Zamykając ślepia, objawiło mu się wspomnienie rozmowy z Łzawą Łapą.
Kurza Łapa stał niedaleko wejścia i wpatrywał się w nią swoimi szeroko otwartymi oczami. Był podekscytowany…
A może pomylił ten dreszczyk emocji z przerażeniem? Jedno było jednak pewne — skoro zdecydował się tutaj przyjść, to musiał wiedzieć, że naprawdę tego chce.
On przecież tego pragnął.
Łaknął.
— Chodź, podejdź do składziku — mruknęła, ruchem ogona wskazując mu miejsce obok siebie. — Jakby miał ktoś tutaj wejść, udamy, że się rozchorowałeś, a ja szukam lekarstwa.
Zbliżyła się do sterty ziół i zaczęła przesuwać kilka liści, robiąc mu nieco miejsca. Przysiadł się do koleżanki.
— Tylko postaraj się wyglądać przekonująco — dodała, rzucając mu krótkie spojrzenie. — Bo z takimi wybałuszonymi oczami prędzej pomyślą, że zobaczyłeś ducha, niż że coś ci dolega.
— Co planujemy zrobić? — miauknął szeptem. — Myślałaś nad tym?
…
Chwilowa cisza. Ten moment niepewności się przedłużał w nieskończoność.
Uczennica przesunęła płynnie łapą po zgromadzonych ziołach, udając, że czegoś szukała. Nie, żeby zapomniała o właściwościach tych chwastów.
Jej palce natrafiły na kilka liści malin, które ostrożnie przysunęła w stronę Kurzej Łapy. Zaraz potem sięgnęła po jagody cisu.
Łapa dymnej kotki zacisnęła się na czerwonych owocach. Rudzielec wstrzymał oddech.
Wtedy usłyszeli czyjeś kroki.
…
Prosta rozmowa. Kurza Łapa, jak na świetną kukłę tej sceny przystało, szybko przeszedł do następnego scenariusza. Nie musiał patrzeć jak się zachować.
On wiedział, że musiał udawać. Nie tylko po to, aby stworzyć tajemnicę.
Dla bezpieczeństwa. Jego… i Łzawej Łapy.
Kiedy nieproszony gość już odszedł, on i córka Zawodzącej Gwiazdy w końcu doszli do punktu kulminacyjnego.
Dostał ładną paczuszkę z śmiercionośną zawartością.
— Trzymaj ją pod posłaniem. Gdyby ktoś ciebie o to pytał, odpowiedź, że musisz je brać z powodu nawracającego bólu głowy albo coś w tym stylu. Kiedy przyjdzie odpowiedni moment, otwórz paczkę, weź jagody i… Wiesz, co robić.
Kurza Łapa w śnie zmarszczył pysk. Nie miał kontroli nad tym snem; był tylko marnym, biernym obserwatorem. Czy Klan Gwiazdy chciał mu tym obrazem coś przekazać?
***
Kiedy otworzył oczy, ukazały mu się dwie sylwetki przyglądające się przyszłemu przewodnikowi z zainteresowaniem. Tło było niepokojąco czarne, ale wielka, rozciągająca się przez całe pomieszczenie srebrna skóra świeciła na koty. Nie widział nawet podłogi. Pierwszą charakterystyczną cechę jaką ujrzał w jednym z przewodników to były specyficznie wywinięte do tyłu uszy, tak podobne do niego i Rudzikowego Skrzydełka. Po prawej stał kremowy, duży kocur z błękitnymi oczami, a po lewej wysoki, cynamonowy przystojniak. Oboje sprawiali wrażenie na bardzo poważnych. Kurza Łapa przełknął prędko ślinę i wstał. Skinieniem głowy przywitał się z nimi.
— Dzień dobry — zaczął z niepewnym uśmiechem. — Nazywam się Kurza Łapa. Mam zostać następnym przewodnikiem Klanu Burzy.
Koty jeszcze chwilę mu się przyglądały w milczeniu, kątem oczu dając sobie niezrozumiałe dla srebrnego rudzielca znaki. Kremowy wkrótce odchrząknął, przerwał ciszę. Wyszedł na przód.
Podszedł do młodzika i zaczął:
— Witaj, Kurza Łapo. Nazywam się Słoneczny Fragment.
Mocno bijąca aura od przewodnika prawie powaliła ucznia z nóg. Młodzik zmrużył oczy.
— Obserwowaliśmy twoje nocne treningi ze srebrnej skóry. Przyglądaliśmy się tobie od narodzin. Kurza Łapo, pomimo trudów postawionych przed tobą, nigdy nie zwątpiłeś w swoje przeznaczenie. Dla ciebie to Klan Burzy był priorytetem. Zawsze chciałeś dla niego jak najlepiej. Lecz najpierw musisz przejść przez nasze próby…
Na jego następne pytanie wyszeptane mu do ucha odpowiedział poprawnie.
Słoneczny Fragment wahał się przez chwilę nad decyzją, po czym skinął mu głową. Kurza Łapa nerwowo przeskakiwał okiem to na kocura z tyłu, to na rozmówcę.
— Z tymi słowami, ja, Słoneczny Fragment, dawny przewodnik Klanu Burzy, spoglądam na ucznia Białego Strumienia z aprobatą.
Pochylił się, aby następnie zetknąć nosy z przyszłym przewodnikiem.
— Pnij się wyżej i zostań najlepszym przewodnikiem na jakiego Klan Burzy zasługuje, Kurza Łapo.
Kurza Łapa zamknął oczy, a na jego pysk powoli wkraczał łagodny, niewinny uśmiech.
— Tak się stanie, Słoneczny Fragmencie.
Cynamon płynnie ruszył w kierunku rudzielca, a wtedy kremowy kocur błyskawicznie zniknął. Uczeń cofnął się i obdarował dawnego przewodnika tą samą powagą, co wcześniej. Nie wyczuwał jednak od niego tak potężnej aury jak od Słonecznego Fragmentu — czy rzeczywiście był z Klanu Gwiazdy?
Kot przedstawił się jako Cykoriowy Pyłek, a zaraz po tym nadeszło pytanie.
Kolejna próba, zakończyła się sukcesem. Cynamonowy kocur okazał się być nie trudnym do polubienia. Przewodnik skinął mu łbem i wymruczał formułkę z szczerym uśmiechem do ucznia. Następnie zniknął, a gwiezdny świat ogarnęła niepokojąca ciemność. Widniały gdzieś rozpierzchłe tylko małe, srebrne punkciki na czarnym suficie, stanowiące niby nadzieję. Blade światełko w tunelu, można by rzec.
Czerń, w którą wpadł Kurza Łapa, zdawała się zżerać ten sen od środka. Rudzielec zaniepokoił się i zaczął rozglądać po świecie. Zauważył przed sobą gęsty las w nietypowych kolorach. Błękitne korony, jasnoszara kora - niespotykane w świecie śmiertelników. Obejrzał się, a za sobą zobaczył jak powoli gwiezdna podłoga spada w otchłań niczym pękające szkło. Widząc to, czym prędzej bez zbędnego myślenia pędził w stronę małego lasku. Kiedy dotarł, jego oczom ukazała się mała sadzawka, a naprzeciw niego siedziała mała koteczka. Spokojnie piła z niej oświeconą wodę, nie robiąc sobie nic z obecności drugiego kota. Kurza Łapa przełknął ślinę i przykucnął, niepewnie spoglądając na młodszą koteczkę.
— Dzień… dobry? — zaczął szeptem.
Kotka przestała pić, spojrzała na niego i oblizała dokładnie swój pysk. Rysy twarzy uczennicy złagodniały. Uśmiechnęła się.
— Dzień dobry, ty jesteś Kurzą Łapą, nie?
Kiwnął głową.
— No dobrze… — nagle spojrzała trochę w górę, zamrugała i zachichotała. — Ej, ale masz śmieszną czuprynę! Jak kura!
Kurza Łapa zmarszczył brwi i się skrzywił.
— Taką czerwoną… jeszcze brody ci brakuje…!
— Przestań — warknął ostrzegawczo przyszły przewodnik.
Uczennica się wzdrygnęła i spoważniała. Odchrząknęła i odwróciła wzrok.
— A więc… chcesz zostać przyszłym przewodnikiem, tak? — wymamrotała.
Wstała, westchnęła i płynnymi ruchami okrążyła sadzawkę, aby zjawić się tuż przy urokliwym młodzieńcu. Kurza Łapa wstał i spojrzał na mniejszą “przewodniczkę”.
— Musisz zatem przejść moją próbę.
Uczennica ostatniej przewodniczki patrzyła na niego z powagą. Nagle do ich uszu dotarły nawoływanie starszego kocura:
— Mysia Łapo!
A wtedy wszystko nabrało sensu.
Szylkretka prychnęła i nerwowo zaczęła się rozglądać za źródłem głosu. Położyła uszy, po czym popchnęła z niewyobrażalną siłą Kurzą Łapę do zbiornika. Kocur, zaskoczony, wpadł do sadzawki. Okazała się ona być głębsza niż sądził; a jako, iż nie umiał pływać, nieudolnie machał przednimi łapami. Zaczął powoli się zanurzać w tej gwiezdnej cieczy. Nie odczuwał z jakiegoś powodu zimna jak w swoim świecie.
— Mysia Łapo! — usłyszał ponownie. Wtedy zjawił się brązowy, duży wojownik. Może to był też przewodnik?
— Co ja ci powiedziałem, abyś nie zbliżała się na ceremonię?
Srebrna kotka nie wyglądała na przejętą.
— Bobrzy Siekaczu, ale ty się spóźniłeś. A nie chciałbyś pozostawiać młodziaka w takim miejscu samego…
Kurza Łapa próbował dopłynąć do brzegu, ale miał wrażenie, że stał w miejscu. Próbował zaczerpnąć świeżego powietrza, nieudolnie podskakując w gwiezdnej mazi. Mimo to nadal się zanurzał.
A dwa koty, które miały jakąś poważną rozmowę, nie zdawały sobie sprawy, że przyszły przewodnik zaczął się topić.
Kurza Łapa zamknął oczy. Nie miał już siły. Rozluźnił mięśnie…
A wtedy poczuł chłód.
Otworzył szeroko oczy i zaczął łapczywie nabierać powietrze.
Biały Strumień wzdrygnął się i podszedł zmartwiony do młodzika.
Zebranie się zajęło im kilka minut. Słaby Kurza Łapa ledwo, co kontaktował; wciąż mu w uszach dzwoniły słowa Mysiej Łapy.
Ale… to nie wszystko.
— Biały Strumieniu, jestem już gotowy.
Albinos spojrzał na niego kątem oka, gdy przechodzili przez podziemne tunele.
— Mogę zostać przewodnikiem.
***
Kurza Łapa odbił swoją łapę na ścianie. Widownia wstrzymała oddech.
— Ja, Zawodząca Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego przewodnika. Kurza Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika, użyczać swojej wiedzy reszcie kotów i w ciężkich czasach przeprowadzić bezpiecznie klan przez niebezpieczne ścieżki?
Kurza Łapa dumnie wypiął pierś i spojrzał zdeterminowany w oczy krewnego.
— Przysięgam.
Zawodząca Gwiazda skinął ledwo widocznie głową.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię przewodnika. Kurza Łapo, od tej pory będziesz znany jako Połyskliwy Kogut. Klan Gwiazdy ceni twoją odwagę i oddanie, oraz wita cię jako nowego przewodnika Klanu Burzy.
Wiwat na cześć nowego przewodnika rozniósł się po całej Grocie Pamięci.
Połyskliwy Kogut obrócił się w stronę reflektorom sceny, a na jego pysku pojawił się szczery, szeroki uśmiech. Oceaniczne ślepia szukały serc im najbliższym. Z tłumu najgłośniejsza była jego rodzina; Skrzydlata Płomykówka patrzyła na niego z dumą. Perłówkowa Łapa i Oskrzydlony Ognik — z uznaniem.
Ach, gdyby tylko jeszcze tu dokleić Rudzikowe Skrzydełko…
***
Dzień za dniem, noc za nocą. Zasypiając we własnym legowisku, musiał patrzeć na ten mały woreczek przekazany przez Łzawą Łapę. Wmówił każdemu, że były to ziarna maku na sen, lecz samego siebie nie umiał okłamać. Kładąc się spać, myślał o dniu, w którym w końcu zakończy to wszystko.
Kiedy pozbędzie się problemu, nikt nie nazwie go synem zdrajczyni.
Promienie zachodzącego słońca przebijały się przez dziury w kamiennym suficie. Zmęczeni przez pożar Burzacy zwykle o tej porze szli spać, żeby wstać wcześniej. Niektórzy nadzorowali pracę Gradobijącego Ciernia, Makowego Nowiu i Bąbelkowego Plusku przy kopaniu nowego centrum. Byli to Lotosowy Pąk i Biały Strumień, zważając na okoliczności. Odkąd tereny Klanu Burzy zostały spalone, zwierzyny brakowało. Musieli polegać na szczęściu i nadziei, że żaden Wilczak czy Klifiak nie namierzył ich podczas polowania poza własnym terytorium. Ledwo, co dawali sobie radę z wyżywieniem innych.
Srebrzysty rudzielec z gracją ominął śpiących uczniów, gdyż jeszcze nie zrobił sobie posłania. Rozejrzał się po Grocie Pamięci, która obecnie pełni rolę centrum. Czmychnął do ściany naprzeciwko legowiska uczniów i do niej przylgnął ciałem, po której mieli ulokowane posłania minarzy. Stąpał ostrożnie po kamiennych płytach, nie chcąc mieć na sobie ciekawskich oczu. Już dość Stanął w połowie drogi, gdy zdał sobie sprawę, iż był obserwowany przez swoją jedyną przyjaciółkę.
Uczennica medyczki stała w ciemnym korytarzu prowadzącym do legowiska kronikarzy i medyczki. Nie spuszczała z przyjaciela błękitnych, bystrych oczu. Przyszły przewodnik znieruchomiał. Kotka podsunęła mu zająca, którego wcześniej upolował. Miała go przechować i “przyrządzić”… aż do tego momentu.
Przerażająco spokojny, nietypowo szeroki uśmiech Łzawej Łapy nie pasował do tej sytuacji. Czekała.
Obserwowała.
Jakby wiedziała, co zaraz nadejdzie.
Połyskliwy Kogut uciekł wzrokiem i wbił granatowe oko w podłoże. Wziął głęboki wdech i wydech, po czym wślizgnął się z zwierzyną w pysku do małego pomieszczenia, w którym był tylko jeden schorowany minar. Położył soczystego zająca przed kocicą.
— Dzień dobry, matko.
Ruda zdrajczyni wbiła w niego wytrzeszczone oczy.
— Och! Kurczątko! — miauknęła czule rodzicielka. — Ja…
Jakby to jeszcze cokolwiek dla niego znaczyło.
— Myślałam, że już nigdy was nie ujrzę… — szepnęła z chrypą. — Czy wszystko u was w porządku? — zapytała drżącym głosem.
— Tak… Perłówka pilnie się uczy — wymamrotał. — Biały Strumień mi powiedział, że za niedługo będę mógł zostać mianowany.
Rudzikowe Skrzydełko uważnie mu się przyglądała z załzawionymi oczami.
— To… wspaniale… — udało jej się powiedzieć podczas intensywnego napadu kaszlu. Była chora.
Czyżby nie pamiętała już, co się stało? Czyżby choroba pozwoliła jej zapomnieć o zbrodniach, jakie popełniła!?
Schorowana kotka nie mogła nic mu już zrobić. Nie potrafiła nawet się podnieść z posłania, które pewnie już się z nią połączyło na dobre. Co za obrzydliwy widok.
Coś kazało Kogutowi nie wypowiadać swych myśli. Być może były to wyrzuty sumienia. Ukryta więź z matką pomimo tylu trudności.
Uciekł wzrokiem.
Ale…
Wreszcie mógł zakończyć jej udrękę…
Przecież chciała umrzeć.
— Mam dobre wieści.
Słowa odbiły się echem, przynajmniej dla syna zdrajczyni, w małej dziurze.
Wypowiedziawszy to zdanie, nie mógł się wycofać. Połyskliwy Kogut właśnie stawał się czymś, czego chciał uniknąć. Kimś, kogo chciał zlikwidować. Ale… nie. To przecież nieprawda. Łzawa Łapa wie, że zrobił dobrze. W dodatku nikt tych zdrajców tu nie lubił. Stanowili tylko większą liczbę irytujących pysków do wykarmienia.
Robił dobrze, wyzwalając Klan Burzy z jednego z tych mordercy.
Ciemne oczy Rudzik zalśniły. Nie odezwała się.
Syn spojrzał na matkę wręcz czarnym okiem. Niepokojąco wielkie ślepia wierciły w minarce dziurę.
— Zawodząca Gwiazda będzie chciał z tobą porozmawiać. Może… może zobaczył twoje starania.
Przełknął ślinę, która się nazbierała w szybkim tempie.
“To pomieszczenie zaraz stanie się krwawą łaźnią”, pomyślał zestresowany.
“Musimy myśleć o ogóle, a nie pojedynczych jednostkach. Jeśli chcesz być przewodnikiem, nie możesz mieć tak egoistycznego podejścia” — słowa ciotki odbiły się w jego umyśle. Tylko czemu? Przecież myślał o reszcie, przecież dla nich to robił.
Nie był egoistyczny.
Nie, gdy sama uczennica medyczki pomaga mu w pozbyciu się ciężaru i utrapienia dla klanu.
Nikt z nich nie raczył się jeszcze odezwać. Poprzednie słowa przewodnika zawisły między nimi w powietrzu. Patrzyli na siebie, żadnych myśli za tymi jakże podobnymi ślepiami nie można było zauważyć.
Robił fałszywą nadzieję dla tej zdradzieckiej kocicy.
… A może wciąż matki?
Połyskliwy Kogut podsunął łapą małego zająca pod łapska rudej kotki.
Rudzik spojrzała na zająca przed sobą i przełknęła ślinę. Przewodnik wiedział, że już dziś jadła. Żebra bez trudu mógł przeliczyć na jej kruchym ciele, gdyż nie dawali jej lepszej zwierzyny Klanu Burzy — w końcu była zdrajczynią.
— Poprosił, abyś przed tym nabrała sił — zaczął. — Ma być to długa rozmowa.
Tak, rozmowa.
Syn zdrajczyni podsunął bliżej jej pyska piękny prezent.
Urokliwy młodzieniec spojrzał na matkę i wysilił się na uśmiech.
— Smacznego… mamo.
Spojrzała na syna z widoczną wdzięcznością.
— Na…naprawdę mogę? — zapytała zachrypniętym, pełnym bólu głosem.
Kocur skinął głową.
Kotka zaczęła powoli zajadać się stworzeniem. Lekki, słaby uśmiech zagościł na jej mordce po raz pierwszy od księżyców.
Niecierpliwie się wiercąc ciałem, zastanowił się. Ile czasu to zajmie? — pytanie, które teraz go martwiło. Na szczęście symptomy zatrucia, o jakich mu mówiła Łzawa Łapa, zaczęły wychodzić na powierzchnię z każdym kolejnym kęsem.
Kotka nagle przestała brać kolejne łapczywe skrawki mięsa i spojrzała na syna zmartwiona. Ze szklistych oczu Rudzikowego Skrzydełka poleciały niekontrolowane łzy.
— Co… co tam było? Kurczątko? — zapytała.
Wręcz czarne oczy wpatrywały się w nią, lecz odpowiedzi nie mogła usłyszeć. Rudzik dosyć szybko poczuła, że coś było nie tak.
— … K…Kurczątko?
Rudzielec zmarszczył brwi.
— Nie nazywaj mnie tak — wycedził przez zaciśnięte szczęki, a kotka skuliła się pod gromiącym ją wzrokiem.
— S..synku... Prze…przepraszam — odezwała się drżącym głosem. — Jestem… jestem okropna matką — wymamrotała.
Słysząc więcej mokrych kaszlnięć, truciciel uciekł prędko wzrokiem. Poczuł się źle.
— Wybaczcie mi kiedyś… proszę.
Głośne bicie serca i szum krwi w uszach zaczęły go irytować, a zwykła irytacja prędko przemieniła się w obawę, w panikę. Rudzielec wstał i gorączkowo rozejrzał się po legowisku minarów, nie wiedząc, co zrobić. Spięty odwrócił się do niej tyłem, powoli podchodząc do wyjścia. Wizja zaczęła szwankować.
Nagle wszystkie jęki ucichły. Kogut zamurowany stał przez chwilę w bezruchu. Łapczywie brał powietrze przez otwarty pysk. Miał wrażenie, że powietrze zaczęło znikać. Nie był daleko od wyjścia.
Nie chciał zawracać.
Wyszedł z legowiska więźniów, a przy wejściu od razu zjawiła się Łzawa Łapa. Połyskliwy Kogut nerwowo się rozglądał po tunelu, po czym miauknął pospiesznie, iż Rudzik zaczęła się dusić. Uczennica od razu pospieszyła z pomocą, lecz…
Dobrze wiedzieli, że życia nie zwrócą.
Zwłaszcza tej parszywej zdrajczyni.
Rudzielec wszedł jeszcze raz, aby zabrać zająca. Wcisnął resztki w dziury głęboko w tunel, a po tym szybko wrócił do uczennicy. Na pytanie: “Czy Rudzikowe Skrzydełko jeszcze żyje?” pokręciła głową.
Grali, jakby od tego miało zależeć ich życie.
A zależało.
W końcu Klan Burzy by tego nie zrozumiał. Nie doceniłby ich starań, jeśli chcieli tych zdrajców dalej przytrzymać przy życiu. Ich dwójka tylko im wyświadczyła przysługę.
Musieli pozbyć się jeszcze dwóch szkodników, zanim ponownie skażą serca nieświadomych Burzaków.
***
Połyskliwy Kogut wraz z Łzawą Łapą musieli pozbyć się zakrwawionego posłania. Wytarli z kotki ślady trucizny, a przewodnik wrzucił legowisko wraz z resztkami zająca do jednego z tuneli, który groził zawaleniem. Najwyżej własnoręcznie, za pretekstem, zlikwiduje później przejście do niego.
Po coś miał Poziomkową Łapę.
Poza tym, od razu po pozbyciu się śladów, natychmiast ruszyli w stronę legowiska Zawodzącego Echa i Skrzydlatej Płomykówki. Powiadomili ich o śmierci Rudzikowego Skrzydełka przez wycieńczenie i czarny kaszel, o którym nie powiedziała wcześniej Wdzięcznej Firletce.
Mieli ją pochować na zgliszczach terenu dawniej obfitego w wysoką trawę i zająców. Tam, gdzie leżały ciała Tańcującego Pierza i Nieustraszonego Chomika.
Połyskliwy Kogut chętnie zgłosił się do przeniesienia swojej zmarłej matki w stronę wykopanego dołka.
< ...Łzawa Łapo?>