumieć.
Łatwo jej było mówić. W przeciwieństwie do Krakwiego Skrzydła, ona była kotką i nikt jej nie nienawidził, a przynajmniej otwarcie tego nikt nie okazywał. A widząc o co tak niedawno oskarżyła jej syna Makowe Pole, wolała mieć pewność co takiego niebieski kocur wyrabia, aby w razie czego po prostu go obronić przed kolejną falą oskarżeń z jej strony. To była dla jego dobra. W końcu może i był wojownikiem, jednak wiedziała, że jego siostry będące jeszcze uczennicami prześcigały go niemalże ze wszystkim, a poza tym zdawała sobie sprawę z tego, że był jeszcze o wiele słabszy od szylkretek.
— Tak. Pewnie postanowił zapolować dla królowych — miauknęła w odpowiedzi kotka. Mogła to być prawda, w końcu Krakwie Skrzydło od narodzin Cytrusa odwiedzał częściej kociarnie, aby móc przywitać kolejnego członka ich rodziny - małego kocurka będącego małą kopią Mglistego Spojrzenia. Być może wziął sobie za cel obronę tego szkraba przed kotami pokoju Makowego Pola.
Sama Kawcze Serce często zaglądała do żłobka. Czuła się jednak nieco dziwnie, gdy odwiedzała swojego tak właściwie jakby nie patrzeć kuzyna, który leżał wtulony w bok niewiadomej karmicielki. A to wszystko przez sporą różnicę księżyców. Wątpiła, że z przyszłym wojownikiem będzie miała relację taką jaką udało jej się zbudować z córkami Sroczej Gwiazdy. Prędzej dogada się z jej dziećmi, a ona będzie dla niego pewnie ciocią.
Była samotniczka miała rację - Krakwie Skrzydło skrzydło faktycznie zdecydował się zapolować dla Mglistego Spojrzenia, ale i również dla Kotewkowgo Powiewu. Udało jej się złapać kocurka, gdy ten właśnie opuszczał kociarnie. Widok rozgniewanej i zmartwionej matki sprawił, że z jego pyska zniknął uśmiech na dosłownie uderzenie serca.
— [...] Nie jest królową i nie musi karmić kociąt, ale głupio przyjść do kociarni i ją tak pominąć, prawda? — Uśmiechnął się do matki ukazując białe ząbki 
— Prawda — odparła z ulgą Kawka, ciesząc się, że jej jedyny syn był cały i zdrowy. Borsuczy Język miała rację, niepotrzebnie się zamartwiała. Nachyliła się do syna i czule go polizała po sierści na głowie.
— Mamo… Nie jestem już kociakiem. Jestem wojownikiem.
— Dla mnie zawsze będziesz kociakiem, ty i twoje siostry. — miauknęła, a ton jej głosu z przyjemnego zmienił się na poważniejszy — Następnym razem uprzedź kogoś o tym gdzie idziesz. W szczególności, jak masz zamiar wybrać na na samotną wyprawę, dobrze?
— Dobrze.

***

tw: śmierć, krew, smutno ogólnie

28 marca 2024

Od Kawczego Serca CD. Piórolotkowej Łapy (Piórolotkowego Trzepotu)

Odprowadziła spojrzeniem młodego ucznia, a już po chwili przeniosła wzrok na swoje kocięta. Jeszcze chwila i one tak będą psocić jak Piórolotkowa Łapa, którym nie tak dawno się opiekowała. 
— Widzę, że nie narzekasz na brak towarzystwa… przed chwilą widziałem, jak Lotek niczym spłoszona kaczka wypruł z kociarni. — zagadnął miło Poranny Ferwor, po tym jak odłożył przed królową upolowaną zdobycz. — Wyglądał na bardzo zadowolonego.
— Bardzo możliwe, że będzie jeszcze bardziej, jeśli uda nam się trochę namieszać w Klanie Nocy — Uśmiechnęła się, nie zdradzając nic więcej, aby nie zapeszyć. Wierzyła, że mały point poradzi sobie ze wszystkim sam i uda się mu dowiedzieć, czy jego siostra chciałaby jakiegoś innego mentora. Bo jeśli tak, to później już tylko zależało wszystko od decyzji Sroczej Gwiazdy. A miała nadzieję, że wizyta młodych uczniów, którzy księżyc temu byli kociętami zmiękczy jej serce i odpowiedź jaką otrzymają będzie się różnić od tej jaką sama Kawka otrzymała.

***

Mimo dobrych chęci, nie wyszło tak jak Kawcze Serce by tego chciała. Kolejna rozmowa z ciotką, która przebiegała pomiędzy nią, a Piórolotkową Łapą nie zakończyła się powodzeniem - Makowe Pole miała wciąż odpowiadać za naukę córki Śnieżnego Wspomnienia. Sam kocur wydawał się dość spięty, ilekroć widział kocicę opuszczającą obóz w towarzystwie swej córki, ale ze względu na swoją bierną postawę nic z tym nie robił. Pogodził się z tym, co Kawczemu Sercu przychodziło z trudem. Nie chciała, aby ta niesforna koteczka stała się potworem i chciała ją z całego serca uchronić przed tym.
— Cóż… — zaczęła starając się jakoś pocieszyć pointa, którego wyraz pyszczka zdradzał co tak naprawdę myśli o tym wszystkim — Srocza Gwiazda na pewno wie co robi, skoro jednak zdecydowała się, aby dalej Makowe Pole uczyła Niesforną Łapę… — westchnęła. Może, gdyby wyznała ciotce, że to srebrna stała za zniknięciem swojego brata, może inaczej by spojrzała na argumenty, które przedstawiła jej siostrzenica, gdy była w ciąży, a teraz Piórolotkowa Łapa? Wolała już jednak nie ryzykować, w obawie, że ciotka znów mogłaby uznać, że Kawka przesadza, odprawić ją z kwitkiem, a Makowe Pole mogłaby chcieć się zemścić za zdradę. — Uszy do góry. Morze na pewno doceni to, że chciałeś dla niej dobrze i zdecydowałeś się udać do liderki. — Uśmiechnęła się
Lotek na pierwsze zdanie położył uszy na boki, wyrażając tym, że jakoś niezbyt jest co do tego przekonany. 
— Może... — mruknął, uśmiechając się pod nosem słabo bez przekonania — A co, jak mnie przez ten czas jeszcze bardziej znielubi? — podzielił się swoją obawą — W końcu Makowe Pole może jej coś powiedzieć…
— Dopilnuję, aby coś takiego nie miało miejsca. Poza tym, Morze nie jest już przecież kociakiem. Jest mądrą kotką i na pewno szybko pojmie, że nie powinna we wszystkim zgadzać się ze swoją mentorką, która czasami gada od rzeczy. Ostatnio nawet częściej jej przychodzi wygadywanie głupot, może to przez fakt, że się starzeje? — Uśmiechnęła się pokrzepiająco do ucznia. — Wiesz Piórolotku, kiedyś i mi samej postawa Makowego Pola imponowała kiedy byłam nie dużo starsza od was. W końcu jest jedną z ładniejszych kotek w Klanie Nocy, jest również jedną z lepszych wojowniczek, jednak cały czar prysł kiedy zwyzywała mojego syna, gdy ten był tylko małym kociakiem. I to tylko dlatego, że jest kocurkiem. Nie mówiąc już o tym jak ciebie traktowała, gdy byłeś małym bezbronnym kociakiem... — westchnęła, nie zdecydowała się podzielić z młodym uczniem zdarzeniem nad rzeką, w które została wplątana - na dobrą sprawę już od tamtego dnia coraz bardziej zaczęła się oddalać od kocicy. 
Przez chwilę jeszcze rozmawiała z uczniem, do czasu, aż Sumowa Płetwa nie zabrał ucznia na trening, a królowa mogła z powrotem wrócić do swojego potomstwa, które zostawiła pod opieką ich ojca. 
— No proszę, jednak nadawałbyś się na królową — miauknęła rozbawiona, widząc, że kocięta leżały wtulone w złocistą sierść Porannego Ferworu, pogrążone we śnie

***

— [...] może miały dość Makowego Pola i dlatego zdecydowały się zaginąć? — szepnął cicho Krakwia Łapa idąc u boku swojej matki — Na ich miejscu też bym tak zrobił, gdyby była moją mentorką… albo gorzej, mamą!
— Krakwia Łapo! — kotka skarciła syna, mimo że poniekąd zgadzała się z tym co mówił. Nie zdziwiłaby się, gdyby srebrna przyczyniła się pośrednio do zaginięcia swej córki i uczennicy. Bo może faktycznie miały jej dość? Jednak nie chciała mówić tego otwarcie. — Gdyby same zdecydowały się odejść, nie zostałby znaleziony przy ich zapachu zapach Dwunożnych. Zaginięcie to pewnie ich sprawka, a to znaczy tylko jedno… — westchnęła, przeniosła spojrzenie na Piórolotkowy Trzepot, którego udało się jej namówić, aby pomógł jej i Krakwkowi zbadać jeszcze raz miejsce, w którym ślad po kotkach się urywa. W końcu jedna z zaginionych kotek była jego siostrą, nawet jeśli nie zawsze się dogadywali. — Bądźmy dobrej myśli! Może uda nam się znaleźć jakieś ślady, które pominął wcześniejszy patrol. Coś dzięki czemu uda nam się dotrzeć do twojej siostry i Rusałkowej Łapy. Skoro Dwunożni zapuścili się na nasze tereny, to znaczy, że mogą jeszcze gdzieś się tu kręcić. A jeśli mają nasze zguby to je odbijemy. — Mimo pewności w głosie, nie widziała tego totalnie, aby wraz z świeżo mianowanym uczniem, jak i wojownikiem udało jej się tego dokonać 

<Lotek?>

26 marca 2024

Od Kawczego Serca CD. Błotnistej Plamy

W ciszy przyglądała się swoim kociętom, które były zajęte zabawą przy ścianie żłobka. Dostrzegła jak Kazarka stara się łapkami sięgnąć po fragmentu sumaku, który tworzył sklepienie legowiska. Napomniała córkę, aby nie starała się naruszać konstrukcji, no chyba, że bardzo jej zależało na tym, aby w ulewne dni krople deszczu skapywały jej na brązową mordkę. 
W kociarni przebywała już od dłuższego czasu, bliskie jej  koty przychodziły do niej w odwiedziny przynosząc jedzenie dla niej i jej potomstwa, jednak przez długi czas nie widziała pyska Błotnistej Plamy. Być może pochłonęło ją coś ważniejszego od poznania wnucząt? A może coś jeszcze innego stało za tym, że kotka nie chciała postawić swej łapy w żłobku. Nie wiedziała, jednak po kilku wschodach słońca czekoladowa kocica w końcu pojawiła się w kociarni. Kawka powitała matkę uśmiechem, ciesząc się, że ta jednak zdecydowała się ją odwiedzić. 
— J-jak… Jak się n-nazywają?
— Ta mała kotka, najbardziej podobna do Porannego Ferworu ma na imię Cyranka. Obok niej jest Kazarka. A najmniejszy z nich kocurek na imię ma Krakwek — Przeniosła spojrzenie na dzieci, które właśnie zaczęły uprawiać kocięce zapasy, przedstawiając je kolejno. Krakwek w starciu z złotooką szylkretką nie miał żadnych szans, już po chwili wymachiwał swymi małymi łapkami i nawoływał “Poddaje się! Wygrałaś!” prosząc, aby siostra go puściła. — Dzieci, chodźcie! — zawołała, tym samym przykuwając uwagę swoich kociąt, które ochoczo podbiegły do matki. Dopiero, gdy przylgnęły do jej futra po bokach, wlepiły spojrzenie w Błotnistą Plamę, która nerwowo uniosła łapę do góry. — Chciałabym wam kogoś przedstawić. To wasza babcia, Błotnista Plama. Nie mogła was wcześniej odwiedzić, bo była bardzo zajęta, ale teraz powinna robić to częściej. — miauknęła czarna przenosząc spojrzenie na matkę, tak jakby chcąc się upewnić, że kotka postara się być aktywna w życiu swych wnuków
— T-tak… — wymruczała niepewnie uciekając spojrzeniem od kociąt, sprawiając tym samym, że Kawcze Serce posmutniała — Jeśli nie będę przeszkadzać, będę przychodzić w odwiedziny…
— Jesteś moją matką, a ich babcią. Oczywiście, że nie będziesz! Krakwku, przywitaj się z babcią… — miauknęła 
— Muszę? — wymiauczał kocurek, ani trochę nie wygadał na chętnego do zbliżenia się do kotki. Mocniej uczepił się do futra matki, nachylając się do ucha kotki, aby jej szepnąć coś na ucho. — Jest straszna… Wolę tę drugą babcię… Możesz jej powiedzieć, żeby sobie poszła?
Spojrzała karcąco na kociaka, czując za niego wstyd, że coś takiego powiedział.  Nie powinien, jednak był tylko małym głupiutkim kociakiem.
Czarna miała nadzieję, że jakoś uda się rozweselić atmosferę, ale komentarz jej syna sprawił, że trudno było jej coś powiedzieć. Sama nie raz zraniła chcący, a nawet i niechcący czekoladową kotkę, a teraz zrobił jej to własny wnuk.
— No, dobrze. Idźcie się dalej bawić… — zwróciła się do kociąt, mając nadzieję, że te jak przystało na beztroskie kocięta wrócą do swoich zabaw. — Przepraszam za niego, on nie miał nic złego na myśli… — zaczęła dość nieudolnie widząc w oczach matki smutek
— N-nic nie szkodzi. T-to bardzo mądry kociak. — Po tych słowach na dłużej zapanowała niezręczna cisza w kociarni, która w końcu przerwała Błotnista Plama. Tym razem pytanie, które padło z pyska kotki zaszokowało kotkę. A dotyczyło tego czy nie jest smutna, że jej córki częściowo zdobiło brązowe futerko, przez co mogą je czekać w przyszłości przykrości z tego powodu. — [...] dobrze, że jest go tak mało… 
— Brązowe, czarne, szare czy dwukolorowe… co za różnica! Najważniejsze jest to, że są zdrowe i dobrze się rozwijają! Wspanialszych kociąt nie mogłam sobie wymarzyć. 

***
Pora Opadających Liści 

Wraz z Księżycowym Blaskiem spędzała miło czas na jednej z wysepek obozu Klanu Nocy. Wtulona w niebieskie futro pręgowanej kotki obserwowała odlatujące ptactwo w stronę nieznanych jej terenów. Niedaleko nich jej dzieci, jak i ich uczniowie, zarówno czarnej i niebieskiej dokazywały brodząc w wodzie wraz z dziećmi jej brata, Krzyczącej Makreli. Życie w Klanie Nocy u boku Księżyc było wręcz idealne, a czarno-biała chciała byłej Klifiaczce wynagrodzić wszystkie przykrości jakie jej sprawiła przed dołączeniem jej do klanu.
Była szczęśliwa. Miała ukochaną, wspaniałego przyjaciela i cudowne dzieciaczki. Żałowała tylko jednego, że jej matka nie miała tak szczęśliwego życia, tak jak i ona. Chociaż kto wie, może brązowa kotka w końcu odnajdzie swoje szczęście po tylu księżycach, bo zasługiwała na nie jak nikt inny.

Koniec sesji, super mama Błotnista Plama, polecam, niech na starość będzie szczęśliwa 👍

24 stycznia 2024

Od Kawczego Serca CD. Morza (Niesfornej Łapy)

 Lekko trąciła kociaka nosem, aby ten żwawiej ruszył naprzód, prosto do medyków. Zmartwiła się nie na żarty słysząc, że córkę Śnieżnego Wspomnienia boli ząb. Czuła się winna, że tego nie dostrzegła wcześniej. Może właśnie dlatego kotka chodziła taka smutna od dłuższego czasu? Nie... Zachowanie pointki zmieniło się wraz z opuszczeniem kociarni przez Pszczelą Dumę i jej córki. Nie raz widziała, jak kociak wyczekuje wizyty swoich przyszywanych sióstr, a gdy tylko te zaglądały do niej po swoich treningach, na pysku kociaka gościł uśmiech.
Morze niechętnie stawiała kroki naprzód, z dobre kilka minut stały tuż w wyjściu ze żłobka, aż w końcu zniecierpliwiona Kawka zdecydowała się unieść kociaka za kark, aby nie wydłużać czynności. Doprawdy, z Morza było małe ziółko, była niczym morze. Czasami spokojna, a czasami humorzasta.
— Postaw mnie! — wykrzyknęła Morze, lekko się zakołysała przez wymachiwanie swymi małymi łapkami 
Kawcze Serce jednak zignorowała prośbę pointki. Gdyby ją odstawiła, zaczęłyby wszystko od początku. A nie mogła na zbyt długo zostawić drugiego kociaka samego. Na całe szczęście, gdy tylko wyszła z kociarni, przez cały czas trzymając wierzgającą Morze, udało jej się niemo porozumieć z Wirującą Lotką. Nie raz to właśnie tę konkretną kuzynkę prosiła, aby doglądała kociąt, kiedy chciała rozprostować łapy, bądź musiała się z jednym kociakiem gdzieś udać. Wir z uśmiechem na pysku skinęła głową, od razu swoje kroki skierowała w kierunku żłobka, a czarna zniknęła z kociakiem w legowisku medyka. Odstawiła puchatą kulkę na legowisku, a widząc jej niezadowolenie wymalowane na pyszczku nie była w stanie ukryć rozbawienia.
— Już mnie nie boli ząb! — oznajmiła koteczka, swoimi morskimi oczkami lustrowała legowisko medyków. Po chwili cicho kichnęła, najpewniej przez intensywny zapach ziół wypełniający tak małą przestrzeń. Również i samą wojowniczkę ta woń ziół drażniła w nos.
— Och, Morze — westchnęła otulając kociaka ogonem, nie lubiła jak koteczka się na nią boczyła i starała się uparcie trzymać swoich racji — A ten opuchnięty polik to co? — spytała z troską w głosie, nie była pewna czy koteczka właśnie sama przygryza sobie polik czy faktycznie była to opuchlizna spowodowana przez ból zęba — Nie musisz bać się medyków. — miauknęła miło, zastanawiając się czy to może z powodu strachu nagle odwidział jej się ten cały ból zęba
Wraz z pojawieniem się Strzyżykowego Promyka, która zbadała pointkę, dowiedziała się, że kociakowi faktycznie doskwierał ból zęba. I na całe szczęście dało się uratować jeszcze ząb, tak aby ten nie wypadł. Gdyby do tego doszło, Morze najpewniej byłaby w burzliwym humorze przez wiele następnych księżyców. Teraz jednak koteczka z grymasem na mordce przeżuwała korę. 

***

Ze snu została wybudzona przez piski kociąt, które dokazywały na środku kociarni, nie zważając na to, że był środek nocy. Chwilę jej zajęło, by zrozumieć, że Piórolotek i Morze wcale się nie bawią, a toczyli między sobą walkę. I to nie wyglądało na zabawę w walkę, a na prawdziwą walkę między skłóconym rodzeństwem. Srebrny kocur co jakiś czas pacał w głowę swoją siostrę, która złapała za jego ucho zakończone pędzelkiem. Rozespana karmicielka poderwała się na równe łapy i zbliżyła do srebrno-czarnej masy kotłujących się kociąt.
— Hej...Hej! — odezwała się głośniej chcąc zwrócić na siebie uwagę kociąt, jednak te były cały czas skupione na dogryzaniu sobie nawzajem
Nie widziała w co w nich stąpiło, że zdecydowali się na kłótnie w nocy. Skoro jednak do niej doszło, musiał być jakiś zapalnik, nawet w najmniejszej postaci, jak możliwość, że jedno z kociąt, mogło niechcący kopnąć drugie kocię przez sen. Albo, że jedno drugiemu obśliniło futerko. I najpewniej tym, który zawinił był nieszczęsny kocurek, który wyglądał tak jakby chciał uciec jak najdalej od swojej siostry, która mu to uniemożliwiała. Miała nadzieję, że właśnie o taką z wyżej wspomnianych pierdół poszło pomiędzy rodzeństwem i zaraz uda ich się ze sobą pogodzić, nakłaniając do ponownego udania się spać. 
Nie chciała siłą odciągać od siebie kociaki, ale również nie chciała im pozwolić na dalsze takie zachowanie. Bo skoro zdołali ją obudzić, to zaraz obudzą resztę klanu swoimi krzykami. A tego wolała uniknąć.
— Piorolotku! Morze! Co wy wyrabiacie? — Na pysku kotki pojawił się grymas, naprawdę miała nadzieję, że uda załagodzić jej się sytuację po tym jak dowie się co takiego się dzieje. — Za dwa księżyce będziecie mianowani na uczniów, a zachowujecie się jak małe księżycowe kociaki. Co się stało? Czy sądzicie, że środek nocy to jest odpowiednia pora na takie zachowanie? 
— To wszystko wina Lotka! Bo jest kocurem! — bąknęła Morze spoglądając oskarżycielsko na swojego brata, którego w końcu puściła. Młodziak wykorzystując to, czym prędzej poderwał się na swoje małe łapki i skrył się za mamką. 
Kawka przeniosła spojrzenie na niebieskiego kocurka. Zmartwienie na jej pysku było jeszcze bardziej widoczne, gdy zrozumiała co było powodem ich nocnej kłótni.
— Ja nic nie zrobiłem! — odezwał się kocurek spoglądając na czarną kotkę, jakby z obawą, że ta mogłaby przyznać nagle pointce rację — Biedronka znowu ci nagadała jakiś głupot na mój temat! — wrzucił wychylając się zza łapy Kawki, by już znowu po chwili się za nimi skryć — To jej wina!

<Morze?>

20 stycznia 2024

Od Kawczego Serca CD. Sroczej Gwiazdy

Makowe Pole była dobrą mentorką, to prawda. Nie mogła odmówić srebrnej umiejętności wojowniczych, lecz problemem było to, że każdego swego ucznia starała się ukształtować na swoje podobieństwo. Wystarczyło spojrzeć na Tuptającą Gęś, to jak się poruszała i mówiła jasno wskazywał na to, że za jej naukę, gdy była uczennicą odpowiadał nie kto inny jak Mak. Nie tylko miała okazję ją wytrenować, ale również wpoić swoje przekonania. Nie raz miała okazję widzieć jak córka liderki pastwi się nad dzieckiem Źródlanego Dzwonka i nikt nie raczył zainterweniować, zapewne bojąc się gniewu Sroki, gdy ta była jeszcze zastępczynią, a tym bardziej, gdy teraz była liderką. Czarna również należała do grona tych kotów, nie racząc ani razu wstawić się za tym małym asystentem medyka, który przez swoje zachowanie przypominał jej własną matkę, równie był żałosny jak zielonooka. Jednak mimo przykrości jakie doświadczał od jej bliskich, dbał o królową i przyszłych wojowników, których nosiła pod sercem.
Przeniosła spojrzenie na dwie kocice, które weszły do żłobka i przywitała się z nimi skinieniem głowy. Nie chciała opóźnić patrolu, dlatego też postanowiła się w miarę streścić.
— Medycy mi co chwilę to przypominają. Poranek i Księżyc również. — uśmiechnęła się, ile razy już słyszała tego typu zwroty, aby o siebie dbała, bo teraz nie tylko na siebie musi uważać. — Spokojnie ciociu, to nic w porównaniu do tego jak się czułam, gdy zorientowałam się, że Morza nie ma w żłobku. Dopiero później doszły mnie słuchy, że ktoś widział mały czarny kształt kicający u boku wojowników udających się na zgromadzenie... — wypuściła powietrze, gdyby nie wsparcie Księżycowego Blasku, chyba by urodziła przedwcześnie z tych nerwów tamtejszej nocy — Gdyby nie ja, Piórolotkowa Łapa nie byłby teraz uczniem. Mak by odebrała mu to i wiele innych rzeczy, tylko dlatego, że jest kocurkiem, a nie kotką... Pomyśl jak musi się czuć widząc swoją siostrę, w towarzystwie kocicy, która chciała się go pozbyć, gdy był tylko małym bezbronnym kociakiem...
Dlatego też Kawcze Serce nie chciała, aby mała Niesforna Łapa stała się kimś, kogo jej własny brat powinna się obawiać. Nie chciała, aby pomiędzy kociętami Śnieżnego Wspomnienia dochodziło do zgrzytów. A mentorka jak nic będzie starała się do nich doprowadzać, chcąc wpoić młodemu umysłowi swoje racje. Na samą myśl o tym, że historia mogła zatoczyć koło przełknęła ślinę. 
— Rozumiem twój niepokój, jednak swojego zdania nie zmienię, Kawcze Serce. Dla Niesfornej Łapy to też ważna lekcja i nie powinnaś jej tego odbierać. Musi umieć sobie radzić pracując z różnymi kotami, nawet takimi, z którymi nie ma najlepszego kontaktu — odpowiedziała, urywając rozmowę.

***

Dzisiaj nadszedł dzień, którego jej kocięta wyczekiwały niecierpliwie od księżyców. Pomogła im się przygotować na to ważne wydarzenie w ich życiu, dbając o to, aby każdy jej potomek prezentował się wspaniale podczas ceremonii. Przyszli uczniowie dokazywali od samego rana zastanawiając się kogo Srocza Gwiazda wybierze im na mentorów. Kawcze Serce zdawała siebie z tego sprawę, jednak nie chciała psuć niespodzianki. Miała nadzieję, że nie będą mieli jej za złe tego, że poprosiła ciotkę, aby właśnie na mentorów trójki jej kociąt wybrać Księżycowy Blask, Poranny Ferwor oraz samą siebie. A to wszystko przez wizytę Mak w kociarni i jej uwagę na temat niebieskiego kocura, o czym również poinformowała liderkę. W końcu Mak nieprzychylnie się wypowiadała o kociaku, należącym do rodziny przywódczyni, dlatego chciała czarno-białą uczulić jeszcze bardziej na problemową kocicę, wspominają, że jeśli coś takiego się jeszcze kiedykolwiek powtórzy nie będzie czekała z poinformowaniem o tym Sroki, tylko sama rozwiąże sprawę. Poza tym czarna nie chciała, aby ktoś z najbliższego grona srebrnej kocicy (czyli Pszczela Dumą i Cedrowa Rozwaga dla niewtajemniczonych, nawet jeśli ta druga była mentorką Poranka) zajął się nauką jej dzieci, w tym możliwym wpajaniu im toksycznych zachowań. Nie chciała, aby ktoś przyczynił się do zepsucia relacji między jej dziećmi, które trzymały się od pierwszych dni swego życia razem.
— Już pora. — Drgnęła lekko uchem słysząc głos ciotki zwołującą zebranie w obozie.
Nim opuścili kociarnie, czule otarła się głową o głowę każdego z kociąt będąc z nich tak bardzo dumna. Widziała, że będą wspaniałymi wojownikami prędzej czy później; nie chciała, aby żyły pod presją, że muszą jak najszybciej ukończyć szkolenie.
Opuściła jako pierwsza żłobek, a tuż za nią gęsiego wyszły kocięta, które już po chwili znalazły się na środku okręgu utworzonego z zebranych wojowników Klanu Nocy; Kawka zawczasu zeszła na bok i zajęła miejsce tuż obok Księżycowego Blasku i Porannego Ferworu. Pierwsza o krok naprzód miała wystąpić złota szylkretka.
— Cyranko, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Cyrankowa Łapa. Twoim mentorem będzie Poranny Ferwor. Mam nadzieję, że Poranny Ferwor przekaże ci całą swoją wiedzę. — Zrobiła przerwę, by już po chwili zwrócić się do złotego kocura — Poranny Ferworze, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Cedrowej Rozwagi doskonałe szkolenie i pokazałeś swoje oddanie wobec klanu. Będziesz mentorem Cyrankowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Duma ją rozpierała, kiedy jej córka oficjalnie została uczennicą poprzez zetknięcie się nosem z własnym ojcem. 
Kolejnym kociakiem mającym wystąpić była Kazarka. Na mentorkę czekoladowej szylkretki została wybrana Księżycowy Blask, która zaskoczona decyzją liderki niepewnie zbliżyła się do kociaka, zerkając przez ramię na matkę swej przyszłej uczennicy. A po przemowie liderki, niebieska kocica i szylkretka tortie zetknęły się swoimi nosami.
Dwójka z trójki kociąt otrzymała mentora. Tak więc Kawka zdawała sobie sprawę, że to jej przypadnie wytrenowanie jej syna, który jakby rozumiejąc co się wyprawia odszukał matki wzorkiem, nim został poproszony przez Sroczą Gwiazdę o wystąpienie. 
— [...] Twoim mentorem będzie Kawcze Serce. Mam nadzieję, że Kawcze Serce przekaże ci całą swoją wiedzę. — zwróciła się do kocurka, a następnie do swojej siostrzenicy.
A po skończonej przemowie, czarna zetknęła się nosem ze swoim synem. Po każdej z wcześniejszych ceremonii, a nawet teraz po zakończeniu ich wszystkich, współklanowicze nadal głośno skandowali uczniowskie miana jej dzieci, które śmiały się między sobą, że na ich mentorów zostali wybrani ich rodzice, na co Kawka w odpowiedzi uśmiechnęła się do nich niewinnie. Uśmiech na ich beztroskich mordkach to było coś co chciała każdego dnia widzieć. 
Teraz jeszcze trójka kociąt musiała czuwać przez całą noc, jednak była pewna, że z tym sobie bezproblemowo poradzą. A kolejnego dnia, wspólnie w szóstkę wybiorą się na oprowadzenie młodych uczniów po terenach klanu.


