»» ———— ⚜ ———— ««
Przeszłość,
zaraz po mianowaniu
Gasnącej Prawdy
»» ———— ⚜ ———— ««
Była cichą obserwatorką doniosłego wydarzenia, w końcu miało miejsce mianowanie kocura, który już dłuższy czas był uczniem pomimo swego wieku. Jasna przenikliwe spojrzenie jednak tylko przez krótką chwilę było skierowane na kremowym wojowniku. Bardziej interesującą personą był tu Poczciwy Szakłak. Zielonooki zdawał się być najbliżej dawnego Klifiaka, a ich wspólna obecność nie była niczym niezwykłym już, choć mimo wszystko przyciągała uwagę niektórych, szczególnie zastępczyni. Kotka po cichu im kibicowała, aby w końcu się zeszli — jak na łapie było widać, że ta dwójka ma ku sobie już od samego początku. Ruda nie wierzyła w wersję kocura, o tym, że ten na granicy widywał się jedynie z siostrą. Sam nawet to potwierdził niedługo później, kiedy tylko przyszedł do niej, by podzielić się reakcją starszego na jego wyznanie.
W tamtym momencie Gasnąca Prawda nieco podpadł kotce, choć ta nie okazywała tego zbytnio, chowając urazę głęboko w sobie. Aż zbyt dobrze wiedziała, jak Szakłakowi na nim zależy i nie chciała, by z jej powodu kocur na nowo popadł w stan przypominający letarg — niby żyje, oddycha, ale w środku jest martwy. Nie chciała najbliższego przyjaciela widzieć ponownie w takim stanie, szczególnie że po zdradzie Rudzikowego Skrzydełka mogłoby być trudniej przywrócić Burzaka do świata żywych. Ona sama po pożarze i śmierci Króliczej Gwiazdy nie miała tyle czasu, co dawniej i jej próby pomocy mogłyby okazać się bezskuteczne oraz stratą czasu dla każdego z nich.
»» ———— ⚜ ———— ««
Po czuwaniu
Gasnącej Prawdy
»» ———— ⚜ ———— ««
Cętkowana pomimo imienia po nocnym ptaku była typem kota, który z zaskakującą łatwością był wstać skoro świt. Choć nie oznaczało to, że nie zdarza jej się zasypiać o wyjątkowo późnej porze, tak jakby moment od zmierzchu do środka nocy był czasem, kiedy to najłatwiej jej się funkcjonowało — nikt jej głowy nie zawracał, nie dopytywał o mało istotne drobiazgi, była tylko ona, szmery oddechów pozostałych wojowników i myśli. Myśli, które w ciągu dnia były uśpione, a po zachodzie słońca budziły się do życia, rozpoczynając szaleńczy bieg po umyśle kotki. Musiała w większości kwestii myśleć parę kroków do przodu, tak by nikt nie mógł ani jej, ani Zawodzącej Gwieździe zarzucić zaniedbywania obowiązków.
Noc, kiedy to obóz był pod opieką czuwającego kremusa, ona sama również nie zmrużyła oka. Choć po niej nie było tego widać w porównaniu do Gasnącej Prawdy, który w drodze do legowiska wojowników omal nie wpadł na nią. Przystanęła z nieco uniesioną brwią, jakby doskonale wiedziała, że kocur czegoś będzie od niej chciał i jedyne, co jej pozostało teraz to cierpliwie czekać, aż jego zmęczony umysł ułoży sensowne zdanie, nim te trafi na jego język, a następnie opuści kremowobiały pysk starszego. Choć w pierwszej chwili położył uszy po sobie i skłonił lekko głowę na znak przeprosin.
— Nie chciałem na ciebie wpaść, Skrzydlata Płomykówko. Jestem trochę zmęczony, wiesz… po tym całym czuwaniu — wyjaśnił, uśmiechając się słabo do rozmówczyni. — Czy Szakłacz... To znaczy, czy Poczciwy Szakłak został przydzielony do jakiegoś patrolu, czy powinienem szukać go w obozie? Pewnie będzie chciał ze mną porozmawiać — zapytał z pewną nadzieją w głosie, co zdecydowanie nie umknęło uwadze Płomykówce.
Na jej język cisnęły się jedynie cięte słowa, przesiąknięte wyższością, ironią, które miały pokazać starszemu podejście srebrnej do jego persony. Jednak… wstrzymała się, biorąc pod uwagę, iż Poczciwy Szakłak dla nich obu był kimś ważnym.
— Postaraj się nie zdrabniać jego imienia przy nim. Moja siostra to dawniej robiła — odparła, sprawiając wrażenie, jakby w wypowiedzi wojownika skupiła się jedynie na tej urwanej kwestii. — Szakłak nadal jest w legowisku. Specjalnie waszej dwójki dzisiaj nie brałam pod uwagę z patrolami, wiedząc, że będziecie chcieli porozmawiać — dodała, by następnie krokiem pełnym gracji zacząć oddalać się od kremowego. — A Gasnąca Prawdo, jeszcze jedno. Spróbuj go skrzywdzić, a własnymi łapami cię obedrę ze skóry — rzuciła cicho, pozwalając, by echo jej słów niosło się jeszcze chwilę w korytarzu, nawet kiedy zdążyła już odejść na parę długości.
Może i nie przystoi jej jako zastępcy jawnie grozić swym pobratymcom, lecz dla przyjaciela mogła zrobić pewne odstępstwo. Niech dawny Klifiak trzyma się na baczność ze świadomością, że ta może go mieć cały czas na oku i nie zawaha się, jeśli zostanie uznany za zagrożenie dla Szakłaka. Większość czasu starała się z niemal każdym znaleźć nić porozumienia, by uniknąć kolejnych przewrotów w klanie, lecz jeśli będzie trzeba, to odegra rolę bezwzględnego zastępcy, który zrobi wszystko dla bliskich oraz dla dobra Burzaków. Nawet jeśli oznaczałoby to łamanie kodeksu lub robienie czegoś nieprzyzwoitego moralnie. Była gotowa na takie poświęcenie w imię wyższego dobra.
Swoje kroki skierowała do Groty Pamięci, będącej pewnym sercem podziemnego obozu. Mimowolnie jej wzrok powędrował w stronę jednej ze ścian, gdzie swe odciski łap zostawiali wojownicy. Jeden z nich był widocznie nowszy, wykonany raptem dnia poprzedniego przez Gasnącą Prawdę.
Korzystając z tego, iż do momentu, gdy większość Burzaków się zbudzi, miała trochę czasu, postanowiła ruszyć tunelem, który miała na lewo. Korytarz ten przebiegał wprost do starego obozu, łącząc z ich obecnym azylem żłobek z jednej strony, a z drugiej legowisko medyków oraz kronikarzy, których oddzielała księżyce temu powstała ściana. Srebrna sama nawet przyczyniła się do tej tego fragmentu podziemi, gdyż w czasie intensywnych pracy znalazła się w gronie kotów, które zbierały glinę oraz kamienie do sztucznej bariery pomiędzy dwoma legowiskami.
Krótka poranna wyprawa do zwęglonych zgliszczy nie była podszyta żadnym konkretny, ot co chęć sprawdzenia, czy każdy zakamarek został przeszukany i udało się uratować tyle, ile nie zostało dosięgnięte dawniej ognistymi jęzorami pożaru. Podejrzewała, że Burzacy przeszukali znaczną część ich schronień, lecz raczej mało kto miały odwagę postawić łapę w legowisku lidera — Płomykówka wychodziła z założenia, że jest to przestrzeń, do której nie powinno się wkraczać bez wyraźnej zgody jego mieszkańca, nawet jeśli ten poległ. Sprawnie wdrapała się do wnętrza Skruszonego Drzewa, by następnie ujrzeć miejsce, które dla wielu było niedostępne. Skromne legowisko musiała przyznać. W środku było posłanie muśnięte ogniem, które nie nosiło nawet subtelnego zapachu Króliczej Gwiazdy. Musiało zwietrzeć przez ten czas, gdy w panice opuścili dawny azyl, by zamieszkać w podziemiach niczym zające, ich główna zwierzyna łowna.
Wstępne oględziny wnętrza kamiennej wieży nie przyniosły ze sobą żadnego znaleziska, lecz zastępczyni nie miała zamiaru tak szybko kończyć. W końcu każdy ma coś do ukrycia, nawet coś błahego i bezwartościowego dla innych. Trzepnęła końcówką ogona, by pochylić się i rozpocząć węszenie, nawet jeśli nie przepadała za samym określeniem tej czynności — kojarzyło jej się jedynie z czworonożnymi towarzyszami Dwunożnych, którzy również polowali na ich zdobycz. Wielkie głośne bydle z paszczą tak wielką, że na spokojnie mogłaby pochłonąć bezbronne kocię. Skupiając się na przeszukiwaniu tej nawet niewielkiej przestrzeni, natknęła się w pewnym momencie na jedno ciemne, opalizujące krucze pióro, dokładnie takie samo, jakie widywała u Zawodzącej Gwiazdy. Znalezisko delikatnie pochwyciła, by następnie zabrać je ze sobą do obozu.
Niczym cień pokonywała korytarz, Grotę Pamięci, a następnie wskoczyła na półkę skalną przed legowiskiem dymnego kocura. Tuż przed wejściem pozostawiła własność starszego, a następnie oddaliła się, by wyznaczyć patrole po Wysokim Słońcu oraz wysłuchać wszelkie przeciwwskazania do uczestniczenia w porannym wyjściu na łowy, oraz sprawdzenie granic. Nim zniknęła w Grocie Pamięci, czuła na sobie spojrzenie Echo, przez którego została odprowadzona, dopóki znajdowała się na jego widoku.
»» ———— ⚜ ———— ««
Obecnie, przed śmiercią
Rudzikowego Skrzydełka,
pora opadających liści
»» ———— ⚜ ———— ««
Srebrna sylwetka Skrzydlatej Płomykówki była widziana z rana, kiedy to czekała na wyznaczone poranne patrole. Później ta rozpłynęła się niczym we mgle pośród Burzaków. Kotka czekała tylko na moment, aż Poczciwy Szakłak opuści na chwilę legowisko wojowników, by ta mogła na osobności rozmówić się z Gasnącą Prawdą. Chciała wiedzieć, jak kocurowi idą próby wspierania zielonookiego po odejściu Bursztynowej Łapy z klanu.
— Dobrze, że jesteś — powiedziała na wstępie, wkraczając do jaskini, by ujrzeć kremowego na posłaniu tuż obok tego, które zajmowane było przez czarnego solida. Ten jakimś cudem opuścił wspólną przestrzeń, zapewne namówiony przez pręgowanego do przyniesienia piszczek dla ich dwójki. — Mam nadzieję, że jakoś sobie radzicie oraz masz na uwadze moje słowa. Te po twoim czuwaniu.
<Gasnąca Prawdo?>
Event Klanu Burzy:
Poszukiwania - próba nieudana, osobiste skarby współklanowiczów
