BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedźwiedzia Siła x Urdzikowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedźwiedzia Siła x Urdzikowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

18 lutego 2023

Od Niedźwiedziej Siły CD. Urdzikowej Łapy (Urdzikowego Deszczu)

Dzieciak go irytował. Gęgał mu nad uchem i gęgał, wypytując o rzeczy, jakby to było jakieś przesłuchanie. Dlaczego to go spotkało? Naprawdę nie mógł nacieszyć się chociaż jednym spokojnym dniem? Najwyraźniej nie. 
— To typowa reakcja obronna — Strzepnął uchem. — Po tym co sobą zaprezentowałeś, moje odczucia względem twej osoby są mieszane.
Tak było i wcale nie kłamał. Kocur był natarczywy, a na dodatek widać było, że go nie lubił. Nie zamierzał jednak mieszać się w jakieś burdy. Urdzikowa Łapa był wszak dopiero uczniem, który jeszcze nie dorósł do tego, by zachowywać się w pełni dojrzale. Gdyby przyszło mu żyć w Betonowym Świecie, na pewno szybko to uległoby zmianie. 
— Oh... — mruknął zły na siebie point. — No ale... Pokaż mi coś, proszę. Jak zauważyłeś, muszę bronić z zapałem swojego rodzeństwa i może ty wiesz jak to robić skuteczniej?
Skuteczne bronienie bliskich? Brzmiało jak coś niedorzecznego. Nie potrafił nawet sobie tego wyobrazić. Przez całe swoje życie, nie miał nikogo kto mógłby wzbudzić w nim takie uczucia, że skoczyłby za kimś w ogień. Dlatego też... Nie rozumiał tego, czemu Urdzik aż tak upiera się przy tym, by mu w tej sprawie pomógł. 
— Nie wiem. Nie mam rodzeństwa i nie za bardzo rozumiem, dlaczego tak się zachowujesz. Skoro są dorośli, nie musisz ich niańczyć jak matka kocięta. Jeżeli zginą to wyłączanie ze swojej winy, nie twojej. Nie marnuj czasu na takie głupoty — doradził mu. 
Kocurowi najwyraźniej nie przypadły te słowa do gustu, ponieważ zobaczył jak jego pysk diametralnie się wykrzywia. 
— Ale... Oni są dla mnie bardzo ważni! Ty tego nie rozumiesz, są dla mnie największym skarbem! Jeżeli umrą, to będę mieć wyrzuty sumienia! — jęczał mu. 
Wydał z siebie ciężki wydech. Aż przypomniały się jego lekcje z Rybitwą. Było wiele takich głupców, których temperował. Sam był świadkiem jego metod, a słowa, które rozbrzmiały w jego głowie, wręcz brzmiały tak, jak gdyby dawny mentor siedział tuż obok niego. 
— Są więc twoją słabością. Nie będziesz silny, mając na ogonie balast. Pociągnie cię na dno. Lepszym wyjściem, byłoby oduczenie się takiego zachowania i skupienie się tylko i wyłącznie na sobie — powiedział. 
To co pokazywał sobą uczeń było czymś, co mogło go zniszczyć. Może ten Klan Klifu, przykładał większą wagę do więzów krwi. Widział, że każdy tu się wspierał i to dalej było dla niego takie... dziwne. On sam nie potrafił się zmienić i przywyknąć do pomocy komukolwiek. W życiu trzeba było liczyć tylko wyłącznie na siebie. Bycie dobrodusznym kończyło się zwykle przedwczesną śmiercią. 
— Ty to się możesz na sobie skupiać, kiedy nie masz rodzeństwa! Nie mogę ot tak tego zmienić, nie potrafię się tego oduczyć! Wiesz co zrobiła Aksamitka? Wyznawała miłość podejrzanym kotom na zgromadzeniu! Muszę ją chronić, bo jeszcze coś jej się stanie! — podzielił się z nim tą jakże "ważną" informacją. 
Nie obchodziło go to. Naprawdę. Dlaczego Urdzikowa Łapa musiał gadać wciąż o swojej siostrze? To, że szukała sobie miłości, to nie była jego sprawa. Była już dorosła. Sama decydowała o swoim losie. Jej brat... zachowywał się jak jakiś szaleniec, który widział wszędzie czarne scenariusze. A nawet jeśli rzeczywiście kocica pakowała się w niebezpieczne sytuację, to jak dostanie po tyłku za tą swoją odwagę, to czegoś się nauczy i nie będzie popełniać tych samych błędów. 
— Skoro to robi, to jej problem. Wpadnie w kłopoty? Trudno. Popełniane błędy uczą. Jeżeli będziesz tak ją chronił, to nigdy nie nauczy się, że te jej zachowanie nie jest zdrowe. Zauważyłem już, że żyję w bańce, którą sobie sama wykreowała. Pieszcząc ją, tylko nakręcasz poczucie, że jest bezkarna. — powiedział, mając nadzieję, że uczeń zrozumie co miał na myśli. 
— Nie pieszczę jej tylko chronię! Mówię jej, że coś źle robi więc staram się ją przekonać, że źle czyni! Jeszcze jej się coś stanie i to nie będzie jej wina tylko moja! — point dalej użalał się nad swoim losem.
— Nauka tak nie działa. Co z tego, że powiesz jej, że to złe, skoro nie ma doświadczenia, by przekonać się o tym na własnej skórze? Słowa to słowa, nie obrazują świata. Chcesz ją czegoś nauczyć? Daj jej wolność. Zakosztuje jej, a potem wróci z podkulonym ogonem lub też nie... — rzucił lekko, jakby opowiadał kocurowi, jaką mieli dzisiaj ładną pogodę. 
Ten temat powoli go męczył, zwłaszcza że widać było po czarnym, że do niego nic nie docierało. Normalnie jakby mówił do drzewa, aby się przesunęło, a to dalej stało. 
Kocur zirytował się już chyba znacząco, bo z jego gardła uciekł warkot. 
— Ty się na tym nie znasz, nie masz żadnego brata ani siostry, więc się nie odzywaj tak! Daję jej wolność, tylko staram się od niebezpieczeństwa uchronić no! To nic złego! — starał się przekonać burego do swoich racji. 
Owszem, nie miał żadnych bliskich, to fakt, ale to nie znaczy, że nie ma jakiegoś doświadczenia. Żył w końcu na ulicy z masą sierot, którę pragnęły stworzyć jakąś społeczność. Widział wzloty i upadki takich grupek i jego opinia na ten temat, wcale nie była wyssana z palca, a poparta dowodami, które widział na własne oczy. 
— Nie mam, lecz wychowałem się z innymi kociętami. Bliskie więzi tylko powodują ból i zaburzają świadome myślenie. Uczono mnie, by nie interesować się niczym, co mnie nie dotyczy. Chciałeś moich nauk, więc ci je podarowuje.

<Urdzik?>

14 lutego 2023

Od Urdzikowej Łapy (Urdzikowego Deszczu) CD. Niedźwiedziej Siły

A on naprawdę szedł spać? Dziwny był z niego typ... Ale nie miał zamiaru się z nim kłócić. Poczeka i znowu będzie go zasypywać pytaniami.

***

Tego było już za wiele! Niedźwiedź myślał że może się obściskiwać z jego siostrą?! Było widać, że udaje takiego lodowatego a miał w planach wykorzystanie jej! Aksamitka była strasznie naiwna, nie powinna była z nim rozmawiać! A teraz się w nim pewnie zabujała… Tak nie mogło być! Wściekły podszedł do kocura.
- To co, zostawiłeś moją siostrę w spokoju czy nie, zboku?
Niedźwiedź rzucił mu to samo zimne spojrzenie co zawsze. Jak on to robił?! Przecież co chwilę go obrażał, powinien być na niego wściekły czy coś w ten deseń, w końcu inne koty tak reagowały na wyzwiska.
- Nie napastuję żadnej z twoich sióstr.
- A niby co z Aksamitką? Pewnie udawałeś, że jej nie lubisz i ją pewnie wykorzystujesz!
- Aksamitna Łapa sama do mnie przychodzi, lecz nijak twe słowa nie mają się do prawdy. Nie wykorzystuje jej. - mruknął ponuro. Co on zgrywał biedaka? Na pewno jego planem było złamanie serca Aksamitce, tylko po prostu bał się to pokazać. I dobrze! Miałby wtedy bardzo duży problem! 
- Ah tak? Przecież jesteś groźny! Z ciebie taki szemrany gość, a Aksamitka jest słaba i naiwna! Powiedz mi co jej robisz, bo pożałujesz!
- Nie jest moim celem, więc nie skrzywdzę jej. To ona przychodzi - powtórzył. - Prawi coś o jakiejś przyjaźni i przytula się do mojego boku. Ja jednak nie zamierzam wchodzić z nią w żadne interakcję, więc odetchnij ze spokojem.
Położył po sobie uszy. Nie zamierzał się uspokoić! Nie teraz, kiedy te ich interakcję ze sobą były coraz to bliższe! Nie mógł patrzeć jak Aksamitka wtula się w tego potwora! To nie był chłopak dla niej. Poraniony, podejrzany, brzydki… Zasługiwała na jakiegoś milszego, ładnego kocura!
- Ale... Masz dziwną przyszłość i wyglądasz jakoś przerażająco, więc... Na pewno chcesz coś złego jej zrobić, tylko się nie przyznajesz!
- Gdybym chciał jej coś zrobić złego, to już dawno nie miałbyś siostry - miauknął, wylizując ze spokojem swoje potężne łapy. - A już żyje z wami dwa księżyce, a ona chodzi po tym świecie, radosna jak zawsze.
Zmarszczył wściekle pyszczek. Tak tak… Nie był przecież głupi! On na pewno miał zamiar zrobić coś złego i dalej przekonywał o tym jaki on jest dobry… 
- Ah tak? A co jeżeli chcesz tylko nasze zaufanie, a potem się na nią rzucisz z tymi zębiskami?
- Czemu miałbym to robić? Twoja siostra nie jest moim wrogiem, bym chciał ją zabić. Wasz lider również nie żywi do niej negatywnych odczuć. Jest bezpieczna. Nie zamierzam się na nikogo rzucać. Chcę tylko żyć w spokoju i cieszyć się spacerami po plaży - powiedział, jakby mając nadzieję, że takie puste słowa wystarczą. Parsknął śmiechem. Co on sobie myślał, że jest dzieckiem? Czuł, że nie jest takim aniołkiem na jakiego się kreuje, niech przestanie w takim razie udawać spokojnego! Spacery po plaży, też coś!
- Ta, dobra sobie. A te blizny to się z nimi urodziłeś. Jesteś problematyczny pewnie, więc... Mam nadzieję, że jej nic nie zrobisz, bo będziesz miał do czynienia ze mną.
Olbrzym podrapał się łapą po głowie, zaciskając na moment oczy. Ugh, przecież to co mówił nie było głupie! Niech przestanie się gapić na niego jak na debila!
- Przecież już ci tłumaczyłem skąd je mam... - westchnął. - Nie słuchałeś? 
- Słuchałem! Ale mówiłeś też o jakichś współbraciach i szefie... Więc to jakaś straszna grupa była!
- Tak jak wasza grupa działa tutaj, tak w Siedlisku Wyprostowanych są podobne społeczności. W jednej z nich przyszło mi żyć, owszem. Jednakże to nie jest powód, bym rzucił się na kogoś w szale i pozbawił go życia. Nie jestem taki.
- No racja... Wyglądasz bardziej na takiego ociężałego... I tak dalej. To w takim razie, co robisz w wolnym czasie?- nagle zmienił temat, chcąc się dowiedzieć o nim choćby pierdoły. Skoro nie miał zamiaru odpowiadać na poważne pytania, to może chociaż usłyszy o nim trochę więcej, pozna go lepiej… I będzie wiedział czy jest niebezpieczny.
- Spaceruje po plaży, moczę łapy w morzu... Rozmyślam, drzemie... - miauknął. - Czasami również trenuje, by nie wyjść z wprawy.
- Oh. A co najczęściej trenujesz?- zagadnął, pomijając te nudne rzeczy. Kogo obchodziła jakaś drzemka? Żałosne.
- Wytrzymałość. Wzmacniam łapy, poprzez bieganie lub trenuje ciosy -  wyjaśnił. - A ty? Tak ciągle mnie o wszystko wypytujesz, a sam mało co mówisz.
Zmieszał się nieco. A co miał niby mówić? Nie miał żadnych ciekawych zainteresowań ani nie przeżywał jakichś przygód by o sobie opowiadać. Wolał słuchać.
- Ja... Uh, nie lubię o sobie opowiadać. Czyli trenujesz ciosy? Na drzewach?
- Różnie. Często uderzam w glinę, ponieważ mało tutaj drzew. - powiedział. - Jesteś bardzo ciekawskim kotem. - zauważył. Miał rację, ale… Czuł się lekko obrażony. Ciekawość nie była zła, potrzebował informacji o potencjalnym niebezpieczeństwie.
- Może i tak- wzruszył ramionami.- Ale jak to w glinę? Gdzie na przykład? Masz jakieś miejsce, które lubisz?
- A co? Będziesz mnie śledził i tam na mnie czekał? - Uniósł brew. - To moja sprawa. Nie słyszałem byś ty się zwierzał mi ze swoich wolnych dni.
- Bo ja nic ciekawego nie robię. A ty może byś mi na przykład coś pokazał, prawda? Bo żyłeś w innym miejscu i tak dalej…
Zmrużył oczy, jakby analizując jego słowa. Co on taki zdziwiony? Już nie można było prosić o korki?
- A co niby chciałbyś umieć? Nie masz od tego mentora? By uczył cię życia i potrzebnych umiejętności?
- No ale wiesz... Ty na pewno znasz jakieś różne inne rzeczy, bo byłeś samotnikiem! I na pewno wiesz coś fajnego. Czemu tak się nagle spinasz, jak cię obrażałem to tak się nie zachowywałeś!

<Niedźwiedź?>

23 października 2022

Od Niedźwiedziej Siły cd Urdzikowej Łapy

 To było jak rozmowa ze skałą. Zresztą kolejna, którą odbywał w tym dziwnym miejscu. Czy naprawdę większość klanowych kotów była tak... tępa? Urdzikowa Łapa możliwe, że w tym przodował, a w zasadzie był na równi z Aksamitną Łapą, pod względem upierdliwości. 
- Jak mam udowodnić ci, że nie mam złych zamiarów? - powiedział zamiast to.
Naprawdę był w stanie nawet zrobić przewrót na ziemi, jak niejeden pies Wyprostowanych, by ten przestał drążyć bezsensownie ten temat. Czy naprawdę prosił o wiele? Zwykły spokój. Nudziło go mówienie w kółko i w kółko tego samego. 
- Nie da się tak. Nie udowodnisz mi. Będę cię mieć na oku przez cały czas!
No i świetnie. Będzie jakiś dzieciak patrzył mu na łapy już do końca życia. Zamiast skupiać się na nim, powinien zając się swoim życiem oraz swoją siostrą. To ona w końcu najbardziej do niego lgnęła, a z jego poprzednich słów wynikało, że robiła to nie tylko do niego. 
- Wiesz... to dość męczące dla ciebie jak i dla mnie. Odpowiem więc na twoje pytania, jeśli to cię uspokoi. - Otworzył oczy, pragnąc już go jakoś spławić. 
- Jak dobrze umiesz walczyć. Powiedz dokładnie! Ile kotów pokonałeś w walce, ile razy przegrałeś... - zażądał point.
No ciekawy temat. Postanowił jednak odpowiedzieć na to zgodnie z prawdą, mając nadzieję, że to zaspokoi jego ciekawość. 
- Tak średnio, muszę przyznać. Jestem dość silny, lecz za bardzo na tym polegam. Wiele przegrałem walk, gdy stawałem w szranki jeden na jeden. Ze współbraćmi zwykle walczyliśmy wspólnie, korzystając z przewagi liczebnej. Lecz moje umiejętności się poprawiają, według mojej mentorki.
- Uh... Czyli nie aż tak źle. Nie muszę się ciebie aż tak obawiać... - burknął.
Czy miał poczuć się urażony tym, że kocur mu umniejszał? W zasadzie to... Miał to gdzieś. Mógł nawet uważać, że był beztalenciem lub głupim kocięciem, a to go by nie obeszło. Byle tylko pozbyć się natręta z głowy. 
- No widzisz. Mówiłem ci, że nie stanowię dla was zagrożenia. To wszystko? - zapytał, chcąc wiedzieć, czy udało mu się dokonać niemożliwego. 
- Na razie tak - odpowiedział Urdzik tylko, odwracając się do niego tyłem.
Skinął łbem, na powrót zamykając oczy. Teraz mógł odpocząć...

<Urdzik?>

[przyznano 5%]

22 października 2022

Od Urdzikowej Łapy Cd Niedźwiedziej Siły

 Niedźwiedź był według niego bardzo irytującym kotem! Ciągle udawał jakby nie miał emocji i wkurzał go tą jego biernością. Liczył, że może mu pokaże gdzie jego miejsce, a ten nawet nie chciał się bić! Całkowity wstyd, bo w końcu wydawał się niebezpieczny, groźny… I na pewno miał zamiar skrzywdzić jego rodzeństwo!
- Pazurami? Właśnie, skąd masz te brzydkie blizny?- zapytał ciekawy.
- Od mojego mentora. Raz się wkurzył i przesadził. To nie jedyna blizna jaką posiadam. - rzekł. - Gdybym nie miał tak długiej sierści, to pewnie nie wyglądałbym ładnie. Ona większość zakrywa - zauważył.
- Czyli naprawdę żyłeś w jakimś niecywilizowanym... Czymś. Mama też cię biła?
- Nie. Moja matka mnie porzuciła. Mym domem był szef, współbracia i mentor. Oni nie byli cywilizowani. Liczyła się tam siła. Siła równała się szacunkowi. Słabość była tępiona - wytłumaczył. Jacy niby współbracia? Czyli z tego co wynikało, jego mamusia go zostawiła jakiejś strasznej grupie… To nie mówiło o nim dobrze.
- Szef? Uh. Dziwne miejsce. Ale czemu ciebie niby matka porzuciła? Aż taki brzydki się jej wydawałeś?
- Nie była w stanie mnie utrzymywać i mnie im oddała - mruknął, o dziwo ignorując jego zaczepny komentarz. Niech to! Myślał już, że go wkurzy i w końcu się pobiją!
- To trochę słabo. Mnie matka kocha. Pewnie zazdrościsz. Ale nieważne. Gdzie masz jeszcze blizny?
Kocur wbił w niego twardy wzrok, który wskroś. Przerażający był. Taki duży… Potężny…
- Zazdrość nie jest mi znana, a moje blizny to moja sprawa - powiedział, po czym się odsunął. Co z nim było? Miał jakieś tiki nerwowe? Chciał wiedzieć o kocurze więcej i więcej, bo pewnie miał jakąś tragiczną przeszłość. 
- Czemu się odsuwasz?- przekrzywił łeb. Zaczął przyglądać się bardziej jego ciało.- To nie jest twoja tylko sprawa. Muszę wiedzieć, jak bardzo niebezpieczny jesteś.
- Odsuwam, ponieważ już jedna kotka, wpychała mi swoje łapy pod futro, a nie lubię jak ktoś dotyka mnie bez mojej zgody. 
- Jaka kotka?- zmarszczył brwi. Miał dużo sióstr, więc… Co jeżeli znowu to ktoś z jego rodzeństwa się w coś wpakował? A on tak chciał ich chronić…
- Aksamitna Łapa. Tak się przedstawiła. Bardzo... bezpośrednia.
Spojrzał ze wściekłością. Czyli jednak, znowu Aksamitka!
- Ona? Na pewno? Cholera...- wymamrotał. Czemu jego siostra podkochiwała się w każdym?! To już było chore!
- Coś nie tak? Jeżeli ją znasz, powiedz by nie zachowywała się tak... nietaktownie. Chcę spać obok mnie oraz miauczy jakieś głupoty o moim imieniu.
- Co?! Nagadałeś jej coś czy jak? Znam ją, bo to moja siostra i nie pozwolę by obok ciebie spała! Zrobisz jej krzywdę!
- Nic jej nie nagadałem. Nie zrobiłbym jej nic, nie martw się o to. Też nie chcę, by spała obok mnie.
- Ty byś jej nic nie zrobił?! Jesteś niebezpieczny! Masz blizny i jesteś wielką górą mięsa!
- Może i jestem, lecz naprawdę nie interesuje się krzywdzeniem nikogo z was. - położył się. Udawał takiego miłego, a on był taki bezczelny!
- A co jeżeli mnie właśnie okłamujesz i twoim planem jest wybić takie małe naiwne kotki jak moja siostra?!
Kocur znowu westchnął przeciągle zamykając oczy. Nudziła go ta rozmowa?
- Wyglądam ci na takiego? Z łaski swojej daj mi już odpocząć. Nie interesuje się wami w taki sposób.
- Wyglądasz! Jesteś duży i wyglądasz na strasznego! Nie mogę ci pozwolić spać, dopóki się nie dowiem o tobie wszystkiego!- powiedział twardo, ignorując to, że bury znowu westchnął. Co on taki leniwy był, on chciał się z nim bić!
- Nikt nie wie wszystkiego o kimś innym... Ja ciebie nie znam. Zwierzać się nie będę, skoro to jednostronna korzyść.
- Ale ja muszę wiedzieć, na wypadek gdybyś coś zrobił mojemu rodzeństwu!
- Nic nie zrobię - zapewnił. - Nie mam celu, by w ogóle nad tym się zastanawiać.
- Nie wierzę ci. Na pewno jakiś masz- fuknął zły. Ukrywał swoją złą naturę!

<Niedźwiedź, pogromco małych kotek?>

[przyznano 5%]

20 października 2022

Od Niedźwiedziej Siły cd Urdzikowej Łapy

*przed zajściem w ciąże przez Złotą Pręgę*

Wrócił z treningu szybciej niż wcześniej. Złota Pręga przyjrzała się jak poluje, a gdy udało mu się coś złapać, stwierdziła że dobrze sobie poradził i mogą wracać. Liczył na bardziej... wytrwałościowe szkolenie. Najwidoczniej będzie musiał wznowić swoje ćwiczenia na plaży, skoro tak to miało wyglądać. Kotka zaczęła się zbytnio lenić, co też już zauważył. 
Wszedł do legowiska uczniów, które dalej się tworzyło, a które wskazała mu mentorka. Omiótł wzrokiem otoczenie. Widząc kocurka, z którym rozmawiał nie tak dawno temu, ułożył się na uboczu na litej skale, a nie mchowym posłaniu. Nie zamierzał kraść komuś czegoś, co nie było mu potrzebne. Jego długa sierść skutecznie izolowała chłód skały. Jedynie w poduszki łap czuł nawiew, ale nie takie rzeczy znosił. 
Słysząc kroki, ujrzał nad sobą Urdzikową Łapę, z nadętymi policzkami. 
— Jesteś... Uczniem? — zapytał go. 
Nie miał pojęcia dlaczego się temu tak dziwił. Przecież Lamparcia Gwiazda jasno i wyraźnie mówił słowa mianowania. To był już kolejny kot, który nie słuchał jego słów, co go szczerze dziwiło oraz martwiło. 
— Tak się tym dziwisz? Sam lider prowadził ceremonie, w której dostałem mentora. Nie znam waszych tradycji. Podobno uczniowie są łapami, a ja dostałem... według was normalne, według mnie dziwne imię. — wyjaśnił, mając nadzieję, że te słowa zaspokoiły jego ciekawość. 
— No właśnie! Nie masz uczniowskiego imienia! To niesprawiedliwe! — powiedział point z żalem.
Czuł co zaraz nadejdzie, ponieważ już nieco go poznał, gdy go zaczepił, gryząc go w łapę. Ten osobnik miał jeszcze mleko pod nosem, zachowując się niczym godne pożałowania kocię. 
— To nie była moja decyzja — przypomniał mu. — Skoro lider mi je nadał, powinieneś uszanować jego wole, a nie zachowywać się jak zazdrosne kocię.
— Mogę być zazdrosny, bo to niefajne jest, że ty masz imię wojownika a ja nie! A oboje jesteśmy uczniami! — wyżalił się. 
Jakoś miał to gdzieś. Czemu miał jakoś w to wnikać? To był problem kocura, a nie jego. Gdyby miał nawet imię kocięce, czy też inne, zaakceptowałby je, bo tak nakazywał mu obyczaj. Skoro płakał mu nad uchem, bo coś było nie fair, to nie zamierzał go pocieszać i klepać po główce. Im szybciej nauczy się, że takie jest życie, tym miał większe szansę przetrwać w tym okrutnym świecie. 
— To idź do lidera i powiedz, by mi zmienił je na łapę. Mi bez różnicy jak się zwę — Wzruszył ramionami nieprzejęty. 
Ujrzał jak "kociak" naburmuszył się.
— Jesteś strasznie zarozumiały.
No to go zaskoczył. Nawet się nie spodziewał, że na takiego brzmiał. Prędzej wyczułby, że daje mu subtelne sygnały, by dał mu spokój i odczepił się od jego osoby. 
— Jestem? — zdziwił się. — Nie umniejszam twej godności, jeżeli to masz na myśli. Jeżeli czujesz się urażony, wybacz. Uczę się życia w waszej społeczności i nie wiem jeszcze, jak powinienem się tu zachowywać.
Oby to go przekonało, bo naprawdę nie chciał obrazić swojego rozmówcy, mimo tego, że ten już kilkakrotnie złamał wiele zasad dobrego wychowania. Przypominał mu rozpuszczonego pieszczocha Wyprostowanych. Czasami młode kiciusie, właśnie cechowały się takim roszczeniowym zachowaniem. 
— Nie wiem czy się tego nauczysz. To bardzo trudne. Jak widzisz, zachowujesz się jak obdartus i dziwnie... Więc to będzie długi proces —zmarszczył nosek.
Jeżeli w końcowym etapie miał zachowywać się podobnie co on, to... Wolał podziękować. Sam znajdzie odpowiedni sposób na komunikację z tymi kotami, nie nadeptując im na odcisk. Wystarczyło mu spokojne życie bez problemów. Nawet jeśli nie miałby przez to znajomych i zachowywał się jak odludek, zaakceptowałby ten stan, tak jak zawsze.
Skinął mu łbem.
— Mnie inaczej wychowywano. Trudno pozbyć się czegoś, co wbijano do łba pazurami — miauknął do niego. — Postaram się jednak nie zawieść waszych oczekiwań. Jestem gotowy na wszelkie poświęcenie. — powiedział, mając nadzieję, że uspokoił tymi słowami kocurka. 

<Urdzik?>

[przyznano 5%]

13 października 2022

Od Urdzikowej Łapy Cd Niedźwiedziej Siły

 Prychnął lekko. Zaszczyt rozmawiać? Też coś. Nowy samotnik był jakiś totalnie dziwny. Co chwilę mówił głupie rzeczy (bo zbyt spokojne). Spodziewał się po nim jakiejś agresji czy coś w tym stylu skoro jest taki duży, potężnie zbudowany, a tu klops. Był… Inny niż się spodziewał. Całkowicie odmienny, niepasujący do tego jakie sprawiał wrażenie.
- Dziwny jesteś. Bardzo dziwny.
- Nawzajem. Wasza kultura jest mi obca i dużo rzeczy jeszcze nie pojmuje. Mam nadzieję, że nie będziesz żywił do mnie negatywnych odczuć z uwagi na nadane mi wcześniej imię- miauknął do niego. Jasne, on by nie miał być na to zły? Był zły! Bo jakiś obcy kot nagle stawał się wojownikiem i sprawiał wrażenie niebezpiecznego! Miał już poważne imię, pewnie i umiejętności… Ale przyjęli go z otwartymi ramionami, a nie powinni!
- No ja tam nie wiem. Jesteś jedną wielką górą mięsa, jeśli zranisz moje rodzeństwo to już po tobie!
- Nie mam na celu nikogo skrzywdzić. - odparł ze słyszalną pustką w głosie. - To byłoby nierozważne
- Ale skąd ja mam wiedzieć jakie są twoje zamiary! Wyglądasz na bardzo niebezpiecznego!
- Środowisko przystosowało mnie do życia w nim. Ktoś o miłym pysku, zwykle kończy martwy - wyjaśnił mu. - Dziwi mnie to, że tego nie wiesz. Wasz klan zdaje się wojowniczy. Musicie być twardzi. 
Zmarszczył pyszczek. Ten kot się wymądrzał i tyle! Zgrywał nie wiadomo jakiego mądralińskiego, który wszystko o świecie wie! Irytował go swoim każdym słowem!
- Jesteśmy wojowniczy! I twardzi! Na pewno lepsi od takich obdartych samotników jak ty.
- Niewątpię. - miauknął zgodnie z prawdą. - Samotnicy rzadko mogą liczyć na profesjonalne wyszkolenie. Zwykle czerpią przykłady z otoczenia, popełniając błędy swoich poprzedników. Wasza grupa jest bardziej zorganizowana pod tym względem.
Zawarczał gardłowo. On sobie z niego jaja robił?! Utrzymywał ten "spokój", który go straszne złościł.
- Czemu mówisz z takim spokojem?!- krzyknął na niego, jeżąc się na całym ciele. On oczywiście nie zareagował. Głupi Niedźwiedź!
- Czemu miałbym się złościć? - nie za bardzo go chyba rozumiał. - Emocje przysłaniają klarowność sytuacji. Lepiej widzieć więcej niż być przez nie zaślepionym.
Zasyczał wściekły. Zgrywał mądrego? To niech dalej zgrywa! Ustawił się w pozycji bitewnej, szykując się do skoku. Ten dalej nic. Niech to jasny gwint! Po prostu się gapił i nic z tym nie robił!
- Wściekły lis zwykle kończy jako pierwszy w paszczy wilka - rzucił powiedzeniem, które znał
Użarł go w łapę jak głupie dziecko. Nie chciał go żreć… Ale musiał! Udawał kogoś bezpiecznego i dobrego! Ten strząsnął go jak zwykłego rzepa. Przecież… Nie był taki lekki! Chyba, że dla niego tak…
- Pójdę już - ogłosił, odchodząc od niego bezczelnie. Z piskiem uderzył w ziemię, przewracając się na bok. Na Klan Gwiazd, czy on naprawdę dał się pokonać jakiemuś zapchlonemu, niebezpiecznemu kocurowi?
- Czemu idziesz? Boisz się? Boisz?
Nie odpowiedział mu co go strasznie wkurzyło, dalej posuwając się leniwie i ociężale naprzód. Prychnął jedynie, odchodząc do legowiska uczniów. Nie będzie na takich imbecyli czasu tracił!

<Niedźwiedź?>

[przyznano 5%]


12 października 2022

Od Niedźwiedziej Siły do Urdzikowej Łapy

 Wyruszył z mentorką na trening. Tak jak polowanie mu wychodziło bez zarzutów, tak problemem był jego styl walki. Wiedział, że był okropny, lecz w świecie, w którym żył, liczyła się siła, zaskoczenie oraz oczywiście walka w grupie. Nigdy nikt ze współbraci nie był sam, gdy szarżowali na wroga, czy też będąc na patrolu, czy podczas zleceń wydawanych przez szefa. Byli niczym jeden organizm. 
Kotka uczyła go uników oraz panowania nad masą. Był duży oraz okropnie zarośnięty, a to swoje ważyło, przez co wynik walk, zawsze chylił się na korzyść rudej. 
— Zapamiętaj. Strategia to podstawa. Bez niej, nawet szarżując, jesteś skazany na porażkę. — wyjaśniła, pozostawiając go przed wejściem do jaskini. 
Na dzisiaj to był koniec. Powinien pomóc w budowie obozu. Przynieść mech, rozejrzeć się po terenie, czy przypadkiem ponownie nie kręciły tu się zdziczałe psy lub przydać się jakoś inaczej. 
Gdy tak rozmyślał, co mógłby zrobić, podszedł do niego nieznany, młody kot. 
— Kim jesteś? —zapytał twardo, podnosząc głowę by na niego spojrzeć.
Zmierzył go chłodnym wzrokiem. Jego tonacja nie brzmiała miło, co było pierwszym sygnałem, że kocurek nie był zadowolony z jego obecności w tym miejscu, a więc należało zachować ostrożność. Spodziewał się zainteresowania swoją osobą. Kwestią czasu było, kiedy zaczną go wypytywać o szczegóły. Był w końcu dla nich kimś obcym. 
— Zwę się Niedźwiedź, a raczej Niedźwiedzia Siła, tak jak nadał mi to miano wasz lider — wytłumaczył pointowi. 
— Nie o takie coś mi chodziło! — powiedział twardo, lekko drżąc pod wpływem jego spojrzenia. — Dlaczego tu przyszedłeś, szukasz guza?
Jego słowa go zdziwiły. Jeszcze nie zetknął się z taką agresją z pyska nikogo w tym miejscu. Może to ze względu na Złotą Pręgę, która swoim pozytywnym nastawieniem do życia, uważał ich wszystkich za osoby mało konfliktowe. 
— Skądże. Nie szukam. — odparł ze spokojem. — Naszliście moje tereny, a nie chciałem się z nimi żegnać, więc postanowiłem żyć z wami w symbiozie, jako jeden z was.
— Twoje tereny? Twoje? To dobrze, że się zgodziłeś do nas dołączyć. Nasi wojownicy by cię pokonali dość szybko. — przechwalał się uczeń.
Nie wątpił w jego słowa. Rzeczywiście to było prawdopodobne. Gdy pierwszy raz natknął się na ich grupę, zdawał sobie sprawę ze swojej porażki. Nie zamierzał więc kryć się z tym przed swoim rozmówcą, potwierdzając jego słowa. 
— Owszem. Tak by zapewne było — mruknął. — A jak brzmi twe imię? 
Point zmarszczył nos.
— Urdzikowa Łapa. A co ci do tego? 
— Lubię wiedzieć z kim mam zaszczyt rozmawiać — wyjaśnił kocurkowi.

<Urdzik?>

[przyznano 5%]