BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

21 września 2026

Od Wdzięcznej Firletki CD. Łzawej Łapy

Paręnaście księżycy temu…

— Dlaczego to on dostaje więc dobre słowa?! Przecież nie zrobił nic specjalnego!
Machnęła ogonem i spojrzała na nowomianowaną uczennicę.
— Wasz ojciec kocha was obojga tak samo mocno — miauknęła po paru uderzeniach serca. Łza wydęła dolną wargę. — Ma jednak tylko jeden pysk i cztery łapy, tak? Nie rozdwoi się.
Łaciata nie wyglądała na pocieszoną. Firletka z westchnieniem podniosła się z ziemi i musnęła bok młodej łapą.
— Na pewno chciał dać Ci chwilę na oddech po ceremonii.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
Teraźniejszość…

Wyćwiczonym ruchem łapy zgarnęła pozostałe jagody jałowca i odłożyła je na miejsce. Śpiewający Raniuszek zawahała się na moment, stojąc za nią; medyczka odwróciła się z pytaniem na końcu języka, jednak nim zdążyła je zadać, do legowiska wsunęła się głowa Zawodzącej Gwiazdy.
— Wdzięczna Firletko?
Spojrzała na rozedrgany pysk przywódcy.
— Tak?
— Rudzikowe Skrzydełko nie żyje.
Futro wojowniczki, która nadal sterczała w lecznicy, nastroszyło się nieznacznie. Sama Firletka poruszyła nerwowo ogonem.
— Co- Co się stało?
Echo spojrzał kątem oka na Śpiewający Raniuszek, która, jak gdyby rozpoznając prośbę, drgnęła – po czym z głuchym przekleństwem na języku wysunęła się na zewnątrz.
— Łzawa Łapa — zaczął kocur — wraz z Połyskliwym Kogutem donieśli o jej śmierci.
Przełknęła ślinę. Syn Rudzik?
— Twoja uczennica zdeterminowała wycieńczenie, oraz… Czarny kaszel. Udusiła się.
Całe ciało Firletki drgnęło. Czarny kaszel? Wiedziała, że kocica od dłuższego czasu walczyła z chorobą, ale-

Ślina Tańcującego Pierza wylądaowała na niej wraz z jego sykiem.
— Nie! Gówno zrobiliście! On teraz przeżywa męczarnie, a wy... On przez was cierpi!
Kaszel zawtórował słowom wojownika. Głowa Aminkowej Łapy osunęła się głębiej w posłanie, jego pysk wygięty w grymasie bólu.
— Gdybyście umiały mu pomóc, już dawno by stał na nogach i biegał!

Potrząsnęła głową.
— Jest nadal w swoim legowisku?
Nim uzyskała odpowiedź, do lecznicy wsunęła się głowa jednego z wojowników.
— Firletko? Zwiewny Mak zraniła się w ogon-
Zawodząca Gwiazda uniósł łapę.
— Później — miauknął do kota, który zatrzymał się i wydał z siebie pytający odgłos. — Cyklonowe Oko, proszę, trzymaj koty z dala od legowiska więźniów.
Z tymi słowy wyszedł na zewnątrz i ruchem brody kazał jej za sobą podążyć.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
tw: martwe ciało, obrzydliwe opisy

Stygnące ciało Rudzikowego Skrzydełka leżało na kamiennej posadzce legowiska. Nieco zdezorientowana zanotowała brak posłania; Zawodząca Gwiazda przesunął wzrokiem po tych pustych, należących do innych kotów, po czym przeniósł je na ciało zdrajczyni.
— Zebrać już koty do pogrzebu?
Skinęła głową. Bez słowa zbliżyła się do kocicy, pochyliła się nad jej sylwetką; do jej nosa dotarła wątła woń krwi i kwasu wymiocin. Zastrzygła uszyma. Nie dostrzegała nigdzie ani jednego, ani drugiego. Czyżby Łzawa Łapa już zdołała zacząć czyszczenie ciała? Gdzie teraz była?
Ujęła pysk więźniarki w łapy. Sierść wokół jej warg i brody była zmierzwiona i mokra od śliny, jak gdyby ktoś nieudolnie próbował ją wytrzeć. Zmarszczyła brwi.
— Coś nie tak?
Spojrzała kątem oka na przywódcę, a poten z powrotem na martwą. Czyżby zaczęła się ksztusić?
To nie było tak, że nie ufała jego córce. Swojej uczennicy. Ale… Z własnym osądem czułaby sie spokojniejsza.
— Nie wiem.
Nie widziała nigdzie zwierzyny, ani jej resztek, którymi mogła się zadławić.
— Obowiązują ich konkretne pory posiłków?
— Po pracy — odparł Echo. — Rudzikowemu Skrzydełku przynoszono jedzenie i wodę parę razy dziennie. Częściej, od kiedy Bąbelkowy Plusk się odwodnił.
Skinęła głową. Zaledwie parę dni temu sqma pomagała pointowi.
Zerkając na przyjaciela przez parę uderzeń serca, nerwowo poruszyła wąsami, po czym uchyliła szczęki trupa.
Wsuwając palce pomiędzy jej zęby przytrzymała je rozwarte na tyle, aby zajrzeć do jej pyska. W półmroku trudno było cokolwiek dojrzeć, jednak przejechawszy opuszką łapy po wewnętrznej stronie jej szczęk natrafiła na… Coś przypominającego rozgniecioną trawę. Zioła? Skórki owoców?
Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz.
— Firletko-
Wsunęła łapę głębiej. Gardło kocicy ustąpiło pod naciskiem, przesuwając się wzdłuż jej futra śliskim ciepłem. Schowała głowę między barkami, powstrzymując odruch wymiotny. Zawinęła łapę w przełyku Rudzikowego Skrzydełka i szybkim ruchem wyciągnęła ją na zewnątrz, unosząc ją wysoko.
Na posadzkę z obślizgłym dźwiękiem spłynęła na wpół rozgryziona mieszanka mięsa i jagód.
Odsunęła się o krok, gwałtownym ruchem wycierając opuszki o kamień. Z jej gardła wyrwał się głuchy jęk; Zawodząca Gwiazda stał zdrętwiały w przejściu, wpatrując się w ciało.
— Nie pozwól nikomu tego dotykać — oznajmiła zdesperowanym głosem, przesuwając się szybkimi ruchami do wyjścia. — Wyciągnij ciało wraz ze Skrzydlatą Płomykówką i każ je pochować. Trzymaj więźniów w Nowej Grocie.
Przecisnęła się obok niego.
— I przyprowadź mi później Łzawą Łapę i Połyskliwego Koguta.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞

Czerwone jagody cisu leżały głęboko w jednej z wnęk. Skryte pod warstwą innych ziół oraz grubym kawałkiem kory, którym oddzielała zwykłe od tych potencjalnie szkodliwych.
Było ich mniej, niż zapamiętała.
Wpatrywała się w nie jeszcze przez parę uderzeń serca – te same, których resztki niedawno wyciągnęła z gardła Rudzikowego Skrzydełka. Sztywnymi łapami zawinęła owoce w liść i zwróciła na ich miejsce.
Wstępnie chciała przepytać Łzę i towarzyszącego jej wojownika o to, czy nie zauważyli niczego niepokojącego; czy nie wyczuli cudzego zapachu na pokarmie czy posłaniu, które zostało wyniesione… Jednak teraz inny rodzaj potu rozlewał się pod jej futrem. Uczennica była jednym z niewielu kotów, które mogły niepostrzeżenie zabrać cokolwiek z jej zapasów i za razem wiedziały o obecności trucizny; czy wiedziała jednak też o tym, że każda z jagód była policzona?
Nie chciała osądzać córki Zawodzącej Gwiazdy o morderstwo, ale było to pierwsze, co przyszło jej na myśl.
— Wdzięczna Firletko?
Zwróciła pysk ku przejściu. Przed przywódcą stali Łzawa Łapa i Połyskliwy Kogut. Skinęła głową i ruchem ogona zaprosiła ich do środka; niebieskie ślipia Echa zadały jej nieme pytanie, a ona jedynie spuściła wzrok.
Zajęła miejsce tyłem do oczka wodnego, z dwoma kamiennymi łbami wyglądającymi zza jej ramion, i uchyliła pysk.
— Dlaczego Rudzikowe Skrzydełko została otruta?


<Łzawa Łapo?>

wyleczeni: Śpiewający Raniuszek, Zwiewny Mak, Bąbelkowy Plusk

Nowa Członkini Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd!



Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna śmierci: Otrucie przez Połyskującego Koguta i Łzawą Łapę
Zasłużenie: Morderstwo, spiskowanie przeciwko klanowi

Odeszła do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd!

Od Kurzej Łapy (Połyskliwego Koguta) CD. Łzawej Łapy

Zamykając ślepia, objawiło mu się wspomnienie rozmowy z Łzawą Łapą.

Kurza Łapa stał niedaleko wejścia i wpatrywał się w nią swoimi szeroko otwartymi oczami. Był podekscytowany…
A może pomylił ten dreszczyk emocji z przerażeniem? Jedno było jednak pewne — skoro zdecydował się tutaj przyjść, to musiał wiedzieć, że naprawdę tego chce.
On przecież tego pragnął.
Łaknął.
— Chodź, podejdź do składziku — mruknęła, ruchem ogona wskazując mu miejsce obok siebie. — Jakby miał ktoś tutaj wejść, udamy, że się rozchorowałeś, a ja szukam lekarstwa.
Zbliżyła się do sterty ziół i zaczęła przesuwać kilka liści, robiąc mu nieco miejsca. Przysiadł się do koleżanki.
— Tylko postaraj się wyglądać przekonująco — dodała, rzucając mu krótkie spojrzenie. — Bo z takimi wybałuszonymi oczami prędzej pomyślą, że zobaczyłeś ducha, niż że coś ci dolega.
— Co planujemy zrobić? — miauknął szeptem. — Myślałaś nad tym?
Chwilowa cisza. Ten moment niepewności się przedłużał w nieskończoność.
Uczennica przesunęła płynnie łapą po zgromadzonych ziołach, udając, że czegoś szukała. Nie, żeby zapomniała o właściwościach tych chwastów.
Jej palce natrafiły na kilka liści malin, które ostrożnie przysunęła w stronę Kurzej Łapy. Zaraz potem sięgnęła po jagody cisu.
Łapa dymnej kotki zacisnęła się na czerwonych owocach. Rudzielec wstrzymał oddech.
Wtedy usłyszeli czyjeś kroki.
Prosta rozmowa. Kurza Łapa, jak na świetną kukłę tej sceny przystało, szybko przeszedł do następnego scenariusza. Nie musiał patrzeć jak się zachować.
On wiedział, że musiał udawać. Nie tylko po to, aby stworzyć tajemnicę.
Dla bezpieczeństwa. Jego… i Łzawej Łapy.
Kiedy nieproszony gość już odszedł, on i córka Zawodzącej Gwiazdy w końcu doszli do punktu kulminacyjnego.
Dostał ładną paczuszkę z śmiercionośną zawartością.
— Trzymaj ją pod posłaniem. Gdyby ktoś ciebie o to pytał, odpowiedź, że musisz je brać z powodu nawracającego bólu głowy albo coś w tym stylu. Kiedy przyjdzie odpowiedni moment, otwórz paczkę, weź jagody i… Wiesz, co robić.

Kurza Łapa w śnie zmarszczył pysk. Nie miał kontroli nad tym snem; był tylko marnym, biernym obserwatorem. Czy Klan Gwiazdy chciał mu tym obrazem coś przekazać?


***


Kiedy otworzył oczy, ukazały mu się dwie sylwetki przyglądające się przyszłemu przewodnikowi z zainteresowaniem. Tło było niepokojąco czarne, ale wielka, rozciągająca się przez całe pomieszczenie srebrna skóra świeciła na koty. Nie widział nawet podłogi. Pierwszą charakterystyczną cechę jaką ujrzał w jednym z przewodników to były specyficznie wywinięte do tyłu uszy, tak podobne do niego i Rudzikowego Skrzydełka. Po prawej stał kremowy, duży kocur z błękitnymi oczami, a po lewej wysoki, cynamonowy przystojniak. Oboje sprawiali wrażenie na bardzo poważnych. Kurza Łapa przełknął prędko ślinę i wstał. Skinieniem głowy przywitał się z nimi.
— Dzień dobry — zaczął z niepewnym uśmiechem. — Nazywam się Kurza Łapa. Mam zostać następnym przewodnikiem Klanu Burzy.
Koty jeszcze chwilę mu się przyglądały w milczeniu, kątem oczu dając sobie niezrozumiałe dla srebrnego rudzielca znaki. Kremowy wkrótce odchrząknął, przerwał ciszę. Wyszedł na przód.
Podszedł do młodzika i zaczął:
— Witaj, Kurza Łapo. Nazywam się Słoneczny Fragment.
Mocno bijąca aura od przewodnika prawie powaliła ucznia z nóg. Młodzik zmrużył oczy.
— Obserwowaliśmy twoje nocne treningi ze srebrnej skóry. Przyglądaliśmy się tobie od narodzin. Kurza Łapo, pomimo trudów postawionych przed tobą, nigdy nie zwątpiłeś w swoje przeznaczenie. Dla ciebie to Klan Burzy był priorytetem. Zawsze chciałeś dla niego jak najlepiej. Lecz najpierw musisz przejść przez nasze próby…
Na jego następne pytanie wyszeptane mu do ucha odpowiedział poprawnie.
Słoneczny Fragment wahał się przez chwilę nad decyzją, po czym skinął mu głową. Kurza Łapa nerwowo przeskakiwał okiem to na kocura z tyłu, to na rozmówcę.
— Z tymi słowami, ja, Słoneczny Fragment, dawny przewodnik Klanu Burzy, spoglądam na ucznia Białego Strumienia z aprobatą.
Pochylił się, aby następnie zetknąć nosy z przyszłym przewodnikiem.
— Pnij się wyżej i zostań najlepszym przewodnikiem na jakiego Klan Burzy zasługuje, Kurza Łapo.
Kurza Łapa zamknął oczy, a na jego pysk powoli wkraczał łagodny, niewinny uśmiech.
— Tak się stanie, Słoneczny Fragmencie.
Cynamon płynnie ruszył w kierunku rudzielca, a wtedy kremowy kocur błyskawicznie zniknął. Uczeń cofnął się i obdarował dawnego przewodnika tą samą powagą, co wcześniej. Nie wyczuwał jednak od niego tak potężnej aury jak od Słonecznego Fragmentu — czy rzeczywiście był z Klanu Gwiazdy?
Kot przedstawił się jako Cykoriowy Pyłek, a zaraz po tym nadeszło pytanie.
Kolejna próba, zakończyła się sukcesem. Cynamonowy kocur okazał się być nie trudnym do polubienia. Przewodnik skinął mu łbem i wymruczał formułkę z szczerym uśmiechem do ucznia. Następnie zniknął, a gwiezdny świat ogarnęła niepokojąca ciemność. Widniały gdzieś rozpierzchłe tylko małe, srebrne punkciki na czarnym suficie, stanowiące niby nadzieję. Blade światełko w tunelu, można by rzec.
Czerń, w którą wpadł Kurza Łapa, zdawała się zżerać ten sen od środka. Rudzielec zaniepokoił się i zaczął rozglądać po świecie. Zauważył przed sobą gęsty las w nietypowych kolorach. Błękitne korony, jasnoszara kora - niespotykane w świecie śmiertelników. Obejrzał się, a za sobą zobaczył jak powoli gwiezdna podłoga spada w otchłań niczym pękające szkło. Widząc to, czym prędzej bez zbędnego myślenia pędził w stronę małego lasku. Kiedy dotarł, jego oczom ukazała się mała sadzawka, a naprzeciw niego siedziała mała koteczka. Spokojnie piła z niej oświeconą wodę, nie robiąc sobie nic z obecności drugiego kota. Kurza Łapa przełknął ślinę i przykucnął, niepewnie spoglądając na młodszą koteczkę.
— Dzień… dobry? — zaczął szeptem.
Kotka przestała pić, spojrzała na niego i oblizała dokładnie swój pysk. Rysy twarzy uczennicy złagodniały. Uśmiechnęła się.
— Dzień dobry, ty jesteś Kurzą Łapą, nie?
Kiwnął głową.
— No dobrze… — nagle spojrzała trochę w górę, zamrugała i zachichotała. — Ej, ale masz śmieszną czuprynę! Jak kura!
Kurza Łapa zmarszczył brwi i się skrzywił.
— Taką czerwoną… jeszcze brody ci brakuje…!
— Przestań — warknął ostrzegawczo przyszły przewodnik.
Uczennica się wzdrygnęła i spoważniała. Odchrząknęła i odwróciła wzrok.
— A więc… chcesz zostać przyszłym przewodnikiem, tak? — wymamrotała.
Wstała, westchnęła i płynnymi ruchami okrążyła sadzawkę, aby zjawić się tuż przy urokliwym młodzieńcu. Kurza Łapa wstał i spojrzał na mniejszą “przewodniczkę”.
— Musisz zatem przejść moją próbę.
Uczennica ostatniej przewodniczki patrzyła na niego z powagą. Nagle do ich uszu dotarły nawoływanie starszego kocura:
— Mysia Łapo!
A wtedy wszystko nabrało sensu.
Szylkretka prychnęła i nerwowo zaczęła się rozglądać za źródłem głosu. Położyła uszy, po czym popchnęła z niewyobrażalną siłą Kurzą Łapę do zbiornika. Kocur, zaskoczony, wpadł do sadzawki. Okazała się ona być głębsza niż sądził; a jako, iż nie umiał pływać, nieudolnie machał przednimi łapami. Zaczął powoli się zanurzać w tej gwiezdnej cieczy. Nie odczuwał z jakiegoś powodu zimna jak w swoim świecie.
— Mysia Łapo! — usłyszał ponownie. Wtedy zjawił się brązowy, duży wojownik. Może to był też przewodnik?
— Co ja ci powiedziałem, abyś nie zbliżała się na ceremonię?
Srebrna kotka nie wyglądała na przejętą.
— Bobrzy Siekaczu, ale ty się spóźniłeś. A nie chciałbyś pozostawiać młodziaka w takim miejscu samego…
Kurza Łapa próbował dopłynąć do brzegu, ale miał wrażenie, że stał w miejscu. Próbował zaczerpnąć świeżego powietrza, nieudolnie podskakując w gwiezdnej mazi. Mimo to nadal się zanurzał.
A dwa koty, które miały jakąś poważną rozmowę, nie zdawały sobie sprawy, że przyszły przewodnik zaczął się topić.
Kurza Łapa zamknął oczy. Nie miał już siły. Rozluźnił mięśnie…
A wtedy poczuł chłód.
Otworzył szeroko oczy i zaczął łapczywie nabierać powietrze.
Biały Strumień wzdrygnął się i podszedł zmartwiony do młodzika.
Zebranie się zajęło im kilka minut. Słaby Kurza Łapa ledwo, co kontaktował; wciąż mu w uszach dzwoniły słowa Mysiej Łapy.
Ale… to nie wszystko.
— Biały Strumieniu, jestem już gotowy.
Albinos spojrzał na niego kątem oka, gdy przechodzili przez podziemne tunele.
— Mogę zostać przewodnikiem.

***

Kurza Łapa odbił swoją łapę na ścianie. Widownia wstrzymała oddech.
— Ja, Zawodząca Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego przewodnika. Kurza Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika, użyczać swojej wiedzy reszcie kotów i w ciężkich czasach przeprowadzić bezpiecznie klan przez niebezpieczne ścieżki?
Kurza Łapa dumnie wypiął pierś i spojrzał zdeterminowany w oczy krewnego.
— Przysięgam.
Zawodząca Gwiazda skinął ledwo widocznie głową.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię przewodnika. Kurza Łapo, od tej pory będziesz znany jako Połyskliwy Kogut. Klan Gwiazdy ceni twoją odwagę i oddanie, oraz wita cię jako nowego przewodnika Klanu Burzy.
Wiwat na cześć nowego przewodnika rozniósł się po całej Grocie Pamięci.
Połyskliwy Kogut obrócił się w stronę reflektorom sceny, a na jego pysku pojawił się szczery, szeroki uśmiech. Oceaniczne ślepia szukały serc im najbliższym. Z tłumu najgłośniejsza była jego rodzina; Skrzydlata Płomykówka patrzyła na niego z dumą. Perłówkowa Łapa i Oskrzydlony Ognik — z uznaniem.
Ach, gdyby tylko jeszcze tu dokleić Rudzikowe Skrzydełko…

***

Dzień za dniem, noc za nocą. Zasypiając we własnym legowisku, musiał patrzeć na ten mały woreczek przekazany przez Łzawą Łapę. Wmówił każdemu, że były to ziarna maku na sen, lecz samego siebie nie umiał okłamać. Kładąc się spać, myślał o dniu, w którym w końcu zakończy to wszystko.
Kiedy pozbędzie się problemu, nikt nie nazwie go synem zdrajczyni.
Promienie zachodzącego słońca przebijały się przez dziury w kamiennym suficie. Zmęczeni przez pożar Burzacy zwykle o tej porze szli spać, żeby wstać wcześniej. Niektórzy nadzorowali pracę Gradobijącego Ciernia, Makowego Nowiu i Bąbelkowego Plusku przy kopaniu nowego centrum. Byli to Lotosowy Pąk i Biały Strumień, zważając na okoliczności. Odkąd tereny Klanu Burzy zostały spalone, zwierzyny brakowało. Musieli polegać na szczęściu i nadziei, że żaden Wilczak czy Klifiak nie namierzył ich podczas polowania poza własnym terytorium. Ledwo, co dawali sobie radę z wyżywieniem innych.
Srebrzysty rudzielec z gracją ominął śpiących uczniów, gdyż jeszcze nie zrobił sobie posłania. Rozejrzał się po Grocie Pamięci, która obecnie pełni rolę centrum. Czmychnął do ściany naprzeciwko legowiska uczniów i do niej przylgnął ciałem, po której mieli ulokowane posłania minarzy. Stąpał ostrożnie po kamiennych płytach, nie chcąc mieć na sobie ciekawskich oczu. Już dość Stanął w połowie drogi, gdy zdał sobie sprawę, iż był obserwowany przez swoją jedyną przyjaciółkę.
Uczennica medyczki stała w ciemnym korytarzu prowadzącym do legowiska kronikarzy i medyczki. Nie spuszczała z przyjaciela błękitnych, bystrych oczu. Przyszły przewodnik znieruchomiał. Kotka podsunęła mu zająca, którego wcześniej upolował. Miała go przechować i “przyrządzić”… aż do tego momentu.
Przerażająco spokojny, nietypowo szeroki uśmiech Łzawej Łapy nie pasował do tej sytuacji. Czekała.
Obserwowała.
Jakby wiedziała, co zaraz nadejdzie.
Połyskliwy Kogut uciekł wzrokiem i wbił granatowe oko w podłoże. Wziął głęboki wdech i wydech, po czym wślizgnął się z zwierzyną w pysku do małego pomieszczenia, w którym był tylko jeden schorowany minar. Położył soczystego zająca przed kocicą.
— Dzień dobry, matko.
Ruda zdrajczyni wbiła w niego wytrzeszczone oczy.
— Och! Kurczątko! — miauknęła czule rodzicielka. — Ja…
Jakby to jeszcze cokolwiek dla niego znaczyło.
— Myślałam, że już nigdy was nie ujrzę… — szepnęła z chrypą. — Czy wszystko u was w porządku? — zapytała drżącym głosem.
— Tak… Perłówka pilnie się uczy — wymamrotał. — Biały Strumień mi powiedział, że za niedługo będę mógł zostać mianowany.
Rudzikowe Skrzydełko uważnie mu się przyglądała z załzawionymi oczami.
— To… wspaniale… — udało jej się powiedzieć podczas intensywnego napadu kaszlu. Była chora.
Czyżby nie pamiętała już, co się stało? Czyżby choroba pozwoliła jej zapomnieć o zbrodniach, jakie popełniła!?
Schorowana kotka nie mogła nic mu już zrobić. Nie potrafiła nawet się podnieść z posłania, które pewnie już się z nią połączyło na dobre. Co za obrzydliwy widok.
Coś kazało Kogutowi nie wypowiadać swych myśli. Być może były to wyrzuty sumienia. Ukryta więź z matką pomimo tylu trudności.
Uciekł wzrokiem.
Ale…
Wreszcie mógł zakończyć jej udrękę…
Przecież chciała umrzeć.
— Mam dobre wieści.
Słowa odbiły się echem, przynajmniej dla syna zdrajczyni, w małej dziurze.
Wypowiedziawszy to zdanie, nie mógł się wycofać. Połyskliwy Kogut właśnie stawał się czymś, czego chciał uniknąć. Kimś, kogo chciał zlikwidować. Ale… nie. To przecież nieprawda. Łzawa Łapa wie, że zrobił dobrze. W dodatku nikt tych zdrajców tu nie lubił. Stanowili tylko większą liczbę irytujących pysków do wykarmienia.
Robił dobrze, wyzwalając Klan Burzy z jednego z tych mordercy.
Ciemne oczy Rudzik zalśniły. Nie odezwała się.
Syn spojrzał na matkę wręcz czarnym okiem. Niepokojąco wielkie ślepia wierciły w minarce dziurę.
— Zawodząca Gwiazda będzie chciał z tobą porozmawiać. Może… może zobaczył twoje starania.
Przełknął ślinę, która się nazbierała w szybkim tempie.
To pomieszczenie zaraz stanie się krwawą łaźnią”, pomyślał zestresowany.
Musimy myśleć o ogóle, a nie pojedynczych jednostkach. Jeśli chcesz być przewodnikiem, nie możesz mieć tak egoistycznego podejścia” — słowa ciotki odbiły się w jego umyśle. Tylko czemu? Przecież myślał o reszcie, przecież dla nich to robił.
Nie był egoistyczny.
Nie, gdy sama uczennica medyczki pomaga mu w pozbyciu się ciężaru i utrapienia dla klanu.
Nikt z nich nie raczył się jeszcze odezwać. Poprzednie słowa przewodnika zawisły między nimi w powietrzu. Patrzyli na siebie, żadnych myśli za tymi jakże podobnymi ślepiami nie można było zauważyć.
Robił fałszywą nadzieję dla tej zdradzieckiej kocicy.
… A może wciąż matki?
Połyskliwy Kogut podsunął łapą małego zająca pod łapska rudej kotki.
Rudzik spojrzała na zająca przed sobą i przełknęła ślinę. Przewodnik wiedział, że już dziś jadła. Żebra bez trudu mógł przeliczyć na jej kruchym ciele, gdyż nie dawali jej lepszej zwierzyny Klanu Burzy — w końcu była zdrajczynią.
— Poprosił, abyś przed tym nabrała sił — zaczął. — Ma być to długa rozmowa.
Tak, rozmowa.
Syn zdrajczyni podsunął bliżej jej pyska piękny prezent.
Urokliwy młodzieniec spojrzał na matkę i wysilił się na uśmiech.
— Smacznego… mamo.
Spojrzała na syna z widoczną wdzięcznością.
— Na…naprawdę mogę? — zapytała zachrypniętym, pełnym bólu głosem.
Kocur skinął głową.
Kotka zaczęła powoli zajadać się stworzeniem. Lekki, słaby uśmiech zagościł na jej mordce po raz pierwszy od księżyców.
Niecierpliwie się wiercąc ciałem, zastanowił się. Ile czasu to zajmie? — pytanie, które teraz go martwiło. Na szczęście symptomy zatrucia, o jakich mu mówiła Łzawa Łapa, zaczęły wychodzić na powierzchnię z każdym kolejnym kęsem.
Kotka nagle przestała brać kolejne łapczywe skrawki mięsa i spojrzała na syna zmartwiona. Ze szklistych oczu Rudzikowego Skrzydełka poleciały niekontrolowane łzy.
— Co… co tam było? Kurczątko? — zapytała.
Wręcz czarne oczy wpatrywały się w nią, lecz odpowiedzi nie mogła usłyszeć. Rudzik dosyć szybko poczuła, że coś było nie tak.
— … K…Kurczątko?
Rudzielec zmarszczył brwi.
— Nie nazywaj mnie tak — wycedził przez zaciśnięte szczęki, a kotka skuliła się pod gromiącym ją wzrokiem.
— S..synku... Prze…przepraszam — odezwała się drżącym głosem. — Jestem… jestem okropna matką — wymamrotała.
Słysząc więcej mokrych kaszlnięć, truciciel uciekł prędko wzrokiem. Poczuł się źle.
— Wybaczcie mi kiedyś… proszę.
Głośne bicie serca i szum krwi w uszach zaczęły go irytować, a zwykła irytacja prędko przemieniła się w obawę, w panikę. Rudzielec wstał i gorączkowo rozejrzał się po legowisku minarów, nie wiedząc, co zrobić. Spięty odwrócił się do niej tyłem, powoli podchodząc do wyjścia. Wizja zaczęła szwankować.
Nagle wszystkie jęki ucichły. Kogut zamurowany stał przez chwilę w bezruchu. Łapczywie brał powietrze przez otwarty pysk. Miał wrażenie, że powietrze zaczęło znikać. Nie był daleko od wyjścia.
Nie chciał zawracać.
Wyszedł z legowiska więźniów, a przy wejściu od razu zjawiła się Łzawa Łapa. Połyskliwy Kogut nerwowo się rozglądał po tunelu, po czym miauknął pospiesznie, iż Rudzik zaczęła się dusić. Uczennica od razu pospieszyła z pomocą, lecz…
Dobrze wiedzieli, że życia nie zwrócą.
Zwłaszcza tej parszywej zdrajczyni.
Rudzielec wszedł jeszcze raz, aby zabrać zająca. Wcisnął resztki w dziury głęboko w tunel, a po tym szybko wrócił do uczennicy. Na pytanie: “Czy Rudzikowe Skrzydełko jeszcze żyje?” pokręciła głową.
Grali, jakby od tego miało zależeć ich życie.
A zależało.
W końcu Klan Burzy by tego nie zrozumiał. Nie doceniłby ich starań, jeśli chcieli tych zdrajców dalej przytrzymać przy życiu. Ich dwójka tylko im wyświadczyła przysługę.
Musieli pozbyć się jeszcze dwóch szkodników, zanim ponownie skażą serca nieświadomych Burzaków.

***

Połyskliwy Kogut wraz z Łzawą Łapą musieli pozbyć się zakrwawionego posłania. Wytarli z kotki ślady trucizny, a przewodnik wrzucił legowisko wraz z resztkami zająca do jednego z tuneli, który groził zawaleniem. Najwyżej własnoręcznie, za pretekstem, zlikwiduje później przejście do niego.
Po coś miał Poziomkową Łapę.
Poza tym, od razu po pozbyciu się śladów, natychmiast ruszyli w stronę legowiska Zawodzącego Echa i Skrzydlatej Płomykówki. Powiadomili ich o śmierci Rudzikowego Skrzydełka przez wycieńczenie i czarny kaszel, o którym nie powiedziała wcześniej Wdzięcznej Firletce.
Mieli ją pochować na zgliszczach terenu dawniej obfitego w wysoką trawę i zająców. Tam, gdzie leżały ciała Tańcującego Pierza i Nieustraszonego Chomika.
Połyskliwy Kogut chętnie zgłosił się do przeniesienia swojej zmarłej matki w stronę wykopanego dołka.

< ...Łzawa Łapo?>

Od Migoczącej Łapy (Migoczącego Nieboskłonu)

Czuł wstyd na myśl, że ktokolwiek w klanie usłyszał, że podobno "nie umiał walczyć". Wcześniej nawet nie przeszło mu przez myśl, że ktoś o tym wie. Jednak po słowach Mysikróliczej Łapy wszystko się zmieniło. Jak on jej nie lubił! Skąd ona w ogóle wytrzasnęła coś takiego? Ktoś jej powiedział? Na pewno nie. Nie miał przecież kto! Może nie licząc Pszczelego Lilaku, ale kotka była zdecydowanie za bardzo oddana Migotowi, by zdradzać takie tajemnice. Przecież zrobiłaby dla niego wszystko, bez żadnego słowa sprzeciwu. Dlatego nie mogła to być ona, co automatycznie zawęziło listę poszukiwanych plotkarzy do zera, przynajmniej na tamten moment. Mimo to Mysikrólicza Łapa już wypowiedziała te słowa. Wiedziała. Jedyne co pozostało Migotowi, to zwiększona liczba treningów z walki, by jak najbardziej doszlifować swoje umiejętności i raz na zawsze pokazać tym niedowiarkom, że był w stanie dokonać wszystkiego, czego tylko chciał. Wtedy każdy zwątpi w jego "brak umiejętności".
 
***
 
Z każdym dniem Migot był coraz bardziej zmęczony, ale też z każdym dniem jego umiejętności podlegały jakiejś poprawie. Dodatkowe treningi wreszcie przynosiły więcej efektów, o które tak się starał od kilku księżyców. Nie mógł się już doczekać, aż wieść o tym rozniesie się w Klanie Klifu. W końcu skądś ta marna kupa futra musiała wytrząsnąć tamtą niedorzeczną plotkę! Skoro tamtą mogła, to tą o jego sukcesie również. A jeśli ona jej nie znajdzie sama, to Migocząca Łapa miał zamiar dopilnować tego, że to on jej tę nowinę przekaże. Niech się wreszcie czegoś nauczy, a nie, kradnie innym nornice!
Swoje rozmyślania przerwał w chwili, gdy został sam na terenach Klanu Klifu. Mimo zmęczenia treningami starał się zachować trzeźwość umysłu. Lśniąca Gwiazda kazał mu upolować jakąś zwierzynę. No, przynajmniej z tego, co pamiętał Migot, dlatego bez chwili zawahania, kocur ruszył na poszukiwania swoich ofiar. Musiał złapać coś dużego! Albo parę małych, by zrobić wrażenie na innych członkach klanu. Najgorsze co mógł zrobić to oczywiście wrócić z niczym, ale do tego nie miał zamiaru dopuścić. Przecież umiał polować! Więc to zadanie nie miało sprawić mu najmniejszego problemu.
Po dłuższej chwili bezsensownego włóczenia się po lesie, do jego nozdrzy doszedł świeży zapach nornicy. Jak na zawołanie Migocząca Łapa przyległ do ziemi, zwracając przy tym uwagę na podmuchy wiatru, doskonale wiedząc, że na samym początku szkolenia miał z tym problemy. Jednak to było wiele księżyców temu. Teraz Migot był już starszy oraz bardziej doświadczony, nauczony wszystkiego przez swojego ojca. Teraz już nie było możliwości popełnienia takich trywialnych pomyłek.
Powoli i cicho przemieszczał się w stronę źródła zapachu. Małe zwierzątko było tuż obok niego. W końcu je zobaczył i wyciągnął pazury. Nie minęło nawet uderzenie serca, a kocur skoczył na swoją ofiarę, wbijając w nią swoje kły.
 
***
 
Finalnie wrócił do obozu z dwiema nornicami. Chociaż osobiście nie był z tego zadowolony, zajęło mu to dość dużo czasu, przez panującą dookoła porę Opadających Liści. Szczerze to powinien się cieszyć, że załapał aż dwie w taką pogodę, jednak niebieskiego to nie pocieszało. Pogoda go nie obchodziła. Obchodziła go ilość złapanej dla klanu zwierzyny, a nie była ona powalająca.
W obozie powitał go Lśniąca Gwiazda. Wyraz jego pyska jak zwykle nie zdradzał jego zamiarów, ale Migot czuł, że tym razem kocur nie był nim aż tak rozczarowany, co od razu wywołało lekki uśmiech na twarzy niebieskiego. Pierwszy raz od księżyców czuł się doceniony przez ojca, mimo tego, że przywódca nic nigdy na ten temat nie powiedział.
Reszta wieczoru miała minąć Migoczącej Łapie spokojnie. Chciał odłożyć zwierzynę, wrócić do legowiska bez bezsensownych spotkań z innymi przybłędami i po prostu odpocząć. Jednak oczywiście nie było mu to dane, ponieważ Lśniąca Gwiazda zwołał zebranie. Uczeń niechętnie podreptał na miejsce spotkań i usiadł obok Firmamentowej Łapy.
– Wiesz o co chodzi? Chciałem spać – poskarżył się cicho Migot i kątem oka spojrzał na brata. Ten tylko wzruszył ramionami i skierował głowę w stronę ojca, siedzącego na skalnej półce.
– Zebraliśmy się tu dziś by mianować pewnego ucznia – odezwał się Lśniąca Gwiazda, a jego głos echem poniósł się po jaskini. Migot tylko otworzył lekko pysk. Kogo?!
– Migocząca Łapo, wystąp – na usłyszenie swojego imienia uczeń szybko zamknął pysk i wyszedł do przodu, starając się zachować tak, jakby o wszystkim wiedział i się spodziewał. – Ja Lśniąca Gwiazda, przywódca Klanu Klifu wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika – wygłosił lider, zatrzymując się na chwilę, by spojrzeć na ucznia. – Migocząca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan, nawet za cenę życia? – zapytał, a słowa te rozbrzmiały w uszach Migoczącej Łapy, który dalej starał się ukryć podekstytowanie.
– Przysięgam – odpowiedział w końcu, lekko drżącym z emocji głosem. Przecież czekał na to całe swoje życie! To do tego tyle czasu dążył! Zaraz stanie się wojownikiem, pełnoprawnym wojownikiem Klanu Klifu.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaje ci imię wojownika – mówił dalej Lśniąca Gwiazda, spoglądając na ucznia, który to coraz bardziej nie był w stanie usiedzieć na miejscu. – Migocząca Łapo, od tej pory będziesz znany jako Migoczący Nieboskłon. Klan Gwiazdy ceni twoją odwagę i ambicje oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu – zakończył rudy, po czym zszedł ze swojej mównicy i dotknął pyskiem głowy dawnego ucznia. Ten dotknął jego barku, po czym wszyscy dookoła zaczęli skandować imię nowego wojownika - Migoczącego Nieboskłonu.
 
***
 
Wpatrywał się w gwiazdy na ciemnym nocnym niebie. Gdy wszyscy spali tylko one były jego towarzyszami. Rozświetlały mu drogę i co ważniejsze pomagały przeżyć drugą część ceremonii, czyli czuwanie. Dzięki gwiazdom na niebie nie czuł się tak samotny. Zawsze mógł na nie spojrzeć, ponieważ zawsze tam były. Nawet te migoczące, dla Migoczącego Nieboskłonu dalej tak tajemnicze i ciekawe, jak za czasów uczniowskich.

20 września 2026

Od Wrotyczu do Gronostaja

Szum drzew brzmiał niemal niczym melodia. Gałęzie falowały rytmicznie, szargane przez podmuchy wiatru. Liście, zrywane przez żywioł, wirowały w powietrzu, sprawiając, że Wrotycz nie potrafiła oderwać od nich swego spojrzenia. Była całkowicie zauroczona tym zjawiskiem. Barwiące się na żółtawe i czerwień sprawiały wrażenie wielobarwnego deszczu.
— Wrotycz.
Słysząc głos mentorki, przypomniała sobie o zadaniu, które jej powierzono. Z podkulonym ogonem ruszyła mniej energicznym krokiem ku szylkretce. Już po samym jej spojrzeniu, które odczuwała nieustannie na sobie, czuła co zaraz usłyszy. Wędrowała wzrokiem po ziemi, próbując uniknąć ujrzenia rozczarowania malującego się zapewne na jej pysku.
Nie chciała jej denerwować.
— Nie zamierzasz, chociaż się wytłumaczyć?
— Przepraszam — wydukała cicho.
— Tym słowem nie wykarmisz nikogo. Zapamiętaj to.
Uczennica grzecznie pokiwała łbem, starając się pokazać po sobie całkowitą pokorę. Miała w sobie potrzebę ponownego przeproszenia, by mentorka wiedziała, że naprawdę nie chciała. Że to wszystko nie było celowe. Aczkolwiek dobrze przeczuwała, że ponowne wypowiedzenie tego słowa jedynie jeszcze bardziej zdenerwuje mentorkę.
Poinsecja rozejrzała się zagadkowo po lesie, po czym trzepnęła ogonem. Jej wzrok ponownie padł na uczennice. Westchnęła ledwo zauważalnie.
— Wracamy. Posprzątasz u starszych. Może to rozjaśni ci w głowie — padł prosty komunikat.
Wrotycz podążyła posłusznie za starszą. Innej opcji nie było za bardzo w jej łebku. Znała w tej ogromnej społeczności jedynie parę kotów, a mentorka spędzała z nią najwięcej czasu. Innych uczniów nieco się bała. Ciężko było jej odgadnąć, co siedziało im w głowach. Zdawali się zupełnie z innego świata. Ich zachowanie odbiegało od tego, co znała kotka.

***

Znalazła się w kolejnej specyficznej sytuacji, która powodowała u niej skurcz w brzuchu. Oprócz niej, u tak zwanych starszych był także inny uczeń. Młodszy od niej, czarny. Niezbyt zadowolony z obiegu sytuacji, w jakiej się znalazł i dzielący się tym z kotami znajdującymi się wokół nich. Wrotycz bardzo niepewnie przechodziła obok niego, starając się również nie podpaść już zdenerwowanemu osobnikowi. Nieustannie docierało do jej uszu imię Jaśminowiec, lecz nie miała pojęcia, kim był ten kot. Starała się wykonać zalecenia mentorki, nie chcąc znów jej zawieść. Aczkolwiek prawda była taka, że niezbyt wiele wiedziała o wykonywanych tutaj czynnościach. Instrukcje od Poinsecji jakby wyleciały z jej łba, pozostawiając nieustanne zmartwienie.
Schyliła się, by wziąć trochę mchu ze znajdującej się przed wejściem kupki. Nim udało się jej tego dokonać, głośny dźwięk przerwał spokój panujący wokół tego miejsca. Dopiero po paru uderzeniach zorientowała się, że był skierowany w jej stronę. Podobnie jak gromada ślepi. Zastygła zestresowana tą niezrozumiałą sytuacją.
— Przynieś sobie sama mech, a nie mi podkradasz — słowa zaczęły docierać do jej uszu.
Ów czarny uczeń właśnie przemawiał w jej stronę. Nie zdawał się zadowolony.
— Przepraszam — miauknęła szybko, wypuszczając obiekt sporu z pyska. — Ja... ja nie wiem skąd... — przyznała się ciszej.
Moment ciszy sprawiał, że miała ochotę zapaść się pod ziemię.
— Nie wiesz, skąd bierze się mech? — padło pytanie, ciężko było jej stwierdzić z którego pyska.
Kiwnęła jedynie łebkiem na potwierdzenie, otulając się ogonem.

<Gronostaju?>
[474 słowa]

[9%]

Od Zamroczonej Łapy do Borowika

Liście spadające z drzew zwiastowały nadejście Pory Opadających Liści, a łagodnie ciepłe promienie słońca ogrzewały ziemię. Jednak im później było, tym chłodniej się robiło. Zamroczona Łapa powinna wracać z treningu, wolała jednak chwilę pobłąkać się po lesie, więc powędrowała przed siebie, uważnie patrząc dookoła i tym samym, w stanie rozluźnienia, idąc wybraną ścieżką. Zamierzała dojść do rzeki, gdzie była granica z Owocowym Lasem. Co prawda rzeka nie była wąska i tereny Owocowego Lasu mieściły się trochę dalej od terenów innych klanów, ale zdaniem koteczki rzeka wciąż była granicą.
Jej półdługie, czekoladowe futro ocierało się o trawę, kiedy dla zabawy udawała, że się skradała i wypadała z kryjówki na kogoś z zaskoczenia, po czym szła dalej.
Pamiętała, iż nie mogła być za długo sama poza obozem, ponieważ była dopiero uczniem. Spojrzała na słońce, po czym zmrużyła oczy od jego światła.
Możliwe, że jeśli nie wrócę przed zachodem słońca, to ktoś zacznie się niepokoić – pomyślała.
W końcu dotarła na miejsce, po chwili podeszła do brzegu. Dotknęła wody łapą i wzdrygnęła się, bo była w dotyku przyjemna, ale bardzo dziwna. Kiedy Zamroczona Łapa zaczęła uważnie tropić wokół granicy w nadziei na upolowanie jakiejś zdobyczy, usłyszała w oddali chlupot.
Zerknęła w bok i zobaczyła kota i choć na początku myślała, że się topił, głębsze przyjrzenie mu się nie pozostawiało wątpliwości, iż pływał. Przebrnął przez błękitną taflę wody, a niedługo później stał już na mieliźnie - co oznaczało, że nie wszedł na terytorium Klanu Wilka - otrzepując futro z kropli.
On jest z Owocowego Lasu... Czy oni mają takie same rangi jak my? – zastanowiła się koteczka i uśmiechnęła się do niego nieśmiało.
– Dzień dobry, nazywam się Zamroczona Łapa! – powiedziała.
– A ja nazywam się Borowik – rzucił kocur.
Uczennica pokiwała głową, za to w tym samym momencie zamilkła, bo nie miała pojęcia, co powiedzieć.
Oboje długo nic nie mówili, ale w końcu Borowik odezwał się.
– Um, przypłynąłem tu, żeby lepiej się rozejrzeć – mruknął z niesamowicie łatwą do rozpoznania szczerością. Patrzył w swoje łapy, którymi niezgrabnie szurał po podłożu.
Czekoladowa kotka poczuła się już nieco odważniej. Nagle znikąd wpadło jej do głowy intrygujące pytanie.
– Jaką pełnisz funkcję w Owocowym Lesie? – spytała.
– Jestem zwiadowcą. Hm, jakby to ująć? Zwiadowcy zajmują się patrolowaniem, zbieraniem wiedzy o różnych miejscach oraz sprawdzaniem aktualnego stanu terenów. Powiem, że nie jest to łatwe, ale bardzo przydatne.
Zamroczona Łapa pokiwała głową, zaciekawiło ją to. Jeszcze przez krótką chwilkę rozmawiali o swoich grupach - oprócz tego, iż o Owocowym Lesie, to w dodatku o Klanie Wilka. Przy tym kocur czasami obracał się w kółko, co bardzo ją rozśmieszało, jednak nic nie mówiła, nie chcąc mu sprawić przykrości.
Gdy już Zamroczona Łapa dowiedziała się wszystkiego, co chciała, ogon jej delikatnie opadł.
– W takim razie może zobaczymy się na jakimś zgromadzeniu – powiedziała cicho.
– Tak, uh, to prawdopodobne – odmiauknął Borowik.
Mimo tego, że do zachodu słońca zostało dużo czasu, Zamroczona Łapa uznała, że chyba pójdzie do obozu, ponieważ poczuła zmęczenie. Ale była przekonana, że starczy jej jeszcze trochę energii, a przynajmniej tyle, ile będzie wystarczające.

<Borowiku? Może jesteś nietypowy ale nie taki zły>
[493 słowa]

[10%]

Od Cisowej Łapy

Obudziła się. Leżała w legowisku uczniów, zwinięta na swoim posłaniu. Tuż obok niej spała Dymówka. Była wykręcona tak, że wyglądała, jakby coś sobie skręciła. Cis wyszła przed leże, czekając na swoją mentorkę. Poprzedniego dnia Psotny Nietoperz powiedziała jej, że rano zabierze ją na polowanie i nauczy otwierać kraby. Uczennica polizała się po ogonie i zaczęła go myć. No bo co gdyby ktoś, a w szczególności jej matka zobaczyłby ją z potarganym futrem? Szybkimi, energicznymi ruchami czyściła go, zmywając z siebie kurz. Potem przeszła do łap, piersi, pyszczka i na końcu uszu.
W końcu Psotny Nietoperz pojawiła się w zasięgu jej wzroku.
– O, już jesteś, wspaniale, możemy iść! – miauknęła ciepło starsza. Jej córka kiwnęła szybko głową i obydwie kotki wyszły z obozu. Przemierzały terytorium Klanu Klifu, szukając dobrego miejsca na polowanie. Po drodze Cisowa Łapa urwała sobie jeszcze nową koniczynkę, bo stara już powoli usychała. Wreszcie znalazły małą polankę niedaleko plaży i granicy z Klanem Wilka.
– To świetne miejsce na naukę – miauknęła ochoczo Psotny Nietoperz. – No dobra, pokaż mi swoją pozycję łowiecką – powiedziała. Cis natychmiast wykonała polecenie, przypadając do ziemi, prostując ogon i uginając łapy. – Zniż trochę ten ogon, inaczej możesz nim zahaczyć o gałęzie – poradziła jej matka. Uczennica ochoczo to zrobiła, czując gorąco pod futrem, że wyłożyła się na czymś tak oczywistym. – Teraz już lepiej. – Psotny Nietoperz przyjrzała jej się z uwagą. – Teraz musisz już tylko próbować polowania. Może spróbujesz tam? – zasugerowała, wskazując uszami krzaki nieopodal. Cisowa Łapa kiwnęła głową i cicho ruszyła w wybraną stronę. Starała się poruszać bezgłośnie, a jednocześnie szybko. Starała się, jak tylko mogła, motywowała ją chęć, a może raczej potrzeba aprobaty ze strony matki.
Chciała, żeby Psotny Nietoperz nie poczuła się zawiedziona, że jej córka nic nie upolowała. Uczennica spostrzegła mysz. Skupiła na niej swoją uwagę, zaczynając się podkradać. Była już niemal dwie długości ogona od ofiary, gdy niechcący stanęła na gałązce. Ta, od razu zdradziecko trzasnęła. Mysz się rozejrzała i zaczęła uciekać, jednak Cisowa Łapa w desperacji wyskoczyła do przodu, a następnie wylądowała na zwierzątku. Wysunęła pazury, by przytrzymać ofiarę, po czym wgryzła się w jej ciało. Gryzoń zwiotczał w jej łapach i kotka po chwili wzięła go do pyska, by zanieść go do matki i udowodnić jej, że jej córka umiała polować.

***

– Otwieranie krabów jest stosunkowo proste, musisz tylko wsunąć pazury tutaj, trochę nimi pogmerać i gotowe! – objaśniła Cis jej mentorka. Kotka pokiwała głową. – Przy polowaniu na kraby pamiętaj, zawsze atakuj je od tyłu i wbijaj pazury w podbrzusze – miauknęła. – To jak, chcesz spróbować? – zapytała.
– Tak, bardzo chętnie! – odparła gorliwie Cisowa Łapa.
– To ja cię zostawię, ale będę obserwować i patrzeć jak ci będzie szło – oznajmiła jej matka. Po chwili znikła gdzieś w krzakach. Cis rozejrzała się. Została na plaży sama, jedynie woda lekko falowała. No, może nie całkiem sama... nie dalej jak dwadzieścia długości ogona od niej coś się nagle poruszyło. Uczennica przypadła do ziemi, przestała ruszać ogonem i postawiła uszy z uwagą. Zaczęła się powoli skradać, łapa po łapie, krok po kroku. W końcu, po chwili, która dłużyła się jak księżyce, kotka była na tyle blisko, ile mogła. Skoczyła. Krab wspiął się na tylne odnóża, ale ona już go przewróciła łapą i zaczęła drapać w podbrzusze. Zwierzę zginęło na miejscu. Cisowa Łapa spojrzała na upolowaną zdobycz, po czym wzięła ją delikatnie w zęby, by jej nie uszkodzić i poszła pokazać ją Psotnemu Nietoperzowi.

[552 słowa + otwieranie krabów]

[11% + 5%]

Od Cisowej Łapy CD. Ćmiej Łapy

– Cesc, Cysko! – przywitała się Ćmia Łapa. Cis kiwnęła do niej łebkiem, ignorując fakt, iż uczennica nazwała ją jej kocięcym imieniem. Uśmiechnęła się do starszej uczennicy. Kotki po chwili rozeszły się w swoje strony, Ćmia Łapa pewnie odłożyć zioła do legowiska medyka, a Cisowa Łapa dokończyć wymienianie podściółki starszych.

***

Pora Opadających Liści już się dawała powoli we znaki. Zaczęło się zbieranie i chomikowanie zdobyczy, sezon chorobowy też powoli przypominał o sobie, sprawiając, że medycy oprócz zbierania ziół, część czasu musieli też przeznaczać na leczenie. Znaczy, chyba tak powinno być. Błoto było już wszędzie, za sprawą długich chłodnych deszczy, i kotów, które nie patrzyły, jak chodziły.
– Cisowa łapo? – rozmyślania uczennicy przerwał jej znajomy głos. Ćmia Łapa.
– Tak? Mogę ci w czymś pomóc? – zapytała Cis, przenosząc wzrok na starszą kotkę.
– Poszłabyś ze mną pozbierać zioła? Kończą nam się nasiona maku – rzuciła propozycję Ćma. Młodsza uczennica szybko kiwnęła głową, po czym wstała.
– Ale nie powinnyśmy się kogoś spytać? No wiesz, uczniowie nie mogą tak sobie wychodzić z obozu – zapytała zaniepokojona Cis.
– Już się pytałam. Możemy iść, ale mamy trzymać się blisko obozu i wrócić przed zachodem słońca – odparła starsza uczennica, kierując się do wyjścia z obozu. Cisowa Łapa ruszyła za nią, starając się nadążać za dłuższymi łapami kotki. Wyszły z obozu, mijając liczne drzewa i krzewy. Cis uważała, by przy wyjściu z obozu nie poślizgnąć się na mokrym kamieniu, zmokniętym przez wezbrany wodospad. Zasiliły go w tym sezonie deszcze, którym nie było końca. Woda była w nim brudna, pełna błota i piasku, przywianego nie wiadomo skąd. Pod każdym mijanym krzakiem Cis sprawdzała, czy nie było maku, choć wiedziała, że Ćmia Łapa raczej wiedziała, gdzie rosła ta roślina i właśnie tam się kierowała. W końcu ich oczom ukazała się polanka, na której rosły chyba ostatnie maki tego sezonu. Miały czerwone płatki, w odcieniu krwi. Ich czarne nasionka wyglądały jak oczy pająka, wpatrzone prosto w nie, a włochate łodygi były długie i powyginane. Ćma podeszła i zaczęła urywać łodygi, uważając, by nie wysypać czarnych nasionek, ponieważ to o nie tak naprawdę chodziło, nie o łodygi czy płatki.
Cisowa Łapa również podeszła do kwiatów, i próbowała naśladować starszą uczennicę. Po chwili obydwie miały już pyski pełne potrzebnego zioła.

[361 słów]
<Wracamy do obozu, Ćmia Łapo?>

[7%]

Od Migoczącej Łapy CD. Ćmiej Łapy

Mysikrólicza Łapa była tak uparta! Głupia wronia strawa nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że wzięła jego nornice. Jego! Czy ona naprawdę nie używała mózgu? Mogłaby jednak czasem pomyśleć, bo to już wychodziło poza wszelkie granice. Przecież wiadomo, że to on powinien dostawać lepsze posiłki! Był synem samego lidera, przykładem dla innych, uczniem ze świetlaną przyszłością... Ta zwierzyna się mu należała i żadna przybłęda ze złej rodziny nie mogła wejść mu w drogę.
Jego wściekłość tylko wzrosła, jak zobaczył ten chwast – Ćmią Łapę. Zawsze musiała wtykać nos w nie swoje sprawy. Zawsze! Czy ona nie miała swojego życia? Czy może było ono tak nudne, że kotka musiała szukać rozrywki gdzieś indziej? Jakakolwiek była przyczyna, Migoczącej Łapy to nie obchodziło. Nie chciał mieć kontaktu z kremową pokraką, za żadne skarby świata! Najłatwiej byłoby, gdyby nie wtrącała się w jego sprawy, a nie jak teraz, gdzie to robi więcej problemów, niż powinno być.
– A upolowałeś ją chociaż? – zapytała nagle Ćmia Łapa, przyglądając się niebieskiemu. Ten westchnął cicho, zmęczony głupotą kotki.
– Eee... Nie, ale nie ma już żadnej jadalnej zwierzyny, a ja nie będę jeść jakiegoś paskudztwa! – powiedział, specjalnie dając nacisk na słowo "jadalnej", by dać kotkom do zrozumienia, że nie wszystko jest godne jego podniebienia.
Ćmia Łapa chyba nie była jednak tego taka pewna, gdyż po usłyszeniu słów Migotu, wyraz jej pyska diametralnie się zmienił, pokazując czysty szok.
– Skończyliśmy? Mogę odzyskać mój posiłek? – odezwał się po chwili Migot.
– Nie – odparła Mysikrólicza Łapa.
– Dlaczego niby? To dalej moja nornica! A skoro masz taki problem, to sama idź i weź sobie inną zwierzynę, godną ciebie! – zaśmiał się niebieski.
– To nie jest twoja nornica! Sam powiedziałeś, że nawet jej nie upolowałeś – rzekła stanowczo Ćmia Łapa, stając w obronie siostry.
– Skoro tak, to ty nie jedz nic, bo nigdy nic nie upolujesz! – syknął Migocząca Łapa, podchodząc o krok do przodu.
– To tak nie działa – odparła Ćma.
– To oddaj mi mój posiłek!
– To nie jest twój posiłek! – wtrąciła się siostra kremowej, dalej trzymając przy sobie nornice, o którą toczył się cały spór.
– Oddaj albo pożałujesz! – syknął gniewnie Migot.
– Co niby zrobisz? – zapytała Mysikrólik, ewidentnie bardziej pewna w obecności siostry.
– Nie chcesz się przekonać – stwierdził kocur i zjeżył sierść na karku, starając się wyglądać groźniej, niż był w rzeczywistości. Czuł jak złość w nim kipi. Wystarczyła jedna iskra, a wszystko poszłoby z dymem.
– Nic nie zrobisz. Podobno nie umiesz walczyć! – odbiła piłeczkę Mysikrólicza Łapa, wykrzykując informacje, które najpewniej gdzieś usłyszała. Po wypowiedzeniu tych słów, w Migocie coś zawrzało. Skoczył na leżącą na ziemi nornice i szybko chwycił ją w swoje zęby. Zanim jednak zdążył się wycofać, Ćmia Łapa złapała część zwierzyny i zaczęła mocno ciągnąć w swoją stronę, chcąc wyrwać ją z uścisku kocura. Ten nie dawał za wygraną, ciągnąc posiłek do siebie. Ciałko nornicy pod wpływem sił obu uczniów, powoli zaczęło się rozrywać, jednak nikt ze zgromadzonych nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy byli zajęci tą walką, do której nikt nie myślał, że w końcu dojdzie. Nawet Migocząca Łapa, który to zaczął cały ten spór.
Ostatnią iskrę do tego ogniska dodała Mysikrólicza Łapa, przyłączając się w końcu do siostry, chcąc odzyskać dobry posiłek. Nie minęła chwila, a nornica w całości się rozerwała, przewracając całą trójkę na ziemię i robiąc niezły bałagan.

<I co zrobiłaś chwaście?>
[533 słowa]

[11%]

Od Puszystej Łapy (Puszystej Neriny) CD. Dymówki (Dymówkowej Łapy)

Dawniej

Nerina obniżyła lekko pyszczek, obserwując rozbawiona poczynania swojej córki. Badała go łapkami, tak jakby jego futerko było najciekawszym obiektem w żłobku. Uśmiechnęło się ciepło, spoglądając w stronę Psotnego Nietoperza. W którymś momencie malutka kulka tak po prostu zaczęła próbować chować się w sierści. Towarzyszyły temu zabawne piski i śmiech rodziców.
— No, no skarbie, właśnie zostałeś jej schronieniem — zamruczała rozbawiona Psotny Nietoperz.
Dymówka zapiszczała cicho uradowana.
Chwilę później koteczka zaczęła bardziej grzebać jeno w futerku na brzuchu. Puszek strzepnął uchem, przechylając odrobinę głowę.
— Teraz chyba ja mam być jej mamą — zachichotała Gałęzatka, liżąc Dymówkę po główce, czemu towarzyszył cichy, lecz niezbyt zadowolony pisk.
W którymś momencie jednak niebieski poczuł nieco mocniejsze pociągnięcie. Syknęło z bólu i spróbowało lekko odciągnąć kociaka. W końcu złapało delikatnie koteczkę w ząbki i oddało Psotce.
— Mała bestia… — mruknął z przekąsem, ale na jego pyszczku nadal widniał uśmiech.
Pręgowana spojrzała na Ciskę, zaraz obok swojej mamy i ją również polizała troskliwie po łebku.
— Mam wspaniałe kotecki… — zamruczało pieszczotliwie, ocierając swoim pyszczkiem o pyszczek Nietoperki.

Aktualnie

Możnaby stwierdzić, że praca protektora była nudna. Ci, którzy patrzyli z boku, mogliby stwierdzić, że protektorzy lenią się całe dnie, okazjonalnie tuptając sobie po obozie, aby coś zrobić. Tak jednak mogli stwierdzić tylko głupi wojownicy i uczniowie. Z pewnością robili mniej, ale ich praca była równie ważna. Nerina był nie raz wzywany, aby pomóc w lecznicy. Rozmawiał ze starszymi o ich samopoczuciu, podczas usuwania ich kleszczy. Czasem nawet pomagał uczniom przy wymianie legowisk i wysłuchiwał opowieści tych bardziej gadatliwych, dopytując, jak idą im treningi i czy mentorzy za bardzo ich nie wyciskają. Pamiętała treningi z Rozpromienionym Skowronkiem. Kocur był wesoły i irytujący, ale Gałęzatka przeprosiłaby go teraz, gdyby miała taką możliwość i oczywiście, gdyby kocur nie był martwy. Nerina przeciągnął się w legowisku i spojrzał w stronę Serdecznej Naparstnicy. Kocur był chyba najlepszym mentorem z całej trójki. Wężynowy Splot była zdecydowanie najgorsza, chociaż pod jej okiem spędził tylko kilka księżyców. Wyszedł z obozu i ujrzał Rozkwitający Aster wraz z Dymówkową Łapą. Niebieska zamruczał cichutko i podeszło do obu kotek, przez chwilę wąchając się z przywitaniem.
— Dzień dobry — miauknął, obserwując, jak Aster dokładnie tłumaczy coś uczennicy.
— Akurat kończymy — mruknęła ciepło bura protektorka.
Nerina kiwnęła głową i zaczęła słuchać treningu. Rozkwitający Aster miała nieco inne techniki niż Serdeczna Naparstnica, ale miała bardzo podobną wiedzę. Puszek zastanawiał się, kiedy on sam będzie miał ucznia. Po jakimś czasie Dymówka podeszła do niego powoli ze słabym uśmiechem na pyszczku.
— Tato czy protektorzy są bezużyteczni? — zapytała koteczka, a Nerina zmarszczyła brwi.
— A czy czujesz się bezużyteczna? Przecież tyle się nauczyłaś. Jestem pewna, że również wielu kotom pomogłaś — odparła, przechylając łebek.
Dymówka była cicho tak jakby niezbyt pewna słów rodzica.
— Przydajemy się. Pomagamy wszystkim, bez nas Klan Klifu mógłby skończyć jak Wilczaki — zasugerował z głupim uśmieszkiem i przytulił córkę. — Kto ci takich głupot naopowiadał Dymóweczko? — zapytała.

<Dymówko?>