Koniec sesji

02 stycznia 2024

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

 Wizyta srebrnej kocicy nie była na łapę królowej. Skłamałaby mówiąc, że ucieszyła ją wizyta "ciotki", niegdyś podziwianej. Odkąd do Klanu Nocy zawitała Księżycowy Blask, starała się odciąć od swoich ciotek, tych, które tak jak i ona były zamieszane w morderstwo Jagodowego Gąszczu.
Wystarczyło, aby Mak postawiła jedną łapę we wnętrzu żłobka, aby sprawić, że Kawcze Serce stała się bardziej czujniejsza i wręcz instynktownie skryła swe dzieci przed ciekawskim spojrzeniem zielonych ślip kocicy. Kocięta były zbyt małe, by wiedzieć co dokładnie się dzieję, kim jest dziwna nieznajoma, o której mama nie mówiła im ani razu do tej pory i dlaczego wraz z jej przybyciem królowa stała się bardziej spięta, tak jak sama atmosfera w bezpiecznej ostoi karmicielek i ich dzieci stała się gęstsza.
— Skłamałabym mówiąc, że planowałam posiadanie kociąt... — Jeszcze nie tak dawno wzbraniała się przed wizją siebie spędzającej dni w kociarni, co nijak się miało do pozostania wspaniałą wojowniczką, wpisując się w szablon kotki z Klanu Nocy. A teraz? Serce jej się radowało, gdy spoglądała na te małe puchate kulki, które były jej. Każda sekunda, która z nimi spędzała była cenna. — Jednak nie żałuję tej decyzji. — Na jej pysku pojawił się uśmiech, kiedy czule spojrzała na kocięta, ignorując uwagę dotyczącą jej ojca — Córki nazwałam Cyranka i Kazarka, ... a syna Krakwek. — zawahała się nieco w momencie zdradzenia płci oraz imienia ostatniego z kociąt wtulonych w jej bok — Chciałam, aby wszystkie nosiły imiona od ptactwa wodnego
Mak skrzywiła się widocznie zniesmaczona na wzmiankę o jej synu.
— Tak bardzo ci współczuje. Gdyby nie ten jeden pasożyt co teraz będzie żerował na naszym klanie, mogłabyś być dumną mamą.
Znała poglądy swojej ciotki, widziała jaka kocica jest, jednak miała nadzieję, że chociaż raz ugryzie się w ten swój język, darując sobie niemiłe komentarze dotyczące jej syna będącego małym bezbronnym kociakiem. Jeszcze brakowało, aby zaczęła wypominać czarnej to, że jej córki zdobi czekoladowe futro, a w tym wypadku srebrna sama by się postrzeliła; w końcu jedno z "jej" kociąt było czekoladowe, nawet jeśli więcej 
— Ten "pasożyt" to jest MÓJ SYN, Makowe Pole. Radzę ci zważać na to jakimi określeniami nazywasz moje dzieci, jeśli mamy żyć w zgodzie... I mogę się nazywać dumną mamą, w przeciwieństwie co do niektórych...
Nie miała zamiaru pozostać bierna, tak jak jej matka pozostawała bierna przez większość czasu, nie potrafiąc zawalczyć o swoje. Nie była ani Błotnistą Plamą, ani też swoim ojcem; obojgiem pogardzanych przez klan rodziców, rodziny w końcu sobie nie wybrała.
Przynajmniej teraz miała możliwość stworzenia własnej rodziny, z kotami mającymi podobne poglądy do niej, gdzie na pierwszym miejscu było dobro bliskich, nie zważając na to jakiego koloru futra byli czy płci.
Mak w odpowiedzi prychnęła na słowa Kawczego Serca.
— Jaka delikatna... Naprawdę zależy ci na tym... czymś? Sądziłam, że jesteś mądrzejsza.
— I nie myliłaś się. — miauknęła pewnym tonem nie spuszczając spojrzenia ze srebrnej, starając się przewidzieć jej następny ruch, jak i również to co ma zamiar powiedzieć na temat jej syna — Czy sam fakt, że nie pogardzam bezbronnym kociakiem tylko ze względu na to, że jest kocurem, nie czyni mnie mądrzejszą od ciebie, ciociu? Nie przeszkadza mi wcale to, że urodziłam syna. Prawdziwa matka kocha swoje dzieci, nie ważne co.
Nie widziała, na kogo wyrosną jej pociechy, miała nadzieję, że jednak będą zaliczać się do tych dobrych kotów, które nie będą kierować się przenigdy zemstą i nienawiścią, bo to była zgubna droga. Tego im życzyła z całego serca, mając nadzieję, że przodkowie z Klanu Gwiazdy będą czuwać, aby nigdy nie zbłądziły na złą drogę. Nie chciała, aby stały się kimś takim jak Makowe Pole. Jednak nie ważne jaką drogę by obrały, chciała móc przy nich być, wspierać i służyć radą. Chciała być dla nich taką matką, jakiej nigdy jej nie przyszło mieć.
Była pewna, że partnerka Pszczelej Dumy wyśmieje ją za to co mówi, bądź zezłości się, że Kawka ujmuje jej pomyślunku, a mimo to kocica milczała. I to milczała dość długo, aż sama córka Błotnistej Plamy zaczęła się czuć dziwnie i przytłoczona tą ciszą w kociarni.
— Och, widzę, że macie gościa... — odezwał się Poranny Ferwor niezbyt wyraźnie, przez trzymane zerwane kwiaty w pysku, tym samym przerywając ciszę w kociarni, kiedy do niej wszedł. A zrobił to na tyle cicho, że nawet Kawka z niemałym opóźnieniem zarejestrowała jego obecność. Nim przywitał się ze starszą kocica, zbliżył się do Kawki i ich dzieci, i to właśnie z królową jako pierwszą się przywitał, stykając się z nią głową. — Chyba wam przeszkodziłem w rozmowie... — odezwał się nieco zmieszany i przytłoczony gęstą atmosferą 
— Nie. Właśnie skończyłyśmy rozmawiać. Makowe Pole właśnie wychodziła... — przeniosła spojrzenie na ciotkę, mając nadzieję, że ta faktycznie wyjdzie, zostawiając jej rodzinę w spokoju 
Ku uldze królowej, tak się też stało. Nim jednak srebrna wyszła z legowiska, obrzuciła nieprzychylnym spojrzeniem każde z ich piątki.
— Wszystko w porządku? — spytał się złoty kocur widząc niepokój na pysku przyjaciółki, kiedy ta odprowadzała spojrzeniem kocicę 
— Mam taką nadzieję...

<Mak?>

20 grudnia 2023

Od Kawczego Serca CD. Księżycowego Blasku

 Słysząc piski dochodzące z kociarni, od razu skierowała się w jej stronę, aby upewnić się czy wszystko z kociętami w porządku. W końcu minęło trochę czasu odkąd opuściła żłobek zostawiając kocięta pod opieką Pszczelej Dumy. Miało to być na chwilę, jednak sprawy się nieco skomplikowały i przez zasłabnięcie wylądowała u medyków. Miała nadzieję, że te piski kocurka to nie była sprawka tego, że Makowe Pole w poszukiwaniu ukochanej zajrzała do żłobka.
Jako pierwsza wyślizgnęła się pomiędzy sumaki, zostawiając w tyle Księżycowy Blask. Miała zamiar zainterweniować, jeśli coś kocięta pod jej opieką mogłoby złego się stać.
Na widok sceny rozgrywającej się w żłobku rozpromieniła się. Te piski, które w pierwszej chwili zmartwiły kotkę, nie były wołaniem o pomoc. Po prostu Piórolotek śmiał się i piszczał, każąc ojcu przestać go łaskotać, bo z tego śmiechu zaczął go boleć brzuszek. Minęła chwila nim ojciec kociąt zdał sobie sprawę, że ktoś mu się przygląda. Uśmiech z jego pyska znikł, tak jakby wstydził się, że ktoś go przyłapał na zabawie ze swoimi kociętami.
— Oh, przepraszam... — wydukał zerkając na Kawkę, po czym przeskakiwał spojrzeniem pomiędzy córką, a synem. Zbliżył się do Kawki kierując się w stronę wyjścia z kociarni. — Pszczela Duma musiała wyjść, bo Makowe Pole jej szukała i poprosiła mnie, abym ich popi...
— Śnieżku, przecież to są twoje dzieci. — przerwała kocurowi zaskoczona, że ten zaczął się jej tłumaczyć z tego co robił w kociarni — Możesz spędzać z nimi czas kiedy tylko zechcesz. Spójrz tylko. Cieszą się, że je odwiedziłeś. Powinieneś robić to częściej. 
— Jesteś pewna? Nie chciałabym się narzucać...
— Jestem pewna. — uśmiechnęła się do kocura, zerkając kątem oka na wchodząca do kociarni Księżycowy Blask. Kocur musiał zrozumieć, że był ważny w życiu swoich kociąt. Był ich jedynym rodzicem, którego miały okazję poznać i wciąż miały go przy sobie. A Kawka mogła starać się im w jakimś stopniu zastąpić matkę, jednak oboje rodziców nie była w stanie zastąpić.
Z inicjatywy Kawczego Serca wyszła propozycja, aby Śnieżne Wspomnienie zabrał swoje pociechy na spacer po obozie, aby jeszcze chociaż chwilę spędził z nimi czas. A skoro było ciepło na zewnątrz, to szkoda, żeby kryli się pod sumakami. Kocięta, gdy tylko podchwyciły temat od razu znalazły się przy wyjściu, czekając, aż ich ojciec wyjdzie z nimi na zewnątrz.
W kociarni zrobiło się cicho, bardzo cicho. Czarna kotka zajęła miejsce na jednym z legowisku z mchu, wtulając głowę w znajdująca się tuż obok niej szarą kotkę. Fakt, że się zgodziła i chciała razem z nią wychowywać kocięta, które za kilka kwadr miały się narodzić sprawił, że poczuła ciepło w sercu. Chciała stworzyć szczęśliwą rodzinę, może nie idealną, bo nikt nie był idealny, ale szczęśliwą. Nie chciała, aby jej kocięta już od pierwszych dni swego życia doświadczyły smutku, a z pomocą Księżycowego Blasku i innych bliskich jej sercu kotów wiedziała, że uchronią przed złem świata małe niewinne istoty.
— Cieszę się, że jesteś tu ze mną. Przy mnie. — Uśmiechnęła się do córki Niedźwiedziej Siły, była wdzięczna przychylności Gwiezdnych i innych kotów, za to że jej przyjaciółka mogła być tu razem z nią. 

***

Kolejne kwadry minęły tak szybko, sama Kawcze Serce była w szoku, że czas może tak szybko płynąć. Nawet pomimo monotonnych dni spędzonych w żłobku kocica nie narzekała na nudę. Również nie mogła narzekać na samotność, bo często czy to dzieci Śnieżnego Wspomnienia, będące już uczniami, zaglądały do niej w odwiedziny, czy to kuzynki, matka, a nawet Srocza Gwiazda. Dużo kotów przewijało się w kociarni, jednak stałymi gośćmi były niezmiennie dwa koty – Poranny Ferwor oraz Księżycowym Blask, którzy jak nikt inny dbali o dobre samopoczucie karmicielki, wręcz ją rozpieszczając. Im bliżej terminu rozwiązania, tym częściej również medyczka gościła w skromnych progach żłobka.
— Wyczuwam dwa... nie, trzy kocięta — oznajmiła Strzyżykowy Promyk w trakcie badania nabrzmiałego brzucha czarnej kotki
Dwa...trzy...
Ulżyło kotce, że nie została obdarowana większą ilością kociąt. Zdawała sobie sprawę, że większa ilość potomstwa to większe ryzyko w trakcie porodu dla kociąt, jak i dla niej samej. A taka trójka? Idealna liczba. Nie mogła się doczekać momentu, kiedy będzie mogła przytulić kocięta, które od kilku dni uniemożliwiały jej przespanie całej nocy. 
— Skoro ma być ich trójka, to myślę, że byłoby wspaniale, jakbyśmy zajęli się ich nauką wspólnie jako ich oficjalni mentorzy — zwróciła się do niebieskiej kotki i złotego kocura, mając nadzieję, że jej pomysł im przypadnie do gustu. Miała nadzieję, że również Sroczej Gwieździe spodoba się pomysł jej siostrzenicy, aby rodzice zajęli się nauką własnych kociąt. W końcu jakby nie patrzeć, było to dość popularne u nich w klanie, aby powiązane ze sobą koty uczyły się nawzajem.

***

Na świat zawitały prześliczne kocięta, dwie koteczki i jeden kocurek. Wspanialszych dzieci nie mogła wymarzyć. Otuliła maluchy ogonem, nie chcąc pozwolić, aby się wychodziły, były takie malutkie, a ich sierść była niczym puszek okalająca ich małe ciałka. Z dumą i radością przyjmowała gratulację z okazji narodzin nowych kociąt w klanie od bliskich, którzy postanowili poznać nowych członków ich rodziny.
— Są piękne — miauknął Poranny Ferwor, nie mogąc ukryć zachwytu na swoim pysku, kiedy to spoglądał na swoje córki, które zdobiło w większej lub mniejszej części rude futerko — Wszystkie mają pędzelki... A kocurek wygląda jak mała kopia Księżycowego Blasku — zauważył śmiejąc się na co karmicielka również się roześmiała
Czy to, że jej syn wyglądał jak kotka, która wiele dla niej znaczyła był to znak od Gwiezdnych? Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że ostatnie z miotu kocię tak bardzo podobne było do jej ukochanej przyjaciółki.
Była ciekawa bardzo na kogo wyrosną jej kocięta i jaką rolę w klanie obiorą. Może któraś z szylkretowych koteczek zechciałaby zostać medyczką w przyszłości? A może cała trójka zechce szkolić się na wojowników, jak ona i jej rodzeństwo, czas pokaże. 
— Księżycowy Blasku! — odezwała się nieco głośniej, jednak tak by nie przestraszyć kociąt, kiedy dostrzegła sylwetkę wspomnianej kotki w wejściu do legowiska — Zbliż się, musisz kogoś poznać. — miauknęła miło, z iskrą radości w oku. A kiedy szara kotka znalazła się dość blisko, Kawka odsłoniła ogonem kocięta, tak aby Księżycek mogła im się przyjrzeć. — Poznaj Cyrankę, Kazarkę i Krakwka — przedstawiła kolejno oseski kotłujące się przy jej boku

<Księżycku?>

20 listopada 2023

Od Kawczego Serca CD. Księżycowego Blasku

 Cieszyła się, że Księżycowy Blask wykazała chęć dołączenia do Klanu Nocy. Chociaż ona. Żałowała, że wcześniej nie zdecydowała się zaproponować kotce dołączenia. Wtedy bała się czy córka byłej liderki Klanu Klifu odnajdzie się ich w społeczności. Jednak skoro już udało jej się namówić i również ciotka Sroczy Lot zgodziła się na to, aby niebieska dołączyła, musiała zadbać o dobre samopoczucie swojej przyjaciółki. Wiedziała, że reszta Nocniaków na początku będzie sceptycznie nastawiona do kota, który dobrowolnie opuścił swój klan.
— No wreszcie wróciliście... Mało brakowało, a ten twój synuś i do mnie by mówił mamo... Zaraza, nie chciał zasnąć — odezwała się Borsuczy Język, kiedy to Kawcze Serce i Księżycowy Blask wyślizgnęły się do żłobka — Oh. Kogo me oczy widzą... — W jej oczach dało się dostrzec błysk, rozpoznała nową członkinie. — Widzę, że zgromadzenie było udane. — Uśmiechnęła się do córki Błotnistej Plamy, na co Kawka speszona spuściła wzrok
— Księżycowy Blasku, poznaj Borsuczy Język, byłą samotniczkę i uroczego malca, Piórolotka. To właśnie nim się zajmuję, bo... chciałam pomóc swoim cioteczkom. Na głowie mają trzy kocięta, a ja mam wolny czas, więc... — zerknęła w stronę Makowego Pola, która lustrowała spojrzeniem nową członkinie Klanu Nocy. Na szczęście darowała sobie uwagi. Przynajmniej na ten moment. — Pomyślałam, że zajmę się nim sama, by im chociaż trochę ulżyć... — postanowiła nie wspominać o tym, że wzięła kociaka pod opiekę tylko dlatego żeby go uchronić przed śmiercią z łap srebrno-czarnej kocicu — Piórolotku, chciałabym żebyś kogoś poznał — Tym razem zwróciła się do kocurka, który zahipnotyzowany wpatrywał się w Księżycek. — To moja bliska przyjaciółka, Księżycowy Blask. Właśnie się przeniosła do naszego klanu. Bardzo chciała cię poznać, po tym jak jej odpowiedziałam o tobie.
Kocurek zaintrygowany nową postacią zrobił krok w przód.
— Jesteś taka jak ja! — odezwał się piskliwym głosem, wskazując łapą na Księżyc, po czym doczłapał do niej na swych małych łapkach, a następnie, bez ostrzeżenie, wtulił pysk w jej sierść 
To, że malec polubił Księżyc sprawiło, że Kawcze Serce odetchnęła z ulgą. Jednak pozostawało jeszcze upewnić się, czy nowa członkini Klanu Nocy dobrze się z tym czuję. Mogła sobie nie życzyć tego, aby całkiem nieznajomy kociak zatapiał nosek w jej sierści, nawet jeśli podczas tego rozmowy obie jednogłośnie stwierdziły, że kocięta są przeuroczym istotami. Aż szkoda, że tak szybko dorastały.
Na pysku Ksieżycek dostrzegła różne emocje, ale to co się rzuciło najbardziej Kawce w oczy, było to że kotka wyglądała na zmęczoną. Nic dziwnego, tyle rzeczy wydarzyło się w ciągu jednego dnia, jednego zgromadzenia. Sama czarna przeczuwałam, że zaraz zaśnie twardo. Ziewnęła.
— Jak chcesz, możesz spać razem ze mną w kociarni. Myślę, że nie powinien być to problem... — Poręczenie za kotkę powinno wystarczyć. Może i Nocniacy na nią podejrzliwie patrzyli, to musieli zrozumieć, że teraz Księżycowy Blask jest jedną z nich — Oczywiście jeśli chcesz. — dodała pośpiesznie
Chciała dodać otuchy kotce. Kawka była jedynym kotem z Klanu Nocy, którego Księżyc znała, tak też nie chciała, aby tę noc była Klifiaczka spędziła sama wśród całkiem jej obcych wojowników. Wojowników, którzy jej nie znali i krzywo patrzyli. 
— Ja... Tak. Z chęcią. — odezwała się cicho, jednak już po chwili, gdy tylko Borsuczy Język zwolniła legowisko, Księżycowy Blask położyła się tuż obok Kawczego Serca
Obie kotki leżały wtulone w siebie, nawet kocię dostrzegając zmęczenie opiekunki już sam po chwili ułożył się między jej przednimi łapkami. Sen przyszedł szybko. Po raz pierwszy od dawna żadna nocna mara nie dręczyła umysłu tymczasowej królowej.

***

Wraz z opuszczaniem kociarni przez Pszczelą Dumę i jej córki, a tak naprawdę dzięki braku obecności Makowego Pola, atmosfera w żłobku uległa diametralnej poprawie. Czarna mogła odetchnąć z ulgą. Jakimś cudem udało jej się uchronić Piórolotka przed gniewem srebrnej kocicy. Z całych sił starała się upilnować tego urwisa, którego jak na złość ciągnęło w stronę nienawidzącej go kocicy. Za cel postanowiła sobie go chronić, nie ważne co by się nie działo. Nawet jak ten zostanie uczniem i wojownikiem.
Przypatrywała się Morzu, która grzecznie siedziała przy wyjściu ze żłobka. Nie zżyła się z nią tak jak z jej bratem, głównie przez to, że nią przez większość księżyców opiekowała się szylkretka. Nie została odtrącona tak jak miało miejsce w przypadku Piórolotka. Nic więc dziwnego, że na każdą wizytę uczennic reagowała weselej niż na samą obecność Kawczego Serca. Nie winiła jej jednak za to. Cieszyła się, że mała pointka miała swoich bliskich, których pokochała. Najważniejsze, że była szczęśliwa. To się liczyło.
Do kociarni zawitały dwie postacie, których odwiedzin się nie spodziewała – u boku Śnieżnego Wspomnienie stał Poranny Ferwor. Poranek, jak Poranek, po tym jak rozejrzał się po kociarni i zagadał przyjaźnie do córki Śnieżnego Wspomnienia, lekkim krokiem zbliżył się do Kawczego Serca. Co jakiś czas odwracał się, tak jakby chcąc się upewnić, że jego towarzysz nie da nogi – w tej chwili kocur rozmawiał ze swoją córką, a na jego pysku pojawił się słaby, ledwo dostrzegalny uśmiech. Dostrzegając to kremowy pokręcił łbem wzdychając. Przeniósł spojrzenie na Kawkę.
— Czy humorek dopisuje dzisiaj królowej? — odezwał się wystawiając język w jej stronę. Królowa. Karmicielka. Kawce trudno było przyzwyczaić się do nazwy stanowiska, które tymczasowo pełniła. Zwłaszcza, że na dobrą sprawę sama nie wykarmiła żadnego kociaka. Tylko doglądała ich, z całego serca chcąc by nic im się nie stało. Gdy już miała odpowiedzieć na tę zaczepkę przyjaciela, Poranek ponownie otworzył pysk — Pewnie tak, w końcu masz całe legowisko dla siebie... Cisza, spokój. Pozazdrościć. Cwaniara z ciebie Kawko, oj wielką cwaniara — zachichotał 
— Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś to ty przy następnej okazji został królową... — parsknęła wyobrażając sobie kocura na jej miejscu. — Będziesz miał wtedy całe legowisko dla siebie Poranku. Ale pamiętaj, że ciszy to tu na długo nie uświadczysz — miauknęła rozbawiona, a na potwierdzenie jej słów dwójka podopiecznych kotki zaczęła dokazywać, jedno kocię starało się złapać drugie podczas zabawy w berka — Rozumiem, że Śnieżne Wspomnienie zawitał do żłobka, bo chciał spotkać się ze swoimi dziećmi, ale ty... ? 
— Cóż — odchrząknął, po czym utkwił wzrok na srebrnym kocurze. — Chciałem dopilnować, aby ten głupek chociaż jedną rzecz zrobił dobrze. Bo już kilka spraw zawalił. Ekhm. 
Śnieżne Wspomnienie jak na zawołanie zbliżył się w stronę dorosłych kotów, przepraszając na moment swoje pociechy, które próbowały zachęcić go do wspólnej zabawy. Z pyska Piórolotka wyrwał się pomruk niezadowolenia.
Czarna nie bardzo wiedziała czego ma się spodziewać. Ta otoczka tajemniczości była naprawdę dziwna. Zmieszana zmarszczyła lekko pysk. Do czasu, aż ojciec kociąt, którymi przyszło jej się zajmować nie otworzył pyska.
— Ja... chciałem ci podziękować. — odezwał się cicho, co jakiś czas zerkając na złotego kocura. — Wiem, że to Pszczela Dumą zajęła się wykarmieniem ich, ale gdyby nie ty... to... to... — urwał, nie będąc w stanie wykrztusić ani słowa więcej. Pociągnął nosem, unosząc pysk ku górze i przez dłuższą chwilę intensywnie mrugając, tak jakby chcąc powstrzymać płacz. — Dziękuję Kawcze Serce. Za wszystko. Nie musiałaś się nimi zajmować, a jednak...
— Nie musisz mi dziękować, naprawdę. — westchnęła. — Po prostu to było silniejsze ode mnie, nie mogłam obojętnie patrzeć i przysłuchiwać się temu co ma miejsce w żłobku... Poza tym jedna z zasad mówi, że "żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego klanu" — zacytowała kodeks, chcąc jeszcze czymś innym poprzeć najzwyklejszy odruch, którego partnerka Pszczółki nie posiadała. — A Morze i Piórolotek są Nocniakami. — Spojrzała na rozrabiające kocięta. Była pewna, że Klan Nocy będzie z nich dumny. Musieli być. Bo będzie z nich wspaniała dwójka wojowników.
Po zakończeniu odwiedzin przez kocury, w niedługim odstępie czasu do kociarni zawitały dwie niebieskookie kotki. Jedna z nich, pręgowana tygrysio, której z pasm półdługiej sierści skapywały jeszcze krople wody, od razu znalazła się tuż obok Kawczego Serca, lekko stykając się z nią głową w geście powitania.
Żałowała, że to nie jej przypadła nauka pływania wojowniczki, jednak teraz miała inne obowiązki. Na całe szczęście Księżyc rozumiała to i nie wydawała się być zła, że nie spędzają ze sobą większości czasu w ciągu dnia; a jeśli była o to zła, nie pokazała tego aż tak bardzo by córka Nastroszonego Futra zauważyła to.

***

Zabrała Księżycowy Blask nad rzekę chcąc spędzić z nią trochę czasu. Więcej niż przypadało im zazwyczaj w ciągu dnia. Kociętami podczas jej nieobecności miała zająć się Wirująca Lotka, która słysząc prośbę kuzynki na temat tego czy może popilnować maluchy przez dłuższą chwilę, bez wahania się zgodziła. Uczuliła mimo wszystko arlekinke na to, aby w razie wizyty Makowego Pola chcącej pokpić na czarną, że ta wzięła na wychowanie Piórolotka, trzymała od niej jak najdalej kocurka.
— Czy u was w Klanie Klifu puszcza się kwiaty na wodzie? — zagadnęła trzymając delikatnie w pysku różowo-czerwony kwiat. W odpowiedzi kocica pokręciła głową na znak, że pierwszy raz z tym zwyczajem się spotyka. Kawcze Serce wytłumaczyła jej na czym on dokładnie polega i zachęciła, aby Księżycowy Blask również puściła kwiat na wodzie. Nie tylko jako formę wdzięczności, że pora nowych liści okazała się łaskawsza. — Niech te kwiaty będą symbolem twojego nowego początku w Klanie Nocy. — uśmiechnęła się podsumowując własne słowa, obserwując oddalające się kwiecie. Oparła głowę o bark Księżycek, ciesząc się, że w końcu ma w klanie bliskiego jej sercu kota. 
Powinny tu przyjść o wiele, wiele wcześniej.

***

Historia lubi się powtarzać. Tym razem miała nadzieję, że skończy się całkowicie inaczej niż w przypadku Pszczelej Dumy, Jagodowego Gąszczu i Makowego Pola. Miała taką nadzieję. 
Odkąd zajęła się wychowaniem kociaka, a później na dobrą sprawę kociąt od czasu opuszczenia przez Pszczółkę i jej córki żłobka, dużo rozmyślała nad swoją przeszłością i przyszłością. Bycie matką, nawet jeśli przybraną, coraz bardziej zaczęło jej się podobać. Widok uśmiechniętych mordek kociąt i fakt, że mogła je chronić, dbać o nie, doglądać jak rosną i stają się z każdym kolejnym księżycem samodzielne był czymś pięknym. 
Minęło parę kwadr nim podjęła decyzję i zebrała się na odwagę. Mimo, że przyjaźniła się z Porannym Ferworem dziwnie się czuła wychodząc do niego z propozycją założenia rodziny. Jak na złość w jej myślach rozbrzmiał głos Nastroszonego Futra, który wspomniał, że ona i Poranek będą razem. Tyle, że jedyne co ich łączyło to była przyjaźń! A teraz miały ich łączyć jeszcze kocięta, jako umowa będąca poniekąd chęcią zadbania o przyszłość klanu, w końcu kocięta były jego przyszłością, a w głównej mierze był to czystym przykład egoizmu Kawczego Serca, która zachciała posiadać własne potomstwo. Nie mogła się związać z kimś kogo nie kochała, przynajmniej nie w sposób romantyczny. Jej serce należało do innego kota, na dobrą sprawę dwóch. Miała nadzieję, że złoty kocur to zrozumie i nie będzie próbował zmienić ich relacji. Obiecał, że pozostaną w przyjacielskich stosunkach, a poza tym nawet wyznał Kawce, że od dłuższego czasu był zauroczony w Borsuczym Języku – niestety bicolor dała mu tyle razy kosza, że w końcu odpuścił, dostrzegając, że ta jak większość kotek w Klanie Nocy nie wykazuje zainteresowania płcią przeciwną. Tak też nie wiele myśląc, przystał na propozycje Kawki, przedstawiając również własne żądania umowy, chciał być obecny w życiu kociąt.

***

Tak jak Sroczy Lot poleciła, zabroniła kociakom wyściubić nosa poza kociarnie, chcąc oszczędzić im widoku okrucieństwa z łap Mglistej Gwiazdy. Było trudno zagłuszyć odgłosy walki, które rozgrywały się paręnaście długości ogona, jednak zrobiła wszystko co w jej mocy, aby uspokoić zmartwione kocięta. Przyciągnęła do siebie kitą pociechy Śnieżnego Wspomnienia, wtulając je w swój bok i nucąc piosenkę, tak by zająć je na chwilę. Nie udało jej się uchronić Księżycowego Blasku przed zobaczeniem na własne oczy drugiej, mrocznej stroną Klanu Nocy. Nie chciała żeby jej przyjaciółka przechodziła przez ponowna sytuację, tak bardzo podobna do tego co się stało z jej rodzicami, dlatego nakazała jej zostać u jej boku, nie ważne co. W końcu ilekroć ciotką Mgła zwoływała zebrania, wiadomo było czego będą dotyczyć. Niebieska jednak jej nie posłuchała, udała się na zebranie wraz z innymi kotami. Kawcze Serce chciała ją uchronić przed przykrymi wspomnieniami za wszelką cenę. W końcu jej dołączenie do Klanu Nocy miało być nowym początek dla niej. Dla nich.
Zamęt na zewnątrz ucichł, jednak z daleka rozpoznała znajomy odgłos kroków. Przeniosła wzrok na stojąca w wejściu Księżycowy Blask. Dostrzegając jak niebieska dygocze i ma zaczerwienione oczy, nakazała jej się zbliżyć do niej i kociąt.
— K-Kawko... Mglista Gwiazda... — zaczęła, jej głos łamał się, z trudem była w stanie się wysłowić — O-ona...
Zaciekawione kocięta zaczęły spoglądać to na opiekunkę, to na drugą kotkę, chcąc wiedzieć co takiego wydarzyło się dokładnie i czemu była Klifiaczka płacze. Na ich pyskach malowało się pytanie "Co Mglista Gwiazda zrobiła?", jednak żadne się nie odezwało.
— Księżycku, nie przy nich... — miauknęła cicho, mając nadzieję, że uda im się porozmawiać o tym co się stało później i jakoś uspokoić roztrzęsioną kotkę. Byłaby wdzięczna w tej chwili, gdyby miała pod ręką jeszcze jednego kota, który mógłby przypilnować w tej chwili dzieci srebrnego kocura — Wszystko będzie dobrze. To nie twoja wina — wyszeptała do szarego uszka kotki, wtulając pysk w jej szyję, po tym gdy łkając Księżycowy Blask oznajmił, że to najpewniej z jej powodu stała się ta tragedia. Jakimś cudem udało jej się ją trochę uspokoić, co było dość trudne patrząc na to, że na głowie miała jeszcze kocięta.
Wraz z pojawieniem się Porannego Ferworu w kociarni, dowiedziała się co takiego dokładnie się wydarzyło dzisiejszego dnia. Kolejny publiczny sąd, tak jak przeczuwała od początku. Kocur dyskretnie podzielił się tymi nieprzyjemnymi informacjami. Zbyt dużo krwi zostało przelanej w obozowisku, miała nadzieję, że wraz z rządami Sroczej Gwiazdy to wszystko się zmieni i już nikt nie będzie uznany za zdrajcę, bo tak byłej liderce w czasie snu Klan Gwiazdy powiedział. Powoli zaczynała wątpić w siostrę Nastroszonego Futra, której decyzję różniły się z tym co mówił kodeks wojownika. Zaczęła się obawiać ciotki i tego, że kiedyś to jej bliscy zostaną uznani za zdrajców, którzy podzielą los Sarniego Tupotu czy bliskich Topikowej Głębiny i Kaczej Łapy.

***

Informację o tym, że oczekuję kociąt, jak i oczywiście gratulacje usłyszała jako pierwsze od medyków. Dziwnie się czuła, gdy trzy pary oczu przypatrywały się jej. Do jej uszu doszło pytanie asystenta medyka, niezbyt dyskretne, dotyczące tego kto jest ojcem kociąt, bo przecież Kawka nie miała partnera, ba, nawet partnerki. Nie musiała długo czekać, aby zobaczyć jak Topikowa Głębina dostaję po głowie od Strzyżykowego Promyka, która natychmiast kazała mu iść zająć się segregacją ziół, a razem z nim wysłała Rozbitą Łapę. Nim ci odeszli, dostrzegła na pysku asystenta trudny do odgadnięcia wyraz. Widziała, że musiało mu być ciężko po ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce w klanie.
Nie winiła kocurka za taką dociekliwość. Zdawała sobie sprawę, że na pewno wiele kotków jej zada to pytanie, a już na pewno spodziewała się go od Makowego Pola, zaraz po spytaniu się przez srebrną czy w głowie córki Błotnistej Plamy zalęgły się pszczoły.
Nie miała partnera, to fakt. Przynajmniej nie było to jeszcze oficjalne, ale to tego też zamierzała się zebrać i wyznać pewnej kotce co tak naprawdę czuję. I że to uczucie z każdym kolejnym księżycem, który mogła spędzać w jej obecności pogłębiało się.
— Musisz na siebie teraz bardziej uważać... A już na pewno nie możesz dopuści, aby znowu dostać oparzeń słonecznych — miauknęła ruda, robiąc okład na białą łapę kotki 
— Wiem, będę ostrożniejsza — odezwała się cicho, zdawała sobie sprawę, że ze względu na swój stan musiała ograniczyć zażywanie kąpieli słonecznych, jak i zmniejszyć wysiłek; nie chciała zemdleć czy narazić kocięta na możliwie problemy zdrowotne przez własną głupotę jak to miało teraz miejsce, bo zasłabła w trakcie przechadzki 
Poprosiła o możliwość zostania w legowisku medyków trochę dłużej niż powinna, jak i również poprosiła o nie dzielenie się dobrymi wieściami na razie z nikim. Na całe szczęście w tamtej chwili znajdowała się w legowisku sama, nie licząc oczywiście medyków, tak też nie musiała się martwić, że jakieś gumowe ucho zaraz podchwyci temat i wieść o jej ciąży się rozejdzie po całym klanie.
— Kawko...? — Na dźwięk znajomego głosu uniosła głowę do góry, spojrzenie utkwiła na zmartwionym pyszczku niebieskiej kotki, która stała tuż przed posłaniem, które zajmowała — Słyszałam od Bratkowego Futra, że zasłabłaś i zostałaś zabrana do medyków. Wystraszyłam się, że to coś poważnego... — Mogłaby przysiąc, że dostrzegła w błękitnych oczach kotki łzy. Naprawdę się zmartwiła. Zresztą nic dziwnego patrząc na ostatnie wydarzenia, do których doszło w klanie.
— Spokojnie Księżycku, nic mi nie jest — podniosła się ostrożnie z legowiska, by móc znaleźć się pyskiem na wysokości pyska Księżycowego Blasku — To słońce jest zdradliwe. Niby nie ma upałów, więc chciałam zażyć kąpieli słonecznych, a skończyło się na omdleniu i oparzeniu. Tylko tyle — zaśmiała się z własnej głupoty, jednak jej przyjaciółce nie było do śmiechu. 
— Na pewno? 
— Tak — Uśmiechnęła się, po czym ponownie położyła się na legowisku, nie chcąc, by ziołowa papka spłynęła z rany. Księżycowym Blask odetchnęła z ulgą, napięcie z niej zeszło. — Właściwie to... — zawahała się, czując w nagłej chwili otaczający ją strach. — Jest jeszcze coś. Spodziewam się kociąt, Księżycowy Blasku. — Nie miała zielonego pojęcia jak kotka zareaguje na wieść o jej ciąży. Fakt faktem, rozmawiały dawno temu na zgromadzeniu o kociętach i o tym, że są z nich przekochane małe kulki, jednak to było tyle i aż tyle. Zawstydzona położyła uszy po sobie uszy. — Jesteś pierwszą, która o tym wie, nie licząc medyków. — zerknęła w ich stronę, mając nadzieję, że ich rozmowa nie będzie im przeszkadzać w obowiązkach. Przełknęła ślinę, czuła jak słowa więzły w gardle. — Mogłabyś na razie nikomu o tym nie mówić, dobrze? Sama jeszcze nie oswoiłam się z tymi wieściami... — Wypuściła powietrze. Ciężko jej było powiedzieć to co tak naprawdę czuła i o co tak naprawdę chciała zapytać w tamtej chwili, jednak miała nadzieję, że Księżycek zrozumie jej intencję. — Czy kiedy już się urodzą... chciałabyś razem ze mną je wychowywać?

Wyleczeni: Kawcze Serce

<Księżycku? 👉👈 >
Say yes, say yes, 'cause I need to know~ ♪

22 października 2023

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

Po wydarzeniu nad rzeką, z trudem była w stanie spojrzeć w oczy Szyszkowemu Zagajnikowi, który ilekroć się mijali, spoglądał na nią z wyrzutem. Nie raz cicho szeptał, że mogła Jagódka zatrzymać i nie pozwolić mu opuścić klanu. Przez pewien czas te ciche docinki i spojrzenie łamało jej serce. Przynajmniej Trzcinowa Sadzawka pogodził się z decyzją podjętą przez swojego syna, nie wypytywał o nic. Dał Kawczemu Sercu spokój, dzięki czemu wyrzuty sumienia, aż tak bardzo ją nie nękały w nocy.
Księżyce mijały, a Pszczela Duma wydała na świat kocięta. Ich klan ponownie zwiększył swoją ilość, tym razem o dwie koteczki. Była ciekawa jak nowe członkinie wyglądają, więc postanowiła złożyć wizytę w kociarni świeżo upieczonej mamie, czy też matkom. Mak nie opuszczała prawie, że wcale boku Pszczelej Dumy, odkąd na świecie pojawiły się dwie koteczki. Wstrzymała się jednak z tym, aby już od razu złożyć im wizytę, tak by matki w spokoju mogły się nacieszyć swoimi pociechami.
Przynajmniej dwie dobre rzeczy wyniknęły od czasu zniknięcia brata srebrnej — to, że Makowe Pole i Pszczela Duma zostały partnerkami, oraz fakt, że razem będą mogły tworzyć szczęśliwa rodzinę.
Powoli wkroczyła pomiędzy sumaki, które to stanowiły ochronę dla młodych i królowych. Już na dzień dobry powitała ją urokliwa scena, w bok z każdej kotki wtulone było jedno kocię. 
— Poznaj proszę Rusałkę i Biedronkę. — Wskazała na dwie koteczki, które leżały wtulone w ich boki. 
Zbliżyła się nieco bardziej, chcąc dokładnie się przyjrzeć przyszłym wojowniczką. Obie były prześliczne. Nawet ten pogardzany przez zastępczynię kolor, który w niektórych miejscach zdobił rudawe futerko jednej córki kotek, nie był w stanie odebrać jej uroku. 
— Są... przepiękne. — wyznała, a na jej pysku zagościł szczery uśmiech. Kocięta wtulone w bok obu dumnych i uśmiechniętych kotek. Tylko takie obrazy powinno się widywać w żłobku, przedstawiającą szczęśliwa rodzinę. — Wyrosną na wspaniałe wojowniczki. Jeśli coś trzeba będzie wam przynieść, możecie się z tym zwrócić do mnie. Z przyjemnością wam pomogę. — zaproponowała bez namysłu. 
W końcu pomocą w żłobku i dbaniem o dobrostan królowych, jak i jej kociąt zajmowali się przede wszystkim uczniowie, ale zamiast nich to właśnie Kawcze Serce wołała brać udział codziennym życiu małych szylkretowych kulek i doglądać ich, aby wyrosły na silne kotki. Jakby nie patrzeć, zyskała kolejne dwie małe kuzynki. I nawet jeśli nie łączyła jej z nimi krew, będzie o nie dbać. Musiała pilnować, aby nic złego im się nie stało. Na pewno uda jej się wcisnąć i ten obowiązek w plan dnia, poza patrolami i treningiem z Wirującą Łapa.

***

Po śmierci Morelowej Łapy w każdej wolnej chwili starała się zaglądać do kociarni. Nawet dosłownie na chwilę, by móc przyjrzeć się nowemu życiu, które to z każdym minionym księżycem rosło w oczach. To koiło jej serce, tak samo fakt, że udało jej się wytrenować uczennice, która otrzymało dumne miano brzmiące Wirująca Lotka.
Dzisiaj również zawitała do żłobka. Przyglądała bawiącej się Rusałce i Biedronce, które rozrabiały na środku kociarni. Niegdyś maleństwa wielkości nornicy, a teraz prawie, że uczennice. Raz za razem jedna z nich chciała przyszpilić drugą do podłoża. Jednak ilekroć jedna miała wygrać ten kocięcy sparing, drugiej udawało się wykorzystać moment triumfu wygranej, by już po chwili górować nad przeciwniczką. I tak zamieniały się miejscami chyba z pięć razy jak nie więcej, po pewnym czasie Kawka przestała liczyć.
Swoje spojrzenie przeniosła na rozgniewaną Mak, która z odrazą spoglądała na kocięta Śnieżnego Wspomnienie, będące w tej chwili karmione przez Pszczelą Dumę. 
— Może, nie są wasze, jednak będziecie w stanie zadbać o to, by wyrosły na porządne koty, a nie na kogoś takiego jak ich ojciec. Zdrajcę. — mówiąc to słowo czuła jak piecze ją język. Osobiście nie uważała syna Śnieżnej Toni za zdrajcę. Rozumiała go i to, że po prostu się zakochał. Tylko postąpił głupio, bezmyślnie. Mógł z tamtą kotką inaczej to rozegrać, a kto wie, może dane byłoby im razem wychowywać kocięta, a Klan Nocy zyskałby nie dwóch członków, a trzech nowych. — Mają śliczny kolor oczu. Jak morze. — zagadnęła, imię czarnej pointki idealnie do niej pasowało. Tak właściwe, córka Nastroszonego Futra zaczęła się zastanawiać czy mała koteczka była czarna, czy jednak brązowa, bo oba kolory zdobiły jej futerko. Kolor jej sierści zdawał się ciemnieć i rozjaśniać w zależności od światła, co sprawiało, że trudno było dokładnie określić, jaki dokładnie oni jest. — Gdyby nie to, że potrzebują mleka, odciążyłabym was i sama się nimi zajęła. 
— Porządne koty? Czy ty siebie słyszysz? Dali nam pod opiekę kocura! Obrzydlistwo. — Skrzywiła swój pysk, mordując wzrokiem kociaka, a pazury już jej się wysuwały, aby pozbawić go głowy. — Ja tak tego nie zostawię! Po moim trupie! Po co w ogóle odbierali te młode? Mogła je sobie wziąć ta cała samotniczka. Nie byłoby problemu!
— Mak, spójrz na to z inne strony... Może i jest kocurem, ale to jeszcze kocię. W połowie jest Nocniakiem, więc nic dziwnego, że Mglista Gwiazda oraz Sroczy Lot podjęły taką decyzję, a nie inną. — Przyglądała się kocurkowi. Biedak nie widział jeszcze jaki los mu Śnieżne Wspomnienie zgotował sprowadzając go na ten świat. Gdyby tylko urodził się kotką. 
— Jak tak ci się podoba, to go sobie weź! Mdli mnie na jego widok! — W ich rozmowę wtrąciła się mała szylkretka marszcząc swoją małą mordkę i wystawiając w stronę Kawczego Serca język, a po chwili wróciła do zabawy ze swoją siostrą 
Czarna zamrugała zaskoczona. Cóż, nauki matek kocięta chłonęły jak gąbki, więc nic dziwnego, że i niechęć do kocurów przejęły po Makowym Polu. Byłoby to dziwne, gdyby tak nie było.
— To tylko kocię. — powtórzyła, mając nadzieję, że chociaż to trochę uspokoi srebrną. — Jest niczego nieświadomy, zależny od was. — kontynuowała wracając spojrzeniem na swoją ciotkę. — Poza tym kodeks mówi...
Umilkła. Położyła po sobie uszy. Nie miała prawa powoływać się na kodeks, kiedy sama go złamała.
— To nim się zajmij skoro taka z ciebie bogobojna — prychnęła, unosząc malucha i rzucając jej go pod łapy. — Siedź z nim i go wychowuj, Pszczółka będzie karmić, ale nic ponad to. Jak będzie wołał do nas mamo, zginie — przestrzegła kotkę jaki los czeka dziecko, jeśli z nimi zostanie.
Nachyliła się do kociaka, chcąc się upewnić, że nic mu się nie stało, lekko szturchając go pyskiem. Malec na szczęście już po chwili otworzył oczka, wlepiając spojrzenie w Kawcze Serce, z błyskiem w swych małych morskich oczach. Następnie rozdziawił pyszczek, ziewając przeciągle. Nie wyglądało na to, by cokolwiek jeszcze rozumiał z tego co tu właśnie zaszło. Kawka również nie bardzo to rozumiała. Wychodziło na to, że stając w obronie kocurka została jego drugą mamką? No pięknie. 
— Nie musisz się o to martwić, Makowe Pole. Dopilnuję, aby nie zwracał się do was "mamo".
Polizała syna Śnieżnego Wspomnienia po policzku, po czym uniosła go za kark. 
Zajęła miejsce kawałek dalej od kocic, nie chcąc kusić losu, a żeby to Piórolotek był wystawiony na kolejne niedelikatne traktowanie przez srebrną. I to tylko ze względu na swoją płeć.
Otuliła srebrnego ogonem, nie chcąc, aby ten się zbytnio wychłodził. Naprawdę, nie został potraktowany ulgowo przez los.
— Obym nie żałowała tej decyzji — westchnęła cicho spoglądając na wyjście z kociarni, a następnie znowu zerknęła na kociaka, który upatrzył sobie jedno z jej piórek włożone w sierść, jako przedmiot zabawy. Raz za razem lekko muskał je swymi małymi łapkami.
Pozostawało jej poinformować jeszcze liderkę, o chwilowej zmianie jej stanowiska. Na te parę księżyców. Nie było mowy, aby tylko wpadała w odwiedziny, sprawdzając czy Mak pozbawiła życia nic niewinnego malca czy też nie. Nie pozwoli ciotce na to.

<Maczek?>