— Musisz kontrolować przestrzeń, jak i swoje ciało, Wrotycz. W walce nie ma miejsca na otrzepywanie liści z futra. Musisz być całkowicie skupiona na tym, co dzieje się tu i teraz.
Wrotycz położyła po sobie uszy. Wiedziała, że mentorka miała rację. A mimo to tak ciężko było jej spełnić te zalecenia. Ranienie innych zdawało się przerażające.
— Zaatakuj mnie — padł rozkaz.
Widząc jej lęk, Poinsecja uderzyła ogonem. Uczennica wiedziała, że cierpliwość kotki do niej się powoli kończyła. A nie chciała denerwować starszej.
— Słyszałaś? No już. Skocz na mnie.
Wrotycz próbowała. Naprawdę. Jednak, zamiast skoczyć na mentorkę, uderzyła jedynie znów w ziemie. Jej nos przepełniony był wilgotną ściółką leśną. Gdzieś łapą zahaczyła o gałąź. Czuła się tak beznadziejnie. Obolała i bezradna.
— Może poćwiczymy pozycję...? Może wtedy... — zaczęła cichutko, bojąc się reakcji kotki.
Poczuła łapę Poinsecji na sobie. I jej ciężar. Kotka przygniatała ją do podłoża. Gałązki, jak i szyszki, nieprzyjemnie wbijały się w jej brzuch. Wydawała z siebie ciche mruknięcie, zdradzające jej dyskomfort.
— Ćwiczenie pozycji z tobą jest na razie bez sensu. Boisz się zaatakować. Boisz się ataku. Za bardzo boisz się wszystkiego, co cię otacza — odparła surowo mentorka.
Wrotycz położyła po sobie uszy. Poczuła, jak kotka zdejmuje z niej łapę.
— Wstawaj. Robimy to samo co przed uderzeniem serca. Do skutku.
Uczennica wzięła głębszy oddech, podnosząc się z ziemi. Skupiła swój wzrok na łapach kotki. Jeśli skoczyłaby w ich stronę, spełni rozkaz mentorki i na pewno też nie zrobi jej krzywdy. Wybiła się z tylnych łap. Poinsecja sprawnie zeszła z jej drogi.
— Znów.
Wrotycz spojrzała zdezorientowana, lecz nie odezwała się. Wiedziała, że to bez sensu. Mentorka zawsze finalnie miała rację. Przy kolejnym skoku już prawie jej się udało. Dopiero gdy prawie musnęła łapą koniuszek ogona starszej, przeszły dalej.
— Teraz będziesz próbować odeprzeć mój atak. Masz nie uciekać. Zrozumiałaś?
Wrotycz pokiwała łebkiem, choć czuła, że nie wyjdzie to jej. Nawet za któryś nastym razem.
Widok skaczącej w jej stronę Poinsecji szybko sprawił, że skuliła się przerażona. Zamknęła ślepia, bojąc się wyrazu pyska kotki.
— Wrotycz... — jej głos wyraźnie zdradzał niezadowolenie. — Spójrz na mnie.
Otworzyła niechętnie ślepia.
— W tym momencie, podczas prawdziwej walki, już byś nie żyła. Myślisz, że nasi wrogowie będą mieli w sobie tyle litości, by pozwolić ci odejść? Dla nich jeden kot mniej z wrogiego klanu to lepiej...
Uczennica zadrżała. Zapominała, że prócz Owocowego Lasu istniały inne ugrupowania. Wrogie.
— Odpowiedz.
— Nie.
— No właśnie. Dlatego nie możesz drżeć jak mysz podczas walki. Pewność, nawet udawana, sprawi, że wróg nie uzna cię za łatwy cel. — oznajmiła mentorka, spoglądając na nią. — Od dziś nie chcę słyszeć żadnego jąkania ani łamiącego się głosu podczas treningów. Masz udawać aż wejdzie ci to w krew.
Wrotycz pokiwała niepewnie łbem. Nie wiedziała jak ma tego dokonać. Ale chciała chociaż spróbować zrobić to dla Poinsecji. Chociaż tak wynagrodzić mentorce trud jaki sobie zadawała, trenując z nią.
— Zaczynasz od jutra. Nie chce widzieć cienia przerażenia na twoim pysku podczas walki.
[506 słów]
[10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz