- Naprawdę dziękuję. - Uśmiechnął się słabo do przyjaciółki. - I przepraszam za kłopot, nie-
- To nic, naprawdę - przerwała mu pointka. - Lepiej że przyszedłeś, niż jakby miało się okazać, że to coś poważnego. A tak już chyba po wszystkim.
Wdzięczny za wszystko, otarł się o jej futro. Zabrał ze sobą miód i posłał Fasolce ostatnie pełne wdzięczności spojrzenie, zanim wyszedł. Oj tak, coś mu mówiło, że do końca dnia będzie odpoczywał.
*po zatruciu wody*
Naprawdę nie tego się spodziewał, gdy szedł do legowiska medyków.
Skończył patrol, zjadł posiłek i trochę się nudził, bo ani jego sióstr, ani Modrzewika, jak na złość, akurat nie było. Każde z nich musiało znaleźć jakieś zajęcie, gdy on wędrował wzdłuż granic. Postanowił zajrzeć do mamy, ale rozmawiała z ciocią Miedzią, więc dyskretnie się wycofał, zanim go zauważyły. Nie chciał im przeszkadzać, szczególnie że wyglądały na naprawdę szczęśliwe, obie.
Wpadło mu wtedy do głowy, że już naprawdę dawno nie był zobaczyć, co u Fasolki i momentalnie zrobiło mu się głupio, że pomyślał o niej dopiero teraz, gdy wszyscy inni byli zajęci. Pamiętał, jak bawili się razem za kociaka i jak przykro mu było, gdy okazało się, że kotka nie zostanie wojownikiem jak on. To niby nic nie znaczyło, ale miał wrażenie, że medycy mimo wszystko żyli w swoim świecie, zamkniętym gronie, do którego nie przyjmowali niewtajemniczonych. Nie chciał jej stracić, była dla niego równie ważna jak siostry. Westchnął, tym bardziej wyrzucając sobie, że ostatnio odwiedził ją, bo potrzebował pomocy medyka. Nawet nie pamiętał, kiedy dłużej rozmawiali.
Spojrzał w stronę legowiska medyków obiecując sobie, że będzie odwiedzał kotkę dużo częściej. A zacząć miał od teraz.
Tylko że nie wiedział, że niedługo po tym, jak wyszedł na patrol, zaniepokojona Łasiczy Skowyt przyniosła razem z Tygrysią Pręgą Krecią Norkę. Kocur był nieprzytomny i majaczył, co jakiś czas zwijając się z bólu. Niedługo później, tym razem o własnych siłach, do legowiska przyszedł Leśny Świt, który na progu prawie zemdlał.
Nie wiedział, że medycy wszelkimi sposobami próbowali pomóc czarnemu wojownikowi, ale nic nie pomagało. Z uśmiechem na pyszczku wmaszerował do leża akurat, gdy Potrójny Krok wymamrotał do Strzyżykowej Pręgi, że wojownik to już kocię Gwiezdnego Klanu.
- Fasolko? - miauknął Wróbelek, nie widząc nigdzie przyjaciółki. - Fasolko, jesteś? Bo jak poszłaś z Trójką po zioła to powiedz!
Odpowiedziała mu cisza. Właśnie wtedy pierś Kreciej Norki wzniosła się po raz ostatni.
Skończył patrol, zjadł posiłek i trochę się nudził, bo ani jego sióstr, ani Modrzewika, jak na złość, akurat nie było. Każde z nich musiało znaleźć jakieś zajęcie, gdy on wędrował wzdłuż granic. Postanowił zajrzeć do mamy, ale rozmawiała z ciocią Miedzią, więc dyskretnie się wycofał, zanim go zauważyły. Nie chciał im przeszkadzać, szczególnie że wyglądały na naprawdę szczęśliwe, obie.
Wpadło mu wtedy do głowy, że już naprawdę dawno nie był zobaczyć, co u Fasolki i momentalnie zrobiło mu się głupio, że pomyślał o niej dopiero teraz, gdy wszyscy inni byli zajęci. Pamiętał, jak bawili się razem za kociaka i jak przykro mu było, gdy okazało się, że kotka nie zostanie wojownikiem jak on. To niby nic nie znaczyło, ale miał wrażenie, że medycy mimo wszystko żyli w swoim świecie, zamkniętym gronie, do którego nie przyjmowali niewtajemniczonych. Nie chciał jej stracić, była dla niego równie ważna jak siostry. Westchnął, tym bardziej wyrzucając sobie, że ostatnio odwiedził ją, bo potrzebował pomocy medyka. Nawet nie pamiętał, kiedy dłużej rozmawiali.
Spojrzał w stronę legowiska medyków obiecując sobie, że będzie odwiedzał kotkę dużo częściej. A zacząć miał od teraz.
Tylko że nie wiedział, że niedługo po tym, jak wyszedł na patrol, zaniepokojona Łasiczy Skowyt przyniosła razem z Tygrysią Pręgą Krecią Norkę. Kocur był nieprzytomny i majaczył, co jakiś czas zwijając się z bólu. Niedługo później, tym razem o własnych siłach, do legowiska przyszedł Leśny Świt, który na progu prawie zemdlał.
Nie wiedział, że medycy wszelkimi sposobami próbowali pomóc czarnemu wojownikowi, ale nic nie pomagało. Z uśmiechem na pyszczku wmaszerował do leża akurat, gdy Potrójny Krok wymamrotał do Strzyżykowej Pręgi, że wojownik to już kocię Gwiezdnego Klanu.
- Fasolko? - miauknął Wróbelek, nie widząc nigdzie przyjaciółki. - Fasolko, jesteś? Bo jak poszłaś z Trójką po zioła to powiedz!
Odpowiedziała mu cisza. Właśnie wtedy pierś Kreciej Norki wzniosła się po raz ostatni.
<Fasolko? Przepraszam, że tyle to trwało xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz