BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pasikonikowy Nów x Źródlany Dzwonek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pasikonikowy Nów x Źródlany Dzwonek. Pokaż wszystkie posty

10 lipca 2023

Od Pasikonikowego Nowiu (Tonącego Pasikonika) CD. Źródlanego Dzwonka

Wpatrywała się w liliową sylwetkę, jak w obrazek. Jej ślipia podążały za każdym krokiem kotki. Niezdolna do wypowiedzenia słowa, po prostu podążała za nią. Wojowniczka zatrzymała się w kępie trzcin i gałęzi.
— T-tu jest parę wolnych. Możesz wybrać jedno. — miauknęła Źródlany Dzwonek. 
Pasikonik niepewnie podeszła na sztywnych łapach do nich i spojrzała. Nie za bardzo wiedziała co robić, więc tępo wpatrywała się w nie. 
— A ty? G-gdzie śpisz? — zapytała w końcu, ukradkiem spoglądając na kotkę. 
Liliowa wskazała łapą na jedno leżące w kącie. Obok niego znajdowało się dość blisko czyjś drugie. Pasikonik czując na sobie to czujne spojrzenie pary brązowych ślepi położyła swoje nowe legowisko koło tego kotki. 
— M-mam nadzieję, że nie masz nic przeciw. Tylko ciebie... znam. — wyjaśniła szybko, kładąc uszy w zakłopotaniu. 
Źródlana pokręciła łbem. Niezręczna cisza została przerwana wstaniem lilowej i skierowaniem się do wyjścia. Szylkretka zerkała na nią niepewnie. Nie tak wyobrażała sobie to spotkanie. Nie chciała, żeby na tym to się skończyło. To nie tak miało wyglądać. 
— Czekaj. — pisnęła cicho. 
Wojowniczka spojrzała na nią. Albo na coś za nią. Pasikonik czuła, jak serce podchodzi jej do gardła. 
— Chciałabyś mnie o-oprowadzić? 

* * * 

Dwie kocie sylwetki przemierzały usypaną liści polanę. Drzewa za nimi kołysały się spokojnie. Rwąca rzeka szumiała w tle, wypełniając ciszę pomiędzy nimi. W oddali świerszcze powoli zaczynały grać swą melodie. Zagubione spojrzenia kotek czasem spotykały się, by po uderzeniu serca znów się rozbiec. 
— Dlaczego Klan Nocy? — ciche pytanie uleciało z pyska liliowej. 
Pasikonik zatrzymała się. Jej wzrok powędrował na zagubione w rzece liście. 
— N-nie miałam gdzie się podziać. — miauknęła niepewnie, zerkając na towarzyszkę.
Zbyt głupio było jej wykrztusić z siebie, że trafiła przypadkiem i potem wciągnęła się w takie łajno. 
— Coś wydarzyło się w Klanie Burzy... — zaczęła niepewnie, pragnąc jedynie wypełnić tą ciszę. 
Zrobiła niewielki krok do przodu, zawieszając się ukradkowo wzrokiem na liliowej. 
— Byłam tam... kimś kogo sama n-nienawidziłam. N-nie żyłam tak naprawdę. Bardziej trwałam bez większego sensu. — mamrotała cicho, trochę wstydząc się tych słów. — Aż stało się to... i zrozumiałam, że nie mogę t-tak dłużej. 
Wzrok liliowej błądził gdzieś wokół niej. 
— To? — cichy głos wydostał się z jej pyska. 
Pasikonik zrobiła parę kroków w jej kierunku. 
— "To" pozostało za mną. — miauknęła, zdobywając się na odwagę spojrzenia na pysk liliowej. — Teraz chce się s-skupić na teraźniejszości. 
"Na tobie". Nie wiele zabrakłoby i to uleciałoby z jej pyska. Brązowe ślepia bacznie lawirowały na jej sylwetce. Pasikonik niepewnie i ostrożnie przesunęła swój ogon odrobinkę w stronę kotki. Ze wzrokiem wbitym bacznie we własne łapy, trochę bała się spojrzeć na jej pysk. 
— Liściasty Wirze! 
Obie kotki podskoczyły przerażone, oglądając się wokół. Nawet nie spostrzegły się, że ich ogony się splątały. Dopiero przyjemne ciepło, jakie uderzyło Pasikonik ją w tym uświadomiła. Stojąc sztywno, nie śmiąc ruszyć się na milimetr, tkwiła w bezruchu. Ich ślepiom ukazał się wędrujący w oddali zrozpaczony bury kocur. Nawet nie spostrzegł dwóch kotek. Ocierając łzy, skierował się w stronę w głąb polany.  
— Kto t-to? — wydukała Pasikonik, przesuwając się lekko w stronę Źródlanej. 
Liliowa nie protestowała. Wodziła wzrokiem jeszcze uderzenie serca za wojownikiem. 
— Wodnikowe Wzgórze. — jedynie padło z jej pyska. 
Szylkretka kiwnęła łbem. Nie wiele jej to mówiło. 
— Chcesz... przejść się na plażę...? — zapytało nieśmiało, puszczając ogon kotki zawstydzona. — N-nigdy nie byłam tam. W sensie... z tobą tutaj...

* * * 

Jeszcze ciepły piasek grzał ich futra od spodu. Morska bryza targała futra. Wzrok liliowej utkwił w morzu. Dzieliła ich mysia odległość, która z jakiegoś powodu wciąż siedziała we łbie Pasikonika. Jej wzrok wędrował po drobnej sylwetce. Źródlana zmieniła się. Bardzo. Zdawała się taka słaba. Wychudzona i skulona. Jej ciało drgało lekko. 
— Jest ci zimno? — miauknęła i wstała. 
Nie czekając na odpowiedź kotki, położyła się za nią, otulając drobne ciało swoim futrem. Liliowa nawet nie drgnęła. A Pasikonik była zbyt onieśmielona by zapytać. Już i tak zalewała się stresem z powodu swojego dość śmiałego ruchu. Ze wzrokiem wbitym sztywno w morze, bała się go spuścić nieco niżej na liliową. Poczuła, jak Źródlana przesuwa się lekko boczkiem w jej stronę. Pasikonik przełknęła ciężko ślinę i pozwoliła sobie położyć ogon niedaleko kikuta liliowej. Zamruczała cicho, zestresowana i wzrokiem zbłądziła w stronę morza. Otworzyła szerzej ślipia na widok, jak słońce powoli tonie w morskich falach, zalewając świat na bordo-purpurowe odcienie. 
— Jak ładnie. — miauknęła cicho. 

* * * 
*wciąż przed morderstwom Śnieżnej Gwiazdy*

Minęło parę wschodów słońca od jej dołączenia. Śnieżna Gwiazda nadała jej nowe imię, dość ironicznie paskudne, i stała się oficjalnym członkiem Klanu Nocy. Pszczela Duma, dość miła kotka, uczyła ją w wolnym czasie pływać. Pasikonik starała się nie narzekać, ale dość szybko zauważyła podziały społeczne w klanie. Gang kotek, do którego zdawała się należeć Pszczela dość często wodził za nią świdrującym wzorkiem. Przez to Pasikonik zamiast ułożyć sobie na nowo życie, jak to widziała w swoim łebku, i stać się lepszą i pewniejszą wersją siebie, cała sztywniała na widok tamtych. 
— Lepiej im nie podpadnij. — tajemniczy głos odezwał się za nią. 
Pasikonik podskoczyła przerażona. Srebrna kotka wpatrywała się w nią lekko rozbawiona. 
— Ostatnio tajemniczo zmarła dwójka kotów, za którą nie przepadała tamta paczka. A chyba nie chcesz być następca? — kontynuowała wojowniczka, okrążając szylkretkę. —  Uważaj lepiej na Makowe Pole. Uwinęła sobie pół klanu wokół pazura. 
Pasikonik nieco zdezorientowana pokiwała łbem w podzięce, powoli odchodząc od tajemniczej kotki. Ruszyła przed siebie, próbując wyszukać w tłumie liliową sylwetkę. Źródlana nie była zbyt towarzyska. Jedynie czasami zauważała ją z czarnym kocurem. Jej uczniem jeśli dobrze pamiętała. Widząc ów kotkę, podeszła szybkim krokiem do wojowniczki. Nieco śmiało przywarła od razu bokiem do kotki. 
— Przejdziemy się gdzieś dziś...? — zapytała z nadzieją, nawet nie zauważając, że nie były same. 
Pomarańczowe puste ślepia wpatrywały się w nią bez wyrazu. Czarny kocur siedział sztywno ze wzrokiem wbitym w szylkretkę. Pasikonik położyła po sobie uszy przestraszona. 

<Kminek?>

08 lipca 2023

Od Źródlanego Dzwonka CD. Pasikonikowego Nowiu

 Wydawało jej się, że było lepiej. Miała pewność, że Pajączek żyje, że nie zrobili mu krzywdy. Stres związany ze stratą Echo, mimo że uderzyło ją znalezienie jej ciała, wydawał się odpuszczać, choć jednocześnie wciąż nie mogła pozbyć się wyrzutów sumienia o ich relację i poczucie ulgi, które poczuła, potykając się wtedy o nią. Miewała gorsze dni, przychodzące, gdy wydawało się być jak wcześniej, ale zmuszała się, mimo braku siły, by chodzić na patrole, by nie móc się wplątać w wiry wspomnień. Trochę bała się też tego, że skończy jak starsi czy jeden bliźniak z jej młodości, jeśli okaże się tak bezużyteczna, jak wydawało jej się, że była.
A teraz z Trzcinową Sadzawką u boku obserwowała obóz, nie wiedząc właściwie, na co czeka. Siedzieli daleko, ale mogli spokojnie patrzeć, bo robili to też niektórzy. Rozumiała obawy mentora, choć osobiście dużo rzeczy za władzy Śnieżnej Gwiazdy ją ominęła. Dużo przeszło obok niej, nawet gdy była już w obozie. Czuła się wręcz zagubiona, jakby trafiła znowu do nieznanego klanu. Pokusa wrócenia w niewolę wciąż była obecna. Ale żyła też za czasów Kruczej Gwiazdy i jeśli mogła wesprzeć starszego, zamierzała to zrobić. Poczucie bycia przydatną też dawało jej jakiś komfort w tym wszystkim.
Mówił o siostrze Śnieżnej Gwiazdy; był podejrzliwy, bo jej sojusznik mógł być niebezpieczny. Słusznie. Podobno z trójkolorowym futrem, takim, jakie miała córka Śnieżnej, lecz w innych kolorach, mogła na siłę ją przypominać. Może będzie trzeba ją unieszkodliwić. Chyba to było jej już obojętne, gdy wiedziała, że nie trafi nigdzie w dobre miejsce i jakby tak stwierdzono, poszłaby to zrobić. Nie chciała stracić jeszcze mentora i ucznia, mogła przyjąć więcej ciężaru na siebie.
Widząc, kto wyszedł z legowiska liderki, myślała, że się przewidziała i po chwili aż wstała, by się zbliżyć. 
— Pasikonik…? 
Przyjęła jej ofertę z kiedyś? Coś się tam stało? Zabłądziła?
Minęło tyle, od kiedy ostatni raz się widziały przez to wszystko. 
Nie widziały się przy granicy Klanu Burzy. Nie miała okazji, sprawdzić jak zareaguje na nią… w tym stanie.
Kotka wydawała się skamieniała, gdy tylko ją zobaczyła. To nie było najlepszą reakcją i nieco zwątpiła, cofnęła się o krok.
Obie milczały dalej, aż Trzcinowa Sadzawka nie stanął obok.
— Śnieżna Gwiazda cię przyjęła? Może Źródlany Dzwonek pokaże ci twoje nowe legowisko?
Spojrzała na mentora kątem oka; czy zauważył, że się znały? Na pewno. Reszta też. Jak będzie tłumaczyła znajomość kiedyś wrogiego kota? Zgromadzenie było dobrym wytłumaczeniem, ale wciąż niektórzy miewali z tym problemy. Głupi ruch. Miała przestać być tak emocjonalna, ale zawsze o tym zapominała.
Kiwnęła głową, że to zrobi i unikając patrzenia na pysk starej znajomej, zrobiła krok ku schronieniu, czekając z kolejnymi, aż zacznie za nią podążać.
<Pasikoniku?>

27 czerwca 2023

Od Pasikonikowego Nowiu CD. Źródlanego Dzwonka

Łapa nieprzyjemnie pulsowała. Pasikonik położyła po sobie uszy. Nawet to wyjście zepsuła, stając się ofiarą ataku kraba. Zawstydzona bała się spojrzeć na towarzyszkę. Na pewno była nią zażenowała. Jeszcze to ona musiała pozbywać się skorupiaka. Bardziej nie mogła się ośmieszyć. 
— Łapa cała? Żadnej krwi?
Pokręciła łbem, uciekając przed parą brązowych ślepi. 
— T-tylko boli. 
— wydusiła cicho. 
Liliowa odetchnęła z ulgą. 
— Wybacz, nie spodziewałam się, że kraby postanowiły przejąć te kamienie. — zaczęła kotka. 
Szylkretka pokręciła nerwowo ogonem. Jeszcze Źródlana czuła się winna temu wypadkowi. Pasikonik czuła, jak łapy jej drżą. Nie mogła zepsuć bardziej tego głupiego wyjścia. Tak bardzo jedynie chciała spędzić z nią chwilę czasu, a zdążyła zrobić wszystko, żeby wyszło na opak. 
— P-przepraszam... — miauknęła Pasikonik. 
Nieco zdezorientowana wojowniczka spojrzała na nią. Szylkretka przełknęła ciężko ślinę. Wolała tego nie tłumaczyć. Najwidoczniej musiała. Wbiła wzrok w łapy. 
— Gdybym p-podwinęła łapy jak ty... nie d-dopadłby mnie. — mruknęła zawstydzona, owijając się ogonem.
Liliowa zamrugała, lecz po uderzeniu serca się otrząsła. 
— Nie mamy wpływu na złośliwości krabów. To nie twoja wina. — stwierdziła kotka.  Dzięki temu już wiem, że czas tam uważać. — dodała.
Pasikonik jedynie zamruczała cicho potwierdzająco. 
— T-to co teraz...? — zapytała niewinnie. 
Nie chciała się jeszcze żegnać. Dopiero się zobaczyły. Jej łeb próbował mimowolnie stworzyć jakiś temat. Wykrzesać z siebie cokolwiek godnego powiedzenia do towarzyszki spaceru. Liliowa westchnęła.
— Skończyły mi się pomysły. — miauknęła szczerze, zerkając na kotkę. — A ty?
Pasikonik skuliła się, próbując ukryć malujące się na pysku emocje. 
— M-może spotkalibyśmy się przy P-przybrzeżnym Oku... To n-niedaleko Ścieżki Grzmotu... — zaczęła cichutko, lecz widząc nieco zdezorientowany wzrok kotki zaklęła się w myślach.
Przecież Nocniaczka nie znała ich nazw na lokalizację różnych obiektów.
 
— Znaczy... t-to taki staw. Jest ładny. Są k-kaczki i  węże, i w ogóle... . Mało k-kto się zapuszcza... M-mogłabyś podpłynąć. A ja j-ja dojdę. — wydukała ciężko. 
Brązowe ślepia wpatrzone w nią nie pomagały w opanowaniu oddechu. Dygająca istota zwana też Pasikonikiem starała się ustać w miejscu, lecz każda kończyna zdawała się mieć inny plan. 
— Brzmi... ciekawie. Może na następnym spotkaniu? Brzmi dość daleko dla ciebie. A cała dygoczesz. Na pewno wszystko w porządku? — liliowa bacznie ją obserwowała. 
Pasikonik rozpuszczała się pod tym spojrzeniem. Pokiwała energicznie łbem, próbując opanować drżące ciało.
— T-tak... — sapnęła cicho. — A-ale może faktycznie... Starczy przygód. 


* * * 

Nieważne ile razy przychodziła na granicę i kiedy Nocniaczki nie było. Przepadła bez śladu. Niczym kamień rzucony w rzekę. Unikała jej? Jednak była zażenowała nią? Zirytowała się jej pomysłem i postanowiła więcej się nie pojawiać? Myśli Pasikonik z stawały się coraz gorsze. Niekończące się czarne scenariusze przelatywały przez jej łeb, doprowadzając ją niemal do szału. Czasem płaczu. Nie rozumiała co się stało. Czym zawiniła. Konkretnie. Bo znalazła już piętnaście powodów dlaczego liliowa ją znienawidziła. To wszystko ją wykańczało. Wysysało z niej życie. Fakt, że wszystko było tajemnicą nie pomagał. Nie mogła nikogo się poradzić. Nikomu zwierzyć. W oczach każdego stałaby się zdrajcą. Parszywcem gotowym zaprzedać ich klan. 

* * * 

Minęły niemal dwa księżyce jej bycia samotnikiem. Pierwsza euforia zdążyła już dawno opaść, a pojawiało się coraz więcej problemów na jej drodze. Obcy i agresywni samotnicy chcący wykorzystać ją do swoich celów byli jednym z nich. Świat stawał się coraz chłodniejszy z każdą nocą. Pora Nagich Drzew zbliżała się nie ubłaganie. Pasikonik wolała nie myśleć o polowaniu podczas ciężkich śnieżnych burz. Powoli kończyły jej się opcje. Lecz nie chciała wracać do Klanu Burzy. Nie miała odwagi tam wracać. Spojrzeć im w oczy. Niczym syn marnotrawny powrócić po własnej porażce. Widzieć zawodu i wyższości w ślepiach Różanej Przełęczy, która już wcześniej jej uświadamiała, że nie da rady. Miała rację. Oczywiście, że miała. Pasikonik nie potrafiła własnego ogona upilnować sama a co dopiero przeżyć całkowicie uzależniona od siebie. Błąkała się bez celu, próbując znaleźć dla siebie miejsce. 

* * * 

Dotarła do morza. Szła wzdłuż niego, licząc, że doprowadzi ją do sensownego miejsca. Zamyślona niezbyt zbaczała na czas oraz przebytą drogę. Dopiero gdy uderzył ją znajomy zapach zatrzymała się. Niemal zapomniała tej woni. Zastygła, rozglądając się. Musiała szybko zejść z tego terenu, jeśli nie chciała kłopotu. Ogon zaczął nerwowo jej chodzić na boki. 
— Ej ty! — usłyszała głos zza drzew.
Zadrżała przerażona. Wpadła. Zaraz ją rozszarpią. Zrzucą się na nią i poderżną gardło. Dwójka kocurów wyszła za klonów. Położyła uszy, przybierając uległą postawę.
— N-nie chce kłopotów. — wydusiła cicho. 
Bury i srebrny wojownik podeszli do niej, przyglądając się jej uważnie. 
— To tereny Klanu Nocy. Więc chyba wiesz co musimy...
— Chce s-się spotkać ze Śnieżną Gwiazdą... — przerwała niechcący kocurowi zestresowana pierwszą myślą jaka wpadła jej do łba. 
Bury niepewnie spojrzał na swojego towarzysza. Pasikonik zaklęła się w myślach. Otuliła się ogonem, starając opanować drżenie. 
— W jakim celu? 
Szylkretka przełknęła ciężko ślinę. 
— T-to moja s-siostra... — skłamała, uciekając wzrokiem na podłoże. 
Kocury spojrzały po sobie zaskoczone. Wymienili parę słów szeptem, jedynie przyglądając Pasikonikowi. Kotka czuła, że zaraz zejdzie z tego świata. 
— W tam razie pójdziesz z nami. Jagodowy Gąszczu, idź pierwszy i powiadom Śnieżną Gwiazdę, a ja z nią przejdę się przez Zrujnowany Most. Nie umiesz pływać, prawda? 
Szylkretka pokiwała łbem. Srebrny wojownik wskoczył do wody, spoglądając niepewnie na towarzysza i zniknął wśród wysepek. Pozostawiając ją samą umierającą ze stresu z obcym kocurem. 

* * *

Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć wylądowała ze Śnieżną Gwiazdą w jednym legowisku. Srebrna uśmiechała się do niej ciepło. Siedziała parę mysich odległości od niej. Jej jasne futro mieszało się z podłożem legowiska. Zachowywała się zupełnie jakby Pasikonik nie wygłupiła się, udając jej rodzeństwo. 
— Więc... — zaczęła liderka, spoglądając na nią. — Zgaduję, że jesteś Urokiem...?
Szylkretka niepewnie pokiwała łbem, zbyt zestresowana by cokolwiek powiedzieć. Śnieżna Gwiazda zaśmiała się cicho, kręcąc łbem rozbawiona.
— Dużo zmieniłaś się odkąd ostatnio się widzieliśmy. Zmieniłaś głos, kolor ślip, barwę futra, a nawet płeć... — urwała liderka, wbijając parę mrocznych ślip w wychudzoną sylwetkę. — Nie wiedziałam też, że można przeżyć rozjechanie przez Potwora...
— P-przepraszam! — pisnęła przerażona. 
Wyglądająca dość niewinnie kotka nagle zmieniła się. Anielski blask przyćmiły wbite w nią i przeszywające na skroś ciemne ślepia. Zadrżała. W co ona się wpakowała? 
— J-ja po prostu... 
— Cii... — przerwała jej liderka, kładąc łapę na jej pysku. — Nie trzeba było tego tak komplikować. Ale nie martw się nie jestem zła. Wręcz mam dla ciebie rolę. Ja zachowam dla siebie twoje głupie kłamstewko, a ty w zamian mi pomożesz, dobrze?
Pasikonik niepewnie pokiwała łbem. Nie zdawało się, żeby miała inne opcje. Wpatrzona we własne łapy, oczekiwała werdyktu liderki. 
— Ktoś za bardzo węszy wokół mnie. Czuję jego obrzydliwe ślepia wpatrzone w mój grzbiet. Lecz ciągle mi się wymyka... — westchnęła srebrna, machając teatralnie łapą. — Masz go znaleźć. Albo ją. Nie obchodzi mnie to. Jesteś nowa, więc wykorzystaj to. Zdobądź dla mnie informacje kto na mnie czyha. 
Szylkretka pokiwała jedynie łbem. Liderka zaczęła jej jeszcze opowiadać o ich klanie i obowiązkowej lekcji pływania, lecz myśli Pasikonik były jedynie przy wyznaczonym jej zadaniu. Zestresowana ciężarem na jaki na niej spoczął, nie potrafiła się skupić na słowach kotki. Minęła dobra dłuższa chwila niż Śnieżna Gwiazda puściła ją wolno każąc przybrać sobie inne imię niż jej zmarłego brata. Zmierzała zamierzona przed siebie, bojąc się podnieść wzrok. Czuła na sobie ich wszystkie spojrzenia. Każdy szeptał. Nie wiedziała gdzie jest co. Bała się zapytać. Stała, jak debil, licząc, że jakaś przyjazna dusza ją zbawi i zaopiekuje się nią. 
— Pasikonik...? — cichy głos dotarł do jej uszu. 
Ujrzała parę zaskoczonych ślepi. Zamarła, nie wiedząc co zrobić.


<Kminek?>

05 czerwca 2023

Od Źródlanego Dzwonka CD. Pasikonikowego Nowiu

— Chce z-zobaczyć.
Poruszyła uszami na jej gwałtowny ruch i coś, co mogła odczytać jako entuzjazm.
— A więc chodźmy. — uśmiechnęła się, powoli ruszając. Kątem oka zerkała czy Pasikonikowy Nów za nią idzie.
To miła odmiana. Burzaczka była nerwowa, ale nie miała takiej wysysającej aury jak Echo. Szła po jej lewym boku, każda na swojej stronie granicy, spojrzeniem wodząc wszędzie wokół, oprócz niej. Ale musiało być w niej też coś podobnego, bo momentami zapominała z kim idzie i chciała przylgnąć odruchowo do boku, aby uniknąć niepotrzebnych kłótni. 
Wśród piaskowych wydm dało się już dojrzeć szare plamy, więc przyspieszyła. Przysiadła na kamieniu, trochę podkurczając łapy pod siebie, nie chcąc całkowicie się składać, gdyby pojawiło się zagrożenie. Oglądnęła się na szylkretkę, niepewnie dosiadającą się obok. Gdy już się umościła, przymknęła powieki, unosząc głowę ku słońcu.
Nagle towarzyszka wydała z siebie pisk bólu, rzucając się do tyłu, machając łapą. Liliowa zerwała się, zaskoczona i napuszona, nie wyczuwszy wcześniej żadnego zagrożenia. Wciąż go nie widziała, dopiero przy przyjrzeniu się wciąż ruchomej kończynie kotki dostrzegła kraba, trzymającego się jej sierści. Zwierzę puściło się i ruszyło za to w stronę młodszej, która odruchowo chciała go ugryźć i przez to dziabnął ją w pysk. Wydała z siebie ciche “ow”, nie wiedząc co zrobić i widząc tylko biel z bólu. Kucnęła przy ziemi i przetrzymała jego górę. Ściągając go uciskiem łapy, czując, jak kurczowo się jej trzyma i gdy się jej udało go pozbyć, odskakując na bezpieczną odległość. Skubany robił agresywne ruchy w jej stronę, ale nie ruszał się z miejsca. — Zmywamy się, chodź. — zarządziła, nie spuszczając z niego spojrzenia.
Taktycznie wycofały się w stronę, z której przyszły, chwilę jeszcze gonione przez skorupiaka. Dopiero gdy odpuścił, Źródlany Dzwonek zwolniła kroku i spojrzała na kotkę.
— Łapa cała? Żadnej krwi?

<Pasikonik?>

24 maja 2023

Od Pasikonikowego Nowiu CD. Źródlanego Dzwonka

Pasikonik została, obserwując znikającą w oddali liliową sylwetkę. Jej wzrok powędrował na kwiecisty wianek pozostawiony przez Nocniaczkę. Trąciła go nieśmiało łapą, przyglądając się kwieciu. Uczucie nostalgii zmieszało się ze smutkiem. 
Nie zdążyła ujrzeć liliowej w nim. 
Niechętnie zebrała się i nieco kulawym krokiem zgarnęła wraz ze sobą wianek. Miała nadzieję, że nikt nie wyczuje wśród kwiecistej woni zapachy Nocniaczki. Nie chciała porzucać fragmentu tej przyjemnej chwili. Dowodu, że się odbyła. Niemal że nie zauważyła porzuconym przez kotkę ziół. Położyła po sobie uszy. Miała nadzieję, że liliowa nie będzie miała przez to problemów. 

* * *
*przed porwaniem Kminek wciąż*

Szybko rozpoznała liliową sylwetkę, krążącą przy zalewisku. Brązowe ślepia zabłysły na jej widok, sprawiając, że Pasikonik speszyła się, uciekając wzrokiem. Czyżby także jej szukała? Nie, to musiał być przypadek. Wymyślała. Zerknęła znów w stronę kotki, by upewnić się, że ta zniknęła. Poczuła, jak głos jej gdzieś ucieka. Musiała coś powiedzieć. Nie mogła jak kocię jedynie zerkać na nią ukradkiem zbyt nieośmielona by podejść. To by było dziecinne. 
— Szuk-kasz ziół...? — ośmieliła się w końcu, zbliżając się w stronę kotki. 
Nocniaczka zdawała się lekko zdezorientowana. 
— Ziół? — powtórzyła niepewnie. 
Pasikonik miała ochotę zapaść się pod ziemię. Czemu nie potrafiła logicznie rozmawiać tylko z jej pyska wylatywały bezsensowne słowa. Brak kontekstu był jej charakterystyczną stroną.
— O-ostatnio zapomniałaś ich zabrać... — wyjaśniła speszona, utykając wzrokiem we własnych łapach. — N-nie byli źli? 
Liliowa rozluźniła się, a na jej pysk zdawał się wkraść lekko zakłopotany uśmiech. Lecz równie dobrze mogło się jej wydawać. 
— Nie, spokojnie. Zebrałam nowe szybko, jak się zorientowałam, że zostały. — odparła sprawnie.
Szylkretka kiwnęła łbem, szurając nerwowo w ziemi. Tak bardzo nie umiała utrzymywać rozmowy. Znów niezręczna cisza pożerała ją od środka. Czuła się jej winna. Gdyby tylko była lepszym rozmówcą. 
— Ł-ładny mamy dzień. — bąknęła niewyraźnie, siadając.
Liliowa spojrzała na nią analizująco. Pasikonik spięła się cała. 
— Co? Możesz powtórzyć trochę głośniej? 
Szylkretka czuła jak umiera w środku. Powtarzanie takiej błahostki. Zbłaźniła się. Chciała móc wymyślić lepszy temat do rozmowy na szybko, lecz jej głowa była pusta jak kamień. 
— Ł-ładną m-mamy pogodę. — postarała się mówić nieco głośniej. 
Nocniaczka kiwnęła łbem. 
— Ah, tak. Przepraszam, jestem trochę przygłuchawa. Piękna pogoda, owszem. Idealna na spacer. — przymknęła oczy, unosząc głowę w stronę słońca.
Znów cisza. Pasikonik słyszała wręcz bicie własnego serca. Spacer. Spacer. To słowo odbijało się w jej głowie bez końca. Musiała coś zrobić. Musiała to powiedzieć. 
— Chcesz i-iść... — urwała, widząc na sobie baczne spojrzenie brązowych ślepi. — N-na spacer?
— Jasne, chętnie, tylko gdzie? — zapytała liliowa rozglądając się. — Nie mamy chyba zbyt dużego wyboru. — przyznała z ledwo wyczuwalnym smutkiem. 
Pasikonik położyła po sobie uszy. 
— Racja... — posmutniała. 
Była taka głupia. Czemu o tym nie pomyślała. Znów się zbłaźniła. Poczuła, jak zapada się ze wstydu w ziemię. Zimniejszy podmuch wiatru uderzył w jej futro. Skuliła się, by osłonić się przed nim. 
— Wygrzewałaś się kiedyś na kamieniach na plaży? — usłyszała pytanie. 
Niepewnie spojrzała w stronę liliowej. Nie zdawała się nią znudzona. Jeszcze.
— To musisz koniecznie spróbować. Są niedaleko. I po obu stronach naszych granic. — dodała, unosząc ogon do góry. 
Pasikonik zerwała się na łapy. Nieco zbyt gwałtownie. 
— Chce z-zobaczyć. — miauknęła cicho, trochę niegrzecznie.  

<Kminek, randka wśród kamyków?>

19 maja 2023

Od Źródlanego Dzwonka CD. Pasikonikowego Nowiu

Było coś miłego w zbieraniu kwiatów, skupieniu, jakie było potrzebne, by zerwać je tuż przy ziemi. Chociaż trochę zrzedła jej mina, gdy musiała zapleść je tak, by się nie rozwaliły. Przetrzymywanie wszystkich łapą i zaplatanie było trochę… mieszające w oczach z tak bliska. Zapytana o to, jak jej idzie, bez zgrywania mądrej, przyznała się od razu, że iść, nie szło. Rozlatywało się w pozycji leżącej. Co nie było zbyt dobrym sygnałem, chociaż nie wiedziała też, do czego konkretnie dążyła. Jak to ma wyglądać.
Szylkretka zbliżyła się, zaskakująco blisko, zakładając, że były z różnych klanów. Potencjalnie mogły się nawzajem pozabijać. Gdyby był tu jakiś uczeń i ktoś przekroczyłby granicę, pewnie by tak było. Ale były tu same, a życie liliowej nie było warte zbyt intensywnej samoobrony. Więc dlaczego nie podjąć ryzyka? Obie widocznie czuły z tym dyskomfort, bo unikały swoich spojrzeń.
— M-musisz m-mocniej ściskać. — poradziła.
— A wszystko inne dobrze? — zapytała, bo zwątpiła w swoją logikę.
Kotka wydała z siebie potwierdzający pomruk i cofnęła się. Trochę ją ta ucieczka zabolała w serce, ale zignorowała to obce uczucie.
Udało im się skończyć wianki i dopiero wtedy im przerwano.
Zastrzygła uszami. Kroki po stronie Klanu Burzy. Dźwignęła się na łapy, nieśmiało przesuwając swój wianek ku kotce, obawiając się śmiałego ruchu położenia go jej na głowie.
– Ktoś idzie, muszę iść. Do zobaczenia – mruknęła cicho, uśmiechając się przepraszająco. Czmychnęła w dal, zostawiając zbierane wcześniej zioła, o których dawno zapomniała. Trochę potem tego żałowała, bo ten ktoś najwyraźniej poszedł inną drogą; nie słyszała żadnych głosów. Ale głupio byłoby zawrócić i przyznać się, że czuwała w pobliżu, czy kotka znów nie zgubi się poza granicą.

<Pasikonik?>

09 marca 2023

Od Pasikonikowego Nowiu CD. Źródlanego Dzwonka (Psiej Pokory)

*dawno temu na nowych terenach*


Szła wzdłuż jeziora. Pora Nowych Liści była ciepła. Młoda trawa kiełkowała pod jej łapami. Niewielkie kwiatki koniczyny trącały ją w kończyny. Słońce powoli kierowało się ku morzu, by znów ustąpić nocy. Samotny spacer miał oczyścić jej myśli, lecz zamiast tego wciąż kłębiły się w jej umyśle. Niespokojna tafla zalewiska zupełnie jak jej umysł zdawała się sztargana przez wiatr. 
— Dzień dobry!
Oderwała wzrok od zalewiska, by spojrzeć na liliową kotkę. Zdawała się taka przepełniona energią. Niezniszczona. Choć może to były pozory, przez które Pasikonik nie mogła się przedrzeć. Nieco speszona skierowała wzrok na jej pysk. Bukiet kwiatów. 
— Hej. — miauknęła ciszej, spoglądając za siebie.
Nikt z jej klanu nie zdawał się patrolować aktualnie tych okolic. Kwiecisty Pocałunek pewnie niejedynie jej zdradziła, że w okolicy Upadłego Potwora widziała wiele królików. 
— Z-zbierasz zioła d-dla medyka? — zapytała, siadając.
— Tak, wysłali mnie, żebym pozbierała. 
— Z-znasz się na ziołach...? — urwała, czując jak głupie było to pytanie.
Nie wysłaliby jej gdyby się nie znała. 
— Tak. Orientuję się nawet. — przyznała Kminek. 
Pasikonik kiwnęła łbem, przenosząc wzrok na własne łapy, by nie wgapiać się w kotkę zbyt długo. Zakryła szybko ogonem niepełnosprawną łapę, mając nadzieję, że liliowa nie zwróciła na to uwagi. 
— M-moja siostra... — zaczęła niepewnie, zerkając jedynie na Nocniaczkę. — R-robiła takie... wianki. Z kwiatów. Chciałabyś się m-może nauczyć? — spuściła wzrok, by nie widzieć jej reakcji. 
— Chętnie. — odpowiedziała liliowa. 
Uczucie ulgi przeszło przez jej grzbiet. Rozluźniła się lekko. Nie wyśmiała jej. Rozejrzała się wokół. Usiana mleczami, koniczynkami i nielicznymi makami polana nie oferowała zbyt wiele. Wstała powoli, czując na sobie spojrzenie wojowniczki i udała się do mleczy. Zerwała kwiaty tuż przy samej ziemi. 
— Mam także zbierać? — zapytała Kminek. 
Pasikonik kiwnęła łbem i zrobiła krok w stronę kolejnych kwiatów. Minęło dobre parę uderzeń serca nim kupka z kwieciem się uzbierała przed kotkami. 
— T-tyle starczy. — miauknęła cicho, zerkając na umorusaną żółtym pyłem liliową. 
Uśmiechnęła się lekko i usiadła nad zbiorami. Złapała parę łodyg w pysk i położyła przed sobą. 
— M-musisz tak skrzyżować ł-łodygi. — zaprezentowała. — I p-potem zrobić tak... I tak k-kolejny raz. — zaczęła przeplatać. 
Niezbyt zgrabna konstrukcja powoli nabierała kształtu. Czuła na sobie wzrok liliowej, jak wpatruje się uważnie w jej ruchy. Łapy lekko zadrżały jej nerwowo. 
— J-jak ci idzie? — mruknęła, próbując odgonić myśli. 
Liliowa spojrzała się niepewnie na rozlatujący się twór. 
— Niezbyt... 
Pasikonik wstała i podeszła do niej. Ich pyski dzieliło parę mysich długości. Szylkretka starała się udawać, że wcale nie czuje się z tym dziwnie. Szybko spuściła wzrok i przyjrzała się lepiej wiankowi. Wszystko było dobrze, ale kwiaty rozplątywały się. 
— M-musisz m-mocniej ściskać. — miauknęła cicho. 

<Kminek?>



25 lutego 2023

Od Źródlanego Dzwonka (Dzwonka) CD. Pasikonikowego Nowiu

*Przeprowadzka*
Patrzyła w niebo, nie przerywając słów kotki. Gdy ta przerwała, odczekała chwilę, by dać jej szansę na dopowiedzenie czegoś, ale najwyraźniej nie zamierzała. W międzyczasie ważyła swoje opcje. Powoli przeturlała się na brzuch, wystawiając głowę zza skałę.
— Cześć. — zamruczała przyjaźnie, przekrzywiając głowę. Kotka wydała się spłoszona jej głosem. Przymknęła oczy, udając, że tego nie widzi. — Chcesz tu wejść? — wskazała spojrzeniem na miejsce obok siebie. 
Pasikonikowy Nów nie ruszała się przez chwilę, by ostrożnie i niepewnie wskoczyć na górę. Liliowa przesunęła się bardziej w bok, dając jej więcej przestrzeni. Dopiero gdy usiadła obok, zagadnęła
— Jak mija ci podróż? 
— Źle — westchnęła ciężko. 
— Oh. Chcesz o tym porozmawiać?
— Nie.
Ale cisza była niekomfortowa, więc postanowiła trochę pociągnąć temat. Co mogła zaoferować by pomóc? Zabicie dla niej tego osobnika nie brzmiało jak coś, co przyjęłaby z otwartymi łapami.
— Wiesz, zawsze… jest dużo klanów, do których możesz dołączyć. Klan Nocy… może nie mieć najlepszej liderki, ale… — przerwała, gubiąc myśl.
— Nie-e, boję się żyć w swoim klanie, a co dopiero obcy-ym. — podkreśliła to, kręcąc głową.
Skinęła, dając znać, że przyjmuje jej opinię.
— Jasne, rozumiem. To twoja decyzja. Tylko… miej moją propozycję z tyłu głowy, gdyby zaczęło robić się źle, proszę. Wierzę, że Klan Nocy, niezależnie od lidera, nie pozwoli na krzywdzenie swoich wojowników. Byłabyś… bezpieczna z daleka od tego kogoś, kogo się boisz. 
Może zbyt narzekała na Kruczą Gwiazdę. Biedna szylkretka miała dużo gorzej. Jeszcze obca ją męczy.
— Macie postój? — zmieniła szybko temat.
— T-tak, mi-miałam polować.
Źródlany Dzwonek wydała z siebie pomruk i wstała, przeciągając się.
— Chcesz razem…? — zaproponowała, ale drugi raz została odrzucona, więc usiadła z powrotem. Zrobiło jej się głupio, więc spojrzała gdzieś na bok, potem na gałęzie, słońce… Ciężko westchnęła. — Nie będę cię więc zatrzymywać. Nie chciałabym, żeby twój klan czekał. — ukłoniła się lekko i jeszcze raz na nią spojrzała z uśmiechem, nim zeskoczyła z kamienia. Może jej towarzystwo nie było mile widziane.
*Na nowych terenach*
Wracała ze spaceru po treningu Kurki, z ziołami w pysku do swojego schowka. Akurat zbierała dzisiaj te, które kwitły, więc wyglądały jak niewinny bukiecik ślicznych kwiatuszków. Przemykała w okolicy granicy z Klanem Burzy, gdy dostrzegła znajomą kotkę. Spojrzała za jej uczennicą lub innymi kotami, ale chyba nikogo nie było, więc skręciła w jej stronę luźnym truchtem.
— Dzień dobry! — wybełkotała cicho, na razie nie odkładając roślin, w razie, gdyby szylkretka nie była sama i miały udawać, że po prostu pilnują się nawzajem o przestrzeganie granic.

<Pasikonik?>

06 listopada 2022

Od Pasikonikowego Nowiu CD. Źródlanego Dzwonka

Stawiała niepewnie łapy w chroboczącym mchu. Las był dla niej obcym terenem. Ciasnym i nieodgadnionym. Ciągle dudnił życiem. Śpiew ptaków, trzask gałęzi, szmer wędrujących wokół mrowiska mrówek.
Był ucieczką przed parą przerażonych brązowych ślepi, które wciąż wodziły za nią wzrokiem. Pochmurny Taniec zmusił ją, by przyrzekła, iż nie zdradzi jego tajemnicy nikomu. Że jego zbrodnia nie ujrzy światła dziennego. Wciąż czuła na sobie jego duszące spojrzenie, obserwujące każdy jej ruch. Każdy jej gest. 
Nie potrafiła normalnie funkcjonować pod natłokiem jego spojrzenia. Dlatego tak chętnie zgłosiła się na polowanie w nieznanym lesie. Pomimo że i ten był przerażający wciąż mniej niż czarny kocur. 
Wysoki głaz skąpany w słońcu ukazał się jej ślepią. Zatrzymała się na uderzenie, by przyjrzeć się tworowi matki natury. Liliowy ogon zwisał z niego.
Zjeżyła się, jednocześnie czując wstyd, że nie wyczuła zapachu obcego. Lekki zapach mięty oraz ryb dotarł do jej nozdrzy niesiony przez ciepły podmuch wiatru. Znała tą woń. Położyła uszy. Nie wiedziała co za bardzo zrobić w takiej sytuacji. Nie chciała budzić miłej wojowniczki. Głupio jej także było odejść, gdy los je połączył. Jednakże także niezręczne było czekanie aż wstanie. Złapała się za łeb, przygnieciona tymi opcjami. 
— Hej... — miauknęła cicho, by nie wzbudzić śpiącej kotki. 
Otuliła się ogonem, czując, jak wstyd ją zalewa. Gadała do śpiącego kota, by w końcu móc z kimś porozmawiać. 
— Wybacz, ż-że... ostatnio n-nie udało nam się spotkać. — wyszeptała, szurając zdrową łapą w piasku. — Ja... U m-mnie dużo się działo... W sensie... nie u mnie, k-ktoś... ktoś zrobił coś złego. I teraz... t-teraz mnie pilnuje. Szantażuje... Ja... ja nie wiem co zrobić. B-boję się, że j-jak mu podpadnę t-to... to skończę jak on... — zdradziła, czując przechodzące ją ciarki. 

<Kminek?>

30 września 2022

Od Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka) CD. Pasikonikowej Łapy (Pasikonikowego Nowiu)

  Zgadywała, że jej wygląd nigdy nie pozwoli jej się wtopić w klan. Nawet obcy mógł ją odróżnić. Może powinna bardziej ćwiczyć łapy? Pewnie by się jej przydało; jednak była zmęczona i wątpiła, by się udało. Na wzrost nie miała wpływu. Na razie miała dobre zdrowie, ale w przyszłości pewnie dopadnie ją jej genetyka nie tylko w kwestii pasowania.
— A ja...? Przypominam B-burzaka?
Nie przypominała sobie żadnych zasłyszanych słów, oprócz wyzwisk i planów podboju ich terenów. Ale tego nie mogła powiedzieć. Opinie matki też zatarły się już przez tyle księżyców. Nie żeby ich słuchała z jakąś dużą uwagą, bo nie sądziła, że kiedykolwiek spotka klany. Z resztą, Bylica nie była wiarygodnym źródłem czegokolwiek.
— Nie wiem. Nie słucham stereotypów. — mruknęła — Ale ci, których widziałam na granicach — ze starego obozu, chciała powiedzieć, ale w porę się zatrzymała — była bardziej ruda. 
Skrzywiła się.
— No tak rudy... — cicho westchnęła. Zastrzygła uszami zaciekawiona. Kotka nie wydawała się jednak chętna, by kontynuować temat.
Deszcz zatrzymał się całkowicie i przebijało się słońce, które wcale nie dawało ciepła. Nigdzie nie pojawił się zapach, czy jakikolwiek inny trop czekoladowego kocura o żółtych oczach. Za to nieznajoma wydawała się zaniepokojona obcym otoczeniem; nie mogła się jej dziwić, pewnie nieznany teren tylko wzmacniał stres.
Musiała powoli zabrać stąd kotkę; skoro deszcz ustał, koty mogły zacząć wychodzić na łowy.
Wstała i otrzepała się z wody w kilku ruchach. Niewiele to pomogło, wciąż kapało z jej futra. 
— Chodź. — mruknęła łagodnie — Eskortuję cię na twoją granicę. Tam możemy… Nie wiem, poczekać na patrol twojego klanu? 
— Lepiej... L-lepiej nie... ale d-dziękuję. 
***
Na zgromadzeniu znów się spotkały. Porozmawiały o swoich uczniach, którzy byli tak bardzo nieodpowiedni do ich charakterów.
— W-w ogóle... jestem Pasikonikowy Nó-ów... a t-ty?
—Kmi... Źródlany Dzwonek— uśmiechnęła się, udając, że wcale nie chciała przedstawić się starym imieniem.
*
Przerażał ją ten chaos. Nie mogła znaleźć nikogo ze swojego klanu wśród bijących się. Czy byli wciąż jacyś uczniowie, którzy nie zostali ewakuowani? Co tu się w ogóle działo? Czemu Orzechowe Serce chciał zaatakować jej ucznia i zabił Sumi Plusk?
Zamiast nich znalazła szylkretkę, w tym samym miejscu, nieruchomą. Na ułamek sekundy jej serce się zatrzymało, bo zamiast niej wydawało jej się, że widzi Skowronek. Szturchnęła ją ostrożnie łapą, na co ta się skuliła. Odetchnęła z ulgą. W tle walki się uspokajały.
— Pasikonikowy Nowiu, to ja. — szepnęła, czując strach przed naruszeniem ciszy — Już koniec, nie możesz tu leżeć. 
Jednym uchem słuchała co dzieje się wśród liderów.
— C-co to było…?
Odetchnęła z ulgą, że kotka żyła, prostując się. Wydała z siebie pomruk, który miał oznaczać, że nie wie.
Zmrużyła oczy, analizując za to usłyszane słowa, coś, co prędzej mogła zrozumieć niż tą zbiorową halucynację. Nie zdążyła jednak odpowiedzieć, bo oto wołała ich liderka. Nie chciała zostać zapomniana na polu bitwy wśród tylu trupów. Uśmiechnęła się przepraszająco do szylkretki, by gdy tylko odwróciła się w stronę liderki, zmrużyć oczy z ponurą miną. Muszą jeszcze zgarnąć uczniów po drodze. Krucza Gwiazda pewnie nie zauważyła zniknięcia własnego kocięcia.
***
Przemykała lasem, przez który szli ku nieznanym terenom w poszukiwaniu zwierzyny. Cudowna chwila wolności od tego małego demona i jego matki. Oby teraz nie spotkać kogoś z innego klanu; nie miała ochoty na kontakt z innymi. Najchętniej zasnęłaby i nie budziła się następne tysiąc księżyców. 
Coś chyba chciało, żeby tak zrobiła. Oto przed nią był wysoki kamień wystawiony na pełne słońce. Kuszący, by na niego wskoczyć i odpocząć. Osłonięty drzewami, po których trzeba było się wspiąć, by móc się wylegiwać. 
Wysunęła pazury i płynnie znalazła się na skale, od razu czując ciepło na poduszkach łap. Przewróciła się na grzbiet i wyciągnęła, z łapą wystającą poza brzeg, ogrzewając bolące mięśnie i kości.

