BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandarynkowa Łapa x Skowronkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandarynkowa Łapa x Skowronkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

26 października 2024

Od Mandarynkowego Piórka CD. Skowronkowej Łapy

*dawno, ale niedawno, nwm gdzieś chyba Pora Nowych Liści*


Wzięła kwiaty i powąchała je. Uśmiech wkradł się na jej pysk. Ta błoga cisza… Bez Piórka… Tylko ona, kwiaty i on…
— Dziękuję. Dobrze — odpowiedziała pogodnie.
— Robiłaś dzisiaj coś ciekawego? — zapytał Skowronek, spoglądając w błękitne sklepienie nad jego pyskiem. Białe, puchate obłoki snuły się leniwie po niebie, układając w różne, ciekawe wzory.
— Wiesz… Dla mnie, księżniczki, nic ciekawego… —  Kotka teatralnie ziewnęła —  Ale ty masz o tym inne pojęcie, więc to zależy.
—  A co robią księżniczki na co dzień? — Uczeń medyczki uśmiechnął się pogodnie, przenosząc wzrok na nocniaczkę.
— Chodzimy na patrole, plotkujemy, dostajemy kwiaty od tajemniczych kocurów…Ale to tylko na co dzień — zaczęła się przechwalać. Po ostatnich słowach Mandarynki czekoladowy wyglądał na zmieszanego. Potrząsnął prawie niewidocznie pyskiem, uderzając ogonem o ziemię. Po chwili nieco przestraszony zapytał:
— Masz... Partnera? — wymamrotał, strzepując wywiniętymi uszami.
— Nie, żaden z nich nie był w moim typie — Srebrna znowu podwyższała sobie ego. Co z tego że nie była to prawda? Ważne że zrobiła wrażenie. Arlekin spojrzał na nią z przebłyskiem nadziei w zielonych oczach.
—  A... Jaki jest twój typ? — zagadnął nieśmiało, odwracając wzrok.
— A czemu się tak o to pytasz~? — Pręgowana klasycznie odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Zielonooki zaczął błądzić wzrokiem po okolicy.
— Tak... Bez powodu.. — poprawił się w miejscu, szurając nerwowo łapami o ziemię.
— Oh, ależ zawsze jest powód — Księżniczka zaśmiała się perliście. Syn Szepczącej Pustki zerknął na Mandi i po chwili spuścił wzrok na łapy.
—  Jestem... ciekawy. Nic więcej. — wymruczał cicho. Córka Wirującej Lotki spojrzała na niego podejrzliwie.
— Srebrne lub czarno-białe długowłose kocury.
— Och... rozumiem. — wymamrotał brat Dzwonkowego Świstu, nie patrząc na księżniczkę.
— Siedzimy już tu trochę długo. Chyba muszę wrócić do obozu, do swoich królewskich spraw! Do zobaczenia! — uśmiechnęła się lekko, odwróciła się i powoli zaczęła iść w swoją stronę.

* * *

*teraz*

Ostatnio ciągle chodziła zamyślona. Musiała dać sobie spokój. Uznała, że pójdzie zapolować. Może uda jej się uporządkować myśli? Wyszła więc z obozu i szła gdzie ją łapy poniosą… A poniosły ją na granicę z Klanem Burzy. Zobaczyła tam kogoś, kogo dawno nie widziała… I w tym momencie nie chciała widzieć. Skowronek. Siedział w miejscu, gdzie zazwyczaj się spotykali. Uczeń Pajęczej Lilii podniósł zdziwiony wzrok.
— Cześć...
Była mentorka Zmierzchającej Zatoki zmierzyła go wzrokiem. Mandarynka sprzed kilku księżyców rzuciłaby się mu w ramiona ze łzami w oczach. Jednak ona teraz, mimo że poczuła ulgę związaną z przycichnięciem Piórka, uznała że lepiej będzie, gdy pozostanie zimną księżniczką, dziedziczką Klanu Nocy. Nie mogli być razem. Z wielu powodów. Miała o nim zapomnieć.
— Co tu robisz?
— Tak tylko siedzę... A ty? Co u ciebie? Długo się nie widzieliśmy...
— Dobrze, zostałeś już medykiem czy nadal jesteś uczniem? — Mandarynkowe Pióro zapytała oschle.
— Jeszcze uczniem... Ale niedługo odbędzie się moje mianowanie! Sama Obserwująca Gwiazda mnie pochwaliła. A ty, co porabiasz? Masz już partnera?
— Zapewniam Cię że owszem

<Skowronek?>

14 października 2024

Od Skowronkowej Łapy CD. Mandarynkowego Pióra

Spojrzał zaskoczony i przestraszony na wojowniczkę. Serce podskoczyło mu do gardła, gdy kotka runęła na ziemię. Niewiele myśląc podtrzymał ją, po czym delikatnie położył na wilgotnej trawie.
-Mandarynkowe Pióro, wszystko dobrze? - Wiedział, że tak nie jest.
Mimo wszystko kotka oddychała i nie wyglądała, jakby stało się jej coś poważniejszego. Czekoladowy chciał przynieść jej wody lub upolować coś (co raczej miało małe szanse na powodzenie), jednak bał się zostawiać srebrną samą. Postanowił więc usiąść obok niej, wachlując delikatnie i czekając, aż sama się wybudzi.
***
Od tamtego wydarzenia minęło sporo czasu, a Skowronek przybliżył się nieco do księżniczki Klanu Nocy. Nie chodziło mu już tylko o dowiedzenie się więcej o innym klanie, ale o samo towarzystwo Mandarynkowego Pióra. Dobrze spędzało mu się z nią czas i nie przeszkadzało mu zwykłe przebywanie z kotką w ciszy czy podziwianie nieba. Każde spotkanie było czymś nowym i ciekawym. Z tą myślą czekoladowy opuścił legowisko medyka, mrużąc oczy od nagłego przypływu światła dziennego. Słońce było już wysoko na niebie. Mysie łajno! Powinien być na granicy z Klanem Nocy, gdzie umówił się z Mandarynkowym Piórem... Ostrożnie postawił łapę na rozgrzanej ziemi i syknął, szybko zabierając poparzoną kończynę. Przeskoczył do miejsca, na którym znajdowała się trawa i potruchtał w kierunku wyjścia z obozu. Miał nadzieję, że nikt go nie zatrzyma...
-Skowronku! - Zza pleców kocura dobiegł głos Barszczowej Łodygi.
Zielonooki odwrócił się i posłał wojownikowi życzliwy uśmiech.
-Cześć! Coś się stało? - Zapytał.
-Tak... Króliczemu Nosowi od dłuższego czasu dzieje się coś z łapą. Mógłbyś na to zerknąć? Z tego co wiem, Pajęcza Lilia wyszła zbierać zioła.
Srebrny zmarszczył brwi, jednak pokiwał powoli głową. Mandarynkowe Pióro chyba powinna wybaczyć mu chwilę spóźnienia... W końcu szkolił się na medyka i jego pobratymcy byli najważniejsi, czyż nie? Ruszył więc za Barszczem z powrotem do legowiska, gdzie czekał już na nich Króliczy Nos.
-Witaj! Z którą łapą masz problem? - Skowronek od razu przeszedł do rzeczy, mierząc wojownika spojrzeniem swoich zielonych oczu.
Dymny wskazał pyskiem na prawą przednią łapę, którą trzymał wysoko nad ziemią, zbliżoną do klatki piersiowej. Uczeń medyka podszedł do kocura i obejrzał dokładnie ranną kończynę.
-Wbiło ci się szkło w opuszki łapy. - Mruknął, ściągając brwi. - Powinieneś był przyjść do mnie lub Pajęczej Lilii wcześniej, wdała ci się infekcja. No nic, opatrzę to.
Pręgowany cętkowanie schylił się i szybkim ruchem pozbył się zielonego, paskudnego szkła z łapy wojownika. Ten skrzywił się tylko, jednak nawet nie drgnął. Skowronia Łapa skierował się ku składziku z ziołami. Wciągnął głośno powietrze, a do jego nozdrzy dopłynął zapach różnych, tak dobrze mu znanych ziół. Chwycił najbliżej leżącą trybulę oraz pajęczynę i wrócił do rannego kota. Przeżuł zioło, wsączając sok w ranę, a następnie dokładnie owinął kończynę wojownika pajęczyną.
-Gotowe. - Oznajmił Skowronek, kończąc pracę. - Przez jakiś czas oszczędzaj tą łapę, a jeśli się nie polepszy, przyjdź do nas.
Czarny pokiwał głową i wymruczał słowa podziękowania, po czym razem z Barszczem opuścili legowisko.
-Dzięki, Skowronku! - Rzucił jego "drugi mentor" przez ramię, uśmiechając się ciepło, po czym zniknął w wyjściu.
Zielonooki odwzajemnił uśmiech i westchnął cicho. Zapewne nie zostało mu wiele czasu, Mandarynkowe Pióro na pewno się niecierpliwiła. Pajęcza Lilia powinna zaraz wrócić... Wyślizgnął się ze Skruszonej Wieży, omijając inne koty i truchtając do wyjścia. Gdy był już na tyle daleko od obozu, aby nikt nie mógł go zauważyć, przeszedł do biegu, galopując na granicę z Klanem Nocy. Rzadko rozwijał takie prędkości, dlatego też doceniał każdą chwilę, spędzoną na szaleńczym biegu. Wiatr dął w jego białą kryzę, a słońce muskało jego czekoladowy grzbiet swoimi promieniami. Po chwili zwolnił jednak, wyczuwając zapach Klanu Nocy. Zbliżał się do przecięcia terenów. Idąc w kierunku granicy, zatrzymał się na chwilę, podziwiając rozległe tereny Klanu Burzy oraz łąki usiane barwnymi kwiatami. Jego myśli powędrowały do Mandarynkowego Pióra. Musiał się nieco pospieszyć. Uznał jednak, że dobrym prezentem dla niej będzie pęk kwiatów. W końcu były tak piękne, a ona na pewno długo na niego czekała. Mógłby ją w ten sposób przeprosić. Filigranowe płatki kwiatów delikatnie tańczyły na wietrze, a wiotka oraz delikatna budowa przywodziła na myśl coś niezwykle kruchego, cennego. Mimo swojego wyglądu rośliny były waleczne, utrzymując się na ogromnych połaciach terenu mimo deszczu, wiatru czy słońca. Niezależnie od pogody, one dzielnie trzymały się swojego skrawka ziemi, wdzięczne za żywot, jaki był im dany. Z garści zerwanych kwiatów odróżnił kilka gatunków, takich jak dzwonki, maki czy narcyzy i ruszył dalej. Wreszcie dotarł do granicy, gdzie siedziała najwidoczniej delikatnie poddenerwowana Mandarynkowe Pióro. Czekoladowy usiadł przy granicy i uśmiechnął się przepraszająco do kotki.
-Wybacz, że musiałaś tyle czekać. Króliczy Nos miał szkło w łapie, do której wdała się infekcja i musiałem się tym zająć. - Przeprosił i położył przed kotką polne kwiaty. - Proszę. Jak minął ci dzień?
<Mandarynkowe Pióro?>
[780 słów]

[przyznano 16%]
Wyleczony: Króliczy Nos

29 sierpnia 2024

Od Mandarynowego Pióra CD. Skowronkowej Łapy

Dawno nie myślała spokojnie. O wysypianiu się nawet nie mówiąc. Czuła, że jeżeli za chwilę nie pójdzie z tym do Medyka może się stać coś złego. Ale w legowisku medyków była Zimorodek. Jej siostra. Ta, która nie rozumiała. W sumie Alga też nie była lepsza. Do tego jeszcze Zmierzchająca Łapa. Jej koleżanka i jednocześnie uczennica. Czemu babcia dała jej od razu ucznia? Tak, rozumiała. Bycie księżniczką i ulubienicą zobowiązuje. Jednak czemu Pierzasty Wdzięk nadal nie może opuścić jej myśli. Ciągle tylko: więcej, lepiej i bardziej. Nigdy nie była wystarczająca. Czy ona nie powinna zginąć wtedy zamiast mamy? Nie wiedziała. Jednak i ona i Piórko nawiedzały ją w snach, nie dając jej spokoju.

***

Dzisiaj rano wstała wcześniej niż zwykle i jeszcze bardziej niewyspana. „Ogarnij się! Musisz szybko wyszkolić Zmierzchającą Łapę!” Nie miała siły. Poszła za legowisko wojowników, by ułożyć sobie futro. Była zbyt zmęczona, by płakać. Czy szkolenie uczennicy w tym stanie to dobry pomysł? Nie. Kiedy zobaczyła Zmierzchającą Łapę, podeszła do niej i powiedziała:
- Dzisiaj treningu nie będzie muszę się przejść.
Troska o stan mentorki widniała na pysku zielonookiej, jednak nie protestowała.

***

Przeszła się na granicę z Klanem Burzy. Chciała wiedzieć, czy ze Skowronkową Łapą wszystko dobrze. Na ostatnim zgromadzeniu nie było najlepiej. Kiedy go zobaczyła, od razu wszelkie głosy Piórka znikły z jej myśli, co wywołało u niej ulgę.
- Hej Skowronkowa Łapo wszystko w porządku?
- Moja siostra już ma się dobrze więc tak, a ty się dobrze czujesz? - zapytał, najwyraźniej powstrzymując się od dodania "nie wyglądasz najlepiej". O co chodzi? Przecież jej futro wyglądało jak zawsze? Jak patrzyła na swoje odbicie w wodzie, to też wszystko było dobrze*.
- Tak wszystko okej - mruknęła. - Chcesz się pouczyć walki?
Kocurek ochoczo pokiwał głową. Tak więc Mandarynka zaczęła tłumaczyć całą teorię i zaczęli ćwiczyć. Na początku wszystko było dobrze, tylko Skowronek niezbyt potrafił w nią trafić. W końcu, gdy wreszcie ją przygniótł, pogratulowała mu:
-Brawo Skowronkowa Łap...- ciemność. Nieprzytomność. Zemdlała.

<Skowronku? Ratuj!>
*Mandarynkowe Pióro nie wyglądała najlepiej a złudzenie było efektem omamów

27 sierpnia 2024

Od Skowronkowej Łapy CD. Mandarynkowej Łapy (Pióra)

O wysokim słońcu ruszył do granicy z Klanem Nocy, aby, jak się umówił, spotkać się z Mandarynkową Łapą. Szedł spokojnie przez rozległe równiny Klanu Burzy, a w powietrzu unosiła się intensywna woń myszy oraz innych gryzoni. Polana, przez którą się przedzierał, skąpana była w gorących promieniach słońca, mieniąc się i błyszcząc przepięknie, a białe obłoczki bez celu snuły się po niebie, układając w najróżniejsze wzorki oraz kształty. Wreszcie dotarł do celu. Otworzył lekko pysk i rozejrzał się, jednak nigdzie nie dostrzegł ani nie wyczuł nocniaczki, z którą był umówiony. Usiadł więc na lekko wilgotnej trawie i owinął swój długi ogon wokół łap, rozmyślając. Co, jeśli nie przyjdzie? Głupio by było. A gdyby ktokolwiek dowiedział się o ich spotkaniach? Czy to nielegalne? W pewnej chwili do jego nozdrzy dopłynął zapach, który poznał wczoraj, a następnie ujrzał księżniczkę powoli idącą w jego kierunku, z głową zadartą dumnie do góry. Uśmiechnął się delikatnie na jej widok.
-Hej! - przywitał się.
-Cześć - Mandarynkowa Łapa usiadła przy granicy.
-Co u ciebie? - zagadnął pogodnie.
Chciał usłyszeć jak najwięcej historii o Klanie Nocy i życiu tam! Zamiast tego odparł zdawkową i tajemniczą odpowiedź kotki:
-No wiesz... dzień jak co dzień - odparła, wzruszając ramionami.
-A jak idzie ci szkolenie? Mi nawet dobrze. Nie mogę się doczekać, gdy już zostanę asystentem medyka!
-Już prawie jestem mianowana… podobno niedługo mam mieć ocenę - oznajmiła rozweselona.
-Naprawdę? To wspaniale! - miauknął pogodnie – powodzenia!
-Na pewno sobie poradzę! To będzie łatwizna! - zapewniła go kotka.
Kocurek zastanowił się chwilę.
-Mam nadzieję! A... jak to będzie wyglądać?
-No po prostu polujesz…- odpowiedziała najwidoczniej nieco zdezorientowana.
Czekoladowy zawstydził się nieco. Nie chciał wyjść głupio przed Mandarynką. Widząc jej zmieszanie dodał więc po chwili nerwowo:
-Jestem uczniem medyka, więc nie wiem, jak to wygląda.
-Wy medycy naprawdę tego nie wiecie? - zapytała - Moja siostra to wie. Chociaż wcześniej szkoliła się na wojowniczkę…
-Nie, nie mam pojęcia nawet, jak to wszystko działa. Nigdy tego zbytnio nie zgłębiałem, w końcu jestem medykiem. A swoją drogą... fajnie jest być uczniem wojownika? Tak w ogóle, w twoim klanie medycy umieją walczyć? Nie rozumiem, czemu u mnie medycy nie mogę nawet polować, przecież to powinny być niezbędne umiejętności!
-Moja siostra umie, ale to dlatego, iż jak już mówiłam szkoliła się wcześniej na wojowniczkę.. Normalnie medycy nie polują ani nie walczą.
-Hm, rozumiem... mimo wszystko uważam, że powinienem nauczyć się chociaż podstaw walki oraz polowania - powiedział i po chwili milczenia dodał nieśmiało - może ty mogłabyś mi coś pokazać?...
-Ja tobie? Wiesz, nie za bardzo umiem polować na króliki.
-To nieistotne. W końcu na terenie Klanu Burzy są nie tylko króliki, czyż nie?
-A twoja mentorka nie byłaby zła, że się tak wymykasz? - drążyła temat srebrna.
Nie pomyślał o tym. Ale czemu miałoby to przeszkadzać Pajęczej Lilii?
- Ja... chyba spytam się jej, co myśli o nauce dwóch różnych rzeczy. Ale wątpię, aby była zła, gdybym raz po raz opuszczał obóz.. poza tym nie powinna się o tym dowiedzieć, przecież nie musiałabyś uczyć mnie codziennie, tylko czasem.
-Może…- mruknęła kotka - To w sumie nie taki zły pomysł.
-Dzięki! - uśmiechnął się delikatnie czekoladowy.
***
Minęło sporo czasu od jego poprzedniego spotkania z Mandarynkową Łapą. Skowronkowa Łapa kręcił się przy granicy z Klanem Nocy, w poszukiwaniu różnych ciekawych ziół. Przy okazji cicho liczył na to, że spotka tajemniczą nocniaczkę i będzie miał okazję z nią porozmawiać.
<Mandarynko, zechcesz się pokazać?>
[562 słowa]
[przyznano 11%]

31 lipca 2024

Od Mandarynkowej Łapy Do Skowronkowej Łapy

Dzisiaj Babcia nie miała czasu, by wyjść z nią na trening, więc ciocia Gąska zadbała o to, by jej się nie nudziło, wrzucając ją na pierwszy lepszy patrol. Mieli polować na Kolorowej Łące. Węszyła więc na łące w poszukiwaniu zwierzyny. Nagle zobaczyła królika. Jako że była nocniaczką, a nie burzaczką nie wiedziała, jak na nie polować. Tak więc starała się do niego skradać, a gdy ten ją usłyszał, pobiegła za nim. Niestety królik był szybszy i zniknął na terenach Klanu Burzy. Zrezygnowana odwróciła się w stronę swoich terenów i już chciała odchodzić gdy nagle… stanęła, czując zapach innego kota. Odwróciła się. Zobaczyła biało-srebrnoczekoladowego kocurka.
- Na co patrzysz? - zapytała. Babcia tak długo wałkowała u niej dyplomację, że powiedziała to zamiast „Na co się gapisz, plebsie?”. Kocurek przechylił leciutko łebek w prawo i machnął ogonem. Po jakimś czasie milczenia otworzył pyszczek:
- Na ciebie - odpowiedział uprzejmym tonem głosu. Po chwili namysłu dodał również niepewnie:
- Wyglądasz niczym księżniczka! Co to za rysunek na twoim czole? Ty też szukasz ziół?
- Dziękuję i tak, jestem księżniczką- odpowiedziała uczennica, uśmiechając się i przyjmując pozycję, którą lepiej pokazywałaby jej wspaniałość. Mhm…ten Burzak naprawdę dobrze się zachowywał jak na czekoladowego. Szczerze to nawet go lubiła. Podobało jej się to, że zatruwał swoją czekoladowością inny klan. No i prawił jej komplementy.
​​- Jesteś księżniczką? - zapytał zdumiony burzak, otwierając szerzej swoje zielone oczy.
- W Klanie Nocy są księżniczki? Co one robią? - zapytał z ciekawością.
- Mogą zostać zastępczyniami- odpowiedziała czarna, dzieląc się wspaniałością swojego klanu -A ja jestem dziedziczką i nadaję się do tego najlepiej.
- To wspaniałe! A nie-księżniczki też mogą być zastępcami? I jak zostaje się księżniczką? Mogą nimi być tylko kotki? I co to za symbol na twoim czole? - Srebrny zasypał pręgowaną klasycznie pytaniami.
- A co najważniejsze, jak masz na imię? Też szukasz tutaj ziół?
- Właśnie całą wspaniałością w byciu księżniczką jest to, że tylko ty i ewentualnie twoje siostry lub kuzynki mogą zostać zastępcami, a potem przywódcami. A zostaje się nią, rodząc się w rodzinie naszej przywódczyni, czyli mojej babci! A ten symbol to kwiat lotosu i to on jest symbolem bycia księżniczką. I tak kocury też mogą zostać książętami, ale aktualnie mamy tylko księżniczki - opowiadała dalej pomarańczowooka. - Nazywam się Mandarynkowa Łapa i jestem uczennicą jak i wnuczką Sroczej Gwiazdy - wypowiedziała wymyśloną sobie formułkę -Nie, nie szukam ziół. Poluję
Syn Przepiórczego Puchu pokiwał zafascynowany swoją jasną główką.
- Ja nazywam się Skowronkowa Łapa i szkołę się na medyka - miauknął, uśmiechając się. - A na co polujesz?
- W sumie na wszystko, co znajdę. Jestem na patrolu łowieckim - odparła córka Dzwonka. Ten czekot jej się podobał.
- A jak żyje się w Klanie Nocy? Jecie ryby? Jak one smakują?
- Tak, jemy i smakują wybornie. - Siostra Algowej Łapy wychwalała siebie i swój klan. Uczeń Pajęczej Lilii kiwnął głową.
- To.. chcesz się bliżej poznać? Mogę opowiedzieć ci nieco o sobie i Klanie Burzy, a ty o sobie i Klanie Nocy - zaproponował nieśmiało, spoglądając na mrówkę chodzącą między jego łapami. Czy spoufalała się teraz z nieczystym demonem czekoladowości? Tak. Czy słyszała krzyki i groźby Piórka? Tak. Czy zamierza wobec tego po prostu odejść do reszty patrolu? Oczywiście, że nie! Jest księżniczką i może sobie gadać z kim chce!
- Jasne!
- Cieszę się. - Wnuczek Różanej Przełęczy uśmiechnął się delikatnie, poprawiając się na miejscu. - A więc jak mówiłem, nazywam się Skowronkowa Łapa. Moją mentorką jest Pajęcza Lilia. Tak właściwie to dopiero co zostałem mianowany - miauknął. - Ty też lubisz owady i różne zwierzęta?
- Ja już w sumie mogłabym być mianowana… i niezbyt. Lubię wodę i pióra…no i układanie futra
- Ja nie przepadam za układaniem futra. To takie nużące! Zawsze zajmowała się tym moja mama, ale nie wiem, czy jeśli zostałem uczniem, to dalej będzie to robić... W każdym razie bardzo lubię jeść króliki! Są takie szybkie jak koty z Klanu Burzy! - miauknął Skowronkowa Łapa, uśmiechając się dumnie. - Naszą liderką jak pewnie wiesz, jest Obserwująca Gwiazda. Ona jest bardzo dumna i dostojna. Oprócz mamy i taty mam jeszcze siostrę, Kwiecistą Łapę i brata, Dzwonkową Łapę, a ty?
- Mam dwie siostry, Zimorodkową Łapę i Algową Łapę - odpowiedziała kotka, zgrabnie zamiatając istnienie Płotki pod dywan. Uczeń medyka chciał coś odpowiedzieć, ale wtedy oboje usłyszeli krzyk, który najwyraźniej należał do jego mentorki. Szybko wstał z ziemi i spojrzał na nocniaczkę.
- Muszę iść, spotkamy się tutaj jutro, o wysokim słońcu? - zapytał, machając swoim długim ogonem i spoglądając co jakiś czas w kierunku miejsca, z którego dobiegł krzyk.
- Nie wiem, czy będę mieć czas…ale jasne!- rzuciła srebrna i poszła polować dalej.

[738 słów]
[przyznano 15%]
<Skowronku?>