Jeszcze przed ślubem Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici
Kociaki się bawiły i zajmowały swoimi kocimi sprawami, gdy nagle do środka weszła znana jej kotka. Była to Niezapominajkowa Nadzieja.
— O, dzień dobry pani Niezapominajko! — przywitała się Łabądka. — Przepraszam za wbiegnięcie w panią!
— Nic nie szkodzi, nie musisz mi mówić pani. — Dymna orientalka przeniosła na nią swój wzrok, jakby czekała aż ta się pierwsza odezwie.
Trzcinowy Szmer zastrzygła uchem i ruchem ogona, nakazała kotce podejść do niej oraz głową skinęła na posłanie, żeby ta usiadła. Wszystko zrobiła dość władczym tonem, na co Łabądka z fascynacją się wpatrywała.
— Co cię sprowadza do mnie, Niezapominajkowa Nadziejo? — spytała, kiedy ta wygodnie zajęła swoje miejsce. — Pamiętam, że ostatnio nasza rozmowa nie była zbyt przyjazna, jednak nie gniewam się na ciebie, jeśli ty zaakceptujesz moje wybory oraz pierwszeństwo mojej rodziny.
Jej przyjaciółka przełknęła ciężko ślinę, jednak skinęła głową. Czyżby aż takie wrażenie robiła na niej? Może jeszcze czuła do niej jakiś sentyment, chociaż sama musiała przyznać przed sobą, że nie okazywała tego zbytnio dymnej.
— C-chciałam cię tylko odwiedzić i zobaczyć, jak mają się twoje kocięta, Trzcinowy Szmerze — przyznała tamta, jednak Trzcinowy Szmer nadal widziała żal w jej oczach.
Przynajmniej otwarcie nie chciała się kłócić lub miauczeć jej o wspólnej przyszłości przy Nurze oraz Łabądku.
Kotki rozmawiały dalej o pogodzie oraz samopoczuciu. Nic wyjątkowego. Wyglądało to, jakby Niezapominajkowa Nadzieja starała się przywrócić dobre stosunki między nimi. Cóż mogła powiedzieć? Udało jej się. Gorycz jej ostatniej rozmowy była mniej dokuczliwa. Tylko czy dobre relacje między nimi się utrzymają? Zastanawiała się, kiedy Niezapominajkowa Nadzieja zniknęła w wyjściu ze żłobka.
***
Podczas ślubu Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici
Kiedy cała ceremonia się zakończyła, prezenty zostały przeniesione do obozu, a reszta kotów poszła spać, oprócz niej. Księżyc wisiał wysoko na Srebrnej Skórze, ona siedziała w trzcinach, a woda obmywała jej łapy. Zdjęła swoją kreację ze ślubu i wpatrywała się w pióra, które zabrał nurt rzeki.
Nagle zaszeleściły trawy, a do jej nozdrzy dopłynęła woń Niezapominajkowej Nadziei. Nie odwróciła się nawet. Kotka nawet nie zasługiwałaby na nią spojrzeć po tym cyrku, którego dopuściła się na jej jednej z najważniejszych ceremonii.
— Nie będę z tobą rozmawiać — powiedziała chłodno, a kot za nią nadal milczał. — Nie chcę cię dzisiaj widzieć na moje oczy, Niezapominajkowa Nadziejo. Wracaj do legowiska wojowników.
Trawy znów zaszeleściły, a zapach wojowniczki zniknął. Poszła sobie. Będąc nadal rozgniewana, złapała płaski kamień i z warknięciem cisnęła go daleko w wodę, a śpiące ptactwo nagle się poderwało i wzbiło się w powietrze.
***
Niedługo po ślubie
Łabądka i Nur niedługo mieli zostać mianowani na uczniów. Tak naprawdę spędzali ostatnie swoje chwile w żłobku, bawiąc się i beztrosko obserwując Nocniaków, którzy ciężko harowali. Sama szczerze będzie tęsknić za spędzaniem długich chwil w żłobku i pogawędek ze Złocistym Widlikiem, który był wspaniałym piastunem, jak i Fląderką, która mimo wszystko też miała swoje obowiązki.
Nagle do środka weszła Niezapominajkowa Nadzieja. Trzcinowy Szmer na samym początku zjeżyła się na karku. Wciąż nie przebaczyła kotce za jej wybryk na jej ślubie. A jej nachodzenie ją w żłobku, by oglądać kocięta, mogło się skończyć w końcu z podrapanym pyskiem dla orientalki. Miała już fuknąć zła, gdy dostrzegła wychudzone liliowe kocię, które trzymała wojowniczka.
— Na Klan Gwiazdy, on jest wychudzony… Gdzie ty go znalazłaś...? — zapytała wystraszona o dobro małego.
— Na granicy. Podobno uciekł od Dwunożnych, a jego siostra… Nie żyje. Pochowaliśmy ją w miejscu, w którym ich znaleźliśmy… — odpowiedziała cicho dymna, gdy kociak ułożył się u boku Trzcinowego Szmeru.
Do środka zajrzał Kijankowe Moczary, który podał łudząco podobnej do niego Niezapominajkowej Nadziei małą, miękką rybę, którą młodziak mógł pogryźć. Trzcinowy Szmer skupiła się na młodzieńcu i zaczęła rozdrabniać rybę i podawać mu małe porcje mięsa, które ten łapczywie zjadał.
Ciężko jej było patrzeć na cierpiącego młodego kocurka. Współczucie i troska jednak wypełniły jej myśli, zapominając o złości, którą dotąd czuła w stosunku do Niezapominajkowej Nadziei.
***
Liliowa Łapa, czyli kocurek, którym się opiekowała w żłobku i można powiedzieć, że dość mocno się zżyła, niedawno został uczniem i szkolił się pod okiem Żabiego Oka. Trzcinowy Szmer była dumna z kocurka, przynajmniej jakby ten był jej trzecim dzieckiem. Jednakże jaka szkoda, że nie był on jej rodzonym kocięciem. Zrobiłaby z niego również świetnego namiestnika, który w przyszłości mógłby sprawić wielką dumę jej rodowi. Jednak te nadzieje musiała powierzyć w łapy Łabędziego Tanu oraz Nurowej Łapy.
Siedziała właśnie na polanie, czekając na resztę wojowników, z którymi miała iść na patrol łowiecki. Ropusza Łapa, Ćmie Mżenie i Niezapominajkowa Nadzieja miały się udać do Brzozowego Zagajnika. Czekając na kotki, przyszła pierwsza do niej dymna orientalka. Cisza między nimi była dość niezręczna.
Trzcinowy Szmer nadal czuła urazę do kotki, jednak również tęskniła za czasami, kiedy to obie jako uczennice polowały i cieszyły się każdym dniem. Czy mogły zostać, chociaż jeszcze koleżankami?
— Sprawdzałaś jak radzi sobie Liliowa Łapa? — stwierdziła, że zagada do kotki. Miały chociaż jeden temat łączący je po tak wielkiej niezgodzie, a był nim ów kocur. — Ostatnio pytałam się Żabiego Oka i z tego, co wiem, całkiem nieźle idzie mu pływanie.
< Niezapominajkowa Nadziejo? >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz