- Znalazłem was. - miauknął. Spojrzał po trójce kotek. - To kto teraz?
***
Przyłapał się na tym, że kolejny raz zdarzyło mu się zamyślić. Westchnął, wstając ze swojego posłania. Znalazł akurat chwilę na odpoczynek po powrocie ze zbierania ziół, chociaż zarówno on, jak i Konwaliowe Serce, nie chcieli wybierać się na nie na razie w pojedynkę, po tym co spotkało bliską ich medyczkę, Zajęczą Stopę. W legowisku medyków, cały czas przebywał też Potrójny Krok, medyk Klanu Wilka. Po ostatnim zebraniu niewiele się zmieniło. Mokra Gwiazda pewnie wkrótce im pomoże i wiele wróci do normy. Cętkowany był na razie ich gościem, więc oczywiste, że zapewnili mu dobrą opiekę.
- Jeżowa Ścieżko? Konwaliowe Serce?
Czekoladowy zerknął od razu w stronę Pląsającej Sójki, trzymającej w pysku jedno z kociąt.W oczy rzuciła mu się jej łapa, która była skręcona. Zamierzał zająć się kotką, myśląc, że właśnie w tej sprawie karmicielka przyszła, ale może chodziło właśnie o Burzę? Wieczna karmicielka spokojnym krokiem podeszła bliżej, kładąc małą kotkę na mchu. Stokrotka wbiegła do legowiska zaraz za nimi, pewnie nie chciała zostawić siostry samej. Jeżowa Ścieżka zbliżył się bardziej, spoglądając na zwijające się z bólu kocię. Otworzywszy pyszczek, mała wypluła wydzielinę. Zwymiotowała.
- Pląsająca Sójko, zajmę się nią. Przypilnuj Stokrotki. - miauknął medyk.
Zawsze zachowywał spokój, nawet w takiej sytuacji. Karmicielka przyciągnęła do siebie bliżej ogonem Stokrotnie. Zmartwiona dalej wpatrywała się w syna Kucykowego Ogona.
Zawsze zachowywał spokój, nawet w takiej sytuacji. Karmicielka przyciągnęła do siebie bliżej ogonem Stokrotnie. Zmartwiona dalej wpatrywała się w syna Kucykowego Ogona.
- Czy to zatrucie?
Ciarki przebiegły po grzbiecie Jeżyka. Ostatnio nikt nie padł ofiarą zatruć, co nie znaczyło, że magicznie Klan Burzy się ich pozbył.
- Nawet jeśli, to zwymiotowała. - miauknął. - Czy jadła coś ostatnio?
- Tylko myske. - pisnęła Stokrotka.
Mięso mogło być nieświeże, albo zwierzyna złapana w okolicach Potwora Dwunożnych. Jeżowa Ścieżka nie czekał na nic więcej, tyle informacji na razie mu wystarczyło. W składziku z ziołami, znalazł potrzebną roślinę i jagody jałowca. Usiadł przy Burzy, widząc, że mała jeszcze wymiotuje na mech. Nie przejmował się tym, że posłanie będzie brudne, z łatwością się je wymieni, najważniejsze było zdrowie koteczki. Przeżuł roślinę na papkę, podając jej małej, żeby zjadła potrzebne lekarstwo.
- Poślij kogoś po wodę. - zwrócił się do Pląsającej Sójki. Zgniótł jagody jałowca, podając je koteczce, która połknęła je niemal od razu.
- Cio to? - pisnęła Burza.
- Pomoże ci na ból brzucha i doda sił. - miauknął medyk. - Wymioty powinny minąć. Będziesz musiała zostać u nas do jutra. Na obserwacji.
Burza niepewnie skinęła łebkiem. Pewnie chciała się pobawić z rówieśnikami, ale na razie była zbyt osłabiona. Zapadła w sen.
- Stokrotka powinna wrócić do żłobka. A ty pokaż mi swoją łapę, Pląsająca Sójko, nią również się zajmie.
Praca medyka nie była lekka, ale dawała dużo satysfakcji, gdy koty wracały do zdrowia.
<Burza? Możesz zrobić skip do następnego dnia, gdy się obudziła>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz