BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wełnista Łapa x Mglisty Sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wełnista Łapa x Mglisty Sen. Pokaż wszystkie posty

02 września 2026

Od Wróżki CD. Śnienia

Zrobiło jej się cieplej na sercu, gdy kocur wyznał, że rozmawiał z liderem na temat jej sytuacji, gdy przebywała w lecznicy, jak i również przez fakt, że wspomniany Czereśnia był w stanie udzielić jej azylu. Jednak czy, aby na zasługiwała na niego i chciała pozostać w Owocowym Lesie? Na pewno chciała w jakiś sposób odwdzięczyć się kotom z Owocowego Lasu za opiekę, jak i spędzić jak najwięcej czasu ze Śnieniem przez opuszczeniem tutejszych terenów. Początkowo zamierzała udać się poprzez tereny niczyje, próbując dowiedzieć się od samotników, czy ktoś z nich słyszał o niewidomym niebieskim kocie, skoro Tańcujące Pierze zabronił jej powrotu do Klanu Burzy. Jednak skoro rebelie udało się zgasić w zalążku, czy to znaczyło, że mogła bezpiecznie wrócić do domu?
O dziwo ta myśl sprawiła, że zamiast radości z możliwego spotkania z bliskimi poczuła ukłucie w sercu. Obawiała się reakcji braci, a tym bardziej Zawodzącej Gwiazdy, którzy mogliby uznać jej odejście z klanu za zdradę. Obawiała się także konfrontacji z Wdzieczną Firletką, mimo że medyczka nie raz wykazała się zrozumieniem dla swojej uczennicy, jak i nie raz okazała jej wsparcie. Jednak składając przysięgę podczas ceremonii obiecała, że będzie bronić klanu, jak i dbać o zdrowie chorych czemu podczas pożaru nie podołała. Po raz kolejny złamała kodeks, mimo że pragnęła ochronić bliskich.
Zamyślona przyglądała się czarnemu kotu, zastanawiając się nad ubraniem swoich odczuć w słowa. To, że kocur był tutaj przy niej i rozmawiali, nie musząc się obawiać, że ktoś mógłby ich nakryć podczas nocnych spotkań było wręcz nierealne.
– Nie... właściwie, zamierzałam odejść całkowicie z tutejszych, gdy tylko poczuję się lepiej. Nie chciałam zasiać niezgody między Owocowym Lasem, a Klanem Burzy, gdyby wyszło na jaw, że przebywam na waszych terenach – miauknęła siląc się na łagodny ton, mimo, że z każdym kolejnym słowem jej ciało bardziej się napinało. – Nawet nie chce myśleć, co by się stało, gdyby Tańcujące Pierze dowiedział się, że żyje i znajduję się tak blisko klanu...
Opowiedziała wojownikowi wszystko, czego doświadczyła na własnej skórze i czego była świadkiem podczas pożaru. O tym, jak widziała śmierć własnego ojca, jak i o tym, że buntownicy pozbawili życia jej przyjaciela, Skrzypiący Skrzyp, grożąc, że jeśli powróci na tereny Klanu Burzy podzieli los poległych, których tamtego dnia krew została przelana. Wspomniała również o tym, jak Bąbelkowy Plusk wstawił się za nią oraz, jak Dziki Berberys odprowadził ją na granicę. To dzięki nim na dobrą sprawę była tu, gdzie teraz jest. Żywa.
Odejście, tym razem o wiele dalej, wydawało się najlepszym rozwiązaniem, nawet jeśli nie była stworzona do samotniczego życia.
– J-jeśli dobrze zrozumiałam, to co przekazali mi wasi medycy... uzdrowiciele – poprawiła się. – Na ten moment Klanem Burzy przewodzi Zawodząca Gwiazda, a na zastępczynię wybrał Skrzydlatą Płomykówkę. Oprócz tego dowiedziałam się, że obóz został całkowicie zniszczony, a schronienie znaleźli w podziemiach terenów... – mruknęła, nie wyjawiając Śnieniu nazwy Groty Pamięci. Bo to tam najprawdopodobniej schronili członkowie klanu, a przynajmniej tak to zrozumiała od Modrogończyka, który wspomniał o rozmowie ze swoim rodzeństwem, Łzawą Łapą i Milknącą Łapą o tym, że teraz obóz znajduję się w innym miejscu. Mimo, że ufała kocurowi widziała, że lokalizacja groty, jak i sieć tunelów nie powinna być znana żadnemu koty, który nie żył na otwartych terenach. – Wiem również, że na pewno jeden z moich braci żyje...
– Żyje i ma się dobrze. Przynajmniej fizycznie, nie zauważyłem, aby został zraniony przez cudze zęby czy języki płomieni. Ale twoje zniknięcie na pewno go zasmuciło...
– Rozmawiałeś z nim? Wie, że jestem pacjentem Owocowego Lasu?
– I tak, i nie. Czereśnia wysłał patrol na wasze tereny, w którym wziąłem udział, tuż po tym, gdy pożar został ugaszony przez deszcz. Purchawka i Modrogończyk chcieli się upewnić, czy ich bliscy są cali i zdrowi, jak i chcieli zaoferować pomoc sojusznikom. Na twojego brata wpadliśmy całkowicie przypadkowo, gdy wraz z innym wojownikiem wyszedł nam na przeciw, kiedy przeczesywaliśmy zgliszcza waszego starego obozu. To właśnie od niego dowiedziałem się, że zostałaś wygnana przez buntowników. – zamruczał. – Oprócz tego, wiem również, że rebeliantów spotkała zasłużona kara. Dwoje z nich zostało skazanych, a pozostali zostali więźniami. A Dziki Berberys, ten o którym wspomniałaś, został wygnany. – Śnienie mówił spokojnym tonem, dawkując informacje. Bardzo cenne informacje. – Być może ten, którego się tak obawiasz już ci nie zagraża. Jestem pewien, że jego dusza spoczęła w czeluściach miejsca, gdzie brak gwiazd. Zawodząca Gwiazda na pewno nie pozostawiłby kogoś takiego jak on przy życiu, kto w imię własnych idei morduje pobratymców.
Wróżka poruszyła uszami, powstrzymując łzy. Nie chciała, aby krew kolejnych kotów została przelewna na terenach Klanu Burzy, nawet mordeców. Starała się poznać odpowiedź na nurtujące ją od dnia pożaru pytanie. Czy Tańcujące Pierze od początku był zły? Czy jednak śmierć Aminkowej Łapy przeważyła szalę i doprowadziła jego brata na skraj szaleństwa. Żałowała, że nie była w stanie przywołać w myślach obrazu Pierza, gdy ten był kociakiem i młodym uczniem, który psocił z rodzeństwem. Gdy jego ciało nie pokrywała krew innych wojowników. Żałowała, że nie była w stanie im obojgu pomóc.
Wróżka przybliżyła swój pyszczek do boku kocura, by zaraz zatopić go w kruczoczarnej sierści Śnienia.
– Póki co i póki mogę, chce zostać w Owocowym Lesie. Z tobą. Jednak nie mogę wykluczyć ponownego powrotu do Klanu Burzy, o ile mnie w nim zechcą. – W końcu to nie Królicza Gwiazda, ani Zawodząca Gwiazda ogłosili jej wygnanie. I jakby nie patrzeć, wciąż przecież była medyczką, nie zrzekła się swojej funkcji, ani nikt jej nie zdegradował. Tańcujące Pierze jedynie kazał jej odejść i nigdy nie wracać. I nawet jeśli być może faktycznie jest tym, na kim przeprowadzono wyrok, i nie ma go wśród żywych, czy powinna narażać się duszy z Mrocznej Puszczy? – Kiedy będę gotowa, chcę się spotkać zarówno z liderem oraz zastępczynią Klanu Burzy, jak i moimi braćmi. Jestem im winna wyjaśnienia. A na razie, chce pozostać chociaż przez chwilę w miejscu, gdzie jestem bezpieczna. Gdzie nikt nie patrzy na mnie przez pryzmat koloru futra i oczu, jak i omenów, łagodnym spojrzeniem czy pogardliwym. Poproszę osobiście Czereśnie i obu zastępców o przyznanie mi azylu, gdy tylko Mistral i pozostali uzdrowiciele ogłoszą zakończenie mojej rekonwalescencji.

<Śnienie? pora nauczyć wróżkę nie tego jak latać, ale tego jak poruszać się wśród drzew >

23 sierpnia 2026

Od Śnienia CD. Wróżki

— Śnienie... podoba mi się brzmienie twojego nowego imienia. Jest równie ładne, jak Mglisty Sen, ale mogę je szybciej wymówić — miauknęła, mrużąc lekko oczy przed promieniami słońca wpadającymi przez dziurę w drzewie. — Ja również powinnam zmienić swoje imię na krótsze, przynajmniej do czasu, aż nie zakończy się moja rekonwalescencja w Owocowym Lesie. — Zamyśliła się. — Wróżka. To imię wybrali dla mnie moi rodzice, w dniu, w którym się urodziłam. Oboje byli samotnikami, więc pewnie znają prawdziwy sens jego brzmienia, ale podobno miało nawiązywać do rośliny... Co o nim sądzisz?
Kocur zamruczał głośno. Był pod wrażeniem tego jakże dziwnego, a jakże pięknego imienia albinoski. On sam również będąc przez chwilę samotnikiem, nigdy nie słyszał o takim imieniu, roślinie lub czymkolwiek. Jednak imię to bardzo pasowało do jego lubej.
— Owszem, bardzo ładne imię. Takie niespotykane… Nikt w Owocowym Lesie nie nosi tak wyjątkowego imienia.
— Cieszę się, że tak uważasz. Natomiast, czemu ty nie przepadasz za swoim nowym mieniem? — zapytała go, jednocześnie wygodnie się układając w posłaniu.
Kocur przez chwilę się wahał. Czy powinien powiedzieć, że nadal nie akceptuje niektórych zasad i wierzeń Owocowego Lasu? Był tutaj już wojownikiem, chciał mieć dobrą opinię wśród Owocniaków, a po lecznicy kręcił się Gołąbek. Westchnął cicho.
— Mam wrażenie, że jest to umniejszanie moim zasługom… W Klanie Wilka przecież dostanie wojowniczego imienia wiąże się z lepszym statusem, niż tym co mają uczniowie. Dumnie nosiłem swoje imię. Jednak skoro uważasz, że Śnienie do mnie pasuje, to może powinienem zmienić nastawienie? — posłał jej ciepły uśmiech.
— Zdecydowanie — zamruczała do niego Wróżka.
Czarnego jednak frustrowała jedna rzecz. Czy kotka zostanie w Owocowym Lesie? Czy chciałaby porzucić Klan Burzy? Skoro Zawodząca Gwiazda jest teraz przywódcą oraz czekają tam na nią jej bracia? Czy znów kotka go zostawi? Wzrokiem powędrował na słońce, które raziło jej biedne fioletowe oczy. Przesunął się tak, by dać kotce trochę cienia.
— Wróżko? — postanowił, że jednak zapyta.
—Tak?
— Wiem, że jest to dla ciebie jeszcze trudny temat… Jednak chciałbym cię zapytać, czy zastanawiałaś się nad zostaniem w Owocowym Lesie? Jeśli jeszcze nie jesteś pewna swojej odpowiedzi, to nie musisz mi odpowiadać. Jednak rozmawiałem z Czereśnią. Powiedział, że Owocowym Lesie jest dla ciebie miejsce.

Kotka siedziała cicho przez chwile. Pewnie nie wiedziała, co powinna powiedzieć. On sam nie wiedział, czemu tak mu zależało, żeby albinoska z nim została. Przecież on ma własnych przyjaciół. Poziomek i Koniczyn, może jeszcze się uczyli, ale nie mógł mówić, że cierpi na brak towarzystwa. Niektóre Owocniaki też były dla niego miłe, więc mógł powiedzieć, że był przez nie lubiany. Nie był samotny. A jednak… bardzo chciał, żeby Wróżka z nim została. Był strasznie samolubny… Skarcił się w myślach. Ona przecież ma jeszcze rodzinę, która za nią tęskniła. Czemu miałby to jeszcze jej zabierać?

< Wróżko?>
🌙

20 sierpnia 2026

Od Wełnistej Mszycy (Wróżki) CD. Śnienia

Jakiś czas temu

TW: poruszany temat śmierci

Mimo że przez ostatnie księżyce Wełnista Mszyca była co chwilę wystawiana na próbę przez Gwiezdnych Przodków, ci musieli nad nią czuwać, skoro raz za razem udawało jej się umknąć ze szponów śmierci. Pożar oraz zamach w Klanie Burzy, samotne przetrwanie Pory Nagich Drzew na terenach niczyich, wypadek z udziałem Potwora, a teraz na domiar złego po raz kolejny stanęła twarzą w twarz z rudą bestią. Czy to był ten sam lis, którego spotkała jako uczennica?
Starała się ignorować obecność lisa, który podążał za nią już od jakiegoś czasu, jednak ciężko jej było pogodzić się z możliwą śmiercią z jego łap. Ostatnimi czasy kocice nawiedzały wizję, dzięki którym ponownie mogła spotkać się ze swoją matką i wtulić pysk w jej szylkretowe futro. Przyczyny jej odejścia były różne, jednak jedna z nich była najbliższa sercu kocicy. Śmierć ze starości w legowisku medyków, otoczona przez bliskie jej koty, braci oraz członków ich rodzin, które na pewno do tego czasu udało im się założyć oraz zioła, których woń utuliła ją do wiecznego snu.
Co jakiś czas zatrzymywała się, przenosząc zmęczone spojrzenie na rudego kata, który nie spuszczał z niej spojrzenia nawet na chwilę. Jego kroki z każdym kolejnym uderzeniem serca stawały się pewniejsze, coraz śmielej pokonywał dzielącą ich odległość, by zaraz ponownie wycofać się, dając złudne poczucie bezpieczeństwa. Nim zada ostatni cios, nim zakończy jej żywot, zadba o to, aby wcześniej pozostała po niej tylko pusta skorupa.
Z opóźnieniem zarejestrowała pojawienie się czterech kotów, które w jednej chwili stanęły między nią a lisem. Zgarbiła się, mając nadzieję, że nie zostanie spostrzeżona przez grupę nieznajomych i uda jej się po cichu wycofać z ich terenów.
Chwila, nieznajomych?
Poruszyła nosem, zbierając zapach nowo przybyłych. Słodki owocowy zapach mieszał się z zapachem liści, deszczu oraz spalin. Na ich tle wyróżniała się woń kocura, która mimo podobieństwa do współbratymców, miała słaby zapach czegoś znajomego. Nieśmiało podniosła spojrzenie na patrol.
Powoli postawiła krok naprzód, wpatrując się w czarnego kocura, tak dobrze jej znanego. Od ich ostatniego spotkania minęło tyle czasu. Założyła najgorsze, gdy nie udało jej się go spotkać na granicy w umówionym miejscu, jak i na terenach niczyich, w miejscu, które musiało najprawdopodobniej służyć za obóz Świetlików.
— Mglisty Śnie… — powiedziała ochrypłym głosem, omal nie rzucając się kocurowi na szyję.
— Wełnista Mszyco? Jednak żyjesz! — mruknął uradowany. — Co ci się stało… Wyglądasz na niedożywioną i potrzebujesz pomocy medycznej.
Wełnista Mszyca nie miała siły nawet odpowiedzieć mu na to pytanie.
— Musimy ją zaprowadzić do Gołąbka — mruknął Hiacynt.
— Jesteś w stanie iść, Wełnista Mszyco? — zapytał białej.
Kotka z trudem wstała na trzęsących się łapach i kiwnęła głową. Rohan i Śnienie podparli ranną, Hiacynt wyszedł na prowadzenie, a Wrona popędziła do obozu, by przekazać ważne informacje dla Gołąbka oraz Czereśni.
Początkowo bez problemu udało jej się kroczyć po trawie przy pomocy czarnego kocura oraz zwiadowczyni, zmierzając w stronę obozu Owocowego Lasu, jednak łapy w końcu odmówiły jej posłuszeństwa, a świat spowił mrok.

~~~

Została oficjalną pacjentką Owocowego Lasu. Większość pierwszych dni, a może nawet i wszystkie na terenach wyznawców Wszechmatki, spędziła na spaniu w legowisku medyków. Częściowo sama decydowała się na sen, innym razem była to zasługa ziół, które otrzymała od uzdrowicieli.
Purchawka, Mistral, Gołąbek oraz Gończyk co noc czuwali na zmianę przy niej, monitorując jej funkcje życiowe, podobnie jak sam zresztą Śnienie, który pomimo pełnienia obowiązków wojownika, w przerwach między snem decydował się towarzyszyć kocicy w procesie leczenia.
Rany, które zdobiły jej ciało, zostały profesjonalnie opatrzone, podobnie, jak jej tylna łapa. Ku uldze Wełnistej Mszycy, dzięki jej szybkiej na wpółprzytomnej reakcji, udało się uratować łapę przed amputacją. Dzięki uzdrowicielom pozbyła się również pcheł, które musiała złapać od któregoś z samotników spotkanego na terenach niczyich. Jej sierść, mimo że wciąż pozostawiała wiele do życzenia, prezentowała się lepiej niż przy pierwszym spotkaniu patrolu.
Zaciągnęła sobie ogromny dług wdzięczności wobec społeczności Owocowego Lasu.
Problem stanowił jej pogarszający się wzrok wskutek życia na lodowych połaciach, na którego nie było lekarstwa. Ostrożnie przejechała ogonem po grzbiecie Mglistego Snu, a właściwie Śnienia. To właśnie takie miano nosił teraz były Wilczak w Owocowym Lesie. Czarnofutry kocur spał głębokim snem tuż obok pacjentki z głową opartą o jej legowisko.
— Wełnista Mszyca, tak? Dobrze zapamiętałam? — zapytała Mistral, lustrując spojrzeniem pacjentkę. Albinoska skinęła głową. — Jeszcze kwadra lub dwie, dla pewności, i będziesz mogła opuścić lecznicę. Masz szczęście, naprawdę, dużo szczęścia...
To prawda, miała dużo szczęścia w tym nieszczęściu, które jej się przytrafiło. Korzystając z okazji, zasięgnęła języka Gołąbka oraz Modrogończyka na temat sytuacji w Klanie Burzy. Podobno zamach mimo dojścia do skutku został stłumiony w zalążku, a klanem władał teraz Zawodząca Gwiazda. Jak się okazało w trakcie rozmowy, Modrogończyk był jednym z dzieci nowego lidera klanu i szamanki, pod której opieką się znalazła.
Chwila, skoro klanem rządził Zawodząca Gwiazda, istniała szansa, że jej bracia również byli cali i zdrowi. Tak, jak i pozostali członkowie. Wełnista Mszyca była uradowana, słysząc, jak brązowy młody kocur wspominał, że na terenach Klanu Burzy widział kocura łudząco podobnego do niej, tylko mającego czerwone oczy.
Czy to znaczyło, że mogła bezpiecznie wrócić do domu? Jednak czy na pewno mogła, tym bardziej po tym, jak bez zająknięcia opuściła teren, obawiając się śmieci z łap Tańcującego Pierza? Czy jej bracia byli jej w stanie to wybaczyć?
— Biały Strumieniu... jesteś cały i zdrów... — mówiąc to, uroniła kilka łez, na co Modrogończyk użyczył jej końcówki swego ogona.
— Wełna... — zamruczał Śnienie, otwierając oczy i wpatrując się w pacjentkę oraz młodego szamana, który nieco spiął mięśnie, gdy poczuł na sobie spojrzenie wojownika. — Co ty wyprawiasz... Trzymaj swój ogon przy sobie, a nie wsadzasz go chorym prosto w pysk! — fuknął, na co złotooki odsunął się od Wełnistej Mszycy — Przed chwilą pewnie trzymałeś w nim zioła, która mogą podrażnić jej oczy.
— Wycierałem tylko łzy... — prychnął na swoją obronę uczeń, tłumacząc, że jego ogon jest czysty, jak łza. — Wiem, że sam byś pewnie wolał to zrobić, ale z tym kikutem za wiele nie zdziałasz... — zaśmiał się kocur, jednak momentalnie zamilkł i przełknął ślinę. — Co mówiłaś, mamo? Już idę!
Gołąbek westchnął, odprowadzając spojrzeniem młodego szamana, który znalazł się już po chwili u boku czarnej kocicy, po czym podsunął na liściu dzienną dawkę ziół, które albinoska przyjmowała.
Ból mięśni oraz głowy zniknął, jak łapą odjął. Nie była już otumaniona, słyszała własne myśli, a głosy kotów nie trafiały do niej z opóźnieniem.
— Dziękuję — skinęła głową buremu, który oddalił się w głąb lecznicy, zanosząc porcję lekarstw kolejnemu z pacjentów, który zamieszkiwał w lecznicy, podobnie, jak Wełna. — Mglisty Śnie... — urwała — Śnienie.
— Możesz używać mojego starego imienia. Prawdę mówiąc, nie lubię tych Owocniakowych imion. — Uśmiechnął się. — Wyglądasz dużo lepiej. Zdrowiej... Słyszałem o tym, co się stało w Klanie Burzy.
Po grzbiecie kocicy przeszedł niekontrolowany dreszcz. Najwidoczniej jej ciało było przeciwne temu, aby poruszać ten temat. Nie chciała o tym rozmawiać. Jeszcze nie teraz. Na razie chciała dowiedzieć się więcej na temat Owocowego Lasu, jak i sytuacji w Klanie Burzy. Czy jej bracia wiedzieli, że żyje? Że żyje i przebywa w sojuszniczej społeczności?
— Wełnista Mszyco? — Na pysku kocura pojawiło się zatroskanie.
— Śnienie... podoba mi się brzmienie twojego nowego imienia. Jest równie ładne, jak Mglisty Sen, ale mogę je szybciej wymówić — miauknęła, mrużąc lekko oczy przed promieniami słońca wpadającymi przez dziurę w drzewie. — Ja również powinnam zmienić swoje imię na krótsze, przynajmniej do czasu, aż nie zakończy się moja rekonwalescencja w Owocowym Lesie. — Zamyśliła się. Nie chciała sprawiać dodatkowo problemu Owocniakom swoim dwuczłonowym imieniem. Tylko co wybrać? Wełna? Mszyca? Nie... — Wróżka. To imię wybrali dla mnie moi rodzice, w dniu, w którym się urodziłam. Oboje byli samotnikami, więc pewnie znają prawdziwy sens jego brzmienia, ale podobno miało nawiązywać do rośliny... Co o nim sądzisz?

<Śnienie?>

Wyleczeni: Wełnista Mszyca (Wróżka)

16 sierpnia 2026

Od Śnienia CD. Wełnistej Mszycy

Od momentu, kiedy ostatnio widział się z albinoską, minęło dość dużo czasu, a na dodatek nie miała okazji ją spotkać, kiedy wraz z patrolem, na którym był Modrogończyk, odwiedzili Klan Burzy po wielkim pożarze. Właśnie wtedy dowiedział się od Burzaków, o zaginionej Wełnistej Mszycy. Nie zostało po niej ani śladu. Czyli nie została pochłonięta przez ogień, jednak Śnienie nie był pewien, czy czasem rebelianci jej nie oszczędzili i przypadkiem nie zabili i pozbyli się ciała. Nie mógł tego nikt wykluczyć, chociaż według wojowników sąsiedniego klanu, podobno albinoska uciekła.
Myśli zaprzątał wizerunek białej kotki, o fioletowych oczach. Śnienie obawiał się, że kotkę, mogło spotkać coś naprawdę niedobrego. Samej? W Porę Opadłych Liści? Miał nadzieję, że jej się nic nie stało.
— Śnienie? Czy coś się dzieje? Nie możesz iść spać? — spytał go Purpura, który niedaleko miał posłanie.
Czarny kocur swoim wzrokiem przejechał po śpiących kotach oraz po wojowniku, który o dziwo zainteresował się jego stanem.
— Ostatnio myślę o pewnej kotce… Jednak nie w taki sposób, jaki ty myślisz — od razu go uprzedził, kiedy zobaczył, jak na pysku liliowego zaczął się pojawiać uśmieszek. — Chodzi o Wełnistą Mszyce. Jest mi bardzo bliska. Od momentu, kiedy wybuchł pożar w Klanie Burzy, zaginął po niej ślad. Gdzieś zaginęła…
Purpura jedynie poruszył swoimi wąsami i wbił swoje spojrzenie gdzieś w przestrzeń między jego pazurami. Zaczął udawać, że przygląda się swojej łapie w poszukiwaniu cierni lub innych drzazg.
— Na robaczywe śliwki… Bardzo mi przykro Śnienie. Mam nadzieję, że się znajdzie i twój Klan Gwiazdy będzie się o nią troszczył i trzymał przy życiu.
Śnienie zauważył, że kocur nic nie powiedział o Wszechmatce do tej pory. Czyżby Purpura nie był wierzący? W nic? Dziwne…
— Dziękuje Purpuro…
— Postaraj się pójść spać, najwyżej możesz jeszcze odwiedzić Mistral, jeśli coś ci leży na sercu. Ona również pomoże ci poukładać sobie to w głowie. Może pod przykrywką Wszechmatki i wiary umie dbać o umysł kotów. Rozumie też, jak zioła działają.
— Może skorzystam, jeśli nie będę mógł usnąć… Dziękuje, że się martwisz.
Purpura skinął mu głową i zamruczał ciche “Dobranoc”. Śnienie odpowiedział mu tym samym i zwinął się w ciasny kłębek. Śpiąc w tych posłaniach, przypominające ptasie gniazdka, czuł się jak mały niesforny ptaszek. Niewinnie. Błogo. Ciepło. Zapach miękkiego, świeżego pierza. Przytulnie.
Nawet nie wiedział kiedy, jak zapadł w sen. "Był w ciemnym lesie. Tak ciemnym, że światło gwiazd ledwo co przebijało się przez gałęzie iglaków. Dokładnie tak samo, kiedy to pierwszy raz spotkał jeszcze wtedy Wełnistą Łapę, która zabłąkała się na terytorium Klanu Wilka. Tylko tym razem, zamiast nieskazitelnej białej sierści i rozmarzonych fioletowych oczu ujrzał tę samą kotkę, tylko ranną, wychudzoną i przestraszoną. Łkała cicho zwinięta w korzeniach drzewa, plecami do Śnienia.
— Wełnista Mszyco? Wełnista Mszyco! — zawołał, chciał pędzić w jej kierunku, jednak nogi wrosły mu się w ziemię. Nie mógł się nawet ruszyć.
— Proszę, pomóż mi Mglisty Śnie… Pomóż mi… — powiedziała albinoska swoim cichym głosikiem.
— Jak? Jak mogę ci pomóc? Wełnista Mszyco! Chodź do mnie! — Kotka nie usłyszała go. Nie odwróciła się nawet. — Wełnista Mszyco…
Z nocnych dźwięków lasu wyrwało się głośne szczekanie lisów. Bardzo bliskie. Przynajmniej, jakby drapieżnik był za którymś drzewem i czaił się na biedną skuloną wojowniczkę. Chciał jej pomóc. Chciał ruszyć biegiem i przeszukać krzewy, gdzie mógłby znajdować się lis. Myślał, że to kotka jest w niebezpieczeństwie, dopóki nie poczuł gorącego podmuchu na swoim karku.
— Śnie… Uważaj… — cichym mrożącym krew w żyłach głosem wymruczała albinoska."
Wzdrygnął się i otworzył oczy. Był wczesny ranek, a niebo powoli zmieniało kolor na bardziej szary, a z chmur sączył się chłodny deszczyk. Wszystkie Owocniaki miały wilgotne futro. Przeciągnął się na posłaniu i zeskoczył z drzewa. Pierwsze koty szykowały się na patrol graniczny, który mógłby sprawdzić, czy nie ma nigdzie niebezpieczeństwa w postaci lisa. Oczywiście wszystkie koty były zwiadowcami. Wojownicy mieli zakaz wychodzenia najwcześniejszym patrolem, gdyż zazwyczaj poruszali się tylko na ziemi. Jednak Śnienie nie bez powodu ostatnio ćwiczył pod czujnym okiem Wrony, skakanie z drzewa na drzewo.
— Czy mogę dołączyć do patrolu? — podszedł do grupki kotów.
Rohan, Hiacynt i Wrona spojrzeli na niego oceniająco i z powątpiewaniem. Niebieski point jedynie strzepnął ogonem, nie siląc się na jakiekolwiek mruknięcie, czy odpowiedzenie na jego pytanie. Natomiast Rohan wraz z Wroną miały zupełnie różne reakcje. Rohan na początku skinęła głową, jednak po krótkim pomyślunku zaczęła uciekać wzrokiem i kręcić nosem, a Wrona? Wronie zapaliły się iskierki w oczach i wyglądała, jakby omal nie miała zapiszczeć z radości.
— Wiem, że nie jestem zwiadowcą i nie będę tak dobrze poruszał się po drzewach, jak wy, jednak chciałbym sprawdzić moje umiejętności, a przy okazji nie myśleć o koszmarze…
— No nie wiem Śnienie… Nie jesteś jednak zwiadowcą, a to nie są przelewki. Raczej żadne z nas nie chce walczyć z lisami… — Rohan niepewnie stała za rozsądkiem.
— Rohan nie musisz się nim martwić, ja go będę pilnować! — zamruczała żywo Wrona, która od razu stanęła po jego stronie. — Pewnie moja mama również nie miałaby żadnego problemu. To ja go uczyłam skakania z drzewa na drzewo i rozpoznawanie dobrych gałęzi. Skoro dawał radę zimą, to pewnie rankiem Porą Nowych Liści również da.
Hiacynt nadal milczał. Rohan westchnęła krótko, a jej ogon drgnął niepewnie.
— Skoro tak mówisz Wrono… — miauknęła i wyruszyła na przedzie patrolu.
Śnienie zamruczał z wdzięcznością do młodszej i również wyszedł z obozu. Na początku był pod wrażeniem szybkości zwiadowców, którzy bezszelestnie przeskakiwali z drzewa na drzewo i przy tym jeszcze zdołali obserwować otoczenie. On nie był w tym tak płynny, zostawał z tyłu, skupiając się na zachowaniu balansu, co było trudne, skoro miał kikut zamiast ogona. Dymna zwiadowczyni natomiast pomagała mu dobierać gałęzie oraz cierpliwie na niego czekała. Szło mu całkiem nieźle. Mógł się pochwalić później Koniczynie, że nie dotykając ziemi, dotarł aż do Upadłej Gwiazdy. Patrol cierpliwie na niego zaczekał i wygodnie się rozsiadli się na gałęziach.
— Chwila wytchnienia? — spytał zmęczony pobratymców.
Hiacynt jedynie skinął głową, a Rohan zamruczała krótko, raczej nie podobała się im jego obecność. Spowalniał ich. Jedynie Wrona była uradowana jego obecnością.
Mając widok na strumień oraz Wrzosową Polanę, Śnieniu mignęło jakieś białe futro.
— Widzieliście to? — mruknął, zwracając uwagę reszty patrolu na biały punk między zielonymi trawami i pierwszymi po Porze Nagich Drzew kwiatami wrzosu. — Tam jest jakiś kot.
— Samotnik? — mruknął Hiacynt.
— Może ktoś z klanu? — zgadywała Wrona.
Ten sam biały kształt zaraz zniknął z ich pola widzenia, wchodząc w większy gąszcz traw.
— Powinniśmy to sprawdzić — podjął, chociaż nie był liderem patrolu.
Zwiadowcy popatrzyli się po sobie z nieukrywaną niechęcią. Sprawdzenie białego przybysza na ich terenach po drugiej strony strumienia oznaczało zejścia z drzewa. Jednak nie musiał ich do tego namawiać. Razem zbiegli z drzewa i susami ruszyli w stronę, gdzie ostatnio widziane było białe futro. Przekroczyli strumień po najpłytszym odcinku i puścili się biegiem przez wrzosy i wysokie trawy, które ograniczały widoczność. Polegając tylko na nosie, znaleźli trop owej samotniczki oraz świeży zapach lisa.
— Musimy się spieszyć — podjął Hiacynt. — Sam na sam z lisem, może się źle skończyć dla tego kota.
— Kotki, czuć zapach kotki — poprawiła go Wrona. Hiacynt na to nie zareagował. Machnął ogonem, poganiając resztę.
Biegli tak, aż do momentu ukazania się przed nimi lisa, który zaganiał brudną i wychudzoną białą kocicę. Z bojowymi okrzykami natarli na lisa, drapiąc go, gryząc i kopiąc. Rudzielec, widząc, że nie ma szans ani chęci na walkę z tyloma kotami, wycofał się i uciekł w tylko znanym mu kierunku z podkulonym ogonem.
Odwrócili się w stronę białej kocicy, która była ozdobiona lawendą oraz najróżniejszymi liśćmi. Normalnie stwierdziłby, że to wszystko z zaniedbania lub wplątały się kotce w sierść, gdy uciekała, jednak gdy tylko samotniczka podniosła fioletowe oczy, wpatrując się w niego oraz resztę patrolu.
— Mglisty Śnie… — powiedziała ochrypłym głosem, omal nie rzucając mu się na szyję.
— Wełnista Mszyco? Jednak żyjesz! — mruknął uradowany. Nie zwracał najmniejszej uwagi na to, że kotka nazwała go jego starym imieniem. I tak nie lubił Owocniakowych imion. — Co ci się stało… Wyglądasz na niedożywioną i potrzebujesz pomocy medycznej.
Wełnista Mszyca nie miała siły nawet odpowiedzieć mu na to pytanie.
— Musimy ją zaprowadzić do Gołąbka — mruknął Hiacynt.
— Jesteś w stanie iść, Wełnista Mszyco? — zapytał białej.
Kotka z trudem wstała na trzęsących się łapach i kiwnęła głową. Rohan i Śnienie podparli ranną, Hiacynt wyszedł na prowadzenie, a Wrona popędziła do obozu, by przekazać ważne informacje dla Gołąbka oraz Czereśni. Wełnista Mszyca żyje! I potrzebuje pomocy uzdrowiciela!

< Wełnista Mszyco?>
🌙

01 sierpnia 2026

Od Wełnistej Mszycy CD. Mglistego Snu (Śnienia)

Słuchała z uwagą słów Mglistego Snu.
— Oczywiście. Przekaże jej twoje słowa, gdy tylko uda mi się z nią spotkać — obiecała. Ostrożnie położyła swoją białą łapę na czarnej łapie kocura, by po chwili kontynuować: — Ale ty również musisz się z nią spotkać. I porozmawiać z nią sam, w cztery oczy. Jesteś jej winien rozmowy. Ona tobie również.
Brzmiało to tak prosto, wręcz banalnie, a na szali ważyło się życie kilkunastu kotów. Wełnista Mszyca zaproponowała możliwość pomocy w kontakcie z przybraną matką Mglistego Snu, Brukselkową Zadrą. Jednak, aby wcielić plan w życie, trzeba było spędzić więcej czasu niż jeden niepełny wieczór. Wiele wieczorów.
Tak jak w przypadku Brukselkowej Zadry i bliskich jej kotów pozostałych na terenach Klanu Wilka, nim ich spotkanie dobiegło końca, zdecydowała się na ponowną propozycję dołączenia niedobitków Świetlików do Klanu Burzy. Odmowa ją zabolała, lecz akceptowała ją, mimo wewnętrznego sprzeciwu.
— Jesteś do niej podobny. — Uśmiechnęła się gorzko, nieco żałując się zarówno liliowa kocica, jak i drogi jej kocur nie zdecydowali się wybrać łatwej ścieżki. Mogła mieć tylko nadzieję, ze ścieżka, która postanowili kroczyć, obejdzie się bez ofiar, a ofiara Jarzębinowego Żaru nie pójdzie na marne. — Będę wypatrywać Brukselkowej Zadry przez najbliższą kwadrę, jak i przez dwie następne będę starała pojawiać się co wieczór lub dwa przy moście. Postaram się przynieść dla was zioła, tylko muszę wiedzieć, jakich potrzebujecie — oznajmiła. — Uważaj na siebie, Mglisty Śnie. Nie mogę również i ciebie stracić ani żadnego z pozostałych Świetlików.
"Ani jednego więcej."

Aktualnie, na terenach niczyich – na przestrzeni pory nagich drzew

TW: żałoba, stan depresyjny, zaburzenia odżywiania, krew

Wełnista Mszyca umarła, pozostawiając po sobie jedynie pustą skorupę. Dni i noce zlewały się w jedno. Poczucie upływu czasu przestało istnieć. Albinoska po raz pierwszy pojęła, czym tak naprawdę jest samotność. Nie miała nikogo żywego przy sobie, do kogo mogłaby otworzyć pysk, a gdy próbowała uzyskać od Srebrzystej Skóry odpowiedź na pytania, ta niezmiennie pozostawała głucha i milcząca. Jedynie głosy zmarłego Szarej Skóry oraz Skrzypiącego Skrzypu, będące najpewniej jedynie wytworem jej wyobraźni, przybierały na sile, zaburzając postrzeganie rzeczywistości przez kocice.
Większość dni spędzała w niewielkiej norze na terenach niczyich, z której jedynie wyściubiała pysk, aby zapolować na zwierzynę, której było niewiele. Rzadko udawało jej się zaspokoić głód czy pragnienie. Zamarznięty śnieg przynosił jedynie chwilowe ukojenie.
Drobne urazy przestały mieć znaczenie, jak również pogarszający się wzrok spowodowany zbyt długim wpatrywaniem się w ziemię pokrytą śniegiem, zarówno za dnia, jak i nocą.
Nie miała ziół. Nie mogła pomóc sobie, a tym bardziej komukolwiek.
Gdy udało jej się pogodzić ze śmiercią ojca oraz Skrzypiącego Skrzypu, przyszła kolejna fala negatywnych myśli, uniemożliwiająca podjęcie decyzji. Łapy odmawiały posłuszeństwa, podobnie jak mięśnie. Marniała w oczach, lecz dla tych, których udało jej się przypadkiem spotkać, po raz pierwszy wyglądała tak od zawsze. Poczucie winy eskalowało, uniemożliwiając przespanie ciągiem, chociażby połowy czasu z godziny.
Sny zlewały się z jawą, powodując stany lękowe i omamy. W dodatku zaprowadziły ją pewnego razu na granicę Drogi Grzmotu, oddzielającą tereny Owocowego Lasu, Klanu Wilka oraz Klanu Burzy. Po śladzie spalonej ziemi na znajomych terenach będących na wyciągnięcie łapy nie było śladu, a przynajmniej nie było widać jej gołym okiem, gdyż biały puch otulił zwęgloną ziemię.
Mogła zapobiec śmierci ojca oraz Skrzypu. Wystarczyło jedynie pokonać czarny pas przecinający kocie tereny.
Śnieżnobiały śnieg został zabarwiony na czerwono, gdy kocica została odrzucona do rowu przez nadjeżdżającego Potwora. Minęła wieczność, nim udało jej się podnieść z zimnego puchu, po czym na chwiejnych nogach ruszyła poprzez ośnieżone wrzosowisko w kierunku rzeki.

<Śnienie? Jak się miewa moja ulubiona czarna owocówka?>

27 kwietnia 2026

Od Mglistego Snu CD. Wełnistej Mszycy

Aktualne

Mglisty Sen siedział w ciemnościach jego własnego legowiska przywódcy. Starał się ograniczać wychodzenie na zewnątrz, zostawiając tym samym obowiązki pilnowania Rysiego Tropu na Zapomnianej Koniczynie, Kosaćcowej Grzywie oraz Poziomkowej Polanie. Reszta Świetlików zniknęła w dziwnych przypadkach na przestrzeni Pory Zielonych Liści oraz Pory Opadających Liści, co tylko bardziej dobiło czarnego kocura. Porywisty Dąb oraz Miodowa Kora zostali złapani przez dwunożnych, a Szczawiowe Serce wraz z ich jedynym medykiem rozpłynęli się na ich terytorium. Ślady zapachowe tej dwójki były wyczuwalne przy rzece. Może odnaleźli szczęśliwe życie w Klanie Nocy? Jest szansa też, że zostali doręczeni do wygłodniałych zemsty, łapsk Wilczaków. Czy Nikła Gwiazda nadal rządził Klanem Wilka? Szczerze w to wątpił. Kocur był już bardzo stary, a władzę po nim pewnie wpadły w łapska następnych kultystów, więc nie sam nie miał, czego szukać w jego starym domu.
Westchnął głośno, przeciągając się, by rozciągnąć swoje zastane mięśnie.
“Po śmierci Jarzębinowego Żaru wszystko zaczęło się psuć… Nie mamy żadnego medyka…”
Gdy zabrakło mu medyków, poczuł się naprawdę samotny. Może i miał Zapomnianą Koniczynę, z którym i tak spędzał czas, jednak to nie było to samo uczucie wsparcia, jak od Jarzębinowego Żaru oraz Stroczkowej Nadziei. Z kim dawno jeszcze nie rozmawiał? Z Brukselkową Zadrą, Gwiezdnicowym Blaskiem i jego mentorką, Wrotyczową Szramą. Tęsknił też za Zaćmionym Horyzontem. Czy jego ruda siostra nadal żyła?
Zamknął mocno powieki. Tak bardzo chciał się komuś pożalić i opowiedzieć, jak trudno mu jest w tych czasach bez pomocy szylkretowej medyczki oraz ze wszystkimi przeciwnościami losu. Komu mógłby się zwierzyć?
Czerń przed oczami zniknęła, a umysł podsunął mu bardzo znajomy obraz kotki o fioletowych oczach. To była Wełnista Mszyca! Czy powinien pójść porozmawiać z medyczką Klanu Burzy? Również nie widział dawno owej kotki. Czy powinien narażać siebie oraz pozostałych na ujawnienie? Pozostali dadzą sobie radę. Nie miał kogo bronić. Nie byli już wielką grupą, tylko resztkami, niczym prawie rozłożona wronia karma na ciemnej Drodze Grzmotu.
“Porozmawiam z nią” — postanowił w myślach.
Otworzył swoje żółte ślepia i ciężkim krokiem ruszył do wyjścia z legowiska przywódcy.

* * *

Wysoko na niebie błyszczeli Gwiezdni, a on stał na granicy z Klanem Burzy, gdzie ostatnio widział się z albinoską. Jak na Porę Nagich Drzew noc była naprawdę ciepła, a brak białego puchu umożliwiał mu łatwiejsze wtopienie się w cienie nocy.
Czekał już dość długo. Nie wiedział, czy kotka przez tak długi czas, jaki się nie widzieli, chodziła na nocne spacery w to samo miejsce, na wszelki wypadek, jeśli on chciałby z nią porozmawiać.
Miał już wracać, kiedy na horyzoncie pojawiła się biała sylwetka. Kot szedł w jego kierunku powoli, do momentu, kiedy oboje byli w stanie rozpoznać pyski. Wełnista Mszyca popędziła w jego kierunku i zatrzymała się przed nim z ucieszoną miną.
— Mglisty Śnie! Jak ja dawno ciebie nie widziałam! Co słychać, czy wasza grupa dobrze sobie radzi tej zimy? — Przytuliła go mocno, a swoimi fioletowymi stęsknionymi oczyma, wpatrywała mu się w głęboko w duszę.
— Ja też się za tobą bardzo stęskniłem — przyznał, wahając się, czy powinien od razu mówić, że mało ich zostało, a Świetliki się rozpadły po utracie kolejnego medyka.
Kotka zauważyła, że coś jest na rzeczy i zmartwiona poruszyła wąsami.
— Co się u was dzieje? Coś się stało.
Nie zamierzał jej okłamywać, z resztą specjalnie po tutaj przyszedł. Skinął smutno głową.
— Jest tragicznie… Jarzębinowy Żar zmarła, a większa część Świetlików rozpłynęła się w powietrzu. Nie wiem, gdzie oni się aktualnie znajdują, jednak wiem, że pewnie jest im lepiej niż z nami. Bez pomocy medycznej z więźniem na barkach…
— Bardzo przykro mi to słyszeć, Mglisty Śnie. Nie mogłeś wcześniej do mnie przyjść? Chętnie bym wam pomogła. — Położyła łapę na jego łapie w formie wsparcia.
— Teraz nie naprawię swoich błędów z przeszłości oraz wypadkowych, które sprawiły, że jestem w takim miejscu, jakim jestem teraz… Jestem wraz z Zapomnianą Koniczyną, Poziomkową Polaną, Kosaćcową Grzywą, no i jeszcze Rysim Tropem, jednak ona powinna być pod stałym nadzorem.
— Jak to pod stałym nadzorem? Jest więźniem? — Przekrzywiła lekko głowę.
Czarny przytaknął jej głową i po chwili opowiedział Wełnistej Mszycy wszystko, co dokonała Rysi Trop. Albinoska słysząc o rzezi, jakiej dokonała była kultyska, zjeżyła się cała. On natomiast pokiwał smutno głową.
— Nie możemy jej wypuścić z izolatki, bo jest wielka szansa na to, że zrobi również i nam krzywdę, a do tego nie możemy dopuścić. Nie możemy wykonać na niej egzekucji, gdyż jest to niezgodne z naukami Klanu Gwiazdy, a wypuszczenie jej wolno, jest ryzykowne. Wtedy wszyscy w lesie byliby zagrożeni.
— Teraz już rozumiem… W Klanie Burzy, również nie jest kolorowo. Nadeszły dość ponure czasy, szczególnie po ostatnich zbrodniach. — Kotka otwierała już pyszczek, by opowiedzieć mu o zajściach, jednak ten pokręcił głową.
— Nie musisz mi nic mówić. To, co dzieje się w Klanie Burzy, może tam zostać. Koty spoza klanów nie powinny wiedzieć o waszych rozterkach.
— To dlaczego, ty pozwalasz, na to by klanowe koty wiedziały, co się dzieje u ciebie?
Poruszył się niespokojnie i swoimi żółtymi oczyma, spojrzał na daleki, ciemny las, który wcześniej był jego domem.
— Chciałem, żebyś przekazała Brukselkowej Zadrze, że przepraszam, że z nimi nie zostałem. Chciałbym, żeby wiedziała, że żyję i mimo przeciwności losu staram się nie poddać. Możesz również powiedzieć, że Rysi Trop okazała się zdrajczynią i morderczynią oraz o śmierci Jarzębinowego Żaru.

< Wełnista Mszyco? Czy zostaniesz moją posłanką? ✉️🦋>

01 lutego 2026

Od Wełnistej Łapy (Wełnistej Mszycy) CD. Mglistego Snu

Wełnista Łapa odprowadziła spojrzeniem czarnego kocura, który w zaledwie uderzenie serca zlał się ponownie z otaczającym ich mrokiem. Przeniosła spojrzenie w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stał, aż w końcu sama ruszyła z powrotem do obozu, mając głowę pełną pytań i niepewności. Powolny krok zmienił się w trucht, a w końcu w bieg.
Mglisty Sen na pewno jej nie okłamał, jednak ciężko było jej zrozumieć istnienie tego całego kultu, o którym wspomniał uciekinier. Jak można było czcić Mroczną Puszczę? To brzmiało niczym żart, jednak ton i wyraz kocura w trakcie rozmowy zdradzał, że wojownikowi nie było do śmiechu. W dodatku ostrzegł ją przed jego własnym uczniem, Wilgową Goryczą? Co prawda bury różnił się z charakteru od starszego wojownika, jednak Wełnista Łapa nie chciała od razu spisywać go na straty. Co, jeśli jednak bury kocur należał do kultu i oddawał cześć Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd? Nie wyglądał na takiego, jednak Wełnista Łapa go nie znała, aż tak dobrze, jak czarny.
"Czy skoro w Klanie Wilka władzę sprawują koty czczące Mroczną Puszczę, to znaczy, że w Klanie Nocy również oddają cześć Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd? W końcu są sojusznikami..."
Te i wiele innych myśli oblepiły umysł koteczki. Wełnista Łapa zamierzała dochować tajemnicy, nie decydując się narazić Mglistego Snu oraz jego towarzyszy na niebezpieczeństwo. Chociaż, gdyby udało jej się poinformować Króliczą Gwiazdę oraz Zawodzące Echo, jak i sojusznicze społecznościowych, może by udało im się wspólnie zapewnić bezpieczeństwo i nietykalność ze strony żądnych zemsty kultystów?
Nie mogła jednak działać pochopnie bez wiedzy Mglistego Snu.
Przymknęła oczy, żałując, że nie mogli porozmawiać dłużej. Nie widziała, kiedy uda im się kolejny raz spotkać, jednak nie miała zamiaru siedzieć bezczynnie.
Od ich spotkania, co jakiś czas samotnie zapuszczała się w okolicę mostu na poboczu i chowała trochę zerwanych ziół, chcąc przynajmniej w taki sposób wesprzeć czarnego kocura i rannych wojowników. Była medykiem, a nawet jeśli nim by nie była, nie mogła przejść obojętnie wobec kotów, które potrzebowały wsparcia, nawet kogoś tak słabego, jak Wełnista Łapa. Przynajmniej tyle mogła zrobić, mając nadzieję, że kocur odnajdzie upominek, gdy jego łapy ponownie zaprowadzą go na tereny Klanu Burzy.
***
Po zgromadzeniu, kolejne spotkanie z Wilgową Goryczą, Pora Nagich Drzew
Po raz pierwszy wdrapała się na drzewo. Nic dziwnego, że nie potrafiła z niego zejść z powrotem na dół. Uczepiona pnia spoglądała na postać znajdującą się u podnóża drzewa.
– Nie widziałem, że w Klanie Burzy ćwiczycie wspinaczkę na drzewa – miauknął bury kocur, opierając się przednimi łapami o pieniek.
– B-bo nie ćwiczymy... – wymamrotała Wełna, składając w myślach modlitwę do Klanu Gwiazdy. Mimo że Wilgowa Gorycz przez cały czas znajdował się u podnóża drzewa, doskonale zdawała sobie, że gdyby kocur chciał, mógłby w zaledwie uderzenie serca znaleźć się na gałęzi tuż nad nią. Czy bury należał do tego całego kultu, o którym wspomniał Mglisty Sen? Prawdopodobnie tak, skoro pozostał w klanie i wierzył słowom Nikłej Gwiazdy, i w dodatku od kilku wschodów słońca nachodził Wełnistą Mszycę. – C-czego ode mnie chcesz...
– Niczego. Przyszedłem porozmawiać. Znowu. W końcu chciałaś nas, Wilczaki, poznać, prawda? – spytał. Wycofał się i usiadł na ziemi, po czym owinął ciasno swój puchaty ogon wokół łap. – Nikła Gwiazda nie żyje.
– Dlaczego mi to mówisz? – spytała, nie rozumiejąc, jak powinna zareagować na tę informację.
– Mamy nowego lidera. Na kolejnym zgromadzeniu przekonasz się któż to taki, Wełnista Mszyco – uśmiechnął się. – Jednak jestem pewien, że nasza nowa liderka byłaby ci bardzo wdzięczna, gdybyś wydała zdrajców. Wiem, że wiesz, dokąd poszli! Lepiej dla ciebie i dla Klanu Burzy, aby nie znaleźli azylu na waszych terenach. – Źrenice kocura zwęziły się w szparki. – Pamiętasz, co ci mówiłem podczas naszego ostatniego spotkania? – spytał, po czym nagle gwałtownie poderwał się z miejsca. – Ej! Uwa...
Mimo treningów z Przeplatkowym Wiankiem oraz z Oskrzydlonym Ognikiem Wełnista Mszyca nie miała wystarczająco siły w swych łapach, aby utrzymać się w nienaturalnej dla niej jako Burzaczki pozycji. Przy próbie poprawienia chwytu straciła oparcie, a chwilę później znalazła się na trawie przyprószonej śniegiem.
Upadek nie należał do delikatnych. Mimo że pole widzenia kotki otulił mrok, a tylna łapa była najprawdopodobniej stłuczona, medyczka na oślep podniosła się z ziemi, chcąc oddalić się od granicy. Wojownik Klanu Wilka coś do niej mówił, ta ignorowała słowa, jak i zdania, traktując je, jak najzwyklejszy bełkot czy szum w tle.
– Poczekaj! – zawołał głośno, stawiając łapę, na ogonie medyczki. – Jeśli w tym stanie wrócisz do obozu, twoi pobratymcy uznają, że ktoś cię zaatakował... Nie ktoś, tylko Wilczak – prychnął. Poruszył uszami, rozglądając się dookoła. – Chcę, tylko abyś mi powiedziała, dokąd udało się to stado szczurów i dlaczego ich tak bronisz. Wiem, że wiesz, dokąd poszli... Wojownikiem nie jesteś, ale powinnaś wiedzieć, że wojownik powinien być oddany wobec swojego klanu... Medyk również powinien stawiać na pierwszym miejscu dobro swego klanu i jego mieszkańców, a nie obcych, którzy jedynie sprowadzą na niego zgubę. Więc dlaczego?
– Dobrze wiesz dlaczego. Przykro mi, Wilgowa Goryczy. Nie wiem, dokąd poszli, a nawet gdybym wiedziała, nie powiedziałabym ci.
– Przemyśl to, dobrze ci radzę, Wełnista Mszyco... – syknął kocur.
To był koniec rozmowy, zakończony groźbą, jak i ostrzeżeniem.

25 stycznia 2026

Od Mglistego Snu CD. Wełnistej Łapy (Wełnistej Mszycy)

Spotkanie z Wełnistą Łapą przed Porą Nagich Drzew

— Mglisty Śnie. To naprawdę ty! — miauknęła, wpatrując się w kocura. — Cieszę się, że Klan Gwiazdy ponownie skrzyżował nasze ścieżki — wymruczała. — Gdy dostrzegłam cię po drugiej stronie rzeki, byłam pewna, że śnię... Przez tyle księżyców oczekiwałam cię po złej stronie granicy. Jednak udało mi się w międzyczasie spotkać z bliskimi ci kotami. — Uśmiechnęła się. — Dlaczego znajdujesz się tak daleko od terenów Klanu Wilka? Jesteś na jakiejś misji? — spytała, dostrzegając, że jej pytania musiały nie być komfortowe dla wojownika. — Mglisty Śnie, jeśli coś się stało, możesz mi o tym powiedzieć…
Czarny kocur przez chwilę się wahał. Nie był pewien jeszcze, czy powinien mówić Burzaczce o powstaniu Świetlików, musiał być ostrożny. Jednak ważne jest też, żeby inne klany miały świadomość, jak bardzo niebezpieczny jest Klan Wilka.
— Jest kilka ważnych rzeczy, o których powinnaś wiedzieć. Lepiej, żeby inni też mieli tego świadomość, jednak musisz być z tym bardzo ostrożna. Uciekliśmy z Klanu Wilka, gdyż rządzi tam kult, który wyznaje wiarę w Mroczną Puszczę… Wiara w Klan Gwiazdy w tamtym miejscu jest bardzo niebezpieczna, bo może się skończyć to dla takiego kota egzekucją… Dlatego uciekłem wraz z innymi kotami, które też wierzą w Klan Gwiazdy i szanują kodeks wojownika.
Szok i zakłopotanie w fioletowych oczach Wełnistej Łapy mówiło mu dobitnie, że tamta nie była przyszykowana na tak poważną informację.
— Niedługo będzie zgromadzenie i Nikła Gwiazda pewnie nie odpuści nam tak łatwo. Powie pozostałym klanom, że zbiegliśmy, dlatego cię proszę, żebyś nie wierzyła temu, co powiedzą o nas Wilczaki… Postaraj się trzymać od nich z daleka i nie mówić dokładnie, gdzie nas widziałaś… Mam obawy, że Klan Wilka mógłby próbować nas zaatakować, a nie wszyscy uciekinierzy są zdolni do walki…
— Rozumiem — odpowiedziała albinoska, patrząc się na niego zmartwionymi oczyma.
— Nie wiem, jak często będziemy się widywać, jednak lepiej byś nie próbowała mnie szukać w tamtym lesie. Jak już wolałbym przychodzić tutaj niż narażać cię na niebezpieczeństwo.
Zapadła między nimi cisza, którą po chwili przerwała Wełnista Łapa.
— Spotkałam na granicy Wilgową Gorycz. Był miły, jak na trudnego Wilczaka. — Uśmiechnęła się delikatnie. — Widać, że jego mentorem musiał być kot spokojny, uprzejmy o mocnych zasadach.
Mglistemu Snu nie spodobało się, to co właśnie usłyszał. Jego mina była poważna, wręcz markotna i lekko pokręcił głową z dezaprobatą.
— Nie rozmawiaj z nim. Najlepiej, jeśli trzymałabyś się, jak najdalej od granicy z Klanem Wilka — zarządził, wpatrując się zmartwiony na białą kotkę. — To nie jest uczeń, z którego mógłbym być jakkolwiek dumny. Został wojownikiem, jednak nigdy nie pozwolił, bym był mu bliski. Pewnie na jedno skinienie pazura przywódcy, rozszarpałby mnie oraz pozostałe koty, z którymi wcześniej dzielił legowisko…
Biała kotka nie wydawała się rozumieć powagi tej sytuacji. Może było to za dużo informacji dla młodszej? Bardzo możliwe. Mglisty Sen spojrzał na Srebrną Skórę, na której księżyc znajdował się w najwyższym punkcie. Ich rozmowa dobiegała końca.
— Wracaj do obozu i śpij spokojnie. Uważaj na siebie oraz postaraj się, żeby nikt nas nie napotkał. Nie wiesz nic o grupie uciekinierów oraz Nikła Gwiazda nie może się dowiedzieć, gdzie uciekliśmy…
— A kiedy będę mogła cię znów zobaczyć?
Mglisty Sen westchnął z bólem.
— Niestety nie prędko… Jednak jak już, prędzej znajdziesz mnie tutaj na poboczu w nocy. Do zobaczenia, Wełnista Łapo. Nie mogę się doczekać, aż usłyszę twoje pełne imię medyczki.
— Do widzenia, Mglisty Śnie… — odpowiedziała mu, jednak nie drgnęła choćby o włosek, żeby ruszyć w stronę obozu Klanu Burzy.
Czarny kocur pierwszy uciekł. Zniknął w cieniach mostu, który prowadził na terytorium nieznane. Do lasu, który teraz był domem Świetlików.

<Wełnista Łapo?>

12 stycznia 2026

Od Wełnistej Łapy CD. Mglistego Snu

Przeszłość, jakoś po pierwszym (lub również może przy drugim, idk) spotkaniu Brukselkowej Zadry oraz nim Pacynka nieco nastraszyła uczennicę.

Nie miała pojęcia o tym, że Mglisty Sen wraz z częścią pobratymców opuścił z Klanu Wilka. Nie mogła wiedzieć. Brukselkowa Zadra nie zdołała poinformować uczennicy medyka o decyzji swego syna. Biała kotka nie miała pojęcia o sytuacji, która miała miejsce w sąsiadującym klanie. Dlatego też, gdy sytuacja jej na to pozwalała, wieczorami podczas zbierania ziół kierowała się w okolice granicy z nadzieją, że uda jej się spotkać czarnego wojownika. Czy swoimi zachowaniem zdradzała klan, oczekując spotkania z Mglistym Snem? Nie. Klan Burzy był i zawsze będzie w jej sercu na pierwszym miejscu. Jej ojciec. Bracia. Księżycowa Łapa. Skrzypiący Skrzyp. Skrzydlata Płomykówka. Wdzięczna Firletka, a nawet Zawilcowa Korona. Przeplatkowy Wianek oraz Oskrzydlony Ognik. Nawet jeśli jej rodzice nie wywodzili się z Klanu Burzy, to właśnie jemu pozostawała wierna.
Jednak czy jej relacja lub też uczucie, jakim darzyła czarnofutrego wojownika wrogiego klanu, sprawiała, że łamała kodeks medyka? Mglisty Sen był spokojnym, mądrym kotem, jak na swój młody wiek. Większość starszych kotów, z którymi miała do czynienia w swoim klanie była od niego bardziej dziecinna. Dość szybko zyskał sympatię Wróżki, która jeszcze jako świeżo mianowana uczennica spotkała go późną nocą. Zaciekawił ją. Sprawił, że mu zaufała. Każde spotkanie i każda ich rozmowa, gdy nad ich głowami rozpościerało się gwieździste niebo, była satysfakcjonująca i wartościowa. Tak, jakby sam Klan Gwiazdy przyzwalał na ich spotkania, nie decydując się zaprzepaścić szansy na lepszą przyszłość, która być może miała malować się przed tą dwójką młodych kotów.
Wełnista Łapa pokochała Mglistego Sna, lecz nie była to miłość romantyczna. Platoniczne uczucie, jakim darzyła kocura, rosło przy każdej kolejnej wędrówce na przygraniczne tereny. Pamiętała, że kocur posiadał ucznia. Była ciekaw czy w ciągu tego czasu, w którym niedane było im się spotykać, udało mu się go już wytrenować. Na pewno. Jeśli się nie myliła, uczniem kocura był niejaki Wilgowa Łapa?
"Być może, gdyby w przyszłości to właśnie Mglisty Sen został liderem Klanu Wilka, może udałoby się nam wspólnie pogodzić nasze zwaśnione klany"
Szelest liści i gałęzi w mroku lasu sprawił, że przeniosła spojrzenie na puszczę. Zatrzymała się, a w jej sercu urosła nadzieja, że być może dzisiejszej nocy uda jej się spotkać wojownika. Niestety, zamiast złotych oczu w mroku dostrzegła parę zielonych oczu. Po chwili spomiędzy zarośli wyłonił się bury wojownik o gęstej szczecinie. Pysk kocura był zmarszczony, wyglądając przy tym tak, jakby wstał z posłania lewą łapą. Zbliżył się do granicy, mierząc spojrzeniem kotkę od łap do głowy. Nie miała jeszcze nigdy okazji spotkać go na granicy, ale kojarzyła kocura ze zgromadzeń na Bursztynowej Wyspie. Dla ocieplenia atmosfery uśmiechnęła się lekko do kocura, który w odpowiedzi na pozdrowienie prychnął.
– Mój brat już jako uczeń kiedyś skopał tyłek jednemu z waszych, co nie potrafił przestrzegać granic. Niczego się nie nauczyliście? – prychnął, strosząc futro na grzbiecie. Wysunął pazury. – Już kolejną kwadrę widzę, jak kręcisz się przy naszych terenach... oczekujesz kogoś? Szpiegujesz? – Jego oczy zmieniły się w szparki. W przeciwieństwie do dwóch Wilczaków, których Wełnista Łapa miała okazję poznać, buras wpasowywał się w historię o kotach z Klanu Wilka, którym można było straszyć kocięta. – Jesteś wyrośniętym durnym uczniem, a może durnym wojownikiem...
– Poniekąd – miauknęła. – To znaczy, poniekąd kogoś oczekuję – doprecyzowała, aby nie utwierdzić kocura w przekonaniu, że jest szpiegiem lub, że jest głupia. Chociaż może była głupia? Bo szpiegiem na pewno nie była. Tak, jak kiedyś błędnie został o to posądzony Księżycowa Łapa. – Nie ciebie, lecz z przyjemnością również tobą porozmawiam. – Kocur na te słowa poruszył zaskoczony uszami. Obdarował białą kotkę takim spojrzeniem, jakby się uderzyła w głowę i gadała głupoty. – Mam pewien cel. Pewnie będziesz go uważał za głupi, dziwny, a może i dziecinny... Chciałabym was, Wilczaki, lepiej poznać. Sądzę, że wy, jak i my nie różnimy się aż tak bardzo od siebie, dlatego... – Śmiech kocura zagłuszył przemowę kocicy.
– Dobre sobie! Chyba musiałaś się najeść króliczych bobków, aby uznać, że Klan Wilka i Klan Burzy ma coś wspólnego! – zaśmiał się. – Odejdź stąd albo...
– Albo co? Rozszarpiesz mnie na kawałki, utwierdzając tym samym mój klan, że jesteście zwykłymi mordercami, którzy każdy problem rozwiązują siłą? – spytała. – Ja wiem, że tak nie jest. Zdołałam poznać kilku twoich pobratymców, którzy zamiast rzucania gróźb potrafili przywołać na mym pysku uśmiech. Zamiast rozpamiętywać to, co było, powinniśmy znaleźć nić porozumienia...
– Masz rację – miauknął nagle kocur, otrzepując się. Jego zmiana zachowania całkowicie zaskoczyła Wełnistą Łapę. – Poniekąd cię rozumiem, a przynajmniej tak sądzę. Chyba źle zaczęliśmy... Nazywam się Wilgowa Gorycz, a ty?
– Wełnista Łapa... – miauknęła, pojmując, że ma przed sobą ucznia Mglistego Snu. Czyli kocur zdołał ukończyć jego trening! Uśmiechnęła się lekko na tę myśl, że, mimo że nie udało jej się spotkać z czarnym wojownikiem, udało jej się spotkać kogoś, kto był blisko z kocurem. Pamiętała, jak czarny kocur skarżył się na swojego ucznia, mówiąc, że ma ciężki charakter. Miał rację.
Kocur poruszy nosem, najprawdopodobniej sądząc, że uczennica go okłamuje.
– Wyglądasz na moją rówieśniczkę. Mimo to nadal piastujesz funkcje ucznia wojownika...
– Medyka. Jestem uczennicą medyka. Nie tak dawno zmieniłam ścieżkę, gdyż... sam Klan Gwiazdy tak chciał. Dlatego mimo swojego wieku, gdzie powinnam już dostąpić mianowania, nadal jestem uczniem.
– Klan Gwiazdy... – wymruczał cicho, jakby z pogardą w głosie, jednak zdecydował się zadać kolejne pytania uczennicy, na które ta zdecydowała się odpowiedzieć. Może Wilgowa Gorycz zmienił się, odkąd był uczniem? Na pewno, wpływ na niego Mglistego Snu na pewno wydobył z kocura same dobre cechy. A fakt, że groził jej i chciał przepędzić... była w stanie to zrozumieć. Bronił granicy, jak na wojownika przystało. Czasami niektórzy przybierali na pyski maski, aby odstraszyć potencjalne zagrożenie. Lecz Wełna nim nie była. – Jeśli Klan Gwiazdy popiera twój cel, na pewno pozwoli nam spotkać się, i to nie raz! – rzekł na pożegnanie, po czym odwrócił się i zniknął między drzewami.
Czyżby udało jej się zyskać kolejnego kompana z Klanu Wilka?

~ ~ ~

"teraźniejszość", jednak jeszcze przed zgromadzeniem, nim Nikła Gwiazda poinformował koty o zbiegach

Gdy dostrzegła znajome rysy wśród traw po drugiej stronie rzeki, była pewna, że ma zwidy. W końcu, co Mglisty Sen robił na terenach niczyich? Czyżby otrzymał od swojego lidera, Nikłej Gwiazdy jakieś zadanie? Pozostałe koty, które jej towarzyszył, również dostrzegły kocura, jednak nie wydawały się zdenerwowane faktem pojawienia się "samotników". Póki nie przekroczyli granicy, nie było powodu do zmartwień.
Po powrocie do obozu przez cały czas jej myśli krążyły wokół Mglistego Snu. Co powinna zrobić? Pragnęła porozmawiać z kocurem, dowiedzieć się, dlaczego znajduje się tak daleko od swoich rodzimego klanu. Nic z tego nie rozumiała. Brukselkowa Zadra również nie wyjawiła jej informacji o odejściu części kotów z ich klanu.
Gdy zapadł zmierzch, a Wdzięczna Firletka oraz Zawilcowa Korona spali, Wełnista Łapa zbliżyła się do wyjścia z lecznicy. Po tym, jak porozmawiała z Zawodzącym Echo, kocur częściowo przyzwolił jej na opuszczanie obozu po zmroku. Tylko miała się nie oddalać, jeśli zamierzała udać się w teren sama, lub miał jej ktoś towarzyszyć, jeśli chciała udać się zebrać rośliny rosnące w głębi terenów. Dzisiejszej nocy zamierzała się udać dalej niż zwykle. Dalej niż sięgały tereny Klanu Burzy.
Czy uda jej się spotkać z czarnym kocurem po tylu księżycach rozłąki?
Zrezygnowała z wyjścia głównym wyjściem, zamiast tego skorzystała z awaryjnego wyjścia. Nim opuściła lecznicę, złożyła modły do przodków, aby nie mieli jej za złe kolejnej, najpewniej zdaniem wielu starszych wojowników nierozsądnej decyzji. Zniknęła w tunelu, zamierzając wrócić przed pobudką medyków.
Noc była cicha i spokojna. Tak, jakby Klan Gwiazdy zgodził się na ich spotkanie.

~ ~ ~

Przed przekroczeniem granicy dzieliła ją lisia długość. Co jakiś czas zatrzymywała się i rozglądała dookoła, mając nadzieję, że nie trafi na Pacynkę. Nie chciała kolejny raz spotkać się z burą samotniczką, której los był w jakiś dziwny sposób powiązany ze Słonecznym Fragmentem. Musiała przeprowadzić poważną rozmowę z kocurem, gdyż pragnęła mu pomóc. Nie tylko jemu. Kociętom, o które również się zamartwiał, nawet gdy sam chorował.
Wełnista Łapa przymknęła oczy podczas przekroczenia granicy i ruszyła w kierunku mostu. Jakaś siła, dziwna, trudne do wyjaśnienia uczucie pchało ja prosto w kierunku budowli dwunożnych, po której przetaczały się nad rzeką potwory. Przyspieszyła nieco kroku, gdy dostrzegła w cieniu konstrukcji mieniące się dwa złote punkty, będące niczym dwa małe świetliki-ogniki. Dostrzegając kocicę, kocur wyłonił się z cienia i wyszedł jej naprzeciw.
Wełnista Łapa zbliżyła się do kocura, stając naprzeciw niego i w geście powitania zetknęła się z nim czołem. Nie widzieli się tyle księżyców. Nie miała mu jednak tego za złe.
– Mglisty Śnie. To naprawdę ty! – miauknęła, wpatrując się w kocura. – Ciszę się, że Klan Gwiazdy ponownie skrzyżował nasze ścieżki – wymruczała, będąc pewna, że przodkowie maczali w ich kolejnym spotkaniu gwiezdne paluchy. – Gdy dostrzegłam cię po drugiej stronie rzeki, byłam pewna, że śnię... Przez tyle księżyców oczekiwałam cię po złej stronie granicy. Jednak udało mi się w międzyczasie spotkać z bliskimi ci kotami. – Uśmiechnęła się. – Dlaczego znajdujesz się tak daleko od terenów Klanu Wilka? Jesteś na jakiejś misji? – spytała, dostrzegając, że jej pytania musiały nie być komfortowe dla wojownika. – Mglisty Śnie, jeśli coś się stało, możesz mi o tym powiedzieć...

<Mglisty Śnie?>
[trening medyka: 1452 słów]

[Przyznano 29%]

09 stycznia 2026

Od Mglistego Snu CD. Wełnistej Łapy

Mglisty Sen odprowadził wzrokiem białą, jak duch kotkę, która właśnie znikała za pagórkiem. Pokręcił głową i zniknął w miejscu, gdzie ostały się ślady zapachowe uczennicy z Klanu Burzy i zamaskował je własnym zapachem.Nie chciał, żeby zrodził się potężny problem między dwoma Klanami, które i tak nie były do siebie miło nastawione. Tym bardziej że tym problemem, mógł być głupie przekroczenie granicy przez młodą kotkę, która prawdopodobnie wymknęła się z obozu, bo nie mogła usnąć. Znał dobrze ten stan, dlatego sam również chodził na nocne patrole, spacery oraz kiedy miał siłę – brał warty.
Wszedł do obozu, gdzie większość jego pobratymców już spała. Nikogo na warcie nie ciekawiło, czemu znikał w nocy w lesie, gdyż zawsze przychodził ze zwierzyną lub z tą samą odpowiedzią, czyli spacerem.
Aktualnie na warcie stał Wilczy Skowyt, któremu trochę opadały powieki ze zmęczenia, jednak na widok Mglistego Snu, zamruczał cicho na powitanie.
Odpowiedział mu tym samym, po czym zniknął w legowisku wojowników, zajmując miejsce, przy swojej siostrze oraz matce.
Jednak nie mógł zasnąć, gdyż ciągle przed sobą miał obraz bielutkiej koteczki z hipnotyzująco-baśniowymi fioletowymi oczyma. Był to tak piękny widok, że kocur przekręcał się z boku na bok, aż do momentu, kiedy przez liście budujące ściany legowiska wojowników dostawało się światło słoneczne.
“Eh… Wartałoby powiedzieć, co działo się w nocy, zanim patrol graniczny wyczuje jakiś przeoczony przez mnie ślad zapachowy.”
Nie chcąc robić sobie problemów ani Klanowi Burzy, wstał z posłania i wyszedł z legowiska. Skierował się od razu do Makowego Nowiu i skinął jej z szacunkiem głową. Czując od niej mroczną aurę, omal nie uniosła mu się sierść na karku.
— Chciałem zgłosić, że w nocy na spacerze wyczułem Klan Burzy na naszym terytorium — zaczął.
Uwaga zastępczyni od razu została przyciągnięta tymi słowami, jednak nie zdecydowała się przerwać Mglistemu Snu.
— Znalazłem zagubionego ucznia, którego przegoniłem z naszego terytorium. Obyło się bez walki i poprawiłem ślady zapachowe Klanu Wilka na granicy. Dlatego chciałem, żeby inne patrole wiedziały, co działo się wcześniej i jeśli wyczują Klan Burzy, to żeby nikt się nie denerwował.
— Dobrze, że o tym powiedziałeś. Mimo wszystko wyślę kilka kotów, by skontrolowali granicę. Lepiej mieć koty z Klanu Burzy na oku, nigdy nie wiadomo z nimi… — westchnęła i ogonem przywołała Sowi Zmierzch wraz z Kruczym Piórem.
Oba wojownicy podeszli do nich i stanęli naprzeciwko niego.
— Mglisty Śnie, poprowadzi patrol w tamto miejsce i poprawicie oznaczenia zapachowe — powiedziała zastępczyni i odwróciła się w stronę innych kotów, które zbierały przy stosie ze zwierzyną.

* * *

Całe to spotkanie z niebiańską kotką, chodziło mu po głowie. Właśnie leżał na własnym posłaniu wśród chrapiących wojowników Klanu Wilka. Było ciemno i idealna pogoda na nocny spacer. Szczerze chciałby samemu pójść na granicę z Klanem Burzy i sprawdzić, czy Wełnista Łapa ma się dobrze. Czy dostała karę?
Jego patrol graniczny poszedł przecież całkiem dobrze, nikt nie podważył jego słowa, a granica zapachowa została odnowiona. Nie powinien się martwić o los jakiejś uczennicy z obcego klanu.
A jednak.
Przejmował się. Bardzo.
“Co powinienem zrobić?” — pomyślał gorzko.
Dobrze wiedział, że spacer dzisiejszej nocy był niewskazany.

* * *

Minęło dużo czasu oraz wieczornych patroli, na których z chęcią się wybierał, mając nadzieję, że znajdzie na granicy białe futro albinoski, jednak nic się nie zmieniło. Kotki nie widział praktycznie wcale. Żadnej jasnej poświaty ani fioletowych oczu, brak jej słodkiego zapachu, który miał nutkę wrzosów. Minęło kilka księżyców, a on nadal liczył, że ją ujrzy, chociaż na chwilę.
Z zamyśleń wybudziło go odchrząknięcie Zaćmionego Horyzontu, która zaczekała na niego, jako jedyna z patrolu granicznego.
— Na kogoś czekasz? — spytała.
Mógł dojrzeć jej zaciekawione oczy spod długiej rudej grzywy.
— Nie… — odpowiedział z bólem serca.
Siostra wiedziała, że nie powiedział prawdy, jednak nie miała siły go o cokolwiek dzisiaj wypytać. Musiała być bardzo zmęczona.
— Skoro nie, to chodź. Zostaliśmy w tyle.
Westchnął cicho i ruszyli oboje za patrolem.

* * *

Kolejna noc, kolejny samotny spacer nad granicą Klanu Burzy. Sam skryty w cieniu mrocznego lasu, w podszyciu szukał śladów zwierzyny łownej. Jednakże w głębi jego serca liczył, że napotka na Wełnistą Łapę.
— Mglisty Śnie, czy to ty? — usłyszał nagle niepewny głosik, który dobrze znał, jak na ich krótką znajomość.
Wyprostował się i wyszedł z ukrycia, patrząc na białą, niczym zjawa kotkę.
— Tak, jestem tutaj Wełnista Łapo — przywitał ją pokłonem.
Widział w oczach kotki tęsknotę wymieszaną z ciekawością. Był dla niej kimś dziwnym, wręcz egzotycznym, Wilczakiem, który jednak nie gryzie.
Oboje rozmawiali dość długo. Dowiedział się od kotki o jej szkoleniu na wojowniczkę oraz trudnościach z zabijaniem zwierzyny. Nie musiał jej sugerować, że zostanie medykiem, pewnie kotka wiedziała to w głębi swojego serca. On natomiast opowiedział, jej o tym, że został mentorem i właśnie pod jego skrzydłami ma bardzo ciężkiego ucznia, Wilgową Łapę. Mogliby tak rozmawiać całą noc, jednak musiał przyprowadzić ich do rzeczywistości, nawet jeśli on sam tego nie chciał. Nieobecność Wełnistej Łapy mogła zostać znów niezauważona, a nie chciał, by kotka znów dostała karę.
Pożegnali się, kiedy księżyc był w najwyższym punkcie Srebrnej Skóry i rozeszli się w przeciwnych kierunkach. Bez problemu wszedł do obozu, a na swoim posłaniu zasnął z uśmiechem na pysku.

* * *
Aktualne

Mglisty Sen towarzyszył Jarzębinowemu Żaru oraz Stroczkowej Łapie przy zbieraniu ziół. Akurat zeszli nad wartką rzekę, która dzieliła ich od terytorium Klanu Burzy. Nie miał wiele rzeczy do robienia, jego zadaniem było jedynie pilnowanie owej dwójki, by nie zaatakowała ich żadna kuna albo inny lis, a przy okazji służył za kolejny pysk do przytrzymywania ziół. Z nudów wzrokiem omiótł tereny sąsiadującego ich Klanu.
Z utęsknieniem wspominał ciekawe rozmowy z Wełnistą Łapą. Chciałby jej opowiedzieć, jak wiele się zmieniło oraz na jakim ciekawym terenie się właśnie znaleźli. Chciał spędzić z kotką miło czas i usłyszeć, co u niej słychać. Czy jednak została wojowniczką Klanu Burzy, a może zmieniła ścieżkę nauki i została uczennicą medyka? Może już została medyczką. Jest taka szansa.
Mimo że byli tak blisko, a jednocześnie tak daleko siebie, to albinoska nie mogła wiedzieć, że on uciekł z terenów Klanu Wilka. Kotka mogła wieczorami siedzieć na granicy i czekać, aż ten się wyłoni z mroku lasu, jednak bez skutku.
Nagle jego rozmyślania rozmył ruch po przeciwnej stronie rzeki. Skupił swój wzrok na kocie, który przemierzał wysokie trawy oraz równiny, zbliżając się również do wody. Z traw wyłoniło się troje kotów, jednak jeden bardziej przyciągnął jego uwagę. Charakterystyczna biała sylwetka o długiej puchatej sierści. Była to Wełnista Łapa! Musiała być to ona!
Postawił wysoko uszy, nadal wpatrując się w kotkę. Ta również wyglądała, jakby go zauważyła. Nie odrywała od niego wzroku, dopiero przerwała, kiedy podszedł do niej jakiś inny kot, którego on nie znał. Albinoska z niechęcią oddaliła się, znikając w wysokich trawach wraz z innym Burzakiem.
“A niech mnie… To musiała być Wełnista Łapa!”
Niestety, nawet gdyby go rozpoznała, to nie mieli, jak się spotkać. Żadne z nich nie przepłynęłoby rzeki, nikt z nich nie umie pływać, poza tym byłoby to naprawdę ryzykowne.
Chyba że most…
Obrócił głowę, by spojrzeć na daleki most, którym Świetliki przeszły na tę stronę lasu.
“Może się to udać…”
Mógłby przejść uboczem na miejsce, w którym most wraz z poboczem styka się z terytorium Klanu Burzy. Oczywiście nie naruszyłby granicy, ale musiałby być uważny, by nie zostać zaatakowanym przez Burzaków, jak i innych samotników, bądź nadjeżdżające potwory. Nie byłby w spokojnym lesie, do którego mógłby w każdej chwili uciec, tylko na otwartej przestrzeni, gdzie widać go idealnie, jak na łapie.
“Ciekawe, czy w nocny przyszłaby w to miejsce?” — przeszło mu przez myśl.
Przecież to była istna zgadywanka.
“Co jeśli mnie nie rozpoznała? Co się stanie, kiedy znajdą mnie inne Burzaki? Co, jeśli przejedzie mnie potwór i Świetliki zostaną bez jednego zdrowego kota?”
Umysł starał się mu przemówić do rozsądku, podając fakty oraz ryzyko, jakie istnieje z tą wyprawą. Serce, jednak mówiło mu, co innego. Musiał spotkać się z kotką. Chciał ją usłyszeć, chociaż na chwilę.

* * *
Nocą

Wymknął się z prowizorycznego obozu pod pretekstem nocnego spaceru. Nikt mu tego nie zabronił, a Zapomniana Koniczyna spał, jak zabity borsuk. W końcu wyszedł z lasu, a przed nim rozciągał się Droga Grzmotu, pobocze, które przebiegało przez most. Uważnie się rozglądając, przeszedł przez most, wychylił się zza kamiennej budowli, widząc otwarty teren Klanu Burzy. Czekał tak, niczym mara w cieniu konstrukcji dwunożnych, gdzie widać było jedynie jego przerażające złote oczy, w których odbijało się światło księżyca.
“Wełnista Łapo, gdzie ty jesteś? Czy przyjdziesz dzisiaj do mnie po tak długim czasie?”

< Wełnista Łapo? Czy nawiedzisz mnie po tak długim czasie rozłąki? >

01 października 2025

Od Wełnistej Łapy CD. Mglistego Snu

Powoli kroczyła za czarnym kocurem z długą bródką, jak się okazało, z powrotem w kierunku terenów Klanu Burzy. Starszy nie odezwał się do kotki ani jednym słowem podczas drogi, w związku z czym koteczka zaczęła myśleć, że trafiła na niemego wojownika. Bo był wojownikiem, prawda? Kocur nie wyprowadził jej z błędu, a dodatkowo zdecydował się jej pomóc. Co prawda od początku nie wyczuwała od niego żadnych wrogich intencji, jednak ta tajemnicza postać sprawiła, że naprawdę zaczęła wątpić w prawdziwość opowieści starszych. W pewnym momencie zrównała z kocurem krok, starając się dokładniej przyjrzeć jego pyskowi w mroku. Nie posiadał nie wiadomo jak wielkich zębisk wystających z paszczy, a jego łapy... były całkowicie normalnie. Co prawda różnił się budową od Wróżki, ale tak to był całkowicie zwyczajnym kotem. Miłym i pomocnym kotem.
– Jakie jest twoje prawdziwe imię? – odezwał się w końcu, opierając się o drzewo. Gdy tylko koteczka zarejestrowała jego słowa, zastrzygła uszami, a na jej pysku pojawił się uśmiech. – Niewinna uczennica Klanu Burzy powinna wiedzieć, gdzie znajdują się ich granice. Pilnuj, byś drugim razem nie powtórzyła swojego błędu.
– Ty jednak mówisz! – powiedziała, skupiając spojrzenie na świecących w ciemnościach oczach kocura. Gdyby je przymknął, a blask księżyca zniknąłby za chmurami, kocur na pewno zlałby się w otaczającą ich czernią. – Myślałam, że jesteś niemy, tak samo jak Salamandra... – wypaliła, gdy w tym samym momencie dotarło do niej, że kocur wie o tym, że jest smarkatą uczennicą, a nie żadnym bytem ze Srebrzystej Skóry. Nie miała już potrzeby kłamać i ciągnąć szopki. Zresztą, nie czuła zagrożenia. Co jej więc szkodziło, by po prostu przedstawić się. – Tak naprawdę nazywam się Wróżka, chociaż jako uczennica otrzymałam miano Wełnista Łapa – przedstawiła się. – Chciałabym bardzo podziękować Panu za pomoc... – Schyliła łebek w stronę kocura. Mógł ją zaprowadzić w głąb własnych terenów, z których o własnych siłach na pewno by nie wróciła, a jednak tego nie zrobił. Był miły. Za wcześnie by uznać go za przykładnego altruistę, jednak jak na przedstawiciela kotów, którymi straszono kocięta, bym wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju.
– Śnie. Mglisty Śnie – mruknął kocur. Wełnista Łapa nie była pewna czy czarny uniósł lekko kącik pyska, czy może był to rzucany cień przez gałąź drzewa, o które starszy się opierał. – Żaden ze mnie pan, sam nie tak dawno byłem uczeniem... No już, wracaj do swojego klanu! – Ton kocura nagle stał się bardziej ponaglający.
Zaskoczona wyprostowała się, gdy kocur wyznał, że nie tak dawno był uczniem. Nie wyglądał staro, jednak ta zwisająca sierść na brodzie nie została zapuszczona raczej w przeciągu paru księżyców. Kukułcze Skrzydło miał na pewno mniejszą starczą brodę niż ten młody wojownik! Co najwyżej mógł konkurować z Szepczącą Pustką, jednak gdyby postawić obu starszych obok wojownika Klanu Wilka przegraliby z kretesem. A gdy zaczął ją ponaglać, kotka rozejrzała się po otaczających ich terenach, by gdzieś z oddali do jej uszu doszedł odgłos pękania gałęzi.
– Dziękuję, Mglisty Śnie. – Głośny szept opuścił pyszczek albinoski. Ostatni raz obrzuciła spojrzeniem kocura, który w następnym ułamku sekundy zniknął między cieniami drzew. – Niech Klan Gwiazdy bezpiecznie zaprowadzi nas obu z powrotem do obozu... – miauknęła sama do siebie, kiedy ruszyła naprzód, przemierzając dobrze znajome jej zielone połacie. Miała nadzieję, że nie wyczerpała dzisiejszego szczęścia i nie wpadnie na żadną wygłodniałą kunę.
W trakcie powrotu do obozu przypomniała sobie o Poczciwym Dziwaczku, któremu powiedziała, że zaraz wróci. To "zaraz" przeciągnęło się w nieco dłuższą nieobecność, jednak Wełnista Łapa miała nadzieję, że nie była nieobecna jakoś długo. Może sam kocurek zapomniał o jej nieobecności i niespecjalnie się przejmie, kiedy ją zobaczy u wejścia? Tak byłoby najlepiej, jednak musiała pamiętać, aby przeprosić kocura, że tak długo zeszło jej na załatwieniu własnych potrzeb, jakim w tym wypadku była potrzeba spaceru, który nie wiadomo jak mógł się zakończyć.
– P-poczciwy Dziwaczku... – miauknęła cicho kotka, kiedy wślizgnęła się do obozowiska, w którego wejściu nie dostrzegła pełniącego wartę nocnego strażnika. Miała nadzieję, że nie poszedł jej szukać, tylko poszedł chociażby spać. Wyprostowała się, decydując się zaprzestania skradania, by wówczas dostrzec wspominanego wojownika. Skulony stał za biało-niebieskim kocurem, który coś do niego mówił. Bury kocur kręcił przecząco łebkiem, nie będąc zdolnym wydusić z siebie ani słowa, a w jego kącikach oczu dało się dostrzec łzy. Czy tata go karcił? U ich boku znajdowała się Słodka Dziewanna, która starała się uspokoić ojca Wełnistej Łapy, jednak bezskutecznie. Rozejrzała się po obozie, dostrzegając Modliszkową Ciszę, który z kamiennym wyrazem pyska utkwił spojrzenie we Wróżce... A dokładniej w kimś, kto znajdował się tuż za nią. Cofnęła się i w coś uderzyła. Opierając głowę o czarną łapę, koteczka przeniosła spojrzenie do góry, spoglądając w niebieskie oczy Króliczej Gwiazdy, u którego boku dostrzegła jeszcze innych dwóch wojowników. W obliczu tych wszystkich kotów, którym przysporzyła zmartwień i kłopotów, czuła się tak mała, jak ziarenko piasku.

~~~

Została ukarana w związku jej nocnym spacerem, nawet jeśli nie wspomniała słowem o znalezieniu się na terenach Klanu Wilka i spotkaniu Mglistego Snu. Najgorsze w tym wszystkim jednak było to, że oprócz niej również Poczciwy Dziwaczek został ukarany. Na widok jego reakcji w oczach, gdy Królicza Gwiazda oznajmił, że bury wojownik w związku niedopełnieniem swoich obowiązków będzie poddany karze, jej serce pękło na milion fragmentów. Chciała poprosić lidera, aby tylko ją ukarał, jednak przeszywające spojrzenie ojca odebrało jej zdolność mowy. Żeby tego było mało, czuła jak jej mały żołądek ściskany jest nie tyle co z głodu, ale ze stresu. Pokornie schyliła łebek i przytaknęła, kiedy lider informował ją o obowiązkach, które dodatkowo spadły na jej barki.
– Co ty sobie myślałaś... – syknął cicho ojciec, kiedy zbliżył się do córki po zakończeniu zebrania. W jego oczach dostrzegała zawód. Posmutniała, jednak nie odpowiedziała ojcu. I tak by nie zrozumiał. Tego, co czuje na co dzień i tego, co czuła w nocy. – Przez twoją głupotę wojownicy przestaną wierzyć w wasze powiązanie z Klanem Gwiazdy... No i mogło ci się coś stać! Mogli cię porwać albo... – Tak jak szybko wtrącił z udawaną troską, tak samo szybko zakończył mówić, widząc, jak oczka Wróżki się rozszerzyły – Tego chcesz, dla siebie i swoich braci? Być wytykana i uznawana za zły omen, ku uciesze... – Urwał. – A może to Klan Gwiazdy nakazał ci udanie się w nocy poza obóz? – spytał nieco głośniej, gdy zdał sobie sprawę, że Kozi Przesmyk przechodzi tuż obok nich. Srebrzysty kocur zastrzygł uchem. – Otrzymałaś przepowiednię, prawda? A może coś zobaczyłaś... Możesz mi powiedzieć. To głosy przodków kazały ci się udać...
– Nie tato. – Pokręciła łebkiem, kolejny raz rozczarowując ojca. – Po prostu potrzebowałam się przejść.

~~~

Skulona leżała w kącie legowiska medyków, po tym, jak uzupełniła zapasy mchu. W ciszy obserwowała przechodzących medyków po parterze, rozmyślając o swoich błędach i spotkaniu z czarnym kocurem, aż w końcu liliowe łapki zatrzymały się tuż przed jej pyskiem. Uniosła spojrzenie na Wdzięczną Firletkę, która miała dla uczennicy kolejne zadanie w związku z odbywaniem przez albinoskę kary.
– Pani Firletko... – miauknęła, nim szylkretka zdążyła się oddalić, by zająć się kolejnym pacjentem. – Czy mogę mieć do Pani prośbę? – spytała, zastanawiając się, czy tak naprawdę chciała poznać odpowiedź na nurtujące ją pytanie. Przełknęła ślinę. Ojciec będzie na nią zły, czuła to, jednak musiała otrzymać prawdziwe potwierdzenie, aby móc wypełniać powierzoną misję. Bo jeśli to wszystko zostało zbudowane na kłamstwie, tylko dlatego, że urodziła się w odpowiednim czasie, jaki był sens? – Czy podczas kolejnego spotkania medyków... Mogłaby pani zapytać wprost Klan Gwiazdy o to, czy Biały Paw... Czy ja i moi bracia naprawdę jesteśmy "specjalni"? Czy może jednak jesteśmy przekleństwem, tak jak to pozostałe koty uważają... – Potarła łapką pyszczek, pozbywając się z niego łez. Taka informacja rozwiałaby wątpliwości i być może sprawiła, że koty zaprzestałyby traktowania wyjątkowo zwykłe dziwne kocięta, gdyby Klan Gwiazdy uznał je oficjalnie za normalne, bez żadnych magicznych mocy. Bo czy naprawdę koty na Srebrzystej Skórze zdecydowałyby się tchnąć życie w trójkę kociąt, na dowód ich wielkości? Jeśli tak, to dlaczego cała trójka żyła w jednym klanie, a nie dwoje z nich w pozostałych klanach. Dlaczego Klan Burzy miał być tym wyjątkowym klanem, ukochanym przez Gwiezdnych. Im bardziej o tym myślała, zaczęła dostrzegać sprzeczności, a ból brzucha się nasilał.
Odwróciła się gwałtownie od kotki, by chwilę później pozbyć się zawartości żołądka. Medyczka poprosiła najmłodszego z asystentów, aby przyniósł łupinę z wodą i ziołem, by samej pomóc albinosce pozbyć się śluzu z pyska za pomocą mchu. Gdy kremowy z fuknięciem podsunął lekarstwo córce Leszczyny, koteczka pomału zaczęła chłeptać językiem wodę wymieszaną z ziołami, mającymi załagodzić wymioty i nudności.
Gdy poczuła się nieco lepiej, zdała sobie sprawę, że w odwiedziny przyszedł do niej Skrzypiąca Łapa. Mimo początkowo okazywanej dezaprobaty z powodu głupoty oraz nieodpowiedzialności młodszej kotki starał się umilić jej czas podczas kary i chwilowej niedyspozycji, opowiadając o tym, jak przebiegają treningi pozostałym uczniom. Podczas jego opowieści koteczka myślami odpłynęła poza granicę Klanu Burzy. Zaczęła się zastanawiać, jak wyglądają treningi uczniów w Klanie Wilka. Mieli trudniej, a może łatwiej? Kiedy jej kara się skończy, na pewno zapyta o to kocura, oczywiście, jeśli Klan Gwiazdy pozwoli im się spotkać jeszcze jeden raz.

<Mglisty Śnie? Co tam się wyrabia w Klanie Wilka podczas odbywania kary przez Wróżkę? W przyszłości powinni się znowu spotkać i trochę dłużej pogadać, Wróżka będzie pamiętać o przestrodze czarnego kolegi (i okres kary) i już bez zaproszenia nie przekroczy granicy>
P.S. jeśli Pani Medyczka Firletka by zechciała zadać pytanie Gwiezdnym, które nurtuje biedny mały puchaty obiekt niespełnionych ambicji ojca i podzielić się z Wróżką odpowiedzią, to Wróżka to bardzo doceni! (niekoniecznie jako sesja) Będzie przynajmniej mogła spać spokojnie. I może zachowałaby pouczyć ją o ziołach, aby tylko nie zbierała kurzu, to na pewno też się młoda ucieszy.

[trening wojownik – 1463 słowa]

[przyznano 29%]

22 września 2025

Od Mglistego Snu CD. Wełniastej Łapy

Mglisty Sen zastrzygł uchem, jednak się nie odezwał.
Był pod wielkim wrażeniem piękna białej kotki, która właśnie stała przed nim. Zimne światło księżyca, które przebijało się przez gałęzie iglaków, oświetlało jej bujne futerko i załamywało się w jej soczewce, rozjaśniając jej wspaniałe fioletowe oczy. Ten kolor był iście bajkowy i nie umiał oderwać od niej oczu. Jeszcze nigdy nie widział takiego kota.
Czarny kocur doskonale czuł od niej zapach trawy, wiatru oraz sierści królików – była z Klanu Burzy, jednak nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
“Ogarnij się! Widać, że jest uczennicą!” – skarcił siebie w myślach.
Czuł jak ze wstydu pali go futerko, jednak starał się tego nie okazywać. Obszedł ją bokiem i pyskiem wskazał kierunek, w którym teraz ją zaprowadzi. Machnął swoim kikutem, żeby podążyła za nim.
Na pyszczku kotki pojawiło się zdziwienie i niepewność. Nie dziwił jej się, jednak koty spoza Klanu Wilka nie były tak głupie, by wpaść na koteczkę i uwierzyć, że jest zjawą, która przybyła ze Srebrnej Skóry.
Wyobrażając sobie takiego Krucze Pióro bądź innych obskurnych wojowników, którzy by mogli trafić na tę biedną koteczkę – od razu rzuciliby się jej do gardła. Uczennica z Klanu Burzy, miała szczęście, że natrafiła na niego, bo inaczej źle by skończyła.
Postanowił, że nie zabierze jej do obozu. Nie miało to najmniejszego sensu, a widać było po kotce, że jest zwykłą uczennicą i wątpił, by mogła być zagrożeniem dla niego oraz całego Klanu Wilka. Pewnie musiała się zagubić i nieumyślnie przekroczyć granicę. Teoretycznie za głupotę się płaci, tak jak mówił mu Konfident, kiedy był jeszcze mały, jednak czy nieznana Burzaczka musiała znieść wyroku od Nikłej Gwiazdy albo przyniesienie do Króliczej Gwiazdy wiadomość o kolejnej wojnie, którą niechcący wypowiedziała, przekraczając granicę? Nie, nie pozwoli na to.
Chociaż, czy był tak skory do takich poświęceń dla innych kotów z Klanu Burzy?
Wyobraził sobie Oskrzydloną Łapę i od razu się skrzywił. Dla tego kocura z chęcią mógłby rozpętać wojnę z Klanem Burzy, tylko po to, by zacisnąć pazury na jego rudym zapchlonym futrze.
W milczeniu, w końcu wyszli z lasu i stanęli na granicy z Klanem Burzy, która mimo wszystko było osłoniona drzewami, tak by inni nie mogli ich zobaczyć.
Biała kotka prędko przeszła na otwartą przestrzeń, opuszczając tym cienie mrocznego lasu należącego do Wilczaków. Jasność jej futerka omal sprawiła, że kocur musiał zmrużyć oczy. Młoda rzeczywiście wyglądała, jak dusza gwiezdnej istoty, która zrobiona z jasnego pyłu, zeskoczyła z nieba. A on? On był jej przeciwieństwem. Topiący się w cieniach nocy, niczym mara, przechadzający się między drzewami i nasłuchujący oddechów istot, które miały czelność same błąkać się po jego lesie. Łączyło jednak ich jedna rzecz – wiara. Klan Gwiazdy miał ich oboje w opiece.
– Jakie jest twoje prawdziwe imię? – odezwał się w końcu, opierając się o drzewo – Niewinna uczennica Klanu Burzy powinna wiedzieć, gdzie znajdują się ich granice. Pilnuj, byś drugim razem nie powtórzyła swojego błędu.

<Wełniasta Łapo?>