Wszedł do obozu, gdzie większość jego pobratymców już spała. Nikogo na warcie nie ciekawiło, czemu znikał w nocy w lesie, gdyż zawsze przychodził ze zwierzyną lub z tą samą odpowiedzią, czyli spacerem.
Aktualnie na warcie stał Wilczy Skowyt, któremu trochę opadały powieki ze zmęczenia, jednak na widok Mglistego Snu, zamruczał cicho na powitanie.
Odpowiedział mu tym samym, po czym zniknął w legowisku wojowników, zajmując miejsce, przy swojej siostrze oraz matce.
Jednak nie mógł zasnąć, gdyż ciągle przed sobą miał obraz bielutkiej koteczki z hipnotyzująco-baśniowymi fioletowymi oczyma. Był to tak piękny widok, że kocur przekręcał się z boku na bok, aż do momentu, kiedy przez liście budujące ściany legowiska wojowników dostawało się światło słoneczne.
“Eh… Wartałoby powiedzieć, co działo się w nocy, zanim patrol graniczny wyczuje jakiś przeoczony przez mnie ślad zapachowy.”
Nie chcąc robić sobie problemów ani Klanowi Burzy, wstał z posłania i wyszedł z legowiska. Skierował się od razu do Makowego Nowiu i skinął jej z szacunkiem głową. Czując od niej mroczną aurę, omal nie uniosła mu się sierść na karku.
— Chciałem zgłosić, że w nocy na spacerze wyczułem Klan Burzy na naszym terytorium — zaczął.
Uwaga zastępczyni od razu została przyciągnięta tymi słowami, jednak nie zdecydowała się przerwać Mglistemu Snu.
— Znalazłem zagubionego ucznia, którego przegoniłem z naszego terytorium. Obyło się bez walki i poprawiłem ślady zapachowe Klanu Wilka na granicy. Dlatego chciałem, żeby inne patrole wiedziały, co działo się wcześniej i jeśli wyczują Klan Burzy, to żeby nikt się nie denerwował.
— Dobrze, że o tym powiedziałeś. Mimo wszystko wyślę kilka kotów, by skontrolowali granicę. Lepiej mieć koty z Klanu Burzy na oku, nigdy nie wiadomo z nimi… — westchnęła i ogonem przywołała Sowi Zmierzch wraz z Kruczym Piórem.
Oba wojownicy podeszli do nich i stanęli naprzeciwko niego.
— Mglisty Śnie, poprowadzi patrol w tamto miejsce i poprawicie oznaczenia zapachowe — powiedziała zastępczyni i odwróciła się w stronę innych kotów, które zbierały przy stosie ze zwierzyną.
* * *
Jego patrol graniczny poszedł przecież całkiem dobrze, nikt nie podważył jego słowa, a granica zapachowa została odnowiona. Nie powinien się martwić o los jakiejś uczennicy z obcego klanu.
A jednak.
Przejmował się. Bardzo.
“Co powinienem zrobić?” — pomyślał gorzko.
Dobrze wiedział, że spacer dzisiejszej nocy był niewskazany.
* * *
Z zamyśleń wybudziło go odchrząknięcie Zaćmionego Horyzontu, która zaczekała na niego, jako jedyna z patrolu granicznego.
— Na kogoś czekasz? — spytała.
Mógł dojrzeć jej zaciekawione oczy spod długiej rudej grzywy.
— Nie… — odpowiedział z bólem serca.
Siostra wiedziała, że nie powiedział prawdy, jednak nie miała siły go o cokolwiek dzisiaj wypytać. Musiała być bardzo zmęczona.
— Skoro nie, to chodź. Zostaliśmy w tyle.
Westchnął cicho i ruszyli oboje za patrolem.
* * *
— Mglisty Śnie, czy to ty? — usłyszał nagle niepewny głosik, który dobrze znał, jak na ich krótką znajomość.
Wyprostował się i wyszedł z ukrycia, patrząc na białą, niczym zjawa kotkę.
— Tak, jestem tutaj Wełnista Łapo — przywitał ją pokłonem.
Widział w oczach kotki tęsknotę wymieszaną z ciekawością. Był dla niej kimś dziwnym, wręcz egzotycznym, Wilczakiem, który jednak nie gryzie.
Oboje rozmawiali dość długo. Dowiedział się od kotki o jej szkoleniu na wojowniczkę oraz trudnościach z zabijaniem zwierzyny. Nie musiał jej sugerować, że zostanie medykiem, pewnie kotka wiedziała to w głębi swojego serca. On natomiast opowiedział, jej o tym, że został mentorem i właśnie pod jego skrzydłami ma bardzo ciężkiego ucznia, Wilgową Łapę. Mogliby tak rozmawiać całą noc, jednak musiał przyprowadzić ich do rzeczywistości, nawet jeśli on sam tego nie chciał. Nieobecność Wełnistej Łapy mogła zostać znów niezauważona, a nie chciał, by kotka znów dostała karę.
Pożegnali się, kiedy księżyc był w najwyższym punkcie Srebrnej Skóry i rozeszli się w przeciwnych kierunkach. Bez problemu wszedł do obozu, a na swoim posłaniu zasnął z uśmiechem na pysku.
* * *
Aktualne
Mglisty Sen towarzyszył Jarzębinowemu Żaru oraz Stroczkowej Łapie przy zbieraniu ziół. Akurat zeszli nad wartką rzekę, która dzieliła ich od terytorium Klanu Burzy. Nie miał wiele rzeczy do robienia, jego zadaniem było jedynie pilnowanie owej dwójki, by nie zaatakowała ich żadna kuna albo inny lis, a przy okazji służył za kolejny pysk do przytrzymywania ziół. Z nudów wzrokiem omiótł tereny sąsiadującego ich Klanu.
Z utęsknieniem wspominał ciekawe rozmowy z Wełnistą Łapą. Chciałby jej opowiedzieć, jak wiele się zmieniło oraz na jakim ciekawym terenie się właśnie znaleźli. Chciał spędzić z kotką miło czas i usłyszeć, co u niej słychać. Czy jednak została wojowniczką Klanu Burzy, a może zmieniła ścieżkę nauki i została uczennicą medyka? Może już została medyczką. Jest taka szansa.
Mimo że byli tak blisko, a jednocześnie tak daleko siebie, to albinoska nie mogła wiedzieć, że on uciekł z terenów Klanu Wilka. Kotka mogła wieczorami siedzieć na granicy i czekać, aż ten się wyłoni z mroku lasu, jednak bez skutku.
Nagle jego rozmyślania rozmył ruch po przeciwnej stronie rzeki. Skupił swój wzrok na kocie, który przemierzał wysokie trawy oraz równiny, zbliżając się również do wody. Z traw wyłoniło się troje kotów, jednak jeden bardziej przyciągnął jego uwagę. Charakterystyczna biała sylwetka o długiej puchatej sierści. Była to Wełnista Łapa! Musiała być to ona!
Postawił wysoko uszy, nadal wpatrując się w kotkę. Ta również wyglądała, jakby go zauważyła. Nie odrywała od niego wzroku, dopiero przerwała, kiedy podszedł do niej jakiś inny kot, którego on nie znał. Albinoska z niechęcią oddaliła się, znikając w wysokich trawach wraz z innym Burzakiem.
“A niech mnie… To musiała być Wełnista Łapa!”
Niestety, nawet gdyby go rozpoznała, to nie mieli, jak się spotkać. Żadne z nich nie przepłynęłoby rzeki, nikt z nich nie umie pływać, poza tym byłoby to naprawdę ryzykowne.
Chyba że most…
Obrócił głowę, by spojrzeć na daleki most, którym Świetliki przeszły na tę stronę lasu.
“Może się to udać…”
Mógłby przejść uboczem na miejsce, w którym most wraz z poboczem styka się z terytorium Klanu Burzy. Oczywiście nie naruszyłby granicy, ale musiałby być uważny, by nie zostać zaatakowanym przez Burzaków, jak i innych samotników, bądź nadjeżdżające potwory. Nie byłby w spokojnym lesie, do którego mógłby w każdej chwili uciec, tylko na otwartej przestrzeni, gdzie widać go idealnie, jak na łapie.
“Ciekawe, czy w nocny przyszłaby w to miejsce?” — przeszło mu przez myśl.
Przecież to była istna zgadywanka.
“Co jeśli mnie nie rozpoznała? Co się stanie, kiedy znajdą mnie inne Burzaki? Co, jeśli przejedzie mnie potwór i Świetliki zostaną bez jednego zdrowego kota?”
Umysł starał się mu przemówić do rozsądku, podając fakty oraz ryzyko, jakie istnieje z tą wyprawą. Serce, jednak mówiło mu, co innego. Musiał spotkać się z kotką. Chciał ją usłyszeć, chociaż na chwilę.
* * *
Nocą
Wymknął się z prowizorycznego obozu pod pretekstem nocnego spaceru. Nikt mu tego nie zabronił, a Zapomniana Koniczyna spał, jak zabity borsuk. W końcu wyszedł z lasu, a przed nim rozciągał się Droga Grzmotu, pobocze, które przebiegało przez most. Uważnie się rozglądając, przeszedł przez most, wychylił się zza kamiennej budowli, widząc otwarty teren Klanu Burzy. Czekał tak, niczym mara w cieniu konstrukcji dwunożnych, gdzie widać było jedynie jego przerażające złote oczy, w których odbijało się światło księżyca.
“Wełnista Łapo, gdzie ty jesteś? Czy przyjdziesz dzisiaj do mnie po tak długim czasie?”
< Wełnista Łapo? Czy nawiedzisz mnie po tak długim czasie rozłąki? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz