Rudzinka przeniosła wzrok na pyszczek Wzorzystej Łapy. Widziała łzy, których młodsza już nie zdołała ukryć. Poczuła ucisk w sercu na ten widok. Niemal bezwiednie dotknęła ją bardzo leciutko ogonem w bok. Jej myśli niemal od razu zaczęły krążyć wokół tego, co sprawiło młodszej aż taką przykrość.
— Wzorzysta Łapo? Jesteś ranna albo coś innego ci dolega? — spytała zmartwiona Jagnięca Łapa. Przyjrzała się kotce, ale nie dostrzegła zupełnie niczego, co mogłoby wskazywać na jakieś fizyczne dolegliwości. Jeśli, więc nie chodziło o to? To co to mogło być?
— Patrzcie, Śmierdząca Łapa znów płacze! — dobiegły ją słowa gdzieś z boku. Przeniosła tam spojrzenie, a widząc Foczą Łapę i jeszcze dwóch innych uczniów, zmrużyła lekko oczy. Czyli może właśnie o to chodziło? Przyszłej wojowniczce dokuczały inne koty, ale dlaczego? Czy powodem mogło być coś podobnego do niej? Czy w tym klanie powszechnym było dokuczanie i prześladowanie tych, którzy nie urodzili się pośród nich? Jeśli chodziło o stosunek do niej samej, rozumiała go. Była pośród samotniczek, które wspomogły Klan Wilka, nawet jeśli nie walczyła. Jednak jaśniejsza uczennica była tu od kociaka i niczym nie różniła się od reszty uczniów. Uczyła się, a Jagienka o tym wiedziała. W końcu widywała ją, gdy wychodziła ze swoją mentorką na treningi. Może nie znała jej zbyt dobrze, ale wyczuwała jej chęci pokazania się innym w dobrym świetle. Wiedziała też, że takie docinki bardzo mocno wpływały na samoocenę. Nigdy nie rozumiała dokuczania innych bez względu na wszystko. Czemu niektórzy tak bardzo lubili podcinać skrzydła innym? Czy w klanach nie chodziło o to, by się wspierać? Pomagać sobie i szanować siebie nawzajem? Oczywiście, nie dało się lubić każdego. Jednak szacunek i tolerancja powinny być. Czy naprawdę leczenie czyiś kompleksów wymagało dołowania innych? Dlaczego to tak bardzo imponowało niektórym? Jagnięca Łapa nie widziała w tym nic wspaniałego. Zwykła okrutność i tyle.
— Wiem, że pewnie nie jestem odpowiednim kotem do tego, ale proszę, wysłuchaj mnie — miauknęła cicho. Przeniosła pyszczek w stronę zapłakanych oczu Wzorzystej Łapy. Zwalczyła chęć okazania jej większej czułości. Nie była pewna czy to by nie pogorszyło sytuacji. Nie chciała tego. Zresztą jakby to wyglądało? Możliwe, że by jeszcze bardziej pogrążyło młodszą w ślepiach innych. Westchnęła i przymknęła na moment kobaltowe oczka. Miała ogromną nadzieję, że nie zostanie odebrana w sposób negatywny. Nie chciała tego, a jednak była na to przygotowana.
— Wzorzysta Łapo, wiem jak trudno jest znosić takie przytyki ze strony rówieśników i nie tylko. Domyślam się, jak bardzo odbiera ci to siły do walki lub pogrąża w odmętach mroku. Wiem też, że łatwo jest mówić, by z tym walczyć. Niemniej i tak ci to powiem — kontynuowała z cichym spokojem i niemal kojącym głosem. W tym momencie nie interesowało jej nic innego. Miała przed niebieskim spojrzeniem kulącą się futrzaną kuleczkę, która nie zasługiwała na takie traktowanie. Nikt na nie nie zasługiwał.
— Nie wiem, czy wiesz, ale ja również nie urodziłam się w tym klanie. Mało tego byłam członkinią grupy, która planowała atak na Klan Klifu łapa w łapę z Klanem Wilka. Nie zgadzałam się z tym i przybyłam, by ostrzec koty tego klanu. Zdradziłam w ten sposób swoją grupę, ale nie to jest główną rzeczą o, której chcę ci powiedzieć. Po wszystkim zostałam uznana za więźniarkę, a wzrok większości kotów był tak drapieżny, że na początku czułam się jak mysz w legowisku lisów czy innych krwiożerczych stworzeń. Zamieszkiwałam sama legowisko więźniów. Mało, kto się mną interesował. Kiedy tylko poszłam pomóc sobie z okiem, zostałam wywarczana przez jednego z wojowników. Jednak wtedy zostałam zauważona przez moją obecną mentorkę i ku niezadowoleniu klanowiczów otrzymałam zaszczyt piastowania rangi adepta medyka. Jak możesz się domyślić, ich stosunek do mnie stał się jeszcze gorszy — zatrzymała się na moment, wzięła głębszy wdech.
— Przeniosłam się do legowiska medyków po przyjęciu imienia Jagnięca Łapa. Jednak wtedy przez jakiś czas żaden klanowicz nie przyszedł prosić o pomoc. Gdy tylko wychodziłam, dochodziły mnie powarkiwania, obelgi i inne przykre słowa. Byłam i wciąż jestem obserwowana. Większość czeka na moje potknięcie. Oczywiście nie spodziewałam się niczego innego. Moja przeszłość wciąż tkwi głęboko w ich sercach. Jest niczym blizna na ich duszach, a mimo to nadal staram się robić, to co kocham — dokończyła, a następnie westchnęła. Posmutniała nieco na wspomnienia, ale zaraz przegoniła tę emocję i powróciła do spokoju sprzed chwili. Nie był to czas na jej smutki.
— Ty również się starasz. Czuję to, a także ogromną siłę drzemiącą w twoim serduszku. Wiem, że na razie możesz mi w to nie wierzyć. Jednak pozwól bym wierzyła na początek i za ciebie. Wzorzysta Łapo, nie jesteś kotem słabym. Nie jesteś gorsza i z pewnością masz potencjał i duży talent. Być może wciąż tego nie odkryłaś, bo to drzemie gdzieś głęboko w tobie i jeszcze się nie obudziło. Każdy z nas odkrywa to z czasem. Pamiętaj jednak, że to nie inni cię kreują tylko ty sama. Twoje życie jest całkowicie zależne od ciebie i twoich łapek — dopowiedziała na koniec, a zaraz położyła leciutko uszka po sobie.
— Wybacz, jeśli się rozgadałam. Przepraszam też, jeśli to, co ci powiedziałam cię w jakiś sposób uraziło. Naprawdę nie miało — mruknęła z wyraźną skruchą. Jej ogon wciąż delikatnie muskał bok Wzorek.
[840 słów]
[Przyznano 17%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz