BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Fasolowa Łodyga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Fasolowa Łodyga. Pokaż wszystkie posty

22 listopada 2020

Od Wróblowego Serca cd. Fasolkowej Łapy (Fasolowej Łodygi)

 Z zaskoczeniem obserwował jak morskie oczy jego przyjaciółki stają się szkliste. 
Mówiła coraz szybciej, coraz mniej się wahając, jakby coś w niej pękło.
- Nie chcę przed nimi przysięgać wierności, nie chcę o-oddać się ich za-zasadom... nie chce za nimi podążać… 
Odruchowo przytulił ją do siebie, delikatnie gładząc ogonem po grzbiecie. 
- Myślę, że to normalne, że się boisz - miauknął, próbując brzmieć uspokajająco. - Tylko taki Potrójny Dziadby się nie przejmował.
Kotka przyjęła jego żart głośniejszym chlipnięciem, które chyba miało oznaczać ulgę.
Milczał. Przymknął ślepia, próbując zebrać myśli. Nie zwierzał się nikomu, ale…
- Wiesz, ostatnio trochę myślałem o przodkach. - Jego głos brzmiał jak zwykle pogodnie, ale końcówka jego ogona drgała, zdradzając napięcie. - Wszystko, co się stało… - Nie musiał przywoływać przyszłości. Każdy Wilczak doskonale wiedział, co kocur ma na myśli. Zamilkł więc po prostu na chwilę, a jego myśli poszybowały w stronę najczarniejszych wschodów słońca ich klanu. Wschodów, które w jego umyśle zmieniały się w szare pasmo ciągłego lęku i bólu. - To zdawało się nie mieć sensu. Tyle razy wołałem ojca, prosiłem, żeby nam pomógł. Żeby… żeby zabił Stwórcę. Albo sprowadził kogoś, kto go przepędzi. Żeby pomógł wujkowi Igle. Mamie. Skowronek. Kawce. Maluszkowi. Tobie. Albo chociaż… Albo chociaż zabrał mnie do siebie - ostatnie zdanie wyszeptał ledwo dosłyszalnie. Odetchnął głębiej i spojrzał kotce w oczy. - Nie odpowiedział. Próbowałem zrozumieć dlaczego. Dlaczego? Czy nie byłem wystarczająco dobrym synem? Nie zasługiwałem na pomoc? Może to była kara? Próbowałem sobie przypomnieć co takiego zrobiłem, co takiego zrobiliśmy wszyscy… Nie chciałem wierzyć, nie mogłem… 
Wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze. Uśmiechnął się.
- Długo szukałem. Winy, przyczyny dla której mógłby mnie zostawić, jakiegoś wspomnienia pokazującego, że mógł mnie nie kochać. Że byłby w stanie odwrócić się od nas wszystkich. I nie znalazłem. Wtedy… Przypomniałem sobie… Wtedy, kiedy wychodził z legowiska. Spojrzał na nas, ostatni raz. W jego oczach było coś, czego nigdy nie zapomnę. Ja… - Pokręcił energicznie łbem. - Nie wierzę, że mógłby nas zostawić. 
Spojrzał jej w oczy.
- Każdy, kto trafia do Klanu Gwiazdy miał kiedyś rodzinę. Może on też patrzył na nich tak ostatni raz… Nie wierzę, że mógłby o tym zapomnieć. Myślę… myślę, że on po prostu nie mógł nam pomóc. Może… może zrobiłby tym więcej zła niż się stało? Może nie potrafił? Może ktoś mu zabronił? Bo gdyby mógł… Pewnie dałby się zagryźć jeszcze raz, żebyśmy tylko byli bezpieczni. - Uśmiechnął się kącikiem pyska. - Ale najbardziej... Może… może po prostu chciał, żebym nauczył się radzić sobie bez niego? Żebym próbował wybić ci głupi pomysł pomocy wujkowi Igle i w końcu ratował go z tobą, żeby później kazał mi biec do obozu Burzaków. Może Klan Gwiazdy nie chce, żebyś za nim szła, a raczej… nauczyła się biegać na własnych łapach?
Odpowiedziało mu słabe miauknięcie:
- A Strzyżykowa Pręga?
Spuścił łeb.
- Nie wiem. Nie rozumiem tego. Może to wcale nie była kara od Klanu Gwiazdy? 
Liliowa momentalnie zaprzeczyła.
- Nie rozumiem. Wiem tylko, że mój tata nie przyłożyłby do tego łapy. - Odetchnął głębiej, formułując myśl, która od jakiegoś czasu nie dawała mu spokoju - Może Przodkowie wcale nie są nieomylni? - mówił szybko, jakby bojąc się, że kotka mu przerwie. - Wszyscy byli przecież tylko kotami, może wciąż mogą popełniać błędy, nie zgadzać się ze sobą i później żałować? Może… oni też kiedyś zostaną rozliczeni?


<Fasolko? :hehe_cma:>

09 września 2020

Od Wróblowego Serca cd. Fasolkowej Łapy

Słońce wznosiło się coraz wyżej i wyżej, a oni po prostu siedzieli, przytuleni do siebie.
Wróbelek pozwolił, by zza jego zaciśniętych powiek popłynęły łzy, natychmiast znikające w burym futrze.
Nie chciał się zastanawiać. Nie chciał analizować, a przede wszystkim nie chciał mieć przed oczami przerażonego pyszczka tamtej kotki.
Wsłuchał się w równy oddech Fasolkowej Łapy. Wdech za wdechem, wspomnienia odpływały w dal, wraz ze spływającymi po jego policzkach łzami. Jego serce zwalniało, wyrównując bieg z walecznym sercem liliowej medyczki.
Mocniej wtulił się w jej futro, modląc się w duchu, żeby zrozumiała. Żeby wiedziała, jak bardzo był jej wdzięczny.
Jakby na potwierdzenie, dotknęła jego barku ogonem.

*teraźniejszość*

Przez ostatnie księżyce zupełnie zaniedbał swoich bliskich. Kłótnia z Maluszkiem i nie znanie własnej wnuczki wujecznej były tego najlepszymi i bardzo bolesnymi przykładami. Dalej nie potrafił sobie wybaczyć tego, że zapomniał o rodzinie. Tak bardzo zakochał się w swoim bólu…
Pokręcił łbem, jakby chcąc strząsnąć z niego przykre myśli.
Miał sporo do nadrobienia.
     Szedł właśnie do legowiska medyków. Od tamtego wieczoru niemal nie zamienili ze sobą słowa. Brakowało mu spędzania z nią czasu. Tak po prostu. Uwielbiał z nią rozmawiać, czasem się drocząc, lubił słuchać jej opowieści o treningu i narzekań na mentora. Uśmiechnął się na wspomnienie uroczych epitetów, które usłyszał kiedyś przechodząc przed legowiskiem podczas ich kłótni.
I przede wszystkim, był jej niezwykle wdzięczny. Za jej hart ducha. I za tamten wieczór.
- Fasolkowa Łapo? - miauknął, podchodząc do wejścia. Przypomniał sobie, kiedy ostatnio tu zaglądał. Dokładnie wtedy, gdy odszedł Krecia Norka. Zdawało mu się, jakby od tego czasu minęły całe wieki…
- Fasolko? Jesteś?
Odpowiedział mu jakiś ruch w głębi legowiska i niezadowolone burknięcie medyka. W końcu w wejściu pojawiła się jego uczennica.
- O, Wróbelek! - Uśmiechnęła się do niego. - Coś się stało?
Zdecydowanie za rzadko u niej bywał.
- Nie, na całe szczęście nie. - Odwzajemnił gest. - Po prostu pomyślałem, że może przyda ci się pomoc. W zbieraniu ziół albo czymś takim. Od biedy mech też mogę wam wymienić - zażartował, choć w głębi serca miał nadzieję, że jednak nie będzie musiał. - No nie daj się prosić! - Uśmiechnął się szerzej.
- Czyli jednak coś się stało! - Zaśmiała się. - Wężowy Wrzask znowu kazała ci zajmować się dziećmi?
Kocurek aż zadrżał na tę myśl.
- Nie, nie, Gwiezdni brońcie. Po prostu próbuję być miły.
Ledwo dostrzegalny grymas przebiegł przez jej pyszczek. Zanim zdążył zapytać, o co chodzi, odpowiedziała.


<Fasolko? Pakt Fasolkov-Wurblov? ;)>

20 sierpnia 2020

Od Wróblowego Serca

Widok Gwiazd przestał go uspokajać. Jego serce biło nienaturalnie szybko i całą energię wkładał w kontrolowanie urwanego oddechu. Wdech, powoli, aż płuca całkowicie wypełnią się powietrzem. Szarpnięcie niespokojnego organizmu. Wydech, powolny i bardzo ostrożny, cichy, żeby żaden szmer nie zakłócił nocy. Cisza.
Kroki. Oddalające się. Rozluźnienie.
Powtórzyć.
Gwiazdy odbijające się w jego tęczówkach pierwszy raz wydawały się być tak odległe.
A najważniejsza z nich przygasła, stając się tylko niewielkim punktem na nocnym niebie. Tak, jakby sama wstydziła się swojej niemocy.
Wdech.
Kolejne kroki. Zamarł. W innej rzeczywistości nie robił nic złego, ale teraz… Teraz samo jego istnienie wydawało się być zbrodnią. Mówiły mu to uśmiechy kotów wydających mu w porze szczytowania słońca jego porcję jedzenia. Mówił mu to wzrok strażników pilnujących wejścia do obozu. Szybko nauczył się, że oczy i ogon należy trzymać nisko.
Szybko nauczył się bawić w nieistnienie. Gdy przemykał po obozie, udawał, że go nie ma i wierzył, że jeśli będzie to robił dostatecznie długo, świat naprawdę zapomni o jego istnieniu. I w końcu stanie się wolny.
Poczuł cieknące po obu stronach pyska łzy, ale nie śmiał ich zetrzeć.
Te momenty, gdy po zmroku chował się w krzakach i obserwował gwiazdy… Te momenty… Chwile najgłębszej samotności.
Wydech.
Czasem podczas nich zamykał oczy i udawał, że jest gdzieś indziej. Leżał obok taty i sióstr i razem wpatrywali się w Gwiazdy, próbując odgadnąć historię każdej z nich. Śledzili wzrokiem świetliki, okruchy tych, którzy szukali Drogi.
Czasem po prostu płakał, rozrywany od środka rozpaczą i samotnością.
Bo gdy wschodziło słońce, na jego pysk musiał wrócić cień zagubionego uśmiechu.
Wróbelek doskonale wiedział, kiedy go stracił.
Wciąż czuł w pysku smak krwi, gdy tamten go uderzył. Wciąż miał w uszach ten krzyk.
Wciąż widział przerażenie w jej oczach.
Wciąż odwracał łeb, żeby nie musieć patrzeć. Żeby nie widzieć.
Żeby nie gardzić sobą jeszcze bardziej.
Wdech.
Kiedy Stwórca ukarał Iglastą Gwiazdę… Nie potrafił już powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Nie potrafił pobiec do niego, żeby mu pomóc. Po prostu stał, tak jak wszyscy, w milczeniu oglądając to, czego nikt nigdy nie powinien widzieć.
Nikt nigdy nie powinien robić.
Nie mógł sobie wybaczyć, że nic wtedy nie zrobił.
Jego tata na pewno pomógłby liderowi. Nawet jeśli miałby zapłacić za to najwyższą cenę.
Ze wspomnień spojrzały na niego brązowe ślepia. Wiedział. A mimo to poszedł.
On tego nie potrafił.
Dopiero później… Razem z Fasolką… Tylko jej determinacja trzymała go przy zmysłach. Powtarzała swój głupi plan tyle razy, że ktoś musiał zareagować. Borsuk. To ona zaproponowała Drzemlikowy Dzwonek.
Plan był prosty.
Wydech.
Nieświadomie ruszył ogonem i trącił jedną z gałęzi. Zamarł. Następne uderzenie serca trwało wieczność.
Cisza.
Drzemlikowy Dzwonek wcale nie była taka zła. I zapłaciła za to.
Następnego wschodu słońca wypuszczono więźnia. I znaleziono mech i liść, który musiał wypaść buremu po drodze.
Wyrok był prosty. Śmierć.
Spojrzała na niego. Wiedział, że nie zapomni tego wzroku nigdy.
Borsuk poklepała go tylko po ramieniu. To nie ona z nią rozmawiała. Nie ona widziała śmierć w żółtych oczach.
Nie ona ją zabiła.
Przeniósł wzrok na Polaris. Opiekunka w drodze do domu, tak powiedział mu tata.
Czy on miał dom, do którego chciał wracać?
Zamknął ślepia.
Może i nie miał domu, ale wciąż były koty, dla których jutro na jego pysku znów musi pojawić się cień uśmiechu. Nawet, jeśli jego serce było martwe. Oni muszą być szczęśliwi. Na tyle, na ile da się być szczęśliwym, gdy straciło się wszystko.
I nie ważne, jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić.


<Fasolko?>

19 sierpnia 2020

Od Wróblowej Łapy (Wróblowego Serca) cd. Fasolkowej Łapy

Wróbelek kiwał łebkiem, starając się zapamiętać wszystko, co mówiła liliowa, chociaż skupienie się utrudniały mu ciągle drżące łapy.
- Naprawdę dziękuję. - Uśmiechnął się słabo do przyjaciółki. - I przepraszam za kłopot, nie-
- To nic, naprawdę - przerwała mu pointka. - Lepiej że przyszedłeś, niż jakby miało się okazać, że to coś poważnego. A tak już chyba po wszystkim.
Wdzięczny za wszystko, otarł się o jej futro. Zabrał ze sobą miód i posłał Fasolce ostatnie pełne wdzięczności spojrzenie, zanim wyszedł. Oj tak, coś mu mówiło, że do końca dnia będzie odpoczywał.

*po zatruciu wody*

Naprawdę nie tego się spodziewał, gdy szedł do legowiska medyków.
Skończył patrol, zjadł posiłek i trochę się nudził, bo ani jego sióstr, ani Modrzewika, jak na złość, akurat nie było. Każde z nich musiało znaleźć jakieś zajęcie, gdy on wędrował wzdłuż granic. Postanowił zajrzeć do mamy, ale rozmawiała z ciocią Miedzią, więc dyskretnie się wycofał, zanim go zauważyły. Nie chciał im przeszkadzać, szczególnie że wyglądały na naprawdę szczęśliwe, obie.
Wpadło mu wtedy do głowy, że już naprawdę dawno nie był zobaczyć, co u Fasolki i momentalnie zrobiło mu się głupio, że pomyślał o niej dopiero teraz, gdy wszyscy inni byli zajęci. Pamiętał, jak bawili się razem za kociaka i jak przykro mu było, gdy okazało się, że kotka nie zostanie wojownikiem jak on. To niby nic nie znaczyło, ale miał wrażenie, że medycy mimo wszystko żyli w swoim świecie, zamkniętym gronie, do którego nie przyjmowali niewtajemniczonych. Nie chciał jej stracić, była dla niego równie ważna jak siostry. Westchnął, tym bardziej wyrzucając sobie, że ostatnio odwiedził ją, bo potrzebował pomocy medyka. Nawet nie pamiętał, kiedy dłużej rozmawiali.
Spojrzał w stronę legowiska medyków obiecując sobie, że będzie odwiedzał kotkę dużo częściej. A zacząć miał od teraz.
Tylko że nie wiedział, że niedługo po tym, jak wyszedł na patrol, zaniepokojona Łasiczy Skowyt przyniosła razem z Tygrysią Pręgą Krecią Norkę. Kocur był nieprzytomny i majaczył, co jakiś czas zwijając się z bólu. Niedługo później, tym razem o własnych siłach, do legowiska przyszedł Leśny Świt, który na progu prawie zemdlał.
Nie wiedział, że medycy wszelkimi sposobami próbowali pomóc czarnemu wojownikowi, ale nic nie pomagało. Z uśmiechem na pyszczku wmaszerował do leża akurat, gdy Potrójny Krok wymamrotał do Strzyżykowej Pręgi, że wojownik to już kocię Gwiezdnego Klanu.
- Fasolko? - miauknął Wróbelek, nie widząc nigdzie przyjaciółki. -  Fasolko, jesteś? Bo jak poszłaś z Trójką po zioła to powiedz!
Odpowiedziała mu cisza. Właśnie wtedy pierś Kreciej Norki wzniosła się po raz ostatni.

<Fasolko? Przepraszam, że tyle to trwało xd>

30 lipca 2020

Od Wróblowej Łapy (Wróblowego Serca) cd. Fasolkowej Łapy

Już kiedy jadł miał przeczucie, że będą z tego kłopoty. Mysz wyglądała jak zwykła mysz i pachniała jak zwykła mysz, ale gdy wziął pierwszy kęsi przełknął, jego żołądek zabulgotał niebezpiecznie. Kolejny kawałek piszczki wędrował po jego przełyku i kocurek utwierdzał się w przekonaniu, że coś jest nie tak. Jakby zwierzyna nie leciała tam, gdzie powinna. Zignorował jednak dziwne uczucie, mówiąc sobie, że przecież nic mu nie będzie i jak trochę odpocznie, jego żołądek spokojnie poradzi sobie ze strawieniem posiłku. Korzystając więc z wolnej chwili, rozciągnął się w cieniu rzucanym przez otaczające obóz drzewa. Chyba nawet się chwilę zdrzemnął. Otworzył ślepia, czując błogi spokój, gdy nagle… jego żołądek skręcił się boleśnie. Beknął paskudnie, czując ohydny niesmak w pyszczku. Brzuch zabulgotał, a on zerwał się na równe łapy. Tego uczucia nie dało się pomylić z żadnym innym. W panice ruszył do miejsca na odpadki. Zdążył w ostatniej chwili - jego ciałem wstrząsnęły torsje i cały jego wcześniejszy posiłek radośnie plasnął do dołu. Odetchnął, ale jego żołądek nie dawał za wygraną. Kiedy skończył, trzęsły mu się łapy, a pyszczku miał paskudnie gorzko.
- No, to chyba tyle? - zapytał sam siebie. Brzuch chyba się uspokoił, dla pewności posiedział jeszcze chwilę w pobliżu dołu.
- Mmm, chyba tak. W takim razie…
"nie ma co niepokoić medyków" miał pomyśleć, ale w tym momencie jego żołądek wykonał gwałtowny fikołek.
Upewnił się, że nie zarzyga medykom legowiska i na drżących łapach ruszył pochwalić się swoją dolegliwością.
W progu przywitała go Fasolka.
- Cześć, Fasolko - odpowiedział na jej powitanie.
- Coś się stało? - Jej uśmiech przygasł na widok jego nietęgiej miny.
- Cóż, ja… zwymiotowałem. To pewnie nic poważnego, chyba ta mysz, którą zjadłem…


<Fasolko? Przepraszam za gniota xd>

20 lipca 2020

Od Wróblowej Łapy cd. Fasolki (Fasolkowej Łapy)

*niedługo po rozpoczęciu treningu*

Szwendał się bez celu po obozie. Po dzisiejszym treningu czuł się wyjątkowo zmęczony. Ćwiczyli dzisiaj tropienie z wujkiem Leszczynkiem i nawet dobrze mu szło. Jak zawsze, porozmawiali trochę i Wróbelek nie raz sprowokował rudego do uśmiechu. Teraz, gdy został sam… Emocje opadły, pozostawiając tylko zmęczenie. I pustkę.
Chciał być sam. Żeby nie musieć się uśmiechać.
Posiedział trochę u taty, ale nawet tam nie był w stanie długo wytrzymać. W końcu po prostu wstał i znów ruszył przed siebie, ze wzrokiem wbitym między ziemię.
Otrząsnął się dopiero, gdy znalazł się przed kociarnią. Z jakiegoś niepojętego powodu, jego łapy zaniosły go właśnie do tego miejsca. Więzienia. Pachnącego jeszcze do niedawna strachem, krwią i śmiercią.
Ostatniego miejsca, w którym widział tatę żywego.
Cicho wszedł do środka. Półmrok przywoływał wspomnienia, dźwięk spokojnych oddechów i zapach mleka sprawiał, że przez moment czuł się, jakby wrócił do domu.
A jednak nie wszyscy spali. Zanim zdążył zareagować, w jego stronę ruszyła wesoła liliowa kulka.
- Dzień dobry, Wróbelku! - W jej morskich ślepiach błyszczały wesołe ogniki. Otarła się o niego na powitanie, mrucząc radośnie. Mimowolnie kąciki jego pyszczka uniosły się.
- Dzień dobry, Fasolko. Naprawdę zostałaś rannym ptaszkiem, co? - zażartował. Dopiero teraz, gdy wyprowadził się z legowiska, był w stanie dostrzec, jak bardzo się zmieniła. Nie była już grubiutką fasolką. Kocurek uświadomił sobie, że lada dzień liliowa dołączy do niego w legowisku uczniów. Ona i jej śpiące w futrze cioci Miedzi rodzeństwo.
- Wszystko przez ciebie - w jej głosie zabrzmiała udawana złość. - Coś się stało? - Przyjrzała mu się dokładniej, przechylając łebek. Pokręcił głową.
- Po prostu wujek Leszczynek zdążył dać mi już rano wycisk - postarał się, aby jego ton zabrzmiał lekko. - Strzeż się, jak zostaniesz Fasolkową Łapą, koniec z wysypianiem się! - Uśmiech na jego pyszczku był odrobinę  bardziej smutny niż zwykle.
Koteczka zaśmiała się, a Wróbelek pomyślał, że gdyby mógł sprawiłby, żeby nigdy nie przestała. Trąciła go ogonem i zażartowała, że przy niej to raczej mentor się nie wyśpi.
Przytulił się do jej krótkiego futra, w myślach dziękując za to, że była. Uśmiechała się. Żartowała.
Gdyby nie ona, gdyby nie jego rodzina, Modrzewik… Wolał nie myśleć.


<Fasolko? Przepraszam, że tak długo i że gniot xd Chcesz zrobić lekki time skip? I na pewno wpadnę do Ciebie z wymiotami :')>

03 czerwca 2020

Od Wróbelka

*przed dostaniem przez Wilczego drugiego wpierdzielu*

Rano wstał, uśmiechając się jak gdyby nigdy nic. Dorośli już nie spali, rozmawiając przyciszonymi głosami. Uśmiechnął się do wujka Leszczynka, który akurat rozmawiał z tatą, przywitał z mamą, ocierając się o jej bury bok i miauknął “Dzień dobry” do wujka Igły i cioci Miedzi. Gdy jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem taty, dostrzegł w jego zmęczonych ślepiach błysk dumy.
Reszta kociąt jeszcze spała. Szturchnął delikatnie Skowronek, ale odpowiedziało mu tylko senne miauknięcie. Borsuk wolał nie ruszać. Kotka wyrobiła sobie zadziwiający odruch walenia łapą każdego, kto ją ruszył, nawet przez sen. No, może poza mamą i tatą.
Malutkie kociaki Miedzi też jeszcze spały. Ich akurat nie miał zamiaru budzić. Kocurek uśmiechnął się, przyglądając się małym kuleczkom. Ciocia mówiła, że jeszcze trochę i one będą się z nimi bawić i faktycznie. Uwielbiał Fasolkę i Piórko, a Kaczuszka też była na swój sposób urocza. Zostawił maluchy w spokoju.
Kolec, Szczurek i Wawrzyn też jeszcze spali. Nie zdążyli się jeszcze dobrze poznać, ale teraz, skoro wszyscy byli skazani na siedzenie razem w kociarni, to miało szansę się zmienić. Wydawali się fajni.
Zresztą obiecał tacie, że się nimi zajmie.
Spojrzenie niebieskich oczu stwardniało, a radosny uśmiech przygasł.
Nie ważne, co się działo na zewnątrz. Że stracił najlepszego przyjaciela i nie wiedział, kiedy znowu się spotkają.
Nie pozwoli, żeby ktokolwiek z nich był smutny.
Gdzieś obok rozległo się donośne ziewnięcie.
- Dzień dobry! - miauknął, uśmiechając się promiennie.


<Kolec? Wawrzyn? Szczurek? Fasolka? Piórko? Kaczuszka?>