BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Źródlany Dzwonek x Zdradziecka Rybka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Źródlany Dzwonek x Zdradziecka Rybka. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia 2022

Od Zdradzieckiej Rybki cd Źródlanego Dzwonka

Słyszał, że Źródlany Dzwonek źle się czuła. Był świadkiem jak koty zaciągają ją do legowiska medyka. Ten widok był... zaskakujący. Nie spodziewał się po kotce czegoś takiego jak zemdlenie. Czyżby to przez pracę? Za dużo brała na swoje barki i nie wyrabiała? Nie wiedział co o tym myśleć. Chciał ją odwiedzić, ale uznał, że chyba nie wypada. Na dodatek córka siedziała mu na ogonie, co powodowało, że jego życie w stresie i strachu rosło z dnia na dzień. Czemu nie mogła się od niego odczepić? Co on takiego złego zrobił, że Klan Gwiazdy pokarał go taką córką? 
Kręcił się przed wejściem do medyków, zerkając nerwowo na boki. Rudzik... To była jego wina. Gdyby nie dał mu vanki na opiekunkę, mógłby poszaleć jak za dawnych czasów i ponownie poświętować śmierć tyranki. A tak? Nie mógł. Źródlany Dzwonek musiała mu pomóc. Może ich relacje były napięte, ale może się zgodzi? Już nie dawał rady! Na ostatnim zgromadzeniu kusiło go uciec z klanu, by już nigdy nie wracać do miejsca rządzonego przez Zajęczą Gwiazdę, ale się nie udało... Dalej pluł sobie w pysk, że tyle zwlekał. Kamienna Gwiazda może by się zlitowała, ale... Co wtedy pomyślałby o nim Rudzikowy Śpiew? Byli przyjaciółmi. Wtedy... Na pewno okrzyknąłby go zdrajcą. Ah! Co ta władza robiła z kotem! 
— Źródlany Dzwonku? — zawołał kocicę, mając nadzieję, że do niego wyjdzie. 
A może tam wejdzie? Wtedy będzie przynajmniej osłonięty przed ciekawskim wzrokiem córki... Dobra. Tak zrobi. Szybko wszedł do środka, ignorując Muchomorzy Jad. Zapach ziół sprawił, że zakręciło mu się w nosie. Kichnął, a medyk od razu zjawił się przy nim jak na zawołanie. Musiał wytłumaczyć mu, że nie był chory, a to co usłyszał było spowodowane przez drażniące zapachy roślin, które segregował. 
— No dobrze... — burknął medyk, odchodząc i pozwalając mu spotkać się z wojowniczką, która odpoczywała na mchu. 
Przysiadł obok niej, uśmiechając się nerwowo. W końcu... Pamiętał jak ta prawie mu wlała przez to co kiedyś zrobił. Dalej przez to uważał w jej obecności, aby się nie zagalopować. 
— Cześć — przywitał się. — Jak się czujesz? — zaczął niby niewinnie, aby później przejść do rzeczy.

<Źródlany Dzwonku?> 

16 grudnia 2022

Od Źródlanego Dzwonka CD. Zdradzieckiej Rybki

— Źródlany Dzwonku! Jak się cieszę, że to koniec! Teraz rządzi Rudzikowy Śpiew, nie mogę w to uwierzyć, a to twoja zasługa! Gdybyś go nie poleciła wtedy Niezapominajkowej Gwieździe, to nadal ta wariatka by rządziła, a tak... Wolność! 
Uniosła przednią łapę, minimalnie odrzucona jego… ruchliwością. Nie rozumiała, co paplał, zarówno przez nagłość tej rozmowy, jak i zmęczenie po szkoleniu ucznia. Powoli przeanalizowała jego kłapanie i skrzywiła się zdegustowana, gdy przypomniała sobie, o którym zdarzeniu mówi. Odruchowo spojrzała też, czy Kurkowa Łapa nie był wciąż obok.
Nie to, że nie cieszyła się, że Krucza Gwiazda zdechła. Coś tam czuła, co można było podciągnąć pod szczęście. Zdążyła pozbyć się części emocji związanych z wydarzeniami tamtej nocy przez upływ czasu i z pewnością nie spodziewała się, że Zdradziecka Rybka ją teraz napadnie ze swoim entuzjazmem i że jego odczucia są wciąż tak świeże.
Ostrożnie się uśmiechnęła
— Nie sądzę, by moje działania miały jakiekolwiek znaczenie w końcowym efekcie. — odparła tylko, zaskoczona taką matematyką dziejącą się w jego mózgu.
— To się mylisz! Jesteś równie odpowiedzialna za to, co się stało! Inaczej jakiś wariat dobrałby się do władzy czy inny sprzymierzeniec Kruczej, a tak? Jesteśmy wolni!
Czuła ciepło na policzkach przez pochwałę. Machnęła tylko ogonem, kończąc rozmowę, uciekając na obrzeża obozu.
***
Pożegnała się z Echo i ostrożnie wyszła z jej legowiska, trzymając się roślin, jakby się chowając. Nie oszukiwała się, że jej wizyty nie zostały odkryte. Na pewno ktoś ją już widział, ale wciąż czuła potrzebę ukrywania się z nimi. Jej futro na karku podniosło się nieznacznie, gdy napotkała oczy Zdradzieckiej Rybki naprzeciw. Szybko odwróciła swoje spojrzenie i czmychnęła w bok, udając, że jej tam nie było. Jest noc. Może pomyśli, że mu się przewidziało, z jego słynnymi halucynacjami. 
Powoli czuła się, jakby do niego dołączała ze stanem umysłu. Ciągle była zmęczona, coraz bardziej i bardziej, w czasie treningów z Kurkową Łapą wystarczyła chwila, gdy siadała, by zaczęła opadać jej głowa. Ostatnio nie był to tylko sen, który ją prześladował. Kilka razy czuła, gdy stała, jak oczy uciekają jej do góry i traci równowagę, cofa się i prawie upada. Zazwyczaj udawało jej się utrzymać na łapach, zamaskować to potknięciem, jeśli byli świadkowie. Stawało się to uciążliwe, ale jakoś tak nie chciała iść do medyka. Ani do Lampart. Pewnie samo przejdzie.
***
Jak na złość, trafiła z nim na poranny patrol. Ledwo zarejestrowała ten fakt, bo czuła się jeszcze gorzej niż w nocy, chociaż spała dłużej niż zwykle. Chyba byli z kimś jeszcze, ale nawet nie miała chęci spojrzenia kto to. Może jej się wydawało. W głowie jej dudniło, szumiało, oczy piekły i ledwo widziała, co jest pod łapami przez oślepiające światło. Każdy krok wydawał zajmować więcej czasu niż zwykle, choć stale była tylko pół kociego ogona za towarzyszami. Poleciała na bok.
  Wróciła do świadomości i z niezadowoleniem stwierdziła, że czuje mnóstwo ziół. Zacisnęła mocno powieki, chcąc się odciąć. Myśli powoli wlały jej się do głowy, wraz ze wspomnieniem karuzeli przed oczami i uderzenia w ziemię. Nie było nic o pójściu do medyka. Wydała z siebie cichy, niezadowolony pomruk. Co za żenada. Wstyd. Musieli ją tu zaciągnąć jak kociaka. Jeszcze będzie musiała im za to podziękować.

<Rybka?>

Wyleczeni: Źródlany Dzwonek 

04 listopada 2022

Od Zdradzieckiej Rybki cd Źródlanego Dzwonka

Zauważył jak kocica wbija pazury w ziemię. Słyszał jej kłótnie z Orzechowym Sercem dość przypadkowo, bo wybrał się w krzaki za potrzebą. Nie wiedział jak na to zareagować. Nie powinien chyba się wtrącać w tą ich miłosne tragedię. Wątpił jednak co do tego, że kremowy chciał zabić jej ucznia. Reagowała dość... emocjonalnie. Sądził, że się nie lubili, bo wiele razy słyszał jak mówiono w klanie, że kotka ma z nim ciągłe problemy. To, że dostał raz w łeb, przecież to nie koniec świata. Zwłaszcza, że to był smarkacz Kruczej Gwiazdy. 
Widząc, że kocica go dostrzegła, położył po sobie uszy, po czym się wycofał. Pamiętał jak mu przywaliła po tym, jak skłamał odnośnie śmierci jej siostry. Nie wiedział czemu była wtedy wściekła. Naprawdę jej zależało na śmierci swoich bliskich?
— A ty co tu robisz? — rzuciła z pretensją, już kierując kroki w jego stronę. 
Najpewniej chciała się wyżyć. Musiał uciekać. Teraz. 
Na szczęście liliowa porzuciła plan gonienia go, bo musiałaby znów skonfrontować się z Orzechowym Sercem, który robił za jego niańkę. Przynajmniej pierwszy raz przydał się na coś i nieświadomie zapewnił mu ochronę przed wojowniczką. 

***

*jeszcze porą Opadających Liści*

Krucza Gwiazda nie żyła! Co za szczęście! Miauczał o tym każdemu, chociaż i tak wiedzieli. Nie potrafił jednak powstrzymać tego szczęścia, które szalało w jego piersi. Chciało się wyrwać na wolność, odfrunąć jak ptak i ponieść go aż w przestworza! Dotarli na nowe tereny i robili obóz. Widział jak koty się uwijają, sam też pomagał, ale wciąż i wciąż się dekoncentrował. Widząc Źródlany Dzwonek, która wróciła z treningu ze swoim uczniem, pobiegł do niej natychmiast, nie czując ani grama strachu. To był za radosny czas, by się smucić, czy obawiać kotki! Wiedział, że pewnie też świętowała śmierć tyranki. W końcu nagadała jej, a jak! I to w pysk! Niesamowite! Podziwiał ją. 
— Źródlany Dzwonku! Jak się cieszę, że to koniec! Teraz rządzi Rudzikowy Śpiew, nie mogę w to uwierzyć, a to twoja zasługa! Gdybyś go nie poleciła wtedy Niezapominajkowej Gwieździe, to nadal ta wariatka by rządziła, a tak... Wolność! — Podskakiwał, wręcz tryskając energią.

<Kminek?>

30 września 2022

Od Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka) CD. Zdradzieckiej Rybki

 — Coś... nie tak, Kminkowa Łapo?
— No nie wiem. Ty mi powiedz czy coś jest nie tak z tym trupem. — syknęła, zbliżając się na tyle, by jego towarzysz na pewno nie usłyszał. Kto wie, ile on wie.
— J-ja... Musiałem. Inaczej Krucza Gwiazda zabiłaby mnie i Bażancie Futro. Wybacz... Doceniam, że wstawiłaś się za nami.
Wiedziona jakimś agresywnym instynktem, uderzyła w jego szyję głową, sprawiając, że jego własna odbiła się od drzewa za nim. Pierdolony śmieć. Wkręca innych w swoje problemy i nie potrafi jeszcze ich porządnie rozwiązać. Nawet jednego kota nie potrafi złapać, musi posługiwać się jakąś przypadkową nędzną podróbką. Było boleśnie oczywiste, że to nie Krokus. Przy Bylicy pewnie cuchnęłaby miętą, jak nocniaki rybami, układ łat się nie zgadzał, to nie był ten odcień sierści i oczu. Odrąbanie uszu to tania sztuczka.
Chciałaby, żeby to była prawdziwa Krokus. Z czasem zaczęła ją bardzo irytować jej egzystencja, nawet gdy od długiego czasu nie miały ze sobą kontaktu. A może to właśnie był problem. Świadomość, że agresor chodzi przy granicy, wystarczająco często, by zwrócić uwagę klanu i jeszcze się nie napatoczył na nią. 
Mogła go wkopać. Samo wywołanie przez Kruczą Gwiazdę zirytowało ją dostatecznie by to zrobić. Ale wśród nich prawdopodobnie była Skowronek, o ile żyła. A jej śmierci ryzykować nie mogła; a pewnie napatoczyłaby się po drodze. 
Fuknęła i odeszła, kładąc sierść na karku. 
***
— Chciałeś zabić mojego ucznia! — syknęła i zamachnęła się lewą łapą, specjalnie nie trafiając kremowego kocura w pysk, tylko go strasząc. 
Chwilę patrzyli sobie w oczy, milcząc, po czym kot odszedł, mówiąc, że da jej czas na uspokojenie się. Fuknęła i odwróciła się plecami do wyjścia, kładąc się i ignorując wszystkich obecnych. Przetarła pysk, zatrzymując łapę na nosie. Demoniczny smark pewnie gdzieś biegał, znając go, prześladując rodzeństwo, ale aktualnie nie miała chęci do szukania go, a co dopiero upominania, zamiast tego w myślach przeklinając cały świat. Świat, szczególnie Kruczą Gwiazdę. Nie wierzyła w to, że Goździk ot tak poślizgnął się i uderzył głową o kamień. Akurat przed rozpoczęciem podróży. To było tak bardzo różne od jego… charakteru? Możliwości? Miało tyle sensu co zaginięcie Bezchmurnego Nieba; ten na pewno już nie żył, chybachyba że trafił na miłych dwunogów. Wciąż, nie wyszedłby sam. 
Warknęła zirytowana, wysuwając pazury i wbijając je w ziemię.

<Rybko?>

01 sierpnia 2022

Od Zdradzieckiej Rybki cd Kminkowej Łapy

 – Jeszcze nie odpowiedziałam. – mruknęła i wywróciła oczami. – Pewnie, cieszę się. – w głosie było słychać jej niechęć, a na sam koniec jeszcze ziewnęła i przetarła pysk łapą. – A jak twój… powrót do normalności, Pędzący Wietrze? Krucza Gwiazda pewnie siedzi ci na ogonie...
Skrzywił się. Nie potrafił nadal zrozumieć, dlaczego praktycznie wszyscy, których spotykał, zwracali się do niego starym mianem. Owszem Zdradziecka Rybka brzmiało niezbyt przyjemnie, jednak bezpieczniej. Co by było, gdyby liderka usłyszała, że kolejny kot ma gdzieś jej zmianę imienia i nadal mówi do niego po staremu? Zresztą po co się tym przejmował? Oni mieliby problemy. I tak jednak dziwny niesmak w pysku pozostawał. Nie był w końcu dawnym sobą. Już dawno się zatracił. 
- Jest ciężko - odpowiedział mimo to, nie ukazując swoich odczuć względem tego, jak się do niego zwróciła. - Ale robię postępy. A Krucza Gwiazda... to ciężki przypadek. Ubzdurała sobie coś i nie daje mi z tym spokoju. Poluje, a jestem użyteczny dla klanu. Nie łapie ryb, jestem bezużyteczny dla klanu. - prychnął. 
Jak dla niego to ona była bezużyteczna. Powoli jednak zaczął rozumieć jej sposób myślenia. Słabe jednostki były przez nią eliminowane. Nie mógł dać się jej zaskoczyć jak Bezchmurne Niebo. Musiał udowodnić jej, że się co do niego myliła i że potrafi być silny. Samo skakanie przed czarną i popisywanie się umiejętnościami, brzmiało okropnie źle. Nie miał jednak wyboru. 
- Na pewno sobie poradzisz - miauknęła. 
Miał taką nadzieję. Życie w Klanie Nocy mocno się zmieniło od jego powrotu. Nie było już tu sielanki. Tylko walka o przetrwanie. 
- Lepiej chodźmy - zwrócił się do liliowej, widząc wychodzącą ze swojej nory Kruczą Gwiazdę. - Bo nas wygna za plotki - prychnął, odchodząc szybko, czując wzrok czarnej na swoim grzbiecie. 

***

Właśnie wracał z lasu. Nabił głowę na pal, tak jak chciała Krucza Gwiazda. Bażancie Futro mu towarzyszył. Widząc zmierzającą w ich stronę Kminkową Łapę, zatrzymał się. Kumpel rzucił tylko na niego spojrzenie, po czym nieco się oddalił, dając im przestrzeń. Wzrok kotki był... niepokojący. Cofnął się, czując za sobą chropowatą korę drzewa, która go zatrzymała. 
- Coś... nie tak, Kminkowa Łapo?

<Kminek?>

31 lipca 2022

Od Kminkowej Łapy CD. Zdradzieckiej Rybki

 Chlebkowała pod jednym z drzew, jedną łapą przesuwając igły z jednej strony na drugą.
Pokłóciła się z Trzcinową Sadzawką. Jego głupi bachor zaczął podobno ryczeć, że go uderzyła. To wyjaśniało czemu Kwitnąca Stokrotka tak dziwnie na nią rano patrzyła, gdy przyniosła jej piszczkę. Potem musiała powiedzieć o tym jej mentorowi. Niby kiedy miała to zrobić! Nigdy nie była sam na sam ani z Makiem, ani z innymi dzieciakami! Bury zaczął normalnie prowadzić ją na trening, a potem naskoczył z tymi podejrzeniami! Niby robił to prawie spokojnie, ale i tak było to stresujące! 
Na samo wspomnienie chciało jej się płakać. Przez to też nie miała treningu, bo po usłyszeniu oskarżenia próbowała trzymać się w całości, a potem, gdy spróbowała się tłumaczyć, że takie coś nie miało miejsca, zestresowała się i nie mogła uspokoić. Gdy tylko zwalniała, samo spojrzenie na mentora znowu powodowało spazm. 
Była pewna, że roztacza wokół siebie aurę "nie zbliżaj się bez kija", po całej tej sytuacji i braku snu, tak więc gdy obok ktoś usiadł, spodziewała się raczej Orzechowego Serca, który ostatnio coraz częściej nawiedzał jej przestrzeń. Ale zapach się nie zgadzał i z góry wiedziała, że to Zdradziecka Rybka. Zerknęła na niego, na chwilę przestając bawić się igłami. Ostatnim razem w rozmowie przeszkodził im Bażancie Futro, który wyszedł z krzaków, przegonił kocura gdzieś dalej; potem widziała go po raz kolejny, jak biegł w stronę ich leśnej kuwety.
– Pewnie niedługo będziesz mianowana, cieszysz się?– kaszlnęła, jakby się dusząc, na wspomnienie awansu. Sarnia Łapa był starszy, a jeszcze siedział w jej randze. Miała więc czas; chociaż Trzcinowa Sadzawka napomknął już o tym kilka razy i obawiała się, że może w końcu nie posłuchać jej błagań o więcej księżyców, podobno nie miał już czego jej uczyć. Ale nie chciała, bo nie wiedziała jak odnaleźć się w życiu wojownika. W relacjach, co robić w tym czasie, jak nie dać się myślom zabić. Teraz w jej myślach powstał nowy strach; co jeśli mentor będzie chciał pozbyć się na siłę swojej uczennicy przez oskarżenia córki? Nie była gotowa! Kto by spędzał z nią czas albo dawał rzeczy do roboty? 
Mrugnęła, starając się unormować oddech.
– Mogłabyś powtórzyć? 
– Jeszcze nie odpowiedziałam. – mruknęła i wywróciła oczami. Oboje chyba nie byli zbyt przytomni, bo nawet nie była świadoma, ile czasu minęło między pytaniem pierwszym w drugim – Pewnie, cieszę się. – w głosie na pewno było słychać jej niechęć, a na sam koniec jeszcze ziewnęła i przetarła pysk łapą. Tak bardzo chciałaby móc zasnąć… – A jak twój… powrót do normalności, Pędzący Wietrze? Krucza Gwiazda pewnie siedzi ci na ogonie...

<Rybko?>

[przyznano 5%]

30 lipca 2022

Od Zdradzieckiej Rybki cd Kminkowej Łapy

 Plotki, plotki i jeszcze raz plotki. Żył nimi, nasłuchując co w klanie o Kruczej Gwieździe mówią. Zauważył, że wielu z nich było negatywnie do niej nastawionych, co go bardzo cieszyło. Ta wariatka powinna w końcu zostać przyłapana na gorącym uczynku. Oczywiście, on miał zaszczyt zobaczyć jak zamordowała jednego klanowicza, bo był według niej bezużyteczny. Nikt jednak by mu nie uwierzył, a jeszcze zwalonoby na niego winę, gdyby ktoś rano natknął się na ciało. 
Pomógł jej. Pomógł czarnej zatrzeć jej zbrodnie, z czego nie był dumny. Jednak ta jej mina, gdy nikt nie natknął się na ślad Bezchmurnego Nieba, była tego warta. Nie da się jej wrobić. Może i miał problemy z wodą, ale nie zamierzał zginąć z jej łap, gdy stwierdzi, że jego istnienie jest bezcelowe. 
Musiał poradzić sobie z tą paskudną cieczą. 
Nie potrafił. 
Piaskowa Gwiazda opętując jego ciało, wyświadczyła mu ogromną przysługę, zmywając z niego krew. Powinien sam to zrobić, nie dając obcemu bytowi sterować swoim ciałem, lecz... lecz to było takie przyjemne. Czuć jej obecność, tą siłę, która mogłaby zmieść góry. Czy tak właśnie wyglądała więź medyków z Klanem Gwiazdy? Trupy też do nich mówiły? Mógł tylko gdybać. 
Ciąża Bławatkowego Potoku coraz bardziej była widoczna. Krzywił się na samą myśl o swoich kociętach. Nie chciał ich. To była tylko wpadka. Krucza Gwiazda już i tak zaczęła mu grozić, że pogubi je jeżeli będzie dalej jej fikał. Znalazła sobie kolejny pretekst do kontroli. Te dzieci go osłabią. Oczywiście, może i mu na nich nie zależało, ale tak czy siak, staną się częścią jego rodziny. Gorzej jak Krucza Gwiazda wmówi im nie wiadomo co i zaczną uznawać go za wroga. Czy powinno mu zależeć? Może kiedyś tak, teraz? Teraz liczyła się dla niego tylko Piaskowa Gwiazda. 
Spojrzał na Kminkową Łapę, która wracała właśnie z polowania. Od niej dowiedział się paru ciekawych rzeczy. Miło było widzieć, że kotka z nim współpracowała i nie uważała za odmieńca. Może to dlatego, że nie urodziła się w Klanie Nocy, a została do niego porwana? 
Podszedł do niej powoli, siadając obok. 
- Pewnie niedługo będziesz mianowana, cieszysz się? - zagaił. 
Sam pamiętał, jak to on dostąpił zaszczytu zostania wojownikiem. Było to cudowne przeżycie. Na pewno z chęcią opowiedziałby uczennicy swoje wrażenia, lecz nadal trzymało go otępienie. Sypiał nieco lepiej i już nie rzucał się tak przez sen. Sądził, że to zasługa właśnie mrocznego ducha, który wystraszył Zajęczą Gwiazdę. Ah... Jej postać była taka majestatyczna. Ten czerwony poblask, gorejące złotem oczy, zakręcone niczym rogi uszy i krew spływająca z rany na szyi ducha... Sam by się przeraził, gdyby nie fakt, że Piaskowa Gwiazda była jego sojusznikiem. Zajęcza Gwiazda mógł się przed nią chować... Tak... 
Nieco odpłynął w tych rozmyślaniach i nie usłyszał jej odpowiedzi. Widać było jednak po nim, że niezbyt dobrze się czuje. Potargana sierść, rozbiegany, zakrwiony wzrok, to niecodzienny widok u zdrowego kota. 
- Mogłabyś powtórzyć? - poprosił.

<Kminkowa Łapo?>

23 lipca 2022

Od Kminkowej Łapy cd Zdradzieckiej Rybki

Odpoczywała po treningu pod jednym z drzew, usilnie próbując ignorować wbijające się w nią igły. Nie miała siły, by je sprzątnąć spod siebie, wszystkie mięśnie i kości bolały ją po walce z Trzcinową Sadzawką. Wciąż miała jednak chęć zajęcia się czymś, jednocześnie nie mając na to energii. Cokolwiek byle nie myśleć; nie chciała jednak go męczyć i zabierać czasu. Przecież miał swoje kocięta. Z pomocą, nieświadomą, przybył czekoladowy kocur. 
– Kminkowa Łapo, można na słowo? – jej mózg został niemiło podrapany słysząc to imię, ale skinęła mu głową, zapraszając. Przecież nie wiedział. – Długo mnie nie było w Klanie Nocy i widzę, że wiele się pozmieniało. Ta Krucza Gwiazda... to prawda, że ją wybrał Niezapominajkowa Gwiazda na swojego zastępcę? Co o niej myślisz?
Mrugnęła na niego i odwróciła głowę w stronę centrum obozu, dobierając słowa. Po chwili wróciła do niego spojrzeniem.
– Cóż… Nie wybrał jej publicznie… Po zabraniu wam terenów nikogo nie mianował do momentu wypadku – odpowiedziała ostrożnie. – Ostatni raz widzieli go jak szedł na spacer z Wieczornikowym Wzgórzem, potem borsuk zaatakował ich i Ptasi Jazgot, która wyszła po nich, bo widziała ją z Mopkiem. Potem pojawiła się Krucze Futro dźwigając nieprzytomnego Niezapominajkową Gwiazdę. Ile to już minęło? Kilka księżyców. Długo na złamane łapy, bo jej zdążyła się zrosnąć. Następnie zaczęły krążyć plotki, że był chory, dostał leki od Muchomorzego Jadu.
Skierowała spojrzenie ku legowisku lidera, z którego właśnie wychodziła wspomniana kotka. Co o niej myśli? Oczywiście nie podzieliłaby się swoimi przemyśleniami z obcym, ale z jakiegoś powodu ją przerażała. Nie przebywała w jej towarzystwie na tyle często, by mieć do niej jakiś uraz, ale coś w niej było po prostu niepokojące i ją odpychało. Na samą myśl o niej przebywającej w jej otoczeniu cierpły jej łapy. Liderka spojrzała z pogardą na Tulipanowy Płatek i Astrowy Poranek, które podeszły i stanęły przed schronieniem, minęła je i zaczęła kierować się ku miejscu, gdzie zazwyczaj przebywali medycy, utykając. Kminkowa Łapa uniosła lekko brwi, ale zaraz przybrała neutralną ekspresję i uciekła spojrzeniem, bo, o zgrozo, ta odwróciła głowę w ich stronę i na ułamek uderzenia serca ich oczy się spotkały. Lisie łajno — pomyślała, udając, że to się nie wydarzyło. Pędzący Wiatr odezwał się, dopiero gdy zniknęła z ich pola widzenia. 
– Brzmi to podejrzanie. Myślisz, że tak naprawdę zabiła go, skoro nikt go nie widział poza medykiem? Może ze sobą współpracują?
Drgnęła niespokojnie. To była odważna teoria. Ale co jak co, podzielała spostrzeżenie, że historia brzmi szemranie.
– Nie sądzę? – mruknęła. Nie przepadała za środkowym medykiem przez tamto zgromadzenie. Ale nie wydawało jej się, żeby był w stanie coś takiego zataić – Czy Muchomorzy Jad nie był bardzo uczepiony w waszą wiarę? Czy nie byłoby to przeciwko jego moralności?
Wprawdzie nie pamiętała prawie, na czym ich wiara polega, ale zgadywać mogła. Zganiła się też w myślach, zdając sobie sprawę, że już dwukrotnie użyła określenia oddalającego od siebie rzeczy.
– Kto go tam wie? - miauknął pod nosem – Jest nieco świrnięty, więc nie wiadomo co mu siedzi w tej głowie.
Zdusiła rozbawione prychnięcie.

<Rybko?>

Wyleczona niestety: Krucze Futro

[przyznano 5%]

19 lipca 2022

Od Zdradzieckiej Rybki cd Kminkowej Łapy

Ktoś do niego podszedł. Zmierzył wzrokiem uczennice, którą niegdyś jego klan porwał ze zgromadzenia, ponieważ przyniósł ją jakiś samotnik. Spotkał po wielkim upadku Klanu Nocy jej siostrę. Chociaż nie zdołał jej złapać i zawrócić, to nadal miał dziwny niesmak w pysku. Nie lubił jej, a Kminkowej Łapy nie znał. Miał nadzieję, że nie była taka jak tamta. Miał dość uganiania się za kimś po drzewach... 
Widząc jak kładzie przed nim zająca, serce mu zamarło. Wpatrywał się w zwierzę z przerażeniem, podnosząc wzrok na liliową. To była drwina? A może obelga? Zjeżył sierść, odpychając stworzenie łapą. Chociaż w Klanie Burzy jadali zające, on dostawał zawsze myszy czy inne mało pożywne stworzenia. Jednak sam długouchy nie tylko z tym mu się skojarzył... tylko z liderem burzaków. 
- Zabierz to ode mnie - zasyczał, czując narastającą panikę. - Spróbuj mi to przynieść raz jeszcze to nie ręczę za siebie - zagroził, wstając i odchodząc kawałek od zdziwionej kotki. 
No i znów się zaczęło. Łapał oddech, próbując uspokoić szalejące serce. Nie był już u burzaków, nie był. Był w Klanie Nocy, w domu. Tu był bezpieczny. 
A przynajmniej próbował w to wierzyć. 
Skulił się na ziemi, trwając w takim stanie przez jakiś czas, póki wspomnienia nie odeszły. Kminkowej Łapy już nie było, zaniosła zająca na stos ze zwierzyną. Zadrżał, czując żółć w gardle. Chciał zapomnieć o przeszłości, a ta nękała go mimo wszystko, uniemożliwiając to. 

***

Widząc Kminkową Łapę, podszedł do niej. Ostatnie ich spotkanie nie było zbyt... przyjemne. Przynajmniej dla niego, ale uznał ją za dobry cel na przeszpiegi. Bławatkowy Potok skończyła w kociarni i teraz pilnował go Bażancie Futro. Ten jednak miał pewien problem i latał ciągle w krzaki po nieświeżej rybie. Wykorzystał to do zagadania do kotki. 
- Kminkowa Łapo, można na słowo? - Kotka skinęła głową, więc przysiadł się do niej, po czym kontynuował. - Długo mnie nie było w Klanie Nocy i widzę, że wiele się pozmieniało. Ta Krucza Gwiazda... to prawda, że ją wybrał Niezapominajkowa Gwiazda na swojego zastępcę? Co o niej myślisz?

<Kminek?>

18 lipca 2022

Od Kminkowej Łapy do Zdradzieckiej Rybki

Kminkowa Łapa poprawiła ułożenie tylnych łap, spojrzeniem nie opuszczając burego futra. Zając był jeszcze nieświadomy jej obecności; słodko jadł jakieś korzonki. 
Podobało jej się nowe miejsce, w którym mieli tymczasowy obóz; niektórzy wciąż się nie przyzwyczaili, ale sama zmieniała teren tyle razy, że było jej to obojętne. Jedynie trening wspinaczki był utrudniony, bo iglaste drzewa nie miały tak miłych podpór i układu gałęzi, ale utrudnienie w nauce było mile widziane. Wprawdzie wciąż pobolewała ją momentami łapa, ale nie było to nic, co by jej bardzo przeszkadzało. Musiała nadrobić czymś swoje braki w słuchu i równowadze. Teraz przynajmniej nie miała jak zamiatać ogonem ziemi. Z tego pozostawionego im kawałka ziemi miała wodę, miasto i obrzeża lasu, na których często zauważała gryzonie. Teraz szykowały się do zimy, więc było ich mniej, niż w czasie lęgów, szczególnie z tymi deszczami, ale też ich nie brakowało.
Wystartowała, nie oczekując nawet na polecenie mentora, wyczuwając odpowiedni moment. Skoczyła na zająca i przyszpiliła go do ziemi, szybko gryząc w szyję. Podniosła się po chwili czuwania czy na pewno jest martwy i rozejrzała za Trzcinową Sadzawką. Ten właśnie podchodził do niej lekkim truchtem, z myszą zwisającą z pyska.
– Bardzo dobrze ci idzie. Będziemy już wracać powoli do obozu.
Kiwnęła głową w podziękowaniu za pochwałę, ignorując zadowolone motyle w brzuchu w reakcji na nią. Zawrócili w stronę, z której przyszli i wkrótce znaleźli się w znajomym terenie.
– W nagrodę możesz go zjeść. Zasłużyłaś. – uśmiechnął się i od razu poleciał do żłobka, gdy tylko mógł, zostawiając ją samą, ze skrzywioną miną. Definitywnie nie da razy zjeść zająca samodzielnie. Nawet nie miała ochoty.
Miała zamiar go odnieść na stos zwierzyny, ale ten był daleko i musiałaby do niego iść, kiedy jedyne co to chciała się położyć i turlać gdzieś poza wzrokiem kogokolwiek; bliżej dostrzegła kota siedzącego pod jednym z drzew. Rozpoznała w nim Pędzący Wiatr, czy też Zdradziecką Rybkę, który niedawno wrócił z przetrzymywania w Klanie Burzy. Niepewnie podeszła bliżej, wypuściła zająca i podsunęła mu w niemym, przyjacielskim zaproszeniu.

<Rybko?>

[przyznano 5%]