BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potrójny Krok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potrójny Krok. Pokaż wszystkie posty

04 kwietnia 2022

Od Potrójnego Kroku


Deszcz nie przestawał dawać o sobie znać. Przyniósł do ich klanu kolejne problemy i schorzenia. Szczerze? Nie interesowało go już to, ponieważ stawy rwały go niemiłosiernie, gdy tylko wstawał z posłania. Naprawdę tracił powoli chęć do takiego egzystowania. Jeszcze truchło martwego Tkacza jasno dawało mu znać, że pająk nie odezwie się już nigdy do niego w tym życiu.
Widok Jastrzębiej Gwiazdy, który wkroczył do ich legowiska należał do rzadkości. Kocur skarżył się na brak snu i by Deszczowa Chmura coś z tym zrobił. Widział jak uczeń lekko dygocze, szybko przeszukując zioła. Ah... jak miał go tu zostawić samego, skoro był nadal takim mysim móżdżkiem? 
Jednak udało mu się podać roślinę liderowi, który szybko ją przełknął i zniknął z widoku. 
- Uff... - westchnął asystent, a widząc jego pytający wzrok miauknął tylko. - Jak jest zły to jest straszny. 
Prychnął pod nosem. On straszny? Chyba nie widział jak liliowy potrafi się wydrzeć, wtedy to lider przy nim byłby niczym grzeczne kocię. 
- Wracaj do pracy - miauknął tylko do niego, widząc zmierzający do nich tabun kotów. 
Gepardzia Cętka, Dymne Niebo, Suśli Nos, Makowe Ziarno, Ostowy Pył oraz zmartwiona Senny Pysk ze swoją małą córeczką, przekroczyli próg ich komory. Czasami zastanawiał się czemu chodzą do nich parami... Bali się czy co? Bo nie miał zamiaru uwierzyć, że każdy z nich zachorował w dokładnie tym samym czasie! Jeszcze Ośnieżona Łapa zaczęła kuleć, co dopiero on zauważył, a nie jej mentor. 
- Ośnieżona Łapo! Zajmij się swoją nogą, a nie bierzesz się za leczenie innych! Co to za medyk, który nie potrafi się wyleczyć i bagatelizuje swój stan?  - charknął, zaczynając nieco pokasływać. 
Uczennica rzuciła mu tylko spojrzenie, znikając wśród kocich łap. 
Westchnął przymykając oczy, jednakże w tym hałasie trudno było zapaść w drzemkę. 

***

Nie chciał umierać! Złapany dusznościami, ocknął się, budząc przy tym dwójkę medyków. Zaniepokojony Deszczowa Chmura pognał po zioła, które szybko połknął. Ledwo co uspokoił się po tym nagłym ataku, a widok zmartwionego pyszczka asystenta, mu w tym nie pomagał. Kończył mu się czas. Czuł to. 
- Deszczowa Chmuro. Proszę... zrób coś dla mnie - miauknął, po czym charcząc wymiauczał mu do ucha swoją wole. 
Zdumiony wzrok rudego był pewien niepokoju, niepewności, ale też i zgody. To pomogło mu zapaść w sen. Wiedza, że jego wola zostanie wykonana, gdy już opuści ten świat.

***

Jedno życie się rozpoczyna, drugie kończy. I tak było też w jego przypadku. Przeżył wiele okropnych chwil, jednak mógł uznać się za spełnionego kota. Osiągnął mistrzostwo w swoim fachu, nawracał, był wierny przodkom. Mimo, że był z niego tchórz, starał się jak mógł służyć klanowi, nawet gdy nie znosił wielu ich członków. 
Wisząc nad swoim ciałem czuł tylko spokój. Nie spodziewał się, że śmierć może być taką ulgą. Zawsze się jej bał. Obawiał się bólu, ciemności i zniknięcia w nie wiadomo jakim miejscu. Rzeczywistość okazała się bardziej pozytywna. 
Deszczowa Chmura wylewając łzy, miauczał liderowi jego ostatnią wole. Widział jak pysk Jastrzębiej Gwiazdy krzywi się z niezadowolenia, jak jego umysł kalkuluje czy warto spełnić tą prośbę martwego ciała. 
- Po czuwaniu pójdziecie w to miejsce i zrobicie co trzeba - w końcu odpowiedział, na co Deszcz i jaźń zmarłego odetchnęli z ulgą. 
Do końca obserwował ceremonie. Przebiegała tak jak zawsze ją pamiętał, gdy jakiś kot odchodził. Rudy płakał chyba jako jedyny... w końcu to on zajmował się nim na starość... był dobrym kotem. 
- Dziękuje ci - miauknął, a jego głos rozwiał się na wietrze. 
Prawie dałby sobie łapę uciąć, że nowy główny medyk go usłyszał. Uśmiechnął się tylko i ruszył w miejsce swojego spoczynku, w dawnym miejscu pochówku wilczaków. Tam trawa nadal nie była zdewastowana przez roślinożerców. Dopiero, gdy jego ciało spoczęło przy matce i reszcie rodziny, gdy ziemia zakryła jego wymizerniałe ciało, udał się w przestworza do Klanu Gwiazdy. 
Gdy rozległ się huk pioruna, na jego pysku pojawił się uśmiech. Teraz on mógł nimi rzucać w niewierne medyczki, które złamią kodeks. Jednakże nie tylko z tego powodu był szczęśliwy. Widząc powoli malujące się w gwiazdach kształty, uśmiechnął się szeroko, witając się z dziadkiem i resztą rodziny. 
Był martwy, ale czuł się żywy. I to bardziej niż, gdy miał ciało i mógł stąpać po ziemi. Jego życie się skończyło, ale tu zaczynała się jego nowa historia. 
Dostąpił zaszczytu bycia z Klanem Gwiazdy.


Zmarł w wieku 111 ks [*]

Wyleczeni: Jastrzębia Gwiazda, Gepardzia Cętka, Dymne Niebo, Suśli Nos, Makowe Ziarno, Ostowy Pył, Dzierlatka, Ośnieżona Łapa

28 marca 2022

Od Potrójnego Kroku

 Był już stary, osiwiał; jak nic Klan Gwiazdy pukał do jego duszy. Ostatnio nie był w stanie dojść na zgromadzenie, złapał go ból stawów, więc został w jaskini ze swoim martwym pająkiem, którego znalazł gdzieś w kącie. Rozmawiał z nim chwilę; Tkacz nie obraziłby się za to. Nadal nie mógł znieść tego, że opuścili dawny dom. Tam się wychował, a tu? Czuł się jak wygnaniec! Nie przeszkadzał mu jednak mrok, bo przywykł do niego w jaskini medyków. 
Ratowanie potrzebujących kotów, też sprawiało mu trudności. Trzeba było w końcu wstać, wziąć zioła, obejrzeć sierść lub zakleić pajęczyną ranę. Za dużo energii było marnowane, a on męczył się szybciej i czuł tylko gorzej. Nie dziwił się, że staruchy zazwyczaj zrzekali się bycia wojownikiem i przechodzili do starszych. On w sumie też powinien to zrobić, widząc jak Deszczowa Chmura zajmuje się wszystkim. Aż trudno mu było uwierzyć w to, że ten dzieciak był już dorosły i spełniał się w swojej roli medyka. Kiedyś zaśmiałby się na te słowa, widząc jaki z niego mysi móżdżek. Chociaż uczennice to miał dość tępą, bo nadal myliły jej się zioła. Nie wróżył Klanowi Wilka zbyt dobrych medyków. On był wyjątkowy. Przyszedł na świat, by leczyć i uczyć te młode koty myślenia. Jego misja spełniła się po części. Udało mu się nieco naprostować stan z wiarą w przodków i się z tego bardzo cieszył. Miał nadzieję, że medycy z innych klanów przekażą dalej tą gorliwość swoim podopiecznym. 
Kiedyś bał się śmierci, teraz czekał, by go już stąd zabrano. Głód dawał mu się we znaki, tak jak wielu innym. Chciał spotkać matkę, porzucać piorunami i czuć się niezwyciężony. Zasługiwał na to, po tym jak ofiarował swoje całe życie Klanowi Gwiazdy. Dziadek na pewno go obserwował i był dumny. Ten to przeżył naprawdę szmat czasu! Najwidoczniej i mu było to pisane. 
Przekręcił się na drugi bok. Powinien iść na spacer, pooddychać świeżym powietrzem. Słyszał jednak, że nadal było niebezpiecznie. Jeszcze w klanie był mały zdrajca! Jak o tym usłyszał, to wręcz ponarzekał Deszczowej Chmurze na tą dzisiejszą młodzież! Widać było, że czasy się zmieniają, a koty nie potrafią wychować swoich młodych! 
- Potrójny Kroku przyniosłem ci zioła na te stawy - głos asystenta rozległ się tuż obok. 
Wziął od niego zioła, zjadając je ze smakiem. Zapełnią mu przynajmniej żołądek na większą ilość czasu. Kocur usiadł przy nim, a widząc jego zmartwiony wzrok, nie pozostało mu nic innego jak dokończyć swój monolog na temat szkolenia Ośnieżonej Łapy. 

27 lutego 2022

Od Potrójnego Kroku

 Starość nie radość, zawsze o tym wiedział. Teraz go jednak to dopadło. Łupanie w krzyżu, bolące stawy, jak nic przyzwyczaił się do ziółek, które przynosił mu Deszczowa Chmura. Powinien sam sobie przygotować lekarstwa, a nie zdawać się na asystenta. Ale z każdym dniem było to cięższe. Pamiętał jak to było być młodym. Nadal jego wspomnienia z tamtego okresu były świeże. Chodził na spacery w poszukiwaniu ziół, zajmował się swoimi eksperymentami... A teraz? Teraz siedział w jaskini, bo Dwunożni zniszczyli im obóz. Do jakich czasów on dożył! 
Ciągle gderał uczennicy Deszczowej Chmury na tą całą sytuację. Jako ten najstarszy miał takie prawo. Ciągle miauczał im, że przeżyje ich wszystkich, skoro udało mu się żyć w czasach, aż czterech liderów! Klan Gwiazdy mu sprzyjał, wierzył w to. 
I to było naprawdę cudowne wiedzieć, że mają go za swojego wybrańca. Zrobił dla nich dużo, nawrócił nieprzekonanych, nawet z innego klanu! A na ostatnim zgromadzeniu przekazał swoją wole, jak i wole przodków dalej. Miał nadzieję, że gdy opuści ten świat, Klan Gwiazdy go przyjmie jak bohatera. 
Marzył, że niedługo oderwie się od ziemi, pofrunie ku błękitowi nieba i stanie się nieśmiertelnym bytem zrzucającym pioruny w niewiernych. Och, tak.. pragnął tego. 
Nie wiedział kiedy stracił poczucie rzeczywistości. Ocknął się ze snu, w który nagle wpadł i rozejrzał po legowisku. Drzemki robiły się coraz częstsze. Nie lubił ich zbytnio, bo nie wiedział przez to co działo się w klanie przez ten czas. A bycie na łasce tych dwoje nie było zbyt przyjemne. 
- Och, Tkaczu... gdybyś tylko tu ze mną był... - rozmarzył się na powrót. Miał nadzieję, że jego mała armia pająków, która dostarczała im pajęczyny trzyma się dobrze. Przeklinał w duchu roztargnienie dawnego ucznia, który zapomniał wziąć kilku ich przedstawicieli. Bardzo ich praca by im się przydała. Teraz wiele kotów wracała z ranami po atakach. 
Ale w sumie... czy powinno go to już obchodzić? Wiedział, że jego czas dobiega końca. Nie zamierzał jednak umrzeć tutaj, z dala od bliskich i rodzinnych stron. Zakopią go gdzie? Przy samotnej górze? Nie ma mowy! 
Powoli dźwignął się na łapy i ruszył do sterty zdobyczy, by coś przekąsić. Niektórzy już szeptali, że powinien iść do starszyzny, bo mało co robi. Gdyby tylko ich złapał, to by zobaczyli jaką jeszcze miał w sobie werwę! Jak już być medykiem, to do końca. Tak powiedziawszy w głowie, złapał świeżego ptaka i wrócił z powrotem na posłanie.


04 lutego 2022

Od Potrójnego Kroku cd Cisowej Kołysanki

 Naprawdę nie wierzył w to, że kotka tu przyszła z powodów tęsknoty za jego osobą. Nienawidził jej całym sercem. Była w końcu przeklętym kociakiem tej zdrajczyni Fasolowej Łodygi! Za każdym razem, gdy widział ją i jej brata, złość gotowała się w nim tak bardzo, że aż czuł lecącą mu z nosa i uszu parę. Pomimo księżyców, nadal to nie minęło. Ledwo ich leczył! Czasami wręcz wysługiwał się w tym Deszczową Chmurą. To byli jego przyjaciele, nie jego! 
— Nie musisz być takim zrzędą. Specjalnie się dla ciebie tutaj pofatygowałam, a ty tylko "bla, bla, bla, Klan Gwiazd, bla, bla, bla, ." — sparodiowała medyka. — Spędźmy razem trochę czasu. O, właśnie. Opowiesz mi coś o Klanie Gwiazd? Myślisz, że mama tam trafiła? A tata?
Zjeżył się słysząc tą bezczelność w jej głosie. Jak śmiała drwić sobie z Klanu Gwiazdy? Przodkowie chyba za słabo ją pokarali! Powinni odebrać prócz wzroku też język! Wtedy znoszenie jej obecności byłoby znacznie przyjemniejsze! 
Nie miał zamiaru spędzać z nią czasu, jednak kiedy temat przeszedł na Klan Gwiazdy i jej rodziców, aż musiał wypuścić wstrzymywane powietrze i zacząć rozmowę. Czy ona naprawdę była tak tępa i głupia, że nie wiedziała co zrobiła jej matka?! Ile to razy jej o tym mówił! W żadnym wypadku ta zdrajczyni; jego uczennica, nie zasłużyła na miejsca w Klanie Gwiazdy! Złamała kodeks i puściła się niczym panna lekkich obyczajów i to z samotnikiem! Musiał jej ponownie to wyjaśnić, by dała mu raz na zawsze spokój i nie cieszyła się, że jej rodzice byli najcudowniejszymi kotami jakimi znała! 
- Oni? Żartujesz sobie? Twoja matka smaży się w Mrocznej Puszczy! Była medyczką i złamała nasz kodeks! Tego Klan Gwiazdy nie wybacza! Ja również! Obiecała... obiecała przy nich; ja świadkiem, że będzie przestrzegać kodeksu i nie zrobi sobie bachorów, ale zrobiła! Puściła się z twoim ojcem jak pierwsza lepsza! Nie miała szacunku do siebie, do mnie i klanu! Na dodatek nie żałowała tego i wręcz drwiła sobie z przodków! Dlatego nie! Ona nie trafiła do Klanu Gwiazdy, a twój ojciec? Ten co zrobił jej dzieci? Medyczce? Nie wierzę, że on o tym nie wiedział. Musiała mu powiedzieć! A skoro był świadomy i nie wierzył w Klan Gwiazdy, to trafił do Pustki, gdzie będzie błąkał się wieczność! Do Klanu Gwiazdy trafiają koty, które przestrzegają zasad, wierzą w nich i nawracają. Nikt nie lubi zdrajców! Zapamiętaj to! Twoi rodzice byli przeklęci! Tylko ze względu na to, że liderem był jej ojciec, nie została wygnana! Tak to byście błąkali się jako samotnicy, a ją kiedyś i tak by poraził piorun za swoje zbrodnie! Klan Gwiazdy nie zapomina! - zakończył swój monolog, jeszcze gderając pod nosem na tą dzisiejszą młodzież. 

<Cis?>

23 grudnia 2021

Od Potrójnego Kroku

 Ahhh starość nie była zbyt przyjemna, tak samo to, że na jego barki spadła mała koteczka, którą szkolił Deszczowa Chmura. A czemu się nią zajmował? Otóż... jego asystent zachorował. Trawiła go gorączka przez co musiał dbać o niego i innych, którzy odwiedzali ich jaskinię. Ośnieżona Łapa była pojętna, ale nadal dmuchał na zimne i nie ufał jej. Już wiele razy przejechał się na kotkach, które miały zostać medyczkami. Miał w nosie jej zapewnienia, że nie zdradzi przodków rodząc kocięta. 
ZA NIC JEJ NIE UWIERZY!
Padający Deszcz wpadł do ich leża, tak jakby coś go goniło. Dreptał łapami w miejscu, a na pysku miał okropny grymas. Od razu wiedział o co chodziło. 
- Biegunka? 
Kocur zrobił zdziwione oczy i pokiwał głową. 
- Jak...? - zapytał. - Nawet nic nie powiedziałem.
- Widać po tobie. Wiesz ile razy miałem tu takich jak ty? Już umiem z daleka rozpoznać na co cierpisz - fuknął, jakby to było jasne i nie należało się z nim kłócić. - Ośnieżona Łapo! Idź po zioła, jak je pomylisz to temu tu się pogorszy, więc nie nawal! 
Uczennica ruszyła do składziku i podała mu odpowiednią roślinę. 
- Czy ja ci wyglądam jakbym cierpiał na biegunkę? - zmierzył ją groźnym spojrzeniem. - Daj to pacjentowi! Ruchy! 
Kotka pokiwała głową i podała lekarstwo Padającemu Deszczowi, który z wdzięcznością je zjadł. Czy był zbyt surowy dla małej? Możliwe, ale miał to pod ogonem. 
Dymne Niebo, Świetlista Dusza i  Makowe Ziarno pojawili się w tym samym czasie jednocześnie. Wszyscy coś poskręcali. Nie byli zbyt chętni, by zdradzić co się stało, ale najwidoczniej było im głupio. Wziął do siebie jedną dwójkę, a drugą pozostawił uczennicy. Gdzieś w głębi jaskini rozlegał się głos Deszczowej Chmury, który majaczył przez gotujący się mózg. 
- Nawet nie wstawaj! - rzucił do kocura, widząc jak próbuje się unieść i pewnie im pomóc. 
Poradzili sobie z tym wyzwaniem sprawnie i mogli pożegnać te łamagi, kiedy to Chabrowy Szept kuśtykając zaczęła narzekać na ból w łapach. Dał jej coś na stawy i w sumie pozwolił jej zostać. Mu jeszcze tak bardzo nie dokuczały, ale wiedział, że z każdą chwilą to może się zmienić. 
Następnego dnia odwiedziła ich Raniuszkowy Dziób, która przez ból zęba nabawiła się okropnej migreny. 
- Głupia! Jeszcze chwila, a by ci ten ząb wypadł! Ciekawe czy wtedy byłoby ci do śmiechu z dziurawym pyskiem! - fuknął do niej, nie wierząc, że była tak głupia. 
Kotka napuszyła się obrażona, ale przyjęła lekarstwa. 
Nie chciał już wspominać o Suślim Nosie, który stracił czucie w łapach po przemrożeniu. 
- Jak tak bardzo chcesz być bez łap, to mogłeś powiedzieć! - złajał go. - Następnym razem przychodź wcześniej mysi móżdżku! 
Sosnowa Igła nabawiła się kaszlu. Na wszelki wypadek zatrzymał ją u siebie, by nie rozniosła zarazy dalej. 
No i co tu dużej mówić. Zmęczony padł na swoje posłanie, modląc się do Klanu Gwiazdy, by zesłali mu pomoc albo chociaż zdrowie na klan. Na razie postanowił zapaść w zdrową drzemkę, będąc z dala od tej głupiej młodzieży. 

Wyleczeni: Deszczowa Chmura, Dymne Niebo, Świetlista Dusza, Padający Deszcz, Makowe Ziarno, Chabrowy Szept, Raniuszkowy Dziób, Suśli Nos, Sosnowa Igła

26 listopada 2021

Od Potrójnego Kroku cd Śnieżynki (Ośnieżonej Łapy)

 - No nie wiem.., wspięła się skałkę i nie mogła zejść - zaczęła niepewnie dymna - Chciałam się upewnić, że nic jej nie jest... 
Pokiwał głową. Eh... te kocięta. Nic, tylko same z nimi problemy. Chciał zbadać małą, kiedy dostrzegł jak inna kupka pokracznych łapek, zbliża się do jego ziół, obwąchując ją bezczelnie. Czy pozwolił na to? Nie przypominał sobie. Nadal miał niemiłe wspomnienia odnośnie Deszczyka i Pokrzywka, którzy zdemolowali mu jaskinie. Nie chciał, aby to się powtórzyło i tym razem. Kocięta miały kategoryczny zakaz ruszania tego co nie ich! 
- Co to? - zapytała medyka.
- Rumianek. - odparł - Odejdź, bo rozsypiesz - miauknął, siląc się na spokojny ton głosu.
 Kotka posłusznie odsunęła się o parę kroków, co przyjął z ulgą. 
- A skąd go masz? - zadała kolejne pytanie.
- Zebrałem.
- A gdzie? - zamęczała liliowego - Gdzie rośnie rumianek?
- Na polanie przy granicy z Klanem Burzy. Lubi nasłonecznione miejsca, a tam słońca jest pod dostatkiem - wyjaśnił. 
Kiedy upewnił się, że Śnieżynka nic nie kombinowała, zajął się jej siostrą. Sen nie wyglądała na ranną. Weszła tam gdzie nie powinna i tyle. Uspokoił karmicielkę, która czekała na werdykt i pożegnał całą tą zgraję. 
Patrząc na znikające w świetle koty czuł, że z tą małą spotka się nie raz. Już z doświadczenia wiedział, że ci co interesują się ziołami, często do niego zaglądali. Miał tylko nadzieję, że nie spotkają się w przyszłości w jednym legowisku. Za dużo kotek zdradzało ich święty kodeks, by mógł od tak zaakceptować nowego członka ich "rodziny".

***

No i wykrakał. Siedział z naburmuszoną miną wpatrując się w uczennicę Deszczowej Chmury. Jego asystent nie nadawał się jego zdaniem na mentora. Był... no... wiadomo jaki. Wiedzę jakąś miał, owszem, w końcu to on go szkolił, ale jego mysi móżdżek sprawiał, że czasami wątpił w jego intelekt. A teraz ten osobnik miał szkolić Ośnieżoną Łapę. Kotkę... 
- Jeżeli zdradzi nas i puści się w krzaki, to wiesz jaki los cię czeka - zagroził kocurowi, kiedy ten przeszczęśliwy dzielił się z nim tą nowiną. Od razu uśmiech zszedł mu z pyska, ale pokiwał głową obiecując, że do tego nie dopuści. No i miał nadzieję... Nie miał ochoty dalej babrać się w tym syfie i przeżywać od nowa ten koszmar. A Ośnieżona Łapa wcale mu tego nie ułatwiała. Niby była płowa i za nic nie przypominała Fasolki, mimo to cały czas łapał się na tym, że na nią zerkał. 
Akurat dzisiaj przyszedł do nich Kolczasta Skóra z okropną chrypą i zwichnietym ogonem. Nic dziwnego, że się jej nabawił, w końcu spadł śnieg i teraz przeczuwał wzrost zakażeń i wypadków na śliskiej powierzchni. Musieli przetrwać Porę Nagich Drzew i nie dopuścić do wybuchu kolejnej epidemii. Nie chciałby przeżywać tego kolejny raz.
Obserwował jak ojciec młodej uczennicy siada i wymienia z nią kilka słów. Deszczowa Chmura pokazywał młodej co należało w takim wypadku zrobić i kotka miała szansę wyleczyć swojego pierwszego pacjenta. 
On w tym czasie poszedł do Różanej Słodyczy, która skarżyła się na duszności i straszny ziąb. Złapał w pysk zioła i udał się do starszej, która brzmiała naprawdę źle. Sądził, że to były jej ostatnie chwilę na tym świecie, ale oczywiście pomógł jej w ulżeniu w tym kłopocie, dając zioła i nakrywając mchem. 
Wracając zauważył Pokrzywową Skórę, Rubinowy Pył i Chabrową Łapę, którzy kierowali się do jego legowiska. No cudownie... pacjenci. Szybko ich dogonił, besztając wszystkich za to, że nie przyszli ze swoimi objawami wcześniej. 
Kiedy ostatni farfocel wychodził, pojawiła się Świetlista Dusza ze swoim kociakiem. Chciał pukać się w łeb jak matka mogła nie zauważyć, że córka zwichnęła łapę, ale zamiast tego posłał jej umoralniającą gadkę o tym, że jeszcze chwila, a musiałby odciąć jej kończynę, co przeraziło kotkę. Oby dwa razy pomyślała, a nie... 
Na dodatek, gdy nastał wieczór, Dymne Niebo potknął się o kamień i skręcił łapę. Okazało się, że nie tylko to miał skręcone, ale nie chciał go martwić, więc nieudolnie zajął się swoim ogonem. 
- Jak chcesz go stracić, to mów, mógłbym go odciąć - prychnął do niego, unieruchamiając mu łapę patykami. Przy okazji pokazał Ośnieżonej Łapie jak to powinno się zrobić i uczennica, mogła poćwiczyć zmienianie opatrunków i nakładanie papek na własnym mentorze fajtłapie. 
- Tu bardziej przyciśnij. - Wskazał łapa na poprzyklejany mech do pajęczyny. - Nie może spaść i pilnuj go, aby się nie ruszał, bo będzie beznogi i bezogonowy...

<Ośnieżona Łapo? Pomóż w leczeniu>

Wyleczeni: Kolczasta Skóra, Pokrzywowa Skóra, Różana Słodycz, Rubinowy Pył, Chabrowa Łapa, Mała, Dymne Niebo

01 listopada 2021

Od Potrójnego Kroku cd Jastrzębiego Podmuchu

 - Skoro myślisz, że może to mieć aż takie znaczenie… Od jakiegoś czasu coraz częściej zdarzało mi się zamyślać i…  samo w sobie nie jest to bardzo dziwne - dodała szybko - ale za każdym razem, gdy się ocknęłam, byłam w okolicy twojego legowiska. Ignorowałam to, jako dziwny zbieg okoliczności, ale ostatnio… Zaczęłam lunatykować. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Tym razem… Widziałam we śnie jakieś jasne sylwetki, a gdy się obudziłam, byłam tuż przed wejściem do twojego legowiska. Myślę… że to nie przypadek. Klan Gwiazdy wzywa mnie do siebie, bliżej Kamienia. Nie wiem, dlaczego. Ale chciałabym odpowiedzieć na ich wezwanie. Wejść i pomodlić się przy kamieniu. Mogłabym?
Westchnął. Ile razy miał powtarzać kotce, że oczywiście, może. Zgodził się przecież, a ta nadal mu truję głowę. Przepuścił ją i zmęczonym wzrokiem odprowadził. Ta jeszcze podziękowała i uradowana zniknęła tam, gdzie leżał kamień od przodków. Sam wrócił do swojego zajęcia, którym było sortowanie ziół. Niedawno przyszła nowa dostawa. Deszczowa Chmura dobrze się spisywał pod tym względem. 

***

Nadal nie mógł uwierzyć w to co się stało. Krocząca Gwiazda zamordowała Jastrzębi Podmuch. Czyli... kotka miała rację? A on jej nie wierzył! Rzeczywiście liderka była obłąkana! Nadal w szoku stał przed wejściem do legowiska medyka i gapił się na tą masakrę. Nagle córka liderki postawiła się matce i wyzwała ją na pojedynek. Klanie Gwiazdy ratuj! Przecież to nienormalne dziecko zaraz podzieli los starszej kotki! 
Tak jednak się nie stało, za to Krocząca Gwiazda wyzionęła ducha. Był... zaskoczony. To musiała być ingerencja Klanu Gwiazdy. Nie było wyjścia. Dostrzegli swój błąd i pobłogosławił Skalny Szczyt. Inaczej ta nie miałaby szans z burom kocicą. 
Targały go wyrzuty sumienia. Mógł Jastrząb chociaż raz poprzeć... a teraz? Za późno. 
Na pogrzeb przyniósł jej najlepsze kwiaty, jakie udało mu się znaleźć. Czuwał do samego rana, chociaż w połowie chciał już wrócić do legowiska, bo mu za bardzo wiało w tyłek. Widząc jednak, że nowy lider siedział nieruchomo jak skała, on również pozostał. Przynajmniej tyle mogła od niego dostać najwierniejsza kotka jaką widział. Gdyby nie to... oboje mogliby nawrócić wszystkie klany na wiarę w Klan Gwiazdy! 

15 października 2021

Od Potrójnego Kroku cd Jastrzębiego Podmuchu

 Słysząc swoje imię, wyszedł mając nadzieję spotkać jakiegoś chorego biedaka, który potrzebował leczenia. Widząc jednak Jastrzębi Podmuch, zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem. Ostatnio zrobiła niezły pokaz i zaczął naprawdę wątpić w jej prawidłowe rozumowanie. W swoim życiu widział wiele chorych umysłowo kotów, więc dmuchał na zimne. Może i kocica uważała, że nic jej nie było, ale wiek robił swoje. Oczywiście to nie dotyczyło jego, on trzymał się wyśmienicie! Raz miał tylko kryzys, raz i udało mu się go przezwyciężyć! Nie musiał już do tego wracać. Ale Jastrzębi Podmuch... nie robiła nic, aby się leczyć. Oczywiście bardzo podobała mu się jej postawa względem przodków. Uwielbiał, gdy byli chwaleni, a ich istnienie doceniane. Powierzył im życie i nie żałował. A tyle przez ten czas się działo! Widział jak wiara podupada i coraz więcej tworzy się niewiernych... Gdyby tylko Jastrzębi Podmuch była bardziej ogarnięta... z chęcią zabrałby ją ze sobą, aby krzewiła wiarę wśród niewiernych. 
- To dla Klanu Gwiazdy - miauknęła, wręczając mu kwiaty. - Ja… chciałabym pomodlić się przy kamieniu. Ostatnio… - Wysunęła i schowała pazury. Nie chciała, żeby znów wziął ją za wariatkę. - Pamiętasz, jak mówiłam, że będę się modlić o znak? Ja… chyba go dostałam. Klan Gwiazdy… chciał, żebym tu przyszła. Tak myślę.
Mówiła powoli i konkretnie, tłumiąc ekscytację. 
Przyjrzał się kwiatom. Wyglądały na znośne, więc przodków ucieszy ten podarek. Na jej kolejne słowa zrobił wielkie oczy. Dostała znak od Klanu Gwiazdy? A on? Czemu on nic nie dostał? Co to miało oznaczać? Źle się spisywał jako medyk? Ha! W żadnym wypadku! Gdyby tak było większość wojowników leżałaby martwa, a Klan Wilka przestałby istnieć. 
Ta informacja oczywiście go nieco zabolała, ale niezbadane są wyroki niebios. Może to Jastrzębi Podmuch miała za zadanie głosić ich słowo? Była młodsza i sprawniejsza... Albo... albo wezwali ją, ponieważ nie pomogła przy budowie ołtarza. Tylko im to było wiedzieć... Chciał zapytać o to jak wyglądał ten znak, ale wiedział z medycznego doświadczenia, że sny i znaki były z natury osobiste. Co nie znaczy, że mogłaby z nim się podzielić i razem by go zinterpretowali!
Westchnął, odsuwając się na bok, zapraszając ją do środka. 
- Wątpię abyś kłamała. Nie chciałabyś rozwścieczyć przodków kłamstwem na ich temat. Możesz ich odwiedzić, ale masz mi opowiedzieć o tym znaku. Jako medyk mam prawo wiedzieć czy to nie ma związku z klanem!

<Jastrząb?>

25 września 2021

Od Potrójnego Kroku

 Pora Nowych Liści przyniosła im mniej zachorowań niż zazwyczaj. Cieszył się z tego powodu, ponieważ zaoszczędził zioła. Było deszczowo i brzydko. Martwe piszczki były znajdowane coraz częściej. Ostatnio dostał jedną, aby ją zbadać. Po oględzinach mógł jasno stwierdzić, że mysz nie umarła na chrobę, lecz została zabita. Patrząc na jej ślady, mógby to być kot. No chyba, że jakiś wojownik ją uszkodził, stąd te widoczne ślady po zębach. Dlatego też nakazał, aby przynieśli mu jeszcze jedną, uważając na to, aby jej nie uszkodzić. Tak, więc dostał szpaka, który również wyglądał na takiego, co został zamordowany, niż padł na coś od wewnątrz. Sytuacja pogarszał fakt, że masa robali pełzała po ziemi i zaczęła dobierać się do ich stosu. To był zły znak... 
- Ałć... - Usłyszał głos w wejściu, przestając gapić się na te dwie, podjerzane zdobycze. 
Świetlista Dusza wkroczyła, kulejąc i pokazała mu kolec w łapie. Dość szybko się tym zajął. Takie kolce, umiał już wyciągać z zamkniętymi oczami. 
- Uważaj na co stąpasz - ostrzegł ją, wracając do pracy. 

***

Odwiedzał legowisko starszych. Niedawno zmarła Żabi Skok. Gdy się dowiedział w sumie nie był zaskoczony. Była sędziwa i w końcu nadszedł jej czas. Po pogrzebie zapewnił jej komfort w postaci ładnych, świeżych kwiatów, które jeszcze nie oblepiły robale. Teraz jednak sprawdzał jak się ma Różana Słodycz. Kotka przed przejściem na emeryturę ględziła mu o tym, aby pomóc jakiemuś drzewu. Był medykiem! Owszem znał się na roślinach, ale nie umiał ich leczyć! 
Kotka jak zawsze, zaczęła wypytywać o zwierzątka. Było jej żal, że tyle istnień nagle ginię. Gdyby tylko widziała co się stało na zgromadzeniu... chyba dobrze, że nie domagała i nie mogła się na nim zjawić. Oszczędził jej koszmarnych wrażeń i przejrzał jej sierść znajdując kleszcza. Wrócił do legowiska medyków i natknąwszy się na Deszczową Chmurę, kazał mu zająć się tą sprawą. Nie chciał maczać łap w mysiej żółci. To tak strasznie capiło... a miał dość smrodu. Po powrocie ze zgromadzenia ledwo co udało mu się wymyć z tej krwi. Normalnie koszmar, jakby nastał koniec świata. Nadal widział przed oczami to całe zdarzenie. Nie miał zamiaru już przychodzić na tą polanę, nigdy w życiu! 
Zajął się więc swoją hodowlą pająków. Małe Tkacze pracowały, produkując pajęczynę, która niedługo pewnie będzie bardzo cenna. Patrząc na to co odwalał lider Klanu Klifu... szykowało się na wojnę. Miał nadzieję, że ominię ona Klan Wilka. 
Jak zawsze nie cieszył się długo odpoczynkiem i ponurymi myślami, bo miał kolejnych pacjentów. Wydrza Łapa skarżyła się na ból w łapach. Wyszło na to, że to przez stawy i dał jej odpowiednie zioła. Pojawienie się później kaszlącego Wampirzej Łapy, postawiło go w tryb gotowości. Napchał go masą ziół, aby tylko ten wyzdrowiał i nie doszło do kolejnej epidemii. 
Kiedy skończył z nim, przyszedł Deszczowa Chmura, śmierdzący mysią żółcią. Nakazał mu się wymyć zanim postawi tu łapę, po czym od nowa zaczął zastanawiać się nad tymi martwymi piszczkami

Wyleczeni: Świetlista Dusza, Wampirza Łapa, Wydrza Łapa, Różana Słodycz 

17 września 2021

Od Potrójnego Kroku cd Jastrzębiego Podmuchu

*to inne opko!*

W końcu skończył liczyć i segregować zioła. Dzięki sporym zapasom, ich klan mógł liczyć na jego pomoc. Teraz miał zamiar nieco się zdrzemnąć, gdy do środka jego jaskini wtargnęła Jastrzębi Podmuch. Spojrzał na nią zaskoczony, czekają na wyjaśnienie tego wtargnięcia. Nie przywitała się nawet, tylko od razu miauknęła:
- To znak. Martwe piszczki to znak! Ostrzeżenie - głos jej drżał. Rozejrzała się nerwowo, ale nie dostrzegła nikogo więcej. To trochę ją uspokoiło. - To wszystko jej wina. Wiedziałam, że to nie mogła być prawda. Wiedziałam! Klan Gwiazdy by jej nie wybrał, o nie. A teraz daje znak. - Zadrżała mimowolnie. 
Co takiego? Czyżby znów jej odbiło? Zachowywała się naprawdę niepokojąco. Ile ona miała już księżyców? Na pewno była młodsza od niego, lecz nie też aż tak młoda. Może powinna udać się do starszych? Widać było, że sprawy wojowników za bardzo jej mieszały w głowie. Oczywiście. Słyszał o martwych piszczkach. Miał niedługo dostać jedną do badań, aby sprawdzić, czy stoi za tym jakaś choroba, ale co do tego miał Klan Gwiazdy? I jaka ona? 
- Martwe zwierzęta - miauknęła drżącym głosem. - To jej wina. - Spojrzała kocurowi w oczy. W tęczówkach wojowniczki czaił się strach. Odetchnęła głęboko, starając się uspokoić. Gdy przemówiła ponownie, jej głos brzmiał już pewnie. - Musimy powstrzymać Borsuczy Krok.
No dobra... teraz już nieco przeholowała. Musiał ją zbadać. Odchrząknął, odsuwając się od niej, bo zabierała mu przestrzeń do swobodnego oddychania. 
- Siadaj. - Wskazał na mech, a ta usiadła, czekając na jego plan. 
Plan jednak nie nadszedł, bo ten zaczął ją oglądać.
- Co robisz? - zapytała zdziwiona. 
- Od jak długiego czasu masz urojenia? Widzisz niestworzone rzeczy? Boli cię coś? Dobrze sypiasz? 
- Co? Nie! Mówię poważnie! Klan Gwiazdy daję nam znak! Martwe piszczki wskazują jasno na to, że trzeba zrobić coś z Borsuk! 
Westchnął. Pierwszy raz spotykał się z taką obsesją na czyimś punkcie. On był bardzo religijny, nie lubił się z Wróblową Gwiazdą, lecz nie odwalał takich scen! Czy naprawdę miał więcej oleju w głowie, niż ta dzisiejsza młodzież? Albo raczej ta młoda część starszych? 
- Posłuchaj mnie uważnie, bo nie będę się powtarzał. Po pierwsze, gdyby był to znak od Klanu Gwiazdy, dostałbym sen. W nim przodkowie zawsze informują o swoich działaniach. Nie dostałem go, więc to nie jest ich wina. A Borsuk mi się również nigdy nie śniła, więc w żadnym razie Klan Gwiazdy do niej nic nie ma. Została wybrana zgodnie z zasadami kodeksu, przeszła ceremonie, dlaczego przodkowie mieliby przez to nas karać? Gdyby im się coś nie podobało, to rzuciliby piorunem w chwili, gdy ta zostawała zastępcą Wróblowej Gwiazdy. Dlatego musisz się uspokoić. Cierpisz na poważną chorobę umysłową. Może to czas, abyś udała się do legowiska starszych? Widać, że życie wojowniczki już nie jest na twoje nerwy.

<Jastrzębi Podmuchu?>

Od Potrójnego Kroku cd Jastrzębiego Podmuchu

- P-Potrójny Kroku?! - miauknęła histerycznie. - Mogłabym jakoś pomóc?
Liczył na święty spokój, w końcu zajął się jej raną, ale ta musiała się odezwać. W jej głosie było coś histerycznego, więc spojrzał na nią jak na wariatkę. Niech mu tylko nie ryczy! Właściwie co jej się ubzdurało, że zaczęła się tak hiperwentylować? Niech mu tylko nie mówi, że chcę zostać medyczką! Była na to za stara!
- Z kamieniem. Od Klanu Gwiazdy - miauknęła. Serce chciało wyskoczyć z jej piersi. - Może trzeba coś jeszcze przy nim zrobić? Przynieść kwiaty do ozdoby? Przodkowie o coś prosili? Powiedz tylko o co!
Sierść na grzbiecie Jastrzębiego Podmuchu zjeżyła się od czubka głowy po czubek ogona. Wpatrywała się w medyka szeroko rozwartymi ślepiami, czekając na jakiekolwiek słowo, które opuści jego pysk.
Chyba maść na ranie, za bardzo uderzyła jej do głowy. Wciągała ją? Nie zauważył. Widział jednak, że z kotką było ewidentnie coś nie tak. Nie chciał pozwolić jej wejść do przodków w takim stanie. Przecież to byłoby ujmą na ich honorze, gdyby zaczęła coś odprawiać. 
- Najpierw się uspokój. Popatrz na siebie. Wyglądasz jak po kocimiętce. Nie wpuszczę cię do nich jeżeli coś łykałaś, jasne? 
- Ale... Ale ja nic nie brałam! - starała się go przekonać. 
Medyk jednak wątpił w jej szczerość.
- Dobra, słuchaj. Wiem, że jesteś bardzo religijna, obiło mi się to o uszy, więc mogę ci ten raz odpuścić. Cenię sobie, gdy ktoś podchodzi poważnie do obowiązków względem przodków. Mogłabyś w sumie przynieść kwiaty. Gepardzia Cętka zajął się mchem i powiększaniem ich lokum, więc ty mogłabyś zerwać coś świeżego. Tylko uważaj na tą łapę, abym znów ci jej nie musiał opatrywać. - Skrzywił się. - No i ogarnij się nieco przed wejściem do świętego miejsca...
Normalnie byłby wstyd... W ogóle dziwił go fakt, że ta dopiero teraz pytała o kamień, kiedy prawie wszystko było już zrobione. Nie tak zachowywali się wierni. No chyba, że strach tym, że zapomniała sprawił, że zaczęło jej odbijać. W takiej sytuacji... cóż... Nie wiedział co powiedzieć. I tak wolałby, aby się ogarnęła nim ją tam w ogóle wpuści. Jeszcze zaśliniła by go czy coś... Nie znał w końcu jej zbyt dobrze, aby oszacować jej zachowanie. Na razie nie prezentowała sobą dobrego wrażenia. Przodkowie pewnie by mu przyklasnęli. On osobiście zamknąłby się na takiego delikwenta i mu nie odpowiadał, a może raz walnął piorunem ku przestrodze?

<Jastrzębi Podmuchu?>

02 września 2021

Od Potrójnego Kroku

 No i zaczęło się. Pora Nagich Drzew. Pora, gdzie choroby zaczynają szaleć, a zaoasy ziół stale się kurczyć. Mimo to był przygotowany. Dzięki pomocy wojowników, którzy szukali ciągle ziół w Porze Opadających Liści, miał spore zapasy. Czerwony kaszel stracił na mocy i ucichł. Ostatnią jego ofiarą był Leszczynowa Bryza. Już nikt inny nie przyszedł do niego z podobnymi objawami. 
Dzisiejszy dzień spędził przy grobach bliskich. Kwiaty już dawno uschły, a śnieg przykrył je tak, jakby w ogóle nie istniały. Z każdą minutą robiło mu się zimno, ale musiał tu być. Rozmawiał. Tak. Rozmawiał z Klanem Gwiazdy. Opowiadał dziadkowi o sytuacji w klanie. Chociaż bez odezwu, nie martwił się o to. W każdej chwili wierzył, że dziadek przyjdzie, gdy będzie miał okazje. Przez pęknięcie Księżycowego Kamienia, musieli mieć tam niezły bajzel. Dlatego też tkwił tam i starał się nie odejść, póki wszystkiego z siebie nie wyrzuci. 
Dopiero kiedy Deszczowa Chmura przyszedł do niego, ruszył się z powrotem do jaskini. Przypłacił to okropnym przemrożeniem, ale był medykiem. Coś takiego było dla niego pestką. Po prostu posiedział trochę pod mchem, a na ranę nałożył specjalną maść. Jego asystent sam ją przyrządził z czego był niezmiernie dumny. 
W tym czasie, gdy on odpoczywał przyszedł Modrzewiowa Kora, który zranił sobie ogon. Syn Małego Wilka sprawnie się tym zajął, pozwalając wojownikowi odejść.
Następny dzień nie był lepszy. Krocząca Gwiazda zaszczyciła ich, niezadowolona. Szybko ją zbadał i uznał, że jest przemarznięta. Kazał jej się wygrzać. Liderka kiwnęła tylko głową i odeszła w swoją stronę. Miał nadzieję, że się dostosuje do jego zaleceń, a nie jak brat będzie zwlekać z kuracją. 
Skrząca Nadzieja to był przypadek, który prawie doprowadził do jego zawału. Kaszel. Ten charkotliwy dźwięk już był dla niego zwiastunem nieszczęścia. Dał jej szybko zioła, mając nadzieję, że to nie przerodzi się w czerwony kaszel. 
- Na wszelki wypadek zażywaj to codziennie - zalecił, kiedy kotka obiecała nie wychodzić z obozu na polowania i patrole dopóki jej stan się nie poprawi. 
Trzeciego dnia pojawiła się Północny Mróz, która poślizgnęła się na zamarzniętej ziemi, przez co wybiła sobie bark. To była poważna kontuzja, ale sprawnie nastawił jej łapę. Coś chrupnęło, ale zapewnił ją, że to normalne. 
W tym czasie jego asystent zajmował się Świetlistą Duszą i jej infekcją ucha. 
Zaraz jednak pojawił się Suśli Nos, skarżąc się na ból gardła. Zrobił mu obrzydliwą mieszankę z ziół, dodając trochę miodu, co spowodowało znaczną poprawę jego stanu. 
Kiedy słońce zaczęło szczytować, z nieba spadły dziwne btyłki lodu. Cieszył się, że mieszkał w jaskini, gdzie nic takiego nie zgarażało jego życiu. Wtedy też przyszedł Wróblowa Łapa, który wręcz wpadł, dysząc jakby się dusił. Narzekał na problemy z oddechem, a po oględzinach wyszło, że miał katar, a jego gile po prostu zamarzły, przez co kocur nie mógł oddychać. To też sprawnie załatwił, każąc uczniowi przeczekać tą burzliwą pogodę, bo jeszcze wróciłby w gorszym stanie niż teraz. 
Wieczorem miał za to niespotykanego gościa, bo kocię. Sosenka w asyście matki, przyszła do jego ciemnicy. Bolał ją brzuch. Tym zajął się Deszczowa Chmura, bo on miał naprawdę dość kociąt. Te małe berbecie nie dość, że krzątały się pod łapami, to dotykały co nie powinny, licząc na przyjęcie w grono medyków. A później? Później zdradzały kodeks, rodziły kolejne kocięta i koło się toczyło, aż do ich śmierci. 
Kiedy matka z córką zniknęły z jego pola widzenia, ułożył się na mchu, zamykając oczy. 

Wyleczeni: Krocząca Gwiazda, Potrójny Krok, Modrzewiowa Kora, Skrząca Nadzieja, Północny Mróz, Świetlista Dusza, Suśli Nos, Wróblowa Łapa, Sosenka 

26 sierpnia 2021

Od Potrójnego Kroku cd Wróblowej Gwiazdy

- Niech to się już skończy - miauknął kocur, ocierając brodę z krwi.
Co. To. Miało. Znaczyć?! Naprawdę, wykituje niedługo przy tych mysich móżdżkach. Wróblowa Gwiazda był chory. I to nie na zwykłe przeziębienie, a na zabójczy czerwony kaszel. Widział i czuł ten zapach krwi. Jak ta epidemia miała się skończyć, skoro nawet lider nie przestrzega jego zaleceń?! Normalnie drżał ze złości, a chęć walnięcia go w pysk, była coraz bardziej kusząca. Może wtedy coś mu się by przestawiło w tej łepetynie i zacząłby myśleć! Naprawdę... aż tyle wymagał? 
- Wróblowa Gwiazdo... Wiesz jak ciężko pracuję. Nie śpię po nocach, ratując życie zarażonym... a ty... ty sobie jak nigdy nic... łazisz po obozie, miziasz się ze swoim kochasiem i ROZNOSISZ TO PASKUDZTWO DALEJ! Jak tak bardzo chcesz umrzeć, to idź się utop, a nie skazujesz na śmierć innych! Niektórzy tu chcą żyć jak najdłużej. Dociera to do ciebie?! 
Lider spojrzał na medyka, dopiero teraz chyba pojmując, w jakim znalazł się położeniu. O tak... będzie kwarantanna. Ale dla niego pewnie to coś strasznego! Pamiętał jak kiedyś zwlekał ze swoją chorobą i przyszedł, kiedy było już naprawdę źle. No co za... brak poszanowania dla cudzego życia. To nie jest rana, która zostaje tylko na ciele. To zaraźliwa choroba, która zabija! Nic dziwnego, że ciągle chorych przybywało, skoro byli takimi... yh... szkoda słów i nerwów. Miał dość. Debilizm do kwadratu! 
- Jazda do żłobka. I nie... nie próbuj się wykręcać, bo pokaże ci trupy, które przez ciebie leżą martwe! 
Szkoda, że nie zabrał futra wiewiórki na nos. Ta ochrona całkiem nieźle się spisywała, a już za długo przebywał w jednym pomieszczeniu z liderem. Nie chciał zostać kolejną ofiarą tego zapatrzonego w siebie robaka. Na tytuł lidera nie zasługiwał. Wiedział to, odkąd dziadek go mianował swoi zastępcą. 
- No już! Idziemy! - powiedział, wychodząc.
Teraz sprawy kamienia musiał odłożyć na drugi plan. 

***

Dostał! Nie wierzył! Dostał księżycowy kamień! Ten sam, który widział we śnie. Teraz przodkowie zamieszkają u nich w obozie! Przecież to wielki zaszczyt! Musiał znaleźć odpowiednie i bezpieczne miejsce, na ulokowanie go. Tak się nim zachwycił, że dopiero później, dotarły do niego kolejne słowa Borsuczego Kroku. Że co? Wróblowa Gwiazda umarł? A no tak... dogorywał przecież, a jego szalona siostra wzięła go na wyprawę, aby odebrał życia. Jego zdaniem powinien to zrobić dawno temu. Przecież Iglasta Gwiazda nie umarł wczoraj. Ale w sumie... cieszył się, że nie będzie musiał już się z nim męczyć. Jego siostra była dziwna... Ale wierzył, że odziedziczyła jakąś namiastkę mądrości. Zresztą... przekona się o tym w swoim czasie. 
- Deszczowa Chmuro! - zawołał ucznia. - Bierz kamień. Ale delikatnie! Musimy znaleźć odpowiednie dla niego miejsce. 

***

Księżycowy Kamień spoczął w podziemnym tunelu. Długo im zeszło kopanie go. Pewnie burzaki byliby dumni, widząc jak ryją w ziemi. Były pomysły, aby pozostawić go na zewnątrz i udekorować, lecz on nie chciał, aby deszcz czy śnieg, albo jakieś robale, chodziły po jego tafli. To była w końcu święta rzecz! A gdyby ktoś napadł ich i przypadkiem go stłukł? No! Dlatego spoczął pod ziemią. Inna sprawa się miała do tego, jak księżyc miał oświetlać go. W księżycowe grocie, ze sklepienia padało światło. Czy zrobić dziurę w ziemi nad kamieniem? Przydałoby się ją wtedy jakoś osłonić, bo nierozważne i ślepe osobniki, mogły w nią wpaść. No i sam fakt, że mieli obóz w lesie, gdzie drzewa zasłaniały niebo, nie pomagał. Oby nie mieli przez to utrudnionej komunikacji... Wtedy musieliby się gdzieś przenieść. Ale na razie, niech będzie w tej jamie. Miał mało czasu na udekorowanie tego miejsca, ale od czego miało się wojowników. On mimo wszystko nadal walczył z epidemią czerwonego kaszlu. Chociaż w sumie... coraz mniej było przypadków. Oby do Pory Nagich Drzew, udało się wszystkich wyleczyć...
Właśnie zajmował się Różaną Słodyczą, która skarżyła się na kłopoty z oddychaniem. Szybko zrobił jej odpowiednie lekarstwo. Miał nadzieję, że to nie początek czerwonego kaszlu... Na szczęście miał dużo ziół na tego typu problemy. 
Kolejnym pacjentem była Cisowa Kołysanka. Miała problem ze stawem. Ślepa kotka nadal sprawiała, że krzywił się na jej widok. Dzieci Fasolowej Łodygi, tak na niego działały. Przypominały całą swoją osobą, okropne chwilę. Dał jej specjalną mieszankę na stawy i ból, po czym kazał jej wypocząć. Gdy zniknęła, odetchnął z ulgą. A żeby ją coś zeżarło po drodze... 
No. To teraz... chciał udać się na odpoczynek, lecz w przejściu ponownie ktoś stanął. Była to Jastrzębi Podmuch. 
- Co cię do mnie sprowadza? - zapytał, już szukając ziół, które mogłyby jej pomóc. 
- Kolec w łapie - odparła, siadając na mchu. 
Ah! To łatwizna. Kazał Deszczowej Chmurze; który nadal utykał po tym, jak skręcił sobie łapę, zająć się wyciągnięciem kolca, a sam nasmarował jej łapę maścią, aby uchronić od zakażenia. 
- No jak nowa. Uważaj następnym razem gdzie chodzisz! - z tymi słowami pożegnał kotkę, udając się na zasłużony odpoczynek. - A ty - zwrócił się do ucznia. - Również odpocznij, bo twój stan się pogorszy i stracisz tą łapę. - Nie rozumiał w jaki sposób medyk doprowadził się do takiego stanu. Pewnie to wina Pokrzywowej Skóry. Znów go gdzieś wyciągnął... Prychnął, nie zawracając sobie już tym głowy. Teraz miał chwilę wytchnienia.

Wyleczeni: Różana Słodycz, Cisowa Kołysanka, Jastrzębi Podmuch, Deszczowa Chmura

15 sierpnia 2021

Od Potrójnego Kroku cd Żabiego Skoku

 — Zaprowadź mnie na jej grób. Chce zostawić kwiaty. — miauknęła bardzo cicho i chociaż nie brzmiało to jak prośba, w rzeczywistości nią było, a kotka ponownie się rozryczała. 
Westchnął tylko. Sam również cierpiał po stracie Miedzianej Iskry. Bądź co bądź, była jego pierwszą mentorką, która wprowadziła go w świat ziół, zanim został oficjalnie mianowany. Mimo to... starał się nie ryczeć po kątach, jak jakaś kotka. Ale czego on się spodziewał po starszej. Zamiast tak ronić łzy powinna się ogarnąć i tak niedługo się spotkają. On miał masę pracy! Nie dość, że mieli epidemie czerwonego kaszlu, to martwił się bardzo o stan dziadka. To była tylko kwestia czasu, gdy dołączy do ukochanej i ta myśl bolała go stokroć bardziej.
Zwrócił wzrok na zapłakaną. Nie był dobry w pocieszaniu. Pewnie powie coś, co sprawi, że kotka go znielubi i w Klanie Gwiazdy będzie go dźgać podczas snu piorunami. No dobra, przesadzał. Żabi Skok była istotą iście pokojową. Nie byłaby w stanie coś takiego zrobić. W przeciwieństwie do niego. 
Nadal siedział i gapił się w zioła, które miał podać chorym. Ale od czego miał Deszczową Chmurę? Zawołał ucznia, który natychmiast zjawił się na jego wezwanie i poinstruował, co miał z tym zrobić. 
- A tylko spróbuj coś sknocić, to będziesz odpowiedzialny za ich śmierć! - jeszcze go ostrzegł, nim podszedł do kotki, która nadal łkała. 
- Ej. Wstawaj jeżeli chcesz tam iść. I nie rycz tak, bo uszy więdną - fuknął i nie czekając na to, aż ta wstanie, udał się kulejąc, w stronę znanych mu kopców. 
Długo im nie zajęło, kiedy doszli na grzebowisko. Szedł przodem i nie zwracał uwagi na to, czy kotka za nim podąża. Tylko pociągnięcie nosem świadczyło o tym, że ta ciągnęła się jak śluz ślimaka za nim. Zatrzymał się przed kopcami. Tu spoczywają jego rodzice, no i inni... Jak zawsze każdy miał kwiatek, bo od czasu do czasu, również tu zaglądał, aby je zostawić.
Wskazał Żabiemu Skokowi ogonem świeżą mogiłę, a sam usiadł nieopodal, obserwując. Praktycznie to miejsce było również jego drugim domem. Zawsze po pracy przychodził tutaj porozmawiać ze zmarłymi. Czuł się wtedy bliżej Klanu Gwiazdy. Może tylko przy szczątkach ten kontakt był lepszy? Powinien to kiedyś zbadać.
- Jak chcesz możesz z nią porozmawiać. Jestem pewien, że słucha - dał jej radę. 
Za bardzo nie chciał zostawiać jej tu samej, bo nie wiadomo co jej strzeli do łba, a swój wiek miała, więc postanowił zostać z nią do końca. 

<Żabi Skoku?>

06 sierpnia 2021

Od Potrójnego Kroku cd Wróblowej Gwiazdy

Dzięki Wróblowej Gwieździe, ich zapasy ziół były na stabilnym poziomie. Wojownicy codziennie, prócz zwykłych swoich nudnych obowiązków, znosili do nich rośliny, które były w czasie epidemii na wagę złota. Na razie prócz tych trzech ofiar śmiertelnych, mógł z radością stwierdzić, że mieli to wszystko pod kontrolą. Oby tylko Klan Gwiazdy dał im siłę. 
Po zgromadzeniu naprawdę się przejął tym co się dzieję. Najpierw Mroczna Puszcza opętująca koty i mordująca liderów, a teraz spalenie Lodowatej Łapy - jego pacjentki, której uratował życie przed śmiercią! Fakt, faktem, że to przez nią Klan Wilka chorował, lecz on jako medyk czuł się tak, jakby ktoś dał mu po pysku. Nie wierzył, że to była kara od przodków. Nadal podejrzewał, że sprawcą było Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Tylko oni byliby tak okrutni. Bądź co bądź, na Srebrną Skórę trafiały dobre koty, a nie zwyrole, cieszące się z cierpienia żyjących. 
Nadal wspominał rozszalały ogień. Dobrze, że w porę Klan Wilka się ewakuował. Kolejni ranni tylko nadszarpnęliby ich siły medyczne. A on już i tak był zmęczony tą sprawą z czerwonym kaszlem. 
Ułożył się na swoim posłaniu, dając łapą odpocząć. Nachodził się, nie ma co. Na dodatek był coraz starszy, więc musiał zacząć również dbać o siebie. Nie miał zamiaru zniedołężnieć i grzać tyłek w starszyźnie, zostawiając swoje "imperium" Deszczowej Chmurze. Może i asystent się z lekka ogarnął, ale dalej był tym mysim móżdżkiem. 
Sen przyszedł szybko i dał mu ukojenie. Jednak nie na długo. Obudził się przez bardzo dziwną wizję. Nie mógł przez kilka uderzeń serca dojść po tym do siebie, widząc nadal przed oczami obraz. Po tym jak grota przodków się zawaliła, był wściekły. No bo jak mieli teraz spotykać się na naradach oraz mianowac młodzików? A tu naglę pojawił się ten sen. Kamień... Księżycowy Kamień pękł na cztery kawałki. Po jednym dla każdego klanu. Słowa nadal brzęczały mu w głowie. Wziąć kamień i zrobić kapliczkę, gdzieś w obozie. To było... genialne! Czuł się zaszczycony... Naprawdę! Zrobi taki piękny ołtarz, że Klan Gwiazdy będzie zadowolony. Może nawet uzna Klan Wilka za mesjaszy, którzy będą w stanie podołać nawróceniu niewiernych? Oby! 
Szybko, na tyle ile pozwalał jego stan i trzy łapy, pokuśtykał do lidera. Nie silił się na chrząknięcie, czy obwieszczenie swojego przybycia. Wróblowa Gwiazda był za miękki, aby zwrócić mu na to uwagę. A co mógł robić jak nie spać? No chyba, że tulił się do swojego partnera... Ale to nieważne! Wszedł do środka i zobaczył, że lider nie śpi. Też miał sen? 
- Też dostałeś wiadomość od Klanu Gwiazdy? - zapytał, aby mieć pewność co do swoich podejrzeń. 
Jeśli tak, to oszczędzi mu tłumaczeń. No chyba, że dostał coś innego. 

<Wróbel? Idziemy po kamień!>

01 sierpnia 2021

Od Potrójnego Kroku cd Płonącej Waśni

Segregował rośliny, licząc je ze skupieniem. Dzięki pomocy Wróblowej Gwiazdy, wiele wojowników zgłosiło się do niego, aby pomóc w szukaniu ziół. Kiedy on zajmował się chorymi, jego asystent, Deszczowa Chmura, dokładnie opisywał chętnym wygląd poszczególnych części, takich jak liście, łodygi, a nawet zapach. Wbrew temu co myślał, kocur dobrze spisywał się w swojej roli. Może jednak martwił się na darmo? 
Nadal brakowało im kilku okazów. Czerwony kaszel jak i inne mniej poważne schorzenia, czyściły ich zapasy w zastraszającym tempie. Nie mogli jednak zdobyć się na ich oszczędzanie. Każdy musiał dostać odpowiednią mieszankę roślin, jeśli wszystko miało się ułożyć. Po śmierci już trzeciej ofiary, naprawdę zawziął się i wpychał chorym wręcz do pyska lekarstwa, aby tylko uchronić kolejnych przed śmiercią. Może i w Klanie Gwiazdy było przyjemniej niż tu, lecz jego pracą nie jest pomaganie w przejściu na tamten świat, a na dodanie więcej czasu, by móc żyć dłużej. Przez to wszystko zarywał noce, praktycznie kręcąc się od chorego do chorego. 
Czyjś wrzask sprawił, że drgnął, a zioła które trzymał w pysku, rozsypały się dookoła niego. Zacisnął zęby, zaczynając kląć na sprawcę. Już trzeci raz ktoś mu przerywa i nadal nie wie ile tych roślin jest! 
- Co to za hałas? - powstrzymał zirytowane warknięcie, widząc w przejściu do jaskini Płonącą Waśń. No tak... mógł się spodziewać, że to jej sprawka. Nikt inny nie drże pyska na cały klan!
- O, dziadu, hehe! - miauknęła wesoło. - Słuchaj no, musisz dać mi wody.
Musiał jej dać wody? Przepraszam bardzo, ale z jakiej racji? On dawał ją tylko i wyłącznie chorym, co ledwo stali na nogach. Jak tak bardzo chciało jej się pić, mogła udać się nad strumień przy granicy z Klanem Klifu i Klanem Nocy i wychłeptać tyle ile zmieści jej brzuch. Wiedząc o tak prostym czynie, zmierzył ją protekcjonalnym spojrzeniem. 
- Nie dostaniesz ode mnie żadnej wody. Nie mam obowiązku jej dawać silnym kotą. No chyba, że jesteś bardzo słaba i ledwo co stoisz na łapach... - wbił na jej ego. Wątpił, że kotka przyzna się do słabości przed nim, aby tylko zmoczyć język w mchu. -  Jak ci tak bardzo suszy w gardle, możesz się przejść nad strumień i się napić. A teraz przepraszam, ale jestem bardzo zajęty. Próbuję nie dopuścić, aby ktoś jeszcze umarł, więc jak nie chcesz, abym cię pogonił, to możesz przy okazji, jak wybierzesz się nad strumień poszukać lubczyku oraz floksu wiechowatego. Deszczowa Chmura wdroży cię w wygląd tych roślin - miauknął swoje, wracając do jaskini i zaczynając zbierać z ziemi rozrzucone zioła. 

<Płomień?>

21 lipca 2021

Od Potrójnego Kroku cd Miedzianej Iskry

Nie mógł w to uwierzyć. Zbudzony pognał do legowiska starszych i zobaczył... trupa. Miedziana Iskra odeszła. Coś ścisnęło mu w piersi. Pamiętał, gdy jako kociak rozmawiali o roślinach. To ona sprawiła, że przekonał się co do roli, jaką powinien pełnić w klanie. No i była jego przyszywaną babcią. Kiedyś był zły na dziadka z tego powodu, lecz tego nie okazywał. No bo jak to tak, ponownie się związać po śmierci babci? Ale widząc ich razem, uznał że mogli nacieszyć się swoim szczęściem. Zasługiwali na to. Potem pojawiła się Fasolka. Mała, słodka Fasolka, która chciała zostać medykiem. Była o zgrozo jego ciocią, a on traktował ją niczym własne dziecko. No może nie dosłownie, jej zdrada mocno go zabolała i był na nią za to obrażony. Czasami też miał żal do Miedzianej Iskry, że nie przemówiła córce do rozumu, a dziadkowi za to, że nie wygnał tego samotnika co zrobił jej dzieci, gdy tylko się o nim dowiedział. 
Tak potoczył się los.
A teraz? Teraz leżała zimna, osiwiała. Umarła. Poszła polować z Klanem Gwiazdy. Oczywiście, że się rozryczał, nie był bez serca jak niektórzy myśleli. Na jej pogrzebie, całą noc siedział w milczeniu, oddając jej hołd. 
Będzie ją pamiętał zawsze, do końca swoich dni. Może nawet odwiedzi go we snach? Miał taką nadzieję.

***

Na kolejną tragedię nie był gotowy. Jego dziadek... Gdy tylko o tym usłyszał, wpadł w histerię. Zaczął szybko oddychać, nie mógł pozbierać myśli, nawet chwycił zioła z nadzieją, że jeszcze uda mu się go przywrócić do życia. Ale się nie udało. Wiedział to, był martwy jak jego rodzice, jak Fasolka i Strzyżyk. Tak naprawdę już nic nie trzymało go w klanie. Rodzina mu się cała rozsypała, ta oczywiście najbliższa. Z resztą nie miał dobrego kontaktu, no może prócz siostrzenicy. 
Miał nadzieję, że zniesie to lepiej. Przygotowywał się na moment, że ich zabraknie. Mieli w końcu swoje lata. Nikt nie mógł żyć wiecznie. On sam był coraz starszy. Widział jakie mieli problemy, jak wyglądali. To była kwestia czasu. I ten czas dobiegł końca. Nad grobem dziadka spędził więcej czasu. Od nocy do rana, jeszcze przez południe. Nie zwracał uwagi na burczenie w brzuchu i opady deszczu, kiedy pojawiły się tak nagle. Siedział tam i płakał. 

***

Codziennie starał sie przychodzić i dekorować groby rodziców i dziadków kwiatami. Siedział nad nimi równie długo, póki jego asystent nie wołał go na pomoc. Wtedy też musiał zająć się obowiązkami, ale codziennie wracał, codziennie mówił im jak bez nich jest cicho, jak ich mu brakuję. 

10 lipca 2021

Od Potrójnego Kroku cd Wróblowej Gwiazdy

Uwijał się jak mrówka. Odkąd czerwony kaszel pojawił się w Klanie Wilka zaczęły kończyć się zioła. Naprawdę już nie dawali sobie rady. Lodowata Łapa nadal siedziała w kwarantannie, lecz udało im się ogarnąć jej problem z krwią. Było lepiej, co dodało mu sił i wiary, że wszystko się dobrze potoczy. 
Tak było do czasu, gdy okazało się, że to była tylko cisza przed burzą. Jeżeli jedna dobrze się już czuła, zaczęło napływać do niego więcej zmartwionym swoim zdrowiem klanowiczów. Na szczęście w większości przypadków były to niegroźne objawy, które z czerwonym kaszlem nie miały nic wspólnego. 
Ale później... później zaczęło się robić gorąco. Ciernista Zamieć, Jastrzębi Cień, Bystra Woda, Słoneczna Myśl, no i oczywiście nadal Lodowata Łapa - z jednego problemu zrobiło się ich aż pięć! Nic więc dziwnego, że padał na łapy, a rośliny zaczęły się kończyć. Leczenie tej choroby było bardzo trudne i skomplikowane. Oczywiście wiedział co robić, jednak to był jego pierwszy raz, kiedy miał zaszczyt pracować z tym na własne oczy. 
Zostawiwszy swojego pomocnika w żłobku, który służył za kwarantannę, udał się do pana lidera. Widać było, że zmęczenie dawało mu w kość. Ratowanie jednak życia było priorytetem od własnych chęci na sen. Wystarczyło raz zmrużyć oko, aby przekonać się, że nagle ktoś przestał oddychać. 
Wszedł do jego legowiska, ignorując fakt, że mizdrzył się właśnie do swojego chłopaka. Odchrząknął zwracając na siebie uwagę burego, który chyba się speszył tym, że to zobaczył. Ale w sumie... miał to w nosie. 
- Rośliny. Zioła. Weź wykop wojowników po nie! - zaczął paplać. - Potrzebna mi rozumna grupa, która nie ich nie pomyli z pokrzywą czy jakimś trującym świństwem, gdy raz zobaczą ją na oczy. 
- Jest źle? - zagadnął Modrzewiowa Kora.
- Yhr... Pomyślmy... Tak! Jest źle! To czerwony kaszel! - uzmysłowił mu to, kręcąc głową. 
No z kim on musiał pracować. 
- Jeżeli nie będzie czym leczyć, to wszyscy chorzy umrą w kilka dni. A nie oszukujmy się... Pewnie będzie więcej przypadków - powiedział, czekając aż Jego Wysokość Wróblowa Gwiazda, ruszy swój zad i zajmie się obowiązkami. 

<Wróbel?>

Od Potrójnego Kroku cd Deszczowej Chmury

No tak. Oczywiście. Po co do niego przychodzić przecież wszystko przejdzie! Normalnie głupota tych kotów go dobijała. Czy Jastrzębi Podmuch była ślepa, aby zauważyć, że ten jej dzieciak kaszle? Nawet jeśli mało i okazyjnie, to powód do zareagowania! Nie ma, że samo przejdzie. I dlatego mieli teraz tą epidemie czerwonego kaszlu! Już myślał, że nigdy nic takiego się u nich nie wydarzy. Klan Klifu też miał z tym choróbskiem problem, a teraz pojawiło się to w Klanie Wilka. 
Przetrzymał Lodowatą Łapę u siebie, lecz sądził, że to kwestia czasu nim ta zaraza się rozprzestrzeni. Tak więc "pognał" na swoich trzech łapach do lidera, aby ogłosił problem. Przynajmniej do tego się Wróblowa Gwiazda nadawał. Do ogarniania tego całego motłochu.

***

No i miał swoje pięć uderzeń serca. Stał tam, gdzie wcześniej lider i próbował uzmysłowić tym mysim móżdżkom jaka to niebezpieczna choroba. Dokładnie im wytłumaczył jakie chory ma objawy i radził, aby pod żadnym pozorem, nie włóczyć się wtedy po okolicy, a udać się najszybciej do niego i Deszczowej Chmury. 
Kiedy zakończył, ruszył do żłobka, gdzie wszystko miało być już przygotowane na przyjęcie zarażonych. Och... Klanie Gwiazdy... Dajcie mu siłę, aby to wszystko ogarnąć!

***

Siedział przed legowiskiem medyków i babrał się w liściach. Ach... czemu one nie mogły być większe? Jak miał chronić sam siebie, przed zgubnym losem jeżeli przyroda nie chciała z nim współpracować? Zerknął szybko na wiewiórkę i postanowił, że może jej skóra na coś się nada. Zaczął ją powoli ściągać, odkładając mięso na bok.
– Potrójny Kroku? Bo jest czerwony kaszel i … nie boisz się, że zachorujesz? Ta cała epidemia czerwonego kaszlu zapowiada się okropnie, będzie chyba gorzej tylko prawda? – powiedział niepewnie znajomy głos, należący do jego dawnego ucznia. 
Uniósł wzrok znad swojej pracy i zmierzył go spojrzeniem. 
- Oczywiście, że się boję! Mam nadzieję, że poradzimy sobie z tym szybko. A będzie tylko gorzej, jeżeli nikt nie dostosuje się do nowych reguł. Sami na nas ściągają ten los - prychnął, bawiąc się dalej z piszczką. 
- Co robisz? 
- Ochronę przed chorobą. Jeżeli ktoś na ciebie kaszlnie, opluje krwią, to jest szansa, że to będzie twój koniec. A chory medyk, równa się wielkie kłopoty dla klanu. Nie mam ochoty tak szybko wybierać się na tamten świat, dlatego nałożę sobie tą rudą kitę na pysk. Wtedy nie będą na mnie prychać, a na wiewiórkę - wytłumaczył. 
Deszczowa Chmura chyba dostrzegł jego geniusz, bo sam pobiegł po podobne stworzenie, uważnie obserwując, co dawny mentor robił. 
Trochę czasu zajęło mu, aż z wiewiórki została tylko futrzasta, płaska góra. Zarzucił ją sobie, lecz ta nie opadła doskonale na jego pysk. 
- Deszczowa Chmuro, pomóż. Weź to naprostuj. - Wskazał na rude kłaki, które śmierdziały krwią. 
Kocur pokiwał głową i łapami poprawił jego ochronę. Teraz tylko nie mógł dopuścić, aby wiewiórka mu się zsunęła. Zerknął na swojego pomocnika, który również był gotowy. Przesunął mu tylko rudą kitę nieco w bok, po czym ostrożnie udał się po zioła, które czekały na nich pod legowiskiem medyka. Musieli je jak najszybciej podać chorym, na wszelki wypadek też tym, co mieli styczność z zarażonymi. Tak profilaktycznie. 
- Jeżeli wiewiórka ci spadnie z pyska, to natychmiast wyjdź z jamy. Nie narażaj się na nic, jasne? A jak ktoś na nią ci napluje, nakicha czy Klan Gwiazdy wie, to wrzuć ją do dołu i zakop - zwrócił się do Deszcza, podnosząc ostrożnie rośliny, a następnie skierował kroki w stronę żłobka.

<Deszczowa Chmuro?> 

23 czerwca 2021

Od Potrójnego Kroku cd Miedzianej Iskry

 – A u ciebie jak tam? Dużo kotów teraz choruje, masz co robić? – tylko odrobinę zmieniła temat.
Skrzywił pysk. Widział jak odwraca kota ogonem. Wcale nie obchodziło jej zdrowie? Przecież... Ile ona już miała? Była staruszką! Młodość już miała dawno za sobą, powinna o siebie dbać. Przynajmniej zjadła te zioła, które jej przyniósł i nie musiał nalegać jak do kocięcia. 
- U mnie w porządku. Mój uczeń daje się tylko we znaki, no i nasz kochany lider. Pacjentów jest trochę, ale wiadomo... Radzę sobie. Nikt nie umiera. Teraz muszę dbać tylko o was, abyście żyli długo i szczęśliwie - miauknął.
- Co takiego znów Wróblowa Gwiazda zrobił, że daję ci się we znaki? - zapytała Miedziana Iskra, a Iglasty Krzew westchnął potężnie. Chyba miał dość słuchania narzekań na lidera. Nie dziwił mu się. Też miał dość jego pyska, gdy widział go na horyzoncie. 
- Nie zamartwiajcie się o mnie. Poradzę sobie z nim. Jestem już w końcu duży - oznajmił, nie chcąc przelewać na nich swoje problemy i utarczki z Wróblem. - Będę przychodzić co jakiś czas i sprawdzać... 
- Jeszcze nie umieramy... Ale dziękuję za troskę, Trójeczko - odezwał się dziadek. 
Tak... No właśnie. Jeszcze nie umierali. Mogło to się jednak wkrótce zmienić. 

***

Przyniósł kolejną dawkę ziół. Po tym jak umarła Fasolowa Łodyga musiał częściej do nich zaglądać. Stres i smutek po śmierci córki mógł poważnie wpłynąć na ich zdrowie. A powiedzmy sobie szczerze... Już mieli koło stu księżyców, a może nawet więcej! Jak nic jedną łapą byli już w grobie. To była kwestia czasu. Dlatego starał się jak mógł odwiedzać ich jak najczęściej i rozmawiać, bo niedługo ich zabraknie, a rozmowy będą toczone tylko w snach, o ile zechcą go odwiedzać. 
- Jak się dziś czujecie? Stawy bardziej doskwierają? - zwrócił się do Miedzianej Iskry. - Przyniosłem więcej ziół na bóle i wzmocnienie, no i jedzenie oczywiście - Położył przed staruszkami posiłek w postaci dwóch wron i zaczął badać każdego z osobna. Jak już umierać to w dobrej formie bez kleszczy.

<Miedziana Iskro?>