BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcza Dusza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcza Dusza. Pokaż wszystkie posty

21 kwietnia 2017

Od Wilczej Duszy C.D Motyla, Milczącej Sadzawki

*Małe cofnięcie się w czasie*

 Samotniczka owinęła łapy ogonem, przysuwając Motyla do siebie. Łzy mimowolnie napływały jej do oczu, aby potem spaść na ziemię. Kocica westchnęła smętnie i polizała synka.
- Wszystko... wszystko będzie dobrze, Motylku.- Odpowiedziała.- Chodź, wróćmy do Dziupli.- Dodała po chwili. Przez całą drogę wlokła się, w głowie krążyła jej tylko jedna myśl: ''Dlaczego on?"
Do legowiska wskoczyła bez entuzjazmu, od razu położyła się na suchym mchu, aby odpocząć po tym smutnym przeżyciu.


*Opowiadanie Milczącej*

- Może mogę wam jakoś pomóc?- Spytała wojowniczka. Wilcza Dusza odwróciła głowę w jej stronę. Już miała syknąć coś niemiłego, zaadresowanego do Milczącej Sadzawki, kiedy nagle Motyl pisnął cichutko.
- M-mamo... może jakoś u-uda jej się nam pomóc-c?- Wyszeptał, spoglądając na matkę rozszerzonymi, zaszklonymi oczyma.
- A co jeśli to pułapka?- Samotniczka wyglądała na pewną swych słów.- Skąd mam wiedzieć, że nie chcesz nas zwabić w zasadzkę?
Trzepała gniewnie ogonem, wbijając groźne spojrzenie, mówiące ''Tylko tkniesz moje dzieci, a pożałujesz!'' w niebieskawą kocicę. Malinka spojrzała na rodzicielkę pytająco.

<Milcząca?>

18 kwietnia 2017

Od Wilczej Duszy C.D Milcząca Sadzawka

- Dług spłacony.- Syknęła niebieskawa, po czym sztywnym krokiem wyszła z Dziupli. Wilcza Dusza patrzyła w tamtą stronę jeszcze chwilę, aż w końcu odetchnęła głęboko, i zaczęła wylizywać Motyla starannie. Kociak drżał i popiskiwał. Nie dobrze. Kocica zmartwiła się. Kilka razy trzepnęła puchatym ogonem, kładąc się przy kocurku i przytulając go do siebie. W końcu Motyl przestał się trząść i spokojnie zasnął. Malinka jednak nie miała tego w planach. Ostrożnie podeszła do suchych, leczniczych roślin, odłożonych w kącie legowiska. Samotniczka w końcu oderwała wzrok od synka, patrząc na koteczkę, bawiącą się nagietkiem. Wyglądała uroczo.

***Time skip - kilka dni po śmierci Bzowego***

  Kotka ziewnęła, przeciągając się. Delikatne promienie słońca wpadały do legowiska, rozświetlając je. Motyl podszedł do matki, uśmiechając się delikatnie. Jest taki uroczy. Dobrze, że nie poznał jeszcze okrucieństwa tego świata. Prychnęła w myślach, wyglądając na zewnątrz. Można było poczuć lekki powiew wiatru, usłyszeć szum drzew i krzewów, wyczuć zapach zwierzyny... No właśnie, zwierzyna! Teraz sama będzie musiała o nią zadbać. Chociaż... Kocięta są już chyba dość duże, aby zacząć lekcje, prawda?


<Milcząca Sadzawko?>

22 marca 2017

Od Wilczej Duszy C.D Milcząca Sadzawka

- Spokojnie, nie jestem mordercą...- Parsknęła z ironicznym uśmiechem na pysku, widząc wzrok wojowniczki Klanu Wilka- Mówiłaś o jakimś długu... jest jedna rzecz którą mogłabyś dla mnie zrobić. Moje kocięta kilka dni temu zniknęły bez śladu. Jeśli mogłabyś je odnaleźć spłaciłabyś dług. Jeden z nich jest dość duży, czarno-biały, wesoły... Druga to mały łobuz, cała czarna. Mają na imię Motyl i Malinka.- Skończyła. Niebieskawa kotka kiwnęła głową. Może nareszcie je znajdę? Pomyślała radośnie Wilcza Dusza, odsuwając zioła na bok, i oplatając rany niebieskookiej pajęczyną. Na dworze padał śnieg, może, że ostatni tej Pory Nagich Drzew, ale wszystko możliwe. Długowłosa odłożyła wszystkie używane medykamenty do pęknięcia w Drzewie, po czym obróciła do rannej. Klanowiczka oczyszczała właśnie futerko na swoim barku z zaschniętej krwi i brudu, który się do niego przyczepił. Wilcza Dusza obejrzała ją jeszcze raz, tym razem dokładniej. Doszła do wniosku, że takie opatrzenie wystarczy, chociaż nie była specjalistą. Tu przydałby się Aster. Ale niestety, Gwiezdny Klan już dawno go zabrał... Czarna kocica zmarszczyła nos. Jeśli pozwoli wojowniczce odejść, a pajęczyny się zerwą, odsłaniając rany to będzie to jej wina... Ale przecież nie może jej tu trzymać w nieskończoność! Samotniczka pomyślała chwilę. Może uda się to zorganizować w taki sposób, aby mogła jednak pójść? Nie... nie da rady...


<Milczka?>

11 marca 2017

Od Wilczej Duszy C.D Bzowy Błysk

  Kotka uśmiechnęła słysząc słowa partnera, ale posmutniała przypominając sobie nastawienie jego ojca do samotników. Pewnie powie coś w stylu ''Więcej tego namnożyliście?!" albo ''Po co tyle tego samotniczego ścierwa?". Na samą myśl o takich obelgach Wilczą zalewała krew. Jak można na coś takiego pozwolić?!


  Bzowy Błysk właśnie wszedł do Dziupli. W pysku trzymał dosyć tłustego gołębia, z obrączką na nodze, chudego królika i małego wróbla dla kociąt. Ułożył się obok kotki, po czym uśmiechnął się. Widać, iż polowanie się powiodło. Odłożył ptaka przed partnerką, a gryzonia wziął dla siebie.
- Widzę, że ci się poszczęściło.- Zamruczała czule, ocierając się o kocura.
- Tak.- Odparł, odgryzając kawałek futrzaka.- Widziałem jeszcze więcej zwierząt, ale były bardzo chude.- Powiedział gorzko. W tym momencie uwagę matki zwrócili Motyl i Malinka, którzy nieudolnie podgryzali - a raczej próbowali podgryzać - wróbla. Wilcza Dusza podeszła do nich, mniej-więcej pokazując jak powinni to robić, by naprawdę cokolwiek zjeść.



   Obudziły ją ciche szepty.
- Na pewno nie dasz rady, wymiękniesz.
- Ja nie dam rady? Zakład?
Matka podniosła wzrok na swoje kocięta, które stały przy zwisającym kawałku kory. Często służył on do zabawy... Borsuczkowi...

<Motyl? Malinka?>

05 marca 2017

Od Wilczej Duszy C.D Malinka

  Kotka spojrzała na swoje dzieci z troską. Są już takie duże! Na pewno będą znakomitymi łowcami. Wyobrażała sobie dzień, w którym Motyl przyniesie do Dziupli zająca... W którym Malinka złapie wiewiórkę... Napełniało ją to dumą. Wiedziała, że te dwie, małe kluseczki będą świetne. Coś jednak nie dawało jej spokoju. Borsuczek. Jej pierworodny, zaginął już dawno temu, ale wspomnienia zostały. Wizje jego przerażonego wzroku nie dawały Wilczej Duszy spać po nocach. Ale... Czy jego wzrok był wtedy przerażony? Niby tego nie wiedziała, lecz czuła, że tak.



  Obudziła się w nocy. Bzowy leżał obok niej. Drzemał. Tak samo jak kocięta. Zresztą, kto by nie spał? Księżyc górował, gwiazdy świeciły jasno... Wilcza widziała w nich duchy. Wierzyła w Klan Gwiazdy, dzięki matce. To właśnie ona, Stokrotkowy Płatek, ją tego nauczyła. Opowiadała o przodkach. Kotka westchnęła. Spojrzała na partnera, po czym wtuliła się w niego i czule polizała między uszami.
- Kocham cię...- Zamruczała. Wiedziała oczywiście, że kocur tego nie słyszał.


  Krok. Stukot. Puk. Trzask. Kocica zerwała się na równe łapy. Bzowy Błysk wyszedł z Dziupli. Wilcza odetchnęła z ulgą. Bała się, że to może jakiś... Dwunożny?


<Bez?>

25 lutego 2017

Od Wilczej Duszy C.D Bzowy Błysk

 Bzowy polizał kocięta między uszami. Kotka zaczęła jeść królika. Rzeczywiście, była naprawdę wyczerpana opieką nad tymi dwoma głodomorami, ale ile one szczęścia jej dawały! Matka oczywiście nie zapomniała o Borsuczku. Nadal go kochała... Gdziekolwiek był. Czy tam wysoko, a może na terytorium jakiegoś Klanu?



 Wilcza Dusza obtuliła kocięta ogonem i zamruczała coś pod nosem. Bzowy niedawno znów przyszedł z polowania, zostawiając świeżą zdobycz, w postaci dwóch, chudych myszy, po czym znowu wyszedł. Zakochani bowiem obmyślili pewien plan- zgromadzenie żywności. Wtedy jej partner nie musiałby wychodzić codziennie na polowanie, a co za tym idzie, spędzaliby więcej czasu razem. Podobał im się ten pomysł, nawet bardzo.


  Kotka otworzyła oczy. Stał przed nią Bzowy. W pyszczku trzymał drozda i mysz.
- Poczekaj chwilkę. Zaraz przyniosę resztę.- Miauknął, odkładając pożywienie obok Wilczej, a po chwili był już z powrotem. Tym razem w pyszczku trzymał naprawdę wychudłego zająca oraz jakiegoś małego ptaszka, najpewniej sikorkę. Kocica obróciła się na bok.
- Więcej nie udało mi się złapać.- Zamruczał smutno kocur. Wilcza wstała, po czym polizała go po policzku i zamiauczała:
- To i tak dużo.
- Ale za mało.- Odpowiedział.
- Hej, nie martw się!- Parsknęła, wtulając się w futerko kocura. Po chwili zaburczało jej w brzuchu, więc wzięła sikorkę, odgryzając kawałek po kawałku (a wcale tych kawałków dużo nie było). Bzowy Błysk jednak zabrał szkielecik ptaka i miauknął poważnym tonem:
- To za mało.
Kiedy podsunął kocicy mysz ona wyraźnie zaprzeczyła znakiem ogona. Partner w końcu zrezygnował z prób namówienia Wilczej Duszy do zjedzenia większej porcji, kiedy nagle oboje usłyszeli pisk głodu. Czarna kotka podeszła do dzieci, a po chwili leżała już na boku tak, aby było im wygodnie napić się mleka. Malinka chwiejnie podeszła, odpychając brata łapą. Motyl tylko warknął coś pod nosem, po czym odepchnął siostrę.
- Przestańcie!- Syknęła matka karcąco patrząc na dzieci.

<Dzieci?>

22 lutego 2017

Od Wilczej Duszy

 Kotka wylizała maluchy, po czym obtuliła je ogonem, jedząc wcześniej upolowanego przez jej partnera królika. Czuła jednak, że maluchy o tej porze to niedobry znak. Zaraz zaczyna się pora nagich drzew. Co wtedy zrobią? Wzięła głęboki wdech, po czym rozluźniła się lekko. Nawet nie nazwała jeszcze swoich dzieci. Przypomniała sobie porę zielonych liści i wpadła na pomysł- Motyl i Malinka. Spojrzała jeszcze na wejście do Dziupli, ponieważ Bzowy niedawno wyszedł na polowanie, po czym ziewnęła i przygarnęła pełzające kluseczki do siebie oraz polizała je czule.
- Dajcie mamusi się wyspać.- Zamruczała i zamknęła oczy. Kiedy tak drzemała Malinka poruszyła łapką ogon Wilczej, aż w końcu odkryła jak przesuwa się ''blokadę''. Wygramoliła się i podeszła do szczątek królika, których matka nie zdążyła jeszcze zakopać. Wtem do Dziupli wszedł Bzowy Błysk i, widząc zachowanie swojej pierworodnej, wziął ją delikatnie, układając przy boku matki i polizał partnerkę między uszami.



 Wilcza Dusza ziewnęła i spojrzała na swoje puchate kuleczki, uśmiechając się. Pamiętała jeszcze jak sama była takim małym, bezbronnym futrzakiem, skłonnym do zabaw i nie myślącym o okrutnym świecie oraz codziennościach. Ze świata wspomnień wyrwał ją głos partnera.
- Idę na polowanie.- Miauknął.
- Nie idź jeszcze.- Pisnęła kotka szybko, aby na pewno zatrzymać partnera w Dziupli.- Zostań. Nie jestem głodna, a ty?- Dodała nieco wolniej.
- Też nie jestem.- Odparł, po czym zawrócił w stronę Wilczej i ułożywszy się u jej boku zamruczał czule.- Kocham cię.
- Ja ciebie też...- Odparła, mrużąc oczy, kiedy język kocura przejechał po jej policzku. Jak mogła wcześniej nie zauważyć, że świat oferuje również tak piękne doznania jak miłość i szczęście? Czy była zaślepiona gniewem kierowanym do morderców ojca oraz matki? A potem także brata? Możliwe. Kiedy otworzyła oczy, usłyszała ciche popiskiwanie. Spojrzała w stronę swojego potomstwa. To Motyl, domagał się właśnie mleka. Wilcza obróciła się na bok, aby dać synkowi dostęp do pożywienia, a ten zaczął pić.



 Słońce rozpoczęło szczytowanie. Bzowy Błysk wyszedł coś upolować, jednak przed tym zawarł z partnerką umowę- będzie blisko Starego Drzewa. Teraz kotka tuliła kociaki do siebie, mrucząc cicho jakieś nie zrozumiałe rzeczy, które miały za zadanie je uspokajać. Kiedy Malinka wydała z siebie dźwięk głodu (a był on dość donośny u tej kotki...) matka obróciła się, aby ją wykarmić, gdy do Dziupli wszedł jej partner. Bzowy położył przed kotką królika i takiego samego (no może trochę chudszego) przed sobą. Wilcza zamruczała w podziękowaniu, po czym odgryzła duży kawałek zwierzęcia i rozpoczęła proces żucia, wtulając się w ciepłe futro kocura po lewej i posłała mu łagodny wzrok swych zielonych oczu.


<Motyl? Malinka?>





17 lutego 2017

Od Wilczej Duszy

Poszukiwania nie zaowocowały. Co teraz miałaby począć przyszła matka? Przecież to jej pierworodny! Kotka wstała. Wyskoczyła z dziupli. Bzowy Błysk wyszedł akurat na polowanie. Wilcza Dusza wlokła się dalej, dróżką, którą znała od czasu dzieciństwa. Dróżką, prowadzącą na polanę z zającami. Może i nie zdoła upolować żadnego długoucha, ale myszy i inne, mniejsze ssaki zapadają teraz w sen zimowy. A co za tym idzie? Jest ich wszędzie pełno, bo zbierają zapasy, póki czas. Po jakimś czasie kotka dotarła na miejsce. Zastała tam stado zajęcy, skubiących trawę, a także wyczuła zapach nornicy. Idealnie. Zaczęła iść za świeżą wonią, aż dotarła do niewielkiego ssaka. Niczego nieświadome stworzonko gryzło właśnie orzecha, kiedy przyszła matka rzuciła się na nią. Chociaż... bez skoku było trudniej. Zwierzę uciekało, ale kotka była szybsza i jednym ruchem przygwoździła drobną istotę do ziemi, zagryzając. Po chwili małe ciałko leżało bezwładnie na piaszczystej, jałowej ziemi. Kotka uśmiechnęła się szyderczo i wróciła do dziupli. Gdy do niej wskoczyła, Bzowy Błysk już na nią czekał. Koło niego leżał zając i dwie myszy.
- Gdzie byłaś?- Spytał z troską.
- Na polowaniu.- Odpowiedziała, odkładając nornicę obok zdobyczy partnera, po czym położyła się tuż przy nim i wtuliła w jego grube, lśniące i długie futro.- Upolowałam coś dla ciebie.- Zamruczała, a oboje wzięli zdobycze, aby je zjeść.


Następnego dnia obudził ją niewyobrażalnie bolesny skurcz. Skurcz, którego już kiedyś doznała. To... PORÓD. Szturchnęła partnera łapą, a ten zaraz się obudził.
- Bzowy... To... JUŻ!- Miauknęła z bólem. Kocur od razu wstał. Widać było, iż nie za bardzo wiedział, co ma zrobić. Kocięta jednak nie zwlekały. Już kilka minut później, przy boku kotki leżał młody kociak, a za chwilę- kolejna kluska. Wilcza Dusza uśmiechnęła się mocno.

<Dzieci?>

13 lutego 2017

Od Wilczej Duszy C.D Bzowego Błysku

Złość się w niej gotowała. Wrzała. Jak ojciec Bzowego mógł nienawidzić Samotników?! I jeszcze być wcześniej członkiem Klanu Nocy! Prychnęła, aby wyładować nieco gniewu, ale nie za bardzo pomogło. Mimo to szła dalej za partnerem, który najpewniej nie miał o niczym bladego pojęcia. A może i miał, ale nie chciał mieszać się w sprawy tak wrednej oraz oschłej kotki? Mimo, że znaczyła dla niego TAK WIELE? Wilcza trzepnęła gniewnie głową. Nie! On na pewno zapytałaby... gdyby wiedział! Prychnęła w myślach. Chyba nie ma zamiaru w tej chwili jej zostawić, prawda? Jeśli by to zrobił, z miejsca trafiłby na pierwsze miejsce Listy Wrogów. Kto jak kto, ale nawet największy głupek wie, że Lista Wilczej Duszy nie jest byle jaką Listą. O co to, to nie! Można ją raczej nazwać mianem ''Listy Kotów do Wyeliminowania''.



Przeszli koło kolejnego z płotów, kiedy nagle Bzowy Błysk zatrzymał się i miauknął:
- To tutaj mieszka Chris. Chodź.
Kiedy przeskoczyli płot, do którego kotka żywiła pewien rodzaj urazy, zobaczyli pręgowanego kocura.
- Charin! Witaj!- Zamruczał.
- Cześć, Chris. Nie widziałeś może czarnego kociaka z zielonymi oczami?
- Nie, a czemu pytasz?
- To nasze kocię.- Warknęła Wilcza.

<Bez? Wilcza będzie wkurzona, jak coś...>

11 lutego 2017

Od Wilczej Duszy C.D Bzowego Błysku

 Wilcza Dusza wyszła za swoim partnerem. Trudno by było stwierdzić, że w ogóle nie przejmowała się losem pierworodnego. Nie, ona po prostu nie wierzyła w to, że przeżył. Na pewno zabił go ten brutalny, czarny kocur. Ten, co był odpowiedzialny także za śmierć Astrowego Pola. Ale i tak poszła za Bzowym. Bo co miała do stracenia? Jeśli rzeczywiście kocur ma rację, to Borsuczek siedzi teraz bezpiecznie w którymś z Gniazd Dwunożnych. Ten scenariusz dodawał matce nowej energii. Jej partner rozpoczął prowadzenie, a ona szła łapa za jego łapą, rozmyślając przy okazji jak bardzo się ucieszy ze spotkania synka. Ciąża nie przeszkadzała jej tak bardzo, jak można by było się spodziewać. Teraz Wilcza Dusza szła po swoje. Po coś, a raczej kogoś, kogo kochała.
- Nie może iść szybciej?- Miauknęła niecierpliwie po pięćsetnym uderzeniu serca. Bzowy Błysk zatrzymał się i spojrzał w jej oczy czule.
- Możemy, ale jesteś w ciąży i nie chcę, aby kociętom coś się stało.- Zamruczał spokojnie, po czym dalej maszerował. Wilcza Dusza nie zwalniała. Nie czuła dużego zmęczenia, a w tym momencie nawet śmiałe zmęczenie tonem głosu partnera. Przecież to jej kocię! Nie może dać mu zginąć! Może coś mu grozi?! Na przykład DWUNOGI! Mogą mu coś zrobić! Ta myśl nie dawała matce spokoju. Przyśpieszyła tempa, ale nie rzuciła się do biegu. Wtedy Bzowy najpewniej by jej nie dogonił, a ona sama tam nie trafi. Wystawiła pazury, ledwo nie przewracając się przy każdym kroku, stawianym na miękkiej glebie. Wiedziała jaki jest cel. Dążyła do niego. Musiała. Jest jego matką. Dobra matka nie porzuca kociaka. Nigdy. Jej matka nie zostawiła swoich, mimo, że nie mieli dużo pożywienia. Wilcza czuła wielką pustkę, a zarazem smutek w swym sercu, które dla niektórych mogło wydawać się czarne i kamienne, jak jej ojca. Prawda była inna. Pod jej ostrością i wrednym usposobieniem kryła się... czułość. Czułość okazywana tylko najbliższym jej kotom. Będąca jednak kruchą częścią kotki, która w każdym momencie mogła się zawalić, robiąc z Wilczej Duszy Kamienne Serce. Lecz ona tego nie chciała. Kocha Bzowego, Borsuczka, a także te nienarodzone kuleczki w swoim brzuchu. Tak samo kocha tych, których już z nią nie ma. Mamę, Astra, a także ojca, chociaż dowiedziała się już o mrokach jego serca (od brata). Lecz jej serce miało też ciemniejszą stronę. Tam chowała swe najczarniejsze sekrety. O porwaniach ojca, o skrytych myślach w których zabija swych wrogów (a może były to i marzenia?)... I o wielu gorszych rzeczach, o których pewnie nikomu się nie śniło. Ale... co dokładnie to spowodowało? Chęć pomszczenia ojca? Pamięć o śmierci matki? Widok umierającego brata, któremu nie mogła pomóc? Zniknięcie syna? A może coś zupełnie innego...? Nie wiadomo. Czymkolwiek by było, było silniejsze od dobroci i powoli zmieniało kotkę w wredną istotę, łaknącą krwi swych wrogów. A wrogów było wiele! Czarny Kocur, morderca Astra, Klan Nocy, a raczej Czarne Piórko, będąca sprawczynią śmierci Kamiennego Serca, i Nieznany Wojownik z Klanu Burzy, który zabił matkę kotki... I jeszcze ten zabójca Borsuczka! Wilcza Dusza była bowiem święcie przekonana, że synek został zabity przez jakiegoś kota z Klanu. Wnikając w kierunek, którym podążał kociak, przez kota z KLANU KLIFU! Nie rozmyślając dalej Wilcza szła za partnerem.
- Już jesteśmy.- Miauknął Bzowy Błysk.

<Beeeeeeeeez? Za krótkie mi wyszło?>

07 lutego 2017

Od Wilczej Duszy C.D Bzowego Błysku

Wyczułam zapach czterech kotów. Klan Wilka. Na szczęście były już daleko. Odetchnęłam z ulgą i poszliśmy dalej. Po chwili zauważyłam Borsuczka. Bawił się orzechem. Kiedy do niego podeszliśmy zamruczał:
- Miamo, pacz co upolnowałem! Zobać tylko!
I zniknął w krzaku. Po kilku uderzeniach serca wyskoczył z niego, a w pyszczku trzymał motyla. Uśmiechnęłam się, ale i tak byłam na niego zła. Wzięłam go za kark, po czym wróciliśmy.



Obudził mnie ból brzucha. Tak, jak wtedy. To pierwszy znak, że niedługo zostanę mamą, a Bez- tatą. To takie urocze! Muszę zapewnić tym małym kulką wszystko, czego będą potrzebowały! Usiadłam i zaczęłam się myć. Po chwili obudził się Bzowy Błysk. Liznął mnie między uszami i wyszedł na polowanie. Borsuczek przeciągnął się wskakując na wystające kawałki kory. Złapał je małymi, czarnymi pazurkami i oderwał gryząc. W końcu wypluł nieszczęsny, podgryziony odłamek poza legowisko i klapnął na ziemi.
- Miamo, a co tio jest Borsuczek?
- Borsuk, kochanie. Borsuki to takie duże zwierzęta. Mają długie i ostre kły oraz szpony.- Odpowiedziałam.
- Chciem takiego spotkać!- Zamiauczał malec.
- Uwierz, nie chciałbyś. Są bardzo groźne i agresywne. Mój ojciec - a twój dziadek - opowiadał mi o nich. To złe, wygłodniałe i krwiożercze bestie.
Mój synek wyglądał na zszokowanego, ale nie długo, bo po chwili w dziupli zjawił się Bzowy.


<Wiem, że do dupy, ale Bzowy?>

03 lutego 2017

Od Wilczej Duszy C.D Bzowego Błysku

Bzowy chwycił małego za kark. Podziękowałam mu kiwnięciem głowy i usiadłam, aby przystąpić do porannego wylizywania. Kiedy skończyłam mój partner poinformował mnie o tym, że idzie na polowanie. Zasmuciłam się, ale nie dałam po sobie tego poznać. Przez to, że muszę opiekować się Borsuczkiem nie mogę chodzić na polowania z nim. Westchnęłam. Synek właśnie zakradał się do liścia, który wleciał do Dziupli. Wytężył wzrok i wyskoczył z łap w górę. Trzymał listek w pyszczku, a jego oczy błyszczały radością. Pochwaliłam go krótkim miauknięciem. Po chwili kotek był przy mnie i spytał mrucząc:
- Miamo, a co tio jeśt latanie?
- Cóż, synku... Na przykład latają ptaki... One unoszą się w powietrzu, chodź, pokażę ci.- I wyszliśmy z Dziupli. Gdy tylko znaleźliśmy się na polanie znalazłam pierwszego, lepszego ptaka i wskazałam mówiąc:
- Widzisz? To właśnie ptak. A teraz go spłoszę, a on poleci.- Powiedziałam oraz wykonałam zadanie. Ptak odfrunął w kierunku Klanu Wilka. Borsuczek był żywo zainteresowany ptakiem no i ich sposobem poruszania się nad glebom. Gdy tylko skończyłam dalszą część ptasiego opowiadania weszliśmy do Dziupli. Czekaliśmy. Czekaliśmy. I czekaliśmy, aż w wejściu do legowiska pojawił się Bzowy Błysk. Podbiegłam do niego. W pyszczku niósł trzy zdobycze- wiewiórkę, mysz i zająca. Kiedy je odłożył kociak rzucił się na mysz po czym zaczął ją ''bezlitośnie dusić'', aż w końcu ''upadła martwa'', a tak naprawdę to wypadła mu z pyszczka. Bzowy i ja uśmiechnęliśmy się do niego oraz zaczęliśmy jeść zająca. Borsuczek za to zabrał się za mysz.


<Beeeeez?>

30 stycznia 2017

Od Wilczej Duszy C.D. Bzowego Błysku

Zdziwiło mnie pytanie kocura. Tak naprawdę to jeszcze o tym nie myślałam. Jednak ucieszyłam się z propozycji.
- Jasne!- Odpowiedziałam od razu i polizałam partnera po pyszczku. To będzie wspaniałe! Wtulaliśmy się jeszcze w siebie, aż w końcu usłyszałam piski Borsuczka.
- Miamo! Tiato! Zlapelem liśćka!- Wołał z radością w głosie. Uśmiechnęłam się do synka po czym podeszłam do niego. W pyszczku trzymał listek i wymachiwał nim z radością. Bzowy Błysk pochwalił go miłym miauknięciem, a ja wzięłam naszego ''Wojownika'' na legowisko, aby poszedł spać.


Wyszłam z Borsuczkiem i Bzowym z dziupli. Podniosłam pierwszy, lepszy liść z ziemi i zaczęłam się do niego skradać, jakoby był myszą, albo nornicą. Gdy byłam długość lisiego ogona od niego- skoczyłam. Wbiłam pazury w żółto-zielony, pomocny przedmiot i wzięłam go do pyszczka. Synek patrzał na mnie zaciekawionym wzrokiem, pytającym bezgłośnie ''Ja też mogę?''. Kiwnęłam głową, na znak iż takowej zgody udzielam. Borsuczek, nierównym, chybotliwym krokiem, podszedł do znalezionego przed chwilą liścia dębu, przyczaił się, a zaraz potem skoczył na niego. Jego małe, czarne, lśniące w słońcu pazurki wbiły się w cienką powłokę ''ofiary''. Spojrzałam w jego małe, blado-zielone oczy z aprobatą. Wiedziałam, że jest jeszcze mały, ale gruntem jest, aby chociaż poznał podstawy łowiectwa. Mój partner uśmiechnął się do ''wielkiego łowcy'' i także znalazł jakiś liść, aby ''udać się na polowanie''.



Gdy tylko wróciliśmy Bzowy Błysk udał się na prawdziwe polowanie. Ja za to postanowiłam opowiedzieć synkowi historię i czekałam na Bzowego...


<Bzowy? Na bachory czas...>

28 stycznia 2017

Od Wilczej Duszy C.D Bzowego Błysku

- Chętnie.- Odparłam.- Moją mamą była Stokrotkowy Płatek, ojcem- Kamienne Serce. Barta poznałeś osobiście. Ogólnie moja mama uczyła nas Medycyny, tata nie poświęcał nam dużo czasu, ale był zajęty. To on nas utrzymywał, nas i swoje uczennice... Miał ich trzy... Spotkałam jedną z nich kilka księżyców temu. Była bezczelna! Rzucała obelgami na imię mojego ojca... Dobrze, wystarczy.- Skończyłam. Polizałam Bzowego między uszami i przytuliłam się do niego.


Bzowy Błysk wyszedł na polowanie. Borsuczek bawił się liściem dębu, a ja wpatrywałam się w korę i zatapiałam we wspomnieniach z dzieciństwa. Przypomniałam sobie mamę... Czarno-białą kotka o blado-zielonych oczach... Oh, jak ja ją kochałam! Ona cały czas się nami zajmowała i... W sumie trochę ją rozumiem, że mówiła czasami o tacie ''Oh, on nigdy mi nie pomaga! Jedyne co ten mysi móżdżek robi to zajmuje się tymi Uczennicami! Tylko nas naraża! (...)''. Westchnęłam na te wspomnienia. Pamiętam ten dzień doskonale. Ten dzień... kiedy umarł. Zaczęłam płakać. Do dziupli wszedł w tym momencie mój partner.

<Bzowy?>

27 stycznia 2017

Od Wilczej Duszy C.D. Bzowego Błysku

Bzowy Błysk położył się na ziemi. Podeszłam bliżej i zaczęłam oglądać jego rozdarty bok. Po chwili wskoczyłam po dziupli, wyjęłam z zagłębienia w korze potrzebne zioła i pajęczynę. Kiedy skoczyłam z powrotem do partnera niemal natychmiast obłożyłam jego rany ziołami i oplotłam pajęczyną. Kiedy opatrunek był gotowy kiwnęłam Bzowemu głową. Kocur wstał. Polizał mnie między uszami, a ja przytuliłam się do niego. Zamruczałam. Nagle usłyszałam miauknięcia synka:
- Mano! Mano! Chłoć tjutaj! Liśćki latajo!- Krzyczał uradowany. Kiwnęłam Bzowemu Błyskowi na znak, iż idę do malca. Kiedy wskoczyłam do dziupli, Borsuczek bawił się miętą. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wykorzystam ten moment, aby opowiedzieć mu o niej co nie co. Podeszłam do kociaka.
- Synku, wiesz co to za roślina? To mięta. Idealna na ból brzucha. Można ją rozpoznać po zapachu.- Zaczęłam. Młodziak słuchał o listkach. Widać było zaciekawienie na jego małym pyszczku.
- A teraz inny temat. Chciałbyś posłuchać o swoim dziadku?- Spytałam. Borsuczek, choć nie chętnie, kiwnął łebkiem. Zatopiłam się we wspomnieniach z opowieści Kamiennego Serca i... znalazłam jedną, bardzo ciekawą.
- Dobrze synku. Wiesz, twój dziadek a mój ojciec był wielkim Wojownikiem! Opowiadał mi jak to miał władzę nad Klanem! Ale wtedy te wypierdki okazały się za słabe do walki! Do walki przeciwko ''liderowi'' tamtego Klanu. Kamienne Serce został wygnany, ale wiedział doskonale jaką taktykę obrać i...- Nie skończyłam, ponieważ Borsuczek zasnął. Liznęłam go po główce i ułożyłam się. Po chwili podszedł do mnie Bzowy Błysk z tą myszą.

<Bziku?>

Od Wilczej Duszy C.D. Bzowego Błysku

Przez chwilę sparaliżowało mnie. Czy... Czy on czuł to samo?
- Tak!- Krzyknęłam na całe gardło. Wtuliłam się w futro Bzowego Błysku. Znów czułam to ciepło. To przyjemne uczucie. Bzowy Błysk polizał mnie między uszami. Przytulałam go mocno.
- Jesteś głodna?- Spytał.
- I to jak.- Zamruczałam. Bzowy Błysk dał mi zająca. Uśmiechnęłam się i zaczęłam go jeść.

Wróciliśmy pod dziuplę. Zakopaliśmy resztki po czym weszliśmy do legowisk. Ułożyłam się wygodnie. Nie wiem sama kiedy zasnęłam, w każdym razie dość szybko... wtulając się w Beza...

Obudziłam się wcześnie rano. Bzowy jeszcze spał. Podniosłam się na łapy, i rozpoczęłam mycie. Po chwili mój partner się obudził. Liznęłam go po nosie, a on uśmiechnął się i również zaczął się myć. Po skończonym oporządzaniu się wtuliłam się w jego futerko. On polizał mnie między uszami. Zamruczałam patrząc na niego. Znów czułam to ciepło, ale nasilone. Po chwili Borsuczek przyczołgał się do nas wtulając w moje futerko i pisnął:
- Mano, glodny jesem. Das mi jesc?
Liznęłam jeszcze tylko Bzowego i przewróciłam się na bok, aby dać synkowi dostęp do mleka.

<Maj Bezik! ♥>

25 stycznia 2017

Wilczej Duszy C.D. Bzowego Błysku

Tuliłam się do Bzowego Błysku. To nie przyjaźń. Na pewno nie. To miłość. Czuję to... Kiedy jestem przy nim odczuwam ciepło... Zapominam o problemach, świecie... Gdy przestaliśmy się przytulać Borsuczek pisnął. Podbiegłam do niego. Leżał w legowisku. Położyłam się obok synka i zaczęłam go lizać. Ciepło cały czas napełniało mnie. Wiedziałam już. Tak, to na pewno ona. Miłość. Ale... czy jestem gotowa? A co jeśli on nie czuje tego co ja? Co jeśli... jeśli to tylko moje odczucia...? Przytuliłam synka mocniej. Teraz poczułam chłód. Ogarnął mnie, tak nagle. To chłód smutku. Włożyłam pyszczek między łapy, lecz po chwili usłyszałam ciepły głos Bzowego Błysku.
- Idę na polowanie!- Powiedział.
- Dobrze.- Odparłam. Kiedy kocur wyszedł poczułam, że nie mogę dłużej w sobie tego dusić. Jak wróci to mu powiem... Wszystko.

Czekałam. Czekałam. I jeszcze raz czekałam. Niecierpliwość po prostu zjadał mnie żywcem. Nie umiałam powstrzymać się od ciągłego wyglądania przez dziuplę. Martwiłam się o niego. Czemu tak długo nie wraca? To moja wina. Powinnam powiedzieć mu wcześniej. Wychyliłam łeb z dziupli i zobaczyłam go. Nareszcie.

<Beeeeez?>

22 stycznia 2017

Od Wilczej Duszy C.D Bzowego Błysku

- Jasne, jeśli chcesz...- Odparłam. Podobał mi się ten pomysł, ale nie umiałam w tym momencie tego ukazać. Poszłam do kącika i wyjęłam z niego nieużywane posłanie mchowe. Wróciłam do Bzowego Błysku po czym dałam mu kępkę. Sama byłam już zmęczona, więc bez zwłoki poczłapałam w kierunku mojego legowiska, wzięłam Borsuczka i razem z nim ułożyłam się do snu. Nazajutrz, kiedy otworzyłam oczy, leżała przede mną tłusta, siwo-brązowa mysz. Wiedziałam już czyja to zasługa.
- Dobrze się spało?- Spytał Bzowy Błysk.
- Tak.- Odpowiedziałam po czym zabrałam się do jedzenia. Wczoraj chodziłam z pustym brzuchem, ale przez smutek nawet tego nie czułam.
- Jadłeś już coś dzisiaj?- Zapytałam.
- Yhy.- Odparł z uśmiechem. Przybliżyłam się do niego i wtuliłam w jego futerko.
     Znowu zapadła noc. Na zewnątrz słyszałam kroki. Nie należały do kota. Ostrożnie wyjrzałam z dziupli. Po ziemi truchtał zając. Borsuczek spał, a Bzowy był w magazynie, aby odłożyć pożywienie na stertę. Postanowiłam więc go upolować. Przymierzyłam się do wyskoku (co prawda niskiego i krótkiego, ale jednak). Wybiłam się z łap... Kilka uderzeń serca później zając leżał nieżywy na ziemi. Złapałam go za kark i zaniosłam do dziupli.
- Bzowy Błysku, chodź!- Zawołałam przyjaciela, chociaż zdawało mi się, że nie jest dla mnie już tylko przyjacielem...
- Już idę!- Odpowiedział. Chwilę potem był już koło mnie. Wskazałam głową zająca. Zaczęliśmy jeść.
    Otworzyłam oczy. Przy mnie leżał Borsuczek, a za mną- Bzowy Błysk. Trąciłam synka noskiem i przewróciłam na bok, aby dać mu dostęp do mleka.



<Bzowy Bzie?>

19 stycznia 2017

Od Wilczej Duszy C.D Kruczego Wąsa i Bzowego Błysku

- Aster, chodź!- Zawołałam. Aster wyszedł zza krzaków. W tym samym momencie zauważyłam, że czarny kocur obrócił się w moim kierunku. Miałam złe przeczucia. Co on planował? Dałam znak ogonem Astrowemu Polu, aby poszedł za mną, ale w tym uderzeniu serca usłyszałam syki. Obróciłam się. Spojrzałam na Astra i tego kocura z Klanu Klifu. Wystawili pazury, zaczęli przygotowanie do walki. Przestraszyłam się. Obtuliłam Borsuczka ogonem i zacisnęłam oczy. Kiedy je otworzyłam Aster oraz Klanowicz stali na ogrodzeniu jednej z dziupli dwunożnych. Przynajmniej mama mówiła, że to nazywane jest ogrodzeniem. Chwilę potem usłyszałam rozpaczliwy krzyk, a nawet wrzask. Głos należał do Astra. Przeniosłam wzrok w tamtą stronę. Widok był przerażający. Ciało kocura było przebite na wylot. Z cierni tego ogrodzenia skapywała jego krew. Każda kropelka wydawała dudniący dźwięk żalu. Wnętrzności Astrowego Pola również były przebite. Zwisały bezwładnie z ogrodzenia. Oczy brata były otwarte. Po kilku uderzeniach serca jego ciało spadło na ziemię z dziwnym, niepokojącym dźwiękiem. Pod sylwetką kochanego Astra pojawiła się ogromna, szkarłatna kałuża. Wydawałoby się, że widać w niej jego spojrzenie. Takie łagodne... miłe, dodające otuchy... W krwawej plamie zauważyłam też mój żal... Moje oczy zaszkliły się, a z gardła wydobył jęk. Jęk przepełniony żalem, bólem i wielką dawką rozpaczy. Nie wierzyłam w to. Jakim cudem to w ogóle się stało?! To ja powinnam umrzeć. On niczego nie zrobił. To moja wina! Wybuchłam płaczem zapominając o czarnym kocurze który go zabił. Jak on mógł?! Jak śmiał?! Dlaczego...?! Łzy spływały mi po pyszczku. Borsuczek wtulił się w moją sierść. Wzięłam go za kark i pobiegłam, jak tylko mogłam najszybciej, do ciała brata. Położyłam mój pyszczek na jego boku. Czemu tak się stało?! Mój jedyny synek przycisnął łebek do mojego boku i przytulił do futra. Załkałam. Tylko on... Nie.... Zaraz! Nie został mi tylko on! Jest jeszcze Bzowy Błysk! Nie byłam w stanie w tym momencie o niczym myśleć. Podniosłam jeszcze tylko wzrok. Czarnego kocura już nie było. Bez chwili namysłu wzięłam Brosuczka po czym popędziłam do dziupli. Zastałam przed nią Bzowego Błyska.
- Wilcza Duszo, coś nie tak?- Spytał z troską.
- Aster... On... Nie żyje...- Opowiedziałam smętnie. Usiadłam. Bzowy podszedł bliżej i otarł się o mój bok. Boruczek, odpełzł ode mnie.
- Co się stało?- Zapytał Bzowy Błysk.
- To kot z Klanu Klifu! Przez niego Astrowe Pole nie żyje! Walczyli na ogrodzeniu dwunożnych, a ten... Ten lisi bobek go popchnął! Aster oddał życie! On... On się poświęcił!- Płakałam. Wiedziałam, że mogę liczyć na Bzowego. On był przyjacielem.
- Mógłbyś pomóc mi przy pogrzebie?- Spytałam po chwili. Bzowy Błysk zgodził się.




Przybyliśmy już do miejsca śmierci Astra. Ostatni raz rzuciłam tęskne spojrzenie na jego ciało po czym wzięłam Borsuczka za kark i pomagałam Bzowemu nieść ciało. Kiedy dotarliśmy odłożyłam delikatnie Borsuczka i wykopaliśmy dół.

Bzowy?

13 stycznia 2017

Od Wilczej Duszy

*** Kilka dni później ***


Ból. Wielki ból. Tylko to czułam. To był poród. Wiedziałam. Aster siedział i kontrolował wszystko. Każdy ruch, oddech, nawet najmniejsze drgnięcie.
- Dobrze sobie radzisz!- Miauknął. Zacisnęłam oczy, ale zdobyłam się na krótki, sztuczny oraz niemy uśmiech. Po chwili poczułam jeszcze większy ból. Kilkadziesiąt uderzeń serca później leżał przy mnie mały, czarny kocurek.
- Liż go.- Zamruczał Aster. Otworzyłam pyszczek, wyciągnęłam język i zaczęłam wylizywać malucha.
- To chyba wszystkie.- Powiedział.- Poczekaj chwilę. Przyniosę wiewiórkę!
Nie mówiąc już nic więcej wyskoczył energicznie z dziupli. Kiedy wrócił z jego pyszczka zwisała wiewiórka upolowana wczoraj. Zjadłam ją ze smakiem. Astrowe Pole podszedł do swojego siostrzeńca.
- Jak go nazwiesz, Wilcza Duszo?- Spytał.
- Chciałabym, aby to imię było dobrze zapamiętane... Aby był kimś wielkim... Jak nasz ojciec!- Miauknęłam.
- Hm... Może Kolec?- Zaproponował Medyk.
- Nie, to do niego nie pasuje... Już wiem! Nazwę go Borsuczek!
Aster uśmiechnął się. Wiedziałam, że pomysł ten spodobał mu się. Podszedł do mnie i liznął przyjacielsko. Zamruczałam. Nagle poczułam małe łapki. To Borsuczek. Próbował znaleźć mleko. Odwróciłam się na bok, aby ułatwić mu dostęp.


< Ktoś tam? >