<Pasikonik?>

05 września 2022

Od Pasikonikowej Łapy (Pasikonikowego Nowiu) CD. Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka)

— Może chcesz mi powiedzieć, jak wygląda ścigający cię? Z pewnością ułatwi mi to pilnowanie naszego bezpieczeństwa. — miauknęła głośno. 
Pasikonik wciąż drżąc, spojrzała na kotkę. Deszcz uderzał coraz mocniej o ziemię. Rytmicznie stukał w drewno. Czuła się tak źle. Wstyd mieszał się z lękiem. Ośmieszyła się przed obcym kotem. Cała przerażona tkwiła na obcym terenie, siedząc ze nieznajomą. Uwięziona. 
— Czekoladowy k-kocur. Żół-łte ślepia. — wyszeptała, zastrzygając uszami. 
Liliowa kotka kiwnęła łbem, przypatrując się otoczeniu. Pasikonik przełknęła ciężko ślinę. Nocniak nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia. Szaleństwa czekoladowego. Jego braku hamulców. Położyła po sobie uszy na myśl co mógłby zrobić mniejszej kotce. Tak malutkiej i niewinnej. 
— J-jest szaleńcem. — wyznała. — Z-zrobił mi to. — mruknęła niechętnie, unosząc łapę. 
Kotka mrugnęła i wydała z siebie ciche "oh".
— Przykro mi, że cię to spotkało. Nie powinnaś musieć tego przeżywać. — odparła ostrożnie
Pasikonik otuliła się ogonem. Nie wiedziała za bardzo jak na to zareagować. Podziękować? Ale za co. Zimny dreszcz przeszedł jej przez grzbiet. Niezręczna cisza znów wkradła się pomiędzy nie. Zerknęła kątem oka na towarzyszkę. Rzucała się w oczy. Jak i zapadała w pamięć. Ciało pokryte bliznami. Krótki ogon. Jasne futro. Ciemne jak błoto ślepia.
— N-nie wyglądasz jak Nocniak. — rzuciła, zaraz przegryzając sobie język. 
Zaraz kotka ją wygoni na deszcz. Zostawi na łaskę tego psychopaty. 
—... A jak wygląda Nocniak? — rozglądała się powoli, skupiając na cieniach między drzewami. 
Zamyśliła się, próbując sobie przypomnieć tych spotkanych na wojnie. Niewielu z nich pamiętała. Większość była umięśniona. Dziwna. Gruba. 
— D-duży, n-napakowany... śmierdzący... — wykrztusiła z siebie obraz stereotypowego Nocniaka w końcu. 
Liliowa prychnęła, dusząc śmiech. 
— Ciekawa wizja, chyba faktycznie nie wyglądam na klanowego kota. A zapach to raczej kwestia higieny. — trzepnęła uchem, kątem oka zerkając na kotkę
Pasikonik mruknęła cicho. W sumie racja. Choć i tak większość Nocniaków kojarzyła jej się ze smrodem zdechłej ryby. Deszcz powoli słabł. Wystawiła łeb na zewnątrz, narażając się na zmoknięcie. Po czekoladowym nie było śladu. Lecz mimo to mogła przyrzec, że czuła na sobie jego spojrzenie. Przyłapywała się, że dostrzegała czekoladowe futro wszędzie. Sterta gałęzi, błotnista kałuża, suche liście. Wszystko sprawiało mylne wrażenie. Mąciło w jej umyśle. Złapała się za łeb, po uderzeniu serca karcąc za to. Nie powinna przed Nocniakiem zdradzać swych słabości. I tak już wystarczająco się ośmieszyła. Lecz krople zdradziecko przypominały kocie kroki. Otoczenie przyprawiało ją o palpitacje serca swą brązową scenerią. Zjeżyła lekko sierść.
Nie potrafiła uwolnić się z tego lasu. 
— A ja...? — zaczęła nieśmiało, byle nie wychodzić z bezpiecznego schronienia. — Przypominam B-burzaka?

<Kminek?>

14 sierpnia 2022

Od Kminkowej Łapy CD. Pasikonikowej Łapy

 Udało jej się uprosić Trzcinową Sadzawkę o puszczenie na samodzielny spacer. 
Potrzebowała tego. Wszystko, co się działo w klanie nie było przyjazne dla jej stanu psychicznego; przecież pierwsze miesiące spędziła jako samotnik i wciąż czuła się jak intruz, będąc wśród tak dużej społeczności. Wcześniej było ich tylko sześć; ona, Skowronek, Deszcz, Fiołek, Krokus i Bylica. Pięć kotek i jeden kocur. Nagle znalazła się w miejscu, gdzie było kotów sześciokrotnie więcej, kocurów było więcej, straciła rodzinę i musiała radzić sobie sama. Czy miała kiedykolwiek chwilę by to po przeżywać w samotności? Nie. Ciągle był jakiś ruch, ciągle było to dostarczanie jedzenia starszyźnie, karmicielkom, pozbywanie się z nich kleszczy, pcheł, układanie legowisk, treningi, polowania, patrole. Była wdzięczna, bo nie mogła myśleć, zapuścić się zbyt daleko w spiralę wspomnień, ale teraz doskwierało jej już zmęczenie i samotność. 
Szła więc w głębię lasu, nie musząc nic robić; słuchać za atakującymi, ofiarami; mogła po prostu słuchać ptaków i szelestu wiatru, czuć igły pod łapami, mokrą ziemię, w której się nieco zapadała. Zamierzała się tym cieszyć, bo ból pleców wskazywał, że niedługo będzie wracać, by zdążyć przed deszczem. 
Wszystkie stworzenia z lasu uciekły, zwracając jej uwagę na niezbyt dyskretną w swoim poruszaniu się zwierzynę, łamiącą wszystkie gałązki. Zaniepokojona otworzyła pysk, by wyłapać dokładniejszy zapach; spodziewała się wszystkiego, od inwazji po uciekający przed psami patrol. Ale docierał do niej zapach tylko jednego, obcego kota. Z klanu burzy. 
Miała ochotę zawyć. Tyle z jej spokojnego dnia. 
Cichym truchtem wykręciła w stronę, w którą kierował się biegnący, posyłając za sobą kopnięte sosnowe igły. Cały czas węszyła, szukając jakiegoś patrolu, który pomógłby przepędzić intruza, rozdzielić bójkę, albo zapobiec inwazji. W końcu to dość niecodzienne, znaleźć samotnego wrogiego kota na środku ich terenów. Brzmiało jak pułapka, wywoływało to u niej w pełni uzasadniony niepokój. 
Burzak musiał się zatrzymać, bo teraz musiała polegać na wyraźnym tropie zapachowym; nie szła jednak centralnie po nim- zbyt niebezpieczne. Ostatnim razem jak wracali z Trzcinową Sadzawką swoim śladem, to skończyli pobici przez owocowy las. 
Wciąż nie było śladów innych kotów, z żadnego z klanów, gdy obchodziła miejsce, gdzie zapach był najsilniejszy, a więc znajdowało się tam jego źródło. Nieco uspokojona, że nie szykuje się kolejna bitwa z jej udziałem, stanęła między drzewami, wyprostowana, by wydawać się wyższą, i spojrzała wprost na obcego. Okazała się nim być dorosła kotka, z najeżoną szylkretową sierścią. Kminek skrzywiła się na myśl o potencjalnej potyczce z dorosłym wojownikiem. Ile mogła być starsza od piętnastoksiężycowej kotki? Prawdopodobnie była silniejsza; była też przestraszona, a więc mogła rzucić się do walki.
Zniżyła głowę, strosząc futro od karku aż po sam ogon i zbliżyła się powolnymi krokami. 
– Jesteś na terenie klanu nocy – zaczęła, chcąc, chociaż spróbować załatwić sprawę bez rozlewu krwi, nawet jeśli nie wiedziała co mówić. Chociaż tak głęboko w ich terytorium wątpiła, by brązowooka nie zdawała sobie z tego sprawy – Nie chcę z tobą walczyć, więc proszę, skieruj się teraz na swoją granicę, nim przyjdzie ktoś mniej pokojowo nastawiony.
– N-nie mogę! Ktoś mnie goni. M-muszę się tu ukryć, chociaż na chwilę! 
Poruszyła uszami na wspomnienie o dodatkowym osobniku. Była pewna, że nikogo nie wyczuwała w okolicy; ale kotka mogła go zgubić i teraz mógł jej szukać. Uniosła głowę, sprawdzając powietrze, czy nieśledzącym nie jest patrol, choć nie przypominała sobie, by jakiś teraz miał być. Od razu też szukała zapachu krwi od strony kotki, jednak wydawała się cała. 
Spojrzała w bok, zastanawiając się.
– Dobrze, ale wciąż nie możesz tu zostać. – spokojnie zbliżyła się i trochę jak wtedy, gdy prowadziła Bezchmurne Niebo, nakierowała ją na odpowiedni kierunek – Pokażę ci miejsce, gdzie możesz się schować. Posiedzimy tam, aż będzie bezpiecznie, a potem odprowadzę cię na granicę, dobrze? 
Powstrzymała się przed odruchowym szturchnięciem jej do przodu; nie było co ryzykować. Dała jej iść kilka kroków przed sobą, czujna i sztywna, co jakiś czas oglądając się czy wszystko wydaje się normalne, po czym wracała do przeszywania jej spojrzeniem, oczekując ataku. 
– Tutaj. – wskazała łapą pusty konar wciąż stojącego drzewa.  
Wydawało jej się, że to miejsce będzie bezpieczne dla ich obu; ograniczało strony ataku którejkolwiek ze stron i w razie, gdyby pojawił się patrol, mogła powiedzieć, że znalazła intruza głęboko na terenach i chciała, by został przesłuchany. Nie mogła przecież ryzykować gniewu Kruczej Gwiazdy, skończyłaby pewnie bez łap.
Poczekała, aż wojowniczką usiądzie w środku i sama usadowiła się na zewnątrz. Zachowała na tyle dystansu, by móc zareagować na niepożądane zachowania, ale też, by móc obserwować szczegółowo ją i otoczenie, bez niepokojenia nikogo. Wciąż miała otwarty pysk, szukając zapachów; nad klanem burzy padało, a tutaj wiatr się nasilał. Niedługo przyniesie deszcz tutaj.
– Więc… – zaczęła kombinować jak zagaić rozmowę, bo czuła się nieswojo, tak tylko siedząc i patrząc – …uchhhh… – pytanie, kto ją goni byłoby niezbyt delikatne, ale co innego miała zapytać? Co takiego zrobiła, żeby ją gonił? Jak tam króliki na ich terenach? 
W międzyczasie wiatr błyskawicznie przyprowadził nad ich tereny ciemne, ciężkie chmury. Spostrzegła to, dopiero gdy na jej nos spadła kropla; pomyślała, że się jej wydawało, ale zaczęły spadać kolejne. Co chwilę trzepała uchem i przymykała oczy, ale nie ruszyła się z miejsca.
– Może chcesz mi powiedzieć, jak wygląda ścigający cię? Z pewnością ułatwi mi to pilnowanie naszego bezpieczeństwa. – miauknęła na tyle głośno, by słychać ją było przez padający o ziemię i o nią deszcz.

<Pasikonik?>

[przyznano 5%]

24 lipca 2022

Od Pasikonikowej Łapy Do Kminkowej Łapy

Jajko toczyło się po sosnowej gałęzi. Zbliżało się do kresu. Nie miała jak pomóc. Przyglądała się jedynie tej nierównej walce. Zahaczyło o korę i stoczyło z kursu. Spadło. Uderzyło o ziemię. Głucho. Podbiegła. 
Mrok rozlał się na mchu. Smród konającego wiele księżyców zwierza wypełzł ze skorupy. Cofnęła się obrzydzona. Zapach nie tracił na intensywności. Tonęła w nim. Dusiła. 
— Pasikonikowa Łapo...? — ocucił ją głos mentorki. 
Zdezorientowane pomarańczowe ślepia mierzyły ją niepewnym spojrzeniem. Kremowe futro tańczyło targane przez wiatr. Szylkretka cofnęła się od jajka. Mentorka podeszła bliżej jej. Zdawała się nieporuszona zapachem. Jej wciąż wyprostowana sylwetka, jak i lekko uśmiechnięty pysk  przynajmniej nic takiego nie zdradzały.
— T-tak...?
— Czemu tu tak sterczysz? — zapytała. — Chodź, mamy jeszcze dużo do zrobienia. Szkoda tracić czas. Musisz się podszkolić, by umieć z nią funkcjonować. — dodała, zerkając na łapę kotki.
Szylkretka zasłoniła zawstydzona kończynę, okrywając ją puszystym ogonem. Nienawidziła jej. Była paskudna. Upośledzona. Rzucała się w ślepia. Nie mogła jej ukryć. Nie mogła jej zakryć. Wciąż utykała chodząc. Przyciągała spojrzenia. Niczym matka wariatka.
— Nie czujesz tego? — miauknęła, wbijając w mentorkę niezrozumiałe spojrzenie.
Kpiła z niej?
Kremowa uśmiechnęła się niepewnie, by następnie odwrócić się od uczennicy.
— Jedyne co czuję, to to, że przed nami jeszcze niekrótki trening. — zażartowała Blady Zmierzch.
Pasikonikowej Łapie jednak nie było do śmiechu.


* * *

Głowa niemiłosiernie ją bolała. Niczym na złość ból pulsował z każdym krokiem. Szum jeziora targanego przez wiatr nie pomagała. Podobnie jak tonące w błocie łapy. Stanęła na uderzenie serca zdyszana. Piasek z nad brzegu był stabilniejszy. Spojrzała na idące na przodzie koty. Niewzruszone pozostającą w tyle Pasikonik. Była odmieńcem wśród swoich. 
Powolnym Burzakiem.
Patrzyła na oddalające się koty. Rozglądającego się wciąż za kimś Wrzosową Rzekę. Wędrującego gdzieś myślami Pochmurny Taniec, którego łapy zdradzały napięcie. Czarnowroni Lot klejący się z jej "siostrą" do siebie niczym bobki królika. 
Zanurzyła łapy w suchym piasku, próbując uciec przed własnymi przemyśleniami. Pogoda choć nieprzyjemna nie należała do najgorszych. Toczące się powoli chmury grube niczym zwierzyna Dwunożnych zapowiadały kolejne opady. Tupot łap rozproszył ją z przemyśleń. Odwróciła nerwowo łeb za siebie. Czekoladowe futro mignęło jej przed ślepiami. Niczym zjawa pojawiło się na uderzenie serca, by następnie zniknąć. Pasikonikowa Łapa zerwała się. Kątem oka widziała tajemniczą sylwetkę. Lecz gdy tylko zwróciła się w jej stronę, ów ta znikała w gąszczu traw. Zaniepokojona powędrowała wzrokiem w stronę Burzaków. Lecz tych już nie było. Zniknęli w szeleszczących źdźbłach życicy. 
— Halo? — niepewnie jej głos przeszył polanę. 
Odpowiedział jej jedynie znów szmer łap. Czuła jak serce podchodzi jej do gardła. Granica z Klanem Wilka była blisko. Ich ostry i nieprzyjemny zapach docierał do jej nozdrzy. 
Brąz poprzecinany ciemniejszymi pasami znów zagościł w kącie oka kotki. Odwróciła się, by ujrzeć znów te przenikliwe żółte ślepia. 
Pisnęła przerażona i rzuciła się biegiem przed siebie. Kończyny tonęły w miękkiej ziemi zupełnie jakby próbowały ją zatrzymać. Upośledzona łapa zawadzała przy każdym kroku, upominając wytrwale o swoim istnieniu. Zdyszana odwracała się co rusz za siebie. Nie potrafiła go zgubić. Podłoże się zmieniło. Przemoknięty mech wprowadzał w poczucie dyskomfortu. Gałęzie trzaskały pod jej łapami. Zatrzymała się. Nigdy wcześniej nie była w tym lesie. Nie czuła zapachu swoich. Wzrok kotki powędrował szybko w stronę polany. 
Nie było go. 
Zwróciła ślepia ku lasu. Gęsty i pełen drzew. Niebo ledwo widoczne wśród koron drzew. Czuła się w nim dziwnie. Przytłoczona. Osaczona. Przygnieciona. 
Gdzie nie spojrzała rosło drzewo. Drzewo za drzewem. Niekończący się cykl. Każde inne. Różniły się wszystkim. Liśćmi. Korą. Kształtem. Kierunkiem gałęzi.
Obce i nieznane. 
Liliowe futro pojawiło się wśród nich. Pasikonik zjeżyła się. Ona znów. Czuła, jak łapy drżą jej na myśl o tym spotkaniu. 
Lecz lilię nie zdobiły cętki. Wywinięte nienaturalnie uszy. Brązowe niczym jej ślepia. Pasikonik przyglądała się nieznanej istocie, nie potrafiąc wykrztusić z siebie słowa. 

<Kminek?>

[przyznano 5%]