Po zgromadzeniu
Kocimiętka jednak zadba o to, by w końcu się o coś potknął i by jego dotychczas spokojne życie runęło w gruzach… Może trochę przesadzała, ale miała już podstawy, by go oczernić. Wilczy Skowyt niemal wprost przyznał jej się do tego, że romansuje z jakąś kotką spoza Klanu Wilka. Kotką o białym lub łaciatym futerku. No, w każdym razie z dużą ilością bieli. Kocimiętka znajdzie ją i przyprowadzi do azylu, a wtedy powie przywódcy, że Wilczy Skowyt nie jest lojalny wobec Klanu Wilka i… i co? Wygnają go? Nie, pewnie nie. Nadadzą karne imię, a może puszczą to mimo uszu i nakażą Wilczkowi postarać się o miot… żeby… wychować go na… przyszłych kultystów…
Koszmar!
Kocimiętkowy Wir pokręciła głową, chcąc wybić sobie ten pomysł z umysłu. Na pewno mu nie pogratulują, gdy się dowiedzą, że zdradza klan. Tak, i przy tym zostańmy, żeby się nie zniechęcać.
Zielonooka wzięła głęboki oddech. Był to ranek po zgromadzeniu, a koty powoli budziły się już do życia. Jednak nie Kocimiętka, oczywiście. Ona już od jakiegoś czasu siedziała przed legowiskiem wojowników, spiskując przeciwko Wilczemu Skowytowi. Zauważyła w końcu, że czekoladowy kocur rozmawiał niedaleko z Brukselkową Zadrą. Gdyby nie ta liliowa kula puchu, to pewnie i by zagadała do czekoladowego wojownika, by mu trochę podokuczać, i może wyciągnąć z niego kolejne informacje. No, ale skoro była przy nim jego była mentorka i wierna przyjaciółka, która na pewno stanęłaby w jego obronie, choćby nie wiadomo co, to nie było sensu przy niej trajkotać o tym, jaki to zły jest Wilczek – bo jeszcze dostałaby w pysk tą dużą, łaciatą łapą.
Wzrok Kocimiętkowego Wiru finalnie spoczął na Dyniowej Skórce. Ruda szybko pomyślała, że poskarżenie się mamusi będzie bardzo dobrym ruchem. W końcu starsza kotka była inteligentna i na pewno wiedziała, jak się uporać z takim brązowym kleszczem. W dodatku nigdy nie zbywała swojej córki i nie kazała jej zamknąć pyska, więc narzekanie na świat w jej obecności było bardzo przyjemne. Dynia nie starała się powiedzieć Kocimiętce, że przesadza i powinna się uspokoić. A nawet jeśli, to nie wprost – zazwyczaj próbowała raczej spokojnie wybić jej różne pomysły z głowy.
— Dzień dobry, mamo! — przywitała się, podchodząc do Dyniowej Skórki. Miała wrażenie, że Wilczy Skowyt i Brukselkowa Zadra umilkli, by przyjrzeć się jej poczynaniom. — Jak się dziś czujesz? — zapytała, niewinnie trzepocząc rzęsami.
— Dobrze, Kocimiętko. A ty? Jak minęło ci wczorajsze zgromadzenie? — odparła Dyniowa Skórka, unosząc brwi.
— Myślałam, że nie zapytasz! Słuchaj, mamo, tyle się wydarzyło wczoraj! — zaczęła, a w jej oczach zalśniły iskierki. Przycupnęła obok wojowniczki, biorąc głęboki oddech. — Najpierw rozmawiałam… z kimś z Owocowego Lasu. Nie pamiętam już, czy mi się przedstawiała, czy nie… bo rozmawiałyśmy dosyć krótko. Potem ta kotka ode mnie poszła, ale to nic dziwnego, bo od początku wydawała się przytłoczona tak dużą ilością kotów, jakie były na zgromadzeniu — stwierdziła, wzruszając ramionami. — Nie zamierzałam jednak reszty zgromadzenia przesiedzieć sama, więc poszłam szukać kogoś, do kogo mogłabym zagadać. I tak się złożyło, że wpadłam na Wilczy Skowyt. Kojarzysz, co nie?
Dyniowa Skórka kiwnęła spokojnie głową.
— No to zaczęłam z nim rozmawiać. Najpierw wydawał się całkiem fajny, ale potem odkryłam, że… romansuje z kimś spoza Klanu Wilka! — prychnęła, nadymając policzki. W międzyczasie Dynia poruszyła się nerwowo, odwracając wzrok od córki.
— Mhm… — wymamrotała.
— Nakryłam go na gorącym uczynku, ale on i tak próbował się wybielić! A gdy mu powiedziałam, że nie wierzę w jego głupiutkie wymówki, to zaczął obrażać mój kolor futra! Żałosne, co nie? Co z tego, że jestem ruda! To on jest w kolorze bagna! — złościła się, podczas gdy jej kikut uderzał gniewnie o ziemię.
* * *
A teraz? Każdy oddech sprawiał, że Kocimiętka miała wrażenie, iż zaraz zamarzną jej płuca. Ponadto zwierzyny nie było wiele, więc nie miała czym zapełnić swojego często burczącego brzucha. Natomiast gdy było cieplej, myszy czy inne wróble same pchały się pod łapy i nawet ktoś tak ułomny, jak Wilczy Skowyt poradziłby sobie z wyżywieniem całego klanu! Jedyna rzecz, która trzymała teraz Kocimiętkę przy życiu, to myśl o tym, że za niedługo znów przyjdzie gorąc, stopnieją śniegi, a zwierzątka wychylą się z norek i nareszcie będzie można najeść się do syta. Patrole będą wracały obłowione jak nigdy dotąd, a lecznica będzie wręcz pękać od nadmiaru medykamentów.
Gdy chodziła tak rozmarzona, przypadkiem przekroczyła granicę z Klanem Burzy. Skapnęła się o tym dopiero wtedy, gdy pojawiła się przed nią zdezorientowana białofutra kotka, patrząca się na rudofutrą jak na ducha.
— Aaa! — zawołała Kocimiętka, odskakując od Burzaczki, która stała jak wryta. — Co ty robisz na terenach Klanu Wilka! Wynoś się stąd, ty, ty-
Nagle ją olśniło.
— A-ale to tereny Klanu Burzy…! — odparła albinoska, marszcząc brwi w zmartwieniu. — To ty powinnaś stąd odejść, nim ktoś cię prze-
— Cisza! — przerwała jej wojowniczka, mrużąc podejrzliwie swe zielone ślepia. Podniosła łapę i pomiętosiła nią futerko na swojej brodzie. — Hm… Chwila, moment! To ty romansujesz z Wilczym Skowytem! No, jak nic! Jestem tego pewna! — wypaliła w końcu, rozdziawiając pysk w zdziwieniu. — Niezłą sobie znalazł kotkę poza Klanem Wilka! Zdrajca! — buczała, pusząc futro na karku.
— …Z kim? — zapytała nieśmiało albinoska, kładąc po sobie uszy. Jej zdezorientowane ślepia błądziły po pysku Kocimiętki, prawdopodobnie próbując wyczytać z niego jakieś oznaki tego, że kotka popadła w obłęd. — Nie znam żadnego… Wilczego Skowytu…
— Nie kłam! Ten twój czekoladowy fagas wszystko mi wyśpiewał na zgromadzeniu! — upierała się, kompletnie ignorując fakt, że Burzaczka stała przed nią szczerze zszokowana.
— Ja… jestem medyczką. Nie mogę z nikim romansować, bo inaczej Klan Gwiazdy mnie uka-
— No świetnie! Łamiesz kodeks podwójnie, co? Wstydzilibyście się wy, wszyscy!
<Tajemnicza kochanko Wilczego Skowytu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz